Alkohol w podróży. Wszystko jest dla ludzi, ale… | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Alkohol w podróży. Wszystko jest dla ludzi, ale...

„Kofi, dżus, rakija?”. Takim pytaniem witał nas pewien czarnogórski gospodarz w pewnym pięknym miasteczku nad Boką Kotorską. Pytał nas o to konsekwentnie za każdym razem, gdy wychodziliśmy z pokoju, nawet tuż po przebudzeniu o 7-mej rano. A przecież my za chwilę wyjeżdżaliśmy w dalszą drogę…

Wyjazdy turystyczne, szczególnie te wakacyjne, nieodłącznie kojarzą się z relaksem, luzem, wolnością i swobodą. Z czasem odpoczynku po całym roku tyrania w pracy czy w szkole. To jest ten czas, który mamy w całości dla siebie i najbliższych, przeznaczany na własne przyjemności. Już sam zbliżający się termin wyjazdu sprawia, że rośnie w nas radość na myśl o tym, że na jakiś czas wyrwiemy się z rygoru codziennych obowiązków – i tych służbowych, i domowych. Relaks na plaży, zapomnienie o gotowaniu, odkurzaniu, prasowaniu i milionie innych codziennych spraw. Pyszne jedzenie w restauracji, zimne piwko czy przysłowiowe „drinki z parasolką” na plaży.

Nasze tamBylskie podróże to w ogromnej większości wyjazdy samochodowe. W dodatku wyjazdy objazdowe, w trakcie których przenosimy się z miejsca na miejsce, nierzadko codziennie. Przez lata nasze podróże ewoluowały z noclegów w klasycznych hotelach na rzecz małych pensjonatów lub wręcz prywatnych kwater i pokoi. Co sprawiło, że niemal wyłącznie mamy kontakt z właścicielami prywatnych domów i ich rodzinami, dziećmi – do psów i kotów włącznie :) Nie ma już profesjonalnej, przewidywalnej, ułożonej procedurami ale i bezosobowej obsługi hotelowej, a są zwykli ludzie, z ich zwyczajami, przyzwyczajeniami i standardami. Z taką zwykłą ludzką serdecznością, czasem podszytą stereotypami o nas – Polakach. A czasem zwykłym życiowym doświadczeniem w kontaktach z naszymi rodakami :)

Zapamiętaliśmy np. wizytę w sklepiku w jednym z wpisanych na listę UNESCO klasztorów w Kosowie, gdy obsługująca nas siostra zakonna spytała o narodowość. Gdy usłyszała „Polska” , my z kolei usłyszeliśmy „Ooooo, to obowiązkowo klasztorna rakija – wy Polacy tylko to kupujecie u nas”. Złamaliśmy schemat i wyjechaliśmy z… winem :)

 

Hiszpańska Marbella, tapas i cudowne wino

Hiszpańska Marbella, tapas i cudowne wino

Hiszpania słynie ze świetnych win

Hiszpania słynie ze świetnych win

 

W długiej podróży ciągłe skupienie jest kluczowe

Sezon wakacyjny za pasem, a wraz z nim tysiące Polaków wsiądą w samochody i rozpoczną wakacyjne podróże. I te krótsze, i te dłuższe. Chorwacja, Czarnogóra, Grecja, Bułgaria – zapewne będą jednymi z najpopularniejszych destynacji wakacyjnych – ze względu na klimat, ceny czy po prostu bezpieczeństwo w dzisiejszych zwariowanych czasach. Zresztą nieważne, jaki cel wakacyjnej podróży obierzecie – może tak jak u nas nie będzie jednego konkretnego celu, a będzie nim po prostu objazd po atrakcyjnych turystycznie miejscach gdzieś daleko.

Wskazanie naszego alkomatu 20 minut po wypiciu jednego piwa

Wskazanie naszego alkomatu 20 minut po wypiciu jednego piwa

Ważna jest odpowiedzialność – to nie jest codzienna droga do centrum handlowego czy do pracy. W wakacje często pokonujemy dziennie trasy liczone w setkach kilometrów – nasze zachowanie w trakcie takiej podróży naprawdę warto mocno przemyśleć pod każdym kątem. Przede wszystkim – pod kątem ilości odpoczynku i… możliwości spożywania alkoholu. A w podróży – zapewniamy Was z własnego doświadczenia – pokus nie brakuje.

Uwielbiamy wprost testować lokalną kuchnię podczas naszych podróży. Hiszpańska paella, tapas czy gazpacho, grecki gyros, turecki kebab czy bałkański burek i pljeskavica – zawsze staramy się spróbować dań jak najbardziej lokalnych. Jesteśmy też – o czym piszemy niewiele – prywatnie wielbicielami dobrego wina. W naszych podróżach ma ono też swoje miejsce – bo jak nie spróbować Tokaju w węgierskim Egerze czy lokalnych win w Hiszpanii, Francji czy Włoszech – mniej więcej tak samo, jak nie zakosztować wina w bułgarskim Mełniku.

Mocniejsze alkohole – te lokalne – też mają swoje miejsce w naszych podróżach. Zresztą tak samo jak i piwa – ale te już bardziej w formie czystego testu – kto nie chciałby choć raz spróbować wina serbskiego, albańskiego, macedońskiego, greckiego czy lokalnego piwa na włoskiej Sardynii. Ale gdy alkohol pojawia się w formie naszych własnych zakupów, szczególnie w czasie podróży objazdowej, sprawa jest oczywista – dbamy o to, by degustacja nie zaszkodziła nam i naszym dalszym planom. Nieważne są przepisy drogowe danego kraju – podstawa jest taka, że to my mamy być trzeźwi, wyspani i gotowi na podróż następnego dnia. Kolejne kilkaset kilometrów samo się nie przejedzie.

Bo choć wakacyjny luz kusi, to jednak nie warto ryzykować. Ryzykować życia i zdrowia swojego i własnych najbliższych w najgorszym wypadku. Ale nie każdy zdaje sobie sprawę, że jazda po wpływem alkoholu stawia pod znakiem zapytania rzeczy, o których na co dzień nie myślimy. Wypadek z naszej winy, spowodowany pod wpływem alkoholu – nawet jak nikomu nic się nie stanie – to często bardzo ciężkie kary finansowe, a zabrane prawo jazdy oznacza często klęskę w życiu zawodowym (ilu z nas samochód niezbędny jest do pracy lub choćby do dojazdu do niej). Warto to wszystko ryzykować na wakacjach? Nie – nie warto. A rzeczy, które zdecydowanie ujemnie wpłyną na nasze przyszłe życie, jeśli będziemy prowadzić samochód po alkoholu, jest zdecydowanie więcej – będzie o nich poniżej.

 

Serbia, Novi Pazar na południu kraju

Serbia, Novi Pazar na południu kraju

Dobre rumuńskie wino w zmyślnym kieliszku

Dobre rumuńskie wino w zmyślnym kieliszku

 

Jak działa alkohol na kierowcę

Zasada podstawowa – nie patrzcie się się limity alkoholu we krwi, obowiązujące w danym kraju. Mogą być związane lokalnie historycznie i kulturowo, ale to nie zmienia faktu, że alkohol działa od najmniejszej dawki na organizm kierowcy. Działanie alkoholu zależy od bardzo wielu czynników i nie da się go jasno i prsto określić jednym wzorem. Zależy od trybu życia, klimatu, pory dnia, naszej płci i wagi czy choćby tego, czy podczas spożywania alkoholu cokolwiek (i co) jemy. A gdy jesteśmy w długiej podróży – z pewnością też od kondycji naszego organizmu (poziomu zmęczenia) i czasu snu.

Pyszne ciemne piwo w niemieckim Quedlinburgu

Pyszne ciemne piwo w niemieckim Quedlinburgu

Co do zasady, alkohol zawsze i wszędzie, nawet w najmniejszych dawkach, działa na kierowcę negatywnie. Nawet w idealnych warunkach, nie powiązanych ze zmianą klimatu, zmęczeniem i ilością snu, działa naprawdę desktrukcyjnie:

  • nawet małe – wręcz śladowe – spożycie alkoholu (pojmowane w warunkach idealnych, nie powiązanych ze zmęczeniem i brakiem snu) powoduje rozproszenie uwagi kierowcy;
  • stężenie alkoholu na poziomie 0,3 promila (w Polsce jest to już wykroczenie) powoduje już gorsze rozpoznawanie oddalonych kształtów i szybkich zmian naświetlenia;
  • alkohol na poziomie 0,4 promila powoduje już opóźnione reakcje motoryczne i zdecydowanie gorszą sprawność kierowcy w pogorszonych warunkach atmosferycznych (zmrok, noc, deszcz itp.)
  • przy stężeniu alkoholu na poziomie 0,5 promila nie jesteśmy już w stanie zazwyczaj prawidłowo ocenić odległości pojazdu od innych uczestników ruchu lub przeszkód, zaczyna działać „napoleońska fantazja” – nie potrafimy realnie ocenić sytuacji na drodze – tu zwracamy uwagę – ten przedział mieści się w dopuszczalnym limicie w wielu popularnych wśród Polaków destynacjach wakacyjnych;
  • powyżej 0,6 promila występuje zdecydowana nadinterpretacja postrzegania własnych możliwości prowadzenia samochodu – zaczynamy czuć się „panami szos”. A jednocześnie dramatycznie spada czas reakcji na wydarzenia na drodze;
  • powyżej 1 promila występują już zaburzenia koordynacji mięśni i mowy – stajemy się zdecydowanie niezwykle niebezpieczni na drodze. Nasz organizm w żadnym elemencie nie funkcjonuje prawidłowo – nie potrafimy ocenić sytuacji na drodze ani potencjalnego niebezpieczeństwa. Nasze reakcje na wszystkie bodźce są bardzo opóźnione;
  • powyżej 2 promili występuje dodatkowo wzmożona senność – na tym poziomie stężenia alkoholu we krwi jesteśmy po prostu zabójcami na drodze. Zabójcami siebie, własnych bliskich, jak i wszystkich znajdujących się na naszej drodze;

Nadal nie działa na wyobraźnię? Bo przecież wakacje, bo przecież urlop, bo przecież czas na luz? No to włączcie wyobraźnię tak jak my. Jesteśmy rodziną, mamy trójkę dzieci – czy chcielibyście, by przez Waszą miejscowość mknęły samochody takich wakacyjnych turystów – pełny luz, pełna wolność, pełna fantazja? Podczas gdy nasze dzieci idą na spacer? Jak reagujecie na co dzień, gdy Wasze dzieci spotykają się na przejściu dla pieszych z kierowcami? No to teraz pomyślcie o rodzicach w takiej Chorwacji, Czarnogórze czy Grecji – gdzie dziesiątki tysięcy samochodów, także tych na polskich rejestracjach, mkną przez ich miejscowości na krótkie wakacje. Wakacje krótkie, a skutki Waszej wakacyjnej lekkomyślności mogą być dłuższe, niż każdemu z nas się wydaje. Dla nich tragiczne, dla Was – długoletnie. Te wakacje mogą stać się dla Was dożywotnim koszmarem, jeśli pojedziecie na nie z wyłączonym „bezpiecznikiem” własnego rozumu.

 

Macedonia, rakija, którą poczęstowali nas gospodarze na przywitanie

Macedonia, rakija, którą poczęstowali nas gospodarze na przywitanie

 

Jak długo działa alkohol w organiźmie człowieka?

Rożne znamy badania, ale zazwyczaj podawane dane mówią, że średnie tempo neutralizacji alkoholu przez organizm dorosłego człowieka to ok.0,15 – 0,18 promila na godzinę.

Ile promili w jakim alkoholu

  • 1 piwo, wypite przez mężczyznę, ważącego 80 kg zaraz po wypiciu da wynik 0,35 promila, po godzinie – 0,2. Do całkowitej trzeźwości będzie potrzeba 3 godziny od jego wypicia;
  • 2 „pięćdziesiątki” wódki u tego samego mężczyzny dadzą ponad 0,5 promila, po godzinie – 0,4. Stężenie alkoholu spadnie do zera dopiero po 4 godzinach;
  • butelka wina (0,75 l) dla tego mężczyzny to 1,25 promila i 9 godzin, potrzebnych do całkowitego wytrzeźwienia;
  • butelka (0,5 l) wódki, rakiji czy innego mocnego alkoholu to aż prawie 2,8 promila i niemal 20 godzin, zanim organizm go zneutralizuje do zera;

W sieci znajdziecie dużo serwisów, przedstawiających się jako „wirtualne alkomaty”, które po podaniu kilku danych „powiedzą”, jakie masz stężenie alkoholu we krwi i kiedy wytrzeźwiejesz. Ale pamiętajcie – te serwisy działają na podstawie ogólnych „wzorów”, które nijak mają się do rzeczywistych warunków – temperatury, spożywania posiłków czy np. wspomagających działanie alkoholu napojów energetycznych. Dane, uzyskane z takiego „zdalnego badania” w żaden sposób nie są pewne i ostateczne. Jedynym sposobem na sprawdzenie zawartości alkoholu we krwi jest posłużenie się alkomatem dobrej jakości.

Alkomat FITalco Neon

Alkomat FITalco Neon

Własny alkomat – lekarstwo na wszystkie pokusy

Niestety nie ma jednego wzoru na to, po jakim czasie po wypiciu alkoholu będziemy trzeźwi i „zdatni” do jazdy samochodem. Oprócz czynnika oczywistego, czyli ilości wypitego alkoholu, czas jego neutralizacji przez nasz organizm zależy od wielu innych czynników: czy jedliśmy coś przed lub w trakcie „imprezy”, od naszej płci i wagi. Oraz oczywiście od czasu, jaki upłynął. Nie warto „trzeźwieć na oko” – to że rano czujemy się dobrze po wieczornej imprezie, wcale nie oznacza, że nasz organizm już funkcjonuje w pełni prawidłowo i normalnie.

Żadne urządzenie nie zastąpi własnego zdrowego myślenia, ale akurat to może znacznie to myślenie wspomóc. Każdy kierowca powinien alkomat – bo o nim mowa – posiadać w domu. Jeśli chcemy być pewni, że nadajemy się do jazdy samochodem, że nie jesteśmy niebezpieczni i dla siebie, i dla najbliższych z którymi podróżujemy, i dla ludzi, których na drodze spotkamy, warto zrobić sobie szybki test na zawartość alkoholu we krwi – a w podróży nic lepszego nie da się wymyślić, niż badanie własnym alkomatem.

Współcześnie oferowane w sklepach alkomaty nie są już urządzeniami dla elit – i ceny i możliwości są dostępne i przydatne dla każdego. Dawno już zdecydowaliśmy się na zakup takiego urządzenia, ale całkiem niedawno staliśmy się posiadaczami alkomatu FITalco Neon – naprawdę wysokiej jakości urządzenia, wprost stworzonego dla nas, dużo jeżdżących i podróżujących samochodem.

Neon jest bardzo dokładnym alkomatem, mierzącym stężenie alkoholu w wydychanym powietrzu z dokładnością do 0,005 promila, w zakresie do 3 promili. Ma własną pamięć, potrafi zapamiętać 10 ostatnich pomiarów wraz z ich datą i godziną. Dołączona bateria wystarcza wg producenta na 500 pomiarów (urządzenie samo energię oszczędza, wyłączając się automatycznie gdy jest nieużywane) – ale jeszcze nie zdążyliśmy sprawdzić naszych oddechów aż tak dużą ilość razy :)

Alkomat FITalco Neon idealnie wpasował się w nasze potrzeby – dlatego też został przez nas wybrany. Oprócz wydajności pracy na baterii, posiada w komplecie zasilacz samochodowy, podpinany do standardowego gniazda ładowarki w samochodzie – nawet gdyby w podróży zdarzył się nam „pad” baterii, nie ma problemu z pracą na zasilaniu samochodowym. Bardzo przydatnym dodatkiem jest też dołączone fabrycznie etui na alkomat oraz spore opakowanie ustników. I jeden z ważniejszych elementów wyboru tego, a nie innego alkomatu – FITalco Neon posiada aż 36 miesięcy gwarancji, jest skalibrowany i gotowy do pracy, a kolejne kalibracje w razie nieprawidłowej pracy urządzenia w całym okresie gwarancji są przeprowadzane gratis!

O czym trzeba pamiętać, pracując z alkomatem? Jest kilka banalnych zasad, o których warto pamiętać:

  • alkomat jest urządzeniem elektronicznym, i to bardzo czułym, dlatego nie przechowujemy go w ekstremalnie niskich lub wysokich temperaturach. Czyli w czasie podróży nie zostawiamy go w rozgrzanym samochodzie na wierzchu (na siedzeniu, za szybą itp.);
  • chronimy alkomat przez zawilgoceniem i dostępem wody i innych cieczy;
  • żeby pomiar alkomatem był prawidłowy, nie wykonujemy go wcześniej niż 20 minut po spożyciu alkoholu (po pierwsze ze względu na tempo wchłaniania alkoholu w naszym organizmie, po drugie – zaraz po spożyciu alkoholu mamy go sporo osadzonego w ustach);
  •  alkomat może też pokazać błędny pomiar np. gdy użyjemy go zaraz po wypłukaniu ust płynem do płukania, zawierającym alkohol. W organizmie alkoholu nie będzie, ale czujnik zareaguje na alkohol znajdujący się w naszych ustach;
  • alkomat jest wrażliwy także na dym, który może spowodować błędy w jego działaniu. Nie używamy alkomatu w zadymionych pomieszczeniach, ani zaraz po wypaleniu papierosa;

 

Alkomat FITalco Neon

Alkomat FITalco Neon

 

Trzymając się tych kilku prostych i raczej oczywistych zasad, sprawimy że alkomat stanie się bardzo przydatnym towarzyszem w podróży. Bo nawet jeśli sami nie planujemy degustacji piwa, wina czy lokalnego mocniejszego alkoholu w podróży, to możemy „paść ofiarą” gościnności naszych gospodarzy :) Szczególne wspomnienia z tą gościnnością mamy z całych Bałkanów oraz z Gruzji. W pierwszym zdaniu tego artykułu podaliśmy przykład gospodarza z Perastu nad piękną czarnogórską Boką Kotorską, który ustawicznie zadawał nam jedno pytanie: „Kawa, sok, rakija?”.

Gospodarze w macedońskiej Bitoli z kolei podeszli „do tematu” inaczej, na powitanie stawiając nam w pokoju na stole butelkę świetnej, domowej rakiji. Była naprawdę świetna (i silnie zmrożona, co przy 40-stopniowych upałach znacznie podnosi jej walory), ale do małej degustacji. Resztę butelki taktownie zostawiliśmy w pokoju, wyjeżdżając.

Z kolei do bułgarskiego Mełnika sami pojechaliśmy z mocnym postanowieniem wypróbowania miejscowego, słynnego czerwonego wina. Z rozmysłem zatrzymaliśmy się u gospodarza z własną winną piwniczką i z rozmysłem poprosiliśmy o możliwość degustacji jego wina.

Jak w tytule – alkohol jest dla ludzi i nie odmawiamy Wam (ani sobie) przyjemności jego degustowania. Ale jeśli jesteście w podróży, warto pamiętać, że alkohol nie jest neutralny dla organizmu oraz nie wyparowuje natychmiast. Nasz organizm potrzebuje czasu na jego „przepracowanie”, a jeśli chcemy mieć pewność, że możemy już jechać w dalszą drogę – warto zaopatrzyć się w alkomat, który jest jedynym miarodajnym wskaźnikiem naszej trzeźwości.

Limity alkoholu w Europie

Dopuszczalne stężenie alkoholu we krwi różni się (i to bardzo) w poszczególnych krajach Europy. Są kraje bardzo restrykcyjne, nie dopuszczające absolutnie ani śladu alkoholu, ale są i takie w których wypicie dwóch dużych piw przed jazdą samochodem mieści się w granicach przepisów (te dwa piwa potraktujcie umownie, powyżej już pisaliśmy że stężenie alkoholu zależy od wielu czynników).

W Polsce dozwolone stężenie to 0,2 promila – a to oznacza, że nawet po małym piwku jazda samochodem już podpada pod kodeksy. Po przekroczeniu 0,2 promila popełniamy wykroczenie – grozi nam za to areszt do 30 dni, grzywna do 5.000 zł oraz utrata prawa jazdy nawet do 3 lat. Ale uwaga – po przekroczeniu 0,5 promila we krwi kwalifikacja znacznie się zmienia – to już jest przestępstwo zagrożone nawet pozbawieniem wolności do 3 lat, grzywną minimum 5.000 zł i utratą prawa jazdy na minimum 3 lata. Dodatkowo – jeśli spowodujecie pod wpływem alkoholu wypadek zakończony śmiercią lub ciężkimi obrażeniami poszkodowanych – pozbawienie wolności na minimum 2 lata – nie ma możliwości uzyskania wyroku w zawieszeniu.

Bez względu na to, co mówią przepisy, zdecydowanie polecamy jazdę „na zero”. Szczególnie podczas wakacyjnych wyjazdów, gdy często pokonujecie duże odległości, jadąc np. do Albanii, Chorwacji czy Grecji – najpopularniejszych chyba celów turystycznych zmotoryzowanych Polaków. Dłuższa jazda samochodem wymaga zdecydowanie maksymalnej koncentracji i formy kierowcy, naprawdę nie warto ryzykować dla jednego piwa. Zwłaszcza, że zazwyczaj wieziecie ze sobą najbliższe osoby – rodzinę, dzieci itp. Wakacyjne szaleństwo rozpocznijcie po przyjeździe do celu, nie w trasie.

Dozwolone stężenie alkoholu we krwi w krajach europejskich (źródło: DailyDriver.pl)

Dozwolone stężenie alkoholu we krwi w krajach europejskich (źródło: DailyDriver.pl)

 

Skutki jazdy pod wpływem alkoholu

Albańskie piwo też potrafi smakować, szczególnie w mocnych upałach

Albańskie piwo też potrafi smakować, szczególnie w mocnych upałach

O karach, grożących za jazdę pod wpływem alkoholu w Polsce już wyżej napisaliśmy. Za samą jazdę ze stężeniem powyżej 0,2 promila grozi już areszt, grzywna i utrata prawa jazdy. Powyżej 0,5 promila – już więzienie, wysoka grzywna i długie zabranie prawa jazdy. I oby tylko na tym się skończyło, bo jeśli coś się stanie z Waszej winy… już dalej nie chcemy myśleć.

Ale warto wspomnieć jeszcze o dwóch aspektach jazdy pod wpływem alkoholu:

  • w razie spowodowania stłuczki lub wypadku pod wpływem alkoholu nie działa ubezpieczenie – w każdej polisie ubezpieczeniowej jest odpowiedni zapis na ten temat. Ubezpieczyciel i owszem – pokryje wszystkie wydatki na wyrównanie szkód przez Was spowodowanych, ale potem wystawi tzw. „regres”, czyli zażąda od Was zwrotu wszystkich poniesionych kosztów. A te koszty to niekoniecznie tylko naprawa uszkodzonego samochodu osób, z którymi się zderzyliście. To także wszystkie koszty leczenia, utraty dochodów w związku z wypadkiem czy też nawet długoletniej renty dla ofiar wypadku. Koszty mogą iść nawet w setki tysięcy złotych i ubezpieczyciel na pewno z całą stanowczością wyegzekwuje je od Was;
  • jadąc pod wpływem alkoholu, możecie całkiem niechcący stać się… ofiarą stłuczki lub wypadku. Znamy taki przypadek sprzed lat wśród swoich znajomych – gdy prawidłowo stojący na czerwonym świetle w mieście samochód został najechany z tyłu przez nieuważnego kierowcę. Podczas spisywania protokołu obie strony zostały przebadane przez policję alkomatem – i osoba poszkodowana… straciła prawo jazdy na 2 lata – bo była pod wpływem alkoholu. W tym przypadku także nie ma litości – nieważne czy jesteś ofiarą czy sprawcą wypadku – jeśli jesteś pod wpływem alkoholu, podlegasz pod wszystkie przepisy karne tak samo;

Bierzcie też pod uwagę, że kary za jazdę pod wpływem alkoholu zagranicą bywają o wiele wyższe niż w Polsce. Jazda „na podwójnym gazie” nigdy się nie opłaca. Ale przede wszystkim – podróże są po to, by odpocząć, poznać świat. Podróże to czas radości, słońca, plaży, ciepłej morskiej wody. Nie psujcie sobie tego najlepszego w roku czasu wsiadaniem za kółko po alkoholu. Ryzykujecie życie i zdrowie własne, swoich najbliższych i Bogu ducha winnych obcych osób, które będą miały nieszczęście spotkać Was na drodze. Urlopowy luz może być łączony z alkoholem. Ale z alkoholem i samochodem jednocześnie – zdecydowanie NIE.

 

Artykuł przygotowany we współpracy z marką FITalco, producentem alkomatów wysokiej jakości

Dodaj komentarz