06 | Maj | 2014 | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Hotel El Greco w Salonikach - heloł, robicie to źle!

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

Tour de Europe 2013, suplement po prawie roku (poprzedni wpis: Tour de Europe 2013, podsumowanie). Greckie Saloniki były jednym z naszych punktów tranzytowych w drodze na ubiegłoroczne wakacje, były też naszą poznawczą bramą z Grecją – po raz pierwszy zatrzymywaliśmy się tu na nocleg w Grecji. Nocleg rezerwowaliśmy w samym centrum miasta, w hotelu El Greco, który od tego czasu zapisał się w naszej pamięci najczarniejszymi literami.

Hotel El Greco, Saloniki

Hotel El Greco, Saloniki

Od początku. Hotel El Greco jest usytuowany w centrum Salonik, bardzo ruchliwym i bardzo zabudowanym, co sprawia trudność ze znalezieniem miejsca do zaparkowania sporego samochodu. Jednym z kryteriów wyboru tego hotelu było więc posiadanie przez hotel własnego parkingu, który po przybyciu okazał się być parkingiem podziemnym, do którego wjazd stanowiła samochodowa winda, wożąca samochody pod poziom drogi.

Nie pozwala się tam samodzielnie wjeżdżać do windy, sprawę załatwia obowiązkowo obsługa hotelu, której oddaje się kluczyki na czas pobytu w hotelu. Oddaliśmy więc auto w ręce obsługi i bez żadnych niepokojów przez cały dzień zwiedzaliśmy uroki Salonik. Problem rozpoczął się po wymeldowaniu następnego dnia z hotelu – samochód został wywieziony windą na górę, po czym okazało się, że… tylna klapa jest bardzo mocno porysowana – samochód najwyraźniej nie do końca zmieścił się kierowcy z obsługi do windy i brama windy zamknęła się, obsuwając po tyle naszego auta. Mamy klops.

Wracamy do recepcji, zgłaszając problem. Recepcjonista wstępnie ogląda auto (wraz z człowiekiem, który nim z parkingu wyjeżdżał) i koniec końców stwierdzają fakt uszkodzenia. Biorą aparat fotograficzny, robią zdjęcia uszkodzeń, spisują dane kontaktowe do nas. Obiecują szybki kontakt i załatwienie sprawy z ubezpieczycielem hotelu, bo ubezpieczenie podobno mają. Uspokojeni, wyjeżdżamy w Salonik – właściwościom jezdnym auta na szczęście nic się nie stało. Rzecz działa się 7 sierpnia 2013 r.

Mija sobie czas, my spisujemy relację z wyprawy, a kontaktu ze strony hotelu jak nie było, tak nie ma. Po prawie 3 miesiącach od wydarzenia, pod koniec października, piszemy do Salonik maila. Przypominamy o szkodzie, podajemy daty oraz podkreślamy, że mają zdjęcia uszkodzonego samochodu, bo zrobili je na miejscu. Na wszelki wypadek wysyłamy w załącznikach własne zdjęcia tyłu pojazdu i pytamy, co się dzieje w sprawie.

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Odpowiedź nadchodzi następnego dnia i jest szokująca – nikt niczego do ubezpieczenia nie zgłosił, a manager hotelu o sprawie nic nie wie. Zdjęcia mają tylko dlatego, że im przesłaliśmy własne, bo o tych robionych na miejscu przez pracownika hotelu nikt nawet nie wspomina. 31 października (wtedy nadeszła odpowiedź) obiecują zgłosić szkodę do ubezpieczenia. Grejt.

I znów zapada cisza, bo po co odzywać się do poszkodowanego Klienta. Jak będzie zainteresowany, to sam się odezwie. 10 stycznia 2014 r. piszemy ponownie, z naciskiem na kolejne 3 miesiące, które upłynęły bez żadnych postępów w sprawie. Po czterech dniach otrzymujemy odpowiedź, która znów wprawia w osłupienie: hotel wysłał zdjęcia szkody do ubezpieczyciela, a ubezpieczyciel głowi się, na czym polega szkoda. Ale co tam, niech się głowi, hotel nie uznał za stosowne poprosić mnie o opis – po prostu zamknął po swojej stronie temat, nie kontynuując korespondencji z ubezpieczycielem, nie podając mu kontaktu do nas, czy choćby samemu się ze mną kontaktując (pełne dane kontaktowe mają, bo zostawiliśmy je przed odjazdem, a poza tym przecież wypełnialiśmy kartę meldunkową).

Takim to sposobem minęło do stycznia pół roku, a hotel totalnie olał temat. Przecież nie zrobili nam jakiejś przykrości, czy nie spowodowali u nas domniemanej straty, czy utraty jakichś wirtualnych pieniędzy, które mogliśmy zarobić z nieuszkodzonym samochodem – spowodowali u nas realne koszty finansowe, konieczność poniesienia wydatków na naprawę szkody wyrządzonej przez hotelowy personel.

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Nikt nawet nie fatyguje się (do dziś od 14 stycznia – jest 6 maja i niedługo będzie rok od naszego pobytu w hotelu – nie ma żadnej innej informacji od hotelu i już się jej nie spodziewamy, sami też nie mamy ochoty korespondencji podtrzymywać), by naszą sprawę w jakikolwiek sposób rozwiązać, by zainteresować się stworzonym przez siebie problemem. Nikt nie wykazuje nawet podstawowej inwencji z informowaniu nas o czymkolwiek, np. że ubezpieczyciel MA PYTANIA (!). Temat został zamieciony pod dywan i pan manager Panagiotis Pantsios z hotelu El Greco… udaje Greka. A mówiąc wprost ma nas w d…

W całej korespondencji nie padło nawet jedno słowo „przepraszam” – czy to za szkodę, czy za opóźnienia w załatwianiu sprawy. Nie zmęczono się także żadną próbą wymyślenia jakiegokolwiek innego sposobu załatwienia sprawy, choćby załagodzenia przez zaoferowanie czegokolwiek ze swojej strony (banalny przykład: oferta darmowego pobytu przy następnej okazji ?). Nikt nie znalazł chwili, by przez 9 miesięcy choćby na 5 minut pochylić się nad klientem, który stracił przez ich pracowników spore pieniądze.

Szanowny panie managerze Panagiotis Pantsios – gratulujemy niniejszym podejścia do zarządzanego przez siebie biznesu. Mamy nadzieję, że skutecznie tym artykułem przyczynimy się do omijania hotelu El Greco w Salonikach przez rzesze polskich turystów – szczególnie odradzamy tym zmotoryzowanym, choć patrząc na podejście do Klienta i poziom odpowiedzialności za własne usługi i mienie osób przebywających w hotelu – szczerze odradzamy pobyt tam każdemu.

Internet nie zapomina. Ten wpis wkrótce zostanie zindeksowany przez wyszukiwarki i pewnie niejedna zainteresowana osoba dowie się, gdzie w Salonikach nie szukać noclegu. A jak znajdziemy odrobinę czasu na dodatkową fantazję, to postaramy się o angielskojęzyczną wersję tego wpisu, dla lepszej i szerszej reklamy wątpliwej jakości usług. Traktowania nas jak natrętnej muchy i frajerów do wydy…ania nie zapomnimy. Cwaniakom szukającym zarobku bez własnej jakiejkolwiek odpowiedzialności mówimy NIE.

A do Grecji i tak wrócimy. Zresztą już w tym roku tam zawitaliśmy – z weekendową wycieczką do Aten (opis wkrótce). Tak się składa, że celem tegorocznego „Tour de Europe” będzie także Grecja – i to nie tak strasznie daleko od Salonik.

Szanowny panie managerze Panagiotis Pantsios z hotelu El Greco w Salonikach: pozdrowienia od Waszych anty-ambasadorów z Polski.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.