Hiszpania | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Jamón Ibérico. Hiszpańska szynka nad szynkami

Co Wam przychodzi do głowy, gdy myślicie o Hiszpanii od strony kulinarnej ? Pewnie paella, pewnie tapas. Miłośnicy trunków pomyślą o winie Rioja. A my zakochaliśmy się w szynce – tej prawdziwie hiszpańskiej królowej szynek – Jamón Ibérico.

Do Hiszpanii jeździmy z wielu powodów – w zasadzie każdy jest dobry. Jeździmy dla wspaniałych plaż i słonecznego, upalnego lata. Jeździmy na mecze najsłynniejszych piłkarskich drużyn – FC Barcelona czy Realu Madryt – lub by choćby zwiedzić ich stadiony. Jeździmy zwiedzać wspaniałą architekturę czy zabytki z każdego okresu historii, od starożytności zaczynając. Słowem – jeździmy oglądać Hiszpanię wspaniałą, pełną atrakcji w zasadzie dla każdego, bez względu na zainteresowania i upodobania co do sposobu spędzania czasu wolnego.

Pewnie niewielu z nas jedzie do Hiszpanii, upajać się tamtejszą kuchnią – ale nikogo ona nie ominie, bo może być ona wspaniałym uzupełnieniem cudownych wakacji w tym kraju. Można i tam obżerać się przepyszną pizzą, która nawiasem zawsze najlepiej smakuje nam na południu Europy, niekoniecznie w samych Włoszech. Ale po co, skoro Hiszpania ma nam do zaoferowania rzeczy cudownie pyszne w ramach swojej własnej, narodowej kuchni. Bo jak jeść paellę, chorizo, gazpacho czy oliwki – to zdecydowanie najlepiej tutaj.

Planując naszą pierwszą podróż do Hiszpanii, wiedzieliśmy już, że chcemy spróbować też kolejnej hiszpańskiej specjalności – słynnej szynki Jamón Ibérico, o której wytwarzaniu słyszeliśmy legendy. Jasne, można ją kupić w Polsce, ładnie poplasterkowaną i zapakowaną sterylnie w próżniowe tacki. Tylko to nie jest ten klimat spożywania tego kulinarnego dzieła, który preferujemy. Chcieliśmy jej spróbować w „warunkach naturalnych”, tak jak kupują ją i jedzą Hiszpanie. Bo każdy pewnie widział zdjęcia wiszących w sklepie całych świńskich nóg, podwieszanych w sklepach pod sufitem. Wiszących w 40-stopniowym upale. I każdy pewnie myślał – o matko, jak by tam wpadł polski Sanepid… :) Wyjaśniamy – jakby wpadł, to nic by sklepowi nie zrobił – wszystko jest zgodnie ze sztuką i zgodnie z higieną.

Szynka na słynnym targu La Boqueria w Barcelonie

Szynka na słynnym targu La Boqueria w Barcelonie

Szynka na słynnym targu La Boqueria w Barcelonie

Szynka na słynnym targu La Boqueria w Barcelonie

Szynka na słynnym targu La Boqueria w Barcelonie

Szynka na słynnym targu La Boqueria w Barcelonie

Jamón Ibérico to poezja smaku, zamknięta i mistrzowsko cienko pociętych plasterkach. Tak cienkich, że – po cichutku się śmiejemy – jakby zawiał wiatr, to fruwałyby jak liście… To właśnie dzięki cienkim plasterkom można wyczuć specyficzną fakturę tej wędliny. A skąd ta specyfika się bierze ? Otóż proszę Państwa, hiszpańskie Jamón Ibérico to nie jest takie zwykłe „mięsko” – cała tajemnica tkwi w specyfice jego produkcji.

Odmian szynki hiszpańskiej jest ogromna ilość. Najważniejsze i chyba najczęściej spotykane to Jamón Ibérico i Jamón Serrano. Jest pomiędzy nimi bardzo zasadnicza różnica – Jamón Serrano jest taką „zwykłą” odmianą – wytwarzaną ze zwykłych świń, hodowanych w zwykłych warunkach. Nie ma w niej nic niezwykłego.

Specjalistyczny sklep z szynką w Kadyksie

Specjalistyczny sklep z szynką w Kadyksie

Jamón Ibérico zaś to mięso ze specjalnej odmiany świnek – świń iberyjskich – czarnych, i z czarnymi kopytkami – po tym tak z grubsza rozpoznacie w hiszpańskich sklepach „szynkowe nogi” Jamón Ibérico, zwisające z sufitu i półek. Czarne kopytka. Ale to nie koniec sztuki wytwarzania tradycyjnej hiszpańskiej szynki. Te iberyjskie czarne świnki to ponoć krzyżówka: zwykłej świnki ze zwykłym… dzikiem :) Skrzyżowano jest tysiące lat temu – to nie wynik współczesnej nauki. I tak po dziś dzień hoduje się je właśnie dla ich niepowtarzalnego w smaku mięsa.

Iberyjskie czarne świnki żyją sobie w pełnej szczęśliwości przez 18 miesięcy, a przez ostatnie miesiące wypasane są nie w zagrodach, a w lasach dębowych – i to nie za ciasno – nie może ich przypadać za wiele na hektar dostępnej powierzchni, Dzięki temu że świnki mają dużo przestrzeni, dużo biegają – a to przekłada się właśnie na specyficzną fakturę włókien późniejszej szyneczki.

Ale to nie koniec sztuki – świnki bowiem jedzą wyłącznie… żołędzie. Z tych karmionych wyłącznie żołędziami powstaje najbardziej szlachetna – i najbardziej ceniona przez smakoszy – odmiana Jamón Ibérico. Po uboju mięso nacierane jest specjalną odmianą miejscowej soli morskiej, a potem poddawane długiemu – trwającemu nawet do trzech lat (!) suszeniu. Tak wyprodukowana szynka wisi sobie potem w szalonych hiszpańskich upałach bez lodówki ani zamrażarki – i się nie psuje. Zachowuje zdatność do spożycia przez co najmniej 12 miesięcy.

Hiszpańska szynka w sklepie w Alicante

Hiszpańska szynka w sklepie w Alicante

Oczywiście nie wszystkich stać na te najbardziej szlachetne odmiany tej szynki. Dlatego też w sklepach kupicie przede wszystkim tańsze odmiany Jamón Ibérico. W Hiszpanii istnieją specjalne instytucje, pilnujące zakazu podrabiania szynki, dlatego raczej możecie być pewni, że jak kupujecie Jamón Ibérico – to jest to Jamón Ibérico. Ale niekoniecznie to „królewskie” ze świnek karmionych wyłącznie żołędziami.

Specjalistyczny sklep z szynką w Kadyksie

Specjalistyczny sklep z szynką w Kadyksie

Tańsze odmiany powstają także z chowu karmionego tylko w części żołędziami i z reguły są dużo krócej suszone. Najtańsze – to świnki karmione wyłącznie zbożem (nie dostają żołędzi wcale) oraz szynki, wyprodukowane z mięsa świnek nie w pełni „czarnych”, czyli takich, które nie są w stu procentach czarnymi świniami iberyjskimi. Zasada bowiem mówi, że nazwę Jamón Ibérico może mieć mięso ze świń w minimum 50% będących iberyjskimi.

Cava (szampan), hiszpańska szynka i hiszpański ser - uczta w apartamencie w Marbelii

Cava (szampan), hiszpańska szynka i hiszpański ser – uczta w apartamencie w Marbelii

W Hiszpanii szynka jest niemal powszechnym składnikiem codziennej kuchni. Powszechnie spożywana w formie tapas, czyli szybkich przekąsek, czy jako dodatek do dań głównych, także często do pizzy. Jest też świetnym (oprócz serów – te też Hiszpanie mają świetne) dodatkiem do równie świetnego hiszpańskiego wina. Po prostu uzależnia – na nas działa jak przysłowiowe „dziubanie słonecznika” – jak człowiek zacznie, to nie może skończyć. Smak hiszpańskiej szynki nigdy chyba nam się nie znudzi.

Wracając z Hiszpanii, zabraliśmy ze sobą jedną „kompletną” nogę Jamón Ibérico do Polski. Przejechała w samochodzie bezproblemowo, jeśli chodzi o jakość mięsa. Informacja praktyczna – z nogi o wadze ok.4,5 kg udało się nam wykroić ok.2,2 kg szynki. Przy cenie za całość ok. 90 EUR, kilogram czystej szynki wyszedł nam więc w granicach 40 EUR – to nie jest tania zabawa. Ale ile w tym uciechy dla podniebienia… Jak to mówią w reklamach – bezcenne :)

Jamón Ibérico (de Cebo) przywieziona w 2011 r. z Marbelii

Jamón Ibérico (de Cebo) przywieziona w 2011 r. z Marbelii

Jamón Ibérico (de Cebo) przywieziona w 2011 r. z Marbelii

Jamón Ibérico (de Cebo) przywieziona w 2011 r. z Marbelii

Do jej krojenia zakupiliśmy także w Hiszpanii specjalny, długi i niezwykle ostry nóż. Krojenie hiszpańskiej szynki jest bowiem sztuką samą w sobie – im cieńsze plasterki kroimy, tym większe będzie odczucie głębokiego smaku tego specjału. W Hiszpanii wciąż podobno w niektórych szkołach (zapewne gastronomicznych) uczy się sztuki krojenia szynki.

W sklepach w Hiszpanii Jamón Ibérico to produkt tak powszechny jak u nas parówki. Także w hipermarketach – kupicie całą nogę lub gotowe, pokrojone plasterki zapakowane próżniowo – jak u nas. Ale bardzo często są w sklepach specjalne stoiska, na których obsługa „na żywo” pokroi Wam dowolną liczbę plasterków z całej nogi – macie pewność co do świeżości kupowanego smakołyku – te stoiska chyba najchętniej wybierają miejscowi – zapakowane w folię gotowe plasterki raczej nie cieszą się dużą popularnością.

Większość południowych krajów ma swoje odmiany podobnej szynki. Mają ją Włosi (prosciutto), Chorwaci (pršut) czy Niemcy. Każda z nich jest na swój sposób wyjątkowa i także ma swoją historię. Ale dla nas szczytem smaku wciąż niezmiennie pozostaje Jamón Ibérico. Jeśli tylko nadarzy się kolejna okazja, z pewnością znów przywieziemy do Polski kolejną czarną nogę.

Jamón Ibérico (de Cebo) przywieziona w 2012 r. z Barcelony

Jamón Ibérico (de Cebo) przywieziona w 2012 r. z Barcelony

Jamón Ibérico (de Cebo) przywieziona w 2012 r. z Barcelony

Jamón Ibérico (de Cebo) przywieziona w 2012 r. z Barcelony

Jamón Ibérico (de Cebo) przywieziona w 2012 r. z Barcelony

Jamón Ibérico (de Cebo) przywieziona w 2012 r. z Barcelony

Resztkami świńskiej nogi "opiekuje" się Jordan :)

Resztkami świńskiej nogi „opiekuje” się Jordan :)

PS. Mała anegdotka na koniec, a co :) Nasza pierwsza styczność z Jamón Ibérico – kupiliśmy w markecie w Marbelli porcję plasterków, zapakowaną próżniowo na tacce – tak na próbę, czy będzie nam smakować. Pisząca ten tekst męska głowa rodziny tamBylskich rozpakowała opakowanie, wyjęła jeden plaster i wsadziła do ust. Jakież było moje zdziwienie, gdy szynka okazała się niemożliwa do pogryzienia i… kompletnie bez smaku.

Po sprawdzeniu zawartości ust okazało się, że… supercienko pokrojone plasterki szynki były przedzielone warstwami… folii :) Ale szynka była tak cienko pokrojona, że warstewki folii nie dawały się zauważyć – więc żułem mięso w worku, dziwiąc się, że toto w ogóle nie ma smaku :) Tak przywitaliśmy się z Jamón Ibérico i tak ją poznaliśmy – ale potem było już tylko lepiej :)

 

Inne wpisy z: Hiszpania

IMG_9694

Co Wam przychodzi do głowy, gdy myślicie o Hiszpanii od strony kulinarnej ? Pewnie paella, pewnie tapas. Miłośnicy trunków pomyślą o winie Rioja. A my zakochaliśmy się w szynce - tej prawdziwie hiszpańskiej królowej szynek - Jamón Ibérico.

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Nie da się zobaczyć Andaluzji, nie przyjeżdżając do Rondy - jednej z najpopularniejszych hiszpańskich destynacji turystycznych, położonych poza pasem wybrzeża. Ronda to miasto wyjątkowe, ze względu na swoje położenie oraz niezwykłą historię.  więcej

Marbella, corrida, matador w akcji

Corrida. Krwawe i mocno kontrowersyjne widowisko, będące jednym z symboli Hiszpanii - i wielkim świętem dla Hiszpanów. Jeśli zastanawiacie się, czy wybrać się na "plaza de toros" w którymś z hiszpańskich miast - przeczytajcie. Opowiemy Wam, czy warto.

 

Ronda - dwa światy wąwozem przedzielone

Nie da się zobaczyć Andaluzji, nie przyjeżdżając do Rondy – jednej z najpopularniejszych hiszpańskich destynacji turystycznych, położonych poza pasem wybrzeża. Ronda to miasto wyjątkowe, ze względu na swoje położenie oraz niezwykłą historię.

Tour de Europe 2011, dzień 10 (poprzedni wpis: Corrida – symbol Hiszpanii. Krwawy i… nudny). Malownicza Ronda to jeden z turystycznych punktów obowiązkowych na mapie Andaluzji. Dla nas był to taki wypad na rozgrzewkę – stacjonowaliśmy przez 2 tygodnie w Benahavis niedaleko Marbelli – z naszej wakacyjnej miejscówki mieliśmy tu do przejechania zaledwie nieco ponad 50 km. Łatwo więc było wybrać cel pierwszej wyprawy – jedziemy do Rondy.

Ronda to dziś miasto mniejsze od Swarzędza, w którym na co dzień mieszkamy – ok.35 tys. mieszkańców. Poza tym wszelkie porównania można zakończyć – Ronda jest jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc w Hiszpanii – tych położonych poza nadmorskim wybrzeżem, czyli tych do których trzeba w czasie wakacyjnego pobytu się wybrać. Ta chęć do zobaczenia Rondy nie jest jednak przypadkowa – i to tym będzie ta opowieść.

Ronda, jedna z najstarszych aren walk byków ("plaza de toros")

Ronda, jedna z najstarszych aren walk byków („plaza de toros”)

Ronda, jedna z najstarszych aren walk byków ("plaza de toros")

Ronda, jedna z najstarszych aren walk byków („plaza de toros”)

Ronda, jedna z najstarszych aren walk byków ("plaza de toros")

Ronda, jedna z najstarszych aren walk byków („plaza de toros”)

Ronda, jedna z najstarszych aren walk byków ("plaza de toros")

Ronda, jedna z najstarszych aren walk byków („plaza de toros”)

Ronda, jedna z najstarszych aren walk byków ("plaza de toros")

Ronda, jedna z najstarszych aren walk byków („plaza de toros”)

Historia Rondy zaczyna się od Celtów, którzy na stromej skale wybudowali swoją osadę pod nazwą Arunda – był VI w. p.n.e. Nieco później niemal „po sąsiedzku” (20 km) Fenicjanie wybudowali kolejne miasto – Acinipo – jego ruiny można zobaczyć wybierając się na krótką wycieczkę z Rondy. Oba miasta zostały potem podbite przez Rzymian, a Arunda została przez nich ufortyfikowana w okresie wojen z Kartaginą i Hannibalem. Niemniej jednak cały czas ważniejsze było niedalekie Acinipo.

Ronda, słynny most łączący dwie części miasta

Ronda, słynny most łączący dwie części miasta

Po Rzymianach nadeszły czasy upadku obu miast – wkroczyło tu Bizancjum, które interesowało się w zasadzie tylko Acinipo, dość przewrotnie jednak miasto to przejęło nazwę Arunda od swojego „bliźniaka” ze skały. To był tylko krótki epizod, bo zaraz nadeszli Wizygoci, którzy bez skrupułów przenieśli miasto z powrotem na skałę, wraz z oryginalną nazwą. Acinipo ostatecznie upadło, zyskując od tej pory nazwę „Starej Rondy”.

Z punktu widzenia dzisiejszego wizerunku miasta, jednym z ważniejszych momentów w jego historii był rok 713, kiedy to zaczyna się panowanie arabskie. Miasto zostaje przemianowane na Inza-Rand Onda, na ruinach rzymskiej fortecy powstaje nowa twierdza, a miasto staje się stolicą jednej z arabskich prowincji iberyjskich. Arabowie jednak nie są spójni – zaczynają się burzliwe czasy wewnętrznych walk – przez okres 40 lat Ronda była nawet samodzielnym królestwem, rządzonym przez jednego z arabskich watażków.

Ronda, słynny most łączący dwie części miasta

Ronda, słynny most łączący dwie części miasta

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Przez kolejne wieki rządzą Arabowie, ale nie jest to władza absolutna. Historia mówi, że do Andaluzji i Rondy stopniowo napływali chrześcijanie, którzy byli przez Maurów tolerowani – obie społeczności żyły obok siebie. W Rondzie znajdowano na to dowody – np. przykłady pisma w języku kastylijskim, pochodzące z czasów panowania arabskiego. Ale siła Arabów przez wieki malała, aż nadeszła końcówka XV w. Wtedy to ówczesny władca wyprowadził większość wojsk z Rondy, by bronić ważniejszej dla siebie Malagi, podczas gdy wojska chrześcijańskiego markiza Kadyksu w tydzień zdobyły silnie ufortyfikowaną Rondę. Wkrótce potem cały region został wyzwolony spod arabskiego panowania.

Pozostali w regionie Maurowie szybko zaczęli być szykanowani – nakazano im albo wyjazd, albo zmianę wiary na katolicką – większość dla zachowania swoich przywilejów i stopy życiowej wybierała to drugie, po kryjomu wciąż uprawiając obrządki swej dawnej religii. Kilkadziesiąt lat później zakazano używania języka arabskiego i nakazano otwieranie drzwi w piątek – by uniemożliwić potajemne obrządki arabskie, odprawiane w domach.

Dla samej Rondy jednak powrót chrześcijaństwa oznaczał dużo większe zmiany. Wybudowane i ufortyfikowane przez Maurów miasto na skale zostało nieco przebudowane, aczkolwiek nie zmieniono jego architektonicznego charakteru. Nieco na północ od niego powstała jednak druga, nowsza część miasta, zwana El Mercadillo – była dzielnicą głownie handlową, z wieloma sklepami i warsztatami. Tam też później wybudowano jedną z najsłynniejszych w Hiszpanii arenę walk byków. Ze względu na wprowadzone tu podatki od kupców, powstała jeszcze trzecia część miasta, położona na wschód od El Mercadillo – Barrio de San Francisco. Tu handlowali ci, którzy nie chcieli płacić podatków. Tak w wyniku napływu chrześcijan Ronda została podzielona na dwie części – starą arabską i nową chrześcijańską. Na tej historii zbudowano całą turystyczną legendę tego miasta, trwającą do dziś.

Ronda, część nowsza (umownie: chrześcijańska)

Ronda, część nowsza (umownie: chrześcijańska)

Ronda, część nowsza (umownie: chrześcijańska)

Ronda, część nowsza (umownie: chrześcijańska)

Ronda, część nowsza (umownie: chrześcijańska)

Ronda, część nowsza (umownie: chrześcijańska)

Kolejna zawierucha historii przyszła wraz z Napoleonem, którego wojska w początkach XIX w. stacjonowały w Rondzie, Kiedy opuszczały miasto, wysadziły w powietrze miejscową twierdzę oraz inne fortyfikacje.

Ronda, drzewka pomarańczowe na ulicach miasta

Ronda, drzewka pomarańczowe na ulicach miasta

Ale historia Rondy to także historia corridy. Tradycja walk byków na terenach dzisiejszej Hiszpanii sięga wielu wieków, mówi się że pochodzi nawet z czasów rzymskich. Ale przez wieki była to rozrywka szlachty i wysoce urodzonych. Legendy mówią, że do walk wykorzystywano stare rzymskie amfiteatry, a potem budowano tymczasowe areny na obrzeżach miast, które z czasem przyjęły nazwę „plaza de toros”. Aż w XVIII w. król Filip V z pomocą papieża wydał dekret zakazujący walk byków – efekt był taki, że przestali się corridą interesować szlachcice, a była ona organizowana przez prosty lud.

Ronda, drzewka pomarańczowe na ulicach miasta

Ronda, drzewka pomarańczowe na ulicach miasta

I tu zaczyna się historia męskiej części rodziny Romero z Rondy, w której kolejne pokolenia udoskonalały ekwipunek matadorów i rytuał corridy. Aż do Pedro Romero, który uznawany jest dziś za pierwszego prawdziwego matadora. To on uważany jest za „ojca” zasad corridy, obowiązujących po dziś dzień. Pedro Romero zmarł w Rondzie w 1839 r. Wcześniej jednak wybudowano w Rondzie profesjonalną arenę walk byków – jedną z najstarszych istniejących – uważaną za miejsce narodzin corridy – głównie ze względu właśnie na osobę Pedro Romero. Plaza de Toros w Rondzie otwarta została w 1785 r., a walczył podczas otwarcia kto ? Pedro Romero oczywiście. Arena jest jedną z największych istniejących – dziś mieści się tu także muzeum walk byków.

Ale to, co przyciąga do Rondy turystów, to przede wszystkim głęboki wąwóz, dzielący dzisiejsze miasto na dwie części. A przede wszystkim wspaniały i niezwykle widowiskowy most, łączący obie te części. To istne cudo inżynierii, jeśli pamiętać że wybudowany został w 1793 r. (budowa trwała ponad 40 lat i pochłonęła ponad 50 ofiar wśród budowniczych). Niewielkie pomieszczenie nad środkowym łukiem jeszcze w XX w. było używane jako więzienie i miejsce tortur – a więźniów zabijano m.in. przez wyrzucanie z okna na dno wąwozu…

Widoki w drodze do Rondy

Widoki w drodze do Rondy

Widoki w drodze do Rondy

Widoki w drodze do Rondy

Widoki w drodze do Rondy

Widoki w drodze do Rondy

Widoki w drodze do Rondy

Widoki w drodze do Rondy

Równie widowiskowe są domy, wybudowane po obu stronach wąwozu, niemal na jego krawędzi. Nie wiemy, jak się czują dziś mieszkańcy wychodząc na balkon… ale choć jedną dobę chcielibyśmy tam pomieszkać. Z hiszpańska zwane są te domy „casas colgadas”. Zaiste cudowny widok dla turysty.

Po starej, tej arabskiej, Rondzie warto się też przespacerować brzegami skały na której miasto stoi. Z każdej ze stron rozciąga się niezwykły widok na całą bliższą i dalszą okolicę. Nowsza część jest równie ciekawa. Kto kocha nieskazitelnie białą zabudowę południowych miasteczek, w Rondzie się zakocha. Kręte ciasne uliczki, stare kościoły i ten klimat historii, od której nie da się po prostu tu uciec. Nasza pierwsza wycieczka w krainę andaluzyjskich atrakcji sprawiła, że już wiedzieliśmy, że w tej krainie po prostu się zakochamy. Bo Andaluzji nie kochać się nie da :)

Jeśli wybieracie się do południowej Hiszpanii, to absolutnie nie zapomnijcie ująć Rondy w swoich planach. Bo bez zobaczenia tego miasta nie da się powiedzieć, że widziało się Andaluzję. A my w kolejnym wpisie pokażemy Wam kolejne piękne miasto – zaprosimy Was do Grenady.

Pełna galeria zdjęć z hiszpańskiej Rondy znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Hiszpania

IMG_9694

Co Wam przychodzi do głowy, gdy myślicie o Hiszpanii od strony kulinarnej ? Pewnie paella, pewnie tapas. Miłośnicy trunków pomyślą o winie Rioja. A my zakochaliśmy się w szynce - tej prawdziwie hiszpańskiej królowej szynek - Jamón Ibérico.

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Nie da się zobaczyć Andaluzji, nie przyjeżdżając do Rondy - jednej z najpopularniejszych hiszpańskich destynacji turystycznych, położonych poza pasem wybrzeża. Ronda to miasto wyjątkowe, ze względu na swoje położenie oraz niezwykłą historię.  więcej

Marbella, corrida, matador w akcji

Corrida. Krwawe i mocno kontrowersyjne widowisko, będące jednym z symboli Hiszpanii - i wielkim świętem dla Hiszpanów. Jeśli zastanawiacie się, czy wybrać się na "plaza de toros" w którymś z hiszpańskich miast - przeczytajcie. Opowiemy Wam, czy warto.

 

Corrida - symbol Hiszpanii. Krwawy i... nudny.

Corrida. Krwawe i mocno kontrowersyjne widowisko, będące jednym z symboli Hiszpanii – i wielkim świętem dla Hiszpanów. Jeśli zastanawiacie się, czy wybrać się na „plaza de toros” w którymś z hiszpańskich miast – przeczytajcie. Opowiemy Wam, czy warto.

Tour de Europe 2011, dzień 9 (poprzedni wpis: Witamy się z Hiszpanią. W tempie Formuły 1). Wizyty na corridzie nie planowaliśmy w ogóle, nawet o tym nie myśleliśmy, planując wakacyjny wyjazd do hiszpańskiej Andaluzji. A okazało się, że była to pierwsza rzecz, jaką zobaczyliśmy po przyjeździe do Marbelli :) Po prostu przy meldowaniu się w naszym wakacyjnym apartamencie rzuciły się nam w oczy ulotki, promujące korridę, która odbywała się na arenie w Marbelli już następnego dnia. Szybka decyzja – idziemy. W końcu bez względu na nasze mniemanie o tego typu widowiskach, to może być jedyna taka okazja. A i nasza opinia będzie pelniejsza, gdy przekonamy się na własne oczy, czym jest ta słynna corrida.

Hiszpańskie areny do walk byków są bardzo często usytuowane w historycznych centrach miast i są równie często bardzo stare – są wręcz zabytkami. Nazwa hiszpańska: „plaza de toros”. Są zawsze okrągłe, a widownia otacza okrągłą „scenę”, na której odbywa się właściwe widowisko. Nawet w Hiszpanii corrida jest dziś „sportem” kontrowersyjnym i w niektórych regionach (np. w Katalonii) jest już zakazana. Nie zmienia to faktu, że tam, gdzie walki byków wciąż się odbywają, są niemal świętem dla miejscowych – na corridę przychodzą bardzo odświętnie ubrani, wręcz wystrojeni – jak do teatru czy filharmonii…

Marbella, arena walk byków

Marbella, arena walk byków

Marbella, arena walk byków

Marbella, arena walk byków

Marbella, arena walk byków, "loża" prasowa

Marbella, arena walk byków, „loża” prasowa

Marbella, arena walk byków, wchodzi orkiestra

Marbella, arena walk byków, wchodzi orkiestra

Marbella, arena walk byków, orkiestra na pozycji

Marbella, arena walk byków, orkiestra na pozycji

Zaczynamy od zakupu biletów. Udajemy się więc pod „plaza de toros” w Marbelli – bilety można kupić w kasach – chyba że są już wykupione, wtedy pozostają nam hiszpańskie „koniki”. My kupiliśmy bilety w kasie. Tu warto jedną rzecz wytłumaczyć – corrida odbywa się zawsze późnym popołudniem, kiedy jeszcze hiszpańskie słońce bardzo mocno operuje, co w lecie nie ułatwia spędzania dwóch godzin na siedząco na rozgrzanej widowni areny walk. Organizatorzy sprzedają więc trzy rodzaje biletów, w zależności od tego, czy chcemy siedzieć na słońcu („sol”), w cieniu („sombra”) lub na tzw. miejscach przejściowych („sol y sombra” – na których słońce zachodzi już w trakcie trwania corridy).

Te najlepsze bilety – czyli „do cienia” są najdroższe, a ich cena zależy dodatkowo od wybranego miejsca (sekcji) i odległości od areny – im siedzimy bliżej areny, tym bilety droższe. Nasze bilety były makabrycznie drogie, ale też siedzieliśmy w świetnym do obserwacji całej areny miejscu, no i w cieniu. Zapłaciliśmy 90 EUR – za każdy z biletów. Tak – cena jest makabryczna.

Już samo wejście na arenę zwiastuje, że będziemy uczestniczyć w ważnym wydarzeniu. Miejsca siedzące na arenie w Marbelli nie posiadają krzesełek, do których jesteśmy przyzwyczajeni na europejskich arenach sportowych. Na „plaza de toros” jest to po prostu goły beton. Ale przy wejściu każdy otrzymuje swego rodzaju siedzenie czy poduszkę, którą układa się na swoim miejscu i na której się siedzi. Przy czym „każdy otrzymuje” to też nie do końca prawda – przy wejściu do każdego wchodzącego podchodzi starszy, elegancko ubrany Pan, który bierze ze sobą tę poduszkę i prowadzi go na jego miejsce. Wskazuje mu je, kładzie na nim tę poduszkę, tym samym każdego widza odprowadzając na jego miejsce. Zapowiada się „klasowo”.

Marbella, arena walk byków, widownia i loża sędziowska

Marbella, arena walk byków, widownia i loża sędziowska

Marbella, corrida

Marbella, corrida

Marbella, corrida

Marbella, corrida

Sama arena walk byków jest, jak już wspominaliśmy, idealnie okrągła. Widownia usytuowana jest dookoła niej, ale są na niej miejsca specjalne, wyznaczone dla osób funkcyjnych. Na koronie widowni swoje miejsce ma orkiestra – bo corridzie przez niemal cały czas towarzyszy muzyka, odgrywana w odpowiednich momentach na żywo. Nie ma mowy o elektronicznych odtwarzaczach czy nagłośnieniu z głośników.

W centralnym miejscu głównej części trybuny jest miejsce dla „jury”, z reguły składającego się z miejscowych notabli. To właśnie oni decydują, poprzez wywieszanie chusteczek, o tym, który z występujących tu matadorów otrzyma po swoim występie swoistą nagrodę (o niej będzie dalej) i który ostatecznie w całym widowisku zwycięży. Ich decyzje często są wspomagane, a nawet wymuszane poprzez rzęsiste oklaski całej widowni, która na występy matadorów reaguje cały czas bardzo żywiołowo.

A jak wygląda sama corrida ? Z pewnością znane są Wam nazwy: torreador, pikador czy matador – ale czy na pewno wiecie, co one oznaczają ? To nazwy funkcji osób, które biorą bezpośrednio udział w corridzie na arenie. Corrida bowiem to przedstawienie, silnie podzielone na trzy wyraźnie różniące się od siebie etapy. Etapy, która mają byka zmęczyć i osłabić, dać poznać jego zachowanie na arenie, aż do ostatecznego, śmiertelnego ciosu, zadawanego szpadą. Każda z tych części ma swój rytuał i każda ma swoich aktorów – jedynym stałym „aktorem” jest tu byk.

Marbella, corrida, pikador w akcji

Marbella, corrida, pikador w akcji

Marbella, corrida, pikador w akcji

Marbella, corrida, pikador w akcji

Marbella, corrida, pikador w akcji

Marbella, corrida, pikador w akcji

Na początek wpuszczany na arenę jest byk oraz większa grupa torreadorów – tym mianem określa się wszystkich uczestników corridy. Wszyscy starają się byka zmęczyć bieganiem, a jednocześnie będący wśród nich matador stara się przyswoić sobie zachowanie byka i jego zwyczaje na arenie. Potem rozpoczynają się wspomniane trzy „tercje” corridy:

  • Marbella, corrida. Jeden z matadorów

    Marbella, corrida. Jeden z matadorów

    na arenę wjeżdża pikador – specjalnie ubrany jeździec na koniu, który boki obłożone ma grubymi materacami. Pozostali torreadorzy starają się nakierować byka na konia – zawsze im się to udaje. Byk atakuje jeźdźca, a pikador oczywiście ustawia konia tak, by byk zaatakował z boku, od strony grubych materacy. Gdy byk wbija rogi w materace (to zawsze niebezpiecznie wyglądający moment – wszak rozpędzony byk jest w stanie konia wraz z jeźdźcem przewrócić), pikador wbija mu w kark specjalną długą lancę, po czym zjeżdża z areny. Od niego odciągają go pozostali torreadorzy na arenie;

  • kolejna tercja to znów piesi torreadorzy, tym razem trzech z nich stara się wbić bykowi po dwie kolorowe szpile (banderille), ozdobione kolorowymi wstążkami. Ten etap to znów kolejne zmęczenie byka i przygotowanie go na ostateczne spotkanie z matadorem w ostatniej tercji. A zarówno lanca pikadora, jak i banderille mają dodatkowy cel – osłabić byka i jego kark, tak by nie unosił on zbyt wysoko łba. Po tej części zdarzało się podczas naszej corridy, że byk był już tak wyczerpany i krwawiący, że nie miał najmniejszej ochoty gonić za matadorem i ten musiał go wręcz zmuszać do akcji;
  • ostatnia, decydująca część walk byków. Na scenę wkracza główny bohater, czyli matador. Wyposażony jest on w szablę, którą musi wbić w ściśle określone miejsce na karku byka – ten cios ma być śmiertelny. Ta tercja jest najbardziej widowiskowa – matador stara się przed publicznością i sędziami popisywać, co znacznie ułatwia mu fakt, że najczęściej byk jest już totalnie wykończony. Do tego stopnia, że matador pozwala sobie na odwracanie się do niego tyłem, a nawet klękanie tyłem do stojącego metr za nim byka. Ostatecznie po kolejnym „rozbieganiu” zwierzęcia, matador bierze widowiskowy rozbieg i w biegu wbija szpadę w kark byka. Od tego ciosu zależy decyzja widowni i sędziów odnośnie nagrody i ewentualnego zwycięstwa w całej corridzie;
Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, matador w akcji

Cios matadora niemal zawsze jest śmiertelny – w końcu to zawodowcy. Od jego wyczynów podczas ostatniej części corridy zależy uznanie widowni i jury. Jeśli matador zyska ich uznanie, otrzymuje… odcięte od razu na arenie uszy zabitego byka. Sam byk niemal natychmiast jest zasłaniany i odciągany koniem ze sceny. I tu następuje część, która wywołała nasze największe zdziwienie.

Marbella, corrida. Jeden z matadorów

Marbella, corrida. Jeden z matadorów

Otóż matador swojej „nagrody” nie zabiera ze sobą. Triumfalnym gestem pokazuje uszy byka, po czym kolejnym gestem pyta widowni, kto chciałby te uszy od niego… dostać. Po czym w wyciągającą gremialnie ręce widownię te uszy… rzuca. I tak lecą te zakrwawione „nagrody” w publikę, najczęściej odświętnie ubraną na biało :) Jeden z rzutów matadora był na tyle niecelny, że uszy trafiły w koszulę niczego nie spodziewającego się widza. Jak wyglądała ta jego koszula po tym trafieniu – chyba potraficie sobie wyobrazić :) W każdym bądź razie uszy te są niezwykle na widowni pożądane i otrzymujące je osoby z radością pokazują je całej reszcie.

Jeśli pokaz matadora wyjątkowo się podoba – lub jeśli matador jest miejscową gwiazdą – po jego występie, podczas gdy on triumfalnie maszeruje dookoła areny, wiwatujące tłumy rzucają w jego stronę drobne osobiste przedmioty. Łatwo się domyślić, że w większości są to panie :) Do jednego z matadorów po występie przyleciała na arenę… kompletna damska torebka :)

Na końcu całego widowiska ogłaszany jest zwycięzca. Bo matadorów jest trzech – każdy z nich walczy z dwoma bykami. Jeden z nich ogłaszany jest decyzją sędziów zwycięzcą, co celebruje dość długo, noszony na rękach przez pozostałych torreadorów. I na tym w zasadzie kończy się cała idea corridy. O tym, że jest krwawa, już zdążyliście się z naszego opisu dowiedzieć – sporo turystów na widowni miało problem z oglądaniem tej rzezi na arenie, co wrażliwsi zakrywają w końcowych momentach oczy. Wtedy już byk wygląda strasznie, biegając po scenie z karkiem pokrytym własną krwią.

Marbella, corrida, banderillero w akcji

Marbella, corrida, banderillero w akcji

Marbella, corrida, parada zwycięzców

Marbella, corrida, parada zwycięzców

Ale musimy napisać też, że corrida jest… nudna. Tak po prostu. Zapytacie: jak to,  skoro cały czas opisujemy dynamiczną akcję na arenie i zmieniających się w poszczególnych częściach jej aktorów. Tak, tylko że byków zabijanych podczas jednej corridy jest sześć. I dokładnie sześć razy powtarzana jest ta sama scenografia i ten sam scenariusz. Każdy z sześciu byków przechodzi przez wszystkie kolejne etapy: pikador, banderille, matador.

Marbella, corrida. Ta pani złapała uszy byka rzucone przez matadora

Marbella, corrida. Ta pani złapała uszy byka rzucone przez matadora

Każdemu z sześciu byków w każdej z trzech scen towarzyszy muzyka, grana na żywo przez orkiestrę – ta sama… Mało tego, każdy z tych byków przebywa na scenie dokładnie tyle samo czasu – 20 minut. Dosłownie można ustawiać zegarki – poszczególne etapy są momentami przedłużane przez torreadorów, żeby byk „nie zszedł” ze sceny zbyt szybko, choć u niektórych zwierząt było wręcz widać, że już mają dość i nie mają ochoty ganiać po arenie – już ledwo chodziły. Wszystko to sprawiło, że o ile pierwszy byk był dla nas jeszcze ciekawy – bo akcję widzieliśmy pierwszy raz w życiu, o tyle każdy kolejny coraz bardziej nas już nużył – jakbyśmy oglądali w teatrze to samo przedstawienie sześć razy – i to pod rząd, jedno po drugim…

Już idąc na corridę wiedzieliśmy, że fanami nie będziemy. Po wyjściu, wiedzieliśmy że już nigdy na corridę nie wrócimy. Bo nie bawi nas publiczne zabijanie zwierząt dla rozrywki i jest to dla nas nieludzkie. Bo nie rozumiemy, dlaczego jest to rozrywką dla ludzi z cywilizowanego jakby nie było kraju, jakim jest Hiszpania. W końcu – bo corrida na dłuższą metę jest po prostu nieciekawa.

Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, matador w akcji

Marbella, corrida, torreadorzy w akcji

Marbella, corrida, torreadorzy w akcji

Ostatnim momentem, który zwrócił naszą uwagę, było już po zakończeniu corridy uwielbienie tłumów dla matadorów – oni są tu jak Cristiano Ronaldo – półbogami. Na wychodzących do samochodów matadorów czekały tłumy fanów, wyrywających sobie rozdawane przez swoich idoli postery i zdjęcia. Znów – nieco dziwne, ale przynajmniej już nie kontrowersyjne.

Areny walk byków będą się przewijały przez cały nasz pobyt w Andaluzji – będziemy je zwiedzać w każdym mieście w którym będziemy. Ale na corridę już nie pójdziemy – jako atrakcja turystyczna sprawdza się „na raz”, ale żeby chodzić na nią częściej, to już trzeba być… Hiszpanem. Kolejny wpis będzie już o naprawdę wielkiej atrakcji hiszpańskiej Andaluzji – zapraszamy do Rondy.

Galerię zdjęć z corridy podzieliliśmy na dwie części. Dla bardziej wrażliwych przygotowaliśmy galerię zdjęć w wersji mniej drastycznej, natomiast jeśli chcecie zobaczyć corridę w wersji realistycznej, zapraszamy do galerii zdjęć z bardziej drastycznymi scenami z corridy.

 

Inne wpisy z: Hiszpania

IMG_9694

Co Wam przychodzi do głowy, gdy myślicie o Hiszpanii od strony kulinarnej ? Pewnie paella, pewnie tapas. Miłośnicy trunków pomyślą o winie Rioja. A my zakochaliśmy się w szynce - tej prawdziwie hiszpańskiej królowej szynek - Jamón Ibérico.

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Nie da się zobaczyć Andaluzji, nie przyjeżdżając do Rondy - jednej z najpopularniejszych hiszpańskich destynacji turystycznych, położonych poza pasem wybrzeża. Ronda to miasto wyjątkowe, ze względu na swoje położenie oraz niezwykłą historię.  więcej

Marbella, corrida, matador w akcji

Corrida. Krwawe i mocno kontrowersyjne widowisko, będące jednym z symboli Hiszpanii - i wielkim świętem dla Hiszpanów. Jeśli zastanawiacie się, czy wybrać się na "plaza de toros" w którymś z hiszpańskich miast - przeczytajcie. Opowiemy Wam, czy warto.

 

 

Witamy się z Hiszpanią. W tempie Formuły 1

Po sześciu dniach wakacyjnej podróży do hiszpańskiej Marbelli, nadszedł wreszcie moment wjazdu do Hiszpanii. Kraju, do którego wracaliśmy jeszcze później i do którego z pewnością jeszcze wrócimy. Turystyczne atrakcje tutaj chyba nigdy się nam nie znudzą.

Tour de Europe 2011, dzień 7 (poprzedni wpis: Marsylia i jej jedyna atrakcja (z braku czasu)). Niemal 850 km trasy z Marsylii do Walencji pokonaliśmy bez żadnych „turystycznych przystanków”, pędząc co sił do pierwszego naszego hiszpańskiego noclegu. To było nasze historyczne przywitanie z Hiszpanią, nasze pierwsze chwile z krajem, w którym spędziliśmy te i następne wakacje, chłonąc co piękniejsze miejsca.

Walencja miała być wyłącznie noclegiem. Kolejnego bowiem dnia mieliśmy zaliczyć kolejny samochodowy maraton – niemal 650 km do Marbelli. Nocleg wybraliśmy więc na samym wybrzeżu, w sąsiedztwie portu w Walencji – wymyśliliśmy sobie, że choć jedną rzecz musimy w tym mieście zobaczyć. Żeby (po zwiedzaniu Monako) było do kompletu – wybór padł na uliczny tor Formuły 1 w Walencji, położony malowniczo w miejskim porcie.

Do Hiszpanii wjeżdżamy o zachodzie słońca

Do Hiszpanii wjeżdżamy o zachodzie słońca

Walencja, uliczny tor Formuły 1

Walencja, uliczny tor Formuły 1

Walencja, uliczny tor Formuły 1

Walencja, uliczny tor Formuły 1

Walencja, uliczny tor Formuły 1

Walencja, uliczny tor Formuły 1

Walencja, uliczny tor Formuły 1. Mam "pole position":)

Walencja, uliczny tor Formuły 1. Mam „pole position”:)

Walencja, uliczny tor Formuły 1

Walencja, uliczny tor Formuły 1

Zwiedzanie toru, sąsiadującego z naszym hotelem, zaczęliśmy z samego rana po przebudzeniu. W zasadzie to „zwiedzanie” to było po prostu spacer wzdłuż nadmorskiej mariny. Bo fotografowanie ulicznego toru Formuły 1 w czasie, gdy nie odbywa się na nim żaden wyścig – to wszak fotografowanie… zwykłej, codziennej ulicy. Asfaltu. No, ale przynajmniej pospacerowaliśmy sobie znów nad morzem, w letnim hiszpańskim upale.

W naszym przypadku jakieś tam ślady wyścigu jednak pozostały – wszak przyjechaliśmy do Walencji raptem 3 tygodnie po odbywającym się tu wtedy Grand Prix Europy F1. Asfalt i okolice padoku nosiły jeszcze bardzo wyraźne ślady opon bolidów Formuły 1. Niestety nie jeździł już wtedy tutaj Robert Kubica, który początkiem roku doznał tragicznego wypadku podczas samochodowego rajdu we Włoszech. W poprzednich latach był tu kolejno: trzeci, czwarty i piąty.

Walencja, marina i okolice

Walencja, marina i okolice

Walencja, marina i okolice

Walencja, marina i okolice

Walencja, marina i okolice

Walencja, marina i okolice

Walencja, marina i okolice

Walencja, marina i okolice

Walencja, zachwycające Miasteczko Sztuki iNauki (Ciudad de las Artes y las Ciencias), tym razem jeszcze tylko przejazdem

Walencja, zachwycające Miasteczko Sztuki iNauki (Ciudad de las Artes y las Ciencias), tym razem jeszcze tylko przejazdem

Do Walencji jeszcze wrócimy w naszych opowieściach, przy okazji kolejnych wakacji. To miasto zdecydowanie warte jest głębszego poznania i ma do zaoferowania turystom naprawdę dużo. A tymczasem my mkniemy na samo południe Hiszpanii i zaczynamy naszą przygodę z przepiękną Andaluzją. W kolejnym wpisie zobaczycie najbardziej kontrowersyjne hiszpańskie show, czyli corridę. Mieliśmy okazję zobaczyć ją już pierwszego dnia pobytu w Marbelli.

 

Inne wpisy z: Hiszpania

IMG_9694

Co Wam przychodzi do głowy, gdy myślicie o Hiszpanii od strony kulinarnej ? Pewnie paella, pewnie tapas. Miłośnicy trunków pomyślą o winie Rioja. A my zakochaliśmy się w szynce - tej prawdziwie hiszpańskiej królowej szynek - Jamón Ibérico.

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Nie da się zobaczyć Andaluzji, nie przyjeżdżając do Rondy - jednej z najpopularniejszych hiszpańskich destynacji turystycznych, położonych poza pasem wybrzeża. Ronda to miasto wyjątkowe, ze względu na swoje położenie oraz niezwykłą historię.  więcej

Marbella, corrida, matador w akcji

Corrida. Krwawe i mocno kontrowersyjne widowisko, będące jednym z symboli Hiszpanii - i wielkim świętem dla Hiszpanów. Jeśli zastanawiacie się, czy wybrać się na "plaza de toros" w którymś z hiszpańskich miast - przeczytajcie. Opowiemy Wam, czy warto.

 

Barri Gotic, czyli stare miasto w Barcelonie

Długi listopadowy weekend w Lizbonie zaczynamy od zwiedzania… Barcelony. Kilkugodzinną przesiadkę na barcelońskim lotnisku postanowiliśmy wykorzystać na zwiedzanie dzielnicy Barri Gotic. Byliśmy tu już dwa lata wcześniej, ale teraz zamierzaliśmy bardziej wgłębić się w wąskie uliczki starego miasta.

Długi listopadowy weekend zaplanowaliśmy sobie w Lizbonie. Bilety lotnicze składaliśmy z oferty kilku linii lotniczych i zrobił się z tego niezły maraton. Najpierw samochodowy dojazd pod lotnisko Schoenefeld w Berlinie i nocleg w aucie. Rano dojazd na inne lotnisko – Tegel (samochód został pod Schoenefeld z prozaicznego powodu – na to lotnisko mieliśmy lot powrotny) i wylot Lufthansą do Monachium, gdzie była szybka przesiadka na lot do Barcelony, też Lufthansą. W Barcelonie mieliśmy 7-godzinny stop przed lotem, tym razem portugalskim TAPem, już do Lizbony. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy tak długiego postoju nie wykorzystali na zwiedzanie.

W Barcelonie byliśmy dwa lata wcześniej, spędziliśmy tu dwa dni podczas naszego wakacyjnego Tour de Europe 2012 do hiszpańskiej Javei. Mieliśmy wtedy okazję zwiedzić kawał miasta (Sagrada Familia, Camp Nou i stare centrum), ale tym razem postanowiliśmy zgłębić dokładnie atrakcje najstarszej centrum miasta – Barri Gotic.

Barri Gotic to obszar, gdzie Barcelona się narodziła. To tu pierwszą warowną kolonię wybudowali Rzymianie, wtedy pod nazwą Barcino (legenda mówi, że pierwszym założycielem był ojciec słynnego Hannibala, Kartagińczyk Hamilcar Barca). Wciąż w kilku miejscach zobaczyć można tu fragmenty rzymskich murów, a także niewielką pozostałość rzymskiej świątyni Augustusa.

KML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Barcelona, dzielnica Barri Gotic

ładowanie mapy - proszę czekać...

Barcelona, kawiarnia Els 4 Gats: 41.385841, 2.173619
Barcelona, Placa Nova: 41.384533, 2.175465
Barcelona, Pałac Archidiakona i resztki rzymskich murów: 41.384166, 2.175668
Barcelona, katedra św.Eulalii: 41.384170, 2.176384
Barcelona, uliczka Carrer de la Palla, pozostałości rzymskich murów: 41.383740, 2.174869
Barcelona, kościół San Felipe Neri: 41.383345, 2.175044
Barcelona, pomnik Bohaterów Wojen Napoleońskich: 41.383635, 2.175835
Barcelona, kościół św.Sewera: 41.383498, 2.175797
Barcelona, stara żydowska synagoga: 41.382595, 2.175682
Barcelona, bazylika Santa Maria del Pi: 41.382287, 2.173802
Barcelona, kościół św.Jakuba: 41.381329, 2.175540
Barcelona, plac Placa Reial: 41.380085, 2.175272
Barcelona, plac Placa del Duc de Medinaceli: 41.378294, 2.179005
Barcelona, plac Placa de la Merce: 41.379127, 2.179335
Barcelona, bazylika Matki Bożej Miłosierdzia: 41.379433, 2.179670
Barcelona, uliczka Carrer de la Merce: 41.380536, 2.180668
Barcelona, główny budynek poczty: 41.381554, 2.181430
Barcelona, placyk Placa dels Traginers, rzymskie mury i wieża: 41.381973, 2.179780
Barcelona, bazylika św.Męczenników Justa i Pastora: 41.382802, 2.178179
Barcelona, plac św.Jakuba: 41.382709, 2.177052
Barcelona, uliczka Carrer del Bisbe: 41.383353, 2.176323
Barcelona, Pałac Królewski przy Placa del Rei: 41.384221, 2.177334
Barcelona, Plac Kataloński: 41.387032, 2.170047

 

Barcelona, Plac Kataloński

Barcelona, Plac Kataloński

Barcelona, kawiarnia „Els 4 Gats”

Barcelona, kawiarnia „Els 4 Gats”

Barcelona, pałac Archidiakona na placu Placa Nova

Barcelona, pałac Archidiakona na placu Placa Nova

We wczesnym średniowieczu Barcelona była już państewkiem, obejmującym niemal całą Katalonię. W XII w. poprzez ślub władców połączyła się z Aragonią, tworząc Królestwo Aragonii, które później przez wieki było potęgą w Europie (zdobyło m.in. Sardynię, na której gościliśmy trzy tygodnie wcześniej). Ten czas był okresem gwałtownego rozwoju miasta i z tego właśnie okresu pochodzi mnóstwo budynków w Barri Gotic, Barcelona stała się wtedy głównym miastem aragońskiej potęgi.

Barcelona, ruiny rzymskiego akweduktu na Placa Nova

Barcelona, ruiny rzymskiego akweduktu na Placa Nova

Ta hegemonia trwała aż do 1469 r., kiedy to z kolei Aragonia zjednoczyła się z Kastylią, tworząc dzisiejszą Hiszpanię, a głównym miastem nowego państwa stał się Madryt. Barcelona stała się ośrodkiem ruchu separatystycznego w Katalonii, który trwa do dziś, co zresztą widać nawet w Barri Gotic, gdzie na balkonach wisi mnóstwo katalońskich, a nie hiszpańskich flag.

Barcelona, katedra św.Eulalii

Barcelona, katedra św.Eulalii

Do centrum Barcelony z lotniska dojeżdżamy wygodnie Aerobusem, odjeżdżającym wprost spod terminala. Podróż w dwie strony kosztuje 10,20 EUR, bilety można kupić w automacie przy przystanku. Końcowym przystankiem jest Placa de Catalunya, co jest dla nas idealnym rozwiązaniem, Plac Kataloński jest wszak północnym brzegiem dzielnicy Barri Gotic.

Zwiedzanie „dzielnicy gotyckiej” zaczynamy od kultowej kawiarni „Els 4 Gats”, kolebki katalońskiego modernizmu. Założona w 1897 r., istniała tylko 6 lat, ale i tak stała się słynna dzięki swoim stałym artystycznym klientom – często bywali tu m.in. Gaudi czy Picasso (ten drugi zaprojektował ponoć menu). Ponowne otwarcie nastąpiło pod koniec lat 70-tych XX wieku, dziś kawiarnia jest jedną z podstawowych atrakcji turystycznych dzielnicy.

Barcelona, ruiny rzymskich murów na Carrer de la Palla

Barcelona, ruiny rzymskich murów na Carrer de la Palla

Barcelona, kościół San Felipe Neri

Barcelona, kościół San Felipe Neri

Barcelona, tablica upamiętniająca 42 ofiary bombardowania w czasie wojny domowej obok odbudowanego kościoła San Felipe Neri

Barcelona, tablica upamiętniająca 42 ofiary bombardowania w czasie wojny domowej obok odbudowanego kościoła San Felipe Neri

Barcelona, pomnik Bohaterów Wojen Napoleońskich z 1809 r.

Barcelona, pomnik Bohaterów Wojen Napoleońskich z 1809 r.

Obowiązkowym dla turystów punktem na starym mieście jest Placa Nova, jeden z głównych miejskich placów, który uważany jest za kolebkę całej Barcelony. Zobaczyć tu można jedne z kilku zachowanych pozostałości po dawnych rzymskich murach miejskich z IV w. – dziś są „wbudowane” w pałac archidiakona, wybudowany na rzymskich resztkach prawdopodobnie w XIII w., a później wielokrotnie przebudowywany. Oprócz dwóch kwadratowych rzymskich wież i muru pomiędzy nimi (grubość 3,5 m), zauważyć można także pozostałość po dawnym rzymskim akwedukcie, doprowadzającym wodę do miasta.

Barcelona, kościół św.Sewera

Barcelona, kościół św.Sewera

Najważniejszym obiektem na Placa Nova jest oczywiście katedra św.Eulalii, której budowa rozpoczęła się w 1298 r., aczkolwiek chrześcijańska świątynia istniała w tym miejscu prawdopodobnie już w czasach rzymskich (IV w.). Została ona zniszczona pod koniec X w., a w wieku następnym rozpoczęto budowę nowej, która również nie przetrwała. Budowa obecnej katedry trwała bardzo długo, bo ukończono ją dopiero w 1417 r. W XIX w. przebudowano fasadę katedry. Katedrę można zwiedzać (odpłatnie), my odpuściliśmy ją sobie – zwiedzaliśmy wnętrza podczas poprzedniego pobytu w Barcelonie w 2012 r. (może kiedyś uda się nam w końcu opisać archiwalne podróże do Hiszpanii w 2011 i 2012 r.).

Z Placa Nova idziemy w prawo (patrząc na wprost katedry) w uliczkę Carrer de la Palla. Tu znajdują się kolejne pozostałości rzymskich obwarowań i wież obronnych. Ale teraz celem jest kolejna świątynia, kościół San Felipe Neri, wybudowany w połowie XVIII w. Niestety zastajemy go zamkniętego, pozostaje więc delektować się zachowaną w oryginale fasadą, która jako jedyna „przeżyła” bombardowanie z 1938 r., w czasach hiszpańskiej wojny domowej. Na ścianie przylegającego do kościoła klasztoru można zresztą znaleźć tablicę, upamiętniającą 42 ofiary – głównie dzieci – tego bombardowania.

Barcelona, kamienica ze starą żydowską synagogą na parterze

Barcelona, kamienica ze starą żydowską synagogą na parterze

Barcelona, wnętrza starej żydowskiej synagogi

Barcelona, wnętrza starej żydowskiej synagogi

Barcelona, wnętrza starej żydowskiej synagogi

Barcelona, wnętrza starej żydowskiej synagogi

Stąd idziemy do najbardziej malowniczej uliczki starego miasta w Barcelonie – Carrer del Bisbe, rozpoczynającej się jeszcze na Placa Nova. Trafiamy na mały placyk Plaça de Garriga i Bachs, przy którym znajduje się wejście do zwiedzania katedry (placyk znajduje się przy jej ścianie bocznej). Na placu znajduje się też pomnik Bohaterów Wojen Napoleońskich z 1809 r., postawiony ku czci mieszkańców miasta, którzy zbuntowali się przeciwko okupującym je wojskom Napoleona w 1809 r. Buntownicy zostali aresztowani i straceni publicznie. Po bokach pomnika znajdują się ceramiczne rekonstrukcje scen z pierwszych dni po wejściu wojsk Napoleona do Barcelony.

Barcelona, bazylika Santa Maria del Pi

Barcelona, bazylika Santa Maria del Pi

Tuż obok znajduje się kościół św.Sewera, wybudowany w 1705 r., jeden z ważniejszych „okazów” architektury barokowej w mieście, głównie ze względu na wnętrza, z zewnątrz wcale nie prezentuje się zbyt okazale. Ale wnętrz nie była nam dane zobaczyć, a fotki fasady nie są zbyt okazałe, kościół stoi w ciasnej uliczce i jego sfotografowanie nie jest proste.

Wkraczamy do Call, starej dzielnicy żydowskiej w centrum Barcelony. Żydzi mieszkali w Barcelonie prawdopodobnie już od samych początków miasta, ale wieki później zostali przymusem „zesłani” do jednej wspólnej dzielnicy. Jednak pod koniec XIV w. w całej Hiszpanii rozpoczęły się pogromy Żydów – w krótkim czasie wszyscy Żydzi w Barcelonie albo z miasta wyjechali, albo przeszli na chrześcijaństwo, by uniknąć kłopotów (nadal potajemnie trwali przy pierwotnej wierze).

Najważniejszym punktem kultury żydowskiej w centrum Barcelony jest bezsprzecznie stara synagoga, która z pozoru w ogóle na świątynię nie wygląda – mieści się na parterze niepozornej kamienicy. Synagoga ta jest prawdopodobnie jedną z najstarszych w Europie – pochodzi z III / IV w., w XIII / XIV w. nadbudowano ją nową synagogą – a dopiero później (XVII w.) dodano kolejne piętra kamienicy. Zapomniana trwała aż do XX w., służąc jako pomieszczenia mieszkalne czy pralnia. Dziś można ją zwiedzać – odpłatnie (bilet 2,5 EUR).

Barcelona, bazylika Santa Maria del Pi

Barcelona, bazylika Santa Maria del Pi

Barcelona, bazylika Santa Maria del Pi

Barcelona, bazylika Santa Maria del Pi

Barcelona, plac Placa Reial

Barcelona, plac Placa Reial

Idziemy dalej – nieco na wschód od synagogi żydowskiej znajdziemy bazylikę Santa Maria del Pi, która wg legendy nazwę swą uzyskała od drzewka piniowego, które kiedyś rosło w tym miejscu. Tradycja mówi, że kościół w tym miejscu istniał już w IV w., ale badania archeologiczne tego nie potwierdzają. Na pewno zaś świątynia stała tu pod koniec X w., a obecna bazylika wybudowana została w XIV w. W 1936 r. została mocno uszkodzona podczas wojny domowej – zniszczono m.in. najbardziej rozpoznawalny element zewnętrznej fasady bazyliki – okazałą rozetę, którą odbudowano w 1940 r.

Barcelona, latarnie projektowane przez Gaudiego na Placa Reial

Barcelona, latarnie projektowane przez Gaudiego na Placa Reial

We wnętrzach bazyliki znajdują się grobowce kilku znanych osobistości z XVII – XIX w. Duża część wystroju wnętrza, w tym także cenne dzieła sztuki (m.in. główny ołtarz) zostały także zniszczone podczas bombardowań z czasów wojny domowej. Ale część zachowała się, np. niektóre witraże pochodzą aż z XVIII w. Kolejnym rozpoznawalnym elementem świątyni jest wysoka (54 m) dzwonnica z zainstalowanymi sześcioma dzwonami (największy waży ponad 1,8 tony).

Idziemy w stronę Placa Reial, czyli Placu Królewskiego, zahaczając jeszcze po drodze o kościół św.Jakuba (Sant Jaume), stojący przy Carrer de Ferran. Pierwotnie znajdowała się tutaj synagoga (wciąż jesteśmy w dzielnicy żydowskiej), ale po pogromach z 1391 r. została ona zburzona, by zrobić miejsce dla kościoła katolickiego. Tenże został wybudowany, pierwotnie pod wezwaniem św.Trójcy i stał się świątynią Żydów, którzy przeszli wtedy na chrześcijaństwo.

Kiedy w 1492 r. Żydów ostatecznie z Barcelony wypędzono, świątynię przekazano siostrom z zakonu Karmelitek, ale i one zostały stąd „wyproszone” na początku XIX w. Wtedy to kościół przemianowano na św.Jakuba. Co ciekawe, uważa się, że sam św.Jakub był w Barcelonie w czasie swojego pobytu na terenach dzisiejszej Hiszpanii i nauczał na starym rzymskim Forum, które potem przebudowano na Placa de Sant Jaume (plac św.Jakuba). Na Forum stał też kiedyś (X w.) kościół św.Jakuba, ale wyburzono go, by zrobić miejsce dla powstającego placu, przy którym dziś znajduje się siedziba rządu Katalonii i ratusz miejski. Wtedy właśnie zdecydowano o zmianie wezwania kościoła św.Trójcy na św.Jakuba.

Barcelona, bazylika Matki Bożej Miłosierdzia

Barcelona, bazylika Matki Bożej Miłosierdzia

Barcelona, katalońskie flagi w uliczce Carrer de la Merce

Barcelona, katalońskie flagi w uliczce Carrer de la Merce

Barcelona, główna poczta

Barcelona, główna poczta

Barcelona, rzymskie mury na placyku Placa dels Traginers

Barcelona, rzymskie mury na placyku Placa dels Traginers

Kościół został zdewastowany i spalony podczas hiszpańskiej wojny domowej. Główną atrakcją wnętrz, których niestety nie było nam dane zobaczyć, jest ołtarz, który kiedyś znajdował się w barcelońskiej katedrze – przeniesiono go tu pod koniec XX w.

Stąd już dwa kroki na Placa Reial, miejsce niezwykle popularne wśród turystów i miejscowych, malowniczy plac z wieloma restauracjami i klubami nocnymi, położony tuż przy słynnej ulicy La Rambla. Historycznie dość „młody”, wybudowany w XIX w., ma jedną atrakcję historyczną. Są nią… latarnie, zaprojektowane przez samego Antonio Gaudiego.

W poszukiwaniu historycznych atrakcji dzielnicy Barri Gotic idziemy teraz w stronę morskiego wybrzeża. Trafiamy na Placa del Duc de Medinaceli, placyk znajdujący się w miejscu dawnego klasztoru Franciszkanów, zburzonego w początkach XIX w. Na placu znajduje się okazała statua XVI-wiecznego hrabiego, od którego imienia wywodzi się nazwa placu. Stąd już blisko na plac Placa de la Merce, utworzony w 1775 r. Najpierw oglądamy zabytkową fontannę Neptuna, która od 1826 r. stała w miejskim porcie. W 1993 r., po przebudowie placu, przeniesiono ją tutaj.

Najważniejszym obiektem jest tu jednak bazylika Matki Bożej Miłosierdzia (de la Merce), wybudowana razem z placem w 1775 r. – to od niej właśnie plac wziął swoją nazwę. Bazylika uznawana jest, głównie przez swoje cieknące przepychem wnętrza, za jeden z najbardziej reprezentacyjnych kościołów Barcelony. Wybudowana została na miejscu stojącego tu wcześniej kościoła z końca XIII w. Pod koniec XIX w. dobudowano okazałą kopułę, którą odbudowano w XX w. po zniszczeniach z czasów wojny domowej. We wnętrzach znajduje się otoczony czcią obraz Matki Bożej Miłosierdzia.

Barcelona, siedziba katalońskiego rządu na Placa de Sant Jaume

Barcelona, siedziba katalońskiego rządu na Placa de Sant Jaume

Barcelona, ratusz miejski na Placa de Sant Jaume

Barcelona, ratusz miejski na Placa de Sant Jaume

Barcelona, Pałac Królewski

Barcelona, Pałac Królewski

Wkraczamy w wąską uliczkę Carrer de la Merce, kiedyś jedną z najelegantszych ulic Barcelony, dziś romantyczną, usianą małymi kafejkami i tawernami. My zapamiętaliśmy ją z niesamowitej ilości katalońskich flag, wiszących na większości balkonów na tej ulicy. Dochodzimy do Placa d’Antonio Lopez, przy którym zobaczyć można monumentalną główną pocztę w Barcelonie, której siedziba pochodzi z 1929 r. W tym miejscu zaczyna gonić nas czas powrotu na lotnisko, skręcamy więc na północ – wracamy na Plac Kataloński.

Barcelona, bazylika św.Męczenników Justa i Pastora

Barcelona, bazylika św.Męczenników Justa i Pastora

Po drodze wchodzimy na maleńki, malowniczy placyk Placa dels Traginers, gdzie znajdują się kolejne pozostałości rzymskich fortyfikacji obronnych dawnego Barcino. Stoi tu kawałek muru oraz okrągła wieża obronna, całość pochodząca z IV w. Nadal idąc na północ, chcemy przejść jeszcze przez plac Placa de Sant Jaume, o którym wspominaliśmy już wcześniej. Najpierw trafiamy jednak na barokowy kościół – bazylikę św.Męczenników Justa i Pastora (dels Sants Màrtirs Just i Pastor), budowa której rozpoczęła się w połowie XIV w. (choć budowa trwała dwa stulecia). Stoi ona na podstawach dawnej świątyni z czasów rzymskich, wg legend pochodzącej z IV w., ale w dokumentacji historycznej pojawiającej się dopiero w IX w. Jako ostatnia powstała w XVI w. okazała dzwonnica.

Barcelona, uliczka Carrer del Bisbe

Barcelona, uliczka Carrer del Bisbe

Jesteśmy w końcu na placu św.Jakuba (Placa de Sant Jaume), w administracyjnym sercu miasta – to tu znajdują się ratusz miejski oraz siedziba rządu Katalonii. Plac św.Jakuba znajduje się w miejscu dawnego rzymskiego Forum – centralnej części rzymskiego Barcino. To tu krzyżowały się główne ulice rzymskiego miasta. Plac wziął swoją nazwę od kościoła, który stał tu aż do 1823 r., kiedy go zburzono. Wcześniej miejskie władze spotykały się właśnie przy kościele. A jego zburzenie pozwoliło na poszerzenie placu do obecnej postaci.

Barcelona, uliczka Carrer del Bisbe

Barcelona, uliczka Carrer del Bisbe

Z placu początkowo wychodzimy na północ, słynną uliczką Carrer del Bisbe, w czasach rzymskich jedną z dwóch głównych ulic miejskich, dziś najbardziej znaną ze względu na niezwykle widowiskową zabudowę oraz połączenie pomiędzy katedrą i placem św.Jakuba. Ale potem decydujemy się odbić jeszcze w prawo, wszak został nam do zobaczenia jeszcze jeden obiekt w Barri Gotic – Pałac Królewski przy Placa del Rei.

Nazwa nie jest przypadkowa – kompleks budynków służył już od XI w. jako siedziba najpierw hrabiów Barcelony, a potem królów Aragonii. Dzisiejsze zabudowania powstały w większości w XIV w. (sam pałac oraz kaplica św.Agaty). W XVI dobudowano obok tzw. „pałac porucznika” (siedziba Inkwizycji) oraz górującą nad nim 5-piętrową wieżę. Szczególne piętno odcisnął na historii tego miejsca rok 1492 – na schodach wejściowych zamordowano wtedy ówczesnego króla. Istnieje także legenda, że na tych samych schodach witano powracającego z Ameryki Krzysztofa Kolumba. Aczkolwiek legenda raczej nie ma potwierdzenia w faktach.

Pałac Królewski był godnym ukoronowaniem -godzinnej zaledwie wycieczki po starym mieście w Barcelonie. Pozostało nam tylko wrócić na Plac Kataloński i wsiąść w autobus, wiozący nas z powrotem na lotnisko. Za kilka godzin mieliśmy zacząć przygodę z Lizboną – miastem wymarzonym przez nas od dłuższego czasu. Będziemy zwiedzać atrakcje Lizbony wzdłuż trasy zabytkowego tramwaju nr 28, ale o tym już w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z dzielnicy Barri Gotic w Barcelonie znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Hiszpania

 

0

Autor:

Kategorie: Barcelona, Hiszpania, Rok 2014