Rok 2013 | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Stralsund. Hanzeatycka potęga z listy UNESCO

Ostatnie zwiedzane przez nas podczas wrześniowego weekendu 2013 r. niemieckie miasto nad Bałtykiem to Stralsund, zwany po polsku Strzałowem. Trzecie (z czterech oglądanych) ze starówką, wpisaną w całości na listę UNESCO.

Ostatni akcent naszego hanzeatyckiego weekendu w Niemczech we wrześniu 2013 r. Po Wismarze, Lubece i Rostocku przyszedł czas na Stralsund, oddalony od Rostocku o ok.110 km, z czego większość da się przejechać trasą szybkiego ruchu, dzięki czemu podróż zajmuje niewiele ponad godzinę.

Stralsund, kościół Mariacki

Stralsund, kościół Mariacki

O Stralsundzie przed wyjazdem nie wiedzieliśmy praktycznie nic – wielka niewiadoma. Poza tym, że należał do Hanzy i że jest wpisany na listę UNESCO. No, ale jak jest na liście UNESCO, to nie może być tam źle, prawda ? :) Zanim jednak pokażemy Wam atrakcje miasta, tradycyjnie kilka słów o jego historii.

Stralsund, kościół Mariacki

Stralsund, kościół Mariacki

Stralsund założyli Słowianie, pod nazwą „Strale” (Strzała, stąd polska nazwa „Strzałów”). Już w XII w. osada była częścią ówczesnego królestwa Danii. W 1234 r. Stralsund otrzymał prawa miejskie, ale jego potęga rosła tak szybko, że zazdrosna Lubeka najechała miasto i spaliła je doszczętnie już 15 lat później. Jednak zostało ono odbudowane, tym razem z murami i wieżami obronnymi. Miało wtedy aż 11 bram wjazdowych. W 1293 r. Stralsund został członkiem Hanzy, szybko stając się jednym z głównych jej miast – już w XIV w. był drugim pod względem znaczenia miastem Hanzy (po Lubece).

Stralsund, kościół Mariacki

Stralsund, kościół Mariacki

Stralsund, plac Neuer Markt

Stralsund, plac Neuer Markt

Miasto był jednym z pierwszych ośrodków wiary protestanckiej w północnych Niemczech (XVI w.). Zdobyty przez Szwedów podczas wojny trzydziestoletniej, przez następne dwa wieki pozostawał pod ich władzą. Dopiero w XIX w. wrócił do ówczesnych Prus. Z okresem II wojny światowej wiążą Stralsund niewielkie, i nadzwyczaj smutne, związki z Polską – w październiku 1939 r. hitlerowcy wywieźli prawie 1300 pacjentów tutejszego szpitala psychiatrycznego do Wielkiej Piaśnicy – dziś wsi pod pomorskim Wejherowem. Tam w ramach „oczyszczania” narodu niemieckiego zostali oni wymordowani – ta masakra uznawana jest za pierwszą zbrodnię hitlerowców w trakcie II wojny światowej. Wymordowano też wtedy pomorską i kaszubską inteligencję, w przeważającej liczbie Polaków.

Po odbiciu miasta przez Armię Czerwoną, Stralsund stał się częścią radzieckiej strefy okupacyjnej, a co za tym idzie – nowopowstałej NRD. Komunistyczne władze nie dbały o historyczne dziedzictwo miasta, przez co zabytki starówki podupadły dość znacznie. Dopiero po zjednoczeniu Niemiec miasto odzyskało wigor – stare miasto zostało szybko odrestaurowane, a w 2002 r. wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Starówka w Stralsundzie nie jest specjalnie rozległa. Jest specyficznie położona, będąc oddzieloną od stałego lądu w dużej części przez wodę, z drugiej strony wychodząc na część bałtycką, bezpośrednio sąsiadującą z Rugią. Znaleźliśmy sobie dobre miejsce do zostawienia samochodu (akurat niedziela, więc bez opłat) przy uliczce Frankenwall, położonej na południowym obrzeżu starego miasta, ale w zasięgu dosłownie kilku kroków od największych atrakcji tegoż.

Stralsund, kościół Mariacki

Stralsund, kościół Mariacki

Stralsund, stare miasto

Stralsund, stare miasto

Stralsund, stare miasto

Stralsund, stare miasto

Parkujemy tuż przy przepięknym budynku szkoły im.Gerharta Hauptmanna, pochodzącym z 1900 r. i od razu idziemy do pobliskiego, największego kościoła w Stralsundzie, kościoła Mariackiego. Świątynia pojawia się w historii już w 1298 r. Pod koniec XIV w. z powodu wad budowlanych, w dużej części kościół się zawalił. Odbudowano go, a także podwyższono zniszczoną wieżę, która po oddaniu do użytku mierzyła aż 151 m wysokości (!) – była wtedy przez krótki okres (połowa XVII w.) najwyższą budowlą na świecie. Po niecałym ćwierćwieczu istnienia trafił ją jednak piorun i znów została zniszczona. Ponownie odbudowaną ją na początku XVIII w., już niższą (104 m) i tak wytrwała do dziś. Wojska napoleońskie przez kilka lat w XIX w. wykorzystywały kościół jako koszary.

Stralsund, kościół św.Jakuba

Stralsund, kościół św.Jakuba

We wnętrzach znajduje się sporo zabytkowych obiektów, m.in. malowidła z XV w., kaplice i krypty grobowe z XVII i XVIII w. Najbardziej widowiskowym obiektem jest jednak ołtarz Koronacji NMP, zbudowany ok.1440 r. przez nieznanego mistrza. Przez wieki był on przenoszony pomiędzy różnymi świątyniami, aż w 1973 r. został ustawiony właśnie w kościele Mariackim w Stralsundzie.

Stralsund, kościół św.Jakuba

Stralsund, kościół św.Jakuba

Od północy z kościołem Mariackim sąsiaduje plac Neuer Markt, w czasach komunistycznych przemianowany na plac Lenina, jeden z dwóch zabytkowych dawnych placów targowych miasta, po raz pierwszy wspomniany w historii już w 1285 r. Dziś jest wykorzystywany głównie jako plac parkingowy. Jednym z bardziej zwracających uwagę budynków przy Neuer Markt jest stary szpital, wybudowany w 1874 r., później wykorzystywany jako biura policji, a obecnie spełnia funkcje mieszkaniowe.

Idziemy na północ, docierając do Meeresmuseum, Muzeum Oceanograficznego, mieszczącego się przede wszystkim w dawnym kościele św.Katarzyny, będącego częścią klasztoru dominikanów. Kościół powstał w 1315 r., klasztor kilkadziesiąt lat wcześniej. W początkach reformacji (XVI w.), kościół i klasztor zostały zniszczone i obrabowane, a mnisi opuścili klasztor. Potem służył Szwedom jako arsenał. Nigdy już nie został przywrócony do funkcji kościelnych. Samo muzeum odpuszczamy sobie.

Obok stoi budynek ze smutnym nawiązaniem do Polski – to byłe więzienie sądowe, wykorzystywane przez faszystowców do torturowania więźniów, których duża liczba to polscy mieszkańcy miasta. Upamiętnia to tablica na murach domu. Skręcamy na wschód, tam czeka na nas kolejna zabytkowa gotycka świątynia – kościół św.Jakuba.

Stralsund, plac Alter Markt, ratusz i kościół św.Mikołaja

Stralsund, plac Alter Markt, ratusz i kościół św.Mikołaja

Stralsund, stare kamienice przy Alter Markt

Stralsund, stare kamienice przy Alter Markt

Stralsund, stare kamienice przy Alter Markt

Stralsund, stare kamienice przy Alter Markt

Pojawia się on w historii w 1303 r., prawdopodobnie jeszcze wtedy w budowie. Oddany do użytku w 1321 r., ale rozbudowywany stopniowo aż do końca XIV w. Wieża kościelna, podobnie jak w kościele Mariackim, też przeżywała swoje wzloty i upadki. Wyremontowana w XV w., w XVII w. została trafiona piorunem i znów odnowiona. Na początku XIX w. wojska francuskie Napoleona zamieniły świątynię w stajnię i więzienie. Bombardowania podczas II wojny światowej poważnie naruszyły kościół, a zaraz po niej złodzieje rozkradli metalowe i drewniane elementy (na złom i opał), w tym części zabytkowych organów. Obecnie organy te (z XIX w.), pozostają w tragicznym stanie, choć sam kościół wyremontowano.

W kierunku północnym znajduje się kolejny kościół, św.Mikołaja. Oddany do użytku w 1314 r. Wieża kościelna ma 103 m wysokości. We wnętrzach znajduje się wiele cennych zabytków sakralnych, nawet z XIV w. Niestety nie było nam dane ich zobaczyć, kościół by w dniu naszej wizyty zamknięty.

Ale to, co najpiękniejsze w Stralsundzie, właśnie przed nami. Wchodzimy na sąsiadujący z kościołem św.Mikołaja „Alter Markt”, drugi ze starych miejskich placów targowych. Używany od początków XIII w., był placem targowym oraz miejscem sądów a nawet egzekucji i publicznie wymierzanych kar, centrum najstarszej części miasta. Świetnie trafiliśmy, bo dosłownie trzy miesiące wcześniej zakończyła się całkowita renowacja placu i budynków dookoła. Alter Markt prezentuje się naprawdę znakomicie, to zdecydowanie jeden z piękniejszych placów, jakie widzieliśmy.

Stralsund, teatr miejski

Stralsund, teatr miejski

Stralsund, dawny franciszkański klasztor św.Jana

Stralsund, dawny franciszkański klasztor św.Jana

Stralsund, dawny franciszkański klasztor św.Jana

Stralsund, dawny franciszkański klasztor św.Jana

Stralsund, stare miasto

Stralsund, stare miasto

Wyróżnia się miejski ratusz, wybudowany tuż przed kościołem św.Mikołaja – razem stanowią przepiękną, fotogeniczną całość. Ratusz wybudowany został w XIV w. i dziś jest jednym z najważniejszych „okazów” gotyku ceglanego. Pozostałe strony placu otaczają cudownie wyglądające stare kamienice, budowane przez wieki, najstarsze stoją tu od XIV w. Można się na nie patrzeć w nieskończoność.

Z Alter Markt wychodzimy poza obręb dawnych murów miejskich – dużą ich część nadal można tu podziwiać, wraz z dawnymi wieżami, częścią fortyfikacji miasta. Stoi tu także nowoczesny budynek teatru miejskiego. Na stare miasto wracamy od północy, by wejść na teren dawnego franciszkańskiego klasztoru św.Jana, wybudowanego w 1254 r. A właściwie „wbudowanego” w mury miejskie. To przepiękne, kolorowe i spokojne miejsce na obrzeżach starówki. Dziedziniec dawnych zabudowań klasztornych robi ogromne wrażenie – stoją tu małe kamieniczki, pomalowane w jaskrawe barwy – dziś część miejskiego archiwum. Główna klasztorna świątynia nie podniosła się już po bombardowaniach z 1944 r. – do dziś stoją jedynie jej ściany.

Skoro jesteśmy nad Bałtykiem, to wypada pojawić się w porcie :) A port w Stralsundzie także jest piękny i ma swoje atrakcje. Najważniejszą turystyczną jest Oceanarium – największe w całej północnej Europie, wielkością ustępujące tylko Lizbonie i Walencji. Nie wchodziliśmy do środka – nie warto wydawać kilkunastu euro na osobę, jeśli nie ma się co najmniej kilku godzin czasu, a ten nam się właśnie kończył. Ale Oceanarium w Stralsundzie może być samym w sobie powodem do odwiedzenia tego miasta.

W porcie stoi zabytkowy żaglowiec Gorch Fock, wybudowany w 1933 r., zatopiony przed nadchodzącą Armią Czerwoną w 1945 r. Został potem wydobyty i służył jako jednostka radziecka, a potem ukraińska. W 2003 r. został odkupiony przez Stralsund od Ukrainy i służy jako statek – muzeum w porcie.

Stralsund, żaglowiec Gorch Fock w porcie

Stralsund, żaglowiec Gorch Fock w porcie

Stralsund, budynki portowe i Oceanarium w tle

Stralsund, budynki portowe i Oceanarium w tle

Wracając powoli w stronę samochodu, idziemy wzdłuż wybrzeża na południe. Docieramy do kolejnego zabytkowego, choć już nie tak spektakularnego jak wcześniejsze, kościoła św.Ducha. Był on częścią szpitala pod tym samym wezwaniem, wybudowanego w początkach XIV w. Cały kompleks był wielokrotnie niszczony podczas różnych działań wojennych na przestrzeni wieków. Swoją obecną formę zawdzięcza odnowie z XIX w.

Stralsund, kościół św.Katarzyny

Stralsund, kościół św.Katarzyny

Niedaleko dalej znajduje się stara część fortyfikacji portowych, kiedyś bronionych przez Szwedów podczas Wielkiej Wojny Północnej. Ostatecznie Szwedzi oddali port, ale została tu tablica upamiętniająca pobyt króla Szwecji, Karola XII. Warto wspomnieć, że król ten walczył także z Polakami i skutecznie wpływał na wybory i detronizacje polskich królów w XVIII w.

I tak kończy się nasza weekendowa przygoda ze starymi niemieckimi miastami: Wismarem, Lubeką, Rostockiem i Stralsundem. Przygoda niezwykle dla nas udana – zachwyciliśmy się ceglanym gotykiem i jego budowlami i z pewnością na Europejski Szlak Gotyku Ceglanego jeszcze wrócimy. A Wam przede wszystkim polecami wszystkie trzy starówki z listy UNESCO: Lubekę, Stralsund i Wismar. Warto !

Pełna galeria zdjęć hanzeatyckiej starówki Stralsundu znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Niemcy

Garmisch-Partenkirchen

Niemieckie i austriackie miasteczka, położone w Alpach i na ich krańcach mają swój niezaprzeczalny klimat i urok. Nie inaczej jest z Garmisch-Partenkirchen. Znów przypomnieliśmy sobie, dlaczego tak bardzo lubimy Bawarię...

IMG_3240

Nie ma bardziej kojarzącej się z niemiecką Kolonią nazwy od "wody kolońskiej", choć nie wszyscy zapewne utożsamiają ją z tym miastem. Ale to fakt - Kolonia jest "ojczyzną" tego specyfiku, który co ciekawe pierwotnie stosowany był jako... doustny lek.

Stralsund, plac Alter Markt, ratusz i kościół św.Mikołaja

Ostatnie zwiedzane przez nas podczas wrześniowego weekendu 2013 r. niemieckie miasto nad Bałtykiem to Stralsund, zwany po polsku Strzałowem. Trzecie (z czterech oglądanych) ze starówką, wpisaną w całości na listę UNESCO.

 

Rostock, czyli przygody ze średniowieczną Hanzą ciąg dalszy

Kontynuujemy naszą podróż po niemieckich hanzeatyckich miastach nad Bałtykiem. Drugi dzień weekendowej wyprawy rozpoczynamy od Rostocku, kiedyś jednej z potęg Hanzy.

Po sobotnim zwiedzaniu Wismaru i Lubeki, drugi dzień zwiedzania niemieckich hanzeatyckich miast nad Bałtykiem we wrześniu 2013 r. rozpoczęliśmy od przeniesienia się do Rostocku – 130 km na wschód od Travemünde, w którym nocowaliśmy.

Rostock, Kröpeliner Tor

Rostock, Kröpeliner Tor

Rostock to kolejna dawna potęga Hanzy. Ale założony został długo wcześniej, mniej więcej w XI w., przez Słowian. Ale nie pożyli oni tu zbyt długo – w 1161 r. osadę spalił ówczesny duński król Waldemar I Wielki. I od razu znajdujemy małe polonica – król ożenił się z wnuczką Bolesława Krzywoustego.

Potem na terenie dzisiejszego Rostocku powstały trzy położone niemal obok siebie osady, które oficjalnie zespoliły się w jedną w 1265 r., zostając przy okazji otoczone murami obronnymi z czterema bramami wjazdowymi. Już wcześniej, bo w 1218 r., całość otrzymała prawa miejskie. Również wcześniej, bo w 1251 r., Rostock przystąpił do Hanzy i od tego czasu rozpoczęły się czasy miejskiego prosperity. Rostock nie leży (tak jak i Lubeka) bezpośrednio nad Bałtykiem, a nad ciasną zatoką, będącą ujściem rzeki Warnow, w 1323 r. przyłączył więc do siebie miasteczko Warnemünde, leżące na północ od siebie, nad Bałtykiem – by chronić się od strony morza.

Rostock, Lange Strasse

Rostock, Lange Strasse

Rostock, Lange Strasse

Rostock, Lange Strasse

Rostock, plan miasta przy kościele Mariackim

Rostock, plan miasta przy kościele Mariackim

Rostock, Neuer Markt i kościół Mariacki w tle

Rostock, Neuer Markt i kościół Mariacki w tle

Ale już od XV w. rozpoczął się powolny upadek miasta – od przejęcia władzy przez książąt Meklemburskich. Potem przyszły powstania, a wreszcie wojny z Danią i Szwecją. Później na dodatek nadeszły jeszcze francuskie wojska Napoleona. Wszystkie te zmiany i zniszczenia spowodowały spadek znaczenia miasta, a na dodatek już wcześniej przestała istnieć Hanza, której Rostock był kiedyś jednym z najważniejszych ogniw.

Rostock, kościół Mariacki

Rostock, kościół Mariacki

Swoje znaczenie miasto zaczęło odzyskiwać w XIX w., głównie dzięki otwarciu się na przemysł stoczniowy i lotniczy. Ale to także spowodowało bombardowania alianckie w czasie II wojny światowej, podczas których miasto zostało poważnie zniszczone. Kolejny element to emigracja ludności po zjednoczeniu Niemiec – miasto straciło w końcówce XX w. ok.20% swojej populacji. Dziś jest sporym, 200-tysięcznym miastem, trzecim co do wielkości portem promowym w Niemczech.

Rostock, kościół Mariacki

Rostock, kościół Mariacki

Naszym celem w Rostocku była jego najstarsza część, czyli teren wspomnianych wcześniej trzech osad, zjednoczonych w XIII w. w jedno miasto. Najważniejszymi zabytkami są dawne bramy miejskie i pozostałości murów obronnych, dawne główne place ze starymi kamienicami oraz trzy istniejące do dziś gotyckie kościoły.

Zwiedzanie miasta rozpoczynamy od najbardziej na zachód położonego elementu dawnego starego Rostocku, czy od bramy miejskiej Kröpeliner Tor. Brama ta istniała jako drewniana prawdopodobnie już w 1255 r., ale jako murowana, w stylu gotyckim została wybudowana ok.1270 r. Była jedną z czterech głównych miejskich bram i częścią murów obronnych miasta. Początkowo dwupiętrowa, została bardzo rozbudowana ok.1400 r. (do wysokości siedmiu pięter – 54 m). Przylegające fragmenty murów rozebrano na potrzeby budowy przebiegającej obok wieży ulicy (właściwie deptaka) Kröpeliner Strasse. Ale już po drugiej jej stronie zobaczyć można dobrze zachowane mury z XIII w.

Rostock, Neuer Markt

Rostock, Neuer Markt

Rostock, ratusz miejski (w remoncie)

Rostock, ratusz miejski (w remoncie)

Rostock, dawny franciszkański klasztor św.Katarzyny, dziś szkoła wyższa

Rostock, dawny franciszkański klasztor św.Katarzyny, dziś szkoła wyższa

My tymczasem idziemy nieco na północ, by przejść całą długością Lange Strasse, reprezentacyjnej szerokiej alei z równie reprezentacyjnymi, aczkolwiek mało zabytkowymi, budynkami. Dochodzimy do pierwszego z planowanych do zwiedzenia kościołów w Rostocku – kościoła Mariackiego. To największy z zabytkowych gotyckich kościołów w mieście, wybudowany w 1265 r., na miejscu wcześniej stojącej tu świątyni (wspominanej w dokumentach już w 1232 r.). W 1398 r. rozpoczęła się rozbudowa kościoła, a swą obecną formę przybrał on ostatecznie w 1454 r. Jest jedynym ze starych kościołów miasta, który nie ucierpiał od bombardowań alianckich.

Rostock, kościół św.Piotra

Rostock, kościół św.Piotra

We wnętrzach kościoła Mariackiego znajduje się kilka wartościowych dzieł sztuki nie tylko sakralnej: ołtarz z XVIII w., zegar astronomiczny z XV w. czy chrzcielnica z XIII w. Kościół Mariacki sąsiaduje z Neuer Markt, jednym z trzech historycznych targowisk z czasów początków miasta i początków Hanzy.

Rostock, kościół św.Mikołaja

Rostock, kościół św.Mikołaja

Najważniejszym budynkiem na placu jest miejski ratusz, którego historia sięga XIII w. – to ponoć najstarszy świecki budynek w mieście. Neuer Markt został głównym targowiskiem miasta po zjednoczeniu trzech osad w 1265 r. Wtedy to na ratusz przeznaczono istniejące już dwie kamienice, które pod koniec XIII w. rozbudowano o kolejne piętro. Dopiero w XV w. dobudowano do nich trzecią kamienicę – wtedy też ratusz nabrał dzisiejszej formy – jest uznawany za jedno z najważniejszych dzieł gotyku w rejonie Bałtyku. Niestety jego fasada była we wrześniu 2013 r. w remoncie – nie mogliśmy więc go podziwiać w pełnej krasie.

Neuer Markt wypełniają średniowieczne, piękne kamienice, z których część pamięta nawet XIII w. Plac został znacznie uszkodzony podczas alianckich bombardowań, część kamienic została odrestaurowana lub wręcz odbudowana na nowo. Na południe od placu znajduje się kolejna dawna brama miejska – Brama Kamienna. Pierwotnie została zbudowana w 1279 r., ale obecna jej forma pochodzi z XVI w.

Rostock, kościół św.Piotra

Rostock, kościół św.Piotra

Rostock, panorama starego miasta widziana z wieży kościoła św.Piotra

Rostock, panorama starego miasta widziana z wieży kościoła św.Piotra

Rostock, kamienice na Alter Markt

Rostock, kamienice na Alter Markt

My tymczasem odbijamy na północ, docierając do Wyższej Szkoły Muzycznej i Teatralnej, wybudowanej na pozostałościach dawnego franciszkańskiego klasztoru św.Katarzyny, najstarszego w mieście. Wybudowano go w 1243 r. i działał aż do jego rozwiązania w 1533 r. Potem funkcjonował jako magazyn, szkoła a nawet więzienie. Został silnie zniszczony w miejskim pożarze w 1677 r. Został nadbudowany nowoczesnymi szkolnymi budynkami, które działają od 2001 r.

Rostock, Kuhtor, "Krowia Brama"

Rostock, Kuhtor, „Krowia Brama”

Nieco na wschód od dawnego klasztoru stoi kolejny ze starych gotyckich kościołów – kościół św.Piotra. Po raz pierwszy pojawia się w 1252 r., ale obecna świątynia wybudowana została w połowie XIV w. Miała wtedy bardzo wysoką (127 m) wieżę, która w XVI w. runęła po uderzeniu pioruna. Odbudowano ją krótko później, już trochę niższą. Największa tragedia stała się podczas bombardowań z czasów II wojny światowej – kościół został zniszczony (zawaliła się też wieża), a gotyckie wnętrze spłonęło w pożarze. Stopniowo go odbudowano, ale wnętrza nie zawierają już żadnych zabytków. Kościelna wieża służy jako platforma widokowa, można z niej podziwiać panoramę starego Rostocku.

Rostock, średniowieczne mury miejskie

Rostock, średniowieczne mury miejskie

Idziemy do trzeciego z gotyckich kościołów, ale najpierw przechodzimy przez znajdujący się na południe od kościoła św.Piotra kolejny ze starych miejskich placów – Alter Markt, pamiętający czasy „narodzin” Rostocku. Dziś jest to cichy placyk w spokojnej, mieszkalnej dzielnicy, otoczony malowniczymi, niskimi kamieniczkami. Kiedyś był centralnym miejscem jednej z trzech osad, które stworzyły potem Rostock. Początkowo drewniane domy, przebudowano jeszcze w XIII w. na kamienne. Spłonęły one jednak w pożarze miasta w 1677 r.

Ponowne silne zniszczenia miały miejsce podczas II wojny światowej. Plac był silnie zaniedbany podczas ery komunistycznej w dawnym NRD, dopiero po zjednoczeniu Niemiec przystąpiono do rewitalizacji placu. Dobudowano brakujące kamienice i dziś plac prezentuje się bardzo ładnie.

Ten trzeci kościół, który chcieliśmy zobaczyć, to kościół św.Mikołaja, prawdopodobnie najstarszy kościół w mieście i jeden z najstarszych w całym rejonie Bałtyku – wybudowany został ok.1230 r., pierwsza wzmianka pochodzi z 1257 r. Podobnie jak kościół św.Piotra, został niemal całkowicie zniszczony podczas II wojny światowej, zachowało się tylko kilka ściennych fresków z XV w. Po wojnie został prowizorycznie odbudowany, ale w latach 70-tych XX w. ostatecznie porzucono myśl o jego odnowie jako świątyni. Pod koniec XX w. otwarto go ponownie, ale już nie jako kościół. Jest wykorzystywany, ze względu na swoją nadzwyczajną akustykę, głównie jako sala koncertowa. Odbywają się tu też ważne wydarzenia kulturalne i religijne.

Żeby być ścisłym – stary Rostock posiadał jeszcze czwarty gotycki kościół – kościół św.Jakuba. Ukończony w XIV w., prawdopodobnie miał poprzednika, stojącego już w XIII w. Został, podobnie jak kościoły św.Piotra i św.Mikołaja, poważnie uszkodzony przez alianckie bombardowania. Ale dzieła zniszczenia dokończono już po wojnie, nieudolnie wysadzając pobliskie bunkry – detonacja zniszczyła to, co zostało z kościoła, a władze komunistyczne zdecydowały o rozebraniu resztek. Plac po kościele pozostał niezabudowany, a po upadku NRD utworzono tu plac pamięci.

Nieco na zachód trafiamy na Kuhtor – Bramę Krowią, jedną z pomniejszych bram miejskich, zastąpioną później przez widzianą przez nas wcześniej Steintor. Nazwa pochodzi od bydła, przeprowadzanego przez handlarzy przez nią na targ. Zbudowana została w XIII w. Idziemy wzdłuż XIII-wiecznych murów miejskich aż do Bramy Kamiennej, a potem wracamy na Neuer Markt. Stąd kierujemy się już do samochodu, ale tym razem przejdziemy deptakiem Kröpeliner Strasse.

Rostock, Kröpeliner Strasse

Rostock, Kröpeliner Strasse

Rostock, Kröpeliner Strasse

Rostock, Kröpeliner Strasse

Rostock, budynek uniwersytetu (założonego w 1419 r.)

Rostock, budynek uniwersytetu (założonego w 1419 r.)

Rostock, Kröpeliner Strasse

Rostock, Kröpeliner Strasse

Rostock, pozostałości kościoła św.Jakuba

Rostock, pozostałości kościoła św.Jakuba

Kröpeliner Strasse to chyba najładniejsza z ulic starego Rostocku. Wypełniona widowiskową architekturą, częściowo w stylu renesansowym. Najważniejszym z historycznego punktu widzenia miejscem jest znajdujący się w mniej więcej połowie długości ulicy plac Uniwersytecki, przy którym znajduje się piękny budynek Uniwersytetu. Uniwersytetu, którym Rostock naprawdę może się chwalić – założony został w 1419 r. i jest jednym z najstarszych na świecie, także trzecim najstarszym, wciąż działającym uniwersytetem w Niemczech. Dalszy spacer deptakiem kończymy przy bramie Kröpeliner Tor, od której zaczynaliśmy zwiedzanie miasta.

Co jeszcze warto wiedzieć o Rostocku. Przy okazji poprzedniego wpisu o Lubece pisaliśmy o noblistach, pochodzących z niej. Warto więc powiedzieć, że także Rostock może się pochwalić urodzonym tu laureatem tej nagrody – biochemiku i genetyku Albrechtem Kosselem. No i jeszcze jedno – obecny prezydent Niemiec, Joachim Gauck (nie mylić z kanclerzem, to dwie osobne funkcje) także jest obywatelem Rostocku.

A my tymczasem opuszczamy Rostock, chyba jednak bez żalu. Dla nas, miłośników historii, jednak dzisiejszy Rostock (przez nieszczęścia bombardowań z czasów wojny) miał mniej do zaoferowania niż widziane poprzednio Wismar i Lubeka. Jedziemy dalej w kierunku Polski, na wschód, by zobaczyć ostatnie planowane niemieckie hanzeatyckie miasto – Stralsund. I spodziewamy się znów dużych atrakcji, wszak to miasto, zwane po polsku Strzałów, także ma starówkę w całości wpisaną na listę UNESCO. Ale o Stralsundzie – w następnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z niemieckiego Rostocku znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Niemcy

Garmisch-Partenkirchen

Niemieckie i austriackie miasteczka, położone w Alpach i na ich krańcach mają swój niezaprzeczalny klimat i urok. Nie inaczej jest z Garmisch-Partenkirchen. Znów przypomnieliśmy sobie, dlaczego tak bardzo lubimy Bawarię...

IMG_3240

Nie ma bardziej kojarzącej się z niemiecką Kolonią nazwy od "wody kolońskiej", choć nie wszyscy zapewne utożsamiają ją z tym miastem. Ale to fakt - Kolonia jest "ojczyzną" tego specyfiku, który co ciekawe pierwotnie stosowany był jako... doustny lek.

Stralsund, plac Alter Markt, ratusz i kościół św.Mikołaja

Ostatnie zwiedzane przez nas podczas wrześniowego weekendu 2013 r. niemieckie miasto nad Bałtykiem to Stralsund, zwany po polsku Strzałowem. Trzecie (z czterech oglądanych) ze starówką, wpisaną w całości na listę UNESCO.

 

Niemiecka Lubeka. Nie jesteś stąd ? Szanse na Nagrodę Nobla spadają...

Październik 2013 r. stał w naszych podróżach pod kątem zwiedzania zabytkowych niemieckich miast nad Bałtykiem. Po Wismarze przyszedł czas na starą Lubekę, także wpisaną na listę UNESCO, a dodatkowo „uzbrojoną” w wyjątkową listę noblistów, związanych z miastem.

Dwudniowa, październikowa wyprawa do czterech niemieckich miast nad Bałtykiem. Dzień 1, etap 2, czyli z Wismaru przenosimy się do Lubeki. Oba miasta dzieli 60 km, szybką drogą da się przejechać w kilkadziesiąt minut. Lubeka jest drugim hanzeatyckim miastem nad niemieckim wybrzeżem Bałtyku, które zaplanowaliśmy sobie zobaczyć.

W poprzednim wpisie o Wismarze zabrakło jednej rzeczy – wszak motywem przewodnim tego krótkiego wyjazdu były miasta „hanzeatyckie” – czym jest, a raczej była, owa „Hanza” ? Już wyjaśniamy. Hanza była unią handlową, a czasem i wojskową, miast leżących głownie nad Morzem Bałtyckim i Północnym – służyła ochronie ich interesów i unifikacji zysków z handlu, głównie z handlu z miastami leżącymi poza Hanzą. W ten sposób członkowie Hanzy ochraniali, na wszystkich płaszczyznach, swoje interesy.

Formalnie Hanza założona została w 1356 r., choć już wcześniej miasta handlowe w naszym regionie zaczęły się organizować, a jednym z „przywódców” była właśnie Lubeka, gwałtownie rosnąca wtedy w siłę. Protoplastą Hanzy był związek Lubeki i Hamburga, zawarty już w 1241 r. Hanza bardzo szybko rozrosła się, szczególnie w Niemczech i Skandynawii, a jej wpływy sięgały m.in. Anglii, Belgii czy dzisiejszych państw nadbałtyckich. W obronie swoich interesów nie wahała się używać siły i wojnami powiększała swoje wpływy.

Lubeka, widok na stare miasto

Lubeka, widok na stare miasto

Lubeka, Brama Holsztyńsla, jeden z symboli miasta

Lubeka, Brama Holsztyńsla, jeden z symboli miasta

Lubeka, stare spichlerze solne

Lubeka, stare spichlerze solne

Lubeka, filharmonia, widok z wieży kościoła św.Piotra

Lubeka, filharmonia, widok z wieży kościoła św.Piotra

Lubeka, panorama starówki, widok z wieży kościoła św.Piotra

Lubeka, panorama starówki, widok z wieży kościoła św.Piotra

Hanzą rządziły zjazdy delegatów (Hansetag) z poszczególnych miast. Pierwszą stolicą Hanzy byłą Lubeka – jako jedno z miast – założycieli. Ostatni Hansetag odbył się 1669 r. – Hanzę zgubiła chciwość (wysokie opłaty dla handlarzy) i pojawiająca się silna konkurencja oraz epoka wielkich odkryć geograficznych, która zmieniła geografię handlu na całym świecie. Aczkolwiek – Hanza oficjalnie nigdy nie została rozwiązana. Do dziś część niemieckich miast, tradycyjnie określających się mianem „hanzeatyckich”, w tym wszystkie cztery odwiedzane przez nas podczas opisywanej wycieczki (Wismar, Lubeka, Rostock i Stralsund), używają tablic rejestracyjnych dla samochodów z początkową literą „H” (od Hanza), np. mieszkańcy Lubeki mają rejestracje z literami „HL” z przodu.

I jeszcze słów kilka o historii samej Lubeki, dużo dłuższej niż historii Hanzy. W nowożytnych początkach ziemie te zajmowali Germanie, którzy ok. VIII w. zostali wyparci przez Słowian, a ci założyli osadę Liubice – pojawia się ona w dokumentach historycznych już w XI w. Prawa miejskie Lubeka otrzymała w 1260 r., już pod panowaniem niemieckim, wtedy też pojawiło się tu biskupstwo. Przez krótkie okresy miasto należało do Danii i do… książąt szczecińskich.

KML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Niemcy, Lubeka

ładowanie mapy - proszę czekać...

Lubeka, Brama Holsztyńska: 53.866232, 10.679591
Lubeka, spichlerze solne: 53.865802, 10.680192
Lubeka, kościół św.Piotra: 53.865777, 10.683367
Lubeka, Marktplatz: 53.866637, 10.684826
Lubeka, kościół Mariacki: 53.867776, 10.685019
Lubeka, dom rodziny Mannów: 53.868294, 10.685813
Lubeka, kościół św.Jakuba: 53.870926, 10.688989
Lubeka, szpital św.Ducha: 53.871476, 10.689869
Lubeka, Brama Zamkowa: 53.873937, 10.691049
Lubeka, Füchtingshof: 53.869502, 10.690802
Lubeka, dom pamięci Guntera Grassa: 53.869298, 10.690553
Lubeka, kościół św.Katarzyny: 53.869284, 10.689193
Lubeka, synagoga: 53.863303, 10.689445
Lubeka, kościół św.Idziego: 53.863961, 10.689778
Lubeka, katedra: 53.860879, 10.685706

 

A potem już były wieki rozkwitu miasta jako głównego portu handlowego nad Bałtykiem i jednego z największych niemieckich miast (większa była tylko Kolonia). Powstanie Hanzy tylko potęgę umocniło – Lubeka stała się stolicą związku miast bałtyckich. Miasto miało nawet własną walutę – markę lubecką, szeroko akceptowaną w innych niemieckich miastach (unia monetarna). W szczytowym okresie miasto miało nawet wpływ na wybory władców (królów) m.in. w Szwecji, posiadało też wyspę Bornholm. Ostatni zjazd Hanzy odbył się właśnie w Lubece w 1669 r., ale wtedy już Hanza była marginalizowana przez o wiele nowocześniej działających Holendrów.

Lubeka, Marktplatz, ratusz miejski

Lubeka, Marktplatz, ratusz miejski

Lubeka, Marktplatz, ratusz miejski

Lubeka, Marktplatz, ratusz miejski

W początkach XIX w. miasto zdobył Napoleon, a pod koniec tego stulecia weszło ono w skład Cesarstwa Niemieckiego, które upadło jednak po klęsce w I wojnie światowej. Podczas II wojny światowej Lubeka była pierwszym niemieckim miastem, zbombardowanym przez aliantów. Lubeka jako port morski odegrała też niezwykle ważną rolę w akcji „Białe autobusy” – stosunkowo mało znanym u nas epizodzie z końca II wojny światowej, ważnej dla Skandynawów – akcji transportu więźniów hitlerowskich obozów koncentracyjnych.

Lubeka, kościół Mariacki

Lubeka, kościół Mariacki

Z historią tej akcji zetknęliśmy się w tym roku, goszcząc w szwedzkim Malmo – na pewno przy okazji opisywania tego miasta powrócimy do niej. Stare miasto w Lubece zostało w całości, podobnie jak w zwiedzanym przez nas wcześniej tego samego dnia Wismarze, wpisane na listę UNESCO.

Lubeka, kościół Mariacki, diabeł przy murach świątyni

Lubeka, kościół Mariacki, diabeł przy murach świątyni

Czas teraz nawiązać do tytułu tego postu. Co ma wspólnego zamieszkanie w Lubece z możliwością otrzymania Nagrody Nobla ? Otóż wiele, choć zastosowaliśmy tutaj skrót myślowy. Lubeka bowiem pochwalić się może ogromną, jak na swoją wielkość, liczbą laureatów tej prestiżowej nagrody. I można tu znaleźć także polskie elementy. Ale historycznie, z Lubeką związani byli bardziej lub mniej:

  • Thomas Mann, pisarz, laureat literackiej nagrody Nobla w 1929 r., urodzony w Lubece. Jego pierwsza powieść („Buddenbrookowie”) to rodzinna saga lubeckiej rodziny. Miłośnicy polskich komedii z ostatnich lat pewnie kojarzą epizod z filmu „Chłopaki nie płaczą”, kiedy to oglądany jest film „Śmierć w Wenecji” :) To także ekranizacja dzieła Thomasa Manna – za nie zresztą też kandydował do Nobla, oficjalnie jednak otrzymał ją później za wspomnianych „Buddenbrooków”;
  • Willy Brandt, niemiecki polityk, także urodzony w Lubece, późniejszy kanclerz ówczesnej Republiki Federalnej Niemiec (RFN), laureat Pokojowej Nagrody Nobla za działania na rzecz pojednania Zachodu ze Wschodem (otrzymał ją w 1971 r.);
  • Günter Grass, będący wspomnianym wyżej polskim akcentem wśród noblistów, związanych z Lubeką, urodzony w 1927 r. w Gdańsku – wtedy „Wolnym Mieście Gdańsku”, sam siebie opisujący jako Kaszub. Był przede wszystkim pisarzem, a jego dzieło „Blaszany bębenek” zapisało się na zawsze w historii. Jego ekranizacja zdobyła zresztą Oskara (wystąpili w niej m.in. Olbrychski, Pszoniak i Holoubek). Grass mieszkał w okolicach Lubeki pod koniec życia, gdzie zmarł. Pochowany został w okolicach miasta;
Lubeka, kościół Mariacki

Lubeka, kościół Mariacki

Lubeka, kościół Mariacki

Lubeka, kościół Mariacki

Lubeka, szpital św.Ducha

Lubeka, szpital św.Ducha

Jak widać, choć Lubeka to dziś spore miasto (ponad 200 tys. mieszkańców), to i tak może się pochwalić ponadprzeciętną średnią noblistów – więc nie tylko w odległej historii było to miasto przodujące w regionie. Także w czasach najnowszych jest w stanie pochwalić się nadzwyczajnymi osiągnięciami, choćby właśnie w dziedzinie wybitnych mieszkańców miasta.

Lubeka, dom z "Buddenbrooków" Tomasza Manna

Lubeka, dom z „Buddenbrooków” Tomasza Manna

Jeżeli chcecie zwiedzić starą Lubekę i przyjeżdżacie tu samochodem jak my, najlepszym miejscem do zaparkowania będzie z pewnością ogromny parking przy filharmonii – i jednocześnie centrum kongresowym – położonej w bezpośrednim sąsiedztwie starego miasta – właściwie wystarczy przejść przez wodny kanał, by znaleźć się na wpisanej na listę UNESCO starówce. Parking jest na tyle wygodny i bezpieczny, że początkowo planowaliśmy tu nocleg – to był jeden z tych wyjazdów, w trakcie których naszym „hotelem” był samochód – ale ostatecznie ze względów praktycznych (opłaty) zdecydowaliśmy się na inne rozwiązanie, ale o tym później.

Lubeka, stare miasto, kościół św.Jakuba w tle

Lubeka, stare miasto, kościół św.Jakuba w tle

Parking przy filharmonii ma ten jeden niezaprzeczalny plus, że jakieś 200 m na południe od niego można wkroczyć do starej Lubeki, zaczynając od jednego z najbardziej z rozpoznawalnych jej punktów – Bramę Holsztyńską – jedną z dwóch zachowanych do dziś bram miejskich, część średniowiecznych fortyfikacji miasta.

Tak naprawdę Bram Holsztyńskich było kilka – ustawionych w linii: dwie zewnętrzne, a za nimi środkowa i wewnętrzna. Ta zachowana do dziś to środkowa – budowane były stopniowo na przestrzeni wieków od tej wewnętrznej na zewnątrz. Brama środkowa była więc wybudowana jako druga w kolejności, w 1464 r. Jako jedyna z bram holsztyńskich przetrwała do naszych czasów, choć wybudowano ją na grząskim gruncie i cały czas osiadała w ziemi, dodatkowo pochylając się na boki. Pozostałe bramy holsztyńskie wyburzono w I poł. XIX w., a tę środkową odrestaurowano, dzięki czemu szybko stała się symbolem miasta.

Lubeka, kościół św.Jakuba

Lubeka, kościół św.Jakuba

Lubeka, kościół św.Jakuba

Lubeka, kościół św.Jakuba

Lubeka, Brama Zamkowa

Lubeka, Brama Zamkowa

Lubeka, most zwodzony przy Bramie Zamkowej

Lubeka, most zwodzony przy Bramie Zamkowej

Brama Holsztyńska sąsiaduje z innym symbolem – tym razem symbolem dawnej potęgi handlowej Lubeki – starymi spichlerzami solnymi nad rzeką Trave. Handel solą dał Lubece wieki temu status potęgi, miasto eksportowało ją do Skandynawii, gdzie była niezbędna do obróbki ryb. Sól dała miastu bogactwo. Spichlerze solne wybudowano pomiędzy XVI a XVIII w., dziś stanowią malowniczy kompleks na nabrzeżu starego miasta.

Lubeka, kościół św.Jakuba

Lubeka, kościół św.Jakuba

Stąd już tylko dwa kroki do pierwszego ze słynnych lubeckich kościołów – kościoła św.Piotra. Dlaczego słynnych ? Otóż miasto słynęło ze strzelistych kościelnych wież, które stały się charakterystyczną cechą panoramy miasta w średniowieczu. Nazwano Lubekę nawet „Miastem Siedmiu Wież” – choć określenie to jest współczesne, a na dodatek mylne – kiedyś wież było osiem – jeden z kościołów nie doczekał do naszych czasów. A dlaczego wieże były takie charakterystyczne ? A jakże miałyby nie być, skoro w niskiej średniowiecznej zabudowie stało osiem wież,z których tylko jedna miała mniej niż… 100 metrów wysokości ! Prawdziwe kolosy – wszystkie mają pomiędzy 92 a 125 m

Lubeka, Brama Zamkowa

Lubeka, Brama Zamkowa

Nie wiadomo, kiedy zbudowano kościół św.Piotra. Po raz pierwszy pojawia się w dokumentach w 1170 r. Stopniowo rozbudowywany, obecną postać otrzymał w XV w. Jego wysoka na 108 m wieża służy dziś jako taras widokowy – zdecydowanie polecamy skorzystanie z okazji – z góry rozpościera się niesamowita panorama całej starej Lubeki. Naprawdę warto to zobaczyć.

Kierując się na północ miasta, przechodzimy przez ulicę Kohlmarkt (kiedyś tu znajdował się targ węglowy) na pierwszy historyczny plac miejski – Marktplatz. Istnieje praktycznie od początków istnienia Lubeki, choć prace archeologiczne wykazały, że plac używany był co najmniej od czasów rzymskich, a później pogańskich. Na Marktplatz trafiliśmy na jakiś jarmark, stąd nieco trudności w fotografowaniu uroczych kamienic, plac otaczających. Są naprawdę widowiskowe.

Najważniejszym zabytkiem na Marktplatz w Lubece jest jednak ratusz miejski, uważany za jeden z najznakomitszych przykładów gotyku ceglanego – Lubeka jest jednym z miast, leżących na tzw. Europejskim Szlaku Gotyku Ceglanego. Ratusz wybudowano pierwotnie na przełomie XIII / XIV w., ale z tej budowli nie zostało dużo. Obecny wygląd nadano mu podczas rozbudów w XV i XVI w.

Lubeka, stare miasto

Lubeka, stare miasto

Lubeka, uroki starych podwórek i dziedzińców

Lubeka, uroki starych podwórek i dziedzińców

Lubeka, uroki starych podwórek i dziedzińców

Lubeka, uroki starych podwórek i dziedzińców

Od północy z Marktplatz sąsiaduje kolejny symbol Lubeki – kościół Mariacki. Kolejny symbol potęgi miasta w czasach Hanzy, został wybudowany jako najwyższy ceglany kościół na świecie (sklepienie wisi na prawie 40 m wysokości) na przełomie XIII / XIV w. Był jednym z pierwszych gotyckich ceglanych kościołów, na którym wzorowały się wszystkie inne. Na kościelnych organach grywał podobno sam Jan Sebastian Bach.

Lubeka, dom pamięci Guntera Grassa

Lubeka, dom pamięci Guntera Grassa

Kościół Mariacki został zniszczony podczas alianckich nalotów w 1942 r. Po wojnie został odbudowany, ale duża część zabytkowego wyposażenia nie została już niestety odzyskana. Mimo to można tu zobaczyć niezwykle cenne dzieła sztuki sakralnej: chrzcielnicę z XIV w. czy „ołtarz antwerpski” z 1518 r. w jednej z kaplic. Podziwiać można także pomniki czczące miejskich patrycjuszy z XVII / XVIII w. i rzeźby nawet z XVI w. Ciekawostką jest legenda o ogromnym kamieniu, leżącym pod murami kościoła – podobno zostawił go tu sam diabeł – figurka diabła jest jedną z atrakcji przy zewnętrznych murach świątyni.

Lubeka, kościół św.Katarzyny

Lubeka, kościół św.Katarzyny

Od północnej strony kościoła Mariackiego znajduje się kolejna atrakcja Lubeki – Buddenbrookhaus – jeśli przeczytaliście uważnie powyżej wspomnienie o Tomaszu Mannie, nobliście z Lubeki, to już wiecie – tak, to dom, należący kiedyś (XIX w.) do rodziny Mannów. Ale jego historia jest dłuższa, bo sięga aż XIII w. Rozsławił go jednak Tomasz Mann w swojej noblowskiej powieści „Buddenbrookowie”, której miejscem jest właśnie ta posesja. Dziś mieści tu się muzeum, poświęcone pamięci braci Tomasza i Henryka Mannów. Niemal naprzeciwko stoi dawny gotycki budynek miejskiej kancelarii (XVII w.), mieszczący kiedyś także salę sądową. Później mieścił się tu posterunek policji i mały areszt.

Nadal idziemy na północ starego miasta, tym razem do kolejnego kościoła – kościoła św.Jakuba. Wybudowany został ok. 1300 r., zastępując spalony w pożarze, stojący tu wcześniej kościół drewniany (na pewno istniał już w 1227 r.) Tu warto zobaczyć przede wszystkim dwie pary kościelnych organów – mniejsze z 1504 r. i główne z 1637 r., uważane za jedne z najznamienitszych w Europie – piękne, naprawdę. Główny ołtarz kościoła pochodzi z 1717 r. W jednej z bocznych kaplic znajdziecie też „Brömbsen-Altar”, ołtarz pochodzący z 1500 r.

Lubeka, synagoga

Lubeka, synagoga

Lubeka, stare miasto

Lubeka, stare miasto

Lubeka, stare miasto

Lubeka, stare miasto

Lubeka, teatr miejski

Lubeka, teatr miejski

Obok kościoła św.Jakuba stoi szpital św.Ducha, kolejny przykład potęgi finansowej Lubeki z dawnych lat – jedna z najstarszych placówek opieki społecznej na świecie, wybudowany w końcu XIII w., by opiekować się biednymi i chorymi. Wtedy była placówką kościelną, dziś jest świecką – ale pełni swą rolę do dzisiejszych dni. Kolejny przykład świetnego ceglanego gotyku, niestety podczas naszej wizyty fasada była w remoncie.

Lubeka, katedra

Lubeka, katedra

Docieramy wreszcie na północny kraniec starego miasta – do drugiej zachowanej dawnej bramy miejskiej – Bramy Zamkowej (Burgtor), wybudowanej w XIII w., podobnie jak Brama Holsztyńska, wtedy będącej jedną z kilku stojących w rzędzie bram. To przez tą bramę wdarły się do miasta w 1806 r. wojska Napoleona.

Lubeka, katedra

Lubeka, katedra

Wracając na południe, wkraczamy na chwilę w zapomniany świat ukrytych alejek i podwórek starej Lubeki. To jakby inny świat – malownicze uliczki, niska zabudowa, kolorowe ukwiecone ogródki – tu można zapomnieć o zabytkach, atrakcjach, szumie i zgiełku placów Lubeki. Wpadamy w zaułki podwórek Füchtingshof i Glandorpsgang, gdzie czas jakby zatrzymał się w początkach XVII w., kiedy powstały.  Cudowna wprost chwila zapomnienia i wyciszenia.

Ale my idziemy na południe, wracając do centrum starówki. Po drodze mijamy Günter-Grass-Haus, budynek, w którym urządzono muzeum słynnego pisarza, historyka i rzeźbiarza. Nie jest to faktyczny „dom” Grassa, bo on nigdy w samej Lubece nie mieszkał, ale symbolizuje związki noblisty z miastem, w okolicach którego mieszkał przez ostatnie niemal 30 lat swojego życia.

Dochodzimy do kolejnej świątyni – kościoła św.Katarzyny, jednego z tych BEZ wysokiej wieży. Miejsce na budowę klasztoru i kościoła otrzymał w początkach XIII w. sam św.Franciszek z Asyżu, choć niewiele wiadomo o ówczesnym kościele. Wiadomo natomiast, że ok.1303 r. pojawiły się pierwsze elementy nowo budowanej świątyni, będącej częścią klasztoru franciszkanów. Budowę ukończono w 1356 r. Stopniowo rozbudowywany, był później filią kościoła Mariackiego. Wojska napoleońskie zniszczyły świątynię, urządzając wewnątrz szpital i… stajnię dla koni. Nie podniósł się w swojej roli od czasów bombardowań w 1942 r., choć stopniowo jest wciąż restaurowany.

Lubeka, katedra

Lubeka, katedra

Lubeka, katedra

Lubeka, katedra

Lubeka, katedra

Lubeka, katedra

Przy St-Annen-Strasse mijamy jedną z synagog w Lubece, wybudowaną w 1880 r. Pierwotnie w stylu mauretańskim, po zdewastowaniu podczas „nocy kryształowej” w 1938 r., została przez nazistów przebudowana na ceglaną i przekształcona w gimnazjum. Synagoga została niechlubnym symbolem w 1994 i 1995 r., kiedy to próbowano ją ponownie podpalić – pierwszy raz w Niemczech od nazistowskiej „nocy kryształowej”.

Travemünde, najstarsza niemiecka latarnia morska nad Bałtykiem

Travemünde, najstarsza niemiecka latarnia morska nad Bałtykiem

Na południowym krańcu starej Lubeki stoi najokazalszy z kościołów miasta – katedra. Związana jest z nią legenda, łącząca Karola Wielkiego, cesarza niemieckiego z przełomu VIII / IX w. ( to on stworzył wielkie cesarstwo, największe imperium po upadku Cesarstwa Rzymskiego) i Henryka „Lwa”, założyciela Lubeki. Otóż kiedyś Karol Wielki polował w Saksonii i zobaczył wielkiego jelenia. Zamiast go jednak zabić, założył mu swój ciężki cesarski złoty łańcuch na poroża. Cztery wieki później, Henryk „Lew”, chcąc pobyć w samotności, spotkał tegoż jelenia, zdejmując mu złoty łańcuch. Dzięki niemu spełnił swoje marzenie – ufundował w Lubece katedrę.

A w zgodności z faktami historycznymi – rzeczywiście Henryk „Lew” zarządził budowę kościoła mniej więcej w 1173 r. Budowę ukończono już w XIII w., sto lat później przebudowano ją na gotyk. Katedra została zbombardowana w 1942 r., odbudowa trwała aż do 1982 r.

Opuszczamy starówkę Lubeki, ale nie opuszczamy samego miasta – przenosimy się do jej nadmorskiej dzielnicy – Travemünde, kiedyś samodzielnego miasta nad Bałtykiem, od XIV w. będącego w „posiadaniu” Lubeki. Częścią miasta Travemünde stało się jednak dopiero w początkach XX w. Jest dziś największym promowym portem Niemiec i znanym kurortem wypoczynkowym. Travemünde powstało na bazie XII-wiecznej fortecy, którą rozebrano w XIX w.

Travemünde, żaglowiec Passat

Travemünde, żaglowiec Passat

Travemünde, plaża i kompleks "Maritim"

Travemünde, plaża i kompleks „Maritim”

Travemünde, molo

Travemünde, molo

Travemünde, nadmorska promenada

Travemünde, nadmorska promenada

Travemünde, stacja kolejowa

Travemünde, stacja kolejowa

W Travemünde rozbijamy nasz noclegowy obóz w samochodzie, na dużym parkingu niemal tuż przy plaży. I tak spędzamy noc, a rano przystępujemy do szybkiego zwiedzania dzielnicy. Głównymi atrakcjami Travemünde są nadmorska promenada ze wspaniałą (aczkolwiek w październiku oczywiście kompletnie pustą) piaszczystą plażą, przy której stoi najstarsza na bałtyckim wybrzeżu Niemiec latarnia morska (1539 r.). Latarnia dziś już nie pracuje, została zastąpiona przez nową, znajdującą się… na 36 piętrze stojącego obok kompleksu hotelowo-mieszkalnego „Maritim” – najwyższego budynku na całym niemieckim wybrzeżu.

Ozdobą wybrzeża w Travemünde jest zdecydowanie żaglowiec-muzeum Passat, zwodowany w 1911 r. Opłynął świat dwa razy dookoła, opłynął też przylądek Horn – dziś można go zwiedzać – mniej więcej jak nasz Dar Pomorza w Gdyni. Nieco w głębi lądu znajdziecie w Travemünde m.in. zabytkową stację kolejową z 1882 r., pierwotnie drewnianą, przebudowaną na murowaną w 1912 r.

Najważniejszym sakralnym zabytkiem jest tu kościół św.Wawrzyńca (St.Lorenz), po raz pierwszy pojawiający się w historii już w 1235 r. Spłonął jednak w pożarze w 1522 r., odbudowany w II poł. XVI w. Kościelna wieża pochodzi z początków XVII w. Okolice kościoła to stara część Travemünde, wypełniona ciasnymi uliczkami i tradycyjnymi domostwami, wśród których nierzadkim widokiem są domy nawet z XVI w. Travemünde było dla nas jednak przede wszystkim okazją do spaceru nad Bałtykiem – nadmorska promenada naprawdę jest tego warta.

Pakujemy „manatki” i ostatecznie opuszczamy Lubekę. Czas na kolejny etap naszego zwiedzania hanzeatyckich miast na bałtyckim wybrzeżu Niemiec – przenosimy się do oddalonego o 130 km od Travemünde miasta Rostock – jedynego z czterech zwiedzanych przez nas podczas tego weekendu, którego stare miasto nie jest wpisane na listę UNESCO. Ale to nie znaczy, że mniej ciekawego – ale o tym będzie już w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z niemieckiej Lubeki znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Niemcy

Garmisch-Partenkirchen

Niemieckie i austriackie miasteczka, położone w Alpach i na ich krańcach mają swój niezaprzeczalny klimat i urok. Nie inaczej jest z Garmisch-Partenkirchen. Znów przypomnieliśmy sobie, dlaczego tak bardzo lubimy Bawarię...

IMG_3240

Nie ma bardziej kojarzącej się z niemiecką Kolonią nazwy od "wody kolońskiej", choć nie wszyscy zapewne utożsamiają ją z tym miastem. Ale to fakt - Kolonia jest "ojczyzną" tego specyfiku, który co ciekawe pierwotnie stosowany był jako... doustny lek.

Stralsund, plac Alter Markt, ratusz i kościół św.Mikołaja

Ostatnie zwiedzane przez nas podczas wrześniowego weekendu 2013 r. niemieckie miasto nad Bałtykiem to Stralsund, zwany po polsku Strzałowem. Trzecie (z czterech oglądanych) ze starówką, wpisaną w całości na listę UNESCO.

Wismar, zaczynamy znajomość z niemieckimi miasteczkami nad Bałtykiem

Wismar był pierwszym z czterech zwiedzanych przez nas podczas pewnego październikowego weekendu w 2013 r. niemieckim miasteczkiem nad Bałtykiem, kiedyś należącym do Hanzy. To z tego wyjazdu narodził się pomysł cyklu wpisów o miastach hanzeatyckich na naszym blogu.

Po powrocie z naszej najdłuższej jak do tej pory podróży, czyli z „Tour de Europe 2013” – 32-dniowej podróży przez Bałkany do azjatyckiej Turcji, nie za bardzo mogliśmy usiedzieć spokojnie „na tyłku”. Usiedzieliśmy niecałe dwa miesiące – wtedy przyszedł czas na krótki, weekendowy wypad w niedalekie od nas rejony – nad niemiecki Bałtyk. Była to też pierwsza w historii naszych podróży okazja do wypróbowania naszego samochodu jako miejsca noclegowego. Wszak, nie chwaląc się, posiadamy pojazd, który po rozłożeniu tylnych dwóch rzędów siedzeń (nominalnie jest 7-osobowy) tworzy się w nim płaska podłoga o wymiarach 200 x 120 cm. Czyli powinna wejść do niego rozłożona… standardowa wersalka :)

Postanowiliśmy to przetestować. Po zakupach w Decathlonie staliśmy się posiadaczami zestawu – materac + kołdra + dwie poduszeczki, wszystko w zgrabnym opakowaniu, idealne na wyjazd. Dokupiona pompka z zasilaniem 220V (standardowo) i 12V (czyli samochodowo) dopełniła szczęścia. Pierwszy test na parkingu potwierdził nasze podejrzenia – jeśli macie 7-osobowego Forda S-Maxa, nadmuchany materac 200 x 120 cm wejdzie Wam do niego idealnie na styk. No po prostu lepiej (na podróż) być nie może. Oczywiście wiezienie nadmuchanego w domu materaca ogranicza liczbę pasażerów-podróżników do dwóch osób, ale akurat na ten wyjazd jechaliśmy małżeńsko, bez dzieci. Model my + materac = model idealny :)

Wismar, stare miasto

Wismar, stare miasto

Wismar, kościół Ducha Świętego

Wismar, kościół Ducha Świętego

Wismar, kościół Ducha Świętego

Wismar, kościół Ducha Świętego

Wismar, kościół Ducha Świętego

Wismar, kościół Ducha Świętego

Wismar, stare miasto

Wismar, stare miasto

Z czasem coraz częściej stosowaliśmy ten model w naszych dwu-, a potem także jednoosobowych podróżach. Od jednorazowych noclegów przeszliśmy do wręcz planowania podróży z samochodem jako podstawowym miejscem noclegowym. Tak było m.in. podczas 9-dniowej objazdówki po Gruzji, a kulminacją jak do tej pory była 16-dniowa podróż „Tour de Europe 2015, cz.1”, czyli jazda samochodem wzdłuż Dunaju, w poprzek Europy, w kwietniu 2015 r. (jeszcze niestety nie ma jej opisu na blogu).

Wismar, ocalała wieża kościoła Mariackiego

Wismar, ocalała wieża kościoła Mariackiego

Ale wróćmy do tematu. Plan wyjazdu był prosty – w sobotę nad ranem wyjeżdżamy z domu i po ok.5 godzinach jazdy jesteśmy w Wismarze (trochę ponad 500 km, ale większość to polskie i niemieckie autostrady). Potem jedziemy do Lubeki, a po jej zwiedzeniu szukamy miejsca do zaparkowania na nocleg – wstępnie upatrzyliśmy sobie Travemünde, nadmorską dzielnicę Lubeki. W niedzielę jedziemy zwiedzać Rostock i Stralsund i wieczorem wracamy do Wielkopolski. Plan został zrealizowany w stu procentach, a teraz już zajmijmy się samym Wismarem.

Wismar, ocalała wieża kościoła Mariackiego

Wismar, ocalała wieża kościoła Mariackiego

Wismar jest dziś nieco ponad 40-tysięcznym miastem, choć w momencie zjednoczenia Niemiec (1989 r.) liczył ich niemal o połowę więcej. To efekt migracji mieszkańców do bogatszej, zachodniej części kraju. Po raz pierwszy w historii pojawia się w XII w., choć znaleziono w zatoce wraki statków Wikingów, sugerujące, że już w IX w. miejsce to było ważnym ośrodkiem handlowym. Prawa miejskie uzyskał w 1226 lub 1229 r.

W 1259 r. po raz pierwszy na horyzoncie pojawia się Hanza, czyli słynny historyczny ponadpaństwowy związek miast nadbałtyckich, mający chronić ich interesy obronne i handlowe. Wtedy to przedstawiciele Wismaru spotkali się z władzami Lubeki i Rostocku. W 1280 r. jest już Wismar ważnym ośrodkiem Hanzy, na równi z dwoma wyżej wymienionymi oraz Stralsundem i Hamburgiem. Stał się też siedzibą książąt meklemburskich. Niszczony przez pożary oraz epidemie, był jako bogate handlowe miasto ciągle odbudowywany.

Wismar, rzeźby w miejscu dawnego kościoła Mariackiego

Wismar, rzeźby w miejscu dawnego kościoła Mariackiego

Wismar, Marktplatz, główny plac starego miasta

Wismar, Marktplatz, główny plac starego miasta

Wismar, Marktplatz, główny plac starego miasta

Wismar, Marktplatz, główny plac starego miasta

Wismar, Marktplatz, główny plac starego miasta, ratusz miejski

Wismar, Marktplatz, główny plac starego miasta, ratusz miejski

Wismar, Marktplatz, główny plac starego miasta, dawna siedziba strażników

Wismar, Marktplatz, główny plac starego miasta, dawna siedziba strażników

W 1632 r. po wojnie 30-letniej, miasto zajęte zostało przez Szwedów. Na krótko (5 lat), pod koniec XVII w. rządzili tu Duńczycy, ale szybko oddali miasto znów Szwedom. Dopiero w 1803 r. Szwecja zwróciła Meklemburgom miasto, choć oficjalne zrzeczenie się praw przez nich nastąpiło równo sto lat później – w 1903 r. Podczas II wojny światowej wielu jeńców wojennych pracowało w tutejszych fabrykach, miasto było też wielokrotnie bombardowane przez aliantów. Wyzwolone zostało 2 maja 1945 r. przez Armię Czerwoną, stając się częścią radzieckiej strefy okupacyjnej Niemiec, a potem NRD.

Wismar, Marktplatz, główny plac starego miasta, "Alter Schwede", najstarsza kamienica w mieście

Wismar, Marktplatz, główny plac starego miasta, „Alter Schwede”, najstarsza kamienica w mieście

Pomimo burzliwych dziejów oraz wojennych bombardowań, stare miasto w Wismarze jako tako ostało się w całości, choć część budynków wymagała odbudowy. Dziś starówka Wismaru wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Wismar, Marktplatz, główny plac starego miasta, dawne źródło wody

Wismar, Marktplatz, główny plac starego miasta, dawne źródło wody

Wismar to jedno z takich miasteczek, w które człowiek się zapuszcza i wsiąka. Wsiąka w klimat – nie ten geograficzny, po to Bałtyk, bo to październik. Bo chłodno, bo wilgotno. Wsiąka, bo Wismar ma to coś, coś co sprawia, że można spacerować uliczkami przez pół dnia i nie ma się dosyć. Coś, co sprawia, że chce się tu zostać. Spokój – to takie trochę nie odkryte cudo – architektura, spójna i kolorowa. Zapamiętaliśmy Wismar jako perełkę, i jako wstęp do dalszej eksploracji hanzeatyckich niemieckich miast – ten klimat Wismaru ciągnął się za nimi i w Lubece i w Rostocku i w Stralsundzie.

Wismar, Marktplatz, główny plac starego miasta, dawne źródło wody, figurki Nix i Nixe

Wismar, Marktplatz, główny plac starego miasta, dawne źródło wody, figurki Nix i Nixe

Generalnie miasto szczyci się dziś kilkoma ważnymi punktami. Najważniejszym z nich jest główny plac starówki, Marktplatz, zbudowany na planie kwadratu (100 x 100 m), uznawany za jeden z największych w północnych Niemczech, dziś duma miasta. Wyróżniającym się miejscem na placu jest dawne źródło wody, mające postać fontanny, oddane do użytku w 1602 r. Zasilane z niego było kilkaset domostw w mieście. Znanym elementem są dwie brązowe figurki, z których do dziś leje się woda – nazwane „Nix i Nixe”, choć popularnie zwane „Adamem i Ewą”.

Wismar, kościół św.Mikołaja

Wismar, kościół św.Mikołaja

Przy Marktplatz w Wismarze mieści się kilka historycznych budowli. Neoklasycystyczny ratusz wybudowany został w początkach XIX w. Częściowo zawiera w sobie pozostałości pierwszego ratusza z XIV w. Bo bombardowaniach w czasie II wojny światowej został odnowiony, „niestety” częściowo w architekturze socrealizmu. Innym wartym uwagi budynkiem jest tu „Alter Schwede”, kamienica uznawana za najstarszą w mieście, wybudowana jeszcze w 1380 r., dająca się łatwo zauważyć ze względu na typową, gotycką, ceglaną architekturę. Nazwę zawdzięcza okresowi panowania Szwedów, a typowa architektura (spiczasta), uwzględniała w gotyku użytkowanie parteru jako pokojów mieszkalnych i biur, a wyższych pięter jako magazynów.

Przy Marktplatz znajdziecie wiele cudownych kamienic, niektóre ze znaną i opisaną historią, jak choćby dawny budynek strażników, wybudowany w 1858 r. na wzór XV i XVI-wiecznych włoskich kamienic. Przed wejściem do niego stoją dwa działa, wypożyczone przez Szwedów z Landskrony. My trafiliśmy dodatkowo na jakiś festyn na placu, co dało nam okazję do skorzystania z szybkiej niemieckiej kuchni i zjedzenia tradycyjnego niemieckiego „wursta” – punkt kulinarny zaliczony :)

Wismar, kościół św.Mikołaja

Wismar, kościół św.Mikołaja

Wismar, kościół św.Mikołaja, jeden z bocznych ołtarzy

Wismar, kościół św.Mikołaja, jeden z bocznych ołtarzy

Wismar, kościół św.Mikołaja, jeden z bocznych ołtarzy

Wismar, kościół św.Mikołaja, jeden z bocznych ołtarzy

Wismar, kościół św.Mikołaja, jeden z bocznych ołtarzy

Wismar, kościół św.Mikołaja, jeden z bocznych ołtarzy

Wismar, kościół św.Mikołaja, jeden z bocznych ołtarzy

Wismar, kościół św.Mikołaja, jeden z bocznych ołtarzy

Ma też (a może przede wszystkim) Wismar zabytki sztuki sakralnej. I tu należy wspomnieć, że północne Niemcy to raj dla fanów gotyckich, czerwono-ceglanych gotyckich kościołów. Jest tu ich całe mnóstwo, w każdym z nich z pewnością znajdziecie mapki i ulotki, dotyczące pozostałych.Tych świątyń po prostu nie da się nie zauważyć, wyróżniają się na tle architektury miasteczek. Nie wszystkie budowane z czerwonej cegły kościoły są gotyckie, ale większość z nich jest najwyższej klasy zabytkami. Architektura sakralna jest jednym z naszych koników, stąd kościoły w Wismarze były jednymi z głównych punktów zaplanowanej wizyty. Wismar ma trzy główne zabytkowe świątynie:

  • Kościół Mariacki, najwyższy z nich (wieża ma ponad 80 m), jeden z najstarszych budynków w mieście (choć nie dotrwał do naszych czasów). Istniał już prawdopodobnie ok. 1220 r., wtedy jako kościół drewniany. Po nadaniu Wismarowi praw miejskich, wybudowano nowy ok. 1260 r. Przebudowywany w XV i XVI w., został poważnie uszkodzony podczas bombardowań II wojny światowej. Pomimo licznych protestów, ruiny średniowiecznego kościoła, za wyjątkiem wieży, zostały wysadzone w powietrze w 1960 r. Ocalałe zabytki przeniesiono wtedy do innych kościołów w mieście i okolicy. Został odbudowany w 1990 r. Film z wysadzenia kościoła można znaleźć na YouTubie:
  • Kościół św.Mikołaja, także prawdopodobnie stojący w miejscu wcześniej znajdującej się tu świątyni z czasów założenia miasta. Budowę rozpoczęto w 1381 r., a trwała ona ponad sto lat. Początkowo był świątynią marynarzy i rybaków. Świątynia posiada oprócz głównego ołtarza, także kilka mniejszych ołtarzy bocznych. Główny ołtarz pochodzi z 1774 r. Szczególnie polecamy przyjrzeć się bocznym ołtarzom – to prawdziwe dzieła sztuki, pochodzą z XV i XVI w., część z nich stała wcześniej w kościele Mariackim i kościele św.Jerzego – zostały tu przeniesione ze względu na najmniejsze zniszczenia powojenne w kościele św.Mikołaja. Brązowa chrzcielnica pochodzi z 1335 r. (także z kościoła Mariackiego), a ambona z 1708 r. W kościele św.Mikołaja znajdziecie też wiele płyt nagrobnych księży, miejscowych notabli a także burmistrzów z XV i XVI w.;
  • Kościół św.Jerzego, trzeci z gotyckich kościołów w Wismarze, wybudowany pomiędzy 1440 a 1550 r. Wieży nigdy nie ukończono. W kwietniu 1945 r. został ciężko uszkodzony w bombardowaniach. Prowadzenie życia religijnego było tu niemożliwe, wobec tego szybko wybudowano tzw.”nowy kościół”, stojący niedaleko, konsekrowany w 1951 r. Najcenniejszym obiektem w nowym kościele jest jeden z ołtarzy z kościoła św.Jerzego, wykonany w początkach XV w. Sam kościół św.Jerzego nie odbudowywany po wojnie popadł w kompletną ruinę, zawalił się dach, brakowało okien i drzwi. W 10 lat doprowadzono go jednak do jako takiego stanu – dziś można go zwiedzać, wykorzystywany jest głównie do imprez kulturalnych i koncertów;
Wismar, świnki na moście Schweinsbrücke (XIX w.), którym przeprowadzano bydło i trzodę na targ

Wismar, świnki na moście Schweinsbrücke (XIX w.), którym przeprowadzano bydło i trzodę na targ

Wismar, świnki na moście Schweinsbrücke (XIX w.), którym przeprowadzano bydło i trzodę na targ

Wismar, świnki na moście Schweinsbrücke (XIX w.), którym przeprowadzano bydło i trzodę na targ

Wismar, tradycyjny dom na rzeczce Grube - "Das Gewölbe"

Wismar, tradycyjny dom na rzeczce Grube – „Das Gewölbe”

Wismar, nad rzeczką Grube

Wismar, nad rzeczką Grube

Wart zobaczenia jest też kościół św.Ducha. Najpierw, zaraz po założeniu miasta, powstał tu (zaraz za dawnymi murami miasta) szpital Ducha Świętego, a niedługo potem rozpoczęto budowę kościoła. Obecna bryła pochodzi z II poł. XIV w. We wnętrzach zachowały się fragmenty ściennych fresków z XIV i XV w. Część witraży w oknach pochodzi z XIV w., boczne obramowania kościelnych ławek z XVI w. Na suficie namalowano sceny z dziejów Ducha Świętego.

Już przy samym wybrzeżu stoi jeszcze jeden ważny zabytek miasta – Brama Wodna, wybudowana w XV w. jako część murów obronnych Wismaru. Po ich rozebraniu (końcówka XIX w.), to jedyna ocalona, z pięciu dawniej istniejących, dawna brama miejska. Nad miejskim strumieniem Grube stoi jeden z najbardziej rozpoznawalnych budynków w Wismarze – Das Gewölbe, stojący nad rzeczką „okrakiem” budynek z XVII w. w stylu pruskim.

Na koniec spaceru po Wismarze – skoro jesteśmy nad Bałtykiem, to trzeba przespacerować się nabrzeżem. Tu także jest klimatycznie – na kolorowych barkach zacumowanych przy brzegu odbywa się targ rybny – można na miejscu zjeść lub kupić na wynos chyba każdą rybę, łowioną w Bałtyku. Świeże, wędzone, smażone, pieczone – w każdej postaci. Miejsce to zdecydowanie najbardziej cieszy się uznaniem turystów – to jedyne miejsce, gdzie w październiku było ich naprawdę dużo.

Wismar, stara Brama Wodna

Wismar, stara Brama Wodna

Wismar, tradycyjne domy na wybrzeżu

Wismar, tradycyjne domy na wybrzeżu

Wismar, kutry rybackie na wybrzeżu

Wismar, kutry rybackie na wybrzeżu

Wismar, ryby prosto z kutra na wybrzeżu

Wismar, ryby prosto z kutra na wybrzeżu

Wismar, ryby prosto z kutra na wybrzeżu

Wismar, ryby prosto z kutra na wybrzeżu

Na nabrzeżu kończymy naszą pieszą wycieczkę ulicami starego Wismaru. Miasteczko zrobiło na nas ogromne wrażenie i nakręcało nasze oczekiwania, co do tego, czym zauroczą nas kolejne niemieckie, hanzeatyckie miasteczka nad Bałtykiem. Jeszcze tego samego dnia jechaliśmy zwiedzać drugie z nich – Lubekę, położoną nieco na zachód od Wismaru. Ale Lubekę zobaczycie już w następnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z niemieckiego Wismaru znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Niemcy

Garmisch-Partenkirchen

Niemieckie i austriackie miasteczka, położone w Alpach i na ich krańcach mają swój niezaprzeczalny klimat i urok. Nie inaczej jest z Garmisch-Partenkirchen. Znów przypomnieliśmy sobie, dlaczego tak bardzo lubimy Bawarię...

IMG_3240

Nie ma bardziej kojarzącej się z niemiecką Kolonią nazwy od "wody kolońskiej", choć nie wszyscy zapewne utożsamiają ją z tym miastem. Ale to fakt - Kolonia jest "ojczyzną" tego specyfiku, który co ciekawe pierwotnie stosowany był jako... doustny lek.

Stralsund, plac Alter Markt, ratusz i kościół św.Mikołaja

Ostatnie zwiedzane przez nas podczas wrześniowego weekendu 2013 r. niemieckie miasto nad Bałtykiem to Stralsund, zwany po polsku Strzałowem. Trzecie (z czterech oglądanych) ze starówką, wpisaną w całości na listę UNESCO.

 

Hotel El Greco w Salonikach - heloł, robicie to źle!

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

Tour de Europe 2013, suplement po prawie roku (poprzedni wpis: Tour de Europe 2013, podsumowanie). Greckie Saloniki były jednym z naszych punktów tranzytowych w drodze na ubiegłoroczne wakacje, były też naszą poznawczą bramą z Grecją – po raz pierwszy zatrzymywaliśmy się tu na nocleg w Grecji. Nocleg rezerwowaliśmy w samym centrum miasta, w hotelu El Greco, który od tego czasu zapisał się w naszej pamięci najczarniejszymi literami.

Hotel El Greco, Saloniki

Hotel El Greco, Saloniki

Od początku. Hotel El Greco jest usytuowany w centrum Salonik, bardzo ruchliwym i bardzo zabudowanym, co sprawia trudność ze znalezieniem miejsca do zaparkowania sporego samochodu. Jednym z kryteriów wyboru tego hotelu było więc posiadanie przez hotel własnego parkingu, który po przybyciu okazał się być parkingiem podziemnym, do którego wjazd stanowiła samochodowa winda, wożąca samochody pod poziom drogi.

Nie pozwala się tam samodzielnie wjeżdżać do windy, sprawę załatwia obowiązkowo obsługa hotelu, której oddaje się kluczyki na czas pobytu w hotelu. Oddaliśmy więc auto w ręce obsługi i bez żadnych niepokojów przez cały dzień zwiedzaliśmy uroki Salonik. Problem rozpoczął się po wymeldowaniu następnego dnia z hotelu – samochód został wywieziony windą na górę, po czym okazało się, że… tylna klapa jest bardzo mocno porysowana – samochód najwyraźniej nie do końca zmieścił się kierowcy z obsługi do windy i brama windy zamknęła się, obsuwając po tyle naszego auta. Mamy klops.

Wracamy do recepcji, zgłaszając problem. Recepcjonista wstępnie ogląda auto (wraz z człowiekiem, który nim z parkingu wyjeżdżał) i koniec końców stwierdzają fakt uszkodzenia. Biorą aparat fotograficzny, robią zdjęcia uszkodzeń, spisują dane kontaktowe do nas. Obiecują szybki kontakt i załatwienie sprawy z ubezpieczycielem hotelu, bo ubezpieczenie podobno mają. Uspokojeni, wyjeżdżamy w Salonik – właściwościom jezdnym auta na szczęście nic się nie stało. Rzecz działa się 7 sierpnia 2013 r.

Mija sobie czas, my spisujemy relację z wyprawy, a kontaktu ze strony hotelu jak nie było, tak nie ma. Po prawie 3 miesiącach od wydarzenia, pod koniec października, piszemy do Salonik maila. Przypominamy o szkodzie, podajemy daty oraz podkreślamy, że mają zdjęcia uszkodzonego samochodu, bo zrobili je na miejscu. Na wszelki wypadek wysyłamy w załącznikach własne zdjęcia tyłu pojazdu i pytamy, co się dzieje w sprawie.

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Odpowiedź nadchodzi następnego dnia i jest szokująca – nikt niczego do ubezpieczenia nie zgłosił, a manager hotelu o sprawie nic nie wie. Zdjęcia mają tylko dlatego, że im przesłaliśmy własne, bo o tych robionych na miejscu przez pracownika hotelu nikt nawet nie wspomina. 31 października (wtedy nadeszła odpowiedź) obiecują zgłosić szkodę do ubezpieczenia. Grejt.

I znów zapada cisza, bo po co odzywać się do poszkodowanego Klienta. Jak będzie zainteresowany, to sam się odezwie. 10 stycznia 2014 r. piszemy ponownie, z naciskiem na kolejne 3 miesiące, które upłynęły bez żadnych postępów w sprawie. Po czterech dniach otrzymujemy odpowiedź, która znów wprawia w osłupienie: hotel wysłał zdjęcia szkody do ubezpieczyciela, a ubezpieczyciel głowi się, na czym polega szkoda. Ale co tam, niech się głowi, hotel nie uznał za stosowne poprosić mnie o opis – po prostu zamknął po swojej stronie temat, nie kontynuując korespondencji z ubezpieczycielem, nie podając mu kontaktu do nas, czy choćby samemu się ze mną kontaktując (pełne dane kontaktowe mają, bo zostawiliśmy je przed odjazdem, a poza tym przecież wypełnialiśmy kartę meldunkową).

Takim to sposobem minęło do stycznia pół roku, a hotel totalnie olał temat. Przecież nie zrobili nam jakiejś przykrości, czy nie spowodowali u nas domniemanej straty, czy utraty jakichś wirtualnych pieniędzy, które mogliśmy zarobić z nieuszkodzonym samochodem – spowodowali u nas realne koszty finansowe, konieczność poniesienia wydatków na naprawę szkody wyrządzonej przez hotelowy personel.

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Nikt nawet nie fatyguje się (do dziś od 14 stycznia – jest 6 maja i niedługo będzie rok od naszego pobytu w hotelu – nie ma żadnej innej informacji od hotelu i już się jej nie spodziewamy, sami też nie mamy ochoty korespondencji podtrzymywać), by naszą sprawę w jakikolwiek sposób rozwiązać, by zainteresować się stworzonym przez siebie problemem. Nikt nie wykazuje nawet podstawowej inwencji z informowaniu nas o czymkolwiek, np. że ubezpieczyciel MA PYTANIA (!). Temat został zamieciony pod dywan i pan manager Panagiotis Pantsios z hotelu El Greco… udaje Greka. A mówiąc wprost ma nas w d…

W całej korespondencji nie padło nawet jedno słowo „przepraszam” – czy to za szkodę, czy za opóźnienia w załatwianiu sprawy. Nie zmęczono się także żadną próbą wymyślenia jakiegokolwiek innego sposobu załatwienia sprawy, choćby załagodzenia przez zaoferowanie czegokolwiek ze swojej strony (banalny przykład: oferta darmowego pobytu przy następnej okazji ?). Nikt nie znalazł chwili, by przez 9 miesięcy choćby na 5 minut pochylić się nad klientem, który stracił przez ich pracowników spore pieniądze.

Szanowny panie managerze Panagiotis Pantsios – gratulujemy niniejszym podejścia do zarządzanego przez siebie biznesu. Mamy nadzieję, że skutecznie tym artykułem przyczynimy się do omijania hotelu El Greco w Salonikach przez rzesze polskich turystów – szczególnie odradzamy tym zmotoryzowanym, choć patrząc na podejście do Klienta i poziom odpowiedzialności za własne usługi i mienie osób przebywających w hotelu – szczerze odradzamy pobyt tam każdemu.

Internet nie zapomina. Ten wpis wkrótce zostanie zindeksowany przez wyszukiwarki i pewnie niejedna zainteresowana osoba dowie się, gdzie w Salonikach nie szukać noclegu. A jak znajdziemy odrobinę czasu na dodatkową fantazję, to postaramy się o angielskojęzyczną wersję tego wpisu, dla lepszej i szerszej reklamy wątpliwej jakości usług. Traktowania nas jak natrętnej muchy i frajerów do wydy…ania nie zapomnimy. Cwaniakom szukającym zarobku bez własnej jakiejkolwiek odpowiedzialności mówimy NIE.

A do Grecji i tak wrócimy. Zresztą już w tym roku tam zawitaliśmy – z weekendową wycieczką do Aten (opis wkrótce). Tak się składa, że celem tegorocznego „Tour de Europe” będzie także Grecja – i to nie tak strasznie daleko od Salonik.

Szanowny panie managerze Panagiotis Pantsios z hotelu El Greco w Salonikach: pozdrowienia od Waszych anty-ambasadorów z Polski.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

 

Tour de Europe 2013 - podsumowanie

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie – na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Czas na krótkie podsumowanie wakacyjnego wyjazdu do Turcji AD’2013. Zacznijmy od początku:

Decyzja: gdzie i kiedy jedziemy

Tradycyjnie, organizację trasy wakacyjnej zaczynamy od najważniejszego wyboru: GDZIE. I nie tylko o kraj docelowy chodzi, ale o konkretne miejsce. Bez potwierdzonej rezerwacji w miejscu docelowym, nie zabieramy się za rezerwację hoteli na trasie dojazdowej i powrotnej, w ogóle nie zabieramy się za myślenie o tych trasach.

Na Turcję wybór padł dość szybko, natomiast dłużej trwał wybór konkretnego miejsca w tym kraju. Chcieliśmy zajechać możliwie daleko w głąb Azji, a jednocześnie być w zasięgu jak największej liczby atrakcji turystycznych. Jednocześnie dojazd tam miał także zapewniać atrakcje po drodze. No i koniecznie miał mieć dobre opinie w sieci, które jak zwykle były naszą jedyną możliwością weryfikacji jakości danego miejsca.

Ostatecznie rezerwacji dokonaliśmy, standardowo jak na nas, już w grudniu 2012 r. Wybór padł na małą miejscowość Boğaziçi, położoną jakieś 30 km na północ od Bodrum i willę w resorcie Lakeside Garden. Położenie spełniało wszystkie kryteria (po drodze m.in. Troja i Efez, w zasięgu Bodrum, Pammukale) a zakwaterowanie wydawało się spełniać kryteria jakościowe.

Wybór trasy

Tour de Europe 2013, Turcja, trasa dojazdowa

Tour de Europe 2013, Turcja, trasa dojazdowa

Tour de Europe 2013, Turcja, trasa powrotna

Tour de Europe 2013, Turcja, trasa powrotna

Mniej więcej dwa tygodnie trwało dogadywanie i dogrywanie szczegółów obu tras: dojazdowej i powrotnej – wiadomo, że unikamy jak ognia jechania dwa razy tą samą drogą, więc organizować musimy obie tak samo dokładnie.

Gdy już wybraliśmy siatkę miast, w których mieliśmy organizować noclegi (w których jest coś do zobaczenia i leżą w sensownej odległości pomiędzy sobą), to musieliśmy jeszcze sprawdzić atrakcje leżące pomiędzy nimi, tak aby i one stanowiły całość, a ta całość była możliwa do zrealizowania.

Koniec końców wybraliśmy dwie trasy:

  1. Dojazdowa: Banja Luka, Mostar (Bośnia i Hercegowina), Kotor (Czarnogóra), Durres, Saranda (Albania), Saloniki (Grecja) oraz Canakkale, Ayvalik i Izmir (Turcja)
  2. Powrotna: Bursa, Stambuł (Turcja, w Stambule 2 noclegi), Mełnik (Bułgaria), Zajecar, Nowy Sad (Serbia) i Koszyce (Słowacja)

Każde z tych miejsc, albo bezpośrednia jego okolica, miało nam coś do zaoferowania i pokazania, a trasy pomiędzy nimi gwarantowały dodatkowe atrakcje. W poszukiwaniu optymalnego przejazdu zdecydowanie wspomagaliśmy się praktycznymi opisami, które udało nam się znajdować w sieci.

I tak, część bałkańska naszej podróży to zdecydowanie zasługa forum w serwisie Cro.pl, które zawiera wiele naprawdę świetnych i szczegółowych relacji z podróży po całych Bałkanach, nie tylko po Chorwacji, choć nazwa na to wskazuje. Część turecka to także to samo forum Cro.pl oraz największa kopalnia wiedzy o Turcji w polskiej sieci – serwis TurcjawSandalach.pl

Koniec końców, rezerwacja noclegów na obu trasach zajęła nam pierwszy tydzień stycznia 2013 r. W święto Trzech Króli byliśmy praktycznie gotowi z planem wakacyjnym.

Przygotowania i pakowanie

Jako że do tej pory nasze wakacyjne wypady opierały się (nie licząc Szwajcarii, ale tam również nie ma problemów granicznych) w zasadzie wyłącznie na krajach Unii Europejskiej, to wyprawa AD’2013 była dla nas kompletną nowością. Każdy z krajów (może poza Słowacją i Węgrami) był dla nas nowy i musieliśmy nabywać o nich wiedzę, zarówno z sieci, jak i z przewodników drukowanych, których w czasie przygotowań uzbieraliśmy całkiem niezłą ilość.

Tour de Europe 2013 - pakowanie

Tour de Europe 2013 – pakowanie

Skoro nie jedziemy po terytorium UE, to co chwila zmieniają się przepisy, waluty, granice i stopień „cywilizacji”. Trasy wybraliśmy maksymalnie atrakcyjne pod każdym względem, dlatego mocne miejsca w nich znalazły kraje, co do których nie byliśmy pewni niczego, które nie zostały zbyt dobrze przez polskich i w ogóle jakichkolwiek turystów zbyt dobrze opisane w sieci, a tylko Internet daje jakąkolwiek gwarancję aktualności informacji. Drukowane przewodniki tego nie są w stanie zapewnić, ze swoim 2-3 letnim cyklem aktualizacji.

Tour de Europe 2013 - gotowi do drogi powrotnej

Tour de Europe 2013 – gotowi do drogi powrotnej

A już np. informacje dotyczące Albanii ograniczają się praktycznie wyłącznie do straszenia, co się, komu i w jaki sposób może stać, na co uważać i czego się bać. Czytanie takich tekstów sprawia, że potem człowiek jedzie i spędza czas na oglądaniu się dookoła, zamiast na wchłanianiu tego, co się mu podoba i co chciał zobaczyć. Mieliśmy już taki wyjazd – do Rio de Janeiro, i dokładnie tak poddaliśmy się opisom przestępczości. Więcej tego nie zrobimy, dlatego też cały czas Albanię traktowaliśmy jako największą przygodę (może na równi ze Stambułem) na obu trasach w jedną i drugą stronę.

Dużym wyzwaniem było spakowanie się na tak długi wyjazd. Standardowo bowiem zawsze pakowaliśmy się osobno na miejsce do celowe (2 tygodnie wakacji) i osobno na trasę dojazdową (lub powrotną). Tak, żeby po drodze do każdego z hoteli zabierać tylko te walizki, które zawierają rzeczy na drogę, a nie wypakowywać całego samochodu za każdym razem i każdego dnia. W przypadku trasy AD’2013 szczególnie długość trasy dojazdowej (w sumie 11 dni) sprawiała, że rzeczy potrzebne na dojazd i tak musieliśmy dodatkowo podzielić na dwie części. A potem to wszystko odpowiednio w samochodzie ułożyć, tak aby te potrzebne rzeczy były na wierzchu, a nie pod spodem.

Co się udało, a co nie

Cały wyjazd zdecydowanie oceniamy pozytywnie, choć chyba nieco przesadziliśmy z jego długością. 32 dni, w większości spędzone na intensywnym zwiedzaniu, to jednak troszkę za długo, po powrocie potrzebowaliśmy odpoczynku, by wrócić do normalnego funkcjonowania. Dlatego kolejny wyjazd – ten AD’2014 (nie ukrywajmy – mamy też już zaplanowany i zarezerwowany – w końcu jest już połowa lutego :)) będzie zdecydowanie krótszy. Zresztą w ogóle zmieniamy lekko styl podróżowania w tym roku, ale to materiał na osobny wpis.

Gwiazdka w środku lata po raz pierwszy - "Kevin sam w domu" po turecku w Izmirze

Gwiazdka w środku lata po raz pierwszy – „Kevin sam w domu” po turecku w Izmirze

Gwiazdka w środku lata po raz drugi - "Szklana pułapka" po serbsku w Zajecarze. I to tłumaczenie...

Gwiazdka w środku lata po raz drugi – „Szklana pułapka” po serbsku w Zajecarze. I to tłumaczenie…

Udała się nam ogromna część podróży. Sprawdziło się też troszkę zmienione jej planowanie, po raz pierwszy bowiem oprócz poszukiwania atrakcji w miastach „noclegowych” po drodze, szukaliśmy też ciekawych miejsc na trasach je łączących. To po pierwsze spowodowało w kilku wypadkach projektowanie tras kompletnie oderwanych od tych najkrótszych i najbardziej ekonomicznych, a w kilku innych – przeładowanie tras atrakcjami.

I to przeładowanie odbiło się nam czkawką, szczególnie w tak oczekiwanej przez nas Albanii, bo nie wzięliśmy pod uwagę dwóch rzeczy, z których jedna (to tak na usprawiedliwienie) była kompletnie nieprzewidywalna. Ta przewidywalna, ale związana z naszym kompletnym brakiem doświadczenia poza UE, to konieczność przejeżdżania przez kolejne granice, odprawy, pieczątki, kontrole i przede wszystkimi korki przed nimi się tworzące. Korek na granicy Czarnogóra – Albania spowodował, że całą północną część albańskiej trasy musieliśmy sobie odpuścić z powodu zapadającego zmierzchu.

Winogrona kupowane przy drodze Turcji. Ta kiść ważyła... 2 kg

Winogrona kupowane przy drodze Turcji. Ta kiść ważyła… 2 kg

Druga, o wiele bardziej znamienna w skutki rzecz, to awaria naszego samochodu, który od Albanii właśnie bardzo intensywnie się przegrzewał na jeździe pod górę na niskich biegach i wysokich obrotach (także podczas jazdy w korku, z tych samych powodów). To sprawiło, że kilka miejsc podczas tych wakacji w ogóle musieliśmy odpuścić (zrezygnowaliśmy m.in. z dojazdu do: Doliny Motyli i Myry w Turcji, bocznej drogi i monasterów w Serbii, kilku miejsc na bocznych drogach w Albanii). Usterka ta ciągnęła się za nami i zmieniała nam plany od czwartego dnia trasy dojazdowej (wjazd do Albanii) do piątego dnia trasy powrotnej (wjazd do Serbii), samochód przegrzewał się wielokrotnie i wielokrotnie musieliśmy stawać po drodze by wystygł, żeby w ogóle móc dalej jechać. O zwiedzaniu atrakcji, związanym z wjechaniem w góry nie było mowy.

Co ciekawe, po wjechaniu do Serbii, do dnia dzisiejszego samochód sprawuje się normalnie bez żadnego serwisowania, więc chyba wpływa miały naprawdę ekstremalne temperatury, które nam towarzyszyły w miejscach, gdzie dopadała go „słabość”. Tak czy tak, znów planujemy góry na wakacyjnej wyprawie AD’2014, więc autko musi przejść gruntowny przegląd.

Podsumowanie

W cyfrach można nasze wakacje 2013 r. podsumować tak:

  • wyprawa trwała 32 dni (1 sierpień – 1 wrzesień 2013 r.)
  • trasa przebiegała, nie licząc Polski, przez 10 krajów (Słowacja, Węgry, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, Albania, Grecja, Turcja, Bułgaria, Serbia), z których aż w siedmiu (poza Słowacją, Węgrami i Chorwacją) byliśmy po raz pierwszy
  • przejechaliśmy 11.000 km, z czego 4.400 km to trasa dojazdowa, a 4.000 km – trasa powrotna. Przeszło 2.500 km przejechaliśmy podczas 14 dni wakacji w Boğaziçi
  • przywieźliśmy ze sobą przeszło 18.000 zdjęć, z których po weryfikacji i przebraniu zostało i tak sporo ponad 10.000 sztuk – część z nich widzicie dziś na naszym blogu jako ilustrację do opisu podróży
  • opis wyprawy zawarliśmy na blogu aż w 79 wpisach (co i tak jest z naszej strony „streszczeniem”, pierwotny plan zakładał aż 99 wpisów), które produkowaliśmy od początku października (miesiąc od powrotu zajęło nam porządkowanie zdjęć i produkowanie „fizycznych” fotoksiążek z wyprawy, które stały się już naszym domowym standardem) do dziś, czyli do połowy lutego 2014 r.

Po wyprawie AD’2013 znacznie zawęziła się lista krajów w Europie, których jeszcze nie odwiedziliśmy. Po raz pierwszy uderzyliśmy w Europę środkowo-wschodnią i Bałkany, a to co tam zobaczyliśmy sprawiło, że kolejny wyjazd, ten w 2014 r., potraktujemy niejako jak suplement do ubiegłorocznej wyprawy. Będziemy chcieli zobaczyć miejsca, których nie widzieliśmy wcześniej. Kierunek będzie mniej więcej ten sam, choć destynacja znacznie bliższa, a cała wyprawa wakacyjna będzie duuuuużo krótsza. Ale i tak przybędą nam na liście „zaliczonych” kolejne dwa europejskie (i bałkańskie) kraje. Bo Bałkany okazały się bardzo fascynujące.

Turcja ma też oczywiście fastfoody

Turcja ma też oczywiście fastfoody

A sama Turcja. Jak bardzo się nam spodobała, niech poświadczy jeden fakt. Od kiedy w grudniu 2012 r. zarezerwowaliśmy wakacje w Boğaziçi i zaczęliśmy studiować relacje z innych wypraw do tego kraju, tak się nimi zafascynowaliśmy, że zanim pojechaliśmy na pierwszy wyjazd do Turcji, w czerwcu 2013 r. zarezerwowaliśmy sobie bilety na loty na drugie wyjazd do tego kraju – tym razem w inną jego część.

Bo Turcja wg tego, co odczuliśmy po lekturze przeróżnych opisów, różnych ludzi i z różnych regionów kraju, to tak naprawdę co najmniej dwa różne światy – ta zachodnia, najeżdżana co roku przez miliony zachodnich turystów, skomercjalizowana i taka (wg nas oczywiście) „trochę na pokaz” i dostosowana do potrzeb turystyki. Ta druga to ta tradycyjna, gdzie turysta jest rozpoznawalny na ulicy, bo jest rzadkością, w żaden sposób nie podlegająca wpływom turystów, gdzie to oni, wpadając w ich rzeczywistość, dostosowują się do niej, a nie odwrotnie. Obszar, gdzie turysta może swobodnie oglądać bez tłoku atrakcje i zabytki, ponosząc jedną cenę – samemu będąc atrakcją (w dobrym tego słowa znaczeniu) dla miejscowych mieszkańców, przyjaznych, gościnnych i gotowych pomóc w każdej sytuacji, nawet tej daleko wykraczającej ponad pomoc rozumianą przez nas, turystów z zachodu.

I tę drugą podróż do Turcji, którą zakończyliśmy ledwie dwie doby temu, zaczniemy opisywać już wkrótce na naszym blogu. A jak mieszkańcy wschodniej Turcji potrafią pomagać nam, zachodnim turystom ?

Sytuacja z Dogubeyazit na wschodnim krańcu Turcji, u podnóża Araratu: idziemy we dwójkę z plecakami w kierunku dworca autobusowego. Dla pewności pytamy o kierunek dwóch mężczyzn oczekujących przy drodze na dolmusza. Ci dwaj pokazują, żeby poczekać chwilkę, że zaraz będzie dolmusz, który nas na dworzec podrzuci (nie potrafią zrozumieć idei chodzenia z ciężkim plecakiem na plecach). Z pobliskiego sklepu wychodzi sprzedawca, który okazuje się znać angielski i sam też tłumaczy nam drogę do dworca. A obok tego wszystkiego od razu staje przygodnie przejeżdżający van z samym kierowcą w środku, który też czuje się w obowiązku wytłumaczyć nam drogę. Wszystko to dzieje się na raz, w momencie gdy dwójka białych z plecakami wydaje się mieć problem.

Mało tego – tenże kierowca vana odjeżdża od nas, ale przejeżdża kawałek i zawraca, ponownie zjawiając się przy nas, już idących spokojnie w stronę dworca. Nie daje sobie odmówić podwiezienia (choć zostało nam raptem 500 m spaceru), a co więcej, w trakcie jazdy pyta gdzie jedziemy (do Van) i z miejsca oferuje darmową podwózkę do miasta, do którego mamy się udać – a było do niego z Dogubeyazit tylko… 185 km :) I trzy godziny jazdy w jedną stronę :) Odmówiliśmy, bo już mieliśmy bilety na autobus. Z tym autobusem była kolejna fajna historia, ale to już opowiemy przy okazji wpisu o Dogubeyazit.

I tak kończymy historię wakacyjnej podróży do Turcji, płynnie przechodząc w podróż zimową do Turcji :) Znów mnóstwo atrakcji, ale charakter jakże inny – bez samochodu, bez zaplanowanych miejsc noclegowych, z organizacją na bieżąco i całym „dobytkiem” na plecach”. Zapraszamy do dalszego poznawania Turcji – pierwsza zajawka na blogu już wisi.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

Kieżmark, ostatni punkt zwiedzania na trasie Tour de Europe 2013

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 – wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

Tour de Europe 2013, dzień 32 (poprzedni wpis z trasy: Zamek Spisski). Do Kieżmarku jechaliśmy po zwiedzaniu zamku w Spiszu – głównymi drogami dystans wynosi ok.50 km. Z powstanie Kieżmarku uznaje się dziś początek XIII w. i połączenie kilku istniejących tu wcześniej osad w jeden organizm, a prawa miejskie uzyskał on w 1269 r. Kilkunastokrotnie w swojej historii miasto było areną wojen i konfliktów. W XV w. rozpoczęto tu budowę zamku obronnego, a dzięki korzystnemu położeniu miasto szybko osiągnęło wysoki stopień zamożności. Rozwinęło się zwłaszcza rzemieślnictwo, w którym Kieżmark konkurował jedynie z Koszycami. Później jednak miasto straciło nieco na znaczeniu na rzecz Koszyc i Popradu.

Kieżmark, kościół artykularny z 1717 r.

Kieżmark, kościół artykularny z 1717 r.

Kieżmark, kościół artykularny z 1717 r.

Kieżmark, kościół artykularny z 1717 r.

Kieżmark, kościół artykularny z 1717 r.

Kieżmark, kościół artykularny z 1717 r.

Kieżmark, kościół ewangelicki

Kieżmark, kościół ewangelicki

Do miasta wjechaliśmy ok. godziny 17:30, od razu kierując się do największej naszym zdaniem atrakcji miasta – wybudowanego w całości z drewna kościoła artykularnego św.Trójcy z początków XVIII w. Nazwa „artykularny” nie jest bez powodu – na podstawie dwóch artykułów kodeksu, nadanego przez Habsburgów protestantów, mogli oni budować swoje kościoły pod pewnymi warunkami: musiały być one budowane poza miastem, wejście mieć od przeciwległej strony od osady, nie mogły być budowane z trwałych materiałów (kamienia czy żelaza) i nie mogły mieć wież.

Do dzisiejszych czasów ostało się 5 takich kościołów na Słowacji. I jeden z nich stoi właśnie w Kieżmarku – jest wpisany na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Kościół został wybudowany w 1717 r. w całości z drewna, także wnętrze i organy. Jest ciągle czynny, aczkolwiek jest zamykany o godz.17:00 – aby zobaczyć wnętrza, trzeba zdążyć przed tą godziną. Nam się udało. Za wstęp pobierana jest opłata (było to bodajże 3 EUR od osoby). We wnętrzach obowiązuje zakaz fotografowania, ale nie ze względu na dobro starych wnętrz, a raczej ze względu na chęć zarobku – pozwolenie na robienie zdjęć jest bowiem tylko kwestią dodatkowej opłaty, bagatela… 15 EUR (!). Obok drewnianego kościółka, obok stoi także nowszy, duży kościół z 1894 r., który można zwiedzić w ramach jednej opłaty – nam wystarczył widok z zewnątrz, ze względu na ograniczony czas.

Kieżmark, zamek z XV w.

Kieżmark, zamek z XV w.

Kieżmark, zamek z XV w.

Kieżmark, zamek z XV w.

Kieżmark, ratusz miejski

Kieżmark, ratusz miejski

Kieżmark, budynek reduty

Kieżmark, budynek reduty

Oprócz kościoła artykularnego w Kieżmarku zdecydowanie warto zobaczyć XV-wieczny zamek obronny wraz z murami. Obecnie pełni on rolę muzeum miejskiego, podczas naszej wizyty było ono jednak zamknięte. Zamek jest odrestaurowany, przez długie lata trwały tu prace archeologiczne.

Starówka Kieżmarku to przede wszystkim ratusz, wybudowany pierwotnie w 1461 r. i wielokrotnie przebudowywany i odbudowywany (m.in. po kilku pożarach), do dziś pełniący swą rolę. Tuż obok stoi także budynek tzw. Reduty z XVII w., który na początku wieku XIX miasto przekształciło w centrum kulturalne, miejsce zgromadzeń i balów. Celom kulturalnym budynek służy do dziś.

Nieco w głębi starego miasta znaleźć jeszcze można kościół św.Krzyża, stojący na terenie na którym stal wcześniej (prawdopodobnie już w XII w.) kościół. Obecna budowla pochodzi z połowy XV w., a w XVI w. dobudowano jej wieżę. W 1591 r. dodano także wolnostojącą, czworoboczną dzwonnicę. Obecnie kościół św.Krzyża jest w randze bazyliki mniejszej, nadanej mu przez papieża Jana Pawła II.

Kieżmark, stare miasto

Kieżmark, stare miasto

Kieżmark, kościół św.Krzyża

Kieżmark, kościół św.Krzyża

Ciekawostką o polskim „posmaku” jest jeszcze czołg T-34, stojący na cokole nieopodal murów zamkowych. Czołg ten brał udział w wyzwalaniu Kieżmarku w styczniu 1945 r., a nazwany był… „Janosik”.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

I tak, spacerując po kolorowej, nisko zabudowanej starej części Kieżmarku, zakończyliśmy trzecią wakacyjną podróż pod szyldem Tour de Europe (poprzednie, z 2011 i 2012 r. wciąż czekają na zaistnienie na tym blogu). Z Kieżmarku prosto przez granicę w Barwinku pojechaliśmy już do Polski. Po noclegu w Rzeszowie, 1 września (w niedzielę) dotarliśmy do Wielkopolski – w sam raz, by młodsza część tamBylskich mogła nazajutrz rozpocząć nowy rok szkolny :)

Pełna galeria zdjęć z Kieżmarku znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

 

Zamek Spiski, blisko tysiąc lat historii zapisanych na 4 ha powierzchni

Zamek w Spiszu, powstały na przełomie XI i XII wieku, jeden z największych kompleksów zamkowych w całej Europie Środkowej, siedziba m.in. królów węgierskich i świadek wielu wojen i bitew, był naszym głównym celem turystycznym ostatniego dnia trasy powrotnej z wakacji.

Tour de Europe 2013, dzień 32 (poprzedni wpis z trasy: Preszów, historyczna starówka). Po blisko 1,5 godzinnej wizycie na starówce w Preszowie, udajemy się w blisko 40-kilometrową podróż w kierunku zachodnim, ku największej planowanej atrakcji tego dnia podróży – zabytkowemu zamkowi w Spiszu.

Zamek, położony obok miejscowości Spišské Podhradie (w zasadzie na wzgórzu górującym nad tą miejscowością), leży na trasie pomiędzy Preszowem a Popradem, dwoma dużymi słowackimi miastami. Od strony Preszowa wiedzie ku niemu wygodna autostrada D1, z której można podziwiać niezły widok na zamek, przejeżdżając obok niego. Przejeżdżając obok niego, gdyż oznakowania od strony Preszowa każą minąć autostradą zamek, a dopiero potem jest zjazd, wiodący do niego.

Zamek spiski widziany z miejscowości Spišské Podhradie

Zamek spiski widziany z miejscowości Spišské Podhradie

Zamek spiski

Zamek spiski

Zamek spiski

Zamek spiski

Zamek spiski

Zamek spiski

Tu praktyczne info – zjeżdżając zgodnie z oznakowaniem, dojedziecie do wpsomnianej miejscowości Spišské Podhradie, gdzie na parkingu (płatnym, kilka euro bez względu na czas parkowania) u stóp zamkowego wzgórza będziecie musieli zostawić samochód i dalej wspinać się na piechotę. Wspinaczka jest długotrwała, oprócz wejścia na wzgórze, trzeba je jeszcze dookoła obejść, bo wejście do zamku znajduje się od drugiej strony (od strony miejscowości Hodkovce). Forsowne wejście nam zajęło ok.40 minut (przewodniki podają czas 1 godzina).

Dużo wygodniej (ale my o tym nie wiedzieliśmy, więc zaliczyliśmy trasę opisaną wyżej) jest zjechać, jadąc od strony Preszowa (od wschodu), zjazdem wcześniejszym (miejscowość Beharovce) i dojechać samochodem na parking od strony wsi Hodkovce, znajdujący się… maksymalnie kilka minut podejścia pieszo do bramy zamku.

Wzgórze zamkowe, ze względu na swoje dogodne położenie, było zasiedlane już dziesiątki tysięcy lat temu, zorganizowane siedlisko ludzkie powstało tu już w czasach Chrystusa. Jego pozostałości archeolodzy odkrywają do dziś. Pierwsze zabudowania obecnego zamku zaczęły powstawać prawdopodobnie na przełomie XI i XII wieku, a pierwszy „chrzest bojowy” zamek przeszedł podczas najazdu Tatarów w wieku XIII. Potem był zamek siedzibą dworu królewskiego, w tym Elżbiety Kumańskiej, matki jednego z węgierskich królów.

Zamek spiski

Zamek spiski

Zamek spiski, widok na Spišské Podhradie

Zamek spiski, widok na Spišské Podhradie

Zamek spiski, pokazy starych sztuk walki

Zamek spiski, pokazy starych sztuk walki

Zamek spiski, pokazy starych sztuk walki

Zamek spiski, pokazy starych sztuk walki

Zamek spiski, pokazy starych sztuk walki

Zamek spiski, pokazy starych sztuk walki

Zamek spiski, muzeum

Zamek spiski, muzeum

Zamek spiski, muzeum

Zamek spiski, muzeum

Zamek spiski

Zamek spiski

Kolejny etap rozbudowy zamku to połowa XV wieku, kiedy to nabrał on współczesnych rozmiarów i kształtów. W 1487 r. w spiskim zamku urodził się Jan Zapolya, syn ówczesnych właścicieli fortecy, późniejszy król Węgier – przegrał wojnę z Habsburgami, tracąc berło.

Zamek spiski

Zamek spiski

Z Janem I Węgierskim (tak dziś jest oficjalnie nazywany) wiąże się też silna polska „historia” – otóż po przegranej z Habsburgami, uciekł on do Polski (przebywał m.in. w Odrzykoniu i Tarnowie), gdzie zawarł pakt z ówczesnym osmańskim sułtanem, Sulejmanem Wspaniałym, prosząc o pomoc w odzyskaniu korony w zamian za przyszłe poddaństwo względem Turków. Wraz z Turkami najechał Habsburgów, a kolejna wojna zakończyła się pokojem i przywróceniem mu korony, choć Jan nie cieszył się z niej za długo, gdyż wkrótce potem zmarł. Wcześniej jednak zdążył poślubić Izabelę Jagiellonkę, córkę polskiego króla Zygmunta Starego i Bony Sforzy, która po jego śmierci samodzielnie panowała na Węgrzech.

Spiska Kapituła, katedra św.Marcina

Spiska Kapituła, katedra św.Marcina

Wracając do zamku w Spiszu, po przegranej wojnie króla Jana z Habsburgami, ci ostatni przejęli twierdzę, która przechodziła pod komendę kolejnych rodów szlacheckich, z których ostatni formalnie posiadał prawa własności aż do 1945 r. W rzeczywistości jednak zamek pozostawał niezamieszkały już od końca XVII wieku. Jeszcze przez blisko sto lat stacjonowała tu jednostka wojskowa, ale i ona zamek opuściła. Po II wojnie światowej zamek przejęło państwo, a renowacja ruin rozpoczęła się w 1970 r.

Spiska Kapituła, wieża zegarowa

Spiska Kapituła, wieża zegarowa

Od lat osiemdziesiątych XX wieku zamek jest udostępniany zwiedzającym, a w 1993 r. został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wstęp na zamek jest płatny (bilet dla osoby dorosłej kosztuje 5 EUR), a dodatkowo można wypożyczyć przewodnik audio, który, co ciekawe i ważne, posiada także polską wersję językową (!). Co jeszcze ciekawsze, wypożyczenie audioprzewodnika nie wiąże się z żadnymi kosztami – trzeba jedynie pozostawić kaucję 10 EUR, która jest zwracana przy jego oddawaniu.

Na zamku w sezonie letnim odbywają się dość ciekawe (aczkolwiek prowadzone w języku słowackim, co w nas Polakach wzbudzało uśmiech na twarzy) historyczne przedstawienia, pokazy sztuk walki i średniowiecznej broni. Na zamku znajduje się także spore muzeum, posiadające m.in. ekspozycje broni czy narzędzi tortur.

Obok zamku, w zasadzie będąc częścią miejscowości Spišské Podhradie, znajduje się Spiska Kapituła, kiedyś oddzielne warowne miasteczko, siedziba biskupów Spiszu, razem z zamkiem wpisana na listę UNESCO. W dokumentach historycznych Kapituła pojawia się w XII wieku, stając się szybko ważnym ośrodkiem religijnym całego regionu. W XIV wieku dodano obwarowania, które przebudowano w XVII w. (dotrwały do dziś).

Spiska Kapituła, katedra św.Marcina

Spiska Kapituła, katedra św.Marcina

Spiska Kapituła, widok na zamek

Spiska Kapituła, widok na zamek

Spiska Kapituła

Spiska Kapituła

Spiska Kapituła zamieszkiwana była w zasadzie wyłącznie przez jej członków oraz ich służbę, a budowa miasteczka była bardzo nieskomplikowana – jedna ulica, wychodząca na zewnątrz dwoma bramami (dolną i górną). Na szczycie, przy górnej bramie znajduje się najbardziej okazała budowla kapituły, katedra św.Marcina, pierwotnie wybudowana w XIII w., a potem wielokrotnie przebudowywana. Obok stoi duży pałac biskupi, także budowany od XIII wieku. Warta uwagi jest jeszcze wieża zegarowa z końcówki XVIII wieku.

Wizytę na spiskim zamku zakończyliśmy jeszcze wizytą w pobliskiej regionalnej restauracji i degustacją słowackiej kuchni. Cały pobyt w tych okolicach zajął nam nieco ponad 3 godziny. Krótko po godzinie 16-tej pojechaliśmy dalej, w stronę ostatniej atrakcji na naszej wakacyjnej trasie – zabytkowej starówce Kieżmarku (po słowacku: Kežmarok).

Pełna galeria zdjęć ze spiskiego zamku znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

Prešov, historyczna starówka

Ostatni dzień wakacyjnej podróży AD’2013 to dzień słowacki. Na pierwszy ogień idzie Prešov, zwany z polska Preszowem, blisko 100-tysięczne miasto, znane ze swojej bujnej historii i zabytkowej starówki, rywalizującej klasą z tą w pobliskich Koszycach.

Tour de Europe 2013, dzień 32 (poprzedni wpis z trasy: Serbska Subotica). Po zwiedzaniu Suboticy, leżącej w Serbii tuż przed granicą z Węgrami, poprzedni dzień nie miał już żadnej historii. Węgry potraktowaliśmy tym razem czysto tranzytowo, mknąc samochodem ku Słowacji, a w zasadzie ku małej wsi Košická Belá (mniej niż 1000 mieszkańców), leżącej nieopodal Koszyc, w której mieliśmy zaplanowany nocleg.

Do hotelu, kompletnie nieoświetlonego i nieoznaczonego, dotarliśmy po długich poszukiwaniach nieco po godzinie 23-ciej, przy wysiadaniu z samochodu szokując się słowacką temperaturą (11 stopni, w ostatnim dniu sierpnia (!)). Wezwana przez nas telefonicznie właścicielka na szczęście mieszkała w hotelu, więc z meldunkiem poszło w miarę sprawnie. Nocleg, a rano… śniadanie i w trasę. Plan był bardzo bogaty i praktycznie niemożliwy do zrealizowania, więc rzeczywistość szybko nam go obcięła.

Preszów, starówka, katedra św.Jana Chrzciciela

Preszów, starówka, katedra św.Jana Chrzciciela

Preszów, pałac barona Klobušickiego na starówce

Preszów, pałac barona Klobušickiego na starówce

Preszów, starówka, są tu też jeszcze widoczne ślady socjalizmu...

Preszów, starówka, są tu też jeszcze widoczne ślady socjalizmu…

Na początek wyrzuciliśmy z planu Koszyce, decydując się przejechać od razu do Preszowa. W tym 100-tysięcznym mieście, trzecim co do wielkości na Słowacji, wylądowaliśmy ostatecznie przed godziną 11-tą, parkując na publicznym parkingu tuż za zabytkową starówką.

Preszów, rzeźba Immaculata na starówce

Preszów, rzeźba Immaculata na starówce

Preszów po raz pierwszy pojawia się w dokumentach w połowie XIII w. Pod koniec XVI wieku rozpoczęto w okolicy wydobycie soli kamiennej. Miasto przeżyło w swojej historii powstania, egzekucje, epidemie i pożary (ostatni wielki pożar w 1887 r.), a pomimo to prawie cały czas stopniowo rosło, rozbudowywane i odbudowywane. Jest dziś siedzibą biskupów aż trzech różnych religii (w zasadzie odłamów chrześcijaństwa): greckokatolickiego, prawosławnego i luterańskiego. Dla wyznania greckokatolickiego Preszów jest metropolią na całą Słowację.

Preszów znany jest także ze znajdujących się w okolicach słynnych kopalni opalu, w których w XVIII w. wykopano największy opal na świecie (2970 karatów). Dziś nawet królowa angielska ma opal z Preszowa w swojej koronie. A w samym mieście znajduje się obecnie aż… 325 zabytków kultury.

Preszów, fontanna Neptuna

Preszów, fontanna Neptuna

Preszów, kościół św.Mikołaja

Preszów, kościół św.Mikołaja

Preszów, kościół św.Mikołaja

Preszów, kościół św.Mikołaja

Preszów, luterański kościół św.Trójcy

Preszów, luterański kościół św.Trójcy

Wchodzimy na preszowską starówkę od strony południowej, niemal od razu trafiając przed greckokatolicką katedrę św.Jana Chrzciciela, siedzibę arcybiskupa Preszowa i całej Słowacji. Pierwszy kościół stanął w tym miejscu już w XV w., podlegając potem wielokrotnym odbudowom i przebudowom. W XVIII w. dodano barokową fasadę. Kościół greckokatolicki podlegał w komunistycznej Czechosłowacji bardzo silnym represjom, wdrażano nawet w życie projekt zburzenia wszystkich greckokatolickich świątyń. Urzędujący arcybiskup został wtedy wtrącony do więzienia, w którym zmarł, a zwłoki pochowano w anonimowym grobie, z numerem zamiast nazwiska. Został beatyfikowany przez Jana Pawła II, a grobowiec przeniesiono do krypty w katedrze. Jan Paweł II odwiedził także osobiście ten kościół.

Preszowska katedra św.Jana Chrzciciela znana jest z jeszcze jednego obiektu kultu religijnego – jest tu przechowywana jedna z czterech istniejących na świecie kopii „całunu turyńskiego” (trzy pozostałe znajdują się w Turynie (oryginał nie jest pokazywany), Jerozolimie i Wilnie).

Preszów, luterański kościół św.Trójcy

Preszów, luterański kościół św.Trójcy

Preszów, luterańska szkoła

Preszów, luterańska szkoła

Preszów, synagoga

Preszów, synagoga

Preszów, "bank Bosaka"

Preszów, „bank Bosaka”

W samym centrum preszowskiej starówki stoi najstarsza świątynia w tym mieście – kościół św.Mikołaja, wybudowany w 1347 r. Obecny wygląd pochodzi z początków XVI w., kiedy kościół przebudowano. We wnętrzach znajduje się jeden z najpiękniejszych ołtarzy na Słowacji, pochodzący z końcówki XVII w. Przed kościołem św.Mikołaja stoi najbardziej znana fontanna w mieście – fontanna Neptuna, wybudowana w XVIII w. przez pierwszego żydowskiego mieszkańca Preszowa, w podzięce za okazane mu zaufanie (do tego czasu Zydzi nie byli mile widziani w mieście, przez to że konkurowali z miejscowymi handlarzami).

Tuż obok stoi kolejny kościół, tym razem luterański kościół św.Trójcy, wybudowany w połowie XVII w. wraz ze stojącą naprzeciwko ewangelicką szkołą, z którą zresztą kościół był początkowo połączony specjalnie wybudowanym mostem, mającym początek na poziomie chóru w świątyni. Szkoła uległa zniszczeniu w ostatnim wielkim pożarze Preszowa w 1887 r, odbudowano ją potem w tradycyjnym stylu. Mieściła się tu później akademia prawa i teologii.

Centrum starówki w Preszowie przepełnione wręcz jest historycznymi budynkami, z których pewnie co najmniej co drugi ma swoją bujną historią. Nie da się nie zauważyć m.in. pałacu, który wybudował tu w XVIII w. baron Klobušický, a wyróżniający się niezwykle bogato zdobioną przednią fasadą na pierwszym piętrze. Znajdziemy tu także kolejną rzeźbę, zwaną „rzeźbą Immaculata” (często błędnie nazywaną rzeźbą św.Trójcy), w której dominuje postać Madonny z Dzieciątkiem, w koronie oraz trzymającej berło. Rzeźba pochodzi z XVIII w.

Preszów, dawna siedziba regionu Saris

Preszów, dawna siedziba regionu Saris

Preszów, franciszkański kościół św.Józefa

Preszów, franciszkański kościół św.Józefa

Preszów, franciszkański kościół św.Józefa

Preszów, franciszkański kościół św.Józefa

Preszów, franciszkański kościół św.Józefa

Preszów, franciszkański kościół św.Józefa

Nieco poniżej wschodniej strony rynku stoi żydowska synagoga, wybudowana pod koniec XIX wieku, do dziś czynna i będąca obiektem kultu religijnego, ale mieszcząca także Muzeum Kultury Zydowskiej (pierwsze żydowskie muzeum na Słowacji, uruchomione w 1928 r.). Na terenie synagogi stoi także pomnik żydowskich mieszkańców Preszowa, ofiar holocaustu. Synagoga jest dziś częścią całego kompleksu budynków, wraz z m.in. rabinatem i szkołą. Muzeum jest niestety czynne bardzo krótko (wstęp jest płatny), bo w większość dni zaledwie w godz.9:00 – 13:00, więc nie mieliśmy szans go zwiedzić.

Na północnym krańcu starówki stoi „Bank Bosaka”, budynek w stylu art nouveau, wybudowany dla Michala Bosaka, pochodzącego z okolic Preszowa wielkiego amerykańskiego bankiera, właściciela kilku banków (jego podpis widniał np. na banknocie 10-dolarowym). Budynek, który był siedzibą jednego z oddziału banku, należącego do Bosaka, wybudowano w 1924 r.

Obchodzimy w drodze powrotnej starówkę od strony wschodniej, mijając dawną siedzibę regionu Šaris, wybudowaną w XVIII w. Dochodzimy do kolejnej świątyni – franciszkańskiego kościoła św.Józefa, stojącego na miejscu pierwotnie tu się znajdującego kościoła Karmelitów z XIV w. Budowa kościoła Franciszkanów wraz z przylegającym do niego klasztorem rozpoczęła się w końcówce XVII w. Ołtarze kościelne pochodzą z XVIII w., tak jak i rzeźby stojące przed kościołem, m.in. stojąca do dziś rzeźba św.Rocha. We wnętrzach znajduje się dziś mała „polonica” – relikwia Jana Pawła II (ampułka z jego krwią).

Preszów, centrum miasta

Preszów, centrum miasta

I tu kończy się nasza, trwająca jedynie 1,5 godziny wizyta w Preszowie. Z pewnością miasto warte jest dłuższego zainteresowania, nas jednak gonił czas i plany, w których kolejnym punktem był słynny zamek na Spiszu.

Pełna kolekcja zdjęć z Preszowa znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym facebookowym profilu.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

Serbska Subotica, duchy Gaudiego i... Titanica

Gaudi nigdy Suboticy nie widział, tak jak i Titanic. Ale to 100-tysięczne miasto w północnej Serbii, drugie co do wielkości w Wojwodinie, może się kojarzyć i z jednym, i z drugim. Nade wszystko warto je odwiedzić dla zielonego, zabytkowego centrum.

Tour de Europe 2013, dzień 31 (poprzedni wpis z trasy: Nowy Sad, czyli mieszkamy w twierdzy). Subotica, drugie co do wielkości miasto regionu Wojwodiny i piąte całej Serbii, pojawiła się jako część naszej trasy powrotnej całkiem naturalnie – i tak chcieliśmy odbić z autostrady wiodącej nas z Nowego Sadu ku granicy węgierskiej – nauczeni radami z kilku forów internetowych chcieliśmy ominąć przejście graniczne, do którego wiodła autostrada, na rzecz mniejszego i mniej podobno obłożonego przejścia w okolicach węgierskiej miejscowości Tompa. A szlak do tego przejścia wiódł właśnie przez Suboticę.

Ludzie zamieszkiwali te tereny od tysięcy lat, ale podejrzewa się, że jako zorganizowane osiedle dzisiejsza Subotica zaistniała po najazdach Tatarów w połowie XIII w. W dokumentacji historycznej miasto pojawia się po raz pierwszy w końcówce XIV w., początkowo pod władaniem węgierskim (ludność narodowości węgierskiej jest do dziś dominującą grupą etniczną w Suboticy). Miasto przeżyło blisko 150-letni okres panowania Imperium Osmańskiego, a potem Austro-Węgierskiego. Ostatecznie „wylądowała” wewnątrz utworzonej po II wojnie światowej Jugosławii, a po jej rozpadzie – Serbii.

KML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Serbia, Subotica

ładowanie mapy - proszę czekać...

Serbia, Subotica, ratusz miejski: 46.099811, 19.664412
Serbia, Subotica, kościół Franciszkanów: 46.101369, 19.664202
Serbia, Subotica, katedra św.Teresy: 46.098338, 19.658790
Serbia, Subotica, pomnik Ofiar Faszyzmu: 46.099186, 19.659197
Serbia, Subotica, synagoga: 46.101388, 19.661386
Serbia, Subotica, dom Raichle/'a: 46.101522, 19.668628
Serbia, Subotica, cerkiew Zmartwychwstania Pańskiego: 46.103634, 19.665999

 

Subotica, miejski ratusz i fontanna przed nim

Subotica, miejski ratusz i fontanna przed nim

Subotica, niebieska fontanna

Subotica, niebieska fontanna

Dziś miasto słynie z unikalnej architektury, ze szczególnym uwzględnieniem stylu art nouveau, w duchu którego wybudowano tu kilka spektakularnych projektów.

Subotica, kościół franciszkanów

Subotica, kościół franciszkanów

Zwiedzanie Suboticy rozpoczynamy od głównego placu miasta, placu Wolności. Pierwszy obowiązkowy punkt zwiedzania miasta to stojący przy placu ratusz miejski, bardzo nietypowy jak na siedzibę administracji państwowej, o żywej kolorystyce i „wesołej” architekturze. Ratusz jest bardzo rozległym budynkiem, mieszczącym inne instytucje, w tym także np. restaurację sieci McDonald’s (jest wifi, ale podczas naszej wizyty nie szło się do niego zalogować). Ratusz został wybudowany w 1910 r., we wnętrzach warte zobaczenia jest muzeum miejskie, które z jakichś powodów było zamknięte w dniu naszej wizyty.

Subotica, katedra św.Teresy

Subotica, katedra św.Teresy

Przed budynkiem ratusza, wśród zielonych drzew usytuowana jest błękitna fontanna, jakby żywcem przeniesiona z… Barcelony. Bo i pierwsze skojarzenie na jej widok jest jedno – Gaudi. Ale nie ma ona nic z katalońskim architektem wspólnego, nie jest nawet zabytkiem historycznym, ma ledwie 30 lat, powstała w 1985 r. Cudowny kolor płytek to „wytwór” jednej ze znanych węgierskich fabryk porcelany.

Kilka kroków na północ od placu Wolności stoi chrześcijański kościół Franciszkanów pod wezwaniem św.Michała, wybudowany w 1736 r. na miejscu poprzednio tu stojącej twierdzy z XV w. We wnętrzach kościoła znaleziono pozostałości kościoła katolickiego z XIII w., który musiał stać wcześniej w tym miejscu. Kościół działa do dziś, nabożeństwa odprawiane są w językach chorwackim i węgierskim.

Odchodzimy od placu Wolności na wschód, zmierzając ku chrześcijańskiej katedrze św.Teresy, która to święta jest także patronką miasta, będąc umieszczona w jego herbie. Katedra wybudowana została w 1779 r. i kilkukrotnie potem przebudowywana. Dwie wieże z dzwonnicami mają wysokość po 64 m. Katedra stoi na zielonym placu św.Teresy, na środku którego stoi monumentalny pomnik Ofiar Faszyzmu, największy pomnik w Suboticy.

Subotica, pomnik Ofiar Faszyzmu

Subotica, pomnik Ofiar Faszyzmu

Subotica, synagoga

Subotica, synagoga

Subotica, prawosławna cerkiew Zmartwychwstania Pańskiego

Subotica, prawosławna cerkiew Zmartwychwstania Pańskiego

Przechodzimy cały plac św.Teresy w kierunku północnym i skręcając w prawo docieramy do kolejnego budynku art nouveau w Suboticy – synagogi, oddanej do użytku w 1902 r. (architektami byli autorzy także ratusza miejskiego). Synagoga w Suboticy jest jednym z najlepiej zachowanych obiektów sakralnych w stylu art nouveau na całym świecie, w czasie naszej wizyty częściowo była w konserwacji, której podlega od dłuższego czasu.

Subotica, pomnik cara Jovana Nenada Czarnego, uważanego za "ojca" Wojwodiny

Subotica, pomnik cara Jovana Nenada Czarnego, uważanego za „ojca” Wojwodiny

W najdalej na północ oddalonym punkcie starego miasta stoi prawosławna cerkiew Zmartwychwstania Pańskiego z 1726 r., a na wschodnim krańcu znajdziemy kolejny budynek żywcem wyjęty z dzieł Gaudiego – dom Ferenca Raichle’a – węgierskiego architekta, dziś mieszczący galerię sztuki. Przy tym samym placu, prostopadle do domu Raichle’a stoi pałac Simeona Leović’a, pierwszy budynek secesyjny w Suboticy (1893 r.), wybudowany także przez parę węgierskich (ale inną niż para, która wybudowała m.in. ratusz i synagogę) architektów.

Na plac Wolności wracamy ulicą Korzo, przy której znaleźć można jeszcze kilka znaczących budynków, m.in. byłą siedzibę hotelu „Złote Jagnię” z XIX w. oraz byłą siedzibę kasy oszczędnościowej (znów autorstwa pary węgierskich architektów, pomiędzy budową synagogi a stawianiem ratusza miejskiego) z 1908 r.

Subotica, ulice miasta

Subotica, ulice miasta

Subotica, dom Raichle'a

Subotica, dom Raichle’a

Subotica, dawna siedziba kasy oszczędnościowej

Subotica, dawna siedziba kasy oszczędnościowej

Subotica, była siedziba hotelu "Złote Jagnię"

Subotica, była siedziba hotelu „Złote Jagnię”

Wracamy przed miejski ratusz. Pozostają nam pamiątkowe zdjęcia przy błękitnej fontannie a’la Gaudi i po 1,5 godziny pobytu w Suboticy, wyjeżdżamy i z miasta, i z całej Serbii. Po jakichś 30 minutach na granicy, wjeżdżamy znów na teren Unii Europejskiej, z którego już nie wyjedziemy do końca podróży – czyli więcej granic nie będzie. Przez Węgry tylko przejeżdżamy, mknąc ku ostatniemu punktowi noclegowemu, umiejscowionemu na Słowacji, w małej wsi pod Koszycami. Następnego dnia czekają nas słowackie atrakcje, w tym m.in. starówka w Preszowie.

PS. Na koniec pozostaje wyjaśnić tytułowe związki Suboticy ze statkiem Titanic. Otóż w Suboticy urodził się Arthur Munk, lekarz ze statku „Carpathia” – tego, który jako pierwszy dopłynął do miejsca, w którym zatonął Titanic (14/15 kwietnia 1912 r.). Na pokładzie „Carpathii” uratowało się ponad 700 rozbitków z najsłynniejszego statku w historii, a dr Munk został odznaczony (tak jak i kapitan ‚Carpathii”) za poświęcenie w ratowaniu ocalałych z Titanica. Później razem ze statkiem był więziony w Rosji podczas rewolucji październikowej. Wrócił z Rosji do Suboticy, dzięki czemu przeżył swój statek (zmarł w 1955 r.), który został storpedowany przez niemieckiego u-boota podczas I wojny światowej, w 1918 r. (wrak znaleziono dopiero w 1999 r.). Dziś mały pomnik Arthura Munka stoi przy placu Wolności w centrum miasta.

Pełna galeria zdjęć z Suboticy znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

Nowy Sad, czyli mieszkamy w twierdzy

Nowy Sad był naszym drugim noclegowym przystankiem w Serbii podczas powrotu z tureckich wakacji. Zanim pojechaliśmy dalej, przeznaczyliśmy trochę czasu na zwiedzenie starego miasta oraz perełki historycznej – twierdzy Petrovaradin, w której zresztą mieliśmy okazję nocować.

Tour de Europe 2013, dzień 31 (poprzedni wpis: Wzdłuż serbskiego brzegu Dunaju). Do Nowego Sadu, naszego drugiego miejsca noclegowego w Serbii, dotarliśmy po długiej drodze wzdłuż Dunaju bardzo późno w nocy. Spaliśmy w hotelu „Leopold I”, usytuowanym na terenie historycznej twierdzy Petrovaradin, od której rozpoczęła się historia całego miasta.

Nowy Sad, miasto z ok.230 tys. mieszkańców jest drugim co do wielkości miastem Serbii i stolicą autonomicznej Wojwodiny. Miasto nie ma zbyt długiej historii, bo założone zostało w końcówce XVII wieku, jako osiedle serbskie. Zamieszkali tu prawosławni Serbowie, którym zabroniono mieszkać na terenach twierdzy Petrovaradin. Pół wieku później Nowy Sad zyskał obecną nazwę i oficjalnie zyskał status wolnego miasta.

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Podczas wojny o Kosowo, miasto zostało zbombardowane w 1999 r. przez samoloty NATO. Naloty zniszczyły wszystkie trzy mosty na Dunaju, zniszczyły też instalacje elektryczne i wodne. Wszystko to zostało później odbudowane.

Zaczynamy od twierdzy Petrovaradin, która zapoczątkowała miasto Nowy Sad. Stoi ona na miejscu wcześniej stojącej tu twierdzy, wzmocnionej podczas 150-letniego panowania Turków. Pod koniec XVII w. Petrovaradin został odbity przez wojska austriackie, po czym nowe władze zarządziły zburzenie starej i budowę nowej twierdzy. Miej więcej pod twierdzą rozegrała się decydująca bitwa w wojnie z Turkami, zwycięstwo w której zapoczątkowało odwrót Turków z całej Europy Srodkowej.

Drugi etap prac przy rozbudowie twierdzy nastąpił w II połowie XVIII wieku i przy jego okazji powstał czterokondygnacyjny system tuneli o łącznej długości ponad 16 km. Dziś twierdza jest atrakcją historyczną oraz mieści w swoich murach hotele i restauracje. Od 2001 r. odbywa się także na jej terenie jeden z większych festiwali muzycznych w Europie – Festiwal EXIT, na który przybywa tu corocznie grubo ponad sto tysięcy fanów muzyki.

Nowy Sad, widok na miasto z twierdzy Petrovaradin

Nowy Sad, widok na miasto z twierdzy Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin, widok na Dunaj

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin, widok na Dunaj

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin, wieża zegarowa

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin, wieża zegarowa

Ciekawostką jest wieża zegarowa w twierdzy, jeden z jej symboli. Wyjątkowo duża wskazówka zegara wskazuje.. godziny, a mała minuty, ze względu na wagę widoczności czasu dla przewoźników na Dunaju oraz zmieniających się wart w dawnych czasach. Położenie twierdzy na skałach i jej monumentalny kształt sprawia, że Petrovaradin często nazywany jest „Gibraltarem Dunaju”.

Druga część zwiedzania Nowego Sadu to pieszy rajd uliczkami Starego Miasta. Zaczynamy od parku Dunajskiego, najpopularniejszego parku w mieście, o ponad 100 letniej historii i 33 tys. m2 powierzchni. Idąc wzdłuż parku i ulicy Dunajskiej, dochodzimy do Pałacu Biskupiego, wybudowanego w 1901 r., dziś siedziby prawosławnego biskupa, przed którym stoi pomnik poety Jovana Jovanovica, z postacią naturalnej wielkości.

Tuż obok stoi katedra św.Jerzego, wybudowana w 1905 r. w miejscu poprzednio tu stojącego kościoła z 1734 r., zburzonego podczas rewolucji w 1849 r. Dziś jest jednym z najważniejszych przykładów architektury sakralnej w mieście.

Nowy Sad, pałac biskupi

Nowy Sad, pałac biskupi

Nowy Sad, katedra św.Jerzego

Nowy Sad, katedra św.Jerzego

Nowy Sad, katedra św.Jerzego

Nowy Sad, katedra św.Jerzego

Nowy Sad, Plac Wolności, ratusz miejski

Nowy Sad, Plac Wolności, ratusz miejski

Nowy Sad, Plac Wolności

Nowy Sad, Plac Wolności

Nowy Sad, Plac Wolności, kościół pw. Zaśnięcia

Nowy Sad, Plac Wolności, kościół pw. Zaśnięcia

Nowy Sad, Plac Wolności, kościół pw. Zaśnięcia

Nowy Sad, Plac Wolności, kościół pw. Zaśnięcia

Idziemy na południe, w stronę głównego placu miasta – Placu Wolności, otoczonego przez pięknie odrestaurowane budynki, wśród których wybija się zdecydowanie budynek miejskiego ratusza, neorenesansowa budowla datowana na 1895 r. Naprzeciwko niego stoi równie reprezentacyjny kościół Imienia Maryi, wybudowany w tym samym roku i przez tego samego architekta, co miejski ratusz. Przez miejscowych nazywany jest „katedrą”, choć nią w rzeczywistości nie jest. A pośrodku placu stoi odlany z brązu pomnik Svetozara Miletića, polityka, burmistrza miasta i lidera Serbów w Wojwodinie pod koniec XIX wieku.

Udajemy się na ulicę Jevrejską (Zydowską), by zobaczyć żydowską synagogę, wybudowaną w 1909 r., będącą piątą kolejną synagogą, wybudowaną w tym miejscu od XVIII wieku. Kiedyś społeczność żydowska w Nowym Sadzie była znaczna, ale 3/4 z nich nie przeżyło II wojny światowej, a duża część pozostałych wyemigrowała. W 1991 r., społeczność żydowska, nie mogąc unieść kosztów utrzymania potężnej świątyni, wynajęła ją na 25 lat miastu, które ze względu na wspaniałą akustykę wnętrz, wykorzystuje ją na cele koncertów muzyki klasycznej. Ale w każdej chwili Zydzi mogą używać świątyni do celebracji własnych uroczystości i świąt.

Nowy Sad, synagoga

Nowy Sad, synagoga

Nowy Sad, synagoga

Nowy Sad, synagoga

Nowy Sad, uliczki starego miasta

Nowy Sad, uliczki starego miasta

Nowy Sad, uliczki starego miasta

Nowy Sad, uliczki starego miasta

Nowy Sad, uliczki starego miasta

Nowy Sad, uliczki starego miasta

Nowy Sad, kościół św.Mikołaja

Nowy Sad, kościół św.Mikołaja

Synagoga jest z zewnątrz zamknięta, ale wystarczyło stanąć przed drzwiami, by pojawił się koło nas człowiek, który bez oporów otworzył nam świątynię, oprowadził po jej wnętrzach, opowiadając jej historię i pozwalając robić zdjęcia. Mieliśmy więc przez kilka minut synagogę wyłącznie dla siebie. Nie spodziewaliśmy się tego, szczególnie że nasz gospodarz nie chciał od nas za swoją uprzejmość absolutnie żadnych pieniędzy.

Wracamy z powrotem w kierunku centrum Starego Miasta, mijając m.in. kościół św.Zaśnięcia, wybudowany w 1736 r. Zaczynamy bez celu krążyć wąskimi, kolorowymi uliczkami starówki, rozkoszując się klimatem tego miejsca. Docieramy do kościoła św.Mikołaja, najstarszego kościoła prawosławnego w Nowym Sadzie, wybudowanego w 1730 r., odbudowanego po zniszczeniach z czasów bombardowania w 1849 r. W tym kościele ochrzczeni zostali synowie Alberta Einsteina.

Nowy Sad, kościół św.Mikołaja

Nowy Sad, kościół św.Mikołaja

Wracamy do hotelu w twierdzy Petrovaradin, podziwiając po drodze jej panoramę, widzianą z przeciwległego brzegu Dunaju. Widok naprawdę robi wrażenie. Wsiadamy w samochód i jedziemy w dalszą drogę powrotną do Polski. Zanim wyjedziemy z Serbii, odwiedzimy jeszcze jedno miasto w tym kraju. Będzie to Subotica.

Pełna galeria zdjęć z Nowego Sadu znajduje się na naszym blogu oraz na profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

Wzdłuż serbskiej strony Dunaju (część 3)

Ostatni odcinek naszej 170-kilometrowej przejażdżki wzdłuż Dunaju w Serbii był zdecydowanie najbardziej widowiskowy. Tu widzieliśmy ten właściwy „przełom Dunaju”, największą skalną rzeźbę w Europie. Był też akcent polski.

Tour de Europe 2013, dzień 30 (poprzedni wpis z trasy: Wzdłuż serbskiej strony Dunaju (część 2)). Poprzednią część relacji zakończyliśmy przy zatopionej wyspie Ada-Kaleh, o której w pewnym momencie historii świat po prostu zapomniał. W tym miejscu Dunaj zmienia kierunek o 90 stopni i wjeżdżamy w najbardziej widowiskowy fragment naszej trasy – przełom Dunaju – wąwóz Kazan.

Zanim jednak dojedziemy do samego wąwozu, czekają nas jeszcze wcześniejsze atrakcje. W zasadzie dwie: jedna widoczna, druga nie. Ta druga dokumentuje trzecią, też niewidoczną :) Taka zagadka :) Ale zaraz sami ją rozwiążemy. Pierwszą, tą widoczną, atrakcją jest monumentalna rzeźba skalna po rumuńskiej stronie rzeki – rzeźba Decebala. Jest jednak tak olbrzymia, że spokojnie można ją oglądać z terenu Serbii, zresztą jest przy drodze dobrze usytuowane miejsce parkingowe, z widokiem na tę rzeźbę.

Mapa naszego "rajdu" wzdłuż Dunaju w Serbii

Mapa naszego „rajdu” wzdłuż Dunaju w Serbii

Dunaj, wąwóz Mali Kazan

Dunaj, wąwóz Mali Kazan

Dunaj, wąwóz Mali Kazan

Dunaj, wąwóz Mali Kazan

Dunaj, wąwóz Mali Kazan

Dunaj, wąwóz Mali Kazan

Dunaj, wąwóz Mali Kazan, w tle rzeźba Decebala

Dunaj, wąwóz Mali Kazan, w tle rzeźba Decebala

Dunaj, wąwóz Mali Kazan, rzeźba Decebala

Dunaj, wąwóz Mali Kazan, rzeźba Decebala

Rzeźba nie jest zabytkiem historycznym, bo powstała w 2004 r., po 10 latach pracy. Wykonana została na zlecenie rumuńskiego biznesmena, a przez dekadę wykonywało ją dwunastu rzeźbiarzy-alpinistów. Chyba nieprzypadkowo jest to rzeźba Decebala. Decebal był bowiem ostatnim królem Dacji, państwa leżącego kiedyś na dzisiejszych terenach Rumunii.

To z nim urządzał sobie kilkukrotnie wojny rzymski cesarz Trajan, a na potrzeby tych wojen wybudował m.in. most na Dunaju, którego ruiny zwiedzaliśmy troszkę wcześniej. Zresztą „z okazji” tych wojen i dla lepszego transportu sprzętu i ludzi, Trajan wybudował (a w zasadzie dokończył) drogę wojenną, prowadzącą wzdłuż Dunaju, wykutą w skale. Decebala w końcu Trajan pokonał, a z Dacji uczynił rzymską prowincję. Samego króla jednak nie pojmał – Decebal popełnił po klęsce samobójstwo. A teraz wisi sobie Decebal o wysokości 40 metrów, nad Dunajem. Od strony rumuńskiej można podjechać pod samą rzeźbę, od strony serbskiej pozostaje podziwianie z daleka.

A co do drogi, dokończonej przez Trajana, uwiecznił on swój wkład w jej budowę na pamiątkowej tablicy, wbudowanej w skały niewysoko nad samą drogą. Tablica zachowała się do dziś, choć musiano ją przenieść wyżej – cały teren został zalany po uruchomieniu zapory wodnej Derdap I na Dunaju (też ją oglądaliśmy). Dziś cała droga znajduje się poniżej lustra wody. A tablica niestety wisi na stromym brzegu Dunaju po serbskiej stronie, co sprawia, że nie da się jej z tej strony zobaczyć (chyba że z łodzi). Ale wierzymy na słowo, że tam jest. Tablica była tą drugą (niewidoczną) atrakcją, a dokumentuje tę trzecią (też niewidoczną), czyli drogę wojenną :)

Przełom Dunaju

Przełom Dunaju

Dunaj, wąwóz Veliki Kazan

Dunaj, wąwóz Veliki Kazan

Dunaj, wąwóz Veliki Kazan

Dunaj, wąwóz Veliki Kazan

Donji Milanovac, mamut zwany Rysiem :)

Donji Milanovac, mamut zwany Rysiem :)

Tablica Trajana znajduje się dziś w miejscu, gdzie rozpoczyna się pierwszy z dwóch widowiskowych wąwozów, które zobaczymy (w sumie wszystkich jest ich cztery), tworzących przełom Dunaju – Mali Kazan. Bardziej znanym jest kolejny – Veliki Kazan (Wielki Kocioł), w którym rzeka zwęża się do niespełna 150 m, a strome skalne klify na brzegach wznoszą się na ok.300 m ponad lustro wody. W tym miejscy głębokość Dunaju sięga 80 m, co czyni go jedną z najgłębszych rzek na świecie. Niestety dla nas, pogoda zaczyna się psuć, zaczyna padać deszcz, co niezbyt dobrze wpływa na widowiskowość naszych zdjęć.

Mały postój urządzamy sobie jeszcze w przybrzeżnej przystani w miejscowości Donji Milanovac. Nie zamierzamy tu niczego zwiedzać, ot urządzamy sobie krótki odpoczynek na małym skwerze przy brzegu Dunaju. Stoi tu sobie dość widowiskowy pomnik mamuta, przy którym nie omieszkaliśmy wykonać sesji zdjęciowej. Nasza młodsza córka z miejsca nadała mu imię i został Rysiem. Rysio widnieje na zdjęciach w galerii.

Pędzimy dalej, bo zaliczyć chcemy przed zmrokiem jeszcze dwa punkty turystyczne. Pierwszym jest stanowisko archeologiczne Lepenski Vir, które wprawia nas w lekką konsternację. Oto w środku widowiskowej trasy wzdłuż Dunaju, w tzw. „middle of nowhere”, stoi nowoczesna hala, kryjąca w sobie muzeum na wskroś multimedialne, z małym kinem, salą z eksponatami, interaktywną wizualizacją na komputerach i wielką zadaszoną rekonstrukcją wykopalisk.

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

A wykopaliska są znaczące, bo odkryto w tym miejscu dużo śladów osadnictwa (wraz z pozostałościami naczyń, domostw i pochowanymi szczątkami ludzkimi) z czasów sięgających 7000 lat p.n.e. Przy tych eksponatach, wszystko co oglądaliśmy w Turcji (Efez, Pergamon, Milet, Halikarnas, Hierapolis, Afrodyzja itp.) brzmiało jak „glanc-nówka-nieśmigane”, wręcz jak nowe i dopiero co postawione.

Wstęp do muzeum w Lepenskim Virze jest płatny (400 DIN za osobę dorosłą, dzieci połowę). Na „dzień dobry” idziemy do małej sali kinowej w której puszczany (w naszym przypadku byliśmy jedynymi gości, puszczano więc specjalnie dla nas) jest film o historii wykopalisk w tym miejscu. Jest on dość długi i po serbsku, z angielskimi napisami. Po filmie (lub w dowolnym momencie, kiedy się on nam znudzi, choć jest naprawdę ciekawy) wracamy do sali głównej, gdzie zwiedzamy salę z eksponatami – w tym z całymi kośćcami ludzkimi, odkrytymi w tym miejscu, a mającymi ponad 8000 lat.

Wnętrze wielkiej hali to rekonstrukcja wykopalisk, które odbywały się w tym miejscu od lat 60-tych XX wieku i stopniowo, w miarę wgryzania się w coraz niższe pokłady ziemi, odkrywały coraz starsze ślady i ruiny. A na zewnątrz można jeszcze zobaczyć rekonstrukcję domostwa z tamtych czasów. Całość muzeum wygląda na totalną „świeżynkę”, wszystko tu jest nowe i rażące białością ścian. To naprawdę zaskakujące, ale i dzięki temu warte obejrzenia miejsce.

Twierdza Golubac

Twierdza Golubac

Twierdza Golubac

Twierdza Golubac

Twierdza Golubac

Twierdza Golubac

Twierdza Golubac

Twierdza Golubac

Twierdza Golubac

Twierdza Golubac

Ostatnim punktem przygody z serbskim brzegiem Dunaju była twierdza Golubac, stojąca dziś kilka kilometrów od obecnego miasta o tej samej nazwie. Wybudowana w XIV wieku, na stromej, ciężko dostępnej skale na brzegu Dunaju, najlepiej widoczna jest z… poziomu statku wycieczkowego po rzece. Droga, którą jechaliśmy, przebiega tuż pod twierdzą, co znacznie ogranicza widowiskowość ruin.

Twierdza Golubac

Twierdza Golubac

Najbarwniejsza część historii twierdzy Golubac przypada na XV wiek i walki z Turkami, najeżdżającymi tę część Europy. Podczas jednej z takich walk o twierdzę, zginął tu w 1428 r. najsłynniejszy polski rycerz, Zawisza Czarny, walcząc do końca i rezygnując z możliwości ucieczki z pola walki. Podobno zginął w walce, ale jedna z wersji mówi, że został pojmany w niewolę, po czym dwóch żołnierzy tureckich pokłóciło się co do tego, czyim Zawisza jest jeńcem. W złości jeden z Turków rozwiązał problem, ścinając rycerzowi głowę.

Tu kończy się historia naszych turystycznych wojaży wzdłuż serbskiego brzegu Dunaju na dystansie prawie 170 km. Dalej było już bardzo przyziemnie. Do twierdzy Golubac dojechaliśmy na rezerwie paliwa (stacji benzynowych nie ma na tej trasie za wiele), i już przy zapadającym zmroku. O dalszym zwiedzaniu więc mowy nie było (ciemno), a stacja benzynowa na szczęście znalazła się w mieście Golubac. Co prawda płatność kartą (a serbska gotówka też się już kończyła) była możliwa dopiero po telefonie sprzedawcy do właściciela stacji, ale historia skończyła się szczęśliwie.

Późno w nocy dotarliśmy do miejsca postoju – Nowego Sadu, dużego serbskiego miasta na północy tego kraju. Kolejnego dnia Nowy Sad był elementem naszego planu zwiedzania, będzie więc o nim kolejny wpis. Tymczasem powoli nasza przygoda z Serbią dobiega końca. Krótka (2 dni), ale niezwykle intensywna.

Pełna galeria zdjęć z trasy wzdłuż serbskiego brzegu Dunaju znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

 

Wzdłuż serbskiej strony Dunaju (część 2)

Dunaj, druga pod względem długości (2.888 km) rzeka w Europie, sporym odcinkiem przepływa przez terytorium Serbii. Terytoria te należały kiedyś do Imperium Rzymskiego, dlatego nietrudno tu o zabytki z tego okresu.

Tour de Europe 2013, dzień 30 (poprzedni wpis z trasy: Wzdłuż serbskiej strony Dunaju, część 1). Nieco ponad 3 godziny zajęło nam dojechanie z Zajecaru do brzegów Dunaju przy drodze krajowej nr 25 w okolicach wsi Slatina. Oczywiście po drodze nie powstrzymaliśmy się od zwiedzania (więcej w poprzednim wpisie).

Dunaj – długość 2.888 km – przepływający przez terytorium Serbii na długości 588 km, miał nam towarzyszyć już do zmroku tego dnia. W planach mieliśmy trasę o łącznej długości prawie 170 km, prowadzącą bezpośrednio przy brzegu rzeki. Przez 170 km mieliśmy widzieć po prawej stronie tę samą rzekę, aż do miejscowości Golubac. Potem mieliśmy odbić w ląd i dojechać z powrotem nad Dunaj przy twierdzy Smederevo, ale to już nam się nie udało, ze względu na zapadające ciemności.

Serbia, jeden z ocalałych filarów mostu Trajana

Serbia, jeden z ocalałych filarów mostu Trajana

Dunaj, pozostałości mostu Trajana po rumuńskiej stronie

Dunaj, pozostałości mostu Trajana po rumuńskiej stronie

Do pierwszego punktu postojowego mieliśmy 45 km jazdy. Tuż przed miastem Kladovo, w miejscowości Kostol, na brzegu Dunaju stoi ruina jednego z 20-tu kiedyś istniejących filarów „mostu Trajana” – cudu inżynieryjnego z czasów Imperium Rzymskiego. Most zbudowano na rozkaz cesarza rzymskiego Trajana, w 105 r. n.e., pod zaledwie dwóch latach budowy. Przęsła wykonane były z drewna, a filary z cegieł i cementu. Był most Trajana pierwszym mostem, przerzuconym przez Dunaj.

Przez ponad 1000 lat, most Trajana przodował na świecie pod względem długości mostu, jak i pojedynczego przęsła (52 m) – i to pomimo tego, że sam „wytrzymał” ledwie nieco ponad jedno stulecie – został zburzony na polecenie innego rzymskiego cesarza, Aureliana, by zablokować możliwość najazdu na imperium od tej strony. Filary stały pod wodą jeszcze w 1932 r. (16 sztuk), pół wieku później doliczono się ich już tylko 12. Dwa skrajne filary są do dziś widoczne po obu stronach Dunaju.

Kladovo, wejście do twierdzy Fetislam

Kladovo, wejście do twierdzy Fetislam

Kladovo, twierdza Fetislam

Kladovo, twierdza Fetislam

Kladovo, twierdza Fetislam

Kladovo, twierdza Fetislam

Kladovo, twierdza Fetislam

Kladovo, twierdza Fetislam

Dojazd do ruin mostu Trajana po serbskiej stronie jest oznakowany, ale kierunkowskaz do skrętu nad rzekę w odpowiednim miejscu widoczny jest tylko dla nadjeżdżających od północy, od strony Kladova. Dla jadących, jak my, od południa, niestety znaku nie ma i zmuszeni byliśmy do pytania miejscowego „skuterzysty”. Gościnny młodzieniec, nie tyle wskazał nam drogę, co… kazał jechać za sobą, konwojując nas pod same ruiny :)

Jedziemy dalej, po 5 km docierając do Kladova. Pora obiadowa, więc przed dalszym zwiedzaniem dekujemy się w jednej z restauracyjek na świeżym powietrzu, w samym centrum tego 9-tysięcznego miasteczka i zamawiamy obiad. W zamówieniu jest m.in. tradycyjna serbska pljeskavica, czyli „serbski hamburger”, duża porcja mięsa mielonego z różnych rodzajów mięsa, z dodatkiem papryki, cebuli i czosnku. To, co wjechało na jednym talerzu, z pewnością ugościłoby całą naszą rodzinę… A zamówiona dodatkowo dla dzieci pizza w wersji „family” ledwie zmieściła się na stole. W dużej części pojechała z nami dalej… Serbowie serwują naprawdę ogromne porcje.

Kladovo, pljeskavica w restauracji (zdjęcie robione pod czerwonym parasolem)

Kladovo, pljeskavica w restauracji (zdjęcie robione pod czerwonym parasolem)

Kladovo, pizza-gigant w restauracji (zdjęcie robione pod czerwonym parasolem)

Kladovo, pizza-gigant w restauracji (zdjęcie robione pod czerwonym parasolem)

Atrakcje turystyczne Kladova to wyłącznie jeden element: twierdza Fetislam. Zbudowana w XVI wieku, za panowania sułtana Sulejmana Wspaniałego, przez Turków, którzy te tereny zdobyli dwa wieki wcześniej. Stanowiła, wraz z Golubacem i Smederevem i kilkoma innymi twierdzami, osmańską linię obrony przeciwko Węgrom. Wejście możliwe było przez trzy bramy.

Dziś twierdza Fetislam jest zapomnianą ruiną, choć widać, że kiedyś była zadbanym parkiem. Widoczne są pozostałości po dawnych ławkach, koszach na śmieci, sklepikach. Ktoś kiedyś o to miejsce dbał, ale o nim zapomniał. Dziś królują tu metrowe chaszcze i krzaczory, zasłaniające częściowo mury twierdzy. Twierdza Fetislam umiera po raz kolejny. Znaleźliśmy jednak w sieci informacje (z 2012 r.), że miejscowe władze przygotowują projekt rewitalizacji tego terenu, warty w sumie 8 mln euro, zawierający odnowienie samej twierdzy oraz budowę muzeum, hotelu oraz kilku restauracji wewnątrz murów obronnych.

Serbia, rzymski fort Diana nad Dunajem

Serbia, rzymski fort Diana nad Dunajem

Serbia, rzymski fort Diana nad Dunajem

Serbia, rzymski fort Diana nad Dunajem

Serbia, rzymski fort Diana nad Dunajem

Serbia, rzymski fort Diana nad Dunajem

Serbia, rzymski fort Diana nad Dunajem

Serbia, rzymski fort Diana nad Dunajem

Kolejne kilka minut jazdy drogą nr 25 i docieramy do kolejnej „pamiątki” po rzymskim cesarzu Trajanie. Tuż przed elektrownią wodną Derdap I, nad brzegiem Dunaju znajdują się ruiny dawnego rzymskiego fortu Diana, zbudowanego pod koniec I w. n.e., za czasów właśnie Trajana, jako część fortyfikacji w czasach wojen z Dacją (Trajan podbił Dację i utworzył z niej rzymską prowincję). Twierdza kilkukrotnie była burzona w trakcie obcych najazdów, ale zawsze odbudowywana. Ostatnią odbudowę zarządził cesarz Justynian w VI w., ale for został zniszczony ponownie w 596 r. i nigdy już odbudowa nie została podjęta.

Z poziomu fortu Diana roztacza się niezły widok na pobliską elektrownię Derdap I, potocznie uznawaną za „żelazne wrota” Dunaju, choć tak naprawdę jest nimi pobliski wąwóz rzeki. Jest ona jedną z największych elektrowni wodnych w Europie, działającą od 1972 r. Jej „wierzchem” wiedzie jedyne w okolicy drogowe przejście graniczne z Rumunią.

Na koniec drugiej części objazdu serbskiej części Dunaju największa ciekawostka historyczna tego terenu – wyspa na Dunaju, której nie ma. Wyspa nazywała się Ada-Kaleh i ma (właściwie: miała) niezwykle barwną historię. Szczególnie dotyczy to końcówki XIX w., kiedy to po zakończeniu wojny turecko-rosyjskiej (Turkowie rządzili wtedy w tym regionie), podczas ustalania warunków traktatu pokojowego w Berlinie trwało dzielenie ziem tureckich.

Serbia, elektrownia wodna Derdap I, widok z fortu Diana

Serbia, elektrownia wodna Derdap I, widok z fortu Diana

Serbia, elektrownia wodna Derdap I na Dunaju

Serbia, elektrownia wodna Derdap I na Dunaju

Serbia, Dunaj, gdzieś tu pod wodą znajduje się wyspa Ada-Kaleh

Serbia, Dunaj, gdzieś tu pod wodą znajduje się wyspa Ada-Kaleh

W Berlinie bowiem o wyspie… zapomniano, w wyniku czego Imperium Osmańskiemu odebrano większość europejskich ziem, ale Ada-Kaleh pozostała w ich władaniu. Po jednej stronie rzeki były tereny Serbii, po drugiej Rumunii, a pomiędzy nimi stała sobie turecka wyspa. Imperium Osmańskie zwolniło mieszkańców wyspy z podatków i ceł, oraz z obowiązku poboru wojskowego. W 1913 r. wyspę zajęli Węgrzy, aczkolwiek Osmanie nigdy tego nie uznali za fakt dokonany. Dopiero w 1923 r. oficjalnie wyspę przejęła Rumunia.

Historia wyspy zakończyła się wraz z powstaniem oglądanej przez nas wcześniej zapory wodnej na Dunaju w latach 70-tych XX wieku. Władze rumuńskie przymusowo wysiedliły całą ludność wyspy. Część mieszkańców skorzystała z okazji i wyemigrowała do Turcji. Wyspa została zalana po uruchomieniu elektrowni Derdap I i dziś znajduje się całkowicie pod lustrem wód Dunaju. Tak zakończyła się barwna historia zapomnianej tureckiej wyspy Ada-Kaleh.

Jedziemy dalej wzdłuż Dunaju (dotychczas przejechaliśmy mniej więcej połowę z zaplanowanych 170 km wzdłuż tej rzeki, na pograniczu Serbii i Rumunii. Zwiedzimy m.in. stanowisko archeologiczne Lepenski Vir i twierdzę Golubac, w której zginął nasz słynny rycerz, Zawisza Czarny.

Pełna galeria zdjęć ze zwiedzania atrakcji przełomu Dunaju znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne posty z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

Wzdłuż serbskiej strony Dunaju (część 1)

Dunaj, druga wg długości rzeka w Europie, była motywem przewodnim pierwszego dnia naszego pobytu w Serbii. Celem był rajd wzdłuż serbskiego brzegu rzeki i zwiedzanie wszelkich atrakcji turystycznych, położonych nad Dunajem, na odcinku gdzie jest on granicą z Rumunią.

Tour de Europe 2013, dzień 30 (poprzedni wpis z trasy: „Szrot-Muzeum” w Koczerinowie). Ta wakacyjna podróż upłynęła pod znakiem Turcji i… krajów byłej Jugosławii, będących celem zarówno podczas trasy dojazdowej, jak i powrotnej. Podczas dojazdu widzieliśmy wszak Chorwację, Bośnię i Hercegowinę oraz Czarnogórę. W powrotnej drodze przedstawicielem byłej Jugosławii została Serbia, na którą przeznaczyliśmy dwie doby naszej podróży.

Po jednodniowym pobycie w Bułgarii, nocleg „odbyliśmy” w serbskim Zajecarze. Wcześniej od samej granicy bułgarsko-serbskiej usiłowaliśmy w serbskich wioskach i miasteczkach, już po zmroku, kupić jedzenie na kolację, ale niestety na serbskiej prowincji bardzo ciężko z obsługą kart kredytowych w sklepach, a serbskich dinarów nie zdążyliśmy jeszcze nabyć. Zakupy udały się dopiero w samym Zajecarze, a przy okazji okazało się, że serbski język za bardzo od polskiego nie odstaje – odbyliśmy zabawną konwersację z serbską ekspedientką i jedną z klientek, która pomagała nam z dogadaniu się.

KML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Tour de Europe 2013 - Serbia, wzdłuż Dunaju

ładowanie mapy - proszę czekać...

Serbia, Zajecar, Felix Romuliana: 43.899206, 22.185750
Serbia, Vratna, monaster: 44.382459, 22.340226
Serbia, Vratna, łuki skalne: 44.383195, 22.337201
Serbia, Kostol, most Trajana: 44.614056, 22.668014
Serbia, Kladovo, twierdza Fetislam: 44.616393, 22.602010
Serbia, fort Diana: 44.653757, 22.544718
Serbia, zapora wodna Derdap I: 44.671064, 22.529097
Serbia, Dunaj, zatopiona wyspa Ada-Kaleh: 44.714538, 22.452793

 

Felix Romuliana, widok z zewnątrz

Felix Romuliana, widok z zewnątrz

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Sam Zajecar odpuściliśmy sobie całkowicie. Przyjechaliśmy późno po zmroku, a nazajutrz mieliśmy w planach całodniowy rajd wzdłuż brzegu Dunaju, a potem przejazd do Nowego Sadu, gdzie mieliśmy zaplanowany drugi z serbskich noclegów. Sama jazda miała nam zająć ok.9 godzin, nie licząc postojów na zwiedzanie. Czasu na zobaczenie Zajecaru więc nie zostało w ogóle.

Nie mogliśmy tak po prostu dojechać do Dunaju, niczego po drodze nie oglądając. Zanim więc dojechaliśmy do brzegów rzeki, mieliśmy zaplanowane kilka postojów. Pierwszym były, oddalone zaledwie o 10 km od centrum Zajecaru, ruiny starożytnej rzymskiej rezydencji cesarskiej, zwane dziś Felix Romuliana, znajdujące się od 2007 r. na liście światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Nie wszystkim zapewne Serbia kojarzy się z zabytkami z okresu starożytności, ale takowe rzeczywiście w tym kraju się znajdują. Dość powiedzieć, że na dzisiejszym terytorium Serbii urodziło się… aż 17-tu (!) rzymskich cesarzy.

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana to pałac cesarza rzymskiego Galeriusza, adoptowanego syna i następcy cesarza Dioklecjana, z którego historią mieliśmy do czynienia podczas pobytu w chorwackim Splicie na wakacjach w 2010 r. Galeriusz rozpoczął budowę pałacu w 298 r., w miejscu swego urodzenia (tak, pochodził z tego rejonu), a nazwę nadał mu na cześć swojej matki, której imię brzmiało: Romula. W 305 r. Galeriusz został cesarzem, ale pałacem nie zdążył się zbytnio nacieszyć, tak samo zresztą jak cesarzowaniem. Zmarł już w 311 r. (na jakąś straszną chorobę, z pozostałych do dziś opisów podejrzewa się raka jelita lub gangrenę).

Vratna, łuki skalne, Mala Prerast

Vratna, łuki skalne, Mala Prerast

W historii Galeriusz, pomimo krótkiego panowania, zapisał się naprawdę wielkimi literami. To on bowiem wydał (na niewiele dni przed swoją śmiercią) słynny edykt tolerancyjny, który pozwalał chrześcijanom na wyznawanie swojej religii, zakazał karania za to oraz nakazał zwolnienie pojmanych już chrześcijan, skazanych za swoją wiarę. Edykt wydany został w ostatnich dniach kwietnia 311 r., a w maju cesarz zmarł (w drodze do Romuliany). On oraz jego matka pochowani zostali w kopcach na wzgórzu ponad pałacem Felix Romuliana. Są one do dziś widoczne z ruin. Nie spoczął więc w wybudowanym dla siebie mauzoleum, które zwiedzaliśmy kilka tygodni wcześniej w greckich Salonikach.

Vratna, łuki skalne, Velika Prerast

Vratna, łuki skalne, Velika Prerast

Wejście na teren Felix Romuliana jest płatne (o ile nas pamięć nie myli: 200 dinarów), ale przybyliśmy doń na tyle wcześnie, że kasa była jeszcze zamknięta. Może to i lepiej, bo nadal nie mieliśmy serbskiej gotówki, a okazało się, że nie ma tu płatności kartą. Kasa była otwarta przy naszym wyjściu, ale kasjer nie robił problemu z braku dinarów i… podziękował za wizytę nie chcąc żadnej opłaty. Wizyta w Felix Romuliana trwała ok.40 minut. Po niej na chwilę wróciliśmy do Zajecaru, by zaopatrzyć się w bankomacie w gotówkę. Plan zakładał tułanie się po małych serbskich miasteczkach nad Dunajem, nie chcieliśmy ryzykować posiadania wyłącznie kart.

Kolejnym punktem trasy była mikroskopijna serbska miejscowość Vratna. Początkowo planowaliśmy z niej zrezygnować (jazda do niej wymagała wydłużenia dojazdu do Dunaju, a potem dodatkowo odbicia kilka kilometrów w bok na chwilę), ale już w trakcie jazdy jednak zdecydowaliśmy się do niej dotrzeć. Vratna leży mniej więcej 75 km od Zajecaru, na północ od niego. Dotarliśmy do niej praktycznie w samo południe, po mniej więcej 1,5 h jazdy z Felix Romuliana.

Vratna, monaster

Vratna, monaster

Vratna, monaster

Vratna, monaster

Vratna, monaster

Vratna, monaster

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Vratna, a w zasadzie jej najbliższe okolice, bo sama wieś nie zawiera nic dla turysty ciekawego, ma aż dwie atrakcje turystyczne. Pierwszą z nich jest monaster, wybudowany tu, u stóp gór, w XIV wieku, na życzenie serbskiego króla Stefana Milutina. Był kilkukrotnie palony i burzony (najazd turecki w 1813 r. I i II wojna światowa), ale zawsze odbudowywany. Do dziś jest czynnym, żeńskim klasztorem. Jest, jak większość monasterów w byłej Jugosławii, otwarty dla zwiedzających, a mniszki otwierają kościół bez proszenia, na widok wchodzących na teren monasteru gości. Tu niestety obowiązywał, egzekwowany przez uważnie nam przypatrującą się siostrę, zakaz fotografowania. A szkoda, bo wnętrze kościoła w monasterze Vratna warte jest upamiętnienia na zdjęciach.

Drugą, tym razem nie historyczną, a naturalną atrakcją okolic Vratnej, są tzw. skalne wrota, pozostałość po zawalonej dawno temu jaskini, której wnętrzem płynęła rzeka Jabuča. Po jaskini pozostały ledwie trzy małe fragmenty, tworzące dziś niezwykle widowiskowe (aczkolwiek ich widowiskowość byłaby znacznie większa, gdyby nie zasłaniające je gęsto rosnące drzewa) łuki skalne, stojące okrakiem nad wodami rzeki. Dwa z tych łuków: Velika Prerast i Mala Prerast, znajdują się w odległości kilkuminutowego spaceru (początkowo mocno stromego) po wzgórzu za monasterem.

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Mniejszy z łuków ma szerokość 33 m i wysokość 34 m (grubość 15 m), większy zaś: szerokość 23 m, wysokość 26 m, ale grubość: 45 m. W szczycie grubość skały wynosi (w większym łuku) 30 metrów. Cyfry nie oddają jednak widoku, jaki ukazuje się bardzo nielicznym, docierającym tu turystom. Luki skalne we Vratnej nie są dziś zbyt popularną atrakcją turystyczną, wie o nich niewielu. Z jednej strony szkoda, bo z pewnością zasługują na uwagę, a z drugiej: dzięki temu można tu spacerować prawie samotnie, ciężko o tłok.

Serbia, nad Dunajem. Do Hollywood parę kroków :)

Serbia, nad Dunajem. Do Hollywood parę kroków :)

Monaster i łuki skalne we Vratnej zajęły nam 45 minut. A już pół godziny po wyjeździe z tej małej serbskiej wsi dotarliśmy do celu tego dnia podróży – brzegów Dunaju, wzdłuż którego mieliśmy się poruszać aż do zmroku. Na początek okazało się, że z brzegów Dunaju całkiem niedaleko do Hollywood – ale nie próbowaliśmy dotrzeć do fabryki snów – kiedyś tam pojedziemy, a na razie chcemy poznać serbski brzeg Dunaju. Ciąg dalszy w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z Felix Romuliana oraz monasteru i łuków skalnych we Vratnej znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.