Albania, kraj bunkrów i… myjni samochodowych | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Albania, kraj bunkrów i... myjni samochodowych

Albania to kraj bardzo wyniszczony przez reżim komunistyczny i do niedawna bardzo hermetyczny. Mało, nawet dziś, jest aktualnych informacji o tym kraju, co sprawia, że wiedzę o nim opiera się przed pierwszym wyjazdem na zakorzenionych stereotypach. A jest ich tyle, że Albanię w zasadzie można nazwać krajem… stereotypów :)

Tour de Europe, dzień 7 (poprzedni wpis z trasy: Albańskie drogi i kierowcy). Opinią o Albanii rządzą stereotypy, powtarzane w każdym tekście o tym kraju. Jest ich cała masa (stereotypów), o tych drogowych pisaliśmy już w poprzednim tekście. Pokażemy jeszcze jeden, który jest jak najbardziej prawdziwy. I stworzymy inny, trochę z tymi drogowymi związany.

Dlaczego w ogóle tak mało o Albanii wiemy ? Po II wojnie światowej władzę w tym kraju przejęli, jak w całej naszej części Europy, komuniści. Ale albańscy komuniści, z Enverem Hodżą na czele, wymyślili swój własny sposób na komunizm, stopniowo zamykając swój kraj przed wpływami z zewnątrz. Przez lata utrzymywali politykę jednego „sprzymierzeńca”, którym kolejno były: Jugosławia (z którą zerwano stosunki przy okazji jej konfliktu z ZSRR), Związek Radziecki (z którym zerwano kontakty w 1961 r.) i… Chiny. Zrywanie stosunków z każdym z tych krajów skutkowało m.in. zaprzestawaniem spłacania zaciąganych w nich kredytów. Koniec końców Albania pozostała w latach siedemdziesiątych bez żadnego sojusznika na świecie, ostatecznie zamykając się wewnątrz.

Bunkry w Albanii

Bunkry w Albanii

Bunkry w Albanii

Bunkry w Albanii

Bunkry w Albanii (nie oszczędzono nawet ruin starożytnej Apollonii)

Bunkry w Albanii (nie oszczędzono nawet ruin starożytnej Apollonii)

Zabroniono wyznawania jakiejkolwiek religii: w albańskim kodeksie karnym zostało to uznane za przestępstwo (3 do 12 lat więzienia), kościoły i meczety wyburzono lub przeznaczono na świeckie budynki użytku publicznego, księży i duchownych muzułmańskich tępiono, wsadzano do obozów pracy i zabijano. Jeszcze w 1988 r. uchwalano ustawy o zakazie nadawania dzieciom imion chrześcijańskich czy muzułmańskich. Obywatelom Albanii zabroniono podróży zagranicznych i posiadania prywatnych samochodów. Były też sądy polityczne, obozy pracy, nacjonalizacja (czyt. zabór) prywatnej ziemi i utworzenie wielkich państwowych gospodarstw, takich naszych PGRów – taki komunistyczny „standardzik”.

Przywódca Albanii, Enver Hodża, z upływem czasu wpadał w coraz większe paranoje, związane z niebezpieczeństwem napadu na kraj przez wrogie siły (a wrogiem był każdy), aż w końcu rozpoczęto w całej Albanii budowę sieci bunkrów, mających pełnić funkcje obronne w razie ewentualnej agresji. Bunkry budowano w Albanii z iście komunistycznym rozmachem – wg różnych szacunków powstało ich między 300 a 800 tysięcy (!). Podobno ich konstrukcję przetestowano na… konstruktorze, którego wprowadzono do wybudowanego bunkra, a potem go ostrzelano. Tak czy tak, bunkry są w Albanii widokiem tak powszechnym, jak stragany z arbuzami. Są po prostu wszędzie, w różnym stanie, w domowych ogródkach, przy plażach, przy ruinach starożytnych miast, na polach. Nie są w żaden sposób konserwowane czy chronione, po prostu niszczeją i starzeją się. Nie wiem, jak Albania sobie z ich ogromem poradzi, czy znajdzie dla nich jakieś zastosowanie, czy je po prostu zlikwiduje. Stały się w każdym razie bunkry symbolem krajów orłów.

Bunkry w Albanii

Bunkry w Albanii

Bunkry w Albanii

Bunkry w Albanii

Bunkry w Albanii

Bunkry w Albanii

Historia najnowsza Albanii ma jeszcze jeden tragiczny epizod, który konsekwencje niesie chyba do dziś. W 1997 r. „zbankrutowały” (to wersja oficjalna, nieoficjalnie pieniądze łodziami wywożono zagranicę) w Albanii piramidy finansowe, hucznie zwane funduszami inwestycyjnymi. Problem w tym, że swoje oszczędności w nich ulokowała podobno połowa Albańczyków. Wybuchły ogromne zamieszki, ludność sforsowała m.in. wojskowe składy broni, która została rozkradziona. Stąd też pogłoski, że każdy Albańczyk ma jakąś broń w domu. Nie wiemy, nie sprawdzaliśmy w praktyce.

Ale naszym faworytem wśród rzeczy wyróżniających Albanię, oglądaną okiem turysty, jest coś innego. Coś, co jest związane z drogami (nawet widzimy duży związek :-)). Niesamowicie powszechnym widokiem przy drogach i w miastach Albanii są… myjnie samochodowe. W zasadzie „myjnia” to zdecydowanie za duże słowo – to zazwyczaj jakaś plandeka robiąca za dach, i „szlauch” czy prosty Karcher jako całość wyposażenia. Latwo da się je z daleka rozpoznać, zresztą są zawsze „podpisane”: LAVAZH lub LAVAZHO.

Nie dziwiło nas też kompletnie, że prawie każdy mijany „lavazh” miał akurat klienta. Jakość albańskich dróg i wszechobecny na nich pył i kurz wręcz zachęca do tworzenia takich biznesów. No i niewielkie środki, potrzebne na ich uruchomienie też. Z naszej perspektywy – turystów zmotoryzowanych, opierających swoje podróże o samochód i drogi, „lavazhe” były o wiele częstszym widokiem niż bunkry czy mercedesy. I to właśnie myjnie samochodowe stały się naszym prywatnym symbolem Albanii (choć nie próbowaliśmy z nich skorzystać).

Lavazh - myjnia samochodowa w Albanii

Lavazh – myjnia samochodowa w Albanii

Lavazh - myjnia samochodowa w Albanii

Lavazh – myjnia samochodowa w Albanii

Lavazh - myjnia samochodowa w Albanii

Lavazh – myjnia samochodowa w Albanii

Lavazh - myjnia samochodowa w Albanii

Lavazh – myjnia samochodowa w Albanii

Lavazh - myjnia samochodowa w Albanii

Lavazh – myjnia samochodowa w Albanii

Jest jeszcze jedna ciekawostka z Albanią związana, którą możemy potwierdzić – to sposób – a w zasadzie „strategia” – budowania domów jednorodzinnych, a czasem też większych konstrukcji. Otóż bez względu na ilość posiadanych funduszy, w Albanii rodzina stawia od razu docelową, np. piętrową konstrukcję domu jednorodzinnego. Ale pieniędzy często wystarcza tylko na wykończenie parteru, więc wykańcza się go, piętro pozostawiając do ukończenia „na lepsze czasy”. Wynikiem tego często domy wyglądają tak, że parter jest otynkowany, ze drzwiami i oknami, firankami, kwiatami – a piętro to gołe żelbetonowe słupy bez ścian i okien.

Dom, budowa wg szkoły "albańskiej"

Dom, budowa wg szkoły „albańskiej”

Wszechobecne straszące betonowe szkielety niedokończonych inwestycji

Wszechobecne straszące betonowe szkielety niedokończonych inwestycji

Wszechobecne straszące betonowe szkielety niedokończonych inwestycji

Wszechobecne straszące betonowe szkielety niedokończonych inwestycji

Wszechobecne straszące betonowe szkielety niedokończonych inwestycji

Wszechobecne straszące betonowe szkielety niedokończonych inwestycji

Jakkolwiek by Albanię nie oglądać, i jak się jej nie dziwić – ten kraj ma swój niezaprzeczalny urok. Poza nim ma też przyjaznych i uśmiechniętych, choć często biednych mieszkańców. Jest też autentyczny, i ta autentyczność najbardziej urzeka. Warto go zobaczyć, zanim zacznie gonić standardami Europę i będzie kolejnym walczącym o przyjezdnych, a potem wyciskającym z nich ostatnie Euro krajem. Na razie turysta jest tam gościem, a nie skarbonką.

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

Dodaj komentarz