Miasto na weekend | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Lek, perfumy, "alkohol dla ubogich", czyli zagmatwana historia wody kolońskiej

Nie ma bardziej kojarzącej się z niemiecką Kolonią nazwy od „wody kolońskiej”, choć nie wszyscy zapewne utożsamiają ją z tym miastem. Ale to fakt – Kolonia jest „ojczyzną” tego specyfiku, który co ciekawe pierwotnie stosowany był jako… doustny lek.

Jeden dzień w Kolonii. Niemiecka Kolonia to dla nas co najmniej kilka pasjonujących tematów, które przedstawimy Wam w kilku kolejnych blogowych wpisach zamiast zwykłego turystycznego przewodnika po mieście. Zaczniemy od najmniej „historycznego” tematu, czyli nie od zabytków i historii miasta, a od historii „eksportowego” produktu Kolonii. Eksportowego, choć w znaczeniu jednak turystycznym i także – a jakże – związanego z historią miasta.

Będzie o wodzie kolońskiej, dzisiejszym synonimie wody toaletowej, której historia jest w Kolonii mocno zagmatwana, pełna barwnych historii, konkurencji, podkradania nazw i procesów sądowych. Johann Maria Farina był jednym z dwóch braci Farina, pochodzących z włoskiego Santa Maria Maggiore, mieszkających w początkach XVIII w. w Kolonii. Już w 1708 r. pochwalił się bratu w liście, że wynalazł unikalny zapach – Johann Maria Farina znany był z bardzo wrażliwego nosa. Rok później założył przy placu Jülich (dziś niemal obok miejskiego ratusza) swoją fabrykę, w której rozpoczął produkcję specyfiku pod nazwą „Aqua Admirable” – czyli cudowna woda. Język francuski był bowiem wtedy powszechnie używany w handlu.

Kolonia, budynek w którym Johann Maria Farina rozpoczął produkcję wody kolońskiej

Kolonia, budynek w którym Johann Maria Farina rozpoczął produkcję wody kolońskiej

W 1714 r. bracia Farina połączyli siły (drugi z braci – Johann Baptist – miał już wcześniej firmę handlową), rozpoczynając handel wodą kolońską w Kolonii oraz na targach we Frankfurcie. Receptura od początków była tajna, a specyfik traktowany był wtedy jako środek do użytku wewnętrznego, czyli głównie… doustnie. Stosowany był jako lek na sporo chorób, a także jako środek do zabijania przykrego zapachu z ust. Ale także stosowano go jako… lewatywę, czy nawet w formie zastrzyków. Zalecano go także jako środek do kąpieli. Doustnie podawany był ponoć głównie jako mieszankę z winem lub cukrem.

Kolonia, budynek w którym Johann Maria Farina rozpoczął produkcję wody kolońskiej

Kolonia, budynek w którym Johann Maria Farina rozpoczął produkcję wody kolońskiej

Było to głównie związane z silnym stężeniem alkoholu (do 80%), którego sztukę destylacji Farina przywiózł w Włoch i doprowadził do niedostępnego wówczas poziomu. Naturalne olejki eteryczne, dodawane do niego, odparowywały, dając podobno efekty lecznicze. Po śmierci Johanna Baptisty, Johann Maria przejął całkowicie zarządzanie firmą, a jej produkt powoli stawał się słynny w Europie, będąc także stosowany już wtedy jako klasyczna perfuma. Gdzieś mniej więcej w połowie XVIII w. pojawia się też dzisiejsza nazwa – „Eau de Cologne” – woda kolońska, na cześć miasta.

Pod koniec XVIII w. woda kolońska braci Farina była już „ulubienicą” m.in. francuskiej arystokracji. A gdy wybuchła Rewolucja Francuska, ponoć woń, ciągnąca się za prowadzonymi na szafot szlachcicami była dla rewolucjonistów symbolem ich zepsucia.

Kolonia, budynek w którym Johann Maria Farina rozpoczął produkcję wody kolońskiej

Kolonia, budynek w którym Johann Maria Farina rozpoczął produkcję wody kolońskiej

I kiedy wydawało się, że woda kolońska braci Farina na dobre zdobyła serca europejskiej arystokracji, a firmę prowadzili już potomkowie włoskich braci, w samej końcówce XVIII w., tuż przed wejściem do Kolonii wojsk Napoleona, pojawiła się konkurencja. I to od razu z barwną legendą – otóż w 1792 r. niejaki Wilhelm Mülhens, otrzymał ponoć od mnicha jako prezent ślubny recepturę „cudownej wody”. To wersja oficjalna, którą firma posługuje się do dziś. Inna wersja mówi, że otrzymał ją od przyjaciela, jednego z członków rodziny Farina. A jeszcze inna łączy obie te wersje i mówi, że ów mnich był owym członkiem rodziny Farina :) W każdym bądź razie wkrótce rozpoczął własną produkcję specyfiku wg pozyskanej receptury.

Sprytny pan Mülhens chciał wykorzystać słynną już wtedy markę Farina, nazwał więc właśnie tak swój wyrób, co wkrótce spowodowało prawniczą wojnę z właścicielami fabryki Farina, którymi do dziś są potomkowie słynnych braci – firma Farina po dziś dzień pozostała firmą rodzinną. W tzw. „międzyczasie”, po wejściu do Kolonii wojsk francuskich, nastąpiła w mieście zmiana numeracji domów – wcześniej miały one swe własne nazwy – Francuzi zarządzili zmianę na system numeracyjny – każdy dom posiadał swój własny numer.

Kolonia, budynek w którym Johann Maria Farina rozpoczął produkcję wody kolońskiej, sklep firmowy

Kolonia, budynek w którym Johann Maria Farina rozpoczął produkcję wody kolońskiej, sklep firmowy

Kolonia, budynek w którym Johann Maria Farina rozpoczął produkcję wody kolońskiej, sklep firmowy

Kolonia, budynek w którym Johann Maria Farina rozpoczął produkcję wody kolońskiej, sklep firmowy

Figura Johanna Marii Fariny na wieży ratusza w Kolonii (pierwsza od lewej)

Figura Johanna Marii Fariny na wieży ratusza w Kolonii (pierwsza od lewej)

Domowi Mülhensa nadano numer 4711 – i stopniowo cyfra ta stawała się nazwą produkowanych przez niego perfum. Po raz pierwszy pojawiła się w 1807 r., a oficjalnie stała się podstawową marką gdzieś w połowie XIX w., po tym, jak Mülhensowi zakazano używania nazwy Farina. Mülhens od razu się nie poddał, zaczął zatrudniać u siebie ludzi o nazwisku Farina, tylko po to, by przed sądem uzasadnić stosowanie tej nazwy, ale ostatecznie poległ i musiał zrobić klasyczny „rebranding” swoich perfum.

Kolonia, jeden ze sklepów z wodą kolońską braci Farina, tuż obok katedry

Kolonia, jeden ze sklepów z wodą kolońską braci Farina, tuż obok katedry

Z czasów francuskich w Kolonii pochodzi jeszcze jedna ciekawa historia, którą podają obie konkurencyjne wytwórnie wody kolońskiej.Obie bowiem receptury były „od zawsze” tajne – ale Francuzi po wejściu do miasta zastosowali tu swoje prawo o konieczności ujawnienia wszystkich receptur leków – a obie „wody kolońskie” były jeszcze wtedy uznawane także jako lek do stosowania wewnętrznego. I obie fabryki zareagowały jednakowo – zmieniając oficjalne zastosowanie specyfiku na „do stosowania zewnętrznego” – czym skutecznie wybroniły się przed koniecznością ujawnienia składu. i Skład ten (w obu przypadkach) jest tajny po dziś dzień.

Paradoksalnie, pomimo mnóstwa nieczystych zagrań w początkach swojej działalności, to jednak pan Mülhens i jego woda „4711” z czasem wygrali konkurencyjną batalię o przewodnictwo na rynku wody kolońskiej. Mülhens wygrał przede wszystkim tym, że sprowadził wodę kolońską z poziomu produktu dla arystokracji na poziom produktu masowego. Przepakował wodę do wygodnych buteleczek, łatwiejszych w użytkowaniu od ozdobnych flakoników, zrezygnował z „unikalnych” certyfikatów autentyczności dołączanych przez fabrykę Farina, a z czasem nawet… wprowadził wodę do miejskich automatów, gdzie każdy po wrzuceniu drobnej monety mógł się „psiknąć” perfumą. Produkty firmy Farina pozostały bardziej ekskluzywne i do dziś są droższe.

Ciekawa historia marki „4711” pochodzi z czasów II wojny światowej. Otóż duży zapas wody tej marki zakupiła ponoć wtedy niemiecka marynarka wojenna, by pomóc marynarzom na okrętach podwodnych „ukrywać” przykre zapachy we wnętrzach okrętów, spowodowane ograniczeniami w higienie osobistej podczas zanurzeń. Okazało się to jednak nieskuteczne, bo marynarze częściej wynosili wodę kolońską jako prezenty dla bliskich niż sami jej używali :)

Kolonia, siedziba fabryki Wilhelma Mülhensa

Kolonia, siedziba fabryki Wilhelma Mülhensa

Kolonia, siedziba fabryki Wilhelma Mülhensa, dzwonki wygrywające co godzinę inną melodię

Kolonia, siedziba fabryki Wilhelma Mülhensa, dzwonki wygrywające co godzinę inną melodię

Firmę Mülhensa wykupywały potem dużo większe firmy, aż do koncernu Procter & Gamble, który jednak już w XXI w. odsprzedał ją mniejszej niemieckiej firmie. To produkty Mülhensa zdobywały nagrody na targach kosmetycznych – generalnie wygrał marketing. Nawet dziś w Kolonii w reklamie króluje marka „4711”, jej wielkie loga wiszą m.in. na głównym dworcu kolejowym czy na budynku obok słynnej katedry. Po marce braci Farina nie ma większych śladów, poza sklepami firmowymi w centrum.

Marka „4711” króluje, a wyrażenie „eau de cologne” zamiast marki, stało się dziś zwyczajowo używanym synonimem wody toaletowej. I tak twórcy wody kolońskiej pozostają dziś w cieniu słynniejszego, ale jednak młodszego konkurenta. Obie marki w swoich historycznych siedzibach mają swoje sklepy firmowe, aczkolwiek pod siedzibą „4711” jest dużo tłoczniej, przychodzą tam też wycieczki turystyczne i szkolne. A pod domem, w którym Johann Maria Farina otworzył swoją fabrykę w 1709 r. (jest to do dziś najstarsza fabryka perfum na świecie), żadnych tłumów nie ma, choć znacznie bliżej tu z historycznego centrum, szczególnie spod katedry.

Niejako pocieszeniem dla marki Farina może być fakt, że to właśnie figura Johanna Marii jest jedną ze zdobiących okazałą wieżę miejskiego ratusza w Kolonii. Ale za to „4711” ma „swoją” ulicę, czyli Glockengasse, która swą nazwę wzięła od dzwonków, grających co godzinę na siedzibie dawnej firmy Wilhelma Mülhensa – siedziba ta ma dziś adres Glockengasse 4. A każda szanująca się firma kosmetyczna na świecie ma swój odpowiednik wody kolońskiej.

Kolonia, siedziba fabryki Wilhelma Mülhensa, sklep firmowy "4711" na parterze

Kolonia, siedziba fabryki Wilhelma Mülhensa, sklep firmowy „4711” na parterze

Kolonia, reklama wody kolońskiej "4711" obok katedry

Kolonia, reklama wody kolońskiej „4711” obok katedry

Chichot historii : w naszym rejonie Europy w czasach PRLu woda kolońska wróciła do łask także w znaczeniu pierwotnym, czyli w aplikacji doustnej. Wszak wszem i wobec wiadomo, że w niektórych „kręgach” specyfiki typu woda kolońska czy woda brzozowa stanowiły substytut alkoholu. Na wschód od nas nadal to plaga – tu znajdziecie artykuł z brytyjskiego Guardiana, z 2007 r., mówiący o powszechności spożycia wody kolońskiej w Rosji… Bo i powszechnie wiadomo, że z produktów kosmetycznych mają one najwyższe stężenie alkoholu i najmniejsze substancji zapachowych. Są też relatywnie tanie, no i w Polsce w PRLu nie obowiązywał ich zakaz sprzedaży do 13-tej :) Kto w naszym wieku nie pamięta z kioskowych półek słynnego „Brutala” ? Nie żeby go od razu spożywać, ale do codziennej toalety był stosowany baaardzo powszechnie. Ale to już nasza „wtrętka”, nie dotycząca oczywiście słynnych kolońskich marek.

Dziś woda kolońska jest jednym z najpopularniejszych kosmetyków, utrzymując należną jej pozycję. Nie są może równie „arystokratyczne”, co prawdziwe perfumy czy choćby wody perfumowane – w nich dużo większe jest stężenie substancji zapachowych, a mniejsze alkoholu, przez co ich działanie jest dużo dłuższe, ale dzięki temu cena jest też niższa – najdroższym składnikiem wszak są właśnie substancje zapachowe.

Tak dotarliśmy do końca jednej z tych historii w Kolonii, które urzekły nas najbardziej. Ale to nie koniec opowieści o Kolonii na naszym blogu – ma ona dużo, dużo więcej do zaoferowania. W kolejnym wpisie pokażemy Wam rzymskie pozostałości w Kolonii.

 

Inne wpisy z: Niemcy

Garmisch-Partenkirchen

Niemieckie i austriackie miasteczka, położone w Alpach i na ich krańcach mają swój niezaprzeczalny klimat i urok. Nie inaczej jest z Garmisch-Partenkirchen. Znów przypomnieliśmy sobie, dlaczego tak bardzo lubimy Bawarię...

IMG_3240

Nie ma bardziej kojarzącej się z niemiecką Kolonią nazwy od "wody kolońskiej", choć nie wszyscy zapewne utożsamiają ją z tym miastem. Ale to fakt - Kolonia jest "ojczyzną" tego specyfiku, który co ciekawe pierwotnie stosowany był jako... doustny lek.

Stralsund, plac Alter Markt, ratusz i kościół św.Mikołaja

Ostatnie zwiedzane przez nas podczas wrześniowego weekendu 2013 r. niemieckie miasto nad Bałtykiem to Stralsund, zwany po polsku Strzałowem. Trzecie (z czterech oglądanych) ze starówką, wpisaną w całości na listę UNESCO.

 

Tallin - co zobaczyć poza starym miastem

Turystyczne atrakcje Tallina nie kończą się w obrębie starówki. Poza nią także znajdziecie tu warte uwagi miejsca, związane z historią, czasem tą dawną, a czasem najnowszą. Zapraszamy do lektury naszej listy takich miejsc.

Weekend w Tallinie. Będąc w Tallinie, warto wypuścić się poza mury starego miasta, tak chętnie odwiedzanego przez turystów. Bo choć wpisana na listę UNESCO starówka urzeka, to w estońskiej stolicy ważne turystyczne miejsca znajdziecie także poza nią. Najbliższe znajdują się tuż poza obrębem murów.

Dookoła starego miasta

Obchód dookoła starych murów miejskich Tallina zaczniemy od krańca północnego, od chyba najsmutniejszego miejsca – wymownego pomnika, upamiętniającego jedną z największych cywilnych katastrof morskich na Bałtyku, zatonięcie promu „Estonia” w 1994 r., płynącego z Tallina do Sztokholmu. Zginęło wówczas 852 osób, w tym kilkoro Polaków, m.in. członków pokładowej orkiestry.

Tallin, pomnik ofiar katastrofy promu "Estonia"

Tallin, pomnik ofiar katastrofy promu „Estonia”

Tallin, budynek opery

Tallin, budynek opery

Tallin, siedziba Banku Estonii

Tallin, siedziba Banku Estonii

Tallin, Plac Wolności

Tallin, Plac Wolności

Kilkaset metrów od pomnika, już przy południowo-wschodnim krańcu starówki, znajduje się okazały budynek tallińskiej opery. Został zbudowany w 1913 r. i był wtedy największym budynkiem w Tallinie. W 1947 r. został ponownie otwarty, po zakończeniu renowacji po zniszczeniach wojennych.  Obok opery znajduje się także siedziba Teatru Dramatycznego oraz jeszcze obok – budynek pierwszej szkoły, wybudowanej w Tallinie (1883 r.). Naprzeciwko szkoły znajdziecie okazałą siedzibą Banku Estonii z 1904 r.

Nieco na zachód znajduje się jeden z najbardziej reprezentacyjnych placów Tallina – Plac Wolności. To zazwyczaj odbywają się ważne uroczystości i parady wojskowe. Nad placem dominuje Pomnik Zwycięstwa, czczący odzyskanie przez Estonię niepodległości w 1918 r. Tu odsłonięto też częściowo pozostałości kolejnej dawnej bramy miejskiej (południowej) – bramy Harju, która istniała na pewno już w połowie XIV w. Zniszczono ją w XIX w. Resztki są widoczne pod szklanym pomostem na placu.

Na Placu Wolności znajdziecie też małe „polonica” – obok kościoła św.Jana stoi okazały kamień z napisem (kreślonym znaną u nas czcionką nazwy „Solidarność”) „Solidaarsus”, dar polskiej ambasady w Tallinie dla miasta.

Pałac Prezydencki

Pałac Kadriorg, bo tak brzmi jego nazwa, znajduje się ok.3 km na wschód od starego miasta Tallina. Urządziliśmy sobie do niego dłuższy spacer wzdłuż nadmorskiego wybrzeża. Mały pałacyk, znajdujący się w tym miejscu kupił po zwycięskiej wojnie o miasto w 1710 r. sam car Piotr Wielki – dla swojej żony Katarzyny Wielkiej, która zresztą okazjonalnie tutaj bywała. Potem bywała również ich córka, również cesarzowa Rosji, Elżbieta Romanowa.

Tallin, pałac Kadriorg

Tallin, pałac Kadriorg

Tallin, pałac Kadriorg

Tallin, pałac Kadriorg

Tallin, siedziba prezydenta Estonii

Tallin, siedziba prezydenta Estonii

Carostwo bywało tutaj w czasach zaraz po zakupie, w czasie wielkiej rozbudowy pałacu, która rozpoczęła się w 1718 r. Ale w 1725 r. Piotr Wielki zmarł, a Katarzyna nie była zainteresowana bywaniem tutaj. P odzyskaniu niepodległości przez Estonię, budynek przekształcono w Narodowe Muzeum Sztuki, a w ostatnich latach pełni on rolę galerii zagranicznego malarstwa, części tegoż muzeum. Pałac otoczony jest pięknym, zielonym parkiem, na którego tyłach znajduje się drugi budynek – dzisiejsza kancelaria prezydenta Estonii.

Kościoły

  • Tallin, kościół Karola

    Tallin, kościół Karola

    luterański kościół Karola, nazwany od imienia fundatora, szwedzkiego króla Karola XI, wybudowano został pod koniec XVII w., ale kilkadziesiąt lat później spłonął podczas wojny z Rosją. Odbudowany w połowie XIX w., w dzwonnicy wciąż ma oryginalne dzwony z poprzednika. Znajduje się niedaleko od Placu Wolności (na zachód);

  • luterański kościół św.Jana znajduje się na Placu Wolności, wybudowany w 1867 r. z powodu niewystarczającej pojemności dotychczasowego kościoła parafialnego (kościół św.Ducha na starym mieście);
  • ukryty pomiędzy szklanymi biurowcami w samym centrum biznesowym Tallina armeński kościół św.Jana, drewniany, z barokową wieżyczką, został wybudowany gdzieś pomiędzy XV / XVIII w.;
  • rosyjski prawosławny kościół Matki Bożej Kazańskiej (200 m na południe od kościoła armeńskiego), wybudowany w 1721 r., niedługo po rozpoczęciu panowania carów rosyjskich w Estonii, uważany jest za jeden z najstarszych drewnianych kościołów w Tallinie;
Tallin, kościół św.Jana na Placu Wolności

Tallin, kościół św.Jana na Placu Wolności

Tallin, armeński kościół św.Jana

Tallin, armeński kościół św.Jana

Tallin, prawosławny kościół Matki Bożej Kazańskiej

Tallin, prawosławny kościół Matki Bożej Kazańskiej

Tallin, prawosławny kościół św.Szymona

Tallin, prawosławny kościół św.Szymona

  • kolejny rosyjski prawosławny kościół św.Szymona, stojący nieopodal mariny na wybrzeżu, drugi w kolejności wybudowany za panowania rosyjskiego (połowa XVIII w.), na życzenie rosyjskich marynarzy. Wg legendy do jego budowy użyto resztek z wraków zatopionych okrętów. Władze komunistyczne zamieniły go w salę sportową. Odnowiono go dopiero po odzyskaniu przez Estonię niepodległości;

Wybrzeże

Mało kto pamięta, że Tallin jest miastem… olimpijskim. Tak – gdy w 1980 r. Igrzyska Olimpijskie odbywały się w Moskwie (wtedy jeszcze Estonia była częścią ZSRR), w Tallinie zorganizowano wszystkie dyscypliny żeglarskie. Na tę okoliczność wybudowano w północno-wschodniej dzielnicy Pirita wielki obiekt olimpijski. Do niego nie dotarliśmy, leży jeszcze daleko za pałacem prezydenckim.

Ale wybudowano na Olimpiadę w Tallinie jeszcze jeden obiekt, leżący dziś ledwie 200 m na północ od starego miasta, niemal tuż obok hostelu, w którym mieszkaliśmy. Dziś zwie się on Linnahall, a w 1980 r. nosił nazwę Pałac Kultury i Sportu im.W.Lenina. Odbywały się tu imprezy sportowe i kulturalne, towarzyszące rywalizacji olimpijczyków. Znajduje się tu hala sportowa, lodowisko i kawiarnie, ale dziś obiekt jest w opłakanym stanie. Miasto zamierza go wyremontować, ale nie ma chętnych inwestorów. Dziś Linnahall służy głównie jako mała przystań dla pasażerskich katamaranów, znajduje się tu też lądowisko dla helikopterów.

Tallin, Linnahall, dawne centrum olimpijskie im.W.Lenina

Tallin, Linnahall, dawne centrum olimpijskie im.W.Lenina

Tallin, Linnahall, dawne centrum olimpijskie im.W.Lenina

Tallin, Linnahall, dawne centrum olimpijskie im.W.Lenina

Tallin, plaża w okolicach pałacu Kadriorg

Tallin, plaża w okolicach pałacu Kadriorg

Tallin, pomnik ofiar II wojny światowej

Tallin, pomnik ofiar II wojny światowej

W okolicach pałacu prezydenckiego Tallin posiada całkiem niezłą plażę. Oczywiście z racji pobytu w mieście w listopadzie, z kąpieli nie skorzystaliśmy, ale plaża i okolica wyglądają na całkiem zadbane. Przy plaży stoi okazały pomnik ku czci ofiar katastrofy rosyjskiego okrętu wojennego „Rusałka” w 1893 r. (zatonął po wypłynięciu z Tallina do Helsinek, zabijając wszystkich 177 członków załogi). Pomnik powstał w 1902 r. i jest pierwszym pomnikiem w Estonii autorstwa estońskiego artysty. Z plaży można zobaczyć (patrząc w prawą stronę) okazały pomnik Ofiar II Wojny Światowej, z widocznym z daleka 35-metrowym obeliskiem. Dalej za nim, na wybrzeżu, znajduje się wspomniany obiekt olimpijski Pirita.

Drewniane domy

Stara drewniana architektura to niewątpliwa ozdoba Tallina. Zapamiętaliśmy ten urok z łotewskiej Rygi, gdzie podziwialiśmy ją na wyspie Kipsala. W Tallinie nie trzeba wyjeżdżać z miasta, żeby podziwiać drewniane domy. Znajdziecie je i w samym centrum nowoczesnego Tallina, ukryte za wysokimi szklanymi biurowcami, i w okolicach pałacu prezydenckiego. Mnóstwo drewnianych willi stoi po drodze ze starego miasta właśnie do dzisiejszej siedziby prezydenta.

Tallin, architektura drewniana

Tallin, architektura drewniana

Tallin, architektura drewniana

Tallin, architektura drewniana

Tallin, architektura drewniana

Tallin, architektura drewniana

Tallin, architektura drewniana

Tallin, architektura drewniana

Tallin, radzieckie symbole na budynkach

Tallin, radzieckie symbole na budynkach

Tallin, nowoczesne centrum miasta

Tallin, nowoczesne centrum miasta

Tallin, nowoczesne centrum miasta

Tallin, nowoczesne centrum miasta

Tallin, nowoczesne centrum miasta

Tallin, nowoczesne centrum miasta

Troszkę zadziwił nas architektoniczny chaos w centrum. Wysokie szklano-aluminiowe wieżowce stoją wymieszane ze starymi drewnianymi kościołami i drewnianą architekturą mieszkalną. Widać, że „kapitalizm” rósł tu naprawdę dynamicznie, trochę bez szacunku dla historii. A jakby było mało, to znaleźć tu można także budynki z okazałymi, socjalistycznymi symbolami rodem z czasów ZSRR (gwiazda i te sprawy). Wspólczesny Tallin to prawdziwy tygiel historii i współczesności, wymieszany w jednym miejscu i podany turystom. Chyba jednak nie do końca strawny, ale to nasza subiektywna opinia.

Pełna galeria atrakcji Tallina, leżących poza starówką, znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Estonia

Tallin, pałac Kadriorg

Turystyczne atrakcje Tallina nie kończą się w obrębie starówki. Poza nią także znajdziecie tu warte uwagi miejsca, związane z historią, czasem tą dawną, a czasem najnowszą. Zapraszamy do lektury naszej listy takich miejsc.

Tallin, stare miasto

Stare miasto estońskiej stolicy to nie tylko zabytki, ciasne uliczki, zamek i mury miejskie. To także zjawiskowa architektura pięknych starych kamienic, która zachwyca oko turysty. Zobaczcie te perełki okiem naszego obiektywu.

IMG_0450

Są miasta, którym uroku dodaje zmrok. Takiej zalety nie można zapewne odmówić żadnemu zabytkowemu miejscu - tak samo jest w przypadku Tallina. Starówka estońskiej stolicy prezentuje się w nocnym oświetleniu wręcz zjawiskowo.

 

Stare miasto Tallina, architektoniczne impresje

Stare miasto estońskiej stolicy to nie tylko zabytki, ciasne uliczki, zamek i mury miejskie. To także zjawiskowa architektura pięknych starych kamienic, która zachwyca oko turysty. Zobaczcie te perełki okiem naszego obiektywu.

Weekend w Tallinie. To, czym urzekł nas Tallin, to ten specyficzny klimat starego miasta. Spacer po nim to ogromna przyjemność, także ta „estetyczna”. Klimat ten tworzą nieprzebrane ilości pięknych starych kamienic i brukowanych uliczek. Można się w nie zapuścić i cofnąć o wieki w czasie. Nie przeszkadza listopadowy chłód czy szybko zapadający zmrok, tu o każdej porze roku i dnia jest po prostu świetnie.

Pokazywaliśmy Wam już najważniejsze zabytki starego Tallina i jego piękno nocą. Teraz zapraszamy na przegląd pięknej starej architektury, którą wypełniona jest starówka estońskiej stolicy. Każda z tych kamienic ma swoją historię, opisaną na znajdujących się obok tabliczkach (plus dla miasta za to). Ale nie będziemy Was nią katować :) Po prostu popatrzcie na zdjęcia – i jedźcie do Tallina :)

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

 

W kolejnym wpisie pokażemy Wam atrakcje Tallina, znajdujące się poza obrębem starego miasta. Pełna galeria zdjęć architektury starego miasta w Tallinie znajduje się na osobnej stronie naszego bloga.

 

Inne wpisy z: Tallin

Tallin, pałac Kadriorg

Turystyczne atrakcje Tallina nie kończą się w obrębie starówki. Poza nią także znajdziecie tu warte uwagi miejsca, związane z historią, czasem tą dawną, a czasem najnowszą. Zapraszamy do lektury naszej listy takich miejsc.

Tallin, stare miasto

Stare miasto estońskiej stolicy to nie tylko zabytki, ciasne uliczki, zamek i mury miejskie. To także zjawiskowa architektura pięknych starych kamienic, która zachwyca oko turysty. Zobaczcie te perełki okiem naszego obiektywu.

IMG_0450

Są miasta, którym uroku dodaje zmrok. Takiej zalety nie można zapewne odmówić żadnemu zabytkowemu miejscu - tak samo jest w przypadku Tallina. Starówka estońskiej stolicy prezentuje się w nocnym oświetleniu wręcz zjawiskowo.

 

Tallin nocą

Są miasta, którym uroku dodaje zmrok. Takiej zalety nie można zapewne odmówić żadnemu zabytkowemu miejscu – tak samo jest w przypadku Tallina. Starówka estońskiej stolicy prezentuje się w nocnym oświetleniu wręcz zjawiskowo.

To będzie kolejny z tej kategorii wpisów na naszym blogu, w których o wiele więcej jest zdjęć niż tekstu. Ale większość miejsc pokazanych poniżej opisaliśmy lub niedługo opiszemy przy okazji ich zwiedzania za dnia. Więc teraz po prostu zobaczcie, jak stare miasto w Tallinie prezentuje się po ciemku. A że byliśmy tam w listopadzie, to i zmroku było dostatecznie dużo, żeby nacieszyć się widokami. A jest czym…

Tallin, stare miasto nocą

Tallin, stare miasto nocą

Tallin, stare miasto nocą

Tallin, stare miasto nocą

Tallin, stare miasto nocą

Tallin, stare miasto nocą

Tallin, stare miasto nocą

Tallin, stare miasto nocą

Tallin, stare miasto nocą

Tallin, stare miasto nocą

Tallin, stare miasto nocą

Tallin, stare miasto nocą

Tallin, stare miasto nocą

Tallin, stare miasto nocą

Tallin, stare miasto nocą

Tallin, stare miasto nocą

Tallin, stare miasto nocą

Tallin, stare miasto nocą

Tallin, stare miasto nocą

Tallin, stare miasto nocą

Tallin, stare miasto nocą

Tallin, stare miasto nocą

 

A w kolejnym wpisie pokażemy Wam większą galerię pięknych starych kamienic ze starego miasta w Tallinie.

 

Inne wpisy z: Estonia

Tallin, pałac Kadriorg

Turystyczne atrakcje Tallina nie kończą się w obrębie starówki. Poza nią także znajdziecie tu warte uwagi miejsca, związane z historią, czasem tą dawną, a czasem najnowszą. Zapraszamy do lektury naszej listy takich miejsc.

Tallin, stare miasto

Stare miasto estońskiej stolicy to nie tylko zabytki, ciasne uliczki, zamek i mury miejskie. To także zjawiskowa architektura pięknych starych kamienic, która zachwyca oko turysty. Zobaczcie te perełki okiem naszego obiektywu.

IMG_0450

Są miasta, którym uroku dodaje zmrok. Takiej zalety nie można zapewne odmówić żadnemu zabytkowemu miejscu - tak samo jest w przypadku Tallina. Starówka estońskiej stolicy prezentuje się w nocnym oświetleniu wręcz zjawiskowo.

 

Tallin, co warto zobaczyć na starym mieście

Estoński Tallin słynie ze swojej, wpisanej na listę UNESCO, zabytkowej starówki, ciasno zabudowanej średniowiecznymi kamienicami, podzielonej na dwie części – górną i dolną, ze wzgórzem zamkowym Toompea górującym nad wszystkim w okolicy.

W Tallinie spędziliśmy listopadowy weekend w 2014 r. Dzięki temu udało nam się skompletować hat-tricka :) W jednym roku odwiedziliśmy wszystkie trzy nadbałtyckie stolice: Wilno, Rygę i Tallin. Marzyły się nam od dawna – plany wreszcie udało się zrealizować.

Na początek trochę o pisowni nazwy miasta – obie spotykane formy są poprawne – Tallin i Tallinn. Ta druga jest pisownią oryginalną, pierwsza – spolszczeniem. Generalnie nie ma znaczenia, której w Polsce używacie. Nikt nie wie, kiedy tak naprawdę Tallin powstał, historia miasta ginie w mrokach dziejów. Gdzieś w IX / X w. istniał tu już zamek, stanowiący wówczas formację bardziej obronną, niż mieszkalną. W tym samym czasie na pewno istniał już port, ale tu też raczej nie było stałej osady. Pierwsze potwierdzone historycznie ślady miasta pochodzą dopiero z początków XIII w., kiedy tereny te skolonizowali Duńczycy. Wg legendy założyli wtedy swój zamek, a miasto nazwali Tallinn, co w ich języku znaczyło „duńskie miasto”.

Tallin, zamek Toompea, siedziba Parlamentu

Tallin, zamek Toompea, siedziba Parlamentu

Tallin, panorama starego miasta widziana ze wzgórza Toompea

Tallin, panorama starego miasta widziana ze wzgórza Toompea

Tallin, panorama starego miasta widziana ze wzgórza Toompea

Tallin, panorama starego miasta widziana ze wzgórza Toompea

Tallin, zamek i wieża Pikk Hermann

Tallin, zamek i wieża Pikk Hermann

Z nazwą Tallina też zresztą było przez wieki wielkie zamieszanie. Wspominaliśmy już o oficjalnie stosowanej dziś: „Tallinn”. Ale pierwszą znaną jest „Koływań” – małe miasteczko na tych terenach wspomniał pewien arabski kartograf w połowie XII w. – prawdopodobnie był to dzisiejszy Tallin. Ale pomimo istnienia tych dwóch nazw, przez całe wieki, praktycznie od XIII w. aż do końca I wojny światowej miasto oficjalnie używało nazwy Rewel – od nazwy regionu, w którym leży.

W każdym razie, krótko po zdobyciu miasta przez Duńczyków, oddali oni je Krzyżakom. Ci z kolei zaprosili tu niemieckich kupców, co zapoczątkowało niemieckie osadnictwo – przez długie wieki potem jeżyk niemiecki był jednym z języków urzędowych. Wzmocnione to zostało jeszcze w połowie XIV w., kiedy to Tallin przystąpił do Hanzy – handlowego związku miast nadbałtyckich. Mniej więcej też wtedy wybudowano mury obronne dookoła miasta.

Niższa część starówki spłonęła w pożarze w XV w., co spowodowało masową jej przebudowę. W XVI w. władzę przejęli Szwedzi, a znaczenie Tallina zaczęło spadać, także w wyniku upadku Hanzy. Kolejny miejski boom rozpoczął się w XVIII w., kiedy miasto zdobyli Rosjanie. Znacząco wzmocnili oni wtedy potencjał przemysłowy miasta, za czasów Piotra Wielkiego rozbudowali także port. Tallin był zresztą ulubionym miastem tego cara, Piotr Wielki często tu bywał.

Tallin, katedra katedra Aleksandra Newskiego na wzgórzu Toompea

Tallin, katedra katedra Aleksandra Newskiego na wzgórzu Toompea

Tallin, katedra katedra Aleksandra Newskiego na wzgórzu Toompea

Tallin, katedra katedra Aleksandra Newskiego na wzgórzu Toompea

Tallin, luterańska katedra NMP na wzgórzu Toompea

Tallin, luterańska katedra NMP na wzgórzu Toompea

Tallin, luterańska katedra NMP na wzgórzu Toompea

Tallin, luterańska katedra NMP na wzgórzu Toompea

Po I wojnie światowej Estonia uzyskała niepodległość po raz pierwszy w historii (choć musiała jeszcze potem zwalczyć najazd bolszewicki), a pierwszą stolicą został właśnie Tallin, już pod obecną nazwą. Po kolejnej wojnie ZSRR wchłonął Estonię, a Tallin został stolicą jednej z republik radzieckich. Ostatecznie Tallin znów został stolicą niepodległej Estonii w 1991 r. Obecnie jest ok. 500-tysięcznym miastem.

Wracamy do tallińskiej starówki. Stare miasto to prawdziwy labirynt malowniczych, ciasnych brukowanych uliczek, zabudowanych pięknymi starymi kamienicami. Za jedno Tallin trzeba pochwalić – za świetnie opisaną starówkę. Duża część kamienic i budynków ma tabliczki z datą budowy i skróconą historią – takiego oznakowania może Tallinowi pozazdrościć niejedno większe i bardziej popularne turystycznie miasto w Europie.

Atrakcje turystyczne starego Tallina podzielić można w zasadzie na cztery grupy. Poniżej nasza lista miejsc wartych zobaczenia w estońskiej stolicy.

Zamek i wzgórze Toompea

Wzgórze według legendy usypała Linda, żona Kaleva, nad jego grobem. Kalev jest mitycznym ojcem Estończyków, a przede wszystkim Finów, podobno żył na przełomie I / II w. Najprawdopodobniej właśnie od niego wzięła się pierwsza nazwa Tallina – Koływań. Dziś Toompea jest górnym Starym Miastem Tallina.

Pierwsza twierdza istniała tu już na pewno ok. X wieku. Rozbudowana została w XIII w. przez zakon Kawalerów Mieczowych, którzy wkrótce potem weszli w skład Zakonu Krzyżackiego. Dopiero Szwedzi zmienili przeznaczenie zamku z funkcji obronnej na administracyjną, którą pełni do dziś. Zamek był wielokrotnie w ciągu wieków przebudowywany, dziś większość zabudowań pochodzi z XVIII / XIX w., czyli z czasów dominacji rosyjskiej.

Dziś na wzgórzu Toompea zabudowania zamkowe pełnią głównie rolę Parlamentu Estonii. Na wzgórzu znajduje się także siedziba Rządu, poczty i ważnych instytucji administracyjnych i naukowych. Stoją tu też dwie ważne świątynie, je opiszemy poniżej. Przede wszystkim jednak ze wzgórza rozpościera się piękna panorama na starówkę (tę dolną) Tallina – znajdziecie tu kilka punktów widokowych, bardzo popularnych wśród turystów.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na wieżę, stojącą obok dawnego zamku, a dziś siedziby Parlamentu. To „Pikk Hermann”, pierwotnie wybudowana w XIV w., przebudowana w XVI w., wewnątrz znajduje się 10 pięter i ponad 200 schodów, prowadzących na szczyt, gdzie podobno znajduje się taras widokowy.

Świątynie

Zacznijmy od wzgórza Toompea. Tu przy budynku Parlamentu stoi potężna i przepiękna z zewnątrz katedra Aleksandra Newskiego, wybudowana pod koniec XIX w. przez Rosjan, dziś główny prawosławny kościół Estonii. Dziś jest po odnowieniu, gdyż przez lata panowania ZSRR katedra popadła w ruinę. Wcześniej nawet w latach niepodległości Estonii pomiędzy dwoma wojnami, sami Estończycy chcieli ją rozebrać, gdyż stanowiła dla nich symbol rusyfikacji.

Tallin, kościół Ducha Świętego

Tallin, kościół Ducha Świętego

Także na wzgórzu Toompea znajduje się luterańska katedra NMP, pierwotnie wybudowana w XIII w. jako rzymskokatolicka, jeszcze jako kościół drewniany. Murowana wersja została wybudowana w 1240 r. Była kilkukrotnie przebudowywana, głównie po pożarach. Dziś w jej w wnętrzach niemal całe wyposażenie pochodzi z XVII / XVIII w., czyli z czasów po odbudowie po ostatnim z pożarów. Pochowany jest tu m.in. Pontus de la Gardie, słynny z okrucieństwa szwedzki najemnik. Legenda mówi, że jego duch do dziś błąka się po wzgórzu. Katedra NMP jest najstarszym kościołem Tallina, jej zwiedzanie jest odpłatne (2 EUR)

Tallin, kościół św.Olafa

Tallin, kościół św.Olafa

Kościół św.Mikołaja na dolnej starówce wybudowany został w XIII w. przez niemieckich kupców z Gotlandii, sprowadzonych do miasta przez Krzyżaków. Budowla ostateczną formę przybrała w XV w., ale pod koniec II wojny światowej została poważnie zniszczona podczas radzieckich nalotów na zajmowany wtedy przez Niemców Tallin. Większość wnętrz spłonęła. Po odbudowie nie pełni funkcji sakralnych, jest wykorzystywany głównie jako sala koncertowa.

Kościół św.Olafa, dedykowany królowi Olafowi II, pojawia się w historii w XIII w., choć wg legendy został wybudowany jeszcze zanim Duńczycy zdobyli miasto. Został rozbudowany w XIV w., dziś jest najwyższym kościołem w krajach nadbałtyckich, jego wieża ma ponad 123 m wysokości. Przed wiekami był uznawany za jeden z najwyższych budynków na świecie.

Tallin, kościół św.Olafa

Tallin, kościół św.Olafa

Tallin, kościół św.Mikołaja

Tallin, kościół św.Mikołaja

Kościół Ducha Świętego stoi przy placu Ratuszowym w centrum dolnego starego miasta. W dokumentach pojawia się w XIV w., ale wybudowany został prawdopodobnie w wieku poprzednim. To bardzo ważna dla Estończyków świątynia – to tu w XVI w. wydano pierwszą biblię po estońsku, tu także po raz pierwszy odprawiono mszę świętą w tym języku.

Klasztor Przemienienia Pańskiego stoi nieco schowany w północno-zachodniej części starówki. Istnieją pogłoski, że pierwotnie wybudowany został jeszcze w XIII w. Początkowo był klasztorem cysterskim – aż do XVII w., kiedy w wyniku sekularyzacji przeszedł na własność państwa, które urządziło tu gimnazjum. Po przejęciu władzy przez Rosjan, w początkach XVIII w. znów zaczął pełnić funkcje kościelne, dziś jest katedrą estońskiego kościoła prawosławnego.

Budynki świeckie

Tallin, ratusz miejski

Tallin, ratusz miejski

Plac Ratuszowy – główną atrakcją jest tu oczywiście ratusz, wybudowany pierwotnie w początkach XIV w., choć na początku pełnił funkcję magazynu, a potem teatru. Dopiero od końcówki XIV w. został „ratuszem”. W 1404 r. przebudowano go do obecnej postaci. Przy placu znajduje się wiele innych zabytkowych budynków, np. dawna siedziba Wielkiej Gildi, pochodząca z początków XV w.

„Trzy siostry”, znajdujące się na północnym krańcu starówki trzy widowiskowe kamienice, uznawane za jedne z najstarszych budynków w Tallinie. Po raz pierwszy wspominane w 1372 r., ale wybudowane wcześniej. Obecny ich wygląd pochodzi z XV w. Nieodłącznie skojarzyły się nam z podobnymi „Trzema Braćmi” z Rygi.

Tallin, słynne "trzy siostry"

Tallin, słynne „trzy siostry”

Mury i baszty obronne

Gruba Małgorzata – wielka (a raczej rzeczywiście „gruba”) baszta obronna od strony północnej, wybudowana w XVI w., a bardziej – dobudowana do istniejącej tu wcześniej (XV w.) Wielkiej Bramy Nadbrzeżnej – razem miały bronić miasta od strony portu. Mieści się tu teraz oddział Muzeum Morskiego i pewnie dlatego przy bramie znajdziecie ważne w naszej historii „polonica” – tablicę upamiętniającą internowanie okrętu ORP Orzeł we wrześniu 1939 r. i jego brawurową ucieczkę z tallińskiego portu.

Tallin, baszta "Gruba Małgorzata"

Tallin, baszta „Gruba Małgorzata”

Tallin, brama Viru

Tallin, brama Viru

Tallin, "Kiek in de Kök" (z prawej)

Tallin, „Kiek in de Kök” (z prawej)

Brama Viru, kolejna średniowieczna brama miejska, pochodząca z XIV w. Po obu jej bokach stoją małe wieże – brama prowadziła kiedyś przez fosę otaczającą stare miasto. Dziś jest jednym z symboli Tallina, bramą przez którą wchodzą współcześnie mieszkańcy miasta, by dostać się na starówkę. Po stronie starego miasta łączy się z ulicą Viru, pełną sklepów, restauracji i kawiarni, prowadzącą na Plac Ratuszowy.

Kiek in de Kök, w wolnym tłumaczeniu „zajrzyj od kuchni”. Wieża artyleryjska, znajdująca się nieco poniżej wzgórza Toompea (38 m wysokości, mury o grubości 4 m). Wybudowana w XV w., w kolejnych stuleciach przeszła lekkie przebudowy.

Rozległe mury i baszty obronne najlepiej ogląda się z zewnątrz starego miasta. Niezłe widoki można znaleźć od północno-zachodniej i północno-wschodniej części starówki. Ale oczywiście najlepiej zobaczyć wszystko z tarasów widokowych na wzgórzy Toompea.

Wspominaliśmy już, że udało się nam odwiedzić trzy nadbałtyckie stolice w ciągu jednego roku. Dokładniej, Wilno, Rygę i Tallin widzieliśmy w ciągu raptem 2 miesięcy (wrzesień – listopad 2014 r.). Ciekawi byliśmy własnych odczuć i porównania tych trzech miast. Możemy się teraz nimi z Wami podzielić.

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, stare miasto

Tallin, Plac Ratuszowy

Tallin, Plac Ratuszowy

Jeśli chodzi o Wilno – miasto zdecydowanie z polskimi śladami, co znacznie podnosi wartość turystyczną dla Polaków. Dużo tu i polskich śladów i związków religijnych z Polską. Ale szczerze mówiąc, nie zdołaliśmy poczuć jakiejś „głębi” w starówce Wilna. Ryga z kolei zdecydowanie najpiękniejsza, ale trochę zbyt „nowa” – tak, wiemy, to absurdalny zarzut, ale jednak piękna, kolorowa i odnowiona ryska starówka sprawia wrażenie skrojonej pod turystów. I turystów tu rzeczywiście tabuny.

Natomiast, to czego nie poczuliśmy w Wilnie i Rydze, a poczuliśmy w Tallinie – to klimat. Klimat prawdziwego starego miasta. Takie starego przez duże „S”. Na pewno pomaga zabudowa – ciasna, widowiskowa i taka… „stara”. Na pewno pomaga świetne oznakowanie architektury, które sprawia, że masz wrażenie, że praktycznie każdy budynek tu ma co najmniej 500 lat. Świetnie zachowane miejskie mury z ogromną liczbą baszt doprawiają wrażenia cofnięcia się w czasie. W listopadzie można się tu zapuścić w uliczki, w których nie ma żywego ducha. A ta architektura… z pewnością będzie osobny wpis na naszym blogu o niej – musimy się z Wami podzielić pięknem tego miasta.

Całość sprawia, że chociaż Wilno najbliższe jest nam duchowo, a Ryga najbardziej wryła się pojedynczymi obrazami w pamięć, to jednak jako całość zdecydowanie stawiamy na starówkę Tallina. A w kolejnym wpisie pokażemy Wam małą galerię nocnych zdjęć starego Tallina.

Pełna galeria najważniejszych atrakcji turystycznych starówki Tallina znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Estonia

Tallin, pałac Kadriorg

Turystyczne atrakcje Tallina nie kończą się w obrębie starówki. Poza nią także znajdziecie tu warte uwagi miejsca, związane z historią, czasem tą dawną, a czasem najnowszą. Zapraszamy do lektury naszej listy takich miejsc.

Tallin, stare miasto

Stare miasto estońskiej stolicy to nie tylko zabytki, ciasne uliczki, zamek i mury miejskie. To także zjawiskowa architektura pięknych starych kamienic, która zachwyca oko turysty. Zobaczcie te perełki okiem naszego obiektywu.

IMG_0450

Są miasta, którym uroku dodaje zmrok. Takiej zalety nie można zapewne odmówić żadnemu zabytkowemu miejscu - tak samo jest w przypadku Tallina. Starówka estońskiej stolicy prezentuje się w nocnym oświetleniu wręcz zjawiskowo.

 

DM Baar - jedno takie miejsce w Tallinie

Szczerze mówiąc, nie mieliśmy pojęcia o istnieniu tego miejsca, lecąc do Tallina. DM Baar zobaczyliśmy dopiero, stając przed wejściem. No i utonęliśmy…

Tallin, DM Baar

Tallin, DM Baar

Listopadowy weekend 2014 roku w Tallinie zaplanowany mieliśmy dłuuuugo wcześniej – wykorzystaliśmy super-promocję LOTu i zainwestowaliśmy w bilety lotnicze po 120 zeta w obie strony za osobę. Dołożyliśmy sobie do tego przytulny pokoik w relatywnie niedrogim hostelu tuż przy bramie starego miasta i… przepis na udany weekend gotowy.

Tallin, DM Baar

Tallin, DM Baar

Zanim jednak pokażemy Wam uroki starego Tallina, zobaczycie jedno jedyne miejsce w tym mieście. I co u nas zaskakujące – nie będzie to zabytek. Będzie to bar, nawet nie restauracja. Tylko bar. Wiecie, takie miejsce, gdzie się wchodzi napić piwa, czy wywalić drinka. Ale to nie jest zwykły bar – to bar dla „krejzoli”. Do tego stopnia, że swego czasu został wpisany przez portal Lonely Planet na listę dziesięciu najdziwniejszych barów i restauracji na świecie.

Przedstawiamy „DM Baar” – knajpę stworzoną przez zagorzałego fana Depeche Mode – dla zagorzałych fanów Depeche Mode. Otwarty w 1999 r., dotąd dwukrotnie gościł członków zespołu w czasie, gdy grali oni koncerty w stolicy Estonii. W 2009 r. przeniesiono go do nowej lokalizacji, trochę bardziej obszernej. Z chęcią bywają tu celebryci, będący fanami DM. Ich wizyty upamiętnia ściana autografów za barem.

Tallin, DM Baar

Tallin, DM Baar

Tallin, DM Baar

Tallin, DM Baar

Tallin, DM Baar

Tallin, DM Baar

I co z tego wszystkiego ? W zasadzie nic, poza tym, że muzyka Depeche Mode towarzyszy nam od wielu, wielu lat. I jeśli można o nas powiedzieć coś, jako o zakręconych na punkcie konkretnej muzyki, to na pewno najbliżej byłoby właśnie do Depeche Mode.

Tallin, DM Baar

Tallin, DM Baar

I to pomimo tego, że absolutnie nigdy nie przybraliśmy stylu typowych „depeszów”. Ani we fryzurach, ani w ubiorze. Co nie przeszkadza nam bywać na koncertach Depeche Mode jeśli tylko odbywają się one w Polsce lub w bliskich okolicach (np. w Bratysławie).

Wracając do DM Baaru. Jak już pewnie wywnioskowaliście – miejsce to nas absolutnie zauroczyło. Tu nie ma kompromisów – wszystko, co znajdziecie w środku jest jak można najbliżej związane z zespołem DM. Cały wystrój wnętrza, stylizacja loga baru, po nazwy drinków w menu. Całość przepełniona jest ekranami LCD, na których króluje oczywiście tylko jedna muzyka.

Oprócz sali barowej jest tu też znacznie przestronniejsza sala, w której da się nawet wygospodarować miejsce do tańczenia. Symbolika Depeche Mode obecna jest od szyldu przy wejściu, poprzez korytarze, sale, aż do ubikacji włącznie. Tu od Depeche Mode nie da się uciec.

Tallin, DM Baar

Tallin, DM Baar

Tallin, DM Baar

Tallin, DM Baar

Tallin, DM Baar

Tallin, DM Baar

Tallin, DM Baar

Tallin, DM Baar

DM Baar zobaczyliśmy zaraz po wejściu pierwszego dnia pobytu w Tallinie na stare miasto. I obiecaliśmy sobie tu wrócić wieczorem, po pierwszym zwiedzaniu starówki estońskiej stolicy. I chociaż zwiedzanie nas wypompowało, było już ciemno i zimno, a nam nogi wchodziły do… wiecie gdzie wchodziły – nie mogliśmy sobie odpuścić choćby wypicia piwa w „Depeche Mode Baar” w Tallinie. I to cała historia. To miejsce jest kultowe dla fanów Depeche Mode na całym świecie – jeżeli uważasz się za „depesza” i zamierzasz odwiedzić Tallin – wpisz to miejsce na listę pozycji obowiązkowych.

W kolejnym wpisie pokażemy Wam największe historyczne i sakralne atrakcje turystyczne starego w miasta w Tallinie.

 

Inne wpisy z: Estonia

Tallin, pałac Kadriorg

Turystyczne atrakcje Tallina nie kończą się w obrębie starówki. Poza nią także znajdziecie tu warte uwagi miejsca, związane z historią, czasem tą dawną, a czasem najnowszą. Zapraszamy do lektury naszej listy takich miejsc.

Tallin, stare miasto

Stare miasto estońskiej stolicy to nie tylko zabytki, ciasne uliczki, zamek i mury miejskie. To także zjawiskowa architektura pięknych starych kamienic, która zachwyca oko turysty. Zobaczcie te perełki okiem naszego obiektywu.

IMG_0450

Są miasta, którym uroku dodaje zmrok. Takiej zalety nie można zapewne odmówić żadnemu zabytkowemu miejscu - tak samo jest w przypadku Tallina. Starówka estońskiej stolicy prezentuje się w nocnym oświetleniu wręcz zjawiskowo.

 

 

Rzym nocą

Jak się ma ledwie dzień i kawałek drugiego w Rzymie, to każda chwila jest na wagę złota. Nawet wieczór jest dobry na zwiedzanie miasta i jego największych atrakcji, szczególnie gdy za dnia zaplanowane mieliśmy inne rzeczy.

W Rzymie mieliśmy do dyspozycji całą sobotę i kilka godzin niedzieli, przed odlotem do Polski. Sobotę poświęciliśmy na gruntowne zwiedzanie Watykanu, niedzielny poranek to z kolei szukanie śladów „Aniołów i Demonów”, powieści Dana Browna i jej filmowej adaptacji z Tomem Hanksem w roli głównej. Został nam do wykorzystania jeszcze sobotni wieczór – szkoda leżeć na łóżku w apartamencie, skoro można to jeszcze jakoś wykorzystać. Wykorzystaliśmy więc najlepiej jak się dało – urządzając sobie wieczorny rajd po największych atrakcjach Rzymu.

Po ciemku odwiedziliśmy więc (oczywiście z zewnątrz) m.in.: jeszcze raz plac św.Piotra i bazylikę św.Piotra w Watykanie, Castel Sant’Angelo, Piazza Navona, Schody Hiszpańskie, Panteon, Campo de Fiori, Foro Romano i Koloseum. Byliśmy też pod fontanną Di Trevi, ale ona akurat była w czasie kapitalnego remontu (który miał trwać aż półtora roku).

Nie ma co więcej pisać – tym razem zamiast tekstu, pooglądajcie sobie nocne zdjęcia Rzymu. I najważniejsze miejsca, i piękne ciasne uliczki wiecznego miasta. Bo dodajmy, że był to wieczór grudniowy, na 10 dni przed Wigilią – możecie więc przy okazji pooglądać Rzym cały w świątecznych dekoracjach.

Rzym, świąteczny jarmark pod murami Watykanu

Rzym, świąteczny jarmark pod murami Watykanu

Watykan, plac św.Piotra

Watykan, plac św.Piotra

Rzym, Castel Sant'Angelo (Zamek św.Anioła)

Rzym, Castel Sant’Angelo (Zamek św.Anioła)

Rzym, Piazza Navona

Rzym, Piazza Navona

Rzym, Panteon

Rzym, Panteon

Rzym, Schody Hiszpańskie

Rzym, Schody Hiszpańskie

Rzym, Koloseum

Rzym, Koloseum

Rzym, uliczki ze świątecznymi dekoracjami

Rzym, uliczki ze świątecznymi dekoracjami

Rzym, uliczki ze świątecznymi dekoracjami

Rzym, uliczki ze świątecznymi dekoracjami

Rzym, uliczki ze świątecznymi dekoracjami

Rzym, uliczki ze świątecznymi dekoracjami

Rzym, uliczki ze świątecznymi dekoracjami

Rzym, uliczki ze świątecznymi dekoracjami

Pełna galeria nocnych zdjęć Rzymu znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Włochy

Porto Garibaldi, plaża

Porto Garibaldi, położone na włoskim wybrzeżu Adriatyku, to typowy nadmorski kurort i port rybacki. Tu historia i zwiedzanie ma mniejsze znaczenie, do Porto Garibaldi przyjeżdża się wypocząć, poopalać się na plaży i wykąpać w cieplutkim morzu. Zdecydowanym magnesem jest piękna, szeroka i piaszczysta plaża oraz... brak tłumów w lipcu.

Padwa

Padwa, jedno z najstarszych miast północnych Włoch, nie jest ulubieńcem turystycznych przewodników. Znana jest głównie z drugiego w kolejności założenia włoskiego uniwersytetu, na którym studiowali słynni Polacy oraz z bazyliki św.Antoniego - a przecież ma o wiele, wiele więcej do zaoferowania...

IMG_9151

Bez wielkiego ryzyka można powiedzieć, że Florencja to marzenie każdego turysty. Napisano i powiedziano już o niej niemal wszystko, a mimo to przyciąga. I kusi. Kusiła także nas - przez wiele lat - aż przyszedł czas spełnienia tego marzenia. Widzieliśmy Florencję i nie zawiedliśmy się ani trochę.

 

"Anioły i Demony", czyli filmowe ślady Dana Browna w Rzymie

Niedzielne grudniowe przedpołudnie, czyli czas przed wylotem z Rzymu, zaplanowaliśmy sobie w formie tematycznego rajdu po mieście – szukamy śladów jednego z naszych ulubionych filmów – „Anioły i Demony” wg powieści Dana Browna.

Skrócony przez strajk powszechny we Włoszech nasz pobyt w Rzymie zrobił się z weekendowego – niewiele ponad jednodniowy. Całą sobotę poświęciliśmy na gruntowne zwiedzanie Watykanu, a wieczór na nocny rajd po największych atrakcjach wiecznego miasta. Niedzielne przedpołudnie miało stać pod znakiem X Muzy – będziemy zwiedzać Rzym śladami filmu „Anioły i Demony” z Tomem Hanksem w roli głównej.

Jeżeli jakimś cudem nie czytaliście powieści Dana Browna, ani nie oglądaliście jej filmowej adaptacji, to śpieszymy ze skrótem fabuły. Historyk sztuki, prof.Langdon tropi bractwo Iluminatów, którzy za cel obrali sobie zniszczenie Watykanu. Zmierza tropem znajdowanych kolejnych wskazówek, starając się wyprzedzić fakty, czyli wybuch kawałka ukradzionej z CERN-u antymaterii, która ma wywołać potężne zniszczenia. Iluminaci w międzyczasie porywają w trakcie konklawe czterech kardynałów, po kolei uśmiercając ich w różnych symbolicznych miejscach Rzymu.

Watykan, choć w filmie znajduje się dużo scen w jego wnętrzach, nie zgodził się na kręcenie filmu wewnątrz swoich budynków, dlatego były one imitowane lub wręcz generowane komputerowo. Za to w Rzymie kręcono sporo scen w oryginalnych miejscach, przedstawionych w książce. I te właśnie miejsca są naszym celem. Będziemy przy okazji każdego z nich dopowiadać, w których scenach one „zagrały”, jeśli więc nie mieliście styczności z „Aniołami i Demonami”, możecie sobie te dopiski darować w trakcie czytania.

Rzym, Panteon

Rzym, Panteon

Rzym, Panteon

Rzym, Panteon

Rzym, Panteon, grób Rafaela Sancti

Rzym, Panteon, grób Rafaela Sancti

Miejsca, przedstawione w „Aniołach i Demonach” nie są od siebie jakoś strasznie oddalone. Nam wystarczyły 3-4 godziny na ich zobaczenie, ale od razu nadmieniamy, że nie zwiedzaliśmy ich w kolejności występowania w filmie – taki wariant trasy byłby bezsensowny i znacznie dłuższy. Wyznaczyliśmy sobie logiczną trasę, tak aby nie krążyć tam i z powrotem po Rzymie. Ale poniżej zobaczycie miejsca związane z „Aniołami i Demonami” w kolejności ich występowania w filmie Rona Howarda.

No to zaczynamy – od razu z „grubej rury”, czyli od Panteonu. To jedna z najbardziej znanych budowli w stolicy Włoch, wybudowana w 125 r. przez cesarza rzymskiego Hadriana, na ruinach wcześniejszej świątyni. Stworzono go jako okrągłą świątynię, na której potem wzorowano w historii wiele innych budowli. Pochowano tu dwóch włoskich królów oraz wielkiego Rafaela Sancti, który uczestniczył w renowacji Panteonu. I właśnie grób Rafaela jest częścią fabuły „Aniołów i Demonów”. To przy nim prof.Langdon wyznacza kolejny punkt na mapie Rzymu, gdzie ma być stracony pierwszy z porwanych kardynałów.

Tym punktem jest bazylika Santa Maria del Popolo, stojąca na placu Piazza del Popolo. Plac był przez wieki użytkowany jako miejsce publicznych egzekucji. Na jego środku stoi starożytny egipski obelisk z XIII w. p.n.e., sprowadzony do Rzymu tuż przed początkiem naszej ery. Po bokach Piazza del Popolo stoją trzy kościoły – dwa bliźniacze od strony południowej, gdzie znajduje się główne miejsce na plac, oraz właśnie bazylika Santa Maria del Popolo po stronie północnej.

Rzym, Piazza del Popolo

Rzym, Piazza del Popolo

Rzym, bazylika Santa Maria del Popolo

Rzym, bazylika Santa Maria del Popolo

Pierwsza świątynia powstała tu już w 1099 r. – byłą to mała kaplica, wzniesiona na miejscu znajdującego się tu wcześniej grobu cesarza Nerona. Właściwy kościół wybudowano w początkach XIII w. Dwa słynne nazwiska związane są z jego historią – w XVI w. najsłynniejszą z tutejszych kaplic zaprojektował Rafael Sancti, a wiek później kościół odnowiono wg projektu Berniniego, w filmie „Anioły i Demony” członka Iluminatów.

Rzym, bazylika Santa Maria del Popolo, kaplica Chigi z rzeźbą Berniniego "Habakuk i anioł"

Rzym, bazylika Santa Maria del Popolo, kaplica Chigi z rzeźbą Berniniego „Habakuk i anioł”

Kaplica Chigi, bo o niej mowa, to kaplica grobowa bogatej XVI-wiecznej rodziny bankierów. Projekt wykonał Rafael Sancti, ale budowę dokończono po ponad wieku od jego śmierci – kończył ją właśnie Bernini. I to jego rzeźba „Habakuk i anioł” jest celem prof.Langdona. W podziemnej krypcie kościoła bohater znajduje martwego pierwszego kardynała (krypta została odtworzona w studiu filmowym) – to pierwszy z filmowych „ołtarzy Iluminatów”.

Rzym, bazylika Santa Maria del Popolo, kaplica Chigi z rzeźbą Berniniego "Habakuk i anioł"

Rzym, bazylika Santa Maria del Popolo, kaplica Chigi z rzeźbą Berniniego „Habakuk i anioł”

Kolejny ołtarz to plac św.Piotra w Watykanie. Znakiem rozpoznawczym jest tu jedna z płyt, znajdujących się dookoła egipskiego obelisku, stojącego na środku placu. Płyta ma napis „West Ponente” i znajduje się od strony bazyliki św.Piotra. Na placu, wśród tłumu czekającego na wynik konklawe, trwającego w Kaplicy Sykstyńskiej, ginie drugi z kardynałów.

Znak prowadzi do kolejnego z ołtarzy Iluminatów, którym tym razem jest kościół Santa Maria della Vittoria. Powstał w 1605 r., a związane są z nim małe polonica – są tu przechowywane tureckie sztandary, zdobyte w trakcie wiktorii pod Wiedniem w 1683 r. (wiecie – Jan III Sobieski :)). Najważniejszym dziełem sztuki tutaj jest kaplica Cornaro i znajdująca się w niej rzeźba Berniniego – „Ekstaza św.Teresy”. W kościele w filmie płonie ukrzyżowany trzeci z kardynałów.

Watykan, plac św.Piotra

Watykan, plac św.Piotra

Watykan, plac św.Piotra, płyta "West Ponente" z filmu "Anioły i Demony"

Watykan, plac św.Piotra, płyta „West Ponente” z filmu „Anioły i Demony”

Czwarty z ołtarzy znajduje się na Piazza Navona, a jest nim słynna tak samo jak sam plac, fontanna Czterech Rzek. Sam plac stoi w miejscu, gdzie kiedyś znajdował się starożytny stadion. Męczeńską śmiercią zginęła tu św.Agnieszka, zamęczona za czasów Dioklecjana w wieku 12 lat. Najważniejszy czas z punktu widzenia filmowej akcji „Aniołów i Demonów” to wiek XVII, kiedy to plac rozbudowano, a Bernini postawił w jego centralnej części fontannę Czterech Rzek, wkomponowując ją w stojący tu starożytny egipski obelisk (w całym Rzymie na różnych placach stoi ich kilkanaście).

Rzym, kościół Santa Maria della Vittoria

Rzym, kościół Santa Maria della Vittoria

Fontanna Czterech Rzek miała symbolizować wielkie rzeki z czterech kontynentów – Rio de la Plata, Dunaj, Nil i Ganges. W filmie w fontannie prawie zostaje utopiony ostatni z czterech porwanych kardynałów.

Rzym, kościół Santa Maria della Vittoria, rzeźba Berniniego "Ekstaza św.Teresy"

Rzym, kościół Santa Maria della Vittoria, rzeźba Berniniego „Ekstaza św.Teresy”

Ostatnim rzymskim akcentem „Aniołów i Demonów” jest finałowa „kaplica Iluminatów”, czyli Castel Sant’Angelo (zamek św.Anioła). Wybudowany został początkowo w II w. jako przyszły grobowiec dla rzymskiego cesarza Hadriana i jego rodziny, dlatego zwany jest czasem „Mauzoleum Hadriana”.

Rzym, Piazza Navona, fontanna Czterech Rzek, dzieło Berniniego

Rzym, Piazza Navona, fontanna Czterech Rzek, dzieło Berniniego

Mauzoleum ukończone zostało rok po śmierci Hadriana i wtedy (139 r.) przeniesiono tu prochy zmarłego cesarza. Po nim pochowano tu czterech kolejnych rzymskich cesarzy, w tym Marka Aureliusza. Około 271 r. mauzoleum zostało przekształcone w twierdzę i tak przetrwało do mniej więcej 410 r., kiedy to Rzym przeżył najazd Wizygotów. Napastnicy zniszczyli mauzoleum, a prochy cesarzy rozrzucili.

Wg legendy nazwa pochodzi od ukazania się Archanioła Michała w 590 r., zwiastującego koniec plagi, niszczącej wtedy Rzym. Do dziś na jego szczycie znajduje się statua archanioła, obecna z połowy XVIII w. W XIII w. papież Mikołaj III połączył tajnym tunelem zamek z Pałacem Apostolskim – tunel ten miał być drogą ucieczki papieży w razie niebezpieczeństwa. I rzeczywiście kilka razy w historii się przydał. Zamek używany był też w historii jako więzienie – więźniem był m.in. słynny Giordano Bruno przed tym, jak w 1600 r. został spalony na stosie na głównym wtedy rynku Rzymu Campo de Fiori.

Rzym, Piazza Navona

Rzym, Piazza Navona

Rzym, Piazza Navona, fontanna Czterech Rzek, dzieło Berniniego

Rzym, Piazza Navona, fontanna Czterech Rzek, dzieło Berniniego

Rzym, zamek św.Anioła (Castel Sant'Angelo)

Rzym, zamek św.Anioła (Castel Sant’Angelo)

Powieść Dana Browna dzięki filmowej adaptacji została jednym z fenomenów, dziełem, którego śladami podążają dziś ogromne masy turystów, chcących zobaczyć miejsca opisane w książce i sfilmowane w filmie. Sami po Europie podążamy od jakiegoś czasu, nie odpuszczając miejsc pokazanych w „Grze o Tron” :) A filmowa podróż śladami „Aniołów i Demonów” była u nas prekursorem. Trochę z konieczności – no bo co sensownego robić w Rzymie, mając kilka godzin wolnego czasu ? :)

A na zakończenie relacji z weekendowego wypadu do Rzymu pokażemy Wam zdjęcia z nocnej sesji fotograficznej wzdłuż największych atrakcji wiecznego miasta.

 

Inne wpisy z: Włochy

Porto Garibaldi, plaża

Porto Garibaldi, położone na włoskim wybrzeżu Adriatyku, to typowy nadmorski kurort i port rybacki. Tu historia i zwiedzanie ma mniejsze znaczenie, do Porto Garibaldi przyjeżdża się wypocząć, poopalać się na plaży i wykąpać w cieplutkim morzu. Zdecydowanym magnesem jest piękna, szeroka i piaszczysta plaża oraz... brak tłumów w lipcu.

Padwa

Padwa, jedno z najstarszych miast północnych Włoch, nie jest ulubieńcem turystycznych przewodników. Znana jest głównie z drugiego w kolejności założenia włoskiego uniwersytetu, na którym studiowali słynni Polacy oraz z bazyliki św.Antoniego - a przecież ma o wiele, wiele więcej do zaoferowania...

IMG_9151

Bez wielkiego ryzyka można powiedzieć, że Florencja to marzenie każdego turysty. Napisano i powiedziano już o niej niemal wszystko, a mimo to przyciąga. I kusi. Kusiła także nas - przez wiele lat - aż przyszedł czas spełnienia tego marzenia. Widzieliśmy Florencję i nie zawiedliśmy się ani trochę.

Watykan, czyli zobacz całe państwo w jeden dzień

Ostatnią naszą podróżą w 2014 r. był grudniowy weekendowy wypad do Rzymu. Plany zakładały przede wszystkim gruntowne zwiedzanie Watykanu – a potem pierwsza chyba u nas tematyczna wycieczka filmowa – po Rzymie oczywiście.

Rzym i Watykan od zawsze pozostawały na naszej liście miejsc do odwiedzenia – ale na czyjej liście ich nie ma ? Jako że w ciągu weekendu Rzymu zwiedzić się nie da, a przynajmniej nie tak dokładnie, jak byśmy sobie to wymarzyli, to postanowiliśmy postawić na Watykan i zwiedzić w nim wszystko, co się da.

Nasza wizyta we włoskiej stolicy rozpoczęła się z przygodami – wylot mieliśmy w dniu, kiedy we Włoszech ogłoszono strajk generalny. Już po przyjeździe z Poznania do Warszawy (wylot z Okęcia) znaleźliśmy w telefonie SMSa od WizzAir-a, z informacją o przełożeniu lotu o kilkanaście godzin. Dobre i to – mogli odwołać. Wylot mieliśmy mieć wcześnie rano, przełożono go na bardzo późny wieczór (strajk we Włoszech trwał do 18-tej). Mieliśmy więc okazję, by nadrobić nieprzespaną przez podróż do stolicy noc – zadekowaliśmy się w jednym z hoteli niedaleko Okęcia i poszliśmy… spać :) A wcześniej pierwszy raz zamówiliśmy telefonicznie pizzę do hotelu – dotarła bezbłędnie :)

Koniec końców, zamiast w południe, na lotnisku w Rzymie wylądowaliśmy miej więcej ok. godziny 23:00. I od razu wpadamy w cudowny (ale nie przed północą) południowy „burdel”. Na szczęście przydają się kupione wcześniej przez Internet bilety na autobus do centrum miasta – choć przy akompaniamencie protestów kochanych rodaków (Polaków niestety stąd dobrze nie zapamiętamy), to jednak wsiedliśmy omijając ogonek tych, którzy bilety kupowali u kierowcy. Tłumaczenie rodakom, że bilety już mamy, to jak bicie grochem o ścianę. Ale widzieliśmy już Polaków w gorszych momentach w naszych podróżach…

Ogrody Watykańskie, mury obronne i wieża Leona XIII

Ogrody Watykańskie, mury obronne i wieża Leona XIII

Ogrody Watykańskie, klasztor Mater Ecclesiae, rezydencja emerytowanego papieża Benedykta XVI

Ogrody Watykańskie, klasztor Mater Ecclesiae, rezydencja emerytowanego papieża Benedykta XVI

Ogrody Watykańskie, klasztor Mater Ecclesiae, rezydencja emerytowanego papieża Benedykta XVI i fontanna Orła

Ogrody Watykańskie, klasztor Mater Ecclesiae, rezydencja emerytowanego papieża Benedykta XVI i fontanna Orła

Ogrody Watykańskie, replika groty z Lourdes

Ogrody Watykańskie, replika groty z Lourdes

Ogrody Watykańskie, replika groty z Lourdes

Ogrody Watykańskie, replika groty z Lourdes

Gospodarz naszego hostelu wcześniej już zgodził się nas przyjąć o nieprzyzwoitej godzinie, biorąc pod uwagę okoliczności, czyli włoski strajk. Mało tego, wyjechał po nas samochodem (zapewne, żeby przyśpieszyć nasze przybycie i iść spać, ale zawsze to miło) i tylko dzięki temu na miejscu byliśmy tuż po 1-wszej w nocy. Szybko do łóżka, bo nazajutrz na 9-tą rano mieliśmy kupione bilety do Ogrodów Watykańskich oraz do Muzeum Watykańskiego.

Ogrody Watykańskie, wieża św.Jana

Ogrody Watykańskie, wieża św.Jana

Słów kilka o samym Watykanie – jak powszechnie wiadomo, to najmniejsze państwo świata. Posiada ledwie kilkuset obywateli, którymi są głównie dostojnicy kościelni. Kilka tysięcy pracowników cywilnych codziennie dojeżdża tu do pracy z Rzymu. Państwo żyje głównie z turystyki oraz… znaczków pocztowych. Dużym źródłem dochodów są też inwestycje finansowe, ale tu akurat ostatnio pełno afer…

Watykan oficjalnie jako państwo istnieje całkiem niedługo, bo od 1929 r. Aczkolwiek stolicą papieską jest już od 1377 r., kiedy to papież Grzegorz XI powrócił tu z Awinionu. Papieże swoją siedzibę w Rzymie mieli już wcześniej, na Lateranie, ale gdy Grzegorz XI zdecydował o powrocie siedziby papieży do Rzymu, zastał Lateran w ruinie. Także wcześniej, już w IX w. ówczesny papież Leon IV dobudował rzymskie mury miejskie dookoła bazyliki św.Piotra, chcąc ją w przyszłości obronić przed wrogimi najazdami i związanymi z nimi zniszczeniami. Miejsce męczeństwa św.Piotra, na którym stoi do dziś bazylika, było bowiem przedmiotem kultu i opieki ze strony papieży już od początków chrześcijaństwa. Dziś Watykan w całości jest wpisany na listę UNESCO – de facto jest więc jedynym państwem, znajdującym się więc w całości na tej liście – taka ciekawostka.

Ogrody Watykańskie

Ogrody Watykańskie

Ogrody Watykańskie

Ogrody Watykańskie

Ogrody Watykańskie, Dzwon Milenijny i widok na bazylikę św.Piotra

Ogrody Watykańskie, Dzwon Milenijny i widok na bazylikę św.Piotra

Ogrody Watykańskie

Ogrody Watykańskie

Ogrody Watykańskie, nadajnik Radia Watykańskiego

Ogrody Watykańskie, nadajnik Radia Watykańskiego

Ogrody Watykańskie, Pałac Gubernatora

Ogrody Watykańskie, Pałac Gubernatora

Zwiedzanie Watykanu zaczynamy od papieskich ogrodów. Nie jest to miejsce dostępne publicznie do zwiedzania, dostać się tu można wyłącznie pod opieką przewodnika, wykupując stosowny bilet, w naszym przypadku był to bilet łączony – razem z wejściem do Muzeum Watykańskiego. Bilet kupuje się przez internet na stronach muzeum. Co istotne, bodajże raz w tygodniu (w soboty) dostępna jest opcja przewodnika w języku polskim – i taką też opcję udało się nam kupić. Bilety na wejście do ogrodów pojawiają się na stronach Muzeum Watykańskiego mniej więcej z dwumiesięcznym wyprzedzeniem – warto je upolować, bo ilość chętnych jest limitowana (zazwyczaj do 20-30 osób na grupę). Co równie ważne – bilety do Muzeum Watykańskiego, kupione przez internet uprawniają do skorzystania z osobnego wejścia do muzeum, z pominięciem gigantycznej – szczególnie w sezonie letnim – kolejki dla tych, którzy kupują bilety w kasie. Stanie w niej może zająć nawet kilka godzin (!).

Wchodzimy więc sobie bez kolejki na teren muzeum, ale zamiast wchodzić na teren wystawienniczy, stawiamy się w holu w odpowiednim miejscu (wskażą je panie w informacji) i czekamy na przewodnika. Punktualnie stawia się przewodniczka – młoda dziewczyna, jak się potem okaże córka polskich emigrantów. I okazuje się, że jesteśmy jedynymi uczestnikami tej wycieczki – w połowie grudnia tylko my wykupiliśmy bilety na polskojęzyczną wycieczkę  – mamy więc prywatny tour po Ogrodach Watykańskich. Na początek nasze małe hobby – czyli części Muru Berlińskiego, także te rozsiane po świecie – okazuje się, że papież Jan Paweł II też dostał w prezencie jeden z elementów – stoi na początku naszej trasy zwiedzania.

Ogrody Watykańskie zajmują ponad 20 ha powierzchni i są w większości traktowane jako obszar parku. Niewielka ich część jest zalesiona. Uliczki parkowe wypełnione są fontannami, rzeźbami oraz wizerunkami maryjnymi. Do najważniejszych budowli, znajdujących się w Ogrodach Watykańskich, koło których przechodziliśmy (część terenu jest zamknięta dla zwiedzających), należą:

  • klasztor Mater Ecclesiae, a w zasadzie były klasztor. Budynki kiedyś służyły do celów administracyjnych, dopiero za pontyfikatu Jana Pawła II przeznaczono go na cele klasztorne. Obecnie służy jako rezydencja emerytowanego papieża Benedykta XVI, który postanowił spędzić tu resztę życia. Klasztor przylega częściowo do średniowiecznych murów, którymi papież Leon IV otoczył bazylikę św.Piotra w IX w. Blisko klasztoru znajduje się jedna z dwóch zachowanych średniowiecznych wież obronnych – wieża Leona XIII, papieża, który uczynił z niej swoją letnią rezydencję. Przy klasztorze znajduje się także widowiskowa Fontanna Orła (Fontana dell’Aquilone), wybudowana w 1612 r., za pontyfikatu papieża Pawła V – ma sztuczne groty, z których wypływa woda oraz wplecione znaki heraldyczne tego papieża (orzeł i gryf);
Ogrody Watykańskie, Casina Pio IV, dziś siedziba Papieskiej Akademii Nauk

Ogrody Watykańskie, Casina Pio IV, dziś siedziba Papieskiej Akademii Nauk

Ogrody Watykańskie, Casina Pio IV, dziś siedziba Papieskiej Akademii Nauk

Ogrody Watykańskie, Casina Pio IV, dziś siedziba Papieskiej Akademii Nauk

Ogrody Watykańskie, Casina Pio IV, dziś siedziba Papieskiej Akademii Nauk

Ogrody Watykańskie, Casina Pio IV, dziś siedziba Papieskiej Akademii Nauk

Muzea Watykańskie, wejście

Muzea Watykańskie, wejście

  • replika groty z Lourdes, zbudowana w Ogrodach Watykańskich na polecenie papieża Leona XIII w 1902 r., jest mniejsza od oryginały, ale zachowuje wszelkie proporcje. Oryginalny ołtarz z Lourdes jest darem tamtejszego biskupa dla papieża Jana XXIII. Jan Paweł II często zapraszał tu młodzież do wspólnej modlitwy;
  • Muzea Watykańskie, obraz Caravaggio

    Muzea Watykańskie, obraz Caravaggio

    wieża św.Jana, druga ze wspomnianych wyżej średniowiecznych wież obronnych, znajdująca się w najwyższym punkcie Wzgórza Watykańskiego (tym samym zdobyliśmy najwyższy szczyt Watykanu :) – 60 m n.p.m.). W parku przy wieży i przyległych do niej murach znajduje się kilka ofiarowanych Janowi Pawłowi II rzeźb i elementów sakralnych, m.in. krzyż armeński i drzewko oliwne od rządu Izraela. Przy sąsiadującym z wieżą lądowisku dla papieskich helikopterów stoi także statua Matki Boskiej Częstochowskiej, podarowana naszemu papieżowi. Bo wieża św.Jana silnie związana jest z pontyfikatem polskiego papieża – mieszkał tu na początku swojego pontyfikatu. Podczas swojej wizyty w 2008 r. mieszkał tu także prezydent USA, George W.Bush;

  • siedziba Radia Watykańskiego, oficjalnej papieskiej rozgłośni, nadającej na podstawie traktatu z 1929 r., dającego Watykanowi niezależność. Radio Watykańskie nadaje w wielu językach, także w języku polskim;
  • Dzwon Milenijny, odlany na życzenie Jana Pawła II, który obwieszczał światu nadejście nowego tysiąclecia, z wizerunkiem naszego papieża. Spod niego rozpościera się świetny widok na tyły bazyliki św.Piotra;
  • Kolegium Etiopskie, wybudowane w 1929 r., jedyna tego typu szkoła na terenie Watykanu;
Muzea Watykańskie, słynne schody

Muzea Watykańskie, słynne schody

Muzea Watykańskie, dzieło Rafaela Sancti

Muzea Watykańskie, dzieło Rafaela Sancti

Muzea Watykańskie

Muzea Watykańskie

Muzea Watykańskie

Muzea Watykańskie

  • Stacja kolejowa w Watykanie – Watykan ma najkrótszą na świecie sieć linii kolejowych – w jego obrębie znajduje się… 300 m torów kolejowych oraz jedna stacja. Dostęp do włoskiej sieci kolejowej zapewnił sobie Watykan w traktacie z 1929 r. Jednak kolej służy prawie wyłącznie do transportu towarów, bardzo rzadko używana jest do przejazdów papieży – raptem kilka razy w swojej historii. Watykan nie ma żadnego własnego pociągu ani nie zatrudnia kolejarzy;
  • Pałac Gubernatora, siedziba cywilnej administracji Watykanu, chyba najbardziej okazały budynek na terenie ogrodów, jednocześnie siedziba Poczty Watykańskiej. Przed nim znajduje się, skomponowany z krzewów i kwiatów aktualny herb papieski (każdy papież ma inne znaki heraldyczne), a za nim – kościół NMP Królowej Rodziny wraz z kaplicą św.Marty. Pomiędzy budynkiem a bazyliką św.Piotra znajduje się jeszcze mały kościół św.Szczepana (zbudowany wg legendy przez papieża Leona I w V w., odbudowany w XII w. i odnawiany w XV, XVIII I XX w.). Zachowały się XII-wieczne drzwi kościoła oraz XVIII-wieczna fasada;
  • Palazzo di Tribunale, budynek sądu watykańskiego. To tu odbywają się procesy dostojników watykańskich i najgłośniejsze sprawy sądowe, dotyczące kościoła;
  • Casina Pio IV (willa Piusa IV), kompleks willowy, którego budowę rozpoczął w połowie XVI w. papież Paweł IV, a dokończył Pius IV kilka lat później. To tak naprawdę dwa budynki, z których jeden jest czymś w rodzaju starożytnego nimfeum z fontanną od frontu. Wnętrza budynków są bogato zdobione freskami z czasów budowy. Dziś oba są siedzibą Papieskiej Akademii Nauk;
Muzea Watykańskie, słynna Biga, rzeźba rzymskiego rydwanu z I w., odrestaurowana w XVIII w.

Muzea Watykańskie, słynna Biga, rzeźba rzymskiego rydwanu z I w., odrestaurowana w XVIII w.

Muzea Watykańskie, galeria arrasów

Muzea Watykańskie, galeria arrasów

Muzea Watykańskie, dekoracje sklepienia

Muzea Watykańskie, dekoracje sklepienia

Muzea Watykańskie, "Jan Sobieski pod Wiedniem" Jana Matejki

Muzea Watykańskie, „Jan Sobieski pod Wiedniem” Jana Matejki

Muzea Watykańskie

Muzea Watykańskie

Zwiedzanie Ogrodów Watykańskich trwa mniej więcej 2 godziny – może być lekko dłuższe wg naszej przewodniczki przy większych grupach. Spacer kończymy przy frontowej części Pinakoteki, jednego z muzeów, należących do kompleksu Muzeów Watykańskich. Czas teraz na ich zwiedzanie.

Muzea Watykańskie to kilkanaście muzeów, połączonych w jedną całość, ze zbiorami podzielonymi tematycznie lub chronologicznie. Przedstawiają kolekcje dzieł sztuki i starożytnych pozostałości, zgromadzonych przez papieży od XV w. Bogata kolekcja średniowiecznego malarstwa zawiera dzieła Leonarda da Vinci, Rafaela Santi, Tycjana czy Caravaggio. Przebogate zbiory obejmują kolekcje pochodzące ze starożytnego Egiptu, Grecji, Rzymu i innych prastarych cywilizacji.

Znajdziecie tu również bogatą kolekcję sztuki sakralnej, w tym m.in. bizantyjskich ikon. Polacy szczególnie interesują się zawsze salą Sobieskiego, w której wystawiany jest obraz Matejki „Sobieski pod Wiedniem”, podarowany papieżowi przez samego malarza w 200-lecie zwycięstwa Jana III Sobieskiego pod Wiedniem.

Nade wszystko wrażenie robią przepięknie zdobione sale i korytarze. Ich malowania i zdobienia sprawiają, że czasem zamiast oglądać eksponaty po bokach, człowiek idzie do przodu z głową zadartą do góry… Niektóre z nich są także pięknymi galeriami sztuki, np. galeria arrasów czy galeria map. Dzieła i wrażenia dopełnia „wisienka na torcie”, czyli Kaplica Sykstyńska. To tu zwyczajowo odbywają się „konklawe”, czyli wybory nowego papieża. To stąd wypuszczany jest dym o kolorze dającym poznać, czy papież został w głosowaniu kardynałów wybrany, czy też nie. Najsłynniejsze w Kaplicy Sykstyńskiej są jednak oczywiście freski na sklepieniu, dzieło Michała Anioła z początków XVI w., w tym ten jeden najsłynniejszy, w centralnej części sufitu kaplicy – „Stworzenie Adama”.

Muzea Watykańskie

Muzea Watykańskie

Muzea Watykańskie, dzieło Salvadora Dali

Muzea Watykańskie, dzieło Salvadora Dali

Muzea Watykańskie, dziedziniec

Muzea Watykańskie, dziedziniec

Muzea Watykańskie

Muzea Watykańskie

Muzea Watykańskie

Muzea Watykańskie

Nieco starsze freski znajdują się na bocznych ścianach Kaplicy Sykstyńskiej. Wymalowali je włoscy artyści ok.20 lat przed freskami Michała Anioła. Największym dziełem (pod względem powierzchni na pewno) jest fresk Michała Anioła „Sąd Ostateczny”, znajdujący się na krótszej ścianie. Kilkadziesiąt lat po jego stworzeniu, jeden z kolejnych papieży uznał nagie postacie na fresku za mało przyzwoite i nie pasujące do charakteru kaplicy, każąc zamalować intymne miejsca.

W Kaplicy Sykstyńskiej w 2014 r. obowiązywał ścisły zakaz fotografowania oraz nakaz ciszy. Egzekwowali te prawidła ochroniarze, w liczbie naprawdę imponującej. I robili to nadzwyczaj skutecznie. Dlatego zdjęcia, które widzicie (z kaplicy) pochodzą wyjątkowo z wcześniejszej mojej (jednoosobowej, a dokładnie służbowej, bez rodziny, a ze współpracownikami) wizyty z 2010 r.

Muzea Watykańskie, Kaplica Sykstyńska (2010 r.)

Muzea Watykańskie, Kaplica Sykstyńska (2010 r.)

Muzea Watykańskie, Kaplica Sykstyńska (2010 r.), freski Michała Anioła na sklepieniu

Muzea Watykańskie, Kaplica Sykstyńska (2010 r.), freski Michała Anioła na sklepieniu

Muzea Watykańskie, Kaplica Sykstyńska (2010 r.), freski Michała Anioła na sklepieniu, "Stworzenie Adama"

Muzea Watykańskie, Kaplica Sykstyńska (2010 r.), freski Michała Anioła na sklepieniu, „Stworzenie Adama”

Muzea Watykańskie, Kaplica Sykstyńska (2010 r.)

Muzea Watykańskie, Kaplica Sykstyńska (2010 r.)

Atrakcją nie związaną z historią, aczkolwiek na pewno można uznać je za sztukę, są też na pewno w Muzeach Watykańskich słynne owalne schody, którymi większość turystów schodzi, opuszczając muzea. Dla niektórych być może te schody są zresztą największą atrakcją obiektu. Fakt, są nieprzeciętnie fotogeniczne :) Na zwiedzanie Muzeów Watykańskich warto zarezerwować sobie kilka godzin, tzn. przyjść tu w miarę wcześnie, by potem nie gonić po salach, aby zdążyć przed zamknięciem (muzea czynne są w godz.9-18, kasy biletowe do 16-tej).

Na koniec zostawiliśmy sobie miejsce, w którym każdy będący w Watykanie na pewno był lub będzie. Mowa oczywiście o placu św.Piotra. My patrzyliśmy na niego trochę pod kątem tego, co czekało nas kolejnego dnia (ale pssst, o tym będzie w kolejnym wpisie), dlatego też interesująca była dla nas jego historia.

Watykan, plac św.Piotra

Watykan, plac św.Piotra

Watykan, bazylika św.Piotra

Watykan, bazylika św.Piotra

Panorama placu św.Piotra i Rzymu, widziana ze szczytu bazyliki św.Piotra

Panorama placu św.Piotra i Rzymu, widziana ze szczytu bazyliki św.Piotra

Ogrody Watykańskie, klasztor Mater Ecclesiae, rezydencja emerytowanego papieża Benedykta XVI, widok ze szczytu bazyliki św.Piotra

Ogrody Watykańskie, klasztor Mater Ecclesiae, rezydencja emerytowanego papieża Benedykta XVI, widok ze szczytu bazyliki św.Piotra

Ogrody Watykańskie, Pałac Gubernatora i znaki heraldyczne papieża, widok ze szczytu bazyliki św.Piotra

Ogrody Watykańskie, Pałac Gubernatora i znaki heraldyczne papieża, widok ze szczytu bazyliki św.Piotra

Plac zaprojektował słynny Giovanni Bernini, jeden z najsłynniejszych rzeźbiarzy i architektów z okresu baroku. Po obu stronach placu św.Piotra znajdują się potężne kolumnady, na szczycie których umieszczono mnóstwo figur świętych, wykonanych przez uczniów artysty. W centralnej części placu umieszczono starożytny egipski obelisk, przywieziony do Rzymu w początkach naszej ery. Podobno był on świadkiem męczeństwa św.Piotra – stał wtedy w cyrku Nerona. Został tu ustawiony jeszcze zanim Bernini wziął się za projektowanie placu – w 1586 r. Po obu stronach obelisku stoją dwie identyczne fontanny – ta po prawej (stojąc przodem do bazyliki św.Piotra) jest „oryginałem” z 1613 r. Lewa jest jej kopią, nieco ponad 60 lat młodszą.

Jeśli popatrzeć nad prawą kolumnadę, to nad nią znajdziecie jeszcze dwa interesujące obiekty. Po prawej stronie bazyliki, nieco z tyłu, zobaczycie spadzisty dach Kaplicy Sykstyńskiej – to stąd wierni obserwują dym unoszący się z komina kaplicy podczas konklawe. Bardziej na prawo, tuż za kolumnadą, stoi okazały Pałac Apostolski, którego pierwsze prace budowlane rozpoczęły się już w XII w. W XIII w. dobudowano m.in. tzw. „pasetto”, sekretny tunel łączący pałac z Castel Sant’Angelo, stojącym już na terenie Rzymu. Pałac Apostolski rozbudowywano wielokrotnie aż do początków XVII w., kiedy to ostatecznie przyjął obecną postać.

Na pewno znacie widok papieża, pojawiającego się w oknie swojego gabinetu. To właśnie Pałac Apostolski, a dokładnie jego najwyższe piętro i drugie okno od prawego krańca budynku. Całe to piętro to prywatne apartamenty papieskie. To w nich zmarł Jan Paweł II.

Jeszcze jeden element placu św.Piotra wart jest wspomnienia. Z pewnością kojarzycie wiadomości o uroczystościach lub wydarzeniach, dziejących się „za Spiżową Bramą”, czyli na terenie Watykanu. Spiżowa Brama znajduje się na końcu prawej kolumnady placu św.Piotra – wejścia do niej strzegą żołnierze Gwardii Szwajcarskiej, najmniejszej ponoć armii świata, ubrani w galowe, charakterystycznie kolorowe „mundury”.

Ogrody Watykańskie, stacja kolejowa w Watykanie, widok ze szczytu bazyliki św.Piotra

Ogrody Watykańskie, stacja kolejowa w Watykanie, widok ze szczytu bazyliki św.Piotra

Muzea Watykańskie, widok ze szczytu bazyliki św.Piotra

Muzea Watykańskie, widok ze szczytu bazyliki św.Piotra

Watykan, plac św.Piotra - kolumnada i za nią Pałac Apostolski

Watykan, plac św.Piotra – kolumnada i za nią Pałac Apostolski

Watykan, kopuły bazyliki św.Piotra

Watykan, kopuły bazyliki św.Piotra

Do Gwardii Szwajcarskiej należą wyłącznie Szwajcarzy z katolickich rodzin, którzy dodatkowo muszą spełniać kilka dodatkowych kryteriów (m.in. odpowiedni wzrost i wiek). Gwardziści pełnią funkcje ochroniarzy papieża oraz… straży granicznej Watykanu.

Watykan, bazylika św.Piotra

Watykan, bazylika św.Piotra

Oglądnęliśmy już cały plac św.Piotra, czas więc na wejście do bazyliki św.Piotra, najważniejszej budowli (pod względem turystycznym i religijnym) na placu św.Piotra, dostępnej dla zwiedzających. I teraz musimy głęboko cofnąć się w czasie. W czasach starożytnych tereny dzisiejszego Watykanu nie były używane, choć formalnie były częścią miasta. W początkach naszej ery cesarze: najpierw Kaligula, a potem Neron, umiejscowili tu cyrk, będący bardziej areną walk i egzekucji chrześcijan. To tu wg legendy ukrzyżowano św.Piotra, grzebiąc go obok na cmentarzysku. Były lata 60-te I w. n.e.

Już po uznaniu chrześcijaństwa, w początkach IV w. n.e. wybudowano pośrodku przestrzeni cyrku i nekropolii okazałą świątynię, czczącą pamięć św.Piotra. Do jej budowy użyto właśnie kamieni z cyrku oraz cmentarzyska. W połowie IX w. ograbili ją Arabowie – to stało się impulsem dla papieża Leona IV do rozbudowy murów miejskich Rzymu i włączenia w ich obręb bazyliki. W tym czasie miejsce to było już popularnym celem pielgrzymek chrześcijańskich, mniej więcej od V w. chowano tu także zmarłych papieży.

Watykan, bazylika św.Piotra

Watykan, bazylika św.Piotra

Watykan, bazylika św.Piotra

Watykan, bazylika św.Piotra

Watykan, bazylika św.Piotra

Watykan, bazylika św.Piotra

Watykan, bazylika św.Piotra, kaplica z grobowcem Jana Pawła II

Watykan, bazylika św.Piotra, kaplica z grobowcem Jana Pawła II

Watykan, bazylika św.Piotra, kaplica z grobowcem Jana Pawła II

Watykan, bazylika św.Piotra, kaplica z grobowcem Jana Pawła II

Tu historia nieco się urywa – powracamy w XVI w., kiedy to bazylika św.Piotra znajduje się w stanie grożącym zawaleniem. Prace rozpoczęto w 1506 r. i trwały one przez grubo ponad sto lat. W międzyczasie zmieniali się architekci, wśród których byli m.in. Rafael Sancti i Michał Anioł. Ten drugi zresztą miał największy wpływ na jej ostateczny wygląd. W końcu bazylikę konsekrowano w 1626 r. Czyli też zanim Bernini wziął się za budowę placu św.Piotra. Długi czas była bazylika św.Piotra największym powierzchniowo kościołem chrześcijańskim na świecie, dziś jest ponoć drugim w tej kategorii.

Zamiast do środka bazyliki, najpierw kierujemy się do wejścia na kopułę. Decydują względy praktyczne – wejście na kopułę jest otwarte tylko do 16-tej, a my jesteśmy już całkiem blisko tej godziny. Wejście na kopułę możliwe jest w dwóch wariantach: 551 schodów lub winda + 320 schodów :) Cena odpowiednio: 5 / 7 EUR. My jedziemy wariantem z windą.

Watykan, bazylika św.Piotra

Watykan, bazylika św.Piotra

Ze szczytu bazyliki rozciąga się przede wszystkim przepyszny widok na wszystkie strony. Od frontu – na plac św.Piotra i cały Rzym po horyzont. Od tyłu – na Ogrody Watykańskie i wszystkie obiekty, które zwiedzaliśmy rano. Z boku – na Muzea Watykańskie, Kaplicę Sykstyńską i Pałac Apostolski – tu po prostu trzeba wejść. No i można podziwiać z bliska zdobiącą fasadę bazyliki grupę rzeźb Chrystusa i 11 Apostołów (bez św.Piotra) oraz Jana Chrzciciela.

Schodzimy na dół i wchodzimy wreszcie do bazyliki św.Piotra. Jej ogrom wprost poraża. Wystarczy powiedzieć, że znajduje się tu podobno 45 ołtarzy. Wnętrza wypełniają kaplice z grobami papieży lub relikwiami świętych oraz pomniki osobistości pochowanych w bazylice, w tym wnuczki Jana III Sobieskiego.

Najważniejszym miejscem bazyliki jest ołtarz główny wraz z chroniącym go baldachimem, znajdujący się pod kopułą bazyliki oraz kilka metrów nad grobem św.Piotra. Zarówno ołtarz, jak i baldachim zaprojektowane zostały przez Berniniego. Z tyłu za ołtarzem znajduje się „Tron Piotrowy”, także autorstwa Berniniego. Niewątpliwie jednym z ważniejszych dzieł sztuki w bazylice św.Piotra jest także Pieta Watykańska, dzieło z wczesnych lat życia Michała Anioła, gdy jeszcze był artystą nieznanym. Dziś znajduje się za kuloodporną szybą – na wszelki wypadek, bo w maju 1972 r. niezrównoważony psychicznie Węgier uszkodził młotkiem bezcenną rzeźbę, odłamując kilka części (m.in. nos i rękę Marii).

Watykan, bazylika św.Piotra

Watykan, bazylika św.Piotra

Watykan, bazylika św.Piotra

Watykan, bazylika św.Piotra

Watykan, bazylika św.Piotra

Watykan, bazylika św.Piotra

Pieta Watykańska przedstawia Maryję, trzymającą ciało Chrystusa kilka minut po jego zdjęciu z krzyża. Rzeźba jest tak realistyczna, że ponoć można poczuć miękkość warg Maryi. Dzieło zostało zamówione pod koniec XV w. przez ówczesnego papieża. Już po jego wykonaniu, Michał Anioł połapał się, że jest ono doceniane i przypisywane innym mu współczesnym mistrzom, dlatego dodał na dziele napis, upamiętniający jego autorstwo. W licznych kaplicach bazyliki znajduje się więcej dzieł zarówno Michała Anioła, jak i Berniniego.

Watykan, żołnierz Gwardii Szwajcarskiej przy Spiżowej Bramie

Watykan, żołnierz Gwardii Szwajcarskiej przy Spiżowej Bramie

Na koniec zostawiamy sobie krypty papieskie, czyli miejsce pochówku wielu papieży, ale przede wszystkim miejsce, w którym pochowano św.Piotra. Pierwotnie znajdował się tutaj także grobowiec Jana Pawła II (widziałem go podczas wizyty w 2010 r.), ale w 2011 r. ciało papieża przeniesiono do wnętrza bazyliki św.Piotra. Dziś znajduje się w drugiej kaplicy po prawej stronie od wejścia – kaplicy św.Sebastiana, tuż za Pietą Michała Anioła. W kryptach nie wolno robić zdjęć.

Watykan, egipski obelisk w centrum placu św.Piotra

Watykan, egipski obelisk w centrum placu św.Piotra

W obrębie Watykanu, a już poza obrębem placu św.Piotra, znajduje się jeszcze jedna świątynia – kościół św.Anny, którego budowa rozpoczęła się w 1565 r. Stoi on tuż za murami Watykanu na północ od placu św.Piotra, a konsekrowany został w 1583 r.

Już poza murami Watykanu, ale ściśle z nim powiązany, stoi Castel Sant’Angelo – z placu św.Piotra prowadzi do niego szeroka Via della Conciliazione. Zamek Świętego Anioła, bo tak brzmi jego nazwa po polsku, wybudowany został początkowo w II w. jako przyszły grobowiec dla rzymskiego cesarza Hadriana i jego rodziny. Aby ułatwić dojazd, dobudowano również most na Tybrze (mauzoleum stało na przeciwległym do ówczesnego Rzymu brzegu rzeki).

Rzym, zamek św.Anioła (Castel Sant'Angelo)

Rzym, zamek św.Anioła (Castel Sant’Angelo)

Mauzoleum ukończone zostało rok po śmierci Hadriana i wtedy (139 r.) przeniesiono tu prochy zmarłego cesarza. Po nim pochowano tu czterech kolejnych rzymskich cesarzy, w tym Marka Aureliusza. Około 271 r. mauzoleum zostało przekształcone w twierdzę i tak przetrwało do mniej więcej 410 r., kiedy to Rzym przeżył najazd Wizygotów. Napastnicy zniszczyli mauzoleum, a prochy cesarzy rozrzucili.

Watykan, bazylika św.Piotra, ołtarz z baldachimem

Watykan, bazylika św.Piotra, ołtarz z baldachimem

Wg legendy nazwa pochodzi od ukazania się Archanioła Michała w 590 r., zwiastującego koniec plagi, niszczącej wtedy Rzym. Do dziś na jego szczycie znajduje się statua archanioła, obecna z połowy XVIII w. W XIII w. papież Mikołaj III połączył tajnym tunelem zamek z Pałacem Apostolskim – tunel ten miał być drogą ucieczki papieży w razie niebezpieczeństwa. I rzeczywiście kilka razy w historii się przydał. Zamek używany był też w historii jako więzienie – więźniem był m.in. słynny Giordano Bruno przed tym, jak w 1600 r. został spalony na stosie na głównym wtedy rynku Rzymu Campo de Fiori.

Watykan, bazylika św.Piotra

Watykan, bazylika św.Piotra

W ten sposób w jeden dzień zwiedziliśmy wszystko, co było w naszej mocy w Watykanie, najmniejszym państwie świata, stolicy współczesnego chrześcijańskiego świata. Nieco wymęczeni (przyjazd do hostelu po pierwszej w nocy, wczesna pobudka bo kupione były bilety na zwiedzanie Ogrodów Watykańskich), ale zadowoleni, skończyliśmy dzień w małej restauracyjce na rogu murów Watykanu. Włoski makaron wzniecił w nas chęć do poruszania się wieczorem – zrobiliśmy sobie nocną rundkę po najważniejszych atrakcjach Rzymu.

Ale zanim pokażemy Wam Rzym nocą, pokażemy Wam nasz drugi dzień w wiecznym mieście. A w zasadzie sam poranek, bo już w południe wylatywaliśmy z powrotem do Polski. Pokażemy Wam więc tematyczny rajd po Rzymie śladami książki „Anioły i demony” Dana Browna oraz filmu na jej podstawie, z rolami Toma Hanksa i Ewana McGregora.

Pełna galeria zdjęć z Watykanu znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne zdjęcia z: Włochy

Porto Garibaldi, plaża

Porto Garibaldi, położone na włoskim wybrzeżu Adriatyku, to typowy nadmorski kurort i port rybacki. Tu historia i zwiedzanie ma mniejsze znaczenie, do Porto Garibaldi przyjeżdża się wypocząć, poopalać się na plaży i wykąpać w cieplutkim morzu. Zdecydowanym magnesem jest piękna, szeroka i piaszczysta plaża oraz... brak tłumów w lipcu.

Padwa

Padwa, jedno z najstarszych miast północnych Włoch, nie jest ulubieńcem turystycznych przewodników. Znana jest głównie z drugiego w kolejności założenia włoskiego uniwersytetu, na którym studiowali słynni Polacy oraz z bazyliki św.Antoniego - a przecież ma o wiele, wiele więcej do zaoferowania...

IMG_9151

Bez wielkiego ryzyka można powiedzieć, że Florencja to marzenie każdego turysty. Napisano i powiedziano już o niej niemal wszystko, a mimo to przyciąga. I kusi. Kusiła także nas - przez wiele lat - aż przyszedł czas spełnienia tego marzenia. Widzieliśmy Florencję i nie zawiedliśmy się ani trochę.

 

0

Autor:

Kategorie: Rok 2014, Rzym i Watykan, Watykan

Weekend w Lizbonie. Nasz subiektywny ranking atrakcji.

W Lizbonie spędziliśmy długi listopadowy weekend, w sumie trzy pełne doby. Stolica Portugalii bezwzględnie nas urzekła, choć pogoda o tej porze roku lubi płatać figle np. w postaci deszczu. W tym wpisie znajdziecie ranking atrakcji Lizbony, zgodny z naszymi odczuciami.

Lizbona na weekend (poprzedni wpis: Belem, czyli czasy świetności Portugalii w pigułce). Portugalia i sama Lizbona „wisiały” w naszych planach niemal od zawsze. Po dwóch wakacyjnych pobytach na południu Hiszpanii pozostał pewien niedosyt – wszak na Półwyspie Iberyjskim pozostawiliśmy kompletnie nietkniętą całą Portugalię. Samochodem w dającym się przewidzieć czasie nie wybieramy się w tamte rejony, pozostało więc poszukać drogi lotniczej. I tak oto długi listopadowy weekend w 2014 r. spędziliśmy w końcu w upragnionej Lizbonie.

Plan zwiedzania, przewidziany na trzy dni, zrealizowaliśmy niemal w stu procentach, z powodu ulewnego deszczu musieliśmy zrezygnować z jednego tylko punktu, nie za bardzo istotnego. Mieliśmy więc okazję w krótkim czasie zobaczyć sporo atrakcji stolicy Portugalii, pokusiliśmy się zatem o sporządzenie naszego subiektywnego rankingu rzeczy, które w Lizbonie trzeba zobaczyć, doświadczyć czy spróbować.

Klasztor Hieronimitów i Torre de Belem

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Te dwa miejsca w Belem po prostu trzeba zobaczyć – są jedynymi w stolicy Portugalii, znajdującymi się na liście UNESCO. Klasztor Hieronimitów i kościół św.Marii warto odwiedzić choćby ze względu na znajdujący się tu grobowiec słynnego Vasco da Gamy. Warto też przyjrzeć się architekturze, ze szczególnym uwzględnieniem obu portali wejściowych – to prawdziwe dzieła sztuki.

Architektura to wyróżnik także wieży Torre de Belem. To jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w całej Lizbonie, bardzo często występuje na pocztówkach z tego miasta. A jak już będziecie zwiedzać klasztor i wieżę, to nie pomińcie znajdującego się pomiędzy nimi Pomnika Odkrywców i tarasu widokowego na jego szczycie. Nasze wrażenia ze zwiedzania Belem opisaliśmy tutaj.

Alfama i Muzeum Fado

Lizbona, panorama Alfamy z Largo das Portas do Sol

Lizbona, panorama Alfamy z Largo das Portas do Sol

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Alfama to przede wszystkim klimat i nastrój. Ta stara część Lizbony jest tą, w której powstała muzyka Fado, z której słynie dziś cała Portugalia. Wąskie, ciasne uliczki, wciśnięte w nie malownicze kawiarenki i bary, w których wieczorami można posłuchać Fado na żywo, to jest to, z czego Alfama jest dziś znana.

Tu też znajduje się Muzeum Fado – miejsce, w którym zebrano całą historię i dorobek Fado. Można tu oczywiście posłuchać tego gatunku muzyki w wykonaniu największych miejscowych gwiazd, można zobaczyć historię gitary, która używana jest przy graniu Fado. Fado i Azulejos (czyli kompozycje z płytek ceramicznych, o nich za chwilę) to dwa elementy sztuki, z którą już zawsze Lizbona będzie się nam kojarzyć. Więcej o Alfamie i Fado tutaj.

Klasztor św.Wincentego za Murami

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Położony nieco poza centrum miasta, ale zdecydowanie wart zobaczenia, ze szczególnym uwzględnieniem muzeum i pomieszczeń klasztornych, dostępnych za opłatą. Można tu podziwiać nieprzebrane ilości dekoracji wykonanych z azulejos, można też wyjść na dach, służący jako taras widokowy. Miłośnikom historii polecamy jednak sale grobową królów Portugalii z rodziny Braganza – dosłownie „leży” to ogromny kawał historii, nie tylko Portugalii. Więcej o klasztorze Sao Vicente de Fora przeczytacie tutaj.

Żółty tramwaj nr 28

Pozycja obowiązkowa na liście każdego turysty w Lizbonie. Żółte zabytkowe tramwaje są niezaprzeczalnym symbolem stolicy Portugalii i po prostu trzeba zarezerwować sobie trochę czasu, by przejechać się po centrum. Zalecamy przejechanie całej trasy na linii nr 28, szczególnie widowiskowe są wąskie fragmenty ulic, gdzie tramwaj dosłownie o włos mija zaparkowane po bokach samochody, a każde zamieszanie przed nim (np. pozostawiony źle zaparkowany samochód) powoduje przymusowy przestój.

Lizbona, zabytkowy żółty tramwaj

Lizbona, zabytkowy żółty tramwaj

Zdecydowanie też zalecamy przejażdżkę którąś z miejskich wind, pnących się w najbardziej stromych miejscach. Szczególnie polecamy windę Bica (szynowa) oraz Santa Justa (jedyna „tradycyjna”, pionowa). Jazda starymi, drewnianymi wagonikami tramwaju czy wind sprawia, że jakoś inaczej patrzy się na Lizbonę – wielką przecież, tętniącą życiem metropolię. A – warto pamiętać, że linia tramwajowa nr 28 jest używana głównie przez turystów, a to z kolei powoduje, że lubią ją ponoć również kieszonkowcy.

Nam trasa zabytkowego tramwaju posłużyła za przewodnika po atrakcjach Lizbony. Opisaliśmy ją w czterech wpisach (tu jest pierwsza część) – być może i Wam spodoba się taki sposób zwiedzania tego miasta.

Tarasy widokowe

Tarasy widokowe to prawdziwa „sól” Lizbony. Jest ich naprawdę sporo i oferują niezapomniane panoramiczne widoki na miasto, bądź różne jego części. Często także za tarasy widokowe służą dachy zabytków czy atrakcji turystycznych, np. klasztoru św.Wincentego, Panteonu Narodowego, Pomnika Odkrywców czy zamku św.Jerzego. Ale dużo jest też takich „tradycyjnych” tarasów, gdzie można stanąć przy barierce i podziwiać widok na miasto, położone w dole.

Miradouro da Senhora do Monte

Lizbona, panorama miasta widziana z Miradouro da Senhora do Monte

Zdecydowanie najpiękniejszy widok zapamiętaliśmy z punktu znajdującego się nad Alfamą, najstarszą dzielnicą Lizbony. Kilka punktów widokowych i zdjęcia wykonane z nich możecie zobaczyć np. tutaj.

Praça do Comércio i Rua Augusta

Lizbona, plac Praça do Comércio

Lizbona, plac Praça do Comércio

Praça do Comércio jest chyba najbardziej rozpoznawalnym placem w Lizbonie. Wraz z łukiem triumfalnym, stanowiącym wejście na deptak wypełniony sklepami znanych marek – Rua Augusta oraz z konnym pomnikiem króla Jose I stanowią jeden z najczęściej fotografowanych elementów stolicy Portugalii.

Praça do Comércio był w historii świadkiem ważnych wydarzeń. Do 1755 r. stał tu pałac królewski, zniszczony potem przez trzęsienie ziemi. W 1908 r. miał na placu miejsce udany zamach na króla Carlosa I. Opis i zdjęcia placu oraz deptaka Rua Augusta znajdziecie tutaj.

Pasteis de Belem

Lizbona, sklep z ciasteczkami Pastéis de Belém

Lizbona, sklep z ciasteczkami Pastéis de Belém

Lizbona, ciasteczka Pastéis de Belém w pełnej krasie :)

Lizbona, ciasteczka Pastéis de Belém w pełnej krasie :)

Tym razem coś dla podniebienia. Słynne ciasteczka z Belem, produkowane tu od prawie 200 lat, których skład jest ściśle strzeżoną tajemnicą, znaną zaledwie przez kilka osób. Do Belem warto wybrać się choćby ze względu na nie – choć na naszej liście znajdują się także inne miejsca z tego przedmieścia Lizbony. A gdyby Wam się nie chciało, w Lizbonie bez problemu kupicie inne ich odmiany, np. Pasteis de Nata. Miejsce produkcji Pasteis de Belem i same ciasteczka możecie zobaczyć tutaj.

Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

XVII-wieczny kościół, którego budowa nigdy nie została ukończona, przekształcony w 1916 r. w miejsce pochówku najważniejszych postaci Portugalii, m.in. prezydentów kraju i znanych artystów. We wnętrzach znajdują się też symboliczne (puste) sarkofagi najsłynniejszych Portugalczyków w historii, m.in. Vasco da Gamy czy Henryka Żeglarza.

Panteon Narodowy ma ogromną kopułę, na którą można wyjść i podziwiać wnętrze z góry. A na zewnątrz kopuły znajduje się taras widokowy z piękną panoramą wybrzeża. Zdjęcia z Panteonu możecie zobaczyć tutaj.

Zamek św.Jerzego

Lizbona, widok na zamek św.Jerzego z punktu widokowego Miradouro da Graça

Lizbona, widok na zamek św.Jerzego z punktu widokowego Miradouro da Graça

Lizbona, zamek św.Jerzego

Lizbona, zamek św.Jerzego

Jeden z najstarszych elementów architektonicznych w Lizbonie, wybudowany jeszcze przez Maurów, rządzących tutaj przed chrześcijanami i przed powstaniem samej Portugalii. Sam w sobie nie jest jakąś wybitną atrakcją, ale ze względu na swoją przeszłość i przebogatą historię, zdecydowanie wart jest polecenia. No i także stąd rozpościera się cudowny widok na miasto. Więcej o zamku św.Jerzego – tutaj.

Azulejos

Barwne płytki i układane z nich mozaiki, stanowiące bardzo często kompletne obrazy czy sceny historyczne to niemal norma w Lizbonie. Dekorowane nimi są domy, kamienice, ulice, znaleźć można np. mapki Alfamy wykonane z ceramicznych płytek. Zabytkowe mozaiki wykonane z azulejos znaleźć można w ogromnych ilościach np. w klasztorze św.Wincentego za Murami. Azulejos budują wyjątkowy charakter Lizbony i są jej nieodłączną częścią.

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona,uliczki Alfamy

Lizbona,uliczki Alfamy

Lizbona, uliczki Alfamy

Lizbona, uliczki Alfamy

Jest jeszcze sporo innych miejsc, które z chęcią umieścilibyśmy na tej liście, ale idea była taka, by wymienić te najbardziej znaczące dla nas, te które nam zapadły w pamięć i sprawiły, że Lizbona nie zawiodła naszych oczekiwań jako atrakcja turystyczna. Z pewnością nie widzieliśmy tam wszystkiego, ale trzy pełne doby spędzone w stolicy Portugalii wykorzystaliśmy „na maxa”. Na zobaczenie reszty musimy poczekać do następnego razu, bo chęć pojechania do Lizbony jeszcze raz jest w nas naprawdę wielka.

 

Inne wpisy z: Portugalia

Lizbona, panorama Alfamy z Largo das Portas do Sol

W Lizbonie spędziliśmy długi listopadowy weekend, w sumie trzy pełne doby. Stolica Portugalii bezwzględnie nas urzekła, choć pogoda o tej porze roku lubi płatać figle np. w postaci deszczu. W tym wpisie znajdziecie ranking atrakcji Lizbony, zgodny z naszymi odczuciami.

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Ostatni dzień spędzony w czasie długiego listopadowego weekendu w Lizbonie poświęciliśmy na wycieczkę do Belém, zachodniego przedmieścia stolicy Portugalii. Belém słynie bowiem z mnogości turystycznych atrakcji.

Lizbona, Estádio da Luz

Z racji tego, że połowa dorosłych tamBylskich należy do rzadkiej kasty kibiców piłkarskich, czasem oprócz zabytków zdarza się nam zwiedzać także znane stadiony. Nie inaczej było w Lizbonie.  więcej

 

 

Belém, czyli czasy świetności Portugalii w pigułce

Ostatni dzień spędzony w czasie długiego listopadowego weekendu w Lizbonie poświęciliśmy na wycieczkę do Belém, zachodniego przedmieścia stolicy Portugalii. Belém słynie bowiem z mnogości turystycznych atrakcji.

Lizbona na weekend (poprzedni wpis: Z wizytą na Estádio da Luz. Zwiedzamy Muzeum Benfiki Lizbona). Po dwóch dniach, spędzonych w historycznym centrum Lizbony, ostatni dzień w naszych planach przeznaczony był na zwiedzenie Belém, ze szczególnym uwzględnieniem dwóch miejsc, znajdujących się na liście UNESCO – wieży Belém oraz klasztoru Hieronimitów.

Dzielnica Belém to dziś prawdziwa skarbnica, jeśli chodzi o atrakcje turystyczne. Znajduje się tu sporo obiektów wartych uwagi, związanych ze złotymi czasami Królestwa Portugalii i erą odkryć geograficznych. Ale nie tylko. Do Belém dostaliśmy się z przesiadką, najpierw metrem, a potem z Praça do Comércio historycznym, żółtym tramwajem nr 15 (do dziś w Lizbonie kursuje zdaje się pięć linii tramwajowych – jedna z nich, ta najsłynniejsza, nr 28, posłużyła nam za „przewodnika” po atrakcjach centrum Lizbony), który zatrzymuje się przy samym klasztorze Hieronimitów w Belém.

Jedna praktyczna uwaga, dotycząca tegoż tramwaju – bywa bardzo zatłoczony, do tego stopnia, że przystanek przy Praça do Comércio był ostatnim, na którym się zatrzymał przed Belém. Planowanie wejścia do niego na późniejszych przystankach może się wiązać więc z koniecznością oczekiwania na jakiś mniej zatłoczony kurs. Proponujemy wsiadać na Praça do Comércio lub wcześniej.

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Lizbona, klasztor Hieronimitów, kościół św.Marii

Lizbona, klasztor Hieronimitów, kościół św.Marii

Lizbona, klasztor Hieronimitów, kościół św.Marii

Lizbona, klasztor Hieronimitów, kościół św.Marii

Lizbona, klasztor Hieronimitów, kościół św.Marii

Lizbona, klasztor Hieronimitów, kościół św.Marii

Lizbona, klasztor Hieronimitów, kościół św.Marii, grobowiec Luisa de Camoesa

Lizbona, klasztor Hieronimitów, kościół św.Marii, grobowiec Luisa de Camoesa

Lizbona, klasztor Hieronimitów, kościół św.Marii, grobowiec Vasco da Gamy

Lizbona, klasztor Hieronimitów, kościół św.Marii, grobowiec Vasco da Gamy

Klasztor Hieronimitów założony został z polecenia króla Portugalii, Manuela I Szczęśliwego, który w 1496 r. otrzymał na to zgodę samej Stolicy Apostolskiej. Prace rozpoczęły się pięć lat później. A z samym Manuelem I wiąże się ciekawa historia – miał on wielką ambicję, aby jego dynastia Avis rządziła także Hiszpanią, dlatego ożenił się z hiszpańską księżniczką, która miała dać mu męskiego potomka – spadkobiercę obu koron. I dała, sama niestety umierając przy porodzie. Ale syn, Michał, przeżył zaledwie dwa lata. Po jego śmierci „kolejka” do tronu Hiszpanii uciekła dynastii Avis i na nic się zdało kolejne małżeństwo Manuela z siostrą swojej pierwszej żony, także hiszpańską księżniczką. A historia okazała się złośliwa, bo wiek później to Hiszpania, co prawda na krótko, zawładnęła tronem Portugalii.

Lizbona, klasztor Hieronimitów, kościół św.Marii, główny portal wejściowy

Lizbona, klasztor Hieronimitów, kościół św.Marii, główny portal wejściowy

Manuel I dał się zresztą zapamiętać z kilku innych rzeczy. To za jego czasów odbywały się największe prześladowania Żydów, w tym także niesławna ich masakra w 1506 r. (pisaliśmy o niej tutaj). Ale jednocześnie to on zbudował potęgę Portugalii, finansując wyprawy wielkich odkrywców, w tym samego Vasco da Gamy.

Lizbona, klasztor Hieronimitów, kościół św.Marii, boczny portal wejściowy

Lizbona, klasztor Hieronimitów, kościół św.Marii, boczny portal wejściowy

Może jednak wróćmy do klasztoru Hieronimitów. Manuel I przekonany był jeszcze wtedy, że to właśnie jego potomkowie będą rządzili Portugalią i Hiszpanią i wymyślił sobie, że nowo budowany klasztor będzie miejscem pochówku kolejnych władców z dynastii Avis. I przynajmniej to częściowo się sprawdziło – sam Manuel został właśnie tu pochowany. Jego śmierć w 1521 r. wstrzymała zresztą na krótko budowę, która trwała aż około sto lat.

We wnętrzach klasztoru chowano kilku portugalskich królów, w tym m.in. Alfonso VI, którego szczątki przeniesiono potem do grobowej krypty dynastii Braganza w klasztorze Sao Vicente de Fora. Klasztor Hieronimitów wytrzymał prawie bez ubytków trzęsienie ziemi w 1755 r., a w 1833 r., po zlikwidowaniu zakonu, został przejęty przez państwo, co sprawiło, że stopniowo niszczał bez niczyjej opieki. W 1860 r. rozpoczęto renowację, a w 1898 r. sprowadzono tu szczątki Vasco da Gamy (w 400-lecie jego pierwszej podróży do Indii, która rozpoczęła się właśnie w Belém) oraz Luisa de Camoesa, narodowego wieszcza Portugalii, który w jednym ze swoich największych dzieł opisywał podróż Vasco da Gamy. W latach 80-tych XX wieku został wpisany na listę UNESCO.

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Dość niezrozumiałe dla nas jest to, jak zorganizowano zwiedzanie klasztoru. Najbardziej jego widowiskowa część, czyli kościół św.Marii, jest bowiem udostępniony zwiedzającym bezpłatnie, a płatna jest sama część klasztorna, dużo mniej ciekawa. Spotkaliśmy się w sieci nawet z opinią, że to najbardziej „overpriced” (czyli „przepłacone”) miejsce w Lizbonie.

Kościół św.Marii ma dwa wejścia. Widoczny od ulicy wielki (32 m wysokości) portal wejściowy wbrew pozorom nie jest tym głównym, aczkolwiek ze względu na swoje położenie, dziś za takowe służy. Wnętrze na pierwszy rzut oka może kojarzyć się nieco z kościołem Sagrada Familia w Barcelonie – a to przez charakterystyczne kolumny, podtrzymujące wysokie sklepienie świątyni. Najlepszy widok jest z poziomu chóru i jego balkonu, na który wejście znajduje się w płatnej części klasztornej.

Po obu stronach głównego ołtarza, w bocznych nawach pochowani są dwaj portugalscy królowie (wspomniany już twórca klasztoru Manuel I oraz Jan III (Joao III)) oraz ich małżonki. Królewskie grobowce łatwo rozpoznać, są one ułożone na marmurowych statuetkach słoni. Z tyłu, pod chórem znajdują się okazałe grobowce Vasco da Gamy i Luisa de Camoesa. Nieco przed nimi znajdziecie także kaplicę Senhor dos Passos, a w niej malowidła z początków XVIII w.

Z kościoła św.Marii wychodzimy głównym wejściem, wybudowanym w 1517 r., mniejszym od bocznego, ale równie okazałym artystycznie. Za wyjściem znajduje się dziś wejście do części klasztornej, której zwiedzanie jest odpłatne – 10 EUR od osoby, chyba że posiadacie LisboaCard – wtedy wejście jest dla Was bezpłatne. Część klasztorna ma kształt idealnego kwadratu z dziedzińcem pośrodku. Budynek ma dwie, bogato od strony dziedzińca zdobione kondygnacje, można tu także znaleźć grobowce znanych portugalskich artystów, m.in. wspominanego już przez nas w poprzednich wpisach Fernando Pessoy. Jak już wspomnieliśmy, z części klasztornej da się wejść na górną część kościoła św.Marii. Dostępne dla zwiedzających są obie kondygnacje klasztoru, a także znajdująca się tu niewielka wystawa, poświęcona historii Portugalii i jej władców.

Lizbona, ogród Jardim da Praça do Império w Belem

Lizbona, ogród Jardim da Praça do Império w Belem

Lizbona, ogród Jardim da Praça do Império w Belem

Lizbona, ogród Jardim da Praça do Império w Belem

Lizbona, Pomnik Odkrywców w Belem

Lizbona, Pomnik Odkrywców w Belem

Lizbona, Pomnik Odkrywców w Belem

Lizbona, Pomnik Odkrywców w Belem

Wychodzimy z klasztoru i kierujemy się nad brzeg rzeki Tag, nad którą leży Lizbona. Przechodzimy przez ogród Jardim da Praça do Império, wybudowany przy okazji światowej wystawy, odbywającej się w tym miejscu w 1940 r. W tym czasie wybudowano także żeglarską marinę, znajdującą się przy brzegu Tagu. Ale naszym celem jest okazały Pomnik Odkrywców, także wybudowany z okazji tejże wystawy.

Pomnik jest ogromny, ma 52 m wysokości, można także wejść po schodach na jego szczyt, gdzie znajduje się niewielki taras widokowy, z którego podziwiać można niesamowity widok na całe Belem. Wstęp na taras jest odpłatny, bilet kosztuje 4 EUR, dla posiadaczy LisboaCard – 2 EUR. Warto, polecamy.

Pomnik Odkrywców miał wzmacniać wśród odwiedzających wystawę w 1940 r. świadomość o znaczeniu portugalskich odkryć geograficznych. Wśród umieszczonych tu postaci znajdziemy m.in. Vasco da Gamę, Ferdynanda Magellana czy Henryka Żeglarza. W 1960 r., kiedy to sam pomnik rozbudowano, dodano także wielką mozaikę u jego stóp, przedstawiającą trasy i historię portugalskich odkryć na mapie świata. Tę mozaikę zdecydowanie najlepiej podziwiać z tarasu widokowego na szczycie pomnika.

Ze szczytu pomnika można także zobaczyć, stojącą po drugiej stronie Tagu statuę Chrystusa Króla – ot, Lizbona pozazdrościła odkrytemu przez Portugalczyków Rio de Janeiro pomnika Chrystusa Odkupiciela (byliśmy też i tam). Patriarcha Lizbony podczas wizyty w Rio w 1934 r. postanowił wybudować podobną u siebie, co ostatecznie udało się w 1959 r.

Lizbona, klasztor Hieronimitów, widok ze szczytu Pomnika Odkrywców

Lizbona, klasztor Hieronimitów, widok ze szczytu Pomnika Odkrywców

Lizbona, mozaika z mapą portugalskich odkryć, widok ze szczytu Pomnika Odkrywców

Lizbona, mozaika z mapą portugalskich odkryć, widok ze szczytu Pomnika Odkrywców

Lizbona, Muzeum Berardo, widok ze szczytu Pomnika Odkrywców

Lizbona, Muzeum Berardo, widok ze szczytu Pomnika Odkrywców

Od Pomnika Odkrywców spacerem przy brzegu Tagu udajemy się do kolejnego miejsca, wpisanego na listę UNESCO – wieży Belem (Torre de Belem). Powstała ona na początku XVI w. na rozkaz króla Manuela I, tego samego, który wybudował klasztor Hieronimitów. Choć plany budowy fortyfikacji, strzegących lizbońskiego portu, powstały już trochę wcześniej, za czasów poprzedniego władcy – Jana II, zwanego Doskonałym. Choć tak go nazwano, to jednak zapisał się w historii tym, że odmówił finansowania wyprawie Krzysztofa Kolumba, uznając jego plany za dalece nierealne. Kolumb zwrócił się więc do tronu Hiszpanii, a co dalej było, wiecie z lekcji historii.

Wracamy do Torre de Belem. Choć dziś stoi na brzegu Tagu, częściowo tylko zanurzona w wodach rzeki, to pierwotnie wybudowana została… na małej skalistej wysepce, niedaleko brzegu. Tag przez wieki zmienił jednak nieco koryto i dziś Torre de Belem stoi prawie na lądzie, choć jej najniższe kondygnacje nadal znajdują się pod poziomem lustra wody.

Wieża w Belem ma też znaczący polski akcent. Otóż w 1833 r. w Lizbonie rozpoczęto formowanie polskiego legionu wojskowego pod dowództwem generała Józefa Bema. Miał on walczyć u boku Piotra I, wcześniejszego cesarza Brazylii, który starł się o tron portugalski z własnym bratem. Legenda mówi, że spór pomiędzy braćmi rozwiązał się zanim Bem zdołał sformować oddział. Gdy odmówiono mu zwrotu poniesionych kosztów, wyzwał na pojedynek ówczesnego ministra skarbu. Aresztowany, spędził w Torre de Belem dwa miesiące jako więzień (w ówczesnym czasie wieża służyła jako więzienie), po czym wydalono go z Portugalii.

Lizbona, wieża Torre de Belem

Lizbona, wieża Torre de Belem

Lizbona, wieża Torre de Belem

Lizbona, wieża Torre de Belem

Lizbona, wieża Torre de Belem

Lizbona, wieża Torre de Belem

Lizbona, wieża Torre de Belem

Lizbona, wieża Torre de Belem

Dziś wieża w Belem jest jedną z największych turystycznych atrakcji Lizbony. Razem z klasztorem Hieronimitów, ze względu na swoją unikalną architekturę, jest wpisana na listę UNESCO. Jest udostępniona (zarówno sam bastion obronny, jak i kilkukondygnacyjna wieża) dla turystów. Wstęp jest odpłatny, bilet kosztuje 6 EUR (łączony z klasztorem Hieronimitów – 12 EUR), dla posiadaczy LisboaCard wejście jest jednak bezpłatne. Nawet jednak posiadacze LisboaCard muszą odstać swoje w ogólnej kolejce, by po okazaniu karty otrzymać bezpłatny bilet. A kolejka w sezonie musi być ogromna – w listopadzie staliśmy 15 minut (w deszczu :)).

Na Torre de Belem nie kończą się jednak tutejsze atrakcje. W centrum wystawienniczym, wybudowanym pod koniec XX wieku z okazji portugalskiej prezydencji w EU, od 2007 r. mieści się Muzeum Berardo, specjalizujące się w sztuce współczesnej i nowoczesnej. Sztuka nowoczesna nie jest czymś, co nas specjalnie pociąga, ale pokazywane tu dzieła Picassa, Salvadora Dali czy Andy’ego Warhola po prostu warto zobaczyć, tym bardziej, że wstęp do Berardo jest całkowicie darmowy – dla wszystkich.

Po wizycie w Muzeum Berardo, wracamy znów w okolice klasztoru Hieronimitów. Tym razem przechodzimy wzdłuż jego murów – czekają nas tym razem atrakcje dla… podniebienia. Kolejną rzeczą, z której Belem słynie, są Pastéis de Belém – ciasteczka w kształcie babeczek, których receptura jest ściśle strzeżona. Początkowo ciastka wypiekane były w klasztorze Hieronimitów, ale gdy w 1834 r. z Portugalii „wyproszono” wszystkie zakony, produkcję przeniesiono.

Lizbona, Muzeum Berardo w Belem

Lizbona, Muzeum Berardo w Belem

Lizbona, Muzeum Berardo w Belem (Picasso)

Lizbona, Muzeum Berardo w Belem (Picasso)

Lizbona, Muzeum Berardo w Belem (Salvador Dali)

Lizbona, Muzeum Berardo w Belem (Salvador Dali)

Lizbona, Muzeum Berardo w Belem (Andy Warhol)

Lizbona, Muzeum Berardo w Belem (Andy Warhol)

Lizbona, Muzeum Berardo w Belem

Lizbona, Muzeum Berardo w Belem

Od 1837 r. wyrabiane są one nieopodal budynku klasztoru, z użyciem oryginalnej receptury, którą znają wyłącznie szefowie kuchni i przekazywana jest ona z pokolenia na pokolenie. Podobno recepturę znają obecnie zaledwie trzy osoby. O sławie Pastéis de Belém niech świadczy fakt, że rocznie sprzedaje się je w wielu milionach sztuk – a sklep w Belem jest otwarty… do północy. Turyści stoją z reguły w długiej kolejce, nawet w listopadzie stało w niej ok.20 osób. Nie mogliśmy sobie odmówić i my, choć przyjemność nie jest najtańsza – jedno Pastéis de Belém to koszt nieco powyżej jednego euro.

Zajadając ciasteczka, idziemy sobie nadal na wschód, w stronę centrum Lizbony. Zaraz za sklepem, sprzedającym Pastéis de Belém, zaczynają się tereny chronione przez straże – znak że przechodzimy obok Pałacu Narodowego – obecnej siedziby Prezydentów Portugalii. Choć historia pałacu jest znacznie dłuższa niż historia ustroju republikańskiego w Portugalii – pierwszy pałac wybudował już w XV w. król Manuel I, a potem przez wieki budynki, wielokrotnie rozbudowywane, służyły jako siedziba królewska lub pokoje gościnne dla znamienitych gości. Po obaleniu monarchii, także prezydenci państwa nie zawsze chcieli tu mieszkać, ale oficjalnie do dziś jest to ich siedziba.

Przed pałacem znajduje się okazały, wypełniony zielenią plac Praça Afonso de Albuquerque, nazwany imieniem portugalskiego odkrywcy, wicekróla Indii – pisaliśmy o nim w jednym z wcześniejszych postów. Pośrodku placu znajduje się okazała kolumna z podobizną wicekróla, pochodząca z początku XX w. Warto wiedzieć, że kiedyś znajdował się tu port – to stąd rodzina królewska uciekała przed wojskami Napoleona na początku XIX w. do Rio de Janeiro – wtedy to właśnie do Brazylii przeniosła się stolica Portugalii.

Lizbona, sklep  z ciasteczkami Pastéis de Belém

Lizbona, sklep z ciasteczkami Pastéis de Belém

Lizbona, sklep  z ciasteczkami Pastéis de Belém

Lizbona, sklep z ciasteczkami Pastéis de Belém

Lizbona, ciasteczka Pastéis de Belém w pełnej krasie :)

Lizbona, ciasteczka Pastéis de Belém w pełnej krasie :)

Lizbona, główna brama do Pałacu Prezydenckiego w Belem

Lizbona, główna brama do Pałacu Prezydenckiego w Belem

Lizbona, Pałac Prezydencki w Belem

Lizbona, Pałac Prezydencki w Belem

Lizbona, Muzeum Powozów w Belem

Lizbona, Muzeum Powozów w Belem

Lizbona, Muzeum Powozów w Belem

Lizbona, Muzeum Powozów w Belem

Lizbona, Muzeum Powozów w Belem

Lizbona, Muzeum Powozów w Belem

A obok Pałacu Prezydenckiego znajduje się ostatnia nasza atrakcja w Belem – w dawnej, XVIII-wiecznej pałacowej powozowni mieści się dziś Narodowe Muzeum Powozów, powstałe na początku XX w. Zawiera ona jedną z najbogatszych kolekcji karet i powozów na świecie, w której przeważają pojazdy należące do portugalskiej rodziny królewskiej na przestrzeni wieków (XVI – XIX w.). Wstęp jest płatny, bilet kosztuje 6 EUR, dla posiadaczy LisboaCard wstęp jest darmowy.

W tym miejscu kończy się cała nasza weekendowa przygoda z Lizboną. Lizboną, o której marzyliśmy od zawsze i która absolutnie nas nie zawiodła. Wieczorem tego dnia odlecieliśmy lotem powrotnym do Berlina, ale solennie obiecaliśmy sobie wrócić do portugalskiej stolicy. Wielu rzeczy bowiem zobaczyć nie zdążyliśmy, a poza tym warto tu wracać dla samego klimatu – ten jest w Lizbonie wyjątkowy. To miasto po prostu ma duszę :)

Pełna galeria zdjęć ze zwiedzania dzielnicy Belem w Lizbonie znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Portugalia

Lizbona, panorama Alfamy z Largo das Portas do Sol

W Lizbonie spędziliśmy długi listopadowy weekend, w sumie trzy pełne doby. Stolica Portugalii bezwzględnie nas urzekła, choć pogoda o tej porze roku lubi płatać figle np. w postaci deszczu. W tym wpisie znajdziecie ranking atrakcji Lizbony, zgodny z naszymi odczuciami.

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Ostatni dzień spędzony w czasie długiego listopadowego weekendu w Lizbonie poświęciliśmy na wycieczkę do Belém, zachodniego przedmieścia stolicy Portugalii. Belém słynie bowiem z mnogości turystycznych atrakcji.

Lizbona, Estádio da Luz

Z racji tego, że połowa dorosłych tamBylskich należy do rzadkiej kasty kibiców piłkarskich, czasem oprócz zabytków zdarza się nam zwiedzać także znane stadiony. Nie inaczej było w Lizbonie.  więcej

 

Z wizytą na Estádio da Luz. Zwiedzamy Muzeum Benfiki Lizbona

Z racji tego, że połowa dorosłych tamBylskich należy do rzadkiej kasty kibiców piłkarskich, czasem oprócz zabytków zdarza się nam zwiedzać także znane stadiony. Nie inaczej było w Lizbonie.

Lizbona na weekend (poprzedni wpis: Zwiedzamy Lizbonę trasą zabytkowego tramwaju nr 28, cz.4). W czasie swoich podróży kilkukrotnie byliśmy już na znanych obiektach sportowych, że wymienimy choćby Maracanę w Rio de Janeiro, Allianz Arena w Monachium (dwukrotnie, mecze z Realem Madryt i FC Barcelona), Camp Nou w Barcelonie czy Estadio Mestalla w Walencji (dwa ostatnie wciąż niestety czekają na opisanie na blogu). Udało się nam spełnić kibicowskie pragnienia także w Lizbonie.

Z racji tego, że zwiedzanie zabytków w centrum Lizbony zakończyliśmy nieco przed czasem z powodu deszczu, pozostały czas drugiego dnia pobytu w stolicy Portugalii postanowiliśmy wykorzystać na wizytę na słynnym Estádio da Luz – czyli stadionie, na którym mecze swoje rozgrywa Benfica Lizbona.

Przy stadionie znajduje się także spore muzeum, poświęcone historii klubu. Nie robiliśmy sobie wielkich nadziei na wejście do niego, wszak był poniedziałek, a w poniedziałki muzea lubią być pozamykane. Rzeczywistość okazała się bardziej radosna – muzeum pracowało normalnie. W kompleksie znajduje się także klubowe centrum handlowe z kafejkami i ogromnym sklepem firmowym – Benfica Megastore.

Wstęp do muzeum kosztuje 10 EUR, można tu także wykupić wycieczkę po stadionie – kolejne 10 EUR (tylko z przewodnikiem). Bilet łączony na obie te atrakcje kosztuje 15 EUR. Ze względu na ulewę nie zdecydowaliśmy się wchodzić na sam stadion, wystarczył na jego widok z zewnątrz. Nie odpuściliśmy za to wejścia do klubowego muzeum.

Estádio da Luz był kiedyś największym stadionem Europy, bywały takie mecze, na których zasiadało tu i ponad 120 tys. kibiców. Przed rozgrywanymi w Portugalii w 2004 r. Mistrzostwami Europy rozebrano go jednak i wybudowano na nowo, już w znacznie mniejszej skali – może pomieścić „zaledwie” ok. 65 tysięcy ludzi. Resztę zobaczcie na fotkach.

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz, klubowy sklep Benfiki

Lizbona, Estádio da Luz, klubowy sklep Benfiki

A w kolejnym wpisie zabierzemy Was na wycieczkę do lizbońskiej perełki, jednej z zachodnich dzielnic Lizbony – Belem.

Pełna galeria zdjęć ze stadionu Estádio da Luz w Lizbonie znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Portugalia

Lizbona, panorama Alfamy z Largo das Portas do Sol

W Lizbonie spędziliśmy długi listopadowy weekend, w sumie trzy pełne doby. Stolica Portugalii bezwzględnie nas urzekła, choć pogoda o tej porze roku lubi płatać figle np. w postaci deszczu. W tym wpisie znajdziecie ranking atrakcji Lizbony, zgodny z naszymi odczuciami.

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Ostatni dzień spędzony w czasie długiego listopadowego weekendu w Lizbonie poświęciliśmy na wycieczkę do Belém, zachodniego przedmieścia stolicy Portugalii. Belém słynie bowiem z mnogości turystycznych atrakcji.

Lizbona, Estádio da Luz

Z racji tego, że połowa dorosłych tamBylskich należy do rzadkiej kasty kibiców piłkarskich, czasem oprócz zabytków zdarza się nam zwiedzać także znane stadiony. Nie inaczej było w Lizbonie.  więcej

 

Zwiedzamy Lizbonę trasą zabytkowego tramwaju nr 28, cz.4

Ostatni etap zwiedzania Lizbony wzdłuż trasy tramwajowej linii 28 zaczynamy w dzielnicy Chiado. Cały czas niestety spacer przebiega w deszczu, co zakończy się tym, że skrócimy planowaną marszrutę, nie docierając do końca trasy tramwaju.

Lizbona na weekend (poprzedni wpis: Zwiedzamy Lizbonę trasą zabytkowego tramwaju nr 28, cz.3). Po wyjechaniu na górę windą Elevador de Santa Justa, wychodzimy na jedną z głównych, handlowych ulic Chiado – Rua Garrett, jedną z najbardziej obleganych w sezonie przez turystów ulic Lizbony. Pełno tu eleganckich sklepów i kafejek, wśród których bezwzględnie prym wiedzie „A Brasileira”, otworzona w 1905 r. jako sklep z oryginalną brazylijską kawą, w którym do każdego kilograma zakupionych ziaren dodawano gratis filiżankę „bica” – mocnej kawy na wzór włoskiego espresso.

W kafejce bywali najwięksi XX-wieczni portugalscy artyści, głównie pisarze i poeci, w tym uznawany za jednego z najwybitniejszych, Fernando Pessoa, którego brązową figurę, siedzącą przy stoliku, można podziwiać tutaj do dziś. Niemalże naprzeciwko znajduje się bazylika Męczenników, wybudowana w formie niewielkiej kaplicy już w 1147 r., ku czci krzyżowców, poległych w czasie zdobywania miasta. W miejscu tym wtedy ich chowano.

Stopniowo przebudowywana i rozbudowywana, świątynia została w XIV w. podniesiona do rangi bazyliki. Została jednak zniszczona przez trzęsienie ziemi w 1755 r., po którym to została kompletnie odbudowana w 1769 r. Z oryginału zachowały się niektóre elementy wnętrza. W kościele tym chrzczony był wspomniany Fernando Pessoa (21 lipca 1888 r.).

Lizbona, ulica Rua Garrett

Lizbona, ulica Rua Garrett

Lizbona, ulica Rua Garrett

Lizbona, ulica Rua Garrett

Lizbona, opera Teatro Nacional de São Carlos

Lizbona, opera Teatro Nacional de São Carlos

Lizbona, po lewej dom, w którym urodził się Fernando Pessoa

Lizbona, po lewej dom, w którym urodził się Fernando Pessoa

Nieco dalej znajduje się niewielki plac z pomnikiem XVI-wiecznego poety Antonio Ribeiro, od którego nazwę wzięła potem cała dzielnica. Ribeiro znany był pod przydomkiem „Chiado” właśnie i przez sporą część życia mieszkał na dzisiejszej Rua Garrett. Skręcamy nieco na południe, w stronę Teatro Nacional de São Carlos, wybudowanego pod koniec XVIII w., w miejsce zburzonego przez trzęsienie ziemi teatru królewskiego, stojącego przy pałacu Ribeira (dzisiejszy Plac Handlowy). Teatro Nacional de São Carlos jest główną operą w Lizbonie. Naprzeciw budynku teatru stoi dom, w którym urodził się Fernando Pessoa.

Lizbona, bazylika Męczenników

Lizbona, bazylika Męczenników

Wracamy na placyk z pomnikiem Antonio Ribeiro (tu znajduje się przystanek tramwaju nr 28) i kierujemy się pieszo wzdłuż tramwajowej linii – kilkadziesiąt metrów dalej stoją naprzeciw siebie dwie świątynie. Jako pierwszy odwiedzamy kościół de Nossa Senhora da Encarnação (Matki Bożej Wcielenia ?), wybudowany na początku XVIII w. (1708 r.) i kompletnie zniszczony przez trzęsienie ziemi i następujący po nim pożar w 1755 r. Odbudowano go pod koniec tego stulecia, ale już w 1802 r. kolejny pożar trawi część budynku, w wyniku czego obiekt znów zostaje zamknięty. Cztery lata później ponownie go otwarto, ale prace trwały jeszcze przez kolejne ponad 60 lat.

Stojący dokładnie naprzeciwko kościół do Loreto (zwany też kościołem „włoskim”) jest znacznie starszy, wybudowany został a wniosek włoskiej społeczności miasta już w 1518 r. Odbudowano go po kompletnym zniszczeniu w 1755 r., do dziś odprawiane są tu msze w języku włoskim.

Lizbona, bazylika Męczenników

Lizbona, bazylika Męczenników

Wchodzimy na plac Largo de Camoes, popularne miejsce spotkań, ze stojącym centralnie pomnikiem narodowego poety z XVI w. – Luisa de Camoesa. Na północ od placu odchodzi ulica Rua da Misericordia, za którą rozpoczyna się już kolejna dzielnica Lizbony – Bairro Alto. Ale my tam nie wchodzimy – idziemy za to właśnie tą ulicą – celem jest kolejna świątynia – kościół św.Rocha (Sao Roque).

Lizbona, kościół de Nossa Senhora da Encarnação

Lizbona, kościół de Nossa Senhora da Encarnação

Budowę kościoła rozpoczęto w 1506 r., w miejscu, gdzie chowano wtedy ofiary szalejącej w mieście zarazy. Mniej więcej w tym czasie sprowadzono też do Lizbony relikwie św.Rocha – i właśnie w miejscu ich złożenia wybudowano świątynię. W połowie XVI w. kościół został przekazany sprowadzonym do Lizbony Jezuitom, stając się ich pierwszym kościołem w Portugalii i jednym z pierwszych na świecie. Szczęśliwie przetrwał on trzęsienie ziemi w 1755 r., ale już kilka lat później Jezuici, za spiskowanie przeciwko królowi, zostali z Portugalii wydaleni, a świątynię przekazano charytatywnemu towarzystwu Santa Casa da Misericórdia (utworzonemu pod koniec XV w.), pod którego opieką znajduje się do dziś.

Lizbona, kościół do Loreto

Lizbona, kościół do Loreto

Niestety spory zawód sprawił nam brak możliwości zwiedzenia wnętrz kościoła (był zamknięty z powodu jakieś uroczystości wewnątrz), słynie on bowiem z przebogatych wnętrz, w tym bogato zdobionych kaplic. Szczególnym wdziękiem odznacza się ponoć kaplica św.Jana Chrzciciela, zamówiona w 1740 r. w Rzymie przez ówczesnego króla Portugalii. Do dziś uznawana jest za arcydzieło w skali europejskiej oraz za jedną z najdroższych kaplic kościelnych w Europie. Wykonana została przez włoskich artystów m.in. z alabastru, marmuru, szlachetnego drewna i kości słoniowej i przyozdobiona wieloma kamieniami szlachetnymi, m.in. agatami czy ametystami. Są także elementy złocone.

Obok kościoła św.Rocha znajduje się, w dawnych pomieszczeniach klasztornych Jezuitów, Muzeum Sztuki Sakralnej (wstęp odpłatny), ale też niestety było zamknięte (byliśmy tam w poniedziałek, kiedy większość muzeów nie pracuje). Na placu przed świątynią (Largo Trindade Coelho) można jeszcze popozować przy statuetce lizbońskiego sprzedawcy losów loterii (tzw. Cauteleiro), od którego plac ten przybrał swoją nieoficjalną nazwę.

Lizbona, kościół de Nossa Senhora da Encarnação

Lizbona, kościół de Nossa Senhora da Encarnação

Lizbona, kościół de Nossa Senhora da Encarnação

Lizbona, kościół de Nossa Senhora da Encarnação

Lizbona, kościół do Loreto

Lizbona, kościół do Loreto

Lizbona, kościół św.Rocha

Lizbona, kościół św.Rocha

Lizbona, kościół św.Rocha i Muzeum Sztuki Sakralnej

Lizbona, kościół św.Rocha i Muzeum Sztuki Sakralnej

Wracamy na plac Largo de Camoes, nie zagłębiając się w uliczki Bairro Alto. Stąd można podjechać jeden przystanek tramwajem 28 do kolejnego ciekawego punktu – ale że na piechotę jest to ledwie 3 minuty, decydujemy się nadal iść pieszo – choć ciągle pada rzęsisty deszcz i jesteśmy już nieźle przemoczeni (na szczęście jest ciepło – jak na polskie warunki w listopadzie – kilkanaście stopni). Kolejny przystanek nazywa się Bica – nie przypadkiem, tuż przy nim znajduje się jedna z najbardziej malowniczych uliczek Lizbony – Rua da Bica de Duarte Belo.

Rua da Bica jest podobno najczęściej fotografowaną ulicą w Lizbonie. Nie ma się czemu dziwić – dość stromo opada w dół od granic Bairro Alto i przemierza w dół, do wybrzeża, dzielnicę Bica. Znana jest głównie z malowniczej trasy windy Elevador da Bica, która przemierza w obie strony całą długość uliczki. Szczególnie z góry uliczka prezentuje się bardzo kolorowo, z pastelowymi kamienicami po bokach. OK, może w deszczu nie prezentuje się jakoś wybitnie – ale wierzymy, że przy słonecznej pogodzie widok musi być nieziemski. Schodzimy uliczką na sam dół, by trasę powrotną pokonać windą.

Winda Elevador da Bica jest częścią miejskiego systemu transportu w Lizbonie i obowiązują w niej normalne bilety – chyba że macie LisboaCard – wtedy przejazd (jak każdym środkiem transportu w mieście) macie gratis. Wyjeżdżamy z powrotem na górę, zaliczając tym samym drugą windę w Lizbonie (po pionowej Elevador de Santa Justa). Przy wysiadaniu robimy sobie też małą sesję fotograficzną z wagonikiem i wracamy na przystanek Bica.

Lizbona, winda Elevador da Bica

Lizbona, winda Elevador da Bica

Lizbona, ulica Rua da Bica de Duarte Belo

Lizbona, ulica Rua da Bica de Duarte Belo

Lizbona, ulica Rua da Bica de Duarte Belo

Lizbona, ulica Rua da Bica de Duarte Belo

Lizbona, winda Elevador da Bica

Lizbona, winda Elevador da Bica

Lizbona, winda Elevador da Bica

Lizbona, winda Elevador da Bica

Lizbona, winda Elevador da Bica

Lizbona, winda Elevador da Bica

Tym razem wsiadamy w tramwaj 28 i jedziemy kilka przystanków do Cç. Estrela / R. Borges Carneiro. To jeden z bardziej malowniczych odcinków trasy tramwaju (po tym w okolicach Alfamy), gdzie momentami jedzie on dość ciasnymi fragmentami pomiędzy kamienicami i zaparkowanymi tuż obok (na grubość włosa czasami) samochodami. Po opuszczeniu tramwaju musimy się nieco cofnąć – chcemy zobaczyć Assembleia da República – czyli Zgromadzenie Narodowe, czyli Parlament Portugalii.

Inna nazwa siedziby portugalskiego sejmu to pałac Sao Bento, a to dlatego, że pierwotnie był klasztorem Benedyktynów (zbudowany został w XVI wieku). Potem stał się własnością państwa, a od 1834 r. jest właśnie siedzibą parlamentu. Od tego czasu przeszedł kilka gruntownych renowacji, co sprawiło, że nie przypomina już oryginalnego klasztoru. Z tyłu budynku parlamentu znajduje się także oficjalna siedziba premiera Portugalii.

Obchodzimy Parlament dookoła ulicą Rua de São Bento – jakieś 2 minuty marszu dalej znajduje się jeszcze jeden ważny budynek w okolicy – dom Amalii Rodrigues, najsłynniejszej portugalskiej śpiewaczki muzyki Fado, dziś przekształcony w muzeum jej poświęcone. W budynku działa też fundacja, ustanowiona na podstawie ostatniej woli artystki, mająca w celach promocję muzyki Fado. Przed budynkiem ułożono mozaikę z imieniem Amalii. Amalia została najpierw pochowana na cmentarzu Prazeres, a potem grób przeniesiono do Panteonu Narodowego.

Chcąc trzymać się trasy tramwaju nr 28, powinniśmy teraz wrócić na przystanek obok Parlamentu, ale krócej będzie przejść pieszo ulicą Rua de Santo Amaro do ogrodów Estrela (Jardim da Estrela), wybudowanych przy bazylice Estrela w połowie XIX w., z fundacji m.in. ówczesnej królowej. Wśród drzew znaleźć tu można m.in. cedry i chlebowce, w parku znajduje się także kilka rzeźb z początków XX w. Nam park Estrela posłużył za schronienie – zaczęła już naprawdę solidnie padać – tak, że nie było sensu dalej iść pieszo.

Lizbona, siedziba Parlamentu

Lizbona, siedziba Parlamentu

Lizbona, siedziba Parlamentu

Lizbona, siedziba Parlamentu

Lizbona, dom Amalii Rodrigues

Lizbona, dom Amalii Rodrigues

Lizbona, dom Amalii Rodrigues

Lizbona, dom Amalii Rodrigues

W solidnym deszczu decydujemy się jednak podbiec do wejścia bazyliki Estrela. Przed samym wejściem znajduje się przystanek tramwajowy linii 28. Basilica da Estrela wybudowana została przez królową Marię I, w podzięce za urodzenie syna, następcy tronu. Przyszłość okazała się jednak tragiczna, bo królewski syn zmarł na ospę w młodych latach, jeszcze zanim budowa bazyliki została ukończona (1790 r.).

Lizbona, bazylika Estrela

Lizbona, bazylika Estrela

Sama królowa Maria I została pochowana we wnętrzach bazyliki, będąc jedynym władcą Portugalii z rodziny Braganza, który nie leży w rodzinnym grobowcu w klasztorze św.Wincentego, który zwiedzaliśmy na początku naszej trasy. Bazylika niestety także okazuje się zamknięta i zwiedzanie tego dnia nie jest możliwe. Jesteśmy namawiani do wycieczki na kopułę – to jest możliwe (za 5 EUR od osoby) – ale podziwianie widoków w rzęsistym deszczu średnio nas interesuje.

Deszcz ostatecznie nas pokonuje przy bazylice Estrela. Plan zakładał jeszcze jedną atrakcję – cmentarz Prazeres (Cemitério dos Prazeres), ale jego zwiedzanie w deszczu nie ma większego sensu, a prognozy niestety zapowiadały opady aż do zmierzchu. Na Prazeres, największym cmentarzu Lizbony, chowano znanych artystów oraz dostojników i szlachetnie urodzonych – hrabiów i książąt oraz ich rodziny. Tu miały miejsce pierwotne pochówki Amalii Rodrigues czy Fernando Pessoa. Ale nam niestety nie było dane go zobaczyć, a szkoda.

Lizbona, park Jardim da Estrela w deszczu

Lizbona, park Jardim da Estrela w deszczu

Lizbona, park Jardim da Estrela w deszczu

Lizbona, park Jardim da Estrela w deszczu

Lizbona, park Jardim da Estrela w deszczu

Lizbona, park Jardim da Estrela w deszczu

Lizbona, tramwaj linii 28

Lizbona, tramwaj linii 28

Lizbona, tramwaj linii 28

Lizbona, tramwaj linii 28

Lizbona, tramwaj linii 28

Lizbona, tramwaj linii 28

Naszą trasę nieco przyśpieszaliśmy z powodu deszczu już od momentu przejażdżki windą Elevador da Bica – na mapkach mieliśmy rozrysowanych jeszcze kilka zabytkowych świątyń do zobaczenia. Niestety deszcz skutecznie nas zniechęcił do wałęsania się po mieście.

Aby sobie jakoś wynagrodzić tę stratę, decydujemy się, pomimo deszczu, na jazdę (najpierw tramwajem, potem metrem) daleko na północ Lizbony – do Estádio do Sport Lisboa e Benfica, czyli potocznie: Estádio da Luz, czyli po polsku: Arena / Stadion Światła, czyli po piłkarsku: stadion Benfiki Lizbona. Będzie uczta dla kibica :) Ale o tym już w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć ze zwiedzania Lizbony trasą zabytkowego tramwaju nr 28 znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Portugalia

Lizbona, panorama Alfamy z Largo das Portas do Sol

W Lizbonie spędziliśmy długi listopadowy weekend, w sumie trzy pełne doby. Stolica Portugalii bezwzględnie nas urzekła, choć pogoda o tej porze roku lubi płatać figle np. w postaci deszczu. W tym wpisie znajdziecie ranking atrakcji Lizbony, zgodny z naszymi odczuciami.

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Ostatni dzień spędzony w czasie długiego listopadowego weekendu w Lizbonie poświęciliśmy na wycieczkę do Belém, zachodniego przedmieścia stolicy Portugalii. Belém słynie bowiem z mnogości turystycznych atrakcji.

Lizbona, Estádio da Luz

Z racji tego, że połowa dorosłych tamBylskich należy do rzadkiej kasty kibiców piłkarskich, czasem oprócz zabytków zdarza się nam zwiedzać także znane stadiony. Nie inaczej było w Lizbonie.  więcej

 

Zwiedzamy Lizbonę trasą zabytkowego tramwaju nr 28, cz.3

Drugi pełny dzień w Lizbonie znów zaczynamy od zwiedzania atrakcji miasta trasą żółtego tramwaju linii 28. Zaczynamy od miejsca, gdzie skończyliśmy poprzedni dzień, czyli przy katedrze Se oraz kościele św.Antoniego.

Lizbona na weekend (poprzedni wpis: Lizbona nocą). Drugi dzień w Lizbonie znów w całości poświęcamy na przejechanie (lub przejście) trasy tramwaju nr 28 na całej jej długości. W okolice katedry Se tym razem nie jedziemy, jak poprzedniego dnia, tramwajem. Dojeżdżamy metrem w okolice Placu Handlowego (Praça do Comércio), skąd spacerkiem dochodzimy na przystanek tramwajowy przy katedrze.

Na początek wspomnieć musimy o pogodzie. O ile poprzedniego dnia z króciutkimi przerwami na opady, było przeważnie ciepło i słonecznie, o tyle drugiego dnia aura zrobiła nam psikusa – praktycznie cały czas niebo było mocno zachmurzone, a przez większość dnia lżej lub mocniej padało. Nie ułatwiało nam to wędrówki przez miasto i na pewno nie wpłynęło pozytywnie na jakość zdjęć. Ale pogody akurat wybrać sobie nie mogliśmy…

Najpierw odchodzimy od katedry Se i kościoła świętego Antoniego na południe, w stronę wybrzeża. Chcemy zobaczyć Casa dos Bicos, zbudowany w początkach XVI wieku dom o wyjątkowej fasadzie, pokrytej rombowatymi stożkami. Casa dos Bicos powstał w inicjatywy syna Afonso de Albuquerque, wicekróla Indii, o którym pisaliśmy przy okazji odwiedzin kościoła Nossa Senhora da Graça (gdzie znajduje się jego grób) oraz Panteonu Narodowego (gdzie symbolicznie stoi jego pusty sarkofag). Dom został poważnie uszkodzony podczas trzęsienia ziemi w 1755 r., a dobre odrestaurowano go wg pierwotnych planów dopiero w XX wieku. Obecnie jest własnością miasta.

Wracamy do trasy tramwaju nr 28. Nieco na wschód od kościoła św.Antoniego znajdujemy kolejną świątynię – kościół św.Magdaleny (la Madalena). To kolejna świątynia, zbudowana zaraz po zdobyciu Lizbony przez chrześcijan, powstał w latach 50/60-tych XII w., ale później kilkukrotnie był mocno niszczony (XIV w. – pożar, XVII w. – cyklon), aż wreszcie w 1755 r. znów zniszczyło go trzęsienie ziemi. Został potem odbudowany niemal od podstaw. We wnętrzach znajdują się dzieła malarstwa i rzeźby z przełomu XVIII / XIX w., a portal wejściowy wpisany został na listę zabytków narodowych.

Lizbona, Casa dos Bicos

Lizbona, Casa dos Bicos

Lizbona, kościół Magdaleny

Lizbona, kościół Magdaleny

Lizbona, wystawa w kościele Magdaleny

Lizbona, wystawa w kościele Magdaleny

Lizbona, tramwaj nr 28 niedaleko Praça do Comércio

Lizbona, tramwaj nr 28 niedaleko Praça do Comércio

Idziemy na Plac Handlowy (Praça do Comércio). To tutaj w 1510 r. wybudowano pałac Ribeira, nową rezydencję królewską, do której monarchowie przenieśli się z zamku św.Jerzego. Obok pałacu stały też budynku urzędów, regulujących współpracę handlową ze wszystkimi portugalskimi koloniami na świecie – miejsce to było więc w XVI w. niemal centrum świata, przynajmniej w gestii handlu.

Potem niestety przyszło trzęsienie ziemi w 1755 r. wraz z następującym po nim tsunami, które doszczętnie zniszczyło pałac królewski i wszystko dookoła. Monarchowie swojej siedziby nie odbudowali. Plac zaprojektowano od nowa, budując dookoła budynki mieszczące urzędy państwowe, głównie zarządzające portem oraz służbami celnymi. W 1775 r. na środku placu stanęła konna statua króla Jose I (Józefa I), a równo sto lat później, na wejściu na główną ulicę Rua Augusta wybudowano okazały łuk triumfalny, dziś jeden z symboli miasta.

Ma też Plac Handlowy swoją ciemną kartę w historii Portugalii – to tutaj w 1908 r. zamachowcy (członkowie Partii Republikańskiej, która dwa lata później obaliła monarchię) zastrzelili ówczesnego króla, Carlosa I oraz jego następcę, Luiza Filipe. Królem wtedy został młodszy syn Carlosa I, Manuel, jak już wspomnieliśmy tutaj, obalony w 1910 r. (w czasie zamachu ranny w ramię). Praça do Comércio będzie punktem wypadowym naszej wycieczki do Belem ostatniego dnia pobytu w Lizbonie – stąd odjeżdża tramwaj nr 15 właśnie do Belem. Ale o tym z pewnością będzie osobny wpis.

Lizbona, plac Praça do Comércio

Lizbona, plac Praça do Comércio

Lizbona, plac Praça do Comércio, pomnik króla Jose I

Lizbona, plac Praça do Comércio, pomnik króla Jose I

Lizbona, łuk triumfalny przy Praça do Comércio

Lizbona, łuk triumfalny przy Praça do Comércio

Lizbona, Muzeum Designu i Mody na Rua Augusta

Lizbona, Muzeum Designu i Mody na Rua Augusta

Lizbona, deptak Rua Augusta

Lizbona, deptak Rua Augusta

No to idziemy na Rua Augusta, przez wspomniany łuk triumfalny (nazwa oficjalna: Arco da Rua Augusta). Rua Augusta to chyba najsłynniejsza ulica Lizbony, od lat 80-tych zamknięta dla ruchu kołowego, wypełniona jest sklepami, najczęściej znanych światowych marek. Warto się nią po prostu przespacerować. Nią oraz równoległymi uliczkami – to prawdziwe sklepowe zagłębie w Lizbonie, znajdziecie tu też mnóstwo restauracji i kafejek, a także lokalnych artystów. Ten długi na pół kilometra deptak prowadzi do kolejnego znanego placu – Praça do Rossio (nazwa oficjalna: Praça de D.Pedro IV).

Praça do Rossio (oficjalna nazwa ponoć nigdy się nie przyjęła) jest chyba jeszcze starszy niż Praça do Comércio, był jednym z głównych miejskich placów już gdzieś koło XIII w. Mniej więcej w połowie XV w. wybudowano tu Palácio dos Estaus, pałac, przeznaczony dla co bardziej znamienitych gości, później przekształcony w siedzibę portugalskiej inkwizycji, a sam plac stał się miejscem publicznych… egzekucji.

W 1755 r. plac został zniszczony przez trzęsienie ziemi, zniszczony został także pałac, który odbudowano już w nowej roli – teatru narodowego. W XIX w. na placu postawiono kolumnę z podobizną króla Pedro IV oraz widowiskowe fontanny. Plac wyłożono też charakterystyczną mozaiką, układaną w fale – bardzo nam przypominała tę z Copacabany w Rio de Janeiro. Pod koniec XIX w. wybudowano też inny charakterystyczny budynek – stację kolejową Rossio.

Lizbona, plac Praça do Rossio

Lizbona, plac Praça do Rossio

Lizbona, plac Praça do Rossio, fontanny i Teatr Narodowy

Lizbona, plac Praça do Rossio, fontanny i Teatr Narodowy

Lizbona, plac Praça dos Restauradores

Lizbona, plac Praça dos Restauradores

Lizbona, Palácio Foz na placu Praça dos Restauradores

Lizbona, Palácio Foz na placu Praça dos Restauradores

Lizbona, dawne kino Eden na placu Praça dos Restauradores

Lizbona, dawne kino Eden na placu Praça dos Restauradores

Z Praça do Rossio idziemy jeszcze dalej na północ, na kolejny plac – Praça dos Restauradores (Plac Odnowicieli), poświęcony odzyskaniu niepodległości przez Portugalię po kilkudziesięcioletnim panowaniu Hiszpanii w XVII w. Pośrodku stoi okazały obelisk, poświęcony temu właśnie wydarzeniu, z datami bitew stoczonych z Hiszpanią. Z bardziej widowiskowych budynków przy placu na pewno warto zwrócić uwagę na Palácio Foz oraz dawne kino Eden (dziś hotel) z fasadą z początków XX wieku (art deco).

Z Praça dos Restauradores, obok dzisiejszej Hard Rock Cafe (także budynek kina) skręcamy w prawo, w uliczkę równoległą do placu, by dojść do niedalekiej Elevador do Lavra – jednej z kilku miejskich wind w Lizbonie. Ciężko ją odróżnić od tramwaju, ma prawie identyczne żółte wagoniki (dwa, po jednym w każdym kierunku), mijające się na bardzo wąskiej trasie. Elevador do Lavra jest najstarszą lizbońską windą, otwartą w 1884 r. i działającą do dnia dzisiejszego. Trasa ma prawie 190 m i ma nachylenie aż ponad 22% (!). Ograniczamy się do kilku fotek wagonika, nie potrzebujemy jechać w górę.

Niemal tuż obok windy stoi kościół św.Józefa (Sao Jose) wybudowany w XIX w. w miejscu dawnego klasztoru Augustianów, zniszczonego w 1755 r. przez trzęsienie ziemi. Odbijamy z powrotem na południe, kierując się w stronę kolejnego placu – Largo São Domingos. Zanim jednak do niego dojdziemy, trafiamy pod kolejną świątynię – kościół św.Ludwika Francuskiego (Igreja de São Luis dos Franceses), założony w 1552 r. pod wezwaniem króla Francji, odbudowany po trzęsieniu ziemi w 1755 r. We wnętrzach można zobaczyć prace artystów z XVIII w., prezentujące sceny z życia świętego.

Lizbona, winda Elevador do Lavra

Lizbona, winda Elevador do Lavra

Lizbona, winda Elevador do Lavra

Lizbona, winda Elevador do Lavra

Lizbona, kościół św.Józefa (Sao Jose)

Lizbona, kościół św.Józefa (Sao Jose)

Lizbona, kościół św.Dominika

Lizbona, kościół św.Dominika

Lizbona, kościół św.Dominika

Lizbona, kościół św.Dominika

Ale nas bardziej interesuje plac Largo São Domingos, sąsiadujący z budynkiem teatru oraz placem Praça do Rossio. Na placu tym w 1506 r. miała miejsce jedna z najczarniejszych historii Lizbony – masakra „nowych chrześcijan”, czyli skonwertowanych kilka lat wcześniej siłą Żydów. Podminowani szerzącymi się w kraju plagami, wierni pod błahym pretekstem rozpoczęli zabijanie, które trwało kilka dni i rozszerzyło się na całe miasto – łącznie zabito wtedy prawie 2 tysiące osób, pod pozorem przewin za suszę, głód i choroby. Dziś na środku placu stoi niewielki obelisk, upamiętniający to wydarzenie.

Najważniejszym zabytkiem tutaj jest okazały kościół św.Dominika, wybudowany w 1241 r. (w tym czasie był największą świątynią w Lizbonie) i od początku należący do klasztoru Dominikanów. Przetrwał kilka trzęsień ziemi, po których był zawsze odbudowywany. Przez całe wieki był miejscem ważnych uroczystości, w tym także królewskich chrztów i ślubów. Za ołtarzem znajduje się grób jednego z synów Alfonsa III, króla Portugalii z XIII w. Przechowywano tu także chusteczki, należące do dwójki dzieci, którym objawiła się Matka Boska w Fatimie, niestety spłonęły one w wielkim pożarze kościoła (od świec zapaliły się drewniane ołtarze) w 1959 r.

Na południe od kościoła św.Dominika znajduje się, także sąsiadujący z Praça do Rossio, plac Praça da Figueira, w miejscu którego kiedyś stał ogromny szpital Wszystkich Świętych, zniszczony w 1755 r. podczas trzęsienia ziemi. Po nim szpitala nie odbudowano, wybudowano za to najpierw otwarty, a potem kryty targ miejski, który istniał aż do II wojny światowej. Potem go zburzono, tworząc nowy plac z konnym pomnikiem króla Jana I (rządził w XIII / XIV w.).

Lizbona, obelisk ku pamięci ofiar masakry z 1506 r. na Largo São Domingos

Lizbona, obelisk ku pamięci ofiar masakry z 1506 r. na Largo São Domingos

Lizbona, tabliczka ku pamięci ofiar masakry z 1506 r. na Largo São Domingos

Lizbona, tabliczka ku pamięci ofiar masakry z 1506 r. na Largo São Domingos

Lizbona, plac Praça da Figueira

Lizbona, plac Praça da Figueira

Przechodzimy znów przez plac Praça do Rossio, kierując się tym razem w uliczkę Rua de Santa Justa – tu znajduje się następna z naszych atrakcji – kolejna miejska winda w Lizbonie – Elevador de Santa Justa, jedyna pionowa winda w mieście (pozostałe są tramwajowymi wagonikami), istniejąca do dziś. Ta wysoka (45 m) winda wybudowana została w 1900 r., by ułatwić przejście z dzielnicy Baixa (w której właśnie jesteśmy) do okolic klasztoru Karmelitów, położonych znacznie wyżej (to już dzielnica Chiado). W otwarciu uczestniczyła ówczesna rodzina królewska. W latach 70-tych XX wieku została włączona w system miejskiego transportu w Lizbonie.

Lizbona, winda Elevador de Santa Justa

Lizbona, winda Elevador de Santa Justa

Przejażdżka tą windą to turystyczny punkt obowiązkowy, choć przyjemność to wyjątkowo krótka i wcale nie tania – bilet kosztuje 5 EUR (w obie strony), ale jeśli macie wykupioną LisboaCard, nie zapłacicie NIC. Na szczycie windy znajduje się taras widokowy, a „po sąsiedzku” wspomniane ruiny klasztoru i kościoła Karmelitów, wybudowane w końcówce XIV w. i zniszczone przez trzęsienie ziemi w 1755 r. Kościoła nigdy nie odbudowano, a w pozostałej części umieszczono niewielkie muzeum archeologiczne.

Na górze wychodzimy na uliczkę Calçada Sacramento, przy której znajdziemy jeszcze jedną świątynię – kościół Najświętszego Sakramentu (Igreja Paroquial do Santíssimo Sacramento), wybudowany pierwotnie zaraz po zdobyciu Lizbony w 1147 r., jako niewielka kaplica. Dzisiejsze rozmiary świątynia uzyskała po przebudowie z 1750 r., ale już pięć lat później została doszczętnie zniszczona przez trzęsienie ziemi. Odbudowano go w 1784 r.

Lizbona, klasztor Karmelitów widziany z placu Praça do Rossio

Lizbona, klasztor Karmelitów widziany z placu Praça do Rossio

Teraz już wchodzimy na jedną z najbardziej znanych ulic w dzielnicy Chiado – Rua Garrett. No i wracamy na trasę tramwajowej linii 28. Ale o dalszych atrakcjach Lizbony, położonych przy niej, przeczytacie w kolejnej, ostatniej już części tego wpisu.

Pełna galeria zdjęć ze zwiedzania Lizbony wzdłuż trasy zabytkowego tramwaju nr 28 znajduje się na osobnej stronie tego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Portugalia

Lizbona, panorama Alfamy z Largo das Portas do Sol

W Lizbonie spędziliśmy długi listopadowy weekend, w sumie trzy pełne doby. Stolica Portugalii bezwzględnie nas urzekła, choć pogoda o tej porze roku lubi płatać figle np. w postaci deszczu. W tym wpisie znajdziecie ranking atrakcji Lizbony, zgodny z naszymi odczuciami.

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Ostatni dzień spędzony w czasie długiego listopadowego weekendu w Lizbonie poświęciliśmy na wycieczkę do Belém, zachodniego przedmieścia stolicy Portugalii. Belém słynie bowiem z mnogości turystycznych atrakcji.

Lizbona, Estádio da Luz

Z racji tego, że połowa dorosłych tamBylskich należy do rzadkiej kasty kibiców piłkarskich, czasem oprócz zabytków zdarza się nam zwiedzać także znane stadiony. Nie inaczej było w Lizbonie.  więcej