Grecja | tamBylscy.pl - historia naszych podróży. | Page 2

Hotel El Greco w Salonikach - heloł, robicie to źle!

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

Tour de Europe 2013, suplement po prawie roku (poprzedni wpis: Tour de Europe 2013, podsumowanie). Greckie Saloniki były jednym z naszych punktów tranzytowych w drodze na ubiegłoroczne wakacje, były też naszą poznawczą bramą z Grecją – po raz pierwszy zatrzymywaliśmy się tu na nocleg w Grecji. Nocleg rezerwowaliśmy w samym centrum miasta, w hotelu El Greco, który od tego czasu zapisał się w naszej pamięci najczarniejszymi literami.

Hotel El Greco, Saloniki

Hotel El Greco, Saloniki

Od początku. Hotel El Greco jest usytuowany w centrum Salonik, bardzo ruchliwym i bardzo zabudowanym, co sprawia trudność ze znalezieniem miejsca do zaparkowania sporego samochodu. Jednym z kryteriów wyboru tego hotelu było więc posiadanie przez hotel własnego parkingu, który po przybyciu okazał się być parkingiem podziemnym, do którego wjazd stanowiła samochodowa winda, wożąca samochody pod poziom drogi.

Nie pozwala się tam samodzielnie wjeżdżać do windy, sprawę załatwia obowiązkowo obsługa hotelu, której oddaje się kluczyki na czas pobytu w hotelu. Oddaliśmy więc auto w ręce obsługi i bez żadnych niepokojów przez cały dzień zwiedzaliśmy uroki Salonik. Problem rozpoczął się po wymeldowaniu następnego dnia z hotelu – samochód został wywieziony windą na górę, po czym okazało się, że… tylna klapa jest bardzo mocno porysowana – samochód najwyraźniej nie do końca zmieścił się kierowcy z obsługi do windy i brama windy zamknęła się, obsuwając po tyle naszego auta. Mamy klops.

Wracamy do recepcji, zgłaszając problem. Recepcjonista wstępnie ogląda auto (wraz z człowiekiem, który nim z parkingu wyjeżdżał) i koniec końców stwierdzają fakt uszkodzenia. Biorą aparat fotograficzny, robią zdjęcia uszkodzeń, spisują dane kontaktowe do nas. Obiecują szybki kontakt i załatwienie sprawy z ubezpieczycielem hotelu, bo ubezpieczenie podobno mają. Uspokojeni, wyjeżdżamy w Salonik – właściwościom jezdnym auta na szczęście nic się nie stało. Rzecz działa się 7 sierpnia 2013 r.

Mija sobie czas, my spisujemy relację z wyprawy, a kontaktu ze strony hotelu jak nie było, tak nie ma. Po prawie 3 miesiącach od wydarzenia, pod koniec października, piszemy do Salonik maila. Przypominamy o szkodzie, podajemy daty oraz podkreślamy, że mają zdjęcia uszkodzonego samochodu, bo zrobili je na miejscu. Na wszelki wypadek wysyłamy w załącznikach własne zdjęcia tyłu pojazdu i pytamy, co się dzieje w sprawie.

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Odpowiedź nadchodzi następnego dnia i jest szokująca – nikt niczego do ubezpieczenia nie zgłosił, a manager hotelu o sprawie nic nie wie. Zdjęcia mają tylko dlatego, że im przesłaliśmy własne, bo o tych robionych na miejscu przez pracownika hotelu nikt nawet nie wspomina. 31 października (wtedy nadeszła odpowiedź) obiecują zgłosić szkodę do ubezpieczenia. Grejt.

I znów zapada cisza, bo po co odzywać się do poszkodowanego Klienta. Jak będzie zainteresowany, to sam się odezwie. 10 stycznia 2014 r. piszemy ponownie, z naciskiem na kolejne 3 miesiące, które upłynęły bez żadnych postępów w sprawie. Po czterech dniach otrzymujemy odpowiedź, która znów wprawia w osłupienie: hotel wysłał zdjęcia szkody do ubezpieczyciela, a ubezpieczyciel głowi się, na czym polega szkoda. Ale co tam, niech się głowi, hotel nie uznał za stosowne poprosić mnie o opis – po prostu zamknął po swojej stronie temat, nie kontynuując korespondencji z ubezpieczycielem, nie podając mu kontaktu do nas, czy choćby samemu się ze mną kontaktując (pełne dane kontaktowe mają, bo zostawiliśmy je przed odjazdem, a poza tym przecież wypełnialiśmy kartę meldunkową).

Takim to sposobem minęło do stycznia pół roku, a hotel totalnie olał temat. Przecież nie zrobili nam jakiejś przykrości, czy nie spowodowali u nas domniemanej straty, czy utraty jakichś wirtualnych pieniędzy, które mogliśmy zarobić z nieuszkodzonym samochodem – spowodowali u nas realne koszty finansowe, konieczność poniesienia wydatków na naprawę szkody wyrządzonej przez hotelowy personel.

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Nikt nawet nie fatyguje się (do dziś od 14 stycznia – jest 6 maja i niedługo będzie rok od naszego pobytu w hotelu – nie ma żadnej innej informacji od hotelu i już się jej nie spodziewamy, sami też nie mamy ochoty korespondencji podtrzymywać), by naszą sprawę w jakikolwiek sposób rozwiązać, by zainteresować się stworzonym przez siebie problemem. Nikt nie wykazuje nawet podstawowej inwencji z informowaniu nas o czymkolwiek, np. że ubezpieczyciel MA PYTANIA (!). Temat został zamieciony pod dywan i pan manager Panagiotis Pantsios z hotelu El Greco… udaje Greka. A mówiąc wprost ma nas w d…

W całej korespondencji nie padło nawet jedno słowo „przepraszam” – czy to za szkodę, czy za opóźnienia w załatwianiu sprawy. Nie zmęczono się także żadną próbą wymyślenia jakiegokolwiek innego sposobu załatwienia sprawy, choćby załagodzenia przez zaoferowanie czegokolwiek ze swojej strony (banalny przykład: oferta darmowego pobytu przy następnej okazji ?). Nikt nie znalazł chwili, by przez 9 miesięcy choćby na 5 minut pochylić się nad klientem, który stracił przez ich pracowników spore pieniądze.

Szanowny panie managerze Panagiotis Pantsios – gratulujemy niniejszym podejścia do zarządzanego przez siebie biznesu. Mamy nadzieję, że skutecznie tym artykułem przyczynimy się do omijania hotelu El Greco w Salonikach przez rzesze polskich turystów – szczególnie odradzamy tym zmotoryzowanym, choć patrząc na podejście do Klienta i poziom odpowiedzialności za własne usługi i mienie osób przebywających w hotelu – szczerze odradzamy pobyt tam każdemu.

Internet nie zapomina. Ten wpis wkrótce zostanie zindeksowany przez wyszukiwarki i pewnie niejedna zainteresowana osoba dowie się, gdzie w Salonikach nie szukać noclegu. A jak znajdziemy odrobinę czasu na dodatkową fantazję, to postaramy się o angielskojęzyczną wersję tego wpisu, dla lepszej i szerszej reklamy wątpliwej jakości usług. Traktowania nas jak natrętnej muchy i frajerów do wydy…ania nie zapomnimy. Cwaniakom szukającym zarobku bez własnej jakiejkolwiek odpowiedzialności mówimy NIE.

A do Grecji i tak wrócimy. Zresztą już w tym roku tam zawitaliśmy – z weekendową wycieczką do Aten (opis wkrótce). Tak się składa, że celem tegorocznego „Tour de Europe” będzie także Grecja – i to nie tak strasznie daleko od Salonik.

Szanowny panie managerze Panagiotis Pantsios z hotelu El Greco w Salonikach: pozdrowienia od Waszych anty-ambasadorów z Polski.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

 

Saloniki. Powiew wielkiej historii

Powiało nam wreszcie w trakcie podróży wielką historią. Siódmy nocleg w trasie wypadł w Salonikach, drugim co do wielkości mieście dzisiejszej Grecji. Historia tego miasta to opowieść na cały wieczór…

Tour de Europe 2013, dzień 8 (poprzedni wpis z trasy: Joanina, grecka stolica Ali Paszy). Saloniki założył w końcówce IV w. p.n.e. Kassander, jeden z wojskowych przywódców Aleksandra Wielkiego, już po jego śmierci. Ogłosił się on królem Macedonii, zabijając jednocześnie wdowę po wielkim poprzedniku oraz jego prawowitego syna. Zeby było jeszcze bardziej skomplikowanie, poślubił siostrę Aleksandra Wielkiego, Tessalonikę. I na jej cześć właśnie wybudował miasto, nazywając je jej imieniem.

Wieczorne zakupy w Salonikach: greckie piwo i wino

Wieczorne zakupy w Salonikach: greckie piwo i wino

Przez niemal całą swoją historię, Saloniki były niezwykle ważnym miastem, dlatego wielokrotnie toczono o nie wojny i bitwy, przez co zmieniała się też jego przynależność państwowa. Jeszcze w starożytności były Saloniki ważnej drogi Via Egnatia, prowadzącej z Durres do Konstantynopola (dziś Stambuł). Bardzo wcześnie w mieście pojawili się też chrześcijanie (pisał do nich listy sam św.Paweł). W Salonikach urodzili się Cyryl i Metody, bracia, misjonarze, dziś święci kościołów katolickiego i prawosławnego. Od 1430 r. do początków XX wieku, miasto żyło pod panowaniem tureckim – tu urodził się Kemal Ataturk, pierwszy prezydent Republiki Turcji, wielbiony do dziś w całej Turcji. Od 1912 r., w wyniku wojen bałkańskich, miasto znajduje się w granicach Grecji, będąc dziś drugim co do wielkości w tym kraju (1 mln mieszkańców).

Swoją przygodę z Salonikami rozpoczęliśmy już wieczorem, zaraz po przyjeździe, udając się na pieszy rajd po centrum miasta w poszukiwaniu dobrego greckiego wina. Poszukiwania zakończyły się porażką – nie znaleźliśmy ani jednego sklepu spożywczego, nawet zamkniętego, a co dopiero czynnego (!). Do dziś tego nie rozumiemy. Sytuację uratowały uliczne „kioski”, w których można było w okolicach godziny 22:00 zaopatrzyć się w piwo, a także wino (Retsina Malamatina, niezwykle tu ponoć popularne, udział w rynku: 60%) – sprzedawane w małych, kapslowanych (?) butelkach. Resztę wieczoru spędziliśmy w hotelu – na degustacji 🙂

KML-LogoFullscreen-LogoGeoJSON-LogoGeoRSS-Logo
Tour de Europe 2013 - Saloniki

ładowanie mapy - proszę czekać...

Grecja, Saloniki, port morski: 40.633724, 22.935333
Grecja, Saloniki, plac Arystotelesa: 40.632242, 22.940762
Grecja, Saloniki, katedra św.Grzegorza Palamasa: 40.631058, 22.943766
Grecja, Saloniki, biała wieża: 40.626200, 22.948294
Grecja, Saloniki, kościół Panagia Dexia: 40.631803, 22.952499
Grecja, Saloniki, łuk Galeriusza: 40.632145, 22.951791
Grecja, Saloniki, Rotunda Galeriusza: 40.633138, 22.952757
Grecja, Saloniki, kościół św.Pantaleona: 40.633024, 22.951169
Grecja, Saloniki, Hagia Sofia: 40.632877, 22.946620
Grecja, Saloniki, Bey Hamami: 40.635466, 22.945204
Grecja, Saloniki, kościół Panagia Chalkeon: 40.636924, 22.943616
Grecja, Saloniki, rzymska agora: 40.637697, 22.945805
Grecja, Saloniki, kościół św.Demetriusza: 40.639049, 22.947607
Grecja, Saloniki, hotel El Greco: 40.638914, 22.938080

 

Saloniki, port morski

Saloniki, port morski

Saloniki, nadmorska panorama centrum miasta

Saloniki, nadmorska panorama centrum miasta

Saloniki, nadmorska Aleja Zwycięstwa

Saloniki, nadmorska Aleja Zwycięstwa

Następnego dnia z samego rana (czyli godz.9:00) uderzamy „w miasto”. Czas zobaczyć coś ciekawego. Rajd po Salonikach rozpoczynamy w okolicach portu, jednego z największych w Grecji i na całym wybrzeżu Morza Egejskiego. Idziemy nadmorską Aleją Zwycięstwa na wschód, zatrzymując się najpierw na Placu Arystotelesa, głównego placu miasta, skierowanego w stronę morza. Plac Arystotelesa jest jednym z najbardziej znanych w całej Grecji, jest też symbolem Salonik. Zbudowany został na zgliszczach miasta po wielkim pożarze w 1917 r., który strawił 2/3 miasta.

Odchodzimy lekko od Alei Zwycięstwa i oglądamy katedrę św.Grzegorza Palamasa, metropolitarny kościół kościoła prawosławnego, poświęcony arcybiskupowi Salonik, żyjącemu w XIII wieku. We wnętrzach świątyni znajdują się dziś relikwie świętego.

Na końcu Alei Zwycięstwa stoi kolejny symbol Salonik – Biała Wieża, kiedyś część fortyfikacji miejskich, zbudowana przez Turków (spekuluje się, że autorem jest słynny turecki architekt Sinan, którego prace szerzej poznamy w Stambule) po zajęciu przez nich miasta w 1430 r. Prawdopodobna data budowy to połowa XVI w. Przez Turków wieża używana była jako garnizon i więzienie oraz miejsce publicznych, krwawych egzekucji, przez co zyskała nazwę Krwawej Wieży (lub Czerwonej Wieży), która używana była do końca XIX wieku. W 1912 r., kiedy Grecy przejęli Saloniki, wieża została przez nich wybielona jako symbol oczyszczenia, przyjmując od tego czasu obecną nazwę – Biała Wieża. Dziś jest jedną z najważniejszych atrakcji turystycznych miasta, w jej wnętrzach znajduje się muzeum historyczne Salonik, a dach służy jako taras widokowy.

Saloniki, plac Arystotelesa

Saloniki, plac Arystotelesa

Saloniki, pomnik Arystotelesa na placu jego imienia

Saloniki, pomnik Arystotelesa na placu jego imienia

Saloniki, katedra św.Grzegorza Palamasa

Saloniki, katedra św.Grzegorza Palamasa

Idziemy w górę, na północ, ku ulicy Egnatia, głównej ulicy handlowej centrum Salonik, jednej z najruchliwszych ulic w całym mieście. Pierwszym rzucającym się obiektem jest kościół Panagia Dexia – okazały, ale całkiem współczesny, wybudowany w 1960 r., który nazwę powziął od obrazu, znajdującego się wewnątrz, na którym Maryja trzyma Dzięciątko na prawej ręce (a nie na lewej, jak zazwyczaj jest to przedstawiane). Kościół stoi w miejscu wcześniej tu wybudowanego kościoła św.Hypatiusa, który zburzono.

Kilkadziesiąt metrów od kościoła stoi kolejna słynna budowla Salonik – łuk Galeriusza, wybudowany w 299 r. na życzenie rzymskiego cesarza Galeriusza, łącząc stojącą nieopodal Rotundę (do niej dojdziemy za chwilę) z okazałym pałacem, którego resztki dziś są widoczne 200 m na południe. Luk w najwyższym miejscu miał 12,5 m wysokości i prawie 10 m szerokości. Do czasów dzisiejszych pozostały trzy z ośmiu elementów, składających się na całą budowlę.

Saloniki, Biała Wieża

Saloniki, Biała Wieża

Saloniki, łuk Galeriusza

Saloniki, łuk Galeriusza

Saloniki, Rotunda Galeriusza

Saloniki, Rotunda Galeriusza

Saloniki, malowidła wewnątrz Rotundy Galeriusza

Saloniki, malowidła wewnątrz Rotundy Galeriusza

Saloniki, antyczne ruiny dookoła Rotundy Galeriusza

Saloniki, antyczne ruiny dookoła Rotundy Galeriusza

Stojąc przy łuku Galeriusza, można już podziwiać kolejną budowlę tego samego cesarza – Rotundę (początki IV w.), której pierwotnego przeznaczenia nie można się domyślić, widząc stojący obok budynku minaret – każdy w ciemno powie, że Rotunda jest meczetem. Nieprawda. Choć nie do końca. Rotunda pierwotnie miała być grobowcem (mauzoleum) cesarza Galeriusza, ale zmarł on i został pochowany w Felix Romuliana, swojej posiadłości niedaleko dzisiejszego Zajecaru w Serbii (zwiedzimy Felix Romuliana w drodze powrotnej z tych wakacji). Budowla stała więc pusta, aż kilkadziesiąt lat później przekształcono ją w kościół chrześcijański, bogato zdobiony mozaikami (z których niewielka część zachowała się do dziś).

Przez 1200 lat kościół służył wiernym, ale w 1590 r. Turcy przekształcili go w meczet – właśnie wtedy został dobudowany minaret. Gdy w 1912 r. Grecy odbili miasto, przywrócili budynkowi funkcję kościoła chrześcijańskiego, ale oszczędzili minaret, który stoi do dziś. Dziś Rotunda ma status zabytku, ale okresowo odbywają się tam różne uroczystości kościelne. W czasie naszych odwiedzin był wewnątrz w remoncie. Rotunda jest najstarszym kościołem w całych Salonikach. Podobno niektórzy Grecy uznają go za najstarszy istniejący kościół chrześcijański na świecie, ale tu my raczej pewności nie mamy.

Kolejnym punktem naszej wycieczki po Salonikach jest wpisany na listę dziedzictwa kulturalnego UNESCO bizantyjski kościół pod wezwaniem świętego Pantaleona, o którego początkach wiadomo bardzo niewiele. Architektura wskazuje na przełom XIII / XIV wieku. Wiadomo ponadto, że w 1548 r. został przez Turków przekształcony w meczet (Ishakiye Camii), a funkcję kościoła chrześcijańskiego przywrócono mu w 1912 r., kiedy Grecja przejęła Saloniki (z tego też roku pochodzi obecne wezwanie kościoła). Wewnątrz zachowało się trochę oryginalnych malowideł. Nie zachował się za to dobudowany przez Turków minaret meczetu.

Saloniki, kościół św.Pantaleona

Saloniki, kościół św.Pantaleona

Saloniki, Hagia Sofia

Saloniki, Hagia Sofia

Saloniki, Hagia Sofia

Saloniki, Hagia Sofia

Idziemy do kolejnego kościoła z listy UNESCO – jednego z najstarszych w mieście. To Hagia Sofia, wybudowana w VIII wieku (choć wcześniej, już od III wieku w tym miejscu stał kościół) na wzór świątyni o tej samej nazwie w Konstantynopolu (dzisiejszym Stambule, będziemy ją zwiedzać w drodze powrotnej). Hagia Sofia w Salonikach ma historię bardzo podobną do wielu innych kościołów – po zdobyciu Salonik przez Turków, przekształcona w meczet, w 1912 r. wróciła do funkcji kościoła chrześcijańskiego. Wcześniej, w czasach bizantyjskich (XIII w.) pełniła też funkcję katedry.

Wracamy na ulicę Egnatia, wprost do Bey Hamami, pierwszej historycznie wybudowanej w Salonikach (po zdobyciu miasta przez Turków w 1430 r.) łaźni tureckiej. Powstała ona w 1444 r. i miała osobne wejścia do części męskiej i damskiej. Część męska była o wiele większa i wygodniejsza i do niej właśnie wchodzimy – wejście do części męskiej znajduje się właśnie od ulicy Egnatia (do damskiej wchodziło się „od tyłu”). Laźnia czynna była do 1968 r., obecnie spełnia funkcje muzealne.

Saloniki, Bey Hamami, część męska

Saloniki, Bey Hamami, część męska

Saloniki, Bey Hamami, część męska

Saloniki, Bey Hamami, część męska

Saloniki, kościół Panagia Chalkeon

Saloniki, kościół Panagia Chalkeon

Saloniki, ruiny rzymskiej agory

Saloniki, ruiny rzymskiej agory

Bey Hamami leży na południowo-wschodnim krańcu placu Dikastiriona, patrząc od strony morza leżącego w prostej linii za placem Arystotelesa. Na zachodnim krańcu tego okazałego placu stoi kolejna religijna perełka Salonik – kościół Panagia Chalkeon, popularnie nazywany „czerwonym kościołem”, ze względu na cegłę, z której został zbudowany. Kościół pochodzi z XI w. (1028 r.) i tak jak większość innych, w czasach okupacji tureckiej pełnił rolę meczetu.

Plac Dikastiriona to prawdziwe bogactwo atrakcji. Na północnym jego krańcu znajduje się bodaj najważniejszy historycznie obiekt w Salonikach – pozostałości po rzymskiej agorze, wybudowanej najprawdopodobniej w początkach II wieku, wraz z odeonem (małym teatrem do wystąpień publicznych) mieszczącym nawet do 2000 osób na widowni.

Kilkadziesiąt dosłownie metrów dalej na północ od ruin agory stoi najważniejszy kościół w Salonikach – kościół św.Demetriusza, poświęcony patronowi miasta. Stoi on na miejscu dawnej rzymskiej łaźni, gdzie stanął w V wieku. Odbudowany po pożarach w VII wieku, jest dziś miejscem wielkiego kultu, w tym miejscu bowiem (wg legend, a także badań archeologicznych) więziony był w rzymskiej łaźni, a potem zabity (303 r.), właśnie św.Demetriusz. Dziś wewnątrz kościoła znajduje się mała kapliczka, gdzie spoczywają szczątki świętego, a pod kościołem znajdują się krypty, stanowiące kiedyś łaźnię, w której był on więziony.

Saloniki, kościół św.Demetriusza

Saloniki, kościół św.Demetriusza

Saloniki, kościół św.Demetriusza

Saloniki, kościół św.Demetriusza

Saloniki, kościół św.Demetriusza, kaplica ze szczątkami świętego

Saloniki, kościół św.Demetriusza, kaplica ze szczątkami świętego

Saloniki, kościół św.Demetriusza, kaplica ze szczątkami świętego

Saloniki, kościół św.Demetriusza, kaplica ze szczątkami świętego

Na kościele św.Demetriusza musieliśmy zakończyć nasze zwiedzanie Salonik. Minęły 3 godziny i zbliżało się południe – czas wymeldować się z hotelu i wystartować w dalszą drogę. Tego dnia czekał nas wreszcie wjazd do Turcji, a potem przeprawa promem na kontynent, na którym nas jeszcze nie było – do Azji.

PS. Nasza przygoda z Salonikami miała jeszcze niespodziewany epilog w hotelu, kiedy to okazało się że obsługa hotelu, wprowadzając samochód do windy na parking podziemny, porysowała nam go dość mocno. Spisano nasze dane, zrobiono zdjęcia, obiecano kontakt z ubezpieczycielem hotelu, więc bezstresowo wyjechaliśmy w dalszą drogę, wierząc w profesjonalizm obsługi. Jak się sprawa zakończy, nie wiemy, bo profesjonalizm obsługi jednak… nie istniał – skwapliwie zapomnieli o problemie. Menedżer hotelu, zapytany przez nas kilka dni temu (czyli prawie trzy miesiące od naszego u nich pobytu) mailowo o sprawę…. nic o incydencie nie wiedział. Czyli panowie z obsługi po prostu wyrzucili kontakt do nas i zdjęcia porysowanego samochodu do śmieci. Dlatego też hotelu El Greco w Salonikach – nie polecamy.

Pełna galeria zdjęć z Salonik znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

Joanina, grecka stolica Ali Paszy z Tepeleny

Joannina, Joanina lub Janina – tyle polskich nazw ma to 100-tysięczne greckie miasto. Ale co się dziwić, skoro w samym greckim też ma dwie nazwy: Ioannina lub Jannena (to drugie powszechnie dziś używane). Po raz pierwszy jesteśmy w Grecji, ale nadal podążamy śladami albańskiego Ali Paszy z Tepeleny.

Tour de Europe 2013, dzień 7 (poprzedni wpis z trasy: Butrint, albańska perełka archeologiczna). Albański watażka z przełomu XVIII i XIX wieku, Ali Pasza z Tepeleny, przewinął się nam już w podróży podczas zwiedzania Tepeleny i Butrintu. W Grecji, w drodze do Salonik, w których mamy kolejny nocleg, trafiamy do Joaniny, niegdysiejszej stolicy albańskiego Paszy.

Od granicy albańskiej w Konispolu Joanina oddalona jest o trochę ponad 110 km, mniej więcej półtorej godziny jazdy samochodem, w dużej części wygodną autostradą Egnatia Odos, przecinającą całą Grecję w poprzek. Miasto w tym miejscu po raz pierwszy pojawia się w dokumentach w VI wieku (wybudowane przez bizantyjskiego cesarza Justiniana I), ale pod nazwą Ioannina występuje w nich w 879 r. Od 1431 r. na długie wieki popadła we władanie tureckie, w granicach Grecji od 1913 r. Ale szczyt potęgi osiągnęła Joanina właśnie w okresie, gdy była stolicą Ali Paszy z Tepeleny, tworzącego autonomiczny obszar w ramach Imperium Ottomańskiego.

Joanina, w oddali wieża zamku

Joanina, w oddali wieża zamku

Joanina, mury zamkowe

Joanina, mury zamkowe

Joanina, Muzeum Bizantyjskie

Joanina, Muzeum Bizantyjskie

Joanina, Muzeum Bizantyjskie

Joanina, Muzeum Bizantyjskie

Jeśli ktoś czytał nasz wpis z albańskiej Tepeleny wie, że Ali Pasza osiągnął tak duży stopień niezależności od cesarza, że ten wysłał swoje wojska, by utemperować lennika. Wojska te zostały wysłane właśnie do Joaniny, która była stolicą Ali Paszy i w której Ali Pasza stacjonował. Po dłuższym oblężeniu miasta, Ali Pasza zgodził się na rozmowy z cesarzem, zamiast tego został jednak pojmany, wywieziony na wyspę Nisi na jeziorze Pamvotis (nad którym leży miasto Joanina, też ma dwie nazwy, druga to Pamvotida), tam uwięziony, a następnie zabity. Głowę Ali Paszy wysłano cesarzowi do Konstantynopola. Ali Pasza i jego rodzina pochowani zostali na terenie twierdzy w Joaninie, gdzie spoczywają do dziś dnia.

Głównym naszym celem był zamek w Joaninie, wybudowany pierwotnie za czasów bizantyjskich, ale gruntownie rozbudowany przez Ali Paszę właśnie. Zamek otoczony został murami o łącznej długości 2 km i wysokości do 10 metrów. Otoczyły one obszar o powierzchni 200 akrów. Zamek został wybudowany na cyplu głęboko wrzynającym się z trzech stron w jezioro Pamvotis, od lądu dodatkowo oddzielała go fosa. Dziś w zasadzie teren dawnego zamku można wewnątrz podzielić na dwie części: północną z meczetem Alego Paszy (obecnie muzeum miejskie) oraz południową z twierdzą zwaną Its-Kale i kompleksem starego miasta.

Joanina, meczet Fethiye Camii, przed nim grobowiec Ali Paszy

Joanina, meczet Fethiye Camii, przed nim grobowiec Ali Paszy

Joanina, ruiny pałacu Ali Paszy i bizantyjskiej wieży obronnej

Joanina, ruiny pałacu Ali Paszy i bizantyjskiej wieży obronnej

Joanina, ruiny pałacu Ali Paszy

Joanina, ruiny pałacu Ali Paszy

Zwiedzanie Joaniny rozpoczynamy od… poznania kelnerki z tawerny To Manteio, sąsiadującej z główną, zabytkową zamkową bramą. To jedna z najmilej wspominanych znajomości z tegorocznych wakacji. Dziewczyna ta, na widok nas, parkujących w płatnej strefie parkowania przed jej restauracją, najpierw zrobiła za informację turystyczną, a potem zaoferowała swoją pomoc przy… unikaniu płatności za parkowanie (nawiasem opłaty były wręcz symboliczne). Usłyszeliśmy: „wy idźcie, zwiedzać, a jakby co, ja powiem strażnikom miejskim, że to mój samochód”. Nie chcieliśmy się zastanawiać, jak grecka kelnerka wytłumaczy się z posiadania samochodu na… polskich rejestracjach, ale brzmiała na tyle wiarygodnie, że pozostawiliśmy nasze cztery koła z całym wakacyjnym dobytkiem na jej barkach.

Wchodzimy więc w główną bramę zamku w Joaninie, spacerując wąskimi uliczkami starego miasta. Docieramy do południowej cytadeli, wewnątrz której znajdują się główne atrakcje. Pierwszym znaczącym budynkiem jest Muzeum Bizantyjskie, wewnątrz którego znajdują się znaleziska z czasów ery bizantyjskiej w Joaninie: rzeźby, ikony, monety i inne. Wstęp do muzeum jest płatny, my nie próbowaliśmy do niego wejść.

Obok budynku muzeum stoi Fethiye Camii – meczet, wybudowany na początku XVII wieku, stojący na miejscu poprzednio stojącego tu drewnianego meczetu z 1430 r. Fethiye Camii został znacząco przebudowany przez Ali Paszę w 1795 r., wtedy przybrał teraźniejszą formę. Meczet ten jest o tyle znaczący dla historii, że to właśnie przed nim stoi dziś grobowiec samego Ali Paszy. To tu kończy się historia władcy, która przewijała się od kilku dni w czasie naszej podróży.

Joanina, ottomańskie łaźnie

Joanina, ottomańskie łaźnie

Joanina, ruiny ottomańskiej biblioteki

Joanina, ruiny ottomańskiej biblioteki

Otoczenie wokół meczetu i muzeum to „Seraglio” Ali Paszy. Tak zwano w czasach ottomańskich okazałe pałace, budowane przez każdego większego władcę. Ali Pasza też wybudował własne „Seraglio”, z którego do dziś pozostały ruiny. Ruiny kuchni pałacowej, budynku straży, magazynów amunicji, haremu itp. Zobaczyć tu też można jedyną pozostałość z czasów bizantyjskich – resztki jednej z czterech wież, wybudowanych prawdopodobnie w XI wieku, ochraniających miasto.

Wychodzimy z cytadeli południowej i znów uliczkami starej Joaniny idziemy w kierunku części północnej. Mijamy otoczone siatką i niedostępne dla zwiedzających ruiny łaźni i biblioteki z czasów ottomańskich.

Wkraczamy na teren północnej cytadeli, objętej dziś obszarem muzeum miejskiego w Joaninie. Najpierw trafiamy pomiędzy długie, niskie budynki muzułmańskiej szkoły – medresy. Nad medresą góruje kolejna atrakcja Joaniny – meczet Ali Paszy, wybudowany w 1618 r. na miejscu stojącego tu poprzednio monasteru św.Jana Chrzciciela. Został on zburzony przez Turków po stłumieniu jednego z buntów przeciwko ich władzy. Chrześcijanie zostali wtedy wypędzeni z miasta i zmuszeni do życia poza jego murami. Meczet funkcjonował do 1924 r. (pomimo wchłonięcia Joaniny przez Grecję w 1913 r.), kiedy to Grecja podpisała z Turcją układ o wzajemnej ludności – turecka ludność Joaniny została wysiedlona do Turcji. W 1933 r. opuszczony meczet został przekształcony w muzeum, a Grecy oszczędzili jego minaret, pomimo braku przydatności w działalności muzeum, co było wyjątkowe w skali całego kraju w tamtych czasach.

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Wejście do miejskiego muzeum w meczecie Ali Paszy jest płatne (kosztuje 2 EUR). Warto wejść, by zobaczyć zachowane wnętrza meczetu. Sama wystawa, choć dość widowiskowa, nie jest zbyt cenna historycznie.

Wracamy do samochodu i strażnika w osobie dziewczyny z „To Manteio”. Słowo o samej tawernie „To Manteio” – to znany w Joaninie lokal, polecany m.in. przez biblię turystów – przewodniki Lonely Planet. Specjalizuje się ona w tradycyjnej kuchni greckiej, co też za chwilę wykorzystamy. W drodze powrotnej ustalamy rodzinnie, że aby podziękować za przypilnowanie samochodu, zjemy w „To Manteio” obiad. I tak też robimy.

Menu w „To Manteio” to same greckie potrawy – nic nam nie mówi. To w ogóle nie przeszkadza kelnerkom, które zapraszają nas… do kuchni, gdzie możemy zobaczyć każdą po kolei potrawę z karty, a dziewczyny cierpliwie tłumaczą, z czego potrawy się składają i jak są przyrządzane. Koniec końców wybieramy. Na stół wjeżdżają m.in. sałatka grecka (no jakże by inaczej w Grecji :)) i kokoreci, czyli podroby (wnętrzności) z owcy, podane z grilla. To drugie świetne, ale jak mówi nasza nowa znajoma, ciężkostrawne i z tego powodu nie polecane dzieciom. Obiad jemy w towarzystwie… kanarków, śpiewających w klatkach, wiszących nad naszymi głowami.

Joanina, mauzoleum Ali Paszy obok meczetu

Joanina, mauzoleum Ali Paszy obok meczetu

Joanina, mauzoleum Ali Paszy obok meczetu

Joanina, mauzoleum Ali Paszy obok meczetu

Wyjeżdżamy z miasta z planem wjechania samochodem na wyspę na jeziorze Pamvotis, znaną z monasterów (XI – XVII wiek) oraz muzeum Ali Paszy. To na tej właśnie wyspie był więziony i został zabity Ali Pasza z Tepeleny. Niestety tu nastąpił nieliczny z momentów naszego nieprzygotowania – widoczną w Google Maps na północy jeziora przystań uznaliśmy za przystanek łodzi wożących ludzi i samochody na wyspę, co okazało się w praktyce nieprawdą. Lodzie na wyspę wypływają z samego miasta Joanina, nam więc pozostało oglądanie wyspy z drugiego brzegu… Ograniczenia czasowe wykluczały powrót do Joaniny w celu dostania się na wyspę.

Wyjeżdżamy więc ostatecznie z Joaniny, wracając na Egnatia Odos, autostradę, która późnym wieczorem doprowadzi nad do Salonik, drugiego co do wielkości miasta Grecji (ponad 1 mln mieszkańców), w którym mieliśmy zaplanowany nocleg.

Joanina, wyspa na jeziorze Pamvotis widziana z drugiego brzegu (północnego)

Joanina, wyspa na jeziorze Pamvotis widziana z drugiego brzegu (północnego)

Grecja, autostrada Egnatia Odos

Grecja, autostrada Egnatia Odos

Grecja, autostrada Egnatia Odos

Grecja, autostrada Egnatia Odos

PS. Przej wjazdem do Joaniny chcieliśmy jeszcze zwiedzić ruiny starożytnej Dodony, słynnego starożytnego miasta, znanego z drugiej co do mocy wyroczni greckiej, miejsca kultu Zeusa, gdzie kapłani przewidywali przyszłość na podstawie szumu świętych dębów. Niestety, pomimo informacji z przewodników o godzinach otwarcia 8-19, Grecy wymyślili swoje własne – tylko do 15:30 (a w Grecji jest czas o godzinę do przodu, czyli wyjeżdżając z Albanii, trzeba zdążyć przed 14:30). Spóźniliśmy się pół godziny i po staropolsku… „pocałowaliśmy klamki”, czyli zastaliśmy obiekt zamknięty.

Pełna galeria zdjęć z greckiej Joaniny znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.