Rok 2011 | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Jamón Ibérico. Hiszpańska szynka nad szynkami

Co Wam przychodzi do głowy, gdy myślicie o Hiszpanii od strony kulinarnej ? Pewnie paella, pewnie tapas. Miłośnicy trunków pomyślą o winie Rioja. A my zakochaliśmy się w szynce – tej prawdziwie hiszpańskiej królowej szynek – Jamón Ibérico.

Do Hiszpanii jeździmy z wielu powodów – w zasadzie każdy jest dobry. Jeździmy dla wspaniałych plaż i słonecznego, upalnego lata. Jeździmy na mecze najsłynniejszych piłkarskich drużyn – FC Barcelona czy Realu Madryt – lub by choćby zwiedzić ich stadiony. Jeździmy zwiedzać wspaniałą architekturę czy zabytki z każdego okresu historii, od starożytności zaczynając. Słowem – jeździmy oglądać Hiszpanię wspaniałą, pełną atrakcji w zasadzie dla każdego, bez względu na zainteresowania i upodobania co do sposobu spędzania czasu wolnego.

Pewnie niewielu z nas jedzie do Hiszpanii, upajać się tamtejszą kuchnią – ale nikogo ona nie ominie, bo może być ona wspaniałym uzupełnieniem cudownych wakacji w tym kraju. Można i tam obżerać się przepyszną pizzą, która nawiasem zawsze najlepiej smakuje nam na południu Europy, niekoniecznie w samych Włoszech. Ale po co, skoro Hiszpania ma nam do zaoferowania rzeczy cudownie pyszne w ramach swojej własnej, narodowej kuchni. Bo jak jeść paellę, chorizo, gazpacho czy oliwki – to zdecydowanie najlepiej tutaj.

Planując naszą pierwszą podróż do Hiszpanii, wiedzieliśmy już, że chcemy spróbować też kolejnej hiszpańskiej specjalności – słynnej szynki Jamón Ibérico, o której wytwarzaniu słyszeliśmy legendy. Jasne, można ją kupić w Polsce, ładnie poplasterkowaną i zapakowaną sterylnie w próżniowe tacki. Tylko to nie jest ten klimat spożywania tego kulinarnego dzieła, który preferujemy. Chcieliśmy jej spróbować w „warunkach naturalnych”, tak jak kupują ją i jedzą Hiszpanie. Bo każdy pewnie widział zdjęcia wiszących w sklepie całych świńskich nóg, podwieszanych w sklepach pod sufitem. Wiszących w 40-stopniowym upale. I każdy pewnie myślał – o matko, jak by tam wpadł polski Sanepid… :) Wyjaśniamy – jakby wpadł, to nic by sklepowi nie zrobił – wszystko jest zgodnie ze sztuką i zgodnie z higieną.

Szynka na słynnym targu La Boqueria w Barcelonie

Szynka na słynnym targu La Boqueria w Barcelonie

Szynka na słynnym targu La Boqueria w Barcelonie

Szynka na słynnym targu La Boqueria w Barcelonie

Szynka na słynnym targu La Boqueria w Barcelonie

Szynka na słynnym targu La Boqueria w Barcelonie

Jamón Ibérico to poezja smaku, zamknięta i mistrzowsko cienko pociętych plasterkach. Tak cienkich, że – po cichutku się śmiejemy – jakby zawiał wiatr, to fruwałyby jak liście… To właśnie dzięki cienkim plasterkom można wyczuć specyficzną fakturę tej wędliny. A skąd ta specyfika się bierze ? Otóż proszę Państwa, hiszpańskie Jamón Ibérico to nie jest takie zwykłe „mięsko” – cała tajemnica tkwi w specyfice jego produkcji.

Odmian szynki hiszpańskiej jest ogromna ilość. Najważniejsze i chyba najczęściej spotykane to Jamón Ibérico i Jamón Serrano. Jest pomiędzy nimi bardzo zasadnicza różnica – Jamón Serrano jest taką „zwykłą” odmianą – wytwarzaną ze zwykłych świń, hodowanych w zwykłych warunkach. Nie ma w niej nic niezwykłego.

Specjalistyczny sklep z szynką w Kadyksie

Specjalistyczny sklep z szynką w Kadyksie

Jamón Ibérico zaś to mięso ze specjalnej odmiany świnek – świń iberyjskich – czarnych, i z czarnymi kopytkami – po tym tak z grubsza rozpoznacie w hiszpańskich sklepach „szynkowe nogi” Jamón Ibérico, zwisające z sufitu i półek. Czarne kopytka. Ale to nie koniec sztuki wytwarzania tradycyjnej hiszpańskiej szynki. Te iberyjskie czarne świnki to ponoć krzyżówka: zwykłej świnki ze zwykłym… dzikiem :) Skrzyżowano jest tysiące lat temu – to nie wynik współczesnej nauki. I tak po dziś dzień hoduje się je właśnie dla ich niepowtarzalnego w smaku mięsa.

Iberyjskie czarne świnki żyją sobie w pełnej szczęśliwości przez 18 miesięcy, a przez ostatnie miesiące wypasane są nie w zagrodach, a w lasach dębowych – i to nie za ciasno – nie może ich przypadać za wiele na hektar dostępnej powierzchni, Dzięki temu że świnki mają dużo przestrzeni, dużo biegają – a to przekłada się właśnie na specyficzną fakturę włókien późniejszej szyneczki.

Ale to nie koniec sztuki – świnki bowiem jedzą wyłącznie… żołędzie. Z tych karmionych wyłącznie żołędziami powstaje najbardziej szlachetna – i najbardziej ceniona przez smakoszy – odmiana Jamón Ibérico. Po uboju mięso nacierane jest specjalną odmianą miejscowej soli morskiej, a potem poddawane długiemu – trwającemu nawet do trzech lat (!) suszeniu. Tak wyprodukowana szynka wisi sobie potem w szalonych hiszpańskich upałach bez lodówki ani zamrażarki – i się nie psuje. Zachowuje zdatność do spożycia przez co najmniej 12 miesięcy.

Hiszpańska szynka w sklepie w Alicante

Hiszpańska szynka w sklepie w Alicante

Oczywiście nie wszystkich stać na te najbardziej szlachetne odmiany tej szynki. Dlatego też w sklepach kupicie przede wszystkim tańsze odmiany Jamón Ibérico. W Hiszpanii istnieją specjalne instytucje, pilnujące zakazu podrabiania szynki, dlatego raczej możecie być pewni, że jak kupujecie Jamón Ibérico – to jest to Jamón Ibérico. Ale niekoniecznie to „królewskie” ze świnek karmionych wyłącznie żołędziami.

Specjalistyczny sklep z szynką w Kadyksie

Specjalistyczny sklep z szynką w Kadyksie

Tańsze odmiany powstają także z chowu karmionego tylko w części żołędziami i z reguły są dużo krócej suszone. Najtańsze – to świnki karmione wyłącznie zbożem (nie dostają żołędzi wcale) oraz szynki, wyprodukowane z mięsa świnek nie w pełni „czarnych”, czyli takich, które nie są w stu procentach czarnymi świniami iberyjskimi. Zasada bowiem mówi, że nazwę Jamón Ibérico może mieć mięso ze świń w minimum 50% będących iberyjskimi.

Cava (szampan), hiszpańska szynka i hiszpański ser - uczta w apartamencie w Marbelii

Cava (szampan), hiszpańska szynka i hiszpański ser – uczta w apartamencie w Marbelii

W Hiszpanii szynka jest niemal powszechnym składnikiem codziennej kuchni. Powszechnie spożywana w formie tapas, czyli szybkich przekąsek, czy jako dodatek do dań głównych, także często do pizzy. Jest też świetnym (oprócz serów – te też Hiszpanie mają świetne) dodatkiem do równie świetnego hiszpańskiego wina. Po prostu uzależnia – na nas działa jak przysłowiowe „dziubanie słonecznika” – jak człowiek zacznie, to nie może skończyć. Smak hiszpańskiej szynki nigdy chyba nam się nie znudzi.

Wracając z Hiszpanii, zabraliśmy ze sobą jedną „kompletną” nogę Jamón Ibérico do Polski. Przejechała w samochodzie bezproblemowo, jeśli chodzi o jakość mięsa. Informacja praktyczna – z nogi o wadze ok.4,5 kg udało się nam wykroić ok.2,2 kg szynki. Przy cenie za całość ok. 90 EUR, kilogram czystej szynki wyszedł nam więc w granicach 40 EUR – to nie jest tania zabawa. Ale ile w tym uciechy dla podniebienia… Jak to mówią w reklamach – bezcenne :)

Jamón Ibérico (de Cebo) przywieziona w 2011 r. z Marbelii

Jamón Ibérico (de Cebo) przywieziona w 2011 r. z Marbelii

Jamón Ibérico (de Cebo) przywieziona w 2011 r. z Marbelii

Jamón Ibérico (de Cebo) przywieziona w 2011 r. z Marbelii

Do jej krojenia zakupiliśmy także w Hiszpanii specjalny, długi i niezwykle ostry nóż. Krojenie hiszpańskiej szynki jest bowiem sztuką samą w sobie – im cieńsze plasterki kroimy, tym większe będzie odczucie głębokiego smaku tego specjału. W Hiszpanii wciąż podobno w niektórych szkołach (zapewne gastronomicznych) uczy się sztuki krojenia szynki.

W sklepach w Hiszpanii Jamón Ibérico to produkt tak powszechny jak u nas parówki. Także w hipermarketach – kupicie całą nogę lub gotowe, pokrojone plasterki zapakowane próżniowo – jak u nas. Ale bardzo często są w sklepach specjalne stoiska, na których obsługa „na żywo” pokroi Wam dowolną liczbę plasterków z całej nogi – macie pewność co do świeżości kupowanego smakołyku – te stoiska chyba najchętniej wybierają miejscowi – zapakowane w folię gotowe plasterki raczej nie cieszą się dużą popularnością.

Większość południowych krajów ma swoje odmiany podobnej szynki. Mają ją Włosi (prosciutto), Chorwaci (pršut) czy Niemcy. Każda z nich jest na swój sposób wyjątkowa i także ma swoją historię. Ale dla nas szczytem smaku wciąż niezmiennie pozostaje Jamón Ibérico. Jeśli tylko nadarzy się kolejna okazja, z pewnością znów przywieziemy do Polski kolejną czarną nogę.

Jamón Ibérico (de Cebo) przywieziona w 2012 r. z Barcelony

Jamón Ibérico (de Cebo) przywieziona w 2012 r. z Barcelony

Jamón Ibérico (de Cebo) przywieziona w 2012 r. z Barcelony

Jamón Ibérico (de Cebo) przywieziona w 2012 r. z Barcelony

Jamón Ibérico (de Cebo) przywieziona w 2012 r. z Barcelony

Jamón Ibérico (de Cebo) przywieziona w 2012 r. z Barcelony

Resztkami świńskiej nogi "opiekuje" się Jordan :)

Resztkami świńskiej nogi „opiekuje” się Jordan :)

PS. Mała anegdotka na koniec, a co :) Nasza pierwsza styczność z Jamón Ibérico – kupiliśmy w markecie w Marbelli porcję plasterków, zapakowaną próżniowo na tacce – tak na próbę, czy będzie nam smakować. Pisząca ten tekst męska głowa rodziny tamBylskich rozpakowała opakowanie, wyjęła jeden plaster i wsadziła do ust. Jakież było moje zdziwienie, gdy szynka okazała się niemożliwa do pogryzienia i… kompletnie bez smaku.

Po sprawdzeniu zawartości ust okazało się, że… supercienko pokrojone plasterki szynki były przedzielone warstwami… folii :) Ale szynka była tak cienko pokrojona, że warstewki folii nie dawały się zauważyć – więc żułem mięso w worku, dziwiąc się, że toto w ogóle nie ma smaku :) Tak przywitaliśmy się z Jamón Ibérico i tak ją poznaliśmy – ale potem było już tylko lepiej :)

 

Inne wpisy z: Hiszpania

IMG_9694

Co Wam przychodzi do głowy, gdy myślicie o Hiszpanii od strony kulinarnej ? Pewnie paella, pewnie tapas. Miłośnicy trunków pomyślą o winie Rioja. A my zakochaliśmy się w szynce - tej prawdziwie hiszpańskiej królowej szynek - Jamón Ibérico.

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Nie da się zobaczyć Andaluzji, nie przyjeżdżając do Rondy - jednej z najpopularniejszych hiszpańskich destynacji turystycznych, położonych poza pasem wybrzeża. Ronda to miasto wyjątkowe, ze względu na swoje położenie oraz niezwykłą historię.  więcej

Marbella, corrida, matador w akcji

Corrida. Krwawe i mocno kontrowersyjne widowisko, będące jednym z symboli Hiszpanii - i wielkim świętem dla Hiszpanów. Jeśli zastanawiacie się, czy wybrać się na "plaza de toros" w którymś z hiszpańskich miast - przeczytajcie. Opowiemy Wam, czy warto.

 

Ronda - dwa światy wąwozem przedzielone

Nie da się zobaczyć Andaluzji, nie przyjeżdżając do Rondy – jednej z najpopularniejszych hiszpańskich destynacji turystycznych, położonych poza pasem wybrzeża. Ronda to miasto wyjątkowe, ze względu na swoje położenie oraz niezwykłą historię.

Tour de Europe 2011, dzień 10 (poprzedni wpis: Corrida – symbol Hiszpanii. Krwawy i… nudny). Malownicza Ronda to jeden z turystycznych punktów obowiązkowych na mapie Andaluzji. Dla nas był to taki wypad na rozgrzewkę – stacjonowaliśmy przez 2 tygodnie w Benahavis niedaleko Marbelli – z naszej wakacyjnej miejscówki mieliśmy tu do przejechania zaledwie nieco ponad 50 km. Łatwo więc było wybrać cel pierwszej wyprawy – jedziemy do Rondy.

Ronda to dziś miasto mniejsze od Swarzędza, w którym na co dzień mieszkamy – ok.35 tys. mieszkańców. Poza tym wszelkie porównania można zakończyć – Ronda jest jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc w Hiszpanii – tych położonych poza nadmorskim wybrzeżem, czyli tych do których trzeba w czasie wakacyjnego pobytu się wybrać. Ta chęć do zobaczenia Rondy nie jest jednak przypadkowa – i to tym będzie ta opowieść.

Ronda, jedna z najstarszych aren walk byków ("plaza de toros")

Ronda, jedna z najstarszych aren walk byków („plaza de toros”)

Ronda, jedna z najstarszych aren walk byków ("plaza de toros")

Ronda, jedna z najstarszych aren walk byków („plaza de toros”)

Ronda, jedna z najstarszych aren walk byków ("plaza de toros")

Ronda, jedna z najstarszych aren walk byków („plaza de toros”)

Ronda, jedna z najstarszych aren walk byków ("plaza de toros")

Ronda, jedna z najstarszych aren walk byków („plaza de toros”)

Ronda, jedna z najstarszych aren walk byków ("plaza de toros")

Ronda, jedna z najstarszych aren walk byków („plaza de toros”)

Historia Rondy zaczyna się od Celtów, którzy na stromej skale wybudowali swoją osadę pod nazwą Arunda – był VI w. p.n.e. Nieco później niemal „po sąsiedzku” (20 km) Fenicjanie wybudowali kolejne miasto – Acinipo – jego ruiny można zobaczyć wybierając się na krótką wycieczkę z Rondy. Oba miasta zostały potem podbite przez Rzymian, a Arunda została przez nich ufortyfikowana w okresie wojen z Kartaginą i Hannibalem. Niemniej jednak cały czas ważniejsze było niedalekie Acinipo.

Ronda, słynny most łączący dwie części miasta

Ronda, słynny most łączący dwie części miasta

Po Rzymianach nadeszły czasy upadku obu miast – wkroczyło tu Bizancjum, które interesowało się w zasadzie tylko Acinipo, dość przewrotnie jednak miasto to przejęło nazwę Arunda od swojego „bliźniaka” ze skały. To był tylko krótki epizod, bo zaraz nadeszli Wizygoci, którzy bez skrupułów przenieśli miasto z powrotem na skałę, wraz z oryginalną nazwą. Acinipo ostatecznie upadło, zyskując od tej pory nazwę „Starej Rondy”.

Z punktu widzenia dzisiejszego wizerunku miasta, jednym z ważniejszych momentów w jego historii był rok 713, kiedy to zaczyna się panowanie arabskie. Miasto zostaje przemianowane na Inza-Rand Onda, na ruinach rzymskiej fortecy powstaje nowa twierdza, a miasto staje się stolicą jednej z arabskich prowincji iberyjskich. Arabowie jednak nie są spójni – zaczynają się burzliwe czasy wewnętrznych walk – przez okres 40 lat Ronda była nawet samodzielnym królestwem, rządzonym przez jednego z arabskich watażków.

Ronda, słynny most łączący dwie części miasta

Ronda, słynny most łączący dwie części miasta

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Przez kolejne wieki rządzą Arabowie, ale nie jest to władza absolutna. Historia mówi, że do Andaluzji i Rondy stopniowo napływali chrześcijanie, którzy byli przez Maurów tolerowani – obie społeczności żyły obok siebie. W Rondzie znajdowano na to dowody – np. przykłady pisma w języku kastylijskim, pochodzące z czasów panowania arabskiego. Ale siła Arabów przez wieki malała, aż nadeszła końcówka XV w. Wtedy to ówczesny władca wyprowadził większość wojsk z Rondy, by bronić ważniejszej dla siebie Malagi, podczas gdy wojska chrześcijańskiego markiza Kadyksu w tydzień zdobyły silnie ufortyfikowaną Rondę. Wkrótce potem cały region został wyzwolony spod arabskiego panowania.

Pozostali w regionie Maurowie szybko zaczęli być szykanowani – nakazano im albo wyjazd, albo zmianę wiary na katolicką – większość dla zachowania swoich przywilejów i stopy życiowej wybierała to drugie, po kryjomu wciąż uprawiając obrządki swej dawnej religii. Kilkadziesiąt lat później zakazano używania języka arabskiego i nakazano otwieranie drzwi w piątek – by uniemożliwić potajemne obrządki arabskie, odprawiane w domach.

Dla samej Rondy jednak powrót chrześcijaństwa oznaczał dużo większe zmiany. Wybudowane i ufortyfikowane przez Maurów miasto na skale zostało nieco przebudowane, aczkolwiek nie zmieniono jego architektonicznego charakteru. Nieco na północ od niego powstała jednak druga, nowsza część miasta, zwana El Mercadillo – była dzielnicą głownie handlową, z wieloma sklepami i warsztatami. Tam też później wybudowano jedną z najsłynniejszych w Hiszpanii arenę walk byków. Ze względu na wprowadzone tu podatki od kupców, powstała jeszcze trzecia część miasta, położona na wschód od El Mercadillo – Barrio de San Francisco. Tu handlowali ci, którzy nie chcieli płacić podatków. Tak w wyniku napływu chrześcijan Ronda została podzielona na dwie części – starą arabską i nową chrześcijańską. Na tej historii zbudowano całą turystyczną legendę tego miasta, trwającą do dziś.

Ronda, część nowsza (umownie: chrześcijańska)

Ronda, część nowsza (umownie: chrześcijańska)

Ronda, część nowsza (umownie: chrześcijańska)

Ronda, część nowsza (umownie: chrześcijańska)

Ronda, część nowsza (umownie: chrześcijańska)

Ronda, część nowsza (umownie: chrześcijańska)

Kolejna zawierucha historii przyszła wraz z Napoleonem, którego wojska w początkach XIX w. stacjonowały w Rondzie, Kiedy opuszczały miasto, wysadziły w powietrze miejscową twierdzę oraz inne fortyfikacje.

Ronda, drzewka pomarańczowe na ulicach miasta

Ronda, drzewka pomarańczowe na ulicach miasta

Ale historia Rondy to także historia corridy. Tradycja walk byków na terenach dzisiejszej Hiszpanii sięga wielu wieków, mówi się że pochodzi nawet z czasów rzymskich. Ale przez wieki była to rozrywka szlachty i wysoce urodzonych. Legendy mówią, że do walk wykorzystywano stare rzymskie amfiteatry, a potem budowano tymczasowe areny na obrzeżach miast, które z czasem przyjęły nazwę „plaza de toros”. Aż w XVIII w. król Filip V z pomocą papieża wydał dekret zakazujący walk byków – efekt był taki, że przestali się corridą interesować szlachcice, a była ona organizowana przez prosty lud.

Ronda, drzewka pomarańczowe na ulicach miasta

Ronda, drzewka pomarańczowe na ulicach miasta

I tu zaczyna się historia męskiej części rodziny Romero z Rondy, w której kolejne pokolenia udoskonalały ekwipunek matadorów i rytuał corridy. Aż do Pedro Romero, który uznawany jest dziś za pierwszego prawdziwego matadora. To on uważany jest za „ojca” zasad corridy, obowiązujących po dziś dzień. Pedro Romero zmarł w Rondzie w 1839 r. Wcześniej jednak wybudowano w Rondzie profesjonalną arenę walk byków – jedną z najstarszych istniejących – uważaną za miejsce narodzin corridy – głównie ze względu właśnie na osobę Pedro Romero. Plaza de Toros w Rondzie otwarta została w 1785 r., a walczył podczas otwarcia kto ? Pedro Romero oczywiście. Arena jest jedną z największych istniejących – dziś mieści się tu także muzeum walk byków.

Ale to, co przyciąga do Rondy turystów, to przede wszystkim głęboki wąwóz, dzielący dzisiejsze miasto na dwie części. A przede wszystkim wspaniały i niezwykle widowiskowy most, łączący obie te części. To istne cudo inżynierii, jeśli pamiętać że wybudowany został w 1793 r. (budowa trwała ponad 40 lat i pochłonęła ponad 50 ofiar wśród budowniczych). Niewielkie pomieszczenie nad środkowym łukiem jeszcze w XX w. było używane jako więzienie i miejsce tortur – a więźniów zabijano m.in. przez wyrzucanie z okna na dno wąwozu…

Widoki w drodze do Rondy

Widoki w drodze do Rondy

Widoki w drodze do Rondy

Widoki w drodze do Rondy

Widoki w drodze do Rondy

Widoki w drodze do Rondy

Widoki w drodze do Rondy

Widoki w drodze do Rondy

Równie widowiskowe są domy, wybudowane po obu stronach wąwozu, niemal na jego krawędzi. Nie wiemy, jak się czują dziś mieszkańcy wychodząc na balkon… ale choć jedną dobę chcielibyśmy tam pomieszkać. Z hiszpańska zwane są te domy „casas colgadas”. Zaiste cudowny widok dla turysty.

Po starej, tej arabskiej, Rondzie warto się też przespacerować brzegami skały na której miasto stoi. Z każdej ze stron rozciąga się niezwykły widok na całą bliższą i dalszą okolicę. Nowsza część jest równie ciekawa. Kto kocha nieskazitelnie białą zabudowę południowych miasteczek, w Rondzie się zakocha. Kręte ciasne uliczki, stare kościoły i ten klimat historii, od której nie da się po prostu tu uciec. Nasza pierwsza wycieczka w krainę andaluzyjskich atrakcji sprawiła, że już wiedzieliśmy, że w tej krainie po prostu się zakochamy. Bo Andaluzji nie kochać się nie da :)

Jeśli wybieracie się do południowej Hiszpanii, to absolutnie nie zapomnijcie ująć Rondy w swoich planach. Bo bez zobaczenia tego miasta nie da się powiedzieć, że widziało się Andaluzję. A my w kolejnym wpisie pokażemy Wam kolejne piękne miasto – zaprosimy Was do Grenady.

Pełna galeria zdjęć z hiszpańskiej Rondy znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Hiszpania

IMG_9694

Co Wam przychodzi do głowy, gdy myślicie o Hiszpanii od strony kulinarnej ? Pewnie paella, pewnie tapas. Miłośnicy trunków pomyślą o winie Rioja. A my zakochaliśmy się w szynce - tej prawdziwie hiszpańskiej królowej szynek - Jamón Ibérico.

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Nie da się zobaczyć Andaluzji, nie przyjeżdżając do Rondy - jednej z najpopularniejszych hiszpańskich destynacji turystycznych, położonych poza pasem wybrzeża. Ronda to miasto wyjątkowe, ze względu na swoje położenie oraz niezwykłą historię.  więcej

Marbella, corrida, matador w akcji

Corrida. Krwawe i mocno kontrowersyjne widowisko, będące jednym z symboli Hiszpanii - i wielkim świętem dla Hiszpanów. Jeśli zastanawiacie się, czy wybrać się na "plaza de toros" w którymś z hiszpańskich miast - przeczytajcie. Opowiemy Wam, czy warto.

 

Corrida - symbol Hiszpanii. Krwawy i... nudny.

Corrida. Krwawe i mocno kontrowersyjne widowisko, będące jednym z symboli Hiszpanii – i wielkim świętem dla Hiszpanów. Jeśli zastanawiacie się, czy wybrać się na „plaza de toros” w którymś z hiszpańskich miast – przeczytajcie. Opowiemy Wam, czy warto.

Tour de Europe 2011, dzień 9 (poprzedni wpis: Witamy się z Hiszpanią. W tempie Formuły 1). Wizyty na corridzie nie planowaliśmy w ogóle, nawet o tym nie myśleliśmy, planując wakacyjny wyjazd do hiszpańskiej Andaluzji. A okazało się, że była to pierwsza rzecz, jaką zobaczyliśmy po przyjeździe do Marbelli :) Po prostu przy meldowaniu się w naszym wakacyjnym apartamencie rzuciły się nam w oczy ulotki, promujące korridę, która odbywała się na arenie w Marbelli już następnego dnia. Szybka decyzja – idziemy. W końcu bez względu na nasze mniemanie o tego typu widowiskach, to może być jedyna taka okazja. A i nasza opinia będzie pelniejsza, gdy przekonamy się na własne oczy, czym jest ta słynna corrida.

Hiszpańskie areny do walk byków są bardzo często usytuowane w historycznych centrach miast i są równie często bardzo stare – są wręcz zabytkami. Nazwa hiszpańska: „plaza de toros”. Są zawsze okrągłe, a widownia otacza okrągłą „scenę”, na której odbywa się właściwe widowisko. Nawet w Hiszpanii corrida jest dziś „sportem” kontrowersyjnym i w niektórych regionach (np. w Katalonii) jest już zakazana. Nie zmienia to faktu, że tam, gdzie walki byków wciąż się odbywają, są niemal świętem dla miejscowych – na corridę przychodzą bardzo odświętnie ubrani, wręcz wystrojeni – jak do teatru czy filharmonii…

Marbella, arena walk byków

Marbella, arena walk byków

Marbella, arena walk byków

Marbella, arena walk byków

Marbella, arena walk byków, "loża" prasowa

Marbella, arena walk byków, „loża” prasowa

Marbella, arena walk byków, wchodzi orkiestra

Marbella, arena walk byków, wchodzi orkiestra

Marbella, arena walk byków, orkiestra na pozycji

Marbella, arena walk byków, orkiestra na pozycji

Zaczynamy od zakupu biletów. Udajemy się więc pod „plaza de toros” w Marbelli – bilety można kupić w kasach – chyba że są już wykupione, wtedy pozostają nam hiszpańskie „koniki”. My kupiliśmy bilety w kasie. Tu warto jedną rzecz wytłumaczyć – corrida odbywa się zawsze późnym popołudniem, kiedy jeszcze hiszpańskie słońce bardzo mocno operuje, co w lecie nie ułatwia spędzania dwóch godzin na siedząco na rozgrzanej widowni areny walk. Organizatorzy sprzedają więc trzy rodzaje biletów, w zależności od tego, czy chcemy siedzieć na słońcu („sol”), w cieniu („sombra”) lub na tzw. miejscach przejściowych („sol y sombra” – na których słońce zachodzi już w trakcie trwania corridy).

Te najlepsze bilety – czyli „do cienia” są najdroższe, a ich cena zależy dodatkowo od wybranego miejsca (sekcji) i odległości od areny – im siedzimy bliżej areny, tym bilety droższe. Nasze bilety były makabrycznie drogie, ale też siedzieliśmy w świetnym do obserwacji całej areny miejscu, no i w cieniu. Zapłaciliśmy 90 EUR – za każdy z biletów. Tak – cena jest makabryczna.

Już samo wejście na arenę zwiastuje, że będziemy uczestniczyć w ważnym wydarzeniu. Miejsca siedzące na arenie w Marbelli nie posiadają krzesełek, do których jesteśmy przyzwyczajeni na europejskich arenach sportowych. Na „plaza de toros” jest to po prostu goły beton. Ale przy wejściu każdy otrzymuje swego rodzaju siedzenie czy poduszkę, którą układa się na swoim miejscu i na której się siedzi. Przy czym „każdy otrzymuje” to też nie do końca prawda – przy wejściu do każdego wchodzącego podchodzi starszy, elegancko ubrany Pan, który bierze ze sobą tę poduszkę i prowadzi go na jego miejsce. Wskazuje mu je, kładzie na nim tę poduszkę, tym samym każdego widza odprowadzając na jego miejsce. Zapowiada się „klasowo”.

Marbella, arena walk byków, widownia i loża sędziowska

Marbella, arena walk byków, widownia i loża sędziowska

Marbella, corrida

Marbella, corrida

Marbella, corrida

Marbella, corrida

Sama arena walk byków jest, jak już wspominaliśmy, idealnie okrągła. Widownia usytuowana jest dookoła niej, ale są na niej miejsca specjalne, wyznaczone dla osób funkcyjnych. Na koronie widowni swoje miejsce ma orkiestra – bo corridzie przez niemal cały czas towarzyszy muzyka, odgrywana w odpowiednich momentach na żywo. Nie ma mowy o elektronicznych odtwarzaczach czy nagłośnieniu z głośników.

W centralnym miejscu głównej części trybuny jest miejsce dla „jury”, z reguły składającego się z miejscowych notabli. To właśnie oni decydują, poprzez wywieszanie chusteczek, o tym, który z występujących tu matadorów otrzyma po swoim występie swoistą nagrodę (o niej będzie dalej) i który ostatecznie w całym widowisku zwycięży. Ich decyzje często są wspomagane, a nawet wymuszane poprzez rzęsiste oklaski całej widowni, która na występy matadorów reaguje cały czas bardzo żywiołowo.

A jak wygląda sama corrida ? Z pewnością znane są Wam nazwy: torreador, pikador czy matador – ale czy na pewno wiecie, co one oznaczają ? To nazwy funkcji osób, które biorą bezpośrednio udział w corridzie na arenie. Corrida bowiem to przedstawienie, silnie podzielone na trzy wyraźnie różniące się od siebie etapy. Etapy, która mają byka zmęczyć i osłabić, dać poznać jego zachowanie na arenie, aż do ostatecznego, śmiertelnego ciosu, zadawanego szpadą. Każda z tych części ma swój rytuał i każda ma swoich aktorów – jedynym stałym „aktorem” jest tu byk.

Marbella, corrida, pikador w akcji

Marbella, corrida, pikador w akcji

Marbella, corrida, pikador w akcji

Marbella, corrida, pikador w akcji

Marbella, corrida, pikador w akcji

Marbella, corrida, pikador w akcji

Na początek wpuszczany na arenę jest byk oraz większa grupa torreadorów – tym mianem określa się wszystkich uczestników corridy. Wszyscy starają się byka zmęczyć bieganiem, a jednocześnie będący wśród nich matador stara się przyswoić sobie zachowanie byka i jego zwyczaje na arenie. Potem rozpoczynają się wspomniane trzy „tercje” corridy:

  • Marbella, corrida. Jeden z matadorów

    Marbella, corrida. Jeden z matadorów

    na arenę wjeżdża pikador – specjalnie ubrany jeździec na koniu, który boki obłożone ma grubymi materacami. Pozostali torreadorzy starają się nakierować byka na konia – zawsze im się to udaje. Byk atakuje jeźdźca, a pikador oczywiście ustawia konia tak, by byk zaatakował z boku, od strony grubych materacy. Gdy byk wbija rogi w materace (to zawsze niebezpiecznie wyglądający moment – wszak rozpędzony byk jest w stanie konia wraz z jeźdźcem przewrócić), pikador wbija mu w kark specjalną długą lancę, po czym zjeżdża z areny. Od niego odciągają go pozostali torreadorzy na arenie;

  • kolejna tercja to znów piesi torreadorzy, tym razem trzech z nich stara się wbić bykowi po dwie kolorowe szpile (banderille), ozdobione kolorowymi wstążkami. Ten etap to znów kolejne zmęczenie byka i przygotowanie go na ostateczne spotkanie z matadorem w ostatniej tercji. A zarówno lanca pikadora, jak i banderille mają dodatkowy cel – osłabić byka i jego kark, tak by nie unosił on zbyt wysoko łba. Po tej części zdarzało się podczas naszej corridy, że byk był już tak wyczerpany i krwawiący, że nie miał najmniejszej ochoty gonić za matadorem i ten musiał go wręcz zmuszać do akcji;
  • ostatnia, decydująca część walk byków. Na scenę wkracza główny bohater, czyli matador. Wyposażony jest on w szablę, którą musi wbić w ściśle określone miejsce na karku byka – ten cios ma być śmiertelny. Ta tercja jest najbardziej widowiskowa – matador stara się przed publicznością i sędziami popisywać, co znacznie ułatwia mu fakt, że najczęściej byk jest już totalnie wykończony. Do tego stopnia, że matador pozwala sobie na odwracanie się do niego tyłem, a nawet klękanie tyłem do stojącego metr za nim byka. Ostatecznie po kolejnym „rozbieganiu” zwierzęcia, matador bierze widowiskowy rozbieg i w biegu wbija szpadę w kark byka. Od tego ciosu zależy decyzja widowni i sędziów odnośnie nagrody i ewentualnego zwycięstwa w całej corridzie;
Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, matador w akcji

Cios matadora niemal zawsze jest śmiertelny – w końcu to zawodowcy. Od jego wyczynów podczas ostatniej części corridy zależy uznanie widowni i jury. Jeśli matador zyska ich uznanie, otrzymuje… odcięte od razu na arenie uszy zabitego byka. Sam byk niemal natychmiast jest zasłaniany i odciągany koniem ze sceny. I tu następuje część, która wywołała nasze największe zdziwienie.

Marbella, corrida. Jeden z matadorów

Marbella, corrida. Jeden z matadorów

Otóż matador swojej „nagrody” nie zabiera ze sobą. Triumfalnym gestem pokazuje uszy byka, po czym kolejnym gestem pyta widowni, kto chciałby te uszy od niego… dostać. Po czym w wyciągającą gremialnie ręce widownię te uszy… rzuca. I tak lecą te zakrwawione „nagrody” w publikę, najczęściej odświętnie ubraną na biało :) Jeden z rzutów matadora był na tyle niecelny, że uszy trafiły w koszulę niczego nie spodziewającego się widza. Jak wyglądała ta jego koszula po tym trafieniu – chyba potraficie sobie wyobrazić :) W każdym bądź razie uszy te są niezwykle na widowni pożądane i otrzymujące je osoby z radością pokazują je całej reszcie.

Jeśli pokaz matadora wyjątkowo się podoba – lub jeśli matador jest miejscową gwiazdą – po jego występie, podczas gdy on triumfalnie maszeruje dookoła areny, wiwatujące tłumy rzucają w jego stronę drobne osobiste przedmioty. Łatwo się domyślić, że w większości są to panie :) Do jednego z matadorów po występie przyleciała na arenę… kompletna damska torebka :)

Na końcu całego widowiska ogłaszany jest zwycięzca. Bo matadorów jest trzech – każdy z nich walczy z dwoma bykami. Jeden z nich ogłaszany jest decyzją sędziów zwycięzcą, co celebruje dość długo, noszony na rękach przez pozostałych torreadorów. I na tym w zasadzie kończy się cała idea corridy. O tym, że jest krwawa, już zdążyliście się z naszego opisu dowiedzieć – sporo turystów na widowni miało problem z oglądaniem tej rzezi na arenie, co wrażliwsi zakrywają w końcowych momentach oczy. Wtedy już byk wygląda strasznie, biegając po scenie z karkiem pokrytym własną krwią.

Marbella, corrida, banderillero w akcji

Marbella, corrida, banderillero w akcji

Marbella, corrida, parada zwycięzców

Marbella, corrida, parada zwycięzców

Ale musimy napisać też, że corrida jest… nudna. Tak po prostu. Zapytacie: jak to,  skoro cały czas opisujemy dynamiczną akcję na arenie i zmieniających się w poszczególnych częściach jej aktorów. Tak, tylko że byków zabijanych podczas jednej corridy jest sześć. I dokładnie sześć razy powtarzana jest ta sama scenografia i ten sam scenariusz. Każdy z sześciu byków przechodzi przez wszystkie kolejne etapy: pikador, banderille, matador.

Marbella, corrida. Ta pani złapała uszy byka rzucone przez matadora

Marbella, corrida. Ta pani złapała uszy byka rzucone przez matadora

Każdemu z sześciu byków w każdej z trzech scen towarzyszy muzyka, grana na żywo przez orkiestrę – ta sama… Mało tego, każdy z tych byków przebywa na scenie dokładnie tyle samo czasu – 20 minut. Dosłownie można ustawiać zegarki – poszczególne etapy są momentami przedłużane przez torreadorów, żeby byk „nie zszedł” ze sceny zbyt szybko, choć u niektórych zwierząt było wręcz widać, że już mają dość i nie mają ochoty ganiać po arenie – już ledwo chodziły. Wszystko to sprawiło, że o ile pierwszy byk był dla nas jeszcze ciekawy – bo akcję widzieliśmy pierwszy raz w życiu, o tyle każdy kolejny coraz bardziej nas już nużył – jakbyśmy oglądali w teatrze to samo przedstawienie sześć razy – i to pod rząd, jedno po drugim…

Już idąc na corridę wiedzieliśmy, że fanami nie będziemy. Po wyjściu, wiedzieliśmy że już nigdy na corridę nie wrócimy. Bo nie bawi nas publiczne zabijanie zwierząt dla rozrywki i jest to dla nas nieludzkie. Bo nie rozumiemy, dlaczego jest to rozrywką dla ludzi z cywilizowanego jakby nie było kraju, jakim jest Hiszpania. W końcu – bo corrida na dłuższą metę jest po prostu nieciekawa.

Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, torreadorzy w akcji

Marbella, corrida, torreadorzy w akcji

Ostatnim momentem, który zwrócił naszą uwagę, było już po zakończeniu corridy uwielbienie tłumów dla matadorów – oni są tu jak Cristiano Ronaldo – półbogami. Na wychodzących do samochodów matadorów czekały tłumy fanów, wyrywających sobie rozdawane przez swoich idoli postery i zdjęcia. Znów – nieco dziwne, ale przynajmniej już nie kontrowersyjne.

Areny walk byków będą się przewijały przez cały nasz pobyt w Andaluzji – będziemy je zwiedzać w każdym mieście w którym będziemy. Ale na corridę już nie pójdziemy – jako atrakcja turystyczna sprawdza się „na raz”, ale żeby chodzić na nią częściej, to już trzeba być… Hiszpanem. Kolejny wpis będzie już o naprawdę wielkiej atrakcji hiszpańskiej Andaluzji – zapraszamy do Rondy.

Galerię zdjęć z corridy podzieliliśmy na dwie części. Dla bardziej wrażliwych przygotowaliśmy galerię zdjęć w wersji mniej drastycznej, natomiast jeśli chcecie zobaczyć corridę w wersji realistycznej, zapraszamy do galerii zdjęć z bardziej drastycznymi scenami z corridy.

 

Inne wpisy z: Hiszpania

IMG_9694

Co Wam przychodzi do głowy, gdy myślicie o Hiszpanii od strony kulinarnej ? Pewnie paella, pewnie tapas. Miłośnicy trunków pomyślą o winie Rioja. A my zakochaliśmy się w szynce - tej prawdziwie hiszpańskiej królowej szynek - Jamón Ibérico.

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Nie da się zobaczyć Andaluzji, nie przyjeżdżając do Rondy - jednej z najpopularniejszych hiszpańskich destynacji turystycznych, położonych poza pasem wybrzeża. Ronda to miasto wyjątkowe, ze względu na swoje położenie oraz niezwykłą historię.  więcej

Marbella, corrida, matador w akcji

Corrida. Krwawe i mocno kontrowersyjne widowisko, będące jednym z symboli Hiszpanii - i wielkim świętem dla Hiszpanów. Jeśli zastanawiacie się, czy wybrać się na "plaza de toros" w którymś z hiszpańskich miast - przeczytajcie. Opowiemy Wam, czy warto.

 

 

Witamy się z Hiszpanią. W tempie Formuły 1

Po sześciu dniach wakacyjnej podróży do hiszpańskiej Marbelli, nadszedł wreszcie moment wjazdu do Hiszpanii. Kraju, do którego wracaliśmy jeszcze później i do którego z pewnością jeszcze wrócimy. Turystyczne atrakcje tutaj chyba nigdy się nam nie znudzą.

Tour de Europe 2011, dzień 7 (poprzedni wpis: Marsylia i jej jedyna atrakcja (z braku czasu)). Niemal 850 km trasy z Marsylii do Walencji pokonaliśmy bez żadnych „turystycznych przystanków”, pędząc co sił do pierwszego naszego hiszpańskiego noclegu. To było nasze historyczne przywitanie z Hiszpanią, nasze pierwsze chwile z krajem, w którym spędziliśmy te i następne wakacje, chłonąc co piękniejsze miejsca.

Walencja miała być wyłącznie noclegiem. Kolejnego bowiem dnia mieliśmy zaliczyć kolejny samochodowy maraton – niemal 650 km do Marbelli. Nocleg wybraliśmy więc na samym wybrzeżu, w sąsiedztwie portu w Walencji – wymyśliliśmy sobie, że choć jedną rzecz musimy w tym mieście zobaczyć. Żeby (po zwiedzaniu Monako) było do kompletu – wybór padł na uliczny tor Formuły 1 w Walencji, położony malowniczo w miejskim porcie.

Do Hiszpanii wjeżdżamy o zachodzie słońca

Do Hiszpanii wjeżdżamy o zachodzie słońca

Walencja, uliczny tor Formuły 1

Walencja, uliczny tor Formuły 1

Walencja, uliczny tor Formuły 1

Walencja, uliczny tor Formuły 1

Walencja, uliczny tor Formuły 1

Walencja, uliczny tor Formuły 1

Walencja, uliczny tor Formuły 1. Mam "pole position":)

Walencja, uliczny tor Formuły 1. Mam „pole position”:)

Walencja, uliczny tor Formuły 1

Walencja, uliczny tor Formuły 1

Zwiedzanie toru, sąsiadującego z naszym hotelem, zaczęliśmy z samego rana po przebudzeniu. W zasadzie to „zwiedzanie” to było po prostu spacer wzdłuż nadmorskiej mariny. Bo fotografowanie ulicznego toru Formuły 1 w czasie, gdy nie odbywa się na nim żaden wyścig – to wszak fotografowanie… zwykłej, codziennej ulicy. Asfaltu. No, ale przynajmniej pospacerowaliśmy sobie znów nad morzem, w letnim hiszpańskim upale.

W naszym przypadku jakieś tam ślady wyścigu jednak pozostały – wszak przyjechaliśmy do Walencji raptem 3 tygodnie po odbywającym się tu wtedy Grand Prix Europy F1. Asfalt i okolice padoku nosiły jeszcze bardzo wyraźne ślady opon bolidów Formuły 1. Niestety nie jeździł już wtedy tutaj Robert Kubica, który początkiem roku doznał tragicznego wypadku podczas samochodowego rajdu we Włoszech. W poprzednich latach był tu kolejno: trzeci, czwarty i piąty.

Walencja, marina i okolice

Walencja, marina i okolice

Walencja, marina i okolice

Walencja, marina i okolice

Walencja, marina i okolice

Walencja, marina i okolice

Walencja, marina i okolice

Walencja, marina i okolice

Walencja, zachwycające Miasteczko Sztuki iNauki (Ciudad de las Artes y las Ciencias), tym razem jeszcze tylko przejazdem

Walencja, zachwycające Miasteczko Sztuki iNauki (Ciudad de las Artes y las Ciencias), tym razem jeszcze tylko przejazdem

Do Walencji jeszcze wrócimy w naszych opowieściach, przy okazji kolejnych wakacji. To miasto zdecydowanie warte jest głębszego poznania i ma do zaoferowania turystom naprawdę dużo. A tymczasem my mkniemy na samo południe Hiszpanii i zaczynamy naszą przygodę z przepiękną Andaluzją. W kolejnym wpisie zobaczycie najbardziej kontrowersyjne hiszpańskie show, czyli corridę. Mieliśmy okazję zobaczyć ją już pierwszego dnia pobytu w Marbelli.

 

Inne wpisy z: Hiszpania

IMG_9694

Co Wam przychodzi do głowy, gdy myślicie o Hiszpanii od strony kulinarnej ? Pewnie paella, pewnie tapas. Miłośnicy trunków pomyślą o winie Rioja. A my zakochaliśmy się w szynce - tej prawdziwie hiszpańskiej królowej szynek - Jamón Ibérico.

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Nie da się zobaczyć Andaluzji, nie przyjeżdżając do Rondy - jednej z najpopularniejszych hiszpańskich destynacji turystycznych, położonych poza pasem wybrzeża. Ronda to miasto wyjątkowe, ze względu na swoje położenie oraz niezwykłą historię.  więcej

Marbella, corrida, matador w akcji

Corrida. Krwawe i mocno kontrowersyjne widowisko, będące jednym z symboli Hiszpanii - i wielkim świętem dla Hiszpanów. Jeśli zastanawiacie się, czy wybrać się na "plaza de toros" w którymś z hiszpańskich miast - przeczytajcie. Opowiemy Wam, czy warto.

 

Marsylia i jej jedyna atrakcja (z braku czasu)

Z południem Francji mamy wyraźnie na pieńku. Wiele miejsc, w których byliśmy, służyło nam wyłącznie jako miejsce noclegowe. Toulon, Montpellier… Także atrakcyjna Marsylia z konieczności została przez nas niemal pominięta, choć spaliśmy tu.

Katedra de la Major w Marsylii

Katedra de la Major w Marsylii

Tour de Europe 2011, dzień 5 (poprzedni wpis: Cannes, czyli jesteśmy w stolicy europejskiej kinematografii). Po przejeździe wzdłuż Lazurowego Wybrzeża, podczas którego urządziliśmy sobie przystanki w Monako i Cannes, późno w nocy dojechaliśmy do miasta, w którym mieliśmy zaplanowany nocleg – do Marsylii. Czasu wystarczyło już tylko na szybki posiłek – nawet nie myśleliśmy o nocnym spacerze po mieście, skądinąd wtedy uważanego za jedno z najmniej bezpiecznych francuskich miast.

Katedra de la Major w Marsylii

Katedra de la Major w Marsylii

Kolejnego dnia czekała nas morderczo długa trasa, bez żadnych przystanków. Postanowiliśmy więc choćby na chwilę w Marsylii przystanąć – wybór padł na katedrę de la Major (lub inaczej Santa Maria Maggiore – Matki Bożej Większa), która znajdowała się niemal przy naszej trasie wyjazdowej z miasta.

Katedra, dziś w randzie bazyliki mniejszej, ma niezwykle bogatą historię. Najstarsze ślady świątyni w tym miejscu pochodzą jeszcze z czasów wczesnego chrześcijaństwa – dokładnie z V w. Chrześcijaństwo dotarło do Marsylii wcześnie – już w II w. Na pewno już w początkach IV w. miasto miało już własnego biskupa. Bardzo niewielkie pozostałości tej świątyni zachowało się do dziś. Ok. XI w. w jej miejscu wybudowano pierwszą katedrę (tzw. starą), w stylu romańskim, a potem gruntownie przebudowano ją wiek później. W XIV w. dobudowano dzwonnicę.

Katedra de la Major w Marsylii

Katedra de la Major w Marsylii

Katedra de la Major w Marsylii

Katedra de la Major w Marsylii

Katedra de la Major w Marsylii

Katedra de la Major w Marsylii

Katedra de la Major w Marsylii

Katedra de la Major w Marsylii

Starą katedrę zdecydowano się rozebrać w połowie XIX w., aby stworzyć miejsce pod budowę nowej, bardziej okazałej. Ale z powodu protestów ówczesnych mieszkańców, stara katedra częściowo ocalała – do dziś jej część stoi obok tej nowej, wybudowanej na jej miejscu.

Katedra de la Major w Marsylii

Katedra de la Major w Marsylii

Nową katedrę budowano z wielkim rozmachem, używając florenckiego kamienia, weneckich mozaik i włoskiego onyksu. Budowa trwała 40 lat i ukończono ją w 1893 r., a trzy lata później ówczesny papież nadał jej rangę bazyliki mniejszej. Bryła katedry nieco przypomina kościoły wschodnie – taka też była intencja architektów – połączenia elementów wschodu i zachodu. Świątynia ma ponad 140 m długości i może pomieścić ponad 3000 wiernych jednocześnie. Z zewnątrz robi naprawdę ogromne wrażenie.

Katedra de la Major w Marsylii

Katedra de la Major w Marsylii

Na zewnątrz katedry stoi spory pomnik jednego z XVIII-wiecznych biskupów Marsylii, który wsławił się swoim poświęceniem dla wiernych podczas plagi dżumy z 1720 r., podczas której zmarło ok.30 tys. mieszkańców miasta. We wnętrzach znajduje się grobowiec św.Eugeniusza, biskupa Marsylii z połowy XIX w., kanonizowanego przez papieża Jana Pawła II.

Katedra de la Major w Marsylii

Katedra de la Major w Marsylii

Ten jeden jedyny akcent został nam jako pamiątka po wizycie w Marsylii. Do dziś żałujemy i cały czas mamy Marsylię w planach na którąś z naszych podróży. Z pewnością na to zasługuje. A wizytę w mieście zakończyliśmy optymistycznie – piękną panoramą Starego Portu, z widokiem na drugą, bardziej znaną marsylską katedrę – Notre-Dame. A w kolejnym wpisie pokażemy Wam wizytę na kolejnym (po Monako) ulicznym torze Formuły 1 – będziemy w hiszpańskiej Walencji :)

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2011

IMG_9694

Co Wam przychodzi do głowy, gdy myślicie o Hiszpanii od strony kulinarnej ? Pewnie paella, pewnie tapas. Miłośnicy trunków pomyślą o winie Rioja. A my zakochaliśmy się w szynce - tej prawdziwie hiszpańskiej królowej szynek - Jamón Ibérico.

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Nie da się zobaczyć Andaluzji, nie przyjeżdżając do Rondy - jednej z najpopularniejszych hiszpańskich destynacji turystycznych, położonych poza pasem wybrzeża. Ronda to miasto wyjątkowe, ze względu na swoje położenie oraz niezwykłą historię.  więcej

Marbella, corrida, matador w akcji

Corrida. Krwawe i mocno kontrowersyjne widowisko, będące jednym z symboli Hiszpanii - i wielkim świętem dla Hiszpanów. Jeśli zastanawiacie się, czy wybrać się na "plaza de toros" w którymś z hiszpańskich miast - przeczytajcie. Opowiemy Wam, czy warto.

 

Cannes, czyli jesteśmy w stolicy europejskiej kinematografii

Jedziemy wzdłuż Lazurowego Wybrzeża. A jak Lazurowe Wybrzeże, to Monako, Cannes i Saint-Tropez – to były trzy żelazne (życie pokazało, że nie do końca) punkty naszej trasy do Hiszpanii. Czas teraz na króciutki pobyt w Cannes – a jak Cannes, to film i słynny Pałac Festiwalowy.

Tour de Europe 2011, dzień 4 (poprzedni wpis: Monako, pierwsze mini-państwo na mapie naszych podróży). W Monako spędziliśmy dużo więcej czasu, niż planowaliśmy – pędzimy więc do kolejnego punktu naszej trasy – równie ekskluzywnego, aczkolwiek nie na co dzień, a bardziej turystycznie i okazjonalnie – francuskiego Cannes.

Cannes raczej nie kojarzy się z historią, a na pewno nie z tą starożytną – ale ta mówi, że pierwszą osadę wybudowali tu przybysze z Ligurii (dziś rejony Genui), w II w. p.n.e., w końcówce świetności starożytnej Grecji. Pod nazwą „Canua” znane było już w X wieku, aczkolwiek przez niemal całą swoją historię było małą rybacką wioską, bez wielkiego znaczenia dla dziejów.

Dla świata Cannes odkrył w XIX w. Henry Brougham, brytyjski arystokrata (piastujący najwyższe urzędy, m.in. Lorda Kanclerza), który wykupił tutaj ziemię i przyczynił się do rozbudowy miejscowej infrastruktury – co z kolei zachęciło innych angielskich możnych do inwestycji w tym miejscu. Wkrótce też Cannes stało się niezwykle modnym miejscem spędzania wolnego czasu i inwestowania w nieruchomości. Sam lord Brougham spędził tu ostatnie 30 lat swojego życia i zmarł w Cannes, został tu też pochowany – do dziś jest uważany niemal za „założyciela” miasta.

Cannes, główna miejska plaża obok Pałacu Festiwalowego

Cannes, główna miejska plaża obok Pałacu Festiwalowego

Cannes, główna miejska plaża obok Pałacu Festiwalowego

Cannes, główna miejska plaża obok Pałacu Festiwalowego

Cannes, główna miejska plaża obok Pałacu Festiwalowego

Cannes, główna miejska plaża obok Pałacu Festiwalowego

Cannes, prywatne odcinki plaży dla gości ekskluzywnych hoteli

Cannes, prywatne odcinki plaży dla gości ekskluzywnych hoteli

Cannes, prywatne odcinki plaży dla gości ekskluzywnych hoteli

Cannes, prywatne odcinki plaży dla gości ekskluzywnych hoteli

Naszym celem była La Croisette – słynna promenada w Cannes, przy której znajdują się najbardziej prominentne plaże i hotele. Przy niej także znajduje się nasz cel – czyli słynny Pałac Festiwalowy w Cannes – miejsce równie słynnego festiwalu filmowego (z racji naszych zawodowych zainteresowań, także innego znanego festiwalu – Cannes Lions, czyli festiwalu branży kreatywnej).

O ile w Monako, z którego wyjechaliśmy ledwie godzinę wcześniej, luksus był standardem w naszych umysłach, ale raczej niezbyt widocznym na ulicach, o tyle w Cannes nadmorska promenada wręcz kipi bogactwem. Tu od razu widać, że nie jest to miejsce dla „średniej krajowej”, szczególnie w szczycie letniego sezonu. Już parkując na podziemnym parkingu na skraju promenady obok leciwego Ferrari mieliśmy tę świadomość.

Spacer po La Croisette, wzdłuż plaży, w dużej części prywatnej, zarezerwowanej dla gości stojących przy promenadzie hoteli, tylko upewnia nas w tym przekonaniu. Wiecie – kelnerzy uwijający się przy stolikach ustawionych na prywatnych molach. Platformy z ogromnymi głośnikami, pływające przy brzegu. Starsze, nieco wysuszone panie w niezwykle skromnych strojach, ale za to obwieszone biżuterią bardziej niż strojem, przystrojone biegającym obok, równie nienagannie przystrzyżonym pieskiem – koniecznie bardzo niewielkim… I już wiecie – wkroczyliście do obcego świata – wcale nie lepszego. Świata, w którym lans jest podstawą egzystencji. Świata luksusu i życia ponad stan. Tak – takie jest Cannes w okresie wakacyjnym.

Cannes, Pałac Festiwalowy

Cannes, Pałac Festiwalowy

Cannes, Pałac Festiwalowy, kasyno

Cannes, Pałac Festiwalowy, kasyno

Cannes, mała Aleja Gwiazd obok Pałacu Festiwalowego

Cannes, mała Aleja Gwiazd obok Pałacu Festiwalowego (Cameron Diaz)

Cannes, mała Aleja Gwiazd obok Pałacu Festiwalowego (Nicole Kidman)

Cannes, mała Aleja Gwiazd obok Pałacu Festiwalowego (Nicole Kidman)

Cannes, mała Aleja Gwiazd obok Pałacu Festiwalowego (Mel Gibson)

Cannes, mała Aleja Gwiazd obok Pałacu Festiwalowego (Mel Gibson)

Naszą uwagę po drodze do Pałacu Festiwalowego przykuwa hotel Carlton. Bo i okazały, bo i ma prywatne molo na plaży, a nawet prywatny kawałek plaży. To jeden z tych najbardziej ekskluzywnych hoteli w Cannes – zwyczajowo goszczący największe gwiazdy festiwalu filmowego w Cannes. Nie da się pokrótce wyliczyć – kto tu mieszkał, bo lista byłaby niezwykle długa. Popatrzcie tylko na nasze zdjęcia parkingu przy ulicy przed hotelem – nie stoi tu nic „poniżej” Ferrari. Ferrari to absolutne minimum wśród gości tego hotelu – ciekawe jak by wyglądał tutaj Tom Hanks ze swoim „nowym” maluchem, który taką sławę ostatnio zdobył w sieci :)

Hotel Carlton w Cannes ma swoje legendy. Tutaj toczyła się akcja filmu Alfreda Hitchcocka „Złodziej w hotelu”, nakręconego w 1955 r. Traf chciał, że główną rolę zagrała w nim Grace Kelly – w tym samym roku podczas w festiwalu w Cannes, mieszkając w Carltonie poznała księcia Monako – Rainiera III – rok później zostali małżeństwem. Jak się ono skończyło dla księżnej Grace – wszyscy wiemy.

Chichot historii – hotel Carlton był rzeczywiście miejscem wielkich, spektakularnych kradzieży. Pierwsza miała miejsce w 1994 r. – łupem złodziei padła biżuteria warta 60 milionów dolarów. Druga – w 2 lata po naszej wizycie w Cannes (w 2013 r.) była jeszcze bardziej medialna – zniknęła biżuteria warta aż blisko 140 milionów dolarów. W obu przypadkach – co ciekawe – złodziei nigdy nie złapano ani nie ukarano. Legenda rośnie, aczkolwiek chyba nie taka, jaką wymarzyliby sobie menedżerowie hotelu :)

Sam Pałac Festiwalowy w Cannes, wybudowany w 1982 r. na miejscu poprzedniej konstrukcji, goszczącej gwiazdy filmu od 1949 r. – jest jednym z najważniejszych obiektów uwagi turystów – czyli tych, który nie są gośćmi okolicznych hoteli :) Co istotne, przy murach pałacu znajduje się swoista miniatura Alei Gwiazd z Hollywood – można się tu przymierzyć do rąk kilku naprawdę wielkich gwiazd kina :) Zobaczcie nasze zdjęcia :) No i ten czerwony dywan, na którym każdy może sobie zrobić zdjęcie – lans jest :)

Cannes, parking przed hotelem Carlton

Cannes, parking przed hotelem Carlton

Cannes, parking przed hotelem Carlton

Cannes, parking przed hotelem Carlton

Cannes, parking obok Pałacu Festiwalowego

Cannes, parking obok Pałacu Festiwalowego

Cannes, marina

Cannes, marina

Cannes, marina

Cannes, marina

Cannes, marina

Cannes, marina

A na koniec krótki spacer przy morskiej marinie w Cannes. I nawet jak tu nie ma festiwalu – stoją Bentley’e, dokują nieziemskie statki – luksus płynie z nieba niemal na równi z gorącym ukropem od słońca. Zostaje tylko powrócić na podziemny parking na drugim końcu promenady La Croisette – tu wreszcie następuje powrót na ziemię – w końcu obok nas parkuje „tylko” z 30-letnie Ferrari – pewnie jakiś miejscowy portier albo zmywacz brudnych naczyń…

Kolejnym etapem naszej wycieczki miało być Saint-Tropez. Kolejne miejsce ociekające luksusem, ale dla nas przede wszystkim miejsce kultowe – związane z jednym z najbardziej ulubionych aktorów. Wszak to z tym miasteczkiem nieodłącznie wiąże się legenda Louisa de Funes – nieśmiertelnego „Żandarma z Saint-Tropez”. Niestety nie udało się (tym razem) – wizyty w Monako i Cannes zajęły nam zbyt dużo czasu – musieliśmy przyśpieszyć, by zdążyć do hotelu w Marsylii. Ale co uciecze… (do Saint-Tropez wrócimy jeszcze w naszych podróżach). W kolejnym wpisie pokażemy Wam piękną katedrę de la Mayor w Marsylii.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2011

IMG_9694

Co Wam przychodzi do głowy, gdy myślicie o Hiszpanii od strony kulinarnej ? Pewnie paella, pewnie tapas. Miłośnicy trunków pomyślą o winie Rioja. A my zakochaliśmy się w szynce - tej prawdziwie hiszpańskiej królowej szynek - Jamón Ibérico.

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Nie da się zobaczyć Andaluzji, nie przyjeżdżając do Rondy - jednej z najpopularniejszych hiszpańskich destynacji turystycznych, położonych poza pasem wybrzeża. Ronda to miasto wyjątkowe, ze względu na swoje położenie oraz niezwykłą historię.  więcej

Marbella, corrida, matador w akcji

Corrida. Krwawe i mocno kontrowersyjne widowisko, będące jednym z symboli Hiszpanii - i wielkim świętem dla Hiszpanów. Jeśli zastanawiacie się, czy wybrać się na "plaza de toros" w którymś z hiszpańskich miast - przeczytajcie. Opowiemy Wam, czy warto.

 

Monako, pierwsze mini-państwo na mapie naszych podróży

Zawsze strasznie chcieliśmy zobaczyć wszystkie te europejskie mini-państewka, dlatego naszą wyprawę do Hiszpanii specjalnie zaplanowaliśmy tak, by zawrzeć w niej choć kilka z nich. Czwartego dnia podróży przyszedł czas na pierwsze z nich – słynące z bogactwa księstwo Monako.

Tour de Europe 2011, dzień 4 (poprzedni wpis: Akwarium morskie w Genui). Wyjazd z Genui miał być początkiem długiego (1200 km) odcinka jazdy wzdłuż wybrzeża morskiego – włoskiego, francuskiego i hiszpańskiego. Do hiszpańskiej Marbelli – naszego wakacyjnego celu, wciąż pozostawało mnóstwo czasu i miejsc do zobaczenia. Na początek – wkraczamy na słynne Lazurowe Wybrzeże, a pierwszym obiektem naszych westchnień jest słynne księstwo Monako – pierwsze nasze mini-państwo na mapie odwiedzonych.

Monako oddalone jest od Genui o niemal 200 km, w większości pokonywanych wygodną autostradą, stąd czas podróży jest relatywnie krótki i bez żadnych przystanków. Do Monako wjeżdżamy pełni emocji – wszak nieczęsto (a nam do tej pory nigdy) zdarza się wjechać do tak niewielkiej enklawy, o której tak wiele się słyszało i zarazem tak niewiele się wie.

Monako, panorama państwa

Monako, panorama państwa

Monako, pałac książęcy

Monako, pałac książęcy

Słynne kasyno w Monte Carlo

Słynne kasyno w Monte Carlo

Wody przybrzeżne Monako

Wody przybrzeżne Monako

Historia dzisiejszego Monako sięga kilkuset tysięcy lat p.n.e. – już wtedy skała, na której leży najstarsza część państwa, była zamieszkała. Starożytni Grecy z okolic Marsylii założyli tu kolonię w VI w. p.n.e., później zamienioną w fort przez Rzymian. W XII w. miasto dostało się pod panowanie Genui, z której przybywali nowi mieszkańcy, wśród których była poważana w Genui rodzina Grimaldich. Jeden z jej członków, Francesco Grimaldi, w 1297 r. w przebraniu mnicha z pomocą swoich zwolenników przejął kontrolę nad twierdzą na skale, tym samym zrywając związki z Genuą.

Ulice Monako

Ulice Monako

Francesco Grimaldi zmarł bezdzietnie, ale władzę po nim przejął jego kuzyn, Rainier, od którego tak naprawdę rozpoczyna się historia książęcego rodu Grimaldich, który rządzi księstwem Monako po dzień dzisiejszy, bez żadnych przerw. Co ciekawe, pierwotne Monako było o wiele większe, w posiadaniu Grimaldich były także dwie sąsiednie miejscowości wraz z dużym terenem rolnym – Monako żyło głownie z uprawy cytryn.

Ulice Monako

Ulice Monako

Jak to możliwe, że tak niewielkie państewko utrzymało się przez całe wieki, w jakże niespokojnym czasie, mając za sąsiadów potężne mocarstwa. To siła zręcznej polityki Grimaldich, którzy zawierali odpowiednie sojusze (z Francją, potem z Hiszpanią), dzięki którym zyskiwali potężnych sojuszników we własnej sprawie. Po blisko dwóch wiekach walki z Genuą o zachowanie niezależności, władcy Monako zyskali uznanie i Francji i Hiszpanii, oficjalnie stając się rodem książęcym.

Monako, park obok Instytutu Oceanograficznego

Monako, park obok Instytutu Oceanograficznego

W połowie XIX w. zbuntowały się przeciwko książętom dwie największe części państewka, które na własne życzenie zostały przyłączone do Francji. Monako straciło jedyne źródło utrzymania – uprawę cytrusów. Wszak terytorium państwa okroiło się do skalistego wybrzeża. Ratunkiem okazały się pieniądze, otrzymane w ramach ugody od Francji – z nich ufundowano kasyno, które miało stać się źródłem przychodów dla władców. Pomógł także inny element ugody z Francją – budowa linii kolejowej z Nicei. Wkrótce Monako stało się ulubionym miejscem europejskiej śmietanki towarzyskiej i koronowanych głów – choć sami władcy Monako i wszyscy mieszkańcy państwa mieli zakaz wstępu do kasyna. Kasyno w Monte Carlo jest do dziś najbardziej rozpoznawalnym budynkiem w Monako.

Monako, katedra św.Mikołaja

Monako, katedra św.Mikołaja

Monako znane jest także ze sportów motorowych – jest organizatorem najstarszego cyklicznego wyścigu samochodowego – Rajdu Monte Carlo. Dziś pewnie bardziej znany jest inny rajd – jeden z najbardziej efektownych wyścigów Formuły 1, odbywający się na ulicach księstwa Monako. Jedną z legend, snujących się po ulicach księstwa, jest też tragiczna historia Grace Kelly, uwielbianej w Hollywood aktorki, laureatki Oscara, która wyszła za mąż za poprzedniego księcia Monako, Rainiera III i zginęła tragicznie w wypadku samochodowym na terenie księstwa. Księżna Grace pochowana jest w katedrze w Monako, gdzie odbywają się śluby i pogrzeby rodziny książęcej.

A’propos ślubów w Monako – niecałe 2 tygodnie przed naszą wizytą w księstwie, obecny panujący (syn Rainiera III), książę Albert II, wziął uroczysty ślub z australijską pływaczką Charlene Wittstock. Mieliśmy okazję oglądać w Monako, w siedzibie książęcego Instytutu Oceanograficznego, zdjęcia i rekwizyty ze ślubu (m.in. stroje pary młodej i samochód, którym do ślubu jechali).

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Samo Monako nie ma praktycznie żadnych zabytków. Większość księstwa została zabudowana w ostatnim stuleciu, ze względu na boom nieruchomości w państwie, spowodowany m.in. zniesieniem wszelkich podatków dochodowych dla obywateli państwa. Wszystkie atrakcje Monako związane są albo z rodziną książęcą, albo ze splendorem, jakim otoczona jest aura tego państwa. W Monako zdecydowanie warto odwiedzić:

  • pałac książąt Monako – udostępniony do zwiedzania dla turystów (odpłatnie), co ciekawe w cenie biletu jest audiobook, także w polskiej wersji językowej. Wybudowany pierwotnie przez Genueńczyków w 1191 r., został przejęty w 1297 r. przez Grimaldich i od tego czasu jest siedzibą władców Monako. Podczas zwiedzania zabronione jest (i pilnowane) robienie jakichkolwiek zdjęć oraz wychodzenie poza ustaloną ścieżkę zwiedzania;
  • Instytut Oceanograficzny, „dziecko” księcia Alberta I, bardzo zainteresowanego naukami o morzu, otwarty w 1910 r. Zdecydowanie najbardziej atrakcyjną jego częścią jest okazałe morskie akwarium, cudowna atrakcja dla dzieciaków;
  • katedra w Monako (katedra św.Mikołaja), wybudowana na przełomie XIX / XX w. w miejscu, gdzie wcześniej stała poprzednia świątynia pod tym samym wezwaniem (XIII w.). Zwyczajowo odbywają się tu wszystkie ważne uroczystości (śluby, pogrzeby) oraz tu chowani są władcy państwa (m.in. wspomniana wyżej księżna Grace Kelly);
  • Kasyno w Monte Carlo – może nie namawiamy do wejścia, ale przynajmniej z zewnątrz trzeba zobaczyć – wszak to niemal symbol tego państwa;
  • Trasa ulicznego wyścigu Formuły 1 – warto zobaczyć miejsca, skąd startują co roku słynne wyścigowe bolidy;

Jeszcze jedna ciekawostka – Monako wciąż powiększa swoje terytorium – zajmuje już „całe” 2 km2 :) A to wszystko dzięki temu, że odzyskuje ziemię z dna brzegu morskiego. Ekspansja wciąż trwa (tak, to ironia) :)

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie, wystawa ślubna pary książęcej

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie, wystawa ślubna pary książęcej

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie, wystawa ślubna pary książęcej

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie, wystawa ślubna pary książęcej

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie, wystawa ślubna pary książęcej

Monako, Instytut Oceanograficzny i akwarium morskie, wystawa ślubna pary książęcej

Na koniec jeszcze ważne wyjaśnienie. Często w kontekście księstwa Monako przewija się również nazwa „Monte Carlo” – czy to przy nazwie kasyna, czy rajdu samochodowego. Jaki związek ma nazwa „Monte Carlo” z Monako – to pytanie z pewnością gnębi część z Was. Wyjaśniamy – Monte Carlo jest po prostu jedną z kilku dzielnic państwa-miasta Monako. Tu mieści się kasyno, kończą rajd samochodowy i wyścig Formuły 1. To dziś najdroższa i najbardziej ekskluzywna część księstwa Monako. Ot i cała tajemnica :)

Do Monako warto wpaść zawsze – jeśli planujecie trasę wzdłuż Lazurowego Wybrzeża lub po prostu wybieracie się w te okolice na wakacje – choćby na kilka godzin jedźcie do tego państwa. Zawsze warto obaczyć miejsca, o których zazwyczaj tylko się słucha lub czyta. Miejsca, które ze względu na koszty codziennego życia nie są raczej dostępne dla szarego polskiego „zjadacza chleba”. Otrzeć się na chwilę o luksus. Bez zazdrości, bo historia władców tego państwa często bywała tragiczna… A w kolejnym wpisie znów będzie luksusowo – tym razem odwiedzimy słynną francuską stolicę filmową – Cannes.

Pełna galeria zdjęć z księstwa Monako znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2011

IMG_9694

Co Wam przychodzi do głowy, gdy myślicie o Hiszpanii od strony kulinarnej ? Pewnie paella, pewnie tapas. Miłośnicy trunków pomyślą o winie Rioja. A my zakochaliśmy się w szynce - tej prawdziwie hiszpańskiej królowej szynek - Jamón Ibérico.

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Nie da się zobaczyć Andaluzji, nie przyjeżdżając do Rondy - jednej z najpopularniejszych hiszpańskich destynacji turystycznych, położonych poza pasem wybrzeża. Ronda to miasto wyjątkowe, ze względu na swoje położenie oraz niezwykłą historię.  więcej

Marbella, corrida, matador w akcji

Corrida. Krwawe i mocno kontrowersyjne widowisko, będące jednym z symboli Hiszpanii - i wielkim świętem dla Hiszpanów. Jeśli zastanawiacie się, czy wybrać się na "plaza de toros" w którymś z hiszpańskich miast - przeczytajcie. Opowiemy Wam, czy warto.

 

Werona. W mieście Romea i Julii

Werona to jedno z tych szczęśliwych miast, wspieranych przez wielkie dzieła znanych artystów, które już chyba na zawsze zapewnią im stały napływ turystów. Bo kto o Weronie nie słyszał ? Chyba tylko Ci, co chorowali, gdy w szkole przerabiano „Romea i Julię” :)

Tour de Europe 2011, dzień 2 (poprzedni wpis: Wiedeń nocą). Drugi dzień naszego wyjazdu do Hiszpanii spędziliśmy na dojeździe z Wiednia i zwiedzaniu włoskiej Werony. Werony, która jak ogromna ilość innych włoskich miast, wprost ocieka historią, i tą nowszą, i tą starożytną.

Historia Werony tonie w mrokach dziejów i nie jest do dziś wyjaśniona. Nie wiadomo dokładnie, kiedy miasto powstało i kto je założył – krąży na ten temat kilka równolegle żyjących teorii. Na pewno zaś miasto dostało się pod panowanie rzymskie w 89 r. p.n.e. Miasto zajmowało ważną pozycję na mapie starożytnego Rzymu, będąc intensywnie rozbudowywanym, często też gościli tu rzymscy cesarze.

Dość szybko pojawiło się w mieście chrześcijaństwo, dziś zresztą patronem miasta jest św.Zenon, jeden z pierwszych chrześcijańskich biskupów miasta, żyjący w IV w. Gdy Rzym chylił się ku upadkowi, dla Werony rozpoczęły się czasy częstych zmian przynależności miasta. W średniowieczu rozpoczęła się era niezależnych miast, łączących się w sojusze przeciwko innymi. Werona odgrywała tu ważną rolę, rosnąc w potęgę, czym naraziła się w końcu „wielkim” – Wenecji czy Florencji.

Werona, brama miejska Bra (ok. XIV w.)

Werona, brama miejska Bra (ok. XIV w.)

Werona, rzymski amfiteatr z I w.

Werona, rzymski amfiteatr z I w.

Werona, plac Piazza delle Erbe, Lew Wenecki stojący przed Palazzo Maffei

Werona, plac Piazza delle Erbe, Lew Wenecki stojący przed Palazzo Maffei

Werona, rzymska brama miejska Porta Borsari z I w.

Werona, rzymska brama miejska Porta Borsari z I w.

W XV w. Werona już podlegała Wenecji, ale nie na długo. Weszła później w skład cesarstwa niemieckiego, Francji, a w końcu Austrii. Dopiero w XIX w. miasto weszło w skład Włoch. Przez te wszystkie wieki dodatkowo ludność i zabudowania miasta były często trzebione przez liczne epidemie i powodzie, które czasowo zatrzymywały jego rozwój.

Werona, Casa di Giulietta i słynny balkon Julii

Werona, Casa di Giulietta i słynny balkon Julii

Miasto w swej historii było często miejscem ulubionym przez artystów. Oczywiście wszyscy kojarzą Weronę z dziełem „Romeo i Julia” Shakespeare’a, aczkolwiek z tego co nam wiadomo, wielki poeta nigdy w Weronie (ani nawet we Włoszech) nie był osobiście. Dwa rody rodzinne Romea i Julii rzeczywiście w Weronie mieszkały, choć nie ma dowodów na istnienie historii miłosnej, opisanej przez Shakespeare’a.

Werona, wejście do Casa di Giulietta

Werona, wejście do Casa di Giulietta

Stoją wszak w Weronie domy Romea i Julii – faktycznie domy, w których mieszkały rody Montecchi i Capuleti, w miejscowym klasztorze znajduje się także grobowiec, w którym wg legendy spoczywa ciało Julii. Dzięki dziełu Shakespeare’a Werona jest dziś mekką turystyczną dla wszystkich, chcących zobaczyć na własne oczy ślady wielkiej miłości członków zwaśnionych rodów.

Ale Werona to także miasto Dantego. Wprawdzie nie urodził się tu, ani tu nie zmarł, ale bardzo często przebywał w mieście. Dante został zresztą uwieczniony okazałą statuą na Piazza dei Signori. W Weronie bywali także Goethe, Byron czy Mozart.

W Weronie spędziliśmy zaledwie kilka godzin, choć z pewnością warta jest ona dużo większego zainteresowania – na pewno jeszcze do miasta kiedyś wrócimy. Oprócz oczywistego miejsca do zobaczenia – czyli słynnego balkonu Julii, udało się nam także oglądnąć kilka innych interesujących miejsc:

  • starożytny rzymski amfiteatr, czyli „Arenę”, jeden z największych zachowanych do dziś tego typu obiektów, zachowany zresztą lepiej niż słynne rzymskie Koloseum. Wybudowany w I w., mieścił ok.30.000 widzów. Częściowo zniszczony przez trzęsienie ziemi w XII w., dziś służy jako miejsce koncertów operowych oraz innych wydarzeń muzycznych. W amfiteatrze występowały i wciąż występują największe gwiazdy scen operowych oraz muzyki popularnej;
Werona, most i zamek Castelvecchio

Werona, most i zamek Castelvecchio

Werona, rzeka Adyga

Werona, rzeka Adyga

  • Porta Borsari, jedna z zachowanych do dziś rzymskich bram miasta, wybudowana także w I w., ale na miejscu wcześniej znajdującej się tu już bramy;
  • Piazza dei Signori, kwadratowy plac, zwany również „placem Dantego” ze względu na charakterystyczną statuę z jego wizerunkiem, znajdującą się na placu. Piazza dei Signori ma bardzo długą historię – powstał już we wczesnym średniowieczu, a otaczające go budynki i pałace ściśle wiążą się z historią miasta i rodów tu panujących przez wieki;
  • Werona, pomnik Dantego na Piazza dei Signori

    Werona, pomnik Dantego na Piazza dei Signori

    Castelvecchio, czyli „stary zamek”, wybudowany w XIV w. z charakterystycznych, czerwonych cegieł. Wenecjanie podczas swojego panowania wzmocnili obronę zamku działami. Francuzom podczas najazdu Napoleona „udało się” zamek uszkodzić – obecnie mieści się tu muzeum;

  • ufortyfikowany most Castelvecchio, wybudowany w XIV w. przez ówczesnego władcę jako droga ucieczki z zamku, znajdującego się po jednej ze stron mostu. Dzisiejsza forma to rekonstrukcja – most bowiem został całkowicie zniszczony w 1945 r. przez wycofujące się z miasta wojska niemieckie;
  • Piazza delle Erbe, kwadratowy, najstarszy plac miejski Werony, leżący w miejscu dawnego rzymskiego forum, czyli centralnej części miasta. Najważniejszym punktem tu jest fontanna, zwieńczona figurą Madonny, datowaną na IV w. Niemal tuż obok, przez budynkiem Palazzo Maffei, stoi okazały wenecki lew, symbol Republiki Weneckiej z czasów panowania Wenecji w mieście. Niedaleko od placu, nieco na południe, znajduje się najważniejszy turystyczny obiekt Werony, czyli Casa di Giulietta – dom „Julii”;

Do dziś żałujemy, że nie spędziliśmy w Weronie więcej czasu – cóż, to były pierwsze nasze podróże – planowania wciąż się uczymy :) Weronę udało nam się zobaczyć jedynie pobieżnie i wciąż pałamy nadzieją, że uda nam się do tego pięknego miasta wrócić. Trzymajcie kciuki, żeby się udało :) A w kolejnym wpisie pokażemy Wam Genuę – włoskie miasto, do którego pojechaliśmy z jednym celem – zobaczyć jedno z większych w Europie morskich akwariów.

Pełna galeria zdjęć z Werony znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2011

IMG_9694

Co Wam przychodzi do głowy, gdy myślicie o Hiszpanii od strony kulinarnej ? Pewnie paella, pewnie tapas. Miłośnicy trunków pomyślą o winie Rioja. A my zakochaliśmy się w szynce - tej prawdziwie hiszpańskiej królowej szynek - Jamón Ibérico.

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Nie da się zobaczyć Andaluzji, nie przyjeżdżając do Rondy - jednej z najpopularniejszych hiszpańskich destynacji turystycznych, położonych poza pasem wybrzeża. Ronda to miasto wyjątkowe, ze względu na swoje położenie oraz niezwykłą historię.  więcej

Marbella, corrida, matador w akcji

Corrida. Krwawe i mocno kontrowersyjne widowisko, będące jednym z symboli Hiszpanii - i wielkim świętem dla Hiszpanów. Jeśli zastanawiacie się, czy wybrać się na "plaza de toros" w którymś z hiszpańskich miast - przeczytajcie. Opowiemy Wam, czy warto.

 

Inne wpisy z: Włochy

Vicenza, plac Piazza dei Signori

Vicenza to włoska perełka architektury późnego renesansu, zwana "miastem Palladio". Nie bez powodu - ten XVI-wieczny architekt odcisnął ogromne piętno na mieście swoimi projektami. Na tyle duże, że jego prace w mieście i okolicach zostały wpisane na listę UNESCO.

Sirmione, przepiękne widoki na "Jamaica Beach"

Niezwykle malownicze włoskie miasteczko, położone na końcu cypla, wbijającego się w wody jeziora Garda na długości 4 km. Potężnie oblężone w sezonie przez turystów - stare miasto jest wręcz zatłoczone. Nie bez powodu - Sirmione jest bowiem atrakcyjnym miejscem do plażowania.

dav

Nieco pomijana przez turystów ze względu na konkurencję ze strony Mediolanu, Werony czy Wenecji. Często traktowana jako tańszy punkt noclegowy w drodze do tych miast. A przecież Brescia ma turystom wiele, wiele do zaoferowania. Warto Brescię zobaczyć!

 

Akwarium morskie w Genui

Trzeci etap naszej wakacyjnej podróży w 2011 r. rozpoczynał się w Genui – mieście Kolumba, który ponoć tu właśnie się urodził. Ale głównym punktem programu była inna atrakcja miasta – jedno z największych akwariów morskich w Europie.

Tour de Europe 2011, dzień 3 (poprzedni wpis: Werona. W mieście Romea i Julii). Włoska Genua była trzecim naszym przystankiem na trasie wyprawy „Tour de Europe” w 2011 roku, po Wiedniu i Weronie. Do Genui przyjechaliśmy w zasadzie w jednym celu – chcieliśmy zobaczyć drugie co do wielkości morskie akwarium w Europie – i temu celowi podporządkowaliśmy cały swój pobyt w mieście.

Historia Genui jest niezwykle długa i bogata w wydarzenia. Tak naprawdę nie wiadomo, kiedy dokładnie obecne tereny miasta zostały zasiedlone. Na pewno zamieszkałe były już w czasach starożytnej Grecji, na długo przed tym, jak panowanie zdobyło tu Cesarstwo Rzymskie. Ale mówi się, że tereny te zamieszkiwali nawet starożytni Fenicjanie.

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Rzymianie objęli tu władzę ok.III / II w. p.n.e., a po upadku imperium kilka kolejnych wieków to burzliwe czasy zmian panujących w mieście nacji. Aż w X w. Genua stała się niepodległym miastem, m.in. obok Wenecji, szybko rosnąc w potęgę. Władza miasta sięgała Piemontu, Sardynii czy Korsyki, a Genueńczycy słynęli z umiejętności żeglarskich i swej wojowniczości. Uczestniczyli m.in. w wyprawach krzyżowych, znów poszerzając swoje wpływy i terytoria. Musiało w końcu dojść do sporów z równie potężną niedaleką Wenecją – przez kilka wieków oba państwa-miasta ostro ze sobą rywalizowały.

Genua, resztki domu Krzysztofa Kolumba

Genua, resztki domu Krzysztofa Kolumba

Genua szczyt potęgi osiągnęła w XVI w., swe wpływy mając we wszystkich częściach ówczesnego świata, od Morza Czarnego po dzisiejszą Hiszpanię i Portugalię. Potem jednak kolejne wojny i plagi chorób bardzo mocno osłabiły potęgę Genui, przyczyniając się w końcu do jej upadku. W XIX w., po powstaniu przeciwko Napoleonowi, Genua znów stworzyła własne państwo (Królestwo Piemontu i Sardynii), które kilkadziesiąt lat później zjednoczyło się z innymi w jednolite dzisiejsze Włochy. Dziś Genua to miasto z ok.600 tys. mieszkańców.

Oczywiście najsłynniejszym mieszkańcem w Genui był Krzysztof Kolumb – choć nie ma jednej spójnej historii jego życia, to nadal uznaje się, że był Genueńczykiem. Fragment domu Kolumba (w zasadzie to fragment XVII-wiecznej rekonstrukcji tego domu) wciąż stoi w centrum Genui, dostępny dla zwiedzających. Z Genui pochodził także słynny włoski kompozytor – Niccolo Paganini.

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Z innych ciekawostek, związanych z Genuą – to tu podobno wynaleziono… popularne „dżinsy”. Choć ogólnie znana historia mówi, że jeansy nosili amerykańscy kowboje i stamtąd pochodzi ten materiał – to tak naprawdę wyroby fabryki Levi Strauss, pierwszej fabryki słynnych jeansów, to kontynuacja tradycji pochodzącej z Genui. Sama nazwa „jeans” jest ponoć francuską wymową słowa „Genoa”, czyli nazwy miasta. Jeans był używany przez marynarzy jako materiał na ubrania robocze, a potem był popularnym materiałem eksportowym Genui w średniowieczu. Inna ciekawostka – historia mówi, że to właśnie w Genui powstały pierwsze na świecie banki – powstały dwa, oba w XV w.

Ale tak jak wspominaliśmy na początku – naszym celem w Genui było wielkie akwarium morskie, znajdujące się w genueńskim porcie. Bilety do akwarium do najtańszych nie należą, a dodatkowo na stronie akwarium jesteśmy uprzedzani, że w sezonie letnim ustawiają się do kas ogromne kolejki i dużo bezpieczniej jest kupić bilety z wyprzedzeniem przez internet. Tak też zrobiliśmy i wyjeżdżaliśmy z Polski już z biletami do akwarium w Genui (wydrukowanymi z e-maila). Na miejscu zaskoczenie – pomimo szczytu sezonu turystycznego, do kas w zasadzie kolejek… w ogóle nie było. Ale nie zagwarantujemy, że tak jest zawsze.

Akwarium w Genui to rzeczywiście potężny kompleks, w którym można spędzić sporo czasu. Dodatkowo w bezpośrednim sąsiedztwie są dwie inne atrakcje. Pierwsza to galeon „Neptun”, stojący przy nabrzeżu, wybudowany specjalnie na potrzeby filmu „Piraci” w reżyserii naszego Romana Polańskiego (są więc i małe „polonica”) – wtedy najdroższy w historii rekwizyt filmowy. Druga to „Il Bigo” – panoramiczna winda, wybudowana równocześnie z akwarium w 1992 r., która ze swojego szczytu (40 m ponad ziemią) pozwala na podziwianie panoramicznego (360 stopni) widoku na miasto i port.

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, winda "Il Bigo"

Genua, winda „Il Bigo”

Genua, winda "Il Bigo"

Genua, winda „Il Bigo”

Genua, widok z windy "Il Bigo"

Genua, widok z windy „Il Bigo”

Genua, galeon "Neptun"

Genua, galeon „Neptun”

Genua, centrum miasta

Genua, centrum miasta

 

A akwarium zdecydowanie warto w Genui zobaczyć. Szczególnie z dziećmi – jest tu naprawdę masa atrakcji dla nich, w szczególności ogrom widowiskowych gatunków ryb z całego świata, których pociechy nie mają szans widzieć (lub szanse mają małe) w Polsce. Apogeum atrakcji to płyciutki basen z płaszczkami, które można… dotknąć ręką. Akwarium zdecydowanie polecamy :) A w kolejnym wpisie pokażemy Wam pierwszą część wizyty na Lazurowym Wybrzeżu, czyli wspaniałe Księstwo Monako.

Pełna galeria zdjęć z włoskiej Genui znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2011

IMG_9694

Co Wam przychodzi do głowy, gdy myślicie o Hiszpanii od strony kulinarnej ? Pewnie paella, pewnie tapas. Miłośnicy trunków pomyślą o winie Rioja. A my zakochaliśmy się w szynce - tej prawdziwie hiszpańskiej królowej szynek - Jamón Ibérico.

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Nie da się zobaczyć Andaluzji, nie przyjeżdżając do Rondy - jednej z najpopularniejszych hiszpańskich destynacji turystycznych, położonych poza pasem wybrzeża. Ronda to miasto wyjątkowe, ze względu na swoje położenie oraz niezwykłą historię.  więcej

Marbella, corrida, matador w akcji

Corrida. Krwawe i mocno kontrowersyjne widowisko, będące jednym z symboli Hiszpanii - i wielkim świętem dla Hiszpanów. Jeśli zastanawiacie się, czy wybrać się na "plaza de toros" w którymś z hiszpańskich miast - przeczytajcie. Opowiemy Wam, czy warto.

 

Inne wpisy z: Włochy

Vicenza, plac Piazza dei Signori

Vicenza to włoska perełka architektury późnego renesansu, zwana "miastem Palladio". Nie bez powodu - ten XVI-wieczny architekt odcisnął ogromne piętno na mieście swoimi projektami. Na tyle duże, że jego prace w mieście i okolicach zostały wpisane na listę UNESCO.

Sirmione, przepiękne widoki na "Jamaica Beach"

Niezwykle malownicze włoskie miasteczko, położone na końcu cypla, wbijającego się w wody jeziora Garda na długości 4 km. Potężnie oblężone w sezonie przez turystów - stare miasto jest wręcz zatłoczone. Nie bez powodu - Sirmione jest bowiem atrakcyjnym miejscem do plażowania.

dav

Nieco pomijana przez turystów ze względu na konkurencję ze strony Mediolanu, Werony czy Wenecji. Często traktowana jako tańszy punkt noclegowy w drodze do tych miast. A przecież Brescia ma turystom wiele, wiele do zaoferowania. Warto Brescię zobaczyć!

 

Wiedeń nocą

Austriacka stolica byłą pierwszym etapem naszej wakacyjnej podróży po Europie w 2011 r. I choć spędziliśmy tutaj tylko i wyłącznie noc, to zapamiętaliśmy Wiedeń jako jedno z tych miejsc, gdzie będziemy chcieli wracać i wracać.

Tour de Europe 2011, dzień 1. Pierwsza nasza „poważna” transeuropejska podróż rozpoczęła się od całodniowego przejazdu z Polski do stolicy Austrii, gdzie mieliśmy zaplanowany pierwszy nocleg. We Wiedniu nie mieliśmy praktycznie w ogóle czasu na zwiedzanie, dotarliśmy do miasta dopiero nieco przed północą.

Sił po całodniowej jeździe wystarczyło nam tylko na trochę ponad godzinny, nocny spacer po zabytkowym centrum Wiednia. Poniżej znajdziecie kilka fotek, pokazujących, jak wspaniale prezentuje się to miasto – także w środku nocy.

Wiedeń nocą

Wiedeń nocą

Wiedeń nocą

Wiedeń nocą

Wiedeń nocą

Wiedeń nocą

Wiedeń nocą

Wiedeń nocą

Wiedeń nocą

Wiedeń nocą

W kolejnym wpisie z wakacyjnej trasy w 2011 r. pokażemy Wam pierwsze włoskie miasto, które widzieliśmy podczas naszych podróży – miasto Romea i Julli. Tak, pokażemy Wam Weronę.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2011

IMG_9694

Co Wam przychodzi do głowy, gdy myślicie o Hiszpanii od strony kulinarnej ? Pewnie paella, pewnie tapas. Miłośnicy trunków pomyślą o winie Rioja. A my zakochaliśmy się w szynce - tej prawdziwie hiszpańskiej królowej szynek - Jamón Ibérico.

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Nie da się zobaczyć Andaluzji, nie przyjeżdżając do Rondy - jednej z najpopularniejszych hiszpańskich destynacji turystycznych, położonych poza pasem wybrzeża. Ronda to miasto wyjątkowe, ze względu na swoje położenie oraz niezwykłą historię.  więcej

Marbella, corrida, matador w akcji

Corrida. Krwawe i mocno kontrowersyjne widowisko, będące jednym z symboli Hiszpanii - i wielkim świętem dla Hiszpanów. Jeśli zastanawiacie się, czy wybrać się na "plaza de toros" w którymś z hiszpańskich miast - przeczytajcie. Opowiemy Wam, czy warto.

 

Centrum Nauki Kopernik w Warszawie

W lipcu 2011 roku wybraliśmy się na dwudniowy wypad do stolicy, a głównym punktem programu była wizyta w Centrum Nauki Kopernik, otwarte w listopadzie poprzedniego roku warszawskie centrum, popularyzujące naukę poprzez interaktywne wystawy.

Każdy chyba o Centrum Nauki Kopernik słyszał, a większość pewnie już była. Najważniejsze więc fakty: prace nad otworzeniem centrum zainicjował ś.p. Lech Kaczyński w 2004 r., będąc jeszcze wtedy prezydentem miasta Warszawy. Otworzone w listopadzie 2010 r., z miejsca stało się hitem turystycznym, szczególnie wśród rodzin z dziećmi, dla których wizyta w centrum to wyjątkowa frajda.

Esencją Kopernika są interaktywne wystawy, gdzie każdym z eksponatów można poruszać, dotknąć, pokręcić czy nacisnąć. Można też budować, konstruować czy poznawać prawa fizyki, przeprowadzając własnoręcznie doświadczenia.

Centrum Nauki Kopernik w Warszawie

Centrum Nauki Kopernik w Warszawie

Centrum Nauki Kopernik w Warszawie

Centrum Nauki Kopernik w Warszawie

Centrum Nauki Kopernik w Warszawie

Centrum Nauki Kopernik w Warszawie

Centrum Nauki Kopernik w Warszawie

Centrum Nauki Kopernik w Warszawie

Minusem ogromnej popularności Kopernika są (a przynajmniej były w 2011 roku) długie kolejki do kas biletowych, widoczne szczególnie w dni weekendowe. Doświadczyliśmy ich na sobie, przybywając do Warszawy w sobotę. Ustawiliśmy się w kolejce jeszcze przed otworzeniem drzwi centrum, a pomimo to przyszło nam stać w niej ok. 2,5 godziny.

Pomysłową pamiątką z wizyty w centrum jest możliwość ściągnięcia ze stron internetowych Kopernika wszystkich zdjęć i plików multimedialnych, wygenerowanych przez nas w trakcie wizyty. Wystarczy użyć otrzymanej jako bilet karty magnetycznej po wejściu do centrum i zarejestrować ją w jednym ze stojących w środku automatów, podając swój adres e-mail.

Resztę naszej frajdy niech Wam opowiedzą zdjęcia.

Centrum Nauki Kopernik w Warszawie

Centrum Nauki Kopernik w Warszawie

Centrum Nauki Kopernik w Warszawie

Centrum Nauki Kopernik w Warszawie

Centrum Nauki Kopernik w Warszawie

Centrum Nauki Kopernik w Warszawie

Centrum Nauki Kopernik w Warszawie

Centrum Nauki Kopernik w Warszawie

PS. Mieszkaliśmy w stolicy w apartamentowcu przy ulicy… Alternatywy, mając z okna widok na budynek nr 4, stojący przy tej ulicy. W ogóle nie przypominał tego serialowego :)

Pełna galeria zdjęć z Centrum Nauki Kopernik w Warszawie znajdziecie na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym facebookowym profilu.

 

Inne wpisy z: Polska

img_4102

Momentami w czasie naszych podróży życie samo pisze scenariusze. Pojechaliśmy w Bieszczady pochodzić po górach, a zakończyło się na rajdzie szlakiem pięknych drewnianych cerkwi. I wcale nie żałujemy.

STIHL POZnań Ice Festival 2015

Pomimo, że już od 8 lat mieszkamy w Wielkopolsce, dopiero pierwszy raz udało się nam zobaczyć coroczny, odbywający się w Poznaniu Festiwal Rzeźby Lodowej, w tym roku pod nazwą STIHL POZnań Ice Festival.

Wolsztyn, parada parowozów 2014

Wreszcie się udało. Przymierzaliśmy się od kilku lat, ale jakoś termin długiego weekendu majowego nigdy nam nie pasował. A w tym roku zagrało - byliśmy na dorocznej paradzie parowozów w Wolsztynie.

 

0

Autor:

Kategorie: Polska, Rok 2011, Warszawa

Dni otwarte w Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu

Tym razem na miejscu, w Poznaniu, zaliczyliśmy w czerwcu 2011 r. ciekawą atrakcję – dni otwarte w Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu. Muzeum znanego przede wszystkim z przechowywania czołgu T-34, znanego jako… Rudy. Choć w zasadzie to serialowych „Rudych” było więcej…

Poznańskie Muzeum Broni Pancernej corocznie organizuje dni otwarte, połączone z defiladą pojazdów historycznych oraz współczesnych, pokazami grup rekonstrukcyjnych oraz możliwością zwiedzenia kolekcji muzealnej. A kolekcja ta to obecnie już ponad 40 pojazdów: czołgów, dział pancernych i pojazdów opancerzonych, a także w mniejszej ilości – samochodów i motocykli.

Dla pokolenia z czasów „Czterech pancernych” najważniejszą atrakcją będzie jednak z pewnością możliwość zobaczenia i dotknięcia czołgu T-34, który grał w tym słynnym serialu „Rudego”. W eksponacie stojącym w Poznaniu kręcono sceny we wnętrzu czołgu – powycinano z niego zniszczone elementy pancerza, dzięki czemu ekipa filmowa miała łatwy dostęp do wnętrza i mogła wygodnie użyć czołgu do kręcenia scen w środku pojazdu.

Dni otwarte w Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu

Dni otwarte w Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu

Dni otwarte w Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu

Dni otwarte w Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu

Poznański „Rudy” ma ciekawą historię – tę prawdziwą. Czołg walczył w II wojnie światowej w Wielkopolsce, został zniszczony podczas atakowania lotniska w Krzesinach pod Poznaniem. Po wycięciu zniszczonych części pancerza (czołg do dziś ma kompletny układ mechaniczny), służył jako pomoc naukowa.

W serialu „Czterej pancerni i pies” Rudego grało kilka czołgów: wnętrza kręcono w tym poznańskim, natomiast sceny „jezdne” i zewnętrzne kręcono z udziałem aż trzech innych czołgów. Dwa z nich po zakończeniu zdjęć do filmu, zezłomowano. Trzeci stoi do dziś w prywatnym Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach pod Warszawą.

Dni otwarte w Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu

Dni otwarte w Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu

Serialowy "Rudy" w Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu

Serialowy „Rudy” w Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu

A wracając do dni otwartych w Muzeum Broni Pancernej – oprócz kilku godzin spędzonych wśród pojazdów wojskowych, można także spróbować postrzelać z łuku, „przymierzyć się” do broni palnej, głównie tej historycznej, czy spróbować… wojskowej grochówki z kotła.

Pełna galeria z dni otwartych w Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu znajduje się na osobnej stronie naszego bloga.

 

Inne wpisy z: Polska

img_4102

Momentami w czasie naszych podróży życie samo pisze scenariusze. Pojechaliśmy w Bieszczady pochodzić po górach, a zakończyło się na rajdzie szlakiem pięknych drewnianych cerkwi. I wcale nie żałujemy.

STIHL POZnań Ice Festival 2015

Pomimo, że już od 8 lat mieszkamy w Wielkopolsce, dopiero pierwszy raz udało się nam zobaczyć coroczny, odbywający się w Poznaniu Festiwal Rzeźby Lodowej, w tym roku pod nazwą STIHL POZnań Ice Festival.

Wolsztyn, parada parowozów 2014

Wreszcie się udało. Przymierzaliśmy się od kilku lat, ale jakoś termin długiego weekendu majowego nigdy nam nie pasował. A w tym roku zagrało - byliśmy na dorocznej paradzie parowozów w Wolsztynie.

 

0

Autor:

Kategorie: Polska, Rok 2011, Wielkopolska

Wąskotorową koleją z Biskupina do Żnina oraz muzeum kolejki w... Wenecji

Przejażdżka wąskotorową kolejką z Biskupina do stacji końcowej w Zninie była kontynuacją zwiedzania zabytkowego grodu w Biskupinie. „Wisienką” była wizyta w… Wenecji – ale tej polskiej – i odwiedziny w tamtejszym Muzeum Kolei Wąskotorowej.

Wąskotorowa (rozstaw szyn 600 mm) kolej, łącząca Znin, Biskupin, Rogowo i Gąsawę została oficjalnie uruchomiona w 1894 r. i służyć miała przewożeniu płodów rolnych. Aczkolwiek równolegle do przewozu towarowego, od początku działał także przewóz osobowy. Już w 1911 r. kolejka przewiozła łącznie ok. 80 tys. osób (!). Kolejny okres świetności to późne lata 40-te, kiedy to roczny „przerób” osiągnął 800 tys. ton produktów i 40 tys. osób. W 1949 r. kolejka przeszła na własność PKP, ale od tego też czasu rozpoczął się powolny jej upadek, powodowany głównie rozwojem cywilizacyjnym (wzrostem znaczenia ruchu drogowego). Ostatecznie kolejkę zamknięto w 1962 r.

Drugie życie Zninskiej Kolei Powiatowej (taką obecnie nosi nazwę) rozpoczęło się w 1972 r., kiedy to w pobliskiej… Wenecji otworzono Muzeum Kolei Wąskotorowej. Zdecydowano wtedy na odtworzenie trasy kolejki jako atrakcji turystycznej. W 2002 r. własność przeszła w ręce miejscowego samorządu. Dziś rocznie kolejka przewozi ok.100 tys. turystów rocznie (!), będąc znaną atrakcją turystyczną regionu.

Kolej wąskotorowa Biskupin - Żnin przez Wenecję

Kolej wąskotorowa Biskupin – Żnin przez Wenecję

Kolej wąskotorowa Biskupin - Żnin przez Wenecję

Kolej wąskotorowa Biskupin – Żnin przez Wenecję

Kolej wąskotorowa Biskupin - Żnin przez Wenecję

Kolej wąskotorowa Biskupin – Żnin przez Wenecję

Kolejka funkcjonuje w okresie od początku maja do końca sierpnia oraz w czasie odbywającego się w każdy trzeci wrześniowy weekend Festynu Archeologicznego w Biskupinie.

Tą właśnie kolejką „przetransportowaliśmy” się całą rodziną z Biskupina do stacji końcowej Znin (ok. 50 minut jazdy), a po krótkim postoju – także w trasę powrotną do Biskupina. Kolejka jedzie bardzo powoli, pozwalając przy dobrej pogodzie (a na taką właśnie trafiliśmy) dzieciakom na sporą dozę radochy podczas jazdy. Aczkolwiek już droga powrotna lekko się im dłużyła :)

Kolej wąskotorowa Biskupin - Żnin przez Wenecję

Kolej wąskotorowa Biskupin – Żnin przez Wenecję

Kolej wąskotorowa Biskupin - Żnin przez Wenecję

Kolej wąskotorowa Biskupin – Żnin przez Wenecję

Po powrocie do Biskupina przesiedliśmy się do własnego transportu i przejechaliśmy asfaltem do Wenecji i umiejscowionego tam, wspomnianego już powyżej, Muzeum Kolei Wąskotorowej, jednego z największych tego typu muzeów w Europie. Na terenie muzeum znajduje się kilkadziesiąt eksponatów kolejowych, w tym kilkanaście parowozów z różnych epok (najstarszy pochodzi z 1899 r.) oraz wagony towarowe i pasażerskie oraz wszelkiego rodzaju kolejarski osprzęt (drezyny, szlabany, zwrotnice, torowiska itp.).

Co najlepsze dla dzieci – do wszystkich parowozów i pojazdów można wejść, usiąść, przymierzyć się. Jednym słowem – niezła zabawa na dłuższą chwilę. Wstęp do Muzeum jest płatny (czynne jest dość krótko: 10-15 w weekendy).

Muzeum Kolei Wąskotorowej w Wenecji

Muzeum Kolei Wąskotorowej w Wenecji

Muzeum Kolei Wąskotorowej w Wenecji

Muzeum Kolei Wąskotorowej w Wenecji

Można więc z niektórych miejscowości w Wielkopolsce dojechać pociągiem do Wenecji :) A jak pokazują eksponaty w muzeum, kiedyś można było także dojechać z Wenecji przez Biskupin do Rzymu :) Ciekawił nas czas przejazdu i możliwe do uzyskania przez PKP opóźnienia na takiej trasie…

Muzeum Kolei Wąskotorowej w Wenecji

Muzeum Kolei Wąskotorowej w Wenecji

Muzeum Kolei Wąskotorowej w Wenecji

Muzeum Kolei Wąskotorowej w Wenecji

Muzeum Kolei Wąskotorowej w Wenecji

Muzeum Kolei Wąskotorowej w Wenecji

Pełna galeria zdjęć z Zninskiej Kolei Wąskotorowej oraz Muzeum w Wenecji znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Polska

img_4102

Momentami w czasie naszych podróży życie samo pisze scenariusze. Pojechaliśmy w Bieszczady pochodzić po górach, a zakończyło się na rajdzie szlakiem pięknych drewnianych cerkwi. I wcale nie żałujemy.

STIHL POZnań Ice Festival 2015

Pomimo, że już od 8 lat mieszkamy w Wielkopolsce, dopiero pierwszy raz udało się nam zobaczyć coroczny, odbywający się w Poznaniu Festiwal Rzeźby Lodowej, w tym roku pod nazwą STIHL POZnań Ice Festival.

Wolsztyn, parada parowozów 2014

Wreszcie się udało. Przymierzaliśmy się od kilku lat, ale jakoś termin długiego weekendu majowego nigdy nam nie pasował. A w tym roku zagrało - byliśmy na dorocznej paradzie parowozów w Wolsztynie.

 

0

Autor:

Kategorie: Polska, Rok 2011, Wielkopolska

Lekcja historii - Biskupin

Biskupin, najstarsza odkryta w Polsce osada ludzka, o której każdy z nas uczył się w szkole, jedno z najbardziej znanych stanowisk archeologicznych w naszej części Europy. Odwiedziliśmy go podczas jednego z pogodnych majowych weekendów w 2011 r.

Biskupin pojawił się w naszym „turystycznym” zasięgu, od kiedy życiowe losy przeprowadziły nas do Wielkopolski i sprawiły, że mamy go w zasięgu godziny jazdy samochodem. Ciężko z takiej okazji nie skorzystać – w jeden z ciepłych, końcowych weekendów majowych wsiedliśmy w nasz rodzinny wehikuł, by „zaliczyć” za jednym pociągnięciem i Biskupin i polską… Wenecję.

Biskupin w polskiej archeologii pojawił się przypadkiem – w wyniku prac melioracyjnych pozostałości osady zaczęły po prostu wynurzać się z jeziora (jez. Biskupińskiego) na początku lat 30-tych XX wieku. Podczas II wojny światowej Niemcy usiłowali udowodnić germańskie pochodzenie osady, ale kiedy im się to nie udało – zasypali ją piaskiem, częściowo niszcząc wykopaliska.

Biskupin

Biskupin

Biskupin

Biskupin

Biskupin

Biskupin

Sama biskupińska osada datowana jest na VIII wiek p.n.e., kiedy to wybudowana została ona na wyspie na jeziorze (dziś to tylko półwysep) jako osada obronna, otoczona wałem drewniano-ziemnym. Oprócz tego gród otoczony był także falochronem. Zamieszkiwało go ok.1000 osób w ponad setce domostw. Aczkolwiek – najstarsze odkrycia archeologiczne na terenie Biskupina mają aż 10 tysięcy lat (!).

Dziś Biskupin to także dokładna (zgodna z aktualnymi badaniami i ciągle aktualizowana) rekonstrukcja osady: domostw, układu ulic, bramy wjazdowej, wału obronnego i falochronu. Rocznie gród w Biskupinie odwiedzany jest przez ponad 250 tys. turystów, co plasuje go w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych muzeów w Polsce. Corocznie w trzeci weekend września organizowany jest tu (od 1995 r.) Festyn Archeologiczny, przyciągający wielkie rzesze turystów i pasjonatów historii. Lącznie festyny odwiedziło ok.700 tys. odwiedzających.

Gród w Biskupinie był też współcześnie „areną” filmową – kręcono tu sceny z dwóch filmów Jerzego Hoffmana: „Stara Baśń” i „Ogniem i Mieczem”.

Biskupin

Biskupin

Biskupin

Biskupin

Biskupin

Biskupin

Biskupin jest dziś świetnym sposobem na spędzenie wolnego czasu, szczególnie z dziećmi – i szczególnie w połączeniu z dodatkowymi atrakcjami: przejażdżką kolejką wąskotorową do Znina oraz zwiedzaniem Muzeum Kolei Wąskotorowej w pobliskiej… Wenecji.

Pełna galeria zdjęć z Biskupina znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym facebookowym profilu.

 

Inne wpisy z: Polska

img_4102

Momentami w czasie naszych podróży życie samo pisze scenariusze. Pojechaliśmy w Bieszczady pochodzić po górach, a zakończyło się na rajdzie szlakiem pięknych drewnianych cerkwi. I wcale nie żałujemy.

STIHL POZnań Ice Festival 2015

Pomimo, że już od 8 lat mieszkamy w Wielkopolsce, dopiero pierwszy raz udało się nam zobaczyć coroczny, odbywający się w Poznaniu Festiwal Rzeźby Lodowej, w tym roku pod nazwą STIHL POZnań Ice Festival.

Wolsztyn, parada parowozów 2014

Wreszcie się udało. Przymierzaliśmy się od kilku lat, ale jakoś termin długiego weekendu majowego nigdy nam nie pasował. A w tym roku zagrało - byliśmy na dorocznej paradzie parowozów w Wolsztynie.

 

0

Autor:

Kategorie: Polska, Rok 2011, Wielkopolska