Saklikent, najdłuższy i najgłębszy wąwóz Turcji | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Saklikent, najdłuższy i najgłębszy wąwóz Turcji

Wąwóz Saklikent, wydrążony w skałach przez tysiące lat przez rzeczną wodę na długości 18 kilometrów, jest dziś najdłuższym i najgłębszym wąwozem w całej Turcji. Jest też ogromną atrakcją turystyczną, przyciągającą wielkie masy turystów.

Tour de Europe 2013, dzień 16 (poprzedni wpis: Patara, plaża i starożytne miasto). Wyjątkowo nie będzie tym razem wielkiej historii i starożytnych wojen. Pierwszym celem drogi powrotnej z Gelemiş była przyrodnicze arcydzieło, wywalczone przez wodę, drążącą skały przez tysiące lat – wąwóz Saklikent.

Saklikent ma długość 18 km, jest miejscami wysoki nawet na 300 m, przy tym bardzo wąski, co sprawia, że turysta przechodzący wewnątrz czuje się bardzo malutki. Z Gelemiş dojechaliśmy nieco okrężną drogą, przez wieś Kadıköy, w sumie nieco ponad 50 km. Okrężną, bo ta krótsza prowadziła podejrzanie blisko pasma gór, a to groziło także wąskimi, krętymi drogami i… przegrzaniem samochodu. Nawet ta dłuższa droga nie dawała gwarancji dojechania bez kłopotów, ale kto nie ryzykuje… W każdym razie wykonaliśmy w Gelemiş opcję rezerwową, pytając taksówkarzy (bardzo popularny w Turcji środek lokomocji) o cenę dwustronnej podróży do wąwozu – odpowiedź brzmiała: 100 TL (ok.160 zł) za wszystkich pasażerów i przekonała nas do samodzielnej podróży. Okazała się ona spokojna, choć i ta dłuższa trasa była wąska i kręta, na szczęście na tyle szybka, że chłodzenie nie przegrało z temperaturą powietrza.

Wąwóz Saklikent widziany z drogi dojazdowej

Wąwóz Saklikent widziany z drogi dojazdowej

Wąwóz Saklikent, kolejka do kasy biletowej

Wąwóz Saklikent, kolejka do kasy biletowej

Wąwóz Saklikent, restauracje przy wylocie wąwozu

Wąwóz Saklikent, restauracje przy wylocie wąwozu

Wąwóz Saklikent, pomost wejściowy

Wąwóz Saklikent, pomost wejściowy

Wejście do wąwozu Saklikent widać już z drogi, jest wysokie i bardzo wąskie. Na miejscu znajduje się naprawdę spory parking, ale pomimo tego trafiliśmy na… brak miejsc. Tyle, że poza tym parkingiem totalnie nie ma innego miejsca do parkowania. Poczekaliśmy więc chwilkę i po pierwszym wyjeżdżającym samochodzie zostaliśmy wpuszczeni. Parking jest odpłatny i kosztuje 10 TL za wjazd.

Obok parkingu znajduje się sporo kramów z pamiątkami oraz restauracji położonych nad rzeczką, wypływającą z wąwozu. A wzdłuż kramów ciągnie się kilkusetmetrowa… kolejka po bilety, które kosztują 5,50 TL za osobę dorosłą i połowę z tego za dzieci (nie jest to zabytek, więc nie ma darmowych wejściówek dla dzieci, tak samo jak na Błękitnej Lagunie w Ölüdeniz). Ale kolejka przemieszcza się wyjątkowo sprawnie, po 20 minutach jesteśmy w środku.

Wąwóz Saklikent, przejście przez wartką i lodowatą rzekę

Wąwóz Saklikent, przejście przez wartką i lodowatą rzekę

Wąwóz Saklikent, przejście przez wartką i lodowatą rzekę

Wąwóz Saklikent, przejście przez wartką i lodowatą rzekę

Wąwóz Saklikent, zaczynamy wędrówkę

Wąwóz Saklikent, zaczynamy wędrówkę

Kilka zdań praktycznych. Cały wąwóz nie jest dostępny dla amatorów (pierwszy raz całą długość przeszła specjalistyczna ekipa dopiero w 1993 r.). Z 18 km wąwozu, dla turystów dostępne jest pierwsze 4 km. Wąwóz jest otwarty od kwietnia do października, potem jest zalewany przez wodę. Wewnątrz wąwozu na całej długości czterech kilometrów płynie rzeczka, której poziom jest zależny od temperatury, rzeczka wysycha stopniowo przy dużych upałach.

Wąwóz Saklikent

Wąwóz Saklikent

W sierpniu 2013 r., w okropnych upałach, większość trasy przeszliśmy mając wodę (cieplutką, z jednym wyjątkiem, o którym za chwilę) co najwyżej po kostki. Ale wraz z upływem kilometrów coraz częściej trasę utrudniają lokalne zagłębienia i progi skalne, przy których zbiera się woda. Były miejsca, gdzie dorosły człowiek stał wodą po pas i głębiej, zdarzało się też „zjeżdżać” na tylnej części ciała do takich „basenów”.

Wąwóz Saklikent

Wąwóz Saklikent

Po pierwsze więc – wychodząc z samochodu – obowiązkowa zmiana obuwa na takie do chodzenia w wodzie – my zabraliśmy buty na plażę, kupowane kilka lat temu na kamieniste plaże Chorwacji. Po drugie, bardzo dobrze sprawdzą się stroje kąpielowe. Po trzecie, problem sprawią wszystkie rzeczy, które należy chronić przed zamoknięciem, np. portfel, aparat fotograficzny, kluczyki samochodowe z pilotem. Jeśli zabierzecie ze sobą jakiś plecak, wszystkie te rzeczy pakujcie w górne kieszenie, jak najwyżej. Jeśli zamierzacie przejść całe 4 km tam i z powrotem i nie macie 2 m wzrostu, gwarantujemy, że wszystko schowane od bioder w dół wróci mokre.

Wąwóz Saklikent

Wąwóz Saklikent

Teraz o tym „wyjątku” od ciepłej wody w wąwozie. Tym wyjątkiem jest niezwykle wartka rzeka, wypływająca boku wąwozu tuż przy jego początku i wypływająca na zewnątrz. Jej bieg jest bardzo szybki, a woda bardzo… zimna. A trzeba ją przekroczyć w poprzek, by wejść do właściwego wąwozu. Do rzeki schodzi się kamienistym spadem (uwaga na śliskie kamienie), a potem… trzeba trzymać się specjalnie w poprzek rzeki zamontowanej liny, by nie zostać porwanym przez nurt. A wszystko to w lodowatej wodzie. Nic przyjemnego, nawet w dużym upale. Dla młodszych (niższych) dzieci jest to jeszcze trudniejsze. Ale warto zwalczyć strach i dać się przekonać. Dalej jest już tylko lepiej.

I jeszcze jedna rada. Gdzieś od połowy trasy w wąwozie zaczną pojawiać się coraz trudniejsze progi skalne. Na początku małe schodki, potem będzie coraz wyżej i coraz więcej kombinowania, gdzie postawić nogę. Dla wprawnych turystów nie jest to przeszkoda, ale jak ma się ze sobą małe dzieci, plecaki, aparaty itp., robi się ciężko. Pojawią się wtedy „znikąd” młodzi pomocnicy, którzy bezinteresownie podadzą rękę, podsadzą itp. My po trzecim takim progu zorientowaliśmy my się, że wciąż pomaga nam ten sam człowiek – po prostu idzie przed nami, „olewa” innych turystów, czekając na nas i wciągając nas po kolei na każdą kolejną przeszkodę. Wtedy też głośno założyliśmy, że z pewnością będzie chciał za to kasę. Ale że rzeczywiście się przydawał, nie protestowaliśmy do samego końca, choć do końca nie padła z jego ust żadna kwota (można to wytłumaczyć tym, że nie pytaliśmy :-)). Jeśli nie chcecie na końcu płacić – jak najszybciej odmówcie. Latwo tych „przewodników” poznać – mają identyfikatory na szyjach, chyba są w jakiś sposób zatrudnieni w wąwozie (lub certyfikowani).

Wąwóz Saklikent

Wąwóz Saklikent

Wąwóz Saklikent

Wąwóz Saklikent

Wąwóz Saklikent, koniec 4-kilometrowej trasy

Wąwóz Saklikent, koniec 4-kilometrowej trasy

Z pomocą naszego przewodnika dotarliśmy do końca „turystycznej” części wąwozu, kończącej się na 4-tym kilometrze małym wodospadem. O dalszej trasy turyści są zniechęcani. Tu robi się pamiątkowe zdjęcia (przewodnicy robią turystom, jeśli trzeba) i następuje droga powrotna, tym razem na wszystkich progach w dół, często po gładkich kamieniach jednym sposobem było zjeżdżanie na tyłku do wody znajdującej się poniżej. Przewodnicy w tym czasie przytrzymują w razie konieczności lub trzymają „ryzykowne” przedmioty, np. aparaty fotograficzne. Na zakończenie trudniejszej części następuje wreszcie chwila zapłaty i poznania ceny usług „przewodnika”. W naszym przypadku (5 osób), usłyszeliśmy: 30 TL (ok.50 zł) i cena raczej nie podlegała negocjacji. Co ciekawsze, nie byliśmy specjalnie przygotowani i 30 TL było absolutnie całą naszą turecką walutą, jaką mieliśmy przy sobie – pozostała więc nam zagadka jak zapłacimy przy wyjeździe za parking. Ale co się będziemy martwili na zapas 🙂

Wąwóz Saklikent, tu widać naszego "przewodnika"

Wąwóz Saklikent, tu widać naszego „przewodnika”

Powrót nie wiązał się z żadnymi specjalnymi atrakcjami, poza powrotnym przekroczeniem lodowatej wody i poza… chęcią popłynięcia tą rzeką przez naszą najstarszą pociechę. Bowiem rzeką tą i jej bystrym nurtem co odważniejsi wypływają na zewnątrz kanionu, po prostu dając się nieść dość wściekle płynącej i lodowatą będącej wodzie. No i popłynęła ta nasza latorośl. I nawet wypłynęła tam gdzie trzeba, żywa. Za co dostała od przechodzącego koło nas starszego mężczyzny żywe „congratulations” 🙂

Wąwóz Saklikent

Wąwóz Saklikent

Okazał się Saklikent dość niespodziewanie chyba najfajniejszą atrakcją całej dwudniowej wycieczki do plaży Patara, a także jedną z lepszych (walczyły jeszcze Efez, Pammukale i Stambuł) w całej zwiedzanej przez nas w tym roku części Turcji. W wąwozie spędziliśmy pełne 3 godziny i każda minuta była warta wydanych pieniędzy, a bilety były jak na Turcję zastanawiająco tanie. Na koniec uspokoimy odnośnie płatności za parking – parkingowy przyjmował także euro (uwaga – w okolicy nie ma bankomatów).

Wąwóz Saklikent, końcówkę można w lodowatej wodzie... przepłynąć

Wąwóz Saklikent, końcówkę można w lodowatej wodzie… przepłynąć

Ok. 15 km na północ od wąwozu Saklikent znajdują się ruiny starożytnego Tlos, jednego z najważniejszych i najstarszych miast starożytnej Licji, miejsca zamieszkanego przez ludzi od 4 tys. lat. Z tych 15-tu kilometrów udało się nam przejechać 12, niestety po skręcie w kierunku ruin we wsi Güneşli zaczęły się schody, a w zasadzie stromy i kręty podjazd, którego nasz samochód znów nie wytrzymał. Zmuszeni zostaliśmy do cofnięcia się (po wystudzeniu silnika), choć już widzieliśmy na szczycie wzgórza, w zasięgu aparatu fotograficznego, ruiny Tlos. To chyba największa strata całej wakacyjnej podróży, związana z niedomaganiem chłodzenia w naszym aucie. Ale wierzymy, że jeszcze tam wrócimy. A na razie wracamy, a jeszcze nie wiemy, że odwiedzimy po drodze jeszcze skalne licyjskie grobowce w Dalyan.

Pełna galeria zdjęć z wąwozu Saklikent znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym facebookowym profilu.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

Dodaj komentarz