Tour de Europe 2014 (etap IV) | tamBylscy.pl - historia naszych podróży. | Page 2

Koło historii. Kosowe Pole i Kosowska Mitrowica

W drodze z Prisztiny na północ Kosowa zobaczyć można dwa bardzo znaczące dla historii tego państwa miejsca. Kosowe Pole i Kosowską Mitrowicę. Pierwsze z zamierzchłej historii, drugie z ostatnich lat. Oba tak samo znaczące, aczkolwiek w różnym znaczeniu.

Tour de Europe 2014, dzień 14 (poprzedni wpis: Prisztina, miasto jak nie z Kosowa). Wyjeżdżamy z Prisztiny na północ. Kolejny nocleg mamy także w Kosowie, w Prizrenie na południowym-zachodzie kraju, przy granicy z Albanią. Ale zanim wjedziemy do Prizrenu, czeka nas przejazd północną częścią Kosowa. Najpierw chcemy dojechać do Kosowskiej Mitrowicy.

Zanim jednak tam dotrzemy, czekają nas dwa przystanki. Pierwszym jest Gazimestan, nazwa miejsca nic nie mówi. Ale tak naprawdę jesteśmy na Kosowym Polu, miejscu kilku ważnych bitew, w tym jednej najważniejszej. Tej z 1389 r., kiedy to wojska serbskie wraz ze sprzymierzeńcami zmierzyły się tu z armią turecką sułtana Murada I. Bitwa zakończyła się klęską Serbów i śmiercią ich wodza, księcia Lazara – ale zginął także sułtan osmański, zgładzony wg legendy przez Milosa Obilica zatrutym mieczem.

Kosowo, Gazimestan, pomnik bitwy na Kosowym Polu

Kosowo, Gazimestan, pomnik bitwy na Kosowym Polu

Kosowo, Gazimestan, pomnik bitwy na Kosowym Polu

Kosowo, Gazimestan, pomnik bitwy na Kosowym Polu

Kosowo, Gazimestan, pomnik bitwy na Kosowym Polu, idziemy na górę

Kosowo, Gazimestan, pomnik bitwy na Kosowym Polu, idziemy na górę

Kosowo, Gazimestan, panorama pola bitwy na Kosowym Polu

Kosowo, Gazimestan, panorama pola bitwy na Kosowym Polu

Kosowo, Gazimestan, turecki grobowiec na Kosowym Polu

Kosowo, Gazimestan, turecki grobowiec na Kosowym Polu

Bitwa na Kosowym Polu jest zresztą u Serbów jedną wielką legendą. Legendą o bohaterstwie, pojednaniu z Bogiem, męczeństwie i wielkiej porażce (to ostatnie nie miało miejsca). Z księcia Lazara i Obilica legenda zrobiła największych bohaterów, stworzyła też zdrajcę, Brankovica, miejscowego władcę, z którego uczyniła tego, który przeszedł na stronę wroga – to też nigdy nie miało miejsca. Bitwa przeszła do historii Serbii jako narodowa trauma – jest dla Serbów równie ważna, co dla nas bitwa pod Grunwaldem – no ale myśmy tę bitwę przynajmniej wygrali.

Kosowo, Gazimestan, "kosowskie przekleństwo" księcia Lazara

Kosowo, Gazimestan, „kosowskie przekleństwo” księcia Lazara

Powszechnie uznaje się przegraną w 1389 r. bitwę za początek panowania tureckiego na terenach serbskich. Prawda to jednak częściowa, bo odbyła się tu nie tak długo później kolejna bitwa z Turkami – w 1448 r. – tak naprawdę dopiero po niej Turkowie rozlali się po całych Bałkanach, rozpoczynając swoje panowanie tutaj przez kolejne prawie 500 lat.

Gazimestan, czyli miejsce bitwy na Kosowym Polu, znajduje się raptem kilka kilometrów na północ od Prisztiny. Nie jest tu trudno trafić, wieżę widać z daleka. Tu pierwszy raz zetknęliśmy się w Kosowie z ochroną. Teren jest ogrodzony i pilnowany przez policjanta, przed wejściem należy zostawić u niego dowód osobisty. To przez całą następną dobę w Kosowie był widok, który napawał smutkiem i burzył radość zwiedzania. Nie odbierał chęci, ale powodował, że cały czas nie potrafiliśmy się pozbyć myśli o tym, co działo się w Kosowie jeszcze kilka lat temu. O tym, że Albańczycy postanowili zniszczyć wszystkie symbole serbskości na terenie Kosowa i chyba myślą o tym do dziś, skoro najważniejsze dla Serbów miejsca w Kosowie muszą być nadal ochraniane. Tu przez jednego policjanta, ale dalej były już całe zorganizowane oddziały wojsk KFOR, pilnujące ważniejszych obiektów prawosławnych.

Bitwę na Kosowym Polu upamiętnia dziś pomnik w kształcie średniowiecznej wieży obronnej. Wybudowano go w latach 50-tych XX wieku, jeszcze za czasów komunistycznej Jugosławii. Do wieży można wejść i po schodach wyjść na jej szczyt, by podziwiać panoramę miejsca słynnej bitwy. U podnóża wieży znaleźć można słowa znanego u Serbów „kosowskiego przekleństwa”, ubranych w poemat słów, przypisywanych księciu Lazarowi. Miał je wypowiedzieć tuż przed bitwą, przeklinając tych, którzy nie przybyli, by wziąć udział w bitwie. Ze szczytu wieży można też w oddali zobaczyć islamski grobowiec, ponoć ze szczątkami osmańskich dygnitarzy, którzy zginęli w bitwie.

Kosowo, grobowiec tureckiego sułtana Murada I, poległego w bitwie na Kosowym Polu

Kosowo, grobowiec tureckiego sułtana Murada I, poległego w bitwie na Kosowym Polu

Kosowo, grobowiec tureckiego sułtana Murada I, poległego w bitwie na Kosowym Polu

Kosowo, grobowiec tureckiego sułtana Murada I, poległego w bitwie na Kosowym Polu

Kosowo, grobowiec tureckiego sułtana Murada I, poległego w bitwie na Kosowym Polu

Kosowo, grobowiec tureckiego sułtana Murada I, poległego w bitwie na Kosowym Polu

Kosowo, grobowiec tureckiego sułtana Murada I, poległego w bitwie na Kosowym Polu

Kosowo, grobowiec tureckiego sułtana Murada I, poległego w bitwie na Kosowym Polu

Miejsce nie sprawia specjalnego wrażenia, ale jest wyjątkowe. Dla Serbów. Tu odbyła się chyba najważniejsza bitwa w historii ich narodu. To m.in. to miejsce sprawia, że tak ciężko jest się im pogodzić z oddzieleniem Kosowa jako niepodległego państwa. Teraz nawet dziś niezbyt jest tu spokojnie i dostęp do Gazimenstanu Serbowie mają mocno utrudniony – jeszcze w 2012 r. zaatakowano koktajlami Mołotowa autobusy z wycieczką serbskich dzieciaków, wyjeżdżające spod pomnika. No, ale też to właśnie tu w 1989 r. przywódca serbski Milosevic wygłosił słynne przemówienie, uważane za początek niepokojów w Kosowie – nawołujące do skrajnego nacjonalizmu.

Maksymalnie kilometr na północ od Gazimestanu znajduje się kolejne miejsce, silnie związane z bitwą na Kosowym Polu z 1389 r. Tym razem to miejsce ważne dla Turków i świata islamu – tu bowiem znajduje się grobowiec sułtana Murada I – trzeciego w kolejności sułtana Imperium Osmańskiego, przywódcy Turków podczas bitwy. Jak już wspominaliśmy, zginął on podczas bitwy, podobno dźgnięty zatrutym mieczem przez serbskiego rycerza, Milosa Obilica.

Teraz trochę niemiło pod względem estetycznym – pochowano tu jedynie organy wewnętrzne sułtana, jego ciało zabrano do Bursy, gdzie złożono w innym grobowcu. Grobowiec w Kosowie wybudował syn Murada, sułtan Bajazyd I. Miejsce to jest pod stałym nadzorem władz tureckich i to one często sponsorują kolejne remonty i odnowy tego miejsca, które dziś, jak na standardy Kosowa, prezentuje się niezwykle godnie. No, ale i pochowany tu jest nie byle kto. Grobowiec sułtana Murada I jest najstarszym osmańskim obiektem na terenie Kosowa.

Kosowo, siły KFOR na drodze do Kosowskiej Mitrowicy

Kosowo, siły KFOR na drodze do Kosowskiej Mitrowicy

Kosowo, siły KFOR na drodze do Kosowskiej Mitrowicy

Kosowo, siły KFOR na drodze do Kosowskiej Mitrowicy

Kosowo, droga do Kosowskiej Mitrowicy

Kosowo, droga do Kosowskiej Mitrowicy

Kosowo, wjeżdżamy do Kosowskiej Mitrowicy

Kosowo, wjeżdżamy do Kosowskiej Mitrowicy

Teraz czeka nas już jazda do Kosowskiej Mitrowicy. Ale musimy tu wspomnieć o dwóch rzeczach. Po pierwsze, na długich odcinkach, droga z Prisztiny do Mitrowicy nijak nie kojarzy się z jazdą – jest w kapitalnym remoncie, a w zasadzie chyba w budowie od nowa i długa część jest w stylu „albańskim” – doły i całkowity brak asfaltu. Co w upale oznacza jeszcze – tumany kurzu i samochód zmieniający kolor na „zakurzony” 🙂 Tak było na wakacjach w 2014 r. Tu po raz pierwszy zobaczyliśmy, że Kosowo się zmienia – a znając szybkość budowania dróg w Albanii, możemy się zakładać że teraz (rok po naszej wyprawie) trasa jest już gładziutką ekspresówką.

I drugie spostrzeżenie – w miarę zbliżania się do Mitrowicy, gwałtownie wzrastała liczba jadących z przeciwka wojskowych konwojów KFOR-u. I co istotne, z dumą oglądaliśmy dużą ilość pojazdów z polskimi flagami – polscy żołnierze są tu bardzo widoczni. No, ale to też dawało nam znać, że zbliżamy się powoli do miasta, będącego symbolem wojny w Kosowie – miasta podzielonego do dziś na dwie, nienawistnie do siebie nastawione i mocno oddzielone części. A właściwie do dwóch miast, bo zostało ono całkiem niedawno podzielone. Chyba dla zabicia wyrzutów sumienia…

Sama nazwa „Kosowska Mitrowica” jest serbska, tak jak większość nazw miejscowości w Kosowie – albańskie nazwy są tłumaczeniami. Sami Albańczycy miasto nazywają po prostu Mitrowica. Nazwa miasta pojawia się w historii już w XIV w., ale przez większość upływających wieków nie działo się tu nic ciekawego. Było zawsze miastem przemysłowym, głównie dzięki bogatym złożom srebra i cynku, a nawet złota w pobliskich wielkich kopalniach.

O Kosowskiej Mitrowicy stało się głośno na świecie z najgorszego możliwego powodu – z powodu wojny. Jeszcze po II wojnie światowej żyły tu niemal równe populacje Serbów i Albańczyków, ale potem sytuacja zaczęła się zmieniać, a dramatycznie zrobiło się podczas wojny w Kosowie. Najpierw serbskie wojska mocno zniszczyły południową część miasta, zamieszkaną przez Albańczyków. A potem ci drudzy wysiedlili siłą z tej części wszystkich mieszkających tu Serbów i Romów – zostali przeniesieni do północnej części miasta, za rzekę Ibar.

Kosowo, Kosowska Mitrowica, most na rzece Ibar

Kosowo, Kosowska Mitrowica, most na rzece Ibar

Kosowo, Kosowska Mitrowica, most na rzece Ibar

Kosowo, Kosowska Mitrowica, most na rzece Ibar

Kosowo, Kosowska Mitrowica, most na rzece Ibar

Kosowo, Kosowska Mitrowica, most na rzece Ibar

Kosowo, Kosowska Mitrowica, most na rzece Ibar

Kosowo, Kosowska Mitrowica, most na rzece Ibar

Dwie kolejne smutne karty historii miasta to lata 2004 i 2008, i kolejne zamieszki pomiędzy Serbami i Albańczykami. W pierwszych zginęło sporo osób, głównie Serbów, w drugich ucierpiały siły porządkowe KFOR, w sporej części polscy policjanci. W 2013 r. miasto oficjalnie podzielono na dwie części – Kosowską Mitrowicę i Północną Kosowską Mitrowicę, zamieszkane przez nastawione przeciwko sobie społeczności.

Symbolem Kosowskiej Mitrowicy jest dziś most na rzece Ibar, oddzielający obie części Mitrowicy. Nie jest to jedyny most w mieście, ale ten jest symboliczny. Przez kilka ostatnich lat był nieprzejezdny dla samochodów, po tym jak Serbowie po swojej stronie zniszczyli buldożerami drogę, budując jednocześnie barykadę za mostem, uniemożliwiającą przejazd samochodem. Dwa miesiące przed naszym przyjazdem wydawało się, że sytuacja się normuje – Serbowie zdjęli blokadę z mostu – ale niedługo potem zamiast niej na serbskiej części mostu pojawiły się… drzewka i trawa. Serbowie otworzyli na moście… Park Pokoju. Tylko że tym sposobem znów most stał się nieprzejezdny. Pod koniec czerwca 2014 r. zaczęli więc gwałtownie protestować Albańczycy po swojej stronie.

Most pozostał nieprzejezdny. Do dziś na stałe jest pilnowany przez siły wojskowe KFOR, w czasie naszej wizyty stacjonowali na nim włoscy karabinierzy. Nadal więc most symbolicznie dzieli obie społeczności miasta. Miasta tak podzielonego, że zdążyło się ono nawet podzielić na dwa mniejsze. Po obu stronach mostu wiszą inne flagi: po północnej serbskie, po południowej – albańskie. Nadal też część Serbów z Mitrowicy odmawia uznania Kosowa, co objawia się np. brakiem tablic rejestracyjnych na samochodach po serbskiej stronie – Serbowie odmawiają zakładania tablic kosowskich, a serbskich założyć w Kosowie nie mogą. Jeżdżą więc… bez tablic. A po swojej stronie mostu postawili pomnik, upamiętniający ofiary bombardowań NATO i zamachów ze strony albańskiej UCK (Wyzwoleńczej Armii Kosowa).

Obie strony miasta żyją niby normalnie, ale jako całość nadal stanowią teren potencjalnie bardzo wybuchowy. Ilość jeżdżących po mieście samochodów sił pokojowych KFOR zdaje się to dodatkowo potwierdzać. Zwiedzanie Mitrowicy nie jest więc czymś krzepiącym. Trochę tu niepewnie, a jeszcze więcej – smutno. Wrażenie wrogości obu części miasta przytłacza.

Kosowo, Kosowska Mitrowica, most na rzece Ibar od strony serbskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, most na rzece Ibar od strony serbskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, samochody bez rejestracji po stronie serbskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, samochody bez rejestracji po stronie serbskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, "Pomnik Górników" po stronie serbskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, „Pomnik Górników” po stronie serbskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, pomnik ku czci serbskich ofiar nalotów NATO i zamachów UCK po stronie serbskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, pomnik ku czci serbskich ofiar nalotów NATO i zamachów UCK po stronie serbskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, meczet Bajram Paszy po stronie albańskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, meczet Bajram Paszy po stronie albańskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, siedziba władz miasta po stronie albańskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, siedziba władz miasta po stronie albańskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, ulice miasta po stronie albańskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, ulice miasta po stronie albańskiej

Dla pełności naszej wizyty w Mitrowicy, wspomnimy jeszcze o dwóch obiektach, widzianych przez nas podczas króciutkiego pobytu w mieście. Przede wszystkim „Pomnik Górników”, niejako wizytówka miasta (przyćmiona niestety przez most), wybudowana ku czci okolicznych górników, walczących podczas II wojny światowej. Górników z obu społeczności miasta – miał być symbolem ich jedności… Historia wyśmiała jednak ideę, niestety. Pomnik stoi na wysokim wzgórzu po serbskiej stronie Mitrowicy.

Drugim obiektem wartym uwagi był meczet Bajram Paszy, stojący po stronie albańskiej. Jest nowy, dopiero co wybudowany, stoi na miejscu wcześniej znajdującego się tu meczetu, który nie przeżył wojny w Kosowie. Meczet Bajram Paszy jest dziś największym meczetem w całym Kosowie.

W Mitrowicy zakończyła się nasza jazda na północ Kosowa. Teraz czas na objazd po wschodniej części tego państwa i dojazd do Prizrenu, w którym mieliśmy zaplanowany kolejny nocleg. Zanim tam dojedziemy, zobaczymy kolejne kosowskie zabytki z listy UNESCO. Wszystkie cztery obiekty z tej listy, znajdujące się w Kosowie, pokażemy Wam w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z Kosowego Pola i Kosowskiej Mitrowicy znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Prisztina, miasto jak nie z Kosowa

Pokazywaliśmy już na naszym blogu Prisztinę nocą. Teraz pora na spacer po stolicy Kosowa za dnia. Zobaczcie co warto w mieście zobaczyć, i dlaczego Prisztina nieco zaburzyła nasze wyobrażenie o Kosowie.

Tour de Europe 2014, dzień 14 (poprzedni wpis: Wjeżdżamy do Kosowa. Na początek Gračanica i starożytna Ulpiana). Początek pierwszego pełnego dnia w Kosowie przeznaczyliśmy na zwiedzanie Prisztiny, w której spędziliśmy noc. Wcześniej mieliśmy okazję przespacerować się po starym centrum miasta wieczorem, mieliśmy już więc głębsze rozeznanie, co i gdzie się znajduje. Zanim jednak opiszemy atrakcje stolicy Kosowa, tradycyjnie czas na wprowadzenie historyczne.

Prisztina, meczet Sułtana Mehmeta II

Prisztina, meczet Sułtana Mehmeta II

Prisztina wg legend założona została przez uciekinierów ze starożytnej Ulpiany. Jeżeli to prawda, to kilka pierwszych wieków po upadku Ulpiany jest czarną dziurą w historii miasta. Prisztina pojawia się bowiem w historii dopiero gdzieś w XIII / XIV w., kiedy to jest siedzibą władców wczesnego państwa serbskiego. Właśnie w tych czasach wybudowano pobliski monaster w Gračanicy, zwiedzany przez nas razem z ruinami Ulpiany poprzedniego dnia.

Prisztina, meczet Yaszara Paszy (Yashar Pasha Camii)

Prisztina, meczet Yaszara Paszy (Yashar Pasha Camii)

W 1389 r. pod Prisztiną miała miejsce największa serbska trauma w historii – bitwa na Kosowym Polu, po której w krótkim czasie Turcy opanowali tereny serbskie. To właśnie pod ich panowaniem miasto rosło na znaczeniu, stając się ważnym ośrodkiem handlowym, a później nawet stolicą jednej z osmańskich prowincji albańskich. Albańczycy, zamieszkujący miasto, stopniowo byli islamizowani, choć w momencie najazdu Turków niemal wszyscy byli chrześcijanami.

Początek XX wieku to wyzwolenie z rąk Turków, ale i początek gwałtownych zmian. Wojny bałkańskie i obie wojny światowe to przechodzenie Prisztiny pomiędzy Albańczykami, Serbami, Włochami, Niemcami i wreszcie Jugosławią. Dziś to ok.500-tysięczne miasto, w którym ok.98% to Albańczycy. Serbowie, których przed wojną w Kosowie było tu prawie 30 tysięcy, uciekli podczas wojny w Kosowie.

KML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Kosowo, Prisztina

ładowanie mapy - proszę czekać...

Prisztina, meczet Sułtana Mehmeta II: 42.667014, 21.167006
Prisztina, meczet Yaszara Paszy: 42.666060, 21.166352
Prisztina, meczet \'bazarowy\': 42.665515, 21.165451
Prisztina, wieża zegarowa: 42.666754, 21.166996
Prisztina, parlament Kosowa: 42.664308, 21.163316
Prisztina, deptak Matki Teresy: 42.661926, 21.162586
Prisztina, Teatr Narodowy: 42.663322, 21.164228
Prisztina, NewBorn: 42.660600, 21.158112
Prisztina, siedziba radia i TV: 42.657626, 21.160709
Prisztina, katedra Matki Teresy z Kalkuty: 42.656371, 21.159389
Prisztina, Biblioteka Narodowa: 42.657539, 21.162307
Prisztina, niedokończona serbska cerkiew Chrystusa Zbawiciela: 42.658494, 21.163536

 

Prisztina, meczet Sułtana Mehmeta II

Prisztina, meczet Sułtana Mehmeta II

Prisztina, meczet "bazarowy"

Prisztina, meczet „bazarowy”

Prisztina, Muzeum Kosowa

Prisztina, Muzeum Kosowa

Prisztina, Muzeum Kosowa

Prisztina, Muzeum Kosowa

Teraz trochę o tym, co nas w Prisztinie zaskoczyło. Czego spodziewa się turysta po wjeździe do Kosowa ? Standardowe rzeczy, czytane w sieci (bo słowa drukowanego w formie przewodników jest niestety jak na lekarstwo, a przynajmniej było na początku 2014 r., gdy planowaliśmy podróż) to przede wszystkim bieda, niepokoje społeczne, niedawno zakończona wojna, wojska KFOR na ulicach. Nienawiść pomiędzy Albańczykami i Serbami, uwielbienie dla UCK, Wyzwoleńczej Armii Kosowa, na zachodzie uznawanej za organizację terrorystyczną, w dodatku wg plotek finansowanej kiedyś przez Bin Ladena. Problemy z wyjazdem przez Serbię. Nie działa zielona karta, potrzebne jest dodatkowe płatne ubezpieczenie. Niskie ceny. Jeżeli wcześniej było się w Albanii, to automatycznie głowa doda jeszcze mercedesy, słabe drogi i szalonych kierowców. Obraz zaiste wybuchowy, stereotypy Albanii przy tym to obraz oazy spokoju.

Pierwsze zaskoczenie przeżyliśmy jeszcze pod Prisztiną, w Gračanicy, gdzie na ulicach najnormalniej w świecie wiszą… serbskie flagi – kilka kilometrów od stolicy Kosowa, zdominowanego przez Albańczyków. Owszem, Gračanica jest serbską enklawą, ale żeby tak od razu flagi wywieszać ? To się nam pokłóciło ze stereotypem Serbów gnębionych w Kosowie.

Prisztina. Choć ruch uliczny rzeczywiście swoim pozornym bałaganem zdecydowanie przypomina ten z Albanii czy nawet Turcji, to jednak miasto łamie nieco wbite w głowę przewidywania. Jako turyści ani przez moment nie czuliśmy się tu niebezpiecznie, wręcz przeciwnie – z ulic emanuje spokój. Wieczorny spacer dzień wcześniej dał nam dużo luzu – widok licznie spacerujących głównym deptakiem młodych ludzi, par, całych rodzin ewidentnie zlikwidował u nas jakiekolwiek pierwsze obawy, związane z postrzeganiem Kosowa.

Serbskie flagi w Gračanicy

Serbskie flagi w Gračanicy

Prisztina, deptak im.Matki Teresy

Prisztina, deptak im.Matki Teresy

Prisztina, pomnik Skanderberga

Prisztina, pomnik Skanderberga

Prisztina, pomnik Ibrahima Rugovy

Prisztina, pomnik Ibrahima Rugovy

No i jeszcze jeden stereotyp – mimo, że panuje w Kosowie islam, a ten raczej kojarzy się nam z kobietami szczelnie okrytymi – Kosowianki (tak się to odmienia ? :)) bardziej przypominają kobiety z dowolnej zachodniej stolicy, niż ze stolicy kraju islamskiego. Nie dość, że słyną z urody, to jeszcze widoczna jest tu dbałość o bycie modną, „na czasie”. No i jeszcze jeden fakt „religijny”. Nie tak dawno wybudowano w centrum Prisztiny wielką chrześcijańską katedrę Matki Teresy z Kalkuty. Choć nadal nie dane jest dokończenie serbskiej cerkwi prawosławnej, której budowa rozpoczęła się w 1995 r., przed wybuchem wojny w Kosowie. Aż takich zmian jednak jeszcze nie ma – rany będą się zapewne jeszcze długo zabliźniać.

Generalnie Prisztina mocno odbiega od stereotypowych opowieści o Kosowie, jakich dostarczają nam nasze media. Miasto kolorowe, wręcz powiedzielibyśmy – roześmiane. Nie grzeszące urodą i nadmiarem atrakcji historycznych, ale spokojne, bezpieczne i aż nadto aspirujące do standardów europejskich. Choć tu za krańcem centrum „czai” się stara część miasta, jako żywa przeniesiona z Albanii – ciasne uliczki, obdrapane, niedokończone domy, krzykliwe kolory „kreacji” na wystawach sklepów, stragany z owocami. Co i tak nie zmienia faktu, że o ile Prisztina nie będzie naszym faworytem w rankingu miast dla miłośników zabytków, o tyle w rankingu miast lubianych – będzie wysoko.

Z punktu widzenia turystycznego, Prisztina nie ma jednak zbyt wiele do zaoferowania. Atrakcje historyczne da się tu policzyć na palcach obu rąk. Z czasów władzy tureckiej pozostały tu meczety:

  • meczet Sułtana Mehmeta II, zbudowany w połowie XV w., największy i najważniejszy meczet w Prisztinie. W XVII w. odnowiono go, a minaret odbudowano po trzęsieniu ziemi w 1955 r. Obecnie znów trwają tu prace przy odnowie, co ciekawe, finansowane ze środków tureckich;
  • meczet Yaszara Paszy (Yashar Pasha Camii), nazwany od nazwiska fundatora, bogatego obywatela miasta, gubernatora Skopje. Meczet został wybudowany w 1834 r. Oryginalne wejście do meczetu zostało zniszczone na potrzeby budowy drogi, przechodzącej dziś przed nim. Także w 2014 r. był w odbudowie i także ze środków tureckich;
  • meczet „bazarowy”, stojący najbliżej centrum dzisiejszej Prisztiny, wybudowany w XV w. przez osmańskiego sułtana Bajazyda, kiedyś sąsiadujący z krytym miejskim bazarem (stąd nazwa), z którego dziś nic nie zostało. Meczet potocznie nazwyany jest też „kamiennym”, ze względu na unikalny minaret, który przetrwał w oryginale od czasu budowy meczetu;
Prisztina, deptak im.Matki Teresy

Prisztina, deptak im.Matki Teresy

Prisztina, Teatr Narodowy

Prisztina, Teatr Narodowy

Prisztina, chrześcijańska katedra Matki Teresy z Kalkuty

Prisztina, chrześcijańska katedra Matki Teresy z Kalkuty

Prisztina, budynek Biblioteki Narodowej

Prisztina, budynek Biblioteki Narodowej

Warte zobaczenia (choć my odpuściliśmy sobie zwiedzanie wnętrz) jest także znajdujące się w sąsiedztwie powyższych meczetów Muzeum Kosowa, kiedyś siedziba władz tureckiej prowincji, a potem miejscowego garnizonu armii jugosłowiańskiej. Muzeum posiada bogatą kolekcję starożytnych znalezisk z okolic Prisztiny, część z nich nawet stoi na zewnątrz, w ogrodach otaczających muzeum.

Pomiędzy meczetami stoi także wieża zegarowa, wybudowana w XIX w., kiedyś posiadająca dzwon z XVIII w., wykonany w Mołdawii. Dzwon został ukradziony w 2001 r., a tradycyjny zegar wymieniono na elektryczny.

Tuż za meczetami rozpoczyna się centralny deptak Prisztiny, nazwany imieniem Matki Teresy. Wzdłuż niego znajdują się najważniejsze budynki dzisiejszej Prisztiny, m.in. siedziba parlamentu Kosowa czy Teatr Narodowy. Na deptaku zobaczycie także pomniki Ibrahima Rugovy, jednego z najwybitniejszych kosowskich polityków, prezydenta z początków XXI w. oraz Skanderberga, narodowego bohatera Albańczyków.

Najsłynniejszym obiektem turystycznym w Prisztinie jest bez wątpienia „NEWBORN”, napis w formie pomnika, oddany w dniu proklamowania przez Kosowo niepodległości w 2008 r. Znajduje się on nieco na zachód od zakończenia miejskiego deptaka Matki Teresy i warto do niego odbić w trakcie spaceru.

Prisztina, bulwar Billa Clintona

Prisztina, bulwar Billa Clintona

Prisztina, niedokończona cerkiew Chrystusa Zbawiciela

Prisztina, niedokończona cerkiew Chrystusa Zbawiciela

Prisztina, słynny NEWBORN

Prisztina, słynny NEWBORN

Prisztina, ulice miasta

Prisztina, ulice miasta

Prisztina, ulice miasta

Prisztina, ulice miasta

Prisztina, ulice miasta

Prisztina, ulice miasta

Idąc nadal na południe, wejdziemy na ulicę Geroge’a Busha (prezydenta USA) – Stany Zjednoczone są w Kosowie wręcz wielbione. Ulice i pomniki amerykańskich prezydentów, tak samo jak amerykańskie flagi – to norma. W Prisztinie jest też ulica Billa Clintona. Idąc ulicą Busha mijamy kampus uniwersytecki oraz siedzibę kosowskiego radia i telewizji, by dotrzeć w końcu do chrześcijańskiej katedry Matki Teresy, nowego kościoła, oddanego do użytku bodajże w 2010 r. Ma być tu przeniesiona siedziba kosowskiego chrześcijańskiego biskupstwa, obecnie mającego siedzibę w Prizrenie. Jak widać, religia rzymsko-chrześcijańska nie budzi w Albańczykach oporu, w przeciwieństwie do prawosławia.

Końcówka naszego spaceru po Prisztinie to marsz dookoła terenu kampusu uniwersytetu. Jeżeli obejdziecie go dookoła, dane Wam będzie zobaczyć jeszcze dość dziwny budynek Biblioteki Narodowej oraz niedokończoną budowę prawosławnej cerkwi Chrystusa Zbawiciela. Jej konstrukcja rozpoczęła się jeszcze przed wojną w Kosowie, w 1995 r. i nigdy się nie skończyła. Obecnie Albańczycy nie pozwalają na jej ukończenie, rozważana jest nawet rozbiórka.

Centrum Prisztiny jest mocno kontrastowe – budynki pamiętające czasy komunistyczne, rozpadające się hotele czy ministerstwa mieszczące się w budynkach mieszkalnych, kontrastują z awangardowymi nowymi konstrukcjami. A dodatkowo niemal obok znajduje się stara część miasta, pamiętająca nawet początki okupacji tureckiej. Miasto kontrastów, w którym widać budzący się rozwój i ambicje europejskiej stolicy. Mimo że upłynie dużo czasu, aż to nastąpi, to jednak Prisztinie zdecydowanie najbliżej do Europy ze wszystkich kosowskich miast, które widzieliśmy przez dwa dni spędzone w tym kraju. Bardzo kontrastuje m.in. z Kosowską Mitrowicą, którą odwiedziliśmy jeszcze tego samego dnia – ale o tym będzie już w następnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć ze stolicy Kosowa – Prisztiny – znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2015

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

 

Wjeżdżamy do Kosowa. Na początek Gračanica i starożytna Ulpiana

Przyszedł wreszcie ten czas, kiedy dane nam było wjechać do najmłodszego i chyba jednego z najmniej turystycznych krajów Europy – Kosowa. Co zastaliśmy wewnątrz ? Na początek poczytajcie o dwóch historycznych miejscach w okolicach stolicy kraju – Prisztiny.

Tour de Europe 2014, dzień 13 (poprzedni wpis: Prisztina nocą). Na tę chwilę czekaliśmy przez całą podróż – wjazd do Kosowa był kulminacyjnym momentem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. Choć w jej czasie po raz pierwszy wjechaliśmy także do Rumunii czy Macedonii, to właśnie wizja odwiedzenia Kosowa wzbudzała w nas największe emocje. Wszak to wciąż kraj raczej pomijany w podróżach turystycznych, otoczony mgiełką niepewności i tajemniczości, ale, co ważne, coraz mniej mgiełką niebezpieczeństwa. Kraj wciąż wzbudzający duże emocje, szczególnie gdy sprawa dotyka historii i teraźniejszości Kosowa, i to nie tylko wśród Serbów i Albańczyków, tych najbardziej zainteresowanych.

Granicę Macedonii i Kosowa przekraczaliśmy w miejscowości Hani i Elezit, praktycznie bez żadnej kolejki, byliśmy drudzy do kontroli granicznej. Warto pamiętać, że Kosowo nie jest objęte żadnym ubezpieczeniem komunikacyjnym, nie obowiązuje tu także nawet zielona karta – obowiązkowe jest wykupienie ubezpieczenia na granicy przy wjeździe – w 2014 r. ubezpieczenie takie, na okres 15 dni, kosztowało dla samochodu osobowego 30 EUR – koszty te trzeba brać pod uwagę. Bo jeśli chcecie wjechać do Kosowa z ciekawości, tak na chwilę, to konieczność wykupienia ubezpieczenia może zabić pod względem finansowym sens takiej wycieczki. My mieliśmy spędzić w Kosowie ponad 2 doby i zwiedzić dużą część tego małego kraju, stąd koszt byliśmy w stanie przełknąć.

Wjeżdżamy do Kosowa

Wjeżdżamy do Kosowa

Kosowo, obowiązkowa fotka

Kosowo, obowiązkowa fotka

Gračanica, ulice miasteczka

Gračanica, ulice miasteczka

Gračanica, pomnik Milosa Obilica

Gračanica, pomnik Milosa Obilica

Ubezpieczenie można kupić przed podjechaniem do budki celników, ale można to także zrobić pod odprawieniu się i kontroli paszportowej. Graniczne pieczątki z Kosowa, wbite do paszportu, są niezłą pamiątką z podróży, o czym przekonaliśmy się, gdy odprawiający się przed nami Niemcy głośno domagali się od celnika, by je wbijał.

Z pieczątkami tymi związana też jest bardzo istotna sprawa. Jeżeli nie wjeżdżacie od strony Serbii, to celnik będzie się Was pytał, czy wyjazd planujecie do Serbii czy przez granicę z innym państwem. Jak pewnie wszyscy wiedzą, Serbia nie uznaje Kosowa jako niepodległego państwa, a jako część swojego terytorium. Pieczątka wjazdowa z Kosowa, przy wyjeździe przez granicę z Serbią potrafi stworzyć duże problemy, do nie wpuszczenia na teren Serbii włącznie. Dlatego też celnik pyta – jeżeli chcecie wyjechać przez Serbię, nie wbije Wam pieczątki w paszport, a na osobny druk. Do paszportu wbija tylko, jeśli podacie wyjazdowy kraj inny niż Serbia – byliśmy świadomi problemów i z góry zaplanowaliśmy wyjazd przez Albanię.

Czas chyba na parę słów o historii Kosowa. Mamy świadomość tego, że to temat dla niektórych bardzo emocjonalny – wszak najnowsza historia tego kraju to dość dramatyczne czasy i dramatyczne decyzje. Dlatego też do tego wpisu przygotowywaliśmy się jak rzadko, starając się dotrzeć do jak największej ilości obiektywnych, nie nacechowanych emocjami źródeł. I wedle naszej najlepszej wiedzy na dzień dzisiejszy wygląda to tak:

Pierwszymi zasiedlającymi te tereny byli Illirowie, których gdzieś ok.VI / VII w. zastąpili Słowianie. Za potomków Illirów uznają się Albańczycy, co rodzi implikacje w dzisiejszej sytuacji narodowościowej, ale o tym za chwilę. Serbowie pojawili się w Kosowie mniej więcej w XI w. – wtedy już ludu uznawanego za Albańczyków prawie na tych terenach nie było, stanowił niewielką mniejszość.

Gračanica, mury monasteru

Gračanica, mury monasteru

Gračanica, cerkiew na terenie monasteru

Gračanica, cerkiew na terenie monasteru

Gračanica, monaster

Gračanica, monaster

Gračanica, monaster

Gračanica, monaster

W 1180 r. kraina została oficjalnie przyłączona do Serbii. W XIII w. Peć wybudowano cerkiew Św.Apostołów, która w końcówce tegoż wieku stała się siedzibą serbskiego arcybiskupstwa po tym, jak Tatarzy zniszczyli siedzibę w monasterze Zica. W tym też okresie kilka miast w Kosowie pełniło przechodnią rolę stolic Serbii (nie było wtedy jednej określonej stolicy, władcy rządzili ze swoich pałaców, których mieli kilka). Mimo, że monaster w Zica odbudowano, siedziba arcybiskupstwa pozostała już w kosowskim Peć (do XVI w., potem przeniesiona do Ochrydy).

Kolejne wydarzenie, które zapisało się na stałe w historii Serbii, to bitwa na Kosowskim Polu (1389 r.), wielka narodowa trauma serbów. Bitwę z Turkami serbski książę Lazar przegrał, sam ginąc na polu bitwy (zresztą zginął też turecki sułtan Murad I). Kilkadziesiąt lat później (1455 r.) Turcy ostatecznie opanowali całe terytorium państwa i rozpoczął się bardzo długi okres ich panowania, a zarazem rozpoczął się proces, który przez wieki doprowadził do gruntownej zmiany w demografii Kosowa.

Wtedy to zaczął się czas imigracji Albańczyków na tereny dzisiejszego Kosowa. Albańczyków – muzułmanów, chętnie współpracujących z władzami tureckimi, w przeciwieństwie do Serbów. Kluczowymi momentami były nieudane powstania Serbów przeciwko Turkom, m.in. to w 1690 r., po których, w obawie przed represjami ze strony okupanta, Serbowie masowo emigrowali na północ, np. na Węgry. Na ich miejsce napływali masowo Albańczycy, głównie z północy swojego kraju. Zjawisko to było bardzo duże – dość powiedzieć, że liczbę Serbów, którzy opuścili Kosowo po tym jednym powstaniu określa się na 140 – 200 tys. osób.

Z czasem Turkowie zaczęli faworyzować Albańczyków kosztem Serbów, którzy podlegali coraz większym represjom. Przejmowano Serbom majątki, oddając je Albańczykom, co przyśpieszyło emigrację Serbów i pogłębiło i tak już nie najlepsze już wzajemne stosunki obu nacji w Kosowie. Doszło nawet do tego, że serbskie powstanie na początku XIX w. tłumili w ramach wojska tureckiego głównie żołnierze albańscy. Choć trzeba powiedzieć, że Albańczycy przez wieki też byli podzieleni religijnie – ci chrześcijańscy zawsze byli po stronie Serbów.

Kosowo, ruiny starożytnej Ulpiany

Kosowo, ruiny starożytnej Ulpiany

Kosowo, ruiny starożytnej Ulpiany, wczesno-chrześcijańska bazylika

Kosowo, ruiny starożytnej Ulpiany, wczesno-chrześcijańska bazylika

XIX w. to kolejne represje skierowane na Serbów i kolejne fale emigracji na północ. Gdy wybuchła wojna serbsko-turecka, w odwrotnym kierunku z terenów Serbii uciekali do Kosowa Albańczycy, co wciąż zwiększało ich populację. Wtedy też powstała Liga Albańska, mająca na celu utrzymanie dominacji Albańczyków m.in. właśnie w Kosowie i obronę tych ziem przed Serbami.

Na początku XX w. Albańczycy byli już w Kosowie większością, ale po I wojnie bałkańskiej teren Kosowa po wiekach niewoli tureckiej powrócił do Serbii, co Albańczycy potraktowali jako okupację, tym bardziej że Serbowie „odwdzięczali” się Albańczykom akcją wysiedleńczą. Przynależność Kosowa nie zmieniła się po I wojnie światowej, ale podczas II wojny światowej okupanci: Włosi, Niemcy i Bułgarzy, znów zaczęli faworyzować Albańczyków.

Po II wojnie światowej Albańczycy stanowili już niemal 3/4 ludności Kosowa, wg historyków głównie „dzięki” dużo większej liczbie rodzących się w albańskich rodzinach dzieci. Po wejściu w skład federacyjnej Jugosławii, Kosowo i jego mieszkańcy zyskali status autonomii, co tylko zwiększyło znaczenie Albańczyków. Aż do śmierci Tity, kiedy to nagle Jugosławia zaczęła się rozpadać, a w Serbii zaczął rodzić się skrajny nacjonalizm. Politycy serbscy rozpoczęli kampanię nacjonalistyczną, co wzmocniło wrogość obu nacji w Kosowie. Albańczycy poczuli się zagrożeni i zaczęli mocno manifestować, a Serbowie bronić swoich praw.

Albańczycy tworzą podziemne władze regionu oraz siły zbrojne, wysuwając pierwsze żądania niezależności Kosowa. Wyzwoleńcza Armia Kosowa rozpoczęła akcje zbrojne wymierzone przeciwko Serbom, na co odpowiedziała tym samym armia jugosłowiańska. Skala przemocy rosła niemal z dnia na dzień i przeradzała się nawet w masakry cywilów – całych rodzin i wsi, po obu stronach. Ze względu na rosnącą przemoc ze strony Serbów, w 1999 r. wkroczyło do akcji NATO, bombardując wojska serbskie i ich instalacje nawet na terenie Serbii.

Kosowo, ruiny starożytnej Ulpiany

Kosowo, ruiny starożytnej Ulpiany

Kosowo, ruiny starożytnej Ulpiany, ruiny wież obronnych

Kosowo, ruiny starożytnej Ulpiany, ruiny wież obronnych

Kosowo, ruiny starożytnej Ulpiany, ruiny murów obronnych

Kosowo, ruiny starożytnej Ulpiany, ruiny murów obronnych

Kosowo, ruiny starożytnej Ulpiany, baptysterium obok ruin bazyliki

Kosowo, ruiny starożytnej Ulpiany, baptysterium obok ruin bazyliki

Ale gdy tylko udało się uspokoić Serbów, tę samą drogę objęli w Kosowie Albańczycy, którzy siłami UCK (Wyzwoleńczej Armii Kosowa) rozpoczęli czystki na Serbach. Prowadzili także akcję zorganizowanego niszczenia wszelkiego mienia, kojarzącego się z Serbami, głównie klasztorów i cerkwi prawosławnych. Jeszcze w 2004 r. przez Kosowo przeszła kolejna fala pogromów, a kraj uznawany był za bardzo niestabilny (choć jeszcze wtedy formalnie nie był „krajem”).

Mając za sobą poparcie głównie USA i UE, nie mogąc „dogadać się” z Serbią, władze Kosowa jednostronnie ogłosiły w 2008 r. niepodległość, której Serbia nigdy nie uznała. Do dziś USA jako kraj i Bill Clinton osobowo są bardzo poważani w Kosowie. Clinton ma w Prisztinie swój pomnik i ulicę. Warto też wspomnieć, że za plan rozwiązania kryzysu w Kosowie, w 2008 r. ówczesny prezydent Finlandii dostał pokojową Nagrodę Nobla.

I do takiego Kosowa właśnie wjechaliśmy. Nie pytajcie nas o zdanie na temat tego, co działo się i jak powinna wyglądać obecnie sytuacja Kosowa. Z jednej strony konflikt historyczny – to pradawne tereny serbskie (jakby tak nam zabrać powiedzmy Gniezno, Częstochowę i jeszcze… Grunwald), a z drugiej demograficzny – dziś 90% mieszkańców Kosowa to Albańczycy. Obie strony jakieś rację mają i nie da się ich zbić prostymi argumentami, a dodatkowo nie bardzo chcą ze sobą rozmawiać. Jeszcze w 2014 r. wstępu do najważniejszych prawosławnych monasterów, tych wpisanych na listę UNESCO, chronili żołnierze KFOR – aby do nich wejść musieliśmy się legitymować jak na granicy. Także przy cerkwiach np. w Prizrenie stoją budki stanowisk policyjnych (w większości już nie obsadzone, ale nadal stanowiące świadectwo, że jeszcze niedawno musiano cerkwie ochraniać).

Temat Kosowa długo jeszcze będzie budził emocje i jakoś jesteśmy przekonani, że tu jeszcze może być niespokojnie, za dużo tu sprzeczności i spokoju nadal utrzymywanego siłą wojsk międzynarodowych, co pokażemy Wam przy okazji pisania o Kosovskiej Mitrovicy. Nie chcemy i nie będziemy politykować, ale pokazanie historii Kosowa jest niezbędne, żebyście zrozumieli, co za chwilę będziemy Wam pokazywać – bo ta historia najnowsza będzie często na naszych zdjęciach z Kosowa widoczna. No ale my przecież przyjechaliśmy tu by poznać ten kraj jaki jest, no i poszukać miejsc, z jego historią związanych – nie da się od niej uciec.

Kosowo, ruiny starożytnej Ulpiany, nekropolia na północy starożytnego miasta

Kosowo, ruiny starożytnej Ulpiany, nekropolia na północy starożytnego miasta

Kosowo, ruiny starożytnej Ulpiany, nekropolia na północy starożytnego miasta

Kosowo, ruiny starożytnej Ulpiany, nekropolia na północy starożytnego miasta

Kosowo, ruiny starożytnej Ulpiany, nekropolia na północy starożytnego miasta

Kosowo, ruiny starożytnej Ulpiany, nekropolia na północy starożytnego miasta

Naszym celem była Prisztina, stolica Kosowa. Tam mieliśmy zarezerwowany nocleg. Ale zanim dotoczyliśmy się do Prisztiny, w planie były jeszcze dwa położone blisko siebie, i blisko Prisztiny miejsca. Najpierw pojechaliśmy do jednego z tych miejsc, które dla Serbów są niezwykle ważne – do monasteru Gračanica.

Kosowo, ruiny starożytnej Ulpiany

Kosowo, ruiny starożytnej Ulpiany

Wybudowany on został w początkach XIV w. przez serbskiego króla Stefana Milutina w miejscu, gdzie wcześniej stała wczesno-chrześcijańska bazylika z VI w. Cerkiew rozbudowano jeszcze w tym samym wieku, ale z całego klasztoru do czasów dzisiejszych tylko ona przetrwała. Była uszkadzana kilka razy podczas wojen z Turkami, ale odbudowano ją w XVI / XVII w. I znów była niszczona przez Turków w odwecie za powstania serbskie i udział Serbów w wojnach przeciwko Turkom, m.in. w odsieczy wiedeńskiej. Świetność odzyskała dopiero po II wojnie światowej, a od 1999 r. jest siedzibą biskupstwa – będąc od tego czasu i od czasu ogłoszenia niepodległości przez Kosowo głównym ośrodkiem religijnym Serbów w Kosowie.

Jak ważna jest Gračanica dla Serbów ? Ano tak, że w 2000 r. w Trebinje (Bośnia i Hercegowina, ale teren zamieszkały przez Serbów) wybudowano jej kopię – zwiedzaliśmy ją podczas wakacyjnej podróży do Turcji rok wcześniej. Ponoć jest też podobna kopia w amerykańskim Chicago. A oryginalny monaster w Gračanicy wpisany jest, wraz z trzema innymi prawosławnymi miejscami kultu w Kosowie, na listę UNESCO.

Cerkiew w Gračanicy zastajemy jednak podczas remontu wnętrz, nie możemy więc podziwiać bardzo starych fresków, zdobiących jej ściany. Pozostaje nam fotografowanie z zewnątrz i spacer po alejkach monasteru. Oglądamy jeszcze stojący w okolicy murów monasteru (od strony miasta) pomnik Milosa Obilica, wg legend serbskiego wojownika, który zabił sułtana Murada I podczas bitwy na Kosowym Polu. Choć jego imieniem nazywa się w Serbii nawet stadiony, nie ma dowodów na to, że Obilic… naprawdę istniał. Wsiadamy w samochód i udajemy się tuż poza granice dzisiejszej Gračanicy – tu znajdują się pozostałości po starożytnym rzymskim mieście Ulpiana, dość dobrze ukryte wśród pól uprawnych, z których żyje cała okoliczna ludność.

Ulpiana powstała prawdopodobnie jeszcze w czasach Illiryjskich, ok. VII w. p.n.e., o czym świadczą niektóre znaleziska, m.in. grobowce wraz ze szkieletami zmarłych. To dla Albańczyków znacznie podnosi wartość tego miejsca, gdyż uważają się za potomków Illiryjczyków. Ale właściwą Ulpianę założyli gdzieś ok. I w. Rzymianie i to pod ich rządami miasto przeżyło swe najlepsze chwile.

W czasach wczesnego chrześcijaństwa (IV w.) Ulpiana była ważnym ośrodkiem religijnym, wraz z macedońskim Stobi, które zwiedzaliśmy wcześniej tego samego dnia. W tymże IV w. potęgę Ulpiany potwierdzał fakt posiadania tytułu Municipium, drugiej klasy rzymskich miast. Wielkość miasta niech pokażą cyfry – obszar obwarowanego centrum zajmował powierzchnię ok.35 ha, a całego miasta – 120 ha ! Położenie miasta sprzyjało zatrzymywaniu się tu wojsk wędrujących na wyprawy wojenne na północne rewiry cesarstwa – bywali tu więc cesarze rzymscy, m.in. Teodozjusz I.

Kosowo, polska niespodzianka na drodze do Prisztiny

Kosowo, polska niespodzianka na drodze do Prisztiny

Kosowo, wjeżdżamy do Prisztiny

Kosowo, wjeżdżamy do Prisztiny

Kosowo, wjeżdżamy do Prisztiny

Kosowo, wjeżdżamy do Prisztiny

 

Pod koniec V w. miasto zostało zniszczone przez najazd Gotów, a sztukę zniszczenia dokończyło trzęsienie ziemi z 518 r. Ówczesny cesarz Justynian kazał Ulpinę odbudować (zmieniono jej wtedy nazwę na Justiniana Secunda), ale już nie odzyskała dawnej świetności. W VII w. została najechana przez przybywających na ziemie dzisiejszego Kosowa Słowian i zniszczona ponownie. Podobno resztka mieszkańców wyniosła się wtedy z Ulpiny, zakładając dzisiejszą Prisztinę. Prisztina zresztą do dziś przez niektórych potocznie nazywana jest „Ulpiną”.

Kosowskie piwo

Kosowskie piwo

Prace archeologiczne w ruinach Ulpiny nie są zbyt łatwe. Rozpoczęły się w latach 50-tych XX wieku od odkryć nekropolii z grobowcami oraz północnych krańców i murów miasta. Archeolodzy bywają tu raczej bardziej z doskoku niż w trybie ciągłym, za każdym razem ekipa z innego kraju, stąd też prace nie postępują zbyt szybko. Dopieor w 2010 r. wykopaliska rozpoczęły się na większą skalę. Na dziś odkryto trzy niewielkie stanowiska – wczesno-chrześcijańską bazylikę (IV – V w.) wraz z baptysterium, północne obwarowania i ruiny wież obronnych oraz nekropolię, znajdującą się poza murami Ulpiny.

Wśród znalezisk wykopanych tutaj są ceramika i złota biżuteria, eksponowane dziś w Muzeum Kosowa w Prisztinie. Najtrudniejszym elementem dla władz jest sama własność gruntów – z 120 hektarów powierzchni starożytnej Ulpiny, do władz należy jednie… 1 hektar, reszta to prywatne pola rolników. Co prawda ustanowiono prawo, które zakazuje budowania czegokolwiek nowego na tych terenach, ale nadal pozostają one w prywatnych rękach. W większości niechętnych do sprzedaży.

Na terenie wykopalisk nie ma żadnych tablic informacyjnych. Zresztą, gdyby nie to, że jedno ze stanowisk znajduje się tuż przy drodze przejazdowej, w ogóle ciężko byłoby je znaleźć. Dwa pozostałe są już w głębi, zasłonięte w lecie przez pola kukurydzy. Jakieś prace się tu toczą, o czym świadczą baraki przy północnym nekropolis. Ale późnym popołudniem nie zastaliśmy tam żywej duszy.

Dzień zakończyliśmy dojazdem do Prisztiny, wieczornymi zakupami w sklepie (z obowiązkowym zakupem kosowskiego piwa i wina) oraz nocnym spacerem po centrum stolicy Kosowa – fotki z nocnej Prisztiny już pokazywaliśmy w innym wpisie.

Kosowo to nadal, i nawet w Polsce, emocje

Kosowo to nadal, i nawet w Polsce, emocje

Na koniec dygresja. Powyższe zdjęcie przedstawia napis z garażu, który widzimy z okien naszego domowego balkonu. Napis, który pojawił się na nim gdzieś w 2008 r., gdy Kosowo ogłaszało niepodległość. Nie my go tworzyliśmy, nie jest też absolutnie wyrazem naszych poglądów. Widzimy go codziennie od siedmiu lat. Napis, który codziennie uświadamia nam, jak wielkimi emocjami podszyta jest sprawa Kosowa, także poza jego granicami, także w Polsce, także obok nas.

Ten napis powodował, że do wjazdu do Kosowa przygotowywaliśmy się starannie jak do mało jakiego. Podobnie jak do tego wpisu – włożyliśmy dużo wysiłku, by cały opis niezwykle zagmatwanej historii tego kraju przedstawić maksymalnie bezstronnie. Widzimy w sieci mnóstwo forów, na których dyskusje na temat Kosowa są niezwykle emocjonalne, często wręcz polegające na przechodzeniu od razu do inwektyw po obu stronach. Nie chcemy wkładać kija w mrowisko – i niech tak zostanie. W kolejnym wpisie pokażemy Wam Prisztinę i jej atrakcje w dzień.

Pełna galeria zdjęć z Gračanicy i starożytnej Ulpiany w Kosowie znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

Prisztina nocą

Z cyklu „miasta nocą” przyszedł czas na Prisztinę – stolicę najmłodszego europejskiego państwa, Kosowa. To były nasze pierwsze godziny w tym kraju i od razu w stolicy. Choć miasto nie ma zbyt wiele do zaoferowania, nieco zaskoczyło nas swoją… europejskością.

Tour de Europe 2014, dzień 13 (poprzedni wpis: Przez Macedonię szlakiem antycznych ruin). Pierwszy dzień powrotu z greckich wakacji pełny był wrażeń. Najpierw grecka Wergina, potem trzy stanowiska archeologiczne w Macedonii i na koniec perełka – wjazd do Kosowa, państwa w którym nigdy jeszcze nie byliśmy. Kosowo było dla nas wielką niewiadomą, ale tym bardziej ciągnęło nas do niego. Dużo poczytaliśmy i stwierdziliśmy, że to już ten czas, kiedy można tam wjechać z dziećmi, bez obaw o bezpieczeństwo. Zresztą, oswoiliśmy się już w naszych podróżach z Albanią, a klimat Kosowa miał być ponoć iście albański…

Nie opiszemy w tym wpisie naszych pierwszych wrażeń z Kosowa, na nie przyjdzie pora w następnym. W każdym razie zwiedziliśmy w Kosowie kilka miejsc przez wjazdem do stolicy. W Prisztinie, po znalezieniu hotelu, w którym mieliśmy rezerwację (co okazało się – znalezienie hotelu, nie rezerwacja) nie do końca prostym zadaniem, najpierw udaliśmy się na kolacyjne zakupy, a potem – nie mogliśmy sobie odmówić wieczornego spaceru po centrum miasta.

Kosowo, Prisztina nocą

Kosowo, Prisztina nocą

Kosowo, Prisztina nocą

Kosowo, Prisztina nocą

Kosowo, Prisztina nocą

Kosowo, Prisztina nocą

Kosowo, Prisztina nocą

Kosowo, Prisztina nocą

To był ciągle czas pierwszej styczności z Kosowem, chłonięcia każdego szczegółu, przyglądania się „tubylcom”, większej uwagi na ludziach niż na atrakcjach turystycznych. Ten przyjemny dreszczyk emocji przy poznawaniu czegoś, co dotąd znaliśmy jedynie z telewizji. Niemal każdy krok jest w takim momencie wspomnieniem na długie czasy.

Prisztiną samą w sobie i jej atrakcjami zajmiemy się także w jednym z kolejnych wpisów, teraz pokażemy Wam „jedynie” kilka jej ujęć nocnych. Nas zaskoczyło „normalne” wieczorne życie w mieście, typowe przecież dla Bałkanów i południa Europy. Chyba spodziewaliśmy się… nie wiem czego. Te stereotypy o wojsku, niebezpieczeństwie itp. A Prisztina i jej centrum wieczorem wręcz kwitną – główny miejski deptak Matki Teresy oblegany jest przez spacerowiczów, w tym całe rodziny z dziećmi. Rozświetlone ulice, barwne fontanny, tłok w restauracjach – życie toczy się tu normalnie bez względu na to, co wbiło się w nasze głowy przez poprzednie lata. Miasto jak każde.

Kosowo, Prisztina nocą

Kosowo, Prisztina nocą

Kosowo, Prisztina nocą

Kosowo, Prisztina nocą

Kosowo, Prisztina nocą

Kosowo, Prisztina nocą

Kosowo, Prisztina nocą

Kosowo, Prisztina nocą

Kosowo, Prisztina nocą

Kosowo, Prisztina nocą

Kosowo, Prisztina nocą

Kosowo, Prisztina nocą

Może turystów tu trochę mniej, niż później zobaczymy np. w Prizrenie, ale umómy się – atrakcji w Prisztinie też trochę mniej. Ale za to mieszkańcy miasta wieczorem tłumnie wypełniają ulice i restauracje, w żaden sposób nie odróżniając się od mieszkańców innych znanych nam stolic. Turyści z aparatami nie robią na nich wrażenia – tak naprawdę ten wieczór sprawił, że poczuliśmy się w Kosowie dużo pewniej. I tak już zostało do końca naszego przejazdu przez to państwo – polecamy, w Kosowie jest naprawdę fajnie ! 🙂 A resztę naszych wrażeń z nocnej Prisztiny zobaczcie na fotkach. A w kolejnym wpisie opiszemy wjazd do Kosowa i pierwsze atrakcje: monaster Gračanica i ruiny starożytnej Ulpiany.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Przez Macedonię szlakiem antycznych ruin

Pierwszy dzień drogi powrotnej z greckich wakacji w 2014 r. upłynął nam na podróży przez kilka krajów. Po greckiej Werginie kolejnym celem były trzy stanowiska archeologiczne, położone na terytorium Macedonii: Vardarski Rid, Isar-Marvinci i najsłynniejsze z nich – Stobi.

Tour de Europe 2014, dzień 13 (poprzedni wpis: Wergina, czyli początki wielkiej Macedonii). Wergina była ostatnim greckim akcentem podczas wakacyjnej wyprawy w 2014 r, a zarazem pierwszym akcentem drogi powrotnej do Polski. Ale pierwszy dzień powrotu był znacznie bardziej bogaty w atrakcje, choć najbardziej ekscytowały nas te, które miały nastąpić pod koniec dnia – wszak mieliśmy wjechać do kraju, w którym jeszcze nie byliśmy – najmłodszego europejskiego państwa – do Kosowa.

Zanim jednak przyjdzie czas na zwiedzanie Kosowa, mieliśmy przejechać przez środek Macedonii, z południa na północ. A Macedonia też była nowym państwem na naszej mapie podróży – przecież po raz pierwszy wjechaliśmy do niej… raptem 10 dni wcześniej, podczas drogi dojazdowej na greckie wakacje. Zobaczyliśmy wtedy Skopje, zachodnią Macedonię oraz Ochrydę i okolice – teraz czas na środek kraju oraz jego południe – tam zaplanowaliśmy sobie trzy postoje w trzech stanowiskach archeologicznych.

Na pierwszy ogień poszedł Vardarski Rid, stanowisko położone 120 km od greckiej Werginy, tuż za granicą grecko-macedońską (mniej więcej 2-3 km za nią). Vardarski Rid jest mocno zapomniany i opuszczony, nie jest też zbytnio oznakowany. Trzeba zjechać z autostrady, noszącej imię Aleksandra Macedońskiego w kierunku miejscowości Gewgelija, ale przed wjazdem do niej zjechać w stronę motelu „Vardar”. To właśnie tuż obok tego motelu znajduje się wejście na teren antycznych ruin.

Macedonia, Vardarski Rid

Macedonia, Vardarski Rid

Macedonia, Vardarski Rid

Macedonia, Vardarski Rid

Macedonia, Vardarski Rid

Macedonia, Vardarski Rid

Macedonia, Vardarski Rid, starsza część miasta na sąsiednim wzgórzu

Macedonia, Vardarski Rid, starsza część miasta na sąsiednim wzgórzu

W trakcie wykopalisk na tym terenie, rozpoczętych dopiero w 1995 r., odkryto 6 faz zasiedlenia tego terenu. Na dwóch sąsiadujących ze sobą wzgórzach znajdują się pozostałości po ludzkich osiedlach, poczynając od czasów neolitu (XIII – XI w. p.n.e.) aż do okresu najazdu Rzymian na Macedonię (II / I w. p.n.e.). Znaleziono tu m.in. kilkadziesiąt srebrnych monet z czasów Aleksandra Wielkiego. Dziś ponad ziemią widoczne są te najmłodsze, pamiętające ostatnie chwile Macedonii przed podbojem jej przez Rzymian.

W antycznej Macedonii siedlisko to prawdopodobnie było Gordynią, miastem o którym bardzo niewiele wiadomo, poza tym że istniało. Nawet jego lokalizacja jest sporna i Vardarski Rid jest jedną z teorii na ten temat. Wcześniej siedlisko istniało początkowo na sąsiednim wzgórzu, gdzie znaleziono najstarsze ślady człowieka w tym miejscu, także grobowce z czasów neolitu. Stopniowo przez wieki ludzie przenosili się na drugie wzgórze, na którym dziś znajdują się najbardziej widoczne pozostałości z ostatniego okresu istnienia miasta. Gordynia została opuszczona przez mieszkańców gdzieś w II / I w. p.n.e., co historycy wiążą z najazdem Rzymian na Macedonię.

Dziś teren Vardarskiego Ridu wygląda na całkowicie opuszczony, zaniedbany i zapomniany. Nikt nie ochrania ruin, tablice informacyjne stoją tu nie konserwowane chyba od czasów prac archeologicznych sprzed 20 lat. Wzgórze z ruinami „użytkuje” miejscowa młodzież jako miejsce spotkań i imprez, co łatwo poznać po tym, co leży na ziemi. Niezbyt wiele jest też do zobaczenia, to miejsce raczej dla pasjonatów, niż dla turystów spragnionych okazałych antycznych budowli – tu ruiny kończą się na poziomie co najwyżej kolan 🙂 A pasjonatom polecić jeszcze możemy Muzeum Archeologiczne w Gewgeliji – tam można zobaczyć eksponaty, znalezione na wzgórzu Vardarski Rid.

Macedonia, ruiny miasta Isar

Macedonia, ruiny miasta Isar

Macedonia, ruiny miasta Isar

Macedonia, ruiny miasta Isar

Macedonia, ruiny miasta Isar

Macedonia, ruiny miasta Isar

Macedonia, ruiny miasta Isar

Macedonia, ruiny miasta Isar

Macedonia, ruiny miasta Isar

Macedonia, ruiny miasta Isar

Kilkanaście kilometrów na północ od Vardarskiego Ridu, przy tej samej drodze głównej znajduje się wioska Mavrinci. Na wzgórzu powyżej niej znajduje się kolejne stanowisko archeologiczne – ruiny antycznego miasta Isar. Od Vardarskiego Ridu różni się tym, że nie da się tam podjechać samochodem – droga jest tak nierówna, że bez samochodu terenowego nie radzimy się zapuszczać na wzgórze. Samochód można zostawić przy ostatnich wiejskich zabudowaniach, a resztę drogi, raptem 300-400 metrów, trzeba pokonać pieszo.

Wzgórze zamieszkane było już w czasach epoki brązu, w okolicach odkryto nekropolie, pochodzące z okresów od VIII w. p.n.e. aż do pierwszych wieków ery nowożytnej. Aczkolwiek o samym mieście Isar niewiele wiadomo. Wiadomo na pewno, że najlepsze swe czasy przeżywało w II / III w. n.e., kiedy to rozrosło się ze szczytu wzgórza także na jego stoki. Wiadomo także, że sponsorem budowy systemu doprowadzającego na wzgórze wody pitnej był sam Marek Aureliusz, cesarz rzymski z II w.

Po ataku Gotów w drugiej połowie III w., centrum miasta zostało otoczone murem obronnym i stało się niejako twierdzą. Ale też wtedy znaczenie miasta zaczęło spadać dość gwałtownie – najmłodsze ślady ludzkie znalezione tutaj pochodzą z ok.V w. Później prawdopodobnie miasto zostało opuszczone.

Do dziś zachowała się część centralna miasta, a szczególnie ruiny świątyni, wybudowanej w końcu II w. przez przedstawiciela miejscowej klasy wyższej – świadczy o tym zachowana inskrypcja na marmurze, która zresztą do dziś leży na wzgórzu i zarasta trawą. Zachowały się także elementy bram wjazdowych do miasta oraz miejskich łaźni. Znaleźć też można tu budynki dawnego wojskowego fortu z łukowatymi ścianami oraz ściany dawnej cysterny wodnej.

Całość ruin antycznego Isar niestety zarasta dziś głęboko trawą. Nie widać tu żadnych śladów opieki ani starych choćby pozostałości po jakichkolwiek pracach archeologicznych. Nie ma też żadnych tablic informacyjnych ani kierunkowskazów prowadzących do ruin, poza tymi przy głównej autostradzie. Ruiny sprzed prawie 2000 lat niszczeją nie pilnowane przez nikogo. Co cenniejsze znaleziska wywieziono i umieszczono w Muzeum Macedonii (chyba w Skopje ?), a reszta… szkoda gadać. W każdym razie to także miejsce wyłącznie dla pasjonatów.

Macedonia, Stobi, antyczny teatr

Macedonia, Stobi, antyczny teatr

Macedonia, Stobi, bazylika z wczesnych czasów chrześcijaństwa

Macedonia, Stobi, bazylika z wczesnych czasów chrześcijaństwa

Macedonia, Stobi, bazylika z wczesnych czasów chrześcijaństwa

Macedonia, Stobi, bazylika z wczesnych czasów chrześcijaństwa

Macedonia, Stobi, baptysterium w bazylice

Macedonia, Stobi, baptysterium w bazylice

Macedonia, Stobi, mozaiki w baptysterium bazyliki

Macedonia, Stobi, mozaiki w baptysterium bazyliki

Macedonia, Stobi

Macedonia, Stobi

Jedziemy dalej, nadal na północ, celem wszak jest kosowska Prisztina. Mniej więcej 70 km za ruinami Isar (a 85 km od granicy grecko-macedońskiej) znajduje się jedno z najbardziej znanych stanowisk archeologicznych w Macedonii. I ze względu na rozmiary, i na położenie tuż przy międzynarodowej autostradzie, jest bardzo popularne wśród turystów. To Stobi – dawna stolica królestwa Pajonii. Tu naprawdę jest co oglądać.

Historia Stobi ginie w mrokach dziejów. Ponoć w Illiadzie Homera jest już nawiązanie do krainy Pajonii – Stobi pojawia się w historii mniej więcej w VII / VI w. p.n.e. właśnie jako małe pajońskie siedlisko. Później – nie wiadomo dokładnie kiedy, przeniesiona tu została stolica tego państwa. Później nastąpił czas stopniowej hellenizacji Pajonii i coraz większego wpływu Macedończyków. Już za czasów ojca Aleksandra Wielkiego, króla Filipa II, Pajonia była praktycznie od Macedonii zależna, potem Aleksander Wielki korzystał w swoich podbojach z oddziałów Pajonów.

Ostatecznie Pajonia upadła ok. 217 r. p.n.e., kiedy to wojska króla Macedonii Filipa V ostatecznie podbiły tę krainę. Ale Macedończycy nacieszyli się podbojem raptem 70 lat, po których sami zostali podbici, razem z Pajonią, przez Rzymian, a Stobi stało się częścią rzymskiej prowincji. Wcześniej jednak zdążyli znacznie rozbudować miasto, które stało się znaczącym ośrodkiem handlu, głównie solą (leżało na „solnym” szlaku handlowym).

Pod rządami Rzymian Stobi rosło w siłę, a jego mieszkańcy zyskiwali kolejne przywileje. Miasto było jedynym na terenie dzisiejszej Macedonii, które biło własne monety (I – III w.). Jego mieszkańcy na mocy prawa stali się obywatelami Rzymu. Szczytem było ogłoszenie Stobi stolicą rzymskiej prowincji Macedonia Secunda, wtedy nawet rzymski cesarz (Teodozjusz I) przebywał w mieście (IV w.). Gdy panującą w Rzymie religią stało się chrześcijaństwo, Stobi stało się ważnym ośrodkiem religijnym, wybudowano też wtedy kilka kościołów, których pozostałości i zdobiące je mozaiki i freski są widoczne do dziś.

Macedonia, Stobi

Macedonia, Stobi

Macedonia, Stobi, święta droga

Macedonia, Stobi, święta droga

Macedonia, Stobi, półokrągły plac obok bazyliki

Macedonia, Stobi, półokrągły plac obok bazyliki

Macedonia, Stobi, pałac Teodozjusza

Macedonia, Stobi, pałac Teodozjusza

Macedonia, Stobi, pałac Teodozjusza

Macedonia, Stobi, pałac Teodozjusza

Macedonia, Stobi, pałac Teodozjusza

Macedonia, Stobi, pałac Teodozjusza

Macedonia, Stobi, pałac Teodozjusza

Macedonia, Stobi, pałac Teodozjusza

Od V w. historia Stobi powoli wygasa. Najpierw najazd Ostrogotów, a po odbudowie – trzęsienie ziemi i kolejny najazd – tym razem Słowian. Ok.VI wieku ostatecznie Stobi przestało istnieć. Pierwsze prace archeologiczne miały tu miejsce w dwudziestoleciu międzywojennym, potem kontynuowano je po zakończeniu II wojny światowej. Podczas naszej wizyty nadal kilka miejsc sprawiało wrażenie objętych wykopaliskami, być może nadal część antycznego miasta czeka na swoje odkrycie.

Do ruin Stobi można zjechać bezpośrednio z autostrady, nie sposób ich nie zauważyć – znajdują się tuż obok niej. Wstęp na teren antycznego miasta jest odpłatny – 2 EUR (120 MKD) od osoby dorosłej, można także wykupić sobie zwiedzanie z przewodnikiem – nie znamy kosztów takiej „imprezy”. Trasa zwiedzania jest ściśle określona i ogrodzona, nie jest możliwe dowolne chodzenie wśród ruin – i bardzo dobrze. A co można zobaczyć w Stobi ? Lista w kolejności naszego zwiedzania :

  • antyczny teatr, wybudowany na przełomie II / III w., mogący pomieścić 7600 widzów. Pod koniec III w. został przekształcony w arenę walk gladiatorów. W V w. przestał być używany, w wyniku czego częściowo rozebrano go, by pozyskać materiał na budowę innych budynków;
  • bazylika z początków IV w., czyli z czasów wprowadzenia chrześcijaństwa, wraz z baptysterium. Kilkukrotnie przebudowywana w ciągu kolejnych dwóch wieków. Tu możecie zobaczyć bardzo dobrze zachowane mozaiki, szczególnie w baptysterium
  • półokrągły plac przed bazyliką, miejsce spotkań chrześcijan z IV – VI w.Pośrodku placu kiedyś stał posąg
  • święta droga, wybudowana pierwotnie ok. I w., później przebudowywana. W czasach chrześcijaństwa stała przy niej bazylika, a droga przez główną bramę miejską prowadziła do nekropolii;
  • rezydencja biskupia z IV w., wiek później połączona z bazyliką;
  • pałac Teodozjusza, nazwany imieniem rzymskiego cesarza, który właśnie tu mieszkał podczas swojej wizyty w Stobi w 388 r. Największy i najbogatszy budynek odkryty tu przez archeologów (IV w.). Tu także znajdziecie mozaiki na posadzkach;
Macedonia, Stobi, antyczne mozaiki

Macedonia, Stobi, antyczne mozaiki

Macedonia, Stobi, antyczne mozaiki

Macedonia, Stobi, antyczne mozaiki

Macedonia, Stobi, dom rodziny Peristeria

Macedonia, Stobi, dom rodziny Peristeria

Macedonia, Stobi, miejskie łaźnie

Macedonia, Stobi, miejskie łaźnie

Macedonia, Stobi, rzymskie forum

Macedonia, Stobi, rzymskie forum

Macedonia, Stobi, mozaiki

Macedonia, Stobi, mozaiki

Macedonia, Stobi, mozaiki

Macedonia, Stobi, mozaiki

Macedonia, Stobi, mozaiki

Macedonia, Stobi, mozaiki

  • dom rodziny Peristeria (IV w.), znów z mozaikami;
  • duże miejskie łaźnie z V w., co ciekawe – z centralnym ogrzewaniem podłogowym 🙂 Nie żartujemy;
  • fontanna z III w., wybudowana na skrzyżowaniu głównych ulic miasta;
  • chrześcijański kościół z IV w., stojący na fundamentach wcześniejszej synagogi (II w.);
  • pałac Polycharmosa, fundatora wspomnianej wyżej synagogi, później siedziba władz kościoła;
  • kolejny kościół („bazylika północna”) z V w., także z baptysterium;
  • rzymskie forum z I w., około III w. spalone w pożarze i nigdy nie odbudowane;
  • mniejsze, prawdopodobnie żeńskie łaźnie, częściowo zniszczone przez trzęsienie ziemi w VI w.
  • „kasyno” – pałac mieszkalny z IV w., nazwany tak po tym, jak znaleziono tu wyposażenie, służące grom;

Stobi było ostatnim punktem w Macedonii na naszej wakacyjnej trasie. Teraz czekała nas największa frajda i zarazem największa niewiadoma całej wyprawy, czyli wjazd do tajemniczego do tej pory dla nas Kosowa. Po raz drugi był ten przyjemny dreszczyk przed wjazdem do czegoś nieznanego, nieprzewidywalnego, jak przed pierwszym wjazdem do Albanii w 2013 r. Celem była stolica Kosowa, Prisztina, gdzie mieliśmy zaplanowany nocleg. W Kosowie mieliśmy przewidziane ponad dwie doby na zwiedzanie i objazd najważniejszych miejsc. Ale Prisztinę pokażemy Wam już w następnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z antycznych ruin Vardarski Rid, Isar i Stobi w Macedonii znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Wergina, czyli początki wielkiej Macedonii

Wergina, malutkie i spokojne miasteczko w północnej Grecji, skrywa w sobie całe tysiąclecia historii i chwałę pierwszej stolicy wielkiej Macedonii. To tu powstała ta wielka starożytna potęga, to tu rządzili Filip II Macedoński i jego syn – Aleksander Wielki.

Tour de Europe 2014, dzień 13 (poprzedni wpis: 8 dni w kurorcie Paralia Katerinis). Czas rozpocząć drogę powrotną do domu. Po podróży przez Serbię (Smederewo, Nisz) i Macedonię (Skopje, Ochryda) i ponad tygodniowym pobycie w greckim Paralia Katerinis, rozpoczęliśmy drogę powrotną do Polski. Daleko nie zajechaliśmy – pierwszym przystankiem, jeszcze w Grecji, była oddalona o godzinę jazdy samochodem Wergina – małe, spokojne miasteczko, skrywające wielką historię jednej z największych antycznych potęg – wielkiej Macedonii.

Początki historii tego miejsca – w czasach antycznych nosiło nazwę Aigai (Ajgaj) – mają dwie wersje – mityczną i tą, preferowaną przez historyków. Wg mitów miasto założył Karanos, żyjący na przełomie IX / VIII w. p.n.e. syn jednego z doryckich władców (Temenusa, pochodzącego w prostej linii od Heraklesa), który po śmierci ojca przegrał walkę o władzę w rządzonym przez niego Argos na Peloponezie. Karanos udał się wtedy do wyroczni w Delfach, która nakazała mu poszukanie nowego miejsca na ziemi tam, gdzie znajdzie kozy. Udał się więc Karanos na północ, i w miejscu gdzie rzeczywiście zobaczył mnóstwo kóz, założył nowe miasto, nazwane Aigai – „miasto kóz”. Stał się też pierwszym królem nowego państwa, tworząc dynastię, która przez wieki rządziła potem Macedonią, wydając na świat m.in. Aleksandra Wielkiego.

Wergina, kopiec z królewskimi grobowcami

Wergina, kopiec z królewskimi grobowcami

Wergina, grobowiec króla Filipa II

Wergina, grobowiec króla Filipa II

Muzeum w Werginie, z prawej urna grobowa i korona króla Filipa II

Muzeum w Werginie, z prawej urna grobowa i korona króla Filipa II

Muzeum w Werginie

Muzeum w Werginie

Wersja „historyczna” jest podobna, różni się jednak co do czasu. Tutaj miasto Aigai założył uciekający z Argos tamtejszy potomek (syn) Koronosa z tej samej dynastii – Perdikkas I Macedoński, uznawany za pierwszego króla Macedonii. Tutaj też pojawia się przepowiednia wyroczni w Delfach, dotycząca kóz. Tyle że Perdikkas żył w VIII / VII w. p.n.e.

W każdym razie sława i zamożność Aigai szybko rosła, już w V w. p.n.e. Aigai było jednym z najważniejszych greckich miast. Pod koniec tego stulecia stało się ono także mekką ówczesnych artystów – tu ostatnie swoje dzieła tworzył np. Eurypides. IV w. p.n.e. to początki szczytowego okresu chwały Aigai i całej antycznej Macedonii. Tron obejmuje Filip II, który rozpoczyna wielką rozbudowę miasta, praktycznie przebudowując je od nowa. Buduje wtedy m.in. ogromny pałac królewski (12.500 m2), uznawany dziś za drugi – po ateńskim Partenonie – najważniejszy budynek, pochodzący z czasów klasycznej Grecji. Wydarzenia polityczne niejako zmuszają jednak Filipa II do przeniesienia stolicy państwa do Pelli, m.in. ze względu na położenie blisko morza i znajdujący się tam port.

Ale pomimo tego, Aigai pozostało świętym miastem Macedończyków, miejscem najważniejszych wydarzeń religijnych oraz miejscem pochówku władców. To w Aigai w 336 r. p.n.e. odbywały się uroczystości zaślubin córki Filipa II (Kleopatry), podczas których król został zdradziecko zamordowany przez własnego ochroniarza, mszczącego się za prywatne sprawy z przeszłości. Po Filipie władzę objął Aleksander, zwany później Wielkim, jeden z najsłynniejszych przywódców w historii świata. A Filip II został pochowany w Aigai, jego grób przykryto ziemnym kopcem. Później obok pochowano także jego wnuka, syna Aleksandra Wielkiego – Aleksandra IV.

Wergina, ruiny sanktuarium bogini Euklei

Wergina, ruiny sanktuarium bogini Euklei

Wergina, ruiny antycznego teatru. Tu zginął król Filip II

Wergina, ruiny antycznego teatru. Tu zginął król Filip II

Aigai zostało poważnie zniszczone przez Rzymian, gdy w 168 r. p.n.e. podbijali coraz słabszą Macedonię. Miasto odbudowano, ale nigdy już nie odzyskało ono swojej pierwotnej świetności, stopniowo przez wieki podupadając. Najświeższe znaleziska pochodzą z I w. n.e., aczkolwiek prawdopodobnie Aigai zamieszkane było do mniej więcej V w., kiedy to zostało ostatecznie opuszczone przez mieszkańców i zapomniane.

Przypomniano sobie o nim dopiero w 1977 r., kiedy to grecki archeolog odnalazł w istniejącej już wtedy Werginie królewskie grobowce, przysypane ziemią. W ich wnętrzach znaleziono wiele kosztowności i królewskich insygniów, a także przedmioty codziennego użytku. W 1993 r., aby je ochronić, nad nim stworzono betonową kopułę, z zewnątrz wyglądającą na wielki kopiec. Grobowce przekształcono w muzeum, udostępniając je zwiedzającym.

I to właśnie od tychże grobowców rozpoczęliśmy zwiedzanie atrakcji Werginy. W odróżnieniu od innych części antycznego Aigai, grobowce znajdują się w centrum dzisiejszej Werginy. Nie ma problemu ze znalezieniem parkingu, wielu okolicznych mieszkańców oferuje miejsce na samochód za drobną odpłatnością.

Wergina, grobowiec królowej Thessalonike (III w. p.n.e.)

Wergina, grobowiec królowej Thessalonike (III w. p.n.e.)

Wergina, grobowiec królowej Thessalonike (III w. p.n.e.)

Wergina, grobowiec królowej Thessalonike (III w. p.n.e.)

Grobowce macedońskich władców, tak jak już napisaliśmy powyżej, są dziś przykryte dachem i zamienione w muzeum. Wstęp do niego jest odpłatny, i to niemało – 8 EUR od osoby dorosłej. Wraz z biletem otrzymuje się ulotkę, opisującą to miejsce – tak „wyposażeni” udajemy się do środka. Wnętrze muzeum jest mocno zaciemnione, oświetlenie znajduje się tylko przy eksponatach, co ma wzmocnić uwagę turystów na nich.

Ciemności panujące w środku mocno utrudniałyby pewnie robienie zdjęć – ale tu nie ma kłopotu – bo zdjęć we wnętrzach po prostu nie można robić w ogóle. Być może ze względu na niektóre cenne eksponaty, znajdujące się w muzeum, ale to nie zmienia tego, że możemy Werginę zaliczyć do tych miejsc, a których wprowadzono bezsensowny zakaz fotografowania. A może i nie bezsensowny, bo znając turystów, większość w takich ciemnościach „waliłaby” fotki z włączonymi lampami błyskowymi, a to już byłoby szaleństwo i uniemożliwiłoby innym normalne zwiedzanie muzeum. Tak czy tak – kilka zdjęć mamy – robione oczywiście bez flasha.

We wnętrzach grobowego kopca znajduje się kilka antycznych macedońskich grobowców. Dwa z nich są zidentyfikowane – to grobowce króla Filipa II oraz Aleksandra IV. Ten drugi to wnuk Filipa, a syn Aleksandra Wielkiego, choć są jeszcze pewne wątpliwości, czy aby na pewno właśnie tu został pochowany. Aleksander IV, podobnie jak jego dziadek, także został zamordowany, dożywając ledwie 14 lat. Nigdy samodzielnie nie sprawował władzy ze względu na wiek – właśnie w wieku 14 lat miał objąć samodzielne królestwo i wtedy pozbyto się go, mordując go wraz z matką, żoną Aleksandra Wielkiego.

Na pewno zaś leży tu Filip II, w przedsionku jego grobowca leży także jedna z jego żon, prawdopodobnie w innym grobowcu leży także inna z żon króla, zmarła przed nim. We wnętrzu znaleziono m.in. królewską koronę, broń czy akcesoria kąpielowe. Podobne przedmioty znaleziono w grobowcu Aleksandra IV – wszystkie one są dziś eksponatami w muzeum w Werginie i znajdują się w gablotach obok grobowców. Prochy obu władców umieszczone były w kosztownych, zdobionych urnach. We wnętrzach kopca znajduje się także heroon, miejsce kultu zmarłych królów.

Grobowce królewskie były w zasadzie jedyną częścią antycznego Aigai, które udało nam się zobaczyć. Drugi z najbardziej znanych elementów starożytnego miasta – wielki pałac królewski Filipa II okazał się być bowiem zamknięty dla turystów, ze względu na trwające tam prace. Pałac został wybudowany w połowie IV w. p.n.e., prawdopodobnie wg projektu Pyteosa, tego samego który projektował m.in. słynne mauzoleum w Halikarnasie (dzisiejsze Bodrum w Turcji). Historia mówi, że ogromny pałac, wybudowany na wzgórzu był widoczny nawet z dalekich okolic, słynny był również przepych panujący w środku i setki metrów kwadratowych podłogi, pokrytej mozaikami. Nie dane nam było jednak zobaczyć ani kawałka tego cudu.

Okolice Werginy to brzoskwiniowe zagłębie

Okolice Werginy to brzoskwiniowe zagłębie

Okolice Werginy to brzoskwiniowe zagłębie

Okolice Werginy to brzoskwiniowe zagłębie

Okolice Werginy to brzoskwiniowe zagłębie

Okolice Werginy to brzoskwiniowe zagłębie

Mogliśmy za to zobaczyć (choć także zza ogrodzenia) resztki antycznego teatru, wybudowanego także w IV w. p.n.e. Teatr ten zapisał się w historii – to właśnie na nim gwardzista króla Filipa II zamordował go mieczem na oczach tłumu. Kolejnym miejscem, w którym zobaczyliśmy jedynie tabliczkę z nazwą, były ruiny sanktuarium bogini Euklei – bogini sławy i dobrej reputacji. Jeśli traficie na to miejsce, gdy będzie otwarte, zobaczycie zapewne ruiny dwóch świątyń, ołtarz i stoy. Sanktuarium także wybudowano w IV w. p.n.e.

Na terenach dawnego Aigai odkryto także liczne wolnostojące grobowce z czasów świetności Macedonii. Pochodzą one z okresu VI – III w. p.n.e., a najbardziej znanym i dostępnym dla turystów z nich jest ten znajdujący się niedaleko pałacu i teatru – grób Thessalonike, córki Filipa II. Historia jej życia jest niezwykle zagmatwana. Była przyrodnią siostrą (córką innej żony tego samego króla) Aleksandra Wielkiego. Wydano ją za mąż za Kassandra, który po objęciu władzy przez Aleksandra Wielkiego, stał się jego wielkim oponentem.

Kassander, pomimo „wżenienia” się w dynastię królewską, nie zaprzestał działań przeciwko władcom, dążąc do przejęcia władzy. Kulminacją tych działań było zamordowanie Aleksandra IV (bratanka Thessalonike) i jego matki (żony Aleksandra Wielkiego) właśnie przez Kassandra, dzięki czemu objął on tron Macedonii, rozpoczynając czasy nowej dynastii tamtejszych władców – Antypatrydów i tym samym kończąc erę Argeadów – dynastii która Macedonię założyła i wydała na świat m.in. Filipa II i Aleksandra Wielkiego. Śmierć Kassandra w 297 r. p.n.e. była też początkiem końca królowej Thessalonike. Zamordował ją jeden z trzech jej synów w 295 r. p.n.e., nie mogąc pogodzić się z odsunięciem od władzy i oddaniem jej przez matkę dwóm pozostałym braciom.

W okolicach Werginy znaleźć także można pozostałości murów obronnych miasta Aigai, wzniesionych w V w. p.n.e. My jednak darowaliśmy sobie ich poszukiwanie, nieco zrażeni tym, że większość antycznych ruin była dla nas zamknięta. Pomknęliśmy dalej w drogę powrotną do Polski, a kolejnym jej etapem były starożytne ruiny znajdujące się już na terenie Macedonii: Vardarski Rid, Isar i Stobi.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

8 dni w kurorcie Paralia Katerinis

Naszą bazą podczas wakacyjnego wyjazdu w 2014 r. była miejscowość Paralia Katerinis, położona nad Morzem Egejskim. Ten bardzo popularny latem kurort w pełni zasłużył na swoją sławę – długie piaszczyste plaże, ciepłe i czyste morze, płytka woda idealna dla dzieciaków.

Tour de Europe 2014 (poprzedni wpis: Delfy, miejsce w którym kiedyś ważyły się losy całych narodów). Standardowo podczas naszych wakacyjnych podróży, także i ta w 2014 roku „zacumowaliśmy” na trochę w jednym miejscu. Tym razem padło na Paralia Katerinis, na co dzień niewielką wieś, położoną nad samym Morzem Egejskim, a w sezonie letnim zamieniającą się w tętniący od świtu do późnej nocy wakacyjny kurort. Liczba turystów wielokrotnie przewyższa wtedy liczbę rodowitych mieszkańców.

Paralia stanowiła do niedawna samodzielną gminę grecką, dopiero w 2011 r. w ramach reformy terytorialnej włączono ją w obręb większej gminy z siedzibą w oddalonym o 4 km mieście Katerini. Tak powstała Paralia Katerinis, wieś o nazwie łączącej nazwy tych dwóch miejscowości.

Paralia Katerinis, hotel Panorama Inn

Paralia Katerinis, hotel Panorama Inn

Paralia Katerinis, hotel Panorama Inn

Paralia Katerinis, hotel Panorama Inn

Paralia Katerinis, kościół

Paralia Katerinis, kościół

Paralia Katerinis, fontanna przy plaży

Paralia Katerinis, fontanna przy plaży

Mieszkańców Paralia Katerinis ma niewiele ponad tysiąc, w sezonie ma się wrażenie, że składa się ona wyłącznie z hoteli, pensjonatów i domów noclegowych. Nie ma tu kompletnie nic wartego uwagi, jeśli chodzi o zwiedzanie, za to warunki do biernego wypoczynku są wręcz wymarzone, także jeśli chodzi o rodziny z dziećmi.

Na całej długości Paralii wzdłuż wybrzeża morskiego ciągnie się szeroka, piaszczysta plaża. Klimat w lecie jest wręcz upalny, więc i woda ma tu temperaturę ciepłej zupy. A dodatkowo zejście do morza jest bardzo łagodne i płytkie, nawet małe dzieci mogą więc bezpiecznie wchodzić do wody, nawet kilkadziesiąt metrów od brzegu. Morze jest spokojne, dając im okazję do spokojnej zabawy w wodzie. Słowem – niemal ideał. No i pół godziny jazdy samochodem dzieli Paralię od ruin antycznego Dionu czy masywu mitycznego Olimpu.

Plaża w Paralia Katerinis

Plaża w Paralia Katerinis

Plaża w Paralia Katerinis

Plaża w Paralia Katerinis

Plaża w Paralia Katerinis

Plaża w Paralia Katerinis

Plaża w Paralia Katerinis

Plaża w Paralia Katerinis

Plaża na całej długości jest bezpłatna, choć zamiast kłaść się na ręczniku, można skorzystać z parasoli i leżaków – one także są bezpłatne, ale korzystając z nich trzeba zamówić w restauracji do której należą choć jednego drinka (alkoholowego lub nie) – pod tym jednym warunkiem można na leżaku pod parasolem leżeć bez limitu czasowego.

Paralia Katerinis, "muwyme po polsku"

Paralia Katerinis, „muwyme po polsku”

Po zmroku w Paralii tętni intensywne życie nocne. Turyści przenoszą się z plaż na uliczki miasteczka, wypełniając je dość szczelnie, bywa naprawdę tłoczno. Wypełnione są też wszystkie knajpki i restauracje. Znajdziecie tu też czynny do późnej nocy lunapark, a także kilka głośnych dyskotek. No i nieprzebraną ilość kramów i sklepików ze wszystkim, na co mogą wydać pieniądze turyści – nawet z futrami (w środku lata :-)). Sklepikarze starają się dotrzeć do międzynarodowej gawiedzi, przyciągając turystów szyldami i napisami w ich rodzimych językach – nierzadko można tu zobaczyć też szyldy czy reklamy w języku polskim – ale większość raczej w „polskawym” niż w polskim – właścicielom tylko wydaje się, że napisali coś po polsku. Przykłady na zdjęciach.

Jeśli chodzi o wyżywienie, nie ma problemu z zaopatrzeniem w dużych sieciówkach i małych przydomowych sklepach, ceny nie są wygórowane. Jeśli nie chcecie jeść w renomowanych tawernach z białymi obrusami i kelnerami w białych koszulach, znajdziecie też przydomowe bary z daniami (kurczak, kotlet, kebab, frytki itp.) za 5-7 euro.

Warto też wspomnieć o hotelu, w którym spędziliśmy te błogie 8 dni. Panorama Inn położony jest ledwie 150 m od plaży i zrobił na nas ogromne wrażenie. To nowy hotel i widać to na każdym kroku, w zasadzie jedynym jego minusem jest brak własnego parkingu, ale w Paralii nie ma większego problemu ze znalezieniem miejsca przy ulicy. Czynny od rana do zmroku hotelowy basen był niezwykle miłą odmianą od nagrzanej plaży.

Paralia Katerinis, "polska język trudny język"

Paralia Katerinis, „polska język trudny język”

Paralia Katerinis, centrum wieczorem

Paralia Katerinis, centrum wieczorem

Paralia Katerinis, centrum wieczorem

Paralia Katerinis, centrum wieczorem

Paralia Katerinis, centrum wieczorem

Paralia Katerinis, centrum wieczorem

Osobny akapit należy się managerowi hotelu – chyba najlepszemu elementowi tego budynku. Młody człowiek zaczął znajomość z nami od… ustąpienia nam miejsca parkingowego tuż obok hotelu, pierwszego wieczora po przyjeździe. Po prostu wyjechał swoim samochodem, zostawiając nam wolne miejsce, dzięki czemu z bagażami mieliśmy dużo krótszą drogę. Pierwsza ice coffee z lodami następnego dnia także okazała się dla nas darmowa w hotelowym barze. Przez cały czas mieszkania w hotelu byliśmy przez niego witani, żegnani i dopieszczani.

Przy tym wszystkim hotel Panorama Inn był jak na oferowane warunki bardzo przystępny cenowo, nawet z uwzględnieniem tego, że ze względu na liczebność rodziny wynajmowaliśmy podwójny, łączony pokój (dwa TV, lodówka, balkon z ograniczonym widokiem na morze, taras z widokiem na basen itp.). No i najważniejsze – nie jest położony w ścisłym centrum Paralii, po którym do późnej nocy przewalają się dzikie tłumy turystów. Choć do centrum z Panorama Inn jest ledwie 200 m, to hałas turystów, lunaparku i dyskotek kompletnie tu nie dociera, wieczorem jest cisza i spokój. Wręcz idealnie. Polecamy z czystym sumieniem. A resztę możecie zobaczyć na zdjęciach.

My zapamiętaliśmy pobyt w Paralii jeszcze z jednego powodu. To tam, w hotelowym basenie, nasza najmłodsza pociecha zaczęła samodzielnie pływać. Ot tak, bez lekcji pływania. Szymon po prostu zdjął dmuchane rękawki i… popłynął w basenie. Nie mogliśmy tego nie uwiecznić 🙂

A w kolejnym wpisie zaczniemy już pokazywać Wam drogę powrotną do Polski, o wiele dłuższą niż ta dojazdowa. Będzie Macedonia, Kosowo, Albania, Bośnia i Hercegowina i Węgry. Ale najpierw będzie Wergina i powrót do historii wielkiej Macedonii. To tu znajdowała się pierwsza stolica tego antycznego mocarstwa, tu chowano macedońskich królów. Dziś stanowiska archeologiczne Aigai (tak się kiedyś nazywała Wergina) wpisane są na listę UNESCO.

Pełna galeria zdjęć z wakacji w Paralia Katerinis znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Delfy, miejsce w którym kiedyś ważyły się losy całych narodów

Celem jedynej dłuższej wycieczki w czasie wakacyjnego pobytu w Grecji były Delfy – miejsce, w którym kiedyś znajdowała się słynna antyczna wyrocznia. Traktowana jako środek (pępek) świata, miała w starożytności ogromny wpływ na losy ówczesnego świata, przynajmniej na terenach dzisiejszej południowej Europy i najbliższych jej okolic.

Tour de Europe 2014, dzień 12 (poprzedni wpis: Trzystu bohaterów. Odwiedzamy greckie Termopile). Kilkugodzinna podróż z Paralia Katerinis (naszej „greckiej” wakacyjnej bazy) do Delf przerwana była tylko na krótki czas wizytą w Termopilach – w miejscu jednej z najsłynniejszych bitew w historii świata, owianym legendą 300 bohaterskich Spartan i ich wodza Leonidasa. Ale głównym celem były Delfy, miejsce o wiele bardziej rozległe i „bogate” w obiekty warte zobaczenia, a przy tym także niezwykle znane z historii i legend z nim związanych.

Delfy położone są w południowej Grecji, na stoku gór Parnas. Pisał o nich już Homer, żyjący prawdopodobnie (bo nikt do dziś tego dokładnie nie ustalił) gdzieś w okresie XI – VIII w. p.n.e. Wg mitologii greckiej to tu spotkały się dwa orły, wypuszczone w przeciwne strony świata przez Zeusa, wyznaczając środek ziemi.

Delfy zasiedlone zostały już w drugim tysiącleciu przed Chrystusem (ok. XIV w. p.n.e.) i przez długi czas były niewielką miejscowością. Kult boga Apollina, z którego potem zasłynęły, rozwinął się tu gdzieś na przełomie II / I tysiąclecia p.n.e. i wtedy rozpoczął się okres prosperity. Z przepowiedni wygłaszanych przez kapłankę Pytię Delfy słynęły już w VIII w. p.n.e. Z kapłankami tymi zresztą wiązało się do całkiem niedawna sporo kontrowersji.

Muzeum w Delfach

Muzeum w Delfach

Muzeum w Delfach, eksponaty z brązu (VIII / VII w. p.n.e.)

Muzeum w Delfach, eksponaty z brązu (VIII / VII w. p.n.e.)

Muzeum w Delfach, posągi Kleobisa i Bitona (VII / VI w. p.n.e.)

Muzeum w Delfach, posągi Kleobisa i Bitona (VII / VI w. p.n.e.)

Muzeum w Delfach, antyczna ceramika (V w. p.n.e.)

Muzeum w Delfach, antyczna ceramika (V w. p.n.e.)

Muzeum w Delfach, sala z częściami kolumny "Trzech Tancerek", z omfalosem na czele

Muzeum w Delfach, sala z częściami kolumny „Trzech Tancerek”, z omfalosem na czele

Wiadomo bowiem jest ze starożytnych zapisów, że Pytie (kapłanki, obowiązkowo powyżej 50 lat), wygłaszające swoje przepowiednie, najczęściej w wersji poetyckiej, siedząc na trójnogu w świątyni Apollina, były w głębokim transie, czasem nawet wpadając w szał. Długo wierzono w starożytne legendy, jakoby kapłanki w taki stan wprawiały opary, wydobywające się ze skalnej szczeliny, ale nie potrafiono udowodnić istnienia ani szczeliny, ani oparów. Stąd z czasem uknuto teorię, że trans wywoływany był ziołami palonymi w świątyni, lub nawet był po prostu przez kapłanki udawany.

Muzeum w Delfach, "omfalos", mitologiczny kamień wyznaczający środek ziemi

Muzeum w Delfach, „omfalos”, mitologiczny kamień wyznaczający środek ziemi

Co wydaje się niemożliwe w dobie dzisiejszego stanu techniki, dopiero w końcówce XX wieku badania geologiczne rzeczywiście wykazały istnienie – i to nie jednego, a dwóch uskoków skalnych, krzyżujących się dokładnie pod świątynią. Skład okolicznych skał udowodnił, że uwalniały się tu gazy, w tym takie, które po zmieszaniu z powietrzem wywołują stan euforii, do utraty przytomności włącznie.

Muzeum w Delfach, "Woźnica z Delf" (V w. p.n.e.)

Muzeum w Delfach, „Woźnica z Delf” (V w. p.n.e.)

Wróćmy do historii Delf. Z czasem waga przepowiedni Pytii stała się tak wielka, że żadnych ważnych decyzji nie podejmowano bez konsultacji z wyrocznią. Ludzie płacili wielkie sumy – i za przepowiednie, i za ominięcie długaśnych kolejek do świątyni 🙂 Wyrocznia rosła w wielką potęgę, choć często jej przepowiednie były wysoce dwuznaczne i niezbyt precyzyjne. O tym, jak ważne były wtedy Delfy, niech świadczy fakt, że aż do IV w. p.n.e. były one ochraniane przez specjalny sojusz greckich miast, mający na celu ochronę wyroczni przed dostaniem się w niepowołane ręce.

Wtedy to Delfy zostały złupione przez Fokijczyków, po czym szybko odbite przez Macedończyków, ale to już były czasy powolnego upadku znaczenia wyroczni. I przez mniejsze nią zainteresowanie, i przez błędne przepowiednie, i przez ciągle toczące się w tym czasie w rejonie Delf wojny. W II w. p.n.e. władzę nad całym regionem zdobyli Rzymianie, którzy najpierw ochraniali wyrocznię, ale sto lat później złupili miejscowe skarbce dla sfinansowania swoich greckich wojen. W 66 r. n.e. cesarz Neron wywiózł znaczną część dzieł sztuki do Rzymu.

Na przełomie I / II w. Rzymianie podjęli jeszcze próbę wskrzeszenia wielkości Delf, ale po krótkim okresie popularności, wyrocznia znów zaczęła się osuwać w dół, jeśli chodzi o znaczenie. Tego procesu nie udało się już zatrzymać i w IV w. ostatecznie wyrocznia przestała funkcjonować. Z pewnością do jej upadku przyczyniła się także popularyzacja nowej religii – chrześcijaństwa, które zastąpiło wtedy kult Apollina.

Delfy, rzymska agora

Delfy, rzymska agora

Delfy, skarbiec Sykiończyków

Delfy, skarbiec Sykiończyków

Delfy, skarbiec Ateńczyków

Delfy, skarbiec Ateńczyków

Delfy, grecka stoa

Delfy, grecka stoa

Delfy, ruiny antycznego miasta

Delfy, ruiny antycznego miasta

Zwiedzanie Delf rozpoczęliśmy od znajdującego się przed właściwymi ruinami muzeum. To jedno z najbardziej znanych i popularnych muzeów w całej Grecji, choć jego wielkość nie powala – zawiera raptem kilkanaście pomieszczeń o powierzchni nieco ponad 2 tys. m2. Eksponaty jednak robią wrażenie, a zwiedzanie ułatwia chronologiczny ich podział w poszczególnych pomieszczeniach. Poniżej lista kilku z najważniejszych eksponatów w muzeum:

  • brązowa tarcza z czasów archaicznych (VIII / VII w. p.n.e.);
  • brązowa „głowa Griffona” także z tych samych czasów;
  • dwie niemal bliźniacze marmurowe statuy z VII / VI w. p.n.e., przedstawiające najpewniej Kleobisa i Bitona, mitologicznych synów kapłanki bogini Hery. Legenda głosi, że w czasie podróży z Argos do Delf, synowie sami ciągnęli wóz matki, zastępując niezbyt zdrowe woły. Wdzięczna im matka poprosiła Herę w modlitwie, by ta dała synom najlepszy dostępny dla śmiertelników prezent. Wieczorem zmęczeni synowie położyli się spać i w czasie snu zmarli – Hera dała im wieczną pamięć wśród ludzi – w pewnym sensie nieśmiertelność;
  • pozostałości zdobień z kilku delfijskich skarbców;
  • „Tancerki z Delf”, rzeźbiona kolumna z figurami trzech tancerek (IV w. p.n.e.), której kilka części znajduje się w muzeum. Teoria głosi, że jej zwieńczeniem był słynny „omfalos”, czyli marmurowy stożek, wyznaczający wg mitologii środek ziemi. Omfalos także znajduje się w muzeum w Delfach;
  • liczne statuy z czasów późno-greckich i rzymskich, m.in. posąg filozofa (być może Platona) z III / II w. p.n.e. oraz posąg Antoniusza;
  • „Woźnica z Delf”, statua, kiedyś będąca częścią większej całości z rydwanem, pochodząca z V w. p.n.e.;
Delfy, z prawej ołtarz Apollina

Delfy, z prawej ołtarz Apollina

Delfy, świątynia Apollina, siedziba słynnej wyroczni

Delfy, świątynia Apollina, siedziba słynnej wyroczni

Delfy, świątynia Apollina, siedziba słynnej wyroczni

Delfy, świątynia Apollina, siedziba słynnej wyroczni

Delfy, panorama ruin i doliny pod nimi, widziana z terenu greckiego teatru

Delfy, panorama ruin i doliny pod nimi, widziana z terenu greckiego teatru

Delfy, antyczny stadion

Delfy, antyczny stadion

Po wyjściu z muzeum nadchodzi czas na zwiedzanie właściwych ruin starej wyroczni w Delfach. Są one dość rozległe i położone na zboczu góry, co wiąże się z pokonywaniem sporej ilości schodów – warto o tym pamiętać, szczególnie w sezonie, w letnim słońcu i upałach i zaopatrzyć się w wodę i nakrycie głowy. Z ważniejszych budowli, które tu znajdziecie, warto wymienić (w kolejności naszego zwiedzania):

  • rzymska agora, czyli dawne centrum handlowe i centrum życia miasta, pochodząca z końcowego okresu istnienia Delf (IV w.). Zachowała się jedynie jedna z trzech otaczających ją kolumnad;
  • skarbiec Sykiończyków, pochodzący z VI w. p.n.e. Skarbce w Delfach były budynkami w kształcie przypominającymi świątynie, budowanymi ku czci bogów przez władze starożytnych greckich państw-miast i kolonii. Sykion nigdy nie był ważnym miastem, choć stanowił kiedyś osobne państwo-miasto. Leżał na północy niedalekiego od Delf Peloponezu. W skarbcach przechowywano kosztowności, należące do fundatorów;
  • skarbiec Beocjan, kolejna z tego typu budowli;
  • omfalos, czyli mityczny kamień, wyznaczający środek ziemii, jedna z kopii tego znajdującego się w muzeum w Delfach;
  • skarbiec Ateńczyków, jeden z najlepiej zachowanych budynków w Delfach, pochodzący z VI lub V w. p.n.e., wybudowany wg dwóch teorii dla upamiętnienia albo ustanowienia demokracji w Atenach albo wygranej bitwie pod Maratonem przeciwko Persom;
  • skała Sybilli, wg legend skała, na której stanęła kiedyś kobieta o imieniu Sybilla, wygłaszając pierwszą przepowiednię w historii wyroczni;
  • ateńska stoa, kiedyś będąca częścią Halos, ważnego miejsca, gdzie odbywały się co 8 lat rekonstrukcje sceny zabicia węża przez Apollina. Wybudowana w VI / V w. p.n.e.;
Delfy, "skała Sybilli"

Delfy, „skała Sybilli”

Delfy, ruiny antycznego miasta

Delfy, ruiny antycznego miasta

Delfy, świątynia Ateny widziana z terenów ruin wyroczni

Delfy, świątynia Ateny widziana z terenów ruin wyroczni

Delfy,ruiny gimnazjonu, widziane z terenów ruin wyroczni

Delfy,ruiny gimnazjonu, widziane z terenów ruin wyroczni

  • ołtarz Apollina, wybudowany przed właściwą świątynią, pochodzący z V w. p.n.e.;
  • świątynia Apollina, najważniejsze miejsce kultu religijnego w Delfach i miejsce, w którym Pytie odbywały słynne rytuały z wypowiadaniem przepowiedni. Ruiny widoczne dziś pochodzą z IV w. p.n.e., ale są ruinami trzeciej kolejnej świątyni stojącej w tym miejscu. Pierwszą wybudowano prawdopodobnie w VII w. p.n.e., drugą z VI w. p.n.e. zniszczyło trzęsienie ziemi z 373 r. p.n.e. Obok znajdziecie też „kolumnę Prussiasa”, na której kiedyś stał pomnik tego króla (pochodzi z II w. p.n.e.);
  • teatr, w którym odbywały się przedstawienia muzyczne i teatralne, wybudowany pierwotnie w IV w. p.n.e., odbudowany przez władcę Pergamonu w II w. p.n.e., a ostateczną formę przyjął w czasach rzymskich (I w. n.e.). W 35 rzędach zasiadać tu mogło do 5 tysięcy widzów. Ze szczytu widowni rozpościera się najlepszy widok na ruiny Delf i całą dolinę rzeki płynącej poniżej nich;
  • stadion, położony na samym szczycie ruin, mieścił kiedyś 6,5 tysiąca widzów, długi aż na 177 m i szeroki na 25 m. Wybudowany pierwotnie w V w. p.n.e., obecną formę przyjął po przebudowie przez Rzymian w II w. n.e.;

Ale właściwe ruiny Delf to nie wszystko, co można tu zobaczyć. Już z góry, spod teatru można zobaczyć w oddali kolejne pozostałości z czasów antycznych – to gimnazjon i tholos, oddalone o jakieś pół kilometra. Po wyjściu z ruin Delf kierujemy się więc w ich kierunku, ale mniej więcej w połowie drogi znajdujemy jeszcze jedno warte uwagi miejsce – źródło kastalskie, w którym przemywali się obowiązkowo wszyscy pielgrzymi, przybywający do Delf. Przypisywano jej właściwości oczyszczające, a zbierano ją w znajdującym się obok sporym basenie. Dzisiejszy wygląd źródła to rekonstrukcja, i to przeniesiona ok.50 m od oryginalnego miejsca.

Delfy, thalos na terenie dawnej świątyni Ateny

Delfy, thalos na terenie dawnej świątyni Ateny

Delfy, thalos na terenie dawnej świątyni Ateny

Delfy, thalos na terenie dawnej świątyni Ateny

Delfy, ruiny gimnazjonu

Delfy, ruiny gimnazjonu

Delfy, teren źródła kastalskiego

Delfy, teren źródła kastalskiego

Idziemy do gimnazjonu, z którego dziś pozostały nędzne resztki. A pozostały, bo w czasach, kiedy Delfy już nie pracowały, okoliczni mieszkańcy wykorzystali marmurowe kamienie do budowy własnych domostw. Gimnazjon okazuje się jednak zamknięty dla zwiedzających, ale normalnie jest otwarty i dostępny, jak i tholos, bezpłatnie, w przeciwieństwie do samych Delf. Nie dociera tu już zbyt wielu turystów, nam towarzyszyło raptem kilka osób. Gimnazjon był kompleksem budynków, wykorzystywanych przez młodych mieszkańców Delf. Znajdowały się tu m.in. baseny i łaźnie.

W przeciwieństwie do gimnazjonu, teren otaczający tholos okazał się otwarty. Tholos był okrągłym budynkiem o średnicy prawie 15 m, otoczonym przez 20 doryckich kolumn. Do czasów dzisiejszych przetrwały tylko trzy z nich, ale i tak tholos jest jednym z najczęściej spotykanych obrazków z Delf. Wybudowany został w początkach IV w. p.n.e. jako część sanktuarium, poświęconego Atenie.

Biorąc pod uwagę historię i znaczenie Delf w starożytnym świecie, oraz stopień zachowania ruin i ich atrakcyjność „wizualną”, zdecydowanie polecamy wizytę tutaj. Zwiedzanie Delf zajęło nam ok.3,5 godziny, w dużym upale, ale naprawdę było warto. To jedno z tych miejsc, które wreszcie dają nam ogląd na to, co w suchy sposób „wciskano” nam na lekcjach historii w szkole. Tak podana historia zdecydowanie łatwiej się konsumuje.

Wycieczka do Delf i Termopil była ostatnią z naszych podróży wewnątrz Grecji w czasie naszego 8-dniowego pobytu w Paralia Katerinis w sierpniu 2014 r. W kolejnym wpisie pokażemy Wam właśnie Paralia Katerinis, bardzo atrakcyjny grecki kurort.

Pełna galeria zdjęć z ruin antycznej wyroczni w Delfach znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Trzystu bohaterów. Odwiedzamy greckie Termopile

Nasz pobyt w Grecji w czasie wakacji 2014 r. trwał ledwie 8 dni, ale żal było wyjeżdżać bez odwiedzenia choćby jednego z wielu znanych z lekcji historii miejsc, których w tym kraju jest bez liku. Stąd plan na całodniową wyprawę – najpierw do Termopil.

Tour de Europe 2014, dzień 12 (poprzedni wpis: Jedziemy dookoła mitycznego masywu Olimpu). Podczas naszego pobytu w Paralia Katerinis przyszedł w końcu czas na zaplanowaną jeszcze w Polsce całodzienną wyprawę wgłąb Grecji. Celem były dwa historyczne miejsca: wpisane na listę UNESCO stanowisko archeologiczne w starożytnych Delfach i leżące po drodze do nich miejsce bitwy pod Termopilami. W tym wpisie będzie o tym ostatnim.

Wyjeżdżamy z Paralia Katerinis z samego rana, czeka nas bowiem prawie 250 km jazdy do Termopil. Droga prowadzi głównie autostradą, prowadzącą na południe Grecji, jedziemy więc szybko i wygodnie, cała trasa zajmuje nam ok.3 godzin. Do Termopil dojeżdżamy w okolicach południa.

Termopile, pomnik ku czci Spartan i króla Leonidasa

Termopile, pomnik ku czci Spartan i króla Leonidasa

Termopile to dziś mała grecka wioska, ale w czasach antycznych nazwa ta odnosiła się do wąskiego przesmyku pomiędzy morzem a górami, jedynego lądowego przejścia z północy na południe. W dosłownym tłumaczeniu „Termopile” to „gorące wrota”, nazwa pochodziła od gorących źródeł (woda o temperaturze ok.40 stopni), wypływających u podnóża pobliskiego wzgórza. Jedno z nich zresztą działa do dziś i jest ulubionym przez kierowców miejscem ochłody.

Termopile, centrum turystyczne

Termopile, centrum turystyczne

Ciężko dziś ten słynny przesmyk zauważyć – do morza jest spory kawałek. Wszystko to dlatego, że osady z gorących źródeł, osadzające się w ciągu wieków, znacznie (o nawet ok. 20 m) podniosły poziom gruntu, przez co morze „cofnęło” się, odsłaniając dużo więcej ziemii. Gdy starożytni Spartanie i Grecy toczyli tu słynną bitwę z Persami, przesmyk miał tylko ok.100 metrów szerokości – dlatego łatwo było się tu bronić nawet przed dużo większymi siłami wroga. Morze zaczynało się wtedy mniej więcej w miejscu, gdzie dziś idzie asfaltowa droga i stoi przy niej pomnik Spartan i Leonidasa.

Termopile, pomnik króla Leonidasa

Termopile, pomnik króla Leonidasa

No i właśnie – o co chodziło w tej słynnej bitwie pod Termopilami ? Otóż w 480 r. p.n.e. kolejną już próbę podbicia terenów dzisiejszej Grecji, wtedy składających się z wielu miast-państw, z których najsilniejszymi były Ateny i Sparta, podjęli Persowie. Kolejną, bo 10 lat wcześniej już próbowali i przegrali. Persowie więc, pod dowództwem swego króla Kserksesa, w ogromnej liczbie ok.300 tysięcy (!) żołnierzy rozpoczęli marsz na greckie miasta. Ale mieli daleko, a dodatkowo tak wielka armia wymagała olbrzymiej logistyki (brzegiem morza obok niej płynęła ogromna flota statków zaopatrzeniowych, wcześniej budowano na trasie przemarszu magazyny żywnościowe i mosty na rzekach), więc Grecy dostali trochę czasu na przygotowania się na ich „przyjęcie”.

Greccy obrońcy, pod dowództwem spartańskiego króla Leonidasa, postanowili odeprzeć Persów właśnie w tym wąskim przesmyku, który łatwo było bronić. Z wielu greckich miast uzbierali w sumie ok. 7 tysięcy żołnierzy, którzy przez dwa dni z powodzeniem odpierali ataki wojsk Kserksesa, zabijając w sumie ok.20 tys. najeźdźców. Zwrot w bitwie nastąpił w wyniku zdrady jednego z Greków, który pokazał Persom drogę, którą można było obejść przesmyk i zajść Greków od tyłu.

Leonidas na wieść o Persach zachodzących na tyły, odesłał większość wojsk, uznając bitwę za przegraną. Sam jednak, wraz z 300-toma swoimi wojownikami, przy pomocy 700 Tespijczyków, pozostał na miejscu, broniąc się i ginąc do ostatniego na małym pagórku. Persowie przeszli dalej i w końcu zdobyli Ateny, ale bitwa pod Termopilami zapisała się w historii jako symbol bohaterstwa Spartan.

Termopile, obelisk ku czci 700 poległych Tespijczyków

Termopile, obelisk ku czci 700 poległych Tespijczyków

Termopile, centrum turystyczne

Termopile, centrum turystyczne

Termopile, centrum turystyczne

Termopile, centrum turystyczne

Termopile, pomnik ku czci poległych Spartan

Termopile, pomnik ku czci poległych Spartan

Termopile, źródła u podnóża gór

Termopile, źródła u podnóża gór

Dziś na miejscu bitwy pod Termopilami stoi spory pomnik ku czci poległych Spartan i ich króla Leonidasa. Nieco później, obok niego postawiono także niewielki obelisk ku pamięci siedmiuset Tespijczyków, którzy towarzyszyli Spartanom w ostatniej walce na pagórku. Pagórek ten zresztą znajduje się dokładnie naprzeciw pomnika Spartan, po drugiej stronie ulicy. Na nim właśnie znajduje się tabliczka ze słynnymi słowami „O cudzoziemcze, powiedz Lacedemończykom, że wierni ich prawom, tu spoczywamy”. To kopia oryginalnej tablicy, która niestety się nie zachowała.

Większość z Was pewnie widziała słynny film „300”, opowiadający właśnie o bitwie pod Termopilami. Tych „trzystu” z tytułu filmu i z tytułu naszego wpisu to jednak liczba nieco fałszywa – w rzeczywistości w ostatnim, samobójczym boju na wzgórzu brało udział ok. 1400 greckich bojowników (300 Spartan, 700 Tespijczyków i 400 wojowników z Teb).

Nieco obok pomnika znajduje się spore centrum turystyczne z małą wystawą, dotyczącą Termopil. Jest tu też duży parking, na którym bez problemu można zatrzymać samochód. Na krótko podjeżdżamy jeszcze pod wspomniane na początku gorące źródło, znajdujące się na drugim końcu dawnego pola bitwy, po czym jedziemy dalej. Czeka nas jeszcze wizyta w rozległych ruinach greckich Delf, ale o tym będzie już w następnym wpisie.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Jedziemy dookoła mitycznego masywu Olimpu

Mitologiczny masyw Olimpu tak nas urzekł swoim widokiem, że postanowiliśmy zafundować sobie objazd dookoła tego owianego mitami miejsca. Tak zrodziła się nie planowana wcześniej objazdówka „dookoła Olimpu”.

Tour de Europe 2014, dzień 10 (poprzedni wpis: Dion, antyczne miasto z czasów świetności Macedonii). Nie ma z pewnością nikogo, kto nie słyszał o górach Olimpu – to by oznaczało że przespał pół szkoły podstawowej. Rozsławione przez grecką mitologię góry były wg niej siedzibą greckich bogów, z najważniejszym Zeusem na czele. Dziś masyw Olimpu to najwyższe góry Grecji, a najwyższym jego szczytem jest Mitikas (2918 m n.p.m.). Obszar gór został przekształcony w park narodowy (wpisany także na listę przyrodniczego dziedzictwa UNESCO), popularny wśród miłośników trekkingu górskiego – większość szczytów Olimpu jest dostępnych w ramach pieszych szlaków po górach.

Trasa dookoła Olimpu absolutnie nie leżała w naszych wakacyjnych planach. Ale górskie krajobrazy, oglądane przy okazji zwiedzania ruin starożytnego Dionu i okolic, dały nam impuls do zorganizowania sobie takiej swoistej „objazdówki” po małych greckich miejscowościach, położonych dookoła masywu górskiego Olimpu. Przy okazji chcieliśmy też dotrzeć do miejsc, gdzie kończą się drogi i zaczynają piesze szlaki dla chętnych do zdobycia miejscowych szczytów.

Wycieczkę zaczynamy w miejscowości Litochoro, niewielkim miasteczku (7 tys. mieszkańców), leżącym u podnóża Olimpu. Litochoro nie ma większych atrakcji, może poza kościołem Agios Nikolaos, stojącym w centrum miasteczka oraz monasterem Agios Dionysios, przeniesionym tu w 1950 r., po tym, jak pierwotna lokalizacja, użytkowana przez mnichów od XVI w. (zaraz do niej dojedziemy), została w 1943 r. najpierw zbombardowana, a potem zniszczona przez niemieckich żołnierzy. Na początek zwiedzamy więc te dwa miejsca w Litochoro oraz napawamy się widokiem na Olimp, który jest największą atrakcją miasteczka.

Masyw Olimpu, w drodze do Litochoro

Masyw Olimpu, w drodze do Litochoro

Masyw Olimpu, widok z centrum Litochoro

Masyw Olimpu, widok z centrum Litochoro

Litochoro, kościół Agios Nikolaos

Litochoro, kościół Agios Nikolaos

Litochoro, nowy monaster Agios Dionysios

Litochoro, nowy monaster Agios Dionysios

Litochoro, nowy monaster Agios Dionysios

Litochoro, nowy monaster Agios Dionysios

Litochoro, nowy monaster Agios Dionysios

Litochoro, nowy monaster Agios Dionysios

Litochoro jest też świetną bazą wypadową dla turystów udających się na piesze szlaki Olimpu – to stąd prowadzi wgłąb masywu droga, doprowadzająca po ok.20 km jazdy do uroczyska Prionia. Tu zostawia się samochód i rozpoczyna pieszą wędrówkę – to najpopularniejsze miejsce „startowe” dla miłośników górskiego trekkingu. Własnie tą drogą wjeżdżamy do wnętrza masywu olimpijskiego. Docieramy do wspomnianego wcześniej starego monasteru Agios Dionysios, wybudowanego w 1542 r. – stoi mniej więcej 17 km od Litochoro. Przez 60 lat od czasu, gdy zniszczyli go Niemcy w 1943 r., stał w stanie kompletnej ruiny. W ostatnich latach rozpoczęto prace renowacyjne. We wnętrzach głównej klasztornej cerkwi znajduje się grób św.Dionizego, patrona monasteru.

Z klasztoru jedziemy dalej, do Prionii (1100 m n.p.m.), czyli miejsca, skąd wyrusza pieszy szlak na szczyty Olimpu. Nie mamy zamiaru wspinać się po górach, więc po krótkim postoju, zawracamy z powrotem w stronę Litochoro. Zaczynamy kolisty objazd całego masywu. Kolejnym celem jest miejscowość Karitsa, położona nieco na północ od Litochoro. Aby do niej dojechać, mijamy zwiedzane dzień wcześniej ruiny starożytnego Dionu.

Zdecydowanie urzekły nas malutkie greckie wioski, ich klimat, a przede wszystkim stojące w nich cerkwie. Choć nie wszystkie są zabytkami, to wszystkie bardzo wpasowały się nam w gust estetyczny. Są takie… inne, nietuzinkowe, czasem… wesołe w swym wyglądzie i kolorystyce. Zadbane, w dużej części budowane przez samych mieszkańców, są duszą lokalnej społeczności. I są niezwykle fotogeniczne 🙂

Okolice Litochoro, stary monaster Agios Dionysios

Okolice Litochoro, stary monaster Agios Dionysios

Okolice Litochoro, stary monaster Agios Dionysios

Okolice Litochoro, stary monaster Agios Dionysios

Okolice Litochoro, stary monaster Agios Dionysios

Okolice Litochoro, stary monaster Agios Dionysios

Okolice Litochoro, stary monaster Agios Dionysios

Okolice Litochoro, stary monaster Agios Dionysios

Masyw Olimpu

Masyw Olimpu

Uroczysko Prionia, początek szlaku pieszego na szczyty Olimpu

Uroczysko Prionia, początek szlaku pieszego na szczyty Olimpu

W Karitsy zatrzymaliśmy się dosłownie na moment, właśnie po to, by sfotografować główny kościół, cerkiew św.Demetriusza, wybudowany przez mieszkańców w 1980 r., po zburzeniu wcześniej stojącego tu kościoła z 1872 r. – wieś potrzebowała większej świątyni. Dziś mieszkańcy chlubią się nią jako największą i najważniejszą w okolicy. Niestety byłą zamknięta, wnętrz, podobno bogato zdobionych ikonami i freskami, nie było więc nam dane zobaczyć.

Kolejnym punktem na trasie dookoła Olimpu jest miejscowość Kondariotissa, istniejąca już w czasach starożytnych – o mieście Pieris stojącym w tym miejscu pisano na przełomie I w. p.n.e. /I w n.e. Miejscowość zapisała się także w historii konfliktów z Turcją – po wojnie z tym krajem podczas masowych wysiedleń Greków z terenów tureckich, tutaj osiedlili się mieszkańcy wsi Yenikoy w Turcji. Najważniejszą atrakcją miasteczka jest stary bizantyjski kościół Zaśnięcia NMP, datowany na X / XI w. i będący tym samym jednym z najstarszych kościołów w całym regionie Pierii. Zbudowano go z kamieni, pochodzących z ruin starożytnego Dionu.

W samej Kondariotissie oczywiście też znajduje się kilka malowniczych greckich kościółków, z głównym – Agia Paraskevi na czele. Najbardziej jednak urodziwie prezentuje się, stojący na wzgórzu za miasteczkiem żeński klasztor św.Efrema Syryjczyka, wybudowany całkiem niedawno, bo w 1983 r. Jest to ponoć jedyny na świecie klasztor pod wezwaniem tego syryjskiego mnicha, żyjącego w IV w. Za murami znajdują się dwie cerkwie i jedna świątynia podziemna. Siostry zakonne trudnią się malowaniem ikon oraz haftem (głównie tkanin liturgicznych, ze złotych nici).

Masyw Olimpu

Masyw Olimpu

Masyw Olimpu

Masyw Olimpu

Karitsa, cerkiew św.Demetriusza

Karitsa, cerkiew św.Demetriusza

Kondariotissa, kościół

Kondariotissa, kościół

Kondariotissa, bizantyjski kościół Zaśnięcia NMP

Kondariotissa, bizantyjski kościół Zaśnięcia NMP

Kondariotissa, bizantyjski kościół Zaśnięcia NMP

Kondariotissa, bizantyjski kościół Zaśnięcia NMP

Kondariotissa, żeński monaster św.Efrema Syryjczyka

Kondariotissa, żeński monaster św.Efrema Syryjczyka

Kondariotissa, żeński monaster św.Efrema Syryjczyka

Kondariotissa, żeński monaster św.Efrema Syryjczyka

Kondariotissa, żeński monaster św.Efrema Syryjczyka

Kondariotissa, żeński monaster św.Efrema Syryjczyka

Ale to, co najbardziej przyciąga do monasteru turystów, to jego okazały, mocno dekoracyjny wygląd, także z zewnątrz. Niestety trafiliśmy na godzinę, kiedy klasztor był zamknięty dla zwiedzających, pozostało więc podziwiania panoramy Kondariotissy, rozpościerającą się sprzed bramy wejściowej. Wyjeżdżając z miasteczka dostrzec można, oprócz oczywiście widowiskowej panoramy Olimpu, również to, czym trudnią się okoliczni mieszkańcy. Jak okiem sięgnąć, rozpościerają się tu plantacje tytoniu – główne źródło utrzymania mieszkańców okolicy.

Kolejny kamienny kościół znajdujemy w niedalekiej wsi Agios Spirydonas, powstałej ledwie w końcówce XIX w. Wybudowany został w 1915 r. i dedykowany temu samemu świętemu, co nazwa całej wsi. Inny sfotografowaliśmy w mieście Lofos – kościół św.Jana. Potem już przyszedł czas na widoki – kilkadziesiąt kilometrów jazdy wzdłuż ółnocnych i zachodnich podnóży Olimpu, wciąż usianych plantacjami tytoniu.

Kolejny ważny historycznie punkt to leżąca już po zachodniej stronie gór malutka wieś Dolichi, a konkretnie stojący na jej centralnym placu stary bizantyjski kościółek Przemienienia Pańskiego. Nikt nie wie, kiedy dokładnie go wybudowano, ale po szczegółach architektonicznych datuje się go na X – XII wiek. Na ścianach świątyni znaleziono inskrypcje, mówiące o remoncie w 1516 r., z tego też okresu pochodzą prawdopodobnie freski we wnętrzach, których jest naprawdę sporo, choć ich stan na pierwszy rzut oka nie jest najlepszy. Pod nimi znajduje się podobno kolejna, starsza warstwa malowideł. Pod koniec XX wieku wykonano trochę prac, ratujących stan kościoła, w trakcie których znaleziono pod świątynią pozostałości starszego budynku (prawdopodobnie łaźni) z wczesnych czasów chrześcijaństwa.

Agios Spirydonas, kościół

Agios Spirydonas, kościół

Plantacje tytoniu pod masywem Olimpu

Plantacje tytoniu pod masywem Olimpu

Masyw Olimpu

Masyw Olimpu

Lofos, kościół św.Jana

Lofos, kościół św.Jana

Masyw Olimpu

Masyw Olimpu

Dolichi, bizantyjski kościół

Dolichi, bizantyjski kościół

Dolichi, bizantyjski kościół

Dolichi, bizantyjski kościół

Kolejny malowniczy kościółek napotykamy w miejscowości Kallithea Ellasonos, przy skrzyżowaniu, na którym odbijaliśmy w lewo – tu rozpoczęła się droga powrotna na wybrzeże, tym razem wzdłuż południowych zboczy Olimpu. Tu pierwszą większą miejscowością po drodze jest Olimpiada, miejscowość nijak nie związana z tradycją olimpijską, wywodzącą się przecież z Grecji. Miejscowości o tej nazwie w Grecji jest kilka, ale tą właściwą jest Olimpia na Peloponezie, daleko od Olimpu. Ale zdjęcia tabliczki z nazwą „Olimpiada” nie odmówiliśmy sobie 🙂

Niedaleko za Olimpiadą, i za wsią Sparmos znajduje się kolejny zjazd w kierunku pieszych szlaków na szczyty Olimpu. Należy zjechać w lewo w zjazd w kierunku bazy wojskowej K.E.O.A.X. – są odpowiednie kierunkowskazy. Około 20 minut pod górę bardzo widokową trasą o dobrej nawierzchni asfaltowej wiedzie pod bramę wspomnianej bazy, gdzie asfalt się kończy. Znajduje się tu niewielki parking, a dalej, przez bazę wojskową trzeba już udać się pieszo. Jeśli planujecie wejście w kierunku szczytów Olimpu, trzeba tu zjawić się rano, by zdążyć wrócić o sensownej godzinie. Na Mitikas jest stąd ok.8 km. Skrótowy film z trasy do K.E.O.A.X. możecie zobaczyć poniżej.

Zjeżdżając w dół, przy końcu zjazdu skręcamy do widocznego z góry, widowiskowo położonego XVI-wiecznego monasteru św.Trójcy. Rozbudowany w XVII w., wiek później przeżył szczyt swojej potęgi, kiedy to zamieszkiwało tu nawet 150 mnichów. Był wtedy znaczącym ośrodkiem naukowym i kulturalnym, znajdowała się tu biblioteka z bogatymi zbiorami starych rękopisów.

Kallithea Ellasonos, kościół

Kallithea Ellasonos, kościół

Masyw Olimpu

Masyw Olimpu

Olimpiada

Olimpiada

Baza wojskowa K.E.O.A.X., początek pieszego szlaku na szczyty Olimpu

Baza wojskowa K.E.O.A.X., początek pieszego szlaku na szczyty Olimpu

Masyw Olimpu

Masyw Olimpu

Monaster św.Trójcy w Sparmos

Monaster św.Trójcy w Sparmos

Monaster św.Trójcy w Sparmos

Monaster św.Trójcy w Sparmos

Monaster św.Trójcy w Sparmos

Monaster św.Trójcy w Sparmos

Widok na greckie wybrzeże, nad brzegiem w oddali zamek Platamon

Widok na greckie wybrzeże, nad brzegiem w oddali zamek Platamon

Teraz już pozostała nam tylko jazda na wybrzeże, zjazd z wysokości 1020 m n.p.m., na której leży klasztor św.Trójcy w Sparmos. Znów genialne widoki (zarówno gór, jak i widocznego z góry wybrzeża) i strome asfaltowe serpentyny. W oddali można zauważyć m.in. zamek Platamon, wybudowany przez rycerzy krzyżowych w początkach XIII w. Badania archeologiczne pokazały, że stoi on w miejscu, gdzie kiedyś istniałoantyczne greckie miasto Herakleion.

W ten sposób kończy się nasz objazd masywu Olimpu. Widzieliśmy go z każdej strony świata i z każdej z nich prezentuje się on bardzo widowiskowo. Utkwiły nam szczególnie maleńkie, puste w upalnym środku dnia wsie z cudownymi cerkwiami. No i te widoki na góry, a potem z gór na wybrzeże…

Cała trasa, wraz z dwoma podjazdami pod piesze szlaki, liczy jakieś 200 km. A w następnym wpisie zabierzemy Was na wycieczkę wgłąb antycznej greckiej historii – będzie miejsce bitwy pod Termopilami.

Pełna galeria zdjęć z objazdu wokół masywu Olimpu znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

 

Dion, antyczne miasto z czasów świetności Macedonii

Pierwszym podczas greckich wakacji naszym wypadem z Paralia Katerinis był krótki wyjazd do ruin antycznego Dionu, dawnego macedońskiego miasta, pamiętającego wizyty m.in. Aleksandra Wielkiego.

Tour de Europe 2014, dzień 9 (poprzedni wpis: Macedoński klejnot: Ochryda i okolice). Po trzech dniach intensywnego plażowania czas wreszcie wyrwać się z Paralia Katerinis i zobaczyć coś w okolicach. Najbliżej nam do Dionu, sporego stanowiska archeologicznego z czasów świetności Macedonii, położonego ledwie pół godziny jazdy samochodem od naszej wakacyjnej „bazy”.

Choć Dion leży dziś w Grecji, to wzmianka o Macedonii nie jest pomyłką. Starożytna Macedonia leżała bowiem także w dużej części na terenach dzisiejszej Grecji. Zresztą o schedę po Macedończykach rywalizacja pomiędzy Grecją i dzisiejszą Macedonią trwa nadal. Stąd m.in. protesty Greków w sprawie nazwy „Macedonia”. No i oficjalnie dziś Macedonia nazywa się „FYROM”.

Dion, wejście do parku archeologicznego

Dion, wejście do parku archeologicznego

Dion, teatr hellenistyczny

Dion, teatr hellenistyczny

Dion, sanktuarium Zeusa Olimpijskiego

Dion, sanktuarium Zeusa Olimpijskiego

Dion, teatr rzymski

Dion, teatr rzymski

Dion, teatr rzymski

Dion, teatr rzymski

Nikt nie wie, kiedy tak naprawdę powstało miasto Dion. W dokumentacji historycznej pojawia się w 424 r. p.n.e., kiedy to opisano wizytę spartańskiego generała w drodze na wojnę z ateńskimi koloniami. Pod koniec tego samego stulecia ówczesny macedoński władca urządził tu wielkie igrzyska i pokazy teatralne. Ale Dion istniał dużo wcześniej, a najstarszym odkrytym tu obiektem jest pochodząca z czasów archaicznych świątynia bogini Demeter.

Potem nadeszły najlepsze czasy Macedonii, kiedy to stała się ona prawdziwym imperium. Dion stał się najważniejszym miejscem kultu religijnego, często bywali tu, urządzając liczne igrzyska, ówcześni królowie, na czele z samym Aleksandrem Wielkim. Czczono tu Zeusa Olimpijskiego i jego córki, Muzy.To właśnie za panowania Aleksandra Wielkiego i jego najbliższych następców, Dion osiągnął szczyty swojego rozwoju, budowano tu wtedy najbardziej monumentalne budowle. Także pod panowaniem rzymskim, które szanowało spuściznę wielkiego Macedończyka, Dion był ważnym miejscem.

Żywot Dionu zakończył się w V w. na skutek wielu następujących po sobie kataklizmów. Przed upadkiem miasta, zdążyło tu jeszcze wkroczyć chrześcijaństwo, czego dowodem są m.in. ruiny dawnej bazyliki. W czasach starożytnych Dion podzielony był na dwie części – samo miasto z bogatymi domami, termami i nowoczesnym układem ulic oraz poza jego murami – świątynie i teatry. Całość leżała widowiskowo położona u stóp masywu Olimpu, który także i dziś cudownie prezentuje się na tle ruin.

Dion, sanktuarium bogini Isis

Dion, sanktuarium bogini Isis

Dion, sanktuarium bogini Isis

Dion, sanktuarium bogini Isis

Dion, sanktuarium Zeusa "Najwyższego"  ("Hypsistos")

Dion, sanktuarium Zeusa „Najwyższego” („Hypsistos”)

Dion, ruiny miejskich willi

Dion, ruiny miejskich willi

Dion, ruiny miejskich willi

Dion, ruiny miejskich willi

Ruiny Dionu okazały się zaskakująco rozległe – w sezonie wakacyjnym nie zapomnijcie wziąć ze sobą zapasu wody. W kolejności zwiedzania, zobaczyć tu można:

Tereny poza murami dawnego miasta:

  • hellenistyczny teatr, wybudowany ok. IV / III w. p.n.e. Odkryty w latach 70-tych XX wieku, został niemal całkowicie zrekonstruowany na podstawie wykopalisk archeologicznych;
  • rzymskie termy, sąsiadujące z sanktuarium Zeusa Olimpijskiego;
  • wspomniane sanktuarium Zeusa Olimpijskiego, jedno z najważniejszych miejsc w antycznym Dionie.Pierwotnie wybudowane w czasach hellenistycznych, zostało mocno rozbudowane ok. IV w. p.n.e. Tu Macedończycy obchodzili Nowy Rok i świętowali swe kolejne zwycięstwa. To tu Aleksander Wielki składał ofiary przed swą wyprawą do Azji. We wnętrzu znajdowały się statuy macedońskich władców, fragmenty kilku z nich zachowały się do czasów dzisiejszych. Sanktuarium zostało zniszczone w 219 r. p.n.e. podczas jednej z wojen, ale Macedończycy szybko je odbudowali;
  • teatr z czasów rzymskich (II w.);
  • sanktuarium Zeusa „Najwyższego” (Hypsistos), czas budowy nieznany, kiedyś istniejące w formie jednego pomieszczenia, otoczonego kolumnadą, wyłożonego barwnymi mozaikami. Także tu odnaleziono kilka antycznych rzeźb i dużą część statuy Zeusa;
  • kolejne święte miejsce – sanktuarium egipskiej bogini Isis, pierwotnie wybudowane w czasach hellenistycznych jako miejsce kultu Afrodyty (bogini miłości) i Artemidy (bogini płodności). Na świątynię Isis przebudowano ją w II w. p.n.e., ale pozostałości pierwotnej budowli częściowo zachowały się. Do świątyni prowadziła święta droga, symbolizująca Nil, świętą egipską rzekę. Przy ołtarzu znajdowały się posągi byków – egipskiego boga Apisa. Odbywały się tutaj na wiosnę i jesień wielkie miejskie uroczystości religijne, połączone z targiem dóbr, wytwarzanych przez miejscowych rzemieślników;
Dion, dawne targowisko

Dion, dawne targowisko

Dion, dawne targowisko

Dion, dawne targowisko

Dion, willa Dionizosa

Dion, willa Dionizosa

Dion, willa Dionizosa

Dion, willa Dionizosa

Dion, willa Dionizosa

Dion, willa Dionizosa

  • wczesno-chrześcijańska bazylika z początków V w., wybudowano na terenie cmentarza chrześcijan, tuż za murami ówczesnego miasta. Po niszczących miasto trzęsieniach ziemi to tu schronili się ci, którzy z nich ocaleli;
  • sanktuarium bogini Demeter, składające się z kilku budynków, prawdopodobnie najstarsze poznane miejsce kultu na terenach dawnej Macedonii, pochodzące z VI w. p.n.e., znaleziono tu wiele przedmiotów, związanych z kultem religijnym, pochodzących z tego okresu. Sanktuarium przebudowano w końcowym okresie życia Dionu, prawdopodobnie w IV w., zmieniając wygląd i układ świątyń oraz dodając nieco elementów (m.in. kilka świętych studni);

W obrębie właściwego miasta Dion obejrzeć można ruiny typowych dla miast zabudowań: prywatnych willi, term i latryn. To tu koncentrowało się życie dawnego miasta. W Dionie ta część zachowała się chyba najlepiej (tzn. ruiny tu są „najwyższe”), zachowało się też sporo mozaik. Do tych najbardziej wartych uwagi zaliczyć można:

  • wieloboczny budynek, wykorzystywany prawdopodobnie jako targowisko, wraz z pozostałościami mozaik, pochodzących prawdopodobnie z III w.;
  • willa Dionizosa, nazwa pochodzi od mozaiki odkrytej na jej terenie. Jedna z najokazalszych rezydencji mieszkalnych w mieście, składała się z wielu pokoi, olbrzymiej sali bankietowej, biblioteki, miejsca kultu religijnego oraz sklepów i warsztatów rzemieślniczych. Znajdowały się tutaj także łaźnie. Zachowały się części kolumnady oraz kilka rzeźb, pochodzących z czasów hellenistycznych. Uwagę tu zwraca jednak przede wszystkim wspomniana mozaika w dawnej sali bankietowej, dziś przykryta ochronnym dachem;
Dion, ruiny wielkich term

Dion, ruiny wielkich term

Dion, ruiny wielkich term

Dion, ruiny wielkich term

Dion, ruiny wielkich term

Dion, ruiny wielkich term

Dion, ruiny wczesno-chrześcijańskiej bazyliki

Dion, ruiny wczesno-chrześcijańskiej bazyliki

  • główna miejska ulica, prowadząca z północy na południe pomiędzy miejskimi bramami, w kierunku znajdujących się poza obrębem miasta sanktuariów, wybudowana ok. IV w. p.n.e. Zachowały się koleiny po dawnych rydwanach;
  • rzymskie termy, o ogromnej powierzchni, z zachowanymi do dziś elementami systemu grzewczego oraz bogatymi mozaikami. W kompleksie znajdowały się m.in. baseny, sauny i pomieszczenia do masażu;
  • mury obronne, o nieznanej dacie budowy (w każdym razie istniały już w 169 r. p.n.e.). Najwcześniejsze elementy muru pochodzą prawdopodobnie z czasów Kassandra, jednego z następców Aleksandra Wielkiego (IV / III w. p.n.e.) i miały kształt kwadratu o boku ok. 1200 m, posiadając wbudowane wieże obronne co kilkadziesiąt metrów. Mur został zniszczony w 219 r. p.n.e., ale szybko odbudowany. W czasach rzymskich mur częściowo się zawalił, a część rozebrano, by wybudować termy. Mur dwukrotnie jeszcze naprawiano (III i IV w.), aż ostatecznie zniszczony został, jak i całe miasto, przez trzęsienie ziemi w V w.;
Dion, sanktuarium bogini Demeter

Dion, sanktuarium bogini Demeter

W kompleksie archeologicznym Dionu znajduje się także, nieco oddalone od samych ruin niewielkie muzeum, w którym znajdują się przedmioty znalezione podczas wykopalisk. Je także warto odwiedzić. My tymczasem opuszczamy Dion – kolejnym celem podczas naszych greckich wakacji jest objazd dookoła mitycznego masywu Olimpu – o nim będzie w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z ruin antycznego Dionu znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Macedoński klejnot: Ochryda i okolice

Kolejny dzień wakacyjnej podróży w 2014 r. poświęciliśmy na zwiedzanie perełki Macedonii – Ochrydy. Był to także ostatni dzień dojazdu do Paralia Katerinis w Grecji, gdzie mieliśmy zatrzymać się na nieco ponad tydzień na wakacyjne plażowanie.

Tour de Europe, dzień 5 (poprzedni wpis: Zachodnia Macedonia, czyli w drodze do Ochrydy). Ostatni dzień naszej podróży na wakacyjny odpoczynek na wybrzeżu Grecji spędziliśmy na zwiedzaniu Ochrydy – przepięknego miasteczka, położonego na południowym zachodzie Macedonii. Zobaczyliśmy także nieco atrakcji historycznych, położonych przy brzegu Jeziora Ochrydzkiego po jego macedońskiej stronie.

Ochryda jest miastem niezwykle starym, jeśli chodzi o historię. Ślady bytności człowieka, znalezione w okolicach dzisiejszego miasta pochodzą nawet z wczesnej epoki kamiennej, mniej więcej 6 tysięcy lat przed Chrystusem. Miej więcej tysiąc lat p.n.e. istniało tu znaczące siedlisko ludzkie – dziś w tej okolicy znajduje się lotnisko.

Historię samej Ochrydy rozpoczyna umownie legenda o Kadmusie, mitycznym założycielu i pierwszym królu słynnych greckich Teb, który po wygnaniu z własnego miasta, uciekł właśnie nad Jezioro Ochrydzkie i założył nowe miasto – Lychnidos, czyli dzisiejszą Ochrydę.

Ochryda, promenada nad jeziorem

Ochryda, promenada nad jeziorem

Ochryda, panorama starej części miasta

Ochryda, panorama starej części miasta

Ochryda, kościół NMP Bolnicka

Ochryda, kościół NMP Bolnicka

Ochryda, kościół św.Mikołaja Gerakomia

Ochryda, kościół św.Mikołaja Gerakomia

Ochryda, kościół św.Sofia

Ochryda, kościół św.Sofia

Co do faktów stricte historycznych – na pewno w IV w. p.n.e. Lychnidos dostało się we władanie Macedończyków, a w połowie II w. p.n.e. zostało podbite przez Rzymian. Było ważnym punktem Imperium – Rzymianie poprowadzili przez Lychnidos słynną Via Egnatia – drogę łączącą dzisiejsze albańskie Durres z Salonikami i Konstantynopolem. Chrześcijaństwo szybko zadomowiło się w mieście – już w V w. Lychnidos było siedzibą biskupstwa, a pozostałości wczesno-chrześcijańskich budowli są widoczne w Ochrydzie do dziś.

Pod koniec IX w. pojawia się w historii miasta kilka ważnych faktów. Przede wszystkim w dokumentach z 879 r. po raz pierwszy pojawia się obecna nazwa – Ochryda. Krótko potem do Ochrydy przybywają dwaj misjonarze, dziś święci – św.Kliment i św.Naum, rozpoczynając czas świetności miasta jako ośrodka literackiego, piśmienniczego i kulturalnego. Powstaje wtedy pierwsza szkoła, otwarta w klasztorze św.Pantalejmona, również wybudowanym pod koniec IX w. Św.Klimenta uważa się dziś za twórcę cyrylicy – alfabetu używanego do dziś w wielu krajach, m.in. Rosji, Bułgarii, Serbii czy Macedonii.

Szczyt glorii Ochrydy przypadł na czasy pierwszego państwa bułgarskiego (X / XI w.), kiedy to miasto było jego stolicą. Od początków XI w. władzę przejęło Bizancjum, a wpływy Ochrydy wciąż były ogromne, szczególnie pozycja miejscowych dostojników kościelnych. Aż do zdobycia miasta przez Turków (1395 r.) biskupstwo Ochryda posiadało ogromne wpływy i rozciągało się na ogromne terytoria.

Ochryda, kościół św.Sofia

Ochryda, kościół św.Sofia

Ochryda, widok spod kościoła św.Sofia

Ochryda, widok spod kościoła św.Sofia

Ochryda, kościół św.Jana z Kaneo

Ochryda, kościół św.Jana z Kaneo

Ochryda, kościół św.Jana z Kaneo

Ochryda, kościół św.Jana z Kaneo

Ochryda, kościół Narodzenia NMP i św.Petka

Ochryda, kościół Narodzenia NMP i św.Petka

Turcy, choć początkowo wspierali biskupów z Ochrydy, zmienili swe nastawienie po powstaniu Skanderberga, dziś bohatera narodowego Albanii. Zlikwidowali nawet miejscowe biskupstwo, ale nawet pomimo tego, o dziwo zachowały się do dziś piękne bizantyjskie kościoły, których Osmanie nie zburzyli, a przekształcili w meczety.

Po wyzwoleniu z niewoli tureckiej, w 1912 r. Ochryda weszła w skład Serbii, ale na bardzo krótko. W czasie obu wojen światowych była kontrolowana przez Bułgarów, pomiędzy wojnami i po drugiej z nich weszła w skład Jugosławii, a od uzyskania przez Macedonię niepodległości weszła w jej skład.

Dzisiejsza Ochryda żyje przede wszystkim z turystyki – i nic w tym dziwnego, ma bowiem to miasto wszystko, by przyciągać turystów z całego świata. Przede wszystkim leży nad pięknym, dużym Jeziorem Ochrydzkim, pełnym miejsc do pływania czy plażowania. Klimat również świetny, a wszystko to okraszone jest ogromem atrakcji historycznych. Legenda mówi, że w średniowieczu w Ochrydzie istniało 365 kościołów, co jest możliwe ze względu na ówczesną potęgę miejscowych biskupów. I choć zachowało się ich do dziś znacznie mniej, to jednak wszystkie stanowią perełki historyczne. Nie brak tu również pozostałości starszych, z czasów antycznych, np. ruiny wczesno-chrześcijańskiej bazyliki czy antyczny (jeszcze z czasów greckich, przed Rzymianami) teatr. Wszystko to składa się dziś na nadzwyczajną popularność Ochrydy wśród turystów.

Przed zwiedzaniem atrakcji Ochrydy (po nim też) warto przejść się promenadą, idącą wzdłuż brzegu jeziora. To idealne miejsce na spacer, także wieczorny – ale wieczorem jest po prostu pełna turystów. Jest też wtedy głośna – pełna tłocznych knajpek i sprzedawców wszystkiego. Tak czy siak, promenada punktem obowiązkowym jest i basta.

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, stanowisko archeologiczne na Plaosniku

Ochryda, stanowisko archeologiczne na Plaosniku

Ochryda, stanowisko archeologiczne na Plaosniku

Ochryda, stanowisko archeologiczne na Plaosniku

A co warto przede wszystkim w Ochrydzie zobaczyć ? Poniżej spis ważniejszych atrakcji, które odwiedziliśmy podczas kilkugodzinnej wyprawy uliczkami i ścieżkami miasta. Tak, także ścieżkami, bo gdzieniegdzie dojście prowadziło laskiem, leśną ścieżką. I jeszcze jedno – w sezonie wakacyjnym bywa tu gorąco – zapamiętaliśmy z Ochrydy potworny upał, na jaki trafiliśmy. To utrudnia nieco poruszanie się po położonym jednak na terenie pnącym się pod górę miasteczku, z licznym schodami. Warto mieć ze sobą zapas picia.

Zabytki antyczne:

  • grecki teatr, jedyny tego typu w Macedonii (pozostałe to późniejsze teatry rzymskie), wybudowany ok.200 r. p.n.e. Nieznana jest jego pojemność, gdyż zachowała się jedynie dolna część widowni. W czasach rzymski odbywały się tu walki gladiatorów oraz egzekucje chrześcijan;
  • ruiny wczesno-chrześcijańskiej bazyliki, kolejne po teatrze pozostałości po antycznym Lychnidos. Bazylika pochodzi prawdopodobnie z V w., zachowały się w niej w dość dobrym stanie liczne mozaiki. Bazylika nosiła prawdopodobnie imię św.Pawła, który nauczał w Lychnidos w I w. Ruiny znajdują się tuż obok odrestaurowanego monasteru św.Pantelejmona, obok nich znaleziono także dawne baptysterium z IV-VI wieku, z zachowanymi bogatymi mozaikami, w tym znakami swastyk;
Ochryda, kościół św.Pantelejmona

Ochryda, kościół św.Pantelejmona

Ochryda, kościół św.Pantelejmona

Ochryda, kościół św.Pantelejmona

Ochryda, kościół św.Pantelejmona

Ochryda, kościół św.Pantelejmona

Ochryda, wczesnochrześcijańskie baptysterium (IV/VI w.) na Plaosniku

Ochryda, wczesnochrześcijańskie baptysterium (IV/VI w.) na Plaosniku

Ochryda, wczesnochrześcijańskie baptysterium (IV/VI w.) na Plaosniku

Ochryda, wczesnochrześcijańskie baptysterium (IV/VI w.) na Plaosniku

Ochryda, wczesnochrześcijańskie baptysterium (IV/VI w.) na Plaosniku

Ochryda, wczesnochrześcijańskie baptysterium (IV/VI w.) na Plaosniku

Zabytki średniowieczne:

  • twierdza cara Samuela, pochodząca z XI w., z czasów gdy Ochryda była stolicą państwa bułgarskiego, rządzonego przez cara Samuela. Stoi na wzgórzu, górującym nad miastem. Do dziś zachowały się potężne mury i kilkanaście wież obronnych. Z murów, po których szczycie można spacerować, rozpościera się piękny widok na miasto i jezioro. Prace archeologiczne potwierdziły, że twierdzę wybudowano w miejscu, gdzie kiedyś stała inna twierdza, pochodząca z IV w. p.n.e., wybudowana prawdopodobnie przez panujących tu wtedy Macedończyków;

Świątynie:

  • kościół św.Mikołaj Bolnicki, z XIV w., drugi człon nazwy pochodzi od nazwy dzielnicy. Freski we wnętrzach pochodzą z czasu budowy świątyni;
  • kościół NMP Bolnicka, pochodzący z pierwszej połowy XIV w. Freski na ścianach pochodzą z całego okresu od XIV do XIX w.;
  • kościół św.Mikołaj Gerakomia, o którym pierwsza wzmianka pochodzi z 1692 r., a obecna bryła budynku – z XIX wieku. Nazwa pochodzi od domu opieki, który znajdował się kiedyś w sąsiedztwie. Ikonostas z połowy XIX w., we wnętrzach znajdują się ikony, pochodzące z od XIV do XIX w.;
  • kościół św.Sofia, jeden z najważniejszych zabytków macedońskiej architektury sakralnej. Istniał prawdopodobnie już w czasach cara Samuela (koniec X w.), odbudowano go w połowie XI wieku. We wnętrzach znajdują się freski pochodzące z okresu odbudowy. Ze względu na świetną akustykę, często odbywają się tu imprezy kulturalne i koncerty muzyki sakralnej i poważnej;
  • kościół Jana Ewangelisty w Kaneo, chyba najbardziej popularny pod względem fotografowania obiekt w Ochrydzie, cudownie położony na skale nad brzegiem jeziora. Nie wiadomo, kiedy został zbudowany, w dokumentach pojawia się po raz pierwszy w 1447 r., ale uważa się, że powstał w XIII wieku;
  • kościół Narodzenia NMP i św.Petka – miniaturowa cerkiew, zbudowana nad brzegiem jeziora poniżej cerkwi Jana w Kaneo, całkiem nowa, bo oddana do użytku w 1993 r.;
  • kościół św.Pantelejmona, wg legendy wybudowany w dzielnicy Plaosnik jeszcze w czasach, gdy przebywał tu św.Kliment. To właśnie tu odbywał on studia nad cyrylicą. Tu też ponoć własnoręcznie zbudował kryptę, w której został potem pochowany w 916 r. Za czasów osmańskich najpierw przekształcony w meczet, a potem zniszczony, odrestaurowany na początku XXI w. Uważany za najważniejszą macedońską świątynię, jest celem pielgrzymek wiernych w okresach świątecznych;
  • kościół NMP Peribleptos („Wszechwiedzącej”), jeden z najważniejszych w Ochrydzie, wybudowany już w 1295 r. przez namiestnika bizantyjskiego. To tu przechowywano relikwie św.Klimenta po tym, jak kościół św.Pantelejmona został przez Turków przekształcony w meczet. Gdy kościół św.Sofia także został meczetem, to Peribleptos został siedzibą archidiecezji. Freski we wnętrzach są jednymi z najstarszych i najważniejszych dzieł sakralnych w Macedonii;
  • kościół św.Konstantyna i Heleny, mała cerkiew, stojąca w sąsiedztwie kościoła Peribleptos, wybudowana w 1477 r. Wezwanie świątyni pochodzi od cara Konstantyna i jego matki, są oni zresztą namalowani na jednym z fresków we wnętrzach. Freski pokrywają całą powierzchnię ścian wewnętrznych kościoła;
  • kościół NMP Celnica. Jedyne informacje jakie o nim znaleźliśmy – budowla, jak i resztki fresków we wnętrzach pochodzą z XIV w. Z jednej ze stron opiera się on o dawne mury miejskie, gdzie odkryto w czasie prac jedną z trzech dawnych bram wjazdowych do Ochrydy;
  • meczet Ali Paszy, stojący w starej dzielnicy Ochrydy, pochodzi z 1573 r. W obrębie terenu meczetu znajduje się także tradycyjny turecki grobowiec, podpisany Pir Mehmet Hayati – nie wiemy kim był ów człowiek.
Ochryda, twierdza cara Samuela, górująca nad miastem

Ochryda, twierdza cara Samuela, górująca nad miastem

Ochryda, twierdza cara Samuela

Ochryda, twierdza cara Samuela

Ochryda, twierdza cara Samuela

Ochryda, twierdza cara Samuela

Ochryda, kościół NMP Peribleptos, widziany z twierdzy cara Samuela

Ochryda, kościół NMP Peribleptos, widziany z twierdzy cara Samuela

Ochryda, kościół NMP Peribleptos

Ochryda, kościół NMP Peribleptos

Ochryda, kościół św.Konstantyna i Heleny

Ochryda, kościół św.Konstantyna i Heleny

Ochryda, cerkiew św.Dymitra przy kościele św.NMP Peribleptos

Ochryda, cerkiew św.Dymitra przy kościele św.NMP Peribleptos

Atrakcje naturalne:

  • stary platan, rosnący w centrum Ochrydy. Wg legendy zasadził go sam św.Kliment w 967 r. Kiedyś przy nim wykonywano ponoć egzekucje, uznawany jest za najstarsze drzewo w Macedonii;

Ze sporym niesmakiem jednak zwiedzaliśmy świątynie Ochrydy. Ktoś bowiem uczynił sobie z nich źródło zarobku, tworząc bilety wstępu do nich. Już samo biletowanie wstępu do prawosławnej cerkwi jest nieco dziwne, ale nasz zdecydowany wewnętrzny sprzeciw wzbudziło dodatkowe rozróżnienie na Macedończyków i turystów. Wg cennika Macedończyk płacił „tyle”, a turysta „3 razy tyle”. To sprawiło, że czuliśmy się po prostu „cyckani” z pieniędzy – w ramach oporu nie weszliśmy do żadnej ze świątyń z płatnym wstępem.

Wyjeżdżamy z Ochrydy, ale nie opuszczamy jeszcze Macedonii i okolic Jeziora Ochrydzkiego. Okolice miasta są równie bogate w atrakcje turystyczne co sama Ochryda. Kierujemy się na południe, wzdłuż wschodniego brzegu jeziora, w kierunku słynnego monasteru św.Nauma. Zanim jednak do niego dojedziemy, zatrzymujemy się w „Muzeum na wodzie” – rekonstrukcji prehistorycznego siedliska ludzkiego.

Ochryda, meczet Ali Paszy

Ochryda, meczet Ali Paszy

Ochryda, uliczki starego miasta

Ochryda, uliczki starego miasta

Ochryda, kościół NMP Celnica

Ochryda, kościół NMP Celnica

Ochryda, stary platan w centrum miasta

Ochryda, stary platan w centrum miasta

Znajduje się ono między miejscowościami Pesztani i Trpejca, na brzegu Jeziora Ochrydzkiego. Prace archeologiczne udowodniły, że kiedyś istniała tu osada ludzka, usadowiona w domach umieszczonych na platformie nad wodami jeziora, utrzymującej się na ok.10 tysiącach wbitych w dno jeziora drewnianych pali. Osada istniała w czasach ery brązu i żelaza (1200 – 600 r. p.n.e.). Istniały tu co najmniej 24 domostwa, które w ostatnich latach pieczołowicie zrekonstruowano.

Rekonstrukcja jest całkiem „świeża”, zakończono ją w 2010 r. Znajduje się tu także muzeum, w którym oglądać można przedmioty wydobyte z dna jeziora w miejscu, w którym kiedyś stała wioska. Znaleziono tu m.in. narzędzia, noże, ceramikę oraz zwierzęce kości. Niemal obok zrekonstruowanej wioski, na terenie kompleksu muzealnego znajduje się także dawna niewielka rzymska forteca, stanowisko wojskowe z II w., w którym także prace archeologiczne niedawno się zakończyły.

Dojeżdżamy do klasztoru św.Nauma, położonego niemal 30 km na południe od Ochrydy. Tereny sąsiadujące z klasztorem, położone nad samym jeziorem, służą miejscowym i turystom do plażowania – zaiste są tu wymarzone warunki do kąpania się czy opalania. Dużo zieleni i piaszczysty brzeg sprzyjają aktywnemu wypoczynkowi.

"Muzeum na Wodzie" nad Jeziorem Ochrydzkim

„Muzeum na Wodzie” nad Jeziorem Ochrydzkim

"Muzeum na Wodzie" nad Jeziorem Ochrydzkim

„Muzeum na Wodzie” nad Jeziorem Ochrydzkim

"Muzeum na Wodzie" nad Jeziorem Ochrydzkim

„Muzeum na Wodzie” nad Jeziorem Ochrydzkim

"Muzeum na Wodzie" nad Jeziorem Ochrydzkim

„Muzeum na Wodzie” nad Jeziorem Ochrydzkim

"Muzeum na Wodzie" nad Jeziorem Ochrydzkim

„Muzeum na Wodzie” nad Jeziorem Ochrydzkim

"Muzeum na Wodzie" nad Jeziorem Ochrydzkim

„Muzeum na Wodzie” nad Jeziorem Ochrydzkim

Klasztor został wybudowany przez św.Nauma w początkach X wieku. Św.Naum był uczniem świętych Cyryla i Metodego i wg legendy współtwórcą cyrylicy. Wkrótce po budowie klasztoru, św.Naum zmarł i został tutaj pochowany. Jego grobowiec wciąż istnieje we wnętrzach klasztornej cerkwi. Macedończycy wierzą, że nawet dziś, przykładając ucho do kamiennego grobowca, można poczuć bicie serca mnicha.

Klasztor był wielokrotnie przebudowywany, większość dziś widocznych malowideł i ikon pochodzi z XVI / XVII w., choć niektóre fragmenty fresków są znacznie starsze. Ikonostas w cerkwi pochodzi z 1711 r. (wstęp do cerkwi znów okazuje się płatny). Atrakcją klasztoru, szczególnie dla dzieciaków, stają się licznie przechadzające się wokół klasztoru… kolorowe pawie.

Kończymy krótką wizytę w klasztorze. Kilkaset metrów przed monasterem skręcamy w boczną uliczkę, zachęceni tabliczką prowadzącą do kolejnego monasteru. To klasztor i cerkiew św.Atanazego, który choć bardzo fotogeniczny, to pozostał dla nas historyczną tajemnicą – nie udało nam się znaleźć nic o jego historii. Czas nas goni, jeszcze tego samego dnia musimy dojechać do greckiego Paralia Katerinis. Wiemy już, że musimy zrezygnować z planowanego zwiedzania macedońskiej Bitoli. Ale że droga do Grecji prowadzi tak, że niemal musimy wrócić do Ochrydy, zahaczamy o jeszcze jedno historyczne miejsce.

Plaża przy monasterze św.Nauma

Plaża przy monasterze św.Nauma

Młoda para przy monasterze św.Nauma

Młoda para przy monasterze św.Nauma

Monaster św.Nauma

Monaster św.Nauma

Monaster św.Nauma

Monaster św.Nauma

Monaster św.Nauma

Monaster św.Nauma

Monaster św.Nauma

Monaster św.Nauma

Pawie przy monasterze św.Nauma

Pawie przy monasterze św.Nauma

Klasztor św.Atanazego przy Jeziorze Ochrydzkim

Klasztor św.Atanazego przy Jeziorze Ochrydzkim

Skalna cerkiew św.Katarzyny niedaleko Ochrydy

Skalna cerkiew św.Katarzyny niedaleko Ochrydy

Skalna cerkiew św.Katarzyny niedaleko Ochrydy

Skalna cerkiew św.Katarzyny niedaleko Ochrydy

Przy głównej drodze w okolicach Ochrydy znajdują się pozostałości starej bazyliki oraz nekropolii (odkryto dotąd ponad 100 grobowców),pochodzące z VI-XII w. Tuż obok znajduje się wejście do skalnego kościoła św.Erazma – niestety okazuje się on zamknięty. Stąd prowadzi stroma ścieżka (ale tylko 200 metrów) do położonego wyżej skalnego kościoła św.Katarzyny. Tu już, choćby przez kratę, można zobaczyć wnętrze świątyni, wykute w skale. Czas pochodzenia obu tych kościołów nie jest znany i dość niewiele możemy powiedzieć o ich historii.

Na tym kończy się nasz pobyt w Ochrydzie i nad brzegami Jeziora Ochrydzkiego. W planach mieliśmy sporo więcej atrakcji, niestety niemal jak zwykle okazało się, że nieco przeceniliśmy nasze możliwości i ilość możliwych do zobaczenia miejsc w ciągu jednego dnia. Perspektywa 4-godznnej jazdy nad greckie wybrzeże Morza Egejskiego kazała nam opuścić Macedonię. Ale obiecaliśmy sobie, że tu wrócimy… i wstępnie wygląda na to, że już w 2015 r. nam się to uda 🙂

Następny wpis będzie już z Grecji. Zaprosimy Was na wizytę w antycznych ruinach miasta Dion.

Pełna galeria zdjęć z Ochrydy i okolic znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Zachodnia Macedonia, czyli w drodze do Ochrydy

Większość pierwszego dnia w Macedonii podczas wakacyjnej podróży w 2014 r. spędziliśmy, zwiedzając miasteczka w zachodniej, tej bardziej albańskiej, części kraju. Były m.in. Tetovo, Gostivar czy Debar.

Tour de Europe 2014, dzień 4 (poprzedni wpis: Kanion Matka, rekreacyjna przerwa w zwiedzaniu Macedonii). Pierwszy pełny dzień w Macedonii, po zwiedzaniu Skopje i spacerze wzdłuż kanionu Matka, miał nam upłynąć w drodze do kolejnego miejsca noclegowego, czyli Ochrydy na południu kraju. Jako trasę wybraliśmy sobie drogę wzdłuż zachodniego krańca Macedonii, usłaną małymi miasteczkami i sławnymi monasterami.

Tetovo, malowany meczet

Tetovo, malowany meczet

Tereny dzisiejszej zachodniej Macedonii zamieszkane były już w czasach antycznych. Zarówno Tetovo, Gostivar jak i Debar istniały w czasach Cesarstwa Rzymskiego, pod nazwami odpowiednio: Oaeneum, Draudak i Deborus. Cały region ma bardzo podobną historię – na przełomie X/XI w. wszedł w skład pierwszego państwa Bułgarskiego, następnie rządzili nim Serbowie, a potem wpadł na długie wieki w szpony Imperium Osmańskiego (koniec XIV w.). Cały czas jednak wybuchały powstania i rozruchy przeciwko Turkom, aż w końcu na początku XX w. region wyzwolił się z okowów.

Tetovo, malowany meczet, grobowiec sióstr fundatorek meczetu

Tetovo, malowany meczet, grobowiec sióstr fundatorek meczetu

Ale i wtedy nie było tu spokojnie. Najpierw rządzili Albańczycy, potem Serbowie i Bułgarzy. W końcu region stał się częścią Jugosławii, z przerwą na drugą wojnę światową, kiedy to Włosi stworzyli sobie satelickie państwo albańskie i wcielili zachodnie rejony dzisiejszej Macedonii do tzw. Wielkiej Albanii, całkowicie wtedy od siebie zależnej.

Albańczycy bardzo bronili się przed nadchodzącą komunistyczną Jugosławią, walcząc z jej wojskami nawet po zakończeniu wojny (skąd my to znamy ?). Walki toczyły się w regionie aż do 1948 r., a karą były późniejsze represje, jakie spotkały miejscową albańską ludność. Mimo to, nadal zdarzały się protesty, a nawet żądania przyłączenia tych terenów do innej jugosłowiańskiej republiki – Kosowa, także w dużej części zamieszkanego przez Albańczyków.

Gdy rozpadała się Jugosławia, Albańczycy w zachodniej Macedonii zażądali przyłączenia tych terenów do Albanii, bojkotując referendum, decydujące o odłączeniu się Macedonii od Jugosławii i uzyskaniu przez Macedonię niepodległości. Do dziś region ten jest „sercem” albańskiej ludności w Macedonii, w Tetovie siedziby mają wszystkie najważniejsze partie polityczne, reprezentujące Albańczyków i ich interesy.

Tetovo, malowany meczet

Tetovo, malowany meczet

Tetovo, XV-wieczny hamam

Tetovo, XV-wieczny hamam

Tetovo, kamienny most

Tetovo, kamienny most

Tetovo, cerkiew św.Mikołaja

Tetovo, cerkiew św.Mikołaja

Tetovo, ulice miasta

Tetovo, ulice miasta

O tym, jak bardzo „albańska” etnicznie jest zachodnia Macedonia, najlepiej świadczą liczby. Procent Albańczyków w największych miastach regionu przedstawia się następująco: Tetovo: 55%, Gostivar: 47%, Debar: 75%. Dane pochodzą z 2002 r. i historycznie cały czas „udział” albański rośnie.

Albańska społeczność ma, przynajmniej dla nas, swoją specyfikę i da się ją wyczuć. Już wjeżdżając do Tetova czuliśmy, że jesteśmy w Albanii. Specyficzny klimat ulicy, zatłoczonej, gwarnej, takiej bardziej bazarowej niż miejskiej. I kosmiczne jak na tak małe miasto korki w jego centrum. Umiejętność parkowania wszędzie i jakkolwiek. Prawie w ogóle napisów cyrylicą, za to wszędzie te albańskie.

Nieco ponad 50-tysięczne Tetovo, jak już pisaliśmy wyżej, jest niejako „stolicą” albańskiej mniejszości w Macedonii (choć w samym Tetovie Albańczycy są większością). Miasto słynie przede wszystkim z „malowanego meczetu”, stojącego w centrum starego miasta. Dlaczego „malowany” ? Otóż ten wybudowany w 1438 r. meczet z zewnątrz został dookoła misternie ozdobiony malowidłami o motywach roślinnych i geometrycznych. Równie okazale prezentuje się wewnątrz, gdzie także tradycyjnie stosowane płytki ceramiczne zastąpiono ręcznymi malowidłami ściennymi.

Tetovo, ulice miasta

Tetovo, ulice miasta

Tetovo, do ślubu po albańsku

Tetovo, do ślubu po albańsku

Gostivar, wjazd do miasta

Gostivar, wjazd do miasta

Gostivar, wieża zegarowa

Gostivar, wieża zegarowa

Mavrovi Anovi, cerkiew św.Cyryla i Metodego

Mavrovi Anovi, cerkiew św.Cyryla i Metodego

Jezioro Mavrovo

Jezioro Mavrovo

Z „malowanym meczetem” w Tetovie wiąże się jeszcze jedna ciekawostka. Nie został on ufundowany, jak to zwykle bywa, przez lokalnego przywódcę lub osobistość, a przez dwie mieszkanki miasta, siostry – Hurshidę i Mensure. Mają one swoje miejsce przy meczecie po dziś dzień – na meczetowym dziedzińcu stoi ich okazały grobowiec. Razem z meczetem w XV w. wybudowano także hamam (łąźnię), znajdujący się po drugiej stronie płynącej obok meczetu rzeczki Pena.

Trzecia warta uwagi budowla w centrum Tetova to kamienny most na Penie, stojący raptem ze 100 m od hamamu. Nikt nie wie, kiedy został zbudowany, ale szacuje się, że był to XV/XVI wiek. Co ciekawe, po jednej ze stron mostu przebiega w Tetovie ulica… Lenina. Czas się tu trochę zatrzymał w miejscu 🙂

Po Tetovie postanowiliśmy sobie trochę pospacerować. Ale nie po zatłoczonym i wypełnionym samochodami centrum, a po bocznych uliczkach, odchodzących w górę od malowanego meczetu i hamamu. Poszliśmy więc wzdłuż Peny, ciasnymi uliczkami, przyciągani wieżą prawosławnej cerkwi w oddali. I tak, nieco przypadkiem, trafiamy do cerkwi św.Mikołaja, wybudowanej pierwotnie prawdopodobnie już ok.XIV w. (nie zachowały się żadne dokumenty z datą jej budowy, ale wychodzi że zbudowana została jeszcze przez czasami panowania Turków na Bałkanach). Nie wygląda na tak starą, wręcz wygląda na nowiusieńką, a to dlatego, że z pierwotnej cerkwi nic już nie zostało.

Park narodowy Mavrovo

Park narodowy Mavrovo

Park narodowy Mavrovo

Park narodowy Mavrovo

Bigorski monaster św.Jana Chrzciciela

Bigorski monaster św.Jana Chrzciciela

Bigorski monaster św.Jana Chrzciciela

Bigorski monaster św.Jana Chrzciciela

Bigorski monaster św.Jana Chrzciciela

Bigorski monaster św.Jana Chrzciciela

Bigorski monaster św.Jana Chrzciciela

Bigorski monaster św.Jana Chrzciciela

Bigorski monaster św.Jana Chrzciciela

Bigorski monaster św.Jana Chrzciciela

Cerkiew św.Mikołaja wspominana jest w dokumentach z XVII i XVIII w., z adnotacjami o maleńkiej świątyni, z trudem mieszczącej wiernych. Wreszcie w połowie XIX w. zdecydowano się rozbudować cerkiew do znacznie większych rozmiarów. Ale już nieco ponad 20 lat później cerkiew została spalona przez podpalacza, imigranta z Albanii. Odbudowano ją dopiero w pierwszych latach XX wieku, a w latach 90-tych tegoż stulecia cerkiew zyskała nową elewację, przez co kompletnie nie sprawia wrażenia zabytku.

Tuż obok cerkwi św.Mikołaja stoi kolejna cerkiew – św.Petki, wybudowana już w XXI wieku, ale kontynuująca tradycje stojącej tu kiedyś jej poprzedniczki. Wciąż obok można znaleźć miejsce, gdzie pierwotnie stała mała kaplica, służąca także jako kaplica pogrzebowa.

Schodząc z powrotem do centrum mieliśmy okazję zobaczyć codzienne Tetovo, to oddalone od zabytków i nielicznych atrakcji turystycznych miasta. Mieszkańców, uliczne kramy z owocami, czy przybrany do ślubu samochód, sowicie okraszony symbolami albańskimi. Zdecydowanie trafiliśmy do małej, macedońskiej Albanii. Albańczycy bardzo silnie identyfikują się ze swoją ojczyzną, co widać i słychać na każdym kroku. Słabo asymilują się z lokalnymi rdzennymi mieszkańcami (choć do końca nie wiemy, czy to właśnie Albańczycy nie są tu tymi „rdzennymi”), co jako żywo przypomina nam casus Kosowa. I biorąc uwagę, że wszystko to ma miejsce w gorącym jak wulkan rejonie Bałkanów, mamy drobne obawy o spokój tego miejsca w przyszłości… A już teraz Tetovo pod względem poziomu przestępczości, nie licząc stolicy Skopje, jest na czele „rankingu”…

Jedziemy dalej. Zaczynamy czuć presję czasu, wszak musimy jeszcze tego samego dnia dojechać w ludzkiej porze do Ochrydy, rezygnujemy więc z odwiedzenia dużej atrakcji okolic Tetova – monasteru w miejscowości Leszok. Kolejnym celem jest Gostivar, miasto nieco mniejsze od Tetova – ponad 35 tys. mieszkańców. Niestety Gostivar skutecznie zniechęca nas do zwiedzania – miasto jest potwornie zakorkowane w centrum, nie mówiąc o możliwości znalezienia jakiegokolwiek miejsca do zaparkowania samochodu. Tracąc mnóstwo czasu na przejazd przez centrum, największe atrakcje turystyczne fotografujemy w zasadzie z wnętrza samochodu.

Jezioro Debarskie

Jezioro Debarskie

Jezioro Debarskie

Jezioro Debarskie

Jezioro Debarskie

Jezioro Debarskie

Jezioro Debarskie

Jezioro Debarskie

A te największe atrakcje Gostivaru to wieża zegarowa, wybudowana tu przez osmańskiego namiestnika w 1683 r., meczet Beya Mahala z 1688 r. (nazywany „zegarowym” ze względu na sąsiedztwo z wieżą zegarową) oraz kościół Matki Bożej z 1915 r. – do niedawna jedyny kościół prawosławny w mieście. Wyjeżdżamy z Gostivaru bez większego żalu, nadal kierując się wzdłuż zachodnich krańców Macedonii, na południe.

Po drodze na południe zatrzymujemy się w miejscowości Mavrovi Anovi przy cerkwi św.Cyryla i Metodego, wyglądającej na tle jeziora Mavrovo bardzo widowiskowo, ale niestety nie znajdujemy do dziś żadnych materiałów na temat jej historii – pozostaje więc jedynie dokumentacja fotograficzna.

Wjeżdżamy tym samym na tereny parku narodowego Mavrovo, największego macedońskiego parku narodowego. Jedziemy teraz do jednego z najważniejszych miejsc kultu religijnego w Macedonii – bigorskiego monasteru św.Jana Chrzciciela, położoneg między Gostivarem a Debarem, w lasach parku narodowego Mavrovo.

Monaster św.Jana Chrzciciela wg legendy powstał ok.1020 r. w miejscu, gdzie znaleziono cudowną ikonę, która przechowywana jest tu do dziś i uchodzi za czyniącą cuda i uzdrowienia. Klasztor został silnie zniszczony w XVI w. przez Turków, swoją siłę odzyskał dopiero w XVIII i XIX wieku, kiedy to go rozbudowano. Do skarbów klasztoru zaliczyć trzeba, oprócz ikony, także ikonostas w cerkwi oraz liczne relikwie, w tym m.in. relikwie Jana Chrzciciela oraz część św.Krzyża. Niestety wszystkie one znajdują się we wnętrzach cerkwi, gdzie nie wolno robić zdjęć.

Rajcica, monaster

Rajcica, monaster

W 2009 roku klasztor uległ tragicznemu pożarowi, w wyniku którego spaliła się znaczna część najstarszych zabudowań. Szybko je odbudowano, ale dziś klasztor wygląda na krystalicznie nowy, nieco odbiegając od naszej wizji historycznego zabytku. Ale i tak warto tu przyjechać, czuć tu mimo wszystko duchy dłuuuuugiej historii.

Debar, pomnik Skanderberga

Debar, pomnik Skanderberga

Kolejne ważne macedońskie miejsce kultu religijnego to Rajcica i znajdująca się tu żeńska część klasztoru św.Jana Chrzciciela. Zbudowany w 1835 r. pod wezwaniem św.Jerzego Zwycięzcy (tego, często przedstawianego podczas walki ze smokiem), znajduje się ok.2 km przed miastem Debar, znany jest głównie z tego, że przechowywane są tu, pochodzące z IV w. relikwie (część kości dłoni) św.Jerzego.

Ostatnim, krótkim przystankiem na drodze do Ochrydy było wspomniane przed chwilą miasto Debar. Debar nie ma w sobie niczego szczególnego poza jednym faktem, niezwykle istotnym dla Albańczyków – to tu urodził się (choć nie wiadomo dokładnie kiedy, na pewno w II poł. XIV w.) Gjon Kastrioti, ojciec Skanderberga, bohatera narodowego Albanii, walczącego w XV w. z Imperium Osmańskim. W 1909 r. w Debarze odbył się albański kongres, który uchwalił po raz pierwszy od czasów panowania osmańskiego legalność używania języka albańskiego oraz istnienie albańskich szkół oraz dużą autonomię Albańczyków wewnątrz Imperium Osmańskiego.

Debar odwiedziliśmy w zasadzie tylko na chwilę, szukając śladów Skanderberga – znaleźliśmy jeden dość szybko – w samym centrum miasta stoi jego okazały pomnik. Zresztą małych popierś innych, głównie albańskich, osobistości z przełomu XIX/XX w. jest w centrum Debaru sporo. Wart zauważenia jest także okazały meczet z sąsiadującą z nim wieżą zegarową na obrzeżach miasta.

Debar, centrum miasta

Debar, centrum miasta

Debar, centrum miasta

Debar, centrum miasta

Debar, meczet

Debar, meczet

Zanim zapadł zmrok, zdążyliśmy jeszcze przejechać wzdłuż Jeziora Debarskiego, jednego z większych jezior w Macedonii (aczkolwiek jest to jezioro sztuczne, utworzone po budowie zapory wodnej na rzece Czarny Drin). Trasa jest niezwykle malownicza, a panoramy widoczne nad jeziorem momentami zapierają dech. Wąskie, otoczone zielonymi wzniesieniami, momentami dość szeroko rozlewające się na boki w liczne zatoczki jezioro sprawia, że chce się co chwilę zatrzymywać, by podziwiać widoki.

Resztę drogi do Ochrydy przejechaliśmy już przy zapadającym zmroku, a pod pensjonat w którym mieliśmy nocować – już późnym wieczorem. Zdążyliśmy jeszcze przespacerować się promenadą nad Jeziorem Ochrydzkim (głównie w poszukiwaniu jedzenia, skończyło się na burkach i pizzy). Prawdziwe zwiedzanie Ochrydy i okolic miało nam wypełnić kolejny, ostatni już dzień w drodze do greckiego Paralia Katerinis, w którym to mieliśmy spędzić ponad tydzień na prawdziwych, „stacjonarnych” wakacjach. Atrakcje Ochrydy pokażemy Wam w kolejnym poście.

Pełna galeria zdjęć z zachodniej Macedonii znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Kanion Matka, rekreacyjna przerwa w zwiedzaniu Macedonii

W naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. czas było zagłębić się nieco w Macedonię. Po zwiedzaniu stolicy – Skopje, przyszedł czas na atrakcję nieco rekreacyjną – położony kilkanaście kilometrów od Skopje sztucznie utworzony kanion Matka.

Tour de Europe 2014, dzień 4 (poprzedni wpis: Dwa oblicza Skopje). Po kilku godzinach zwiedzania centrum Skopje, wyjeżdżamy z macedońskiej stolicy. Celem jest zabytkowa Ochryda, zamierzamy przejechać do niej nieco „dookoła”, przez całą zachodnią Macedonię. Ale najpierw zaplanowaliśmy sobie przystanek nieco „rekreacyjny” – spacer wzdłuż kanionu Matka, będącego ponoć atrakcją, której nie wolno w Macedonii pominąć.

Kanion Matka, tama na rzece Treska

Kanion Matka, tama na rzece Treska

Kanion Matka jest dziś bardzo popularnym miejscem na jednodniowe wypady dla mieszkańców Skopje. Jest tu sporo miejsc przeznaczonych na odpoczynek na świeżym powietrzu. Kanion jest sztucznym zbiornikiem, powstałym w wyniku budowy tamy na rzece Treska. Od tejże tamy zaczyna się niezwykle widokowa trasa piesza, można też tuż za tamą wykupić wycieczkę łodzią lub pożyczyć kajak. Są też restauracje.

Skały kanionu Matka

Skały kanionu Matka

Kanion Matka słynie też z jaskiń,w tym kilku dostępnych podczas wyprawy łódką, z których jedna (Vrelo) zaliczana jest do najważniejszych naturalnych cudów przyrody na świecie, ze swoimi stalaktytami i dwoma wewnętrznymi jeziorkami. My jednak skupiliśmy się jedynie na pieszej wędrówce ścieżką wzdłuż brzegu kanionu – taki miły przerywnik w codziennym poszukiwaniu zabytków i pamiątek historii podczas całej podróży.

Ale żeby nie było nic o historii – tereny kanionu Matka to także kilka zabytkowych monasterów z długą historią. Dwa najbardziej znane to monaster św.Andrzeja, stojący tuż za tamą, w miejscu do którego dociera każdy oraz monaster św.Mikołaja, usadowiony na wzgórzu na przeciwległym brzegu kanionu, wysoko na wzgórzu – tam już trzeba się specjalnie wybrać i podjąć się niezbyt wymagającej, ale jednak wspinaczki.

Pozostaliśmy, ze względu na ograniczenia czasowe, przy monasterze św.Andrzeja, najstarszym zdaje się na całym terenie dzisiejszego kanionu Matka. Wybudowany został w 1389 r. przez syna serbskiego króla Vukasina, Andrijasa. Wnętrza cerkwi klasztornej zawierają cenne malowidła z czasów średniowiecza.

Kanion Matka

Kanion Matka

Kanion Matka

Kanion Matka

Kanion Matka

Kanion Matka

Kanion Matka, monaster św.Andrzeja

Kanion Matka, monaster św.Andrzeja

Kanion Matka

Kanion Matka

Kanion Matka jest świetnym miejscem na odpoczynek i relaks. Warto tu spędzić cały dzień, wybierając się na wycieczkę łódką i trekking po wielu ścieżkach, w tym do monasteru św.Mikołaja, skąd rozpościera się świetny widok na kanion. Można też po prostu rozłożyć się na piknik czy poopalać się w wakacyjnym macedońskim skwarze. Nas wzywała zachodnia, bardziej „albańska” część Macedonii – i o niej opowiemy Wam w kolejnym wpisie.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.