Brazylia | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Rio de Janeiro, spacerem po centrum miasta

Po kulminacji pobytu w Rio – czyli paradzie karnawałowej na Sambodromie, przyszedł czas na trochę spokoju. Ostatnie dwa dni spędziliśmy na spacerowym zwiedzaniu centrum miasta, plażowaniu i… szukaniu czynnej poczty :)

Karnawał w Rio, dzień 7 (poprzedni wpis: Rio de Janeiro, parada karnawałowa na Sambodromie). Końcowe dni tygodniowego pobytu w Rio de Janeiro to czas na zostawienie za sobą wielkich atrakcji miasta: Chrystusa Odkupiciela, Sambodromu, Maracany czy Copacabany. Spędziliśmy je, leniwie wędrując po mieście w zasadzie bez celu i planu.

Centrum Rio de Janeiro „kręci” się wokół placu Floriano Peixoto, nazwanego ku czci drugiego w historii prezydenta republiki Brazylii. Nieoficjalnie znany jest on pod nazwą Cinelandia – dlaczego, zaraz wytłumaczymy. Centrum Rio de Janeiro nie jest specjalnie stare – ma raptem niewiele ponad 100 lat. Plac Floriano Peixoto stworzono na początku XX w., kiedy to zdecydowano się przebudować centrum miasta. Wyburzono stare, portugalskie, kolonialne budynki i zaprojektowano od zera całą przestrzeń.

M.in. w projekcie umieszczono umiejscowienie tu wszystkich najlepszych kin w mieście – to właśnie stąd wzięła się popularnie używana do dziś nazwa placu. Dookoła placu umiejscowiono ważne budynki użyteczności publicznej, m.in. bibliotekę narodową i teatr. Teatr, otworzony w 1909 r., jest dziś najbardziej rozpoznawalnym budynkiem w okolicy. Przed nim stoi na placu dość okazały pomnik prezydenta Floriano Peixoto.

Rio de Janeiro, teatr

Rio de Janeiro, teatr

Narodowy drink Brazylii - caipirinha

Narodowy drink Brazylii – caipirinha

Rio de Janeiro, obiad w restauracji

Rio de Janeiro, obiad w restauracji

Rio de Janeiro, obiad w restauracji

Rio de Janeiro, obiad w restauracji

Cinelandia żyje bardzo intensywnym życiem, przewija się tu mnóstwo ludzi, szczególnie że znajduje się pod nim jedna z głównych stacji metra – też o nazwie Cinelandia. Na parterze budynków umiejscowionych dookoła placu znajdują się popularne bary i restauracje, tu daliśmy się skusić na jeden z posiłków. Choć ceny nie należą do najniższych, to „objętość” porcji tu serwowanych po prostu powala na kolana. Zwyczajowo do porcji mięsa z kurczaka (wielkości całego talerza) dostaje się drugi talerz z ziemniakami i ryżem, trzeci z sałatką i jeszcze miseczkę sosu z czerwonej fasoli. Całość za mniej więcej 40 zł. Spokojnie można najeść się w dwie osoby. Są też porcje „dwuosobowe”, ale to po prostu podwojenie tego, co jest w porcji pojedynczej, masakrycznie wielka ilość jedzenia. Na placu Floriano Peixoto wypiliśmy też obowiązkowego w Brazylii drinka, czyli caipirinhę.

Rio de Janeiro, stara katedra i kościół Igreja da Ordem Terceira do Carmo za nią

Rio de Janeiro, stara katedra i kościół Igreja da Ordem Terceira do Carmo za nią

W okolicznych budynkach, także dookoła teatru, znajduje się kilka ciekawych muzeów, m.in. Muzeum Sztuk Pięknych – niestety z racji trwającego karnawału oczywiście wszyściutkie były zamknięte. Ulice dookoła placu służą w tym okresie do organizacji ulicznych parad karnawałowych i z rana ich wygląd przypomina bardziej pobojowisko po krwawej bitwie, niż dostojne centrum miasta :)

Jednym z celów naszego krążenia po centrum byłą nieodparta chęć znalezienia działającej poczty i wysłania kartek z Rio do rodziny i znajomych. Żyliśmy, jakże złudną, nadzieją, że gdzieś jest jakaś „główna poczta”, która działa pomimo karnawału. No przecież w kilkunastomilionowej metropolii nie da się zamknąć wszystkich poczt na 5 dni. Nie da się ? Jak się nie da, jak się da – pocztę rzeczywiście znaleźliśmy, ale dopiero w dzień naszego wylotu, w środę – pierwszy dzień po zakończeniu karnawału. I dopiero wtedy dane nam było puścić upragnione kartki. Doszły w komplecie.

Rio de Janeiro, kościół Igreja da Candelária

Rio de Janeiro, kościół Igreja da Candelária

Rio de Janeiro, Pałac Tiradentesa

Rio de Janeiro, Pałac Tiradentesa

Rio de Janeiro, budynek Centro Cultural dos Correios

Rio de Janeiro, budynek Centro Cultural dos Correios

Ale jak tak krążyliśmy po mieście, to wpadło nam w oko kilka charakterystycznych budowli, które zapamiętaliśmy. Przede wszystkim chcieliśmy się dostać na Ilha Fiscal, małą wysepkę, widoczną z nabrzeża centrum Rio, na której stoi widoczny z daleka pałac (wtedy wydawało nam się, że to kościół). Ilha Fiscal (czyli „wyspa skarbowa”) nazwę nosi od portowej policji skarbowej, która kiedyś miała tu swoją siedzibę. Ale najbardziej znanym faktem z historii wyspy jest ostatni bal cesarstwa Brazylii, który odbył się w miejscowym pałacu tuż przed obaleniem cesarza i proklamowaniem republiki. Pałac ten jest nieźle zachowany i dostępny dla zwiedzających – podobno tylko łodzią. Podobno, bo pomimo spaceru po nabrzeżu nie udało się nam znaleźć wejścia lądowego na wyspę. Pozostało fotografowanie z brzegu „lądu stałego”.

Rio de Janeiro, kościół św.Józefa

Rio de Janeiro, kościół św.Józefa

A skoro się nie udało, to przespacerowaliśmy się wzdłuż wybrzeża w okolicach centrum. Między innymi po jednej z głównych ulic miasta, Avenida Presidente Vargas, której nadmorskim zwieńczeniem jest okazały kościół Igreja da Candelária. Pierwszą kaplicę wybudowano tu już na początku XVII w., a fundatorami byli podobno marynarze z hiszpańskiego statku „Candelária”, cudem uratowanego od rozbicia się w czasie sztormu na oceanie. Gdy kaplica zaczęła się walić, zdecydowano o budowie większego kościoła, nad którym prace trwały przeszło 100 lat (!). Rozpoczęto je w 1775 r., i choć kościół inaugurowano w 1811 r. (36 lat od rozpoczęcia budowy), to kopułę ukończono dopiero w 1877 r. Kościół był miejscem tragicznych wydarzeń z czasów reżimu wojskowego z czasów po II wojnie światowej – był jedną z aren wielkich publicznych protestów po zabiciu przez policję jednego z miejscowych studentów.

Rio de Janeiro, nowoczesne biurowce w centrum

Rio de Janeiro, nowoczesne biurowce w centrum

Skręcamy w Rua Primeiro de Março, kiedyś najważniejszą ulicę Rio de Janeiro (ulica „1 marca” nazwana na cześć zwycięstwa w wojnie z Paragwajem) i po kilku krokach mijamy budynek Centro Cultural dos Correios, centrum kultury mieszczące się w zabytkowym domu z 1922 r., w którym kiedyś mieściły się oddziały administracyjne poczty. Budynek oddano do użytku ponownie po remoncie przy okazji Światowej Wystawy Filatelistycznej w 1993 r.

Rio de Janeiro, nowoczesne biurowce w centrum

Rio de Janeiro, nowoczesne biurowce w centrum

Zaraz za nim znajduje się wojskowy kościół św.Krzyża, stojący w miejscu dawnego fortu żołnierskiego. W tamtych czasach (XVII w.) znajdowała się tu mała kaplica, aż w 1870 r. podjęto decyzję o budowie większego kościoła. W jego inauguracji uczestniczył w 1811 r. sam król Portugalii. We wnętrzach przechowuje się podobno do dziś, dostępny jedynie dla badaczy, najstarszy istniejący (1812 r.) plan miasta Rio de Janeiro.

Nieco dalej na południe stoi jeden z najważniejszych historycznie kościołów w Rio de Janeiro, należąca do zakonu Karmelitów dawna katedra miejska – Igreja de Nossa Senhora do Monte do Carmo. Początki sięgają końca XVI w., kiedy to Karmelici do Rio de Janeiro przybyli. W czasie kolejnych dwóch wieków stopniowo swoje „włości” rozbudowywali, aż w 1770 r. oddali do użytku obecną świątynię.

Rio de Janeiro, katedra metropolitarna

Rio de Janeiro, katedra metropolitarna

Kiedy w 1808 r. do Rio przybył wraz z całym dworem, uciekając przed Napoleonem, król Portugalii Jerzy VI, w klasztorze Karmelitów „zakwaterował” swoją matkę, a kościół stał się „nadworną” świątynią, a wkrótce potem uzyskał status miejskiej katedry. Tu odbywały się potem wszystkie najważniejsze wydarzenia z życia kolejnych cesarzy brazylijskich – śluby oraz koronacje. W tym te dwie najważniejsze – koronacje cesarzy Pedra I i Pedra II, ponoć jedyne dwie chrześcijańskie koronacje w całej historii Ameryki Południowej.

Po upadku cesarstwa i proklamowaniu republiki, oraz po przyjęciu prawa oddzielającego kościół od państwa, katedra przestała być miejscem oficjalnych uroczystości. Ale status katedry utrzymała aż do 1976 r., kiedy oddano do użytku nową katedrę – Katedrę Metropolitarną. Dziś Igreja de Nossa Senhora do Monte do Carmo nazywany jest popularnie „starą katedrą”. A o tej nowej będzie za chwilę więcej.

Ciekawostką jest, że ze starą katedrą sąsiaduje kolejny kościół (to rzadkość, dwa kościoły obok siebie) – Igreja da Ordem Terceira do Carmo. Wybudowano go w połowie XVIII w., aczkolwiek nie do końca, bo nie ukończono kościelnych wież. Te na swój czas musiały poczekać kolejne 100 lat.

Rio de Janeiro, wojskowy kościół św.Krzyża

Rio de Janeiro, wojskowy kościół św.Krzyża

Rio de Janeiro, pałac na wyspie Ilha Fiscal

Rio de Janeiro, pałac na wyspie Ilha Fiscal

Kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się „Pałac Tiradentesa”, wybudowany w 1926 r. budynek, który był siedzibą brazylijskiego parlamentu aż do 1960 r., kiedy to przeniesiono stolicę kraju do nowo wybudowanej Brasilii. Nazwa budynku to hołd dla Joaquima José da Silva Xavier – rewolucjonisty i spiskowca, straconego w 1792 r. za spiskowanie przeciwko tronowi Portugalii, chęć obalenia go i ogłoszenia Brazylii republiką. Jego idee spełniły się dopiero sto lat później, a kiedy w 1889 r. w końcu republikę proklamowano, człowiek ten, popularnie zwany Tiradentesem, został uznany za bohatera narodowego, a dzień jego śmierci (21 kwietnia) ogłoszono świętem państwowym.

Z pałacem sąsiaduje kolejna świątynia pod wezwaniem św.Józefa (Igreja de Sao Jose), stojąca na miejscu pierwotnie tu wybudowanej na początku XVII w. kaplicy, będącej dziełem miejscowego pustelnika. Wiek później kaplica została zniszczona podczas najazdu piratów i dopiero w 1807 r. Bractwo św.Józefa rozpoczęło budowę świątyni w obecnym kształcie. Oficjalnie konsekrowano go w 1842 r. Dzwony kościoła uznawane są za te o najpiękniejszym dźwięku w Rio.

Wróćmy teraz nieco wgłąb centrum, na drugą stronę placu Cinelandia. Znajdziecie tu dwie rzeczy warte uwagi. Po pierwsze – akwedukt Lapa, otwarty w 1750 r. w celu doprowadzenia pitnej wody do centrum miasta. Zasilał on także miejskie fontanny. Swoją rol utracił dopiero w samej końcówce XIX w., kiedy to zdecydowaniu o jego zamknięciu i przerobieniu na… linię tramwajową. Linia ta służyła aż do 2011 r., będąc bardzo popularną atrakcją turystyczną – ale dosłownie kilka miesięcy przed naszym pobytem, w sierpniu 2011 r. miał tu miejsce tragiczny wypadek tramwaju (nie zadziałały hamulce), w wyniku którego kilka osób zginęło, a samą linię zamknięto. Akwedukt jest znaczącym dziełem sztuki budowlanej, licząc 270 m długości, wybudowany w sumie na 42 łukach o kilkunastometrowej wysokości.

Stojąc obok akweduktu, nie sposób nie dojrzeć charakterystycznej, stożkowatej, ponurej budowli niedaleko niego. Wygląda jak potężny bunkier atomowy, a w rzeczywistości jest to… chrześcijańska katedra metropolitarna – kościół. W rzeczy samej chyba nigdy i nigdzie nie widzieliśmy brzydszego kościoła – nie wiemy co wąchał architekt, choć podobno wzorował się na architekturze Majów… Katedrę wybudowano w 1976 r. i to ona odebrała to miano opisanemu wyżej kościołowi Igreja de Nossa Senhora do Monte do Carmo. Uczucie brzydoty szarego, betonowego tworu wzmaga jeszcze dodatkowo sąsiedztwo nowoczesnych, obłożonych szkłem biurowców przy sąsiednich ulicach.

Rio de Janeiro, kolorowy mural na budynku obok akweduktu Lapa

Rio de Janeiro, kolorowy mural na budynku obok akweduktu Lapa

Rio de Janeiro, akwedukt Lapa

Rio de Janeiro, akwedukt Lapa

Rio de Janeiro, siedziba klubu Flamengo

Rio de Janeiro, siedziba klubu Flamengo

Na koniec wspomnimy jeszcze trochę w tematyce sportowej. Być w Brazylii, być w Rio – to przede wszystkim Maracana. Ale Rio to także cztery słynne kluby piłkarskie, o wielkiej i długiej historii. Siedziba jednego z nich mieści się niedaleko laguny Rodrigo de Freitas, a więc blisko hotelu, w którym mieszkaliśmy na Ipanemie. To „Club de Regatas do Flamengo”, czyli po prostu Flamengo, założony początkowo jako klub wioślarski (stąd nazwa). Uznawany za najpopularniejszy klub piłkarski w całej Brazylii, w czasie naszej wizyty w lutym 2012 r. przechodził apogeum sławy – a to z racji tego że akurat przez ten jeden sezon grał w nim słynny Ronaldihno. Klubowe koszulki z jego nazwiskiem po prostu opanowały wszystkie sklepy z pamiątkami i gadżetami sportowymi w Rio. Oczywiście w kosmicznych cenach – mowa o tych oryginalnych.

I tu będzie końcowa przestroga – jeszcze jeden sposób (oprócz obrobienia przez kieszonkowca) na to, jak dać się oszukać w Rio. Otóż, jako że „pan tamBylski” jest zagorzałym kibicem, przez tydzień myślał, czy jednak nie wydać ok.200 zł za oryginalną koszulkę Flamengo z „dziesiątką” i nazwiskiem Ronaldinho. Myślał, myślał i… zdecydował się dopiero na bezcłówce na lotnisku, przy okazji odlotu. Przymierzyłem i kupiłem. Znaczy nie kupiłem, tylko (i aż) zapłaciłem. Otóż miła pani w sklepie wzięła ode mnie zakupy (była tam jeszcze i brazylijska kawa, i brazylijska wódka do caipirinhi – Cachaça) i na niewidocznej dla mnie swojej niskiej ladzie zapakowała do worka, spięła zszywaczem i na wierzchu przyczepiła paragon – standard na bezcłówce – zakupy muszą być tak zapakowane. No i to zdziwienie dobę później w Polsce, gdy ów worek otworzyłem – kawa jest, Cachaça jest, a koszulki… niet. Skubana złodziejka wykorzystała fakt, że lada jest nisko i nie widzę pakowania, i… zwinęła koszulkę Flamengo. A nigdzie się nie oglądałem na boki, zrobiła to ot tak, na beszczela. Tak to właśnie kończy się historia. Ostrzegam, na lotniskowej bezcłówce w Rio patrzcie sprzedawczyniom na ręce, choćby nie wiem jak miały piękne inne części… Choć i to Was nie uratuje, jak stolik do pakowania będzie mieć pół metra poniżej lady, przy której płacicie.

Pełna galeria zdjęć pozostałych atrakcji w centrum Rio znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Karnawał w Rio 2012

Rio de Janeiro, piaskowy "rzeźbiarz" na Copacabanie

Po kulminacji pobytu w Rio - czyli paradzie karnawałowej na Sambodromie, przyszedł czas na trochę spokoju. Ostatnie dwa dni spędziliśmy na spacerowym zwiedzaniu centrum miasta, plażowaniu i... szukaniu czynnej poczty :)

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Być w Rio de Janeiro w czasie karnawału i nie zobaczyć słynnej parady na Sambodromie to grzech. To tu odbywa się najbardziej widowiskowa część dorocznego święta, to tu szkoły samby walczą o zaszczyty i... przetrwanie. To tu "spala" się dziesiątki milionów dolarów w ciągu kilku nocy. Kolorowa zabawa jest w rzeczywistości ostrą walką o sławę i byt.

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Copacabana

Po raz pierwszy - i jedyny jak na razie - zdecydowaliśmy się zobaczyć atrakcje zwiedzanego miejsca z innej, niż z poziomu własnych nóg, perspektywy. Skorzystaliśmy z oferty jednego z miejscowych przewoźników i podziwialiśmy Rio de Janeiro z lotu ptaka, a dokładnie helikoptera.

Rio de Janeiro, karnawałowa parada na Sambodromie

Być w Rio de Janeiro w czasie karnawału i nie zobaczyć słynnej parady na Sambodromie to grzech. To tu odbywa się najbardziej widowiskowa część dorocznego święta, to tu szkoły samby walczą o zaszczyty i… przetrwanie. To tu „spala” się dziesiątki milionów dolarów w ciągu kilku nocy. Kolorowa zabawa jest w rzeczywistości ostrą walką o sławę i byt.

Karnawał w Rio, dzień 5 (poprzedni wpis: Rio de Janeiro z lotu ptaka). Doroczny karnawał w Rio to wizytówka tego miasta, uważana za największe wydarzenie kulturalne na świecie. Pod względem liczby uczestników może się równać z największymi imprezami sportowymi, wliczając w to olimpiady czy piłkarskie mistrzostwa świata. Dość powiedzieć, że trwająca kilka dni impreza w 2012 r. przyciągnęła do Rio de Janeiro ok.850 tys. turystów, którzy zostawili tu ok.630 mln dolarów (!). Tymczasowe zatrudnienie przy ich „obsłudze” (nie licząc osób stale pracujących w turystyce) znalazło ćwierć miliona Brazylijczyków. W całej Brazylii przychody z turystów w czasie karnawału przebiły np. dochody Londynu z organizacji olimpiady – a nie wymagały przecież mega drogich inwestycji w nowe stadiony i hale, czy infrastrukturę drogową czy hotelową. To Rio już ma.

Solą karnawału są bardzo prestiżowe dla miejscowych konkursowe parady na Sambodromie – arenie specjalnie wybudowanej w 1984 r. na potrzeby ich organizacji. Sambodrom to prosta „jak drut” ulica, o długości ponad 700 m, zabudowana z obu stron wielkimi trybunami. Projekt był autorstwa Oscara Niemeyera, słynnego brazylijskiego architekta, uważanego przez niektórych za architekta stulecia. Oscar Niemeyer był ikoną brazylijskiej architektury – zaprojektował m.in. (w zespole) budynek ONZ w Nowym Jorku czy budynki administracji publicznej (m.in.parlament, pałac prezydencki) w nowo budowanej stolicy – Brasilii (1956 r., dziś na liście UNESCO).

Bilety na paradę na Sambodromie (na zewnątrz) i bilety na transport na/z Sambodromu (wewnątrz)

Bilety na paradę na Sambodromie (na zewnątrz) i bilety na transport na/z Sambodromu (wewnątrz)

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Przed karnawałem 2012 r., którego byliśmy uczestnikami, Oscar Niemeyer „wizytował” Sambodrom. Okazją była jego przebudowa, która zakończyła się dosłownie na kilka dni przed karnawałem (otwarcie nastąpiło 9 dni przed pierwszą konkursową paradą), która „dokończyła” marzenia projektowe architekta – po wyburzeniu zamkniętego browaru, stojącego obok, można było wreszcie dokończyć pierwotny projekt i powiększyć pojemność obiektu do ponad 72 tys. widzów. Piszemy o Niemeyerze w czasie przeszłym, bo niestety nie doczekał już kolejnego karnawału – zmarł w wieku 104 lat w grudniu 2012 r. A remont Sambodromu przyda się w przyszłych latach – ma on być m.in. areną Igrzysk Olimpijskich w 2016 r. (odbędą się w Rio de Janeiro).

Idea samej parady na Sambodromie jest dla statystycznego turysty nie do końca jasna, będąc postrzeganą raczej w charakterze zabawy, choć w rzeczywistości jest konkursem, rywalizacją szkół samby z Rio, a także wynikiem ciężkiej, całorocznej pracy i wielkich nakładów finansowych. Otóż w samym Rio (zapewne w innych brazylijskich miastach jest podobnie) istnieje coś ponad setka szkół samby, biorących udział we wzajemnej, corocznej rywalizacji. Są one podzielone na coś na kształt lig sportowych (elita – 12 najlepszych, i kolejne, oznaczane literami: A,B,C itd.). Rywalizacja tych niższych odbywa się z dużo mniejszym „hukiem”, natomiast liga elitarna to właśnie te 12 szkół, które mają zaszczyt konkurować ze sobą w trakcie dwóch karnawałowych parad (niedziela i poniedziałek).

Jak to w ligach bywa, najlepsza szkoła w danej grupie awansuje do wyższej, a najgorsza spada do niższej. Oczywiście wraz z awansami w parze idą też pieniądze, sława, wielkość i uwielbienie. Najlepsza 12-tka, podzielona na dwie grupy, rywalizuje w czasie karnawału na Sambodromie przy aplauzie ponad 70-tysięcznej widowni. Na potrzeby parady konkursowej, każda ze szkół wybiera sobie temat przewodni swojego przemarszu, do którego dostosowuje projektowane specjalnie na tę okazję stroje tancerzy (szkoły mają własne warsztaty, w których są one szyte) oraz buduje specjalne platformy, które potem toczą się leniwie wśród tańczących na Sambodromie członków szkoły.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Ekipa występująca na Sambodromie w każdej ze szkół liczy ok.5000 tancerzy, podzielonych na wiele sekcji, każda z których ma swoje własne stroje i „odgrywa” temat przewodni szkoły wg oddzielnej choreografii. Na czele idzie flaga szkoły (każda ma swoją własną), wokół której odbywa się oddzielny spektakl, tańczony przez wykwintnie ubraną parę. W pochodzie zazwyczaj znajduje się także sekcja, w której tańczą najstarsze członkinie szkoły oraz sekcja „vipów” – założycieli, dyrektorów, kompozytorów i innych osób zasłużonych – oni zazwyczaj ubrani są w garnitury. Przemarsz każdej ze szkół trwa ok.1,5 godziny (700 m Sambodromu), jest więc czas na spokojne zobaczenie wszystkiego i zrobienie dowolnej ilości fotek. Męczące bywa to, że zazwyczaj te 1,5 godziny upływają w rytm tego samego tematu muzycznego.

Ocenia je specjalne jury, siedzące pośrodku długości Samodromu, niemal naprzeciw trybuny turystycznej (tej najdroższej, jeśli chodzi o ceny biletów). Kryteriów oceny jest dziesięć i są wśród ich m.in. wrażenie ogólne, prezencja pary prowadzącej flagę, synchronizacja tancerzy, ich stroje itp. Za każde z tych kryteriów szkole przyznawane są punkty, zwycięża oczywiście ta, która zbierze ich najwięcej. Wyniki ogłaszane są w środę popielcową, także na Sambodromie, także przy publiczności.

Jak ważne są wyniki karnawału, niech świadczy fakt, że podczas ogłoszenia wyników równolegle trwającego karnawału w Sao Paulo w 2012 r. doszło do zamieszek – niezadowoleni z wyników członkowie przegranych szkół rozpoczęli regularną bitwę. Efekt końcowy – sambodrom w Sao Paulo częściowo spłonął.

Sześć najlepszych szkół otrzymuje zaszczyt wystąpienia na paradzie mistrzów, która odbywa się w sobotę po środzie popielcowej (sam karnawał trwa od piątku poprzedzającego środę popielcową do tejże środy – jego termin jest więc zmienny co roku). Parada Mistrzów nie jest już tak popularna (szczególnie wśród turystów) i jest nieco mniej celebrowana. Nie ma ona już charakteru konkursu – jest formą gali zwycięzców.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Tak ogromne nakłady, potrzebne do występu na Sambodromie (szkoła wydaje na takie 1,5-godzinny przemarsz ok. 3 -4 mln dolarów !), czyli na stroje, ruchome platformy, treningi i całoroczne utrzymanie, powoduje, że potrzebują one hojnych sponsorów. To ciemna strona karnawału. We wpisie o Ogrodzie Zoologicznym pisaliśmy już o związkach szkół samby z organizatorami największej w Rio, do dziś nielegalnej, loterii i obsadzaniu foteli dyrektorskich wśród loteryjnych „baronów”. Tajemnicą poliszynela są też powiązania z bossami narkotykowymi. Często wybuchają skandale, ujawniające powiązania notabli szkolnych z poszczególnymi znanymi kryminalistami lub ich rodzinami. Niestety, tak potężne pieniądze nie spływają zazwyczaj z legalnych źródeł. Słyszeliśmy, że władze Rio ogłaszały w przeszłości projekty finansowania szkół z pieniędzy miejskich, aby odciąć je od świata przestępczego, ale nie wiemy czy cokolwiek z tego wyszło.

Potrzeba finansowania drogiej parady to jednak także szansa – szansa dla osób nie będących członkami tych elitarnych szkół, by… wystąpić na Sambodromie w ich szeregach. Da się bowiem zaprojektowane przez szkoły stroje kupić, a „w cenie” otrzymuje się możliwość dołączenia w tym stroju w trakcie parady – można najzwyczajniej wystąpić wśród tłumu tancerzy. W sieci można znaleźć strony oferujące sprzedaż strojów, z występem w pakiecie (np. tutaj) – po jego zakończeniu strój przechodzi na własność kupującego, może go zabrać do domu, nawet zagranicę.

W każdym bądź razie efekt końcowy na Sambodromie jest wręcz porażający. Feria kolorów, tancerek, pomysłowych, często ruchomych i buchających dymem platform, na których tańczą członkowie szkół – to wszystko jest niezwykle profesjonalnie wykonane, choć ma żyć jedynie przez kilkadziesiąt minut. Do tego należy dodać bardzo żywiołową, śpiewającą i tańczącą na trybunach publiczność (większość sektorów to miejsca stojące). Wszystko jest organizowane naprawdę z wielkim rozmachem i składa się na jedyne w swoim rodzaju, niezapomniane widowisko, które naprawdę warto przeżyć.

Trochę informacji praktycznych. Karnawałowa parada na Sambodromie rozpoczyna się ok. godziny 20-tej, powitaniem króla Momo – króla karnawału, który w czasie jego trwania symbolicznie „rządzi miastem” (otrzymuje klucze do niego podczas inaugurującej karnawał uroczystości w siedzibie władz miasta). Jeżeli kupicie bilety do sektora turystycznego (nr 9), to będziecie mieli numerowane miejsca, nie ma się więc gdzie śpieszyć. Jeśli wykupiliście bilety w innych sektorach, obowiązuje zasada kto pierwszy ten lepszy – trzeba przyjechać wcześniej, by móc zająć dogodne miejsce z widokiem na paradę (bramy otwierane są kilka godzin przed rozpoczęciem i często ustawiają się już wtedy kolejki chętnych).

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

My zaplanowaliśmy sobie wejście na Sambodrom ok. godziny 22-giej, czyli nie od samego początku. A i tak nie wytrwaliśmy do końca – po 8 godzinach (ok.6-tej rano) opuściliśmy paradę – zmęczenie dało znać o sobie. Nie można wnosić jedzenia ani picia, ale to akurat nie problem – w czasie parady w 2012 r. na Sambodromie pracowało 1.100 sprzedawców jedzenia (głównie fast-food, hot-dogi itp.) oraz picia (woda, piwo). Ceny nie są niskie, no ale kto by się spodziewał taniochy na Sambodromie. W sektorze turystycznym poruszali się młodzi ludzie z koszulkami z… nadrukowanym cennikiem jedzenia i picia – wystarczyło zamówić przez pokazanie na koszulce, jeśli nie wiedziało się, jak po portugalsku jest piwo (cerveja, wymowa: „serveza”). Hot-dog nazywa się wszędzie tak samo :)

Warto na wszelki wypadek zabrać lekkie płaszcze przeciwdeszczowe (nam się kompletnie nie przydały). Parasoli oczywiście wnosić nie wolno. Jeśli macie bilety na miejsca numerowane w sektorze turystycznym, dostaniecie okazjonalne „poduszki” do siedzenia (miejsca są na gołym betonie), nie wiemy czy w innych sektorach też są takie „prezenty”. Nie ma problemu z wnoszeniem aparatów fotograficznych, czy to małych automatów, czy większych lustrzanek. To samo dotyczy amatorskich kamer video – nikt pod tym kątem nas w ogóle nie kontrolował. Były za to bramki z wykrywaczami metali (jak na lotnisku), ale chyba wyłączone, bo na nic nie reagowały.

W temacie bezpieczeństwa – na samym Sambodromie nie macie się czego obawiać. Jest bezpiecznie, w końcu to impreza masowa, z udziałem wielu gwiazd i polityków – mówi się, że w czasie parady Sambodrom jest najbezpieczniejszym miejscem w Ameryce Łacińskiej. Wolontariusze rozdają też prezerwatywy, gdyby ktoś potrzebował :) Pełne informacje, dotyczące transportu na Sambodrom i z niego oraz biletów na paradę znajdziecie w osobnym wpisie – „jak zorganizować wyjazd na karnawał do Rio„.

Parada na Sambodromie była punktem kulminacyjnym naszego tygodniowego pobytu w Rio de Janeiro. Kolejne dwa dni spędziliśmy „na spokojnie”, plażując oraz leniwie zwiedzając centrum miasta.

Pełna galeria zdjęć z karnawałowej parady na Sambodromie w Rio znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

Inne wpisy z: Karnawał w Rio (2012)

Rio de Janeiro, piaskowy "rzeźbiarz" na Copacabanie

Po kulminacji pobytu w Rio - czyli paradzie karnawałowej na Sambodromie, przyszedł czas na trochę spokoju. Ostatnie dwa dni spędziliśmy na spacerowym zwiedzaniu centrum miasta, plażowaniu i... szukaniu czynnej poczty :)

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Być w Rio de Janeiro w czasie karnawału i nie zobaczyć słynnej parady na Sambodromie to grzech. To tu odbywa się najbardziej widowiskowa część dorocznego święta, to tu szkoły samby walczą o zaszczyty i... przetrwanie. To tu "spala" się dziesiątki milionów dolarów w ciągu kilku nocy. Kolorowa zabawa jest w rzeczywistości ostrą walką o sławę i byt.

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Copacabana

Po raz pierwszy - i jedyny jak na razie - zdecydowaliśmy się zobaczyć atrakcje zwiedzanego miejsca z innej, niż z poziomu własnych nóg, perspektywy. Skorzystaliśmy z oferty jednego z miejscowych przewoźników i podziwialiśmy Rio de Janeiro z lotu ptaka, a dokładnie helikoptera.

 

Rio de Janeiro widziane z lotu ptaka

Po raz pierwszy – i jedyny jak na razie – zdecydowaliśmy się zobaczyć atrakcje zwiedzanego miejsca z innej, niż z poziomu własnych nóg, perspektywy. Skorzystaliśmy z oferty jednego z miejscowych przewoźników i podziwialiśmy Rio de Janeiro z lotu ptaka, a dokładnie helikoptera.

Karnawał w Rio, dzień 5 (poprzedni wpis: Ogród Botaniczny w Rio de Janeiro). Upatrzyliśmy sobie tę atrakcję już wcześniej, w kilku miejscach oglądając startujące turystyczne helikoptery, oblatujące z turystami na pokładzie najważniejsze atrakcje Rio de Janeiro. Marzył nam się taki lot, w końcu Rio jak żadne inne miasto nadaje się do oglądania z takiej perspektywy. No i stało się – zdecydowaliśmy się – jedziemy na widziane w czasie jednego ze spacerów lądowisko helikopterów – będziemy latać :)

Oferty lotów helikopterem nad największymi atrakcjami można znaleźć w każdym dużym mieście. Tak jest też i w Rio, a w ofertach lotów helikopterem można wprost przebierać. Popularność takich oblotowych wycieczek najlepiej widać, gdy stoi się na pomniku Chrystusa Odkupiciela i ogląda z góry panoramę miasta. Od helikopterów nad Rio momentami aż się roi, a dookoła pomnika latają wściekle jak samoloty dookoła King Konga w słynnym filmie Petera Jacksona z Adrienem Brody’m i Naomi Watts. Tylko pomnik jakoś się od nich nie odgania, ale za to ciężko zrobić zdjęcie panoramy miasta, na którym nie będzie przy okazji jakiegoś śmigłowca.

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

My upatrzyliśmy sobie firmę HeliSul, mającą swoje lądowisko nad laguną Rodrigo de Freitas, niedaleko Ogrodu Botanicznego. Podjechaliśmy do niego taksówką, przy okazji patrząc jak taksówkarz nas kantuje na kursie – jechaliśmy w południe na taryfie nocnej i do tego wcale nie najkrótszą trasą (po czterech dniach w Rio drogę mieliśmy już „obcykaną”). Ale i tak nie wyszło drogo (coś ok.30 zł za kurs z Ipanemy). Koniec końców stajemy przed heliportem – czas na wybór trasy – bo do wyboru jest ich osiem, różniących się ilością oblatywanych atrakcji miasta i długością lotu.

Nie będziemy pisać o kosztach, bo to drażliwy temat :) Loty helikopterem w Rio tanie nie są, zazwyczaj trzeba niestety dopasowywać trasę do kieszeni i jej zawartości, szczególnie gdy leci się w więcej niż jedną osobę. Cennik i trasy możecie zobaczyć na zdjęciach. W każdym razie płacić można i gotówką, i kartą (na szczęście, bo takiej gotówki w kieszeniach po Rio raczej się nie nosi).

Rio de Janeiro, oglądamy miasto z helikoptera

Rio de Janeiro, oglądamy miasto z helikoptera

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Ipanema

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Ipanema

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Copacabana

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Copacabana

Rio de Janeiro z lotu ptaka, cypel Arpoador pomiędzy Ipanemą a Copacabaną

Rio de Janeiro z lotu ptaka, cypel Arpoador pomiędzy Ipanemą a Copacabaną

Rio de Janeiro z lotu ptaka, "Głowa Cukru" z Copacabaną w tle

Rio de Janeiro z lotu ptaka, „Głowa Cukru” z Copacabaną w tle

Rio de Janeiro z lotu ptaka, dzielnica i plaża Botafogo

Rio de Janeiro z lotu ptaka, dzielnica i plaża Botafogo

Rio de Janeiro z lotu ptaka, "niebieska" fawela Morro de Mineira

Rio de Janeiro z lotu ptaka, „niebieska” fawela Morro de Mineira

Rio de Janeiro z lotu ptaka, Sambodrom

Rio de Janeiro z lotu ptaka, Sambodrom

Rio de Janeiro z lotu ptaka, stadion Maracana

Rio de Janeiro z lotu ptaka, stadion Maracana

Rio de Janeiro z lotu ptaka, wzgórze Corcovado i pomnik Chrystusa Odkupiciela na tle panoramy Rio

Rio de Janeiro z lotu ptaka, wzgórze Corcovado i pomnik Chrystusa Odkupiciela na tle panoramy Rio

Rio de Janeiro z lotu ptaka, laguna Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro z lotu ptaka, laguna Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro z lotu ptaka, wzgórze Dwóch Braci, za nim wzgórze Pedra da Gavea, pomiędzy nimi fawela Rocinha

Rio de Janeiro z lotu ptaka, wzgórze Dwóch Braci, za nim wzgórze Pedra da Gavea, pomiędzy nimi fawela Rocinha

Ponieważ od końcówki 2011 r. w Rio trwała akcja oczyszczania – przed zbliżającymi się powoli Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej 2014 – miejskich dzielnic biedoty, czyli fawel, z przestępczości, oraz przywracania kontroli policji nad tymi osiedlami, nie było nam dane ze względów bezpieczeństwa odwiedzić żadnej z nich. Lot nad Rio był więc szczególną okazją, by kilka zobaczyć, choćby z góry czy z daleka.

I tak widzieliśmy m.in. fawelę Morro da Mineira, bardzo charakterystyczną, bo wszystkie budynki są w niej wymalowane na jednakowy, turkusowy kolor. Ponoć to gangi, rządzące osiedlem wydały taki rozkaz mieszkańcom, by utrudnić lokalizację konkretnych domów policji. Z daleka mogliśmy też zobaczyć słynną Rocinhę, największą fawelę w Rio. Wg nieoficjalnych szacunków żyje w niej nawet do 300 tys. mieszkańców – oficjalny spis „wykazał” zaledwie 60 tys. Życie w fawelach chyba jednak najlepiej zobaczyć w TV (choć były w 2012 r. organizowane wycieczki turystyczne – jeepem, z wynajętym lokalnym kierowcą, na zasadzie przejechania się przez fawelę, raczej bez dłuższych postojów), choćby w filmie „Miasto Boga” (2002), nominowanym do Oskarów w czterech kategoriach, opartym na książce pod tym samym tytułem. Ta z kolei oparta została o autentyczne fakty. Kto nie widział, polecamy.

I to w zasadzie tyle, jeśli chodzi o opis tekstowy. To miał być lot widokowy, więc całą resztę dopowiedzą Wam widoki na zdjęciach. Powiemy tylko tyle – warto było :) A już wieczorem czekała nas największa atrakcja w Rio – karnawałowy konkurs szkół samby na Sambodromie.

Pełna galeria zdjęć z lotu widokowego nad Rio de Janeiro znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Karnawał w Rio (2012)

Rio de Janeiro, piaskowy "rzeźbiarz" na Copacabanie

Po kulminacji pobytu w Rio - czyli paradzie karnawałowej na Sambodromie, przyszedł czas na trochę spokoju. Ostatnie dwa dni spędziliśmy na spacerowym zwiedzaniu centrum miasta, plażowaniu i... szukaniu czynnej poczty :)

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Być w Rio de Janeiro w czasie karnawału i nie zobaczyć słynnej parady na Sambodromie to grzech. To tu odbywa się najbardziej widowiskowa część dorocznego święta, to tu szkoły samby walczą o zaszczyty i... przetrwanie. To tu "spala" się dziesiątki milionów dolarów w ciągu kilku nocy. Kolorowa zabawa jest w rzeczywistości ostrą walką o sławę i byt.

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Copacabana

Po raz pierwszy - i jedyny jak na razie - zdecydowaliśmy się zobaczyć atrakcje zwiedzanego miejsca z innej, niż z poziomu własnych nóg, perspektywy. Skorzystaliśmy z oferty jednego z miejscowych przewoźników i podziwialiśmy Rio de Janeiro z lotu ptaka, a dokładnie helikoptera.

Ogród Botaniczny w Rio de Janeiro

Ogród Botaniczny w Rio de Janeiro jest jednym z najpiękniejszych i największych na świecie. Potężna powierzchnia parku skrywa tysiące gatunków drzew i roślin, także orchidei. Żyje tu na wolności wiele gatunków ptaków, w tym niektóre rzadkich gatunków. Spotkać można czasem małpki. Tu rozpoczęliśmy czwarty dzień w Rio.

Karnawał w Rio, dzień 4 (poprzedni wpis: Rio de Janeiro: Banda de Ipanema). Trochę odwróciliśmy kolejność wpisów z naszego pobytu w Rio. W poprzednim pokazaliśmy sobotnią „Banda de Ipanema”, odbywającą się popołudniu i wieczorem, ale tak naprawdę sobotę rozpoczęliśmy z rana wizytą w kolejnej atrakcji Rio – Ogrodzie Botanicznym.

Do ogrodu, a w zasadzie dużego parku, pojechaliśmy autobusem miejskim, przejeżdżającym m.in. przez dzielnicę Gavea. Tu, z okien autobusu, mieliśmy szybką okazję do zobaczenia „przedsmaku” parady Banda de Ipanema wieczorem. W dzielnicy Gavea trwała już bowiem inna uliczna parada, organizowana przez inne „bloco” – „Escangalha!”. Ten zespół nie ma tak długiej historii jak Banda de Ipanema, istnieje od 2007 r., ale już tradycyjnie wpisuje się w tradycje ulicznych parad karnawałowych w Rio.

Parada wystartowała już przed południem (godz.11:00) na ulicy Rua Orsina da Fonseca w Gavei, niedaleko Ogrodu Botanicznego. Poniżej możecie zobaczyć kilka fotek. Gavea słynie w Rio jako dzielnica „artystyczna”, chętnie odwiedzana przez młodych ludzi – stąd też zapewne duża przewaga młodzieży podczas parad w tej dzielnicy.

Rio de Janeiro, uliczna karnawałowa parada w dzielnicy Gavea

Rio de Janeiro, uliczna karnawałowa parada w dzielnicy Gavea

Rio de Janeiro, uliczna karnawałowa parada w dzielnicy Gavea

Rio de Janeiro, uliczna karnawałowa parada w dzielnicy Gavea

Rio de Janeiro, uliczna karnawałowa parada w dzielnicy Gavea

Rio de Janeiro, uliczna karnawałowa parada w dzielnicy Gavea

Rio de Janeiro, uliczna karnawałowa parada w dzielnicy Gavea

Rio de Janeiro, uliczna karnawałowa parada w dzielnicy Gavea

Rio de Janeiro, uliczna karnawałowa parada w dzielnicy Gavea

Rio de Janeiro, uliczna karnawałowa parada w dzielnicy Gavea

Rio de Janeiro, uliczna karnawałowa parada w dzielnicy Gavea

Rio de Janeiro, uliczna karnawałowa parada w dzielnicy Gavea

Gavea jako taka ma jedną słynną atrakcję – to skała Pedra da Gavea (842 m n.p.m.), stojąca nad samym oceanem, słynna dzięki kształtowi ludzkiej twarzy, powstałemu prawdopodobnie nie dzięki celowemu działaniu, a erozji, jakiej poddawana jest ta wysoka, niczym nie osłonięta formacja skalna. Z jednej ze stron skały znaleziono duży, tajemniczy napis, którego pochodzenia i znaczenia do dziś nie odszyfrowano, aczkolwiek potwierdzone jest, że jest on bardzo stary.

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny

Z górą związane jest wiele legend o zaginięciach, zgonach i dziwnych sytuacjach (np. nieprawidłowo chodzących lub stających zegarkach) – generalnie Pedra da Gavea owiana jest niezbyt pozytywną sławą. Wzgórze oglądaliśmy dzień później z daleka, z lotu ptaka. Wracamy do naszej wycieczki.

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny

Jardim Botânico do Rio de Janeiro, czyli Ogród Botaniczny w Rio, powstał w 1808 r., założony przez Jana VI, ówczesnego księcia regenta, a późniejszego króla Portugalii i Brazylii. Tak, to ten król, który uciekając przed Napoleonem, przeniósł na kilkanaście lat stolicę Portugalii do… Rio de Janeiro. Potem do Portugalii powrócił, ale zbuntowany przeciwko niemu syn, Pedro I, odłączył Brazylię, proklamując niepodległe cesarstwo. W każdym razie pierwotnie Ogród Botaniczny miał służyć uprawie cennych przypraw, sprowadzanych z Indii, m.in. pieprzu czy cynamonu. Swą dzisiejszą rolę spełnia od 1822 r., kiedy to został otwarty publicznie.

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny

Dziś Ogród Botaniczny na 140 ha zawiera ponad 6 tys. gatunków krzewów i roślin, w tym ponad 900 gatunków różnych odmian palm. Palmy to zresztą najsłynniejsza część ogrodu, a szczególnie długa na 750 m Aleja Palm Królewskich, podobno pochodzących od jednej „palmy matki”, zniszczonej przez piorun.

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny

Ogród Botaniczny w Rio spełnia dziś rolę spokojnego parku, w którym można leniwie spędzić czas, spacerując wśród w większości egzotycznych dla nas drzew (chlebowce, bananowce, bambusy, kaktusy itp.). Poprzecinany jest wodnymi kanałami, częste są też fontanny (w tym XIX-wieczna Fontanna Muz, przedstawiająca muzy poezji, muzyki, nauki i sztuki) i małe pomniki, w tym także popiersie założyciela ogrodu, Jana VI.

Ogród posiada także „orchidearium” – pomieszczenie, w którym podziwiać można wiele gatunków (z ponad 2 tys. obecnych w Brazylii) pięknie kwitnących orchidei. Dużą atrakcją są też wolno żyjące w parku ptaki przeróżnych, także dla nas egzotycznych, gatunków. Częstym widokiem są fruwające wśród drzew różnokolorowe papugi, a szczególną atrakcją są kolibry i tukany (nie udało nam się ich sfotografować, ale widzieliśmy). Podobno zdarza się także widok wolno żyjących małp.

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny, orchidearium

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny, orchidearium

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny, orchidearium

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny, orchidearium

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny, orchidearium

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny, orchidearium

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny, orchidearium

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny, orchidearium

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny, papugi

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny, papugi

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny

Rio de Janeiro, Ogród Botaniczny

Teren Ogrodu Botanicznego jest ogrodzony, a wstęp jest płatny (w 2012 r. bilet kosztował 5 BRL). Zdecydowanie warto się do niego wybrać – można spokojnie spędzić kawałek dnia w ciszy wśród zachwycającej przyrody – nawet w okresie karnawału gości jest tu niewielu. No i można się… pohuśtać na lianach :)

A już następnego dnia w planie była nie lada atrakcja, czyli oglądanie atrakcji Rio de Janeiro z lotu ptaka, na pokładzie helikoptera :) A potem, wieczorem, główne danie całego wyjazdu, czyli karnawałowe szaleństwo na Sambodromie.

Pełna galeria zdjęć z Ogrodu Botanicznego w Rio de Janeiro znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Karnawał w Rio (2012)

Rio de Janeiro, piaskowy "rzeźbiarz" na Copacabanie

Po kulminacji pobytu w Rio - czyli paradzie karnawałowej na Sambodromie, przyszedł czas na trochę spokoju. Ostatnie dwa dni spędziliśmy na spacerowym zwiedzaniu centrum miasta, plażowaniu i... szukaniu czynnej poczty :)

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Być w Rio de Janeiro w czasie karnawału i nie zobaczyć słynnej parady na Sambodromie to grzech. To tu odbywa się najbardziej widowiskowa część dorocznego święta, to tu szkoły samby walczą o zaszczyty i... przetrwanie. To tu "spala" się dziesiątki milionów dolarów w ciągu kilku nocy. Kolorowa zabawa jest w rzeczywistości ostrą walką o sławę i byt.

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Copacabana

Po raz pierwszy - i jedyny jak na razie - zdecydowaliśmy się zobaczyć atrakcje zwiedzanego miejsca z innej, niż z poziomu własnych nóg, perspektywy. Skorzystaliśmy z oferty jednego z miejscowych przewoźników i podziwialiśmy Rio de Janeiro z lotu ptaka, a dokładnie helikoptera.

 

 

Karnawał w Rio: Banda de Ipanema

W Polsce co roku telewizje pokazują nam Sambodrom, wbijając do głowy stereotyp karnawału jako zorganizowany przemarsz i konkurs szkół samby. A tymczasem największe karnawałowe parady w Rio mają miejsce… na ulicach miasta i z konkursem nic wspólnego nie mają. Więcej z szaloną zabawą, tańcem, śpiewem i tradycją.

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa "Banda de Ipanema"

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa „Banda de Ipanema”

Karnawał w Rio, dzień 4 (poprzedni wpis: Rio de Janeiro: Corcovado i pomnik Chrystusa Odkupiciela). Ten wpis zmieni życie tym, dla których karnawał w Rio to Sambodrom, telewizja, ogromniaste platformy z tańczącymi na nich roznegliżowanymi tancerkami w piórach. I owszem – to najbardziej znana „twarz” karnawału w Rio de Janeiro, pokazywana przez wszystkie telewizje we wszystkich możliwych krajach świata. Ale podczas, gdy my chcemy ten karnawał oglądać, Brazylijczycy (i Brazylijki) chcą w nim aktywnie uczestniczyć.

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa "Banda de Ipanema"

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa „Banda de Ipanema”

Karnawał to wielkie święto w Rio de Janeiro, dla wszystkich, nie tylko dla członków szkół samby, występujących w konkursach na Sambodromie. Miasto w ciągu kilku tygodni przed oficjalnym weekendem karnawału (aż do niedzieli po karnawale) wybucha wielką ilością ulicznych parad, w których uczestniczyć może dosłownie każdy. Swoją uliczną paradę ma każda dzielnica Rio de Janeiro, a im jest ona bardziej kameralna, tym lepiej dla niej, tym bardziej zacieśnia lokalne więzi.

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa "Banda de Ipanema"

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa „Banda de Ipanema”

Kiedyś uliczne parady organizowane były spontanicznie, bez żadnej organizacji i zasad. Od kilku już lat muszą być one rejestrowane, tak samo jak ekipy je organizujące. Ekipy te to „blocos” i „bandas”, czyli duże zazwyczaj orkiestry, idące na czele parady i grające przez cały czas jej trwania muzykę, najczęściej sambę. Nie są to zespoły składające się z przypadkowych ludzi z łapanki – to zorganizowane orkiestry, ćwiczące regularnie w ciągu roku, sprzedające często własne gadżety dla sfinansowania działalności. Najsłynniejsze są znane w całej Brazylii i koncertują nie tylko w czasie karnawału.

Nie do końca jasna jest dla nas różnica pomiędzy „bloco” a „banda” – z tego co wiemy, „banda” posiada sekcję dętą i gra nie tylko sambę, ale i przeboje innych stylów muzycznych. Generalnie gra przeboje, które tłum może chóralnie odśpiewywać w trakcie parady. Natomiast „bloco” ma często swój własny hymn, wybierany corocznie i raczej ogranicza się wyłącznie do samby.

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa "Banda de Ipanema"

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa „Banda de Ipanema”

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa "Banda de Ipanema"

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa „Banda de Ipanema”

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa "Banda de Ipanema"

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa „Banda de Ipanema”

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa "Banda de Ipanema"

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa „Banda de Ipanema”

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa "Banda de Ipanema"

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa „Banda de Ipanema”

Najsłynniejsze i największe uliczne parady w Rio de Janeiro, organizowane na głównej ulicy miasta w centrum („bloco” Monobloco), gromadzą corocznie setki tysięcy bawiących się i tańczących mieszkańców miasta i turystów. Często jednak słychać głosy, że te parady-molochy zatraciły już swój lokalny charakter, stając się ciężkimi do kontrolowania i prowadzenia. Swoje „blocos” ma każda dzielnica czy okolica miasta i te małe, lokalne parady mają zdecydowanie najlepszy klimat, aczkolwiek turyści raczej na nich nie bywają.

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa "Banda de Ipanema"

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa „Banda de Ipanema”

Najstarszą historycznie uliczną paradą karnawałową w Rio jest „Banda de Ipanema”, która po raz pierwszy odbyła się już w 1965 r., będąc formą protestu przeciwko panującej wtedy wojskowej juncie. Od tego czasu odbywa się regularnie, a od 2004 r. traktowana jest oficjalnie przez władze jako element dziedzictwa kulturowego miasta, za wkład w utrzymanie tradycji karnawałowej. Tak jak wszystkie „blocos” i „bandas” (zarejestrowanych jest ok.300 zespołów, organizujących ponad 500 parad w mieście w okresie karnawałowym), „Banda de Ipanema” organizowana jest w ściśle określonych terminach (sobota na tydzień przed karnawałem, sobota w weekend karnawału i wtorek w czasie karnawału) i ma ściśle określony punktu startu i końca oraz trasę.

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa "Banda de Ipanema"

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa „Banda de Ipanema”

Trasa parady jest na czas jej trwania zamykana dla ruchu ulicznego. „Banda de Ipanema” ma stałą trasę oraz punkt startu (plac Generała Osorio) i jest jedną z najbardziej do dziś znanych ulicznych parad w mieście, gromadząc za każdym razem kilkadziesiąt tysięcy ludzi, w dużej części pomysłowo poprzebieranych. Dla przykładu – plan na rok 2015 zakłada uczestnictwo ok.80 tys. ludzi w tych paradach.

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa "Banda de Ipanema"

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa „Banda de Ipanema”

Każdy może się do parady przyłączyć jako jej uczestnik (w indywidualnym stroju lub po prostu w zwykłych ciuchach), krocząc za samochodem z platformą, wiozącą część muzyków z „Banda de Ipanema”. Muzyków łatwo poznać, są ubrani w identyczne koszulki, produkowane specjalnie na tę okazję. Wzdłuż trasy rozstawiają się sprzedawcy wszystkiego dobra, przydatnego balangowiczom, głównie piwa i różnistych przekąsek, hot-dogów, kukurydzy itp.

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa "Banda de Ipanema"

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa „Banda de Ipanema”

„Banda de Ipanema” jest częścią kultury tego miasta, nieodzownym kawałkiem dorocznego karnawału, a w ostatnich latach upodobała sobie tę paradę społeczność gejów, co sprawia, że przed orkiestrą idzie z przodu wielobarwna parada „drag queen’s”, nie stroniąca od publiki, chętnie pozująca do zdjęć i znacznie ubarwiająca całość. Lubić to można lub nie, ale zobaczyć warto – to jest bowiem charakter tego zwykłego, ludzkiego karnawału, rzadko pokazywanego w naszych mediach.

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa "Banda de Ipanema"

Rio de Janeiro, uliczna parada karnawałowa „Banda de Ipanema”

To właśnie uliczne parady są solą karnawału w Rio i to na nich spędzają czas „lokalsi”. Parada z reguły dochodzi do punktu końcowego (w przypadku „Banda de Ipanema” jest to plac Generała Osorio) i tam rozpoczyna się całonocna balanga. Młodzi ludzie siedzą lub stoją na ulicach i chodnikach, imprezując do białego rana, wypijając przy okazji morze piwa (nawiasem piwo w Brazylii to najczęściej niezbyt smaczny „sikacz”). Nad ranem do akcji wkraczają ekipy sprzątające i tak… do następnej ulicznej imprezy.

Jeśli chcecie taką paradę po prostu zobaczyć w Rio, nie obowiązuje Was żaden „dress code” – przychodzi się w zwykłym letnim ubraniu. Warto pamiętać też o jednym – kilkudziesięciotysięczny tłum z turystami i alkoholem jest wabikiem dla armii kieszonkowców – wybierając się na paradę nie zabierajcie ze sobą grubszej gotówki w portfelu – najlepiej zabrać po prostu drobne na piwo czy jedzenie. Czytaliśmy takie ostrzeżenia przed wyjazdem i z własnego doświadczenia wiemy, że są prawdziwe – i nas dopadła ta armia kieszonkowców – na szczęście złodziej „zwinął” jedynie drobne na piwo.

Szukając w sieci, znajdziecie mnóstwo informacji na temat terminów poszczególnych ulicznych parad w różnych częściach miasta. Więc nawet, gdy nie dostaniecie (lub nie chcecie wydawać setek dolarów na nie) biletów na Sambodrom, warto się na karnawał do Rio wybrać. Zabawa i niesamowite wspomnienia gwarantowane :)

A w następnym wpisie zabierzemy Was do Ogrodu Botanicznego w Rio de Janeiro.

Pełna galeria zdjęć z ulicznej karnawałowej parady „Banda de Ipanema” w Rio znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Karnawał w Rio (2012)

Rio de Janeiro, piaskowy "rzeźbiarz" na Copacabanie

Po kulminacji pobytu w Rio - czyli paradzie karnawałowej na Sambodromie, przyszedł czas na trochę spokoju. Ostatnie dwa dni spędziliśmy na spacerowym zwiedzaniu centrum miasta, plażowaniu i... szukaniu czynnej poczty :)

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Być w Rio de Janeiro w czasie karnawału i nie zobaczyć słynnej parady na Sambodromie to grzech. To tu odbywa się najbardziej widowiskowa część dorocznego święta, to tu szkoły samby walczą o zaszczyty i... przetrwanie. To tu "spala" się dziesiątki milionów dolarów w ciągu kilku nocy. Kolorowa zabawa jest w rzeczywistości ostrą walką o sławę i byt.

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Copacabana

Po raz pierwszy - i jedyny jak na razie - zdecydowaliśmy się zobaczyć atrakcje zwiedzanego miejsca z innej, niż z poziomu własnych nóg, perspektywy. Skorzystaliśmy z oferty jednego z miejscowych przewoźników i podziwialiśmy Rio de Janeiro z lotu ptaka, a dokładnie helikoptera.

 

Rio de Janeiro: Corcovado i pomnik Chrystusa Odkupiciela

Trzeci dzień w Rio de Janeiro to przede wszystkim wizyta u stóp ikony turystycznej miasta, czyli pod pomnikiem Chrystusa Odkupiciela na wzgórzu Corcovado. Ale nie tylko, bo zdążyliśmy też troszkę „poplażować” i odwiedzić kolejną plażę – Botafogo.

Karnawał w Rio, dzień 3 (poprzedni wpis: Rio de Janeiro: stadion Maracana i ogród zoologiczny). Zwiedzanie zwiedzaniem, ale jak się jest w Rio de Janeiro w środku tamtejszego lata, to plażowanie też jest punktem obowiązkowym programu. Trzeci dzień pobytu w Rio rozpoczęliśmy więc od wylegiwania się na plaży Ipanema, skwierczenia na słońcu i obserwacji plażowego życia tubylców. Generalnie nic do opowiadania, może poza kilkoma fotkami plażowych sprzedawców wszystkiego, wyjątkowo na brazylijskich plażach „fotogenicznych” :)

Plażowanie szybko się nudzi, więc zwinęliśmy się z piasku z zamiarem pospacerowania wzdłuż plaży i wybrzeża oceanu, co zaskutkowało wizytą na kończącym plażę Ipanema cypelku, zwanym Arpoador. Bardziej od cypla znana jest plaża Arpoador, leżąca obok niego – uznawana jest za mekkę surferów w Rio i jest miejscem wielu zawodów w tej jakże popularnej dyscyplinie w ciągu roku. Tu można znaleźć wypożyczalnie sprzętu czy wykupić lekcje surfingu.

Cypel, a w zasadzie wystająca z wody skała Arpoador, znana jest głównie z tego, że rozciągają się z niej świetne widoki na plażę Ipanema – to jedno z najlepszych miejsc do zrobienia sobie fotki na tle dłuuuugiej piaszczystej plaży. Wieczorami zaś Arpoador to świetna miejscówka do podziwiania zachodów słońca. Za skałą znajduje się maleńka plaża Diablo (czyli „diabelska plaża”), zazwyczaj w dzień słabo obłożona, za to wieczorami służąca miejscowej młodzieży jako miejsce do imprezowania – pewnie ze względu na to, że z obu stron jest osłonięta przez skały (z jednej Arpoador, z drugiej fort Copacabana) i daje możliwość swoistej „prywatności”.

Rio de Janeiro, plaża Ipanema

Rio de Janeiro, plaża Ipanema

Rio de Janeiro, przenośne "sklepy" na plaży Ipanema

Rio de Janeiro, przenośne „sklepy” na plaży Ipanema

Rio de Janeiro, promenada z charakterystycznym wzorkiem przy plaży Ipanema

Rio de Janeiro, promenada z charakterystycznym wzorkiem przy plaży Ipanema

Rio de Janeiro, widok na Ipanemę ze skały Arpoador

Rio de Janeiro, widok na Ipanemę ze skały Arpoador

Rio de Janeiro, skała Arpoador

Rio de Janeiro, skała Arpoador

Rio de Janeiro, plaża Diabo między Ipanemą a Copacabaną

Rio de Janeiro, plaża Diablo między Ipanemą a Copacabaną

Druga część dnia to już wycieczka na Corcovado, trzeba w końcu zobaczyć słynnego Jezusa Odkupiciela – choć w zasadzie w Rio ciężko go nie zobaczyć – góruje nad miastem i jest tłem na większości zdjęć, robionych w kierunku od oceanu wgłąb lądu. Ale statuę trzeba zobaczyć też z bliska. Na Corcovado nie da się dojechać miejskim metrem, trzeba skorzystać z autobusów miejskich (można oczywiście taksówką, ale co to za przygoda). Pod stację kolejki szynowej, wywożącej turystów pod pomnik dojechać można autobusem z okolic Copacabany, czeka nas więc spacerek z Ipanemy (kilka kilometrów), ale to sama przyjemność. O tym, jak „używać” transportu miejskiego w Rio de Janeiro, możecie przeczytać w osobnym wpisie.

Rio de Janeiro, w drodze na Corcovado

Rio de Janeiro, w drodze na Corcovado

Wyjście z autobusu pod stacją kolejki Cosme Velho na Corcovado oznacza zmasowany „atak” ze strony kierowców konkurencyjnych do kolejki taksówek. Atak oczywiście nie fizyczny, ale bardzo intensywny i mający nas błyskawicznie przekonać, że podróż kolejką nie ma sensu. I rzeczywiście, choć na dzień dobry „spuściliśmy na drzewo” obskakującego nas taksówkarza, to szybko się przekonaliśmy do powrotu do niego. Otóż w sezonie (a czas karnawału to jego szczyt w Rio) kolejka na Corcovado jest niesamowicie obłożona – do tego stopnia, że gdy przybyliśmy na stacyjkę, wyświetlacz głosił, że najbliższe dostępne bilety są na kurs za mniej więcej… 2 godziny (!). A do tego cenę kolejka też ma kosmiczną – bilety oscylowały coś około 45 BRL od osoby (czyli mniej więcej 90 PLN).

Koniec końców, wsiedliśmy do taksówki, w której oprócz nas znalazła się jeszcze para (dosłownie) męska – młody Brazylijczyk ze starszym Szwedem. Odjechaliśmy od razu, pomijając dwugodzinne czekanie na wagonik kolejki szynowej. No i zaoszczędziliśmy trochę – taxi w dwie strony (trochę kombinowane, o czym później) kosztowało nas po 25 BRL od osoby – czyli koszty o połowę niższe.

Wysiadamy z busa pod pomnikiem Chrystusa Odkupiciela

Wysiadamy z busa pod pomnikiem Chrystusa Odkupiciela

Odejdźmy trochę od roku 2012 – kilka zdań o historii pomnika Chrystusa Odkupiciela w Rio, zwanego tu „Cristo Redentor”, uznawanego za jeden z cudów nowego świata. Pomysł postawienia na wzgórzu Corcovado okazałego pomnika, upamiętniającego 100-lecie niepodległości Brazylii – jeszcze wtedy nie było decyzji, w jakiej formie i co konkretnie przedstawiającego, pojawił na początku lat 20-tych XX w., zaraz potem rozpoczęto w kościołach zbiórkę pieniędzy. W 1922 r., w ramach obchodów 100-lecia niepodległości, wbudowano kamień węgielny – wtedy już wybrany był projekt postaci Chrystusa z rozpostartymi ramionami – obejmował nimi miasto, a równocześnie witał przybywających do miasta gości.

Rio de Janeiro, ruchome schody pod pomnikiem Chrystusa Odkupiciela

Rio de Janeiro, ruchome schody pod pomnikiem Chrystusa Odkupiciela

Na sam pomnik trzeba było jednak poczekać aż 9 lat, kiedy to wykonana we Francji statua została przywieziona, złożona i odsłonięta w październiku 1931 r. Tu warto wspomnieć o polskim akcencie, związanym z pomnikiem – projektantem był bowiem Paul Landowski, francuski rzeźbiarz, syn Polaka, powstańca styczniowego. Matka Paula była Francuzką. Statua Chrystusa Odkupiciela jest dziś najsłynniejszym dziełem Landowskiego, choć w swoich czasach był bardzo, ale to bardzo cenionym artystą.

Rio de Janeiro, pomnik Chrystusa Odkupiciela

Rio de Janeiro, pomnik Chrystusa Odkupiciela

Jednym z jego innych ważniejszych osiągnięć był też złoty medal… olimpijski w Amsterdamie (1928 r.). Tak, tak, do 1948 r. równolegle z olimpiadami sportowymi odbywały się olimpiady artystyczne, na których przyznawano medale za działa związane tematycznie ze sportem – w pięciu „konkurencjach”: architektura, literatura, muzyka, malarstwo i rzeźba.

Wracamy do pomnika Chrystusa Odkupiciela – do listopada 2010 r. była to najwyższa na świecie tego typu budowla (statua 30 m, cokół 8 m), ale wtedy odsłonięto figurę Chrystusa Króla w… polskim Świebodzinie, o wysokości 36 m (nie ma cokołu, jest usypane sztuczne wzgórze). Jeśli jednak liczyć wysokość łącznie z cokołem (podstawą), to Chrystus z Rio jest nadal najwyższy – oczywiście do świebodzińskiej statuy zawsze można doliczyć 16 m pagórka pod pomnikiem, ale to już chyba przesada – wtedy do Chrystusa w Rio trzeba by doliczyć wysokość wzgórza Corcovado (710 m :-)) i jest po dyskusji :)

A co do kolejki szynowej, wożącej do dziś turystów na Corcovado – po raz pierwszy została uruchomiona już w 1884 r., za czasów cesarza Pedro II – wtedy jeszcze nie było tu pomnika. Pierwsza kolej była parowozem i była uznawana za techniczny cud, wożąc skład po bardzo stromym zboczu (długość trasy ze stacji Cosme Velho to ponad 3,8 km). W 1910 r. zamieniono kolej na elektryczną – była to pierwsza elektryczna kolej w całej Brazylii. Ostatnia zmiana miała miejsce w 1979 r., kiedy to po raz kolejny zmieniono skład, na bardziej nowoczesny i bezpieczny.

Rio de Janeiro, widok spod pomnika Chrystusa Odkupiciela

Rio de Janeiro, widok spod pomnika Chrystusa Odkupiciela

Rio de Janeiro, laguna Rodrigo de Freitas - widok spod pomnika Chrystusa Odkupiciela

Rio de Janeiro, laguna Rodrigo de Freitas – widok spod pomnika Chrystusa Odkupiciela

Rio de Janeiro, fawela Santa Marta - widok spod pomnika Chrystusa Odkupiciela

Rio de Janeiro, fawela Santa Marta – widok spod pomnika Chrystusa Odkupiciela

Rio de Janeiro, dzielnica Ipanema wraz z plażą - widok spod pomnika Chrystusa Odkupiciela

Rio de Janeiro, dzielnica Ipanema wraz z plażą – widok spod pomnika Chrystusa Odkupiciela

Jedziemy więc taksówką. Ten kurs był jedną z rzeczy, które najlepiej zapamiętaliśmy z karnawału w Rio. Opisywaliśmy już jazdę pod pomnik w jednym z poprzednich wpisów, ale powtórzymy. Trafił się nam kierowca – wariat, który ze stromej drogi w kształcie mocno zawijanej serpentyny urządził sobie połączenie toru wyścigowego z trasą turystyczną i cyrkiem po trochu. Trzymając jedną ręką kierownicę, wyprzedzał na serpentynach, nie używając za często hamulca (śmialiśmy się nerwowo, że może ich nie ma…) i tą jedną ręką równocześnie trąbiąc, dając znać żeby uważali ewentualni nadjeżdżający z przeciwka, zza zakrętu. Jedną ręką, bo równocześnie cały czas gadał do nas i drugiej używał do… pokazywania nam wszystkiego po drodze, machając nią za oknem… Było naprawdę wariacko – na tyle, że towarzysząca nam brazylijsko-szwedzka męska para skończyła kurs… trzymając się za ręce (a nie siedzieli obok siebie…). Prawdziwy folklor.

Rio de Janeiro, "Głowa Cukru" widziana z plaży Botafogo

Rio de Janeiro, „Głowa Cukru” widziana z plaży Botafogo

Jazda taksówką od jazdy kolejką różni się tym, że nie dojeżdża się pod sam pomnik (trasa kolejki kończy się na stacji Corcovado, z której pod pomnik można 220-toma schodami, windą lub ruchomymi schodami). Taksówki dojeżdżają na parking obok stacji kolejki Paineiras, gdzie trzeba wysiąść, kupić bilety na bus (jednocześnie są to bilety wejściowe do pomnika Chrystusa). Gdy bus się zapełni (w sezonie trwa to dosłownie chwilę), ruszamy w dalszą drogę, już pod stację Corcovado, gdzie wystarczy wjechać ruchomymi schodami do pomnika.

Taksówkarzowi zapłaciliśmy za kurs w obie strony, ale nie myślcie, że będzie on na Was czekał na parkingu, na którym Was wysadził. Pojedzie sobie z powrotem na dół, zostawiając Wam małe naklejki z numerkiem, które należy nakleić na ubranie. To swoisty identyfikator, który pozwoli Wam wrócić na dół – wsiada się do pierwszej lepszej taksówki jadącej na dół z parkingu Paineiras – wejściówką jest właśnie ta naklejka. Jak widać taksówkarze na Corcovado są nieźle zorganizowani – jedni jadą w górę, inni zabierają ludzi w dół – i tak na zmianę, nigdy nie jedzie się pustym.

OK, jesteśmy pod pomnikiem. Dlaczego warto tu wjechać ? Przede wszystkim dla widoków – ze wzgórza Corcovado (przed pomnikiem opada ono pionowo w dół – ponad 700 m pionowej ściany w dół) rozciąga się fenomenalny wprost widok na dowolną część Rio de Janeiro, także daleko w ocean. Jeśli nie traficie na mgłę lub nisko osiadające chmury, to można tu siedzieć i cieszyć oko dowolną ilość czasu. No i obowiązkowo – fotka ze statuą :) Oprócz kontemplowania panoramy brazylijskiego wybrzeża nie za bardzo jest tu co robić, poza ewentualnym wydawaniem pieniędzy w położonych przy stacji końcowej kolejki sklepikach z pamiątkami.

Jedną z okolic, które widać z poziomu Corcovado, jest fawela Santa Marta, malutka, zamieszkała przez ok.6 tys. osób fawela, ale z bogatą historią. Nazwa pochodzi od obrazu, znajdującego się w kaplicy w najwyższej części osiedla. Na początku XX w. osiedli tu robotnicy pracujący przy budowie kościoła oraz mieszkańcy okolicznych wsi po kryzysie na rynku kawy. Fawela Santa Maria była pierwszą, spacyfikowaną przez brazylijską policję w akcji oczyszczania osiedli z dealerów narkotykowych i przestępczości – wcześniej osiedlem rządzili bez przeszkód członkowie karteli narkotykowych. Od kilku lat w faweli stacjonuje na stałe duży oddział policji, a ulice są pod monitoringiem. Przestępczość spadła tak drastycznie, że w faweli bywały największe gwiazdy – swój teledysk („They don´t care about us”) kręcił tu Michael Jackson, bywała tu Madonna. Tu kręcono też sceny do m.in. „Szybkich i Wściekłych 5” czy „Hulka 2”.

Minusem szczytu sezonu na pewno są dzikie tłumy, obsiadujące statuę Chrystusa Odkupiciela. Trzeba się przeciskać przez ciżbę i naprawdę ciężko zrobić sensowne zdjęcie pomnika bez wcinających się obcych postaci czy głów. Także zrobienie zdjęć panoramy wymaga poczekania na zwolnienie się miejsce przy ogrodzeniu zewnętrznym. No, ale co zrobić – Corcovado jest po prostu „must be” – być w Rio i nie być pod statuą Chrystusa ? Nie da się.

Rio de Janeiro, plaża Botafogo

Rio de Janeiro, plaża Botafogo

Rio de Janeiro, przejście podziemne w okolicach plaży Botafogo

Rio de Janeiro, przejście podziemne w okolicach plaży Botafogo

Zjazd z Corcovado odbył się tak, jak to opisaliśmy już wcześniej. Ale wsiedliśmy w inny autobus i wylądowaliśmy (z rozmysłem) przy plaży w dzielnicy Botafogo. Chcieliśmy zobaczyć bowiem wzgórze „Głowy Cukru” z tej plaży – widzieliśmy ją ze szczytu na dawała nadzieję na niezłą panoramę wzgórza. Botafogo jest dzielnicą Rio, leżącą bezpośrednio nad Zatoką Guanabara – tą, do której przybyli 1 stycznia 1502 r. pierwsi portugalscy kolonizatorzy, uznając ją za ujście rzeki – i nazywając w związku z tym „styczniową rzeką” – Rio de Janeiro.

Rio de Janeiro, kościół Niepokalanego Poczęcia w dzielnicy Botafogo

Rio de Janeiro, kościół Niepokalanego Poczęcia w dzielnicy Botafogo

Kibicom piłkarskim zapewne nazwa kojarzy się jedynie z klubem piłkarskim, jednym z wielkiej czwórki w Rio (Fluminense, Flamengo, Vasco da Gama i Botafogo). W dzielnicy Botafogo nie ma wielkich atrakcji turystycznych czy znanych zabytków, w czasie naszego pobytu tylko ten jeden raz byliśmy w niej rozmyślnie (następnego dnia wylądowaliśmy tam przypadkiem w drodze powrotnej z ogrodu botanicznego, myląc autobusy). Ale niedaleko plaży udało nam się oglądnąć Igreja da Imaculada Conceição do Sagrado Coração de Jesus – kościół Niepokalanego Poczęcia, dość widowiskowy z zewnątrz. Gotycka budowla pochodzi z 1852 r., dwa lata później przy kościele otwarto także szkołę, historycznie pierwszą szkołę żeńską w Rio de Janeiro.

I na tym skończyły się atrakcje trzeciego dnia pobytu w Rio de Janeiro. Kolejny dzień wypełnią kolejne atrakcje. Odwiedzimy słynny Ogród Botaniczny, a przede wszystkim rozpoczyna się właściwy karnawał, na razie na ulicach miasta.

Pełna galeria zdjęć z wizyty pod pomnikiem Chrystusa Odkupiciela w Rio de Janeiro znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Karnawał w Rio (2012)

Rio de Janeiro, piaskowy "rzeźbiarz" na Copacabanie

Po kulminacji pobytu w Rio - czyli paradzie karnawałowej na Sambodromie, przyszedł czas na trochę spokoju. Ostatnie dwa dni spędziliśmy na spacerowym zwiedzaniu centrum miasta, plażowaniu i... szukaniu czynnej poczty :)

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Być w Rio de Janeiro w czasie karnawału i nie zobaczyć słynnej parady na Sambodromie to grzech. To tu odbywa się najbardziej widowiskowa część dorocznego święta, to tu szkoły samby walczą o zaszczyty i... przetrwanie. To tu "spala" się dziesiątki milionów dolarów w ciągu kilku nocy. Kolorowa zabawa jest w rzeczywistości ostrą walką o sławę i byt.

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Copacabana

Po raz pierwszy - i jedyny jak na razie - zdecydowaliśmy się zobaczyć atrakcje zwiedzanego miejsca z innej, niż z poziomu własnych nóg, perspektywy. Skorzystaliśmy z oferty jednego z miejscowych przewoźników i podziwialiśmy Rio de Janeiro z lotu ptaka, a dokładnie helikoptera.

 

 

Rio de Janeiro: stadion Maracana i ogród zoologiczny

Drugi dzień w Rio de Janeiro spędziliśmy zwiedzając najdalsze, licząc od naszego hotelu atrakcje miasta. Hitem dnia miały być odwiedziny słynnego piłkarskiego stadionu Maracana, plan na resztę dnia zakładał wizytę w miejskim ogrodzie zoologicznym.

Karnawał w Rio, dzień 2 (poprzedni wpis: Przywitanie z Rio de Janeiro). Pierwszego dnia w Rio pocieszyliśmy się trochę lutowym upałem i przywitaliśmy się ze słynnymi plażami Ipanema i Copacabana. Zdążyliśmy też „zaliczyć” pieszą wycieczkę z Ipanemy na „Głowę Cukru” (Pão de Açúcar). Teraz czas zacząć zwiedzać Rio „na poważnie”. Na pierwszy ogień, jak przystało na kibica piłkarskiego, poszła świątynia światowego futbolu, czyli słynna Maracana.

Historia Maracany zaskakująco wiąże się z historią… karnawału w Rio, a to przez osobę patrona stadionu, Mário Filho. Oficjalna nazwa stadionu to bowiem: Estádio Jornalista Mário Filho, która to nadana została w 1966 r. O tym za chwilę. Sam stadion był budowany specjalnie jako arena Mistrzostw Świata w 1950 r. i od początku zakładano budowę największego stadionu piłkarskiego na świecie. Ciekawostka – od wbudowania kamienia węgielnego do planowanego meczu otwarcia było niecałe 2 lata i oczywiście Brazylijczycy nie zdążyli. Pomimo, że stadion wciąż wyglądał jak plac budowy, FIFA zezwoliła na grę i 24 czerwca 1950 r. odbył się tu mecz otwarcia mistrzostw, jednak obcięto liczbę widzów do 81.000.

Rio de Janeiro, stadion Maracana

Rio de Janeiro, stadion Maracana

Rio de Janeiro, stadion Maracana

Rio de Janeiro, stadion Maracana

Rio de Janeiro, stadion Maracana, tablica informująca o przebudowie przed MŚ 2014

Rio de Janeiro, stadion Maracana, tablica informująca o przebudowie przed MŚ 2014

Rekord frekwencji na Maracanie padł w czasie meczu finałowego (Brazylia przegrała wtedy z Urugwajem 1-2, co stało się narodową traumą, którą pobiła chyba dopiero ta z Belo Horizonte w 2014 r., kiedy to Brazylia przegrała w półfinale kolejnych brazylijskich Mistrzostw Świata z Niemcami aż 1-7), gdy oficjalnie zmierzono aż 199.854 widzów z biletami. Podkreślamy – „z biletami” – bo w Brazylii spora część widzów jakimś cudem wchodzi na stadion bez nich. Nieoficjalnie mówi się, że łącznie na Maracanie podczas finału w 1950 r. było aż 210.000 kibiców.

Jak już mistrzostwa się skończyły, spadła determinacja Brazylijczyków od ukończenia stadionu, nazywanego wtedy oficjalnie Maracana, od nazwy małej rzeczki, nad którą został wybudowany. Oficjalnie ukończenie stadionu nastąpiło dopiero 15 lat po mistrzostwach, w 1965 r. I teraz wróćmy do osoby Mário Filho – kiedy zmarł od w 1966 r., władze uhonorowały pamięć po nim, zmieniając nazwę Maracany. Ale i tak wszyscy nadal nazywają stadion starą nazwą.

Kim był Mário Filho ? Najsłynniejszym chyba brazylijskim dziennikarzem sportowym, autorem wielu książek o tematyce piłkarskiej. Urodzony jako syn dziennikarza, poszedł jego śladem, pracując początkowo w gazetach należących do ojca, by szybko wyspecjalizować się w tematyce sportowej. To on podniósł derbowe spotkania do rangi wielkiego wydarzenia, a używana do dziś nazwa najsłynniejszych z nich – „Fla-Flu” (Flamengo – Fluminense) także jest jego autorstwa. Mário Filho był także założycielem (1931 r.) najstarszej sportowej gazety w Brazylii, przez niektórych uważaną za jedną z najstarszych na całym świecie.

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Ale ma Mário Filho też niezwykle znaczący wkład w historię… karnawału w Rio. Otóż, choć sam pomysł przypisuje się innemu dziennikarzowi, to właśnie Mário Filho zorganizował w 1932 r. pierwszy konkurs szkół samby w Rio de Janeiro. Pomysł był bardzo przyziemny – pomiędzy kolejnymi turami rozgrywek piłkarskich jego gazeta bardzo traciła na poczytności i chcąc ją utrzymać, zorganizował sponsorowany przez gazetę uliczny konkurs. Dziś ten „konkurs” jest największą atrakcją turystyczną w Rio i przyciąga co roku setki tysięcy przybyszów z całego świata. A mało kto wie, że powstał za sprawą nieznanego poza Brazylią dziennikarza, chcącego chronić interesy swojej gazety.

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie, koszulka Pele, odcisk stóp Garrinchy

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie, koszulka Pele, odcisk stóp Garrinchy

Wracamy do historii Maracany. Nie remontowany stadion częściowo zawalił się w 1992 r. podczas meczu (3 osoby zginęły), po czym mocno ograniczono jego pojemność. Był remontowany na początku XXI w., ale prawdziwy remont rozpoczęto dopiero po przyznaniu Brazylii organizacji kolejnych Mistrzostw Świata w 2014 r. Maracanę praktycznie zburzono, stawiając trybuny niemal od podstaw. I właśnie w trakcie przebudowy Maracany trafiliśmy na nią my. Co oznaczało tyle, że nie mogliśmy zobaczyć wnętrza stadionu – zresztą i tak widok był nieciekawy – kilka dni później zobaczyliśmy go z poziomu helikoptera. Po przebudowie, dziś stadion mieści „jedynie” 75 tys. widzów.

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie, statuetka Zico

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie, statuetka Zico

Maracana była także miejscem wielu innych, poza meczami piłkarskimi, wydarzeń. Koncertowały tu wszystkie największe gwiazdy muzyki, nierzadko dla niespełna 200-tysięcznej widowni. Za „polonica” można uznać fakt, że mszę na Maracanie odprawiał papież Jan Paweł II. Dziś mecze piłkarskie na Maracanie rozgrywają najważniejsze kluby z Rio de Janeiro (szczególnie mecze derbowe): Botafogo, Flamengo, Fluminense i Vasco da Gama. Mecze te są także atrakcją turystyczną.

Na Maracanę z centrum Rio da się łatwo dojechać metrem – ma ono stację o nazwie „Maracana” w odległości krótkiego pieszego spaceru od stadionu. Z racji trwającej przebudowy, w lutym 2012 r., mogliśmy jedynie zrobić sobie zdjęcia przed główną bramą areny. Okrążając ją dookoła, trafiliśmy na jedyną otwartą część Maracany – Muzeum Futbolu. Muzeum to poświęcone jest w całości triumfom reprezentacji Brazylii i jej najsłynniejszym piłkarzom – nie ma tam nic o brazylijskiej piłce klubowej.

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, tak pracowano przy przebudowie Maracany w lutym 2012 :)

Rio de Janeiro, tak pracowano przy przebudowie Maracany w lutym 2012 :)

Muzeum Futbolu na Maracanie to niewielki budynek, wystawy to przede wszystkim zdjęcia oraz pamiątki po najsłynniejszych brazylijskich piłkarzach. Najważniejszym elementem są odciski stóp gwiazd (głównie brazylijskich) piłki kopanej, do których można „przymierzyć” własne nogi. W muzeum znajdziemy m.in. koszulki Pele i Garrinchy oraz zdjęcia wszystkich brazylijskich reprezentacji, które zdobyły mistrzostwo świata. Polacy na pewno zwrócą także uwagę na pamiątkową tablicę, upamiętniającą pierwszą wizytę w Brazylii (1980 r.) papieża Jana Pawła II. Wstęp do muzeum jest płatny (3 BRL w 2012 r.)

W okolicach Maracany – można ją zobaczyć spod stadionu, z bliższej odległości nie polecamy – znajduje sie Mangueira – trzecia pod względem wieku fawela, czyli dzielnica biedoty, w Rio de Janeiro. O fawelach słyszał każdy kto wie coś o Brazylii. Mangueira, której nazwa pochodzi od drzew mango, porastających kiedyś ten teren, w pełni wpisuje się w stereotyp – zamieszkała przez ludność o bardzo niskim statusie materialnym, tworzy swoje „getto”, zamknięty teren, rządzony od wewnątrz przez gangi narkotykowe. W faweli Mangueira mieszka wg szacunków ok.20 tys. ludzi. Historycznie znana jest ona głównie ze szkoły samby („Mangueira”, założona w 1928 r.), jednej z najstarszych i najbardziej znanych, uczestniczącej już w pierwszym karnawale w 1932 r., oraz z tego, że była (nie wiemy jak jest teraz) jedną z ostatnich faweli, znajdujących się całkowicie poza kontrolą władz miejskich.

W 2011 r. siły policyjne rozpoczęły „oczyszczanie” faweli z dilerów narkotykowych, rządzących nimi. Dotknęło to także Mangueirę, w której akcja rozpoczęła się niedługo przed naszym przyjazdem do Rio – pod koniec 2011 r. Znaleziono tam m.in. dowody na sprowadzenie i sprzedaż ponad 4 ton narkotyków. Mangueirę planowano częściowo wyburzyć, na rzecz budowy kompleksu hotelowego obok Maracany, co spowodowało gwałtowne protesty mieszkańców.

Rio de Janeiro, fawela Mangueira

Rio de Janeiro, fawela Mangueira

Rio de Janeiro, okazałe wejście do Ogrodu Zoologicznego

Rio de Janeiro, okazałe wejście do Ogrodu Zoologicznego

Rio de Janeiro, okazałe wejście do Ogrodu Zoologicznego

Rio de Janeiro, okazałe wejście do Ogrodu Zoologicznego

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Drugą atrakcją dnia miał być Ogród Zoologiczny w Rio de Janeiro, położony naprzeciwko Maracany, wewnątrz parku o nazwie Qunita de Boa Vista. Park ten, jak i samo ZOO sąsiadują z… fawelą Mangueira, co brzmi szczególnie paradoksalnie, gdy wspomnieć, że w Qunita de Boa Vista stał w czasach proklamowania niepodległości Brazylii… pałac cesarza (dziś mieści się tu Muzeum Narodowe). Tu pałac, a obok fawela. Ot, Rio.

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Ogród Zoologiczny w Rio ma niezwykle widowiskowe wejście – dużą kolumnadę, pochodzącą z początków XIX w., ufundowaną przez jednego z angielskich lordów cesarzowi Pedro I i jego żonie w prezencie ślubnym (1817 r.).  Syn tego cesarza, Pedro II, także władca Brazylii, mianował baronem człowieka, który odkupił ziemie, na których znajduje się dziś ZOO, od jego córki. Dał mu też prawo importu zwierząt, dzięki czemu baron wybudował i otworzył w 1888 r. ogród zoologiczny. W następnym roku monarchia jednak upadła i skończyły się dobre czasy barona.

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

I tu zaczyna się kolejna pasjonująca historia, trwająca do dziś. Otóż baron Drummond, straciwszy poparcie i pieniądze władcy, znalazł sposób na pozyskiwanie funduszy na utrzymanie ZOO. Mianowicie rozkręcił loterię wśród kupujących bilety do ogrodu. Każde z 25 zwierząt miało przypisane cztery cyfry (1-100), a baron raz dziennie wywieszał flagę z losowo wybranym zwierzęciem i przypisanym mu numerem. Ci, którzy ten numer mieli na bilecie, wygrywali 20-krotność jego wartości.

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Szybko okazało się, że loteria „wyszła poza ZOO”, stała się synonimem ogólnokrajowej loterii, która, co ciekawe, nigdy nie została zalegalizowana. Były nawet próby oficjalnej delegalizacji, ale spełzły na niczym – jej popularność jest tak ogromna, że władze doszły do wniosku, że lepiej przymknąć oko, niż tracić dochody. I tak „jogo do bicho” jest dziś niemal „narodową” loterią, „losy” z wizerunkami zwierząt powszechnie sprzedaje się na ulicach, a za wylosowane cyfry uznaje się ponoć dwie ostatnie z losowania oficjalnej loterii państwowej. Ciemną stroną pozostaje źródło finansowania i kierunek w którym uciekają wpływy z loterii, często związane ze światem przestępczym.

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Bukmacherzy znaleźli sposób na zapewnienie sobie poparcia społeczeństwa – zaczęli sponsorować szkoły samby, uczestniczące w dorocznym karnawale. Ewentualne zamknięcie loterii groziłoby więc krachem szkół i karnawału, a to naprawdę ciężko sobie wyobrazić. Dziś szepta się, że większość dyrektorów największych szkół samby macza palce w loterii, nierzadko zdarzają się walki wewnętrzne pomiędzy nimi, kończące się nawet morderstwami. Członkowie sądów, toczących sprawy przeciwko „baronom” loteryjnym nieczęsto także mają niebezpieczne życie.

Tak czy owak, baron Drummond ratując swoje ZOO, niechcący stworzył potężną machinę, działającą do dziś. „Gra w zwierzęta” cieszy się powszechnym zaufaniem, w badaniach większym niż instytucje rządowe, np. policja.

Wracamy do ZOO w Rio de Janeiro. Zajmuje ono powierzchnię 138 tys. m2 i jest domem dla ok.2500 zwierzaków, należących do 350 gatunków. Gwiazdami tutaj są rzadkie gatunki małp południowoamerykańskich, ale największą popularnością wśród odwiedzających, jak w każdym chyba ZOO, cieszą się oczywiście słonie, żyrafy, lwy, tygrysy czy hipopotamy. Ogród zoologiczny w Rio nie jest wcale największym w Brazylii, nie może się poszczycić też największą liczbą zwierząt, ale pomimo to jest najbardziej popularnym ZOO w tym kraju i staje się powoli kolejną atrakcją turystyczną miasta.

Generalnie ZOO w Rio to przede wszystkim duże kolekcje ptaków i małp. Oraz oczywiście wyżej wspomniane „must have”. Nie ma w nim nic specjalnego, ot normalne, statystyczne ZOO. Wstęp kosztuje 6 BRL. A przy okazji można pospacerować po parku Qunita de Boa Vista.

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Egzotyczne zakupy owocowe: atemoya, fruta do conde, goiaba i mango

Egzotyczne zakupy owocowe: atemoya, fruta do conde, goiaba i mango

Owoc atemoya

Owoc atemoya

Owoc fruta do conde

Owoc fruta do conde

Owoc goiaba

Owoc goiaba

Trochę przygód mieliśmy z taksówkarzami – wymyśliliśmy sobie bowiem powrót na stację metra taksówką. Ale chyba nie zdołaliśmy wytłumaczyć tego taksówkarzowi, bo zawiózł nas pod jakąś halę targową w dzielnicy Sao Cristovao, w dość nieciekawej okolicy. Jak najszybciej łapaliśmy kolejne taxi, które tym razem zawiozło nas do upragnionej stacji metra „Maracana”, ale znów na koniec pojawił się problem ze zrozumieniem – taksówkarz (oczywiście po portugalsku) usiłował nam wyjaśnić, żeby poszukać drobnych, bo z banknotu nie ma wydać. Ale tak nam tłumaczył, że w ząb nie rozumieliśmy… Zeszło nam dobre parę minut.

Wieczorem udaliśmy się jeszcze do znanego nam już, sąsiadującego z hotelem Mar Ipanema, supermarketu Zona Sul, na polowanie na egzotyczne owoce. No i mieliśmy potem czas na degustację: atemoyi, fruta do conde czy goiaby. Przy nich niemal „sztampowe” wydawało się jedzenie mango…

A następnego dnia czekała na nas jedna z największych atrakcji Rio de Janeiro – wzgórze Corcovado i pomnik Chrystusa Odkupiciela.

Pełna galeria zdjęć ze stadionu Maracana i Ogrodu Zoologicznego w Rio de Janeiro znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Karnawał w Rio (2012)

Rio de Janeiro, piaskowy "rzeźbiarz" na Copacabanie

Po kulminacji pobytu w Rio - czyli paradzie karnawałowej na Sambodromie, przyszedł czas na trochę spokoju. Ostatnie dwa dni spędziliśmy na spacerowym zwiedzaniu centrum miasta, plażowaniu i... szukaniu czynnej poczty :)

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Być w Rio de Janeiro w czasie karnawału i nie zobaczyć słynnej parady na Sambodromie to grzech. To tu odbywa się najbardziej widowiskowa część dorocznego święta, to tu szkoły samby walczą o zaszczyty i... przetrwanie. To tu "spala" się dziesiątki milionów dolarów w ciągu kilku nocy. Kolorowa zabawa jest w rzeczywistości ostrą walką o sławę i byt.

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Copacabana

Po raz pierwszy - i jedyny jak na razie - zdecydowaliśmy się zobaczyć atrakcje zwiedzanego miejsca z innej, niż z poziomu własnych nóg, perspektywy. Skorzystaliśmy z oferty jednego z miejscowych przewoźników i podziwialiśmy Rio de Janeiro z lotu ptaka, a dokładnie helikoptera.

 

 

Przywitanie z Rio de Janeiro

Z czym kojarzy się Wam Rio de Janeiro ? Pewnie z Copacabaną, Maracaną, Chrystusem Odkupicielem, a na pewno ze słynnym karnawałem. Ale kto wie, że Rio było w historii jedyną, leżącą poza Europą, stolicą… europejskiego kraju ? :) Zapraszamy na przywitanie z Rio de Janeiro.

Karnawał w Rio, dzień 1 (poprzedni wpis: Komunikacja w Rio – metro, autobusy, taksówki i… internet). Do Rio lecieliśmy w Walentynki 2012 r., z Krakowa, z przesiadką we Frankfurcie. Sam lot nie miał wielkiej historii, no może poza pierwszym naszym zetknięciem z nie-tanią linią lotniczą, i to na odcinku długodystansowym, czyli z posiłkami, poduszkami, kocami, zestawami szczoteczka – pasta – jakieś skarpety, no i z systemem video w zagłówkach, a nawet z widokiem z kamery podwieszonej pod samolotem – ta ostatnia dała nam trochę emocji przy lądowaniu – chyba jednak wolelibyśmy tego momentu nie oglądać w widoku spod samolotu.

W Rio wylądowaliśmy dnia następnego ok. godziny piątej rano i od razu dała się odczuć niezwykle przyjemna zmiana klimatu. Z -10C w Krakowie trafiliśmy do +24C o piątej rano w Rio. Szybka zmiana garderoby na letnią i jesteśmy gotowi na podbój Brazylii. Tak jak pisaliśmy już we wpisie „organizacyjnym”, na lotnisku czekał już na nas kierowca z biletami na karnawał – blisko godzina jazdy i wysiadamy pod hotelem Mar Ipanema, jakieś 100-150 m (jedna przecznica) od słynnej piaszczystej plaży Ipanema, sąsiadującej z Copacabaną. Hotel sprawił się na medal, zaoferował z miejsca wcześniejsze zameldowanie (była 6-ta rano) bez żadnych dodatkowych kosztów. Przechowano nam bagaże i poproszono o godzinę czasu na przygotowanie pokoju. Na „dzień dobry” odbyliśmy więc krótki spacer – niespodzianka – nie na plażę, a nad jezioro (lagunę) Rodrigo de Freitas.

Rio de Janeiro, laguna Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro, laguna Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro, laguna Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro, laguna Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro, laguna Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro, laguna Rodrigo de Freitas

Ale na początek dawka wiedzy o Brazylii i samym Rio. Brazylia, jedno z największych państw świata (5. pozycja), zajmująca prawie połowę powierzchni Ameryki Południowej, zamieszkała dziś przez ponad 200 milionów ludzi, jest państwem bardzo młodym. Niepodległość ogłosiła „dopiero” w 1822 r., wcześniej będąc kolonią portugalską. Odkryta została przez Portugalczyków właśnie, ok.1500 roku, wcześniej zamieszkiwały ją prymitywne, wędrowne lub pół-koczownicze plemiona indiańskie, które potem stały się dla „białych” tanią siłą roboczą lub wręcz siłą niewolniczą. Nie nadawali się jednak do ciężkiej, niewolniczej pracy (masowo umierali), więc do Brazylii zaczęto sprowadzać niewolników z Afryki. Sama nazwa kraju pochodzi podobno od „brazyliny”, czerwonego barwnika, pozyskiwanego ze specjalnego gatunku drzew, które były pierwszym bogactwem kraju.

Potem stopniowo odkrywano nowe „bogactwa” – trzcinę cukrową, złoto, diamenty i wreszcie bawełnę. Cała gospodarka kraju przez wieki opierała się na wykorzystywaniu przez kolonistów miejscowej ludności oraz sprowadzanych tu niewolników do rabunkowej czasem eksploatacji dobrodziejstw regionu. Tak naprawdę „cywilizacja” nadeszła dopiero w połowie XVIII w. Wtedy to nieco uregulowano miejscową administrację, a państwo uzyskało status „wicekrólestwa” portugalskiego – panował portugalski „wicekról”, rodzaj namiestnika. Stopniowo zaczęły wybuchać powstania przeciwko kolonistom.

Przełom nastąpił w 1807 r., kiedy to do Brazylii przyjechał portugalski król wraz z całym dworem, uciekając z Europy przed Napoleonem. Na czas jego pobytu, aż do 1821 r., Rio de Janeiro stało się formalną stolicą Portugalii. Ten okres to czas prawdziwego skoku cywilizacyjnego – zakładano gazety, banki, teatry i szkoły. Król ogłosił Brazylię królestwem, aczkolwiek połączonym nadal z Portugalią. Wyjechał, zostawiwszy na tronie swojego syna, Pedro, który już w 1822 r. zerwał unię z Portugalią, ogłaszając niepodległość Brazylii, a sam mianując się cesarzem. Wkrótce potem kraj otrzymał konstytucję.

Rio de Janeiro, plaża Ipanema. "Idzie luty, zdejmuj buty" :-)

Rio de Janeiro, plaża Ipanema. „Idzie luty, zdejmuj buty” :-)

Rio de Janeiro. Kanał łączący ocean z laguną Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro. Kanał łączący ocean z laguną Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro, laguna Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro, laguna Rodrigo de Freitas

XIX w. to okres, kiedy Brazylia stała się gigantem w produkcji kawy, aczkolwiek do pracy na plantacjach musiano szukać wolnych ludzi, bo w 1888 r. w kraju oficjalnie zniesiono niewolnictwo. Rok później obalono cesarza i utworzono republikę. Brazylia weszła w okres gospodarczej prosperity, co ściągało do niej ogromne ilości imigrantów z Europy i Azji. Czas ten trwał w zasadzie aż do końca I wojny światowej. Czasy niewolnictwa oraz okres napływu imigrantów istotnie przełożyły się na zróżnicowanie etniczne dzisiejszych Brazylijczyków, ale o tym za chwilę. Dziś Brazylia to imperium kawy, a także bogactwa naturalne – z tego kraj żyje, nie licząc rolnictwa. Religia to przede wszystkim rzymsko-katolicyzm i protestantyzm.

Teraz trochę o etnicznych Brazylijczykach. Tydzień w Rio dał nam czas na obserwację i końcową konkluzję – nie ma jednego typu Brazylijczyka. Brazylijczycy to naród niesamowicie wprost wymieszany i różnorodny i pod względem koloru skóry i pod względem typu urody. Piękne białe Brazylijki, które Wam pokazuje telewizja na trybunach stadionów piłkarskich to tylko utrwalony w głowach stereotyp.

Ale jak tu się dziwić, skoro rdzennym mieszkańcom, czyli Indianom, Portugalczycy najpierw „podsuwali” białych kryminalistów, przywożonych tu w celu „asymilacji” z miejscowymi (taki sposób na kolonizację), a potem przywieźli masę czarnych niewolników z Afryki. Na koniec dojechała armia białych Europejczyków i miliony Azjatów. Wszystkie te rasy nie tylko koegzystowały obok siebie, ale rozpoczęły wzajemne „krzyżowanie” się. Byli i są więc i mulaci i potomkowie rodzin indiańsko-europejskich czy indiańsko-afrykańskich. I nadal ten tygiel się miesza, tworząc kolejne kombinacje na kolejnych poziomach. To wszystko sprawia, że Brazylia to kraj multi-etniczny i multi-kulturowy. I to widać na każdym kroku na ulicach Rio de Janeiro.

Szczególnie widoczna jest obecność obywateli pochodzenia azjatyckiego, co na początku mocno nas zaintrygowało. Na tyle, żeby poszukać, skąd wzięło się to zjawisko. No i okazuje się, że na przełomie XIX / XX w. to Brazylia była gospodarczym mocarstwem, a w takiej Japonii na przykład bardzo źle się działo, co powodowało ogromny „najazd” Japończyków na Brazylię. Przybyło wtedy kilkaset tysięcy imigrantów z tego kraju, a dziś japońską „kolonię” w Brazylii szacuje się na 1-2 miliony ludzi, co sprawia, że jest to największa grupa Japończyków poza Japonią. W odróżnieniu jednak od innych regionów świata, w Brazylii Azjaci ładnie wtopili się w naród, nie tworząc specjalnie własnych, zamkniętych społeczności czy osiedli.

Dzięki tej silnie obecnej kulturze, pochodzącej z Azji, np. w sklepach w Rio najbardziej widocznym „silnym” alkoholem jest sake, którą dzięki temu mieliśmy okazję po raz pierwszy smakować.

Rio de Janeiro, plaża Copacabana

Rio de Janeiro, plaża Copacabana

Rio de Janeiro, plaża Copacabana

Rio de Janeiro, plaża Copacabana

Rio de Janeiro, plaża Copacabana

Rio de Janeiro, plaża Copacabana

Rio de Janeiro, promenada przy plaży Copacabana

Rio de Janeiro, promenada przy plaży Copacabana

A teraz o samym Rio. Kiedy wpływał tu w 1502 r. pierwszy portugalski, nie było żadnych osiedli. Miejsce nazwane zostało „rzeką styczniową” (był 1 stycznia 1502 r.), bo uznane zostało za ujście rzeki do morza. Miasto zaczęto budować dopiero 60 lat później, a kolejne 200 lat później, gdy w Brazylii znaleziono złoto, Rio stało się stolicą kolonii portugalskiej, ze względu na port, przydatny do transportu kruszcu. Było nią aż do 1960 r., kiedy to Brazylia ufundowała sobie nową stolicę, nowo wybudowane miasto Brasilia.

Dziś Rio to turystyczna ikona Brazylii, do czego walnie przyczyniają się piękne i słynne na cały świat plaże (Copacabana, Ipanema, Leblon) i ogromna infrastruktura turystyczna wybudowana dookoła nich. To tu w zasadzie przeniosło się centrum miasta, kiedyś historycznie umiejscowione nad zatoką Baia de Guanabara, czyli tam gdzie wpłynęli pierwsi odkrywcy tego miejsca.

No i karnawał, czyli wielka fiesta przed zbliżającym się Wielkim Postem, odbywający się we wszystkich miastach Brazylii (i nie tylko) w weekend przed Środą Popielcową, wymyślony właśnie w Brazylii przez dawnych portugalskich osadników (XVIII w.). W Rio dorocznie odbywa się największy karnawał, przyciągający (tak jak nas) setki tysięcy turystów każdego roku. No i jeden z cudów nowego świata – pomnik Chrystusa Odkupiciela, do niedawna najwyższy na świecie – zdetronizowany przez nasz świebodziński „cud”, zaprojektowany przez artystę polskiego pochodzenia. No i Maracana, największy stadion piłkarski na świecie. No i, no i, no i… Rio atrakcji ma wiele, choć niewiele tych historycznych, bo i miasto byt stare nie jest, a rozwinęło się na dobre praktycznie dopiero od XVIII wieku.

Wewnętrznie w Brazylii trwa cicha rywalizacja pomiędzy Rio de Janeiro i całkiem nieodległym Sao Paulo. Turyści mogą to zobaczyć w relacjach z karnawału – oba miasta rywalizują pod katem „wielkości” swojego karnawału. Mieszkańcy obu miast mają podobno o sobie niskie mniemanie – mieszkańcy Rio uważani są za imprezowiczów, spędzających życie na plaży, a ci z Sao Paulo (do morza mają kilkadziesiąt kilometrów) za wiecznie pracujących, nudnych krawaciarzy. Śmieszne i niegroźne. A jako że Brazylia to też futbol, wspomnieć musimy, że z Rio de Janeiro wywodzą się m.in. Zico, Romario i Ronaldo, z miastem silnie związany był Garrincha. Tu także urodził się słynny brazylijski pisarz, Paulo Coelho.

Rio de Janeiro, hotel Copacabana Palace przy plaży Copacabana

Rio de Janeiro, hotel Copacabana Palace przy plaży Copacabana

Rio de Janeiro, bary przy plaży Copacabana

Rio de Janeiro, bary przy plaży Copacabana

OK, no to jesteśmy już Rio. Na początek szybkie zapoznanie z okolicą, w ramach oczekiwania na możliwość zameldowania w hotelowym pokoju. Pierwsze kroki kierujemy nad jezioro, nad którym przejeżdżaliśmy z lotniska – lagunę Rodrigo de Freitas, swoją nazwę zawdzięczającą XVIII-wiecznemu portugalskiemu kawalerzyście, należącemu do rodziny właścicieli ziem dookoła laguny w ówczesnych czasach. Dziś laguna to popularne miejsce rekreacji, otoczona zielenią i miejscami do gier i zabaw, a także długą ścieżką rowerową. Laguna oddziela region plaż Ipanema i Leblon od wzgórza Corcovado z pomnikiem Chrystusa Odkupiciela – można tu sobie zrobić pierwsze zdjęcia na tle pomnika. Z oceanem łączy lagunę wąski kanał, dzięki któremu w czasie przypływu słona woda wlewa się do jeziora.

Rio de Janeiro, Pão de Açúcar ("głowa cukru")

Rio de Janeiro, Pão de Açúcar („głowa cukru”)

Czas wreszcie zobaczyć słynne plaże i ocean w Rio, skręcamy więc na Ipanemę – pierwsze przywitanie z piaskiem i… lodowatą wodą oceanu. Aczkolwiek sam spacer po plaży, w upale, w lutym jest dla nas wydarzeniem. A potem wracamy do hotelu – czas wreszcie wkroczyć do pokoju i odpocząć po jakby nie było, długich kilkunastu godzinach lotu i średnim wyspaniu się w samolocie z Frankfurtu.

Rio de Janeiro. Woda kokosowa jest dobra w upale nawet bez kaca :)

Rio de Janeiro. Woda kokosowa jest dobra w upale nawet bez kaca :)

Już po południu (czasu lokalnego) rozpoczynamy zwiedzanie Rio. Na pierwszy ogień idzie, położona, patrząc od naszego hotelu, za Ipanemą, najsłynniejsza plaża świata, czyli Copacabana. Długa na 4 km, szeroka i piaszczysta, w sezonie bywa zatłoczona jak plaża we Władysławowie :) Aczkolwiek tutaj spora część gości spędza czas aktywnie (siatkówka, piłka plażowa itp.), a stosunkowo mała kąpie się w oceanie (zapewne przez temperaturę tejże). Od strony lądu przy Copacabanie przez całą jej długość prowadzi okazała promenada z chodnikiem, wyłożonym charakterystycznym wzorem – biało-czarnymi falami. Wzór ten jest dziś „wizytówką” Copacabany, jej znakiem rozpoznawczym. Plaża Ipanema ma swój własny, inny wzorek na chodnikach, już nie tak znany.

Biało-czarne „fale” Copacabany można znaleźć na większości turystycznych gadżetów, do kupienia także bezpośrednio przy promenadzie (kubki, koszulki, ręczniki itp.). Przy promenadzie można także przysiąść na chwilę i schłodzić się wodą kokosową, pitą bezpośrednio ze schłodzonego kokosa. Kokosy te nie są jeszcze dojrzałe, dzięki czemu zawierają dużą ilość płynu zamiast miąższu. Do kokosa dostaje się w komplecie rurkę i można się przy stoliku podelektować i smakiem i widokiem Copacabany. Specjał kosztuje niewielkie pieniądze. Woda kokosowa ma ponoć właściwości lecznicze, a także – jak mówi Wikipedia – „łagodzi skutki przedawkowania etanolu” – czyli leczy kaca :)

Rio de Janeiro, plac General Tibúrcio ze stacją kolejki na Pão de Açúcar

Rio de Janeiro, plac General Tibúrcio ze stacją kolejki na Pão de Açúcar

Rio de Janeiro, Pão de Açúcar - widok z wagonika kolejki linowej

Rio de Janeiro, Pão de Açúcar – widok z wagonika kolejki linowej

Rio de Janeiro, wystawa historyczna kolejki linowej na Pão de Açúcar, przy stacji pośredniej

Rio de Janeiro, wystawa historyczna kolejki linowej na Pão de Açúcar, przy stacji pośredniej

Rio de Janeiro, taras widokowy na Pão de Açúcar

Rio de Janeiro, taras widokowy na Pão de Açúcar

Copacabana jest co roku pokazywana w Sylwestra – odbywa się tu huczne świętowanie Nowego Roku w tłumie ok. 2 milionów (i więcej) uczestników. Sylwester w Rio staje się coraz bardziej konkurentem karnawału pod katem liczby ściągających tu turystów. A’propos imprez – to na Copacabanie odbywają się te największe na świecie, jak choćby Sylwestrowy koncert Roda Stewarta w 1994 r. (3,5 mln uczestników) czy Światowe Dni Młodzieży z papieżem Franciszkiem (3 mln). W czasie karnawału promenada jest zamykana wieczorami i odbywa się tu codziennie (tak jak i na Ipanemie i w całym centrum Rio oraz każdej jego dzielnicy) całonocna impreza.

Plaża Copacabana na swych końcach ma dwa rozpoznawalne punkty – na styku z Ipanemą jest to fort Copacabana, dziś muzeum marynarki, a na przeciwległym końcu nie sposób nie zauważyć okazałego wzgórza, nazwanego Głową Cukru – Pão de Açúcar. Moczymy na Copacabanie nóżki w oceanie (wyszło wierszem niechcący :-)), robimy pierwsze fotki plaży i idziemy dalej wzdłuż promenady. Podziwiać tu można m.in. hotel Copacabana Palace – ponoć najlepszy i najbardziej luksusowy hotel Ameryki Południowej, oczywiście 5-gwiazdkowy, działający od 1923 r. Lista byłych gości może przyprawić o ból głowy – Michael Jackson, Madonna, Marylin Monroe i wielu, wielu innych, równie sławnych.

Głowa Cukru jest ostatnim celem pierwszego dnia w Rio de Janeiro. Strome wzgórze wznoszące się na wysokość prawie 400 m nad oceanem jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów Rio. Kiedyś służyło jako punkt orientacyjny, dziś jest „tarasem widokowym” – ze szczytu oraz z kolejki linowej, wożącej chętnych na górę, rozpościera się cudowna panorama miasta ze wszystkimi najważniejszymi atrakcjami, włącznie z Corcovado i pomnikiem Chrystusa Odkupiciela. Na górze znajduje się także niewielka wystawa, poświęcona historii kolejki (działa od 1912 r.), bardzo nowoczesna, z obrazami i filmami wyświetlanymi na iPadach.

Rio de Janeiro, taras widokowy na Pão de Açúcar, widok na Copacabanę

Rio de Janeiro, taras widokowy na Pão de Açúcar, widok na Copacabanę

Rio de Janeior, lotnisko krajowe Santos Dumont widziane z Pão de Açúcar

Rio de Janeior, lotnisko krajowe Santos Dumont widziane z Pão de Açúcar

Na Głowę Cukru nie da się dojść pieszo brzegiem oceanu z Copacabany, trzeba wejść nieco wgłąb lądu, żeby dojść do dolnej stacji kolejki. Kolejka linowa jest oczywiście biletowana, ma też stację „pośrednią” po drodze. Dolna stacja znajduje się na placu General Tibúrcio – obok niewielkiego parku z pomnikiem, upamiętniającym jeden z epizodów wojny z Paragwajem pod koniec XIX w. Z góry można podziwiać i Copacabanę, i plaże Botafogo, i dzielnicę Flamengo aż do historycznego centrum, przy którym znajduje się widowiskowe lotnisko krajowe Santos Dumont.

Rio de Janeiro, park i pomnik na placu General Tibúrcio u stóp Pão de Açúcar

Rio de Janeiro, park i pomnik na placu General Tibúrcio u stóp Pão de Açúcar

Po zjeździe z Głowy Cukru warto wrócić na plac General Tibúrcio i pójść na plażę Vermelha, znajdującą się przy nim, malowniczo usytuowaną pod wzgórzem. Kiedyś znajdowały się obok wojskowe forty, a dziś plaża jest lubiana za swoje położenie pomiędzy dwoma stromymi wzgórzami. Woda jest tutaj głęboka, stąd plaża nie jest popularnym miejscem kąpieli. Polacy będą pozytywnie zaskoczeni, widząc przy samej plaży stojący pomnik… Fryderyka Chopina – nie znamy jego związków z tym miejscem. Ale pomnik stoi.

Rio de Janeiro, pomnik Chopina przy plaży Vermelha, u stóp Pão de Açúcar

Rio de Janeiro, pomnik Chopina przy plaży Vermelha, u stóp Pão de Açúcar

I to wszystko w pierwszym dniu pobytu w Rio de Janeiro. Organizm dopominał się odpoczynku, a czekał nas jeszcze pieszy powrót w okolice Ipanemy (ładne 5-6 kilometrów spaceru), a na koniec znalezienie źródła jedzenia na wieczór, czyli sklepu spożywczego w okolicach hotelu. Szybko się okazało, że naprzeciwko hotelu mamy jeden z licznych marketów sieci Zona Sul, więc problem automatycznie się rozwiązał.

A kolejny dzień znów wypełniony atrakcjami – będziemy wizytować Maracanę i ogród zoologiczny w Rio. Będą też pierwsze egzotyczne owoce na naszym stole. Ale to już w następnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć plaży Copacabana oraz wzgórza „Głowa Cukru” znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Karnawał w Rio (2012)

Rio de Janeiro, piaskowy "rzeźbiarz" na Copacabanie

Po kulminacji pobytu w Rio - czyli paradzie karnawałowej na Sambodromie, przyszedł czas na trochę spokoju. Ostatnie dwa dni spędziliśmy na spacerowym zwiedzaniu centrum miasta, plażowaniu i... szukaniu czynnej poczty :)

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Być w Rio de Janeiro w czasie karnawału i nie zobaczyć słynnej parady na Sambodromie to grzech. To tu odbywa się najbardziej widowiskowa część dorocznego święta, to tu szkoły samby walczą o zaszczyty i... przetrwanie. To tu "spala" się dziesiątki milionów dolarów w ciągu kilku nocy. Kolorowa zabawa jest w rzeczywistości ostrą walką o sławę i byt.

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Copacabana

Po raz pierwszy - i jedyny jak na razie - zdecydowaliśmy się zobaczyć atrakcje zwiedzanego miejsca z innej, niż z poziomu własnych nóg, perspektywy. Skorzystaliśmy z oferty jednego z miejscowych przewoźników i podziwialiśmy Rio de Janeiro z lotu ptaka, a dokładnie helikoptera.

 

Komunikacja w Rio - metro, autobusy, taksówki i... internet

Poruszanie się po Rio de Janeiro przeciętnemu turyście z Polski może sprawiać nieco trudności przez specyfikę komunikacji miejskiej. Można poruszać się taksówkami, ale można sporo zaoszczędzić, poświęcając chwilę na orientację w tym, na pierwszy rzut oka, bałaganie.

Karnawał w Rio 2012 (poprzedni wpis: Karnawał w Rio – jak to zorganizować ?). Planując spędzić w Rio de Janeiro tydzień, chcąc nie chcąc musieliśmy wsiąknąć w transport miejski – szkoda pieniędzy na szaleństwa taksówkami. Pamiętając o ostrzeżeniach w sieci – małe sumy pieniędzy w kieszeniach, paszporty w hotelu, można poruszać się w miarę bezstresowo po mieście, oczywiście starając się nie wyruszać w nieznane rejony, oddalone od turystycznych atrakcji – ale po co mielibyśmy tam jechać ?

OK, zaczniemy jednak od bezpieczeństwa. Wylecieliśmy do Rio mocno uwrażliwieni na tym punkcie – bo i szukając informacji o Rio de Janeiro, nie sposób uciec od wszechobecnych ostrzeżeń o kradzieżach i napadach rabunkowych. Nie wiemy, na ile te ostrzeżenia są wyolbrzymione – nam nic złego w Rio się nie stało. Aczkolwiek staraliśmy się pamiętać wszelkie znalezione w sieci porady i nie wyjeżdżać poza otoczenie atrakcji turystycznych, choć zdarzały się nam pomyłki i krótkie pobyty nawet do końca nie wiadomo gdzie :)

Rio de Janeiro, ulice miasta w okolicach plaży Ipanema

Rio de Janeiro, ulice miasta w okolicach plaży Ipanema

Rio jest stereotypem niebezpiecznego miasta. Wiadomo, ogromna aglomeracja, z dużym rozwarstwieniem majątkowym mieszkańców, od bogaczy po miliony ludzi mieszkające w biednych fawelach. A to sprzyjające warunki dla przestępczości – dodać do tego masy najeżdżających miasto co roku turystów, tłok w środkach komunikacji publicznej i czasem wręcz głupotę co niektórych i mamy środowisko, gdzie rzeczywiście można się złego spodziewać. Przede wszystkim – bezpiecznie (wg nas) można się poruszać po najbardziej turystycznych rejonach – centrum oraz okolicach Copacabany i Ipanemy, choć czytaliśmy i o chowaniu aparatu fotograficznego na Copacabanie.

W czasie karnawału nawet piwo w Rio przybiera specjalne barwy

W czasie karnawału nawet piwo w Rio przybiera specjalne barwy

Stosowaliśmy się z grubsza do rad z sieci: skserowaliśmy paszporty, oryginały zostawiając w pokojowym sejfie w hotelu (choć np. kantory w Rio do wymiany waluty wymagają przedstawienia paszportu). Doszyliśmy sobie wewnętrzne kieszonki w letnich spodenkach, których nie widać na zewnątrz, a w których bez problemu można było schować banknoty czy monety – pieniądze potrzebne przy poruszaniu się po mieście – tylko raz (i to przez nieuwagę) wyruszyliśmy na miasto z kompletnym portfelem (pieniądze, karty kredytowe itp.). Zabraliśmy ze sobą tańsze telefony komórkowe, które miały nam służyć na ulicach, ale po kilku dniach swobodnie poruszaliśmy się z iPhone’ami – choć nie wyjmowaliśmy ich na ulicach, ograniczając ich użycie (głównie do robienia zdjęć) do atrakcji turystycznych, z reguły płatnych, więc raczej nie odwiedzanych przez ludzi, którym mogłyby się „spodobać”. Poza tymi zamkniętymi biletowaniem atrakcjami nie obnosiliśmy się za bardzo z „dużym” aparatem – lustrzanką, robiąc zdjęcia dobrej jakości małym kompaktem, mniej rzucającym się w oczy. Z drogą biżuterią nie mieliśmy problemu – nie nosimy takowej na co dzień. Pamiętając o takich podstawach nie ma stresu o dobra doczesne, a to one ponoć są głównym wabikiem „zainteresowanych”.

Jak się kończy noszenie pieniędzy tak po prostu w kieszeni przekonałem się szybko podczas jednej z karnawałowych parad na ulicach Rio de Janeiro przy Copacabanie, gdy „wyparował” mi z kieszeni banknot 20 reali – drobne „na piwo”, wzięte z hotelu. Sprawcę za rękę złapałem, był dość nieudolny, ale na tyle sprawny, że w momencie złapania banknotu już nie miał, zdążył przekazać komuś dalej. Strata niewielka, 20 reali to jakieś 40 zł, a nauczka zapamiętana.

Generalnie za to złym pomysłem jest poruszanie się po Rio w nocy, pojedynczo czy w parze (generalnie – w małej grupie) – tego zdecydowanie nie polecam, tak jak i epatowania drogim sprzętem (telefon, aparat, biżuteria). Zauważalne było np. noszenie droższych telefonów przez dziewczyny w… biustonoszach. Tak, tak – a teraz wyobraźcie sobie taką sytuację – zatłoczone metro w Rio, zaczyna dzwonić telefon i obok Ciebie ładna dziewczyna zaczyna wyjmować komórkę spod bluzki i bielizny. Czysta abstrakcja :) Ale nie w Rio.

Metro

Metro w Rio to ten środek transportu, który Europejczykom będzie najbardziej bliski, bo niczym się od standardowego metra nie różni. Ale choć to podobno największe metro w Brazylii, to jak na tak wielkie miasto niestety nie zapewnia możliwości dotarcia do wszystkich miejsc, nawet tych najbardziej turystycznych. Dzisiejsze metro w Rio ma dwie linie – linia 1 dojeżdża do Copacabany, a linią 2 dojechać można np. na Maracanę. Generalnie do poruszania się po mieście potrzebne są nam obie.

Rio de Janeiro, jedna ze stacji metra

Rio de Janeiro, jedna ze stacji metra

Można kupować pojedyncze bilety (podróż kończy się gdy wychodzimy ze stacji metra, przesiadanie się na inną linię wewnątrz stacji nie wymaga zakupu nowego biletu), ale znacznie wygodniej jest kupić w automacie kartę pre-paid (minimalne doładowanie to bodajże 10 BRL), którą potem również w automacie można swobodnie doładować w razie potrzeby. Przy kasach na stacjach metra często są ogromne kolejki, automat jest lepszym rozwiązaniem.

Mieszkaliśmy przy plaży Ipanema, leżącej (patrząc od strony centrum Rio) za Copacabaną, a na Copacabanie kończy się zasięg tradycyjnego miejskiego metra. Dalej można albo przejść kilka minut piechotą, albo w przypadku krańcowego zmęczenia po zwiedzaniu w lutowym upale, przesiąść się do czegoś, co nazywa się MetroRio Bus, czyli autobusów oznaczonych logiem metra, będących rozszerzeniem tego ostatniego. W autobusach tych obowiązują także bilety i karty pre-paid z metra, nie trzeba kupować osobnych biletów. Wystarczy „odbić” kartę w czytniku przy wejściu. Autobusy MetroRio Bus kursują z końcowej stacji metra („Ipanema”) po całej okolicy Ipanemy i Copacabany.

Wkrótce i ten problem (z dojazdem na długości Ipanemy) zniknie, z okazji zbliżających się Igrzysk Olimpijskich w Rio (2016), miasto funduje sobie właśnie rozbudowę metra – aż na koniec Ipanemy, a nawet dalej.

Autobusy miejskie

I tu zaczyna się prawdziwe rodeo dla „cywilizowanego” Europejczyka. Z tego, co wyczytałem, Rio de Janeiro posiada grubo ponad 800 różnych linii autobusowych. Ale to nie problem. W okolicach Copacabany i Ipanemy wszystkie ulice są jednokierunkowe, trzeba więc wiedzieć, z której ulicy w którą stronę pojechać. To jest banał, do ogarnięcia po jednym dniu.

Rio de Janeiro, autobus miejski przy Copacabanie

Rio de Janeiro, autobus miejski przy Copacabanie

Ciężka artyleria to kompletny brak rozkładów jazdy na autobusowych przystankach. I nie chodzi o czas przyjazdu autobusu – w końcu gdzie się nam śpieszy ? Nie ma w ogóle informacji… która linia gdzie jedzie :) Są wyłącznie tabliczki z numerami linii, które na danym przystanku się zatrzymują. Tu cudownie przydał się darmowy internet w hotelu – trasy każdej linii oraz sposób dojazdu do dowolnego miejsca w Rio można sprawdzić przez internet (i to nawet po angielsku) – na tej stronie.

To nie koniec nowości, związanych z autobusami w Rio. Otóż wszystkie, ale to wszystkie autobusy zatrzymują się, nawet w ścisłym centrum, wyłącznie na żądanie – czyli możesz stać na przystanku do us….. śmierci, a dopóki nie machniesz ręką na autobus, to będziesz na nim stał. Utrudnienie – autobusów na jeden przystanek potrafi podjechać naraz nawet i dziesięć, jak stoją trzy, to następne jadą prawie niewidoczne kolejnym pasem, trzeba wyjść na ulicę by do nich machnąć – no ale to co już stoją zaczynają odjeżdżać… Zdarzało się nam łapać autobus na trzecim kolejnym pasie ulicy, na dwóch wcześniejszych już stały autobusy. Gdzie wysiąść ? Patrzeć po nazwach ulic, nazwach przystanków i trochę… na czuja.

Ale i to nie koniec nowego. „Obsługa” autobusu od strony pasażera niesie ze sobą więcej ciekawostek. Do autobusu miejskiego wsiada się ZAWSZE przednimi drzwiami, przesuwając się w jego wnętrzu do tyłu. W połowie autobusu zastanie nas… kołowrotek (jak na wejściu do metra), za którym siedzi regularny kasjer (z reguły raczej kasjerka), której należy zapłacić za przejazd – wyłącznie gotówką, nie ma tu żadnych kart miejskich, nie wspominając o jakimś elektronicznym sposobie płatności. Płacimy więc i przesuwamy się na tył autobusu – bo wysiada się tylnymi drzwiami – tym sposobem każdy MUSI w autobusie przejść przez kołowrotek i kasjera / biletera. Każdy autobus miejski w Rio ma więc dwuosobową obsługę.

Osobny akapit pt. „rodeo”, po przepisie na zatrzymanie autobusu na przystanku, należy się opisowi stylu jazdy kierowców miejskich autobusów. Radzimy dobrze się czegoś złapać, bo styl jazdy kierowców ogromniastych przecież autobusów w mieście najczęściej kojarzy nam się z takim znanym brazylijskim kierowcą – Felipe Massą – tylko że on jeździ w Formule 1. Przyśpieszenia, hamowania, gwałtowne ominięcia, gwałtowne ruszenia z jednoczesnym skrętem – normalka.

No i generalnie szczególnie w autobusach trzeba uważać na kieszonkowców. Autobusy to najpopularniejszy w Rio środek transportu, bardzo często zatłoczony. Złodzieje bardzo je lubią, szczególnie gdy w lecie lekko ubrani turyści upychają swe portfele po płytkich kieszeniach.

Lotnisko krajowe w Rio - Santos Dumont

Lotnisko krajowe w Rio – Santos Dumont

Taksówki

Wracamy znów do normalności. Taksówki w Rio niczym specjalnym się nie wyrózniają. Jest ich naprawdę masa i czasem ma się wrażenie, że jak się machnie ręką, to zatrzymają się ze trzy równocześnie. Nie są też drogie, nawet w porównaniu do polskich, i to pomimo tego, że taksówkarze w Rio nagminnie swoich turystycznych klientów oszukują – takie informacje można znaleźć w sieci i my je swoim doświadczeniem potwierdzamy. Wystarczy że usłyszą obcy język i już jedziemy na wyższej taryfie (np. nocnej zamiast dziennej – na wyświetlaczy parkometru powinna być taryfa „1”) i często wcale nie najkrótszą trasą. Zaliczyliśmy oba te przypadki w czasie jednego kursu – ale jak opieprzyć taksówkarza, jeżeli on nie zna ani słowa w języku innym niż portugalski…

Rio de Janeiro, jak każda duża aglomeracja, lubi się korkować

Rio de Janeiro, jak każda duża aglomeracja, lubi się korkować

Rio de Janeiro, ulice miasta

Rio de Janeiro, ulice miasta

Jeden z taksówkarzy, słysząc pod ogrodem zoologicznym w Rio od nas: „Metro Maracana” (rzut beretem z ZOO do stacji metra pod Maracaną), zawiózł nas pod jakąś halę targową w Sao Cristovao – bardzo nieciekawa okolica, szybko uciekaliśmy stamtąd inną taksówką. A w tej innej taksówce 5 minut trwało, zanim zrozumieliśmy na końcu kursu, że taksówkarz pyta o drobne, bo z grubszych nie ma wydać – nawet gestami nie potrafił wytłumaczyć, o co mu chodzi…

Osobna historia to taksówkarz, który wiózł nas na szczyt Corcovado – wzgórza na którym znajduje się słynny pomnik Chrystusa Odkupiciela w Rio. Trzeba wiedzieć, że na szczyt prowadzi bardzo kręta (zobaczcie na zdjęciu poniżej) droga. Taksówkarz zabrał nas we czworo (naszą dwójkę oraz parę Szwed-Brazylijczyk – dosłownie „parę”), po czym zawiózł nas… Ale jak zawiózł… Droga jak serpentyny w Bieszczadach, a człowiek jedną ręką pokazuje nam budynki przy drodze, a drugą trzyma kierownicę, wyprzedzając inne taksówki po drodze, na każdym zakręcie puszczając kierownicę, by zatrąbić i ostrzec tych jadących ewentualnie z przeciwka – bo wyprzedzał także na zakrętach, mających prawie 180 stopni… Wszystko to oczywiście na gazie, hamulce w użytku były raczej rzadko.

Tu widać krętą drogę na szczyt Corcovado pod pomnik Chrystusa

Tu widać krętą drogę na szczyt Corcovado pod pomnik Chrystusa

Efekt był taki, że para jadąca (jeden siedział obok kierowcy, drugi za nim) z nami skończyła kurs… trzymając się ze strachu za ręce. Pożartowaliśmy po drodze, że taksówkarz chyba nie używa hamulców, bo ich nie ma… Ot, folklor.

Internet

Na koniec nieco o internecie mobilnym w Rio. Udało się nam wprawdzie mieszkać w jednym z nielicznych hoteli przy Ipanemie i Copacabanie, który w cenie miał darmowe wifi (Mar Ipanema Hotel – naprawdę polecamy), ale i tak skażeni europejskim zwyczajem chodzenia po ulicach z internetem w telefonie, zapragnęliśmy zakupić brazylijskie karty pre-paid z paczką internetu na koncie.

I tu Brazylia jest specyficzna. Bo o ile z zakupem karty SIM, a nawet od razu doładowaniem jej w salonie operatora nie ma problemu, to już z jej uruchomieniem jest, i to spory. Ale wiedzieliśmy o tym już przed wyjazdem, więc byliśmy przygotowani. Tyle że problem okazał się głębszy. Od początku. Otóż, żeby uruchomić brazylijską kartę SIM w telefonie (nawet prepaidową), trzeba ją zarejestrować, dzwoniąc na specjalny numer – po drugiej stronie jest automat. Problem jednak w tym, że przy rejestracji trzeba podać numer CPF – taki brazylijski PESEL, dostępny jedynie dla tambylców i obcokrajowców, przebywających w Brazylii na dłużej. Na pierwszy rzut oka – klops.

Sprytne turyściaki podają na forach prosty przepis na obejście tego durnego ograniczenia. Wystarczy poszukać w sieci któregoś z brazylijskich odpowiedników polskiego „pracuj.pl”, czyli serwisu dla poszukujących pracy – każdy z nich jest przepełniony CV-kami, w których ich autorzy zawsze podają swój CPF. A potem rejestrujemy kartę SIM i podajemy taki losowo znaleziony numerek. Brzydkie, ale ponoć skuteczne. Ponoć, bo i to się nam nie udało – bo procedura rejestracji odbywa się głosowo… w języku portugalskim. Wyłącznie. I nie wiemy o co nas automat pyta :)

Jest sposób drugi – często uczynni sprzedawcy w salonach operatorskich zgadzają się od razu zarejestrować naszą kartę, używając swojego numerka CPF – i tu trafił się nam „matoł”, w ząb nie znający angielskiego – nawet na migi nie udało nam się wytłumaczyć naszej prośby o rejestrację. Przywieźliśmy więc na pamiątkę do Polski brazylijskie karty SIM, ani razu nie użyte…

Tak też zwiedzaliśmy Rio

Tak też zwiedzaliśmy Rio

I to chyba tyle o transporcie wewnątrz Rio. Użyliśmy jeszcze jednego – helikoptera – ale to już zdecydowanie temat na osobny wpis. Ale na razie zaczniemy Wam opisywać turystyczne atrakcje Rio de Janeiro, na początek będzie „Głowa Cukru”, czyli Pão de Açúcar.

 

Inne wpisy z: Karnawał w Rio 2012

Rio de Janeiro, piaskowy "rzeźbiarz" na Copacabanie

Po kulminacji pobytu w Rio - czyli paradzie karnawałowej na Sambodromie, przyszedł czas na trochę spokoju. Ostatnie dwa dni spędziliśmy na spacerowym zwiedzaniu centrum miasta, plażowaniu i... szukaniu czynnej poczty :)

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Być w Rio de Janeiro w czasie karnawału i nie zobaczyć słynnej parady na Sambodromie to grzech. To tu odbywa się najbardziej widowiskowa część dorocznego święta, to tu szkoły samby walczą o zaszczyty i... przetrwanie. To tu "spala" się dziesiątki milionów dolarów w ciągu kilku nocy. Kolorowa zabawa jest w rzeczywistości ostrą walką o sławę i byt.

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Copacabana

Po raz pierwszy - i jedyny jak na razie - zdecydowaliśmy się zobaczyć atrakcje zwiedzanego miejsca z innej, niż z poziomu własnych nóg, perspektywy. Skorzystaliśmy z oferty jednego z miejscowych przewoźników i podziwialiśmy Rio de Janeiro z lotu ptaka, a dokładnie helikoptera.

 

Karnawał w Rio - jak to zorganizować ?

Karnawał w Rio de Janeiro to wydarzenie, które chyba każdy marzący o podróżach chciałby zobaczyć na własne oczy. Przeczytajcie, jak taki wyjazd zorganizować bezpiecznie, nawet gdy jedziecie w tak daleką podróż pierwszy raz w życiu.

Karnawał w Rio 2012. O egzotycznej podróży myśleliśmy w zasadzie od zawsze – kto o takiej nie myśli. Praktycznie od początku chodziła nam po głowie Ameryka Południowa, a wybór zacieśniał się pomiędzy Argentyną i Brazylią. Nie myśleliśmy wtedy o karnawale, chodziło jedynie o zobaczenie któregoś z tych krajów w tamtejszym sezonie letnim, czyli w czasie naszej zimy.

Najprostszym do zrealizowania etapem jest w tym wypadku zakup biletów lotniczych. W naszym przypadku impulsem był mailing Lufthansy, obwieszczający promocję lotów do Brazylii. Dostaliśmy go w czasie naszej wakacyjnej podróży w lipcu 2011 r. – informacja zastała nas we włoskiej Weronie. Decyzja była szybka, wieczorem po zakończeniu zwiedzania Werony, usiedliśmy w hotelu i… kupiliśmy bilety na drugą połowę lutego 2012 r. To nie była jakaś szalona promocja, bilety kosztowały ok.2500 zł, a że to miała być nasza pierwsza taka podróż, na wszelki wypadek dokupiliśmy jeszcze opcjonalne ubezpieczenie od kosztów rezygnacji. Koszty więc małe nie były.

Najważniejsza anegdota, dotycząca naszego wyjazdu na karnawał do Rio jest taka, że wcale nie lecieliśmy na karnawał. Nie mieliśmy pojęcia, że w czasie naszego pobytu w Rio trafimy na tę słynną na cały świat imprezę. Kluczem naszego wyboru terminu było to, by w Polsce w czasie naszej podróży trwały ferie zimowe w szkołach – wszak w Polsce zostawialiśmy trójkę naszych dzieci, z których dwójka była już wtedy w wieku szkolnym. A że ferie w Wielkopolsce wypadały wtedy w drugiej połowie lutego, bilety kupiliśmy na 14-22 lutego. Czyli Walentynki w samolocie, a co :)

Rio de Janeiro, plaża Ipanema

Rio de Janeiro, plaża Ipanema

Rio de Janeiro, plaża Ipanema wieczorem

Rio de Janeiro, plaża Ipanema wieczorem

Jeszcze tego samego dnia, po zakupie biletów, rozpoczęło się przeglądanie sieci pod kątem atrakcji Rio de Janeiro – i jakież było nasze zdumienie, gdy okazało się, że w jedyny weekend, jaki spędzimy w Rio (lecieliśmy wtorek – następna środa), przypada właśnie słynny karnawał :) W życiu trzeba mieć jednak trochę szczęścia :) Choć to „szczęście” oznaczało też oczywiście wyższe niż normalnie wydatki w Brazylii.

Rio de Janeiro, słynna Copacabana

Rio de Janeiro, słynna Copacabana

Trwał jednak nasz „Tour de Europe 2011” do hiszpańskiej Marbelli i z powrotem, zimowy wyjazd do Rio zszedł więc na plan dalszy, aż do powrotu do Polski. Już w sierpniu rozpoczęliśmy dalszą organizację wypadu do Brazylii – na początek przyszedł czas na rezerwację hotelu. Wiedzieliśmy już wtedy, że na czas karnawału ceny noclegów w Rio szybują w górę – i to jest niestety prawda. Karnawał trwa 5 dni i przez te 5 dni ceny za dobę w hotelu rosną (przynajmniej w 2012 r.) o dokładnie 100%. Rezerwacja na 8 dni składała się z 3 dni w „normalnej” cenie i 5 (tych w czasie karnawału) droższych dwukrotnie od tych normalnych.

Rezerwacja hotelu w Rio de Janeiro to osobny rozdział naszej batalii z organizacją wyjazdu. Nauczeni już wtedy korzystania z serwisu booking.com (wiernie do dziś rezerwujemy tam ogromną większość naszych wyjazdowych noclegów), oczywiście zaczęliśmy od tego serwisu. Najpierw o standardach – w 2012 r. prawie żaden hotel w Rio, dostępny na booking.com, nie miał w standardzie darmowego wifi – w każdym trzeba było dodatkowo za nie płacić, i to czasem horrendalne pieniądze, nawet do ponad 100 PLN za dobę. Ceny też niestety były z kosmosu, bywały hotele i za ponad 2 tys. PLN za dobę (pokój 2-osobowy) – i bez internetu w cenie :)

Rio de Janeiro, plaża Ipanema z lotu ptaka

Rio de Janeiro, plaża Ipanema z lotu ptaka

Kiedy w końcu wytypowaliśmy hotel, w którym chcieliśmy zamieszkać, zaczęły się schody. Nie wiem jak dziś, ale wtedy w sieci mnóstwo było informacji, że w Brazylii jest kłopot z akceptacją niektórych kart kredytowych (rzeczywiście był, o czym dalej). Próby obciążenia naszej Visy przy rezerwowaniu hotelu przez booking.com kończyły się dwukrotnie informacją z hotelu, że na karcie nie ma wystarczających środków (co było bzdurą). Zmieniliśmy hotel na inny, potem na jeszcze inny – za każdym razem serwis booking.com informował, że hotel nie może ściągnąć środków z karty – nawet gdy zmienialiśmy kartę na inną Visę, czy potem na MasterCarda. Zonk – mamy lot, a hotelu nie mamy.

Rio de Janeiro, karnawał trwa także na ulicach

Rio de Janeiro, karnawał trwa także na ulicach

I wtedy przyszła myśl szatańska – a może hotele w Rio traktują booking.com jak słup ogłoszeniowy – reklamują się tam, ale nie przyjmują rezerwacji, nie chcąc płacić serwisowi wysokiej (z tego co wiem) prowizji ? Sprawdzić to łatwo, wystarczy spróbować zarezerwować pokój w wybranym hotelu nie przez pośrednika, a bezpośrednio ze strony hotelu. No to szukamy w sieci strony naszego hotelu i składamy rezerwację na nasz termin. Podajemy dane karty, którą tenże hotel dwukrotnie odrzucał w booking.com. I co ? I przechodzi za pierwszym razem, dostajemy mailowo potwierdzenie i voucher od hotelu, kwota taka sama jak na booking.com, a karta magicznie zaczęła działać. W sumie się nie dziwię, hotele w Rio w czasie karnawału mają pełne obciążenie i nie potrzebują pośredników, którzy zabiorą im część kasy. Koniec końców więc – hotel też zarezerwowaliśmy.

Rio de Janeiro, karnawał trwa także na ulicach

Rio de Janeiro, karnawał trwa także na ulicach

Czas na poszukiwanie informacji na temat karnawału, gdzie, co, jak i oczywiście za ile. Jak już wspominaliśmy, karnawał w Rio trwa 5 dni – dziś już wiemy że te 5 dni jest świętem totalnym – jak święto państwowe – nie pracuje nic poza sklepami spożywczymi i aptekami (no i kantorami). Centra handlowe zamknięte, poczty zamknięte, generalnie prawie wszystko zamknięte. Dotyczy to dni sobota – wtorek, w których to dniach odbywa się w zasadzie większość imprez, z karnawałem związanych.

„Karnawał w Rio”, który znacie z telewizji, to tak naprawdę dwa dni – niedziela i poniedziałek, kiedy to odbywają się konkursy szkół samby na Sambodromie. To jest cała sól karnawału i jeśli widzieć karnawał w Rio, to polecam właśnie te dwa dni. Karnawałowe występy na Sambodromie rozpoczynają się jednak wcześniej – już w piątek i sobotę są eliminacje i występy mniej ważne (szkoły dziecięce itp.). Bilety na te „wstępne” imprezy też obowiązują, ale są duuuuużo tańsze niż na właściwe konkursowe przemarsze – bo karnawał na Sambodromie to jest konkurs szkół samby.

Rio de Janeiro, karnawał trwa także na ulicach

Rio de Janeiro, karnawał trwa także na ulicach

Laikowi znalezienie sposobu na kupienie biletów na Sambodrom może przysporzyć siwych włosów. Generalnie najczęściej znajdowane info jest takie, że bilety rozchodzą się jak ciepłe bułeczki na miejscu, wysyłka do Polski nie wchodzi w rachubę, ewentualnie dostać je można w agencjach turystycznych już w Rio – ale zapewne za kosmiczne pieniądze. Słowem – na pierwszy rzut oka – klops. Ale tylko na pierwszy rzut oka.

Rio de Janeiro, hotel Mar Ipanema, w którym mieszkaliśmy

Rio de Janeiro, hotel Mar Ipanema, w którym mieszkaliśmy

Jak poszukać po forach dyskusyjnych w sieci, to można znaleźć info o serwisie www.rio-carnival.net. I to będzie nasz bohater akcji „bilety na Sambodrom” Rio-Carnival.net opisuje się jako serwis internetowy brazylijskiej agencji turystyki, stworzony wyłącznie w celu promocji karnawału w Rio wśród zagranicznych turystów. To bardzo bogata w treść strona, której podstawową funkcją jest sprzedaż usług, z karnawałem związanych. Jako, że ponoć to serwis firmowany przez agencję rządową, zdecydowaliśmy się skorzystać z jego usług. Wprawdzie nie wysyła biletów do Polski, ale oferuje ich dostarczenie do niektórych hoteli lub odbiór w swoim biurze w Rio. Założyliśmy, że w konia nas nie zrobią i rzeczywiście bilety będą w Rio na nas czekały – choć potem pojawiła się nam w głowie inna opcja – będzie o tym dalej.

Teraz trochę o biletach na Sambodrom. Jak napisaliśmy, główne danie karnawału to dwa dni konkursowe, kiedy to najlepsze szkoły samby rywalizują o zwycięstwo. Dla zwycięskiej szkoły to niesamowity splendor i możliwość pozyskania wielu sponsorów, dla najgorszych to nawet groźba plajty. Dlatego w konkursowe występy wkładają one wszystko co mają, wystawiając ekipy po kilka tysięcy uczestników i wydając na stroje i dekoracje oraz specjalne platformy dla tancerzy po kilka milionów dolarów (występ trwa ok. godziny, a potem to wszystko… ląduje w koszu). I dlatego te dwa dni są tak ważne. Występy na Sambodromie kończy parada najlepszych szkół z konkursów, która ma miejsce z reguły w kolejną sobotę.

Rio de Janeiro, ten widok zna każdy

Rio de Janeiro, ten widok zna każdy

Rio de Janeiro, Sambodrom z lotu ptaka

Rio de Janeiro, Sambodrom z lotu ptaka

Sambodrom to prosta jak drut szeroka aleja o długości 700 m, po obu stronach obudowana trybunami, mogącymi pomieścić nawet ponad 70 tys. widzów. I w trakcie dwóch konkursowych dni jest wypełniony do ostatniego miejsca. Trybuny podzielone są na sektory, rozpoczynające się już na początku Sambodromu (te są najtańsze). Górne trybuny (tzw. grandstands) są tańsze w sektorach i są to miejsca stojące – na trybunach nie ma krzesełek. Wyjątkiem jest sektor 9, tzw. sektor turystyczny (czyli wiadomo, dla kogo przeznaczony), gdzie krzesełek wprawdzie też nie ma, ale miejsca na betonie są numerowane – bilety też są na określone miejsce. I to właśnie ten sektor jest najdroższy, jeśli chodzi o cenę biletów – ale za to jest podobno bezpieczniejszy (sami turyści) i mocniej pilnowany – wszak Rio do najbezpieczniejszych miejsc na ziemi nie należy.

Każdy sektor ma też miejsca niższe, na poziomie alei Sambodromu – to już są miejsca krzesełkowane i numerowane, dużo droższe od „grandstands”, ale i z dużo lepszym widokiem i tuż przy samych tancerzach, paradujących po Sambodromie. Pomiędzy górnymi i dolnymi miejscami w sektorach umieszczone są vipowe loże, które też można sobie wykupić.

Jakie bilety wybrać ? Sambodrom w Rio w trakcie karnawału jest najbezpieczniejszym miejscem w Brazylii – podobno. Ze względu na nagromadzenie wielkiej ilości ludzi oraz wizyty wielu celebrytów, polityków i innych osobistości, ochraniany jest przez tysiące policjantów, wojskowych i innych mundurowych. Z tego też powodu podobno wybór sektora nie ma znaczenia, patrząc pod kątem własnego bezpieczeństwa. Ale my, jadąc do Rio po raz pierwszy, jednak zdecydowaliśmy się na sektor turystyczny – bo i pewniej tam jakoś, i jego usytuowanie centralnie na Sambodromie daje gwarancję dobrego widoku na to, co się dzieje. Bilety na sektor 9 kosztują sporo – na stronie Rio-Carnival.net można je już kupić w wakacje poprzedniego roku – np. dziś (2 września), cena biletów na karnawał 2015 na sektor 9 to 237$ od osoby. I uprzedzam – w miarę zbliżania się terminu cena będzie rosła, a i biletów będzie szybko ubywać. Taniej na pewno nie będzie. Dla porównania – miejsca siedzące w niższych rzędach dla sektora 9 już dziś kosztują prawie 1000$ za osobę :).

Jedna ważna uwaga, w 2011 r. (nie wiem jak jest teraz), także i na Rio-Carnival.net były problemy z płatnością kartą. Po kilku nieudanych próbach zapłacenia za bilety kartą Visa, przeszła w końcu dopiero karta MasterCard. Ale serwis ten oferuje nie tylko same bilety na Sambodrom – przy ich zakupie lub po jego dokonaniu (do zakupu niezbędne jest założenie konta w serwisie, przez co potem mamy dostęp do prywatnej strony z historią zakupów i możliwością dokupienia kolejnych usług) można również np. dokupić sobie transfer (dojazd):

  • z lotniska do hotelu
  • z hotelu na Sambodrom i z powrotem w dniu parady

Jeżeli jedziecie, tak jak my, pierwszy raz do Rio, i tak jak my będziecie przerażeni informacjami o bezpieczeństwie w tym mieście, polecamy, tak jak my, skorzystać z tych usług. Transfer z lotniska kosztował nas 80 reali za 2 osoby – to tyle, ile „śpiewa” sobie w Rio taksówkarz za dojazd na lotnisko. W tej cenie o 5 rano na lotnisku w Rio czekał na nas kierowca z dedykowanym tylko dla nas minibusem, który zawiózł nas pod same drzwi hotelu w centrum Rio (trasa z lotniska do centrum to ok godziny jazdy w jedną stronę). Ale co równie ważne – jeżeli wykupicie transfer z lotniska, to razem z kierowcą na lotnisko przyjadą do Was Wasze… zakupione na Rio-Carnival.net bilety na Sambodrom. Odpada kłopot z szukaniem po Rio biura agencji, latanie z paszportem do niej itp. Tak więc od razu z samolotu, już z biletami na Sambodrom, można wygodnie, szybko i co najważniejsze bezpiecznie dostać się do swojego hotelu. Trzeba tylko po zakupie wysłać mailem dane dotyczące lotu – być może przy okazji będzie musieli, tak jak my, przebrnąć jeszcze przez słodki brazylijski bałagan – pytań o lot dostawaliśmy kilka od różnych osób, tak jakby nie komunikowali się tam na miejscu pomiędzy sobą. Ale słowa dotrzymali, transport był punktualnie na lotnisku.

Rio de Janeiro, karnawał trwa także na ulicach

Rio de Janeiro, karnawał trwa także na ulicach

Druga rzecz, czyli transport w dniu parady na Sambodrom. Generalnie sam transport miejski w Rio jest do ogarnięcia potężnie trudny – to tak z doświadczenia. A już w dniach karnawału panuje tu potężny bałagan. Na Rio-Carnival.net rozpisane jest z reguły kilka tras autobusów, wożących turystów na Sambodrom – obejmują one najpopularniejsze hotele w centrum. W 2012 r. nie było na liście naszego hotelu (Mar Ipanema Hotel, w tym roku widzę już jest), wybraliśmy więc odjazd spod niedalekiego hotelu Caesar Park Hotel, umiejscowionego przy plaży Ipanema. I choć wykupuje się odjazd na konkretną godzinę (odjazdy są co pół godziny), to już na miejscu okazało się, że nikt tu tego nie sprawdza i wsiada się do pierwszego podjeżdżającego busa.

Sam transfer na Sambodrom wygląda jak spęd wszystkich busów z Rio – nie są to autobusy agencji. Teoretycznie powinny grupować pasażerów wg sektorów do których chcą się na Sambodromie dostać (stają wtedy w odpowiednich miejscach przed wejściami), ale w praktyce ładowano nas jak popadnie, po drodze jeszcze przesadzając do innych busów na Copacabanie. Końcowy rezultat był taki, że wylądowaliśmy po przeciwległej stronie Sambodromu i musieliśmy go obejść dookoła by trafić do swojego sektoru. A Sambodrom nie stoi w centrum i jego okolica przypomina fawelę, spacer tymi rejonami po zmroku (parada jest w nocy) jest lekko stresujący. Ale obyło się bez ofiar :)

Rio de Janeiro, karnawał trwa także na ulicach

Rio de Janeiro, karnawał trwa także na ulicach

Usługa transferu na Sambodrom obejmuje też trasę powrotną, ale w ogólnym bałaganie na koniec parady i wielkim tłoku najnormalniej w świecie… nie znaleźliśmy naszych busów pod Sambodromem. Wracanie na piechotę o 5-tej rano do centrum trąci nieco samobójstwem, zabraliśmy się więc taksówką (taksówki w Rio nie są o dziwo przesadnie drogie). A jak jest z bezpieczeństwem w nocy w Rio niech świadczy fakt, że taksówkarz nawet w centrum nie zatrzymał się na żadnym czerwonym świetle, a na widok choćby grupki młodych ludzi stojących na skraju ulicy ewidentnie przyśpieszał…

I to w zasadzie wszystko, co związane było z organizacją logistyczną naszego wyjazdu na karnawał w Rio w lutym 2012 r. Jak widać, dmuchając na zimne, nie znając realiów, woleliśmy nie zdawać się na los i ograniczyć samodzielne poruszanie się po mieście rankiem i w nocy. Nie wiem na ile to konieczne, ale w naszym przypadku się sprawdziło o tyle, że nie uświadczyliśmy w Rio żadnej przykrej sytuacji. No i dało nam komfort nie martwienia się o odbiór biletów i dojazdy na Sambodrom.

Choć w czasie pobytu poruszaliśmy się normalnie komunikacją miejską (w obrębie centrum i do najważniejszych atrakcji) i też nam się nic nie stało. Tejże komunikacji miejskiej w Rio poświęcimy osobny wpis – jest tego warta :)

 

Inne wpisy z: Karnawał w Rio 2012

Rio de Janeiro, piaskowy "rzeźbiarz" na Copacabanie

Po kulminacji pobytu w Rio - czyli paradzie karnawałowej na Sambodromie, przyszedł czas na trochę spokoju. Ostatnie dwa dni spędziliśmy na spacerowym zwiedzaniu centrum miasta, plażowaniu i... szukaniu czynnej poczty :)

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Być w Rio de Janeiro w czasie karnawału i nie zobaczyć słynnej parady na Sambodromie to grzech. To tu odbywa się najbardziej widowiskowa część dorocznego święta, to tu szkoły samby walczą o zaszczyty i... przetrwanie. To tu "spala" się dziesiątki milionów dolarów w ciągu kilku nocy. Kolorowa zabawa jest w rzeczywistości ostrą walką o sławę i byt.

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Copacabana

Po raz pierwszy - i jedyny jak na razie - zdecydowaliśmy się zobaczyć atrakcje zwiedzanego miejsca z innej, niż z poziomu własnych nóg, perspektywy. Skorzystaliśmy z oferty jednego z miejscowych przewoźników i podziwialiśmy Rio de Janeiro z lotu ptaka, a dokładnie helikoptera.