Tour de Europe 2010 (prolog) | tamBylscy.pl - historia naszych podróży. | Page 2

Grossglockner i wysokoalpejska trasa widokowa

Najwyższa góra Austrii – Grossglockner (3798 m n.p.m.) i najwyżej położona droga tego kraju (Hochalpenstrasse) były atrakcjami drugiego dnia naszej drogi do Chorwacji. Choć trochę niespodziewanie.

Drugi dzień naszej wakacyjnej podróży do Chorwacji upłynąć miał pod znakiem skoczni narciarskich. Wszak my, stali bywalcy skoków w Zakopanem (2008,2009,2010), nie przepuścilibyśmy okazji choćby zobaczenia, i to choćby w lecie, innych znanych skoczni narciarskich. A po drodze z Monachium było przecież Bischofshofen. No i nocleg mieliśmy pod Villach – kolejna skocznia. A jednak przepuściliśmy tę okazję. I nie żałujemy.

Tuż przed samym wyjazdem z Polski trafiliśmy bowiem na informacje o pewnej wysokogórskiej, widokowej trasie w Austrii. Krótkiej, płatnej i z fantastycznymi widokami. No i: „wysokogórskiej”. A góry to wiadomo: serpentyny, ciekawe drogi itp. Ku naszej radości przejazd tą trasą nie oznaczał wielkich zmian w naszej podróży – trasa nawet nieźle wpisywała się w odcinek Monachium – Villach, choć oczywiście zapomnieć mogliśmy już o skoczniach czy Salzburgu. Nie ma nic za darmo.

 

Austriackie Alpy (jeszcze przed trasą widokową)

Austriackie Alpy (jeszcze przed trasą widokową)

 

Jadąc z Monachium autostradą A8 w kierunku Salzburga, odbiliśmy na południe (A93) w okolicach Rosenheim. Z tej z kolei zjechaliśmy w Kufstein, gdzie oglądnęliśmy zamek-fortecę z XIII wieku. Stąd z kolei skierowaliśmy się na Kitzbuhel, znany kurort narciarski, aż wreszcie wylądowaliśmy na drodze numer B107, której to drogi 48-kilometrowym odcinkiem jest właśnie „Hochalpenstrasse”. Droga B107 w zasadzie od początku wiedzie pod górę, ale cała zabawa zaczyna się mniej więcej od miejscowości Fusch (805 m n.p.m.).

 

Hochalpenstrasse za Fusch - tablica informacyjna

Hochalpenstrasse za Fusch – tablica informacyjna

 

Mini-zoo przy bramkach wjazdowych na Hochalpenstrasse

Mini-zoo przy bramkach wjazdowych na Hochalpenstrasse

 

Około 10 km za Fusch zaczyna się droga płatna (jesteśmy już na wysokości ok. 1150 m n.p.m.). Bramki jak na autostradzie, jednodniowy wjazd kosztuje 28 euro (samochody osobowe). W ramach tej opłaty można w czasie doby wjeżdżać na trasę dowolną liczbę razy. Co ważne dla Polaków – na bramkach za dodatkowe 4 euro można nabyć obszerny, POLSKOJĘZYCZNY przewodnik po trasie. Droga jest czynna wyłącznie od początku maja do końca października.

 

Bramki wjazdowe na Hochalpenstrasse

Bramki wjazdowe na Hochalpenstrasse

 

Hochalpenstrasse ma długość 48 km i wiedzie od Fusch do miejscowości Heiligenblut, z najwyższym punktem na poziomie 2504 m n.p.m (Hochtor) – ale samochodem da się wjechać jeszcze wyżej, na punkt widokowy Edelweiss-Spitze, 2571 m n.p.m.

 

Hochalpenstrasse

Hochalpenstrasse

 

Hochalpenstrasse

Hochalpenstrasse

 

Droga została wybudowana w pięć lat (1930-1935), ale znajdowane tu ślady świadczą o tym, iż człowiek przechodził przez Alpy w tych okolicach już ok. 2000 lat p.n.e. Wszystkie materiały, niezbędne do budowy tej trasy oraz baraki i narzędzia transportowano w góry końskimi furmankami. Za punkt honoru budowniczowie postawili sobie nie zaburzenie naturalnego ukształtowania terenu, co świetnie im się udało. A ponieważ koszty budowy okazały się sporo niższe od przewidywanych, budowniczowie, niejako „gratis” dobudowali specjalny odcinek (odnogę boczną) na Edelweiss Spitze, najwyższy punkt trasy (nie wolno nań wjeżdzać cięższym pojazdom, w tym autobusom – jest za stromy).

Przy budowie drogi pracowało ok. 3200 robotników, ponad 20-tu przypłaciło pracę życiem – ich pamięci poświęcono kaplicę na Fuscher Torl (2428 m n.p.m.).

Hochalpenstrasse, widok z Edelweiss Spitze (2571 m n.p.m.)

Hochalpenstrasse, widok z Edelweiss Spitze (2571 m n.p.m.)

 

Edelweiss Spitze (2571 m n.p.m.)

Edelweiss Spitze (2571 m n.p.m.)

 

Bramki wjazdowe znajdują się już po dłuższym, kilkukilometrowym stromym odcinku, droga ok.10 km przed bramkami ma przewyższenie ok.350 metrów. Ale dopiero potem zaczyna się prawdziwa jazda. Od bramki wjazdowej za Fusch do najwyższego punktu trasy jest mniej więcej 13-14 km, a przewyższenie sięga ponad 1400 metrów ! Jak łatwo policzyć – średnia stromizna: 10%. Przeżycia naprawdę rewelacyjne – szczególnie w dużym aucie zapakowanym pod sufit bagażami, z 5 osobami na pokładzie :) Ale uwaga – w wyższych partiach trasy temperatura gwałtownie spada (w naszym przypadku było to 14 stopni), warto mieć więc w pogotowiu cieplejsze ubrania.

Widok na Fuscher Torl

Widok na Fuscher Torl

 

Wnętrze kaplicy na Fuscher Torl

Wnętrze kaplicy na Fuscher Torl

 

Wbrew obawom droga jest naprawdę bezpieczna (choć przy każdym postoju w przydrożnej zatoczce zastanawiałem się, czy ręczny utrzyma samochód, czy też będziemy patrzeć, jak powolutku stacza się przepaść :) ), zresztą nie da się nią jechać szybko ze względu na wspaniałe widoki na praktycznie całej długości trasy. Nam przejechanie 48-kilometrowego odcinka zajęło tylko… 4 godziny, a byłoby pewnie sporo dłużej, ale w drugiej części trasy popsuła się pogoda, zaczęło padać i zeszła mgła, przez co straciliśmy wszelkie widoki.

Z trasy zapamiętaliśmy ogromną liczbę rowerzystów, dla których czuliśmy ogromny respekt. Wierzcie nam, wjechanie rowerem na tę trasę to naprawdę wielki wyczyn. Jeden z tych rowerzystów, któremu zresztą grzecznościowo robiliśmy pamiątkowe zdjęcie na Edelweiss Spitze (2571 m!), okazał się Polakiem :) Zapamiętaliśmy także możliwość porzucania się śnieżnymi kulkami – na wysokości Hochtoru (ponad 2500 m) nietrudno na wysokości asfaltowej drogi o śnieg – nawet w sierpniu. No i zapamiętaliśmy nietypowe znaki drogowe – ostrzegające przed świstakami, które bardzo licznie zamieszkują okoliczne tereny.

Śnieg niedaleko przełęczy Hochtor

Śnieg niedaleko przełęczy Hochtor

 

Niestety z racji całkowicie już popsutej pogody nie udała się wizyta w kulminacyjnym punkcie trasy – Kaiser-Franz-Josefs-Hohe, punkt widokowy na Grossglockner, najwyższy szczyt Austrii oraz lodowiec Pasterze (długość 10 km) pod nim. Po dojechaniu na punkt widokowy zastaliśmy na nim mgłę, ograniczającą widoczność do kilkudziesięciu metrów i… zero turystów, byliśmy na nim sami, czując się troszkę jak w mieście duchów…

Uwaga, świstaki !

Uwaga, świstaki !

Zjazd spowrotem w dół to nie mniejsza przyjemność. Miejscami nisko położone chmury przepływały… pod nami, dodatkowo wzmacniając poczucie wysokości, na której się znajdowaliśmy. Ostatnim wartym uwagi elementem drogi, już w Heiligenblut, końcowej miejscowości trasy, jest gotycki kościół św.Wincentego, jeden z najładniejszych i najbardziej znanych kościołów w Austrii. Przechowywana jest w nim relikwia Swiętej Krwi Chrystusa.

Kościół św.Wincentego w Heiligenblut

Kościół św.Wincentego w Heiligenblut

Legenda mówi, że relikwię przywiózł na początku X wieku rycerz krzyżowy Briccius. Rycerz ten zginął potem pod lawiną, a jego ciało znaleziono po jakimś czasie, gdy trzy kłosy przebiły się przez śnieg w miejscu tragedii. W dzisiejszym herbie Heiligenblut znajdują się właśnie: kościół, trzy kłosy i ampułka z krwią. Sam Briccius został pochowany w kościele i jego grób znajduje się tam do dziś.

Do miejsca noclegu (Ossiach am See, koło Villach) dotarliśmy już po zmroku, w niezwykle intensywnej ulewie. Z Ossiach zapamiętaliśmy (oprócz tej ulewy) przepiękne jezioro, kelnerkę w restauracji, która pomknęła z naszą kartą kredytową na zaplecze, powodując naszą konsternację oraz… Oraz do dziś się zastanawiamy, czy nie zostawiliśmy tam części… wyposażenia, ale o tym, w jednym z następnych wpisów.

Pełna galeria zdjęć z trasy widokowej pod Grossglockner – na naszym facebookowym profilu.

 

Inne wpisy z: Wakacje w Chorwacji (2010)

IMG_9287

Mirogoj, założony w 1876 r., od samego początku był cmentarzem wielowyznaniowym - pochowani są tu zarówno katolicy, jak i muzułmanie, Zydzi, protestanci, osoby innych wyznań a nawet niewierzący. Dziś Mirogoj uznawany jest za jeden z najpiękniejszych cmentarzy w całej Europie, pełen jest unikalnych, będących swoistymi dziełami sztuki nagrobków oraz rzeźb znanych artystów.

IMG_9403

Budapeszt, formalnie stworzony z trzech miast: Budy, Obudy i Pesztu, stolica i największe miasto Węgier, 8. najludniejsze miasto Europy było naszym jedynym przystankiem w drodze powrotnej do Polski z wakacji spędzonych w Chorwacji.

IMG_9170

Turanj, niewielka miejscowość na południe od miasta Karlovac (w zasadzie przedmieście), jest siedzibą unikalnego, dostępnego dla wszystkich bez opłat miejsca pamięci - Muzeum Uzbrojenia Wojny Domowej 1991-95, mającego za zadanie utrwalić potworność wojny domowej w byłej Jugosławii.

 

Inne wpisy z: Austria

Linz, Plac Główny (Hauptplatz)

Miasto zasiedlone przez Celtów, potem przez starożytnych Rzymian. Bardzo ważne miasto cesarstwa niemieckiego, pięknie usadowione na zakolu Dunaju. Dziś budujące wizerunek miasta kultury. Starające się zapomnieć o piętnie miasta rodzinnego... Hitlera.

Salzburg, widok znad rzeki Salzach

Starówka wpisana na listę UNESCO. Wypełniona zamkami, pałacami, pięknymi kościołami i urokliwymi uliczkami, a przede wszystkim pachnąca wielką i bogatą historią... Zawsze chcieliśmy tu przyjechać i wreszcie się udało. Przedstawiamy Salzburg.

img_5834

Goszcząc w austriackim Salzburgu nie sposób wręcz pominąć miejsca, związane z najsłynniejszym w historii obywatelem tego miasta - Wolfganga Amadeusza Mozarta. Kilka z nich i nam udało się zobaczyć.

 

 

Mecz Bayern Monachium - Real Madryt - epilog

To krótki, uzupełniający wpis, dotyczący pożegnalnego meczu Franza Beckenbauera (Bayern Monachium – Real Madryt), który miałem okazję oglądać na żywo na Allianz Arena (opisywaliśmy go w jednym z poprzednich wpisów)

Z racji tego, że mamy w zwyczaju zaśmiecanie mieszkania różnego rodzaju papierowymi pamiątkami (albumami, mapami, planami, ulotkami, biletami itp.) z odbytych podróży, odkopaliśmy też „gadżety”, związane z meczem na Allianz Arena. I zdigitalizowaliśmy je. Poniżej więc zdjęcia: oryginalnego biletu meczowego oraz obu stron stadionowej karty prepaid – jedynego środka płatniczego na Allianz Arena.

 

 

Allianz Arena, karta płatnicza prepaid

Allianz Arena, karta płatnicza prepaid

 

Allianz Arena, bilet na mecz Bayern Monachium - Real Madryt

Allianz Arena, bilet na mecz Bayern Monachium – Real Madryt

 

Inne wpisy z: Wakacje w Chorwacji (2010)

IMG_9287

Mirogoj, założony w 1876 r., od samego początku był cmentarzem wielowyznaniowym - pochowani są tu zarówno katolicy, jak i muzułmanie, Zydzi, protestanci, osoby innych wyznań a nawet niewierzący. Dziś Mirogoj uznawany jest za jeden z najpiękniejszych cmentarzy w całej Europie, pełen jest unikalnych, będących swoistymi dziełami sztuki nagrobków oraz rzeźb znanych artystów.

IMG_9403

Budapeszt, formalnie stworzony z trzech miast: Budy, Obudy i Pesztu, stolica i największe miasto Węgier, 8. najludniejsze miasto Europy było naszym jedynym przystankiem w drodze powrotnej do Polski z wakacji spędzonych w Chorwacji.

IMG_9170

Turanj, niewielka miejscowość na południe od miasta Karlovac (w zasadzie przedmieście), jest siedzibą unikalnego, dostępnego dla wszystkich bez opłat miejsca pamięci - Muzeum Uzbrojenia Wojny Domowej 1991-95, mającego za zadanie utrwalić potworność wojny domowej w byłej Jugosławii.

 

Inne wpisy z: Niemcy

Garmisch-Partenkirchen

Niemieckie i austriackie miasteczka, położone w Alpach i na ich krańcach mają swój niezaprzeczalny klimat i urok. Nie inaczej jest z Garmisch-Partenkirchen. Znów przypomnieliśmy sobie, dlaczego tak bardzo lubimy Bawarię...

IMG_3240

Nie ma bardziej kojarzącej się z niemiecką Kolonią nazwy od "wody kolońskiej", choć nie wszyscy zapewne utożsamiają ją z tym miastem. Ale to fakt - Kolonia jest "ojczyzną" tego specyfiku, który co ciekawe pierwotnie stosowany był jako... doustny lek.

Stralsund, plac Alter Markt, ratusz i kościół św.Mikołaja

Ostatnie zwiedzane przez nas podczas wrześniowego weekendu 2013 r. niemieckie miasto nad Bałtykiem to Stralsund, zwany po polsku Strzałowem. Trzecie (z czterech oglądanych) ze starówką, wpisaną w całości na listę UNESCO.

 

 

Monachium, Allianz Arena. Bayern - Real Madryt, czyli żegnamy Beckenbauera

Zgodnie z planem podróży wakacyjnej do chorwackiego Splitu, nakreślonym podczas przygotowań do wyjazdu, Allershausen – mała miejscowość pod Monachium oraz monachijska Allianz Arena były pierwszym przystankiem w drodze.

Dojazd z Wielkopolski pod Monachium to w zasadzie historia żadna. No, może poza odcinkiem Nowy Tomyśl – granica z Niemcami – bo tam jeszcze wtedy nie istniała dzisiejsza autostrada A2 – w związku z czym podróż była męczącą przebijanką w morzu TIRów. Ale już od granicy do samego Monachium – tańce i swawole na niemieckich autostradach, z których duża część (niestety do dziś) jest otoczona niezasłużonym mitem „nielimitowanych” prędkości – tak naprawdę spore odcinki limity prędkości mają, a inne spore odcinki są remontowane. Nie ma tak różowo.

W każdym razie do Allershausen dotarliśmy bezproblemowo. Szybki meldunek w prowincjonalnym (z wyglądu, ale nie z cennika…) hotelu i… ostateczna decyzja – jadę pod Allianz Arena i jeśli się uda zdobyć bilet – wchodzę na stadion. Do kieszeni 150 euro, do ręki aparat fotograficzny ze sporą lufą (18-200, nie wiem dlaczego nie pomyślałem, że mogą mnie na stadion z tym nie wpuścić) i jazda. A w zasadzie przejażdżka – z Allershausen pod Allianz Arenę było raptem niecałe pół godziny. Pod stadionem pierwsze, pozytywne zdziwienie – nieźle zorganizowany dojazd, praktycznie bez korków docieram na parking umiejscowiony pod stadionem. Parkujemy i jazda schodami na górę, przed stadion.

 

Monachium, Allianz Arena

Monachium, Allianz Arena

 

Monachium, Allianz Arena

Monachium, Allianz Arena

 

Teraz troszkę o tym, gdzie jestem. Allianz Arena jest stadionem piłkarskim, na którym rozgrywają swoje mecze obie monachijskie drużyny (Bayern i TSV 1860) – podświetlenie zewnętrzne stadionu zmienia się zależnie od tego, która z tych drużyn aktualnie na nim gra. Allianz Arena jest trzecim co do wielkości stadionem w Niemczech (mieści niespełna 70.000 kibiców) i uznawana jest za drugi (po londyńskim Wembley) najnowocześniejszy stadion świata. Stadion jest też największą foliową konstrukcją świata – tak, to nie żart. Zewnętrzna fasada stadionu zrobiona jest bowiem z tysięcy foliowych poduszek, wypełnionych powietrzem. Parking pod stadionem (cztery poziomy) mieści 10.500 samochodów i jest największym parkingiem w Europie.

No i na tym kolosie w dniu naszego pobytu w okolicy, Bayern postanowił rozegrać mecz pożegnalny Franza Beckenbauera – legendy Bayernu Monachium. Dowcip polega na tym, że mecz rozgrywany był… 33 lata po odejściu Franza z klubu – w 1977 roku bowiem ówczesne władze odmówiły mu możliwości rozegrania takiego meczu, gdy odchodził do nowojorskiego Cosmosu. A Franz wrócił po czterech sezonach do Niemiec (HSV Hamburg),a  potem i do Bayernu (był jego trenerem oraz prezesem, dziś jest prezesem honorowym).

 

Monachium, Allianz Arena - Cristiano Ronaldo

Monachium, Allianz Arena – Cristiano Ronaldo

 

Monachium, Allianz Arena - Franck Ribery

Monachium, Allianz Arena – Franck Ribery

 

Na mecz pożegnalny wybrano iście królewskiego przeciwnika – do Monachium zjechał sam Real Madryt, uzbrojony w nowego trenera (Jose Mourinho) i większość swoich największych gwiazd z Cristiano Ronaldo na czele. Było więc na co się szykować i myśleć, skąd by tu wyczarować bilety.

Oczywiście po wynurzeniu się z podziemnego parkingu i przyzwyczajeniu się do efektownego widoku stadionu z zewnątrz, rozpoczęło się intensywne rozglądanie najpierw za kasami biletowymi – ale tu zgodnie z przewidywaniami okazało się, że bilety są, ale tylko do odbioru dla posiadaczy karnetów i kupujących je z wyprzedzeniem przez sieć. No to szukamy… koników. Człowiek wszak przyzwyczajony – jak nie ma biletów w kasie, to na sto procent są u koników. A tu niespodzianka, nawet uważne przyglądanie się mijanym ludziom nie daje efektu – koników brak !

 

Monachium, Allianz Arena - Miroslav Klose, Ricardo Carvalho

Monachium, Allianz Arena – Miroslav Klose, Ricardo Carvalho

 

Dopiero po dłuższym czasie rozpoznałem w tłumie konika – właśnie odbywał błyskawiczną transakcję – zanim zdążyłem dojść – i po koniku i po kupującym zostały tylko wiatry. Kilka razy taką sytuację zaobserwowałem i mam wrażenie, że tamtejsze koniki niesamowicie boją się policji – wszystko jest strasznie ukrywane, konik ma obowiązkowe „plecy”, czyli kolesia który stanowi jego drugie oczy, a przy każdym minimalnym zagrożeniu koniki znikają z prędkością błyskawicy. Jak w takich warunkach złapać konika z biletem ? Tylko i wyłącznie, jeśli będzie wyłapany oczami w bliskiej od ciebie odległości. No to szukamy i… jest.

 

Monachium, Allianz Arena - Xabi Alonso, Bastian Schweinsteiger

Monachium, Allianz Arena – Xabi Alonso, Bastian Schweinsteiger

 

Niedaleko mnie zaczyna się transakcja – koleś spod kurtki pokazuje zainteresowanemu bilety i coś tam szwargoli po ichniemu. Szybkie podejście i… są bilety, ale tylko najwyższej kategorii. Nie ma czasu na zastanowienie, bo albo bilety zaraz pójdą (bo takich chętnych było od razu więcej), albo konik zniknie. Cena 100 euro (na bilecie nominał – 60 eur, przebitka nie jest szalona). Decyzja – dawaj bilet. A koleś… chowa pokazywany mi bilecik, po czym z kieszeni wyjmuje drugi, oddaje mi biorąc kasę. Zdążam tylko popatrzeć na bilet – niby identyczny z tym, który miałem w ręce. I kolesia już nie ma.

W głowie świta myśl – dostałem podróbę. Sprzedawca ciemniejszej maści, szybka transakcja, podmianka biletów (niby chciał mi dać „świeży”) – nie ma siły, podróba. Ale bilet wygląda dobrze, ma nawet wyglądający oryginalnie hologram. Chwila pomyślunku i znów decyzja – idziemy do bramki wejściowej, niech się dzieje co chce. Najwyżej capną mnie na bramce z podróbą. Dopiero przy bramce dopadła mnie myśl dodatkowa – mam wielgaśny obiektyw na aparacie – nie wpuszczą mnie. Ale jest już za późno – wkładam bilet do czytnika.

Czytnik: „biiiiip” – na czerwono – kod kreskowy nie rozpoznany. Czyli zgodnie z obawami. Druga próba w czytniku – jest zielono :) Czyli jednak skubany sprzedał mi oryginał. Sto kilo spadło z ramion. Teraz drugie sto kilo – macanko u ochroniarzy i kontrol osobista – czyli kłopot z aparatem. I kolejna sensacja – nie ma żadnego problemu – wchodzę na Allianz Arena. Szczyt szczęścia.

 

Monachium, Allianz Arena - Iker Casillas

Monachium, Allianz Arena – Iker Casillas

 

Miejscówka okazuje się rewelacyjna (wszak pierwsza kategoria), a ja mam aparat z dużym zoomem, więc zdjęcia będą niezłe. Jeszcze tylko spacer po koronie stadionu i próba zakupu czegoś do jedzenia. Pudło. Nic nie da się tu kupić za gotówkę – trzeba mieć specjalną kartę prepaid – tylko za jej pomocą można płacić we wszystkich punktach na stadionie, także na stadionowym parkingu. Cwaniaki. Kartę można łatwo wyrobić – na każdym kroku stoją ludzie z maszynkami do ich wyrobu. Ale doładować można tylko kwotą 10 euro lub jej wielokrotnością. A ceny np. jedzenia już takie okrągłe nie są i każdemu coś na karcie zostaje – a jak jesteś tak jak ja kibicem „jednorazowym” – to zostawiasz na karcie kasę „na wieczne nieoddanie”. U mnie zostało tak coś ponad 2 euro. Ale co tam. Karta przynajmniej zostaje – na pamiątkę.

Sam mecz odbywał się w letniej atmosferze – wszak towarzyski – ale przy komplecie publiczności i fajnym momentem początkowym – pożegnaniem bohatera wieczoru – Franza Beckenbauera. Obie drużyny starały się nie zrobić sobie krzywdy i końcowy wynik pozostał bezbramkowy. Na koniec była więc pokazowa runda rzutów karnych, w których Bayern przegrał 2:4.

 

Monachium, Allianz Arena - kibice Realu po meczu

Monachium, Allianz Arena – kibice Realu po meczu

 

Monachium, Allianz Arena - widok stadionu w nocy

Monachium, Allianz Arena – widok stadionu w nocy

 

Na koniec jeszcze efektowny widok stadionu Allianz Arena z czerwonym podświetleniem w nocy i powrót na parking. Tu już nie ma tak fajnie, jak przy wjeździe i niestety są potężne kolejki już na etapie płacenia za parking (wspomnianą doładowaną kartą stadionową).

Na koniec mała nauczka – przy parkowaniu pod Allianz Arena zapamiętajcie nie tylko poziom parkingu i miejsce zaparkowania, ale jeszcze symbol segmentu parkingu, do którego wjechaliście. Parking stadionowy jest podzielony na bodajże cztery, IDENTYCZNIE wewnątrz wyglądające parkingi – można się zestresować schodząc ze stadionu i nie zastając samochodu na jego miejscu (w moim przypadku był to dodatkowo samochód wypakowany po sufit bagażami na 2-tygodniowe wakacje pięcioosobowej rodziny – pół mieszkania było w środku). Dopiero po kwadransie dreptania w miejscu wpadłem na pomysł wyjścia na zewnątrz i wtedy okazało się, że takich parkingów jest kilka obok siebie i zszedłem nie do tego, co trzeba :).

Stresów był więc kilka – i przed, i po meczu – ale było warto. Z punktu widzenia kibica piłkarskiego – jak to mówią w jednej reklamie – bezcenne :) Reszta jest na zdjęciach.

Pełna galeria zdjęć z Allianz Arena (Bayern – Real) – na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Wakacje w Chorwacji (2010)

IMG_9287

Mirogoj, założony w 1876 r., od samego początku był cmentarzem wielowyznaniowym - pochowani są tu zarówno katolicy, jak i muzułmanie, Zydzi, protestanci, osoby innych wyznań a nawet niewierzący. Dziś Mirogoj uznawany jest za jeden z najpiękniejszych cmentarzy w całej Europie, pełen jest unikalnych, będących swoistymi dziełami sztuki nagrobków oraz rzeźb znanych artystów.

IMG_9403

Budapeszt, formalnie stworzony z trzech miast: Budy, Obudy i Pesztu, stolica i największe miasto Węgier, 8. najludniejsze miasto Europy było naszym jedynym przystankiem w drodze powrotnej do Polski z wakacji spędzonych w Chorwacji.

IMG_9170

Turanj, niewielka miejscowość na południe od miasta Karlovac (w zasadzie przedmieście), jest siedzibą unikalnego, dostępnego dla wszystkich bez opłat miejsca pamięci - Muzeum Uzbrojenia Wojny Domowej 1991-95, mającego za zadanie utrwalić potworność wojny domowej w byłej Jugosławii.

 

Inne wpisy z: Niemcy

Garmisch-Partenkirchen

Niemieckie i austriackie miasteczka, położone w Alpach i na ich krańcach mają swój niezaprzeczalny klimat i urok. Nie inaczej jest z Garmisch-Partenkirchen. Znów przypomnieliśmy sobie, dlaczego tak bardzo lubimy Bawarię...

IMG_3240

Nie ma bardziej kojarzącej się z niemiecką Kolonią nazwy od "wody kolońskiej", choć nie wszyscy zapewne utożsamiają ją z tym miastem. Ale to fakt - Kolonia jest "ojczyzną" tego specyfiku, który co ciekawe pierwotnie stosowany był jako... doustny lek.

Stralsund, plac Alter Markt, ratusz i kościół św.Mikołaja

Ostatnie zwiedzane przez nas podczas wrześniowego weekendu 2013 r. niemieckie miasto nad Bałtykiem to Stralsund, zwany po polsku Strzałowem. Trzecie (z czterech oglądanych) ze starówką, wpisaną w całości na listę UNESCO.

 

Jedziemy do Chorwacji

Jak w tytule. Taka decyzja zapadła w naszym domu mniej więcej końcem zimy sezonu 2009/10 i dotyczyła zbliżających się wakacji. Druga, równie ważna: nie jedziemy na raz (jak poprzednio do Irlandii czy Włoch). Czyli przyzwyczajamy się do całkiem innej organizacji podróży. Ta druga decyzja, jak się w przyszłości okazało, zmieniła nasze postrzeganie wakacyjnych podróży.

Wakacje w Chorwacji miały być pierwszymi „samodzielnymi” wakacjami całej rodziny. Czyli cała organizacja podróży i pobytu w miejscu docelowym (które też trzeba było wybrać) spoczywała na nas – nie jechaliśmy już wszak do rodziny, która mogła nas przenocować i przemyśleć za nas plan spędzenia pobytu.

Punktem będącym poza dyskusją był środek transportu – jedziemy własnym samochodem. Pozostało tylko:

  • znaleźć najlepsze miejsce pobytu w Chorwacji (brak doświadczenia)
  • poszukać tam najlepszego możliwego miejsca noclegowego (brak doświadczenia)
  • przemyśleć trasę do i spowrotem (tu jakieś doświadczenie, choćby z Irlandii czy Włoch, już było)
  • znaleźć możliwe do odwiedzenia atrakcje w obu trasach (brak doświadczenia)
  • stosownie do wybranej trasy i znalezionych atrakcji, czytaj: czasu potrzebnego na jej przebycie, poszukać noclegów na obu trasach (brak doświadczenia)

Najdłużej chyba zeszło nam z punktem nr 1. Wybór miejsca pobytu wobec zerowego doświadczenia z Chorwacją był naprawdę dużym wyzwaniem. W zasadzie kryteriów było kilka: jak najbardziej na południe, w otoczeniu jakichś atrakcji, także jak najbliżej morza. Analiza map i planów całej Chorwacji była naprawdę dużym wyzwaniem. Czytanie połowy Internetu też. W końcu wybór padł na: Split. Spełniał wszystkie trzy kryteria – tak daleko na południu jeszcze nie byliśmy, mnóstwo atrakcji i w samym mieście i w zasięgu jednodniowej wycieczki autem. Znalazł się też nocleg blisko morza – w zasadzie 100 m od morza, w pierwszym rzędzie zabudowań, z bezpośrednim widokiem na wodę. Znaczy – destynacja wybrana. I punkt nr 2 również załatwiony.

Trasy były nieco determinowane punktami końcowymi – startowaliśmy z Poznania, ale wracaliśmy do Rzeszowa. Ot, takie rodzinne komplikacje :) Trasa „do” została więc wstępnie ustalona tak: w stronę Berlina, potem na południe Niemiec (bo Niemcy mają fajne autostrady bez limitu prędkości), przez austriackie Alpy do granic Chorwacji, a potem już prosto na południe do Splitu. Droga „z” – na północ przez okolice Zagrzebia, potem Budapeszt i przez Słowację do Rzeszowa. Pozostało uszczegółowić miejsca noclegów i poszukać po drodze atrakcji.

Trasa „do”. W zasięgu pierwszego noclegu (czyli mniej więcej po 7 godzinach jazdy) wypadło nam Monachium. Potem zarezerwowaliśmy sobie czas na nieco wolniejszą jazdę przez Alpy (wszak widoki są), więc drugi z noclegów wypadł gdzieś w okolicach Villach (ach te skoki narciarskie – wszak tam jest skocznia, a dotychczas widzieliśmy tylko tę w Zakopanem), a po drodze z Monachium był i Salzburg i Bischofshofen (też skocznia). A z Villach to znów z 7 godzin do Splitu – czyli może damy radę gdzieś się zatrzymać i coś zobaczyć (wybraliśmy okrężną trasę przez Włochy, po drodze jest Triest – byliśmy już tam co prawda, ale pewnie jest tam coś jeszcze, czego nie widzieliśmy).

Z atrakcjami było trochę gorzej. Znaczy wydawało się, że nie jest źle – obie trasy wydawały się atrakcyjne i dobrze zaplanowane – ale praktyka miała pokazać, że i trasę da się zmienić, i atrakcje całkiem inne po drodze znaleźć.

Z zaplanowanych punktów, sprawdził się w zasadzie tylko jeden, ale i on nie do końca. Rzeczywiście pierwszy nocleg w drodze na wakacje został wyznaczony w Monachium – a w zasadzie nie do końca, bo pod Monachium (Allershausen). A to w wyniku szukania „atrakcji” – otóż okazało się, że w dniu zaplanowanego naszego noclegu w Monachium, na tamtejszej Allianz Arenie (stadionie Bayernu) odbędzie się towarzyski mecz pomiędzy Bayernem a Realem Madryt. Biletów już nie było, ale cały plan pobytu się zmienił – nie zwiedzamy Monachium, planujemy tamtejszy pobyt tak, żeby być może udało się na ten mecz pójść – sam nie wiem dlaczego zakładaliśmy, że pójść się uda. Stąd nocleg w Allershausen – małej miejscowości pod Monachium, ale położonej od strony Allianz Areny. No i godzina wyjazdu z Poznania została automatycznie ustawić tak, by być w Allershausen w godzinach dających szansę dojazdu przed meczem do Monachium.

Całe reszta nie była specjalnie planowana. Salzburg, Alpy, skocznie narciarskie, Triest i wybrzeżem Chorwacji do Splitu. Proste. I prawie się sprawdziło :) Sprawdziła się za to droga powrotna, planowana z jednym noclegiem – w Budapeszcie.

Metodologia planowania wakacji się sprawdziła i jest, po niezbędnych poprawkach zbudowanych na własnym doświadczeniu, stosowana przez nas do dziś. Nauczyliśmy się czego szukać, o co pytać i gdzie – oczywiście w sieci, oczywiście w większości – wujka G. Były też pierwsze poszukiwania turystycznych, drukowanych przewodników. Jedyne, czego nie braliśmy wtedy pod uwagę – to dostęp do sieci w trakcie podróży (dostęp do sieci był oczywiście kryterium wyboru miejsca docelowego). Uczyliśmy się też wybierania miejsc noclegowych, zarówno tych na trasie, jak i tego docelowego. Podróż całą rodziną, z dziećmi, z których dwójka to kilkuletnie szkraby, wymuszała kryteria wygody. Podróż samochodem – kryterium parkingu. Nasze przyzwyczajenia i poczucie bezpieczeństwa – kryterium dostępu do Internetu.

Wakacje w Chorwacji, z dwoma noclegami w trasie „do” i jednym – w trasie „z”, była, jak się później okazało, znakomitym dla nas impulsem do budowania planów na kolejne wakacyjne wyjazdy. I znakomitym doświadczeniem, przydatnym w realizacji przyszłych, dużo dłuższych tras wakacyjnych. No i wszyscy sprawdziliśmy się w drodze – to przede wszystkim dało nam powód do dalszego planowania tego samego sposobu spędzania wakacji – daleka destynacja i ciekawa, długa podróż etapami, pomiędzy ciekawymi miejscami.

A jak nam chorwacka eskapada wyszła ? I Chorwacja okazała się mega ciekawa, i trasy odbiegły nieco od planowanych – atrakcji było dużo więcej, i dużo lepsze niż planowaliśmy.

 

Inne wpisy z: Wakacje w Chorwacji (2010)

IMG_9287

Mirogoj, założony w 1876 r., od samego początku był cmentarzem wielowyznaniowym - pochowani są tu zarówno katolicy, jak i muzułmanie, Zydzi, protestanci, osoby innych wyznań a nawet niewierzący. Dziś Mirogoj uznawany jest za jeden z najpiękniejszych cmentarzy w całej Europie, pełen jest unikalnych, będących swoistymi dziełami sztuki nagrobków oraz rzeźb znanych artystów.

IMG_9403

Budapeszt, formalnie stworzony z trzech miast: Budy, Obudy i Pesztu, stolica i największe miasto Węgier, 8. najludniejsze miasto Europy było naszym jedynym przystankiem w drodze powrotnej do Polski z wakacji spędzonych w Chorwacji.

IMG_9170

Turanj, niewielka miejscowość na południe od miasta Karlovac (w zasadzie przedmieście), jest siedzibą unikalnego, dostępnego dla wszystkich bez opłat miejsca pamięci - Muzeum Uzbrojenia Wojny Domowej 1991-95, mającego za zadanie utrwalić potworność wojny domowej w byłej Jugosławii.