Serbia | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Nisz. Tu rodziła się wielka historia.

Nisz, trzecie co do wielkości serbskie miasto, było naszym kolejnym kilkugodzinnym przystankiem w drodze na wakacje w sierpniu 2014 r. Choć dziś miasto jest dość niepozorne, to wiąże się z nim naprawdę wielka historia…

Tour de Europe 2014, dzień 3 (poprzedni wpis: Smederevo, dawna stolica Serbii). Kontynuujemy wakacyjną podróż na południe Europy, celem jest Grecja. Ale na razie mamy za sobą pierwszy zagraniczny nocleg na tej trasie – zwiedziliśmy serbskie Smederevo i średniowieczną twierdzę w jego centrum. Ale to nie koniec dnia, przenosimy się niecałe 200 km na południe, by zobaczyć główne atrakcje trzeciego co do wielkości serbskiego miasta – Niszu.

Nisz ma bardzo długą historię, ale znaczenia nabrał w czasach Cesarstwa Rzymskiego. Zwany wtedy z łaciny „Naissus”, uznany został za strategicznie ważny ze względu na swoje położenie. I właśnie z czasów rzymskich pochodzi najważniejsza historia, związana z Niszem. Otóż to właśnie tutaj, w 272 r. urodził się syn Konstancjusza, ówczesnego oficera armii rzymskiej – Konstantyn. Później Konstancjusz został rzymskim Cezarem, a jeszcze później – Augustem.

Chyba należy się tu małe wyjaśnienie. Cesarz Dioklecjan (ten od pałacu w Splicie i wielkich prześladowań chrześcijan) wymyślił sobie „tetrarchię” – władzę miało sprawować dwóch cesarzy (wschodni i zachodni), nazywanych „Augustami”, którzy dobierali sobie zastępców – „Cezarów”, w praktyce wykonujących polecenia „Augustów” i odpowiedzialnych za wojsko i obronę granic. Wracając do Konstancjusza – zanim więc został Cezarem, urodził mu się syn Konstantyn. Konstantyn młodość spędził na dworze Dioklecjana, będąc swego rodzaju zakładnikiem – dzięki temu Dioklecjan był pewien posłuszeństwa Konstancjusza – normą wszak było, że poszczególni „Auguści” i „Cezarowie” nie ufali sobie nawzajem.

Nisz, "wieża czaszek"

Nisz, „wieża czaszek”

Nisz, "wieża czaszek"

Nisz, „wieża czaszek”

Nisz, "wieża czaszek" wewnątrz

Nisz, „wieża czaszek” wewnątrz

Ów urodzony w Niszu Konstantyn bywał w mieście kilkukrotnie, budując tu sobie miejsce odpoczynku – luksusową willę Mediana, której pozostałości można dziś w Niszu zwiedzać. Konstantyn zapisał się w historii kilkoma wielkimi rzeczami, nazwany więc został Konstantynem Wielkim. Czymże zapisał się w historii ten największy z mieszkańców Niszu ?

Nisz, "wieża czaszek" wewnątrz, domniemana czaszka Stevena Sindelica

Nisz, „wieża czaszek” wewnątrz, domniemana czaszka Stevena Sindelica

Przede wszystkim był „Cezarem”, a potem „Augustem”. Zjednoczył też Cesarstwo Rzymskie, usuwając „równoległego” sobie Augusta. Ale przede wszystkim – w 313 r. wydał w Mediolanie swój najsłynniejszy edykt, kończący prześladowania chrześcijan i uznający chrześcijaństwo za legalną religię. A że nie lubił Rzymu, po zjednoczeniu cesarstwa przeniósł jego stolicę do Bizancjum – które ogromnie rozbudował, przy okazji zmieniając mu nazwę na własną cześć – Konstantynopol. Pozostał on stolicą najpierw Cesarstwa Rzymskiego, Bizantyjskiego, a potem Imperium Osmańskiego na długie wieki. Dopiero w 1923 r. Turkowie zmienili mu nazwę – dziś nazywa się Stambuł.

Konstantyn Wielki zapisał się jeszcze kilkoma rzeczami. Z pozytywnych – inny jego edykt wyznaczał „dzień Słońca” dniem wolnym od pracy. „Dzień Słońca” to po prostu niedziela – uznaje się, że to właśnie Konstantyn Wielki ustanowił dzień wolny od pracy w niedzielę. Z negatywnych – podobnie jak Neron zgładził swojego najstarszego syna i żonę – oboje w zemście za podejrzenia o romans.

Nisz, twierdza, Brama Stambulska

Nisz, twierdza, Brama Stambulska

Nisz, widok z twierdzy

Nisz, widok z twierdzy

Nisz, widok z twierdzy

Nisz, widok z twierdzy

Nisz, twierdza, rzymskie lapidarium

Nisz, twierdza, rzymskie lapidarium

Wróćmy do Niszu. Od czasów Konstantyna przez wieki miasto wielokrotnie było najeżdżane przez różne nacje, niszczone i odbudowywane.Byli tu Hunowie, Węgrzy, Grecy, Serbowie, Bułgarzy czy wreszcie Turkowie. I z serbskim powstaniem przeciwko Turkom (pisaliśmy o nim już przy okazji wizyty w Smederevie tego samego dnia) wiąże się kolejna historia.

W maju 1809 r. serbscy powstańcy w Niszu zostali zaatakowani przez dużo większe siły tureckie. Nie chcąc się poddać i narazić na straszną śmierć z rąk Turków, Serbowie wysadzili miejscowy magazyn prochu. W eksplozji zginęło ok.3000 Serbów i dwa razy więcej Turków. Ale Turkowie i tak się zemścili. Nakazano zebrać głowy martwych serbskich obrońców i obedrzeć je ze skóry. Skórę wysłano do Konstantynopola w darze sułtanowi, natomiast czaszki wmurowano w wieżę, która – wybudowana na drodze z Niszu do Konstantynopola – miała służyć jako „straszak” w przyszłości.

„Wieżę czaszek”, jak się ją dziś nazywa, „zbudowano” z prawie tysiąca czaszek serbskich powstańców, w tym czaszki ich przywódcy, Stevena Sindelica. W miarę upływu czasu czaszek ubywało – były głównie zabierane przez rodziny, które chciały godnie pochować swoich bliskich. Dziś pozostało ich w murach wieży niewiele ponad 50. Pod koniec XIX wieku wieżę „obudowano” specjalną zadaszoną kaplicą, by ochronić ją przed zniszczeniem.

Dziś „wieżę czaszek” można zwiedzać, wejście jest odpłatne. Jest jedną z największych atrakcji dzisiejszego Niszu. We wnętrzach znajduje się także, specjalnie wyeksponowana, domniemana czaszka bohaterskiego Sindelica. Widok czaszek wmurowanych we wieżę jest dość psychodeliczny, mimo to odważyliśmy się wejść do wieży z dziećmi – zresztą przez cały okres Jugosławii przywożono tu szkolne wycieczki z całego kraju. Nie jest to więc coś, czego należy się bać.

Nisz, twierdza, ruiny rzymskiej bazyliki

Nisz, twierdza, ruiny rzymskiej bazyliki

Nisz, twierdza, turecki meczet

Nisz, twierdza, turecki meczet

Nisz, twierdza, ruiny dawnej Bramy Wiedeńskiej

Nisz, twierdza, ruiny dawnej Bramy Wiedeńskiej

Nisz, twierdza, pozostałości dawnej bizantyjskiej drogi

Nisz, twierdza, pozostałości dawnej bizantyjskiej drogi

Nisz, twierdza, turecki hamam (łaźnia), obecnie restauracja

Nisz, twierdza, turecki hamam (łaźnia), obecnie restauracja

„Wieża czaszek” była pierwszym punktem naszego zwiedzania Niszu. Ze względu na ograniczenia czasowe, nie mieliśmy szansy zobaczyć wszystkich atrakcji miasta, musząc wybierać te najbardziej nas interesujące. Spod „wieży czaszek” odjechaliśmy więc w stronę centrum  i rzeki Niszawy. Drugim naszym celem była okazała twierdza, górująca nad miastem, będąca jednym z najlepiej zachowanych tego typu obiektów na całych Bałkanach.

Pierwszą twierdzę w tym miejscu wybudowali już Rzymianie – w połowie II wieku. Potem wielokrotnie była ona rozbudowywana w czasach Bizancjum – wszak Nisz leżał na terenach granicznych cesarstwa. Dzisiejszy plan twierdzy pochodzi z początków XVIII w., kiedy to Turkowie w znaczący sposób rozbudowali dawne bizantyjskie umocnienia, przygotowując je do roli obronnej przeciwko rządzącym niedaleko Habsburgom. Prace zakończyły się wmurowaniem specjalnej tablicy w głównej bramie do twierdzy – Bramie Stambulskiej – w 1723 r.

Twierdza ma mury o łącznej długości ponad 2 km – w oryginale były one wysokie na 8 m i szerokie (średnio) na 3 m. Dziś służy bardziej jako park miejski oraz miejsce kulturalnych i muzycznych eventów. Do tych celów wybudowano nawet specjalny amfiteatr. Zwiedzanie wnętrza twierdzy jest bezpłatne. A na terenie twierdzy (zajmowała ponad 22 ha) znaleźć można:

  • lapidarium – kolekcję płyt nagrobnych oraz rzeźb, pochodzących jeszcze z czasów rzymskich (I – IV w.), pochodzących zarówno z wykopalisk na terenie twierdzy, jak i z pobliskich Niszowi innych stanowisk archeologicznych;
  • pozostałości po ulicy oraz bazylice, pochodzących z czasów późno-rzymskich;
  • ruiny term rzymskich (IV – VI w.);
  • pozostałości po ulicy z czasów bizantyjskich (V – VI w.);
  • meczet, pochodzący z XVI w.;
  • turecką łaźnię z XV w., najstarszy osmański obiekt w Niszu;
  • mnóstwo budynków z czasów tureckiej przebudowy twierdzy (początki XVIII w.), w tym kilka magazynów amunicji i prochu;
  • pozostałości po innych bramach twierdzy, w tym pozostałości bramy wodnej;

Twierdza w Niszu to świetne miejsce na spacer w ciepły letni dzień. A z murów twierdzy, położonych od strony rzeki można podziwiać niezłą panoramę miasta. W sumie spędziliśmy na jej terenie miłą godzinę. Warto również rzucić okiem na wspomnianą już wcześniej główną bramę twierdzy – Bramę Stambulską. Przed nią, na chodniku znajdziecie niewielki pomnik, poświęcony pamięci ofiar bombardowań, przeprowadzonych przez NATO w 1999 r., w czasie wojny na Bałkanach. Zginęły wtedy również osoby cywilne w mieście.

Nisz, pomnik ku czci ofiar bombardowań NATO

Nisz, pomnik ku czci ofiar bombardowań NATO

Nisz, dawny obóz koncentracyjny Crveni Krst

Nisz, dawny obóz koncentracyjny Crveni Krst

Nisz, dawny obóz koncentracyjny Crveni Krst

Nisz, dawny obóz koncentracyjny Crveni Krst

Nisz, dawny obóz koncentracyjny Crveni Krst

Nisz, dawny obóz koncentracyjny Crveni Krst

Już niemal wyjeżdżając z Niszu, zwiedzamy trzecie miejsce, zapisane w naszych planach. Nieco nawiązuje ono do naszego rajdu rok wcześniej – po miejscach kaźni na granicy chorwacko-bośniackiej. Tym razem chcemy zobaczyć niemiecki obóz koncentracyjny Crveni Krst, wybudowany przez Niemców niemal w centrum Niszu.

W porównaniu ze znanymi nam z Polski, czy choćby ze wspomnianej granicy Chorwacji i Bośni, obóz Crveni Krst nie był duży. Otwarty w 1941 r., działał do wyzwolenia Niszu w 1944 r. i przez jego mury przeszło ok.35 tysięcy osób. 10 tysięcy z nich przypłaciło pobyt tutaj życiem. Dziś teren byłego obozu przekształcony jest w muzeum, dostępne dla zwiedzających. Niestety nie trafiamy w godziny otwarcia, pozostaje nam więc fotografowanie byłego obozu zza murów. Tym akcentem kończymy naszą wizytę w Niszu i Serbii – wyjeżdżamy południową granicą i wjeżdżamy do kraju, w którym jeszcze nas nie było. Rozpoczynamy zwiedzanie Macedonii, a zaczynamy od razu od stolicy – Skopje.

Pełna galeria zdjęć z serbskiego Niszu znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Smederevo, dawna stolica Serbii

Smederevo, niewielkie serbskie miasteczko położone nad Dunajem, było pierwszym noclegowym przystankiem na naszej wakacyjnej trasie w 2014 r. I jednocześnie świadomym uzupełnieniem trasy odbytej rok wcześniej, kiedy to zabrakło nam na jego zobaczenie czasu.

Tour de Europe 2014, dzień 3 (poprzedni wpis: Oradea, czyli nasze przywitanie z Rumunią).Pierwszy dzień wakacyjnego wyjazdu kończymy w Serbii. Wracamy do niej po roku, wracamy także nad serbską część Dunaju – do Smedereva, którego ze względu na zapadający zmrok nie zdążyliśmy zobaczyć podczas rajdu wzdłuż serbskiego brzegu Dunaju w wakacje 2013 roku.

Rejony Smedereva były zamieszkałe od tysiącleci, ale w zasadzie tylko w okresie Cesarstwa Rzymskiego istniała tu warta zauważenia osada. Tak naprawdę Smederevo powstało na początku XV wieku, i to od razu jako… stolica ówczesnego państwa serbskiego. Wtedy to miejscowy władca rozpoczął budowę twierdzy, chcąc tu przenieść stolicę z Belgradu, który musiał oddać Węgrom. Prace trwały ponad 10 lat i zostały ukończone w 1439 r.

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Serbski władca starał się lawirować pomiędzy potężnymi sąsiadami – Węgrami i Turkami, wydając za ich władców nawet swoje córki, ale nie uchroniło to go przed najazdem tych drugich. Dobrze ufortyfikowana twierdza kilkukrotnie skutecznie broniła się przed przeważającymi wojskami tureckimi, ale w końcu w 1459 r. im uległa. Wtedy też państwo serbskie na długie wieki zniknęło z mapy Europy. Smederevo było stolicą Serbii raptem przez 9 lat.

W ciągu kolejnych dziesiątek lat wojska węgierskie i serbskie bez powodzenia starały się odbić Smederevo z rąk władców osmańskich. Dopiero pierwsze duże serbskie powstanie w 1806 r. (które rozpoczęło się na terenach Smedereva) przyniosło nadzieję na wyzwolenie – wtedy też Smederevo było nieoficjalną stolicą powstańców serbskich.

Ostatni ważny moment w historii miasta to II wojna światowa – w jej czasie Niemcy przekształcili twierdzę w magazyn amunicji. Niestety ich nieuwaga doprowadziła w czerwcu 1941 r. do potężnej eksplozji, która nie tylko wyrządziła ogromne zniszczenia w samej twierdzy, ale także zabiła aż 2500 mieszkańców. Ponad 5 tysięcy osób odniosło też obrażenia – eksplozja dotknęła niemal każdego ówczesnego mieszkańca miasta. Ostatecznych zniszczeń dokonały jeszcze alianckie naloty w 1944 r.

Przez długie lata po wojnie twierdza w Smederevie, malowniczo położona w samym centrum miasta, nad brzegiem Dunaju, pozostawała w rozsypce. Dopiero niedawno urządzono wewnątrz jej murów park, w którym odbywają się także koncerty i inne wydarzenia kulturalne. Stan samej twierdzy wciąż jednak w dużej części jest opłakany.

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza, ruiny kościoła

Smederevo, XV-wieczna twierdza, ruiny kościoła

Smederevo, XV-wieczna twierdza, ruiny tureckiej łaźni

Smederevo, XV-wieczna twierdza, ruiny tureckiej łaźni

Właśnie twierdza była naszym głównym celem w trakcie zwiedzania Smedereva. Można ją oglądać w dużej części z zewnątrz, a także przespacerować się wzdłuż całej długości murów od wewnątrz (ok. 1,5 km). Na terenie parku znajdują się także ruiny XV-wiecznego kościoła, wybudowanego w czasach budowy samej twierdzy (po zdobyciu Smedereva przez Turków został on przekształcony w meczet), a także pozostałości po tureckich łaźniach, wybudowanych przez Ottomanów w II połowie XV w.

Co jeszcze, oprócz twierdzy, można zobaczyć w Smederevie ? Przede wszystkim warto poszukać niepozornego drzewka morwy, niezwykle ważnego historycznie dla miejscowych mieszkańców. Zgodnie z tradycją, to obok tego drzewa w listopadzie 1805 r. przywódca serbskich powstańców odebrał hołd i klucze do miasta od tureckiego dowódcy.

Spod morwy niedaleko już do kilku innych ważnych miejsc w Smederevie. Są nimi: gimnazjum, otwarte w 1871 r., najstarsza tego typu szkoła w okolicy, do której uczęszczał m.in. Branislav Nusic, znany serbski poeta oraz kościół św.Jerzego, podobno trzecia co do wielkości świątynia w całej Serbii, wybudowana w 1854 r. W Smederevie znaleźć można również okazały pomnik, poświęcony ofiarom wspomnianej już przez nas eksplozji na twierdzy w czerwcu 1941 r.

Nas interesowała jeszcze jedna świątynia, znacznie starsza od kościoła św.Jerzego w centrum Smedereva. Na wzgórzu widocznym z centrum znajduje się stary cmentarz, a na nim stoi zabytkowy kościół Zaśnięcia Bogurodzicy, pochodzący z początków XV wieku, czyli z czasów, gdy Smederevo powstało. Został on prawdopodobnie wybudowany jako grobowa kaplica ówczesnego metropolity Atanazego. We wnętrzach znajduje się także grobowiec Dmitrije Davidovica, serbskiego ministra edukacji z początków XIX w., uważanego za ojca współczesnego dziennikarstwa w Serbii, urodzonego w Smederevie. Jego pomnik także można znaleźć w centrum miasta.

Smederevo, XV-wieczny kościół Zaśnięcia Bogurodzicy

Smederevo, XV-wieczny kościół Zaśnięcia Bogurodzicy

Smederevo, XIX-wieczne gimnazjum

Smederevo, XIX-wieczne gimnazjum

Smederevo, 300-letnia morwa, pod którą w 1805 r. Serbowie odebrali władzę nad miastem Turkom

Smederevo, 300-letnia morwa, pod którą w 1805 r. Serbowie odebrali władzę nad miastem Turkom

Smederevo, pomnik pamięci ofiar wielkiej eksplozji z czerwca 1941 r.

Smederevo, pomnik pamięci ofiar wielkiej eksplozji z czerwca 1941 r.

Smederevo, kościół św.Jerzego

Smederevo, kościół św.Jerzego

Smederevo, ulice miasta

Smederevo, ulice miasta

Cały pobyt w centrum Smedereva zajął nam około półtorej godziny. Tuż przed południem trzeciego dnia naszej wakacyjnej trasy wyjechaliśmy z tego miasteczka, kierując się na południe. Jeszcze tego samego dnia mieliśmy bowiem w planie zwiedzenie kolejnego ważnego historycznie miasta Serbii – będzie nim Nisz. Ale o Niszu będzie już w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z serbskiego Smedereva znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Serbska Subotica, duchy Gaudiego i... Titanica

Gaudi nigdy Suboticy nie widział, tak jak i Titanic. Ale to 100-tysięczne miasto w północnej Serbii, drugie co do wielkości w Wojwodinie, może się kojarzyć i z jednym, i z drugim. Nade wszystko warto je odwiedzić dla zielonego, zabytkowego centrum.

Tour de Europe 2013, dzień 31 (poprzedni wpis z trasy: Nowy Sad, czyli mieszkamy w twierdzy). Subotica, drugie co do wielkości miasto regionu Wojwodiny i piąte całej Serbii, pojawiła się jako część naszej trasy powrotnej całkiem naturalnie – i tak chcieliśmy odbić z autostrady wiodącej nas z Nowego Sadu ku granicy węgierskiej – nauczeni radami z kilku forów internetowych chcieliśmy ominąć przejście graniczne, do którego wiodła autostrada, na rzecz mniejszego i mniej podobno obłożonego przejścia w okolicach węgierskiej miejscowości Tompa. A szlak do tego przejścia wiódł właśnie przez Suboticę.

Ludzie zamieszkiwali te tereny od tysięcy lat, ale podejrzewa się, że jako zorganizowane osiedle dzisiejsza Subotica zaistniała po najazdach Tatarów w połowie XIII w. W dokumentacji historycznej miasto pojawia się po raz pierwszy w końcówce XIV w., początkowo pod władaniem węgierskim (ludność narodowości węgierskiej jest do dziś dominującą grupą etniczną w Suboticy). Miasto przeżyło blisko 150-letni okres panowania Imperium Osmańskiego, a potem Austro-Węgierskiego. Ostatecznie „wylądowała” wewnątrz utworzonej po II wojnie światowej Jugosławii, a po jej rozpadzie – Serbii.

KML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Serbia, Subotica

ładowanie mapy - proszę czekać...

Serbia, Subotica, ratusz miejski: 46.099811, 19.664412
Serbia, Subotica, kościół Franciszkanów: 46.101369, 19.664202
Serbia, Subotica, katedra św.Teresy: 46.098338, 19.658790
Serbia, Subotica, pomnik Ofiar Faszyzmu: 46.099186, 19.659197
Serbia, Subotica, synagoga: 46.101388, 19.661386
Serbia, Subotica, dom Raichle/'a: 46.101522, 19.668628
Serbia, Subotica, cerkiew Zmartwychwstania Pańskiego: 46.103634, 19.665999

 

Subotica, miejski ratusz i fontanna przed nim

Subotica, miejski ratusz i fontanna przed nim

Subotica, niebieska fontanna

Subotica, niebieska fontanna

Dziś miasto słynie z unikalnej architektury, ze szczególnym uwzględnieniem stylu art nouveau, w duchu którego wybudowano tu kilka spektakularnych projektów.

Subotica, kościół franciszkanów

Subotica, kościół franciszkanów

Zwiedzanie Suboticy rozpoczynamy od głównego placu miasta, placu Wolności. Pierwszy obowiązkowy punkt zwiedzania miasta to stojący przy placu ratusz miejski, bardzo nietypowy jak na siedzibę administracji państwowej, o żywej kolorystyce i „wesołej” architekturze. Ratusz jest bardzo rozległym budynkiem, mieszczącym inne instytucje, w tym także np. restaurację sieci McDonald’s (jest wifi, ale podczas naszej wizyty nie szło się do niego zalogować). Ratusz został wybudowany w 1910 r., we wnętrzach warte zobaczenia jest muzeum miejskie, które z jakichś powodów było zamknięte w dniu naszej wizyty.

Subotica, katedra św.Teresy

Subotica, katedra św.Teresy

Przed budynkiem ratusza, wśród zielonych drzew usytuowana jest błękitna fontanna, jakby żywcem przeniesiona z… Barcelony. Bo i pierwsze skojarzenie na jej widok jest jedno – Gaudi. Ale nie ma ona nic z katalońskim architektem wspólnego, nie jest nawet zabytkiem historycznym, ma ledwie 30 lat, powstała w 1985 r. Cudowny kolor płytek to „wytwór” jednej ze znanych węgierskich fabryk porcelany.

Kilka kroków na północ od placu Wolności stoi chrześcijański kościół Franciszkanów pod wezwaniem św.Michała, wybudowany w 1736 r. na miejscu poprzednio tu stojącej twierdzy z XV w. We wnętrzach kościoła znaleziono pozostałości kościoła katolickiego z XIII w., który musiał stać wcześniej w tym miejscu. Kościół działa do dziś, nabożeństwa odprawiane są w językach chorwackim i węgierskim.

Odchodzimy od placu Wolności na wschód, zmierzając ku chrześcijańskiej katedrze św.Teresy, która to święta jest także patronką miasta, będąc umieszczona w jego herbie. Katedra wybudowana została w 1779 r. i kilkukrotnie potem przebudowywana. Dwie wieże z dzwonnicami mają wysokość po 64 m. Katedra stoi na zielonym placu św.Teresy, na środku którego stoi monumentalny pomnik Ofiar Faszyzmu, największy pomnik w Suboticy.

Subotica, pomnik Ofiar Faszyzmu

Subotica, pomnik Ofiar Faszyzmu

Subotica, synagoga

Subotica, synagoga

Subotica, prawosławna cerkiew Zmartwychwstania Pańskiego

Subotica, prawosławna cerkiew Zmartwychwstania Pańskiego

Przechodzimy cały plac św.Teresy w kierunku północnym i skręcając w prawo docieramy do kolejnego budynku art nouveau w Suboticy – synagogi, oddanej do użytku w 1902 r. (architektami byli autorzy także ratusza miejskiego). Synagoga w Suboticy jest jednym z najlepiej zachowanych obiektów sakralnych w stylu art nouveau na całym świecie, w czasie naszej wizyty częściowo była w konserwacji, której podlega od dłuższego czasu.

Subotica, pomnik cara Jovana Nenada Czarnego, uważanego za "ojca" Wojwodiny

Subotica, pomnik cara Jovana Nenada Czarnego, uważanego za „ojca” Wojwodiny

W najdalej na północ oddalonym punkcie starego miasta stoi prawosławna cerkiew Zmartwychwstania Pańskiego z 1726 r., a na wschodnim krańcu znajdziemy kolejny budynek żywcem wyjęty z dzieł Gaudiego – dom Ferenca Raichle’a – węgierskiego architekta, dziś mieszczący galerię sztuki. Przy tym samym placu, prostopadle do domu Raichle’a stoi pałac Simeona Leović’a, pierwszy budynek secesyjny w Suboticy (1893 r.), wybudowany także przez parę węgierskich (ale inną niż para, która wybudowała m.in. ratusz i synagogę) architektów.

Na plac Wolności wracamy ulicą Korzo, przy której znaleźć można jeszcze kilka znaczących budynków, m.in. byłą siedzibę hotelu „Złote Jagnię” z XIX w. oraz byłą siedzibę kasy oszczędnościowej (znów autorstwa pary węgierskich architektów, pomiędzy budową synagogi a stawianiem ratusza miejskiego) z 1908 r.

Subotica, ulice miasta

Subotica, ulice miasta

Subotica, dom Raichle'a

Subotica, dom Raichle’a

Subotica, dawna siedziba kasy oszczędnościowej

Subotica, dawna siedziba kasy oszczędnościowej

Subotica, była siedziba hotelu "Złote Jagnię"

Subotica, była siedziba hotelu „Złote Jagnię”

Wracamy przed miejski ratusz. Pozostają nam pamiątkowe zdjęcia przy błękitnej fontannie a’la Gaudi i po 1,5 godziny pobytu w Suboticy, wyjeżdżamy i z miasta, i z całej Serbii. Po jakichś 30 minutach na granicy, wjeżdżamy znów na teren Unii Europejskiej, z którego już nie wyjedziemy do końca podróży – czyli więcej granic nie będzie. Przez Węgry tylko przejeżdżamy, mknąc ku ostatniemu punktowi noclegowemu, umiejscowionemu na Słowacji, w małej wsi pod Koszycami. Następnego dnia czekają nas słowackie atrakcje, w tym m.in. starówka w Preszowie.

PS. Na koniec pozostaje wyjaśnić tytułowe związki Suboticy ze statkiem Titanic. Otóż w Suboticy urodził się Arthur Munk, lekarz ze statku „Carpathia” – tego, który jako pierwszy dopłynął do miejsca, w którym zatonął Titanic (14/15 kwietnia 1912 r.). Na pokładzie „Carpathii” uratowało się ponad 700 rozbitków z najsłynniejszego statku w historii, a dr Munk został odznaczony (tak jak i kapitan ‚Carpathii”) za poświęcenie w ratowaniu ocalałych z Titanica. Później razem ze statkiem był więziony w Rosji podczas rewolucji październikowej. Wrócił z Rosji do Suboticy, dzięki czemu przeżył swój statek (zmarł w 1955 r.), który został storpedowany przez niemieckiego u-boota podczas I wojny światowej, w 1918 r. (wrak znaleziono dopiero w 1999 r.). Dziś mały pomnik Arthura Munka stoi przy placu Wolności w centrum miasta.

Pełna galeria zdjęć z Suboticy znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

Nowy Sad, czyli mieszkamy w twierdzy

Nowy Sad był naszym drugim noclegowym przystankiem w Serbii podczas powrotu z tureckich wakacji. Zanim pojechaliśmy dalej, przeznaczyliśmy trochę czasu na zwiedzenie starego miasta oraz perełki historycznej – twierdzy Petrovaradin, w której zresztą mieliśmy okazję nocować.

Tour de Europe 2013, dzień 31 (poprzedni wpis: Wzdłuż serbskiego brzegu Dunaju). Do Nowego Sadu, naszego drugiego miejsca noclegowego w Serbii, dotarliśmy po długiej drodze wzdłuż Dunaju bardzo późno w nocy. Spaliśmy w hotelu „Leopold I”, usytuowanym na terenie historycznej twierdzy Petrovaradin, od której rozpoczęła się historia całego miasta.

Nowy Sad, miasto z ok.230 tys. mieszkańców jest drugim co do wielkości miastem Serbii i stolicą autonomicznej Wojwodiny. Miasto nie ma zbyt długiej historii, bo założone zostało w końcówce XVII wieku, jako osiedle serbskie. Zamieszkali tu prawosławni Serbowie, którym zabroniono mieszkać na terenach twierdzy Petrovaradin. Pół wieku później Nowy Sad zyskał obecną nazwę i oficjalnie zyskał status wolnego miasta.

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Podczas wojny o Kosowo, miasto zostało zbombardowane w 1999 r. przez samoloty NATO. Naloty zniszczyły wszystkie trzy mosty na Dunaju, zniszczyły też instalacje elektryczne i wodne. Wszystko to zostało później odbudowane.

Zaczynamy od twierdzy Petrovaradin, która zapoczątkowała miasto Nowy Sad. Stoi ona na miejscu wcześniej stojącej tu twierdzy, wzmocnionej podczas 150-letniego panowania Turków. Pod koniec XVII w. Petrovaradin został odbity przez wojska austriackie, po czym nowe władze zarządziły zburzenie starej i budowę nowej twierdzy. Miej więcej pod twierdzą rozegrała się decydująca bitwa w wojnie z Turkami, zwycięstwo w której zapoczątkowało odwrót Turków z całej Europy Srodkowej.

Drugi etap prac przy rozbudowie twierdzy nastąpił w II połowie XVIII wieku i przy jego okazji powstał czterokondygnacyjny system tuneli o łącznej długości ponad 16 km. Dziś twierdza jest atrakcją historyczną oraz mieści w swoich murach hotele i restauracje. Od 2001 r. odbywa się także na jej terenie jeden z większych festiwali muzycznych w Europie – Festiwal EXIT, na który przybywa tu corocznie grubo ponad sto tysięcy fanów muzyki.

Nowy Sad, widok na miasto z twierdzy Petrovaradin

Nowy Sad, widok na miasto z twierdzy Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin, widok na Dunaj

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin, widok na Dunaj

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin, wieża zegarowa

Nowy Sad, twierdza Petrovaradin, wieża zegarowa

Ciekawostką jest wieża zegarowa w twierdzy, jeden z jej symboli. Wyjątkowo duża wskazówka zegara wskazuje.. godziny, a mała minuty, ze względu na wagę widoczności czasu dla przewoźników na Dunaju oraz zmieniających się wart w dawnych czasach. Położenie twierdzy na skałach i jej monumentalny kształt sprawia, że Petrovaradin często nazywany jest „Gibraltarem Dunaju”.

Druga część zwiedzania Nowego Sadu to pieszy rajd uliczkami Starego Miasta. Zaczynamy od parku Dunajskiego, najpopularniejszego parku w mieście, o ponad 100 letniej historii i 33 tys. m2 powierzchni. Idąc wzdłuż parku i ulicy Dunajskiej, dochodzimy do Pałacu Biskupiego, wybudowanego w 1901 r., dziś siedziby prawosławnego biskupa, przed którym stoi pomnik poety Jovana Jovanovica, z postacią naturalnej wielkości.

Tuż obok stoi katedra św.Jerzego, wybudowana w 1905 r. w miejscu poprzednio tu stojącego kościoła z 1734 r., zburzonego podczas rewolucji w 1849 r. Dziś jest jednym z najważniejszych przykładów architektury sakralnej w mieście.

Nowy Sad, pałac biskupi

Nowy Sad, pałac biskupi

Nowy Sad, katedra św.Jerzego

Nowy Sad, katedra św.Jerzego

Nowy Sad, katedra św.Jerzego

Nowy Sad, katedra św.Jerzego

Nowy Sad, Plac Wolności, ratusz miejski

Nowy Sad, Plac Wolności, ratusz miejski

Nowy Sad, Plac Wolności

Nowy Sad, Plac Wolności

Nowy Sad, Plac Wolności, kościół pw. Zaśnięcia

Nowy Sad, Plac Wolności, kościół pw. Zaśnięcia

Nowy Sad, Plac Wolności, kościół pw. Zaśnięcia

Nowy Sad, Plac Wolności, kościół pw. Zaśnięcia

Idziemy na południe, w stronę głównego placu miasta – Placu Wolności, otoczonego przez pięknie odrestaurowane budynki, wśród których wybija się zdecydowanie budynek miejskiego ratusza, neorenesansowa budowla datowana na 1895 r. Naprzeciwko niego stoi równie reprezentacyjny kościół Imienia Maryi, wybudowany w tym samym roku i przez tego samego architekta, co miejski ratusz. Przez miejscowych nazywany jest „katedrą”, choć nią w rzeczywistości nie jest. A pośrodku placu stoi odlany z brązu pomnik Svetozara Miletića, polityka, burmistrza miasta i lidera Serbów w Wojwodinie pod koniec XIX wieku.

Udajemy się na ulicę Jevrejską (Zydowską), by zobaczyć żydowską synagogę, wybudowaną w 1909 r., będącą piątą kolejną synagogą, wybudowaną w tym miejscu od XVIII wieku. Kiedyś społeczność żydowska w Nowym Sadzie była znaczna, ale 3/4 z nich nie przeżyło II wojny światowej, a duża część pozostałych wyemigrowała. W 1991 r., społeczność żydowska, nie mogąc unieść kosztów utrzymania potężnej świątyni, wynajęła ją na 25 lat miastu, które ze względu na wspaniałą akustykę wnętrz, wykorzystuje ją na cele koncertów muzyki klasycznej. Ale w każdej chwili Zydzi mogą używać świątyni do celebracji własnych uroczystości i świąt.

Nowy Sad, synagoga

Nowy Sad, synagoga

Nowy Sad, synagoga

Nowy Sad, synagoga

Nowy Sad, uliczki starego miasta

Nowy Sad, uliczki starego miasta

Nowy Sad, uliczki starego miasta

Nowy Sad, uliczki starego miasta

Nowy Sad, uliczki starego miasta

Nowy Sad, uliczki starego miasta

Nowy Sad, kościół św.Mikołaja

Nowy Sad, kościół św.Mikołaja

Synagoga jest z zewnątrz zamknięta, ale wystarczyło stanąć przed drzwiami, by pojawił się koło nas człowiek, który bez oporów otworzył nam świątynię, oprowadził po jej wnętrzach, opowiadając jej historię i pozwalając robić zdjęcia. Mieliśmy więc przez kilka minut synagogę wyłącznie dla siebie. Nie spodziewaliśmy się tego, szczególnie że nasz gospodarz nie chciał od nas za swoją uprzejmość absolutnie żadnych pieniędzy.

Wracamy z powrotem w kierunku centrum Starego Miasta, mijając m.in. kościół św.Zaśnięcia, wybudowany w 1736 r. Zaczynamy bez celu krążyć wąskimi, kolorowymi uliczkami starówki, rozkoszując się klimatem tego miejsca. Docieramy do kościoła św.Mikołaja, najstarszego kościoła prawosławnego w Nowym Sadzie, wybudowanego w 1730 r., odbudowanego po zniszczeniach z czasów bombardowania w 1849 r. W tym kościele ochrzczeni zostali synowie Alberta Einsteina.

Nowy Sad, kościół św.Mikołaja

Nowy Sad, kościół św.Mikołaja

Wracamy do hotelu w twierdzy Petrovaradin, podziwiając po drodze jej panoramę, widzianą z przeciwległego brzegu Dunaju. Widok naprawdę robi wrażenie. Wsiadamy w samochód i jedziemy w dalszą drogę powrotną do Polski. Zanim wyjedziemy z Serbii, odwiedzimy jeszcze jedno miasto w tym kraju. Będzie to Subotica.

Pełna galeria zdjęć z Nowego Sadu znajduje się na naszym blogu oraz na profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

Wzdłuż serbskiej strony Dunaju (część 3)

Ostatni odcinek naszej 170-kilometrowej przejażdżki wzdłuż Dunaju w Serbii był zdecydowanie najbardziej widowiskowy. Tu widzieliśmy ten właściwy „przełom Dunaju”, największą skalną rzeźbę w Europie. Był też akcent polski.

Tour de Europe 2013, dzień 30 (poprzedni wpis z trasy: Wzdłuż serbskiej strony Dunaju (część 2)). Poprzednią część relacji zakończyliśmy przy zatopionej wyspie Ada-Kaleh, o której w pewnym momencie historii świat po prostu zapomniał. W tym miejscu Dunaj zmienia kierunek o 90 stopni i wjeżdżamy w najbardziej widowiskowy fragment naszej trasy – przełom Dunaju – wąwóz Kazan.

Zanim jednak dojedziemy do samego wąwozu, czekają nas jeszcze wcześniejsze atrakcje. W zasadzie dwie: jedna widoczna, druga nie. Ta druga dokumentuje trzecią, też niewidoczną :) Taka zagadka :) Ale zaraz sami ją rozwiążemy. Pierwszą, tą widoczną, atrakcją jest monumentalna rzeźba skalna po rumuńskiej stronie rzeki – rzeźba Decebala. Jest jednak tak olbrzymia, że spokojnie można ją oglądać z terenu Serbii, zresztą jest przy drodze dobrze usytuowane miejsce parkingowe, z widokiem na tę rzeźbę.

Mapa naszego "rajdu" wzdłuż Dunaju w Serbii

Mapa naszego „rajdu” wzdłuż Dunaju w Serbii

Dunaj, wąwóz Mali Kazan

Dunaj, wąwóz Mali Kazan

Dunaj, wąwóz Mali Kazan

Dunaj, wąwóz Mali Kazan

Dunaj, wąwóz Mali Kazan

Dunaj, wąwóz Mali Kazan

Dunaj, wąwóz Mali Kazan, w tle rzeźba Decebala

Dunaj, wąwóz Mali Kazan, w tle rzeźba Decebala

Dunaj, wąwóz Mali Kazan, rzeźba Decebala

Dunaj, wąwóz Mali Kazan, rzeźba Decebala

Rzeźba nie jest zabytkiem historycznym, bo powstała w 2004 r., po 10 latach pracy. Wykonana została na zlecenie rumuńskiego biznesmena, a przez dekadę wykonywało ją dwunastu rzeźbiarzy-alpinistów. Chyba nieprzypadkowo jest to rzeźba Decebala. Decebal był bowiem ostatnim królem Dacji, państwa leżącego kiedyś na dzisiejszych terenach Rumunii.

To z nim urządzał sobie kilkukrotnie wojny rzymski cesarz Trajan, a na potrzeby tych wojen wybudował m.in. most na Dunaju, którego ruiny zwiedzaliśmy troszkę wcześniej. Zresztą „z okazji” tych wojen i dla lepszego transportu sprzętu i ludzi, Trajan wybudował (a w zasadzie dokończył) drogę wojenną, prowadzącą wzdłuż Dunaju, wykutą w skale. Decebala w końcu Trajan pokonał, a z Dacji uczynił rzymską prowincję. Samego króla jednak nie pojmał – Decebal popełnił po klęsce samobójstwo. A teraz wisi sobie Decebal o wysokości 40 metrów, nad Dunajem. Od strony rumuńskiej można podjechać pod samą rzeźbę, od strony serbskiej pozostaje podziwianie z daleka.

A co do drogi, dokończonej przez Trajana, uwiecznił on swój wkład w jej budowę na pamiątkowej tablicy, wbudowanej w skały niewysoko nad samą drogą. Tablica zachowała się do dziś, choć musiano ją przenieść wyżej – cały teren został zalany po uruchomieniu zapory wodnej Derdap I na Dunaju (też ją oglądaliśmy). Dziś cała droga znajduje się poniżej lustra wody. A tablica niestety wisi na stromym brzegu Dunaju po serbskiej stronie, co sprawia, że nie da się jej z tej strony zobaczyć (chyba że z łodzi). Ale wierzymy na słowo, że tam jest. Tablica była tą drugą (niewidoczną) atrakcją, a dokumentuje tę trzecią (też niewidoczną), czyli drogę wojenną :)

Przełom Dunaju

Przełom Dunaju

Dunaj, wąwóz Veliki Kazan

Dunaj, wąwóz Veliki Kazan

Dunaj, wąwóz Veliki Kazan

Dunaj, wąwóz Veliki Kazan

Donji Milanovac, mamut zwany Rysiem :)

Donji Milanovac, mamut zwany Rysiem :)

Tablica Trajana znajduje się dziś w miejscu, gdzie rozpoczyna się pierwszy z dwóch widowiskowych wąwozów, które zobaczymy (w sumie wszystkich jest ich cztery), tworzących przełom Dunaju – Mali Kazan. Bardziej znanym jest kolejny – Veliki Kazan (Wielki Kocioł), w którym rzeka zwęża się do niespełna 150 m, a strome skalne klify na brzegach wznoszą się na ok.300 m ponad lustro wody. W tym miejscy głębokość Dunaju sięga 80 m, co czyni go jedną z najgłębszych rzek na świecie. Niestety dla nas, pogoda zaczyna się psuć, zaczyna padać deszcz, co niezbyt dobrze wpływa na widowiskowość naszych zdjęć.

Mały postój urządzamy sobie jeszcze w przybrzeżnej przystani w miejscowości Donji Milanovac. Nie zamierzamy tu niczego zwiedzać, ot urządzamy sobie krótki odpoczynek na małym skwerze przy brzegu Dunaju. Stoi tu sobie dość widowiskowy pomnik mamuta, przy którym nie omieszkaliśmy wykonać sesji zdjęciowej. Nasza młodsza córka z miejsca nadała mu imię i został Rysiem. Rysio widnieje na zdjęciach w galerii.

Pędzimy dalej, bo zaliczyć chcemy przed zmrokiem jeszcze dwa punkty turystyczne. Pierwszym jest stanowisko archeologiczne Lepenski Vir, które wprawia nas w lekką konsternację. Oto w środku widowiskowej trasy wzdłuż Dunaju, w tzw. „middle of nowhere”, stoi nowoczesna hala, kryjąca w sobie muzeum na wskroś multimedialne, z małym kinem, salą z eksponatami, interaktywną wizualizacją na komputerach i wielką zadaszoną rekonstrukcją wykopalisk.

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

Lepenski Vir, stanowisko archeologiczne

A wykopaliska są znaczące, bo odkryto w tym miejscu dużo śladów osadnictwa (wraz z pozostałościami naczyń, domostw i pochowanymi szczątkami ludzkimi) z czasów sięgających 7000 lat p.n.e. Przy tych eksponatach, wszystko co oglądaliśmy w Turcji (Efez, Pergamon, Milet, Halikarnas, Hierapolis, Afrodyzja itp.) brzmiało jak „glanc-nówka-nieśmigane”, wręcz jak nowe i dopiero co postawione.

Wstęp do muzeum w Lepenskim Virze jest płatny (400 DIN za osobę dorosłą, dzieci połowę). Na „dzień dobry” idziemy do małej sali kinowej w której puszczany (w naszym przypadku byliśmy jedynymi gości, puszczano więc specjalnie dla nas) jest film o historii wykopalisk w tym miejscu. Jest on dość długi i po serbsku, z angielskimi napisami. Po filmie (lub w dowolnym momencie, kiedy się on nam znudzi, choć jest naprawdę ciekawy) wracamy do sali głównej, gdzie zwiedzamy salę z eksponatami – w tym z całymi kośćcami ludzkimi, odkrytymi w tym miejscu, a mającymi ponad 8000 lat.

Wnętrze wielkiej hali to rekonstrukcja wykopalisk, które odbywały się w tym miejscu od lat 60-tych XX wieku i stopniowo, w miarę wgryzania się w coraz niższe pokłady ziemi, odkrywały coraz starsze ślady i ruiny. A na zewnątrz można jeszcze zobaczyć rekonstrukcję domostwa z tamtych czasów. Całość muzeum wygląda na totalną „świeżynkę”, wszystko tu jest nowe i rażące białością ścian. To naprawdę zaskakujące, ale i dzięki temu warte obejrzenia miejsce.

Twierdza Golubac

Twierdza Golubac

Twierdza Golubac

Twierdza Golubac

Twierdza Golubac

Twierdza Golubac

Twierdza Golubac

Twierdza Golubac

Twierdza Golubac

Twierdza Golubac

Ostatnim punktem przygody z serbskim brzegiem Dunaju była twierdza Golubac, stojąca dziś kilka kilometrów od obecnego miasta o tej samej nazwie. Wybudowana w XIV wieku, na stromej, ciężko dostępnej skale na brzegu Dunaju, najlepiej widoczna jest z… poziomu statku wycieczkowego po rzece. Droga, którą jechaliśmy, przebiega tuż pod twierdzą, co znacznie ogranicza widowiskowość ruin.

Twierdza Golubac

Twierdza Golubac

Najbarwniejsza część historii twierdzy Golubac przypada na XV wiek i walki z Turkami, najeżdżającymi tę część Europy. Podczas jednej z takich walk o twierdzę, zginął tu w 1428 r. najsłynniejszy polski rycerz, Zawisza Czarny, walcząc do końca i rezygnując z możliwości ucieczki z pola walki. Podobno zginął w walce, ale jedna z wersji mówi, że został pojmany w niewolę, po czym dwóch żołnierzy tureckich pokłóciło się co do tego, czyim Zawisza jest jeńcem. W złości jeden z Turków rozwiązał problem, ścinając rycerzowi głowę.

Tu kończy się historia naszych turystycznych wojaży wzdłuż serbskiego brzegu Dunaju na dystansie prawie 170 km. Dalej było już bardzo przyziemnie. Do twierdzy Golubac dojechaliśmy na rezerwie paliwa (stacji benzynowych nie ma na tej trasie za wiele), i już przy zapadającym zmroku. O dalszym zwiedzaniu więc mowy nie było (ciemno), a stacja benzynowa na szczęście znalazła się w mieście Golubac. Co prawda płatność kartą (a serbska gotówka też się już kończyła) była możliwa dopiero po telefonie sprzedawcy do właściciela stacji, ale historia skończyła się szczęśliwie.

Późno w nocy dotarliśmy do miejsca postoju – Nowego Sadu, dużego serbskiego miasta na północy tego kraju. Kolejnego dnia Nowy Sad był elementem naszego planu zwiedzania, będzie więc o nim kolejny wpis. Tymczasem powoli nasza przygoda z Serbią dobiega końca. Krótka (2 dni), ale niezwykle intensywna.

Pełna galeria zdjęć z trasy wzdłuż serbskiego brzegu Dunaju znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

 

Wzdłuż serbskiej strony Dunaju (część 2)

Dunaj, druga pod względem długości (2.888 km) rzeka w Europie, sporym odcinkiem przepływa przez terytorium Serbii. Terytoria te należały kiedyś do Imperium Rzymskiego, dlatego nietrudno tu o zabytki z tego okresu.

Tour de Europe 2013, dzień 30 (poprzedni wpis z trasy: Wzdłuż serbskiej strony Dunaju, część 1). Nieco ponad 3 godziny zajęło nam dojechanie z Zajecaru do brzegów Dunaju przy drodze krajowej nr 25 w okolicach wsi Slatina. Oczywiście po drodze nie powstrzymaliśmy się od zwiedzania (więcej w poprzednim wpisie).

Dunaj – długość 2.888 km – przepływający przez terytorium Serbii na długości 588 km, miał nam towarzyszyć już do zmroku tego dnia. W planach mieliśmy trasę o łącznej długości prawie 170 km, prowadzącą bezpośrednio przy brzegu rzeki. Przez 170 km mieliśmy widzieć po prawej stronie tę samą rzekę, aż do miejscowości Golubac. Potem mieliśmy odbić w ląd i dojechać z powrotem nad Dunaj przy twierdzy Smederevo, ale to już nam się nie udało, ze względu na zapadające ciemności.

Serbia, jeden z ocalałych filarów mostu Trajana

Serbia, jeden z ocalałych filarów mostu Trajana

Dunaj, pozostałości mostu Trajana po rumuńskiej stronie

Dunaj, pozostałości mostu Trajana po rumuńskiej stronie

Do pierwszego punktu postojowego mieliśmy 45 km jazdy. Tuż przed miastem Kladovo, w miejscowości Kostol, na brzegu Dunaju stoi ruina jednego z 20-tu kiedyś istniejących filarów „mostu Trajana” – cudu inżynieryjnego z czasów Imperium Rzymskiego. Most zbudowano na rozkaz cesarza rzymskiego Trajana, w 105 r. n.e., pod zaledwie dwóch latach budowy. Przęsła wykonane były z drewna, a filary z cegieł i cementu. Był most Trajana pierwszym mostem, przerzuconym przez Dunaj.

Przez ponad 1000 lat, most Trajana przodował na świecie pod względem długości mostu, jak i pojedynczego przęsła (52 m) – i to pomimo tego, że sam „wytrzymał” ledwie nieco ponad jedno stulecie – został zburzony na polecenie innego rzymskiego cesarza, Aureliana, by zablokować możliwość najazdu na imperium od tej strony. Filary stały pod wodą jeszcze w 1932 r. (16 sztuk), pół wieku później doliczono się ich już tylko 12. Dwa skrajne filary są do dziś widoczne po obu stronach Dunaju.

Kladovo, wejście do twierdzy Fetislam

Kladovo, wejście do twierdzy Fetislam

Kladovo, twierdza Fetislam

Kladovo, twierdza Fetislam

Kladovo, twierdza Fetislam

Kladovo, twierdza Fetislam

Kladovo, twierdza Fetislam

Kladovo, twierdza Fetislam

Dojazd do ruin mostu Trajana po serbskiej stronie jest oznakowany, ale kierunkowskaz do skrętu nad rzekę w odpowiednim miejscu widoczny jest tylko dla nadjeżdżających od północy, od strony Kladova. Dla jadących, jak my, od południa, niestety znaku nie ma i zmuszeni byliśmy do pytania miejscowego „skuterzysty”. Gościnny młodzieniec, nie tyle wskazał nam drogę, co… kazał jechać za sobą, konwojując nas pod same ruiny :)

Jedziemy dalej, po 5 km docierając do Kladova. Pora obiadowa, więc przed dalszym zwiedzaniem dekujemy się w jednej z restauracyjek na świeżym powietrzu, w samym centrum tego 9-tysięcznego miasteczka i zamawiamy obiad. W zamówieniu jest m.in. tradycyjna serbska pljeskavica, czyli „serbski hamburger”, duża porcja mięsa mielonego z różnych rodzajów mięsa, z dodatkiem papryki, cebuli i czosnku. To, co wjechało na jednym talerzu, z pewnością ugościłoby całą naszą rodzinę… A zamówiona dodatkowo dla dzieci pizza w wersji „family” ledwie zmieściła się na stole. W dużej części pojechała z nami dalej… Serbowie serwują naprawdę ogromne porcje.

Kladovo, pljeskavica w restauracji (zdjęcie robione pod czerwonym parasolem)

Kladovo, pljeskavica w restauracji (zdjęcie robione pod czerwonym parasolem)

Kladovo, pizza-gigant w restauracji (zdjęcie robione pod czerwonym parasolem)

Kladovo, pizza-gigant w restauracji (zdjęcie robione pod czerwonym parasolem)

Atrakcje turystyczne Kladova to wyłącznie jeden element: twierdza Fetislam. Zbudowana w XVI wieku, za panowania sułtana Sulejmana Wspaniałego, przez Turków, którzy te tereny zdobyli dwa wieki wcześniej. Stanowiła, wraz z Golubacem i Smederevem i kilkoma innymi twierdzami, osmańską linię obrony przeciwko Węgrom. Wejście możliwe było przez trzy bramy.

Dziś twierdza Fetislam jest zapomnianą ruiną, choć widać, że kiedyś była zadbanym parkiem. Widoczne są pozostałości po dawnych ławkach, koszach na śmieci, sklepikach. Ktoś kiedyś o to miejsce dbał, ale o nim zapomniał. Dziś królują tu metrowe chaszcze i krzaczory, zasłaniające częściowo mury twierdzy. Twierdza Fetislam umiera po raz kolejny. Znaleźliśmy jednak w sieci informacje (z 2012 r.), że miejscowe władze przygotowują projekt rewitalizacji tego terenu, warty w sumie 8 mln euro, zawierający odnowienie samej twierdzy oraz budowę muzeum, hotelu oraz kilku restauracji wewnątrz murów obronnych.

Serbia, rzymski fort Diana nad Dunajem

Serbia, rzymski fort Diana nad Dunajem

Serbia, rzymski fort Diana nad Dunajem

Serbia, rzymski fort Diana nad Dunajem

Serbia, rzymski fort Diana nad Dunajem

Serbia, rzymski fort Diana nad Dunajem

Serbia, rzymski fort Diana nad Dunajem

Serbia, rzymski fort Diana nad Dunajem

Kolejne kilka minut jazdy drogą nr 25 i docieramy do kolejnej „pamiątki” po rzymskim cesarzu Trajanie. Tuż przed elektrownią wodną Derdap I, nad brzegiem Dunaju znajdują się ruiny dawnego rzymskiego fortu Diana, zbudowanego pod koniec I w. n.e., za czasów właśnie Trajana, jako część fortyfikacji w czasach wojen z Dacją (Trajan podbił Dację i utworzył z niej rzymską prowincję). Twierdza kilkukrotnie była burzona w trakcie obcych najazdów, ale zawsze odbudowywana. Ostatnią odbudowę zarządził cesarz Justynian w VI w., ale for został zniszczony ponownie w 596 r. i nigdy już odbudowa nie została podjęta.

Z poziomu fortu Diana roztacza się niezły widok na pobliską elektrownię Derdap I, potocznie uznawaną za „żelazne wrota” Dunaju, choć tak naprawdę jest nimi pobliski wąwóz rzeki. Jest ona jedną z największych elektrowni wodnych w Europie, działającą od 1972 r. Jej „wierzchem” wiedzie jedyne w okolicy drogowe przejście graniczne z Rumunią.

Na koniec drugiej części objazdu serbskiej części Dunaju największa ciekawostka historyczna tego terenu – wyspa na Dunaju, której nie ma. Wyspa nazywała się Ada-Kaleh i ma (właściwie: miała) niezwykle barwną historię. Szczególnie dotyczy to końcówki XIX w., kiedy to po zakończeniu wojny turecko-rosyjskiej (Turkowie rządzili wtedy w tym regionie), podczas ustalania warunków traktatu pokojowego w Berlinie trwało dzielenie ziem tureckich.

Serbia, elektrownia wodna Derdap I, widok z fortu Diana

Serbia, elektrownia wodna Derdap I, widok z fortu Diana

Serbia, elektrownia wodna Derdap I na Dunaju

Serbia, elektrownia wodna Derdap I na Dunaju

Serbia, Dunaj, gdzieś tu pod wodą znajduje się wyspa Ada-Kaleh

Serbia, Dunaj, gdzieś tu pod wodą znajduje się wyspa Ada-Kaleh

W Berlinie bowiem o wyspie… zapomniano, w wyniku czego Imperium Osmańskiemu odebrano większość europejskich ziem, ale Ada-Kaleh pozostała w ich władaniu. Po jednej stronie rzeki były tereny Serbii, po drugiej Rumunii, a pomiędzy nimi stała sobie turecka wyspa. Imperium Osmańskie zwolniło mieszkańców wyspy z podatków i ceł, oraz z obowiązku poboru wojskowego. W 1913 r. wyspę zajęli Węgrzy, aczkolwiek Osmanie nigdy tego nie uznali za fakt dokonany. Dopiero w 1923 r. oficjalnie wyspę przejęła Rumunia.

Historia wyspy zakończyła się wraz z powstaniem oglądanej przez nas wcześniej zapory wodnej na Dunaju w latach 70-tych XX wieku. Władze rumuńskie przymusowo wysiedliły całą ludność wyspy. Część mieszkańców skorzystała z okazji i wyemigrowała do Turcji. Wyspa została zalana po uruchomieniu elektrowni Derdap I i dziś znajduje się całkowicie pod lustrem wód Dunaju. Tak zakończyła się barwna historia zapomnianej tureckiej wyspy Ada-Kaleh.

Jedziemy dalej wzdłuż Dunaju (dotychczas przejechaliśmy mniej więcej połowę z zaplanowanych 170 km wzdłuż tej rzeki, na pograniczu Serbii i Rumunii. Zwiedzimy m.in. stanowisko archeologiczne Lepenski Vir i twierdzę Golubac, w której zginął nasz słynny rycerz, Zawisza Czarny.

Pełna galeria zdjęć ze zwiedzania atrakcji przełomu Dunaju znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne posty z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

Wzdłuż serbskiej strony Dunaju (część 1)

Dunaj, druga wg długości rzeka w Europie, była motywem przewodnim pierwszego dnia naszego pobytu w Serbii. Celem był rajd wzdłuż serbskiego brzegu rzeki i zwiedzanie wszelkich atrakcji turystycznych, położonych nad Dunajem, na odcinku gdzie jest on granicą z Rumunią.

Tour de Europe 2013, dzień 30 (poprzedni wpis z trasy: „Szrot-Muzeum” w Koczerinowie). Ta wakacyjna podróż upłynęła pod znakiem Turcji i… krajów byłej Jugosławii, będących celem zarówno podczas trasy dojazdowej, jak i powrotnej. Podczas dojazdu widzieliśmy wszak Chorwację, Bośnię i Hercegowinę oraz Czarnogórę. W powrotnej drodze przedstawicielem byłej Jugosławii została Serbia, na którą przeznaczyliśmy dwie doby naszej podróży.

Po jednodniowym pobycie w Bułgarii, nocleg „odbyliśmy” w serbskim Zajecarze. Wcześniej od samej granicy bułgarsko-serbskiej usiłowaliśmy w serbskich wioskach i miasteczkach, już po zmroku, kupić jedzenie na kolację, ale niestety na serbskiej prowincji bardzo ciężko z obsługą kart kredytowych w sklepach, a serbskich dinarów nie zdążyliśmy jeszcze nabyć. Zakupy udały się dopiero w samym Zajecarze, a przy okazji okazało się, że serbski język za bardzo od polskiego nie odstaje – odbyliśmy zabawną konwersację z serbską ekspedientką i jedną z klientek, która pomagała nam z dogadaniu się.

KML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Tour de Europe 2013 - Serbia, wzdłuż Dunaju

ładowanie mapy - proszę czekać...

Serbia, Zajecar, Felix Romuliana: 43.899206, 22.185750
Serbia, Vratna, monaster: 44.382459, 22.340226
Serbia, Vratna, łuki skalne: 44.383195, 22.337201
Serbia, Kostol, most Trajana: 44.614056, 22.668014
Serbia, Kladovo, twierdza Fetislam: 44.616393, 22.602010
Serbia, fort Diana: 44.653757, 22.544718
Serbia, zapora wodna Derdap I: 44.671064, 22.529097
Serbia, Dunaj, zatopiona wyspa Ada-Kaleh: 44.714538, 22.452793

 

Felix Romuliana, widok z zewnątrz

Felix Romuliana, widok z zewnątrz

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Sam Zajecar odpuściliśmy sobie całkowicie. Przyjechaliśmy późno po zmroku, a nazajutrz mieliśmy w planach całodniowy rajd wzdłuż brzegu Dunaju, a potem przejazd do Nowego Sadu, gdzie mieliśmy zaplanowany drugi z serbskich noclegów. Sama jazda miała nam zająć ok.9 godzin, nie licząc postojów na zwiedzanie. Czasu na zobaczenie Zajecaru więc nie zostało w ogóle.

Nie mogliśmy tak po prostu dojechać do Dunaju, niczego po drodze nie oglądając. Zanim więc dojechaliśmy do brzegów rzeki, mieliśmy zaplanowane kilka postojów. Pierwszym były, oddalone zaledwie o 10 km od centrum Zajecaru, ruiny starożytnej rzymskiej rezydencji cesarskiej, zwane dziś Felix Romuliana, znajdujące się od 2007 r. na liście światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Nie wszystkim zapewne Serbia kojarzy się z zabytkami z okresu starożytności, ale takowe rzeczywiście w tym kraju się znajdują. Dość powiedzieć, że na dzisiejszym terytorium Serbii urodziło się… aż 17-tu (!) rzymskich cesarzy.

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana to pałac cesarza rzymskiego Galeriusza, adoptowanego syna i następcy cesarza Dioklecjana, z którego historią mieliśmy do czynienia podczas pobytu w chorwackim Splicie na wakacjach w 2010 r. Galeriusz rozpoczął budowę pałacu w 298 r., w miejscu swego urodzenia (tak, pochodził z tego rejonu), a nazwę nadał mu na cześć swojej matki, której imię brzmiało: Romula. W 305 r. Galeriusz został cesarzem, ale pałacem nie zdążył się zbytnio nacieszyć, tak samo zresztą jak cesarzowaniem. Zmarł już w 311 r. (na jakąś straszną chorobę, z pozostałych do dziś opisów podejrzewa się raka jelita lub gangrenę).

Vratna, łuki skalne, Mala Prerast

Vratna, łuki skalne, Mala Prerast

W historii Galeriusz, pomimo krótkiego panowania, zapisał się naprawdę wielkimi literami. To on bowiem wydał (na niewiele dni przed swoją śmiercią) słynny edykt tolerancyjny, który pozwalał chrześcijanom na wyznawanie swojej religii, zakazał karania za to oraz nakazał zwolnienie pojmanych już chrześcijan, skazanych za swoją wiarę. Edykt wydany został w ostatnich dniach kwietnia 311 r., a w maju cesarz zmarł (w drodze do Romuliany). On oraz jego matka pochowani zostali w kopcach na wzgórzu ponad pałacem Felix Romuliana. Są one do dziś widoczne z ruin. Nie spoczął więc w wybudowanym dla siebie mauzoleum, które zwiedzaliśmy kilka tygodni wcześniej w greckich Salonikach.

Vratna, łuki skalne, Velika Prerast

Vratna, łuki skalne, Velika Prerast

Wejście na teren Felix Romuliana jest płatne (o ile nas pamięć nie myli: 200 dinarów), ale przybyliśmy doń na tyle wcześnie, że kasa była jeszcze zamknięta. Może to i lepiej, bo nadal nie mieliśmy serbskiej gotówki, a okazało się, że nie ma tu płatności kartą. Kasa była otwarta przy naszym wyjściu, ale kasjer nie robił problemu z braku dinarów i… podziękował za wizytę nie chcąc żadnej opłaty. Wizyta w Felix Romuliana trwała ok.40 minut. Po niej na chwilę wróciliśmy do Zajecaru, by zaopatrzyć się w bankomacie w gotówkę. Plan zakładał tułanie się po małych serbskich miasteczkach nad Dunajem, nie chcieliśmy ryzykować posiadania wyłącznie kart.

Kolejnym punktem trasy była mikroskopijna serbska miejscowość Vratna. Początkowo planowaliśmy z niej zrezygnować (jazda do niej wymagała wydłużenia dojazdu do Dunaju, a potem dodatkowo odbicia kilka kilometrów w bok na chwilę), ale już w trakcie jazdy jednak zdecydowaliśmy się do niej dotrzeć. Vratna leży mniej więcej 75 km od Zajecaru, na północ od niego. Dotarliśmy do niej praktycznie w samo południe, po mniej więcej 1,5 h jazdy z Felix Romuliana.

Vratna, monaster

Vratna, monaster

Vratna, monaster

Vratna, monaster

Vratna, monaster

Vratna, monaster

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Vratna, a w zasadzie jej najbliższe okolice, bo sama wieś nie zawiera nic dla turysty ciekawego, ma aż dwie atrakcje turystyczne. Pierwszą z nich jest monaster, wybudowany tu, u stóp gór, w XIV wieku, na życzenie serbskiego króla Stefana Milutina. Był kilkukrotnie palony i burzony (najazd turecki w 1813 r. I i II wojna światowa), ale zawsze odbudowywany. Do dziś jest czynnym, żeńskim klasztorem. Jest, jak większość monasterów w byłej Jugosławii, otwarty dla zwiedzających, a mniszki otwierają kościół bez proszenia, na widok wchodzących na teren monasteru gości. Tu niestety obowiązywał, egzekwowany przez uważnie nam przypatrującą się siostrę, zakaz fotografowania. A szkoda, bo wnętrze kościoła w monasterze Vratna warte jest upamiętnienia na zdjęciach.

Drugą, tym razem nie historyczną, a naturalną atrakcją okolic Vratnej, są tzw. skalne wrota, pozostałość po zawalonej dawno temu jaskini, której wnętrzem płynęła rzeka Jabuča. Po jaskini pozostały ledwie trzy małe fragmenty, tworzące dziś niezwykle widowiskowe (aczkolwiek ich widowiskowość byłaby znacznie większa, gdyby nie zasłaniające je gęsto rosnące drzewa) łuki skalne, stojące okrakiem nad wodami rzeki. Dwa z tych łuków: Velika Prerast i Mala Prerast, znajdują się w odległości kilkuminutowego spaceru (początkowo mocno stromego) po wzgórzu za monasterem.

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Mniejszy z łuków ma szerokość 33 m i wysokość 34 m (grubość 15 m), większy zaś: szerokość 23 m, wysokość 26 m, ale grubość: 45 m. W szczycie grubość skały wynosi (w większym łuku) 30 metrów. Cyfry nie oddają jednak widoku, jaki ukazuje się bardzo nielicznym, docierającym tu turystom. Luki skalne we Vratnej nie są dziś zbyt popularną atrakcją turystyczną, wie o nich niewielu. Z jednej strony szkoda, bo z pewnością zasługują na uwagę, a z drugiej: dzięki temu można tu spacerować prawie samotnie, ciężko o tłok.

Serbia, nad Dunajem. Do Hollywood parę kroków :)

Serbia, nad Dunajem. Do Hollywood parę kroków :)

Monaster i łuki skalne we Vratnej zajęły nam 45 minut. A już pół godziny po wyjeździe z tej małej serbskiej wsi dotarliśmy do celu tego dnia podróży – brzegów Dunaju, wzdłuż którego mieliśmy się poruszać aż do zmroku. Na początek okazało się, że z brzegów Dunaju całkiem niedaleko do Hollywood – ale nie próbowaliśmy dotrzeć do fabryki snów – kiedyś tam pojedziemy, a na razie chcemy poznać serbski brzeg Dunaju. Ciąg dalszy w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z Felix Romuliana oraz monasteru i łuków skalnych we Vratnej znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

Po pierwsze: spróbuj zrozumieć Jugosławię

Tak tak, to nie pomyłka – Jugosławię. Nie ma takiego kraju na światowych mapach od mniej więcej 22 lat, więc dzisiejsze pokolenie młodych podróżników, także tych „wakacyjnych”, zupełnie go nie zna. Jugosławia jest skrótem myślowym – chodzi o narody: chorwacki, bośniacki, serbski.

Tour de Europe 2013, dzień 4 (poprzedni wpis z trasy: Południe Bośni i Hercegowiny). To będzie chyba najbardziej zaangażowany nasz wpis na tym blogu od zawsze. Nie jesteśmy znawcami stosunków wewnętrznych na Bałkanach, nie jesteśmy też specjalistami od historii najnowszej tego regionu. Trochę jednak poczytaliśmy i posłuchaliśmy, trochę zobaczyliśmy – na tyle, by wyrobić sobie swoje zdanie, które poniżej chcemy spisać.

Nie byłoby pewnie tego wpisu, gdyby nie to, że mieliśmy niedawno okazję być na prezentacji pewnej pary podróżników, która pokazywała m.in. zdjęcia ostrzelanych domów z Bośni. Zdjęcia oczywiście wśród nastoletniej gawiedzi wzbudziły efekt „łał !”, ale w komentarzu prowadzących usłyszeliśmy, że nie wiedzą, dlaczego te domy do dziś stoją w takim stanie i dlaczego obok nich w restauracjach siedzą ludzie, piją piwko i nie przeszkadza im ten widok. Prawdę mówiąc, ten moment zaważył na naszym odbiorze całej prezentacji – wyszliśmy zniesmaczeni. Fajnie jest trzaskać widowiskowe zdjęcia domów z dziurami po kulach karabinu maszynowego, fajnie jest się poczuć jak korespondent wojenny. Fajnie jest pochwalić się tym potem. Ale niefajnie jest nawet kilka miesięcy po powrocie nie spróbować zrozumieć tego, co się widziało. Dla nas to trochę takie „lizanie loda przez szybę”.

Zniszczenia wojenne, region Banja Luki

Zniszczenia wojenne, region Banja Luki

Zniszczenia wojenne, region Banja Luki

Zniszczenia wojenne, region Banja Luki

Zniszczenia wojenne, region Banja Luki

Zniszczenia wojenne, region Banja Luki

A więc – jeśli też byliście w Bośni i też widzieliście widoczne do dziś skutki wojny domowej, i jeśli interesuje Was, o co w tym wszystkim chodzi, to dalsza część tego wpisu jest właśnie dla Was. Być może dopiero w Bośni będziecie i chcecie pojechać tam bardziej świadomi tego, co się tam stało i co jest dziś – to też piszemy dla Was. I teraz będzie wykład historyczny, zgodny z naszą najlepszą wiedzą na dziś. Zburzmy rozpowszechniony na zachodzie stereotyp: „źli Serbowie napadli, zabijali i gwałcili sąsiadów. Jak ich zbombardowaliśmy, to się uspokoili”. Tak, to prawda, ale tylko część prawdy. I to uwarunkowana wydarzeniami z dalszej historii, które warto poznać, by móc zobaczyć cały kontekst. Najpierw kilka założeń „wprowadzających” w temat:

  • Bośnia i Hercegowina to kraina niezwykle bogata w historię, o dużym „stażu” jako całość, ale o bardzo niewielkim doświadczeniu jako niepodległe państwo. Niepodległości „doświadczyła” zaledwie przez 100 lat w swojej całej historii, a potem zapadła na ponad 400 lat pod panowanie tureckie. Bośniacy niezbyt identyfikowali się jako naród, bardziej czuli się zintegrowani od strony religijnej i tu stanowili jedność;
  • Najsilniejszymi (także pod względem dążeń niepodległościowych czy wręcz mocarstwowych) narodami z terenów – nazwijmy je tak – „jugosłowiańskich” były od zawsze Serbia i Chorwacja. Serbia przez długie wieki była samodzielnym państwem, nieraz całkiem sporym i potężnym. Oba miały też wysokie dążenia do scalania innych narodów pod swoimi rządami i tu konkurowały ze sobą;
  • Bośnia i Hercegowina geograficznie leży pomiędzy… Serbią i Chorwacją właśnie. Ze względu na różne historyczne wydarzenia, wojny itp. na terenach Bośni mieszkały (i do dziś mieszkają) wielkie skupiska Chorwatów i Serbów, tworząc miejscami wręcz własne enklawy. Im bliżej granicy Bośni z Chorwacją czy Serbią, tym więcej tam właśnie tych narodów. Sąsiedzi od dawna traktowali Bośnię jako drogę do stworzenia własnego wielkiego państwa (idee Wielkiej Serbii, Wielkiej Chorwacji);
  • Podstawowa różnica, po której poznać Bośniaków, Chorwatów czy Serbów to religia. Bośnia przez ponad 400 lat była pod władzą turecką i podlegała bardzo silnej islamizacji. Turcy faworyzowali osoby wyznania muzułmańskiego, co powodowało przechodzenie na islam mieszkańców. Do dziś w Serbii i Chorwacji słychać głosy, że Bośniacy to ich obywatele, tylko o innym wyznaniu;
Zniszczenia wojenne, region Banja Luki

Zniszczenia wojenne, region Banja Luki

Zniszczenia wojenne, Jajce

Zniszczenia wojenne, Jajce

Mauzoleum ku czci ofiar wojny, Kozarac

Mauzoleum ku czci ofiar wojny, Kozarac

Nie da się zrozumieć tego, co stało się w Bośni 20 lat temu, bez głębszego wglądu w historię trzech sąsiadów: Serbii, Chorwacji i Bośni. Poznajmy więc rys historyczny wzajemnych stosunków. Cofamy się lekko ponad 100 lat przed wojnę domową.

  1. Rok 1878, kongres pokojowy w Berlinie, kończący zwycięskie powstanie narodów słowiańskich na Bałkanach przeciwko panującej tu Turcji. Niepodległość odzyskuje Serbia, natomiast Bośnia i Hercegowina (od tego czasu oficjalnie pod taką nazwą) przechodzi pod panowanie Austro-Węgier, pod którym jest już Chorwacja. Serbia chciała włączyć Bośnię w swoje granice, Chorwacja była za włączeniem jej do Austro-Węgier by być Bośni bliżej. Stosunki pomiędzy Serbią i Chorwacją ochładzają się. Bośniacy (muzułmanie) nie są zainteresowani ani Serbią (prawosławie) ani Chorwacją (chrześcijanie), dla nich koniec panowania Turcji to swego rodzaju tragedia. W Serbii rosną nastroje anty-austriackie;
  2. Rok 1914, w zamachu w bośniackim Sarajewie z rąk Bośniaka (ale należącego do serbskiej organizacji zbrojnej) ginie austriacki następca tronu, co zapoczątkowuje najazd Austrii na Serbię, a potem całą I wojnę światową;
  3. Rok 1918, powstaje pierwsza federacyjna Jugosławia ze stolicą w Belgradzie, a więc pod przewodnictwem Serbów. Chorwacja wchodzi w jej skład, ale nie jest zadowolona z takiego układu. Zaostrza stosunki z republiką Serbską, aż kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej otrzymuje sporą autonomię wewnątrz Jugosławii, ale nie spełnia marzeń o niepodległości;
  4. Rok 1939, wybucha II wojna światowa. Chorwaci tworzą wreszcie własne państwo, ale będące satelitą hitlerowskich Niemiec, nazwane Niezależnym Państwem Chorwackim. Niemcy oddają im pod zarządzanie obszar Bośni i Hercegowiny, gdzie Chorwaci natychmiast z niezwykłą brutalnością zaczynają wyniszczać Serbów, stosując do nich tę samą doktrynę, co Niemcy wobec Zydów. Chorwaci tworzą obozy koncentracyjne na wzór tych niemieckich, gdzie mordują setki tysięcy ludzi, głównie Serbów. Znane i udokumentowane są przypadki „zawodów” w ilości zabitych Serbów, znane są zdjęcia z obcinania głów żyjącym ludziom piłą do drewna. Nawet niemieccy żołnierze nie mogli patrzeć na bestialstwo Chorwatów, często pomagając Serbom w ucieczkach przed nimi. Chorwacka doktryna wobec Serbów brzmiała: „1/3 wysiedlić, 1/3 przechrzcić, 1/3 zabić”. To ostatnie podobno im się udało… Oglądaliśmy miejsca kaźni Serbów: obozy w Starej Gradiskiej, Jasenovacu czy zbiorowe groby w Gradinie Donjej;
  5. Rok 1945, żołnierze chorwaccy, w tym także strażnicy z obozów zagłady (wg szacunków 300-500 tys. ludzi), nie chcąc poddawać się komunistycznym partyzantom (także Serbom), rozpoczęli marsz ku Austrii, by poddać się wojskom brytyjskim. Te jednak przekazały ich tymże partyzantom, którzy w odwecie za obozy śmierci, wymordowali większość (mówi się o 100-200 tys. zamordowanych) w ciągu zaledwie kilku miesięcy (!). Pomnik ku ich czci widzieliśmy w chorwackim Zagrzebiu;
Stara Gradiska, chorwacki obóz koncentracyjny z II wojny światowej

Stara Gradiska, chorwacki obóz koncentracyjny z II wojny światowej

Jasenovac, chorwacki obóz koncentracyjny z II wojny światowej

Jasenovac, chorwacki obóz koncentracyjny z II wojny światowej

Gradina Donja, masowe groby ofiar (700 tys.) chorwackich ustaszy z II wojny światowej

Gradina Donja, masowe groby ofiar (700 tys.) chorwackich ustaszy z II wojny światowej

Jak widać, porachunki dotyczą głównie Serbów i Chorwatów, ale prawie zawsze nierozerwalnie wiąże się z Bośnią lub wręcz dzieje się na jej terytorium. W każdym bądź razie 50 lat przed wybuchem wojny domowej dzieją się straszne rzeczy wobec obu narodów nawzajem – najpierw Chorwacji wyrzynają Serbów, potem Serbowie Chorwatów. Obie strony zapamiętają wydarzenia (do dziś podawane jako jedną z przyczyn tak wielkiej brutalności wojny domowej), w których to one są poszkodowane, jako zadry w historii. Nadchodzi moment rozpadu Jugosławii, 1991 rok.

  1. Niepodległość ogłasza Słowenia (najbogatsza republika Jugosławii) oraz Chorwacja, pomimo niezgodności tego aktu z konstytucją Jugosławii (mówiła ona o tym, że wystąpić z federacji mogą narody, a nie republiki). Zgodnie z nią, Chorwaci nie mogli „zabrać” terenów, na których znajdowały się skupiska serbskie, a taka była cała północno-wschodnia Chorwacja. W Chorwacji władzę obejmuje Franjo Tudman, który swoją retoryką zaczyna nawiązywać do Niepodległego Państwa Chorwackiego z czasów II wojny światowej, budząc przerażenie Serbów zamieszkujących Chorwację i wściekłość w samej Serbii. Serbia rozpoczyna wojnę z Chorwacją i Słowenią;
  2. Niepodległość ogłasza Bośnia i Hercegowina, rozpoczynając najgorszy okres wojny. Najpierw Serbowie walczą z Bośniakami i Chorwatami, potem już każdy walczy z każdym. Serbowie i Chorwaci chcą przyłączyć Bośnię do swojego kraju, sami Bośniacy chcą pozostawienia kraju w obecnej formie;
  3. I Serbowie i Chorwaci prowadzą wojnę etniczną – chcąc udowodnić „serbskość” czy „chorwackość” regionu, wysiedlają, a niestety bardzo często niezwykle brutalnie mordują ludność cywilną pochodzenia innego niż własne. Dochodzi do masowych czystek etnicznych z obu stron, a ofiarami najczęściej są Bośniacy. „Bronią” etniczną stają się także gwałty na kobietach, które „mają teraz rodzić Serbów”. Co się wyprawiało, możecie przeczytać np. tutajtutaj. Dla tych o mocnych nerwach – o tym, co wyprawiały także kobiety. Chętni znajdą w sieci o wiele więcej;
  4. Wojna oprócz etnicznej, w sposób „naturalny” staje się także wojną religijną, gdzie o przynależności do którejś ze stron decyduje wyznanie. Burzone są świątynie głównie muzułmańskie, nawet te będące cennymi zabytkami historycznymi. W Banja Luce Serbowie zburzyli wszystkie 16 meczetów. Wszędzie notowane są przypadki zabijania się dotychczasowych sąsiadów, współpracowników, mieszkańców jednej miejscowości, niedobitki uciekają pozostawiając cały życiowy dobytek. Znane są przypadki mordowania swoich dziewczyn przez mężczyzn, zmuszania mężów do mordowania swoich żon czy dzieci… Jeśli macie chęć i silne nerwy, polecamy lekturę książki Wojciecha Tochmana „Jakbyś kamień jadła”. Dokument spisujący  fakty, całkowicie wstrząsający;
  5. Prym w czystkach etnicznych wiodą Serbowie, zajmując i „czyszcząc” wszystkie tereny zamieszkałe w Bośni przez swój naród. Do przerwania masakry zmusza ich dopiero NATO, rozpoczynając naloty na serbskie miasta. Wojna zostaje przerwana;
  6. Zostaje podpisany układ w Dayton, kończący wojnę domową, ustalający nowe granice i prawo obowiązujące pomiędzy narodami. Tworzy on dziwną konstrukcję państwa „Bośnia i Hercegowina”, złożonego z dwóch bardzo autonomicznych republik: Republiki Serbskiej (prawie sami Serbowie) i Federacji Bośni i Hercegowiny (Bośniacy i Chorwaci). Jednocześnie ustanowiono prawo, pozwalające na powrót wysiedlonym mieszkańcom do swoich domostw.
Zniszczenia wojenne, Mostar

Zniszczenia wojenne, Mostar

Ostatni punkt tej smutnej historii jest wyjaśnieniem sytuacji z oglądanej przez nas prezentacji. Na północy (region Banja Luki) ludność serbska przy pomocy własnego wojska wygoniła lub wymordowała współmieszkańców: Bośniaków i Serbów, często zakopując ich w masowych grobach i kradnąc ich mienie. Ale tym wysiedlonym prawo pozwala wciąż wrócić do dawnych domów. Są ich własnością. Tyle że oni wracać nie zamierzają – nie chcą żyć obok swoich dawnych oprawców. Co najwyżej usiłują je sprzedać. Dlatego nikt nie wraca, a ostrzelane i zburzone domostwa straszą do dziś.

Zniszczenia wojenne, Mostar

Zniszczenia wojenne, Mostar

A ci co siedzą obok i im to nie przeszkadza ? Niestety pewnie to ci, którzy mieszkańców zburzonych domów wysiedlali – dziś region Banja Luki to w aż 95% Serbowie. Bośniacy i Chorwaci już tu nie wrócili… Dlatego, gdy patrzysz na mieszkańców wsi w bośniackiej Republice Serbskiej (która kaprysem społeczności zachodniej nie została włączona do Serbii), przechodzących obok ruin domostw ze śladami strzałów na ścianach, pomyśl, co ci mieszkańcy robili 18-20 lat temu. Szczególnie mężczyźni, wyglądający dziś na 40-50 lat… Zapewne ten sam scenariusz można zastosować w innych regionach Bośni, na innych narodowościowo mieszkańcach. Ktoś gdzieś napisał o wojnie domowej w Jugosławii: „wojna, w której nie było niewinnych”.

W wojnie domowej walczyło ok.400 tys. żołnierzy po wszystkich stronach. Liczba ofiar to 100-200 tysięcy. 50 tys. udokumentowanych gwałtów. 1,8 mln ludzi wypędzonych ze swoich domostw. Koniec XX wieku, w samym środku cywilizowanej Europy…

Jak dziś sprawuje się ten narodowościowy tygiel ? Nie bardzo się sprawuje. Republika Serbska w Bośni to praktycznie czysta etnicznie Serbia, znaki drogowe i drogowskazy pisane są cyrylicą, na ulicach wiszą serbskie flagi (flagi państwowej Bośni i Hercegowiny nie widzieliśmy ani jednej), na ulicach sprzedawane są koszulki z napisem „Srbija” lub z podobizną Novaka Djokovica, serbskiego tenisisty. Na południu z kolei częstym widokiem są flagi chorwackie. Bośniacy swoich nie wieszają, bo chyba jeszcze nie zdążyli się z nimi zidentyfikować, wszak państwo istnieje 18 lat.

Mostar, most - symbol miasta, odbudowany w 2004 r. po zburzeniu go przez Chorwatów w 1993 r.

Mostar, most – symbol miasta, odbudowany w 2004 r. po zburzeniu go przez Chorwatów w 1993 r.

Banja Luka, meczet Fehradija, przy wbudowaniu kamienia węgielnego w 2001 r. w zamieszkach zginął człowiek

Banja Luka, meczet Fehradija, przy wbudowaniu kamienia węgielnego w 2001 r. w zamieszkach zginął człowiek

Chodząc dziś ulicami miast Bośni i Hercegowiny, wśród coraz większych tłumów zjeżdżających tu turystów, przyglądając się sennym czasem mieszkańcom, warto jednak mieć z tyłu głowy, co oni tutaj przeżyli i co nadal przeżywają – wszak oni ciągle żyją wymieszani narodami obok siebie. Wojna spowodowała zmiany etniczne (z terenów serbskich wyrzucono inne narody, z kolei Serbowie uciekali z terenów gdzie większością byli Bośniacy i Chorwaci), ale wciąż wiele jest miejsc gdzie kultury się mieszają, wciąż pamiętając o krzywdach sprzed lat zaledwie kilkunastu. Wciąż pokój jest tu jedynie fasadą, za którą kryje się wzajemny żal i niechęć, czasem wręcz wrogość. Kilka faktów:

  • Rok 2010, Chorwacja. Widzieliśmy tu chyba samochodowe rejestracje każdego kraju Europy. Nie było jednak tych serbskich i bośniackich. Wogóle.
  • Rok 2001, Banja Luka, Bośnia i Hercegowina, region serbski. Kilka tysięcy Serbów napada na garstkę Bośniaków, usiłujących wmurować kamień węgielny pod odbudowę zburzonego przez Serbów meczetu. Jedna osoba ginie, kilkadziesiąt rannych w szpitalach.
  • Rok 2004, Mostar, Bośnia i Hercegowina, region bośniacko-chorwacki. Kilka tysięcy policjantów musi chronić uroczystość otwarcia odbudowanego mostu – symbolu miasta, celowo zburzonego przez Chorwatów. Mostar do dziś ma dwie części: bośniacką i chorwacką, po obu stronach rzeki, przedzielone mostem, wzajemnie niechętne, rządzone osobnymi samorządami oraz dwa kluby sportowe – bośniacki i chorwacki

Do dziś naczelną zasadą turystyczną na terenach byłej Jugosławii jest nie rozpoczynanie z miejscowymi rozmów o wojnie domowej. To niebezpieczny temat, pełen nieszczęść w każdej rodzinie, drażliwy. Miejscowi mogą stawać się nerwowi. Tu jeszcze długo temat wojny będzie tematem tabu. Każdy z narodów uważa się za pokrzywdzony, rządzący nimi w czasie wojny u siebie uznawani są za bohaterów, u innych za zbrodniarzy wojennych (np. wspomniany Franjo Tudman, którego grób widzieliśmy w Zagrzebiu).

Długo pewnie będą stały ostrzelane domostwa i na północy i na południu kraju. Długo też obok nich będą siedzieć czy przechodzić ludzie, na których nie będą one robić żadnego wrażenia. Mamy tylko nadzieję, że Wy już będziecie wiedzieć, DLACZEGO.

PS. Wiemy, że wojna domowa w Jugosławii to temat drażliwy także u nas, co człowiek to inna opinia, często skrajna i wypełniona emocjami. Nie ma chyba pełnej i niezależnej spisanej historii tego nieszczęścia. Tak jak pisaliśmy, wszystko powyższe jest zgodne z naszą najlepszą wiedzą, jaką mamy na dzień dzisiejszy.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.