Split | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Pałac Dioklecjana, czyli początki historii Splitu

Pałac rzymskiego cesarza Dioklecjana, którego budowę rozpoczęto pod koniec III wieku. Miejsce w którym rozpoczyna się historia miasta Split, jedyny antyczny pałac na świecie, zamieszkany do dziś. Barwna historia i prawie 40 tys. m2 zabytków. Największa atrakcja Splitu, wpisana na Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, punkt obowiązkowy do zwiedzenia dla każdego turysty.

Split, katedra św.Dujama wraz z dzwonnicą

Split, katedra św.Dujama wraz z dzwonnicą

Historia Splitu rozpoczyna się w 293 roku, w 9 lat po objęciu władzy w Imperium Rzymskim przez cesarza Dioklecjana, urodzonego w pobliskiej Salonie. W tymże roku nakazał on rozpoczęcie budowy wielkiego pałacu (o kształcie prostokąta i wymiarach 214 x 174 m), który miał być jego miejscem zamieszkania na starość. Pałac został wybudowany na wzór warownego zamku rzymskiego, z dwoma głównymi ulicami, ułożonymi wewnątrz, poprzecznie na kształt krzyża. Ulice te na obu końcach stanowiły wejście do pałacu i zakończone były bramami nazwanymi: Zelazna (zachodnia), Brązowa (południowa), Srebrna (wschodnia) i Złota (północna). Nazwy wywodziły się od materiałów, z których bramy zostały zrobione lub którymi zostały przyozdobione. Pałac od południa przylegał bezpośrednio do brzegu morza.

Najbardziej znanym punktem wewnątrz zabudowań pałacowych jest perystyl – widowiskowy dziedziniec pałacowy, na którym wieczorem rozkładają się kawiarniane stoliki i rozbrzmiewa nastrojowa muzyka, a w dzień pełno na nim turystów z całego świata.  Dziedziniec zakończony jest westybulem – głównym wejściem do cesarskich apartamentów.

Po lewej stronie westybulu stoi katedra św.Dujama, którą wybudowano w VIII wieku na podstawie ośmiobocznego mauzoleum (i grobowca – cesarz popełnił samobójstwo kilka lat po swojej abdykacji w 305 roku) Dioklecjana, znajdującego się tu wcześniej. Katedra ta jest najstarszą istniejącą katedrą na świecie, a złośliwe koło historii spowodowało, że Katedra pod wezwaniem św.Dujama stoi na miejscu mauzoleum Dioklecjana – cesarza rzymskiego, który rozkazał zabić biskupa Dujama w ramach prześladowań chrześcijan.

 

Split, pałac Dioklecjana, perystyl

Split, pałac Dioklecjana, perystyl

 

Split, pałac Dioklecjana, wewnątrz dzwonnicy św.Dujama

Split, pałac Dioklecjana, wewnątrz dzwonnicy św.Dujama

 

Split, widok z dzwonnicy św.Dujama

Split, widok z dzwonnicy św.Dujama

 

Najbardziej znanym elementem katedry św.Dujama jest jej wysoka (61 m) dzwonnica – jeden z najbardziej charakterystycznych elementów architektonicznych Splitu, szczególnie dobrze prezentująca się od strony Adriatyku. Budowa dzwonnicy rozpoczęła się w XIII wieku i trwała aż 500 lat, a pomimo tego nigdy nie była budowlą udaną. W XVIII wieku zaczęła się niebezpiecznie przechylać, więc w 1908 roku została rozebrana i postawiona na nowo. Dziś jest rewelacyjnym punktem widokowym, możliwe jest wejście na samą górę (odpłatne), choć chybotliwe i niezwykle strome schody nie są raczej polecane dla osób z lękiem wysokości 🙂

Równie znanymi dziś elementami pałacu Dioklecjana są trzy zachowane bramy wejściowe: Zelazna – kiedyś najpopularniejsza brama wejściowa do pałacu, Srebrna i Złota – od niej prowadził antyczny trakt do Salony. Najgorzej zachowana jest dziś ta Srebrna, położona tuż za katedrą św.Dujama – pozostały z niej jedynie widowiskowe resztki. Po wyjściu z pałacu przez tę bramę trafiamy na miejski targ.

Split, pałac Dioklecjana, Srebrna Brama

Split, pałac Dioklecjana, Srebrna Brama

Czwartej bramy – południowej (Brązowej) – nie ma już dziś. Pierwotnie pałac Dioklecjana przylegał bezpośrednio do brzegu morza, dziś znajduje się tu znany nadmorski deptak Riva. Stąd obramowania południowe pałacu są stosunkowo najsłabiej zachowane. Od południowej strony tuż przy wejściu na teren pałacu znajdują się podziemia, wypełnione dziś kramikami z pamiątkami dla turystów.

Split, pałac Dioklecjana, Złota Brama

Split, pałac Dioklecjana, Złota Brama

Przed bramą północną (Złotą) stoi kolejny obowiązkowy punkt zwiedzania – pomnik Grzegorza z Ninu. Pomnik stał pierwotnie w perystylu – dziedzińcu pałacu. Za mury pałacu został przeniesiony po II wojnie światowej. Grzegorz z Ninu był biskupem, znanym z obrony języka i pisma słowiańskiego. Charakterystycznym jego punktem jest duży palec lewej stopy Grzegorza, zawsze świetnie wypolerowany rękami turystów. Związane są z nim bowiem dwie legendy – jedna mówi, że każdy kto palca dotknie, kiedyś tu jeszcze wróci. A druga, że dotknięcie palca przynosi szczęście i zdrowie.

Split, pałac Dioklecjana, Żelazna Brama

Split, pałac Dioklecjana, Żelazna Brama

Wychodząc z terenu pałacu przez widowiskową bramę Zelazną trafiamy na Narodni Trg (Plac Ludowy), o którym pierwsze wzmianki pochodzą już z XIII wieku – plac był jednym z pierwszych elementów rozbudowy miasta Split poza mury pałacowe. W pewnym okresie historii miasta był głównym jego placem. Dziś znany jest z pięknej, niezwykle fotogenicznej zabudowy pałacowej oraz XV-wiecznego zegara astronomicznego na ratuszowej wieży.

Split, pomnik biskupa Grzegorza z Ninu

Split, pomnik biskupa Grzegorza z Ninu

Nieco na południe od Placu Ludowego znajduje się kolejny malowniczy plac – Plac Owocowy (to jego nieoficjalna nazwa, pochodząca od znajdującego się tu kiedyś targu owocowego). Plac wyróżnia się weneckim zamkiem i wieżą z XV wieku oraz barokowym, XVIII-wiecznym pałacem Milesi przed którym stoi pomnik XV-wiecznego poety Marko Marulica, jednego z pierwszych używających w swej sztuce języka chorwackiego.

Jednym z największych placów Splitu, a zarazem najmniej uczęszczanym przez turystów (pomimo położenia sąsiadującego z pałacem Dioklecjana i nadmorskim deptakiem Riva) jest Plac Republiki (Trg Republike), otoczony z trzech stron przez neobarokowe budynki zwane Prokurative. Od strony południowej plac oferuje świetny widok na port w Splicie.

Od południa cały teren przez pałacem Dioklecjana sąsiaduje z najbardziej reprezentacyjną częścią starego Splitu – deptakiem o nazwie Riva, położonym od strony morza i portu promowego. Riva to typowy miejski deptak, po którym spacerują tysiące turystów z całego dosłownie świata, a przy którym znajdują się dziesiątki wystawnych restauracji i kafejek. Na całej długości deptaka znajduje się wiele wygodnych ławeczek, na których można przysiąść. Wieczorem w sezonie letnim na deptaku często odbywają się imprezy teatralne i muzyczne. Zaden chyba turysta nie może wrócić ze Splitu bez zdjęcia z malowniczymi palmami z tego bulwaru. Cały bulwar Riva można świetnie oglądnąć z pobliskiego betonowego cypla (falochronu) – wygląda świetnie zarówno za dnia, jak i w nocy 🙂

 

Split, Plac Ludowy (Narodni Trg)

Split, Plac Ludowy (Narodni Trg)

 

Split, nadmorski deptak Riva

Split, nadmorski deptak Riva

 

Split, deptak Riva widziany od strony morza

Split, deptak Riva widziany od strony morza

 

A wracając do pałacu Dioklecjana – jest jedynym na świecie zamieszkanym do dziś pałacem antycznym. W jego obrębie (blisko 40 tys. m2) znajduje się 220 budynków, zamieszkałych przez ok.3 tys. osób.

Pełna galeria z pałacu Dioklacjana i deptaka Riva w Splicie – na naszym facebookowym profilu.

 

Inne wpisy z: Wakacje w Chorwacji (2010)

Mirogoj, założony w 1876 r., od samego początku był cmentarzem wielowyznaniowym - pochowani są tu zarówno katolicy, jak i muzułmanie, Zydzi, protestanci, osoby innych wyznań a nawet niewierzący. Dziś Mirogoj uznawany jest za jeden z najpiękniejszych cmentarzy w całej Europie, pełen jest unikalnych, będących swoistymi dziełami sztuki nagrobków oraz rzeźb znanych artystów.

Budapeszt, formalnie stworzony z trzech miast: Budy, Obudy i Pesztu, stolica i największe miasto Węgier, 8. najludniejsze miasto Europy było naszym jedynym przystankiem w drodze powrotnej do Polski z wakacji spędzonych w Chorwacji.

Turanj, niewielka miejscowość na południe od miasta Karlovac (w zasadzie przedmieście), jest siedzibą unikalnego, dostępnego dla wszystkich bez opłat miejsca pamięci - Muzeum Uzbrojenia Wojny Domowej 1991-95, mającego za zadanie utrwalić potworność wojny domowej w byłej Jugosławii.

 

Osiedlowe gry i zabawy w Splicie, czyli balote, bocce, boules...

Spacerując w czasie naszego wakacyjnego pobytu ulicami Splitu, mogliśmy zauważyć, szczególnie wieczorną porą, gdy już robiło się przyjemnie i znikał upał, mieszkańców miasta (głównie tych starszych), zajętych grą rozgrywaną na polu podobnym do toru kręglarskiego. I też z udziałem kul – ale bez kręgli.

„Boiska” do tej gry znajdują się na miejskich osiedlach i są chętnie wykorzystywane porą wieczorną (często są oświetlone, czasem nawet jakimś tymczasowym oświetleniem). Gra w Chorwacji nazywa się „balote”, ale pochodzi z Włoch, gdzie istnieje pod nazwą „bocce”. Jest także popularna we Francji pod nazwą „boules”.

Istnieje wiele odmian gry, można w nią grać indywidualnie, ale najczęściej gra się 2, 3 lub 4-osobowymi zespołami (w grze uczestniczą dwa zespoły). W wielkim skrócie gra polega na umieszczeniu swoich kul jak najbliżej najmniejszej kuli. Wygrywa zespół (a w zasadzie zdobywa punkty, bo gra jest punktowana), którego kula lub kule umieszczone są najbliżej małej kuli, zwanej „bulin” (polska nazwa: „świnka”). Można też próbować trafiać w „świnkę” i przesuwać ją tak, by oddalić go od bliżej położonych kul przeciwnika. Im więcej kul własnych jest bliżej „świnki” niż najbliższa kula przeciwnika, tym więcej punktów otrzymuje drużyna zwycięska (1 punkt za każdą bliższą kulę). Gra toczy się zazwyczaj do 13 punktów (w jednym „rozdaniu” można zyskać maksymalnie 6 punktów).

 

Split, wieczorna partyjka balote na miejskim osiedlu

Split, wieczorna partyjka balote na miejskim osiedlu

 

Kule do gry zrobione są z drewna, metalu lub tworzywa sztucznego. „Bulin”, wyrzucany jako pierwszy (pozostałe kule trzeba ustawić jak najbliżej) najczęściej jest kulą drewnianą. „Boisko” do gry ma podłużny kształt toru do kręgli o długości zazwyczaj w przedziale 20-27 m i szerokości 2,5 – 4 m. Na pierwszy rzut oka cały ten sport mocno przypomina (także pod względem zasad gry)… curling 🙂 Tyle że w curlingu są piony („czajniki” :-)) puszczane po lodzie. No i curling jest dyscypliną olimpijską, a balote (bocce, boules) tylko, a może AZ, sposobem na towarzyskie spędzenie czasu z przyjaciółmi. Aczkolwiek zauważyliśmy, że pasjonują się tą grą raczej starsze pokolenia mieszkańców Splitu…

 

Inne wpisy z: Wakacje w Chorwacji (2010)

Mirogoj, założony w 1876 r., od samego początku był cmentarzem wielowyznaniowym - pochowani są tu zarówno katolicy, jak i muzułmanie, Zydzi, protestanci, osoby innych wyznań a nawet niewierzący. Dziś Mirogoj uznawany jest za jeden z najpiękniejszych cmentarzy w całej Europie, pełen jest unikalnych, będących swoistymi dziełami sztuki nagrobków oraz rzeźb znanych artystów.

Budapeszt, formalnie stworzony z trzech miast: Budy, Obudy i Pesztu, stolica i największe miasto Węgier, 8. najludniejsze miasto Europy było naszym jedynym przystankiem w drodze powrotnej do Polski z wakacji spędzonych w Chorwacji.

Turanj, niewielka miejscowość na południe od miasta Karlovac (w zasadzie przedmieście), jest siedzibą unikalnego, dostępnego dla wszystkich bez opłat miejsca pamięci - Muzeum Uzbrojenia Wojny Domowej 1991-95, mającego za zadanie utrwalić potworność wojny domowej w byłej Jugosławii.

 

Dwa tygodnie w chorwackim Splicie

Split, drugie co do wielkości miasto (po Zagrzebiu) Chorwacji i największe w Dalmacji, bardzo ważny historycznie ośrodek chorwacki, był naszą „bazą” w czasie dwutygodniowych wakacji w Chorwacji.

Uznaje się, że początki miasta należą do urodzonego w pobliskiej Salonie rzymskiego cesarza Dioklecjana, który w 293 r. (9 lat po objęciu władzy) rozpoczął tu budowę pałacu, który miał być miejscem jego „emerytury” na starość. Dioklecjan rzeczywiście abdykował w 305 r., ale nie nacieszył się spokojną starością zbyt długo – historia mówi, że popełnił samobójstwo kilka lat później. Po jego śmierci, pałac pełnił rolę rezydencji dla elit rzymskich aż do VII wieku, kiedy to Salona została najechana i zniszczona przez Awarów i Słowian. Uciekinierzy z Salony zamieszkali właśnie w pałacu, na dobre rozpoczynając historię miasta Split. Pałac Dioklecjana przetrwał do dziś i jest najważniejszym zabytkiem Splitu, wpisanym zresztą na Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.

Około 180-tysięczny Split był w czasie naszego dwutygodniowego pobytu w Chorwacji naszą wakacyjną „siedzibą” – tu mieszkaliśmy i plażowaliśmy, stąd wyjeżdżaliśmy na turystyczne wypady do Dubrownika, starożytnej Salony, Trogiru, parku narodowego Krka czy też promową wycieczkę do Starego Gradu na wyspie Hvar. Nie poświęcaliśmy zbyt wiele czasu na zwiedzanie miasta, oczywiście poza obowiązkowym pałacem Dioklecjana oraz nadmorskim deptakiem Riva.

 

Split, miejsce naszego "zakwaterowania" przy plaży Znjan

Split, miejsce naszego „zakwaterowania” przy plaży Znjan

 

Split, marina żeglarska

Split, marina żeglarska

 

Poza tymi dwoma miejscami, portem promowym i plażami w zasadzie odwiedziliśmy tylko jedno inne miejsce – stadion Hajduka Split, jednej z dwóch najbardziej znanych (obok Dinama Zagrzeb) drużyn piłkarskich w Chorwacji. Oznaczeń kibiców Hajduka ciężko zresztą w całym regionie uniknąć – charakterystyczna biało-czerwona szachownica z dopiskiem „Torcida Split” widoczna jest na każdym kroku. Zresztą, jeśli chodzi o sport, to Split nie ma się czego wstydzić – pochodzą stąd znane gwiazdy:

  • Goran Ivanišević (tenisista, mistrz Wimbledonu, podwójny brązowy medalista olimpijski),
  • Toni Kukoč (koszykarz NBA, mistrz świata, dwukrotny wicemistrz olimpijski, trzykrotny mistrz NBA z Chicago Bulls i M.Jordanem, trzykrotnie najlepszy koszykarz Europy),
  • Slaven Bilić (piłkarz, brązowy medalista mistrzostw świata 1998 oraz były selekcjoner reprezentacji Chorwacji)

Zakwaterowanie

Mieszkaliśmy w Splicie w pensjonacie zwanym „Apartmani M”, położonym przy samej plaży Znjan. To jedna z najbardziej znanych splitskich plaż – choć kamienista, to jednak w sezonie oblegana i przez turystów i przez mieszkańców miasta. Plaża Znjan ma i polski wątek w swej historii – w 1998 roku na plaży mszę odprawił papież Jan Paweł II. W każdym razie i apartamenty i plażę polecamy.

 

Split, brzoskwinie w przydomowym ogródku

Split, brzoskwinie w przydomowym ogródku

 

Plaże

Wspomniana wyżej plaża Znjan to jedna z dwóch najbardziej znanych plaż w Splicie. Drugą jest jedyna piaszczysta plaża w mieście – Bačvice. Niewielka i bardzo mocno zatłoczona, ale za to z niezwykle wygodnym, płaskim i długim zejściem do wody, dzięki czemu jest idealna dla dzieci – dlatego też bardzo często podczas pobytu w Splicie na niej bywaliśmy. Bywaliśmy też na niej wieczorami, a nawet nocą – przy plaży stoi spory, piętrowy pawilon wypełniony knajpkami i kawiarniami, wieczorem zamieniającymi się w kluby i dyskoteki. Na plaży często też odbywają się koncerty muzyczne – scena jest budowana na wodzie, a widzowie oglądają koncert z plaży. Plaża Bačvice sąsiaduje (poprzez dość głęboki cypel) z portem promowym w Splicie, ale w żaden sposób nie da się tego odczuć.

 

Split, plaża Bačvice

Split, plaża Bačvice

 

Minusem Bačvic była odległość od naszego miejsca zakwaterowania (choć czasem zamieniał się on w plus – do plaży można było w dużej części dojść brzegiem morza – a to już jest całkiem przyjemne), stąd w drugiej części pobytu w zasadzie zrezygnowaliśmy z niej na rzecz plaży Znjan, do której w zasadzie wogóle nie musieliśmy iść – mieliśmy ją na wyciągnięcie ręki – widok na plażę mieliśmy z własnych okien apartamentu.

Osobnym tematem jest woda na chorwackich plażach (w ogromnej większości kamienistych, nie można zapomnieć o obowiązkowym dla turysty wyposażeniu – butach plażowych, zabezpieczających przez ostrymi kamieniami w wodzie). Chodzi o jej… spokój. Z Chorwacji zapamiętaliśmy niesamowity dla nas spokój morza i prawie całkowity brak fal. Zapewne było to spowodowane gęsto rozlokowanymi przy brzegu wyspami o różnej wielkości, osłaniającymi brzeg od otwartego morza i stanowiącymi swoisty falochron dla plaż. W każdym razie dzięki temu dzieciaki miały o wiele większą radochę z kąpieli, a my, pomimo że plaże w większości są tam kamieniste, zapamiętaliśmy Chorwację ze względu na największą przyjemność plażowania, jaką do tej pory spotkaliśmy.

 

Split, plaża Znjan

Split, plaża Znjan

 

Zakupy

Przy dłuższym pobycie i przy założeniu, że żywimy się sami, nie korzystając z posiłków oferowanych przez hotele czy pensjonaty – czyli tak, jak to było w naszym przypadku – zwyczaje „zakupowe” nie różnią się wiele od tych nabytych w Polsce. Małe zakupy – sklepiki osiedlowe jak najbliżej miejsca zamieszkania. N splitskich osiedlach nie brak chorwackich odpowiedników naszych „Zabek” czy „Piotrów i Pawłów” z najbardziej potrzebnymi atrykułami. Na większe zakupy warto się wybrać do hipermarketu, których także w Chorwacji nie brakuje – w naszym przypadku był to wielki Konzum, znajdujący się na obrzeżach miasta (który zresztą przydał się także w przypadku awaryjnej potrzeby zakupu śrubokrętów do szybkiej zmiany pozycji jedynej posiadanej tablicy rejestracyjnej w samochodzie). Swieże owoce i warzywa zawsze można kupić w przydrożnych kramach, których nawet w centrum miasta jest wiele.

 

Split, stadion Hajduka

Split, stadion Hajduka

 

Split, stadion Hajduka

Split, stadion Hajduka

 

Jeśli chodzi o zakupy nieco bardziej wyskokowe, najpopularniejszym piwem jest zdecydowanie miejscowe Karlovacko, dostępne w standardowych opakowaniach (puszka, butelka) oraz w mało popularnych w Polsce, a niezwykle przydatnych i opłacalnych plastikowych butelkach 1.5l 🙂 Jeśli chodzi o wino, zdecydowanie polecamy spróbować win chorwackich. Warto jednak pamiętać, że warto je kupić jak najbliżej „zródła”, czyli najlepiej w winnicy lub sklepiku w miejscowości, gdzie winnice się znajdują. W samym Splicie te same wina są w sklepach widocznie droższe. Zapamiętaliśmy szczególnie (ze względu na smak) świetne wina kupione w trakcie wyprawy do Dubrownika, na półwyspie Pelješac – głównym zajęciem mieszkańców owego półwyspu jest właśnie wyrób win oraz hodowla równie znanych małż.

 

Split, na plaży

Split, na plaży

 

Split, plaże nocą

Split, plaże nocą

 

Pełna galeria zdjęć ze Splitu – na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Wakacje w Chorwacji (2010)

Mirogoj, założony w 1876 r., od samego początku był cmentarzem wielowyznaniowym - pochowani są tu zarówno katolicy, jak i muzułmanie, Zydzi, protestanci, osoby innych wyznań a nawet niewierzący. Dziś Mirogoj uznawany jest za jeden z najpiękniejszych cmentarzy w całej Europie, pełen jest unikalnych, będących swoistymi dziełami sztuki nagrobków oraz rzeźb znanych artystów.

Budapeszt, formalnie stworzony z trzech miast: Budy, Obudy i Pesztu, stolica i największe miasto Węgier, 8. najludniejsze miasto Europy było naszym jedynym przystankiem w drodze powrotnej do Polski z wakacji spędzonych w Chorwacji.

Turanj, niewielka miejscowość na południe od miasta Karlovac (w zasadzie przedmieście), jest siedzibą unikalnego, dostępnego dla wszystkich bez opłat miejsca pamięci - Muzeum Uzbrojenia Wojny Domowej 1991-95, mającego za zadanie utrwalić potworność wojny domowej w byłej Jugosławii.

 

Stari Grad i wyspa Hvar

Wyspa Hvar i leżące na niej miasteczko Stari Grad były celem naszej jednodniowej, promowej wycieczki w trakcie wakacji spędzanych w chorwackim Splicie.

Stari Grad na wyspie Hvar

Stari Grad na wyspie Hvar

Wyspa Hvar uznawana jest za jedną najpiękniejszych wysp świata. Jest najdłuższą na Adriatyku (jej długość to aż 68 km), słynną z suchego klimatu (najbardziej nasłonecznione miejsce w Chorwacji) i znaną z upraw lawendy chorwacką wyspą. W stosunku do Splitu jest schowana za bliższą brzegom kontynentu wyspą Brac.

Jak to na wyspę, dostać się na Hvar można wyłącznie drogą morską – promem, choćby właśnie ze Splitu. Promy pasażerskie pływają ze Splitu do trzech miejscowości na wyspie (Stari Grad, Hvar i Sucuraj), ale tylko do miasta Stari Grad pływają większe promy, zabierające także samochody. My co prawda udaliśmy się właśnie w kierunku na Stari Grad, ale wyjątkowo – bez samochodu (nie zamierzaliśmy jeździć po wyspie, tylko spędzić kilka godzin w Starim Gradzie, a poza tym koszty przewozu samochodu są naprawdę spore).

 

Pożar lasów w okolicach Splitu - widok z promu na Hvar

Pożar lasów w okolicach Splitu – widok z promu na Hvar

 

Na promie w kierunku Starego Gradu

Na promie w kierunku Starego Gradu

 

Wyprawę zaczęliśmy od dojazdu samochodem do portu promowego w Splicie. Z zakupem biletów na prom nie było większego problemu, sam prom okazał się też zresztą niespecjalnie „obłożony” pasażerami. Wypłynięcie z portu było oczywiście okazją do obfotografowania panoramy Splitu, widzianego od strony morza, szczególnie jego starej części i słynnego deptaku Riva. Zostaliśmy w tym momencie zaskoczeni widokiem gęstych kłębów dymu, unoszącego się nad miastem – jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że tuż obok miasta rozszalały się powodowane ciężkimi upałami rozległe pożary, które przez pewien czas zagrażały nawet miastu. Władze apelowały do mieszkańców o pozostanie w domach i nie otwieranie okien. Koniec końców efektem pożaru było 250 ha spalonego lasu tuż za Splitem, w tym na zboczach otaczających miasto gór (co mieliśmy mieć okazję zobaczyć z bliższa w następnych dniach).

 

Wpływamy do Starego Gradu

Wpływamy do Starego Gradu

 

Prom w relacji Split – Stari Grad płynie około 2 godziny. Na pewno nie jest to czas stracony, widoki ze wszystkich stron skutecznie umilają czas. Na promie jest oczywiście pokład widokowy, jest też restauracja i bar, nie brakuje w nich niczego, włącznie z winem, które można w lampce zabrać na pokład i delektować się nim w trakcie rejsu, podziwiając morze i okoliczne wysepki.

Port w Starim Gradzie jest nieco oddalony od miasteczka, konieczny jest krótki, kilkuminutowy spacer brzegiem wyspy, który oczywiście można wydłużyć, choćby po to, by trochę poplażować czy powylegiwać się na przybrzeżnych kamieniach.

 

Kamienny brzeg na Hvarze

Kamienny brzeg na Hvarze

 

Samo miasto Stari Grad było pierwszym miejscem osadnictwa ludzkiego na wyspie i jednym z pierwszych w cały regionie Adriatyku. Stałych mieszkańców ma niewiele (ok.2 tys.), zaludnia się za to w sezonie turystami, zarówno spędzającymi spokojny urlop na wyspie, jak i takimi jak my, dojeżdżającymi i zwiedzającymi wyspę „z doskoku”. Stari Grad szczycie się byciem rówieśnikiem… Arystotelesa – tak, miasto zostało założone (po nazwą Faros, przez Greków) w roku, w którym urodził się ten słynny filozof (384 r. p.n.e.).

Stara część miasta, wypełniona kamiennymi, dobrze utrzymanymi domami, robi naprawdę duże wrażenie, jest niezwykle malownicza i fotogeniczna. Licznie pootwierane bary i kafejki są świetnie wkomponowane w architekturę, stanowiąc atrakcyjne dla turystów miejsce wypoczynku czy posiłku. Pełno w nich zachęt do wypróbowania miejscowego wina, trzecim (po turystyce i lawendzie) źródle utrzymania tutejszych mieszkańców.

W mieście zachowało się sporo cennych zabytków, co prawda nie pochodzących z czasów antycznych, ale dokumentujących bogatą historię miasta. Antyczną pozostałością są, wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, pola obok miasta, stanowiące pozostałości po starożytnych uprawach winorośli i oliwek. Zwiedzanie miasta znacząco ułatwia fakt, iż nie jest ono przepełnione turystami – uliczki są puste, w zasadzie poruszaliśmy się nimi sami, tylko na terenach przy brzegu morza (a w zasadzie zatoki, nad którą miasto leży) można było spotkać turystów.

 

Stari Grad, uliczki starego miasta

Stari Grad, uliczki starego miasta

 

Stari Grad, cerkva (kościół) sv.Petra z klasztorem dominikańskim

Stari Grad, cerkva (kościół) sv.Petra z klasztorem dominikańskim

 

Jeśli chodzi o zabytki, Stari Grad zdecydowanie wyróżnia się kościołami. Jednym z miejsc, które robią wrażenie jest kościół sv.Petar wraz z przynależącym do niego dominikańskim klasztorem, wybudowany w 1487 roku, niecały wiek później spalony przez Turków, ale odbudowany. Uwagę zwraca też renesansowy kościół sv.Roka (św.Rocha) z XVI wieku, przed którym na placu znajdowały się kiedyś rzymskie termy – świadczy o tym napis umieszczony przy schodach kościoła.

Stari Grad, kościół św.Jana (sv.Ivana)

Stari Grad, kościół św.Jana (sv.Ivana)

Wyróżnia się także kościoł św.Jana (sv.Ivana), będący kiedyś pierwszą siedzibą biskupią i stojący na miejscu pierwotnie tu wybudowanego kościoła z okresu wczesnego chrześcijaństwa. Podczas archeologicznych wykopalisk znaleziono tu wiele elementów architektonicznych i dzieł sztuki, pochodzących z VI wieku.

Stari Grad, kościół św.Rocha (sv.Roka)

Stari Grad, kościół św.Rocha (sv.Roka)

Bez problemu znaleźć też można w centrum starej części miasta Tvrdalj – renesansową, ufortyfikowaną letnią rezydencję Petara Hektorovica, pochodzącą z XVI wieku. Hektorovic był poetą, jednym z bardziej znany ludzi na wyspie, żyjącym w okresie częstych najazdów tureckich na wyspę. Z tego też powodu zamienił on swój dom w fortecę (dziś nazywaną zamkiem), która była także schronieniem dla okolicznych mieszkańców. W 1571 roku, na rok przed śmiercią właściciela, Tvrdalj został jednak przez Turków spalony. Po śmierci Hektorovica, szczególnie w XIX i XX wieku, dom był wielkokrotnie przebudowywany i rozbudowywany (np. o kolejne piętro), nieco zmieniając swój wygląd. Urzeka jednak do dziś.

Stari Grad to także zatoka, nad którą leży i żeglarska marina, której nabrzeżem warto się przespacerować. Obok mariny i starej części miasta znajdziemy też mały park z ławeczkami, na których można odpocząć i przyglądnąć się leniwemu tempu życia miejscowych. Właśnie ten spokój, ciszę i bezruch oraz malowniczą starówkę zapamiętaliśmy ze Starego Gradu na wyspie Hvar…

 

Stari Grad, forteca Tvrdalj

Stari Grad, forteca Tvrdalj

 

Stari Grad

Stari Grad

 

Pełna galeria zdjęć ze Starego Gradu i wyspy Hvar – na naszym facebookowym profilu.

 

Inne wpisy z: Wakacje w Chorwacji (2010)

Mirogoj, założony w 1876 r., od samego początku był cmentarzem wielowyznaniowym - pochowani są tu zarówno katolicy, jak i muzułmanie, Zydzi, protestanci, osoby innych wyznań a nawet niewierzący. Dziś Mirogoj uznawany jest za jeden z najpiękniejszych cmentarzy w całej Europie, pełen jest unikalnych, będących swoistymi dziełami sztuki nagrobków oraz rzeźb znanych artystów.

Budapeszt, formalnie stworzony z trzech miast: Budy, Obudy i Pesztu, stolica i największe miasto Węgier, 8. najludniejsze miasto Europy było naszym jedynym przystankiem w drodze powrotnej do Polski z wakacji spędzonych w Chorwacji.

Turanj, niewielka miejscowość na południe od miasta Karlovac (w zasadzie przedmieście), jest siedzibą unikalnego, dostępnego dla wszystkich bez opłat miejsca pamięci - Muzeum Uzbrojenia Wojny Domowej 1991-95, mającego za zadanie utrwalić potworność wojny domowej w byłej Jugosławii.

 

Samochodem na wakacje do Chorwacji bez... tablicy rejestracyjnej ?

Tym razem będzie o jednej z najdziwniejszych samochodowych przygód, jakie zdarzyły nam się do tej pory. I o tym, jak można sobie radzić. I o tym, że da się jeździć po całej Europie, także przez granice poza Unią Europejską z jedną… tablicą rejestracyjną.

Wspomnieliśmy już we wpisie, opisującym jeden z odcinków naszej podróży na wakacje do Chorwacji, że prawdopodobnie właśnie tam zostawiliśmy część naszego, nazwijmy to: wyposażenia. Ale tak naprawdę to do dziś nie jesteśmy pewni, gdzie owa rzecz nam zaginęła. Od początku jednak.

Ostatni odcinek podróży do Chorwacji to wg google’owych map ok.7-godzinny odcinek pomiędzy austriackim Villach a chorwackim Splitem, w którym mieliśmy spędzić wakacyjne dwa tygodnie. Po porannym śniadaniu i szybkim zwiedzaniu okolicy hotelu nad brzegami jeziora Ossiacher See, udaliśmy się w dalszą podróż, prosto ku granicy z Włochami, która jest o „rzut beretem” od tegoż miejsca.

Odcinek włoski, dzięki niezłym tamtejszym autostradom (płatnym, opłaty na bramkach), pokonaliśmy całkiem sprawnie, meldując się w nadadriatyckim Trieście. Dwugodzinny postój, spacer po centrum miasta, i co naszym zdaniem istotne dla meritum tego wpisu, parkowanie samochodu na dużym parkingu przy centralnym placu miasta, Piazza Unita d’Italia. Parkowanie „na styk” z dość gęstym żywopłotem, rozgraniczającym rzędy parkujących samochodów.

Triest z kolei sąsiaduje wręcz z granicą słoweńską, przez który to kraj musieliśmy przejechać krótkim tranzytem, który wiązał się niestety z obowiązkowym zakupem słoweńskiej autostradowej winietki (15 Eur), pomimo tego, że do przejechania w Słowenii mieliśmy pewnie ledwie 40 kilometrów do granicy z Chorwacją. Cały czas jednak poruszamy się wewnątrz Unii Europejskiej – czyli brak jakichkolwiek kontroli granicznych. Nikt nas nie zatrzymywał ani nie kontrolował, co okazało się istotne potem.

 

Tunel Sveti Rok zapamiętaliśmy jak żaden inny

Tunel Sveti Rok zapamiętaliśmy jak żaden inny

 

Pierwszym granicznym „przystankiem” było więc samochodowe przejście słoweńsko-chorwackie w miejscowości Pasjak. Obyło się bez większych ceregieli – standardowe okazanie paszportów, zaglądnięcie (przez okno) na pasażerów, sprawdzenie zgodności twarzy ze zdjęciami paszportowymi, sztampowe pytanie o cel podróży (wakacje) i wbicie stempelka do paszportów. Nie zauważyliśmy niczego, co wzbudziło by naszą czujność.

 

Właśnie zauważyliśmy brak tablicy z przodu...

Właśnie zauważyliśmy brak tablicy z przodu…

 

Wielkie „bum” zastaje nas niedaleko Zadaru, gdzie przed tunelem Sveti Rok (prawie 6 km długości) zachciewa nam się zatrzymać na małym autostradowym parkingu. 170 km przed Splitem wychodzimy z samochodu, stajemy przed nim, obracamy się w stronę maski i… przerażenie w oczach. Przednia ramka na rejestrację kompletnie połamana, a samej tablicy rejestracyjnej… nie ma. Super, jesteśmy na drugim końcu Europy, poza Unią i… zgubiliśmy rejestrację. A my dopiero dojeżdżamy na dwutygodniowe wakacje. Jak teraz poruszać się przez dwa tygodnie po Chorwacji, wszak plany zwiedzania mamy dość intensywne ? No i przede wszystkim – jak wrócić do Polski przez kilka krajów ? Przecież brak tablicy rzuca się w oczy – będzie nas zatrzymywał każdy przejeżdżający patrol policji w każdym kraju… Wakacje szykują się rozrywkowe 🙂

Nie wiemy, gdzie „pozbyliśmy” się rejestracji. Czy to był nocleg w austriackim Villach, parking w Trieście ? Ale chyba celnik na granicy chorwackiej odezwałby się na widok przodu naszego samochodu, podjeżdżającego do kontroli. A może rzeczywiście nie zwracał na to uwagi ? Ale co to ma za znaczenie – znaczenia ma teraz pytanie: co dalej ? Oczywiście decyzja jest: jedziemy dalej, przecież nie wrócimy do Polski i nie zrezygnujemy z wakacji. Co będzie, to będzie.

Do Splitu dojechaliśmy już po ciemku, więc nasze pierwsze obawy zniknęły w mroku – po ciemku ciężej zauważyć brak tablicy w samochodzie. Choć, jak się okazało, nasz hotel mieścił się obok sporego… posterunku policji, co na moment wzmogło nasz stres. W każdym razie obeszło się bez przygód.

 

Bez tablicy rejestracyjnej, ale za to z widokami na niezłe wakacje

Bez tablicy rejestracyjnej, ale za to z widokami na niezłe wakacje

 

Oczywiście brak rejestracji został tematem numer jeden naszych wakacyjnych rozważań. Przez dwa pełne tygodnie poruszaliśmy się po Chorwacji z jedną tablicą rejestracyjną, słusznie przypuszczając, że w wakacyjnym tłumie samochodowym jakoś „zgubimy” nasz drobny brak 🙂 Po paru dniach sytuacja nam spowszedniała i całkiem przestaliśmy się przejmować. Był jednak moment, w którym zaczęliśmy się zastanawiać, czy aby „powinno” nam brakować tej przedniej rejestracji, czy może jednak lepiej nie mieć tej tylnej, jak już mamy tylko jedną.

Rozumowanie było takie brakującą rejestrację przednią zauważą tylko stojące na poboczu patrole policyjne, jeśli zauważy to jadący z naprzeciwka radiowóz, nie będzie mu się chciało zawracać – z reguły na głównych drogach pomiędzy kurortami są sakramenckie korki i jedzie się „gęsiego” – ciężko zawrócić. Natomiast jak w takim korku trafimy na radiowóz jadący za nami, to zdecydowanie warto jest mieć rejestrację z tyłu 🙂 Przydrożnych kontroli w Chorwacji w zasadzie nie ma, więc o przednią rejestrację przestaliśmy się martwić.

Jednak zbliżała się powoli jednodniowa wyprawa do Dubrownika, w trakcie której trzeba przejechać 17-kilometrowy odcinek przez terytorium Bośni i Hercegowiny (Chorwacja jest przedzielona na dwie części, oddzielone właśnie tym pasem, dzięki któremu Bośnia i Hercegowina ma dostęp do morza), czyli: granica. Czyli: celnicy. A jesteśmy poza Unią, tu się pewnie tak po prostu przez granicę nie przejeżdża. I znów włączamy rozumowanie. Jak dojeżdżamy do granicy, celnik patrzy się na nasz samochód od przodu, gdy do niego dojeżdżamy. To na bank. Ale czy będzie się patrzył na nasz samochód od tyłu, gdy będziemy odjeżdżać ? A nawet gdyby – będzie mu się chciało reagować, gdy z daleka zobaczy, że z tyłu nie ma rejestracji ? To już mniej pewne. Czyli na dwoje baba wróżyła: na drodze lepiej mieć rejestrację z tyłu, a na granicy – z przodu. Teraz tylko trzeba to zastosować w praktyce.

Przed wyjazdem do Dubrownika, zaopatrujemy się w Splicie w nową, sprawną ramkę na rejestrację oraz zestaw śrubokrętów. Tak zaopatrzeni, wyjeżdżamy do Dubrownika. Jeśli operacja się uda, będziemy mieli sposób na powrót do Polski. Jak wymyśliliśmy – tak robimy. W tłoku samochodów na drodze prowadzącej na południe jedziemy z rejestracją z tyłu. Zawsze w przypadku mijania z naprzeciwka radiowozu, czy w chwili mijania kierującego gdzieniegdzie ruchem policjanta, ciśnienie nam wzrasta, ale nikt nie reaguje. Na 2 kilometry przed bośniacką granicą stajemy na parkingu i przeprowadzamy „operację” przełożenia tablicy rejestracyjnej. Uzbrojeni w tablicę z przodu podjeżdżamy na przejście graniczne. Jesteśmy geniuszami ! Celnik uważnie patrzy na naszą tablicę, sprawdzając naszą narodowość. Widząc polską (unijną ?) tablicę, gestem ręki każe jechać dalej. Patrzymy we wsteczne lusterka – ani przez myśl mu nie przeszło, by oglądnąć się za nami ! Już patrzył na przednią tablicę następnego samochodu. Po powrocie na terytorium Chorwacji operacja powrotna – jedyna tablica wędruje spowrotem na tył – i jazda do Dubrownika. W drodze powrotnej wszystko wyglądało podobnie- i u nas i u celników. Wiemy już, jak wrócimy do Polski.

I rzeczywiście tak wróciliśmy. Rejestracja z tyłu jest rozwiązaniem najlepszym – na autostradzie ta przednia w zasadzie jest zbędna, szczególnie na autostradzie bez radarów (czyli prawie wszędzie :-)). Przekręcanie tablicy znudziło nam się dopiero po wjechaniu na terytorium Węgier w drodze powrotnej – stwierdziliśmy, że jedziemy z rejestracją z przodu aż do domu. I… dojechaliśmy. Na radiowóz jadący bezpośrednio za nami natknęliśmy się dopiero… w Polsce, a dokładnie w Sandomierzu. I oczywiście zostaliśmy zatrzymani – ale tu już opowiedzieliśmy o historii zgubionej w Chorwacji tablicy, po czym… zostaliśmy pochwaleni za trzymanie jedynej tablicy z przodu – wg policjantów gdyby była z tyłu, zostaliśmy ukarani za unikanie radarów drogowych 🙂 A tak – za brak tablicy nas nie ukarano.

Tak to niecodzienne sytuacje w drodze wymusiły na nas wykazanie się umiejętnością kreatywnego myślenia i wcielania się w zachowania celników czy policjantów 🙂 Było nerwowo, było pomysłowo, ale ważne, że nie zakłóciło to ani przez chwilę naszych wakacyjnych planów. Zjeździliśmy Chorwację, wróciliśmy do Polski nie zauważeni przez „służby” po drodze (poza Sandomierzem :)) Da się ? Da 🙂

Oczywiście to nie rozwiązanie na dłuższą metę (rejestrację trzeba wyrobić od nowa), ale krótkoterminowo, w sytuacji kryzysowej, trzeba sobie jakoś radzić.

 

Inne wpisy z: Wakacje w Chorwacji (2010)

Mirogoj, założony w 1876 r., od samego początku był cmentarzem wielowyznaniowym - pochowani są tu zarówno katolicy, jak i muzułmanie, Zydzi, protestanci, osoby innych wyznań a nawet niewierzący. Dziś Mirogoj uznawany jest za jeden z najpiękniejszych cmentarzy w całej Europie, pełen jest unikalnych, będących swoistymi dziełami sztuki nagrobków oraz rzeźb znanych artystów.

Budapeszt, formalnie stworzony z trzech miast: Budy, Obudy i Pesztu, stolica i największe miasto Węgier, 8. najludniejsze miasto Europy było naszym jedynym przystankiem w drodze powrotnej do Polski z wakacji spędzonych w Chorwacji.

Turanj, niewielka miejscowość na południe od miasta Karlovac (w zasadzie przedmieście), jest siedzibą unikalnego, dostępnego dla wszystkich bez opłat miejsca pamięci - Muzeum Uzbrojenia Wojny Domowej 1991-95, mającego za zadanie utrwalić potworność wojny domowej w byłej Jugosławii.