04 | Luty | 2013 | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Jedziemy do Chorwacji

Jak w tytule. Taka decyzja zapadła w naszym domu mniej więcej końcem zimy sezonu 2009/10 i dotyczyła zbliżających się wakacji. Druga, równie ważna: nie jedziemy na raz (jak poprzednio do Irlandii czy Włoch). Czyli przyzwyczajamy się do całkiem innej organizacji podróży. Ta druga decyzja, jak się w przyszłości okazało, zmieniła nasze postrzeganie wakacyjnych podróży.

Wakacje w Chorwacji miały być pierwszymi „samodzielnymi” wakacjami całej rodziny. Czyli cała organizacja podróży i pobytu w miejscu docelowym (które też trzeba było wybrać) spoczywała na nas – nie jechaliśmy już wszak do rodziny, która mogła nas przenocować i przemyśleć za nas plan spędzenia pobytu.

Punktem będącym poza dyskusją był środek transportu – jedziemy własnym samochodem. Pozostało tylko:

  • znaleźć najlepsze miejsce pobytu w Chorwacji (brak doświadczenia)
  • poszukać tam najlepszego możliwego miejsca noclegowego (brak doświadczenia)
  • przemyśleć trasę do i spowrotem (tu jakieś doświadczenie, choćby z Irlandii czy Włoch, już było)
  • znaleźć możliwe do odwiedzenia atrakcje w obu trasach (brak doświadczenia)
  • stosownie do wybranej trasy i znalezionych atrakcji, czytaj: czasu potrzebnego na jej przebycie, poszukać noclegów na obu trasach (brak doświadczenia)

Najdłużej chyba zeszło nam z punktem nr 1. Wybór miejsca pobytu wobec zerowego doświadczenia z Chorwacją był naprawdę dużym wyzwaniem. W zasadzie kryteriów było kilka: jak najbardziej na południe, w otoczeniu jakichś atrakcji, także jak najbliżej morza. Analiza map i planów całej Chorwacji była naprawdę dużym wyzwaniem. Czytanie połowy Internetu też. W końcu wybór padł na: Split. Spełniał wszystkie trzy kryteria – tak daleko na południu jeszcze nie byliśmy, mnóstwo atrakcji i w samym mieście i w zasięgu jednodniowej wycieczki autem. Znalazł się też nocleg blisko morza – w zasadzie 100 m od morza, w pierwszym rzędzie zabudowań, z bezpośrednim widokiem na wodę. Znaczy – destynacja wybrana. I punkt nr 2 również załatwiony.

Trasy były nieco determinowane punktami końcowymi – startowaliśmy z Poznania, ale wracaliśmy do Rzeszowa. Ot, takie rodzinne komplikacje 🙂 Trasa „do” została więc wstępnie ustalona tak: w stronę Berlina, potem na południe Niemiec (bo Niemcy mają fajne autostrady bez limitu prędkości), przez austriackie Alpy do granic Chorwacji, a potem już prosto na południe do Splitu. Droga „z” – na północ przez okolice Zagrzebia, potem Budapeszt i przez Słowację do Rzeszowa. Pozostało uszczegółowić miejsca noclegów i poszukać po drodze atrakcji.

Trasa „do”. W zasięgu pierwszego noclegu (czyli mniej więcej po 7 godzinach jazdy) wypadło nam Monachium. Potem zarezerwowaliśmy sobie czas na nieco wolniejszą jazdę przez Alpy (wszak widoki są), więc drugi z noclegów wypadł gdzieś w okolicach Villach (ach te skoki narciarskie – wszak tam jest skocznia, a dotychczas widzieliśmy tylko tę w Zakopanem), a po drodze z Monachium był i Salzburg i Bischofshofen (też skocznia). A z Villach to znów z 7 godzin do Splitu – czyli może damy radę gdzieś się zatrzymać i coś zobaczyć (wybraliśmy okrężną trasę przez Włochy, po drodze jest Triest – byliśmy już tam co prawda, ale pewnie jest tam coś jeszcze, czego nie widzieliśmy).

Z atrakcjami było trochę gorzej. Znaczy wydawało się, że nie jest źle – obie trasy wydawały się atrakcyjne i dobrze zaplanowane – ale praktyka miała pokazać, że i trasę da się zmienić, i atrakcje całkiem inne po drodze znaleźć.

Z zaplanowanych punktów, sprawdził się w zasadzie tylko jeden, ale i on nie do końca. Rzeczywiście pierwszy nocleg w drodze na wakacje został wyznaczony w Monachium – a w zasadzie nie do końca, bo pod Monachium (Allershausen). A to w wyniku szukania „atrakcji” – otóż okazało się, że w dniu zaplanowanego naszego noclegu w Monachium, na tamtejszej Allianz Arenie (stadionie Bayernu) odbędzie się towarzyski mecz pomiędzy Bayernem a Realem Madryt. Biletów już nie było, ale cały plan pobytu się zmienił – nie zwiedzamy Monachium, planujemy tamtejszy pobyt tak, żeby być może udało się na ten mecz pójść – sam nie wiem dlaczego zakładaliśmy, że pójść się uda. Stąd nocleg w Allershausen – małej miejscowości pod Monachium, ale położonej od strony Allianz Areny. No i godzina wyjazdu z Poznania została automatycznie ustawić tak, by być w Allershausen w godzinach dających szansę dojazdu przed meczem do Monachium.

Całe reszta nie była specjalnie planowana. Salzburg, Alpy, skocznie narciarskie, Triest i wybrzeżem Chorwacji do Splitu. Proste. I prawie się sprawdziło 🙂 Sprawdziła się za to droga powrotna, planowana z jednym noclegiem – w Budapeszcie.

Metodologia planowania wakacji się sprawdziła i jest, po niezbędnych poprawkach zbudowanych na własnym doświadczeniu, stosowana przez nas do dziś. Nauczyliśmy się czego szukać, o co pytać i gdzie – oczywiście w sieci, oczywiście w większości – wujka G. Były też pierwsze poszukiwania turystycznych, drukowanych przewodników. Jedyne, czego nie braliśmy wtedy pod uwagę – to dostęp do sieci w trakcie podróży (dostęp do sieci był oczywiście kryterium wyboru miejsca docelowego). Uczyliśmy się też wybierania miejsc noclegowych, zarówno tych na trasie, jak i tego docelowego. Podróż całą rodziną, z dziećmi, z których dwójka to kilkuletnie szkraby, wymuszała kryteria wygody. Podróż samochodem – kryterium parkingu. Nasze przyzwyczajenia i poczucie bezpieczeństwa – kryterium dostępu do Internetu.

Wakacje w Chorwacji, z dwoma noclegami w trasie „do” i jednym – w trasie „z”, była, jak się później okazało, znakomitym dla nas impulsem do budowania planów na kolejne wakacyjne wyjazdy. I znakomitym doświadczeniem, przydatnym w realizacji przyszłych, dużo dłuższych tras wakacyjnych. No i wszyscy sprawdziliśmy się w drodze – to przede wszystkim dało nam powód do dalszego planowania tego samego sposobu spędzania wakacji – daleka destynacja i ciekawa, długa podróż etapami, pomiędzy ciekawymi miejscami.

A jak nam chorwacka eskapada wyszła ? I Chorwacja okazała się mega ciekawa, i trasy odbiegły nieco od planowanych – atrakcji było dużo więcej, i dużo lepsze niż planowaliśmy.

 

Inne wpisy z: Wakacje w Chorwacji (2010)

Mirogoj, założony w 1876 r., od samego początku był cmentarzem wielowyznaniowym - pochowani są tu zarówno katolicy, jak i muzułmanie, Zydzi, protestanci, osoby innych wyznań a nawet niewierzący. Dziś Mirogoj uznawany jest za jeden z najpiękniejszych cmentarzy w całej Europie, pełen jest unikalnych, będących swoistymi dziełami sztuki nagrobków oraz rzeźb znanych artystów.

Budapeszt, formalnie stworzony z trzech miast: Budy, Obudy i Pesztu, stolica i największe miasto Węgier, 8. najludniejsze miasto Europy było naszym jedynym przystankiem w drodze powrotnej do Polski z wakacji spędzonych w Chorwacji.

Turanj, niewielka miejscowość na południe od miasta Karlovac (w zasadzie przedmieście), jest siedzibą unikalnego, dostępnego dla wszystkich bez opłat miejsca pamięci - Muzeum Uzbrojenia Wojny Domowej 1991-95, mającego za zadanie utrwalić potworność wojny domowej w byłej Jugosławii.