Czarnogóra | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Herceg Novi, czyli drugie podejście do Boki Kotorskiej

Herceg Novi, miasto z ponad 700-letnią historią, uważane za jedno z… najmłodszych miast nad Boką Kotorską, było kolejnym czarnogórskim przystankiem w naszej wakacyjnej podróży w 2014 r.

Tour de Europe 2014, dzień 18 (poprzedni wpis: Herceg Novi nocą). Ambitny plan dnia poprzedniego zakładał zwiedzenie albańskiej Szkodry oraz czarnogórskich: Podgoricy, Cetynii i parku narodowego Lovcen, a na koniec objechanie atrakcji Boki Kotorskiej, która po pobycie rok wcześniej w Kotorze została jednym z naszych ulubionych miejsc na Bałkanach. Ale plan oczywiście okazał się naiwny – nad brzeg Boki zjechaliśmy z gór już przy zapadającym zmroku i jasne się stało, że objazd Boki Kotorskiej znów musimy odłożyć na przyszłość. Zostało nam zwiedzanie Herceg Novi, w którym zatrzymaliśmy się na noc. Ale na widok starówki tego miasteczka wszelkie żale zostały porzucone – zdecydowanie trafiliśmy w miejsce, jakie lubimy w naszych podróżach. Już teraz (wszak w tym roku w końcu Bokę Kotorską objechać się udało) możemy powiedzieć, że Herceg Novi jest drugim najwspanialszym miejscem nad zatoką, zaraz po Kotorze, którego tu nic nie przebija.

Co do naszego zachwytu nad Herceg Novi – byliśmy go pewni już poprzedniego dnia, kiedy zmordowani całym dniem zwiedzania dojechaliśmy do miasteczka ok. godziny 22:00 i mimo to zdecydowaliśmy się poczłapać na stare miasto, żeby zobaczyć je w nocy. Widok w nocy jest zachwycający, wiedzieliśmy więc, że za dnia będziemy mieli co tu oglądać.

Herceg Novi, twierdza Kanli Kula

Herceg Novi, twierdza Kanli Kula

Herceg Novi, twierdza Kanli Kula

Herceg Novi, twierdza Kanli Kula

Herceg Novi, cerkiew Michała Archanioła

Herceg Novi, cerkiew Michała Archanioła

Herceg Novi, kościół św.Hieronima

Herceg Novi, kościół św.Hieronima

Herceg Novi, kościół św.Leopolda

Herceg Novi, kościół św.Leopolda

Herceg Novi ma ponad 700 lat (założone zostało w 1382 r.), a pomimo to jest jednym z najmłodszych, o ile nie najmłodszym miastem nad Boką Kotorską. Kiedyś, w starożytnych czasach rzymskich, istniała tu już osada, ale oficjalnie założycielem jest Tvrtko I, król Bośni, a potem także Serbii i Chorwacji. Król, za którego panowania Bośnia osiągnęła szczyt swojej potęgi w całej swojej historii. Miasto, wcześniej pod nazwą Sveti Stefan, a potem Novi, leżało na ważnym szlaku handlarzy solą. W XV w. ostatecznie przemianowano je na Herceg Novi, od tytułu ówczesnego władcy.

W całej swojej historii miasto często zmieniało przynależność państwową, od listy zmian może rozboleć głowa. Najdłużej w historii rządzili miastem Turcy, którzy zdobyli je równo sto lat od jego powstania i pozostali tu przez z górą dwa następne wieki. Kolejne sto lat rządzili miastem Wenecjanie, aż do ostatnich lat XVIII w. Cały XIX w. to roszady – co chwila inne mocarstwo zdobywało władzę nad miastem, m.in. Austriacy, Rosjanie czy nawet Francuzi. Ostatecznie po I wojnie światowej Herceg Novi weszło w skład nowo tworzonej Jugoslawii i tak pozostało aż do usamodzielnienia się Czarnogóry (2006 r.).

Miasto jest pełne zieleni i ukwieconych krzewów i drzew. Trochę wiąże się to z handlową przeszłością miasta, do którego zawijały statki z dalekich krajów, a jednym z importowanych towarów były też właśnie rośliny, drzewka i krzewy. To ukwiecenie sprawia, że Herceg Novi od strony wody przypomina nieco ogród botaniczny. i Zdecydowanie wpływa na urokliwość jako całości. A można tu zobaczyć różne rodzaje palm, eukaliptusy, kaktusy, bananowce czy magnolie.

Herceg Novi, widok spod kościoła św.Hieronima

Herceg Novi, widok spod kościoła św.Hieronima

Herceg Novi, twierdza Jaka Kula

Herceg Novi, twierdza Jaka Kula

Herceg Novi, twierdza Jaka Kula

Herceg Novi, twierdza Jaka Kula

Herceg Novi, twierdza Jaka Kula

Herceg Novi, twierdza Jaka Kula

Było też Herceg Novi natchnieniem dla wielu artystów. Na przedmieściu miasta (Topla) mieszkał m.in. Ivo Andrić, laureat literackiej nagrody Nobla, autor słynnego „Mostu na Drinie” (nawiasem – bardzo przyjemna lektura – polecamy).

W Herceg Novi zobaczyć można aż trzy twierdze. Najwyżej położona jest Spanjola, wybudowana tu w 1538 r. przez Hiszpanów, którzy bardzo krótko rządzili miastem, przerywając na chwilę dwustuletnie rządy Turków. Do niej nie dotarliśmy. Ale zwiedzanie rozpoczęliśmy od położonej twierdzy Kanli Kula, którą wybudowali Turkowie zaraz po tym, jak odzyskali miasto od Hiszpanów. Dziś twierdza z amfiteatrem w środku stanowi miejsce wydarzeń kulturalnych, koncertów itp.

Wspięliśmy się więc (nie po raz ostatni tego dnia, bo w przeciwieństwie do starówki Kotoru, która jest płaska, starówka Herceg Novi usadowiona jest na stromym zboczu góry) po niezliczonej ilości schodów ku południowej, najstarszej bramie twierdzy, który ku naszemu rozczarowaniu… okazała się zamknięta. Na wspinaczkę wyżej, do bramy północnej, i sprawdzenie czy tamtędy da się do twierdzy wejść, zabrakło nam ochoty, zdjęcia twierdzy mamy więc wyłącznie z zewnątrz.

Herceg Novi, marina

Herceg Novi, marina

Herceg Novi, wieża zegarowa

Herceg Novi, wieża zegarowa

Wracamy więc w dół, na jeden z dwóch głównych placów starego Herceg Novi, plac Belavista. Znajduje się tu jeden z najbardziej fotogenicznych zabytków miasta – cerkiew Archanioła Michała, z charakterystycznymi czterema wieżyczkami na rogach. Nie jest ona zbyt stara, wybudowana została wszak w pierwszych latach XX w. Ale sama budowla, jak i otaczający ją plac i budynki przy nim, są niezwykle klimatyczne i są ulubionym miejscem spędzania czasu wśród turystów.

Herceg Novi, plac Nikole Durkovića i tzw. "wieża zachodnia"

Herceg Novi, plac Nikole Durkovića i tzw. „wieża zachodnia”

Znów schodzimy nieco w dół, na mały placyk św.Hieronima, na którym stoli katolicki kościół pod tym samym wezwaniem. Kiedyś stał tu podobno meczet, ale na jego miejscu w połowie XIX w. wybudowano tę właśnie świątynię. Kościelna dzwonnica jest osobną budowlą i stoi obok. Przy placu znajduje się jeszcze jeden wart uwagi budynek – szkoła muzyczna, znajdująca się w starym kamiennym pałacu.

Herceg Novi, pomnik... kominiarza ?

Herceg Novi, pomnik… kominiarza ?

Dosłownie kilka schodków niżej znajdziecie kolejny katolicki kościół, św.Leopolda (pochodzącego właśnie z Herceg Novi), dużo starszy, bo pochodzący z XVII w. Stąd już kilka kroków do kolejnej twierdzy w Herceg Novi. Twierdza Jaka Kula położona jest najniżej, niemal tuż nad brzegiem morza, i jest najstarszą z wszystkich trzech – wybudowana została przez założyciela miasta, króla Tvrtka I pod koniec XIV w. Najprawdopodobniej była to wręcz pierwsza budowla nowo tworzonego wtedy miasta. Potem rozbudowali ją Turcy (połowa XVI w.), Wenecjanie (na początku XVIII w.) oraz Austriacy (koniec XIX w.). Wstęp do twierdzy jest płatny (1 lub 2 EUR, nie pamiętamy dokładnie) i nie ma w jej wnętrzach niczego ciekawego, może poza widokiem na wybrzeże i Bokę Kotorską. Wewnątrz organizowane są w sezonie turystycznym pokazy kina pod gołym niebem.

Herceg Novi, pomnik założyciela miasta, króla Tvrtka I

Herceg Novi, pomnik założyciela miasta, króla Tvrtka I

Wracamy w górę (znów te miliony schodów…) na plac Belavista, skąd wąskimi kamiennymi uliczkami wchodzimy na najważniejszy plac w Herceg Novi – plac Nikole Durkovića, kiedyś nazywany placem Solnym. To na nim toczy się całe turystyczne życie w mieście. Plac otoczony jest malowniczymi kamiennymi budynkami i wypełniony kafejkami i restauracjami. Nad placem góruje wieża zegarowa, pochodząca z czasów tureckich (dlatego zwana „Sahat kula”), z 1667 r. Stąd prowadzi na północ droga pod górę do wspominanej przez nas północnej bramy twierdzy Kanli Kula – jej początek znajduje się obok tzw. Zachodniej Wieży.

Herceg Novi, ulice miasta

Herceg Novi, ulice miasta

Na zachód od placu ciągnie się kamienna uliczka, będąca klimatycznym pasażem handlowym z licznymi sklepami. Kończy się ona niepozornym pomnikiem… kominiarza ? W każdym bądź razie wszyscy łapią go za… nos, co łatwo poznać :) Uliczka wychodzi na ulicę Njegośeva – to ulica (bardzo długa), przy której pod numerem 65 stoi dawny dom Ivo Andrića. To tu w 1968 r. zmarła jego żona, Milica. Njegośeva prowadzi aż do Topli, gdzie znajduje się kolejnych kilka zabytkowych kościołów (XVII – XVIII w.), ale je sobie odpuściliśmy.

Herceg Novi, ulice miasta

Herceg Novi, ulice miasta

Znów schodzimy na dół, na nadmorską promenadę i niewielką miejską plażę. Herceg Novi, choć jest ulubionym miejscem wielbicieli opalania, nie ma plaż – te są w okolicznych miejscowościach. Ale ma Herceg Novi bardzo urokliwą marinę i wielki stojący na nabrzeżu pomnik założyciela miasta – króla Tvrtka I. No i stąd widać w całej okazałości twierdzę Jaka Kula.

Herceg Novi, monaster Savina

Herceg Novi, monaster Savina

Na tym kończymy nasze zwiedzanie miasta. Wracamy pieszo do naszego apartamentu, położonego jakieś 500 m od granic starego miasta. Czas się nieco odświeżyć po wspinaczkach po niezliczonych schodach w niemożliwym wprost upale, przy którym w ciasnych kamiennych uliczkach czuliśmy się dosłownie jak w piekarniku. Żegnamy właścicielkę i wsiadamy w samochód. Ale to nie koniec atrakcji Herceg Novi.

Do zobaczenia pozostał nam jeszcze, położony jakiś kilometr na wschód, monaster Savina. Składa się ona z trzech cerkwi, dwóch położonych obok siebie i trzeciej, nieco oddalonej, na wzgórzu ponad nimi. Dwie pierwsze są pod wezwaniem Zaśnięcia Bogurodzicy. Większa jest najmłodsza, pochodzi z końca XVIII w., we wnętrzach wymalowana freskami. Mniejsza z kolei jest najstarsza, wg legendy pochodzi z początków XI w., choć historycznie to mało możliwe. Wnętrza zdobią freski z XV, XVI i XVII w. Ikonostas także pochodzi z XVIII w.

Herceg Novi, monaster Savina

Herceg Novi, monaster Savina

Herceg Novi, monaster Savina

Herceg Novi, monaster Savina

Herceg Novi, monaster Savina

Herceg Novi, monaster Savina

Herceg Novi, monaster Savina

Herceg Novi, monaster Savina

Położona na wzgórzu cerkiew św.Sawy wg legendy założona została właśnie przez Sawę, pierwszego serbskiego biskupa (XII / XIII w.). Ale z niej nic nie zostało, na jej miejscu wybudowano nową w XV w. Oprócz cerkwi na terenie monasteru znajduje się jeszcze skarbiec, a cerkwie otoczone są bardzo starym cmentarzem. Do klasztoru trafiamy jednak w niedzielne południe – odbywają się tu nabożeństwa, co sprawia że zwiedzanie wnętrz jest praktycznie niemożliwe – z zasady nie przeszkadzamy wiernym w świątyniach podczas nabożeństw, bez względu na wyznanie.

Wyjeżdżamy z Herceg Novi z solenną obietnicą, że nad Bokę Kotorską znów wrócimy – po raz trzeci. Sami sobie tej obietnicy dotrzymaliśmy rok później – podczas tegorocznej wakacyjnej wyprawy znów tam zawitaliśmy – ale na tą opowieść jeszcze przyjdzie czas. Na razie kierujemy się ku granicy Czarnogóry z Bośnią. Kolejnym naszym celem jest miasto, w którym się zakochamy – Sarajewo. Ale to już w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z czarnogórskiego Herceg Novi znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Herceg Novi nocą

Drugą wizytę nad Boką Kotorską, tym razem w Herceg Novi, rozpoczęliśmy od nocnego spaceru po najstarszej części miasteczka. Starówka w Herceg Novi, choć niewielka, jest po prostu piękna. Także w nocy.

Tour de Europe 2014, dzień 17 (poprzedni wpis: W drodze nad Bokę Kotorską: Cetynia i park narodowy Lovćen). Boka Kotorska jest jednym z naszych ulubionych miejsc w podróży. Miejscem niezwykle widowiskowym wizualnie, ale też pełnym małych, kamiennych starówek – z największą z nich – starówką Kotoru na czele. Od zawsze chcieliśmy Bokę objechać dookoła. To właśnie miał być ten czas. Ale znów atrakcje po drodze opóźniły nasz przyjazd nad zatokę i do Herceg Novi, niemal identycznie jak rok wcześniej do Kotoru – dojechaliśmy już po ciemku. Wiedzieliśmy już, że z objazdu zatoki nici – musieliśmy ograniczyć nasz program do samego Herceg Novi.

Starówka Herceg Novi, choć budowana w różnych okresach i pod różnymi wpływami, wygląda niezwykle spójnie. Zabytki z czasów weneckich, tureckich czy późniejszych niezwykle płynnie komponują się w całość, dając efekt niezwykle klimatycznego, kamiennego starego miasta.

Herceg Novi zwiedzać będziemy następnego dnia – pokażemy je w dziennym blasku w kolejnym wpisie. A na razie kilka fotek z nocnego spaceru po starówce.

Herceg Novi nocą

Herceg Novi nocą

Herceg Novi nocą

Herceg Novi nocą

Herceg Novi nocą

Herceg Novi nocą

Herceg Novi nocą

Herceg Novi nocą

Herceg Novi nocą

Herceg Novi nocą

Herceg Novi nocą

Herceg Novi nocą

Herceg Novi nocą

Herceg Novi nocą

Herceg Novi nocą

Herceg Novi nocą

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

W drodze nad Bokę Kotorską: Cetynia i park narodowy Lovćen

Po Podgoricy przyszedł czas na zwiedzenie innych atrakcji Czarnogóry, nieco oddalonych od kurortowego wybrzeża morskiego. Kolejna, tym razem historyczna, stolica Czarnogóry – Cetynia oraz górski park narodowy Lovćen.

Tour de Europe 2014, dzień 17 (poprzedni wpis: Podgorica, czyli o tym, jak zaatakowały nas transformersy :)). Po krótkim zwiedzaniu Podgoricy udajemy się w kierunku Boki Kotorskiej – to będzie nasze drugie podejście do zwiedzania atrakcji w miejscowościach nad nią położonych. Ale nad Bokę planujemy dojechać późnym popołudniem – na razie czas na kilka atrakcji po drodze. Pierwszą jest Cetynia (Cetinje), historyczna stolica Czarnogóry i do dziś siedziba prezydenta tego kraju.

Z Podgoricy do Cetynii prowadzi dobra jakościowo, choć średnio atrakcyjna turystycznie trasa – po prostu 35 km, które trzeba przejechać. Z parkowaniem w mieście nie ma problemu, bezpłatnych (przynajmniej nie znaleźliśmy tabliczek z opłatami) parkingów jest ogromna ilość. Parkujemy więc samochód na sporym parkingu obok urzędu miasta, dwa kroki od atrakcji historycznych miasta, i idziemy na rekonesans.

Droga z Podgoricy do Cetynii

Droga z Podgoricy do Cetynii

Cetynia, Muzeum Etnograficzne

Cetynia, Muzeum Etnograficzne

Cetynia, Biljarda, rezydencja Piotra II Niegosza

Cetynia, Biljarda, rezydencja Piotra II Niegosza

Cetynia, Biljarda, rezydencja Piotra II Niegosza

Cetynia, Biljarda, rezydencja Piotra II Niegosza

Cetynia, ruiny starego monasteru i cerkiew z grobowcem Ivana Crnojevića, założyciela miasta

Cetynia, ruiny starego monasteru i cerkiew z grobowcem Ivana Crnojevića, założyciela miasta

Cetynia nie ma żadnych zaszłości starożytnych. Miasto wybudowane zostało w 1482 r. od podstaw (tzn. od siedziby władcy) przez ówczesnego władcy Zety, Ivana Crnojevića. I od razu zostało jego stolicą – Ivan chciał bowiem w czasach najazdu Turków przenieść swoją stolicę w bardziej bezpieczne miejsce – wybrał więc lokalizację w głębi kraju, u stóp gór Lovcen.

Kiedy wybudowano siedzibę władcy, a kilka lat później także monaster – stolica była gotowa. Kilkanaście lat później syn Ivana, Durad, otworzył w Cetynii swoją drukarnię, pierwszą państwową drukarnię na świecie, drukując m.in. pierwsze w historii książki w cyrylicy – i to już ok.40 lat po wynalezieniu druku przez Gutenberga ! W tym samym czasie powstała klasztorna biblioteka, przechowująca cenne manuskrypty. Część z nich zachowała się do dziś i jest wystawiana w klasztornym muzeum. Kilka lat po budowie miasta, jego fundator Ivan Crnojević zmarł, będąc pochowanym w miejscowym klasztorze.

Prze kolejne wieki Cetynia narażona była na ataki ze strony Wenecjan i Turków. Czasem to jedni bronili miasta przed drugimi. Sławny stał się m.in. serbski watażka (w zasadzie – zbójnik) Bajo Pivljanin, pomagający Wenecjanom w czasach najazdów tureckich. Wg legendy zginął on w bitwie z Turkami i pochowany został wraz z żoną przez kościołem Vlaska w Cetynii (jednym z najstarszych budynków w mieście, wybudowanym jeszcze przed samym miastem – w 1450 r.). Jego głowa powędrowała podobno do samego tureckiego sułtana jako trofeum wojenne.

W 1692 r. zniszczony został, wybudowany przez Ivana Crnojevića monaster. Nowy odbudowano niemal 10 lat później, ale w lekko zmienionej lokalizacji, przy wykorzystaniu kamieni ze ruin zniszczonego pierwotnego klasztoru.

Cetynia, monaster

Cetynia, monaster

Cetynia, "Vladin Dom", dawny parlament Czarnogóry

Cetynia, „Vladin Dom”, dawny parlament Czarnogóry

Cetynia, „dom Dukanovića”

Cetynia, „dom Dukanovića”

Cetynia, Vlaška Crkva

Cetynia, Vlaška Crkva

Cetynia, Vlaška Crkva, jeden z dwóch bogomilskich grobowców przed wejściem

Cetynia, Vlaška Crkva, jeden z dwóch bogomilskich grobowców przed wejściem

Kolejny okres świetności Cetynii to czasy władcy Piotra Niegosza, który w 1838 r. wybudował tu swoją rezydencję, zwaną do dziś Biljarda. 40 lat później na kongresie w Berlinie, po wojnie rosyjsko-tureckiej, Czarnogóra odzyskała niepodległość, a jej pierwszą stolicą została właśnie Cetynia. Przestała nią być w 1946 r., kiedy to stolicę przeniesiono do Podgoricy. Po tym czasie znaczenie miasta znacznie spadło, dziś pozostaje ono niewielkim, acz baaaardzo klimatycznym miasteczkiem, z niesamowitą gęstością zabytkowych budynków i dramatycznych historii na metr kwadratowy. Czyli coś wprost stworzonego dla nas :)

Cetynia, pomnik założyciela miasta, Ivana Crnojevića

Cetynia, pomnik założyciela miasta, Ivana Crnojevića

Zwiedzanie miasta rozpoczynamy od placu Dvorski Trg, przy którym znajdują się Muzeum Etnograficzne (wystawa strojów, uzbrojenia i instrumentów muzycznych, głównie z XIX / XX w.) oraz Muzeum – Pałacu króla Nikoli, pierwotnie otwartego w 1926 r. jako Muzeum Narodowe – w czasach gdy Cetynia była stolicą Czarnogóry. Wnętrza muzeów pomijamy, zadowalamy się ich fotografiami z zewnątrz.

Zaraz za nimi po prawej stronie rozpoczyna się teren Biljardy, czyli rezydencji Piotra II Niegosza, wybudowanej w 1838 r. Skąd nazwa ? Myśleliśmy, że od kształtu – z powietrza jest kwadratowa, z czterema wieżami na rogach, które mogą się kojarzyć z dołkami w stole bilardowym – wszak polskie tłumaczenie nazwy to „Bilardówka”. Ale nie – nazwa pochodzi od jednego z pomieszczeń zamku, w którym władca nakazał postawić stół bilardowy.

Po lewej zaś stronie mijamy chyba najbardziej znaczące pod względem historycznym miejsce w Cetynii – pierwotną lokalizację pierwszej siedziby władcy Ivana Crnojevića oraz jego monasteru. Wybudowane w końcu XV w., zniszczone zostały (lub wg innych źródeł wysadzone w powietrze przez mnichów) podczas najazdu w 1692 r. (tu też różne źródła: osmańskiego lub weneckiego). To tu pochowano fundatora miasta, Ivana Crnojevića. W miejscu pierwszego monasteru (zwanym dziś Ćipur) pod koniec XIX w. ówczesny władca, Mikołaj Petrović-Niegosz (jedyny w historii król Czarnogóry), wybudował kaplicę, w której, obok szczątków Ivana Crnojevića, został on pochowany razem z małżonką Mileną.

Cetynia, budynek teatru

Cetynia, budynek teatru

Wjeżdżamy do parku narodowego Lovćen

Wjeżdżamy do parku narodowego Lovćen

Park narodowy Lovćen, szczyt Jezerski Vrh widziany z daleka

Park narodowy Lovćen, szczyt Jezerski Vrh widziany z daleka

Park narodowy Lovćen, schody na szczyt Jezerskego Vrha

Park narodowy Lovćen, schody na szczyt Jezerskego Vrha

Park narodowy Lovćen, schody na szczyt Jezerskego Vrha

Park narodowy Lovćen, schody na szczyt Jezerskego Vrha

Stąd już widać okazałe zabudowania monasteru w Cetynii. Wybudowany został w tym miejscu w początkach XVIII w., częściowo z materiałów, pochodzących z ruin pierwotnego klasztoru, zniszczonego w 1692 r. Kontynuował on dawne tradycje, będąc siedzibą kolejnych władców regionu Czarnogóry. Przestał nią być dopiero z chwilą budowy „Bilardówki”, którą widzieliśmy przed chwilą. Ale do dziś jest traktowany jako jedno z głównych miejsc kultu religijnego w całej Czarnogórze.

Najważniejszym z punktu historycznego miejscem w klasztorze jest wewnętrzne muzeum oraz relikwie przechowywane wewnątrz. Znajdują się tu m.in. relikwie Piotra Cetyńskiego, świętego czczonego głównie w Czarnogórze – znanego bardziej jako Piotra I Niegosza, władcy z przełomu XVIII / XIX w., poprzednika Piotra II Niegosza (ale nie ojca, jego następca, również święty, urodzony nieopodal Cetynii, był synem brata Piota I). Piotr I Niegosz uznawany jest za pierwszego władcę niepodległej Czarnogóry, choć wtedy oficjalnie niepodległym państwem Czarnogóra nie była. Był wszakże zarówno władcą, jak i biskupem (to tradycja dawnych władców tego państwa), stąd większość władców stawała się świętymi. Świętym ogłosił zresztą Piotra I… właśnie Piotr II.

Monaster w Cetynii przechowuje kilka innych relikwi, w tym m.in. część Świętego Krzyża, pastorał Ivana Crnojevića, stułę św.Sawy, pierwszego biskupa Serbii czy koronę Stefana Uroša III Dečanskiego (władcy Serbii, jego historię opisywaliśmy przy okazji odwiedzin monasteru w Visoki Decani, dziś w Kosowie). Znajduje się tu jedna z pierwszych ksiąg, wydrukowanych w drukarni w Cetynii, pochodząca z 1494 r. Najcenniejszą relikwią, przechowywaną tutaj, jest prawa ręka Jana Chrzciciela (jej część przechowywana jest ponoć także w pałacu Topkapi w Stambule – Jan Chrzciciel jest czczony także w Koranie). Niestety na całym terenie klasztoru nie wolno robić zdjęć – nie mamy więc fotografii z wnętrz. Ze zwiedzaniem ich nie ma problemu.

Idziemy na północ, znów mijając Biljardę. Dochodzimy do budynku, zwanego „Vladin Dom”, wybudowanego w 1910 r., w okresie kiedy Czarnogórę ogłoszono (jak się później okazało, na krótki czas – do 1918 r.) monarchią. Był wtedy siedzibą parlamentu Czarnogóry i największym budynkiem w całym państwie. We wnętrzach znajdował się także dom noclegowy dla urzędników państwowych, a nawet tymczasowy teatr. Dziś służy jako Muzeum Narodowe.

Park narodowy Lovćen, mauzoleum Piotra II Niegosza

Park narodowy Lovćen, mauzoleum Piotra II Niegosza

Park narodowy Lovćen, mauzoleum Piotra II Niegosza

Park narodowy Lovćen, mauzoleum Piotra II Niegosza

Park narodowy Lovćen, mauzoleum Piotra II Niegosza, pomnik władcy

Park narodowy Lovćen, mauzoleum Piotra II Niegosza, pomnik władcy

Park narodowy Lovćen, mauzoleum Piotra II Niegosza, grobowiec władcy

Park narodowy Lovćen, mauzoleum Piotra II Niegosza, grobowiec władcy

Park narodowy Lovćen, mauzoleum Piotra II Niegosza, złote sklepienie

Park narodowy Lovćen, mauzoleum Piotra II Niegosza, złote sklepienie

Mijamy kolejny zabytkowy budynek, uważany za jeden z najpiękniejszych w mieście, „dom Dukanovića”, wybudowany także w 1910 r. W swojej historii miał różne zastosowania, dziś jest budynkiem mieszkalnym, wyglądającym na mocno zaniedbały. Dochodzimy wreszcie do najdalej na północ wysuniętej atrakcji Cetynii – cerkwi Vlaška Crkva. Jej historia sięga czasów, kiedy jeszcze… Cetynii nie było. A jak już była, to znów jest historia, warta zauważenia.

Vlaška Crkva wybudowana została w 1450 r., kilkadziesiąt lat przed tym, jak Ivana Crnojević zaczął budować Cetynię. I, co ciekawe, wybudowano ją na wcześniejszym cmentarzysku Bogomiłów, chrześcijańskiego odłamu z dużo starszych czasów (X / XI w.). Jedną z ich nekropolii zwiedzaliśmy rok wcześniej w Radimlji w Bośni. Podobno odkryto tu ok.150 bogomilskich grobowców, z których do dzisiejszych czasów ostały się dwa – nie znaleźliśmy informacji, co stało się z pozostałymi.

Wg legendy Vlahowie byli pasterzami, którzy w tym rejonie strzegli bydła, należącego do władcy Ivana Crnojevića, którzy w 1450 r. wybudowali dla siebie kościół. Początkowo kościół wybudowany był podobno bez udziału kamienia (głównie z gałęzi i gliny). Pierwotna świątynia nie dotrwała do naszych czasów. To, co dziś można oglądać, pochodzi z XVII lub XVIII w. i przebudowy w połowie XIX w. Pozostałości starszej budowli odkryto podczas prac wykopaliskowych pod podłogą obecnej świątyni.

Park narodowy Lovćen, widoki ze szczytu Jezerskego Vrha

Park narodowy Lovćen, widoki ze szczytu Jezerskego Vrha

Park narodowy Lovćen, widoki ze szczytu Jezerskego Vrha

Park narodowy Lovćen, widoki ze szczytu Jezerskego Vrha

Park narodowy Lovćen, widoki ze szczytu Jezerskego Vrha

Park narodowy Lovćen, widoki ze szczytu Jezerskego Vrha

Park narodowy Lovćen, widoki ze szczytu Jezerskego Vrha

Park narodowy Lovćen, widoki ze szczytu Jezerskego Vrha

Pierwszą ciekawostką, na którą warto tu zwrócić uwagę, są dwa kamienne grobowce bogomilskie, stojące przed frontem świątyni. Po pierwsze dlatego, że są jedynymi zachowanymi ze znajdującego się tu przed budową cerkwi cmentarzyska. Po drugie dlatego, że to pod nimi wg legendy pochowano, wspomnianego już wcześniej przez nas, Bajo Pivljanina, watażkę walczącego z Turkami oraz jego żonę. Ta legenda nie znalazła jak dotąd potwierdzenia historycznego. We wnętrzach cerkwi pochowano ważne osobistości w historii Czarnogóry – m.in. pierwszego ministra edukacji czy biskupów z XIX w. Sama cerkiew była zamknięta podczas naszej wizyty.

Drugą ciekawostką, związaną z tą cerkwią, jest jej ogrodzenie – warto na nie zwrócić uwagę. Zostało ponoć wykonane z luf tureckich karabinów, zdobytych podczas wojen na początku II połowy XIX w.

Ostatnim oglądanym przez nas zabytkiem był budynek teatru w Cetynii. Wybudowany został w 1888 r. przez architekta z Trogiru. W tym samym roku odbyło się pierwsze przedstawienie, autorstwa – jakże by mogło być inaczej – ówczesnego władcy, Nikoli I – tego samego, który pochowany został w cerkwi na Ćipurze. Do dziś mieści się tu Teatr Narodowy, na scenie którego występują największe sławy zarówno z byłej Jugosławii, jak i ze świata.

Cała wizyta w Cetynii zajęła nam około godziny. Jak na kilkunastotysięczne dziś miasteczko, to i tak sporo. Wsiadamy w samochód i jedziemy dalej na północ. Teraz celem jest park narodowy Lovćen, a w zasadzie najważniejsze w nim – pod względem historycznym – miejsce. Mauzoleum władcy Piotra II Niegosza, umiejscowione na wysokości 1657 m n.p.m.

Droga z Cetynii do Kotoru

Droga z Cetynii do Kotoru

Droga z Cetynii do Kotoru

Droga z Cetynii do Kotoru

Park narodowy Lovćen zaczyna się niemal zaraz za Cetynią, a do szczytu Jezerski Vrh, na którym stoi wspomniane mauzoleum, jest raptem 20 km. Droga z Cetynii nie jest specjalnie ciekawa widokowo, po prostu musimy przejechać asfaltową drogą przez zalesione, zielone tereny. W końcowym etapie da się zobaczyć coraz częstsze pola biwakowe i miejsca do odpoczynku i zabawy – Lovćen jest popularnym u Czarnogórców miejscem rekreacji. A my jesteśmy tu w sobotę.

Bez żadnego problemu trafiamy pod szczyt Jezerski Vrh – prowadzą tu liczne kierunkowskazy. Ostatni odcinek to stromy, serpentynowy podjazd na górę, gdzie znajduje się mikroskopijny parking (na mniej więcej dziesięć samochodów). Stąd reszta drogi jest już piesza i średnio przyjemna – strome, wykute w skale schody w ilości grubo ponad 400 stopni prowadzą na szczyt, gdzie znajduje się mauzoleum i punkt widokowy. Schody przykryte są czymś w rodzaju betonowego tunelu, nie ma co więc liczyć na widoki po drodze.

Ale za to po wejściu na górę, widoki są nieziemskie. Podobno w dobrą pogodę można stąd zobaczyć prawie całą Czarnogórę. Można tu spędzić naprawdę sporo czasu, kontemplując piękno przyrody z każdej strony. Ale najważniejszym miejscem na szczycie jest monumentalne mauzoleum Piotra II Niegosza, władcy czarnogórskiego z XIX w., a równocześnie poety, uznawanego za jednego z najwybitniejszych w historii tego kraju.

Piotr II Niegosz urodził się całkiem niedaleko, na skraju dzisiejszego parku narodowego, w miejscowości Njeguši. Władzę przejął po wujku, Piotrze I, w wieku 17 lat i sprawował ją aż do śmierci (a nie żył zbyt długo, bo raptem 38 lat). Wybudował w Cetynii słynną „Bilardówkę” jako swoją rezydencję, po raz pierwszy przenosząc ją z monasteru. Choć nadal równocześnie z władzą świecką, sprawował również władzę kościelną – był biskupem. To ostatni taki władca w historii Czarnogóry. Piotr II Niegosz chciał być pochowany w kaplicy na szczycie Jezerski Vrh, którą sam wcześniej wybudował – i tak też się stało.

Droga z Cetynii do Kotoru, panorama Boki Kotorskiej

Droga z Cetynii do Kotoru, panorama Boki Kotorskiej

Droga z Cetynii do Kotoru, panorama Boki Kotorskiej

Droga z Cetynii do Kotoru, panorama Boki Kotorskiej

Droga z Cetynii do Kotoru, panorama Boki Kotorskiej

Droga z Cetynii do Kotoru, panorama Boki Kotorskiej

Droga z Cetynii do Kotoru, panorama Boki Kotorskiej

Droga z Cetynii do Kotoru, panorama Boki Kotorskiej

Starówka Kotoru

Starówka Kotoru

Przeprawa promowa przez Bokę Kotorską

Przeprawa promowa przez Bokę Kotorską

Kaplica została jednak uszkodzona podczas wojen na początku XX w., a grobowiec władcy został umieszczony w monasterze w Cetynii. Dzieła zniszczenia kaplicy dopełniły po II wojnie światowej komunistyczne władze Jugosławii, które pod pretekstem wykonania ostatniej woli Piotra Niegosza, zburzyły kaplicę i wybudowały betonowe, socrealistyczne mauzoleum, przenosząc tu z powrotem grobowiec władcy. Architektem był jeden z najsłynniejszych rzeźbiarzy XX wieku, Ivan Meštrović – jedno z jego dzieł, pomnik Grzegorza z Ninu, mieliśmy okazję widzieć w chorwackim Splicie.

Mauzoleum składa się dwóch posągów strażniczek, strzegących wejścia oraz olbrzymiego posągu władcy (waga: 28 ton) wewnątrz. Grobowiec ze szczątkami Piotra II Niegosza znajduje się piętro niżej, w specjalnej niszy, do której wejście znajduje się z tyłu mauzoleum. Wejście do mauzoleum jest płatne (bodajże 2-3 EUR), ale warto – choćby po to, by zobaczyć sklepienie, wykonane z czystego złota. A dokładnie mozaikę na sklepieniu, złożoną z 27 tys. małych płytek, pokrytych czystym złotem (w sumie zużyto 18 kg złota).

Wsiadamy ponownie w samochód – czas na ostatni etap podróży tego dnia. Przebyliśmy długą drogę z albańskiej Szkodry, przez czarnogórskie Podgoricę i Cetynię. Teraz czas na zjazd z gór Lovćen nad Bokę Kotorską. Jedziemy do Herceg Novi, po raz drugi goszcząc nad tą niezwykle widowiskową zatoką. Rok wcześniej jeden dzień spędziliśmy podczas wakacyjnej podróży w Kotorze.

Trasa z parku narodowego Lovćen do Kotoru jest niezwykle widowiskowa. Śmiemy twierdzić, że jest jedną z najpiękniejszych dróg w Czarnogórze. Najpierw jedziemy wąską drogą, na której ciężko minąć się z nadjeżdżającym z naprzeciwka samochodem. Dojeżdżamy w okolice wsi Njeguši, gdzie droga się rozszerza, a równocześnie zaczyna się widowiskowy zjazd ostrymi serpentynami (w sumie ok.30 zakrętów po 180 stopni każdy). Po drodze w wielu miejscach urządzone zostały punkty widokowe, przy których można się zatrzymać – bo łapki wręcz świerzbią, by trzaskać fotki – widoki są nie do opisania.

Boka Kotorska niemal z każdej strony jest cudownym widokiem, ale widziana z otaczających ją gór jest jednym z najpiękniejszych widoków, jakie da się wymarzyć. W sumie trasa do Kotoru liczy nieco ponad 30 km, z czego mniej więcej połowa to zjazd widokowy. Można na trasie naprawdę spędzić dużo czasu, zatrzymując się co chwila, by podziwiać panoramę. Zmontowaliśmy na niej także autorski filmik, choć obraz z kamery umieszczonej w samochodzie nie zawsze oddaje widoki obecne za bocznymi oknami pojazdu. Film możecie zobaczyć poniżej.

Przy zapadającym zmroku dotarliśmy na przeprawę promową pomiędzy miejscowościami Lepetane i Kamenari. Skraca ona znacznie objazd dookoła całej zatoki (inaczej trzeba byłoby przejechać kilkadziesiąt kilometrów więcej), a koszt przeprawy był symboliczny. Koniec końców około godziny 21:00 zawitaliśmy do naszego miejsca noclegowego w Herceg Novi. Po mniej więcej 12 godzinach podróży i zwiedzania nie daliśmy sobie jednak zbyt dużo czasu na odpoczynek – nie mogliśmy bowiem odpuścić sobie nocnego spaceru po pięknej starówce w Herceg Novi – ale to już będzie w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z Cetynii i parku narodowego Lovćen w Czarnogórze znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

 

Podgorica, czyli o tym, jak zaatakowały nas transformersy :)

Czarnogórski etap naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. rozpoczęliśmy od wizyty w stolicy tego kraju. W planach głównie zobaczenie najstarszej dzielnicy miasta. A tymczasem główną atrakcją niespodziewanie stały się… transformersy :)

Tour de Europe 2014, dzień 17 (poprzedni wpis: Szkodra, czyli Albania twierdzami stoi). Szkodrę, ostatnie miasto zwiedzane przez nas podczas tej podróży w Albanii, opuściliśmy lekko po południu, udając się w stronę czarnogórskiej granicy. Odległość do Podgoricy to 60 km, trasa zajmuje więc około godziny. Trzeba jednak dołożyć trochę na granicę, albańskie granice prawie nigdy nie są do przejechania ot tak, swoje trzeba odstać. Ale tym razem poszło wyjątkowo sprawnie – przejście graniczne zajęło nam ok.20 minut, co jest naprawdę dużym sukcesem – na czarnogórsko-albańskiej granicy zdarzało nam się stać w przeszłości nawet i 2 godziny. Z granicy już tylko 20 km i dotarliśmy do stolicy Czarnogóry.

Podgorica sama w sobie nie posiada zatrważającej liczby zabytków, ale okolice miasta zamieszkałe były już w czasach illyryjskich (np. Doclea, wspominana przez Ptolomeusza w II w. p.n.e., zniszczona na początku VII w.). Protoplasta samej Podgoricy – Birziminium, wspominany był już w czasach rzymskich jako mały przystanek karawan. Dzisiejsza Podgorica powstała prawdopodobnie w czasach powstawania serbskiej dynastii Nemanjiców, zresztą jej założyciel – Stefan Nemanja – wg legendy urodził się właśnie w Ribnicy – bo tak wtedy nazywało się miasto.

Podgorica, parlament Czarnogóry

Podgorica, parlament Czarnogóry

Podgorica, pomnik Puszkina

Podgorica, pomnik Puszkina

Podgorica, pomnik Nikoli I, księcia, a potem króla Czarnogóry

Podgorica, pomnik Nikoli I, księcia, a potem króla Czarnogóry

Podgorica, kamienny most z czasów osmańskich

Podgorica, kamienny most z czasów osmańskich

Podgorica, turecka twierdza z XV w.

Podgorica, turecka twierdza z XV w.

Nazwa Podgorica pojawia się po raz pierwszy w 1326 r. – wtedy już miasto było prężnym ośrodkiem handlowym, położonym na skrzyżowaniu dwóch bardzo ważnych dróg. Rozwój miasta zatrzymali Turcy, zdobywając miasto w 1474 r. Aczkolwiek wybudowali tu twierdzę, której ruiny oglądać można dzisiaj, w miejscu gdzie powstawało pierwsze miasto – Ribnica. Osmanie rozpoczęli także islamizację miasta i przesiedlanie do niego rodzin muzułmańskich, co zaowocowało powstaniem stricte tureckich części miasta (Nova Varoš), także istniejących do dziś.

Czasy tureckie skończyły się w Podgoricy w 1878 r., kiedy to po wojnie rosyjsko-tureckiej, pokojowy kongres w Berlinie „przydzielił” miasto do Czarnogóry. Ponowny rozwój miasta trwał krótko, bo nadeszła I wojna światowa i okupacja austro-węgierska. Po II wojnie, podczas której miasto znów okrutnie ucierpiało (w bombardowaniach zginęła ok.1/3 ludności miasta), Podgorica została stolicą jednej z jugosłowiańskich republik. Od 2006 r. formalnie jest stolicą niepodległej Czarnogóry.

Podgorica, meczet Osmanagica

Podgorica, meczet Osmanagica

W Podgoricy najważniejszym naszym celem była dzielnica Nova Varoš, czyli stara część turecka miasta. Miejsce parkingowe znaleźliśmy obok… siedziby parlamentu Czarnogóry – pomogła nam zapewne trochę sobota, parking stał sobie pusty). Lokalizacja idealna, bo wystarczy przejść na drugą stronę ulicy, by znaleźć się na terenie starej tureckiej twierdzy i w dzielnicy Nova Varoš.

No to zaczynamy. Zaczynamy od starego, kamiennego mostu na rzece Ribnica, tuż przy jej połączeniu z drugą rzeką, Moracą. Most pochodzi z ery osmańskiej, ale nie jest znana dokładna data jego budowy. Architektonicznie – typowy stary most. Ze względu na swoją widowiskowość i przyjemną okolicę, odwiedzany dziś przez pary młodych ludzi, a wieczorami „traktowany” jako miejsce spotkań młodzieży. Po przejściu przez most wkraczamy na teren dawnej tureckiej twierdzy Depedogen, jak już wspominaliśmy – wybudowanej pod koniec XV w. przez Turków, po tym jak zdobyli miasto. Legenda mówi, że twierdza jest znacznie starsza, jej początki sięgają XII w. i była ona miejscem urodzenia wspomnianego Stefana Nemanji – pierwszego władcy ze słynnej serbskiej dynastii. Ale to tylko legenda.

Podgorica, meczet Starodoganjska

Podgorica, meczet Starodoganjska

Podgorica, turecka wieża zegarowa

Podgorica, turecka wieża zegarowa

Podgorica, Plac Republiki

Podgorica, Plac Republiki

Podgorica, Teatr Narodowy

Podgorica, Teatr Narodowy

Twierdza przez większość swojego istnienia używana była jako magazyn prochu i amunicji – co skończyło się dla niej bardzo źle. W 1878 r. uderzył w nią bowiem piorun, co skończyło się ogromną eksplozją i w efekcie końcem istnienia twierdzy. Choć dla nas – jakoś dziwnie ten 1878 rok to rok, kiedy Turcy, rządzący miastem, musieli je opuścić – ale to tylko taka nasza teoria. W każdym razie z twierdzy do dziś pozostało bardzo niewiele, aczkolwiek warto tu zaglądnąć – ruiny są bardzo malowniczo usytuowane na zbiegu dwóch rzek.

Podgorica, transformersy w centrum miasta

Podgorica, transformersy w centrum miasta

Idziemy na południe, wkraczając w starą turecką dzielnicę, najstarszą część dzisiejszej Podgoricy. Rzeczywiście można się tu momentami przenieść w inne miejsce na mapie. Niska, tradycyjna zabudowa, wąskie i kręte uliczki, małe, kameralne meczety – trochę jak z zapomnianego tureckiego miasteczka.

Podgorica, transformersy w centrum miasta

Podgorica, transformersy w centrum miasta

Pierwszy z meczetów – Starodoganjska, wybudowany został w czasach, gdy Turcy zdobywali miasto, pod koniec XV w. Wtedy, nie licząc meczetu w twierdzy Depedogen, był to jedyny meczet w mieście. Był wielokrotnie odnawiany, ostatnio pod koniec XX w. Dużo młodszy jest drugi znajdujący się w dzielnicy meczet – meczet Osmanagica (nazwa pochodzi od nazwiska fundatora, pochowanego zresztą na dziedzińcu), wybudowany w XVIII w. Zniszczony podczas II wojny światowej, pozostawał w ruinie przez dziesiątki lat, odnowiony dopiero w 1997 r.

Podgorica, transformersy w centrum miasta

Podgorica, transformersy w centrum miasta

W tym samym czasie, co meczet Osmanagica, wybudowany został jeden z symboli dzisiejszej Podgoricy, turecka „Sahat kula”, czyli wieża zegarowa (wysokość: 16 m) w dzielnicy Nova Varoš. W dzielnicy podobno można znaleźć kilka innych pozostałości tureckich (hamam, stare więzienie).

Podgorica, transformersy w centrum miasta

Podgorica, transformersy w centrum miasta

Czas na pobieżne choćby zobaczenie nowszej części Podgoricy. Nie ma tam zabytków, choć ze starej dzielnicy wiedzie tędy najkrótsza droga do kościoła św.Jerzego (IX – XI w.), położonego na zboczu wzgórza Gorica, na północy miasta. Do kościoła nie dotarliśmy, bo okazało się, że drogi do niego prowadzące są w remoncie, a innych nie chciało nam się szukać. Pospacerowaliśmy więc sobie po centrum Podgoricy, m.in. po głównym placu – Placu Republiki, obok Teatru Narodowego i, wracając do samochodu – nieco po sąsiedzku – obok Parlamentu, Banku Centralnego i Głównej Poczty.

Podgorica, transformersy w centrum miasta

Podgorica, transformersy w centrum miasta

Już niemal na początku spaceru po centrum naszą uwagę przykuły jednak inne atrakcje. Okazało się, że na terenie centrum porozstawiane są repliki transformersów, będące artystycznymi pracami, wykonanymi w odpadów – taka demonstracja ekologiczna. Poszczególni „bohaterowie” filmowi stali w różnych częściach centrum, a my skupiliśmy się na odnalezieniu jak największej ich liczby – nie wiedzieliśmy wtedy, ile ich faktycznie jest. Znaleźliśmy sześć, później doczytaliśmy, że wszystkich było siedem.

Podgorica, transformersy w centrum miasta

Podgorica, transformersy w centrum miasta

Transformersy stały się niechcący główną atrakcją naszego krótkiego pobytu w Podgoricy i pretekstem do zabawy w ich poszukiwanie. Na pewno nasze najmłodsze pociechy długo pamiętały ten odcinek naszej podróży. W szczególności Szymek, dla którego transformersy były okazją do naprawdę świetnej zabawy i największą chyba atrakcją całej podróży.

Z Podgoricy wyjechaliśmy bez żalu – miejsce „odhaczone”, choć raczej specjalnie nie zapadnie nam w pamięć (no, może poza transformersami :)). Może, gdybyśmy pojeździli dookoła miasta i sprawdzili stanowiska archeologiczne w miejscach starożytnych miast i illyryjskich osiedli, byłoby inaczej. Może będzie to okazja, by tu wrócić. A na razie jedziemy dalej, bo to nie koniec dnia i nie koniec czarnogórskich atrakcji. Kolejne to stara czarnogórska stolica Cetynia i park narodowy Lovcen. Ale je pokażemy Wam w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z Podgoricy znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

W kierunku Albanii. Czarnogórskie wybrzeże Adriatyku.

Piąty dzień wakacyjnego podróżowania do Turcji to wjazd w totalną jak dla nas egzotykę. Plan zakładał bowiem wjazd do Albanii i dojazd do Durres, z niezwykle bogatym planem zwiedzania i w Czarnogórze i w samej Albanii. Plan prześwietny, tyle że… udał się nam tylko częściowo.

Tour de Europe, dzień 5 (poprzedni wpis z trasy: Stari Bar, starożytne Antibarum). Mniej więcej około południa zakończyliśmy zwiedzanie starówki czarnogórskiego Kotoru oraz twierdzy św.Jana, górującej nad nim. Szybkie pakowanie i wynosimy się z naszego apartamentu na kotorskiej starówce, wsiadamy w samochód, wcześniej płacąc za parkowanie samochodu od poprzedniego wieczoru. Bo wjazdu na starówkę oczywiście samochody nie mają, gdy masz nocleg na starówce, to samochód musisz zostawić na jednym z kilku parkingów ją otaczających, a owe są oczywiście płatne. Planując nocleg na starym mieście w Kotorze, trzeba to sobie wkalkulować w koszty. A parking kosztuje 0,80 EUR za godzinę, co jest na szczęście ceną do przyjęcia (w 2012 r. w austriackim Grazu płaciliśmy np. 4 EUR za godzinę (!)).

Czarnogórskie wybrzeże Adriatyku

Czarnogórskie wybrzeże Adriatyku

Z naszym noclegiem w Kotorze wiąże się jeszcze jedna historia, jedyna jak na razie (na szczęście, choć podobne mieliśmy półtora roku wcześniej przy próbach rezerwacji hotelu w brazylijskim Rio de Janeiro, ale o tym innym razem) tego rodzaju w historii naszych wakacyjnych wojaży. Otóż nocleg pierwotnie mieliśmy zaplanowany i zarezerwowany (od grudnia 2012) z dala od starówki Kotoru, w oddalonej ok.2 km miejscowości, w pensjonacie, z widokiem na Bokę Kotorską, śniadaniem i parkingiem w cenie. I tenże pensjonat na 2 tygodnie przed naszym przyjazdem (czyli tydzień przed wyjazdem z Polski) poinformował nas, iż niestety musi odmówić nam gościny, ponieważ akurat w tym terminie będą kłaść przy jego ulicy asfalt, w związku z tym dojazd nie będzie możliwy. I prosi, żebyśmy anulowali swoją rezerwację na Booking.com, a on (łaskawie) nie pobierze od nas żadnych kosztów w związku z tą anulacją. Nie uwierzyliśmy już wtedy w to tłumaczenie, spaliśmy w Kotorze w nocy z… soboty na niedzielę – kto wtedy kładzie asfalt ? Pewnie więc znalazł się lepszy klient od nas i chce spać dłużej niż jedną noc w dwóch pokojach z widokiem na zatokę – nie chcą nas, to się pchać nie będziemy. A potem okazało się, że ta noc była wyjątkowa (karnawał itp.), więc już jesteśmy pewni, że wypchali nas na korzyść kogoś, kto zapłacił więcej. Bo na pewno w karnawałową noc nikt tam asfaltu nie kładł. Ot, taka historia. Ten pensjonat to Apartmani Markovic – otwarcie nie polecamy.

Ale wracamy do Kotoru. Wyjeżdżamy ze starówki, kierując się niezmiennie na południe. Teraz będziemy jechać praktycznie aż do południowych krańców Czarnogóry wzdłuż wybrzeża Adriatyku, zwiedzając wszystkie napotkane atrakcje. Zaczynamy od godzinnego zwiedzania Budvy, największego czarnogórskiego kurortu, który ma również całkiem atrakcyjną starówkę.

KML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Tour de Europe 2013 - Czarnogóra

ładowanie mapy - proszę czekać...

Czarnogóra, Kotor: 42.424662, 18.771234
Czarnogóra, Budva: 42.288056, 18.842500
Czarnogóra, Sveti Stefan: 42.255902, 18.890984
Czarnogóra, Rezevici: 42.215091, 18.923481
Czarnogóra, Praskvica: 42.268862, 18.910389
Czarnogóra, Haj-Nehaj: 42.153732, 19.020853
Czarnogóra, Stari Bar: 42.096390, 19.135979
Czarnogóra, Mirovica: 42.080141, 19.129386
Czarnogóra, Ulcinj: 41.914669, 19.244442
Czarnogóra, Svac: 41.989927, 19.317269

 

Monaster Praskvica

Monaster Praskvica

Monaster Praskvica

Monaster Praskvica

Kolejnym przystankiem jest prawosławny monaster Praskvica, o którym można opowiedzieć kilka niezwykle malowniczych historii. Wg legendy, monaster założono w 1050 r., aczkolwiek w dokumentach dostępnych dzisiaj pojawia się dopiero w 1307 r. Do monasteru przynależało aż 6 kościołów,z  których tylko dwa stały na miejscu, pozostałe 4 leżały na wyspie Sveti Stefan (o niej później). Jeden z tych czterech komunistyczne władze Jugosławii zamieniły na kasyno.

Wg innej legendy, w monsterze złożony jest krzyż Dusana, XIV-wiecznego króla Serbów. A wg innej, na przełomie XVIII i XIX w. żył w monasterze jednoręki były rosyjski żołnierz, który ślubował ciszę. Legenda ta mówi, że tenże JEDNORĘKI człowiek w ciągu 10 lat wybudował 3 km kamiennej drogi z monasteru do wyspy Sveti Stefan (do dziś jest ona nazywana od jego imienia – „droga Jegora”). Inna jej wersja mówi o Rosjaninie, który osiadł w Czarnogórze i dedykował swe życie Bogu po tym, jak córka uciekła z domu. Córka jednak po kilku latach powróciła i aby odpokutować swe winy, w męskim przebraniu spędziła resztę życia właśnie w Praskvicy, ujawniając swą tajemnicę dopiero tuż przed śmiercią.

My byliśmy w młodszym z dwóch kościołów znajdujących się przy monasterze, pod wezwaniem św.Mikołaja, wybudowanym w 1413 r., odbudowanym w XIX wieku. Starszy, pod wezwaniem św.Trójcy, jest położony w odległości krótkiego spaceru od klasztoru. Klasztor został zrównany z ziemią przez Napoleona, a odbudowany za rosyjskie pieniądze. Do dziś mnisi podkreślają silne związki z Rosją.

Wyspa Sveti Stefan

Wyspa Sveti Stefan

Kolejną atrakcją jest Sveti Stefan – wyspa, a w zasadzie dziś już półwysep (bo wyspę połączono stałą drogą z lądem). Na wyspie Sveti Stefan już w XV wieku zbudowano fortyfikacje skierowane przeciwko Turkom. Komunistyczne władze Jugosławii wysiedliły z wyspy wszystkich mieszkańców i zamieniły ją w ekskluzywny resort. Nic sobie z tragedii mieszkańców nie robiąc, wraz z władzami jugosłowiańskiego reżimu, bawiły się tu światowe gwiazdy, m.in. Elizabeth Taylor, Sophia Loren czy Kirk Douglas. Po rozpadzie Jugosławii i uzyskaniu niepodległości przez Czarnogórę, rozpisano przetarg na rewitalizację wyspy. W 2007 r. wygrała go firma, która w zamian za wykonanie projektu, uzyskała 30-letnią gwarancję wynajmu. No i jest dziś wyspa Sveti Stefan prywatną własnością, luksusowym hotelem. Na wyspę nie mają wstępu osoby postronne, wyłącznie goście hotelowi. Wyspę Sveti Stefan można więc sfotografować jedynie z drogi, która przebiega obok (jest zresztą przygotowane miejsce do parkowania z widokiem na wyspę).

Monaster Rezevici

Monaster Rezevici

Monaster Rezevici

Monaster Rezevici

Monaster Rezevici, cerkiew św.Trójcy

Monaster Rezevici, cerkiew św.Trójcy

Monaster Rezevici, cerkiew Zaśnięcia Matki Bożej (z lewej) i cerkiew św.Trójcy (z prawej, wraz z dzwonnicą)

Monaster Rezevici, cerkiew Zaśnięcia Matki Bożej (z lewej) i cerkiew św.Trójcy (z prawej, wraz z dzwonnicą)

Jedziemy dalej. Kolejny jest znów monaster – monaster Rezevici. Ciekawa jest historia jego powstania. Wg legendy, w pobliżu stała kiedyś kolumna, w której trzymane było wino dla spragnionych wędrowców. Pewnego razu wypił je przejeżdżający tędy król serbski, Stefan Prvovencani, który upiwszy się nim, po wytrzeźwieniu kazał tu postawić klasztor. W każdym razie dziś w klasztorze znajdują się dwie cerkwie. Starsza, cerkiew Zaśnięcia Matki Bożej, istnieje od 1223 r., zaś młodsza (i większa), cerkiew św.Trójcy od 1351 r., ale ta druga nie zachowała się do dzisiejszych czasów. Na jej miejscu wybudowano (wraz z przylegającą dzwonnicą) nową w 1770 r. Klasztor był wielokrotnie rabowany i niszczony: przez Turków (dwa razy w XVIII w.), Francuzów (za Napoleona, w XIX w.), a ostatni raz przez Włochów (1941 r.). Monaster mocno ucierpiał także podczas trzęsienia ziemi w 1979 r.

Wsiadamy w samochód i jedziemy dalej, wciąż na południe. Nie zatrzymując się, przejeżdżamy obok twierdzy Haj-Nehaj (kilka kilometrów przed miastem Bar, po prawej stronie drogi), wybudowanej przez Wenecjan w XV wieku, dla ochrony ich południowych granic przed Turkami. Nie wiemy, jak tam dojechać (dziś wiemy, że instrukcję dojazdu można znaleźć np. tutaj), zresztą nie mamy za bardzo czasu. Zmierzamy ku miastu Bar, a w zasadzie ku jego starej, historycznej części, zwanej Stari Bar, w której znajduje się średniowieczna pozostałość po dawnej lokalizacji tego miasta.

Twierdza Haj-Nehaj przy drodze do miasta Bar

Twierdza Haj-Nehaj przy drodze do miasta Bar

Ulcinj, stare miasto widziane z poziomu plaży miejskiej

Ulcinj, stare miasto widziane z poziomu plaży miejskiej

Zwiedzamy więc Stari Bar, po czym kierujemy się ku samemu południu Czarnogóry, ku miastu Ulcinj (niewiele ponad 10 tys. mieszkańców). Najbardziej znaną historycznie częścią miasta jest jego starówka wraz z twierdzą. Mury obronne pochodzą już z XII wieku. Jedziemy ku starówce Ulcinja na tzw. „czuja”, bo miasto oznakowane jest niestety słabo. Niestety błądzimy w ciasnych (i jednokierunkowych) uliczkach nadmorskich miasta i wyjeżdżamy na plaży grubo poniżej twierdzy, którą oglądamy z poziomu morza. Oglądamy ją więc z tego poziomu, po czym odpuszczamy, nie próbujemy się do niej zbliżyć, głównie z powodu świadomości upływającego czasu: do granicy z Albanią jeszcze godzina jazdy, a potem kolejne dwie, nie licząc planowanych postojów w Szkodrze i Kruje już po stronie albańskiej. Z czasem więc jest ciasno.

Ale tak całkiem Ulcinja nie odpuszczamy. Odbijamy z trasy ku granicy albańskiej (nie ostatni raz tego dnia) i jedziemy poza południowe granice miasta, na most na rzece (raczej chyba kanale) Milena. Nad nią znajdują się unikalne stanowiska rybackie, kalimery, będące jedną z najstarszych metod łowienia ryb. Sklecone prostą metodą z prostych desek, wyglądają zjawiskowo i nie przystają ani przez moment do świadomości czasów dzisiejszych. To taka szybka podróż wstecz w czasie.

Ulcinj, "kalimery", stanowiska rybackie na rzece Milena

Ulcinj, „kalimery”, stanowiska rybackie na rzece Milena

Ulcinj, "kalimery", stanowiska rybackie na rzece Milena

Ulcinj, „kalimery”, stanowiska rybackie na rzece Milena

Ulcinj, "kalimery", stanowiska rybackie na rzece Milena

Ulcinj, „kalimery”, stanowiska rybackie na rzece Milena

Odbijamy od czarnogórskiego Adriatyku, kierując się jedyną drogą prowadzącą z Ulcinj ku przejściu granicznemu z Albanią. Ale zanim wjedziemy w czeluście nieznanego dla nas świata, jeszcze raz odbijamy z trasy – za znakami kierującymi na Svac. Miasto Svac po raz pierwszy pojawia się w dokumentach w 1067 r. W 1242 r. zostało zdobyte i zniszczone przez Mongołów, ale odbudowane w końcówce XIII w. na rozkaz królowej Serbii, która uczyniła z miasta swoją siedzibę. Miasto zaczęło jednak podupadać już w początkach XV wieku, a 1571 r. zostało ponownie zniszczone, tym razem przez Turków. Zniszczenia te spowodowały ucieczkę mieszkańców, którzy już nigdy tu nie wrócili. Dziś w zasięgu wzroku pozostają ruiny dwóch kościołów (do dziś zachowały się resztki ośmiu, a podobno miasto miało ich tyle, ile jest dni w roku): katedry św.Jana Chrzciciela na samym szczycie miejskiego wzgórza (1300 r.) oraz franciszkańskiego kościoła Najświętszej Maryi Panny, znajdujące się nieco niżej (wcześniej). Z praktyki – uważajcie na oznakowanie przy drodze. Od Ulcinj kierują znaki na „Svac”, a sam skręt do ruin jest już oznakowany inaczej („Stari Grad” przy obelisku stojącym przy asfaltowej drodze, która kawałek dalej najzwyczajniej się kończy). Ostatni odcinek trzeba przejechać szutrem, za parking robi zdewastowane boisko piłkarskie. Dalej już tylko pieszo, na wzgórze dawnego miasta, ruiny widać z poziomu boiska.

Svac, ruiny kościoła Najświętszej Maryi Panny

Svac, ruiny kościoła Najświętszej Maryi Panny

Svac, w oddali ruiny katedry św.Jana Chrzciciela

Svac, w oddali ruiny katedry św.Jana Chrzciciela

Svac, ruiny katedry św.Jana Chrzciciela z bliska

Svac, ruiny katedry św.Jana Chrzciciela z bliska

Svac, ruiny katedry św.Jana Chrzciciela z bliska

Svac, ruiny katedry św.Jana Chrzciciela z bliska

Svac, ruiny miasta

Svac, ruiny miasta

Jesteśmy blisko Albanii...

Jesteśmy blisko Albanii…

Wracamy na główną drogę, kierującą się ku granicy albańskiej. Ze do Albanii już blisko, utwierdza nas osiołek, „zaparkowany” przy skrzyżowaniu. Niestety granica czarnogórsko – albańska jest naszym złym wspomnieniem – utknęliśmy na niej na 2 godziny – tyle trwał dojazd w kolejce samochodów do kontroli granicznej. Korek ten spowodował, że do Albanii wjechaliśmy tuż przed zmrokiem, mając w perspektywie jeszcze dwie godziny jazdy do Durres, gdzie mieliśmy zaplanowany nocleg.

Zmuszeni więc zostaliśmy do rezygnacji z planów zwiedzania po albańskiej stronie trasy tego dnia. Opuściliśmy więc m.in. twierdze w Szkodrze i Kruje. Będzie pretekst, żeby tu wrócić. Swiadomi tego, że zbliża się wieczór i trzeba zacząć organizować kolację, skupiliśmy się na zadaniu wymiany waluty na miejscową, co okazało się atrakcją samą w sobie.

Przejechaliśmy kilka kilometrów za Szkodrę, zanim zauważyliśmy na mijanej stacji benzynowej zbawienny napis „Exchange”. Kantor okazał się jednak nieczynny, ale pani w sklepie spożywczym obok, zapytana o kantor, natychmiast wyciągnęła kalkulator, wystukując na nim proponowany kurs Euro (o ile pamiętam, było to 170 LEK). Wymieniamy więc 50 EUR na miejscową walutę, otrzymując w zamian pokaźny plik banknotów. Dla Polaków – żeby łatwiej było liczyć, każde 100 LEK = mniej więcej 3 PLN (w rzeczywistości trochę mniej – jakieś 2,80 PLN). Robimy też niezbędne uzupełnienia samochodowego prowiantu (Coca-Cola, woda mineralna) i ruszamy dalej.

Albańska waluta. Kantorem jest tu każdy obywatel.

Albańska waluta. Kantorem jest tu każdy obywatel.

Albania, twierdza w Szkodrze

Albania, twierdza w Szkodrze

Albania, twierdza w Kruje

Albania, twierdza w Kruje

Dalsza część jazdy drogami Albanii w kierunku hotelu w Durres upływają po znakiem zapadających ciemności i rosnącej fantazji kierowców poruszających się wokół nas. W miarę upływu czasu już nic innego nie robimy, tylko patrzymy i chłoniemy zasady ruchu drogowego, obowiązujące w Albanii. Jest na co patrzeć, naprawdę. I nie opiszemy ich teraz :) Będzie z tego osobny, dedykowany wpis.

Do Durres dojeżdżamy późnym wieczorem, trochę błądząc w drodze do hotelu, w międzyczasie nadziewając się na kontrolę drogową. I tu sprawdziły się wyczytane przez nas w sieci opinie o albańskiej drogówce – ta i owszem, zatrzymuje każdy lepszy samochód (lepszy, znaczy mający mniej niż 20 lat :-)), ale jak podjedziesz i zobaczą zagraniczne rejestracje, to natychmiast dają znaki, żebyś jechał dalej. Nawet nie trzeba się zatrzymywać. Mieliśmy kilka takich „kontroli” w trakcie 48 godzin w Albanii – w dzień czy w nocy, zawsze działa to identycznie :).

Meldujemy się w hotelu w Durres i znajdujemy jeszcze siły, by przespacerować się w okolicach godziny 23-ciej wzdłuż miejscowej plaży (hotel leżał tuż przy niej). O tym, jak odległa jest droga Albanii do współczesnych standardów, powiemy tylko, iż hotelowa recepcjonistka nie do końca była pewna czy „eight” to 8. Chciała nam wytłumaczyć, od której podają śniadanie. Ale od czego są palce. Dogadaliśmy się… Inna nowinka – czteroosobowy pokój zawiera… łóżko piętrowe.

Zdecydowanie dodatnie zaskoczenie – nie ma problemu (noc z niedzieli na poniedziałek) na obrzeżach miasta ze znalezieniem czynnych w okolicy północy sklepów spożywczych. Kupienie chleba i czegoś do niego, piwa czy np. fig nie stanowi problemu. W promieniu 200 metrów od hotelu znajdujemy dwa. Co prawda panie liczą sumę do zapłaty długopisem w słupkach na szarym papierze do pakowania zakupów (dżizas, ja jeszcze pamiętam te czasy u nas…) i nie gadają kompletnie w żadnym cywilizowanym języku, ale czy język jest potrzebny do zakupów ? Podajesz produkty, pani mnoży, dzieli i wylicza silnię na Twoich oczach, podajesz banknoty, bierzesz resztę. Banał.

Albania, Durres. Piętrowe łóżko w hotelu Bellavista (hotel ***)

Albania, Durres. Piętrowe łóżko w hotelu Bellavista (hotel ***)

Kolejny dzień w całości spędziliśmy w Albanii, przemieszczając się pomiędzy Durres, a położoną na samym południu kraju Sarandą, najpopularniejszym (szczególnie wśród Albańczyków) kurortem nadmorskim. Po drodze znów będzie wiele atrakcji do zobaczenia, dodatkowo okraszonych przygodami, związanymi z podróżowaniem po albańskich autostradach i drogach krajowych (dróg o niższej klasie nie radzimy w ogóle uznawać za drogi). Będzie m.in. starożytna Apollonia i miasto tysiąca schodów – Gjirokastra.

Pełna galeria zdjęć z drogi wzdłuż czarnogórskiego Adriatyku znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

Średniowieczny Stari Bar. I Stara Maslina - wisienka (oliwka) na turystycznym torcie Czarnogóry

Stari Bar, starsza część miasteczka Bar, to kolejny (po Kotorze i Budvie) nasz czarnogórski przystanek na wakacyjnej trasie Tour de Europe 2013. Dawne Antibarum jest dziś w ruinie, ale nadal stanowi atrakcję wartą zobaczenia.

Tour de Europe, dzień 5 (poprzedni wpis z trasy: Budva, stolica czarnogórskiej turystyki). Bar to niewielkie miasteczko w Czarnogórze (ok.15 tys. mieszkańców). Jest za to największym portem Czarnogóry. Jest też miastem w całości nowym, w związku z tym nie ma w nim niczego ciekawego do zwiedzania. Ale mniej więcej 4 km na zachód leży stara część miasta – Stari Bar, prawie w całości będąca jedną wielką turystyczną atrakcją.

Wg legend dzisiejszy Stari Bar założony został przez Rzymian w VI lub VII wieku. Przez historię, tak jak inne czarnogórskie miasta, często zmieniał właścicieli – był we władaniu bizantyjskim, weneckim czy tureckim. Miasto ostatecznie niszczą… Czarnogórcy, którzy zdobywają je w 1878 r., doprowadzając do exodusu mieszkańców (wybudowali oni nieopodal dzisiejszy nowy Bar). Dzieło zniszczenia dokończyło wielkie trzęsienie ziemii, które nawiedziło Czarnogórę w 1979 r.

Stari Bar od zewnątrz

Stari Bar od zewnątrz

Stari Bar, cytadela

Stari Bar, cytadela

Stari Bar, kościół św.Weneranda

Stari Bar, kościół św.Weneranda

Stari Bar, ruiny katedry św.Jerzego

Stari Bar, ruiny katedry św.Jerzego

Dziś Stari Bar doczekał się znów lepszych czasów – został zgłoszony do wpisania na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO oraz przystąpiono do jego renowacji, a przede wszystkim zapobiega się dalszej dewastacji. Ruiny są katalogowane i opisywane, dostępna jest informacja turystyczna. Niektóre obiekty poddawane są renowacji i rekonstrukcji. Ogólnie widać, że miejsce jest zadbane i nie żałuje się wydanych 2 EUR na wstęp.

A co w Starim Barze warto zobaczyć ? Po kolei idąc naszymi śladami:

  • ruiny kościoła św.Mikołaja
  • cytadelę (XI-XII w.) i widoki się z niej rozpościerające na wszystkie strony świata
  • brama miejska (XI-XII w.)
  • kościół św.Weneranda (XIV w.)
  • ruiny katedry św.Jerzego (XII w.), wybudowanej na resztkach poprzednio tu stojącego kościoła z VI w., przekształconej w meczet w XVII w.
  • ruiny kościoła św.Katarzyny (XIV w.)
  • wieża zegarowa (XVIII w.)
  • pałac biskupów (XV-XVI w.)
  • pałac książąt (XV-XVI w.)
Stari Bar, wieża zegarowa

Stari Bar, wieża zegarowa

Stari Bar, pałac książęcy

Stari Bar, pałac książęcy

Stari Bar

Stari Bar

Mitrovica, najstarsze w Europie drzewo oliwne (2000 lat)

Mitrovica, najstarsze w Europie drzewo oliwne (2000 lat)

Całkiem niedaleko Starego Baru, na terenie miejscowości Mitrovica, znajduje się jeszcze jedna atrakcja turystyczna okolicy, choć turystów tu dociera naprawdę niewielu. Stoi tu „Stara Maslina” – w dowolnym tłumaczeniu „stara oliwka”. Potężne drzewo oliwne, stojące na ogrodzonym i oznakowanym trwaniku, liczone jest na wiek ok.2000 lat. Jest uważane za najstarsze drzewo oliwne w Europie i jedno z najstarszych na całym świecie. Można je fotografować zza niewysokiego ogrodzenia, ale warto zapłacić 1 EUR za wstęp i „zafocić” oliwkę z bliska. Wszak drzewko to widziało całą naszą nowożytną historię. Dla porównania – słynny w Polsce dąb Bartek, rosnący pod Kielcami, ma dziś „zaledwie” niecałe 700 lat.

Budva i Stari Bar były dwoma dłuższymi przystankami na trasie pomiędzy czarnogórskim Kotorem a albańskim Durres. Ale poza nimi było jeszcze kilka innych atrakcji, które warto zobaczyć na trasie wzdłuż adriatyckiego wybrzeża Czarnogóry.

Pełna galeria zdjęć ze Starego Baru znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

Budva, w stolicy czarnogórskiej turystyki

Budva, najbardziej znany czarnogórski kurort, stolica turystyczna w tym kraju, a jednocześnie najstarsza osada na całym wybrzeżu Adriatyku. Kamienne stare miasto, zbudowane przez Wenecjan i Wenecję mocno przypominające. Spędziliśmy tu krótkie chwile w trakcie wakacyjnej podróży.

Tour de Europe 2013, dzień 5 (poprzedni wpis z trasy: Kotor, prawie jak w Rio). Budva jest dziś najpopularniejszym kurortem w Czarnogórze – to 15-tysięczne miasto w szczycie sezonu przyjmuje nawet ok. 100.000 turystów jednocześnie. Malownicze stare miasto, kilkanaście kilometrów piaszczystych plaż je otaczających i bogata oferta rozrywkowa (restauracje, puby, dyskoteki, nocne kluby) sprawiają, że miasto nieprzerwanie cieszy się wielką popularnością, co niestety rodzi spore problemy w sezonie. Podstawowym jest ustawiczne zakorkowanie centrum miasta i ogromne problemy z miejscami parkingowymi, czego zresztą sami doświadczyliśmy – znalezienie wolnego miejsca w płatnej strefie parkowania zajęło nam dobre kilka-kilkanaście minut.

Zgodnie z badaniami archeologicznymi, Budva jest najstarszą osadą na całym wybrzeżu Adriatyku – śladu pierwszych zorganizowanych mieszkańców pochodzą z V wieku p.n.e. Pomiędzy XV a XVIII wiekiem miasto pozostawało pod władaniem Wenecjan i to oni właśnie odpowiadają za budowę malowniczego dziś starego miasta, naszego celu turystycznego w Budvie.

Budva, twierdza

Budva, twierdza

Budva, twierdza

Budva, twierdza

Stare miasto w Budvie, poza niewątpliwie urokliwymi, ciasnymi i krętymi uliczkami, niezwykle podobnymi do tych weneckich, posiada kilka wartych zobaczenia atrakcji turystycznych. Od strony widokowej polecamy dwie: austriacką twierdzę, stojącą na południowym krańcu starówki oraz spacer po murach obronnych miasta, który można zacząć właśnie na twierdzy (zwanej też cytadelą).

Twierdza w Budvie (wejście płatne – 2 Eur) stoi na miejscu starożytnych, greckich fortyfikacji, ale główny jej budynek to austriackie koszary, wybudowane w XIX wieku. Na twierdzę warto wejść bardziej dla aspektów widokowych, niż historycznych. Z murów twierdzy rozpościera się bowiem świetny widok w kilku kierunkach – można podziwiać widok na okoliczne piaszczyste plaże, na głębię budvańskiej starówki czy też na pobliską wyspę św.Mikołaja (Sveti Nikola), zwaną przez miejscowych „Hawajami”, z bardzo stromym brzegiem od strony morza i trzema piaszczystymi plażami (łącznie 840 m) od strony lądu, będącą popularnym celem plażowiczów.

Budva,widok z twierdzy na plażę miejską

Budva,widok z twierdzy na plażę miejską

Budva, wyspa Sveti Nikola, widok z murów miejskich

Budva, wyspa Sveti Nikola, widok z murów miejskich

Budva, mury miejskie

Budva, mury miejskie

Wewnątrz starówki w Budvie znajduje się kilka perełek religijnych. W kolejności naszego zwiedzania są to:

  • Budva, kościół św.Jana

    Budva, kościół św.Jana

    chrześcijański kościół św.Jana, pochodzący z XV wieku, ale wybudowany na szczątkach poprzednio stojącego tu kościoła z VII wieku. Dzwonnicę dobudowano dopiero w XIX wieku. Najcenniejsze jest jednak wnętrze kościoła, ze starymi malowidłami na ścianach oraz bogatą kolekcję ikon, z których autorstwo jednej przypisuje się wg legendy św.Lukaszowi, choć historycy tego nie potwierdzają

  • najmłodszy kościół na starówce Budvy – prawosławna cerkiew św.Trójcy, wybudowana w 1804 r.
  • kościół św.Sawy, wybudowany w XII wieku, początkowo jako kościół katolicki, a od XVII wieku użytkowany przez wiernych prawosławnych
  • kościół Santa Marija in Punta, wybudowany już w 840 r., wg legendy w miejscu, gdzie przybyli morzem Hiszpanie zostawili ikonę Matki Bożej, chcąc sprawdzić czy w mieście są chrześcijanie
Budva, cerkiew św.Trójcy

Budva, cerkiew św.Trójcy

Budva, kościół Santa Marija in Punta

Budva, kościół Santa Marija in Punta

Latwość zwiedzania Budvy polega na tym, iż trzy ostatnie świątynie stoją praktycznie obok siebie, a dodatkowo obok wejścia do budvańskiej twierdzy. Można więc łatwo i szybko zobaczyć praktycznie wszystko, co najbardziej warte zobaczenia. Co oczywiście nie zmienia faktu, że polecamy też wolny, spokojny spacer kamiennymi uliczkami starej Budvy. To miasto po prostu ma klimat.

Po godzinie spędzonej w Budvie uciekamy dalej. Tego samego dnia mamy w planie jeszcze kilka miejsc na czarnogórskim wybrzeżu Adriatyku. Kolejnym będzie miasto Bar ze swoim starym miastem (Stari Bar).

Budva, kościół św.Sawy

Budva, kościół św.Sawy

Budva, luksusowe jachty w marinie

Budva, luksusowe jachty w marinie

Budva, luksusowe jachty w marinie

Budva, luksusowe jachty w marinie

Pełna galeria zdjęć z Budvy znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym facebookowym profilu.

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

Czarnogórski Kotor. Prawie jak w Rio.

Jedyny nasz nocleg w Czarnogórze podczas jazdy do Turcji zaplanowany mieliśmy w Kotorze, zabytkowym mieście położonym nad piękną zatoką, Boką Kotorską. Tyle wiedzieliśmy z przewodników. Rzeczywistość to jedno wielkie zaskoczenie – w pozytywnym sensie.

Tour de Europe, dzień 5 (poprzedni wpis z trasy: Południe Bośni i Hercegowiny). Do Czarnogóry wjechaliśmy po 2 godzinnym oczekiwaniu na granicy z Chorwacją, co niestety spowodowało, że całą trasę dojazdową do Kotoru odbyliśmy już po ciemku. Minęły nas zatem wspaniałe widoki podczas objeżdżania Boki Kotorskiej – uznawanej za najdalej na południe wysunięty w Europie fiord (tak, tak – „jadł nam z ręki”), choć w rzeczywistości jest rzeczną doliną. Ale ma ponad 100 km linii brzegowej (a żeby dojechać do Kotoru, trzeba praktycznie całą objechać widokową trasą wzdłuż brzegu), z ekstremalnie pięknymi widokami i atrakcyjnymi miejscami po drodze (zabytkowe Herceg-Novi czy Perast). To wszystko… nas ominęło. Jest więc pierwszy powód by tu wrócić :)

Kotor, św.Marii, relikwie Ozany Kotorskiej

Kotor, św.Marii, relikwie Ozany Kotorskiej

Mało tego, nieświadomi, w co właśnie wdepnęliśmy, gdy nawigacja w aucie pokazywała dystans 900 m od starówki w Kotorze, utknęliśmy w mega-korku, w którym spędziliśmy równo godzinę. Jedyna droga dojazdowa do starówki po prostu stanęła i koniec. Ale gdy już się w samochodzie wynudziliśmy i chcieliśmy go zostawić na poboczu, dochodząc do celu pieszo, „się odkorkowało” :)

Na starówkę w Kotorze, gdzie mieliśmy nocleg w wynajętym na jedną noc apartamencie, dotarliśmy mniej więcej ok.23:30, przeżywając po drodze kompletny szok – cała starówka pełna młodych ludzi – ale to dosłownie pełna – chodzenie przypominało wietrzenie magazynów w MediaMarkcie – ciągle na wdechu, żeby zmieścić się pomiędzy tubylcami :) Duża część imprezowiczów w maskach lub poprzebierana, cała reszta wystrojona (kobiet to w szczególności dotyczy) jak na Sylwestra. W każdej bramie otwarta dyskoteka, muzyka na przysłowiowego „fulla”, tańce, swawole i ciągły, potworny korek na ciasnych zabytkowych uliczkach. Super… Niespodzianka numer 1 zaliczona, choć jeszcze nie wiemy co to.

Kotor, starówka

Kotor, starówka

Niespodzianka numer 2: chyba cała starówka w Kotorze (a jest spora) ma tę samą nazwę ulicy, a domy różnią się tylko numerami, które oczywiście nie zawsze wiszą. Dodatkowo jest prawie północ czyli ciemno, dodatkowo jest wszechogarniająca starówkę impreza, głośno, tłoczno i w ogóle wszystko co się da, żebyśmy apartamentu szukali do rana. Po półgodzinnym spacerze w tłumie, z walizkami w rękach, z dziećmi pod rękę, znajdujemy swój numer apartamentu. Właściciel prowadzi nas na strych, do pokoju bez tynku, z deskami zamiast podłogi, z łóżkami w standardzie „niepotrzebne mi, to postawię na działce”. W akcie desperacji pokazujemy wydruk rezerwacji apartamentu z 4 gwiazdkami i… właściciela olśniewa. Okazuje się, że sąsiedni budynek ma ten sam numer, a na schodach obok niego siedzi sobie młody człowiek z butelką wina, który okazuje się być naszym gospodarzem. Smiesznie, bo jakiś czas wcześniej w poszukiwaniu apartamentu przechodziliśmy koło niego, ale uznaliśmy za „niegodnego” bycia właścicielem „4-stars apartment” :) W każdym razie – jesteśmy na miejscu :)

Kotor, kościół św.Łukasza

Kotor, kościół św.Łukasza

Nasz gospodarz wyjaśnił nam „na miejscu” niespodziankę numer 1: otóż Kotor od roku 2000 organizuje na starówce… karnawał (organizuje go zresztą co roku dwa razy, jest także ten zimowy, mniej więcej wtedy co ten oryginalny w Rio). I my trafiliśmy właśnie na kulminacyjną (ostatnią) noc sobotnio-niedzielną, kiedy to odbywa się wielka karnawałowa parada uliczna, a potem wszyscy idą na starówkę na jedną wielką imprezę, taką całonocną :) Czyli perspektywa snu – słaba :)

Kotor, kościół św.Klary

Kotor, kościół św.Klary

Zastanawialiśmy się, czy o 1:00 w nocy nie pomknąć z aparatem „w miasto” (a impreza wyglądała naprawdę na dopiero się rozkręcającą – i tak było, nasz godzinny korek to była parada uliczna, więc impreza dopiero się zaczęła), ale zwyciężył rozsądek, wszak rano mieliśmy wstać i zwiedzać Kotor, a potem popędzić w dalszą drogę na południe Czarnogóry. Do rana więc z niespodziankami: stop. No i ani jednego zdjęcia z karnawału. Ale jeśli ktoś chce zobaczyć, jak to wygląda, to zapraszamy tutaj lub tutaj.

Kotor, kościół św.Michała

Kotor, kościół św.Michała

Rano idziemy zgodnie z planem. Godzina 8:00 „w miasto” – oglądamy starówkę Kotoru. Miała być ładna i zabytkowa. Niespodzianka numer 3: jest PIĘKNA. Porównanie z chorwackim Dubrownikiem po prostu nasuwa się samo. Od Dubrownika mniejsza, ale klimat dokładnie ten sam. Nie można pospacerować murami dookoła (jak w Dubrowniku), ale nad miastem góruje twierdza św.Jana, na którą wręcz trzeba wejść. A widok stamtąd to ta sama klasa, to widok z najwyższego punktu murów Dubrownika. Mniam ! I niespodzianka numer 4: po całonocnej imprezie o ósmej rano nie ma śladu – firmy sprzątające właśnie kończą porządki – starówka jest sterylnie czysta !

Zabytków na starówce Kotoru jest ilość niezliczona. Fajnie jest mieć plan starówki, żeby sprawnie się pomiędzy nimi poruszać. Chyba, że macie tu spędzić więcej czasu, to po prostu spacerujcie, dając się ponieść w ciasne uliczki, chodząc w ciemno. Klimat jest świetny. Dwa kroki od naszego apartamentu stoi pierwszy z niezwykle licznych tu kościołów: chrześcijański kościół św.Marii, wybudowany w 1221 r. (na resztkach stojącego tu wcześniej bizantyjskiego kościoła z VI w.). W jego wnętrzach spoczywają szczątki błogosławionej Ozany Kotorskiej (w Polsce zwanej Katarzyną z Czarnogóry), urodzonej pod koniec XV wieku dziewczyny z prawosławnej serbskiej rodziny, nawróconej na chrześcijaństwo, spędzającej życie w odosobnionej celi w klasztorze w Kotorze. Miewała ona często widzenia, w których ukazywali się jej Jezus, Maryja i inni święci, a mieszkańcy Kotoru w chwilach niebezpieczeństwa (wrogie najazdy, zarazy) upraszali ją o wstawiennictwo. Przypisuje się jej ochronę miasta w kilku ciężkich momentach (m.in. atak zarazy).

Kotor, głowny plac starówki: Trg od Oruzja

Kotor, głowny plac starówki: Trg od Oruzja

Kotor, głowny plac starówki: Trg od Oruzja

Kotor, głowny plac starówki: Trg od Oruzja

Kotor, głowny plac starówki: Trg od Oruzja, wieża zegarowa

Kotor, głowny plac starówki: Trg od Oruzja, wieża zegarowa

Kotor, głowny plac starówki: Trg od Oruzja, Brama Morska

Kotor, głowny plac starówki: Trg od Oruzja, Brama Morska

Niedaleko stoi jeszcze starszy, bo wybudowany w 1195 r. kościół św.Lukasza, pierwotnie jako chrześcijański, później przekazany wiernym prawosławnym jest dziś świadectwem przyjaznego współżycia obu religii. Do 1830 r. wewnątrz kościoła chowano obywateli miasta, co zaskutkowało tym, iż podłoga kościoła jest dziś zbudowana z płyt nagrobnych. Wyjątkowość kościoła tkwi też w dwu ołtarzach, znajdujących się wewnątrz – chrześcijańskim i prawosławnym. Przy tym samym placu stoi także wybudowany na początku XX wieku kościół św.Mikołaja, z bogatą kolekcją ikon wewnątrz.

Sąsiedni budynek to kościół i klasztor św.Klary, pochodzący z XIV wieku, z pięknym marmurowym ołtarzem, pochodzącym z XVIII wieku. W zespole klasztornym znajduje się bogato wyposażona biblioteka ze zbiorem starych manuskryptów i starych książek. Nieco na wschód stoi kolejny kościółek – św.Michała, pochodzący z XIV wieku, ale stojący na pozostałościach dwóch innych, z których najstarszy datowany jest na VI wiek. W XIX wieku Francuzi zmienili przeznaczenie świątyni – na cele wojskowe, zamalowując freski z XV wieku.

Kotor, katedra św.Tryfona

Kotor, katedra św.Tryfona

Wychodzimy na Trg od Oruzja, główny plac starówki Kotoru, przy którym stoi mnóstwo historycznych budynków, goszczących sklepy, banki i kafejki. Stoi tu też wieża zegarowa z XVII wieku, a na plac prowadzi historyczna brama miejska, Brama Morska.

Trafiamy wreszcie do katedry św.Tryfona, największego budynku w starym Kotorze, wybudowanego w XII wieku. Jest ona także jedną z dwóch chrześcijańskich katedr w całej Czarnogórze. Poważnie uszkodzona w czasie trzęsienia ziemii w 1667 r., była odbudowywana bardzo powoli (z tego okresu pochodzą obie jej wieże, które poważnie się różnią). Dziś jest najbardziej znanym budynkiem w Kotorze i symbolem miasta.

Kotor, idziemy na twierdzę św.Jana

Kotor, idziemy na twierdzę św.Jana

Wracając w stronę punktu wyjścia, trafiamy jeszcze na kościół św.Anny, co do którego nie wiadomo, kiedy został wybudowany. Po cechach architektonicznych kościół datowany jest na koniec XII – początek XIII wieku, czyli jest jednym z najstarszych w mieście. Uszkadzany w trakcie kolejnych trzęsień ziemii, stracił swój pierwotny wygląd w wyniku licznych przebudów w XVII, XVIII i XIX wieku. Podczas ostatnich renowacji odkryto we wnętrzach resztki średniowiecznych fresków.

Kotor, idziemy na twierdzę św.Jana

Kotor, idziemy na twierdzę św.Jana

Kończymy godzinny spacer po starówce Kotoru. Czas na „deser”, czyli wspinaczkę na Samotne Wzgórze (260 m n.p.m.), na szczycie którego stoi twierdza św.Jana, widoczna z każdego miejsca starówki. Mury starówki są z murami twierdzy połączone, stanowiąc łącznie fortyfikacje o długości 4,5 km. Mury twierdzy budowane było stopniowo przez całe stulecia, osiągając miejscami nawet 15 m grubości.

Kotor, dzwonnica kościoła Matki Bożej od Zdrowia po drodze na twierdzę

Kotor, dzwonnica kościoła Matki Bożej od Zdrowia po drodze na twierdzę

Do twierdzy można się dostać tylko pieszo, wspinając się stromymi kamiennymi schodami, których jest prawie 1,5 tys. Na wspinaczkę należy się przygotować (odpowiednie sportowe obuwie oraz zapas wody w lecie), trzeba też przewidzieć na nią odpowiednią ilość czasu (wspinaczka na górę zajmuje w zależności od kondycji 40 minut do 1 godziny). Trzeba też w jej czasie uważać, kamienne schody są miejscami mocno uszkodzone, a mury oddzielające je od przepaści w dół dość niskie – łatwo się tu potknąć i…).

Wejście na ścieżkę jest też płatne (3 EUR). W razie wykończenia po drodze zapasu wody, pomocą „służą” sprzedawcy z przenośnymi lodówkami. Trasa jest męcząca i wymaga choćby podstawowej kondycji fizycznej, a dodatkowo w większości prowadzi (w lecie) w dramatycznie prażącym słońcu. Słońca można uniknąć, „startując” wcześnie rano (mniej więcej do godz.9:00), wtedy część trasy wiedzie terenami położonymi w cieniu.

Kotor, twierdza

Kotor, twierdza

Kotor, twierdza

Kotor, twierdza

Kotor, starówka widziana z twierdzy

Kotor, starówka widziana z twierdzy

Kotor, widok na Bokę Kotorską z twierdzy

Kotor, widok na Bokę Kotorską z twierdzy

Kotor, cruiser wpływający do portu

Kotor, cruiser wpływający do portu

A na twierdzę wyjść po prostu trzeba, dla zapierającego widoku z góry: i na kotorską starówkę, i na całą Bokę Kotorską, obłożoną stromymi górami. A jak człowiek ma szczęście, to widok upiększy jeszcze wielki cruiser, jak raz na jakiś czas wpływa do portu promowego w Kotorze. Samotne Wzgórze jest także malownicze od tyłu, wiedzie tam świetnie wyglądająca na zdjęciach zygzakowata droga w głąb lądu. Nie próbowaliśmy nią jechać, ale na pewno było by to przeżycie :)

A po drodze do twierdzy oglądamy jeszcze XV-wieczny kościół Matki Bożej od Zdrowia z dzwonnicą z barokową kopułą. Dzwonnica naprawdę świetnie wychodzi na zdjęciach na tle Boki Kotorskiej :)

Wyjeżdżamy z Kotoru z przekonaniem, że właśnie zwiedziliśmy drugą (po Dubrowniku) wspaniałą perłę wybrzeża Adriatyku. Jedziemy dalej na południe, zwiedzać kolejne średniowieczne czarnogórskie perełki. Na początek będzie Budva.

Pełna galeria zdjęć z Kotoru znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.