Bieszczadzkie drewniane cerkwie, cz.1 | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Bieszczadzkie drewniane cerkwie, cz.1

Momentami w czasie naszych podróży życie samo pisze scenariusze. Pojechaliśmy w Bieszczady pochodzić po górach, a zakończyło się na rajdzie szlakiem pięknych drewnianych cerkwi. I wcale nie żałujemy.

Nagrobek z cmentarz przy cerkwi w Smolniku

Nagrobek z cmentarz przy cerkwi w Smolniku

Nie tak miał wyglądać nasz bieszczadzki wypad w długi majowy weekend. Spędzaliśmy go w rodzinnym Rzeszowie i wymyśliliśmy sobie spacer po Bieszczadach, a dokładnie po Połoninie Caryńskiej. Niestety w momencie dojechania samochodem na parking przy przełęczy Wyżna gwałtownie rozpadał się deszcz – ze szlaku żółtego zrobił się szlak błotny. Chcąc nie chcąc, cofnęliśmy się nieco do Wetliny, gdzie konsumując słynny na całą Polskę „naleśnik gigant” z owocami, opracowaliśmy na szybko plan awaryjny. Plan, który zakładał po prostu przejażdżkę Wielką Pętlą Bieszczadzką, a potem wizytę w Arłamowie – wszak wtedy właśnie gościła tam piłkarska reprezentacja Polski na swoim ostatnim zgrupowaniu przez Euro 2016.

Nagrobek z cmentarz przy cerkwi w Czarnej

Nagrobek z cmentarz przy cerkwi w Czarnej

Plan sam się nam modyfikował po drodze. Najpierw odbiliśmy z Ustrzyk Górnych do Wołosatego, by zobaczyć najwyższy bieszczadzki szczyt – Tarnicę. A potem zobaczyliśmy kierunkowskaz do zabytkowej cerkwi w Smolniku – i skończyło się na tym, że cały dzień jechaliśmy wzdłuż jednej z tras Bieszczadzkiego Szlaku Architektury Drewnianej, zwiedzając po kolei znajdujące się na nim piękne drewniane cerkwie.

Cerkwie na tym terenie dają okazję do poznania jakże burzliwej historii ziem, położonych na południe od dzisiejszych Ustrzyk Dolnych, aż do Smolnika właśnie. Historii przemilczanej i nieco zapomnianej, ale na pewno wartej pamięci. Historii, która sprawiła, że tysiące mieszkańców tych ziem przeżyło koszmar, zgotowany im nie przez wojnę, a przez władze państwowe – polskie i radzieckie. Historii zmiany granicy Polska – ZSRR z 1951 r.

Ten niewielki skrawek Bieszczadów, dziś oraz przed wojną leżący na terytorium Polski, po II wojnie światowej znalazł się w granicach ZSRR. Nie na długo jednak, bo po 6 latach od zakończenia wojny na terenach przygranicznych Lubelszczyzny polscy geologowie znaleźli bogate i łatwo dostępne pokłady węgla. I wtedy o tamte tereny „upomniało” się ZSRR – pod pozorem wygody budowy linii kolejowej, łączącej dwa radzieckie miasta, która przebiegała przez polskie tereny (na których całkiem przypadkiem właśnie wtedy odkryto pokłady węgla). Oficjalnie chęć zmiany granicy wyszła od Polski, ale wiadomo, jak to wtedy bywało. Tym bardziej, że Polska bardo dużo ekonomicznie traciła na utracie żyznych ziem lubelskich, dodatkowo bogatych w węgiel.

Nagrobek z cmentarz przy cerkwi w Rabem

Nagrobek z cmentarz przy cerkwi w Rabem

Ale oficjalnie to Polska rozpoczęła ten proces, jakoby chcąc sobie zabezpieczyć tereny bieszczadzkie, słabo zaludnione i ze słabymi ziemiami, ale powodem miała być budowa elektrowni wodnej w Solinie – Myczkowcach. Tak czy tak – do wymiany doszło ostatecznie w 1951 r. – ZSRR wzięło sobie Lubelszczyznę z węglem, a my kawałek Bieszczadów z ludnością głównie ukraińską.

Układ był taki, że na wymienianych terenach miał pozostać nienaruszony cały majątek trwały – fabryki, domostwa, zabudowania itp., natomiast ludność miała być przesiedlona. Tysiące ludzi niemal z dnia na dzień (negocjacje układowe utrzymywano w tajemnicy niemal do dnia zatwierdzenia go przez polski Sejm) dowiedziały się, że będą musiały się wynieść z ziem zajmowanych od pokoleń. Po tragicznej zawierusze wojennej, na tereny wciąć niespokojne, walczące z bandami UPA, dotarła kolejna tragedia – konieczność wyniesienia się w inne miejsce.

Ukraińcy z bieszczadzkich terenów zostali przeniesieni wgłąb terenów dzisiejszej Ukrainy, natomiast tutaj sprowadzeni zostali polscy przesiedleńcy z terenów oddanych na rzecz ZSRR, w sumie co najmniej kilka tysięcy ludzi. Zastali tu prawosławne cerkwie, słabe ziemie, tern górzysty, surowy i zalesiony oraz niemal kompletny brak infrastruktury. Zastali po prostu biedę… Częściowo nie wytrzymali i w kolejnych latach „uciekali” w inne rejony kraju. Częściowo zostali, z czasem przystosowując się do surowych bieszczadzkich warunków.

Nagrobek z cmentarz przy cerkwi w Czarnej

Nagrobek z cmentarz przy cerkwi w Czarnej

Po Ukraińcach pozostały upadające ze starości, nie naprawiane zabytkowe cerkwie i otaczające je cmentarze, z równie zabytkowymi nagrobkami chowanych tu od pokoleń mieszkańców. Cerkwie były plądrowane i niszczone, te które miały „szczęście” były przejmowane przez kościół katolicki, nadal służąc mieszkańcom – teraz już katolikom. Dopiero w ostatnich dziesięcioleciach doczekały się one zasłużonych renowacji – te które do tych czasów doczekały…

Nagrobek z cmentarz przy cerkwi w Rabem

Nagrobek z cmentarz przy cerkwi w Rabem

I tak krocząc od cerkwi do cerkwi, od cmentarza do cmentarza, coraz bardziej wizualizowaliśmy sobie w głowach wielką tragedię ówczesnych mieszkańców. Tragedię rodzin, z dnia na dzień przenoszonych przymusowo w inne miejsce. Z obu stron – i tych których tu siłą sprowadzono, i tych, których stąd siłą wysiedlono. Ci drudzy zostawili tu całą swoją spuściznę, domy, przodków i pamięć o nich – wszystko to oddając w ręce ludzi, którzy mieli tu (również przymusowo) przyjść po nich. Nagrobki pisane cyrylicą na przycerkiewnych cmentarzach opowiadają najlepiej tę jakże przygnębiającą historię… To przygnębienie towarzyszyło nam cały czas przy kolejnych zwiedzanych cerkwiach. Teraz – jak już znacie kontekst tej opowieści – zobaczcie głównych bohaterów, czyli drewniane cerkwie przy tzw. trasie nr 3 Bieszczadzkiego Szlaku Architektury Drewnianej.

Cerkiew św.Michała Archanioła w Smolniku

Wybudowana w 1791 r. jako kolejna stojąca w tym miejscu, we wsi istniejącej od XVI w. Po dawnym Smolniku nie pozostało dziś nic, poza cerkwią właśnie, oraz przyległym do niej cmentarzykiem, założonym w XIX w. Zabudowania wsi opuszczono w 1951 r. (mieszkańców wysiedlono w okolice Lwowa) i ostatecznie rozebrano. Tylko cerkiew się uratowała, choć wszystkie cenniejsze dzieła sztuki sakralnej i elementy wyposażenia zabrali ze sobą ówcześni mieszkańcy – dziś niektóre są eksponowane w muzeach we Lwowie.

Cerkiew św.Michała Archanioła w Smolniku

Cerkiew św.Michała Archanioła w Smolniku

Cerkiew św.Michała Archanioła w Smolniku

Cerkiew św.Michała Archanioła w Smolniku

Cerkiew wybudowana została w stylu bojkowskim (trzyczęściowa świątynia z widocznymi na zewnątrz kopułami) – jest dziś unikalna w skali całego naszego kraju. Cerkwi wybudowanych w tym stylu istnieje dziś w Polsce raptem kilka. W latach 70-tych XX w. została przejęta przez kościół katolicki i jako taki funkcjonuje do dziś. Jest otwarta w weekendy – wtedy można ją bez problemu zwiedzić także od wewnątrz. Jest wpisana na listę UNESCO.

Cerkiew św.Michała Archanioła w Bystrem

Znacznie młodsza od tej w Smolniku, wybudowana w 1902 r., ale także stojąca w miejscu dużo wcześniej istniejących (już od XVII w.) świątyń greckokatolickich. Od 1951 r. stała kompletnie opuszczona i dewastowana przez szabrowników i upływ czasu. Nowi mieszkańcy starali się przekształcić ją w kościół katolicki, nawet odbyło się tu kilka nabożeństw, ale władze szybko ich zakazały.

Cerkiew św.Michała Archanioła w Bystrem

Cerkiew św.Michała Archanioła w Bystrem

W następnej dekadzie wywieziono z niej większość wyposażenia, które jeszcze wtedy istniało. Dopiero w latach 80-tych rozpoczęto stopniowo przeprowadzane remonty dawnej cerkwi, które trwają po dziś dzień i w dużej części prowadzone są za fundusze zbierane charytatywnie, z małym udziałem państwa. Świątynia nie jest czynna, nie odbywają się w niej żadne obrzędy od ponad 60 lat…

Cerkiew Narodzenia Bogarodzicy w Michniowcu

Michniowiec istnieje co najmniej od 1521 r. – z tego czasu pochodzi pierwszy dokument, wspominający o wsi, która w czasach świetności posiadała nawet ponad tysiąc mieszkańców (ale nigdy większością nie byli Polacy). W okresie międzywojennymi istniały tu zaledwie dwie polskie rodziny.

Cerkiew Narodzenia Bogarodzicy w Michniowcu

Cerkiew Narodzenia Bogarodzicy w Michniowcu

Obecnie istniejąca cerkiew w Michniowcu wybudowana została w 1868 r., w miejscu wcześniej istniejących tu świątyń. W 1904 r. dobudowano, również drewnianą, wolnostojącą dzwonnicę. Po 1951 r., kiedy to wysiedlono stąd ludność ruską, większość wyposażenia cerkwi rozkradziono – przez kilkanaście lat stała bowiem nieużytkowana i zamknięta. Od 1971 r. świątynia została przekształcona w rzymskokatolicki kościół św.Jana Chrzciciela.

Cerkiew św.Dymitra Męczennika w Czarnej

Wybudowana w 1834 r., jedna z większych (z tych przez nas oglądanych), otoczona równie sporym ukraińskim cmentarzem z nagrobkami nawet z początku XX w. Po 1951 r. wykorzystywana jako świątynia rzymskokatolicka. We wnętrzach zachowały się o dziwo niektóre zabytkowe elementy wyposażenia, nawet z XVIII i XIX w. Część wyposażenia przywieźli ze sobą przesiedleni tu mieszkańcy okolic Sokala z Lubelszczyzny.

Cerkiew św.Dymitra Męczennika w Czarnej

Cerkiew św.Dymitra Męczennika w Czarnej

Cerkiew św.Dymitra Męczennika w Czarnej, tablica upamiętniająca przesiedlenia z 1951 r.

Cerkiew św.Dymitra Męczennika w Czarnej, tablica upamiętniająca przesiedlenia z 1951 r.

Obok cerkwi znajdziecie niewielką, dobudowaną już po akcji przesiedleńczej dzwonnicę oraz niezwykle smutną tablicę pamiątkową, upamiętniającą akcję przymusowych przesiedleń ludności Lubelszczyzny w te rejony.

Cerkiew Narodzenia Bogarodzicy w Żłobku

Cerkiew Narodzenia Bogarodzicy w Żłobku

Cerkiew Narodzenia Bogarodzicy w Żłobku

Cerkiew Narodzenia Bogarodzicy w Żłobku

Cerkiew Narodzenia Bogarodzicy w Żłobku

Cerkiew Narodzenia Bogarodzicy w Żłobku

Cerkiew Narodzenia Bogarodzicy w Żłobku

Wzniesiona w 1830 r. Jej historia zakończyła się w 1951 r., kiedy to pozostała opuszczona – całe jej wyposażenie rozstało rozgrabione i rozkradzione. W samym końcu lat 70-tych przejął ją kościół rzymskokatolicki, który przeprowadził remont na swoje potrzeby. Do dziś służy jako świątynia, pod wezwaniem Matki Bożej Nieustającej Pomocy.

Cerkiew św.Mikołaja w Rabem

Pochodząca z 1858 r., wybudowana w miejscu stojącej tu wcześniej cerkwi z połowy XVIII w. Podobnie jak poprzednie, pozostawiona sama sobie po wysiedleniu ówczesnych mieszkańców w 1951 r. Z oryginalnego wyposażenia nie zachowało się nic – wszystko zostało zniszczone lub rozgrabione. Przez dwie dekady świątynia służyła jako magazyn, a potem przejął ją kościół rzymskokatolicki (dziś pod wezwaniem Świętej Rodziny). Dookoła cerkwi kiedyś był cmentarz, z którego do dziś ostało się raptem kilka nagrobków.

Cerkiew św.Mikołaja w Rabem

Cerkiew św.Mikołaja w Rabem

Cerkiew św.Mikołaja w Rabem

Cerkiew św.Mikołaja w Rabem

Trochę przypadkiem mieliśmy okazję zobaczyć kawałek smutnej historii regionu, w którym się wychowaliśmy i w którym spędziliśmy dobre kilkadziesiąt lat. Nigdy wcześniej jednak nie zgłębialiśmy jej dokładniej. I choć niby o historii zmiany granic PRLu w 1951 r. wiedzieliśmy i gdzieś tam chyba nawet przewijała się ona lekko na lekcjach historii w szkole, to jednak zobaczenie tych terenów i tej spuścizny po poprzednich ich mieszkańcach z tak bliska wywarło na nas naprawdę duże wrażenie. Zmusiło do poszukania większej porcji informacji na ten temat, pogłębienia wiedzy, próby zrozumienia tego, co się tu stało. Bo że się stało, to wiedzieliśmy. Tylko skali się nie spodziewaliśmy…

A bieszczadzkie drewniane cerkwie nas uwiodły swoim pięknem. Obiecaliśmy sobie, że jeszcze na Szlak Architektury Drewnianej wrócimy. Dlatego też w tytule tego posta wstawiliśmy „cz.1”. Bo na pewno będą kolejne :)

 

Inne posty z: Polska

img_4102

Momentami w czasie naszych podróży życie samo pisze scenariusze. Pojechaliśmy w Bieszczady pochodzić po górach, a zakończyło się na rajdzie szlakiem pięknych drewnianych cerkwi. I wcale nie żałujemy.

STIHL POZnań Ice Festival 2015

Pomimo, że już od 8 lat mieszkamy w Wielkopolsce, dopiero pierwszy raz udało się nam zobaczyć coroczny, odbywający się w Poznaniu Festiwal Rzeźby Lodowej, w tym roku pod nazwą STIHL POZnań Ice Festival.

Wolsztyn, parada parowozów 2014

Wreszcie się udało. Przymierzaliśmy się od kilku lat, ale jakoś termin długiego weekendu majowego nigdy nam nie pasował. A w tym roku zagrało - byliśmy na dorocznej paradzie parowozów w Wolsztynie.

 

Dodaj komentarz