Albania | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Szkodra, czyli Albania twierdzami stoi

Szkodra, ok.80-tysięczne miasto na północy Albanii, była ostatnim miejscem w tym kraju, odwiedzonym przez nas podczas podróży wakacyjnej w 2014 r. Głównym punktem zwiedzania była okazała twierdza Rozafa.

Tour de Europe 2014, dzień 17 (poprzedni wpis: Na północ Albanii: Lezha, kolejne miejsce kultu Skanderberga). Po całym dniu podróży przez wschodnią i środkową Albanię, od granicy z Kosowem przez m.in. Kruje i Lezhę (w których także oglądaliśmy średniowieczne twierdze), późnym wieczorem dojechaliśmy do Szkodry, położonej przy północnej granicy kraju, która była naszym miejscem noclegowym. Po rozpakowaniu się w hotelu w samym centrum miasta i szybkich zakupach „spożywczych”, zostało nam trochę czasu na wieczorny spacer po centrum.

Centrum Szkodry, w którym znajdują się najważniejsze świątynie miasta (katedry katolicka i prawosławna, główny meczet) oraz pieszy deptak z restauracjami, nie jest zbyt rozległe, więc nocny spacer po jego uliczkach nie zajął nam zbyt wiele czasu. Niestety poza deptakiem, reszta uliczek i obiektów jest w nocy dość słabo oświetlona, stąd „trofea” fotograficzne nie są zbyt bogate. Kilka nocnych zdjęć z centrum Szkodry znajdziecie jednak w galerii, dołączonej do tego wpisu.

Tradycyjnie, tytułem wstępu – trochę historii miasta. Najstarsze ślady bytności człowieka w Szkodrze znaleziono na wzgórzu zamkowym, gdzie dziś stoją pozostałości twierdzy i pochodzą z wczesnej ery brązu, mniej więcej 2 tysiące lat p.n.e. Trochę ponad tysiąc lat później osiedlili się tu Illyrowie, a raczej jeden z ich odłamów – miasto stało się ich stolicą.

Szkodra, Plac Demokracji

Szkodra, Plac Demokracji

Szkodra, Wielki Meczet

Szkodra, Wielki Meczet

Szkodra, kościół Franciszkanów

Szkodra, kościół Franciszkanów

Szkodra, deptak w centrum miasta

Szkodra, deptak w centrum miasta

Szkodra, katedra katolicka

Szkodra, katedra katolicka

W V / IV w. p.n.e. rozpoczęła się budowa pierwszej twierdzy na wzgórzu, a miasto rosło w siłę, bijąc nawet własne monety (III w. p.n.e.). Nazywało się wtedy Scodrinon. Na początku II w. p.n.e. zostało nawet stolicą królestwa Illyrii, ale wkrótce musiało zacząć odpierać ataki nadchodzących Rzymian i ostatecznie w 168 r. p.n.e. uległo, wchodząc w skład Cesarstwa Rzymskiego. Za czasów Dioklecjana (III w.) stało się ważnym ośrodkiem w regionie, w którym przecinały się ważne drogi handlowe.

Ok.XI w. miasto weszło w skład królestwa Zety, krótko (niecały wiek) istniejącego na tych terenach państewka. Pod koniec XIV w. władzę przejęli Wenecjanie, zmieniając nazwę na włoskie Scutari i budując ponownie twierdzę na wzgórzu. W XV w. Szkodra znalazła się w strefie wpływów Skanderberga i razem z innymi miastami (Kruje, Lezha) skutecznie broniła się przed najazdami Turków. Gdy jednak Skanderberg zmarł, już obronić się miasta nie udało – w 1479 r., po 7-miesięcznym oblężeniu przez stutysięczną armię sułtana Mehmeda II Zdobywcy, 1600-osobowy garnizon twierdzy poddał miasto. Turcy zdemolowali miasto, ale powolutku wracało ono do łask, by w XVII w. stać się nawet stolicą sandżaku (jednostki administracyjnej w państwie tureckim).

Gwałtowny rozwój miasta nastąpił na początku XIX w., głównie za sprawą rozwoju handlu. Powstawały liczne zakłady rzemieślnicze, sklepy i bazary. Szkodra liczyła wtedy ok.50 tys. mieszkańców. W połowie XIX w. w mieście utworzono siedzibę arcybiskupią. Wtedy też ze względu na zmianę biegu rzeki (a co za tym idzie warunków obronnych miasta), porzucono twierdzę jako nieprzydatną. Ludność miasta brała aktywny udział w działalności wyzwoleńczej pod koniec XIX w. (Liga Prizreńska) i na początku XX w. (powstanie przeciwko Turkom).

Szkodra, katedra prawosławna

Szkodra, katedra prawosławna

Szkodra, uliczki w centrum miasta

Szkodra, uliczki w centrum miasta

Szkodra, uliczki w centrum miasta

Szkodra, uliczki w centrum miasta

Szkodra, meczet Parruca

Szkodra, meczet Parruca

Dziś Szkodra przez wielu turystów uważana jest za esencję Albanii – miejsce, gdzie można poczuć ducha albańskiej tradycji. Generalnie zgadzamy się – ze wszystkich dużych miast albańskich, które widzieliśmy (np. Tirana, Durres czy Saranda), Szkodra wydaje się najbardziej „tradycyjna”, niezbyt skażona turystyką czy nowoczesną zabudową. Choć wydawałoby się, że powinna, skoro leży niedaleko granicy z Czarnogórą – to właśnie do Szkodry wożą turystów biura podróży na wycieczki fakultatywne z Czarnogóry – tych chcących przez chwilę „zażyć” pobytu w Albanii.

Zwiedzanie Szkodry zaczynamy od centrum, wszak mieszkaliśmy praktycznie w środku miasta. Na centralnym Placu Demokracji, bardzo ruchliwym rondzie stoi teatr miejski, otwarty w 1949 r., dziś uważany za drugi pod względem ważności teatr w Albanii. Stąd już dwa kroki do deptaka, nazwanego imieniem Kolë Idromeno, albańskiego malarza i rzeźbiarza z przełomu XIX / XX w., urodzonego właśnie w Szkodrze.

Pośrodku niewielkiego zielonego terenu tuż przy deptaku stoi Wielki Meczet, nowa świątynia, wybudowana w 1995 r. z pieniędzy bogatych Saudyjczyków. Wybudowano go w miejscu starszego meczetu, pochodzącego z czasów osmańskich i nazwanego imieniem Ebu Beker Pashy, znanego obywatela miasta z XVIII w.

W bocznej uliczce stoi kościół Franciszkanów, którego budowa rozpoczęła się jeszcze pod panowaniem tureckim, w 1878 r. Z powodu trudności robionych przez władze, ukończono ją dopiero w 1905 r. Świątynia przeszła bez większego szwanku zawieruchy z początków XX w., aż nadeszły czasy komunistyczne. W 1946 r. podłożono w kościele broń, by dzień później „wpaść” z kontrolą. Pod tym pretekstem Franciszkanów wtrącono do więzienia. Ostatecznie zamknięto kościół w 1967 r. Ponownie otwarto go w 1995 r.

Szkodra, twierdza Rozafa, główne wejście

Szkodra, twierdza Rozafa, główne wejście

Szkodra, twierdza Rozafa, panorama miasta

Szkodra, twierdza Rozafa, panorama miasta

Szkodra, twierdza Rozafa, weneckie wieże obronne

Szkodra, twierdza Rozafa, weneckie wieże obronne

Szkodra, twierdza Rozafa

Szkodra, twierdza Rozafa

Szkodra, twierdza Rozafa, ruiny katedry św.Stefana

Szkodra, twierdza Rozafa, ruiny katedry św.Stefana

Szkodra, twierdza Rozafa

Szkodra, twierdza Rozafa

Mniej więcej 300 m na południowy-wschód stoi kolejna katolicka świątynia, katedra. Zgodę na jej budowę wydał w 1851 r. turecki sułtan, świątynia rozpoczęła działalność kilka lat później. Część pomieszczeń we wnętrzach wymalował na początku XX w. wspomniany już przez nas Kolë Idromeno. Zawieruchy z początku XX w. spowodowały uszkodzenia dzwonnicy, którą odbudowano. W czasach komunistycznych katedrę przekształcono w Pałac Sportu. Ponownie otwarto ją w 1990 r. – to tu odbyła się pierwsza msza w Albanii po upadku komunizmu. W 1993 r. świątynię odwiedził ją papież Jan Paweł II, jego imieniem nazwano też plac obok katedry.

Na deptak wracamy malowniczą uliczką Rruga Ghujadol, gdzie wieczorem królują restauracyjki z muzyką na żywo. Czas na spacer deptakiem z powrotem do Wielkiego Meczetu – na deptaku Kolë Idromeno i wieczorem i w ciągu dnia działa mnóstwo barów i restauracji, to zdecydowanie najbardziej przyjemna uliczka w mieście.

Idziemy w stronę widocznej z daleka, żółtawej dzwonnicy – to katedra prawosławna w Szkodrze, wybudowana w latach 90-tych XX w. Wcześniej w tym miejscu stał pierwszy prawosławny kościół św.Mikołaja, wybudowany w końcówce XVIII w. i zburzony przez komunistów w 1967 r. To właściwie wszystkie atrakcje centrum Szkodry.

Wybraliśmy się jeszcze na przechadzkę ulicą Rruga Studenti na południe od Placu Demokracji. Przy Placu 2 Kwietnia zobaczyć można niewielkie mauzoleum – pomnik ku pamięci 4 ofiar zamieszek z 2 kwietnia 1991 r., kiedy to ludność Szkodry protestowała przeciwko manipulacjom przy pierwszych demokratycznych wyborach w Albanii. Nieopodal placu stoi kolejny meczet – Parruca. Wybudowany został w 2006 r. na miejscu zburzonego przez komunistów, wcześniej stojącego tu meczetu. Kolejny meczet stojący nieco dalej, przy drodze prowadzącej do twierdzy to Haxhi Sheh Shamia, będący częścią kompleksu edukacyjnego (medresy). Nieco przypomina on nam budową i ekspozycją „malowany meczet” z Tetova w Macedonii.

Szkodra, twierdza Rozafa, budynek siedziby dowódcy, dziś Muzeum Historyczne

Szkodra, twierdza Rozafa, budynek siedziby dowódcy, dziś Muzeum Historyczne

Szkodra, twierdza Rozafa, Muzeum Historyczne

Szkodra, twierdza Rozafa, Muzeum Historyczne

Szkodra, twierdza Rozafa, Muzeum Historyczne

Szkodra, twierdza Rozafa, Muzeum Historyczne

Szkodra, twierdza Rozafa, Muzeum Historyczne

Szkodra, twierdza Rozafa, Muzeum Historyczne

Czas na najważniejszą atrakcję Szkodry, czyli twierdzę Rozafa. Z jej powstaniem związana jest legenda o trzech braciach, którzy rozpoczęli jej budowę, ale co wybudowali za dnia, spadało ze skał w nocy. Aby utrzymać budowę, postanowili oni złożyć ofiarę z ludzkiego życia. Wymyślili, że poświęconą jedną ze swoich żon, tę, która następnego dnia jako pierwsza przyniesie posiłek. Los sprawił, że była to Rozafa, żona najmłodszego z nich. Najgorsze w legendzie jest to, że bracia zamurowali ją żywcem z noworodkiem – na jej własną prośbę, z odsłoniętą jedną piersią dla możliwości karmienia oraz wolną prawą ręką do jego trzymania.

To, co dziś pozostało z twierdzy, pochodzi głównie z czasów jej budowy przez Wenecjan, czyli z okresu od końców XIV w. Główne wejście znajduje się od strony wschodniej, da się niemal pod bramę podjechać samochodem, gdzie znajduje się niewielki parking dla samochodów. Ostatnie 200-300 pod górę trzeba podejść pieszo. Odwiedzaliśmy twierdzę w sobotnie południe, stąd dlatego pewnie spotkaliśmy na swej drodze kilka młodych par, udających się na twierdzę na ślubną sesję fotograficzną. Sceneria rzeczywiście wymarzona, bo oprócz widowiskowych ruin, z twierdzy rozpościera się niesamowita panorama na całą okolicę i miasto Szkodra.

Główne wejście to wenecka brama, pochodząca z XV w. Potem idąc wyznaczonym traktem trafiamy na wieżę Balshajt (nazwaną on nazwy rodziny, rządzącej miastem na przełomie XIV / XV w.), z której rozpościera się najlepszy widok na miasto – naprawdę warto na wieżę wejść. Mijając dwie cysterny z XIV w. dochodzimy do chyba najbardziej widowiskowej budowli twierdzy – najstarszej świątyni Szkodry, katedry św.Stefana, wybudowanej w XIII w., w XVI w., po zdobyciu miasta przez Turków, przerobionej na meczet Sułtana Mehmeda Zdobywcy.

Mijając ruiny dawnego tureckiego więzienia (XVI / XVII w.) oraz kolejne cysterny z XIV w., wchodzimy do najważniejszej części zamku – dawnej siedziby dowódcy garnizonu z czasów weneckich (XV w.), w którym to budynku mieści się dziś Muzeum Historyczne. Zanim jednak wejdziemy do środka, zaglądamy jeszcze na zachodni kraniec twierdzy. Znajdziemy tu ruiny tureckiego hamamu (XVI / XVII w.) oraz dawne sekretne wyjście z zamku. Zachodnią część kończy duża wieża obronna z XVIII / XIX w.

Szkodra, twierdza Rozafa, Muzeum Historyczne

Szkodra, twierdza Rozafa, Muzeum Historyczne

Szkodra, twierdza Rozafa to wdzięczny obiekt dla sesji ślubnych

Szkodra, twierdza Rozafa to wdzięczny obiekt dla sesji ślubnych

Szkodra, twierdza Rozafa to wdzięczny obiekt dla sesji ślubnych

Szkodra, twierdza Rozafa to wdzięczny obiekt dla sesji ślubnych

Szkodra, twierdza Rozafa to wdzięczny obiekt dla sesji ślubnych

Szkodra, twierdza Rozafa to wdzięczny obiekt dla sesji ślubnych

Szkodra, Ołowiany Meczet poniżej twierdzy Rozafa

Szkodra, Ołowiany Meczet poniżej twierdzy Rozafa

Muzeum Historyczne, znajdujące się w twierdzy, nie ogranicza się do eksponowania historii fortecy. Znajduje się tu wystawa, przedstawiająca historię zarówno twierdzy, jak i miasta i całego regionu – możemy odbyć swoistą podróż w czasie, od okresu rzymskiego, poprzez czasy weneckie, osmańskie, aż po okres walki i odzyskania niepodległości. Oglądnąć można zarówno fragmenty architektoniczne, jak i broń czy naczynia i wyposażenie wnętrz, pochodzące z każdego z tych okresów. Znacząca jest znajdująca się przy wejściu płaskorzeźba, przedstawiająca legendarną Rozafę z dzieckiem na ręku, częściowo zamurowaną.

W obrębie twierdzy znajdują się ruiny wielu innych budynków: pałacu, garnizonu i więzienia tureckiego i kilku kolejnych cystern – jedną z nich odkryli kilka miesięcy przed naszym przybyciem polscy archeologowie. Jest też niewielki odcinek murów obronnych najstarszej „wersji” twierdzy, pochodzących jeszcze z czasów illyryjskich (IV w. p.n.e.).

Schodząc z twierdzy na dół, warto poszukać wzrokiem znajdującego się w dole, od strony wschodniej, Ołowianego Meczetu, kolejnej atrakcji Szkodry. Wybudowano go w końcówce XVIII w., a nazwa pochodzi o materiału, którym pokryto kopułę. Ledwie po 60 latach jego istnienia, w wyniku trzęsienia ziemi (1837 r.) swój bieg zmieniła rzeka Drin, okrążająca twierdzę, zalewając teren dookoła meczetu. Minaret niszczony był kilkukrotnie, ostatecznie runął już po II wojnie światowej, w wyniku uderzenia pioruna. Zamknięty w 1967 r., gdy władze komunistyczne zdelegalizowały wszelkie przejawy religijności, został ponownie otwarty w 1990 r.

Wracamy do samochodu i opuszczamy ostatecznie Szkodrę. Czas jechać dalej, kolejny nocleg mamy nad Boką Kotorską w Czarnogórze, a po drodze plany zwiedzenia kolejnych kilku bardzo ciekawych miejsc. Wracamy drogą do centrum Szkodry, z której wyjeżdżamy w kierunku północno-wschodnim. Mamy bowiem na terenie Albanii jeszcze jeden punkt w planie – w odległej od Szkodry po kilka kilometrów miejscowości Mes chcemy zobaczyć zabytkowy turecki most, będący ozdobą całej okolicy i jedną z bardziej znanych atrakcji turystycznych regionu Szkodry.

Znalezienie mostu nie sprawia problemów po wjechaniu do Mes. Droga, którą jedziemy wije się obok rzeki Kir, na której w centrum miejscowości stoi okazały (108 m długości) kamienny most o charakterystycznej dla osmańskich budowli sylwetce. Wybudowany został ok. 1780 r. przez miejscowego tureckiego paszę i stanowił część wiodącej tędy drogi do Prisztiny (dziś w Kosowie). Po krótkiej sesji fotograficznej mostu, wsiadamy w samochód i opuszczamy granice Albanii – kierujemy się na tereny Czarnogóry. Pierwszym przystankiem będzie stolica tego kraju – Podgorica. To właśnie miasto pokażemy Wam już w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z albańskiej Szkodry znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Na północ Albanii: Lezha, kolejne miejsce kultu Skanderberga

W naszej wakacyjnej podróży czas na drugą część albańskiego jej odcinka. Tym razem jedziemy na północ tego kraju, gdzie celem są dwa ważne turystycznie miejsca: miasta Lezha i Szkodra.

Tour de Europe 2014, dzień 16 (poprzedni wpis: Z Kosowa do Albanii: Kukës, Krujë i Laç). Po poprzednich wakacjach i przejechaniu Albanii z północy na południe, kraj ten stał się jednym z naszych ulubionych na mapie Europy. Zostało nam też kilka miejsc, które mieliśmy zobaczyć rok wcześniej, ale z paru powodów się nam to nie udało. Podróż wakacyjna AD’2014, a dokładniej jej albański odcinek, był więc swego rodzaju aneksem, uzupełnieniem. W poprzednim wpisie pokazaliśmy Wam już część tego aneksu (Krujë i Laç). Teraz czas na drugą część.

Lezha, niewielkie miasteczko z kilkunastoma tysiącami mieszkańców, położona jest mniej więcej 20 km na północ od Laç, miejsca w którym zakończyliśmy nasz poprzedni wpis. Generalnie miasteczko to mało ma do zaoferowania i nie jest raczej oblężone przez turystów, choć leży przy głównej trasie ze Szkodry na południe, do Durres czy Tirany. Największą atrakcją miasta, która dla nas była magnesem, jest jego historia i dlatego nie zdecydowaliśmy się go pominąć na naszej trasie. A jest naprawdę na co zwrócić uwagę.

Lezha, ulice miasta

Lezha, ulice miasta

Lezha, ulice miasta

Lezha, ulice miasta

Lezha, twierdza górująca nad miastem

Lezha, twierdza górująca nad miastem

Lezha, twierdza górująca nad miastem

Lezha, twierdza górująca nad miastem

Lezha zamieszkała jest od czasów illyryjskich, mniej więcej od 8 w. p.n.e. Oficjalnie jednak miasto założone zostało na początku IV w. p.n.e. jako Lissos – nazwa pochodziła od illyryjskiej nazwy Lisi. W III w. p.n.e. miasto zdobyli Macedończycy, a później nadeszła era Rzymian. Cały czas miasto miało ważną pozycję ze względu na swoje usadowienie niedaleko ważnego portu na Adriatyku.

Najważniejsze czasy dla Lezhy nadeszły jednak w średniowieczu. Pod koniec XIV w. władzę nad miastem przejęli Wenecjanie. To tu w 1444 r. Skanderberg zawiązał albańską Ligę z Lezhy, organizację walczącą z Turkami – wtedy wciąż Lezha była pod panowaniem weneckim. Co jeszcze ważniejsze dla historii i Albańczyków – to właśnie tutaj Skanderberg został pochowany – w ówczesnej katedrze św.Mikołaja, przerobionej potem na meczet przez Turków. Skanderberg do końca życia obronił bowiem swoje terytoria przed Osmanami, dopiero po jego śmierci Turcy zdołali zniszczyć opór. Gdy znaleźli grób Skanderberga w Lezhe, zniszczyli go, a z kości robili sobie amulety, wierząc, że przejmą dzięki temu jego męstwo. Meczet, wybudowany przez Turków w miejscu katedry, został zniszczony (razem ze wszystkimi innymi w mieście) przez komunistyczne władze Albanii po II wojnie światowej. W 1981 r. na jego ruinach otwarto mauzoleum Skanderberga, dziś najbardziej chyba przyciągające turystów miejsce w mieście.

Wjeżdżając do Lezhy, od razu skierowaliśmy samochód w stronę twierdzy, górującej nad miastem. Naprawdę ciężko jest jej nie zauważyć i do niej nie trafić. Umiejscowiona jest w miejscu, gdzie powstało pierwsze osiedle ludzkie. Do dziś zachowały się tu fragmenty praktycznie ze wszystkich okresów historii miasta. Zaczynając od murów obronnych z V w. p.n.e., przez starożytne akropolis z IV / III w. p.n.e. Obok starożytnych ruin w IX w. wybudowano pierwszą twierdzę. Rozbudowali ją w XIV w. Wenecjanie, a potem turecki sułtan Sulejman I, po zdobyciu jej przez Turków w 1478 r.

Lezha, panorama miasta widoczna z twierdzy, po prawej na dole mauzoleum Skanderberga

Lezha, panorama miasta widoczna z twierdzy, po prawej na dole mauzoleum Skanderberga

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza, ruiny tureckiego meczetu

Lezha, twierdza, ruiny tureckiego meczetu

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza

Dziś twierdza w Lezhy to prawdziwy przekrój historii miasta, choć bardzo mocno popadła w ruinę. Forteca zarosła trawą, dziś bardziej służąc jako miejsce do pikników rodzinnych niż turystyce. Aczkolwiek naprawdę warto wspiąć się na liczące 186 m n.p.m. wzgórze zamkowe, choćby po to, bo móc podziwiać wspaniały widok na całą okolicę.

Oprócz twierdzy oraz mauzoleum Skanderberga, jest w Lezhy jeszcze jedno miejsce warte zobaczenia. Przy głównej, wylotowej drodze na północ, w kierunku Szkodry, stoi stary kościół Zwiastowania NMP oraz klasztor Franciszkanów. Z jego powstaniem związana jest legenda – ponoć sam św.Franciszek, podczas drogi powrotnej z Ziemi Świętej (1219-1220), wytyczył tu patykiem miejsce budowy przyszłego kościoła. Dokładnie naprzeciwko wzgórza z antycznymi ruinami dawnego Lissos. Kościół wybudował miejscowy ksiądz, zwany tu Dom Lleshi – do dziś miejscowi jego właśnie imieniem nazywają świątynię.

Dzisiejszy kościół ma nad wejściem inskrypcję z datą budowy 1240 r., co jednak nie ma pokrycia w dokumentach historycznych, w których świątynia pojawia się po raz pierwszy w 1464 r. Prawdopodobnie inskrypcja dotyczy wcześniej stojącego tu kościoła. A obecny wybudowano najpewniej ok.1393 r., kiedy to miasto przeszło w ręce Wenecjan – na to wskazuje także styl architektury świątyni. Tak jak napisaliśmy, w 1464 r. klasztor pojawia się po raz pierwszy w dokumentach zakonu Franciszkanów – jeszcze w czasach, gdy żył Skanderberg.

Lezha, kościół Zwiastowania NMP

Lezha, kościół Zwiastowania NMP

Lezha, kościół Zwiastowania NMP

Lezha, kościół Zwiastowania NMP

Całe wieki panowania osmańskiego kościół i klasztor przetrwały bez uszczerbku, głównie ze względu na intensywną opiekę zakonu oraz patronat papieży z Watykanu. Może też pomogło to, że corocznie obchodzono tu 25 marca wspólne święto chrześcijan i muzułmanów. Podczas obu wojen światowych budynki służyły jako szpital wojskowy. W 1967 r., gdy komunistyczne władze zabroniły działalności religijnej, kościół ten został zamknięty jako pierwszy w całej Albanii. Od 1991 r. klasztor i kościół działają ponownie.

My tymczasem, już przy zapadającym zmroku, opuszczamy już Lezhę i jedziemy na północ, do Szkodry, gdzie mamy zaplanowany jedyny podczas tych wakacji nocleg w Albanii. Następnego dnia mamy zaplanowane gruntowne zwiedzanie Szkodry i okolic, ale to opiszemy Wam w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z albańskiego miasta Lezha znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Z Kosowa do Albanii: Kukës, Krujë i Laç

Po dwóch dniach, spędzonych w Kosowie, przyszedł w naszej wakacyjnej podróży czas na kolejną już wizytę w Albanii. Tym razem nadrabialiśmy zaległości z podróży sprzed roku. Celem – atrakcje środkowej i północnej części kraju.

Tour de Europe 2014, dzień 16 (poprzedni wpis: Prizren, szorstka perełka Kosowa). Prizren, ostatni punkt naszego pobytu w Kosowie, opuściliśmy około południa. Skierowaliśmy się w stronę granicy z Albanią – dużo wcześniej zdecydowaliśmy, że nie będziemy ryzykować wyjazdu z Kosowa przez granicę z Serbią. Wakacyjna podróż nie jest po to, by stwarzać sobie ewentualne problemy na granicach.

Odcinek albański tej podróży miał być zaledwie jednodobowy. Jedyny nocleg mieliśmy zaplanowany w Szkodrze, a w planie zwiedzania – wszystko to, czego nie udało nam się zobaczyć rok wcześniej, gdy w drodze do Turcji przejechaliśmy całą Albanię z północy na południe. Wtedy to przez korki na granicy wyjazdowej z Czarnogóry do Albanii wjechaliśmy już przy zapadającym zmroku i wszystkie atrakcje zaplanowane na północy – Szkodrę, Lezhe, Krujë – musieliśmy sobie odpuścić.

Z Prizrenu do granicy z Albanią jest raptem kilkanaście kilometrów dobrej jakościowo drogi, zanim się więc obejrzeliśmy, staliśmy już w kolejce do kontroli granicznej. Przejście graniczne jest niewielkie, jak na granicę z Albanią kolejka na granicy była powiedzmy „normalna”, spędziliśmy w niej prawie pół godziny, co jest bardzo dobrym czasem. Pierwszym przystankiem w Albanii miało być miasto Krujë, ale widząc niezłą panoramę znajdującego się niemal zaraz za granicą miasteczka Kukës, spontanicznie zdecydowaliśmy się skręcić w jego kierunku.

Droga z Prizrenu do granicy z Albanią

Droga z Prizrenu do granicy z Albanią

Granica kosowsko-albańska

Granica kosowsko-albańska

Albania, pierwszy widok na Kukes

Albania, pierwszy widok na Kukes

Albania, wjeżdżamy do Kukës

Albania, wjeżdżamy do Kukës

Albania, ulice Kukës

Albania, ulice Kukës

Albania, Kukës, widok na jezioro Fierza i górę Gjallica

Albania, Kukës, widok na jezioro Fierza i górę Gjallica

Kukës znane jest przede wszystkim ze swojej burzliwej historii najnowszej, choć osady ludzkie istniały tu już w starożytności. Przebiegała tędy słynna Via Egnatia, a miejsce, gdzie znajduje się dziś Kukës, stanowiło miejsce odpoczynku dla podróżnych. Wracając do historii najnowszej – obecne Kukës istnieje raptem… niecałe 40 lat. Powstało w 1976 r., kiedy to uruchomiono elektrownię i zaporę wodną na jeziorze Fierza, przez co zalane zostało „stare” Kukës – wszystkich mieszkańców przesiedlono.

Drugi moment, kiedy Kukës zasłynęło w historii to rok 1999 i wojna domowa w Kosowie. Miasto (liczące dziś zaledwie 16 tys. mieszkańców) zasłynęło wtedy przyjęciem – uwaga – ponad 400 tys. uchodźców z Kosowa. Było wtedy jednym z kandydatów (jako pierwsze miasto w historii) do pokojowej Nagrody Nobla.

Dziś Kukës jest bardzo nieciekawym i zaniedbanym miastem. Jeszcze za czasów komunistycznych usiłowano tu wzbudzić ruch turystyczny – wybudowano nawet kilka hoteli – ale niestety nie udało się. Miasto wygląda momentami odpychająco, a ulice którymi przejeżdżaliśmy, były w opłakanym stanie. Przejechaliśmy więc przez Kukës bez żalu, zatrzymując się dopiero nad jeziorem Fierza. Bo krajobraz i widoki na pobliskie góry, z najwyższym szczytem Gjallica (2489 m. n.p.m., to ledwie 10 m mniej od Rys, najwyższej góry Polski), są tym, z czego Kukës dziś słynie. I dla nich warto, choćby na chwilę, zawitać do tego, jak się wydaje, lekko zapomnianego skrawka Albanii.

Wracamy więc znów na autostradę, prowadzącą od granicy kosowsko-albańskiej w głąb Albanii. I chyba musimy się przy niej na chwilę zatrzymać. Przy okazji wakacyjnej podróży rok wcześniej, kiedy to po raz pierwszy wjechaliśmy samochodem do Albanii i zjechaliśmy ją od Szkodry na północy po Butrint na południu, popełniliśmy wpis o jakości albańskich dróg. Nie wyglądało to wtedy najlepiej.

Albania, autostrada A1

Albania, autostrada A1

Albania, autostrada A1

Albania, autostrada A1

Albania, Rubik, ruiny klasztoru Franciszkanów

Albania, Rubik, ruiny klasztoru Franciszkanów

Albania, Rubik, ruiny klasztoru Franciszkanów

Albania, Rubik, ruiny klasztoru Franciszkanów

Albańskie drogi

Albańskie drogi

Albańskie drogi

Albańskie drogi

Ale drogi w Albanii szybko się zmieniają – i zawsze na lepsze (na gorsze nie bardzo się da). Autostrada A1 jest tego najlepszym przykładem. Ciągnie się od granicy z Kosowem w okolicach Prizrenu i docelowo ma dojść do nadmorskiego Durres w Albanii. Jest zdecydowanie najlepszą drogą, jaką jechaliśmy w Albanii i dokładnie niczym nie odbiega od europejskich standardów. Jazda nią to czysta przyjemność.

Zatrzymaliśmy się na moment na parkingu przy miejscowości Rubik. No i okazało się, że zatrzymaliśmy się pod ważnym w regionie zabytkiem, a w zasadzie jego ruinami. Na skale, górującej nad parkingiem stoi bowiem dawny klasztor franciszkański, wybudowany w 1166 r. – wtedy jeszcze dla Benedyktynów, którzy ok.1217 r. oddali swoje włości Franciszkanom. Zniechęciły ich najazdy tureckie. Niewiele franciszkańskich kościołów i klasztorów ostało się po nich, a zakon dla poszkodowanych w najazdach mnichów otwierał hospicja, w tym jedno właśnie tu, w Rubik (XVI w.).

Aktywność Franciszkanów wzrosła od XVII w., aż w XIX w. odbudowano cały kompleks w Rubik (kościół, dzwonnicę, kolegium czy hospicjum). Niestety nadeszły czasy komunizmu w Albanii – w 1967 r. an rozkaz władz przełożonego klasztoru wypędzono z kraju, a cały kompleks, wraz z zabytkowymi freskami we wnętrzach, archiwami, biblioteką czy przechowywanymi tu relikwiami – zniszczono. W ostatnich latach odbudowano (a raczej wybudowano na nowo, pomijając pozostałości starego) jeden z kościołów. Cały ten kompleks oglądamy jedynie z dołu, z perspektywy autostrady – nie bardzo mamy czas na głębszą eksplorację i szukanie drogi dojazdowej. Plan zakłada bowiem jak najszybsze dojechanie do Krujë.

Albania, ulice Fushë-Kruja

Albania, ulice Fushë-Kruja

Albania, Krujë, stara dzielnica bazarowa

Albania, Krujë, stara dzielnica bazarowa

Albania, Krujë, stara dzielnica bazarowa

Albania, Krujë, stara dzielnica bazarowa

Albania, Krujë, stara dzielnica bazarowa

Albania, Krujë, stara dzielnica bazarowa

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Z Rubik do Krujë jest mniej więcej godzina jazdy (50 km). Krujë jest niezwykle ważnym historycznie miejscem dla Albańczyków. Historycy uznają bowiem, że leżące niedaleko miasta ruiny illyryjskiego miasta są mitycznym Albanopolis – głównym miastem odłamu Illyrów, który dał początek narodowi albańskiemu. Nigdy nie udało się ostatecznie potwierdzić dzisiejszej lokalizacji Albanopolis – pozostaje ono legendą (aczkolwiek istniało, było opisywane przez starożytnych rzymskich historyków), ale jest duża szansa, że było ono początkiem współczesnego Krujë.

Albanopolis tym razem zwiedzić się nie udało (ale uchylimy rąbek tajemnicy, zobaczyliśmy je podczas tegorocznej podróży wakacyjnej – przypominamy, że wpis ten dotyczy podróży z 2014 r.), ale drugie podejście do Krujë okazało się skuteczne. Wg historyków, Albanopolis opuszczone zostało ok. II w. n.e., a mieszkańcy przenieśli się do Durres i Lezhe. Ale znaleziono tu jednak także ślady pobytu ludzi z VI w., co mówiłoby jednak, że miasto było zamieszkałe aż do czasów, kiedy w historii pojawia się Krujë.

Bo pierwsze pozostałości historycznych w Krujë pochodzą mniej więcej z V / VI w. n.e. Pierwsza twierdza wybudowana została prawdopodobnie gdzieś pomiędzy VI – IX w., a pod koniec XII w. Krujë zostało stolicą pierwszego albańskiego państewka, a później weszło w skład Królestwa Albanii. Dokumenty mówią, że już w IX w. miasto było siedzibą biskupią. XIII i XIV w. to czasy wielokrotnej zmiany „władzy” (Bizancjum, Serbia, Imperium Osmańskie), aż nadeszły czasy tego ostatniego.

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku, replika hełmu Skanderberga

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku, replika hełmu Skanderberga

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, obiad w restauracji pod zamkiem

Albania, Krujë, obiad w restauracji pod zamkiem

Tu zaczyna się najsłynniejsza historia związana z miastem, czyli historia Skanderberga, bohatera narodowego Albańczyków. Początkowo był on osmańskim gubernatorem, ale potem zorganizował albański ruch wyzwoleńczy (m.in. Ligę z Lezhe) i rozpoczął odbijanie albańskich terytoriów z rąk Turków. Jednym z głównych miejsc oporu było właśnie Krujë, którego Skanderberg skutecznie bronił przez kilkanaście lat. Turcy odbili miasto dopiero po śmierci Skanderberga – i to nie siłą, a obietnicą wypuszczenia obrońców – słowa nie dotrzymali, po poddaniu miasta wymordowali mieszkańców (1478 r.). Wcześniej nawet siłami 100-150 tys. żołnierzy trzykrotnie oblegali miasto, bronione przez ok.2 tys. obrońców – bez sukcesu. Z rąk tureckich Krujë wyzwoliło się dopiero na początku XX w., wchodząc w skład na nowo powstającej Albanii.

Podczas dojazdu do Krujë, już z daleka da się zauważyć górujące nad miasteczkiem wzgórze z twierdzą, która jest dziś głównym celem turystycznym miasta. Zamek w Krujë jest dziś jednym z najczęściej odwiedzanych przez turystów miejscem – nie jest więc do niego trudno trafić. My odpuściliśmy sobie nawigację i po prostu „przykleiliśmy się” samochodem do dwóch jadących przed nami autokarów z polskimi rejestracjami. Bezbłędnie doprowadziły nas pod sam zamek :)

Zamek jest dla Albańczyków symbolem. Symbolem niezłomności, bohaterstwa i nacjonalizmu. Symbolem obrony przez Osmanami, symbolem walki mieszkańców przed o wiele większymi siłami wroga. Zamek w Krujë był centrum obrony Skanderberga, bronił się tu niemal przez dwa dziesięciolecia. I choć z samego zamku niewiele dziś pozostało, to pod koniec XX w. otworzono tu Muzeum Skanderberga, w wybudowanym specjalnie w tym celu budynku, w którym ekspozycje pokazują całą historię życia bohatera Albanii. Wstęp jest płatny (o ile pamiętamy – 200 LEK), teoretycznie jest też zakaz fotografowania, aczkolwiek opiekunowie nie protestują przy robieniu zdjęć. Z tarasów muzeum rozpościera się świetny, panoramiczny widok na miasto, położone na zboczu góry.

Do samego zamku doszliśmy pieszo, parkując samochód pod okazałym pomnikiem Skanderberga. Bardzo malowniczym odcinkiem spaceru było przejście przez starą dzielnicą Krujë, położoną pod murami zamkowymi. Do dziś funkcjonuje tam bazar w dobrym, tureckim stylu, choć mocno ukierunkowany na turystyczne „badziewie”. Tak czy siak, ciasne bazarowe uliczki świetnie się prezentują, i w rzeczywistości, i na zdjęciach.

Albania, Laç, kościół św.Antoniego z Padwy

Albania, Laç, kościół św.Antoniego z Padwy

Albania, Laç, kościół św.Antoniego z Padwy

Albania, Laç, kościół św.Antoniego z Padwy

Albania, Laç, kościół św.Antoniego z Padwy

Albania, Laç, kościół św.Antoniego z Padwy

Albania, Laç, jaskinia św.Błażeja

Albania, Laç, jaskinia św.Błażeja

Albania, Laç, sprzedawcy dewocjonaliów pod kościołem św.Antoniego z Padwy

Albania, Laç, sprzedawcy dewocjonaliów pod kościołem św.Antoniego z Padwy

Przy zjeździe ze wzgórza zamkowego warto się zatrzymać przy małym budyneczku, nieco przypominającym meczet (aczkolwiek bez minaretu), stojącym na jednym z zakrętów drogi na dół. To święte miejsce religijne, w którym wg legendy znajduje się jeden z grobowców Sari Salltika, legendarnego XIII-wiecznego derwisza, czczonego do dziś jako świętego przez jeden z tureckich zakonów (Bekszytów). Pochowano go podobno w siedmiu trumnach, w różnych miejscach (w jednym już wcześniej byliśmy – w bośniackim Blagaj), w tym także w Krujë. Po tekke oprowadzał nas bardzo miły starszy pan, z lubością pokazujący każdy szczegół i eksponat na ścianie. Tekke jest chętnie odwiedzane przez młode pary jako miejsce sesji zdjęciowych. Z innych ciekawostek – w centrum Krujë można znaleźć m.in. pomnik George’a W.Busha, prezydenta USA.

Kierujemy się teraz w kierunku północnym Albanii. Nocleg mamy w Szkodrze, a po drodze jeszcze kilka miejsc do zobaczenia. Ostatnim, które pokażemy Wam w tym wpisie jest Laç, niewielkie miasteczko, położone ok.20 km na północ od Krujë. W zasadzie niczym szczególnym się nie wyróżnia – poza jednym miejscem, położonym wysoko na wzgórzu kościołem, poświęconym św.Antoniemu z Padwy (Kisha e Shna Ndout).

Miejsce to jest bardzo znaczące dla wiernych z całego regionu, kojarzone jest z mnichami już od XII w., kiedy osiedlali się oni tu w obronie przed tureckimi najazdami. Kościół na skale wybudowano w 1557 r., a dziś jest on chyba najważniejszym celem pielgrzymek religijnych w całej Albanii, a także sąsiednich krajach. W połowie czerwca przybywa tu nawet do miliona (!) pielgrzymów, liczących na łaskę uzdrowienia. Nieco poniżej kościoła znajduje się także jaskinia, w której wg legendy żył św.Błażej (ale nie ten znany biskup armeński, a lokalny św.Błażej – Albańczyk – torturowany w Durres, dziś patron Dubrownika, jest tam ponoć pochowany).

Czytaliśmy o tym miejscu w Laç i jakoś nie dowierzaliśmy temu milionowi pielgrzymów religijnych w Albanii (wszak jeszcze nie dawno było to państwo nieco na siłę ustanowione świeckim). Jednak zdjęcia w sieci nie kłamią – w czerwcu są tu rzeczywiście nieprzebrane tłumy wiernych. Wrażenie robo choćby sam parking na szczycie wzgórza, już nad klasztorem – jest tak ogromny, że zaczęliśmy wierzyć w to, co przeczytaliśmy.

I tak kończymy pierwszą część naszej opowieści o drugim wjeździe do Albanii. Ale to nie koniec albańskich atrakcji z wakacyjnej podróży AD’2014. W następnym wpisie pokażemy Wam kolejne warte uwagi miasto: Lezha.

Pełna galeria zdjęć z albańskich Kukës, Krujë i Laç znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym facebookowym profilu.

 

Pozostałe wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Albania, kraj bunkrów i... myjni samochodowych

Albania to kraj bardzo wyniszczony przez reżim komunistyczny i do niedawna bardzo hermetyczny. Mało, nawet dziś, jest aktualnych informacji o tym kraju, co sprawia, że wiedzę o nim opiera się przed pierwszym wyjazdem na zakorzenionych stereotypach. A jest ich tyle, że Albanię w zasadzie można nazwać krajem… stereotypów :)

Tour de Europe, dzień 7 (poprzedni wpis z trasy: Albańskie drogi i kierowcy). Opinią o Albanii rządzą stereotypy, powtarzane w każdym tekście o tym kraju. Jest ich cała masa (stereotypów), o tych drogowych pisaliśmy już w poprzednim tekście. Pokażemy jeszcze jeden, który jest jak najbardziej prawdziwy. I stworzymy inny, trochę z tymi drogowymi związany.

Dlaczego w ogóle tak mało o Albanii wiemy ? Po II wojnie światowej władzę w tym kraju przejęli, jak w całej naszej części Europy, komuniści. Ale albańscy komuniści, z Enverem Hodżą na czele, wymyślili swój własny sposób na komunizm, stopniowo zamykając swój kraj przed wpływami z zewnątrz. Przez lata utrzymywali politykę jednego „sprzymierzeńca”, którym kolejno były: Jugosławia (z którą zerwano stosunki przy okazji jej konfliktu z ZSRR), Związek Radziecki (z którym zerwano kontakty w 1961 r.) i… Chiny. Zrywanie stosunków z każdym z tych krajów skutkowało m.in. zaprzestawaniem spłacania zaciąganych w nich kredytów. Koniec końców Albania pozostała w latach siedemdziesiątych bez żadnego sojusznika na świecie, ostatecznie zamykając się wewnątrz.

Bunkry w Albanii

Bunkry w Albanii

Bunkry w Albanii

Bunkry w Albanii

Bunkry w Albanii (nie oszczędzono nawet ruin starożytnej Apollonii)

Bunkry w Albanii (nie oszczędzono nawet ruin starożytnej Apollonii)

Zabroniono wyznawania jakiejkolwiek religii: w albańskim kodeksie karnym zostało to uznane za przestępstwo (3 do 12 lat więzienia), kościoły i meczety wyburzono lub przeznaczono na świeckie budynki użytku publicznego, księży i duchownych muzułmańskich tępiono, wsadzano do obozów pracy i zabijano. Jeszcze w 1988 r. uchwalano ustawy o zakazie nadawania dzieciom imion chrześcijańskich czy muzułmańskich. Obywatelom Albanii zabroniono podróży zagranicznych i posiadania prywatnych samochodów. Były też sądy polityczne, obozy pracy, nacjonalizacja (czyt. zabór) prywatnej ziemi i utworzenie wielkich państwowych gospodarstw, takich naszych PGRów – taki komunistyczny „standardzik”.

Przywódca Albanii, Enver Hodża, z upływem czasu wpadał w coraz większe paranoje, związane z niebezpieczeństwem napadu na kraj przez wrogie siły (a wrogiem był każdy), aż w końcu rozpoczęto w całej Albanii budowę sieci bunkrów, mających pełnić funkcje obronne w razie ewentualnej agresji. Bunkry budowano w Albanii z iście komunistycznym rozmachem – wg różnych szacunków powstało ich między 300 a 800 tysięcy (!). Podobno ich konstrukcję przetestowano na… konstruktorze, którego wprowadzono do wybudowanego bunkra, a potem go ostrzelano. Tak czy tak, bunkry są w Albanii widokiem tak powszechnym, jak stragany z arbuzami. Są po prostu wszędzie, w różnym stanie, w domowych ogródkach, przy plażach, przy ruinach starożytnych miast, na polach. Nie są w żaden sposób konserwowane czy chronione, po prostu niszczeją i starzeją się. Nie wiem, jak Albania sobie z ich ogromem poradzi, czy znajdzie dla nich jakieś zastosowanie, czy je po prostu zlikwiduje. Stały się w każdym razie bunkry symbolem krajów orłów.

Bunkry w Albanii

Bunkry w Albanii

Bunkry w Albanii

Bunkry w Albanii

Bunkry w Albanii

Bunkry w Albanii

Historia najnowsza Albanii ma jeszcze jeden tragiczny epizod, który konsekwencje niesie chyba do dziś. W 1997 r. „zbankrutowały” (to wersja oficjalna, nieoficjalnie pieniądze łodziami wywożono zagranicę) w Albanii piramidy finansowe, hucznie zwane funduszami inwestycyjnymi. Problem w tym, że swoje oszczędności w nich ulokowała podobno połowa Albańczyków. Wybuchły ogromne zamieszki, ludność sforsowała m.in. wojskowe składy broni, która została rozkradziona. Stąd też pogłoski, że każdy Albańczyk ma jakąś broń w domu. Nie wiemy, nie sprawdzaliśmy w praktyce.

Ale naszym faworytem wśród rzeczy wyróżniających Albanię, oglądaną okiem turysty, jest coś innego. Coś, co jest związane z drogami (nawet widzimy duży związek :-)). Niesamowicie powszechnym widokiem przy drogach i w miastach Albanii są… myjnie samochodowe. W zasadzie „myjnia” to zdecydowanie za duże słowo – to zazwyczaj jakaś plandeka robiąca za dach, i „szlauch” czy prosty Karcher jako całość wyposażenia. Latwo da się je z daleka rozpoznać, zresztą są zawsze „podpisane”: LAVAZH lub LAVAZHO.

Nie dziwiło nas też kompletnie, że prawie każdy mijany „lavazh” miał akurat klienta. Jakość albańskich dróg i wszechobecny na nich pył i kurz wręcz zachęca do tworzenia takich biznesów. No i niewielkie środki, potrzebne na ich uruchomienie też. Z naszej perspektywy – turystów zmotoryzowanych, opierających swoje podróże o samochód i drogi, „lavazhe” były o wiele częstszym widokiem niż bunkry czy mercedesy. I to właśnie myjnie samochodowe stały się naszym prywatnym symbolem Albanii (choć nie próbowaliśmy z nich skorzystać).

Lavazh - myjnia samochodowa w Albanii

Lavazh – myjnia samochodowa w Albanii

Lavazh - myjnia samochodowa w Albanii

Lavazh – myjnia samochodowa w Albanii

Lavazh - myjnia samochodowa w Albanii

Lavazh – myjnia samochodowa w Albanii

Lavazh - myjnia samochodowa w Albanii

Lavazh – myjnia samochodowa w Albanii

Lavazh - myjnia samochodowa w Albanii

Lavazh – myjnia samochodowa w Albanii

Jest jeszcze jedna ciekawostka z Albanią związana, którą możemy potwierdzić – to sposób – a w zasadzie „strategia” – budowania domów jednorodzinnych, a czasem też większych konstrukcji. Otóż bez względu na ilość posiadanych funduszy, w Albanii rodzina stawia od razu docelową, np. piętrową konstrukcję domu jednorodzinnego. Ale pieniędzy często wystarcza tylko na wykończenie parteru, więc wykańcza się go, piętro pozostawiając do ukończenia „na lepsze czasy”. Wynikiem tego często domy wyglądają tak, że parter jest otynkowany, ze drzwiami i oknami, firankami, kwiatami – a piętro to gołe żelbetonowe słupy bez ścian i okien.

Dom, budowa wg szkoły "albańskiej"

Dom, budowa wg szkoły „albańskiej”

Wszechobecne straszące betonowe szkielety niedokończonych inwestycji

Wszechobecne straszące betonowe szkielety niedokończonych inwestycji

Wszechobecne straszące betonowe szkielety niedokończonych inwestycji

Wszechobecne straszące betonowe szkielety niedokończonych inwestycji

Wszechobecne straszące betonowe szkielety niedokończonych inwestycji

Wszechobecne straszące betonowe szkielety niedokończonych inwestycji

Jakkolwiek by Albanię nie oglądać, i jak się jej nie dziwić – ten kraj ma swój niezaprzeczalny urok. Poza nim ma też przyjaznych i uśmiechniętych, choć często biednych mieszkańców. Jest też autentyczny, i ta autentyczność najbardziej urzeka. Warto go zobaczyć, zanim zacznie gonić standardami Europę i będzie kolejnym walczącym o przyjezdnych, a potem wyciskającym z nich ostatnie Euro krajem. Na razie turysta jest tam gościem, a nie skarbonką.

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

Albańskie drogi i kierowcy. Stereotypy kontra rzeczywistość.

Jeśli szukasz informacji o Albanii, to znacznie więcej opisów od zabytków i atrakcji turystycznych mają w sieci albańskie drogi i kierowcy. W zdecydowanej większości powtarzają one utarte stereotypy, zniechęcając do wybrania się do Albanii samochodem. My powiedzieliśmy: sprawdzamy. I pojechaliśmy.

Tour de Europe 2013, dzień 7 (poprzedni wpis z trasy: Butrint, archeologiczna perełka Albanii). Albania to dziś chyba najbardziej tajemniczy i egzotyczny kraj Europy. Wychodzi z głębokiej izolacji, jaką zafundował mu komunistyczny reżim Envera Hodży. W czasie jego panowania obowiązywał całkowity zakaz poruszania się samochodami prywatnymi (!), co ma do dziś kilka skutków:

  • sieć drogowa w Albanii praktycznie nie istniała, a te drogi, które istniały, były w opłakanym stanie;
  • Albańczycy jeżdżą po drogach od niewiele ponad 20 lat i wciąż się tej jazdy uczą, a w zasadzie wyrabiają w kraju własną kulturę jazdy, która jest specyficzna i turyści muszą się do niej przyzwyczajać;
  • po upadku reżimu nastał w Albanii czas gwałtownych zakupów, także samochodów, co zaowocowało tym, czym w Polsce zaowocowało wejście do UE – niesamowity napływ samochodów z zagranicy, oczywiście w większości są to jeżdżące trumny, samochody o dużym wieku i jeszcze większym przebiegu. Pewnie ze względu na tradycje emigracji do Niemiec, główne źródło samochodów to właśnie ten kraj, a najpopularniejsza marka to Mercedes, choć w większości w bardzo starych rocznikach;
Droga ekspresowa SH1 za Durres

Droga ekspresowa SH1 za Durres

Droga ekspresowa SH1 za Durres

Droga ekspresowa SH1 za Durres

Droga ekspresowa SH1 za Durres

Droga ekspresowa SH1 za Durres

Droga ekspresowa SH1 za Durres

Droga ekspresowa SH1 za Durres

Infrastruktura drogowa w Albanii bardzo szybko ewoluuje. Kraj postawił na rozbudowę sieci dróg i autostrad, a ich mapa zmienia się dosłownie z miesiąca na miesiąc. Z tego względu, a także ze względu na jednak wciąż małą liczbę turystów, odwiedzających Albanię, szczególnie tych zmotoryzowanych, nadal nie ma w sieci zbyt dużo informacji o jakości miejscowych dróg. Najlepsze źródło to chyba to forum.

Znikoma ilość informacji o drogach, połączona z powszechnie powtarzanym stereotypem o złej ich jakości i dużej fantazji albańskich kierowców sprawiają, że przy planowaniu wakacyjnej trasy do Turcji bardzo długo zastanawialiśmy się nad chęcią przejazdu przez Albanię. Ze znalezionych w sieci opisów innych turystów, poruszających się samochodem po Albanii wynikało jednak, że głównymi drogami w tym kraju jeździć się da zwykłym samochodem (tylko na mniej uczęszczanych potrzebny jest samochód terenowy) i to w zasadzie zdecydowało – jedziemy. Aczkolwiek do dziś nie wiemy, jaką jakość ma np. droga Durres – Berat – Saranda, po prostu nie dało się znaleźć w sieci takich informacji. Dlatego też zrezygnowaliśmy ze zwiedzania Beratu, miasta wpisanego na listę UNESCO.

Ulice w Fier

Ulice w Fier

Droga ekspresowa SH1 za Fier

Droga ekspresowa SH1 za Fier

Droga krajowa SH100 (boczna do Klos z drogi SH4)

Droga krajowa SH100 (boczna do Klos z drogi SH4)

Droga krajowa SH100 (boczna do Klos z drogi SH4)

Droga krajowa SH100 (boczna do Klos z drogi SH4)

W trakcie naszego przejazdu z północy Albanii (Szkodra) na południe (Saranda), mieliśmy jedynie krótki epizod jazdy autostradą z prawdziwego zdarzenia – na krótkim odcinku drogi ekspresowej SH1 pomiędzy miastami Leshe a Fushe-Kruje. Niestety pokonywaliśmy go w nocy, choć i tak dało się zauważyć różnicę na plus. Autostrad w Albanii jest trzy, ale dwie z nich „operują” w głębi kraju, nie na wybrzeżu Adriatyku, wzdłuż którego staraliśmy się poruszać.

Generalnie więc „główne drogi” w Albanii to drogi oznaczane symbolem „SH” i cyferką – to oznacza drogę krajową w standardzie drogi ekspresowej. I takimi drogami staraliśmy się poruszać po tym kraju:

  • odcinek od Szkodry do Durres przejechaliśmy prawie w całości drogą SH1, w Fushe-Kruje odbijając w drogę SH60, która w Vore zmieniła się w SH2, łączącą Tiranę z Durres;
  • z Durres wyjechaliśmy drogą SH4, która doprowadziła nas do samej Gjirokastry (po drodze odbiliśmy w stronę miejscowości Klos drogą SH100);
  • za Gjirokastrą w stronę Sarandy odbiliśmy w drogę SH99;
  • z Sarandy wyjechaliśmy drogą krajową SH81, która w okolicach miesjcowości Mursi zmieniła się w SH98 i przed samą granicą grecką wyjechaliśmy na SH97;
Droga ekspresowa SH4, odcinek Levan - Memaliaj

Droga ekspresowa SH4, odcinek Levan – Memaliaj

Droga ekspresowa SH4, odcinek Levan - Memaliaj

Droga ekspresowa SH4, odcinek Levan – Memaliaj

Generalnie jazda albańskimi drogami to nieustające zmieniające się standardy dróg. Trzeba być przygotowanym, że co kilkadziesiąt kilometrów ta sama droga zmienia swój wygląd i standard, czasem na lepsze, czasem na gorsze. Droga SH1 i SH60 ze Szkodry to jednopasmowy asfalt, niestety na ogromnej długości kompletnie bez oznaczeń poziomych (pasów i linii na jezdni), za wyjątkiem wspomnianego odcinka w standardzie autostrady. Końcowa część dojazdu do Durres – SH2 (łącząca ten port z Tiraną) to zdecydowanie najlepsza jakościowo część pierwszego dnia naszego przejazdu.

Drugi dzień (przejazd Durres – Saranda) to dobry odcinek (też bez oznaczeń poziomych) drogi SH4 przez Fier do Levan, w którym na węźle drogowym kierujemy się na całkowicie nowy, dalszy odcinek SH4, w prawdziwym standardzie drogi ekspresowej, który dramatycznie kończy się 9 km przed miastem Tepelena – tu zaczęło się największe drogowe safari podczas naszej wizyty w Albanii – tej drogi nie powinno w ogóle być – w Polsce nikt by tego odcinka do ruchu nie dopuścił. Kilka kilometrów ogromnych dziur i braku jakiejkolwiek nawierzchni, w ogromnym pyle wydobywającym się spod kół samochodów, z nieoznaczonymi poboczami, usypanymi z drobnych kamieni. Dramat. Dalej znów robi się przyjemnie, w zasadzie do samej Sarandy nie ma nieprzyjemnych niespodzianek.

Droga ekspresowa SH4, odcinek Memaliaj - Tepelena (9 km)

Droga ekspresowa SH4, odcinek Memaliaj – Tepelena (9 km)

Droga ekspresowa SH4, odcinek Memaliaj - Tepelena (9 km)

Droga ekspresowa SH4, odcinek Memaliaj – Tepelena (9 km)

Droga ekspresowa SH4, odcinek Memaliaj - Tepelena (9 km)

Droga ekspresowa SH4, odcinek Memaliaj – Tepelena (9 km)

Z Sarandy w stronę Ksamil i Butrintu wyjeżdżamy drogą o dobrym standardzie i pełnym oznaczeniu. Za Butrintem w stronę granicy greckiej przez kilka kilometrów też jest dobrze (choć nie ma znów oznaczeń poziomych), aż do miejscowości Mursi, gdzie numeracja zmienia się na SH98, a standard drogi spada do… zera. Znów kamienie, dziury, pył i zero nawierzchni aż do skrzyżowania z drogą SH97, która dla odmiany jest… świetną, asfaltową, nową i oznakowano poziomo drogą, która zaprowadzi nas do samej granicy w Konispolu.

Jest więc na albańskich drogach wszystko. Ta sama droga krajowa może być świetną ekspresówką, jak i polną drogą bez żadnej nawierzchni i dziurami dla czołgów… Srednia prędkość przemieszczania się po drogach Albanii jest więc zdecydowanie niższa niż u nas i trzeba to brać pod uwagę, planując podróż. Dla przykładu – trasa Durres – Gjirokastra – Saranda, o długości raptem 250 km, prowadząca prawie całą długością ekspresówką SH4. Trzeba na nią liczyć jakieś 6-7 godzin samej jazdy, choć u nas drogą ekspresową przejechalibyśmy ten dystans w 2 godziny.

Poza tymi nowszymi fragmentami, drogi ekspresowe w Albanii kompletnie nie spełniają standardów drogi ekspresowej. Największe ciekawostki to:

  • notoryczny brak oznakowania poziomego, co niezwykle utrudnia jazdę, szczególnie w nocy i szczególnie w połączeniu ze stylem jazdy Albańczyków, o czym dalej;
  • droga ekspresowa w Albanii ma normalne skrzyżowania, ronda itp.;
  • droga ekspresowa ma normalne wyjazdy i wjazdy z dróg podrzędnych, jak na normalnej drodze, nie są typowe dla naszych ekspresówek bezkolizyjne zjazdy;
  • przy drogach ekspresowych normalnie mieszkają ludzie, którzy ze swoich posesji wyjeżdżają prosto na ekspresówkę;

Do folkloru na drogach ekspresowych w Albanii dokładają się Albańczycy:

  • wyjeżdżając na drogę ekspresową bez zwracania uwagi na poruszające się po niej pojazdy;
  • przejeżdżając w poprzek (na drugą stronę) drogę ekspresową swoimi przedziwnymi pojazdami, często furmankami, ciągnionymi przez osiołki, oczywiście bez uprzedzenia i bez żadnych świateł;
  • zdarza się im jeździć tymi pojazdami także po samej ekspresówce, czasem pod prąd (poboczem);
  • traktor na ekspresówce to rzecz absolutnie normalna;
  • kultura używania świateł, także po zmroku, to wciąż nowinka dla dużej części kierowców w Albanii, nawet gdy jadą traktorem po drodze szybkiego ruchu;

Wygląda to strasznie, ale tak naprawdę wystarczy skupić się na drodze, by po dość krótkim czasie przyzwyczaić się do tutejszych zwyczajów. Samo trzymanie się obowiązujących ograniczeń prędkości robi jazdę dużo bezpieczniejszą – przy stosunkowo wolnej jeździe da się zawsze zareagować, gdy coś się dzieje na drodze.

Gdzieś na południu Albanii (SH99 Jorgucat - Saranda)

Gdzieś na południu Albanii (SH99 Jorgucat – Saranda)

Gdzieś na południu Albanii (SH99 Jorgucat - Saranda)

Gdzieś na południu Albanii (SH99 Jorgucat – Saranda)

Gdzieś na południu Albanii (SH99 Jorgucat - Saranda)

Gdzieś na południu Albanii (SH99 Jorgucat – Saranda)

Niebezpiecznie robi się za to po zmroku i tu rzeczywiście trzeba uważać, nawet na dobrym jakościowo odcinku (na te dziurawe zdecydowanie odradzamy się zapuszczać), głównie ze względu na zwyczaje Albańczyków, w tym zamiłowanie do jazdy bez świateł. Zdarzyło nam się np. minąć po ciemku na drodze ekspresowej, jadący normalnie, pasem jezdni, nie oświetlony… traktor. Przy dużej prędkości zauważenie takich niespodzianek staje się dużym wyzwaniem.

Zdarzył się nam też na drodze ekspresowej SH1 niespodziewany korek po zapadnięciu zmroku – i tu zobaczyliśmy prawdziwe rodeo. Albańczycy bowiem w ogóle nie uznają korków – dla nich oznacza to zjechanie w lewo i ominięcie korka pasem do jazdy z naprzeciwka. Jak ten drugi ciąg samochodów też się zakorkował, to z lewej pojechał trzeci… Ci z naprzeciwka w wyniku tego jeździli… swoim poboczem. A naszym poboczem (po gołej ziemii) … pojechał czwarty sznur samochodów, bo ten trzeci po lewej też się zakorkował. Dodajcie do tego fakt, że mniej więcej co czwarty z pojazdów jechał bez świateł, a dokładnie wszystkie usiłowały pomiędzy sobą lawirować, chcąc jak najszybciej korek pokonać.

My w tym momencie wykonaliśmy samobójczy krok, czyli wpadliśmy na pomysł zakupu arbuza u przydrożnego kierowcy. Zjechaliśmy więc na pobocze… niemal wjeżdżając na pędzący nim inny samochód. A gdy już udało się nam stanąć przy przydrożnym straganie, cały czas przyglądaliśmy się, czy ktoś w niego nie wjedzie, mknąc „czwartym” pasem jednopasmowej przecież w rzeczywistości drogi. Jest przygoda ? Jest :)

Przeprawa promowa na kanale Vivari w Butrincie

Przeprawa promowa na kanale Vivari w Butrincie

Droga krajowa SH98 na samym południu Albanii

Droga krajowa SH98 na samym południu Albanii

Żółw na drodze krajowej SH98 w Albanii

Żółw na drodze krajowej SH98 w Albanii

Trochę o kontrolach drogowych. Na drogach w Albanii obowiązują znacznie większe ograniczenia prędkości niż w Polsce (40 / 80 / 110 – zabudowany / niezabudowany / autostrady). Kontrole drogowe są całkiem częste, ale raczej nie dotyczą obcokrajowców – mijaliśmy kilka kontroli na drodze i zawsze na widok zagranicznej (może polskiej ?) rejestracji, proszeni byliśmy o dalszą jazdę bez zatrzymywania. Wyczytaliśmy, że policja kontroluje głównie legalność pojazdów Albańczyków. Raz, w mieście Durres, policjant zamachał, by się zatrzymać, ale chyba tylko dlatego, że było już po zmroku – gdy podjechaliśmy bliżej i zobaczył tablice, natychmiast zaczął machać, by jechać dalej.

O jakości paliwa na albańskich stacjach benzynowych nie mamy zbyt wiele do powiedzenia. „Na wszelki wypadek” zatankowaliśmy przy wyjeździe z Czarnogóry do pełna, by nie musieć jej sprawdzać w praktyce. Zatankowaliśmy „ratunkowo” kilkanaście litrów diesla w Tepelenie, licząc na poprawę w pracy naszego silnika, notorycznie się w Albanii przegrzewającego. Jak życie potem pokazało – ani to nie pomogło, ani nie zaszkodziło.

Z mniej ważnych drogowych atrakcji – można na drogach spotkać niecodziennych przechodniów – na samym południu zdarzyło nam się gwałtownie hamować przed… żółwiem, który zapragnął przedostać się na drugą stronę.

Albański Mercedes w Kolonje

Albański Mercedes w Kolonje

Albański Mercedes na drodze SH4

Albański Mercedes na drodze SH4

Mercedesy w Gjirokastrze

Mercedesy w Gjirokastrze

I ostatni stereotyp – wszystkie pojazdy na albańskich drogach to Mercedesy. Tak, zamiłowanie Albańczyków do tej marki widać, ale chyba już wyczerpali „mercedesowe” zasoby w Niemczech, bo widać sporo samochodów innych marek, szczególnie tych z niższej półki. Mercedes nadal przeważa na drogach, ale procent pojazdów tej marki zdaje się istotnie spada. Choć nadal widać zasobność albańskich portfeli – ogromna większość pojazdów jest po prostu leciwa. Wydarzeniem był widok Prosche na albańskich blachach w Sarandzie – ale Saranda to kurort uwielbiany przez Albańczyków, z reguły tych zasobniejszych.

Z Albańskimi stereotypami drogowymi jest więc różnie. Co do jakości dróg – w tej chwili jest tak, jak trafisz, na różnych odcinkach odczucia mogą być różne o 180 stopni. Na pewno warto uważać na albańskich kierowców, i unikać jak ognia jazdy poza miastami po zmroku. Pomiędzy bajki można włożyć opowieści o brakujących denkach studzienek kanalizacyjnych na głównych drogach (tak, takie też czytaliśmy). Coraz mniej jest też aktualny mit o 90% Mercedesach na albańskich drogach. Owszem, Mercedes jest zdecydowanie przeważający, ale nie jest tak, że wszyscy jeżdżą Mercedesami.

A w następnym wpisie będzie o tym, z czym turystom Albania się kojarzy i jak wygląda zderzenie tych wyobrażeń z rzeczywistością.

Pełna galeria zdjęć z albańskich dróg znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

Butrint, czyli pożegnanie z Albanią

Największą atrakcją trzeciego dnia spędzanego w Albanii był bez wątpienia Butrint, perełka archeologiczna tego kraju, bardzo rozległe ruiny starożytnego miasta. Zegnamy się więc z Albanią „z przytupem” – krążąc wśród budowli stawianych tu w ciągu kilkunastu wieków istnienia wielkiego i potężnego greckiego, a potem rzymskiego miasta.

Tour de Europe 2013, dzień 7 (poprzedni wpis z trasy: Albania wzdłuż). Z Sarandy wyjeżdżamy bez żalu – zeszłego wieczora zdążyliśmy się zniechęcić do tego kurortu, widząc wszechobecne korki na drogach. Odpuszczamy więc zwiedzanie miasta i kilku atrakcji w jego okolicach, od razu kierując się na południe, ku granicy z Grecją.

Pierwszy przystanek zaliczamy kilka kilometrów na południe od Sarandy, zatrzymując się przy plaży zwanej Monastery Beach (a to ze względu na sąsiadujący z plażą monaster). Opisywana jako piękna, malownicza i nieuczęszczana. To ostatnie raczej się nie sprawdza, przed południem ludzi już było trochę, były rozbite parasole, była restauracja. Stawiamy więc, że niedługo będą tu tłumy, bo plaża rzeczywiście robi wrażenie, szczególnie czystością wody i pięknym widokiem na Sarandę.

KML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Tour de Europe 2013 - południowy kraniec Albanii

ładowanie mapy - proszę czekać...

Albania, Saranda 2: 39.853126, 20.023012
Albania, Monastery Beach: 39.813151, 20.010910
Albania, Ksamil: 39.766667, 20.000000
Albania, Butrint: 39.745969, 20.020480
Albania, Konispol: 39.655399, 20.159225

 

Saranda, widok z balkonu hotelu Blue Sky

Saranda, widok z balkonu hotelu Blue Sky

Albańskie krajobrazy

Albańskie krajobrazy

Monastery Beach na południe od Sarandy

Monastery Beach na południe od Sarandy

Monastery Beach, w tle widok na Sarandę

Monastery Beach, w tle widok na Sarandę

Kolejny stop zaliczamy w Ksamil, jednym z najpopularniejszych kurortów w całej Albanii. Plaże w Ksamil zaliczane są do najpiękniejszych na świecie, a szczególną atrakcją są liczne wysepki, na które można dostać się łodzią, a na których znajdują się restauracje, serwujące świeże owoce morza. Tu także uderza czystość wody. Można też podziwiać widok na grecką wyspę Korfu, znajdującą się zaledwie kilometr od plaż Ksamil.

Na drogach dojazdowych i chodnikach kierując do plaż w Ksamil czuć i widać atmosferę nadmorskiego kurortu, szczególnie patrząc na tłumy, objuczone plażowymi akcesoriami, zmierzające w kierunku plaży. Nam nieuchronnie Ksamil kojarzyło się z Władysławowem i zatłoczonym piaskiem nad morzem. W Ksamil niestety tłok na plażach jest nieprzeciętny. Szybko więc stąd uciekamy.

Ksamil, plaża

Ksamil, plaża

Tuż przed godziną 11:00 meldujemy się przed wejściem do parku archeologicznego Butrint. Na dostępnych parkingach jest sporo miejsc, nie ma problemu z parkowaniem samochodu (bezpłatnie). W kasie biletowej natrafiamy na pierwszy widoczny przejaw „dyskryminacji”, a raczej łupienia obcokrajowców: bilet dla Albańczyka kosztuje 200 LEK, a dla obcokrajowca: 700 LEK (!). Nas to nie zdziwiło, wiedzieliśmy o tym wcześniej, ale warto o tym wiedzieć, planując zwiedzanie Butrintu. Inna ciekawostka – przy wejściu dostępne są broszury, zawierające plan ruin i ponumerowane główne ich atrakcje. Broszury dostępne były w języku angielskim (wzięliśmy ostatnią sztukę) i albańskim i, co ciekawe, poważnie różnią się one tym, co warto w Butrincie zwiedzić (angielska wersja ma dość poważne błędy w oznaczeniu i opisie niektórych miejsc, ale z kolei z albańskiej nic się nie da zrozumieć :) ).

Sam Butrint, wg badań, powstał w XII wieku p.n.e, choć miasto rozwinęło się „dopiero” w VII w. p.n.e., a w VI w. p.n.e. był już ważnym portem i ośrodkiem handlowym. Później staje się Butrint ważnym ośrodkiem kultu greckiego boga Asklepiosa (herosa, syna Apollo, boga sztuki medycznej, jego rzymskim odpowiednikiem był Eskulap), wtedy też miasto zostaje otoczone murem.

W III wieku p.n.e. Butrint staje się miastem sprzymierzonym z Imperium Rzymskim. W 48 r. p.n.e. miasto zostaje odwiedzone przez samego Juliusza Cezara. Kilkanaście lat później, Butrint zostaje opisany w słynnej Eneidzie (eposie narodowym Rzymian) przez Wergiliusza. Następca Juliusza Cezara, Oktawian August silnie rozbudowuje miasto, a także mury miejskie, które prawie podwajają swoją długość.

Park archeologiczny Butrint

Park archeologiczny Butrint

Butrint, świątynia Asklepiosa (IV w. p.n.e.)

Butrint, świątynia Asklepiosa (IV w. p.n.e.)

Butrint, teatr grecki (III w. p.n.e.)

Butrint, teatr grecki (III w. p.n.e.)

Butrint, rzymskie forum (I w.)

Butrint, rzymskie forum (I w.)

Pierwsze wieki naszej ery to szczyt rozkwitu miasta, który kończy w III wieku trzęsienie ziemii. Miasto zostało wprawdzie po nim odbudowane, ale nigdy już nie powróciło do czasów dawnej świetności i stopniowo, przez wieki, wyludniało się. Stał się Butrint ważnym ośrodkiem chrześcijańskim, a w V w. uzyskał rangę biskupstwa. W wieku IX przechodzi pod władanie Bizancjum, a w XIV zostaje kupiony (wraz z wyspą Korfu) przez Wenecjan, w celu ochrony tejże wyspy właśnie. Swą rolę Butrint spełnił znakomicie – dość powiedzieć, że Turkowie nigdy miasta nie zdobyli. Zdobyły je dopiero pod koniec XVIII w. wojska francuskie, ale zostały wkrótce wygnane przez poznanego już przez nas poprzedniego dnia Alego Paszę z Tepeleny. W tym mniej więcej okresie Butrint został jednak całkowicie opuszczony przez mieszkańców, którzy już nigdy tu nie wrócili.

Dziś Butrint jest największą atrakcją archeologiczną w całej Albanii, od 1992 r. wpisaną na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Przewijają się tu naprawdę spore ilości turystów z całego świata.

Butrint, gymnasium (II w.)

Butrint, gymnasium (II w.)

Butrint, mozaiki w gymnasium (II w.)

Butrint, mozaiki w gymnasium (II w.)

Butrint, ruiny starożytnego miasta

Butrint, ruiny starożytnego miasta

Butrint, Baptysterium (VI w.)

Butrint, Baptysterium (VI w.)

Najważniejsze dziś punkty zwiedzania Butrintu to:

  • ruiny sanktuarium Asklepiosa z IV w. p.n.e.
  • ruiny teatru greckiego (później przerobionego na rzymski) z III w. p.n.e.
  • chrześcijańska wielka bazylika, wczesno-chrześcijański kościół z VI w.
  • łaźnie rzymskie z II w.
  • baptysterium z mozaikami z VI w. (miejsce, w którym odbywały się chrzty, drugie najważniejsze w swoich czasach, po tym Konstantynopolskim)
  • bramy miejskie (m.in. Lwia Brama, zachowana niemal w idealnym stanie)
  • akropolis, zamieszkałe od VIII w. p.n.e.
  • średniowieczny zamek wenecki z XIV w.

Zwiedzanie Butrintu wolnym krokiem, zgodnie z planem rozrysowanym w broszurach otrzymywanych przed wejściem, zajęło nam 1,5 godziny. Opuszczamy starożytny Butrint, kierując się wciąż uparcie na południe. Do granicy greckiej jest już całkiem blisko, ale najpierw musimy przedostać się na drugą stronę kanału Vivari, oblewającego Butrint. Jedynym możliwym środkiem jest tutaj wątpliwej konstrukcji, łańcuchowy prom, mieszczący max pewnie ze 4 samochody, przeprawa nim jest sama w sobie atrakcją. Koszt przeprawy samochodu (liczba pasażerów nie ma znaczenia) to 3 EUR.

Butrint, Wielka Bazylika (VI w.)

Butrint, Wielka Bazylika (VI w.)

Butrint, Wielka Bazylika (VI w.)

Butrint, Wielka Bazylika (VI w.)

Butrint, obronne mury miejskie

Butrint, obronne mury miejskie

Butrint, Lwia Brama (IV w. p.n.e.)

Butrint, Lwia Brama (IV w. p.n.e.)

Zjeżdżając z promu po drugiej stronie kanału, oglądamy jeszcze trójkątną twierdzę, postawioną naprzeciwko Butrintu przez Wenecjan w czasach, gdy miasto do nich należało. Po kilku kilometrach jazdy dobrym asfaltem (w okolicach miejscowości Mursi) niestety całkowicie on zanika, a droga znów zamienia się w szutrową, gdzie jedzie się po kamieniach, wzbijając potężne tumany kurzu w sierpniowym upale. Jedyną fajną odmianą jest żółw, przechodzący przez drogę przed naszym samochodem – atrakcja dla dzieci. Niestety w związku z jakością drogi, upałem i koniecznością powolnej jazdy na niskich biegach, wracają demony temperatury silnika. Przegrzewamy się po raz kolejny w trakcie trasy, i jak się potem okaże, wcale nie ostatni. Przymusowy postój na wystudzenie silnika i dojeżdżamy (jest godzina 13:10) do granicy albańsko-greckiej.

Opuszczamy Albanię z mieszanymi uczuciami. Jakość dróg i problemy „samochodowe” nie pozwoliły nam na zobaczenie kilku miejsc. Ale z drugiej strony to, co widzieliśmy, zdecydowanie oznacza, że jeszcze tu wrócimy – kraj jest tego warty. Na terenie Grecji zjeżdżamy ok.30 km na południe, by wyjechać na autostradę, którą pomkniemy jakieś 300 km do Salonik, w których mamy zaplanowany nocleg. Ale wcześniej zwiedzimy Janinę (Ioanninę), kiedyś stolicę naszego dobrego już znajomego, Alego Paszy z Tepeleny.

A jeszcze wcześniej – napiszemy trochę o albańskich drogach i kierowcach oraz o tym, z czym się Albania kojarzy.

Butrint, skromne Nyphaeum za Lwią Bramą (II w.)

Butrint, skromne Nyphaeum za Lwią Bramą (II w.)

Butrint, idziemy do średniowiecznego zamku

Butrint, idziemy do średniowiecznego zamku

Butrint, zamek z XIV w.

Butrint, zamek z XIV w.

Butrint, trójkątna wenecka twierdza po drugiej stronie kanału Vivari

Butrint, trójkątna wenecka twierdza po drugiej stronie kanału Vivari

Butrint, prom na kanale Vivari

Butrint, prom na kanale Vivari

Butrint, prom na kanale Vivari

Butrint, prom na kanale Vivari

Żółw na albańskiej drodze, na południe od Butrintu

Żółw na albańskiej drodze, na południe od Butrintu

Albańska droga ku granicy z Grecją (na południe od Butrintu)

Albańska droga ku granicy z Grecją (na południe od Butrintu)

Pełna galeria zdjęć z Butrintu znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

Albania wzdłuż. Mucha nie (wy)siada. Samochód wręcz przeciwnie.

W pełni albański dzień. Plan zakłada przemieszczenie się z Durres (środkowa Albania) do Sarandy (południowy kraniec kraju), okraszony oczywiście wieloma punktami zwiedzania. Trasa odpowiednio sprofilowana pod potrzeby turystyczne. Jedziemy więc, po raz pierwszy w dzień poznając uroki Albanii.

Tour de Europe 2013, dzień 6 (poprzedni wpis z trasy: Czarnogórskie wybrzeże Adriatyku). Jesteśmy winni dokończenia opisu wieczoru dnia poprzedniego. Po wieczornym safari albańskimi autostradami (na pewno będzie opis w osobnym wpisie), do Durres, nadmorskiego kurortu, dojeżdżamy w okolicach godziny 23:00. Raczej bez przygód przejeżdżamy przez miasto (nocleg mamy w hotelu za miastem, tuż przy wybrzeżu Adriatyku). Prawie udaje się nam nadziać na kontrolę drogową, ale na widok zagranicznych rejestracji, policjant od razu (bez zatrzymywania) każe nam jechać dalej. Nasza nawigacja (AutoMapa) lekko głupieje na dojeździe do hotelu, kierując nas na miejską obwodnicę, podczas gdy hotel stoi na drodze do niej równoległej – tyle że obwodnica nie ma zjazdów i musimy przejechać jeszcze jakieś 3 km, żeby móc do hotelu zawrócić. Ale jak na Albanię to i tak słaba przygoda :)

Durres, plaża

Durres, plaża

Przed północą urządzamy sobie jeszcze półgodzinny spacer albańską plażą. Człowiek pytający na ciemnej plaży o godzinę i ciekawie przyglądający się zegarkowi, wzbudza nasz niepokój, ale chyba jesteśmy przeczuleni, nie ma żadnych problemów. Nie ma też (co ciekawe, noc z niedzieli na poniedziałek, obrzeża ALBANSKIEGO miasta) z zakupami spożywczymi w okolicach północy. Deja vu jest jedynie przy „kasie” – kasa to szary papier pakunkowy i sprzedawczyni, licząca na tym papierze ręcznie (w słupku) należność za zakupy. Komputery ? Kasy fiskalne ? Niet. Idziemy spać – nowinką jest dla nas także piętrowe łóżko w hotelu.

Rano, już z dziećmi, ponownie spacer tą samą plażą. W końcu nieczęsto bywa się na albańskiej plaży. Na tejże plaży kończymy zwiedzanie atrakcji Durres, choć miasto to ma podobno sporo turystycznych atrakcji. My jednak mamy w planach długą trasę na sam koniec Albanii (pod granicę z Grecją), połączoną ze zwiedzaniem co najmniej kilku atrakcji historycznych.

KML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Tour de Europe 2013 - Albania

ładowanie mapy - proszę czekać...

Albania, Durres: 41.327122, 19.454281
Albania, Saranda: 39.876949, 19.999710
Albania, Kolonje: 40.818486, 19.592915
Albania, Apollonia: 40.721755, 19.471207
Albania, Tepelena: 40.300000, 20.016667
Albania, Gjirokastra: 40.073277, 20.140600
Albania, Syri i Kalter: 39.918546, 20.186049
Albania, Mesopotam: 39.905749, 20.100619

 

Kolonje, monaster Ardenica

Kolonje, monaster Ardenica

Kolonje, monaster Ardenica

Kolonje, monaster Ardenica

Wyjeżdżamy więc z Durres całkiem niezłą obwodnicą, którą wczoraj jechaliśmy do hotelu. Kierujemy się oczywiście na południe. Na początek rezygnujemy z odbijania do ruin zamku w miejscowości Bashtova, głównie dlatego, że zjazd z głównej drogi kompletnie nie jest oznaczony i mylimy kierunek. Pierwszym punktem na naszej trasie jest więc teraz Kolonje i znajdujący się w niej (w zasadzie na wzgórzu ponad nią) prawosławny monaster Ardenica, w odległości 70 km na południe od Durres, za miastem Lushinje.

Wjeżdżamy więc do Kolonje, po czym odbijamy w wyboistą (acz asfaltową) drogę w górę zbocza, kierującą do monasteru. Droga nie pozwala na szybką jazdę, a dodatkowo po wyjechaniu z miejscowości staje się mocno kręta, zmuszając samochód do pracy na niskich biegach i wysokich obrotach. I nasz mechaniczny „pupil” jej niestety nie wytrzymuje. Ku naszemu zdumieniu wskaźnik temperatury silnika osiąga skalę maksimum i zmuszeni jesteśmy do postoju, mniej więcej 800 m od monasteru. Naprawianie samochodu na peryferiach Albanii nie jest czymś, co wprawia nas w radosny nastrój. Ale podejmujemy heroiczną próbę wystudzenia auta – zostawiamy go i pieszo idziemy resztę drogi do monasteru Ardenica.

Kilkaset metrów drogi do monasteru też jest „przygodowe” – mijamy stado kóz, pilnowane przez dwa duże psy, które zdradzają zainteresowanie naszymi osobami. A tychże psów z kolei nie pilnuje już nikt. Na szczęście metodą „nie patrz na psy, to się na ciebie nie rzucą” mijamy zagrożenie i już bez przeszkód docieramy do Ardenicy.

Monaster Ardenica powstał w XIII wieku, ale dla Albańczyków ważny jest z innego powodu – to tutaj w 1451 r. odbył się ślub Skanderberga, absolutnego bohatera wszystkich Albańczyków. Monaster posiadał też kiedyś dobrze wyposażoną bibliotekę, niestety spłonęła ona w całości w pożarze w 1932 r. Niestety na bramie wejściowej wisi znak „zakazu fotografowania”, więc zdjęcia, które mamy, pokazują monaster wyłącznie z poziomu wejścia lub z zewnątrz.

Wracamy do samochodu. Niestety nadal gorący, czekamy więc aż wystygnie na tyle, by móc ruszyć. Dużą radość sprawia nam fakt, że po ruszeniu, przy jeździe w dół, samochód ładnie „zrzuca” temperaturę i już bez przeszkód wyruszamy w dalszą drogę. Kolejnym punktem park archeologiczny Apollonia, mieszczący ruiny starożytnego miasta o tej samej nazwie. Dojeżdżamy do niej przez miasto Fier (brzydkie i mało istotne), dystans do Apollonii to raptem 23 km. Zwiedzamy więc Apollonię (opisujemy to w osobnym wpisie).

Albania, młoda para w ruinach Apollonii

Albania, młoda para w ruinach Apollonii

Albania, droga SH4 do Fier

Albania, droga SH4 do Fier

Z Apolonii wyjeżdżamy z powrotem do Fier, gdzie wyjeżdżamy świetną drogą SH8 w kierunku miejscowości Levan – węzła drogowego, w której odbijamy na chyba nowo wybudowany odcinek autostrady SH4. To chyba najlepszy odcinek drogi, jaki widzieliśmy w Albanii. Pełne dwa pasy w obie strony, wymalowane pasy na jezdni (to rzadkość w Albanii), barierki energochłonne – po prostu Europa.

Z tego drogowego raju zjeżdżamy mniej więcej po 30 km, skręcając za kierunkowskazem na miejscowość Klos, w której znajdują się ruiny starożytnego miasta Nikaia. Nieopodal jest też znacznie znane miejsce – ruiny starożytnego Byllis (pierwsze wzmianki z IV w. p.n.e.). Skręcamy więc za kierunkowskazem na Klos w drogę krajową SH100, która po 100 metrach asfaltu okazuje się mega-dziurawą, szutrową drogą, po której nie da się jechać więcej niż 10-20 km/h. Mało tego – w ogóle nie prowadzi do Klos. Koniec końców po 7 km męki docieramy na stacji benzynowej w środku niczego – i dobrze – bo właśnie samochód przegrzał nam się po raz drugi. Rezygnujemy więc z Nikai i Byllis. Inną, asfaltową, ale dłuższą drogą wracamy na drogę SH4 w kierunku Gjirokastry. Niestety zanim do niej dojedziemy, musimy stanąć jeszcze raz – samochód nie wystygł zbyt dobrze i nie wytrzymuje jazdy pod górę nawet po dobrej asfaltowej drodze.

Albania, droga SH100

Albania, droga SH100

Albania, droga SH100

Albania, droga SH100

Po kilkunastominutowym postoju jedziemy dalej, już wydaje się bez przeszkód. Jedziemy cały czas po górzystym terenie, ale raz jest z górki, raz pod górkę – samochód ma szansę się chłodzić. Poza tym da się jechać szybko, więc pomaga pęd powietrza. Niestety ok.9 km przed miastem w którym mieliśmy się zatrzymać na postój – Tepeleną – świetna autostrada SH4 zamienia się w prawdziwy koszmar kierowcy – to zdecydowanie najgorszy odcinek drogi, jakim jechaliśmy w Albanii. Tu już trzeba mocno uważać, żeby nie zgubić zawieszenia, momentami dziury przypominają poligon czołgowy. W Polsce byłoby nie do pomyślenia, żeby ktoś pomyślał w ogóle o dopuszczeniu do ruchu tego odcinka. Efekt dla nas do przewidzenia – samochód znów się przegrzewa i do Tepeleny wjeżdżamy już na czerwonej skali temperatury silnika. Postój jednak będzie. Wypada nam przy samym pomniku Ali Paszy z Tepeleny.

Robimy krótki spacer w kierunku twierdzy w Tepelenie. Po raz pierwszy rozważamy telefon do assisstance Forda, które mamy zawsze na wyjazdach wakacyjnych, a które pozwala nie martwić się o samochód na terenie całej Europy, Albanii też. Rezygnujemy jednak, stawiając na słabe paliwo, zatankowane dnia poprzedniego jeszcze w Czarnogórze. Nie mamy zbyt dużo albańskiej waluty, a kart się tu nie obsługuje, ale tankujemy kilkanaście litrów „gut diesel”, jak zapewniał nas po niemiecku małej stacyjki benzynowej tuż przy twierdzy w Tepelenie. Może rozwodnienie zawartości baku pomoże.

Tepelena, pomnik Ali Paszy

Tepelena, pomnik Ali Paszy

Tepelena, siedziba partii socjalistycznej

Tepelena, siedziba partii socjalistycznej

Tepelena, twierdza

Tepelena, twierdza

Tepelena, wejście do wnętrza twierdzy

Tepelena, wejście do wnętrza twierdzy

Tepelena, tablica pamiątkowa ku pamięci lorda Byrona

Tepelena, tablica pamiątkowa ku pamięci lorda Byrona

Tepelena znana jest głównie dzięki postaci Ali Paszy, człowieka urodzonego nieopodal miasta, który od zbójowania w albańskich górach doszedł aż do tytułu władcy Epiru i lennika sułtana. To on rozbudował w XIX w., postawioną w Tepelenie w XV w. przez Bizancjum twierdzę obronną. Z czasem stał się na tyle niezależny od sułtana, iż zaczął zawierać własne przymierza (m.in. z Napoleonem). Wynikiem tego został zaatakowany przez wojska tureckie. Został pojmany na początku 1822 r. i natychmiast stracony. Był postacią niezwykle barwną i romantyczną, będąc do dziś bohaterem opowieści… dla dzieci.

Tepelena jako miasto zaistniała na dobre właściwie dopiero w XV wieku, a czas świetności przypadł właśnie na czasy Ali Paszy i początki XIX wieku. Wtedy też rozbudowano twierdzę miejską, która dziś jest jedynym, obok pomnika Ali Paszy, przy którym zaparkowaliśmy, miejscem zauważanym przez turystów. Twierdza dziś to właściwie same mury, z zewnątrz otoczone typowym dla Albanii składowiskiem śmieci, a od wewnątrz wypełnione standardową zabudową miejską. Jedyną ciekawostką jest jedynie pamiątkowa tablica na murach twierdzy, upamiętniająca związki Ali Paszy z angielskim poetą, lordem Byronem.

Ruszamy dalej na południe. Kolejne 30 km do Gjirokastry, zabytkowego miasta wpisanego na listę UNSESCO, upływa bez żadnych przygód. Zwiedzamy Gjirokastrę, co zajmuje nam niewiele ponad godzinę (zwiedzanie Gjirokastry opisujemy w osobnym wpisie).

Kolejne trzy punkty na naszej turystycznej mapie opuszczamy: okolice wsi Saraqinishte (ruiny starożytnej Antigoinei) oraz Labove e Siperme (jeden z najstarszych w Albanii kościołów, podobno przechowywane są tam fragmenty prawdziwego krzyża Jezusa) – bo wymagają zjazdu z głównej drogi, którego już niestety się trochę obawiamy ze względu na kondycję samochody. Ruin teatru w Sofratike (Hadrianopolis) po prostu nie znajdujemy.

Albania, Syri i Kalter

Albania, Syri i Kalter

Albania, Syri i Kalter

Albania, Syri i Kalter

Albania, Syri i Kalter

Albania, Syri i Kalter

Albania, Syri i Kalter

Albania, Syri i Kalter

Jedziemy więc do kolejnej atrakcji. Syri i Kalter. Zjeżdżamy z głównej drogi i wolno przemierzamy ok.2 km krętą drogą gruntową, samochód wytrzymuje. Wcześniej opłacamy wjazd (200 LEK). Warto było zaryzykować. Syri i Kalter to niezwykłe źródło, bijące w południowej Albanii. Nazwa w prostym tłumaczeniu oznacza po prostu Błękitne Oko – woda w środku źródła, gdzie jest najgłębiej – jest granatowa, zaś przy obrzeżu stopniowo jaśnieje, rzeczywiście przypominając oko.

Jego tajemnica do dziś pozostaje nie zbadana – nikt bowiem do dziś nie zna całkowitej głębokości źródła – udało się dotrzeć na głębokość 45 m (około 20 pięter) i nadal nie było dna ! Trudność polega na pokonaniu siły wypychania wody – wypływa ona z prędkością 6 m3 na sekundę. W czasach reżimu komunistycznego Syri i Kalter było zamknięte i dostępne wyłącznie dla gości Envera Hodży.

Dziś nad źródłem wybudowano wątły tarasik widokowy, z którego można zajrzeć wprost w głębię „oka”. Niezwykłe jest wrażenie w czasie samego stania na brzegu, mając świadomość, że zaledwie 2 metry dalej podłoże znika i wpada się niezbadaną czeluść… Kąpać się nie radzimy – średnia temperatura źródła to 10 stopni :) Przy źródle działają restauracje, w których można zjeść czy wypić. Zaopatrujemy się w napoje i ruszamy dalej, przed Sarandą pozostała nam już tylko jedna atrakcja do zobaczenia.

Mesopotam, kościół św.Mikołaja

Mesopotam, kościół św.Mikołaja

Mesopotam, ruiny murów monasteru

Mesopotam, ruiny murów monasteru

Mesopotam, ozdoby kościoła św.Mikołaja

Mesopotam, ozdoby kościoła św.Mikołaja

Mniej więcej 10 km dalej w kierunku Sarandy znajduje się wieś Mesopotam, znana tylko z jednego obiektu – kościoła św.Mikołaja. Kiedyś był on częścią większej całości – monasteru, o którym pisano już w końcówce XI wieku. Otoczony on był murem o wysokości 10 m, z wbudowanymi siedmioma wieżami, z których pozostałości jednej (służy jako dzwonnica) są widoczne do dziś. Sam kościół pochodzi prawdopodobnie z XIII wieku i jest dziś zamknięty ze względu na prace trwające wewnątrz. Na zewnątrz (po sforsowaniu niedbale zamkniętej bramki) można podziwiać resztki rzeźb zdobiących kościół. Wg badaczy, był on remontowany już w XVIII lub XIX wieku.

Albania, miejscowe piwo

Albania, miejscowe piwo

Wraz z podziwianiem kościoła powoli zapada zmrok. Rezygnujemy więc z ostatniego punktu programu, czyli zwiedzania ruin Phoinike w miejscowości Finiq i pokonujemy już bez postojów (nie licząc zaopatrzenia w winogrona i melona w przydrożnym kramie) drogę do miejsca docelowego – Sarandy, ulubionego kurortu wypoczynkowego samych Albańczyków. W mieście zaopatrujemy się w prowiant kolacyjny i znów z przegrzewającym się (po raz piąty tego dnia) samochodem bez problemu znajdujemy hotel Blue Sky, stojący przy głównej drodze wychodzącej z kurortu. Wieczór upływa na sjeście na hotelowym balkonie i degustacji „procentowej” atrakcji – piwa Tirana (całkiem niezłe nawiasem).

Idziemy spać po 11 godzinach drogi i wieczornej nasiadówie na tarasie hotelowym. Następny dzień to pożegnanie z Albanią, ale przede wszystkim zwiedzanie największej atrakcji turystycznej kraju – parku archeologicznego Butrint. Będzie się działo.

Pełna galeria zdjęć z trasy Durres – Saranda w Albanii znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

 

 

Gjirokastra, kamienne miasto Envera Hodży

Gjirokastra, jedno z dwóch albańskich miast (obok Beratu), których starówki w całości wpisane są na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Dziś ponad 40-tysięczne miasto. Miasto rodzinne komunistycznego przywódcy Albanii – Envera Hodży. Nasz drugi dłuższy przystanek w drodze do Sarandy (po starożytnej Apollonii).

Tour de Europe 2013, dzień 6 (poprzedni wpis z trasy: Park archeologiczny Apollonia). Trzy i pół godziny zajęła nam jazda z parku archeologicznego Apollonia do kolejnego naszego celu turystycznego – Gjirokastry. Oczywiście po drodze były też inne, krótsze przystanki, były też niespodzianki związane z jakością albańskich dróg (będzie o tym osobny wpis). Niestety rozpoczęły się też niespodzianki, związane z pracą naszego samochodu (o tym więcej we wpisie opisującym trasę Durres – Saranda). Tak czy tak, krótko po godzinie 17-tej wjechaliśmy w granice miasta Gjirokastra, gdzie planowaliśmy zwiedzanie starówki miejskiej.

Tereny dzisiejszej Gjirokastry zasiedlone zostały w początkach I w. p.n.e., aczkolwiek samo miasto powstało w XII w. Na początku XV wieku zdobyło je Imperium Ottomańskie, pod którego władzą pozostawała Gjirokastra przez prawie równo 500 lat (do 1913 r.). Pod władzę albańską przeszła w 1944 r. W Gjirokastrze w 1908 r. urodził się późniejszy komunistyczny przywódca Albanii – Enver Hodża. Po II wojnie światowej, reżim komunistyczny przekształcił Gjirokastrę w miasto-muzeum ku pamięci właśnie Envera Hodży. Dziś rodzinny dom Envera Hodży służy jako muzeum etnograficzne.

Gjirokastra, ottomańska zabudowa miasta

Gjirokastra, ottomańska zabudowa miasta

Gjirokastra, ottomańska zabudowa miasta

Gjirokastra, ottomańska zabudowa miasta

Za panowania tureckiego wybudowano w mieście 15 meczetów, z których 13 przetrwało do czasów reżimu komunistycznego. Ten jednak przekształcił Albanię w państwo świeckie, delegalizując wszystkie religie i niszcząc wszelkie ich objawy, w tym świątynie. Dziś w Gjirokastrze zachował się zaledwie jeden meczet, stojący na starówce. Zachował się tylko dlatego, że nadawał się jako sala ćwiczebna dla artystów cyrkowych, którzy pod jego kopułą podwieszali trapez do akrobacji.

Gjirokastra, strome kamienne uliczki

Gjirokastra, strome kamienne uliczki

Najważniejszą atrakcją turystyczną Gjirokastry jest jednak twierdza, stojąca wysoko na wzgórzu, ponad miejską starówką. Aby dostać się do starej części miasta, a potem na twierdzę, trzeba pokonać niezwykle strome, ciasne i malownicze uliczki, prowadzące ku górze. Uliczki te są wyłożone nierównym i mocno wyślizganym kamieniem, co dodatkowo nie ułatwia wspinaczki ku twierdzy. Ale zapewniamy – warto to zrobić.

Gjirokastra, stare miasto (old bazaar)

Gjirokastra, stare miasto (old bazaar)

Zresztą tym uliczkom Gjirokastra zawdzięcza swój przydomek – „miasto tysiąca schodów”, choć schodów tam nie spotkaliśmy – tylko niezmiennie strome kamienne uliczki. Dlatego chyba bardziej odpowiednie jest angielskie określenie Gjirokastry: „the city of stone” (kamienne miasto). Tym bardziej, że bardzo charakterystycznym elementem starej części miasta są też szare dachy domów, wykonane z łupków skalnych.

Gjirokastra, wejście do twierdzy

Gjirokastra, wejście do twierdzy

Twierdza w Gjirokastrze pochodzi z XIII w., kiedy miasto było jeszcze pod panowaniem bizantyjskim. Dużej rozbudowy doczekała się na rozkaz Ali Paszy z Tepeleny w XIX wieku. Była wtedy używana jako garnizon wojskowy. W czasach komunistycznych była dla odmiany więzieniem. Dziś mieści się w jej wnętrzach Narodowe Muzeum Uzbrojenia (kolekcja włoskich i niemieckich dział z okresu II wojny św.) oraz kawiarenka na tarasie z widokiem na panoramę miasta. Wstęp do twierdzy jest płatny (200 LEK), dodatkowo płatne jest też fotografowanie (choć nam tę dodatkowo opłatę bileterka darowała – nie mieliśmy więcej albańskiej gotówki :-)).

Spacerując górną, zewnętrzną częścią twierdzy, trafiamy na wrak amerykańskiego samolotu Lockheed T33, który musiał awaryjnie lądować na terenie Albanii (w okolicach Tirany) i zostało skonfiskowany za szpiegostwo. Pilot wrócił do domu, ale samolot po dziś dzień stoi w Gjirokastrze, służąc kiedyś za symbol zwycięstwa reżimu nad kapitalistycznymi przeciwnikami.

Gjirokastra, muzeum uzbrojenia

Gjirokastra, muzeum uzbrojenia

Gjirokastra, muzeum uzbrojenia

Gjirokastra, muzeum uzbrojenia

Gjirokastra, muzeum uzbrojenia

Gjirokastra, muzeum uzbrojenia

Na terenie twierdzy znajduje się także rozległy plac ze sceną, na której co kilka lat (od 1968 r.) odbywa się znany festiwal folklorystyczny, kiedyś organizowany dla… ? Dla upamiętnienia rocznicy urodzin Envera Hodży oczywiście :) Odbywa się on po dziś dzień (co kilka lat), pomimo że Hodża już dawno nie żyje. Kolejna edycja jest przewidywana na 2014 r.

Ostatnim obiektem, jaki oglądamy na twierdzy w Gjirokastrze, jest niezwykle malowniczo położona na jej skraju, na tle gór, wieża zegarowa (zbudowana przez Ali Paszę w początkach XIX wieku, zegar nie pracuje od I wojny światowej, kiedy został uszkodzony). Opuszczamy twierdzę, podziwiając wcześniej wspaniałą panoramę miasta, którą zobaczyć można z tarasu, ze szczególnym uwzględnieniem widoku starego miasta oraz szczególnej, ottomańskiej zabudowy całej okolicy. Dla takich właśnie widoków tu się przyjeżdża.

Gjirokastra, wrak amerykańskiego samolotu Lockheed T33

Gjirokastra, wrak amerykańskiego samolotu Lockheed T33

Gjirokastra, twierdza (garnizon)

Gjirokastra, twierdza (garnizon)

Gjirokastra, twierdza, scena festiwalu folklorystycznego

Gjirokastra, twierdza, scena festiwalu folklorystycznego

Gjirokastra, twierdza, wieża zegarowa z XIX w.

Gjirokastra, twierdza, wieża zegarowa z XIX w.

Gjirokastra, panorama miasta widziana z twierdzy

Gjirokastra, panorama miasta widziana z twierdzy

Obiektem, którego z bliska nie było nam dane zobaczyć, ale dał się sfotografować z okolic twierdzy, jest położy na przeciwległym wzgórzu Zekate House, świetnie zachowany do dziś „okaz” ottomańskiej architektury, do dziś zamieszkałym, ale podobno chętnie udostępnianym do zwiedzania przez mieszkańców, za drobną opłatą oczywiście.

Opuszczamy Gjirokastrę. Wejście na starówkę, zwiedzanie twierdzy i powrót zajęły nam niewiele ponad godzinę. Jest 18:30, a my wciąż mamy sporo do przejechania, sporo też do obejrzenia. Do Sarandy, gdzie mamy zaplanowany nocleg dotrzemy późnym wieczorem. Cała trasa pomiędzy Durres a Sarandą zajęła nam w sumie 11 godzin, ale udało się „zaliczyć” prawie pełną listę zaplanowanych atrakcji.

Pełna galeria zdjęć z Gjirokastry znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym facebookowym profilu.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

Starożytna grecka Apollonia

Pierwszy dłuższy przystanek w Albanii podczas wakacyjnej trasy stanowił park archeologiczny Apollonia – ruiny starożytnego miasta o tej samej nazwie, kiedyś potężnego miasta greckiego, a później rzymskiego.

Tour de Europe, dzień 6 (poprzedni wpis z trasy: Czarnogórskie wybrzeże Adriatyku). Apollonia założona została w 588 r. p.n.e. przez Greckich kolonistów, przez długi czas przeżywało okres świetności. Do dziś uznaje się je jako jedno z najważniejszych miast antycznych (pisali o nim Arystoteles i Cyceron). Było ważnym punktem handlu niewolnikami oraz dużym portem (podobno w IV w. p.n.e. port ten był w stanie przyjmować do 100 statków jednocześnie). Od 229 r. p.n.e. miasto dostało się we władanie Rzymu, przeżywając swoją drugą młodość, z czasem uzyskując nawet sporą autonomię.

W 146 r. p.n.e. rzymski prokonsul Macedonii, Gnaeus Egnatius, rozpoczął trwającą 26 lat budowę drogi, łączącej Saloniki z Dyrrachium (dzisiejsze albańskie Durres), a pośrednio z Rzymem. Droga miała łącznie ponad 1000 km i dziś przez niektórych uznawana jest za pierwszą historycznie… autostradę. Apollonia była jednym z kluczowych punktów tej drogi.

Park archeologiczny Apollonia, wjazd

Park archeologiczny Apollonia, wjazd

Park archeologiczny Apollonia, wjazd

Park archeologiczny Apollonia, wjazd

Swoją świetność zawdzięczała Apollonia dogodnemu położeniu nad rzeką Vjosą oraz żyznym glebom dookoła. Natura jednak tę świetność, tak ja dała, tak odebrała. W III wieku nadeszło trzęsienie ziemii spowodowało zmianę biegu rzeki, a okoliczne ziemie zamieniło w gnijące bagna. Wszystko to spowodowało, że miasto z czasem wymarło.

Dziś Apollonia leży na terytorium Albanii. Do parku archeologicznego dojeżdżamy poprzez pobliskie miasto Fier. Z Fier wiedzie nas prosta jak linijka droga o dość niskiej jakości, z której po kilku kilometrach trzeba skręcić w lewo (droga do Apollonii jest bardzo dobrze oznakowana). Asfalt kończy się tuż przed wjazdem do parku, przy którym stoi kasa biletowa (zamknięta) i szlaban (podniesiony). Wjeżdżamy więc do środka. Bileterem okazuje się człowiek wałęsający się po parkingu tuż przed początkiem ruin. Bilety: 300 LEK za osobę dorosłą, 700 LEK bilet „rodzinny”. Wchodzimy całą piątką na ten drugi, w pakiecie dostajemy broszurę o ruinach, niestety po… albańsku. Ale Wy możecie zobaczyć ją w wersji angielskiej, udostępniło ją na swoich stronach UNESCO.

Apollonia, Bouleuterion

Apollonia, Bouleuterion

Apollonia, Stoa A (starożytna ulica miasta)

Apollonia, Stoa A (starożytna ulica miasta)

Apollonia, świątynia Diany

Apollonia, świątynia Diany

Idąc od parkingu w lewo, poruszamy się ścieżką wyznaczoną w otrzymanej broszurze, od razu trafiając na największą atrakcję Apollonii, miejski „ratusz”, siedzibę władz miasta, które w czasach świetności liczyło nawet 60.000 mieszkańców, pochodzący z końcówki II wieku, a odrestaurowany (w dużej części z użyciem współczesnego betonu) kilkadziesiąt lat temu. Obiekt ten jest po dziś dzień symbolem albańskiej archeologii.

W Apollonii nie ma zbyt wielu dobrze zachowanych obiektów, większość z nich wystaje dziś co najwyżej kilkadziesiąt centymetrów ponad powierzchnię ziemii. Aczkolwiek ich wiek budzi szacunek – większość pochodzi z okolic II wieku naszej ery. Warto wspiąć się na wzgórze stojące za Bouleuterionem (wspomnianym ratuszem) i Odeonem (małym teatrem miejskim na 300 osób), by podziwiać widok na cały teren dawnej metropolii. Na szczycie wzgórza znajdziecie też małą restaurację.

Apollonia, widok na Bouleuterion ze wzgórza (Quote 104), stoliki restauracji

Apollonia, widok na Bouleuterion ze wzgórza (Quote 104), stoliki restauracji

Apollonia, wszechobecne albańskie bunkry z czasów komunistycznych

Apollonia, wszechobecne albańskie bunkry z czasów komunistycznych

Apollonia, Nymphaeum

Apollonia, Nymphaeum

Przed Bouleuterionem znajdziemy jeszcze pozostałości po 4 kolumnach, tworzących kiedyś łuk triumfalny, wysoki na 10 metrów. Warte uwagi jest jeszcze Nyphaeum, potężna kiedyś fontanna z wodą pitną, zasilana z podziemnych źródeł. Apollonia miała także oczywiście własny teatr, mieszczący nawet 10.000 ludzi, znajdujący się kilkaset metrów od dzisiejszego wejścia do parku archeologicznego. Nie wiele z niego jednak zostało, gdyż w średniowieczu użyto kamieni, z których był zrobiony, do budowy kościoła św.Marii, stojącego dziś na terenie starożytnych ruin. Wybudowano go ok.XII wieku wraz z otaczającym go klasztorem. Dziś w budynkach tych mieści się muzeum parku archeologicznego Apollonia, które również warto zwiedzić (wejście mieści się w opłacie za wstęp do parku archeologicznego).

Dziś na terenach Apolonii nadal trwają prace archeologiczne, czego zresztą byliśmy świadkami. Ponoć odkryto do dziś jedynie 10% pozostałości starożytnego miasta. W miarę upływu czasu powinno to być więc coraz bardziej atrakcyjne turystycznie miejsce (narazie odwiedzane jest zaledwie przez 35.000 turystów rocznie).

Apollonia, kościół św.Marii na terenie średniowiecznego monasteru

Apollonia, kościół św.Marii na terenie średniowiecznego monasteru

Apollonia, wnętrze kościoła św.Marii z XII w.

Apollonia, wnętrze kościoła św.Marii z XII w.

Apollonia, średniowieczny monaster, dziś muzeum

Apollonia, średniowieczny monaster, dziś muzeum

Apollonia, średniowieczny monaster, dziś muzeum

Apollonia, średniowieczny monaster, dziś muzeum

Apollonia, średniowieczny monaster, dziś muzeum

Apollonia, średniowieczny monaster, dziś muzeum

Na zwiedzenie Apolloni trzeba przeznaczyć minimum godzinę – normalny czas to mniej więcej półtorej godziny. Nam zeszło mniej więcej tyle. Jedziemy dalej, konsekwentnie na południe Europy. Kolejny nocleg też mamy w Albanii, tyle że na samym południu tego kraju. Wcześniej jednak odwiedzimy jeszcze kilka świetnych miejsc, m.in. miasto tysiąca schodów – Gjirokastrę.

Pełna galeria zdjęć ze starożytnej Apollonii znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

W kierunku Albanii. Czarnogórskie wybrzeże Adriatyku.

Piąty dzień wakacyjnego podróżowania do Turcji to wjazd w totalną jak dla nas egzotykę. Plan zakładał bowiem wjazd do Albanii i dojazd do Durres, z niezwykle bogatym planem zwiedzania i w Czarnogórze i w samej Albanii. Plan prześwietny, tyle że… udał się nam tylko częściowo.

Tour de Europe, dzień 5 (poprzedni wpis z trasy: Stari Bar, starożytne Antibarum). Mniej więcej około południa zakończyliśmy zwiedzanie starówki czarnogórskiego Kotoru oraz twierdzy św.Jana, górującej nad nim. Szybkie pakowanie i wynosimy się z naszego apartamentu na kotorskiej starówce, wsiadamy w samochód, wcześniej płacąc za parkowanie samochodu od poprzedniego wieczoru. Bo wjazdu na starówkę oczywiście samochody nie mają, gdy masz nocleg na starówce, to samochód musisz zostawić na jednym z kilku parkingów ją otaczających, a owe są oczywiście płatne. Planując nocleg na starym mieście w Kotorze, trzeba to sobie wkalkulować w koszty. A parking kosztuje 0,80 EUR za godzinę, co jest na szczęście ceną do przyjęcia (w 2012 r. w austriackim Grazu płaciliśmy np. 4 EUR za godzinę (!)).

Czarnogórskie wybrzeże Adriatyku

Czarnogórskie wybrzeże Adriatyku

Z naszym noclegiem w Kotorze wiąże się jeszcze jedna historia, jedyna jak na razie (na szczęście, choć podobne mieliśmy półtora roku wcześniej przy próbach rezerwacji hotelu w brazylijskim Rio de Janeiro, ale o tym innym razem) tego rodzaju w historii naszych wakacyjnych wojaży. Otóż nocleg pierwotnie mieliśmy zaplanowany i zarezerwowany (od grudnia 2012) z dala od starówki Kotoru, w oddalonej ok.2 km miejscowości, w pensjonacie, z widokiem na Bokę Kotorską, śniadaniem i parkingiem w cenie. I tenże pensjonat na 2 tygodnie przed naszym przyjazdem (czyli tydzień przed wyjazdem z Polski) poinformował nas, iż niestety musi odmówić nam gościny, ponieważ akurat w tym terminie będą kłaść przy jego ulicy asfalt, w związku z tym dojazd nie będzie możliwy. I prosi, żebyśmy anulowali swoją rezerwację na Booking.com, a on (łaskawie) nie pobierze od nas żadnych kosztów w związku z tą anulacją. Nie uwierzyliśmy już wtedy w to tłumaczenie, spaliśmy w Kotorze w nocy z… soboty na niedzielę – kto wtedy kładzie asfalt ? Pewnie więc znalazł się lepszy klient od nas i chce spać dłużej niż jedną noc w dwóch pokojach z widokiem na zatokę – nie chcą nas, to się pchać nie będziemy. A potem okazało się, że ta noc była wyjątkowa (karnawał itp.), więc już jesteśmy pewni, że wypchali nas na korzyść kogoś, kto zapłacił więcej. Bo na pewno w karnawałową noc nikt tam asfaltu nie kładł. Ot, taka historia. Ten pensjonat to Apartmani Markovic – otwarcie nie polecamy.

Ale wracamy do Kotoru. Wyjeżdżamy ze starówki, kierując się niezmiennie na południe. Teraz będziemy jechać praktycznie aż do południowych krańców Czarnogóry wzdłuż wybrzeża Adriatyku, zwiedzając wszystkie napotkane atrakcje. Zaczynamy od godzinnego zwiedzania Budvy, największego czarnogórskiego kurortu, który ma również całkiem atrakcyjną starówkę.

KML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Tour de Europe 2013 - Czarnogóra

ładowanie mapy - proszę czekać...

Czarnogóra, Kotor: 42.424662, 18.771234
Czarnogóra, Budva: 42.288056, 18.842500
Czarnogóra, Sveti Stefan: 42.255902, 18.890984
Czarnogóra, Rezevici: 42.215091, 18.923481
Czarnogóra, Praskvica: 42.268862, 18.910389
Czarnogóra, Haj-Nehaj: 42.153732, 19.020853
Czarnogóra, Stari Bar: 42.096390, 19.135979
Czarnogóra, Mirovica: 42.080141, 19.129386
Czarnogóra, Ulcinj: 41.914669, 19.244442
Czarnogóra, Svac: 41.989927, 19.317269

 

Monaster Praskvica

Monaster Praskvica

Monaster Praskvica

Monaster Praskvica

Kolejnym przystankiem jest prawosławny monaster Praskvica, o którym można opowiedzieć kilka niezwykle malowniczych historii. Wg legendy, monaster założono w 1050 r., aczkolwiek w dokumentach dostępnych dzisiaj pojawia się dopiero w 1307 r. Do monasteru przynależało aż 6 kościołów,z  których tylko dwa stały na miejscu, pozostałe 4 leżały na wyspie Sveti Stefan (o niej później). Jeden z tych czterech komunistyczne władze Jugosławii zamieniły na kasyno.

Wg innej legendy, w monsterze złożony jest krzyż Dusana, XIV-wiecznego króla Serbów. A wg innej, na przełomie XVIII i XIX w. żył w monasterze jednoręki były rosyjski żołnierz, który ślubował ciszę. Legenda ta mówi, że tenże JEDNORĘKI człowiek w ciągu 10 lat wybudował 3 km kamiennej drogi z monasteru do wyspy Sveti Stefan (do dziś jest ona nazywana od jego imienia – „droga Jegora”). Inna jej wersja mówi o Rosjaninie, który osiadł w Czarnogórze i dedykował swe życie Bogu po tym, jak córka uciekła z domu. Córka jednak po kilku latach powróciła i aby odpokutować swe winy, w męskim przebraniu spędziła resztę życia właśnie w Praskvicy, ujawniając swą tajemnicę dopiero tuż przed śmiercią.

My byliśmy w młodszym z dwóch kościołów znajdujących się przy monasterze, pod wezwaniem św.Mikołaja, wybudowanym w 1413 r., odbudowanym w XIX wieku. Starszy, pod wezwaniem św.Trójcy, jest położony w odległości krótkiego spaceru od klasztoru. Klasztor został zrównany z ziemią przez Napoleona, a odbudowany za rosyjskie pieniądze. Do dziś mnisi podkreślają silne związki z Rosją.

Wyspa Sveti Stefan

Wyspa Sveti Stefan

Kolejną atrakcją jest Sveti Stefan – wyspa, a w zasadzie dziś już półwysep (bo wyspę połączono stałą drogą z lądem). Na wyspie Sveti Stefan już w XV wieku zbudowano fortyfikacje skierowane przeciwko Turkom. Komunistyczne władze Jugosławii wysiedliły z wyspy wszystkich mieszkańców i zamieniły ją w ekskluzywny resort. Nic sobie z tragedii mieszkańców nie robiąc, wraz z władzami jugosłowiańskiego reżimu, bawiły się tu światowe gwiazdy, m.in. Elizabeth Taylor, Sophia Loren czy Kirk Douglas. Po rozpadzie Jugosławii i uzyskaniu niepodległości przez Czarnogórę, rozpisano przetarg na rewitalizację wyspy. W 2007 r. wygrała go firma, która w zamian za wykonanie projektu, uzyskała 30-letnią gwarancję wynajmu. No i jest dziś wyspa Sveti Stefan prywatną własnością, luksusowym hotelem. Na wyspę nie mają wstępu osoby postronne, wyłącznie goście hotelowi. Wyspę Sveti Stefan można więc sfotografować jedynie z drogi, która przebiega obok (jest zresztą przygotowane miejsce do parkowania z widokiem na wyspę).

Monaster Rezevici

Monaster Rezevici

Monaster Rezevici

Monaster Rezevici

Monaster Rezevici, cerkiew św.Trójcy

Monaster Rezevici, cerkiew św.Trójcy

Monaster Rezevici, cerkiew Zaśnięcia Matki Bożej (z lewej) i cerkiew św.Trójcy (z prawej, wraz z dzwonnicą)

Monaster Rezevici, cerkiew Zaśnięcia Matki Bożej (z lewej) i cerkiew św.Trójcy (z prawej, wraz z dzwonnicą)

Jedziemy dalej. Kolejny jest znów monaster – monaster Rezevici. Ciekawa jest historia jego powstania. Wg legendy, w pobliżu stała kiedyś kolumna, w której trzymane było wino dla spragnionych wędrowców. Pewnego razu wypił je przejeżdżający tędy król serbski, Stefan Prvovencani, który upiwszy się nim, po wytrzeźwieniu kazał tu postawić klasztor. W każdym razie dziś w klasztorze znajdują się dwie cerkwie. Starsza, cerkiew Zaśnięcia Matki Bożej, istnieje od 1223 r., zaś młodsza (i większa), cerkiew św.Trójcy od 1351 r., ale ta druga nie zachowała się do dzisiejszych czasów. Na jej miejscu wybudowano (wraz z przylegającą dzwonnicą) nową w 1770 r. Klasztor był wielokrotnie rabowany i niszczony: przez Turków (dwa razy w XVIII w.), Francuzów (za Napoleona, w XIX w.), a ostatni raz przez Włochów (1941 r.). Monaster mocno ucierpiał także podczas trzęsienia ziemi w 1979 r.

Wsiadamy w samochód i jedziemy dalej, wciąż na południe. Nie zatrzymując się, przejeżdżamy obok twierdzy Haj-Nehaj (kilka kilometrów przed miastem Bar, po prawej stronie drogi), wybudowanej przez Wenecjan w XV wieku, dla ochrony ich południowych granic przed Turkami. Nie wiemy, jak tam dojechać (dziś wiemy, że instrukcję dojazdu można znaleźć np. tutaj), zresztą nie mamy za bardzo czasu. Zmierzamy ku miastu Bar, a w zasadzie ku jego starej, historycznej części, zwanej Stari Bar, w której znajduje się średniowieczna pozostałość po dawnej lokalizacji tego miasta.

Twierdza Haj-Nehaj przy drodze do miasta Bar

Twierdza Haj-Nehaj przy drodze do miasta Bar

Ulcinj, stare miasto widziane z poziomu plaży miejskiej

Ulcinj, stare miasto widziane z poziomu plaży miejskiej

Zwiedzamy więc Stari Bar, po czym kierujemy się ku samemu południu Czarnogóry, ku miastu Ulcinj (niewiele ponad 10 tys. mieszkańców). Najbardziej znaną historycznie częścią miasta jest jego starówka wraz z twierdzą. Mury obronne pochodzą już z XII wieku. Jedziemy ku starówce Ulcinja na tzw. „czuja”, bo miasto oznakowane jest niestety słabo. Niestety błądzimy w ciasnych (i jednokierunkowych) uliczkach nadmorskich miasta i wyjeżdżamy na plaży grubo poniżej twierdzy, którą oglądamy z poziomu morza. Oglądamy ją więc z tego poziomu, po czym odpuszczamy, nie próbujemy się do niej zbliżyć, głównie z powodu świadomości upływającego czasu: do granicy z Albanią jeszcze godzina jazdy, a potem kolejne dwie, nie licząc planowanych postojów w Szkodrze i Kruje już po stronie albańskiej. Z czasem więc jest ciasno.

Ale tak całkiem Ulcinja nie odpuszczamy. Odbijamy z trasy ku granicy albańskiej (nie ostatni raz tego dnia) i jedziemy poza południowe granice miasta, na most na rzece (raczej chyba kanale) Milena. Nad nią znajdują się unikalne stanowiska rybackie, kalimery, będące jedną z najstarszych metod łowienia ryb. Sklecone prostą metodą z prostych desek, wyglądają zjawiskowo i nie przystają ani przez moment do świadomości czasów dzisiejszych. To taka szybka podróż wstecz w czasie.

Ulcinj, "kalimery", stanowiska rybackie na rzece Milena

Ulcinj, „kalimery”, stanowiska rybackie na rzece Milena

Ulcinj, "kalimery", stanowiska rybackie na rzece Milena

Ulcinj, „kalimery”, stanowiska rybackie na rzece Milena

Ulcinj, "kalimery", stanowiska rybackie na rzece Milena

Ulcinj, „kalimery”, stanowiska rybackie na rzece Milena

Odbijamy od czarnogórskiego Adriatyku, kierując się jedyną drogą prowadzącą z Ulcinj ku przejściu granicznemu z Albanią. Ale zanim wjedziemy w czeluście nieznanego dla nas świata, jeszcze raz odbijamy z trasy – za znakami kierującymi na Svac. Miasto Svac po raz pierwszy pojawia się w dokumentach w 1067 r. W 1242 r. zostało zdobyte i zniszczone przez Mongołów, ale odbudowane w końcówce XIII w. na rozkaz królowej Serbii, która uczyniła z miasta swoją siedzibę. Miasto zaczęło jednak podupadać już w początkach XV wieku, a 1571 r. zostało ponownie zniszczone, tym razem przez Turków. Zniszczenia te spowodowały ucieczkę mieszkańców, którzy już nigdy tu nie wrócili. Dziś w zasięgu wzroku pozostają ruiny dwóch kościołów (do dziś zachowały się resztki ośmiu, a podobno miasto miało ich tyle, ile jest dni w roku): katedry św.Jana Chrzciciela na samym szczycie miejskiego wzgórza (1300 r.) oraz franciszkańskiego kościoła Najświętszej Maryi Panny, znajdujące się nieco niżej (wcześniej). Z praktyki – uważajcie na oznakowanie przy drodze. Od Ulcinj kierują znaki na „Svac”, a sam skręt do ruin jest już oznakowany inaczej („Stari Grad” przy obelisku stojącym przy asfaltowej drodze, która kawałek dalej najzwyczajniej się kończy). Ostatni odcinek trzeba przejechać szutrem, za parking robi zdewastowane boisko piłkarskie. Dalej już tylko pieszo, na wzgórze dawnego miasta, ruiny widać z poziomu boiska.

Svac, ruiny kościoła Najświętszej Maryi Panny

Svac, ruiny kościoła Najświętszej Maryi Panny

Svac, w oddali ruiny katedry św.Jana Chrzciciela

Svac, w oddali ruiny katedry św.Jana Chrzciciela

Svac, ruiny katedry św.Jana Chrzciciela z bliska

Svac, ruiny katedry św.Jana Chrzciciela z bliska

Svac, ruiny katedry św.Jana Chrzciciela z bliska

Svac, ruiny katedry św.Jana Chrzciciela z bliska

Svac, ruiny miasta

Svac, ruiny miasta

Jesteśmy blisko Albanii...

Jesteśmy blisko Albanii…

Wracamy na główną drogę, kierującą się ku granicy albańskiej. Ze do Albanii już blisko, utwierdza nas osiołek, „zaparkowany” przy skrzyżowaniu. Niestety granica czarnogórsko – albańska jest naszym złym wspomnieniem – utknęliśmy na niej na 2 godziny – tyle trwał dojazd w kolejce samochodów do kontroli granicznej. Korek ten spowodował, że do Albanii wjechaliśmy tuż przed zmrokiem, mając w perspektywie jeszcze dwie godziny jazdy do Durres, gdzie mieliśmy zaplanowany nocleg.

Zmuszeni więc zostaliśmy do rezygnacji z planów zwiedzania po albańskiej stronie trasy tego dnia. Opuściliśmy więc m.in. twierdze w Szkodrze i Kruje. Będzie pretekst, żeby tu wrócić. Swiadomi tego, że zbliża się wieczór i trzeba zacząć organizować kolację, skupiliśmy się na zadaniu wymiany waluty na miejscową, co okazało się atrakcją samą w sobie.

Przejechaliśmy kilka kilometrów za Szkodrę, zanim zauważyliśmy na mijanej stacji benzynowej zbawienny napis „Exchange”. Kantor okazał się jednak nieczynny, ale pani w sklepie spożywczym obok, zapytana o kantor, natychmiast wyciągnęła kalkulator, wystukując na nim proponowany kurs Euro (o ile pamiętam, było to 170 LEK). Wymieniamy więc 50 EUR na miejscową walutę, otrzymując w zamian pokaźny plik banknotów. Dla Polaków – żeby łatwiej było liczyć, każde 100 LEK = mniej więcej 3 PLN (w rzeczywistości trochę mniej – jakieś 2,80 PLN). Robimy też niezbędne uzupełnienia samochodowego prowiantu (Coca-Cola, woda mineralna) i ruszamy dalej.

Albańska waluta. Kantorem jest tu każdy obywatel.

Albańska waluta. Kantorem jest tu każdy obywatel.

Albania, twierdza w Szkodrze

Albania, twierdza w Szkodrze

Albania, twierdza w Kruje

Albania, twierdza w Kruje

Dalsza część jazdy drogami Albanii w kierunku hotelu w Durres upływają po znakiem zapadających ciemności i rosnącej fantazji kierowców poruszających się wokół nas. W miarę upływu czasu już nic innego nie robimy, tylko patrzymy i chłoniemy zasady ruchu drogowego, obowiązujące w Albanii. Jest na co patrzeć, naprawdę. I nie opiszemy ich teraz :) Będzie z tego osobny, dedykowany wpis.

Do Durres dojeżdżamy późnym wieczorem, trochę błądząc w drodze do hotelu, w międzyczasie nadziewając się na kontrolę drogową. I tu sprawdziły się wyczytane przez nas w sieci opinie o albańskiej drogówce – ta i owszem, zatrzymuje każdy lepszy samochód (lepszy, znaczy mający mniej niż 20 lat :-)), ale jak podjedziesz i zobaczą zagraniczne rejestracje, to natychmiast dają znaki, żebyś jechał dalej. Nawet nie trzeba się zatrzymywać. Mieliśmy kilka takich „kontroli” w trakcie 48 godzin w Albanii – w dzień czy w nocy, zawsze działa to identycznie :).

Meldujemy się w hotelu w Durres i znajdujemy jeszcze siły, by przespacerować się w okolicach godziny 23-ciej wzdłuż miejscowej plaży (hotel leżał tuż przy niej). O tym, jak odległa jest droga Albanii do współczesnych standardów, powiemy tylko, iż hotelowa recepcjonistka nie do końca była pewna czy „eight” to 8. Chciała nam wytłumaczyć, od której podają śniadanie. Ale od czego są palce. Dogadaliśmy się… Inna nowinka – czteroosobowy pokój zawiera… łóżko piętrowe.

Zdecydowanie dodatnie zaskoczenie – nie ma problemu (noc z niedzieli na poniedziałek) na obrzeżach miasta ze znalezieniem czynnych w okolicy północy sklepów spożywczych. Kupienie chleba i czegoś do niego, piwa czy np. fig nie stanowi problemu. W promieniu 200 metrów od hotelu znajdujemy dwa. Co prawda panie liczą sumę do zapłaty długopisem w słupkach na szarym papierze do pakowania zakupów (dżizas, ja jeszcze pamiętam te czasy u nas…) i nie gadają kompletnie w żadnym cywilizowanym języku, ale czy język jest potrzebny do zakupów ? Podajesz produkty, pani mnoży, dzieli i wylicza silnię na Twoich oczach, podajesz banknoty, bierzesz resztę. Banał.

Albania, Durres. Piętrowe łóżko w hotelu Bellavista (hotel ***)

Albania, Durres. Piętrowe łóżko w hotelu Bellavista (hotel ***)

Kolejny dzień w całości spędziliśmy w Albanii, przemieszczając się pomiędzy Durres, a położoną na samym południu kraju Sarandą, najpopularniejszym (szczególnie wśród Albańczyków) kurortem nadmorskim. Po drodze znów będzie wiele atrakcji do zobaczenia, dodatkowo okraszonych przygodami, związanymi z podróżowaniem po albańskich autostradach i drogach krajowych (dróg o niższej klasie nie radzimy w ogóle uznawać za drogi). Będzie m.in. starożytna Apollonia i miasto tysiąca schodów – Gjirokastra.

Pełna galeria zdjęć z drogi wzdłuż czarnogórskiego Adriatyku znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.