Irlandia | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Dublin po raz trzeci

Dublin, stolicę i największe miasto Irlandii, odwiedziliśmy już po raz trzeci, ale tym razem nie w oczekiwaniu na prom czy samolot, a jako „pełnoprawny” cel wycieczki z Naas, które było naszą bazą w trakcie kilkudniowego pobytu na zielonej wyspie.

Dublin, iglica Spire of Dublin

Dublin, iglica Spire of Dublin

Wycieczkę rozpoczęliśmy od O’Connell Street – jednej z najbardziej reprezentacyjnych ulic Dublina, a jednocześnie jednej z najszerszych (49 m) ulic w Europie, nazwanej imieniem XIX-wiecznego irlandzkiego bohatera, Daniela O’Connela (jego okazały pomnik stoi przy końcu ulicy). Najbardziej rzucającym się w oczy elementem O’Connel Street jest bez wątpienia Spire of Dublin, wysoka aż na 120 m iglica (średnica 3 m u podstawy i 15 cm na szczycie), upamiętniająca nowe tysiąclecie, postawiona tu w styczniu 2003 roku. Iglica została postawiona na miejscu stojącej tu poprzednio kolumny Nelsona, wysadzonej w powietrze przez bojowników IRA. Tuż obok iglicy stoi pomnik Jamesa Larkina, irlandzkiego działacza narodowego.

Kolejną osobistością, której wkład w życie Irlandii i Dublina uczczono, stawiając jej pomnik przy O’Connell Street, jest sir John Gray, irlandzki lekarz, chirurg i polityk – zasłużony zarówno jako polityk i zwolennik nacjonalizmu i Daniela O’Connella, jak i jako lekarz i działacz lokalny (dzięki niemu Dublin zyskał dostęp do zaopatrzenia w bieżącą wodę). Spacer po O’Connell Street kończymy właśnie przy pomniku jej bohatera – Daniela O’Connella, na którym stoi skierowany w kierunku mostu swojego imienia – O’Connell Bridge.

Przechodząc przez ten most, idąc ulicą College Green, dochodzimy do budynku House of Lords, dawnej siedziby parlamentu irlandzkiego, pochodzącego z pierwszej połowy XVIII wieku. Dziś należy on do Bank of Ireland.

 

Dublin, House of Lords

Dublin, House of Lords

 

Wchodzimy w Dawson Street, przechodząc obok kościoła św.Anny (St.Ann’s Church of Ireland), budowanego początkowo w stylu barokowym od 1720 roku. Kościół zapisał się w historii literatury – tu został ochrzczony Oscar Wilde, słynny irlandzki poeta i dramatopisarz. Tu także ślub wziął Bram Stroker, irlandzki pisarz, twórca postaci hrabiego-wampira, Drakuli.

Dublin, kościół św.Anny

Dublin, kościół św.Anny

Dochodzimy do Fusiliers’ Arch, łuku stanowiącego wejście do St.Stephen’s Green Park, postawionego tu w 1907 roku ku czci żołnierzy Royal Dublin Fusiliers, którzy zginęli w czasie II wojny burskiej (1899-1900). Nazwiska 212 poległych wypisane są na podstawie łuku. Został on uszkodzony w czasie powstania wielkanocnego (1916) i związanych z nim walk armii irlandzkiej i wojsk brytyjskich, ale pozostał do dziś jednym z nielicznych zabytków ery kolonialnej w Dublinie. Odwiedzamy także Stephens Green Shopping Centre, malownicze centrum handlowe tuż obok wejścia do parku.

Dublin, Fusiliers Arch

Dublin, Fusiliers Arch

Kierując się na wschód dochodzimy do najbardziej chyba znanego budynku Dublina – katedry św.Patryka, zbudowanej w 1191 roku, jednej z dwóch katedr kościoła irlandzkiego w Dublinie. Katedra ta jest najwyższym kościołem w całej Irlandii (iglica ma 43 m wysokości). Z istnieniem dwóch katedr w Dublinie wiąże się historycznie wiele kontrowersji (biskup swą siedzibę ma w tej drugiej – Christ Church), które doprowadziły do podpisania w 1300 roku specjalnego porozumienia, określającego rolę każdej z nich (poświęcenie i intronizacja wszystkich biskupów miały odbywać się w Christ Church, gdzie miano także przechowywać krzyż, mitrę i pierścień każdego ze zmarłych biskupów, natomiast pogrzeby biskupów miały się odbywać na przemian w obu katedrach, chyba że zmarły biskup wyrażał inną wolę).

Dublin, katedra św.Patryka

Dublin, katedra św.Patryka

Dziś katedra św.Patryka jest miejscem reprezentacyjnym dla wielu krajowych ceremonii i uroczystości. Odbyły się tu m.in. pogrzeby dwóch irlandzkich prezydentów, a w trakcie jednego z nich – ciekawostka – rzymskokatolicka część gości nie weszła do środka, gdyż Stolica Apostolska zakazała im wstępu do katedry innego wyznania. We wnętrzach katedry pochowano ponad 500 osobistości, w tym kilku biskupów dublińskich oraz m.in.Jonathana Swifta, irlandzkiego pisarza, znanego głownie z „Podróży Guliwera”, pochowanego obok towarzyszki życia, Esther Johnson.

Dublin, katedra Kościoła Chrystusowego

Dublin, katedra Kościoła Chrystusowego

Po zwiedzeniu katedry św.Patryka i parku ją otaczającego, kierujemy się na północ ulicą Patrick Street, dochodząc wkrótce do wspomnianej drugiej dublińskiej katedry – katedry Kościoła Chrystusowego, kamiennej budowli z 1172 roku, stojącej na miejscu poprzednio tu wybudowanej ok. 1030 roku drewnianej katedry. Kościół ten jest oficjalnie siedzibą arcybiskupów Dublina dwóch kościołów: kościoła Irlandii i kościoła rzymsko-katolickiego, ale w praktyce arcybiskup rzymsko-katolicki rezyduje w innym kościele. Katedrę Kościoła Chrystusowego wybudowano w centrum średniowiecznego Dublina. W jej wnętrzach pochowano wielu biskupów i arcybiskupów miasta.

Katedra Kościoła Chrystusowego połączona jest kamiennym mostem z dawną halą Synodu (stojącą na miejscu dawnego kościoła św.Michała). Sala ta była dawniej wykorzystywana na potrzeby synodów diecezjalnych Dublina i Kildare. Dziś jest siedzibą stałej wystawy o nazwie „Dublinia”, przedstawiającej historię Dublina oraz średniowieczne warunki życia mieszkańców miasta.

 

Dublin, wystawa Dublinia w sali Synodu

Dublin, wystawa Dublinia w sali Synodu

 

Zwiedziliśmy „Dublinię” (wejście jest płatne, więcej informacji tutaj) wraz z historyczną St.Michael’s Tower, której platforma widokowa oferuje świetną panoramę Dublina. Przy sprzyjającej pogodzie można stąd zobaczyć wszystkie najważniejsze zabytki miasta. Na wieżę prowadzi 96 stromych, metalowych schodów. Nie polecamy wchodzenia osobom z lękiem wysokości :)

 

Dublin, panorama widoczna z St.Michael's Tower

Dublin, panorama widoczna z St.Michael’s Tower

 

Nieco na wschód od katedry trafiamy na kolejny kościół, również osobliwy. Jest to kościół św.Audeona. A właściwie dwa kościoły św.Audeona. I to połączone ze sobą.

Dublin, kościół św.Audeona (rzymsko-katolicki)

Dublin, kościół św.Audeona (rzymsko-katolicki)

Dlaczego to osobliwe ? Bo jeden jest kościołem rzymsko-katolickim, a drugi… anglikańskim (kościół Irlandii). Najpierw ten rzymsko-katolicki: zbudowany w połowie XIX wieku. Lekko podupadający kościół odzyskał swój blask na początku XXI wieku dzięki imigrantom z Polski, którzy rozpoczęli tłumnie uczęszczać na mszę odprawianą w języku polskim. Obecnie kościół jest siedzibą polskiego duszpasterstwa w Dublinie.

Dublin, kościół św.Audeona (anglikański)

Dublin, kościół św.Audeona (anglikański)

Obok kościoła rzymsko-katolickiego, stoi jego anglikańska „wersja”, znacznie starsza, wzniesiona w 1190 r., prawdopodobnie na miejscu poprzednio tu stojącego kościoła z VII wieku. We wnętrzach kościoła przechowywany jest (podobno od 1309 roku) m.in. wczesno-celtycki nagrobek, zwany Szczęśliwym Kamieniem (Lucky Stone), podobno potarcie go przynosi szczęście. Wieża kościoła pochodzi z XVII wieku i mieści 6 dzwonów, z których trzy, pochodzące z 1423 roku są najstarszymi dzwonami w całej Irlandii. Zegar na wieży został przeniesiony z innego kościoła i pochodzi z lat dwudziestych XIX wieku.

Anglikańska część kościoła św.Audeona jest otoczona małym terenem rekreacyjnym, będącym właściwie nieczynnym już przykościelnym cmentarzem, na którym pochowano wielu biskupów i burmistrzów miasta wraz z rodzinami.

Dublin, pub The Brazen Head, najstarszy w mieście

Dublin, pub The Brazen Head, najstarszy w mieście

Kierujemy się w stronę nabrzeża rzeki Liffey, trafiając na znajome dla nas miejsce – najstarszy w Dublinie bar, The Brazen Head, istniejący od 1198 roku. Więcej na jego temat w opisie naszej pierwszej wizyty w Dublinie. Kolejnym znanym nam już miejscem jest Four Courts, także widziany już przez nas za pierwszym razem.

Dublin, kościół Najświętszej Marii Panny

Dublin, kościół Najświętszej Marii Panny

Przechodzimy na drugą stronę rzeki Liffey. Zatrzymujemy się w The Legal Eagle, przytulnym pubie, na szybki obiad i wędrujemy dalej, tym razem w kierunku północnym. Docieramy do jednego z piękniejszych kościołów Dublina – gotyckiego kościoła Najświętszej Marii Panny (St.Mary of the Angels), wybudowanego przez Kapucynów pod koniec XVII wieku. Obecna bryła kościoła pochodzi z 1881 roku.

Ostatnim elementem naszej trzeciej dublińskiej wycieczki była Jameson Old Distillery – stara fabryka whiskey, w której produkowano ten trunek w latach 1780 – 1971. Dystylernia oferuje (po płatnym wstępie) wycieczkę po tym historycznym miejscu, połączoną z degustacją. Całość miała trwać jednak zbyt długo, nie mieliśmy tyle czasu (nie była też tania, wstęp to kilkanaście euro od osoby), więc darowaliśmy sobie zwiedzanie, zadowalając się zdjęciami dziedzińca i wejścia.

Wracając na O’Connell Street, którą sfotografowaliśmy jeszcze raz, tym razem o zmroku, minęliśmy jeszcze zabytkowy targ owocowy w Dublinie, którego także nie mogliśmy sobie odpuścić na zdjęciach. Cały „spacerek” po Dublinie zajął nam nieco ponad 6 godzin – pozostało tylko wrócić do naszej bazy wypadowej, czyli 20-tysięcznego Naas.

 

Dublin, Jameson Old Distillery

Dublin, Jameson Old Distillery

 

Dublin, Council Fruit Market

Dublin, Council Fruit Market

 

Dublin wieczorem

Dublin wieczorem

 

Pełna galeria zdjęć z Dublina – na naszym profilu na Facebooku. Galeria zdjęć z Naas – także.

Inne wpisy z: Irlandia

IMG_2918

Dublin, stolicę i największe miasto Irlandii, odwiedziliśmy już po raz trzeci, ale tym razem nie w oczekiwaniu na prom czy samolot, a jako "pełnoprawny" cel wycieczki z Naas, które było naszą bazą w trakcie kilkudniowego pobytu na zielonej wyspie.

IMG_2082

Niedaleko miasteczka Kildare (godzina jazdy z Dublina) znajduje się Irish National Stud, miejsce które każdy powinien zobaczyć. To miejsce słynące od lat z hodowli koni, dziś odwiedzane ze względu na piękne japońskie ogrody.

Zdjęcie070

Powerscourt House & Garden to jedna z najbardziej reprezentacyjnych irlandzkich rezydencji. Mieści 68 pokojów i zbudowana została na bazie XIII-wiecznego zamku.

0

Autor:

Kategorie: Irlandia, Rok 2011

Ogrody japońskie i St. Fiachra's Garden w Kildare

Niedaleko miasteczka Kildare (godzina jazdy z Dublina) znajduje się Irish National Stud, miejsce które każdy powinien zobaczyć. To miejsce słynące od lat z hodowli koni, dziś odwiedzane ze względu na piękne japońskie ogrody.

Irish National Stud stoi na miejscu starej stadniny koni. Okoliczne tereny znane są z ich hodowli od XIV wieku. Stadnina została przekształcona w 1917 roku w stadninę narodową, w 2011r. gościła nawet brytyjską królową Elżbietę II. Główne atrakcje Irish National Stud to małe zoo, muzeum koni, malowniczy ogród St.Fiachra’s Garden oraz bardzo znane, uznawane za najpiękniejsze w Europie ogrody japońskie.

Ogrody japońskie, Tea House

Ogrody japońskie, Tea House

Ogrody japońskie powstały pomiędzy 1906 a 1910 rokiem i projektowane były przez japońskiego mistrza Tassa Eida. Ideą było pokazanie za pomocą drzew, krzewów, kwiatów, trawników, skał i wody symboliki życia człowieka. Scenerię ogrodów uzupełniają Bridge of Life (Most Zycia) i Tea House.

Dziś ogrody, ze swoją ponad 100-letnią historią, są jednym z najbardziej ulubionych miejsc, odwiedzanych przez Irlandczyków. Rocznie przewija się tu ponad 150.000 zwiedzających.

St.Fiachra’s Garden zostały założone w 1999 roku i zaprojektowane przez znanego architekta krajobrazu. Noszą imię św.Fiakriusza, patrona ogrodników. Ogród ma za zadanie oddawać majestat irlandzkiego krajobrazu, pokazanego za pomocą skał i wody.

 

Irish National Stud, mini zoo

Irish National Stud, mini zoo

 

St.Fiachra's Garden

St.Fiachra’s Garden

 

Znacznie szerszą galerię zdjęć z Irish National Stud znajdziecie na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Irlandia

IMG_2918

Dublin, stolicę i największe miasto Irlandii, odwiedziliśmy już po raz trzeci, ale tym razem nie w oczekiwaniu na prom czy samolot, a jako "pełnoprawny" cel wycieczki z Naas, które było naszą bazą w trakcie kilkudniowego pobytu na zielonej wyspie.

IMG_2082

Niedaleko miasteczka Kildare (godzina jazdy z Dublina) znajduje się Irish National Stud, miejsce które każdy powinien zobaczyć. To miejsce słynące od lat z hodowli koni, dziś odwiedzane ze względu na piękne japońskie ogrody.

Zdjęcie070

Powerscourt House & Garden to jedna z najbardziej reprezentacyjnych irlandzkich rezydencji. Mieści 68 pokojów i zbudowana została na bazie XIII-wiecznego zamku.

 

 

0

Autor:

Kategorie: Irlandia, Rok 2008

Powerscourt House & Garden w Enniskerry

Powerscourt House & Garden to jedna z najbardziej reprezentacyjnych irlandzkich rezydencji. Mieści 68 pokojów i zbudowana została na bazie XIII-wiecznego zamku.

Oprócz samego budynku, na obszernym (19 ha) terenie rezydencji znajdują się także bardzo znane, malownicze ogrody z pomnikami, jeziorami i kwiatowymi rabatami oraz najwyższy w Irlandii wodospad wraz z przyległymi, bardzo popularnymi, terenami piknikowymi.

Powerscourt powstała na bazie starego, XIII-wiecznego zamku i została ostatecznie wybudowana w 1741 roku, po 10-ciu latach budowy. W 1974 roku rezydencję strawił pożar, po którym odnowiono ją dopiero w 1996r. Dziś należy do rodziny Slazengerów, właścicieli słynnej marki sportowej. Na jej terenie mieści się dziś także restauracja, pole golfowe oraz hotel Ritz-Carlton. Powerscourt jest znaną atrakcją turystyczną, powszechnie dostępną dla zwiedzających. Obowiązują opłaty za wstęp, bilety można kupować także online.

 

Powerscourt House & Garden

Powerscourt House & Garden

 

Powerscourt House & Garden

Powerscourt House & Garden

 

Powerscourt House & Garden

Powerscourt House & Garden

 

Osobną atrakcję stanowi wodospad Powerscourt Waterfall – najwyższy w Irlandii (woda spada z wysokości 121 metrów). Otacza go malowniczy park, w którym posadzono drzewa z całego świata, niektóre mają dziś ponad 200 lat. Okolice wodospadu są popularnym miejscem na pikniki, znajduje się tam także plac zabaw dla dzieci oraz kioski z małą gastronomią (kawa, herbata, hotdogi, lody itp.)

Pełną galerię fotek z rezydencji znajdziecie na naszym facebookowym profilu.

 

Inne wpisy z: Irlandia

IMG_2918

Dublin, stolicę i największe miasto Irlandii, odwiedziliśmy już po raz trzeci, ale tym razem nie w oczekiwaniu na prom czy samolot, a jako "pełnoprawny" cel wycieczki z Naas, które było naszą bazą w trakcie kilkudniowego pobytu na zielonej wyspie.

IMG_2082

Niedaleko miasteczka Kildare (godzina jazdy z Dublina) znajduje się Irish National Stud, miejsce które każdy powinien zobaczyć. To miejsce słynące od lat z hodowli koni, dziś odwiedzane ze względu na piękne japońskie ogrody.

Zdjęcie070

Powerscourt House & Garden to jedna z najbardziej reprezentacyjnych irlandzkich rezydencji. Mieści 68 pokojów i zbudowana została na bazie XIII-wiecznego zamku.

0

Autor:

Kategorie: Irlandia, Rok 2008

Dublin w kilka godzin

Dublin, stolicę Irlandii, mieliśmy okazję oglądać po raz drugi, lecz niestety tylko przez kilka godzin, w oczekiwaniu na powrotny prom w stronę Polski. Stąd też ograniczyliśmy się do spaceru wzdłuż rzeki Liffey.

Dublin jest olbrzymim, jak na warunki irlandzkie, miastem – zamieszkuje w nim nieco ponad pół miliona ludzi. Położony jest nad rzeką Liffey, a w zasadzie nad jej ujściem do Morza Irlandzkiego. Rzeka dzieli miasto na dwie części: Northside i Southside. Właśnie widok rzeki i mostów, łączących obie części miasta, jest najczęstszym obrazkiem, który można zobaczyć na fotkach z Dublina.

Ze względu na ograniczenia czasowe, zdecydowaliśmy się zobaczyć kilka bardziej znanych miejsc w Dublinie, położonych w okolicach rzeki, po obu jej stronach.

Zamek w Dublinie

Dublin, zamek

Dublin, zamek

Zamek w Dublinie do 1922 roku był siedzibą brytyjskich władz w Irlandii, dziś jest głównym budynkiem rządowym w tym kraju. Powstał na rozkaz angielskiego króla Jana I (zwanego „Janem bez ziemii”), brata bardziej znanego angielskiego władcy, Ryszarda Lwie Serce, po którym zresztą przejął tron. Obaj są jednymi z bohaterów historii o Robin Hoodzie. Powstanie zamku datuje się na 1204 rok.

W czasach średniowiecza budowla bardzo ewoluowała, a największą zmianą była dobudowana Great Hall, użytkowana jako sala parlamentarna, sala sądowa lub bankietowa. W 1673 roku zbudowany częściowo z drewna zamek spłonął w pożarze, a resztki rozebrano. Dziś powyżej poziomu gruntu nie ma żadnych śladów z pierwotnej budowli, za wyjątkiem jedynej ocalałej wieży Record Tower (z roku 1230).

 

Dublin, zamek

Dublin, zamek

 

W zamku przechowywane były słynne irlandzkie klejnoty koronne, których kradzież w 1907 roku nie została wyjaśniona do dziś, a same klejnoty pozostały nie odnalezione.

Browar Guinnessa – St.James’s Gate Brewery

Dublin, browar Guinnessa

Dublin, browar Guinnessa

Browar, znajdujący się w Dublinie, produkujący chyba najsłynniejsze piwo świata. Guinness to zdecydowanie najpopularniejsze piwo w Irlandii. Sam browar został założony w 1759 roku przez Arthura Guinnessa. A w zasadzie nie założony, a wynajęty – na 9000 lat za 45 funtów rocznie :) Od samego początku produkowano w nim ciemnego Guinessa.

W roku 1838, browar był już największym browarem w Irlandii, w 1914 roku stał się największym browarem na świecie. Obecnie jest największym na świecie browarem, produkującym stouta (to taki rodzaj piwa). Piwo Guinness, oprócz swojego smaku, koloru i charakterystycznej pianki, jest znane także z tego, że jest sporo mniej kaloryczne od piwa jasnego. Receptura Guinnessa jest opatentowana i ściśle chroniona do dziś.

 

Dublin, browar Guinnessa

Dublin, browar Guinnessa

 

Na terenie browaru znajduje się także Guinness Storehouse – swoiste muzeum browarnicze, prezentujące składniki używane do produkcji piwa Guinness, osobę założyciela browaru. Na ostatnim, 7-mym piętrze znajduje się bar z panoramicznym widokiem na miasto,w  którym każdy odwiedzający może uraczyć się kuflem Guinnessa, który jest w liczony w cenę wejściówki (wstęp do Storehouse jest płatny).

 

Dublin, Guinness Storehouse

Dublin, Guinness Storehouse

 

Ciekawostką dość ściśle związaną z browarem i marką Guinness jest „Księga rekordów Guinessa”, której pomysłodawcą był w 1954 roku ówczesny dyrektor browaru.

The Brazen Head – najstarszy pub w Dublinie

To niezwykłe, przesiąknięte wręcz historią miejsce mieści się tuż przy rzece Liffey, po południowej stronie miasta (Southside). Pub liczy sobie już 8 wieków. Gdy powstawał w XII wieku (dokładnie 1198r.), był zwykłą miejską tawerną. W przeszłości był ulubionym miejscem spotkań znanych irlandzkich nacjonalistów, a także artystów. Często bywał tu m.in. James Joyce. W obecnym miejscu stoi od 1688 roku.

 

Dublin, pub The Brazen Head

Dublin, pub The Brazen Head

 

Legenda dotycząca nazwy tego miejsca mówi o rozpalonych beczkach (braziers), przy których ogrzewali się żołnierze, pilnujący mostów na Liffey.

Po wejściu w bramę pubu, wkraczamy na brukowany dziedziniec, przekształcony dziś w ogródek piwny. W głębi znajdują się także hotel i restauracja. Bary w pubie są bogato przyozdobione historycznymi pamiątkami, często ofiarowanymi przez klientów pubu. Wizytówką baru jest grana na żywo muzyka irlandzka oraz piwo Guiness, który tu podobno jest najlepszy :)

 

Dublin, pub The Brazen Head

Dublin, pub The Brazen Head

 

The Brazen Head jest dziś obowiązkowym punktem na trasie turystycznych wycieczek po Dublinie.

Four Courts

Four Courts to główna siedziba sądownicza w Dublinie, bardzo okazały i reprezentacyjny budynek, stojący tuż nad rzeką Liffey. Budowany przez długie lata, został ostatecznie ukończony w 1802 roku. Znany jest z ogromnej i bardzo widocznej kopuły (średnica: 20 metrów). Jeden z najbardziej rozpoznawalnych budynków w Dublinie.

 

Dublin, Four Courts

Dublin, Four Courts

 

Nieco więcej zdjęć z krótkiego pobytu w Dublinie możecie znaleźć w galerii na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Irlandia

IMG_2918

Dublin, stolicę i największe miasto Irlandii, odwiedziliśmy już po raz trzeci, ale tym razem nie w oczekiwaniu na prom czy samolot, a jako "pełnoprawny" cel wycieczki z Naas, które było naszą bazą w trakcie kilkudniowego pobytu na zielonej wyspie.

IMG_2082

Niedaleko miasteczka Kildare (godzina jazdy z Dublina) znajduje się Irish National Stud, miejsce które każdy powinien zobaczyć. To miejsce słynące od lat z hodowli koni, dziś odwiedzane ze względu na piękne japońskie ogrody.

Zdjęcie070

Powerscourt House & Garden to jedna z najbardziej reprezentacyjnych irlandzkich rezydencji. Mieści 68 pokojów i zbudowana została na bazie XIII-wiecznego zamku.

0

Autor:

Kategorie: Irlandia, Rok 2008

Sligo. W Irlandii nad oceanem.

Sligo to malutkie irlandzkie miasteczko (17 tys. mieszkańców), położone w północno-zachodniej części tego kraju. Spędziliśmy tam tylko jeden wieczór i następny poranek, stąd ograniczyliśmy się do zobaczenia oceanicznej irlandzkiej plaży w Sligo.

Z plaż w Sligo zapamiętaliśmy niesamowitą ilość dużych muszli, które można było tam zbierać wręcz łopatami. Nie widać tego niestety na zdjęciach, ale możecie wierzyć – ilości były niesmowite. Latwo na taki widok zrozumieć pochodzenie nazwy miasta: irlandzka nazwa miasta Sligo – Sligeach – oznacza wprost „muszlowe miejsce”.

oceaniczna plaża w Sligo

oceaniczna plaża w Sligo

Miasto Sligo znane jest z otaczających je pięknych krajobrazów. Zauroczeni tym miejscem byli bracia Yeats. Jack był znanym malarzem impresjonistą, uwieczniającym m.in. krajobrazy z okolic Sligo, panoramy oceanu i samo miasto. William był poetą, laureatem Nagrody Nobla z 1923 roku. Pejzaże Sligo często gościły w jego twórczości. Ze Sligo pochodziła matka obu braci, którzy często bywali w rodzinnych stronach.W Sligo istnieje dziś muzeum, poświęcone braciom Yeats.

Innymi znanymi postaciami, związanymi ze Sligo są trzej członkowie słynnej grupy muzycznej Westlife.

 

oceaniczna plaża w Sligo

oceaniczna plaża w Sligo

 

oceaniczna plaża w Sligo

oceaniczna plaża w Sligo

 

Nieco większą galerię zdjęć z plaży w Sligo możecie zobaczyć na naszym facebookowym profilu.

 

Inne wpisy z: Irlandia

IMG_2918

Dublin, stolicę i największe miasto Irlandii, odwiedziliśmy już po raz trzeci, ale tym razem nie w oczekiwaniu na prom czy samolot, a jako "pełnoprawny" cel wycieczki z Naas, które było naszą bazą w trakcie kilkudniowego pobytu na zielonej wyspie.

IMG_2082

Niedaleko miasteczka Kildare (godzina jazdy z Dublina) znajduje się Irish National Stud, miejsce które każdy powinien zobaczyć. To miejsce słynące od lat z hodowli koni, dziś odwiedzane ze względu na piękne japońskie ogrody.

Zdjęcie070

Powerscourt House & Garden to jedna z najbardziej reprezentacyjnych irlandzkich rezydencji. Mieści 68 pokojów i zbudowana została na bazie XIII-wiecznego zamku.

0

Autor:

Kategorie: Irlandia, Rok 2008

Duckett’s Grove Castle

Duckett’s Grove Castle to ruiny średniowiecznego zamku wraz z odnowionymi i udostępnionymi publicznie ogrodzonymi ogrodami, położone niedaleko Carlow w Irlandii.

Zamek został wybudowany na potrzeby rodziny Duckett w 1830 roku na posiadłości ponad 20 km2. W 1933r. uległ całkowitemu zniszczeniu w pożarze, którego przyczyny nie są znane do dziś. W 2005 roku władze Carlow wykupiły ruiny i odnowiły znajdujące się w ich obrębie ogrody (The Upper Walled Garden i The Lower Walled Garden), udostępniając je publicznie w 2007 roku.

Poniżej znajdziecie kilka fotek ze spaceru po ruinach i ogrodach. Większą galerię zdjęć polecamy na naszym facebookowym profilu.

 

Duckett's Grove Castle

Duckett’s Grove Castle

 

Duckett's Grove Castle

Duckett’s Grove Castle

 

Duckett's Grove Castle

Duckett’s Grove Castle

 

Duckett's Grove Castle, Walled Gardens

Duckett’s Grove Castle, Walled Gardens

 

Inne wpisy z: Irlandia

IMG_2918

Dublin, stolicę i największe miasto Irlandii, odwiedziliśmy już po raz trzeci, ale tym razem nie w oczekiwaniu na prom czy samolot, a jako "pełnoprawny" cel wycieczki z Naas, które było naszą bazą w trakcie kilkudniowego pobytu na zielonej wyspie.

IMG_2082

Niedaleko miasteczka Kildare (godzina jazdy z Dublina) znajduje się Irish National Stud, miejsce które każdy powinien zobaczyć. To miejsce słynące od lat z hodowli koni, dziś odwiedzane ze względu na piękne japońskie ogrody.

Zdjęcie070

Powerscourt House & Garden to jedna z najbardziej reprezentacyjnych irlandzkich rezydencji. Mieści 68 pokojów i zbudowana została na bazie XIII-wiecznego zamku.

0

Autor:

Kategorie: Irlandia, Rok 2008

Limerick. Przejazdem.

Limerick to stosunkowo duże, jak na Irlandię miasto (ok. 80 tys. mieszkańców, trzecie co do wielkości miasto Irlandii), leżące nad malowniczą rzeką Shannon. Dla turysty ważniejsze jest jednak to, że jest najstarszą siedzibą ludzką w tym kraju. Zbudowaną przez Celtów.

Limerick „zdobyliśmy” niestety tylko przejazdem, w drodze na klify Moher. W związku z tym zdążyliśmy tylko pobieżnie zobaczyć jego największe skarby.

Najbardziej znanym zabytkiem w Limerick jest bez wątpienia zamek króla Jana (King John’s Castle), pochodzący z początków XIII wieku. Potężne zamczysko nieźle się zachowało, choć przeżyło kilka dramatycznych momentów w swojej historii. Pierwotnie posiadał cztery okrągłe wieże i most zwodzony, zastąpiony dziś schodami. Obecnie stanowi siedzibę muzeum historii miasta.

St.Mary’s Cathedral jest budowlą jeszcze starszą od zamku, została zbudowana w 1168r. i jest najstarszą obecnie używaną budowlą w mieście. Jest dostępna publicznie przez cały tydzień, za wyjątkiem czasu odprawiania nabożeństw.

Limerick, King John's Castle

Limerick, King John’s Castle

 

Limerick, St.Mary's Cathedral

Limerick, St.Mary’s Cathedral

 

Z ciekawostek „pozahistorycznych”, dotyczących Limerick – z tego miasta wywodzi się słynny irlandzki zespół The Cranberries. Kilka fotek z Limerick znajdziecie w małej galerii.

 

Inne wpisy z: Irlandia

IMG_2918

Dublin, stolicę i największe miasto Irlandii, odwiedziliśmy już po raz trzeci, ale tym razem nie w oczekiwaniu na prom czy samolot, a jako "pełnoprawny" cel wycieczki z Naas, które było naszą bazą w trakcie kilkudniowego pobytu na zielonej wyspie.

IMG_2082

Niedaleko miasteczka Kildare (godzina jazdy z Dublina) znajduje się Irish National Stud, miejsce które każdy powinien zobaczyć. To miejsce słynące od lat z hodowli koni, dziś odwiedzane ze względu na piękne japońskie ogrody.

Zdjęcie070

Powerscourt House & Garden to jedna z najbardziej reprezentacyjnych irlandzkich rezydencji. Mieści 68 pokojów i zbudowana została na bazie XIII-wiecznego zamku.

0

Autor:

Kategorie: Irlandia, Rok 2008

Klify Moher

Klify Moher to jedna z największych atrakcji turystycznych całej Irlandii. Znajdują się na zachodnim wybrzeżu wyspy, nad Oceanem Atlantyckim.

Z Carlow, naszej „bazy” wypadowej w Irlandii, do klifów jest naprawdę niezły kawałek drogi (230 km, prawie 3 godziny jazdy), ale warto. Po drodze „zaliczyliśmy jeszcze miasteczko Limerick.

Klify Moher to skaliste wybrzeże Oceanu Atlantyckiego, ciągnące się na długości ok.8 km. Wysokością w najwyższym punkcie sięgają 214 metrów. W centralnym punkcie stoi nad brzegiem wieża widokowa, zwana O’Brien’s Tower, wybudowana w 1835r.

Klify są niezwykle popularnym celem wycieczek turystycznych w Irlandii. Dość powiedzieć, że rocznie przewija się przez ten teren ok.1 miliona turystów. Okolica jest nieźle zagospodarowana turystycznie, od parkingów zaczynając poprzez wyznaczone ścieżki turystyczne, sklepiki, a nawet całe centrum obsługi turystów z okazjonalną wystawą. Nazwę powzięły od nieistniejącego już fortu, stojącego kiedyś (do początków XIX wieku) na południowym krańcu klifu.

 

Klify Moher

 

Klify Moher

 

Strona południowa (patrząc od strony O’Brien’s Tower) jest zakończona zakazem wstępu dla turystów (ze względu na ścieżkę idącą niebezpiecznie blisko brzegu klifu), ale zakaz jest notorycznie łamany i ogrodzenia w zasadzie nie spełniają już swojej roli. Dalszy spacer jest więc możliwy, aczkolwiek radzimy uważnie korzystać z tej atrakcji, miejscami ścieżka wręcz graniczy z brzegiem 200-metrowej przepaści.

 

Klify Moher

 

Z ciekawostek, dotyczących klifów Moher: wzięły one udział w filmie „Harry Potter i Książę Półkrwi” z 2009 roku. Naszą galerię zdjęć z klifów znajdziecie tutaj.

 

Inne wpisy z: Irlandia

IMG_2918

Dublin, stolicę i największe miasto Irlandii, odwiedziliśmy już po raz trzeci, ale tym razem nie w oczekiwaniu na prom czy samolot, a jako "pełnoprawny" cel wycieczki z Naas, które było naszą bazą w trakcie kilkudniowego pobytu na zielonej wyspie.

IMG_2082

Niedaleko miasteczka Kildare (godzina jazdy z Dublina) znajduje się Irish National Stud, miejsce które każdy powinien zobaczyć. To miejsce słynące od lat z hodowli koni, dziś odwiedzane ze względu na piękne japońskie ogrody.

Zdjęcie070

Powerscourt House & Garden to jedna z najbardziej reprezentacyjnych irlandzkich rezydencji. Mieści 68 pokojów i zbudowana została na bazie XIII-wiecznego zamku.

0

Autor:

Kategorie: Irlandia, Rok 2008

Jedziemy do Irlandii. W 36 godzin. Nonstop.

To był nasz pierwszy rodzinny, „samochodowy”, daleki wyjazd. Stąd i planowanie było jakieś takie… „pierwsze” :) 2000 km zaplanowane jako jazda non-stop nie okazało się dobrym pomysłem.

Terminarz godzinowy wyprawy zdeterminowany był promem Calais – Dover, który mieliśmy ok.23-ciej i na który musieliśmy zdążyć. Pakowanie załatwiliśmy więc dnia poprzedzającego wyjazd. Wyjazd zaplanowany był na 2 tygodnie, samochód został więc przez nas szczelnie wypełniony bagażami (w końcu jest nas piątka) oraz rzeczami przewożonymi dla naszych gospodarzy w Irlandii, przesyłek od rodziny i standardowego wyposażenia Polaka, jadącego na wyspy, czyli papierosów, kartonu 24 piw i nieco cięższego alkoholu. Ten „standardowy” zestaw Polaka był powodem naszej przygody z angielskimi celnikami, ale o tym potem.

Start, zaplanowany na godz. 6-tą rano… nie odbył się. Tzn. odbył się, ale z opóźnieniem, bo w samochodzie złośliwie zaszwankowała żarówka świateł mijania, już przy wyjeździe. Zamiast więc startu odbył się krótki wypad na stację benzynową oraz nauka wymontowania starej i montażu nowej żarówki – odbywana z instrukcją obsługi samochodu w ręce (bo to była pierwsza tego typu awaria w naszym samochodzie, w którym wymiana żarówki wiąże się z koniecznością wyjęcia całego przedniego reflektora). Przygody zaczęły się więc już na parkingu osiedlowym.


Wyświetl większą mapę

Cała droga z Poznania do Calais jest banalnie prosta. W zasadzie jedynie odcinek Nowy Tomyśl – Swiecko (nieco ponad 100 km) musieliśmy pokonać standardową polską drogą (w 2008 roku nie było jeszcze dzisiejszego odcinka autotstrady A2). Początkowy odcinek (Poznań – Nowy Tomyśl) oraz całą resztę trasy od granicy niemieckiej do promu we francuskim Calais odbyliśmy autostradami, co ma swoje niezaprzeczalne plusy (szybkość i wygoda) oraz minusy (nuda).

W zasadzie cała trasa do Calais nie zawierała nic szczególnie ciekawego. Poza oczywiście naszymi dziećmi, które po kilku godzinach siedzenia w samochodzie rozpoczęły standardowe szaleństwa, momentami roznosząc pojazd :) Ale to stały element długiego podróżowania z dziećmi (najmłodsza dwójka miała w czasie podróży 4 i 2 lata). Obiad zjedliśmy gdzieś na niemieckiej autostradzie, już wtedy poznając „uroki” niemieckich jadłodajni turystycznych, do których chyba do dziś nie zdołaliśmy przywyknąć. Zapamiętaliśmy hordy niemieckich celników, czatujących na busy z rejestracjami nadbałtyckimi (Litwa, Lotwa) i kontrole tychże busów na każdym w zasadzie parkingu. Granicy pomiędzy Belgią a Holandią wogóle nie zauważyliśmy.

 

Na promie Calais – Dover

 

Do Calais dotarliśmy, pomimo startowego opóźnienia, ze sporym wyprzedzeniem w stosunku do godziny wykupionego promu na stronę angielską. Ku naszemu zaskoczeniu (ale takiemu pozytywnemu), miły pan obsługujący stanowisko biletowe w porcie promowym, zaoferował nam przebukowanie biletów na prom wcześniejszy, dzięki czemu nie czekaliśmy prawie 3 godziny. Zapamiętałem także jego wdzięczne „dzień dobry” i „do widzenia” – znak, że Polacy są tu raczej dość powszechną nacją.

Podróż promem do Dover nie zawierała w sobie (szczególnie, że była to podróż nocna, czyli bez żadnej widoczności tego, co na zewnątrz) niczego szczególnego. Choć nowością było dla nas wszystko, od załadunku samochodu na prom, po całą organizację aż do zwiedzania promu w czasie rejsu. Nowe miało się zacząć po zakończeniu rejsu – szczególnie dla kierowcy – wszak od Dover pojedziemy już lewą stroną…

 

Na promie Calais - Dover

Na promie Calais – Dover

 

Ale życie, jak to często bywa, postanowiło urozmaicić nam podróż i niespodzianki zaczęły się nieco wcześniej :) Zaraz po zjeździe z promu, kawalkada samochodów musiała w porcie przejechać przez szpaler angielskich celników, których interesowały wyłącznie… tablice rejestracyjne aut. Klucz tego zainteresowania okazał się prosty – za każdym razem, gdy do celnika zbliżał się samochód z polskimi tablicami, był on kierowany w bok, do specjalnego hangaru. Tą ścieżką zostaliśmy skierowani także i my. I zaczęła się jazda…

Jak każdy polski (i tylko polski – żadna inna nacja celników nie interesowała) samochód, zostaliśmy wytypowani do hiper-szczegółowej kontroli celnej. W okolicach północy kazano nam obudzić, ubrać i wyprowadzić z samochodu wszystkie, nawet te najmłodsze dzieci. Jak się potem okazało, przez trwającą blisko półtorej godziny kontrol, dzieci musiały w nocy stać w zimnym hangarze, czekając na jej zakończenie. Nakazano nam wypakować, załadowany pod sufit, samochód – wszystkie bagaże, torby, plecaki, kartony, pakowane z pietyzmem przez cały poprzedni dzień, skończyły na betonowej posadzce w hangarze. Przy okazji każdej z nich zostaliśmy wypytani, co zawierają. Po czym wszystkie… pojechały na stojącą w rogu taśmę transportową do skanera zawartości. Wszystkie nasze bagaże zostały prześwietlone, po czym otwarte i sprawdzone „ręcznie” przez celników. W tzw. „międzyczasie” jeden z nich opukał nam cały samochód, ze szczególnym uwzględnieniem nadkoli, grzecznie tłumacząc, że szuka papierosów. Trzeba przyznać, że pomimo potraktowania nas „z klucza” (Polak = przemytnik), starali się być w miarę mili, momentami nawet usiłowali troszkę pokonwersować. Aczkolwiek niewiele to zmieniło w naszych odczuciach, że zostaliśmy potraktowani jak szmuglerzy tylko ze względu na narodowość polską. Na koniec zostaliśmy poinformowani, że… możemy sie spowrotem spakować i w tym momencie zainteresowanie celników naszym pojazdem się zakończyło.

Pakowanie zajęło nam trochę, choć ze względu na środek nocy nie staraliśmy się już tak dokładnie wszystkiego układać w bagażniku. W każdym razie zmieściło się :) Wyjeżdżamy z oświetlonego hangaru w ciemną angielską noc i… kolejna niespodzianka – tuż za wyjazdem stoi angielski policyjny radiowóz, którego kierowca i pasażer bardzo intensywnie się nam przyglądają. Szybka myśl: aha, będzie następna kontrol ? Na szczęście okazuje się, że zainteresowanie policjantów wynika z tego, że jedziemy na zgaszonych światłach :) które z emocji związanych z celnikami zapomniałem włączyć. Policjanci mrugają do nas światłami, a gdy my zapalamy swoje, z gracją odjeżdżając, także przestając się nami interesować. Tak to Dover i Anglia przywitały nas mile i gościnnie podczas naszego pierwszego do nich wjazdu.

krajobrazy Walii

Teraz rozpoczęła się milsza część przejazdu przez Anglię, a potem Walię, do Holyhead, gdzie oczekiwał na nas kolejny prom – do Dublina. Milsza, bo nie związana z żadnymi szykanami ze strony autochtonów. Szybki wyjazd z portu na angielską autostradę i równie szybki… kurs jazdy lewą stroną jezdni :) Na szczęście i to, że była to szeroka angielska autostrada (tylko Polacy potrafią nazwać coś dwupasmowego autostradą), i to, że był to środek nocy, spowodowało, że było w miarę pusto (choć z racji bliskości portu na drodze mknęło sporo TIRów) i przystosowanie się do ruchu lewostronnego poszło mi bardzo bezboleśnie.

Po objechaniu Londynu autostradową obwodnicą niestety minęły emocje i nastąpiło „zmęczenie materiału” u kierowcy :) Postanowiliśmy się zatrzymać na jednym z autostradowych Service Pointów ok.4-tej rano, po 21 godzinach nieprzerwanej (poza paroma postojami i obiadem) podróży. Miejsce to zawierało m.in samoobsługowy bar, połączony ze sklepem spożywczym, w którym o tej porze nie było absolutnie nikogo (poza kobietą z obsługi). I tu zdarzyło się nam coś, czego nie udało nam się (na szczęście) w naszych kolejnych podróżach powtórzyć :) Czego można chcieć w środku nocy po prawie doby podróży, z perspektywą jeszcze kilkunastu godzin jazdy ? Kawy oczywiście. Bar samoobsługowy, nalewam więc z ekspresu kawy, słodzę i podchodzę do kasy… Wyciągam portfel i w tym momencie dociera do mnie, że… jestem w Anglii, a kompletnie nie mam przy sobie funtów, tylko euro. Planując podróż absolutnie nie pomyśleliśmy, że Anglicy nie używają euro! A nalanej z ekspresu kawy nie da się „odłożyć” spowrotem :) Próba zapłacenia w euro zakończyła się kiwaniem głową z politowaniem u kasjerki i krótkim „Go…” – kawa została mi sprezentowana, ale chyba przy okazji zostałem uznany za niepełnosprawnego… umysłowo.

Klątwa kasjerki chyba podziałała, bo darowana mi kawa nie przyniosła spodziewanego efektu i zostaliśmy na parkingu na całe dwie godziny, które wszyscy poświęciliśmy na krótki sen. W drogę ruszyliśmy ok.6-tej rano. Po drodze, na objazdówce dookoła Birmingham, widziałem chyba najdłuższy korek autostradowy w życiu, na szczęście w przeciwnym kierunku do naszego.

krajobrazy Walii

Dalej rozpoczęła się najfajniejsza część naszej podróży: Walia. To chyba tu zaczęło się nasze zamiłowanie do gór i podróżowania przez nie, do chłonięcia górskich krajobrazów. Kto widział, ten wie: wąskie, kręte drogi (jechane lewą stroną :-)), malownicze małe miasteczka, prześwietne widoki, kamienne murki. Rewelacja. Załowaliśmy bardzo, że jesteśmy tam jedynie przejazdem i śpieszy nam się na prom. Ale i tak w miarę możliwości zatrzymywaliśmy się co kawałek, by nacieszyć oczy widokami.

Zapamiętaliśmy także sam wjazd spowrotem nad morze, do Holyhead i widoki stamtąd się rozciągające. Oraz całe mnóstwo samolotów w powietrzu, podobno jest tam w okolicy spora baza RAF-u. Drugi w podróży prom nie był już tam bardzo emocjonujący, choć był dużo większy od tego z kanału La Manche, z dużo większą liczbą atrakcji (m.in. plac zabaw dla dzieci), no i sama podróż odbywała się w dzień, można więc było podziwiać także widoki na zewnątrz. Rejs do Dublina trwał 3 godziny.

Wyjazd z promu w Dublinie powitał nas znajomo: kawalkada samochodów, szpaler celników, spoglądanie na tablice rejestracyjne… Polacy ? Na boczek. Pani celnik standardowo każe otwierać bagażnik – można się załamać. Będzie powtórka z nocnej kontroli ? Na szczęście celniczka na widok zapakowanego pod sufit bagażnika w S-Maxie lituje się i każe zamknąć i jechać dalej :) Irlandia wita nas dużo przyjemniej :)

 

port promowy w Holyhead

 

Do Carlow, celu naszej podróży, docieramy ok. godz. 20-tej, po 36 godzinach jazdy z 2-godzinną drzemką po drodze. Jeszcze tylko się rozpakować i można… zacząć imprezować z rodziną ! :)

Małą galerię zdjęć z podróży znajdziecie tutaj.

 

Inne wpisy z: Irlandia

IMG_2918

Dublin, stolicę i największe miasto Irlandii, odwiedziliśmy już po raz trzeci, ale tym razem nie w oczekiwaniu na prom czy samolot, a jako "pełnoprawny" cel wycieczki z Naas, które było naszą bazą w trakcie kilkudniowego pobytu na zielonej wyspie.

IMG_2082

Niedaleko miasteczka Kildare (godzina jazdy z Dublina) znajduje się Irish National Stud, miejsce które każdy powinien zobaczyć. To miejsce słynące od lat z hodowli koni, dziś odwiedzane ze względu na piękne japońskie ogrody.

Zdjęcie070

Powerscourt House & Garden to jedna z najbardziej reprezentacyjnych irlandzkich rezydencji. Mieści 68 pokojów i zbudowana została na bazie XIII-wiecznego zamku.

0

Autor:

Kategorie: Irlandia, Rok 2008, Z trasy