grobowce | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Grobowce (nie)Królewskie w Pafos

Piąty dzień pobytu na Cyprze w całości spędziliśmy w Pafos, na południowo-zachodnim krańcu wyspy. Pod względem ilości atrakcji historycznych to nasz zdecydowany faworyt na Cyprze. Naszą relację rozpoczniemy od słynnych Grobowców Królewskich.

Cypr 2015, dzień 6 (poprzedni wpis: Wszystko, co dało się zobaczyć w górach Troodos, cz.2). Pafos było jedynym miejscem, w którym spędziliśmy dwie noce na Cyprze. Wszystko przez to, że wprost przepełnione jest atrakcjami turystycznymi, nie bez powodu wszak jest wpisane w całości na listę UNESCO.

Tym razem nie pójdziemy w naszych wspominkach chronologicznie. Grobowce Królewskie w Pafos mieliśmy w planie zwiedzić na koniec dnia, pełnego wrażeń. Nie przewidzieliśmy jednak, że po sezonie, w październiku, będą one czynne wyjątkowo krótko, bo do godz.17:00. Wynik był taki, że stanęliśmy przed wejściem na pięć minut przed zamknięciem, więc próbowanie zwiedzania nie miało już najmniejszego sensu. Zamiast więc po drugiej nocy w Pafos wyjeżdżać dalej, przedłużyliśmy nasz pobyt w mieście i stawiliśmy się ponownie w Grobowcach Królewskich nazajutrz zaraz po otwarciu (czyli po 9-tej rano).

Grobowce Królewskie w Pafos wcale nie są takie bardzo „królewskie”. W zasadzie w ogóle nie mają nic wspólnego z królami. Nekropolia powstała w III w. p.n.e., w czasach kiedy na Cyprze nie było już królów. Od początku chowano tu znamienitych obywateli miasta, budując ogromne, bogato zdobione grobowce, wydrążone w skałach (znajdują się w ogromnej większości pod powierzchnią ziemi). Stąd potoczne określenie „królewskie”.

Grobowce Królewskie w Pafos

Grobowce Królewskie w Pafos

Grobowce Królewskie w Pafos

Grobowce Królewskie w Pafos

Grobowce Królewskie w Pafos

Grobowce Królewskie w Pafos

Grobowce Królewskie w Pafos

Grobowce Królewskie w Pafos

Nekropolia użytkowana była do chowania ludzi mniej więcej do IV w. n.e. Dziś grobowce znajdują się na sporej powierzchni, ale naprawdę warto przyłożyć się do spaceru – nekropolia naprawdę robi wrażenie. Po tym, jak zaprzestano tu oficjalnie chować zmarłych, powstał tu kamieniołom. Były to czasy wczesnego chrześcijaństwa – wierni wykorzystywali wtedy teren do pochówku bliskich, mimo funkcjonującego kamieniołomu.

W średniowieczu grobowce częściowo były zamieszkałe przez bezdomnych, którzy nierzadko zmieniali ich budowę i niszczyli freski. W niektórych komorach grobowych znajdowały się nawet warsztaty rzemieślnicze, głównie garncarskie. Do naszych czasów tych dosłownie kilka komór grobowych ostało się w nietkniętej formie, najczęściej dzięki temu, że w wyniku upływu czasu zawaliły się ich wejścia. W nich znajdowano malowidła, złote ozdoby czy antyczne amfory. To, co przetrwało do początków XX w., zrabowano podczas złodziejskich prac wykopaliskowych.

Grobowce Królewskie w Pafos

Grobowce Królewskie w Pafos

Grobowce Królewskie w Pafos

Grobowce Królewskie w Pafos

Grobowce Królewskie w Pafos

Grobowce Królewskie w Pafos

Grobowce Królewskie w Pafos

Grobowce Królewskie w Pafos

Grobowce Królewskie w Pafos

Grobowce Królewskie w Pafos

Grobowce Królewskie w Pafos

Grobowce Królewskie w Pafos

Tyle gadania – zobaczcie zdjęcia, bo warto. W kolejnym wpisie pokażemy Wam miejsce, w którym miasto Pafos powstało – bo pierwotnie znajdowało się w całkiem innym miejscu niż dziś.

Pełna galeria zdjęć z Grobowców Królewskich w Pafos znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Cypr 2015

Cypr, Makronisos Beach

Czas na blogowe podsumowanie naszej tygodniowej objazdówki po Cyprze, głównie tym południowym. Jaką wymyśliliśmy sobie trasę, gdzie spaliśmy, co polecamy do zobaczenia - przeczytajcie.

Klasztor Stavrovouni

Ostatni dzień objazdówki po Cyprze spędziliśmy na trasie pomiędzy Limassol a Larnaką, a głównymi atrakcjami były znajdujące się w okolicy najstarsze ludzkie siedliska na wyspie oraz liczne zabytkowe klasztory z bujną historią.

IMG_1793

Chirokitia, stanowisko archeologiczne, uważane za najstarszą odkrytą do tej pory osadę ludzką na Cyprze, było najważniejszym punktem ostatniego dnia naszego pobytu na wyspie Afrodyty. Tym samym skompletowaliśmy wszystkie miejsca z listy UNESCO na Cyprze.

 

 

0

Autor:

Kategorie: Cypr, Cypr 2015, Rok 2015

W drodze nad Bokę Kotorską: Cetynia i park narodowy Lovćen

Po Podgoricy przyszedł czas na zwiedzenie innych atrakcji Czarnogóry, nieco oddalonych od kurortowego wybrzeża morskiego. Kolejna, tym razem historyczna, stolica Czarnogóry – Cetynia oraz górski park narodowy Lovćen.

Tour de Europe 2014, dzień 17 (poprzedni wpis: Podgorica, czyli o tym, jak zaatakowały nas transformersy :)). Po krótkim zwiedzaniu Podgoricy udajemy się w kierunku Boki Kotorskiej – to będzie nasze drugie podejście do zwiedzania atrakcji w miejscowościach nad nią położonych. Ale nad Bokę planujemy dojechać późnym popołudniem – na razie czas na kilka atrakcji po drodze. Pierwszą jest Cetynia (Cetinje), historyczna stolica Czarnogóry i do dziś siedziba prezydenta tego kraju.

Z Podgoricy do Cetynii prowadzi dobra jakościowo, choć średnio atrakcyjna turystycznie trasa – po prostu 35 km, które trzeba przejechać. Z parkowaniem w mieście nie ma problemu, bezpłatnych (przynajmniej nie znaleźliśmy tabliczek z opłatami) parkingów jest ogromna ilość. Parkujemy więc samochód na sporym parkingu obok urzędu miasta, dwa kroki od atrakcji historycznych miasta, i idziemy na rekonesans.

Droga z Podgoricy do Cetynii

Droga z Podgoricy do Cetynii

Cetynia, Muzeum Etnograficzne

Cetynia, Muzeum Etnograficzne

Cetynia, Biljarda, rezydencja Piotra II Niegosza

Cetynia, Biljarda, rezydencja Piotra II Niegosza

Cetynia, Biljarda, rezydencja Piotra II Niegosza

Cetynia, Biljarda, rezydencja Piotra II Niegosza

Cetynia, ruiny starego monasteru i cerkiew z grobowcem Ivana Crnojevića, założyciela miasta

Cetynia, ruiny starego monasteru i cerkiew z grobowcem Ivana Crnojevića, założyciela miasta

Cetynia nie ma żadnych zaszłości starożytnych. Miasto wybudowane zostało w 1482 r. od podstaw (tzn. od siedziby władcy) przez ówczesnego władcy Zety, Ivana Crnojevića. I od razu zostało jego stolicą – Ivan chciał bowiem w czasach najazdu Turków przenieść swoją stolicę w bardziej bezpieczne miejsce – wybrał więc lokalizację w głębi kraju, u stóp gór Lovcen.

Kiedy wybudowano siedzibę władcy, a kilka lat później także monaster – stolica była gotowa. Kilkanaście lat później syn Ivana, Durad, otworzył w Cetynii swoją drukarnię, pierwszą państwową drukarnię na świecie, drukując m.in. pierwsze w historii książki w cyrylicy – i to już ok.40 lat po wynalezieniu druku przez Gutenberga ! W tym samym czasie powstała klasztorna biblioteka, przechowująca cenne manuskrypty. Część z nich zachowała się do dziś i jest wystawiana w klasztornym muzeum. Kilka lat po budowie miasta, jego fundator Ivan Crnojević zmarł, będąc pochowanym w miejscowym klasztorze.

Prze kolejne wieki Cetynia narażona była na ataki ze strony Wenecjan i Turków. Czasem to jedni bronili miasta przed drugimi. Sławny stał się m.in. serbski watażka (w zasadzie – zbójnik) Bajo Pivljanin, pomagający Wenecjanom w czasach najazdów tureckich. Wg legendy zginął on w bitwie z Turkami i pochowany został wraz z żoną przez kościołem Vlaska w Cetynii (jednym z najstarszych budynków w mieście, wybudowanym jeszcze przed samym miastem – w 1450 r.). Jego głowa powędrowała podobno do samego tureckiego sułtana jako trofeum wojenne.

W 1692 r. zniszczony został, wybudowany przez Ivana Crnojevića monaster. Nowy odbudowano niemal 10 lat później, ale w lekko zmienionej lokalizacji, przy wykorzystaniu kamieni ze ruin zniszczonego pierwotnego klasztoru.

Cetynia, monaster

Cetynia, monaster

Cetynia, "Vladin Dom", dawny parlament Czarnogóry

Cetynia, „Vladin Dom”, dawny parlament Czarnogóry

Cetynia, „dom Dukanovića”

Cetynia, „dom Dukanovića”

Cetynia, Vlaška Crkva

Cetynia, Vlaška Crkva

Cetynia, Vlaška Crkva, jeden z dwóch bogomilskich grobowców przed wejściem

Cetynia, Vlaška Crkva, jeden z dwóch bogomilskich grobowców przed wejściem

Kolejny okres świetności Cetynii to czasy władcy Piotra Niegosza, który w 1838 r. wybudował tu swoją rezydencję, zwaną do dziś Biljarda. 40 lat później na kongresie w Berlinie, po wojnie rosyjsko-tureckiej, Czarnogóra odzyskała niepodległość, a jej pierwszą stolicą została właśnie Cetynia. Przestała nią być w 1946 r., kiedy to stolicę przeniesiono do Podgoricy. Po tym czasie znaczenie miasta znacznie spadło, dziś pozostaje ono niewielkim, acz baaaardzo klimatycznym miasteczkiem, z niesamowitą gęstością zabytkowych budynków i dramatycznych historii na metr kwadratowy. Czyli coś wprost stworzonego dla nas :)

Cetynia, pomnik założyciela miasta, Ivana Crnojevića

Cetynia, pomnik założyciela miasta, Ivana Crnojevića

Zwiedzanie miasta rozpoczynamy od placu Dvorski Trg, przy którym znajdują się Muzeum Etnograficzne (wystawa strojów, uzbrojenia i instrumentów muzycznych, głównie z XIX / XX w.) oraz Muzeum – Pałacu króla Nikoli, pierwotnie otwartego w 1926 r. jako Muzeum Narodowe – w czasach gdy Cetynia była stolicą Czarnogóry. Wnętrza muzeów pomijamy, zadowalamy się ich fotografiami z zewnątrz.

Zaraz za nimi po prawej stronie rozpoczyna się teren Biljardy, czyli rezydencji Piotra II Niegosza, wybudowanej w 1838 r. Skąd nazwa ? Myśleliśmy, że od kształtu – z powietrza jest kwadratowa, z czterema wieżami na rogach, które mogą się kojarzyć z dołkami w stole bilardowym – wszak polskie tłumaczenie nazwy to „Bilardówka”. Ale nie – nazwa pochodzi od jednego z pomieszczeń zamku, w którym władca nakazał postawić stół bilardowy.

Po lewej zaś stronie mijamy chyba najbardziej znaczące pod względem historycznym miejsce w Cetynii – pierwotną lokalizację pierwszej siedziby władcy Ivana Crnojevića oraz jego monasteru. Wybudowane w końcu XV w., zniszczone zostały (lub wg innych źródeł wysadzone w powietrze przez mnichów) podczas najazdu w 1692 r. (tu też różne źródła: osmańskiego lub weneckiego). To tu pochowano fundatora miasta, Ivana Crnojevića. W miejscu pierwszego monasteru (zwanym dziś Ćipur) pod koniec XIX w. ówczesny władca, Mikołaj Petrović-Niegosz (jedyny w historii król Czarnogóry), wybudował kaplicę, w której, obok szczątków Ivana Crnojevića, został on pochowany razem z małżonką Mileną.

Cetynia, budynek teatru

Cetynia, budynek teatru

Wjeżdżamy do parku narodowego Lovćen

Wjeżdżamy do parku narodowego Lovćen

Park narodowy Lovćen, szczyt Jezerski Vrh widziany z daleka

Park narodowy Lovćen, szczyt Jezerski Vrh widziany z daleka

Park narodowy Lovćen, schody na szczyt Jezerskego Vrha

Park narodowy Lovćen, schody na szczyt Jezerskego Vrha

Park narodowy Lovćen, schody na szczyt Jezerskego Vrha

Park narodowy Lovćen, schody na szczyt Jezerskego Vrha

Stąd już widać okazałe zabudowania monasteru w Cetynii. Wybudowany został w tym miejscu w początkach XVIII w., częściowo z materiałów, pochodzących z ruin pierwotnego klasztoru, zniszczonego w 1692 r. Kontynuował on dawne tradycje, będąc siedzibą kolejnych władców regionu Czarnogóry. Przestał nią być dopiero z chwilą budowy „Bilardówki”, którą widzieliśmy przed chwilą. Ale do dziś jest traktowany jako jedno z głównych miejsc kultu religijnego w całej Czarnogórze.

Najważniejszym z punktu historycznego miejscem w klasztorze jest wewnętrzne muzeum oraz relikwie przechowywane wewnątrz. Znajdują się tu m.in. relikwie Piotra Cetyńskiego, świętego czczonego głównie w Czarnogórze – znanego bardziej jako Piotra I Niegosza, władcy z przełomu XVIII / XIX w., poprzednika Piotra II Niegosza (ale nie ojca, jego następca, również święty, urodzony nieopodal Cetynii, był synem brata Piota I). Piotr I Niegosz uznawany jest za pierwszego władcę niepodległej Czarnogóry, choć wtedy oficjalnie niepodległym państwem Czarnogóra nie była. Był wszakże zarówno władcą, jak i biskupem (to tradycja dawnych władców tego państwa), stąd większość władców stawała się świętymi. Świętym ogłosił zresztą Piotra I… właśnie Piotr II.

Monaster w Cetynii przechowuje kilka innych relikwi, w tym m.in. część Świętego Krzyża, pastorał Ivana Crnojevića, stułę św.Sawy, pierwszego biskupa Serbii czy koronę Stefana Uroša III Dečanskiego (władcy Serbii, jego historię opisywaliśmy przy okazji odwiedzin monasteru w Visoki Decani, dziś w Kosowie). Znajduje się tu jedna z pierwszych ksiąg, wydrukowanych w drukarni w Cetynii, pochodząca z 1494 r. Najcenniejszą relikwią, przechowywaną tutaj, jest prawa ręka Jana Chrzciciela (jej część przechowywana jest ponoć także w pałacu Topkapi w Stambule – Jan Chrzciciel jest czczony także w Koranie). Niestety na całym terenie klasztoru nie wolno robić zdjęć – nie mamy więc fotografii z wnętrz. Ze zwiedzaniem ich nie ma problemu.

Idziemy na północ, znów mijając Biljardę. Dochodzimy do budynku, zwanego „Vladin Dom”, wybudowanego w 1910 r., w okresie kiedy Czarnogórę ogłoszono (jak się później okazało, na krótki czas – do 1918 r.) monarchią. Był wtedy siedzibą parlamentu Czarnogóry i największym budynkiem w całym państwie. We wnętrzach znajdował się także dom noclegowy dla urzędników państwowych, a nawet tymczasowy teatr. Dziś służy jako Muzeum Narodowe.

Park narodowy Lovćen, mauzoleum Piotra II Niegosza

Park narodowy Lovćen, mauzoleum Piotra II Niegosza

Park narodowy Lovćen, mauzoleum Piotra II Niegosza

Park narodowy Lovćen, mauzoleum Piotra II Niegosza

Park narodowy Lovćen, mauzoleum Piotra II Niegosza, pomnik władcy

Park narodowy Lovćen, mauzoleum Piotra II Niegosza, pomnik władcy

Park narodowy Lovćen, mauzoleum Piotra II Niegosza, grobowiec władcy

Park narodowy Lovćen, mauzoleum Piotra II Niegosza, grobowiec władcy

Park narodowy Lovćen, mauzoleum Piotra II Niegosza, złote sklepienie

Park narodowy Lovćen, mauzoleum Piotra II Niegosza, złote sklepienie

Mijamy kolejny zabytkowy budynek, uważany za jeden z najpiękniejszych w mieście, „dom Dukanovića”, wybudowany także w 1910 r. W swojej historii miał różne zastosowania, dziś jest budynkiem mieszkalnym, wyglądającym na mocno zaniedbały. Dochodzimy wreszcie do najdalej na północ wysuniętej atrakcji Cetynii – cerkwi Vlaška Crkva. Jej historia sięga czasów, kiedy jeszcze… Cetynii nie było. A jak już była, to znów jest historia, warta zauważenia.

Vlaška Crkva wybudowana została w 1450 r., kilkadziesiąt lat przed tym, jak Ivana Crnojević zaczął budować Cetynię. I, co ciekawe, wybudowano ją na wcześniejszym cmentarzysku Bogomiłów, chrześcijańskiego odłamu z dużo starszych czasów (X / XI w.). Jedną z ich nekropolii zwiedzaliśmy rok wcześniej w Radimlji w Bośni. Podobno odkryto tu ok.150 bogomilskich grobowców, z których do dzisiejszych czasów ostały się dwa – nie znaleźliśmy informacji, co stało się z pozostałymi.

Wg legendy Vlahowie byli pasterzami, którzy w tym rejonie strzegli bydła, należącego do władcy Ivana Crnojevića, którzy w 1450 r. wybudowali dla siebie kościół. Początkowo kościół wybudowany był podobno bez udziału kamienia (głównie z gałęzi i gliny). Pierwotna świątynia nie dotrwała do naszych czasów. To, co dziś można oglądać, pochodzi z XVII lub XVIII w. i przebudowy w połowie XIX w. Pozostałości starszej budowli odkryto podczas prac wykopaliskowych pod podłogą obecnej świątyni.

Park narodowy Lovćen, widoki ze szczytu Jezerskego Vrha

Park narodowy Lovćen, widoki ze szczytu Jezerskego Vrha

Park narodowy Lovćen, widoki ze szczytu Jezerskego Vrha

Park narodowy Lovćen, widoki ze szczytu Jezerskego Vrha

Park narodowy Lovćen, widoki ze szczytu Jezerskego Vrha

Park narodowy Lovćen, widoki ze szczytu Jezerskego Vrha

Park narodowy Lovćen, widoki ze szczytu Jezerskego Vrha

Park narodowy Lovćen, widoki ze szczytu Jezerskego Vrha

Pierwszą ciekawostką, na którą warto tu zwrócić uwagę, są dwa kamienne grobowce bogomilskie, stojące przed frontem świątyni. Po pierwsze dlatego, że są jedynymi zachowanymi ze znajdującego się tu przed budową cerkwi cmentarzyska. Po drugie dlatego, że to pod nimi wg legendy pochowano, wspomnianego już wcześniej przez nas, Bajo Pivljanina, watażkę walczącego z Turkami oraz jego żonę. Ta legenda nie znalazła jak dotąd potwierdzenia historycznego. We wnętrzach cerkwi pochowano ważne osobistości w historii Czarnogóry – m.in. pierwszego ministra edukacji czy biskupów z XIX w. Sama cerkiew była zamknięta podczas naszej wizyty.

Drugą ciekawostką, związaną z tą cerkwią, jest jej ogrodzenie – warto na nie zwrócić uwagę. Zostało ponoć wykonane z luf tureckich karabinów, zdobytych podczas wojen na początku II połowy XIX w.

Ostatnim oglądanym przez nas zabytkiem był budynek teatru w Cetynii. Wybudowany został w 1888 r. przez architekta z Trogiru. W tym samym roku odbyło się pierwsze przedstawienie, autorstwa – jakże by mogło być inaczej – ówczesnego władcy, Nikoli I – tego samego, który pochowany został w cerkwi na Ćipurze. Do dziś mieści się tu Teatr Narodowy, na scenie którego występują największe sławy zarówno z byłej Jugosławii, jak i ze świata.

Cała wizyta w Cetynii zajęła nam około godziny. Jak na kilkunastotysięczne dziś miasteczko, to i tak sporo. Wsiadamy w samochód i jedziemy dalej na północ. Teraz celem jest park narodowy Lovćen, a w zasadzie najważniejsze w nim – pod względem historycznym – miejsce. Mauzoleum władcy Piotra II Niegosza, umiejscowione na wysokości 1657 m n.p.m.

Droga z Cetynii do Kotoru

Droga z Cetynii do Kotoru

Droga z Cetynii do Kotoru

Droga z Cetynii do Kotoru

Park narodowy Lovćen zaczyna się niemal zaraz za Cetynią, a do szczytu Jezerski Vrh, na którym stoi wspomniane mauzoleum, jest raptem 20 km. Droga z Cetynii nie jest specjalnie ciekawa widokowo, po prostu musimy przejechać asfaltową drogą przez zalesione, zielone tereny. W końcowym etapie da się zobaczyć coraz częstsze pola biwakowe i miejsca do odpoczynku i zabawy – Lovćen jest popularnym u Czarnogórców miejscem rekreacji. A my jesteśmy tu w sobotę.

Bez żadnego problemu trafiamy pod szczyt Jezerski Vrh – prowadzą tu liczne kierunkowskazy. Ostatni odcinek to stromy, serpentynowy podjazd na górę, gdzie znajduje się mikroskopijny parking (na mniej więcej dziesięć samochodów). Stąd reszta drogi jest już piesza i średnio przyjemna – strome, wykute w skale schody w ilości grubo ponad 400 stopni prowadzą na szczyt, gdzie znajduje się mauzoleum i punkt widokowy. Schody przykryte są czymś w rodzaju betonowego tunelu, nie ma co więc liczyć na widoki po drodze.

Ale za to po wejściu na górę, widoki są nieziemskie. Podobno w dobrą pogodę można stąd zobaczyć prawie całą Czarnogórę. Można tu spędzić naprawdę sporo czasu, kontemplując piękno przyrody z każdej strony. Ale najważniejszym miejscem na szczycie jest monumentalne mauzoleum Piotra II Niegosza, władcy czarnogórskiego z XIX w., a równocześnie poety, uznawanego za jednego z najwybitniejszych w historii tego kraju.

Piotr II Niegosz urodził się całkiem niedaleko, na skraju dzisiejszego parku narodowego, w miejscowości Njeguši. Władzę przejął po wujku, Piotrze I, w wieku 17 lat i sprawował ją aż do śmierci (a nie żył zbyt długo, bo raptem 38 lat). Wybudował w Cetynii słynną „Bilardówkę” jako swoją rezydencję, po raz pierwszy przenosząc ją z monasteru. Choć nadal równocześnie z władzą świecką, sprawował również władzę kościelną – był biskupem. To ostatni taki władca w historii Czarnogóry. Piotr II Niegosz chciał być pochowany w kaplicy na szczycie Jezerski Vrh, którą sam wcześniej wybudował – i tak też się stało.

Droga z Cetynii do Kotoru, panorama Boki Kotorskiej

Droga z Cetynii do Kotoru, panorama Boki Kotorskiej

Droga z Cetynii do Kotoru, panorama Boki Kotorskiej

Droga z Cetynii do Kotoru, panorama Boki Kotorskiej

Droga z Cetynii do Kotoru, panorama Boki Kotorskiej

Droga z Cetynii do Kotoru, panorama Boki Kotorskiej

Droga z Cetynii do Kotoru, panorama Boki Kotorskiej

Droga z Cetynii do Kotoru, panorama Boki Kotorskiej

Starówka Kotoru

Starówka Kotoru

Przeprawa promowa przez Bokę Kotorską

Przeprawa promowa przez Bokę Kotorską

Kaplica została jednak uszkodzona podczas wojen na początku XX w., a grobowiec władcy został umieszczony w monasterze w Cetynii. Dzieła zniszczenia kaplicy dopełniły po II wojnie światowej komunistyczne władze Jugosławii, które pod pretekstem wykonania ostatniej woli Piotra Niegosza, zburzyły kaplicę i wybudowały betonowe, socrealistyczne mauzoleum, przenosząc tu z powrotem grobowiec władcy. Architektem był jeden z najsłynniejszych rzeźbiarzy XX wieku, Ivan Meštrović – jedno z jego dzieł, pomnik Grzegorza z Ninu, mieliśmy okazję widzieć w chorwackim Splicie.

Mauzoleum składa się dwóch posągów strażniczek, strzegących wejścia oraz olbrzymiego posągu władcy (waga: 28 ton) wewnątrz. Grobowiec ze szczątkami Piotra II Niegosza znajduje się piętro niżej, w specjalnej niszy, do której wejście znajduje się z tyłu mauzoleum. Wejście do mauzoleum jest płatne (bodajże 2-3 EUR), ale warto – choćby po to, by zobaczyć sklepienie, wykonane z czystego złota. A dokładnie mozaikę na sklepieniu, złożoną z 27 tys. małych płytek, pokrytych czystym złotem (w sumie zużyto 18 kg złota).

Wsiadamy ponownie w samochód – czas na ostatni etap podróży tego dnia. Przebyliśmy długą drogę z albańskiej Szkodry, przez czarnogórskie Podgoricę i Cetynię. Teraz czas na zjazd z gór Lovćen nad Bokę Kotorską. Jedziemy do Herceg Novi, po raz drugi goszcząc nad tą niezwykle widowiskową zatoką. Rok wcześniej jeden dzień spędziliśmy podczas wakacyjnej podróży w Kotorze.

Trasa z parku narodowego Lovćen do Kotoru jest niezwykle widowiskowa. Śmiemy twierdzić, że jest jedną z najpiękniejszych dróg w Czarnogórze. Najpierw jedziemy wąską drogą, na której ciężko minąć się z nadjeżdżającym z naprzeciwka samochodem. Dojeżdżamy w okolice wsi Njeguši, gdzie droga się rozszerza, a równocześnie zaczyna się widowiskowy zjazd ostrymi serpentynami (w sumie ok.30 zakrętów po 180 stopni każdy). Po drodze w wielu miejscach urządzone zostały punkty widokowe, przy których można się zatrzymać – bo łapki wręcz świerzbią, by trzaskać fotki – widoki są nie do opisania.

Boka Kotorska niemal z każdej strony jest cudownym widokiem, ale widziana z otaczających ją gór jest jednym z najpiękniejszych widoków, jakie da się wymarzyć. W sumie trasa do Kotoru liczy nieco ponad 30 km, z czego mniej więcej połowa to zjazd widokowy. Można na trasie naprawdę spędzić dużo czasu, zatrzymując się co chwila, by podziwiać panoramę. Zmontowaliśmy na niej także autorski filmik, choć obraz z kamery umieszczonej w samochodzie nie zawsze oddaje widoki obecne za bocznymi oknami pojazdu. Film możecie zobaczyć poniżej.

Przy zapadającym zmroku dotarliśmy na przeprawę promową pomiędzy miejscowościami Lepetane i Kamenari. Skraca ona znacznie objazd dookoła całej zatoki (inaczej trzeba byłoby przejechać kilkadziesiąt kilometrów więcej), a koszt przeprawy był symboliczny. Koniec końców około godziny 21:00 zawitaliśmy do naszego miejsca noclegowego w Herceg Novi. Po mniej więcej 12 godzinach podróży i zwiedzania nie daliśmy sobie jednak zbyt dużo czasu na odpoczynek – nie mogliśmy bowiem odpuścić sobie nocnego spaceru po pięknej starówce w Herceg Novi – ale to już będzie w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z Cetynii i parku narodowego Lovćen w Czarnogórze znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

 

Koło historii. Kosowe Pole i Kosowska Mitrowica

W drodze z Prisztiny na północ Kosowa zobaczyć można dwa bardzo znaczące dla historii tego państwa miejsca. Kosowe Pole i Kosowską Mitrowicę. Pierwsze z zamierzchłej historii, drugie z ostatnich lat. Oba tak samo znaczące, aczkolwiek w różnym znaczeniu.

Tour de Europe 2014, dzień 14 (poprzedni wpis: Prisztina, miasto jak nie z Kosowa). Wyjeżdżamy z Prisztiny na północ. Kolejny nocleg mamy także w Kosowie, w Prizrenie na południowym-zachodzie kraju, przy granicy z Albanią. Ale zanim wjedziemy do Prizrenu, czeka nas przejazd północną częścią Kosowa. Najpierw chcemy dojechać do Kosowskiej Mitrowicy.

Zanim jednak tam dotrzemy, czekają nas dwa przystanki. Pierwszym jest Gazimestan, nazwa miejsca nic nie mówi. Ale tak naprawdę jesteśmy na Kosowym Polu, miejscu kilku ważnych bitew, w tym jednej najważniejszej. Tej z 1389 r., kiedy to wojska serbskie wraz ze sprzymierzeńcami zmierzyły się tu z armią turecką sułtana Murada I. Bitwa zakończyła się klęską Serbów i śmiercią ich wodza, księcia Lazara – ale zginął także sułtan osmański, zgładzony wg legendy przez Milosa Obilica zatrutym mieczem.

Kosowo, Gazimestan, pomnik bitwy na Kosowym Polu

Kosowo, Gazimestan, pomnik bitwy na Kosowym Polu

Kosowo, Gazimestan, pomnik bitwy na Kosowym Polu

Kosowo, Gazimestan, pomnik bitwy na Kosowym Polu

Kosowo, Gazimestan, pomnik bitwy na Kosowym Polu, idziemy na górę

Kosowo, Gazimestan, pomnik bitwy na Kosowym Polu, idziemy na górę

Kosowo, Gazimestan, panorama pola bitwy na Kosowym Polu

Kosowo, Gazimestan, panorama pola bitwy na Kosowym Polu

Kosowo, Gazimestan, turecki grobowiec na Kosowym Polu

Kosowo, Gazimestan, turecki grobowiec na Kosowym Polu

Bitwa na Kosowym Polu jest zresztą u Serbów jedną wielką legendą. Legendą o bohaterstwie, pojednaniu z Bogiem, męczeństwie i wielkiej porażce (to ostatnie nie miało miejsca). Z księcia Lazara i Obilica legenda zrobiła największych bohaterów, stworzyła też zdrajcę, Brankovica, miejscowego władcę, z którego uczyniła tego, który przeszedł na stronę wroga – to też nigdy nie miało miejsca. Bitwa przeszła do historii Serbii jako narodowa trauma – jest dla Serbów równie ważna, co dla nas bitwa pod Grunwaldem – no ale myśmy tę bitwę przynajmniej wygrali.

Kosowo, Gazimestan, "kosowskie przekleństwo" księcia Lazara

Kosowo, Gazimestan, „kosowskie przekleństwo” księcia Lazara

Powszechnie uznaje się przegraną w 1389 r. bitwę za początek panowania tureckiego na terenach serbskich. Prawda to jednak częściowa, bo odbyła się tu nie tak długo później kolejna bitwa z Turkami – w 1448 r. – tak naprawdę dopiero po niej Turkowie rozlali się po całych Bałkanach, rozpoczynając swoje panowanie tutaj przez kolejne prawie 500 lat.

Gazimestan, czyli miejsce bitwy na Kosowym Polu, znajduje się raptem kilka kilometrów na północ od Prisztiny. Nie jest tu trudno trafić, wieżę widać z daleka. Tu pierwszy raz zetknęliśmy się w Kosowie z ochroną. Teren jest ogrodzony i pilnowany przez policjanta, przed wejściem należy zostawić u niego dowód osobisty. To przez całą następną dobę w Kosowie był widok, który napawał smutkiem i burzył radość zwiedzania. Nie odbierał chęci, ale powodował, że cały czas nie potrafiliśmy się pozbyć myśli o tym, co działo się w Kosowie jeszcze kilka lat temu. O tym, że Albańczycy postanowili zniszczyć wszystkie symbole serbskości na terenie Kosowa i chyba myślą o tym do dziś, skoro najważniejsze dla Serbów miejsca w Kosowie muszą być nadal ochraniane. Tu przez jednego policjanta, ale dalej były już całe zorganizowane oddziały wojsk KFOR, pilnujące ważniejszych obiektów prawosławnych.

Bitwę na Kosowym Polu upamiętnia dziś pomnik w kształcie średniowiecznej wieży obronnej. Wybudowano go w latach 50-tych XX wieku, jeszcze za czasów komunistycznej Jugosławii. Do wieży można wejść i po schodach wyjść na jej szczyt, by podziwiać panoramę miejsca słynnej bitwy. U podnóża wieży znaleźć można słowa znanego u Serbów „kosowskiego przekleństwa”, ubranych w poemat słów, przypisywanych księciu Lazarowi. Miał je wypowiedzieć tuż przed bitwą, przeklinając tych, którzy nie przybyli, by wziąć udział w bitwie. Ze szczytu wieży można też w oddali zobaczyć islamski grobowiec, ponoć ze szczątkami osmańskich dygnitarzy, którzy zginęli w bitwie.

Kosowo, grobowiec tureckiego sułtana Murada I, poległego w bitwie na Kosowym Polu

Kosowo, grobowiec tureckiego sułtana Murada I, poległego w bitwie na Kosowym Polu

Kosowo, grobowiec tureckiego sułtana Murada I, poległego w bitwie na Kosowym Polu

Kosowo, grobowiec tureckiego sułtana Murada I, poległego w bitwie na Kosowym Polu

Kosowo, grobowiec tureckiego sułtana Murada I, poległego w bitwie na Kosowym Polu

Kosowo, grobowiec tureckiego sułtana Murada I, poległego w bitwie na Kosowym Polu

Kosowo, grobowiec tureckiego sułtana Murada I, poległego w bitwie na Kosowym Polu

Kosowo, grobowiec tureckiego sułtana Murada I, poległego w bitwie na Kosowym Polu

Miejsce nie sprawia specjalnego wrażenia, ale jest wyjątkowe. Dla Serbów. Tu odbyła się chyba najważniejsza bitwa w historii ich narodu. To m.in. to miejsce sprawia, że tak ciężko jest się im pogodzić z oddzieleniem Kosowa jako niepodległego państwa. Teraz nawet dziś niezbyt jest tu spokojnie i dostęp do Gazimenstanu Serbowie mają mocno utrudniony – jeszcze w 2012 r. zaatakowano koktajlami Mołotowa autobusy z wycieczką serbskich dzieciaków, wyjeżdżające spod pomnika. No, ale też to właśnie tu w 1989 r. przywódca serbski Milosevic wygłosił słynne przemówienie, uważane za początek niepokojów w Kosowie – nawołujące do skrajnego nacjonalizmu.

Maksymalnie kilometr na północ od Gazimestanu znajduje się kolejne miejsce, silnie związane z bitwą na Kosowym Polu z 1389 r. Tym razem to miejsce ważne dla Turków i świata islamu – tu bowiem znajduje się grobowiec sułtana Murada I – trzeciego w kolejności sułtana Imperium Osmańskiego, przywódcy Turków podczas bitwy. Jak już wspominaliśmy, zginął on podczas bitwy, podobno dźgnięty zatrutym mieczem przez serbskiego rycerza, Milosa Obilica.

Teraz trochę niemiło pod względem estetycznym – pochowano tu jedynie organy wewnętrzne sułtana, jego ciało zabrano do Bursy, gdzie złożono w innym grobowcu. Grobowiec w Kosowie wybudował syn Murada, sułtan Bajazyd I. Miejsce to jest pod stałym nadzorem władz tureckich i to one często sponsorują kolejne remonty i odnowy tego miejsca, które dziś, jak na standardy Kosowa, prezentuje się niezwykle godnie. No, ale i pochowany tu jest nie byle kto. Grobowiec sułtana Murada I jest najstarszym osmańskim obiektem na terenie Kosowa.

Kosowo, siły KFOR na drodze do Kosowskiej Mitrowicy

Kosowo, siły KFOR na drodze do Kosowskiej Mitrowicy

Kosowo, siły KFOR na drodze do Kosowskiej Mitrowicy

Kosowo, siły KFOR na drodze do Kosowskiej Mitrowicy

Kosowo, droga do Kosowskiej Mitrowicy

Kosowo, droga do Kosowskiej Mitrowicy

Kosowo, wjeżdżamy do Kosowskiej Mitrowicy

Kosowo, wjeżdżamy do Kosowskiej Mitrowicy

Teraz czeka nas już jazda do Kosowskiej Mitrowicy. Ale musimy tu wspomnieć o dwóch rzeczach. Po pierwsze, na długich odcinkach, droga z Prisztiny do Mitrowicy nijak nie kojarzy się z jazdą – jest w kapitalnym remoncie, a w zasadzie chyba w budowie od nowa i długa część jest w stylu „albańskim” – doły i całkowity brak asfaltu. Co w upale oznacza jeszcze – tumany kurzu i samochód zmieniający kolor na „zakurzony” :) Tak było na wakacjach w 2014 r. Tu po raz pierwszy zobaczyliśmy, że Kosowo się zmienia – a znając szybkość budowania dróg w Albanii, możemy się zakładać że teraz (rok po naszej wyprawie) trasa jest już gładziutką ekspresówką.

I drugie spostrzeżenie – w miarę zbliżania się do Mitrowicy, gwałtownie wzrastała liczba jadących z przeciwka wojskowych konwojów KFOR-u. I co istotne, z dumą oglądaliśmy dużą ilość pojazdów z polskimi flagami – polscy żołnierze są tu bardzo widoczni. No, ale to też dawało nam znać, że zbliżamy się powoli do miasta, będącego symbolem wojny w Kosowie – miasta podzielonego do dziś na dwie, nienawistnie do siebie nastawione i mocno oddzielone części. A właściwie do dwóch miast, bo zostało ono całkiem niedawno podzielone. Chyba dla zabicia wyrzutów sumienia…

Sama nazwa „Kosowska Mitrowica” jest serbska, tak jak większość nazw miejscowości w Kosowie – albańskie nazwy są tłumaczeniami. Sami Albańczycy miasto nazywają po prostu Mitrowica. Nazwa miasta pojawia się w historii już w XIV w., ale przez większość upływających wieków nie działo się tu nic ciekawego. Było zawsze miastem przemysłowym, głównie dzięki bogatym złożom srebra i cynku, a nawet złota w pobliskich wielkich kopalniach.

O Kosowskiej Mitrowicy stało się głośno na świecie z najgorszego możliwego powodu – z powodu wojny. Jeszcze po II wojnie światowej żyły tu niemal równe populacje Serbów i Albańczyków, ale potem sytuacja zaczęła się zmieniać, a dramatycznie zrobiło się podczas wojny w Kosowie. Najpierw serbskie wojska mocno zniszczyły południową część miasta, zamieszkaną przez Albańczyków. A potem ci drudzy wysiedlili siłą z tej części wszystkich mieszkających tu Serbów i Romów – zostali przeniesieni do północnej części miasta, za rzekę Ibar.

Kosowo, Kosowska Mitrowica, most na rzece Ibar

Kosowo, Kosowska Mitrowica, most na rzece Ibar

Kosowo, Kosowska Mitrowica, most na rzece Ibar

Kosowo, Kosowska Mitrowica, most na rzece Ibar

Kosowo, Kosowska Mitrowica, most na rzece Ibar

Kosowo, Kosowska Mitrowica, most na rzece Ibar

Kosowo, Kosowska Mitrowica, most na rzece Ibar

Kosowo, Kosowska Mitrowica, most na rzece Ibar

Dwie kolejne smutne karty historii miasta to lata 2004 i 2008, i kolejne zamieszki pomiędzy Serbami i Albańczykami. W pierwszych zginęło sporo osób, głównie Serbów, w drugich ucierpiały siły porządkowe KFOR, w sporej części polscy policjanci. W 2013 r. miasto oficjalnie podzielono na dwie części – Kosowską Mitrowicę i Północną Kosowską Mitrowicę, zamieszkane przez nastawione przeciwko sobie społeczności.

Symbolem Kosowskiej Mitrowicy jest dziś most na rzece Ibar, oddzielający obie części Mitrowicy. Nie jest to jedyny most w mieście, ale ten jest symboliczny. Przez kilka ostatnich lat był nieprzejezdny dla samochodów, po tym jak Serbowie po swojej stronie zniszczyli buldożerami drogę, budując jednocześnie barykadę za mostem, uniemożliwiającą przejazd samochodem. Dwa miesiące przed naszym przyjazdem wydawało się, że sytuacja się normuje – Serbowie zdjęli blokadę z mostu – ale niedługo potem zamiast niej na serbskiej części mostu pojawiły się… drzewka i trawa. Serbowie otworzyli na moście… Park Pokoju. Tylko że tym sposobem znów most stał się nieprzejezdny. Pod koniec czerwca 2014 r. zaczęli więc gwałtownie protestować Albańczycy po swojej stronie.

Most pozostał nieprzejezdny. Do dziś na stałe jest pilnowany przez siły wojskowe KFOR, w czasie naszej wizyty stacjonowali na nim włoscy karabinierzy. Nadal więc most symbolicznie dzieli obie społeczności miasta. Miasta tak podzielonego, że zdążyło się ono nawet podzielić na dwa mniejsze. Po obu stronach mostu wiszą inne flagi: po północnej serbskie, po południowej – albańskie. Nadal też część Serbów z Mitrowicy odmawia uznania Kosowa, co objawia się np. brakiem tablic rejestracyjnych na samochodach po serbskiej stronie – Serbowie odmawiają zakładania tablic kosowskich, a serbskich założyć w Kosowie nie mogą. Jeżdżą więc… bez tablic. A po swojej stronie mostu postawili pomnik, upamiętniający ofiary bombardowań NATO i zamachów ze strony albańskiej UCK (Wyzwoleńczej Armii Kosowa).

Obie strony miasta żyją niby normalnie, ale jako całość nadal stanowią teren potencjalnie bardzo wybuchowy. Ilość jeżdżących po mieście samochodów sił pokojowych KFOR zdaje się to dodatkowo potwierdzać. Zwiedzanie Mitrowicy nie jest więc czymś krzepiącym. Trochę tu niepewnie, a jeszcze więcej – smutno. Wrażenie wrogości obu części miasta przytłacza.

Kosowo, Kosowska Mitrowica, most na rzece Ibar od strony serbskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, most na rzece Ibar od strony serbskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, samochody bez rejestracji po stronie serbskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, samochody bez rejestracji po stronie serbskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, "Pomnik Górników" po stronie serbskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, „Pomnik Górników” po stronie serbskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, pomnik ku czci serbskich ofiar nalotów NATO i zamachów UCK po stronie serbskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, pomnik ku czci serbskich ofiar nalotów NATO i zamachów UCK po stronie serbskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, meczet Bajram Paszy po stronie albańskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, meczet Bajram Paszy po stronie albańskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, siedziba władz miasta po stronie albańskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, siedziba władz miasta po stronie albańskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, ulice miasta po stronie albańskiej

Kosowo, Kosowska Mitrowica, ulice miasta po stronie albańskiej

Dla pełności naszej wizyty w Mitrowicy, wspomnimy jeszcze o dwóch obiektach, widzianych przez nas podczas króciutkiego pobytu w mieście. Przede wszystkim „Pomnik Górników”, niejako wizytówka miasta (przyćmiona niestety przez most), wybudowana ku czci okolicznych górników, walczących podczas II wojny światowej. Górników z obu społeczności miasta – miał być symbolem ich jedności… Historia wyśmiała jednak ideę, niestety. Pomnik stoi na wysokim wzgórzu po serbskiej stronie Mitrowicy.

Drugim obiektem wartym uwagi był meczet Bajram Paszy, stojący po stronie albańskiej. Jest nowy, dopiero co wybudowany, stoi na miejscu wcześniej znajdującego się tu meczetu, który nie przeżył wojny w Kosowie. Meczet Bajram Paszy jest dziś największym meczetem w całym Kosowie.

W Mitrowicy zakończyła się nasza jazda na północ Kosowa. Teraz czas na objazd po wschodniej części tego państwa i dojazd do Prizrenu, w którym mieliśmy zaplanowany kolejny nocleg. Zanim tam dojedziemy, zobaczymy kolejne kosowskie zabytki z listy UNESCO. Wszystkie cztery obiekty z tej listy, znajdujące się w Kosowie, pokażemy Wam w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z Kosowego Pola i Kosowskiej Mitrowicy znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Wergina, czyli początki wielkiej Macedonii

Wergina, malutkie i spokojne miasteczko w północnej Grecji, skrywa w sobie całe tysiąclecia historii i chwałę pierwszej stolicy wielkiej Macedonii. To tu powstała ta wielka starożytna potęga, to tu rządzili Filip II Macedoński i jego syn – Aleksander Wielki.

Tour de Europe 2014, dzień 13 (poprzedni wpis: 8 dni w kurorcie Paralia Katerinis). Czas rozpocząć drogę powrotną do domu. Po podróży przez Serbię (Smederewo, Nisz) i Macedonię (Skopje, Ochryda) i ponad tygodniowym pobycie w greckim Paralia Katerinis, rozpoczęliśmy drogę powrotną do Polski. Daleko nie zajechaliśmy – pierwszym przystankiem, jeszcze w Grecji, była oddalona o godzinę jazdy samochodem Wergina – małe, spokojne miasteczko, skrywające wielką historię jednej z największych antycznych potęg – wielkiej Macedonii.

Początki historii tego miejsca – w czasach antycznych nosiło nazwę Aigai (Ajgaj) – mają dwie wersje – mityczną i tą, preferowaną przez historyków. Wg mitów miasto założył Karanos, żyjący na przełomie IX / VIII w. p.n.e. syn jednego z doryckich władców (Temenusa, pochodzącego w prostej linii od Heraklesa), który po śmierci ojca przegrał walkę o władzę w rządzonym przez niego Argos na Peloponezie. Karanos udał się wtedy do wyroczni w Delfach, która nakazała mu poszukanie nowego miejsca na ziemi tam, gdzie znajdzie kozy. Udał się więc Karanos na północ, i w miejscu gdzie rzeczywiście zobaczył mnóstwo kóz, założył nowe miasto, nazwane Aigai – „miasto kóz”. Stał się też pierwszym królem nowego państwa, tworząc dynastię, która przez wieki rządziła potem Macedonią, wydając na świat m.in. Aleksandra Wielkiego.

Wergina, kopiec z królewskimi grobowcami

Wergina, kopiec z królewskimi grobowcami

Wergina, grobowiec króla Filipa II

Wergina, grobowiec króla Filipa II

Muzeum w Werginie, z prawej urna grobowa i korona króla Filipa II

Muzeum w Werginie, z prawej urna grobowa i korona króla Filipa II

Muzeum w Werginie

Muzeum w Werginie

Wersja „historyczna” jest podobna, różni się jednak co do czasu. Tutaj miasto Aigai założył uciekający z Argos tamtejszy potomek (syn) Koronosa z tej samej dynastii – Perdikkas I Macedoński, uznawany za pierwszego króla Macedonii. Tutaj też pojawia się przepowiednia wyroczni w Delfach, dotycząca kóz. Tyle że Perdikkas żył w VIII / VII w. p.n.e.

W każdym razie sława i zamożność Aigai szybko rosła, już w V w. p.n.e. Aigai było jednym z najważniejszych greckich miast. Pod koniec tego stulecia stało się ono także mekką ówczesnych artystów – tu ostatnie swoje dzieła tworzył np. Eurypides. IV w. p.n.e. to początki szczytowego okresu chwały Aigai i całej antycznej Macedonii. Tron obejmuje Filip II, który rozpoczyna wielką rozbudowę miasta, praktycznie przebudowując je od nowa. Buduje wtedy m.in. ogromny pałac królewski (12.500 m2), uznawany dziś za drugi – po ateńskim Partenonie – najważniejszy budynek, pochodzący z czasów klasycznej Grecji. Wydarzenia polityczne niejako zmuszają jednak Filipa II do przeniesienia stolicy państwa do Pelli, m.in. ze względu na położenie blisko morza i znajdujący się tam port.

Ale pomimo tego, Aigai pozostało świętym miastem Macedończyków, miejscem najważniejszych wydarzeń religijnych oraz miejscem pochówku władców. To w Aigai w 336 r. p.n.e. odbywały się uroczystości zaślubin córki Filipa II (Kleopatry), podczas których król został zdradziecko zamordowany przez własnego ochroniarza, mszczącego się za prywatne sprawy z przeszłości. Po Filipie władzę objął Aleksander, zwany później Wielkim, jeden z najsłynniejszych przywódców w historii świata. A Filip II został pochowany w Aigai, jego grób przykryto ziemnym kopcem. Później obok pochowano także jego wnuka, syna Aleksandra Wielkiego – Aleksandra IV.

Wergina, ruiny sanktuarium bogini Euklei

Wergina, ruiny sanktuarium bogini Euklei

Wergina, ruiny antycznego teatru. Tu zginął król Filip II

Wergina, ruiny antycznego teatru. Tu zginął król Filip II

Aigai zostało poważnie zniszczone przez Rzymian, gdy w 168 r. p.n.e. podbijali coraz słabszą Macedonię. Miasto odbudowano, ale nigdy już nie odzyskało ono swojej pierwotnej świetności, stopniowo przez wieki podupadając. Najświeższe znaleziska pochodzą z I w. n.e., aczkolwiek prawdopodobnie Aigai zamieszkane było do mniej więcej V w., kiedy to zostało ostatecznie opuszczone przez mieszkańców i zapomniane.

Przypomniano sobie o nim dopiero w 1977 r., kiedy to grecki archeolog odnalazł w istniejącej już wtedy Werginie królewskie grobowce, przysypane ziemią. W ich wnętrzach znaleziono wiele kosztowności i królewskich insygniów, a także przedmioty codziennego użytku. W 1993 r., aby je ochronić, nad nim stworzono betonową kopułę, z zewnątrz wyglądającą na wielki kopiec. Grobowce przekształcono w muzeum, udostępniając je zwiedzającym.

I to właśnie od tychże grobowców rozpoczęliśmy zwiedzanie atrakcji Werginy. W odróżnieniu od innych części antycznego Aigai, grobowce znajdują się w centrum dzisiejszej Werginy. Nie ma problemu ze znalezieniem parkingu, wielu okolicznych mieszkańców oferuje miejsce na samochód za drobną odpłatnością.

Wergina, grobowiec królowej Thessalonike (III w. p.n.e.)

Wergina, grobowiec królowej Thessalonike (III w. p.n.e.)

Wergina, grobowiec królowej Thessalonike (III w. p.n.e.)

Wergina, grobowiec królowej Thessalonike (III w. p.n.e.)

Grobowce macedońskich władców, tak jak już napisaliśmy powyżej, są dziś przykryte dachem i zamienione w muzeum. Wstęp do niego jest odpłatny, i to niemało – 8 EUR od osoby dorosłej. Wraz z biletem otrzymuje się ulotkę, opisującą to miejsce – tak „wyposażeni” udajemy się do środka. Wnętrze muzeum jest mocno zaciemnione, oświetlenie znajduje się tylko przy eksponatach, co ma wzmocnić uwagę turystów na nich.

Ciemności panujące w środku mocno utrudniałyby pewnie robienie zdjęć – ale tu nie ma kłopotu – bo zdjęć we wnętrzach po prostu nie można robić w ogóle. Być może ze względu na niektóre cenne eksponaty, znajdujące się w muzeum, ale to nie zmienia tego, że możemy Werginę zaliczyć do tych miejsc, a których wprowadzono bezsensowny zakaz fotografowania. A może i nie bezsensowny, bo znając turystów, większość w takich ciemnościach „waliłaby” fotki z włączonymi lampami błyskowymi, a to już byłoby szaleństwo i uniemożliwiłoby innym normalne zwiedzanie muzeum. Tak czy tak – kilka zdjęć mamy – robione oczywiście bez flasha.

We wnętrzach grobowego kopca znajduje się kilka antycznych macedońskich grobowców. Dwa z nich są zidentyfikowane – to grobowce króla Filipa II oraz Aleksandra IV. Ten drugi to wnuk Filipa, a syn Aleksandra Wielkiego, choć są jeszcze pewne wątpliwości, czy aby na pewno właśnie tu został pochowany. Aleksander IV, podobnie jak jego dziadek, także został zamordowany, dożywając ledwie 14 lat. Nigdy samodzielnie nie sprawował władzy ze względu na wiek – właśnie w wieku 14 lat miał objąć samodzielne królestwo i wtedy pozbyto się go, mordując go wraz z matką, żoną Aleksandra Wielkiego.

Na pewno zaś leży tu Filip II, w przedsionku jego grobowca leży także jedna z jego żon, prawdopodobnie w innym grobowcu leży także inna z żon króla, zmarła przed nim. We wnętrzu znaleziono m.in. królewską koronę, broń czy akcesoria kąpielowe. Podobne przedmioty znaleziono w grobowcu Aleksandra IV – wszystkie one są dziś eksponatami w muzeum w Werginie i znajdują się w gablotach obok grobowców. Prochy obu władców umieszczone były w kosztownych, zdobionych urnach. We wnętrzach kopca znajduje się także heroon, miejsce kultu zmarłych królów.

Grobowce królewskie były w zasadzie jedyną częścią antycznego Aigai, które udało nam się zobaczyć. Drugi z najbardziej znanych elementów starożytnego miasta – wielki pałac królewski Filipa II okazał się być bowiem zamknięty dla turystów, ze względu na trwające tam prace. Pałac został wybudowany w połowie IV w. p.n.e., prawdopodobnie wg projektu Pyteosa, tego samego który projektował m.in. słynne mauzoleum w Halikarnasie (dzisiejsze Bodrum w Turcji). Historia mówi, że ogromny pałac, wybudowany na wzgórzu był widoczny nawet z dalekich okolic, słynny był również przepych panujący w środku i setki metrów kwadratowych podłogi, pokrytej mozaikami. Nie dane nam było jednak zobaczyć ani kawałka tego cudu.

Okolice Werginy to brzoskwiniowe zagłębie

Okolice Werginy to brzoskwiniowe zagłębie

Okolice Werginy to brzoskwiniowe zagłębie

Okolice Werginy to brzoskwiniowe zagłębie

Okolice Werginy to brzoskwiniowe zagłębie

Okolice Werginy to brzoskwiniowe zagłębie

Mogliśmy za to zobaczyć (choć także zza ogrodzenia) resztki antycznego teatru, wybudowanego także w IV w. p.n.e. Teatr ten zapisał się w historii – to właśnie na nim gwardzista króla Filipa II zamordował go mieczem na oczach tłumu. Kolejnym miejscem, w którym zobaczyliśmy jedynie tabliczkę z nazwą, były ruiny sanktuarium bogini Euklei – bogini sławy i dobrej reputacji. Jeśli traficie na to miejsce, gdy będzie otwarte, zobaczycie zapewne ruiny dwóch świątyń, ołtarz i stoy. Sanktuarium także wybudowano w IV w. p.n.e.

Na terenach dawnego Aigai odkryto także liczne wolnostojące grobowce z czasów świetności Macedonii. Pochodzą one z okresu VI – III w. p.n.e., a najbardziej znanym i dostępnym dla turystów z nich jest ten znajdujący się niedaleko pałacu i teatru – grób Thessalonike, córki Filipa II. Historia jej życia jest niezwykle zagmatwana. Była przyrodnią siostrą (córką innej żony tego samego króla) Aleksandra Wielkiego. Wydano ją za mąż za Kassandra, który po objęciu władzy przez Aleksandra Wielkiego, stał się jego wielkim oponentem.

Kassander, pomimo „wżenienia” się w dynastię królewską, nie zaprzestał działań przeciwko władcom, dążąc do przejęcia władzy. Kulminacją tych działań było zamordowanie Aleksandra IV (bratanka Thessalonike) i jego matki (żony Aleksandra Wielkiego) właśnie przez Kassandra, dzięki czemu objął on tron Macedonii, rozpoczynając czasy nowej dynastii tamtejszych władców – Antypatrydów i tym samym kończąc erę Argeadów – dynastii która Macedonię założyła i wydała na świat m.in. Filipa II i Aleksandra Wielkiego. Śmierć Kassandra w 297 r. p.n.e. była też początkiem końca królowej Thessalonike. Zamordował ją jeden z trzech jej synów w 295 r. p.n.e., nie mogąc pogodzić się z odsunięciem od władzy i oddaniem jej przez matkę dwóm pozostałym braciom.

W okolicach Werginy znaleźć także można pozostałości murów obronnych miasta Aigai, wzniesionych w V w. p.n.e. My jednak darowaliśmy sobie ich poszukiwanie, nieco zrażeni tym, że większość antycznych ruin była dla nas zamknięta. Pomknęliśmy dalej w drogę powrotną do Polski, a kolejnym jej etapem były starożytne ruiny znajdujące się już na terenie Macedonii: Vardarski Rid, Isar i Stobi.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Macedoński klejnot: Ochryda i okolice

Kolejny dzień wakacyjnej podróży w 2014 r. poświęciliśmy na zwiedzanie perełki Macedonii – Ochrydy. Był to także ostatni dzień dojazdu do Paralia Katerinis w Grecji, gdzie mieliśmy zatrzymać się na nieco ponad tydzień na wakacyjne plażowanie.

Tour de Europe, dzień 5 (poprzedni wpis: Zachodnia Macedonia, czyli w drodze do Ochrydy). Ostatni dzień naszej podróży na wakacyjny odpoczynek na wybrzeżu Grecji spędziliśmy na zwiedzaniu Ochrydy – przepięknego miasteczka, położonego na południowym zachodzie Macedonii. Zobaczyliśmy także nieco atrakcji historycznych, położonych przy brzegu Jeziora Ochrydzkiego po jego macedońskiej stronie.

Ochryda jest miastem niezwykle starym, jeśli chodzi o historię. Ślady bytności człowieka, znalezione w okolicach dzisiejszego miasta pochodzą nawet z wczesnej epoki kamiennej, mniej więcej 6 tysięcy lat przed Chrystusem. Miej więcej tysiąc lat p.n.e. istniało tu znaczące siedlisko ludzkie – dziś w tej okolicy znajduje się lotnisko.

Historię samej Ochrydy rozpoczyna umownie legenda o Kadmusie, mitycznym założycielu i pierwszym królu słynnych greckich Teb, który po wygnaniu z własnego miasta, uciekł właśnie nad Jezioro Ochrydzkie i założył nowe miasto – Lychnidos, czyli dzisiejszą Ochrydę.

Ochryda, promenada nad jeziorem

Ochryda, promenada nad jeziorem

Ochryda, panorama starej części miasta

Ochryda, panorama starej części miasta

Ochryda, kościół NMP Bolnicka

Ochryda, kościół NMP Bolnicka

Ochryda, kościół św.Mikołaja Gerakomia

Ochryda, kościół św.Mikołaja Gerakomia

Ochryda, kościół św.Sofia

Ochryda, kościół św.Sofia

Co do faktów stricte historycznych – na pewno w IV w. p.n.e. Lychnidos dostało się we władanie Macedończyków, a w połowie II w. p.n.e. zostało podbite przez Rzymian. Było ważnym punktem Imperium – Rzymianie poprowadzili przez Lychnidos słynną Via Egnatia – drogę łączącą dzisiejsze albańskie Durres z Salonikami i Konstantynopolem. Chrześcijaństwo szybko zadomowiło się w mieście – już w V w. Lychnidos było siedzibą biskupstwa, a pozostałości wczesno-chrześcijańskich budowli są widoczne w Ochrydzie do dziś.

Pod koniec IX w. pojawia się w historii miasta kilka ważnych faktów. Przede wszystkim w dokumentach z 879 r. po raz pierwszy pojawia się obecna nazwa – Ochryda. Krótko potem do Ochrydy przybywają dwaj misjonarze, dziś święci – św.Kliment i św.Naum, rozpoczynając czas świetności miasta jako ośrodka literackiego, piśmienniczego i kulturalnego. Powstaje wtedy pierwsza szkoła, otwarta w klasztorze św.Pantalejmona, również wybudowanym pod koniec IX w. Św.Klimenta uważa się dziś za twórcę cyrylicy – alfabetu używanego do dziś w wielu krajach, m.in. Rosji, Bułgarii, Serbii czy Macedonii.

Szczyt glorii Ochrydy przypadł na czasy pierwszego państwa bułgarskiego (X / XI w.), kiedy to miasto było jego stolicą. Od początków XI w. władzę przejęło Bizancjum, a wpływy Ochrydy wciąż były ogromne, szczególnie pozycja miejscowych dostojników kościelnych. Aż do zdobycia miasta przez Turków (1395 r.) biskupstwo Ochryda posiadało ogromne wpływy i rozciągało się na ogromne terytoria.

Ochryda, kościół św.Sofia

Ochryda, kościół św.Sofia

Ochryda, widok spod kościoła św.Sofia

Ochryda, widok spod kościoła św.Sofia

Ochryda, kościół św.Jana z Kaneo

Ochryda, kościół św.Jana z Kaneo

Ochryda, kościół św.Jana z Kaneo

Ochryda, kościół św.Jana z Kaneo

Ochryda, kościół Narodzenia NMP i św.Petka

Ochryda, kościół Narodzenia NMP i św.Petka

Turcy, choć początkowo wspierali biskupów z Ochrydy, zmienili swe nastawienie po powstaniu Skanderberga, dziś bohatera narodowego Albanii. Zlikwidowali nawet miejscowe biskupstwo, ale nawet pomimo tego, o dziwo zachowały się do dziś piękne bizantyjskie kościoły, których Osmanie nie zburzyli, a przekształcili w meczety.

Po wyzwoleniu z niewoli tureckiej, w 1912 r. Ochryda weszła w skład Serbii, ale na bardzo krótko. W czasie obu wojen światowych była kontrolowana przez Bułgarów, pomiędzy wojnami i po drugiej z nich weszła w skład Jugosławii, a od uzyskania przez Macedonię niepodległości weszła w jej skład.

Dzisiejsza Ochryda żyje przede wszystkim z turystyki – i nic w tym dziwnego, ma bowiem to miasto wszystko, by przyciągać turystów z całego świata. Przede wszystkim leży nad pięknym, dużym Jeziorem Ochrydzkim, pełnym miejsc do pływania czy plażowania. Klimat również świetny, a wszystko to okraszone jest ogromem atrakcji historycznych. Legenda mówi, że w średniowieczu w Ochrydzie istniało 365 kościołów, co jest możliwe ze względu na ówczesną potęgę miejscowych biskupów. I choć zachowało się ich do dziś znacznie mniej, to jednak wszystkie stanowią perełki historyczne. Nie brak tu również pozostałości starszych, z czasów antycznych, np. ruiny wczesno-chrześcijańskiej bazyliki czy antyczny (jeszcze z czasów greckich, przed Rzymianami) teatr. Wszystko to składa się dziś na nadzwyczajną popularność Ochrydy wśród turystów.

Przed zwiedzaniem atrakcji Ochrydy (po nim też) warto przejść się promenadą, idącą wzdłuż brzegu jeziora. To idealne miejsce na spacer, także wieczorny – ale wieczorem jest po prostu pełna turystów. Jest też wtedy głośna – pełna tłocznych knajpek i sprzedawców wszystkiego. Tak czy siak, promenada punktem obowiązkowym jest i basta.

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, stanowisko archeologiczne na Plaosniku

Ochryda, stanowisko archeologiczne na Plaosniku

Ochryda, stanowisko archeologiczne na Plaosniku

Ochryda, stanowisko archeologiczne na Plaosniku

A co warto przede wszystkim w Ochrydzie zobaczyć ? Poniżej spis ważniejszych atrakcji, które odwiedziliśmy podczas kilkugodzinnej wyprawy uliczkami i ścieżkami miasta. Tak, także ścieżkami, bo gdzieniegdzie dojście prowadziło laskiem, leśną ścieżką. I jeszcze jedno – w sezonie wakacyjnym bywa tu gorąco – zapamiętaliśmy z Ochrydy potworny upał, na jaki trafiliśmy. To utrudnia nieco poruszanie się po położonym jednak na terenie pnącym się pod górę miasteczku, z licznym schodami. Warto mieć ze sobą zapas picia.

Zabytki antyczne:

  • grecki teatr, jedyny tego typu w Macedonii (pozostałe to późniejsze teatry rzymskie), wybudowany ok.200 r. p.n.e. Nieznana jest jego pojemność, gdyż zachowała się jedynie dolna część widowni. W czasach rzymski odbywały się tu walki gladiatorów oraz egzekucje chrześcijan;
  • ruiny wczesno-chrześcijańskiej bazyliki, kolejne po teatrze pozostałości po antycznym Lychnidos. Bazylika pochodzi prawdopodobnie z V w., zachowały się w niej w dość dobrym stanie liczne mozaiki. Bazylika nosiła prawdopodobnie imię św.Pawła, który nauczał w Lychnidos w I w. Ruiny znajdują się tuż obok odrestaurowanego monasteru św.Pantelejmona, obok nich znaleziono także dawne baptysterium z IV-VI wieku, z zachowanymi bogatymi mozaikami, w tym znakami swastyk;
Ochryda, kościół św.Pantelejmona

Ochryda, kościół św.Pantelejmona

Ochryda, kościół św.Pantelejmona

Ochryda, kościół św.Pantelejmona

Ochryda, kościół św.Pantelejmona

Ochryda, kościół św.Pantelejmona

Ochryda, wczesnochrześcijańskie baptysterium (IV/VI w.) na Plaosniku

Ochryda, wczesnochrześcijańskie baptysterium (IV/VI w.) na Plaosniku

Ochryda, wczesnochrześcijańskie baptysterium (IV/VI w.) na Plaosniku

Ochryda, wczesnochrześcijańskie baptysterium (IV/VI w.) na Plaosniku

Ochryda, wczesnochrześcijańskie baptysterium (IV/VI w.) na Plaosniku

Ochryda, wczesnochrześcijańskie baptysterium (IV/VI w.) na Plaosniku

Zabytki średniowieczne:

  • twierdza cara Samuela, pochodząca z XI w., z czasów gdy Ochryda była stolicą państwa bułgarskiego, rządzonego przez cara Samuela. Stoi na wzgórzu, górującym nad miastem. Do dziś zachowały się potężne mury i kilkanaście wież obronnych. Z murów, po których szczycie można spacerować, rozpościera się piękny widok na miasto i jezioro. Prace archeologiczne potwierdziły, że twierdzę wybudowano w miejscu, gdzie kiedyś stała inna twierdza, pochodząca z IV w. p.n.e., wybudowana prawdopodobnie przez panujących tu wtedy Macedończyków;

Świątynie:

  • kościół św.Mikołaj Bolnicki, z XIV w., drugi człon nazwy pochodzi od nazwy dzielnicy. Freski we wnętrzach pochodzą z czasu budowy świątyni;
  • kościół NMP Bolnicka, pochodzący z pierwszej połowy XIV w. Freski na ścianach pochodzą z całego okresu od XIV do XIX w.;
  • kościół św.Mikołaj Gerakomia, o którym pierwsza wzmianka pochodzi z 1692 r., a obecna bryła budynku – z XIX wieku. Nazwa pochodzi od domu opieki, który znajdował się kiedyś w sąsiedztwie. Ikonostas z połowy XIX w., we wnętrzach znajdują się ikony, pochodzące z od XIV do XIX w.;
  • kościół św.Sofia, jeden z najważniejszych zabytków macedońskiej architektury sakralnej. Istniał prawdopodobnie już w czasach cara Samuela (koniec X w.), odbudowano go w połowie XI wieku. We wnętrzach znajdują się freski pochodzące z okresu odbudowy. Ze względu na świetną akustykę, często odbywają się tu imprezy kulturalne i koncerty muzyki sakralnej i poważnej;
  • kościół Jana Ewangelisty w Kaneo, chyba najbardziej popularny pod względem fotografowania obiekt w Ochrydzie, cudownie położony na skale nad brzegiem jeziora. Nie wiadomo, kiedy został zbudowany, w dokumentach pojawia się po raz pierwszy w 1447 r., ale uważa się, że powstał w XIII wieku;
  • kościół Narodzenia NMP i św.Petka – miniaturowa cerkiew, zbudowana nad brzegiem jeziora poniżej cerkwi Jana w Kaneo, całkiem nowa, bo oddana do użytku w 1993 r.;
  • kościół św.Pantelejmona, wg legendy wybudowany w dzielnicy Plaosnik jeszcze w czasach, gdy przebywał tu św.Kliment. To właśnie tu odbywał on studia nad cyrylicą. Tu też ponoć własnoręcznie zbudował kryptę, w której został potem pochowany w 916 r. Za czasów osmańskich najpierw przekształcony w meczet, a potem zniszczony, odrestaurowany na początku XXI w. Uważany za najważniejszą macedońską świątynię, jest celem pielgrzymek wiernych w okresach świątecznych;
  • kościół NMP Peribleptos („Wszechwiedzącej”), jeden z najważniejszych w Ochrydzie, wybudowany już w 1295 r. przez namiestnika bizantyjskiego. To tu przechowywano relikwie św.Klimenta po tym, jak kościół św.Pantelejmona został przez Turków przekształcony w meczet. Gdy kościół św.Sofia także został meczetem, to Peribleptos został siedzibą archidiecezji. Freski we wnętrzach są jednymi z najstarszych i najważniejszych dzieł sakralnych w Macedonii;
  • kościół św.Konstantyna i Heleny, mała cerkiew, stojąca w sąsiedztwie kościoła Peribleptos, wybudowana w 1477 r. Wezwanie świątyni pochodzi od cara Konstantyna i jego matki, są oni zresztą namalowani na jednym z fresków we wnętrzach. Freski pokrywają całą powierzchnię ścian wewnętrznych kościoła;
  • kościół NMP Celnica. Jedyne informacje jakie o nim znaleźliśmy – budowla, jak i resztki fresków we wnętrzach pochodzą z XIV w. Z jednej ze stron opiera się on o dawne mury miejskie, gdzie odkryto w czasie prac jedną z trzech dawnych bram wjazdowych do Ochrydy;
  • meczet Ali Paszy, stojący w starej dzielnicy Ochrydy, pochodzi z 1573 r. W obrębie terenu meczetu znajduje się także tradycyjny turecki grobowiec, podpisany Pir Mehmet Hayati – nie wiemy kim był ów człowiek.
Ochryda, twierdza cara Samuela, górująca nad miastem

Ochryda, twierdza cara Samuela, górująca nad miastem

Ochryda, twierdza cara Samuela

Ochryda, twierdza cara Samuela

Ochryda, twierdza cara Samuela

Ochryda, twierdza cara Samuela

Ochryda, kościół NMP Peribleptos, widziany z twierdzy cara Samuela

Ochryda, kościół NMP Peribleptos, widziany z twierdzy cara Samuela

Ochryda, kościół NMP Peribleptos

Ochryda, kościół NMP Peribleptos

Ochryda, kościół św.Konstantyna i Heleny

Ochryda, kościół św.Konstantyna i Heleny

Ochryda, cerkiew św.Dymitra przy kościele św.NMP Peribleptos

Ochryda, cerkiew św.Dymitra przy kościele św.NMP Peribleptos

Atrakcje naturalne:

  • stary platan, rosnący w centrum Ochrydy. Wg legendy zasadził go sam św.Kliment w 967 r. Kiedyś przy nim wykonywano ponoć egzekucje, uznawany jest za najstarsze drzewo w Macedonii;

Ze sporym niesmakiem jednak zwiedzaliśmy świątynie Ochrydy. Ktoś bowiem uczynił sobie z nich źródło zarobku, tworząc bilety wstępu do nich. Już samo biletowanie wstępu do prawosławnej cerkwi jest nieco dziwne, ale nasz zdecydowany wewnętrzny sprzeciw wzbudziło dodatkowe rozróżnienie na Macedończyków i turystów. Wg cennika Macedończyk płacił „tyle”, a turysta „3 razy tyle”. To sprawiło, że czuliśmy się po prostu „cyckani” z pieniędzy – w ramach oporu nie weszliśmy do żadnej ze świątyń z płatnym wstępem.

Wyjeżdżamy z Ochrydy, ale nie opuszczamy jeszcze Macedonii i okolic Jeziora Ochrydzkiego. Okolice miasta są równie bogate w atrakcje turystyczne co sama Ochryda. Kierujemy się na południe, wzdłuż wschodniego brzegu jeziora, w kierunku słynnego monasteru św.Nauma. Zanim jednak do niego dojedziemy, zatrzymujemy się w „Muzeum na wodzie” – rekonstrukcji prehistorycznego siedliska ludzkiego.

Ochryda, meczet Ali Paszy

Ochryda, meczet Ali Paszy

Ochryda, uliczki starego miasta

Ochryda, uliczki starego miasta

Ochryda, kościół NMP Celnica

Ochryda, kościół NMP Celnica

Ochryda, stary platan w centrum miasta

Ochryda, stary platan w centrum miasta

Znajduje się ono między miejscowościami Pesztani i Trpejca, na brzegu Jeziora Ochrydzkiego. Prace archeologiczne udowodniły, że kiedyś istniała tu osada ludzka, usadowiona w domach umieszczonych na platformie nad wodami jeziora, utrzymującej się na ok.10 tysiącach wbitych w dno jeziora drewnianych pali. Osada istniała w czasach ery brązu i żelaza (1200 – 600 r. p.n.e.). Istniały tu co najmniej 24 domostwa, które w ostatnich latach pieczołowicie zrekonstruowano.

Rekonstrukcja jest całkiem „świeża”, zakończono ją w 2010 r. Znajduje się tu także muzeum, w którym oglądać można przedmioty wydobyte z dna jeziora w miejscu, w którym kiedyś stała wioska. Znaleziono tu m.in. narzędzia, noże, ceramikę oraz zwierzęce kości. Niemal obok zrekonstruowanej wioski, na terenie kompleksu muzealnego znajduje się także dawna niewielka rzymska forteca, stanowisko wojskowe z II w., w którym także prace archeologiczne niedawno się zakończyły.

Dojeżdżamy do klasztoru św.Nauma, położonego niemal 30 km na południe od Ochrydy. Tereny sąsiadujące z klasztorem, położone nad samym jeziorem, służą miejscowym i turystom do plażowania – zaiste są tu wymarzone warunki do kąpania się czy opalania. Dużo zieleni i piaszczysty brzeg sprzyjają aktywnemu wypoczynkowi.

"Muzeum na Wodzie" nad Jeziorem Ochrydzkim

„Muzeum na Wodzie” nad Jeziorem Ochrydzkim

"Muzeum na Wodzie" nad Jeziorem Ochrydzkim

„Muzeum na Wodzie” nad Jeziorem Ochrydzkim

"Muzeum na Wodzie" nad Jeziorem Ochrydzkim

„Muzeum na Wodzie” nad Jeziorem Ochrydzkim

"Muzeum na Wodzie" nad Jeziorem Ochrydzkim

„Muzeum na Wodzie” nad Jeziorem Ochrydzkim

"Muzeum na Wodzie" nad Jeziorem Ochrydzkim

„Muzeum na Wodzie” nad Jeziorem Ochrydzkim

"Muzeum na Wodzie" nad Jeziorem Ochrydzkim

„Muzeum na Wodzie” nad Jeziorem Ochrydzkim

Klasztor został wybudowany przez św.Nauma w początkach X wieku. Św.Naum był uczniem świętych Cyryla i Metodego i wg legendy współtwórcą cyrylicy. Wkrótce po budowie klasztoru, św.Naum zmarł i został tutaj pochowany. Jego grobowiec wciąż istnieje we wnętrzach klasztornej cerkwi. Macedończycy wierzą, że nawet dziś, przykładając ucho do kamiennego grobowca, można poczuć bicie serca mnicha.

Klasztor był wielokrotnie przebudowywany, większość dziś widocznych malowideł i ikon pochodzi z XVI / XVII w., choć niektóre fragmenty fresków są znacznie starsze. Ikonostas w cerkwi pochodzi z 1711 r. (wstęp do cerkwi znów okazuje się płatny). Atrakcją klasztoru, szczególnie dla dzieciaków, stają się licznie przechadzające się wokół klasztoru… kolorowe pawie.

Kończymy krótką wizytę w klasztorze. Kilkaset metrów przed monasterem skręcamy w boczną uliczkę, zachęceni tabliczką prowadzącą do kolejnego monasteru. To klasztor i cerkiew św.Atanazego, który choć bardzo fotogeniczny, to pozostał dla nas historyczną tajemnicą – nie udało nam się znaleźć nic o jego historii. Czas nas goni, jeszcze tego samego dnia musimy dojechać do greckiego Paralia Katerinis. Wiemy już, że musimy zrezygnować z planowanego zwiedzania macedońskiej Bitoli. Ale że droga do Grecji prowadzi tak, że niemal musimy wrócić do Ochrydy, zahaczamy o jeszcze jedno historyczne miejsce.

Plaża przy monasterze św.Nauma

Plaża przy monasterze św.Nauma

Młoda para przy monasterze św.Nauma

Młoda para przy monasterze św.Nauma

Monaster św.Nauma

Monaster św.Nauma

Monaster św.Nauma

Monaster św.Nauma

Monaster św.Nauma

Monaster św.Nauma

Monaster św.Nauma

Monaster św.Nauma

Pawie przy monasterze św.Nauma

Pawie przy monasterze św.Nauma

Klasztor św.Atanazego przy Jeziorze Ochrydzkim

Klasztor św.Atanazego przy Jeziorze Ochrydzkim

Skalna cerkiew św.Katarzyny niedaleko Ochrydy

Skalna cerkiew św.Katarzyny niedaleko Ochrydy

Skalna cerkiew św.Katarzyny niedaleko Ochrydy

Skalna cerkiew św.Katarzyny niedaleko Ochrydy

Przy głównej drodze w okolicach Ochrydy znajdują się pozostałości starej bazyliki oraz nekropolii (odkryto dotąd ponad 100 grobowców),pochodzące z VI-XII w. Tuż obok znajduje się wejście do skalnego kościoła św.Erazma – niestety okazuje się on zamknięty. Stąd prowadzi stroma ścieżka (ale tylko 200 metrów) do położonego wyżej skalnego kościoła św.Katarzyny. Tu już, choćby przez kratę, można zobaczyć wnętrze świątyni, wykute w skale. Czas pochodzenia obu tych kościołów nie jest znany i dość niewiele możemy powiedzieć o ich historii.

Na tym kończy się nasz pobyt w Ochrydzie i nad brzegami Jeziora Ochrydzkiego. W planach mieliśmy sporo więcej atrakcji, niestety niemal jak zwykle okazało się, że nieco przeceniliśmy nasze możliwości i ilość możliwych do zobaczenia miejsc w ciągu jednego dnia. Perspektywa 4-godznnej jazdy nad greckie wybrzeże Morza Egejskiego kazała nam opuścić Macedonię. Ale obiecaliśmy sobie, że tu wrócimy… i wstępnie wygląda na to, że już w 2015 r. nam się to uda :)

Następny wpis będzie już z Grecji. Zaprosimy Was na wizytę w antycznych ruinach miasta Dion.

Pełna galeria zdjęć z Ochrydy i okolic znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Zwiedzamy Lizbonę trasą zabytkowego tramwaju nr 28, cz.2

Druga część naszego zwiedzania Lizbony wzdłuż trasy zabytkowego tramwaju linii 28 to same duże atrakcje: najstarsza dzielnica Alfama („źródło” muzyki Fado), historyczny zamek św.Jerzego, miejska katedra i miejsce narodzin św.Antoniego z Padwy.

Lizbona na weekend (poprzedni wpis: Zwiedzamy Lizbonę trasą zabytkowego tramwaju nr 28, cz.1). Pierwszą część naszej podróży po Lizbonie wzdłuż trasy zabytkowego, żółtego tramwaju linii 28 zakończyliśmy, wysiadając na przystanku Largo das Portas do Sol – bramie do starej Alfamy.

I znów można popatrzeć na kawał historii. Alfama to najstarsza dzielnica Lizbony, kiedyś było to centrum miasta za czasów arabskich. Po Maurach zachował się jedynie labirynt ciasnych, malowniczych uliczek. Paradoks historyczny – po wygnaniu Maurów stopniowo, w obawie przed trzęsieniami ziemi, przenoszono miasto na sąsiednie wzgórza – ale gdy nadeszło to najtragiczniejsze tąpnięcie w 1755 r. – to właśnie Alfama jako jedyna przetrwała prawie nienaruszona. Dziś Alfama, oprócz malowniczych zaułków, ma jeszcze jedną atrakcję – to tu w XIX w. narodziła się muzyka Fado, z której dziś znana jest cała Portugalia.

Na Largo das Portas do Sol (a właściwie ze znajdującego się tu punktu widokowego Miradouro de Santa Luzia) roztacza się cudowny widok na Alfamę, wybrzeże, a także na szczyty zwiedzanych już przez nas klasztoru św.Wincentego i Panteonu Narodowego. Naprzeciwko tarasu widokowego dla chętnych stoi Muzeum Sztuk Dekoracyjnych (dla posiadaczy LisboaCard 20% zniżki na wstęp) – my sobie odpuściliśmy. Warto spojrzeć okiem na znajdującą się obok muzeum, wykonaną z „azulejos” mapkę Alfamy.

Znaleźć też można tu kościół Santa Luzia, wybudowany pierwotnie już w czasach odbicia Lizbony z rąk Maurów (XII w.), ale zniszczony w czasie trzęsienia ziemi w 1755 r. Obecny budynek pochodzi z czasów odbudowy po trzęsieniu, z XVIII w.

Lizbona, panorama Alfamy z Largo das Portas do Sol

Lizbona, panorama Alfamy z Largo das Portas do Sol

Lizbona, mapka Alfamy wykonana z "azulejos"

Lizbona, mapka Alfamy wykonana z „azulejos”

Lizbona, Muzeum Sztuk Dekoracyjnych

Lizbona, Muzeum Sztuk Dekoracyjnych

Lizbona, kościół Santa Luzia

Lizbona, kościół Santa Luzia

Po nacieszeniu się widokiem z góry, schodzimy schodkami wgłąb Alfamy. Łatwo się tu zgubić z gąszczu krętych uliczek usianych kafejkami, w których wieczorami można na żywo posłuchać Fado. Kierujemy się „na z góry (czyli z tarasu widokowego Largo das Portas do Sol) upatrzone pozycje” – naszą uwagę zwróciły dzwonnice dwóch kościołów, które zapragnęliśmy zobaczyć. Idziemy nieco w ciemno, „na czuja”, kierując się tam, gdzie wg nas powinny stać świątynie – w ciasnych uliczkach nie widać u góry ich wież.

Lizbona, uliczki Alfamy

Lizbona, uliczki Alfamy

Docieramy najpierw do kościoła św.Michała (São Miguel), stojącego w samym sercu Alfamy. Najczęściej przez turystów pomijany, a niesłusznie. Wybudowany został prawdopodobnie już w początkach państwa portugalskiego (XII w.) i gruntownie przebudowany na przełomie XVII / XVIII w. Przez większość tygodnia jest niestety zamknięty, otwiera się go jedynie na czas nabożeństwa w piątek lub niedzielę – a szkoda, bo jest ponoć jednym z piękniejszych lizbońskich kościołów, jeśli brać pod uwagę wnętrza właśnie. Nam też nie udało się ich zobaczyć.

Spacerując uliczkami Alfamy nie da się nie zauważyć związków z Fado. Przypominają o tym na każdym kroku ścienne mozaiki, witryny kafejek czy malowidła na murach. Alfama dumnie przedstawia się też na każdym kroku zmyślnymi napisami z nazwą dzielnicy. Schodzimy na sam dół, gdzie niemal przy nabrzeżu stoi Muzeum Fado – punkt obowiązkowy dla turystów w Lizbonie. Wstęp normalnie kosztuje 5 EUR, dla posiadaczy LisboaCard 30% zniżki, czyli 3,50 EUR.

Lizbona, uliczki Alfamy

Lizbona, uliczki Alfamy

Lizbona, uliczki Alfamy

Lizbona, uliczki Alfamy

Lizbona, uliczki Alfamy

Lizbona, uliczki Alfamy

Lizbona, uliczki Alfamy

Lizbona, uliczki Alfamy

Lizbona, Alfama, kościół św.Michała

Lizbona, Alfama, kościół św.Michała

Muzeum pokazuje całą historię powstania i popularyzacji muzyki Fado, muzyki powstałej w dzielnicy biedoty i przestępczości, początkowo odrzucanej przez wyższe sfery i intelektualistów. Można tu także zobaczyć historię gitar portugalskich, używanych przy graniu Fado, a także galerię największych sław tego gatunku. Wliczony w cenę przewodnik audio umożliwia wysłuchanie niezwykle bogatej palety utworów dowolnego wykonawcy. Nam jednak jakoś nie udało się zostać fanami Fado, opuszczamy muzeum bez większego żalu.

Pniemy się z powrotem w górę uliczkami Alfamy – ale inną trasą, chcemy dotrzeć do kolejnej świątyni, widzianej z góry. Nieco przypadkiem trafiamy na inny, niepozorny zabytek sakralny – kaplicę Nossa Senhora dos Remédios (nie wiemy do końca, jak to przetłumaczyć), wybudowaną przez bractwo marynarzy i rybaków już w 1517 r. Kilkadziesiąt lat później dobudowano obok szpital, ale oba budynki ostały zniszczone podczas trzęsienia ziemi w 1755 r. Kaplicę odbudowano, szpitala nie. Na listę zabytków narodowych wpisano portal wejściowy, zdobiony motywami roślinnymi.

Wspinamy się w górę malowniczą uliczką Rua da Regueira. Warto tu zwrócić uwagę (jak zresztą na całej Alfamie) na zabytkowe „azulejos” na niektórych budynkach, datowane na XVIII w. Cały czas usiłujemy znaleźć dojście do drugiego z kościołów, który widzieliśmy z góry. W końcu udaje się – stajemy przez kościołem św.Stefana (Santo Estêvão), wybudowanym pierwotnie już w XII w., ale całkowicie przebudowanym w 1733 r. Po uszkodzeniach wywołanych trzęsieniem ziemi w 1755 r., ponownie otwarto go w 1773 r. Był kiedyś jednym z dwóch kościołów parafialnych na Alfamie.

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Wychodzimy z Alfamy, trafiając znów na trasę żółtego tramwaju 28, przy przystanku Rua das Escolas Gerais, o jeden stop wcześniejszym od Largo das Portas do Sol, na którym wysiedliśmy poprzednio. Ale tym razem nie wsiadamy do tramwaju, nie ma sensu, stąd chcemy już pieszo dojść do pobliskiego zamku św.Jerzego. Tyle że zamiast do zamku, przez pomyłkę trafiamy na uliczkę Calçada do Menino de Deus – jest tu co prawda brama prowadząca na teren zamkowy, strzeżona przez strażnika, ale nie jest to wejście dla turystów.

Lizbona, Alfama, kaplica Nossa Senhora dos Remédios

Lizbona, Alfama, kaplica Nossa Senhora dos Remédios

Ale za to tuż przed wspomnianą bramą trafiamy na kościół Dzieciątka Jezus (do Menino de Deus), wybudowany z inspiracji króla Jana V w 1711 r., na kilka miesięcy przed narodzinami jego pierwszego dziecka. Nieznacznie tylko uszkodzony podczas trzęsienia ziemi w 1755 r., stał się parafią dla kilku okolicznych dzielnic. W połowie XIX w. znów nieznacznie uszkodził go pożar. W 1910 r. podczas rewolucji obalającej monarchię, został uszkodzony i ograbiony, ponownie otwarty już w czasie II wojny światowej. We wnętrzach zachowały się cenne ołtarze, ambony i dzieła malarstwa artystów z przełomu XVII / XVIII w.

Lizbona, Alfama, kaplica Nossa Senhora dos Remédios

Lizbona, Alfama, kaplica Nossa Senhora dos Remédios

Poinstruowani przez ochroniarza na bramie, idziemy już prawidłowo w stronę zamku i trafiamy na Pátio de Dom Fradique, dawny dolny dziedziniec Palacio Belmonte, o którym za chwilę. To przedziwne, że tu obok zamku i obok pałacu, dziś przekształconego w luksusowy, zbierający nagrody hotel, znajduje się tak zaniedbane i zapomniane miejsce. Kiedyś część pałacowa, dziś przedstawia obraz nędzy i rozpaczy z resztkami zawalonych domostw i pomalowanymi graffiti murami.

Wychodzimy przed Palacio Belmonte, tuż obok najdłuższego zachowanego fragmentu zewnętrznych murów obronnych zamku św.Jerzego. Palacio Belmonte wybudowany został w 1449 r. na resztkach dawnych starożytnych rzymskich (ok.130 r. p.n.e.) oraz arabskich fortyfikacji – w kształt budynku wtopiono m.in. stojące tu trzy wieże obronne, jedna z czasów arabskich (przed powstaniem Portugalii). W początkach XVIII w. we wnętrzach ułożono kilkadziesiąt widowiskowych mozaik z „azulejos” – złożono je z niemal 30 tysięcy płytek (!). Część wnętrz jest dziś dostępna publicznie, reszta stanowi część hotelową.

Lizbona,uliczki Alfamy

Lizbona,uliczki Alfamy

Lizbona,uliczki Alfamy

Lizbona,uliczki Alfamy

Lizbona, kościół Dzieciątka Jezus

Lizbona, kościół Dzieciątka Jezus

Lizbona, zamek św.Jerzego

Lizbona, zamek św.Jerzego

Lizbona, zamek św.Jerzego, spacer po zamkowych murach

Lizbona, zamek św.Jerzego, spacer po zamkowych murach

Wchodzimy na teren zamku św.Jerzego, najstarszego zamieszkanego terenu w Lizbonie, ufortyfikowanego po raz pierwszy jeszcze przez Rzymian w II w. p.n.e. Wstęp jest płatny, bilet kosztuje 8,50 EUR, dla posiadaczy LisboaCard przewidziano 20% zniżki (czyli 7 EUR). Rzymskie umocnienia poważnie rozbudowali po raz pierwszy Maurowie w X w. To właśnie w bramie tego zamku poległ rycerz Martim Moniz (pisaliśmy o nim w poprzedniej części tego wpisu) podczas zdobywania go przez rycerzy krzyżowych w 1147 r.

Od 1255 r., czyli od czasu gdy Lizbona stała się stolicą państwa portugalskiego, zamek został siedzibą portugalskich monarchów. Dzięki temu był stale rozbudowywany, choć często toczyły się o niego walki. Pod koniec XIV w. gruntownie rozbudowano mury obronne (miały ponad 5 km długości), wbudowując w nie aż 77 wież. W tym też okresie nazwano go „zamkiem św.Jerzego”. To tutaj monarcha przyjmował Vasco da Gamę po jego powrocie z pierwszej wyprawy morskiej do Indii.

Krótko potem rozpoczęto jednak budowę nowej siedziby królewskiej nad Tagiem i zamek utracił swoje znaczenie. Rodzina królewska nigdy już tu nie powróciła, choć był taki moment, że chciała. W XVI w. ówczesny król Sebastian rozpoczął odbudowę zniszczeń, spowodowanych trzęsieniami ziemi, chcąc przywrócić tu siedzibę królewską, ale niestety nie dożył końca prac, które potem zostały zarzucone, a zamek zaczął pełnić funkcję więzienia i koszar. Odbudowę wznowiono pod koniec XVII w., ale znów nadeszło trzęsienie ziemi (1755 r.), poważnie uszkadzając fortyfikacje. Do ponownej odbudowy nigdy już nie przystąpiono, ograniczając się do miejscowych renowacji. Do dziś zachowała się spora część zamkowych murów oraz 18 wież obronnych.

Lizbona, zamek św.Jerzego, spacer po zamkowych murach

Lizbona, zamek św.Jerzego, spacer po zamkowych murach

Lizbona, zamek św.Jerzego, spacer po zamkowych murach

Lizbona, zamek św.Jerzego, spacer po zamkowych murach

Lizbona, zamek św.Jerzego, ogrody pałacowe

Lizbona, zamek św.Jerzego, ogrody pałacowe

Lizbona, zamek św.Jerzego, Muzeum Archeologiczne

Lizbona, zamek św.Jerzego, Muzeum Archeologiczne

Lizbona, zamek św.Jerzego, Muzeum Archeologiczne

Lizbona, zamek św.Jerzego, Muzeum Archeologiczne

Na zamku jest kilka interesujących miejsc. Najpierw trafiamy na teren dawnych pałacowych ogrodów z kilkoma statuami i rzeźbami portugalskich władców. Z ogrodami łączy się taras widokowy, szósty już zdaje się odwiedzany przez nas w Lizbonie. Tu też można zauważyć elementy dawnego pałacu królewskiego, kompletnie zniszczonego przez trzęsienie ziemi w 1755 r.

Za ogrodami znajduje się również dawna część pałacowa, w której dziś znajduje się niewielkie muzeum archeologiczne ze stałą wystawą, przedstawiającą historię terenów miasta od czasów starożytnych (VII w. p.n.e.) aż do współczesnych. Wstęp do muzeum zawarty jest w cenie biletu zamkowego.

Następnie zwiedzamy sam zamek. To dziś w zasadzie same mury i wieże obronne, dziedzińce zamkowe są puste. Atrakcją z pewnością jest możliwość wspięcia się na szczyt murów i spacer dookoła fortyfikacji kilkanaście metrów nad ziemią. Na koniec pozostaje usadowione za zamkiem, stanowisko archeologiczne, prezentujące trzy najwazniejsze etapy z życia zamku: etap najstarszy, starożytny (od VII w. p.n.e.), etap arabski (od budowy zamku po XI w.) i etap ostatni, przed zniszczeniem przez trzęsienie ziemi w 1755 r.

Zwiedzając stanowisko archeologiczne warto zwrócić uwagę na przylegający do niego okazały kościół św.Krzyża (de Santa Cruz do Castelo). Został on przekształcony z / lub wybudowany na miejscu znajdującego się tu wcześniej meczetu zaraz po zdobyciu zamku przez Afonso I w 1147 r. Tutaj święcono pierwszego biskupa Lizbony w tym samym roku. Istnieje także legenda, że tutaj biskup Bragi i Porto, João Peculiar (jego osobliwą podobiznę można znaleźć na ścianach stacji metra Martim Moniz w Lizbonie) koronował Afonso na pierwszego króla Portugalii. Ale nie znaleziono dotychczas potwierdzenia tej legendy.

Lizbona, zamek św.Jerzego, pozostałości po pałacu królewskim

Lizbona, zamek św.Jerzego, pozostałości po pałacu królewskim

Lizbona, zamek św.Jerzego, stanowisko archeologiczne

Lizbona, zamek św.Jerzego, stanowisko archeologiczne

Lizbona, zamek św.Jerzego, kościół św.Krzyża

Lizbona, zamek św.Jerzego, kościół św.Krzyża

Lizbona, ruiny teatru rzymskiego przy Rua da Saudade

Lizbona, ruiny teatru rzymskiego przy Rua da Saudade

Kościół św.Krzyża wielokrotnie był bardzo poważnie niszczony przez trzęsienia ziemi w XIV, XVI i XVIII w. Po tym najsilniejszym, z 1755 r., po raz kolejny go odbudowano i oddano do użytku w 1776 r. Wychodzimy z zamku – wreszcie można przez chwilę iść w dół, zamiast w górę. Jednak położenie Lizbony na wzgórzach podczas całodniowego zwiedzania daje w kość. Idziemy uliczką Rua da Saudade w kierunku słynnej katedry Sé. Najpierw jednak na środku Rua da Saudade napotykamy pierwsze ruiny rzymskiego teatru z I w. p.n.e. Inne rzymskie (i nie tylko) pozostałości znajdują się także we wnętrzach samej katedry – została na nich wybudowana.

Lizbona, katedra Se

Lizbona, katedra Se

Budowę katedry w Lizbonie rozpoczęto niemal natychmiast po jej wyzwoleniu z rąk Maurów – w 1147 r., na miejscu wcześniej stojącego tu głównego miejskiego meczetu. Chrześcijaństwo w Lizbonie ma jednak tradycje duże dłuższe – miasto było siedzibą biskupa już w późnych czasach rzymskich (IV w.). Póżniej za Wizygotów i Maurów wiarę tą tłumiono, ale mimo to zachowała się do czasu wyzwolenia niewielka społeczność chrześcijańska.

Lizbona, katedra Se

Lizbona, katedra Se

Jak już napisaliśmy przy okazji kościoła św.Krzyża, zaraz po wyzwoleniu miasta, mianowano nowego biskupa Lizbony (został nim jeden z angielskich rycerzy krzyżowych), dla którego trzeba było wybudować siedzibę. Budowa trwała aż do początków XIII w., a kiedy ją ukończono, rozpoczęto budowę przyległego do niej klasztoru (XIII / XIV w.). Szybko też sprowadzono do katedry (jeszcze w XII w.) z południa Portugalii relikwie św.Wincentego za Murami (Sao Vicente de Fora), które spoczywają w niej do dziś. W czasie wizyty w Lizbonie papieża Benedykta XVI, otrzymał on w darze część relikwii.

W katedrze bardzo rzadko chowano osoby świeckie – wyjątek zrobiono w XIV w. dla króla Portugalii Afonso IV i jego małżonki – w podzięce za zasługi króla w walkach z Maurami. Ich grobowce znajdują się w prezbiterium, za głównym ołtarzem. Tam też zresztą znajdują się relikwie św.Wincentego. W katedrze Se w Lizbonie ochrzczony został podobno także św.Antoni z Padwy, który urodził się tuż obok świątyni – w jego miejscu urodzenia wybudowano potem kolejny kościół – o nim za chwilę.

Lizbona, katedra Se

Lizbona, katedra Se

Lizbona, katedra Se, grobowiec XIV-wiecznego rycerza Lopo Fernandesa Pacheco

Lizbona, katedra Se, grobowiec XIV-wiecznego rycerza Lopo Fernandesa Pacheco

Lizbona, katedra Se, grobowiec żony rycerza Lopo Fernandesa Pacheco, Marii

Lizbona, katedra Se, grobowiec żony rycerza Lopo Fernandesa Pacheco, Marii

Lizbona, katedra Se, ruiny klasztoru

Lizbona, katedra Se, ruiny klasztoru

Lizbona, katedra Se, stanowisko archeologiczne w ruinach klasztoru

Lizbona, katedra Se, stanowisko archeologiczne w ruinach klasztoru

Trzęsienie ziemi w 1755 r. bardzo mocno uszkodziło katedrę (także prezbiterium z grobowcami) oraz klasztor. Odbudowa zakończyła się dopiero pod koniec XVIII w., a królewskie grobowce wykonano na nowo w 1781 r. W XX w. najpierw zmieniono fasadę kościoła na neogotycką, a potem w rezultacie kolejnego remontu, przywrócono jej styl z powrotem na średniowieczny.

Część katedry oraz klasztor dostępne są do zwiedzania za opłatą (2,5 EUR), ale zdecydowanie polecamy „szarpnąć” się na ten wydatek – warto. Dzięki temu zobaczycie dużą część katedralnych kaplic, w tym m.in. kaplicę Damiana i Kosmy z grobowcem XIV-wiecznego rycerza Lopo Fernandesa Pacheco, wiernego towarzysza króla Afonso IV, który kazał się pochować tam, gdzie król, by zawsze być blisko niego. W tej samej kaplicy pochowano też drugą żonę rycerza, Marię. Grobowiec rycerza ma wieko z jego postacią oraz psem w nogach mężczyzny, wieko grobowca żony zdobi jej postać, czytająca „Księgę godzin”, popularną w tamtych czasach, stanowiącą o podnoszeniu jakości życia duchowego wśród chrześcijan.

Zobaczycie także ruiny klasztoru z XIV w., przylegającego do katedry, także z kaplicami zawierającymi grobowce. Pośrodku dziedzińca klasztornego znajduje się spore stanowisko archeologiczne, gdzie odkryto kilka warstw pozostałości po poprzednich cywilizacjach. Zaczynając od czasów fenickich (znaleziono ceramikę i naczynia z ok. VIII w. p.n.e.) do rzymskich (zabudowania z II/ I w. p.n.e., droga z I w. n.e.) i arabskich (budynek przylegający do ówczesnego meczetu z XI w.). Budynek arabski prawdopodobnie zburzono na potrzeby budowy klasztoru w XIV w., nie mając pojęcia, że pod nim znajdują się jeszcze starsze elementy. Zostały one odkryte dopiero w 1990 r., podczas wykopalisk, prowadzonych w klasztornym ogrodzie.

Lizbona, kościół św.Antoniego

Lizbona, kościół św.Antoniego

Lizbona, kościół św.Antoniego

Lizbona, kościół św.Antoniego

Lizbona, kościół św.Antoniego, zakrystia

Lizbona, kościół św.Antoniego, zakrystia

Lizbona, kościół św.Antoniego, miejsce urodzenia świętego

Lizbona, kościół św.Antoniego, miejsce urodzenia świętego

Lizbona, kościół św.Antoniego, miejsce urodzenia świętego

Lizbona, kościół św.Antoniego, miejsce urodzenia świętego

Lizbona, kościół św.Antoniego, miejsce urodzenia świętego, pamiątka po wizycie Jana Pawła II

Lizbona, kościół św.Antoniego, miejsce urodzenia świętego, pamiątka po wizycie Jana Pawła II

Z katedry wychodzimy już niemal o zmroku – powoli kończy się pierwszy dzień naszej trasy po atrakcjach Lizbony wzdłuż trasy tramwaju nr 28. Na koniec idziemy jeszcze do stojącego obok katedry kościoła św.Antoniego, wybudowanego podobno na miejscu, w którym stał dom rodzinny świętego – tu właśnie narodził się w 1195 r. św.Antoni z Padwy. Co ciekawe, we wnętrzu kościoła trwało właśnie nabożeństwo, odprawiane… po polsku. Zapewne jakaś grupa pielgrzymów z ojczyzny.

Przez okazałą kościelną zakrystię można zejść do najstarszej części świątyni (została ona całkowicie odbudowana pod koniec XVIII w. po tym, jak poprzednia została zniszczona przez trzęsienie ziemi w 1755 r.) – do krypty, gdzie znajduje się miejsce narodzin św.Antoniego. Znów widać, że dużo tu pielgrzymów z Polski – jest także polskojęzyczna wersja napisu w tym miejscu. A przy wejściu da się zauważyć ceramiczna mozaika (znów „azulejos”), upamiętniająca wizytę papieża Jana Pawła II w tym miejscu (1982). Jan Paweł II przybył wtedy do Portugalii m.in. by podziękować w Fatimie za ocalenie w czasie zamachu na niego dokładnie rok wcześniej.

Gdy wychodzimy z kościoła św.Antoniego, jest już ciemno, więc czas na zakończenie pierwszego pełnego dnia w Lizbonie. Listopadowa pogoda bardzo nam dopisała – do tego stopnia, że dało się chodzić w krótkim rękawku i… krótkich spodenkach. Rewelacja – ale już następnego dnia miało być dokładnie odwrotnie, a przecież czekała nas druga część trasy żółtego tramwaju linii 28. Ale zanim znów wrócimy do tej trasy, zapraszamy na nocne zdjęcia Lizbony.

Pełna galeria zdjęć ze zwiedzania Lizbony trasą zabytkowego tramwaju nr 28 znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

Inne wpisy z: Portugalia

Lizbona, panorama Alfamy z Largo das Portas do Sol

W Lizbonie spędziliśmy długi listopadowy weekend, w sumie trzy pełne doby. Stolica Portugalii bezwzględnie nas urzekła, choć pogoda o tej porze roku lubi płatać figle np. w postaci deszczu. W tym wpisie znajdziecie ranking atrakcji Lizbony, zgodny z naszymi odczuciami.

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Ostatni dzień spędzony w czasie długiego listopadowego weekendu w Lizbonie poświęciliśmy na wycieczkę do Belém, zachodniego przedmieścia stolicy Portugalii. Belém słynie bowiem z mnogości turystycznych atrakcji.

Lizbona, Estádio da Luz

Z racji tego, że połowa dorosłych tamBylskich należy do rzadkiej kasty kibiców piłkarskich, czasem oprócz zabytków zdarza się nam zwiedzać także znane stadiony. Nie inaczej było w Lizbonie.  więcej

Zwiedzamy Lizbonę trasą zabytkowego tramwaju nr 28, cz.1

Lizbona „od zawsze” była naszym turystycznym marzeniem. Nie dojechaliśmy tu samochodem, choć byliśmy dwa razy w Hiszpanii, także na Gibraltarze. Udało się wreszcie w długi listopadowy weekend w 2014 r. Głównym punktem miało być zwiedzanie atrakcji miasta trasą zabytkowego tramwaju nr 28 – turystycznej wizytówki stolicy Portugalii.

Lizbona na weekend. Do Lizbony lecieliśmy samolotem, z kilkoma przesiadkami: Berlin – Monachium – Barcelona – Lizbona. Do stolicy Portugalii dotarliśmy pod wieczór, po męczącej podróży, okraszonej dodatkowo kilkugodzinnym zwiedzaniem starego miasta w Barcelonie. Czasu i sił wystarczyło jedynie na dojazd do hotelu i rozgoszczenie się w pokoju, zresztą pogoda (deszcz) nie nastrajała do jakiejkolwiek aktywności na zewnątrz.

Ale zanim zjawiliśmy się w hotelu, zgodnie z planem już na lotnisku w Lizbonie kupiliśmy karty LisboaCard – karty turystyczne uprawniające do darmowych przejazdów transportem miejskim (i nie tylko) oraz bezpłatnych lub tańszych wejść do wielu atrakcji stolicy Portugalii. Kupiliśmy karty 72-godzinne – koszt takiej karty to 39 EUR za sztukę, ale jeżeli chcecie intensywnie zwiedzać miasto, to dzięki LisboaCard naprawdę sporo zostanie wam w kieszeni – wg naszych obliczeń wydalibyśmy na transport i bilety wstępu ponad 60 EUR za osobę, i to w przypadku kupowania dobowych biletów na transport zamiast pojedynczych, to jeszcze bardziej podrożyłoby nasz pobyt. Wszystkie informacje o karcie znajdziecie tutaj.

Lizbona, początkowy przystanek tramwaju 28 przy placu Praça Martim Moniz

Lizbona, początkowy przystanek tramwaju 28 przy placu Praça Martim Moniz

Lizbona, Lizbona, plac Praça Martim Moniz

Lizbona, Lizbona, plac Praça Martim Moniz

Lizbona, budynki przy Rua da Graça

Lizbona, budynki przy Rua da Graça

Lizbona, panorama miasta widziana z Miradouro da Senhora do Monte

Lizbona, panorama miasta widziana z Miradouro da Senhora do Monte

Lizbona, panorama miasta widziana z Miradouro da Senhora do Monte

Lizbona, panorama miasta widziana z Miradouro da Senhora do Monte

Po zakupie na tylnej stronie karty należy wpisać datę i godzinę, od której ma się rozpocząć jej ważność – wystarczy wpisać aktualny dzień i czas i od razu z lotniska można jechać metrem do centrum miasta bezpłatnie (uważajcie tylko przy wpisywaniu godziny na różnicę czasu). Co fajne – ważność karty liczy się w godzinach, czyli w przypadku karty 72-godzinnej skończy się ona dokładnie trzy doby później (nie liczą się pełne dni i „uruchomienie” karty w godzinach wieczornych nie powoduje „przepadku” aktualnego dnia).

Historia Lizbony jest zbyt bogata na jeden wpis na blogu. Już przed Chrystusem byli tu Fenicjanie, Kartagińczycy i Grecy, aż w końcu zapanowali Rzymianie. Wczesne średniowiecze to rządy Maurów (Arabów z Afryki Północnej), aż do połowy XII w., kiedy to tereny te zdobywa, przy pomocy rycerstwa krzyżowego, Alfonso Henriques, ówczesny hrabia Portugalii, będącej wtedy częścią lokalnego Królestwa Leon. Alfonso uniezależnia się i zostaje pierwszym królem Portugalii jako Alfonso I. Nieco ponad 100 lat później Maurowie zostają ostatecznie wygnani z terenów dzisiejszej Portugalii, a Lizbona zostaje stolicą (1255 r.).

Złote czasy Lizbony i całej Portugalii to oczywiście czas Wielkich Odkryć Geograficznych, czyli XV / XVI wiek. To z Lizbony, a dokładnie z Belem, dzisiejszej dzielnicy Lizbony, wypłynął w 1497 r. Vasco da Gama, opływając Afrykę i odkrywając morską drogę do Indii. Portugalia była wtedy potęgą rywalizując z Hiszpanią. Lizbona stała się centralnym punktem handlu całego nowożytnego świata, łączącym kupców z Europy, Afryki, Indii czy Brazylii. Miasto kwitło, wtedy właśnie powstała większość dzisiejszych architektonicznych atrakcji miasta.

Ale wiek XVI to także czas trzęsień ziemi w Lizbonie – było ich w czasie tego stulecia kilka. Prawdziwa tragedia nadeszła jednak w 1755 r., kiedy to potężne trzęsienie ziemi wręcz zmiotło Lizbonę z powierzchni – zniszczone zostało około 85% miejskiej zabudowy, a wyniku wstrząsów i następującego po nim tsunami życie straciło według różnych szacunków od 40 do nawet 90 tysięcy mieszkańców.

Lizbona, kaplica Matki Bożej na Górze przy punkcie widokowym  Miradouro da Senhora do Monte

Lizbona, kaplica Matki Bożej na Górze przy punkcie widokowym Miradouro da Senhora do Monte

Lizbona, kaplica Matki Bożej na Górze przy punkcie widokowym  Miradouro da Senhora do Monte

Lizbona, kaplica Matki Bożej na Górze przy punkcie widokowym Miradouro da Senhora do Monte

Lizbona, widok na zamek św.Jerzego z punktu widokowego Miradouro da Graça

Lizbona, widok na zamek św.Jerzego z punktu widokowego Miradouro da Graça

Lizbona, punkt widokowy Miradouro da Graça

Lizbona, punkt widokowy Miradouro da Graça

Lizbona, punkt widokowy Miradouro da Graça

Lizbona, punkt widokowy Miradouro da Graça

Na początku XIX wieku w obliczu zagrożenia wojskami Napoleona, cały dwór królewski uciekł z Lizbony do Brazylii, czyniąc z Rio de Janeiro tymczasową stolicą Portugalii. Zapoczątkowało to wydarzenia, które doprowadziły wkrótce do oddzielenia się Brazylii jako samodzielnego państwa. W 1910 r. w wyniku rewolucji upada w Portugalii monarchia i powstaje republika. Rewolucji było tu w XX w. kilka, w wyniku ostatniej (1974 r.) upadł rząd reżimu, rządzącego krajem przez wcześniejsze kilkadziesiąt lat.

Lizbona, Convento da Graça

Lizbona, Convento da Graça

Ostatnie lata to ponowny rozkwit Lizbony. W 1998 r. odbywała się tu światowa wystawa EXPO przy okazji której zmodernizowano miejski transport. W 2004 r. odbyły się w Portugalii Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej, a Lizbona gościła m.in. finał tej imprezy.

Lizbona, Convento da Graça

Lizbona, Convento da Graça

I do tej właśnie Lizbony, przepełnionej duchami całej prawie 900-letniej historii państwa portugalskiego przylecieliśmy na przedłużony listopadowy weekend. Wymyśliliśmy sobie, że przy zwiedzaniu atrakcji miasta posłużymy się jedną z nich – słynnym żółtym tramwajem linii nr 28, która wiedzie niemal przez całe zabytkowe centrum miasta.

Pierwsze tramwaje w Lizbonie pojawiły się – wtedy jeszcze konne – już w XIX w. W 1901 r. przeprowadzono ich kompleksową elektryfikację, co sprawiło, że stały się na dziesiątki lat podstawowym środkiem transportu w mieście – wyparło je dopiero metro. Lizbońskie tramwaje są bardzo charakterystyczne, gdyż zachowano historyczny wygląd małych wagoników i ich żółty kolor. Są dziś jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów stolicy Portugalii.

Lizbona, Convento da Graça

Lizbona, Convento da Graça

Z kilkudziesięciu istniejących kiedyś linii tramwajowych w Lizbonie, dziś działa pięć. Choć nadal służą mieszkańcom, to są głównie atrakcją dla mas turystów. Razem z kilkoma istniejącymi w Lizbonie windami (bardzo wygodnymi i potrzebnymi ze względu na usytuowanie miasta na wielu wzgórzach) stanowią obowiązkowy element zwiedzania miasta u każdego turysty. Ze względu na atrakcyjną trasę, zdecydowanie najbardziej popularna jest linia 28 – i nią właśnie będziemy podróżować szlakiem atrakcji Lizbony. Uprzedzając powiemy, że przejechanie trasy, którą tramwaj pokonuje w ok.40 minut, zajęło nam… 2 dni :) Tak się kończy wysiadanie co chwila i szukanie atrakcji dookoła każdego niemal przystanku :) A i tak w kilka miejsc musieliśmy dojść podczas dodatkowego wieczornego spaceru.

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Naszą trasę zaczynamy na początkowym przystanku tramwaju nr 28 – na placu Praça Martim Moniz. Martim Moniz był rycerzem krzyżowym, walczącym u boku Alfonso I w bitwie o Lizbonę w 1147 r. Wg legendy, widząc Maurów zamykających bramy zamku św.Jerzego, rzucił się w pojedynkę, by temu zapobiec. Zginął, ale jego ciało leżące w bramie uniemożliwiło obrońcom domknięcie wrót, a wyniku czego wojska krzyżowe zdobyły zamek.

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Na przystanku, pomimo listopada, czyli czasu grubo po sezonie turystycznym, czeka spora kolejka turystów z aparatami. Strach pomyśleć, co tu się dzieje np. na wakacjach. Mając karty LisboaCard nie musimy się martwić o bilety (nie radzimy powtarzać naszej trasy na biletach jednorazowych, wydacie majątek na bilety co chwila wsiadając i wysiadając z tramwaju). Część oczekujących nie mieści się do małego wagonika i musi poczekać na następny kurs. Duża część pasażerów jedzie prawie całą trasę, traktując przejażdżkę jako atrakcję samą w sobie.

My na początek wysiadamy na przystanku Rua da Graça. Pierwsze co się nam rzuca w oczy, to „azulejos”, fantastyczne mozaiki z płytek ceramicznych, którymi ozdobiona jest ogromna liczba budynków w Lizbonie. Są tu one tak powszechne, że z czasem nam spowszednieją, ale na niektórych naprawdę warto „zawiesić” oko. Azulejos są podobno powszechne w całej Portugalii, ale my nigdy przedtem w Portugalii nie byliśmy i widok mozaik zapierał nam przez cały weekend dech w piersiach.

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora , ruiny starej cysterny

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora , ruiny starej cysterny

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Zwiedzanie Lizbony rozpoczynamy od jednego z wielu w tym mieście punktów widokowych – z racji położenia na wzgórzach, Lizbona usiana jest punktami, z których podziwiać można panoramę miasta w różnych kierunkach. Pierwszym jest punkt Miradouro da Senhora do Monte, skąd rozpościera się jeden z piękniejszych widoków na miasto. Można zobaczyć m.in. zamek św.Jerzego czy plac Praça Martim Moniz, z którego ruszaliśmy. Miradouro da Senhora do Monte jest najwyższym punktem widokowym w Lizbonie.

Obok punktu widokowego znajduje się stara kaplica Matki Bożej na Górze (Capela de Nossa Senhora do Monte), wybudowana w 1796 r. Pierwotnie stała, pochodząca z czasów zdobycia Lizbony przez krzyżowców (1147 r.) tu kaplica poświęcona świętemu, legendarnemu biskupowi z czasów rzymskich, o imieniu Gens, który stracił podobno życie w tym miejscu, ale została ona zniszczona w wyniku trzęsienia ziemi w 1755 r. We wnętrzu kaplicy znajduje się podobno kamienny fotel, należący kiedyś do świętego, a legenda głosi, że kobieta w ciąży, która na nim usiądzie, będzie miała lekki poród.

Schodzimy w dół, do ulicy Rua da Graça. Moglibyśmy podjechać tramwajem jeden przystanek, ale wygodniej jest przejść się kawałek na piechotę. Znów będziemy podziwiać panoramę Lizbony, tym razem z punktu widokowego Miradouro da Graça, umiejscowionego przy Convento da Graça, jednym z najstarszych kościołów w Lizbonie – jego budowa rozpoczęła się w 1271 r. W 1566 r. we wnętrzach złożono szczątki Alfonso de Albuquerque, portugalskiego odkrywcy i podróżnika, wicekróla (portugalskiego namiestnika) Indii. W 1738 r. dobudowano dzwonnicę, ale już w 1755 r. kościół został zniszczony przez trzęsienie ziemi. Na szczęście udało się go odbudować.

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, grobowce patriarchów Lizbony

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, grobowce patriarchów Lizbony

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, grobowce królewskie

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, grobowce królewskie

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, grobowce królewskie

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, grobowce królewskie

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, grobowce królewskie

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, grobowce królewskie

Tu można także zrobić sobie mały przystanek – przy punkcie widokowym znajdziemy małą restaurację z kawą i słodkościami dla zainteresowanych. Jest też toaleta (nawiasem nam przydała się jako… schronienie przed krótkotrwałą, acz intensywną ulewą). I znów – można wrócić na przystanek Graça i podjechać jeden kolejny, ale można też się przejść – u nas wygrywa druga opcja. Przy przystanku São Vicente znajdziemy jedną z większych wg nas atrakcji Lizbony – kościół i klasztor św.Wincentego z Fora (Igreja de São Vicente of Fora). Wstęp do kościoła jest bezpłatny, aby wejść do klasztoru i znajdującego się we wnętrzach muzeum, trzeba uiścić opłatę (5 EUR).

Pierwszy kościółek św.Wincentego, dziś patrona miasta, wybudował sam Alfonso I po zdobyciu Lizbony. Obecna świątynia wraz z klasztorem została wybudowana na przełomie XVI / XVII w. Obok kościoła znajduje się wejście do muzeum (wstęp płatny, LisboaCard nie obowiązuje), znajdującego się we wnętrzach klasztornych. I tu kryje się duża część historii Portugalii. Można pospacerować korytarzami klasztornymi, wyjść na dach, gdzie znajduje się, kolejny już dla nas, punkt widokowy (tym razem można podziwiać wybrzeże i Panteon Narodowy, który też zaraz będziemy zwiedzać). Można zaraz po wejściu zobaczyć resztki XVI-wiecznej cysterny, zbiornika na wodę. A we wszystkich pomieszczeniach podziwiać niesamowite dekoracyjne „azulejos”, a to ze scenami walk z czasów zdobywania Lizbony, a to ze scenami z bajek.

Na terenie klasztoru znajduje się sala z grobowcami patriarchów Lizbony od XVIII w. do czasów najnowszych. Warta uwagi jest także kaplica św.Antoniego, która była jego celą w trakcie pobytu w klasztorze. Znajdują się tu także szczątki matki świętego. Św.Antoni z Padwy urodził się bowiem właśnie w Lizbonie – miejsce jego urodzenia także będziemy potem zwiedzać. Warto też zobaczyć zakrystię.

Największym skarbem klasztoru św.Wincentego jest jednak na pewno krypta grobowa z grobowcami królów Portugalii z dynastii Braganza. Znajdują się tu szczątki wszystkich portugalskich władców z tego rodu, począwszy od Jana IV, który objął urząd w 1640 r. aż do Manuela II, który został obalony w wyniku rewolucji w 1910 r. W krypcie spoczywają także małżonki i dzieci królów. Pośrodku znajdują się dwa duże sarkofagi ze szczątkami króla Carlosa I i jego następcy Luisa Filipe, zamordowanych podczas jazdy otwartym powozem w Lizbonie w 1908 r. Drugi syn Carlosa I to wspomniany Manuel II, który porządził ledwie dwa lata, będąc ostatnim do dziś królem Portugalii.

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, zakrystia

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, zakrystia

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, widok z dachu

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, widok z dachu

Tylko dwójka władców z dynastii Braganza nie leży dziś w klasztorze św.Wincentego, pierwszym jest Pedro IV, bardziej znany jako Pedro I, cesarz Brazylii. Był tym, który odłączył Brazylię od królestwa Portugalii, ogłaszając niepodległość nowego państwa. Jego szczątki także znajdowały się w klasztorze, ale zostały podarowane narodowi brazylijskiemu i przeniesione do grobowca w Sao Paulo. Pisaliśmy o nim przy okazji spisywania wrażeń z tygodnia spędzonego w Rio de Janeiro. Drugą – królowa Maria I, pochowana w bazylice Estrela – będziemy ją oglądać na końcu naszej trasy. Krypta królewska naprawdę robi wrażenie – 300 lat historii Portugalii, także tej z czasów największej świetności gdy była ona światową potęgą kolonialną, leży tutaj.

Jak już pooglądaliśmy sobie z dachu klasztoru św.Wincentego budynek Panteonu Narodowego, to czas go teraz odwiedzić. Wstęp dla posiadaczy LisboaCard jest bezpłatny. Znajduje się on tu za klasztorem św.Wincentego i mieści się w XVII-wiecznym dawnym kościele św.Ignacji (Engracji). Ignacja była dziewczyną z Bragi, ofiarą prześladowań chrześcijan w początkach IV w. Wcześniej w tym miejscu także stał kościół pod tym samym wezwaniem, wybudowany w XVI w., który jednak się zawalił, prawdopodobnie po jednym z wielu w tym czasie trzęsień ziemi. Budowa nowego trwała do 1712 r. i nigdy nie została ukończona, gdyż architekt zmarł, a ówczesny władca nie był zainteresowany kontynuowaniem prac.

Nieukończony kościół stał aż do 1916 r., kiedy to przekształcono go w Panteon Narodowy, w którym składano szczątki bohaterów narodowych. Ostatecznie budowę ukończono jednak dopiero w 1966 r. W bocznych salkach panteonu znajdują się grobowce znanych polityków, m.in. pierwszych dwóch prezydentów Portugalii po obaleniu monarchii w 1910 r., pierwszy prezydent tzw.”Drugiej Republiki”, powstałej po rewolucji w 1926 r. W sumie leży tu czterech prezydentów Portugalii oraz kilku kandydatów na prezydentów w kolejnych wyborach. Pochowano tu także Amalię Rodrigues, uznawaną za najsłynniejszą śpiewaczkę muzyki Fado – jej grób jest do dziś odwiedzany i czczony, co widać po licznych kwiatach. Rodrigues zmarła w 1999 r., po jej śmierci Portugalia przez trzy dni trwała w narodowej żałobie. Jej dom, w którym żyła i zmarła, przekształcono w muzeum, będzie na dalszej części naszej trasy po Lizbonie.

Najbardziej widowiskowymi elementami panteonu są symboliczne grobowce (nie ma w nich ciał) słynnych portugalskich osobistości: podróżnika Vasco da Gamy, narodowego portugalskiego poety Luisa de Camoesa (dzień jego śmierci jest świętem narodowym Portugalii), podróżników Pedro Alvaresa Cabrala (odkrywcy Brazylii), wspomnianego wcześniej Alfonso de Albuquerque czy Henryka Żeglarza, królewskiego syna z XIV / XV w., zasłużonego dla portugalskich odkryć geograficznych. Prawdziwe groby da Gamy i Camoesa pokażemy wam przy okazji zwiedzania Belem.

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy, widok z dachu

Lizbona, Panteon Narodowy, widok z dachu

Lizbona, przystanek São Vicente

Lizbona, przystanek São Vicente

Również w Panteonie Narodowym można wyjść w górę, najpierw na kopułę by móc podziwiać wnętrza z wysokości, a potem na dach – mamy kolejny lizboński taras widokowy. Wracamy przed klasztor św.Wincentego, na przystanek São Vicente i ponownie wsiadamy w tramwaj nr 28. Wiele się nie najedziemy, bo wkrótce wysiadamy na Largo das Portas do Sol, gdzie znajduje się kolejny ekstremalnie widowiskowy punkt widokowy, tym razem na dzielnicę Alfama. Ale o Alfamie opowiemy już w kolejnej części tego wpisu.

A jeżeli macie ochotę zobaczyć na video Lizbonę, to zapraszamy do obejrzenia filmowego skrótu z naszego weekendu w stolicy Portugalii:

Pełna galeria zdjęć ze zwiedzania Lizbony trasą tramwaju nr 28 znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Portugalia

Lizbona, panorama Alfamy z Largo das Portas do Sol

W Lizbonie spędziliśmy długi listopadowy weekend, w sumie trzy pełne doby. Stolica Portugalii bezwzględnie nas urzekła, choć pogoda o tej porze roku lubi płatać figle np. w postaci deszczu. W tym wpisie znajdziecie ranking atrakcji Lizbony, zgodny z naszymi odczuciami.

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Ostatni dzień spędzony w czasie długiego listopadowego weekendu w Lizbonie poświęciliśmy na wycieczkę do Belém, zachodniego przedmieścia stolicy Portugalii. Belém słynie bowiem z mnogości turystycznych atrakcji.

Lizbona, Estádio da Luz

Z racji tego, że połowa dorosłych tamBylskich należy do rzadkiej kasty kibiców piłkarskich, czasem oprócz zabytków zdarza się nam zwiedzać także znane stadiony. Nie inaczej było w Lizbonie.  więcej

 

Wilno, największe atrakcje Starego Miasta

Bardzo ciężko jest wybrać kilka atrakcji spośród tego, co oferuje wileńska starówka. Spróbujemy, choć wg nas Stare Miasto w Wilnie po prostu trzeba zobaczyć w całości. Da się, nawet w 24 godziny.

Wilno na weekend. Wilna w planach na ten rok nie było, choć od dłuższego czasu pozostawało w naszych głowach jako to miejsce, gdzie być musimy. Marzyły nam się zresztą wszystkie trzy nadbałtyckie kraje (Litwa, Łotwa i Estonia). O ile dwa ostatnie kraje w tym roku odwiedzimy (tzn. Ryga już była – ale będzie po raz drugi, a w Tallinnie będziemy dosłownie za 2 tygodnie) za sprawą dużej promocji LOT-u jeszcze z przełomu 2013/14, to Wilno pozostało poza naszym zasięgiem – bilety lotnicze do tego miasta z nieznanych nam powodów są po prostu dużo droższe od tych do Rygi czy Tallinna.

Niespodzianka spadła na nas tuż po powrocie z wrześniowej, weekendowej wyprawy do Rygi – Polski Bus „odpalił” połączenie autobusowe do Wilna z Warszawy. Tak, wiemy, że wcześniej konkurencyjne linie do Wilna już jeździły, ale cena powyżej 100 zł za kurs w jedną stronę w połączeniu z 8-9-godzinną podróżą skutecznie nas zniechęcały. Ale jak wpadły nam do koszyka bilety od Polski Bus za nieco ponad… 30 zł za podróż w obie strony, to i długa jazda przestała nam przeszkadzać. W taki oto sposób zostaliśmy „beta-testerami” nowego połączenia – jechaliśmy do Wilna drugiego dnia po uruchomieniu trasy przez Polski Bus, przy okazji niespodziewanie wypełniając podróżą jedyny weekend pomiędzy Rygą, a kolejnym wyjazdem – na włoską Sardynię.

Dodatkowym plusem było niezłe skomunikowanie kursów Warszawa – Wilno i Wilno – Warszawa z autobusami Polskiego Busa z/do Poznania – w kierunku Wilna mieliśmy zaledwie godzinną przesiadkę w stolicy. A w drodze powrotnej zaryzykowaliśmy – autobus z Wilna planowo wraca do Warszawy o godz.23:10, a bilety do Poznania kupiliśmy na ostatni kurs Polskiego Busa – wyjeżdża z Warszawy o… 23:00 :) Liczyliśmy, że kurs z Wilna przyjedzie trochę przed czasem – najczęściej kursy Polskiego Busa na trasie Poznań – Warszawa przyjeżdżają szybciej. No i… przeliczyliśmy się – autobus z Wilna przyjechał punktualnie – na szczęście ten do Poznania wyjechał z opóźnieniem i tym sposobem płynnie (dosłownie – biegiem) przesiedliśmy się po 8-godzinnej podróży z Wilna w 5-godzinną podróż do Poznania :)

Wilno, Górny Zamek i Baszta Giedymina

Wilno, Górny Zamek i Baszta Giedymina

Wilno, Baszta Giedymina

Wilno, Baszta Giedymina

Wilno, Górny Zamek

Wilno, Górny Zamek

Z uwagi na długość podróży autobusem, teoretycznie weekendowy wyjazd do Wilna w praktyce wychodzi jako 24-godzinny pobyt w stolicy Litwy – drugie 24 godziny spędziliśmy w podróży z i do Poznania. Ale za 30 zł… Nocleg zarezerwowaliśmy w hotelu Mikotel na obrzeżach starówki – do słynnej Ostrej Bramy 5 minut piechotą. Jak się ma ograniczony czas na zwiedzanie, to warto szukać blisko – a Mikotel dodatkowo kusi konkurencyjną w Wilnie ceną. Koniec opisu okoliczności wyprawy, teraz wstęp historyczny.

Nikt nie wie, kiedy powstało Wilno. Uznaje się, że pierwszy gród z zamkiem wybudował tu książę Giedymin w XIV w. – wtedy Wilno po raz pierwszy pojawia się w dokumentacji historycznej – zachował się list Giedymina do niemieckich miast, zachęcający do osiedlania się w mieście. I niemal od razu możemy „skręcić” w opowieść o związkach Wilna (i Litwy) z Polską – list Giedymina pochodzi z 1323 r., a już dwa lata później jedna z córek litewskiego księcia zostaje żoną polskiego króla, Kazimierza Wielkiego.

Na tym jednak nie koniec – Kazimierz Wielki nie zostawia potomstwa, władzę po nim na krótko przejmuje w Polsce król węgierski, który z kolei nie pozostawił synów, ale miał kilka córek. „Dogadał” się więc z polską szlachtą, by jedna z nich odziedziczyła po nim tron. I tym sposobem królową została Jadwiga, którą dwa lata później wydano za… wnuka księcia Giedymina – Jagiełłę. Tak tak – za Władysława (takie imię przyjął na chrzcie) Jagiełłę, wtedy już wielkiego księcia litewskiego.

Jagiełło przyjął chrzest, ożenił się z Jadwigą i objął tron polskiego króla, przy okazji jednocząc Litwę z Polską, z bardzo praktycznych powodów – nie dawał już rady w długich wojnach z Krzyżakami i mocno potrzebował sojusznika, którego dzięki takim koneksjom zyskał w Polsce. No i zapisał się w polskiej historii wojną z Krzyżakami i najsłynniejszą bitwą w naszej historii – bitwą pod Grunwaldem, gdzie pomagał mu kuzyn (ich ojcowie byli braćmi, synami Giedymina), wielki książę litewski Witold, który zresztą wycinał Jagielle co chwila „psikusy”, w czasie swojego życia kilkukrotnie zmieniając fronty, walcząc z Krzyżakami przeciwko Jagielle, albo z Jagiełłą przeciwko Krzyżakom. O mało co zresztą książę Witold nie został kolejnym królem Polski – była już przygotowywana koronacja, ale Witoldowi „się zmarło”. Tak to dynastia Jagiellonów zaczęła swoje panowanie, wywodząc się z Wilna właśnie.

Wilno, Ostra Brama

Wilno, Ostra Brama

Wilno, Ostra Brama i Kaplica Ostrobramska

Wilno, Ostra Brama i Kaplica Ostrobramska

Przez całe wieki Wilno silnie związane było z Rzeczpospolitą. Prawa miejskie potwierdził syn Jagiełły, król Kazimierz Jagiellończyk. Stefan Batory w XVI w. położył podwaliny pod tutejszy Uniwersytet, jeden z najstarszych w Europie Wschodniej. Historia związków z Polską zakończyła się wraz ze zniknięciem Polski z mapy w wyniku zaborów w XVIII w. Litwa wraz z Wilnem na krótko wróciła jeszcze w nasze granice w dwudziestoleciu międzywojennym, by potem zostać republiką radziecką, a potem samodzielnym państwem, którego Wilno (ponad pół miliona mieszkańców) jest dziś stolicą. Nadal Polacy stanowią tu dużą grupę narodowościową – co szósty mieszkaniec miasta jest Polakiem. Nic więc dziwnego, że w hotelu czy restauracji bez problemu da się „dogadać” po polsku.

Trudno jest zdecydować, które zabytki starówki w Wilnie są tymi, które warto zobaczyć bardziej niż inne. Czy ważniejsze są te związane ze starą historią miasta, czy te związane z kultem religijnym, czy te związane z Polską i znanymi Polakami, których przez Wilno przewinęło się mnóstwo. Czy może warto postawić na te kulturalne, jak choćby ciekawa sama w sobie „republika Zarzecza”. Poniżej nasza, bardzo subiektywna, lista najciekawszych miejsc w starym Wilnie.

Górny Zamek i Baszta Giedymina

„Źródło” Wilna – to tu miasto powstało. Giedymin wybudował na wzgórzu zamek, a po pożarze odbudował go, już jako murowany, książę Witold. Przetrwał on aż do połowy XVII w. kiedy to został zdobyty podczas rosyjskiego najazdu. Popadł w ruinę, a jedyną pozostałą basztą zainteresowano się dopiero w XIX w. Częściowo zniszczoną, odbudowali Polacy w czasie dwudziestolecia międzywojennego. Dziś „Baszta Giedymina” stanowi obiekt muzealny, a na najwyższym piętrze znajduje się taras widokowy, z którego podziwiać można panoramę miasta.

U stóp wzgórza zamkowego znajduje się „Dolny Zamek”, sąsiadujący z wileńską katedrą, pochodzący z XV w. Był siedzibą wielkich książąt litewskich i rezydencją królów Rzeczypospolitej. Także został zniszczony przez Rosjan, i nigdy nie odbudowany, a wręcz rozebrany. Odbudowę podjęto dopiero w XXI wieku.

Ostra Brama i Kaplica Ostrobramska

Wilno, Ostra Brama i Kaplica Ostrobramska

Wilno, Ostra Brama i Kaplica Ostrobramska

To w zasadzie „dwa w jednym”. Od strony zewnętrznej Starego Miasta to jedyny ocalały fragment dawnych miejskich murów obronnych i jedyna ocalała z dziewięciu pierwotnie istniejących bram miejskich, wybudowana na początku XVI w. Od strony wewnętrznej znajduje się kaplica, dobudowana do bramy w końcówce XVII w., pierwotnie drewniana, a od 1712 r. murowana.

We wnętrzach kaplicy znajduje się, uważany za cudowny, obraz Matki Miłosierdzia, zwanej też Matką Boską Ostrobramską. Każdy, kto chodził do szkoły, uczył się kiedyś na pamięć mickiewiczowskiej Inwokacji z Pana Tadeusza: „Panno Święta, co Jasnej bronisz Częstochowy i w Ostrej świecisz Bramie !”. Autor nie jest znany, obraz pochodzi na pewno z XVII w. W 1927 r., gdy Wilno powróciło na krótko w granice Polski, odbyła się uroczysta koronacja obrazu – swoją obecnością uświetnili ją m.in. Mościcki i Piłsudski. Obraz ten jest jednym z tych, otoczonych największym kultem. Matkę Boską Ostrobramską wielokrotnie wspominał Jan Paweł II, który zresztą modlił się tu podczas wizyty w Wilnie w 1993 r.

Kościół św.Anny

Bezsprzecznie jeden z najwspanialszych kościołów w Wilnie, niezwykle widowiskowy. Nie jest znana dokładna data budowy, na pewno był to przełom XV / XVI w. – w dokumentacji historycznej pojawił się w 1501 r. Fundatorem był król Aleksander Jagiellończyk, wnuk Jagiełły. Świątynia była kilkukrotnie odbudowywana po pożarach. Legenda głosi, że zachwycał się nią sam Napoleon.

Wilno, kościół św.Anny i stojący za nim kościół Bernardynów

Wilno, kościół św.Anny i stojący za nim kościół Bernardynów

Wilno, kościół św.Anny

Wilno, kościół św.Anny

Kościół św.Anny sąsiaduje z inną świątynią – kościołem Bernardynów, starszym (budowę rozpoczęto w 1469 r.). Kościół ufundował ojciec Aleksandra Jagiellończyka, król Kazimierz Jagiellończyk (czyli syn Jagiełły). Mocno ucierpiał w XVII w. podczas rosyjskiego najazdu, odbudowany z pomocą finansową hetmana Paca, który ufundował również w Wilnie kościół św.Piotra i Pawła, o którym będzie niżej. W XIX w. Rosjanie zamienili klasztor w wojskowe koszary, a po II wojnie światowej świątynię całkowicie zamknięto. Przywrócono jej funkcjonowanie dopiero pod koniec XX w.

Wilno, pomnik A.Mickiewicza obok kościoła św.Anny

Wilno, pomnik A.Mickiewicza obok kościoła św.Anny

„Po sąsiedzku”, obok obu kościołów, stoi spory pomnik naszego wieszcza, Adama Mickiewicza.

Kościół św.Piotra i Pawła

Zrobimy wyjątek, bo kościół ten w zasadzie nie należy do wileńskiej starówki, stoi w odległości dłuższego spaceru od niej. Ze starego miasta, idąc od katedry ulicą Kościuszki dostaniemy się na plac Jana Pawła II, przy którym stoi świątynia. To trzeci z kolei kościół, stojący w tym miejscu – pierwszy, drewniany, stanął tu jeszcze za czasów Władysława Jagiełły. Ten jednak spłonął, a odbudowany, został zniszczony przez Rosjan w połowie XVII w.

Obecny kościół, jak napisaliśmy wyżej, ufundowany został przez hetmana Paca, znamienitego miejscowego magnata. Budowa trwała w latach 60- i 70-tych XVII wieku. Wyjątkowość świątyni poczuć można dopiero wewnątrz, patrząc na zapierające dech w piersiach zdobienia – znajduje się tu ok.2000 rzeźb i sztukaterii, wypełniających ściany i sklepienie. Warto też przyglądnąć się unikatowemu żyrandolowi w kształcie łodzi.

Wilno, kościół św.Piotra i Pawła

Wilno, kościół św.Piotra i Pawła

Wilno, kościół św.Piotra i Pawła

Wilno, kościół św.Piotra i Pawła

Wilno, kościół św.Piotra i Pawła

Wilno, kościół św.Piotra i Pawła

Fundatora kościoła, uczestnika m.in. bitwy pod Chocimiem pod berłem Jana III Sobieskiego, pochowano w kościele – pod schodami wejściowymi do niego. Tablica z napisem „Tu leży grzesznik” początkowo wmurowana była w schody, ale po trafieniu przez piorun przeniesiono ją na ścianą boczną wejścia. We wnętrzach stał kiedyś zdobyczny turecki bęben spod Chocimia, przeniesiony niedawno do muzeum. Tę świątynię także odwiedził w 1993 r. Jan Paweł II, o czym mówi wbudowana przed kościołem pamiątkowa tablica.

Bazylika Archikatedralna św.Stanisława i św.Władysława

Najważniejsza chrześcijańska świątynia Wilna i całej Litwy, o przebogatej, długiej i barwnej historii. Pierwszą katolicką świątynię wybudowano w tym miejscu prawdopodobnie jeszcze w XIII w., na sto lat przed oficjalnym chrztem Litwy – chrześcijaństwo przyjął wtedy Mendog, ówczesny władca, uważany dziś za pierwszego i jedynego w historii króla Litwy – choć jego koronacja jest jedynie legendą, nie potwierdzoną żadnymi dokumentami.

Wilno, bazylika archikatedralna

Wilno, bazylika archikatedralna

Wilno, bazylika archikatedralna

Wilno, bazylika archikatedralna

Wilno, bazylika archikatedralna

Wilno, bazylika archikatedralna

Wilno, bazylika archikatedralna, z prawej kaplica św.Kazimierza

Wilno, bazylika archikatedralna, z prawej kaplica św.Kazimierza

Mendog przyjął chrzest dla chwilowych interesów i szybko nową wiarę porzucił (po ok.10 latach), a świątynię, zbudowaną na poprzednio znajdującym się tu miejscu pogańskich obrządków zburzono – w podziemiach dzisiejszej katedry zachowały się pozostałości po niej.

Wilno, dzwonnica bazyliki archikatedralnej

Wilno, dzwonnica bazyliki archikatedralnej

Ponad 100 lat później, po oficjalnym chrzcie Litwy i Jagiełły, z fundacji tegoż wybudowano kolejną, drewnianą katedrę pod wezwaniem św.Stanisława. Wielokrotnie była później odbudowywana po pożarach, jakie ją trawiły. We wnętrzach katedry pochowano wiele znamienitych osobistości, poczynając od wielkiego księcia Witolda (choć nie wiadomo dokładnie, gdzie znajduje się jego grób) i jego żony. Książę Witold zresztą właśnie tutaj był koronowany na wielkiego księcia litewskiego. Później pochowano tu króla Aleksandra Jagiellończyka – jedynego polskiego władcy, pochowanego na Litwie.

Wilno, pomnik Giedymina obok katedry

Wilno, pomnik Giedymina obok katedry

Następcą Aleksandra Jagiellończyka na tronie został jego brat, Zygmunt I Stary – jego syn, Zygmunt II August w katedrze wileńskiej, potajemnie i bez wiedzy rodziców, wziął ślub ze swoją drugą żoną (pierwsza, Elżbieta, zmarła w wyniku epilepsji w wieku 19 lat i także została pochowana w katedrze w Wilnie), Barbarą Radziwiłłówną. Także i drugą żonę (też przedwcześnie zmarłą w wieku ok.30 lat) króla pochowano w katedrze. Tamte czasy pokazywał słynny lata temu serial TVP – „Królowa Bona”, Barbarę Radziwiłłównę zagrała w nim Anna Dymna.

Na początku XVII w. dobudowano do katedry, ufundowaną przez królów Zygmunta III Wazę i Władysława IV, kaplicę św.Kazimierza, poświęconą pierwszemu litewskiemu świętemu katolickiemu, Kazimierzowi Jagiellończykowi, synowi króla Kazimierza IV Jagiellończyka. Królewicz był bardzo w Wilnie poważany i po śmierci domagano się tu jego kanonizacji. Odbyła się ona jednak dopiero prawie 120 lat po jego śmierci, a niedługo po niej rozpoczęto budowę kaplicy, w której złożono relikwie świętego.

Grobowiec i kosztowności wywieziono z Wilna w połowie XVII w., ratując je przed rabunkiem ze strony najeżdżających miasto Rosjan. Powróciły one w pierwotne miejsce kilkadziesiąt lat później. Kaplica św.Kazimierza połączona była bezpośrednio z Zamkiem Dolnym, co pozwalało rodzinom królewskim na spokojne udawanie się na modlitwę. W 1648 r. w katedrze złożone jeszcze serce króla Władysława IV Wazy (zwłoki króla spoczywają do dziś na krakowskim Wawelu).

Wilno, tablica upamiętniająca fundatorów na kaplicy św.Kazimierza przy katedrze

Wilno, tablica upamiętniająca fundatorów na kaplicy św.Kazimierza przy katedrze

W 1927 r. w katedrze odbyła się uroczystość koronacji obrazu Matki Boskiej Ostrobramskiej. Prace remontowe w katedrze, przeprowadzane po zalaniu ją przez powódź w 1931 r., pozwoliły na odnalezienie grobowców królewskich. By je godnie uczcić, dobudowano wtedy w podziemiach mauzoleum królewskie. Po II wojnie światowej Rosjanie zamknęli świątynię, przekształcając ją początkowo w magazyn, a potem w galerię sztuki. Relikwie św.Kazimierza przeniesiono do kościoła św.Piotra i Pawła. Dopiero w 1989 r. oficjalnie zwrócono świątynię kościołowi, wtedy też relikwie powróciły do katedry.

Przed katedrą znajduje się wolnostojąca dzwonnica (57 m wysokości), także o bogatej przeszłości. Wybudowana na pozostałościach dawnej baszty zamkowej (XIII / XIV w.), była wielokrotnie przebudowywana. W dokumentacji historycznej pojawia się w XVI w. Pozłacane zegary mają tylko jedną wskazówkę, pokazującą godziny. Na Placu Katedralnym znajdziemy jeszcze symboliczny pomnik księcia Giedymina, wskazującego mieczem miejsce, gdzie ma zostać wybudowane miasto – Wilno.

Muzeum A.Mickiewicza

Trochę jak nie u nas – przez krótki czas od zakupu biletów do wyjazdu – zwyczajnie nie byliśmy przygotowani, nie wiedzieliśmy o istnieniu tego miejsca. Trafiliśmy tu całkowicie przypadkiem i z miejsca zapadło nam w pamięć. Pewnie głównie ze względu na opiekuna muzeum, który osobiście nas po nim oprowadził (byliśmy w muzeum sami) i krótko, acz bardzo treściwie poopowiadał o tym, co da się zobaczyć.

Wilno, budynek muzeum A.Mickiewicza od ulicy

Wilno, budynek muzeum A.Mickiewicza od ulicy

Wilno, budynek muzeum A.Mickiewicza od ulicy

Wilno, budynek muzeum A.Mickiewicza od ulicy

Wilno, budynek muzeum A.Mickiewicza od podwórza

Wilno, budynek muzeum A.Mickiewicza od podwórza

Wilno, budynek muzeum A.Mickiewicza od podwórza

Wilno, budynek muzeum A.Mickiewicza od podwórza

Muzeum mieści się w budynku, w którym w 1822 r. przez kilka miesięcy mieszkał Adam Mickiewicz. Powstało jeszcze w XIX w., przez całe lata opiekował się nim jego założyciel. Zniszczone podczas II wojny światowej, zostało odnowione i powiększone dzięki pomocy kilku znanych osobistości.

W kilku salach znajdziecie eksponaty związane z pobytem Mickiewicza w Wilnie oraz jego przyjaciołom. Znajdują się tu pierwsze wydania niektórych jego dzieł oraz liczny zbiór przekładów na różne języki. Do ważniejszych eksponatów z pewnością zaliczają się: rękopis jednego z wierszy, maska pośmiertna poety czy meble przez niego użytkowane, także te przy których tworzył (m.in. stół, przy którym pisał „Grażynę” – muzeum mieści się w domu, w którym „Grażyna” powstawała).

Opiekun muzeum nakierował nas także na dom, w którym mieszkał w Wilnie Juliusz Słowacki – o jego istnieniu też nie wiedzieliśmy – a znajduje się całkiem niedaleko od muzeum, w sąsiedniej uliczce.

Wilno, muzeum A.Mickiewicza, maska pośmiertna poety

Wilno, muzeum A.Mickiewicza, maska pośmiertna poety

Wilno, muzeum A.Mickiewicza

Wilno, muzeum A.Mickiewicza

Wilno, muzeum A.Mickiewicza, stolik na którym Mickiewicz pisał "Grażynę"

Wilno, muzeum A.Mickiewicza, stolik na którym Mickiewicz pisał „Grażynę”

Wilno, muzeum A.Mickiewicza, pierwsze wydanie "Pana Tadeusza"

Wilno, muzeum A.Mickiewicza, pierwsze wydanie „Pana Tadeusza”

Zaułek Literatów

Krótka, ale niezwykle urokliwa uliczka, także niedaleko Muzeum Adama Mickiewicza. Nazwa ma dwie wersje pochodzenia: albo od znajdujących się tu w XIX w. licznych księgarń i antykwariatów, albo na cześć mieszkającego tu kiedyś Adama Mickiewicza (Mickiewicz często zmieniał w Wilnie miejsce zamieszkania, wg opiekuna muzeum – ze względu na słabe finanse).

Dom, w którym Mickiewicz mieszkał, jest wyraźnie oznaczony tabliczkami. Zamieszkał tu po przyjeździe z Kowna i tu pracował nad II i IV częścią „Dziadów”. Tu też został aresztowany i przeniesiony do klasztoru Bazylianów (niedaleko Ostrej Bramy), gdzie z kolei tworzył III część poematu. Tam też zresztą podobno znajdował się pierwowzór „celi Konrada”, nie zachowany do dziś (zamieniony przez zakonników w apartament).

Wilno, Zaułek Literatów

Wilno, Zaułek Literatów

Wilno, Zaułek Literatów

Wilno, Zaułek Literatów

Wilno, Zaułek Literatów, "ściana literatów"

Wilno, Zaułek Literatów, „ściana literatów”

Wilno, Zaułek Literatów, "ściana literatów"

Wilno, Zaułek Literatów, „ściana literatów”

Wilno, Zaułek Literatów, brama domu, w którym mieszkał A.Mickiewicz

Wilno, Zaułek Literatów, brama domu, w którym mieszkał A.Mickiewicz

Wilno, Zaułek Literatów, brama domu, w którym mieszkał A.Mickiewicz

Wilno, Zaułek Literatów, brama domu, w którym mieszkał A.Mickiewicz

Wracając do Zaułku Literatów – wyróżnia go jeszcze tzw. „ściana literatów”, projekt wykonany w 2008 r., upamiętniający za pomocą wielu kolorowych tabliczek wmurowanych w ścianę znamienitych artystów, i tych litewskich, i tych z Litwą związanych. Znaleźć więc tu można także m.in. tabliczki upamiętniające Czesława Miłosza czy Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.

Kościół św.Janów

Wilno, dzwonnica kościoła św.Janów

Wilno, dzwonnica kościoła św.Janów

Ta jedna z najstarszych świątyń w Wilnie (pod wezwaniem św.Jana Chrzciciela i św. Jana Apostoła Ewangelisty) znajduje się przy jednym z końców Zaułku Literatów. Ufundowana została przez samego Jagiełłę w czasach chrztu Litwy, a konsekrowana w 1427 r. W 1571 r. została przekazana Jezuitom, którzy osiem lat później, za zgodą Stefana Batorego otworzyli na terenie posesji słynny Uniwersytet Wileński. Później kościół był kilkukrotnie odbudowywany po pożarach, które go trawiły. W XVIII w. dodano okazałą elewację w stylu rokoko, z której kościół słynie do dziś – nam nie było dane jej zobaczyć, dziedziniec kościelny był niestety zamknięty.

Nie dane nam było także zobaczyć wnętrz, ze względu na trwające w środku nabożeństwo (z zasady staramy się nie przeszkadzać wiernym). A szkoda, bo wnętrza pełne są akcentów polskich – po czasie zaborów kościół ten stał się miejscem patriotycznych spotkań polskich mieszkańców Wilna. Z okresu tego pochodzą znajdujące się we wnętrzach kościelnych pomniki m.in. Adama Mickiewicza czy Tadeusza Kościuszki.

Wilno, kościół św.Janów

Wilno, kościół św.Janów

Po sąsiedzku, przy kościele znajduje się kamienica, na której znajduje się tablica upamiętniająca zamieszkanie w niej w latach 1832-35 przez Józefa Ignacego Kraszewskiego.

Prawosławny monaster św.Ducha

Wilno, prawosławna cerkiew św.Ducha

Wilno, prawosławna cerkiew św.Ducha

Bardzo popularny cel prawosławnych pielgrzymek, ze względu na znajdujące się wewnątrz relikwie trzech wileńskich męczenników za wiarę. Wg zachowanych zapisów, trzema męczennikami byli Antoni, Jan i Eustachy, XIV-wieczni dworzanie litewskiego księcia Olgierda, którzy potajemnie przyjęli chrzest – mówimy o czasach przed oficjalnym chrztem Litwy. Olgierd zażądał od nich porzucenia nowej wiary, a po odmowie powiesił wszystkich.

Wilno, prawosławna cerkiew św.Ducha

Wilno, prawosławna cerkiew św.Ducha

Kanonizacja odbyła się już w 1364 r., a relikwie świętych zostały przewiezione do Konstantynopola (dzisiejszy Stambuł), gdzie złożono jest w słynnej Hadze Sofii. W 1609 r. w Wilnie wybudowano prawosławny monaster (klasztor) oraz trochę wcześniej (1597 r.) cerkiew św.Ducha. Wtedy też przeniesiono tu relikwie męczenników – początkowo złożono je w podziemiach. Klasztor szybko stał się czołowym, mając pod sobą inne. Tutejsi mnisi wyznaczani byli na przełożonych w innych cerkwiach i monasterach.

Relikwie wileńskich męczenników tylko raz potem opuściły mury cerkwi – w 1915 r., kiedy to w obliczu I wojny światowej mnisi opuścili klasztor, zabierając je do Moskwy. Po II wojnie światowej cerkiew i monaster działały bez przeszkód ze strony władz komunistycznych. Kompleks jest dziś siedzibą prawosławnych biskupów Wilna i całej Litwy. Warto zobaczyć wnętrza cerkwi – są niezwykle pięknie zdobione. A relikwie męczenników wystawione są w głównej nawie cerkwi, w bardzo widocznym miejscu, nie sposób ich pominąć przy zwiedzaniu.

Sanktuarium Miłosierdzia Bożego

Wilno, sanktuarium Miłosierdzia Bożego, kościół św.Trójcy

Wilno, sanktuarium Miłosierdzia Bożego, kościół św.Trójcy

Jedna z najmniejszych świątyń w starym Wilnie, silnie wkomponowana w rząd kamienic przy ulicy Dominikańskiej, pozostająca nieco w cieniu pobliskiego, tradycyjnie polskiego, kościoła św.Ducha. Z tymże kościołem łączy Sanktuarium Miłosierdzia Bożego zresztą niezbyt miła historia, ale o tym za chwilę.

Pierwotnie znajdujący się tu kościół św.Trójcy wybudowano w XVI wieku z fundacji ówczesnego zarządcy miejskiej mennicy, przy wsparciu króla Zygmunta Starego. Obok założono także szpital, a całość wkrótce przekazano Dominikanom z kościoła św.Ducha. Po polskich rozbiorach i szpital i świątynię zamknięto, przerabiając ją później na cerkiew prawosławną. Kościół katolicki odzyskał kościół dopiero w 2004 r. I tu zaczyna się wspomniana historia – historia słynnego obrazu Miłosierdzia Bożego.

Obraz powstał w 1934 r., namalowany wg wskazań siostry zakonnej Faustyny, której Chrystus objawił się w 1931 r., każąc namalować taki właśnie obraz. Częścią obrazu był napis po polsku: „Jezu ufam Tobie”.Zaraz od czasu powstania dzieła, zaczęło ono być otaczane coraz większym kultem wiernych, stając się obiektem modlitw i celem pielgrzymek. Pierwotnie wystawiono go w Ostrej Bramie, później przenoszono do kilku innych świątyń, aż w 1986 r. znalazł swoje miejsce w polskim kościele św.Ducha. Staraniem polskiej wspólnoty został też odrestaurowany.

Wilno, sanktuarium Miłosierdzia Bożego, kościół św.Trójcy

Wilno, sanktuarium Miłosierdzia Bożego, kościół św.Trójcy

No i w 2005 r. wileński metropolita nakazał przeniesienie obrazu do kościoła św.Trójcy. Polska społeczność mocno sprzeciwiła się temu, ale pomimo to (wg jednych przekazów potajemnie w nocy, w innych siłą w czasie dnia) obraz zdemontowano i przeniesiono w nowe miejsce. Pozbawiono go też integralnej części – polskiego napisu. Mimo protestów znajduje się on tam do dziś, stworzono w tym celu Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w kościele św.Trójcy, o ascetycznym wnętrzu, tak aby nic nie odwracało uwagi wiernych od cudownego obrazu.

Już przed wejściem do świątyni da się odczuć, jak ważne dla Polaków jest to miejsce – stojąc na ulicy przed kościołem w zasadzie nie słyszeliśmy żadnego innego języka poza polskim.

„Poza konkursem”: Republika Zarzecza

Sami nie wiemy jak sklasyfikować tę osobliwość. Stara (pierwsze wzmianki pochodzą z XIV w.), zaniedbana ale urokliwa część Wilna, nieco na wschód od Starego Miasta, mieni się legendarnym statusem niezależnej republiki, co dziś jest bardziej legendą niż rzeczywistością. Przed II wojną światową była dzielnicą żydowską, po niej stała się dzielnicą lekkich obyczajów – jedną z bardziej niebezpiecznych.

Wilno, Republika Zarzecza

Wilno, Republika Zarzecza

Wilno, Republika Zarzecza, symbol dzielnicy - Anioł

Wilno, Republika Zarzecza, symbol dzielnicy – Anioł

Wilno, Republika Zarzecza

Wilno, Republika Zarzecza

Wilno, Republika Zarzecza

Wilno, Republika Zarzecza

Wilno, Republika Zarzecza

Wilno, Republika Zarzecza

Potem nastały czasy bohemy artystycznej, a Zarzecze (po litewsku „Užupis”) zaczęto porównywać z paryskim Montmartrem. Jest „republiką” artystów, organizowane są to wystawy i przedstawienia. Znaleźć też można jeden zabytkowy kościół św.Bartłomieja Apostoła (XVIII w.). Symbolem Zarzecza jest statua Anioła, wykonana z brązu, ustawiona na głównym placu dzielnicy w 2002 roku.

Wilno, Republika Zarzecza, kościół św.Bartłomieja Apostoła

Wilno, Republika Zarzecza, kościół św.Bartłomieja Apostoła

„Republika” ma własną konstytucję, wywieszoną na jednej z uliczek w wielojęzycznych tłumaczeniach – także po polsku. Podobno ma też hymn, prezydenta, premiera i biskupa :) Nie ma to wielkiego znaczenia, ale po Zarzeczu warto po prostu pospacerować – ta część Wilna ma swój własny, specyficzny klimacik. My na Zarzeczu zjedliśmy kolację w jednej w urokliwych restauracji nad rzeczką Wilenką.

Zwiedzając wileńskie Stare Miasto nie sposób odnieść wrażenia, że połowę budynków stanowią świątynie. Jest ich tu kilkadziesiąt i przeplatają się z równie ważnymi dla nas Polaków tabliczkami upamiętniającymi pobyt tu naszych słynnych rodaków. I tymi dwoma wątkami zajmiemy się w kilku kolejnych wpisach – na początek przewodnik po świątyniach starego Wilna.

Pełna galeria zdjęć największych atrakcji starego Wilna znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Wilno

Wilno, tablica upamiętniająca miejsce zamieszkania A.Mickiewicza (dziś muzeum)

W Wilnie, przez wieki silnie związanym z Polską i Polakami, nie sposób nie zauważyć polskich akcentów - są widoczne na każdym kroku w nazwach ulic czy historycznych tablicach. Zobaczcie, co można znaleźć na Starym Mieście.  więcej

Wilno, kościół św.Piotra i Pawła

Starówka w Wilnie słynie przede wszystkim z nagromadzenia świątyń różnych wyznań, z oczywistą przewagą tych rzymskokatolickich. Bardzo często wiąże się z nimi długa i barwna historia, często dodatkowo ściśle związana z Polską i Polakami.

Wilno, Bazylika Archikatedralna

Starówka w Wilnie słynie przede wszystkim z nagromadzenia świątyń różnych wyznań, z oczywistą przewagą tych rzymskokatolickich. Bardzo często wiąże się z nimi długa i barwna historia, często dodatkowo ściśle związana z Polską i Polakami.

 

1

Autor:

Kategorie: Litwa, Miasto na weekend, Rok 2014, Wilno

Mccheta, historia Gruzji (i nie tylko) w pigułce

Mccheta to dla Gruzinów miejsce wyjątkowe. Uważana za pierwszą historyczną stolicę kraju, z historią sięgającą przyjęcia przez Gruzję chrześcijaństwa. Miejsce koronacji i pochówków gruzińskich królów. No i ta niesamowita legenda o Eliaszu, jego siostrze, świętej Nino i szacie Jezusa…

Gruzja 2014, dzień 6 (poprzedni wpis: Gruzińska Droga Wojenna. Z widokiem na Kaukaz). Trzeci kolejny nocleg w samochodzie urządziłem sobie w samej Mcchecie, nieopodal miejskiej komendy policji, nad zniszczoną przystanią przy rzece Aragvi, tuż przed miejscem, gdzie uchodzi ona do Mtkvari (na skrzyżowaniu tych dwóch rzek leży Mccheta). Do największej atrakcji miasta – katedry Sweti Cchoweli samochodem miałem z tego miejsca może z dwie minuty.

Nikt nie wie, kiedy właściwie Mccheta powstała, są dowody na to, że istniała już ok.tysiąc lat przed Chrystusem. Legenda mówi, że po podbiciu regionu przez Aleksandra Wielkiego (IV w. p.n.e.), wyznaczył on tu swojego namiestnika, który wkrótce został jednak pobity przez miejscowego księcia. Książę ten stworzył później własne królestwo – Iberię, uznawaną za „protoplastę” Gruzji, a w Mcchecie ustanowił jego stolicę i wybudował swoją siedzibę – Armazscyche, leżące po drugiej stronie rzeki Mtkvari. Był III w. p.n.e.

Pomimo różnych historycznych „wichrów”, królestwo Iberii ze stolicą w Mcchecie trwało przez wieki, nawet gdy nadeszło Imperium Rzymskie (formalnie królowie Iberii zaakceptowali zwierzchnictwo rzymskie bez walki). Na początku IV w. z Kapadocji przybyła św.Nino, głosząc naukę chrześcijańską na tyle skutecznie, że przekonała do niej parę królewską Iberii – króla Miriana III i małżonkę. Władca wraz z żoną i czołowymi podwładnymi przyjęli oficjalnie chrześcijaństwo w 337 r., co uważa się dziś za datę przyjęcia chrześcijaństwa przez Gruzję. Co najważniejsze dla tej opowieści – uroczystość „chrztu” Gruzji odbyła się właśnie tu – w Mcchecie.

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli

Ale w tymże IV w. Rzymianie przegrali walkę o dominację na Kaukazie z Persami i oddali Iberię w ich władanie, choć Iberia zachowała pewien stopień autonomii. Persowie wprowadzili własną religię – zoroastrianizm, robiąc z niej drugą oficjalną religię, obok chrześcijaństwa. Niemal równolegle, w V w. ówczesny władca, Wachtang Gorgasali, przeniósł stolicę Iberii do Tbilisi, podobno lepiej przystosowanego do obrony. Ale już w kolejnym wieku Persowie dogadali się z Bizancjum i podzielili Iberię pomiędzy siebie. Tak Iberia przestała istnieć. Ale, co istotne, przez te wszystkie wieki, aż do XIX w., Mccheta pozostała „stolicą” gruzińskiego kościoła prawosławnego, tu odbywały się wszystkie ważne królewskie uroczystości, m.in. koronacje i pogrzeby.

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli, grobowiec Sydonii

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli, grobowiec Sydonii

Dziś Mccheta, 20-tysięczne leniwe miasteczko o niskiej zabudowie, oddalone o 20 km od Tbilisi, żyje w wielkim cieniu obecnej stolicy (grubo ponad milion mieszkańców). Ale nadal jest bardzo ważnym punktem na mapie – tej turystycznej, ale także religijnej – Gruzji i jest w sezonie wprost zalewana falami turystów, zarówno tych indywidualnych, jak i całych zorganizowanych wycieczek fakultatywnych, przywożących np. turystów wypoczywających w Batumi na jednodniowe zwiedzanie.

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli

Pierwszą atrakcję Mcchety – monaster Dżwari ze słynnym krzyżem św.Nino – zdążyłem zobaczyć już poprzedniego dnia przed zmierzchem. Dwie pozostałe najważniejsze atrakcje – katedra Sweti Cchoweli i monaster Samtavro, były z rana zamknięte, wybrałem się więc nieco poza Mcchetę, do monasteru Zedazeni. Wyjeżdżając drogą na północ, minąłem dość okazałe ruiny średniowiecznej twierdzy Bebriscyche, o której nie wiadomo praktycznie nic, poza tym, że stoi na prawym brzegu rzeki Aragvi i miała bronić dostępu do miasta. Popularna nazwa tego miejsca to „Elder’s Fortress” – Twierdza Starszych / Seniorów ?

Odnosi się do niej legenda o dwojgu rodzeństwa: Makrinie (siostra) i Mamuce (brat), dzieciom właściciela zamku, które po jego śmierci mieszkały w nim i rządziły miejscową ludnością. Zły Mamuka podwyższał pomimo próśb siostry podatki chłopom – aż pewnego dnia wylali oni przygotowaną dla nich zupę, czym rozzłościli swojego władcę. Zaczął on gonić poddanych, ale został otoczony przez węże. W przypływie strachu obiecał Bogu, że jeśli go uratuje, on zostanie mnichem. I takoż się stało. Makrina także wstąpiła do zakonu, dożywając w nim wieku 70 lat. Kiedy zmarła, na jej pogrzebie zjawił się stary brodaty mężczyzna – Mamuka, który ucałował czoło siostry, mówiąc „Wypełniliśmy swoją obietnicę”, po czym upadł i zmarł. Od nich właśnie wywodzi się (wg legendy) nazwa twierdzy.

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli, grobowiec z XI w.

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli, grobowiec z XI w.

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli, grobowiec króla Wachtanga I Gorgasali

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli, grobowiec króla Wachtanga I Gorgasali

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli, grobowiec króla Herakliusza II

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli, grobowiec króla Herakliusza II

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli, grobowiec króla Jerzego XII, syna Herakliusza II

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli, grobowiec króla Jerzego XII, syna Herakliusza II

Mccheta, brama wejściowa do katedry Sweti Cchoweili, z bykami z V w.

Mccheta, brama wejściowa do katedry Sweti Cchoweili, z bykami z V w.

Z centrum Mcchety do monasteru Zedazeni nie jest daleko, ale dość skomplikowany wyjazd z miasta (uwarunkowany specyficznym położeniem na styku dwóch rzek) powoduje, że trasa ma 20 km. Monaster położony jest na wysokim wzgórzu (Zaden), na którym wg legend panowały kiedyś złe moce. I znów wracamy do historii Trzynastu Ojców Syryjskich, przybyłych na tereny dawnej Iberii w VI w. (m.in. monastery Dawid Garedża, Nekresi, Ikalto, Alawerdi) – wszyscy oni przybyli wraz ze swoim nauczycielem, Janem, najpierw właśnie na górę Zaden, gdzie mieszkali i gdzie stali się celem pielgrzymów, ze względu na przypisywaną im moc uzdrawiania.

Wkrótce potem Jan rozesłał swoich uczniów po całej Iberii, sam pozostając na wzgórzu (mieszkał tu w sumie 30 lat), gdzie w końcu zmarł i został pochowany. Za datę założenia klasztoru przyjmuje się 540 r., a obecnie widoczne zabudowania datuje się na VIII w., choć były wielokrotnie odnawiane (ostatnio w 1971 r.). W miejscu pochówku Jana stoi świątynia (jego grobowiec, a także grobowiec jego następcy znajdują się wewnątrz).

Wracam do Mcchety, zwiedzić w końcu najbardziej znane zabytki miasta. Zaczynam od monasteru Samtavro, gdzie stoi prawdopodobnie najstarszy kościół chrześcijański w Gruzji, wybudowany już w IV w. przez króla Miriana, na cześć św.Nino, która nawróciła go na chrześcijaństwo. Kościół pochodzi z okresu zaraz po przyjęciu chrztu przez władcę, czyli z lat 30-tych IV w., ale nie jest to dzisiejsza główna świątynia monasteru, ale mały, niepozorny kościółek stojący zaraz przy wejściu. Na terenie klasztoru przed budową świątyni znajdowały się kiedyś ogrody rezydencji królewskiej Miriana.

Monaster Zedazeni

Monaster Zedazeni

Monaster Zedazeni

Monaster Zedazeni

Monaster Samtavro, kościół z XI w.

Monaster Samtavro, kościół z XI w.

Monaster Samtavro, kościół z IV w.

Monaster Samtavro, kościół z IV w.

Główny kościół monasteru Samtavro wybudowany został w XI w. na miejscu, gdzie kiedyś stał inny IV-wieczny kościół, także wybudowany przez Miriana. We wnętrzach zachowały się freski, pochodzące z XIII-XV w., odzyskane spod warstwy tynku, który położyli Rosjanie w XIX w. Kopuła została odbudowana zaraz po tym, jak zawaliła się w wyniku trzęsienia ziemi w XIII w. Największą atrakcją świątyni są grobowce króla Miriana i jego żony, znajdujące się wewnątrz. Niestety wnętrz nie wolno fotografować.

Monaster Samtavro, kościół z XI w.

Monaster Samtavro, kościół z XI w.

W kompleksie klasztornym znajduje się jeszcze, remontowana w czasie mojej wizyty, trójkondygnacyjna dzwonnica, pochodząca prawdopodobnie z XIII w. oraz mały przyklasztorny cmentarzyk. Na terenie monasteru pochowany został m.in. mnich Gabriel, żyjący w XX w., uznany dwa lata temu za świętego gruzińskiego kościoła prawosławnego. Choć urodzony w rodzinie komunistycznej, już za młodych lat naraził się władzom, przez co był więziony, a nawet uznany za psychicznie chorego. Resztę życia spędził jako mnich, uważany za uzdrowiciela i proroka. Zmarł w 1995 r., a jego grób stał się miejscem masowych pielgrzymek. Nawet olej w lampie, palącej się na jego grobie, uznano za cudowny.

Monaster Samtavro, dzwonnica z XIII w.

Monaster Samtavro, dzwonnica z XIII w.

Monaster Samtavro stoi w samym centrum Mcchety, przy głównym placu z fontannami, przy którym znaleźć też można budynek Muzeum Archeologicznego i dość widowiskowy, nieczynny zdaje się budynek dawnego kina. Zaledwie kilka minut pieszo dzieli to miejsce od największej atrakcji turystycznej Mcchety – katedry Sweti Cchoweli.

Z katedrą w Mcchecie wiąże się legenda, nawiązująca aż do czasów Chrystusa. Najpierw jedno zdanie z historii – mniej więcej w VI w. p.n.e. rozpoczął się okres napływu Żydów w region Mcchety, spowodowany podbiciem Jerozolimy przez króla Babilonii, Nabuchodonozora II (597 r. p.n.e.). 10 lat później w Jerozolimie wybuchł bunt, w wyniku którego babliończycy miasto zburzyli. Tak to Żydzi wylądowali m.in. w Mcchecie, tworząc sporą część ówczesnego społeczeństwa w mieście. Choć żyli w oddali od ojczyzny, nie tracili z nią kontaktu, cały czas utrzymując stosunki z Jerozolimą.

Wracamy do legendy – jeden z Żydów mieszkających w czasach Chrystusa w Mcchecie, Eliasz, pojechał w towarzystwie trzech innych do Jerozolimy na proces Chrystusa u Piłata. Spóźnił się jednak, docierając na miejsce już na ukrzyżowanie. Zdołał odkupić od żołnierzy wierzchnią szatę (chiton) Jezusa, którą zabrał do domu (Ewangelia św.Jana rzeczywiście mówi o tym, że o suknię Chrystusa żołnierze rzucali losy i jeden z nich otrzymał ją w całości). Tu dał ją siostrze, która po wdzianiu jej zmarła i została w niej pochowana.

Na miejscu pochówku siostry Eliasza, Sydonii, wyrosło piękne drzewo, wydzielające rzadki zapach. Jedna z wersji legendy mówi, że drzewa tego nie dało się ściąć, pomogła dopiero modlitwa św.Nino. W każdym razie to właśnie za czasów św.Nino w tym miejscu król Miriam wybudował w IV w. drewniany kościół. Legenda mówi, że jeden ze słupów, wykonany z drzewa z grobu Sydonii (siódmy, wykonano ich siedem), ożył, biorąc swą moc z niebios. Uniósł się do niebios i wrócił na swoje miejsce po całonocnej modlitwie św.Nino. Filar ten miał ponoć moce lecznicze, a aż do średniowiecza kapała z niego mirra. Dlatego też kościół nazwano Sweti Cchoweli – „życiodajny słup”.

W V w. w miejscu kościoła św.Nino król Wachtang Gorgasali (ten, który przeniósł stolicę do Tbilisi) wybudował bazylikę, której niewielkie pozostałości odnaleźli w XX w. archeologowie. Obecnie stojąca katedra wybudowana została w XI w. (ok.1020 r.), a inna legenda mówi, że król Jerzy I, który polecił ją wybudował, po zakończeniu prac obciął prawą rękę architektowi, by ten już nie mógł wybudować nic tak pięknego. Dowodem tego ma być jeden z reliefów na murach świątyni (rzeczywiście przedstawia rękę).

Mccheta, rzeka Mtkvari

Mccheta, rzeka Mtkvari

Mccheta, Muzeum Archeologiczne

Mccheta, Muzeum Archeologiczne

Mccheta, dawne kino

Mccheta, dawne kino

Mccheta, ruiny Bebriscyche

Mccheta, ruiny Bebriscyche

Wnętrza katedry był wymalowane freskami, z których część „dożyła” do naszych czasów pomimo tego, że w XIX w. przed planowaną wizytą ówczesnego rosyjskiego cara (Gruzja była wtedy pod panowaniem rosyjskim), wnętrza świątyni otynkowano na biało, zakrywając wszystkie malowidła. Z V-wiecznego kościoła zachowały się dwie kamienne głowy byków, dziś wiszące na bramie wejściowej na teren katedry.

Na przełomie XIII / XIV wieku we wnętrzach świątyni wybudowano czworoboczną kaplicę, będącą kopią Grobu Świętego z Jerozolimy – miało to na celu podniesienie katedry do rangi drugiego najświętszego miejsca chrześcijańskiego na świecie. W katedrze znajduje się także grób Sydonii, siostry Eliasza z legendy o szacie Chrystusa, znajdują się tu także resztki legendarnego siódmego filaru. Przez całe wieki katedra była najważniejszym kościołem Gruzji, miejscem wszystkich najważniejszych uroczystości z koronacjami i pogrzebami królewskimi na czele. Pochowano tu m.in. Wachtanga I Gorgasali (uważanego za założyciela Tbilisi) czy Herakliusza II. Znaleźć tu można także grobowce zwierzchników kościoła gruzińskiego, jeden z nich pochodzi z czasów budowy katedry (XI w.).

Katedra Sweti Cchoweli w Mcchecie do dziś jest najważniejszym gruzińskim kościołem, siedzibą patriarchy gruzińskiego kościoła prawosławnego. Koronacje i pogrzeby królewskie odbywały się tu aż do XIX w., a dziś jest głównym celem licznych wycieczek turystycznych, zwożących tu turystów z całego kraju – obok mnie katedrę zwiedzała polska wycieczka, wypoczywająca w Batumi. Katedra otoczona jest dziś murami oraz wieżami obronnymi, które dobudowane zostały w XVIII w. Obok murów stoi sala ślubów, sąsiadująca m.in. z informacją turystyczną. Sweti Cchoweli otoczona jest malowniczymi brukowanymi uliczkami, którymi warto po (lub przed) zwiedzaniu tak po prostu się przespacerować. Gdyby nie turyści, Mccheta byłaby niezwykle sennym i leniwym miasteczkiem.

Ulice Mcchety, w tle na wzgórzu monaster Dżwari

Ulice Mcchety, w tle na wzgórzu monaster Dżwari

Ulice Mcchety

Ulice Mcchety

Mccheta, informacja turystyczna i sala ślubów obok katedry Sweti Cchoweli

Mccheta, informacja turystyczna i sala ślubów obok katedry Sweti Cchoweli

Duży parking za katedrą jest praktycznie jedynym miejscem w Mcchecie, gdzie można zostawić na dłuższy czas samochód. Jest płatny za dnia (wjazd 2 GEL, bez względu na długość parkowania) i sąsiaduje z kilkoma restauracjami, a drogę prowadzącą z niego do katedry „okupują” liczne kramy z pamiątkami, gadżetami oraz gruzińskimi specyfikami: czurczelą oraz tklapi (opiszę je przy okazji drugiego przyjazdu do Mcchety – bo jeszcze tu wrócę po kilku dniach).

Na tym kończy się zwiedzanie Mcchety – jest jeszcze jedna atrakcja – most na Mtkvari, a w zasadzie pozostałości antycznego mostu, zwane mostem Pompejusza (wg legendy zbudowały go wojska tego wielkiego rzymskiego wodza w I w. p.n.e.), ale nie udaje mi się ich znaleźć, być może przykryte zostały dość wysoką wodą w rzece. Wyjeżdżam z Mcchety w dalszą drogę po atrakcjach Gruzji – miasto zapamiętam jako perełkę tego kraju. Mccheta nieodłącznie związała się swoją historią z dziejami kraju i regionu, a być może nawet chrześcijaństwa – od szaty Chrystusa z I w., przez wizytę św.Nino i „chrzest Gruzji” w IV w., aż po „stolicowanie” krajem do V wieku i przybycie Ojców Syryjskich w VI w. – można powiedzieć, że to tu zaczęły się dzieje Gruzji i jej związków z chrześcijaństwem, jakże silnych do dziś.

A ja jadę dalej, w stronę skalnego miasta w Wardzi. Ale zanim o nim, odwiedzimy jeszcze kilka atrakcji po drodze, m.in. uzdrowisko Bordżomi. Ale to już w następnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z Mcchety znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Gruzja

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Wardzia, skalne miasto

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi - średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche - monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu - powrót do Mcchety.

Borżomi

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

 

0

Autor:

Kategorie: Gruzja, Gruzja 2014, Rok 2014

Kachetia: monaster Dawid Garedża i miasto Signagi

Smakoszom wina Kachetii przedstawiać nie trzeba, ten region to stolica gruzińskiego szlachetnego trunku. Ale to nie jedyna atrakcja. Równie prawdziwe byłoby „Kachetia monasterami stojąca” – ilość prawosławnych cerkwi i klasztorów nie ustępuje tu ilości winnic.

Gruzja 2014, dzień 3 (poprzedni wpis: Pierwszy dzień w Tbilisi). Nocleg w Tbilisi upłynął bez większych przygód. Rano zabieram tobołki (czyt. plecak) i żegnam się na pięć dni z gospodarzem w Guesthouse’ie Nice – jeszcze tu wrócę po zakończeniu samochodowego objazdu Gruzji. A teraz czas na odebranie czterokołowego cacka – mojego domu na najbliższe pięć dni. Wyjście na ulicę Kote Abkhazi niemal natychmiast skutkuje zatrzymaniem taksówki i za 7 GEL dojeżdżam na ulicę Erekle Tatiszwili, gdzie mieści się firma o szumnej nazwie „Jeep Rent LTD”, czyli wypożyczalnia samochodów.

Samochód na potrzeby gruzińskiej wyprawy rezerwowałem z dużym wyprzedzeniem (wyjazd w czerwcu, rezerwacja w styczniu). Po początkowych problemach (strona podawała inne ceny niż obowiązywały w czerwcu – podobno nie była jeszcze w styczniu przygotowana do cen w szczycie sezonu), cała reszta poszła sprawnie – cena uzgodniona mailowo wynosiła sporo – 80$ za dobę – wypożyczany samochód to terenowy Nissan Pathfinder 3.5l. Dopłata za GPS wynosi 10$ za dobę – zrezygnowałem – gruzińska karta SIM + pakiet internetowy + mój telefon + Google Maps – taki był mój plan na nawigację samochodową.

Środek transportu i hotel w jednym, czyli wypożyczony Nissan Pathfinder

Środek transportu i hotel w jednym, czyli wypożyczony Nissan Pathfinder

Wyschnięte jezioro tuż przed wsią Udabno

Wyschnięte jezioro tuż przed wsią Udabno

Udabno, "polski" Oasis Club

Udabno, „polski” Oasis Club

Udabno, "polski" Oasis Club

Udabno, „polski” Oasis Club

Udabno, "polski" Oasis Club

Udabno, „polski” Oasis Club

Udabno, "polski" Oasis Club i polskie danie :)

Udabno, „polski” Oasis Club i polskie danie :)

Udabno, "polski" Oasis Club i Pan Tadeusz po rosyjsku

Udabno, „polski” Oasis Club i Pan Tadeusz po rosyjsku

Na miejscu Nino, czyli kobieta, z którą korespondencyjnie załatwiałem rezerwację, zaskoczyła mnie promocją – cena spadła do 65$ za dobę. W życiu nie zrozumiem idei dawania zniżki klientowi, który zaakceptował już cenę – ale przecież kłócił się nie będę :) Do wypożyczenia samochodu potrzebne są standardowe dokumenty – paszport i polskie prawo jazdy. Z góry opłaca się całą rezerwację, a dodatkowo trzeba zostawić 200$ jako zwrotną kaucję. W tej konkretnej wypożyczalni można płacić bezpośrednio dolarami, lub po przeliczeniu gruzińskimi lari, a nawet w euro. A nawet kartą :) Gdy odbierałem swojego Nissana, wypożyczalnia nie miała już żadnych wolnych samochodów, wszystkie zostały wypożyczone (skąd więc ta promocja ? ;-)) wraz z kierowcami – taką usługę też można w car-rent.ge zamówić.

Dla polskich kierowców, w większości przyzwyczajonych do manualnej skrzyni biegów – wszystkie samochody w car-rent.ge są automatami (to chyba standard w tamtejszych wypożyczalniach). Jeśli ktoś wcześniej automatem nie jeździł, radzę poszukać znajomych z automatem i choć przez chwilę spróbować „przestawić” się już w Polsce. No i zaznajomić się z oznaczeniami transmisji w samochodzie (P,D,N,R itp.). Bo bez tego będzie Wam i ciężko w ogóle z samochodem na początku, a już wyjechanie automatem pierwszy raz w życiu na zatłoczone centrum Tbilisi (w którym leży wypożyczalnia) trącić będzie już lekkomyślnością. Ja, choć miałem za sobą półgodzinne „szkolenie” w Polsce, i tak potrafiłem odruchowo „zmienić bieg” w automacie w trakcie jazdy, na ruchliwej przelotówce w Tbilisi (co zaskutkowało oczywiście hamowaniem samochodu z piskiem opon). Ale na tym przygody z przystosowaniem do automatu na szczęście się skończyły.

Przez całe 5 dni, w związku z ogromną radochą z jazdy po Gruzji, i w związku z brakiem potrzeby, nie zdążyłem zaglądnąć do „papierów” samochodu, więc nie wiem, jak bardzo był wiekowy. Najnowszy nie był na pewno, wnioskując po wyglądzie wnętrza (nie to, żeby był zniszczony, był po prostu „w starszym stylu”, miał nawet kieszeń na… kasety magnetofonowe :) Na pewno była to wersja amerykańska, bo licznik prędkości wyskalowany był w milach, co automatycznie zwolniło mnie z wyrzutów sumienia nt. zbyt szybkiej jazdy :) Żart. Lekko telepała się tylna klapa bagażnika, ale kto by się tam tym przejmował. Ważne, że działało gniazdo zapalniczki – cała moja elektronika miała być przez 5 dni z niego ładowana i wiązałem z nim ogromne obawy.

W drodze do monasteru Dawid Garedża

W drodze do monasteru Dawid Garedża

W drodze do monasteru Dawid Garedża

W drodze do monasteru Dawid Garedża

Monaster Dawid Garedża

Monaster Dawid Garedża

Monaster Dawid Garedża

Monaster Dawid Garedża

Monaster Dawid Garedża

Monaster Dawid Garedża

Monaster Dawid Garedża, grobowiec założyciela, mnicha Dawida z Garedży

Monaster Dawid Garedża, grobowiec założyciela, mnicha Dawida z Garedży

Poza jedną opisaną wyżej przygodą, nic się więcej nie działo i z Tbilisi udało mi się wyjechać w pożądanym kierunku (Google Maps działa :)). Za miastem postój i „obczajanie” samochodu, a przede wszystkim sprawdzenie, czy rzeczywiście (tak jak wyczytałem przed wyjazdem w sieci) złożenie tylnych siedzeń zaowocuje płaską podłogą w samochodzie – wszak miałem w nim 5 nocy spać – specjalnie po to zabierałem do Gruzji śpiwór i karimatę. I znów pełny sukces – podłoga płaska jak… nie powiem co. Koniec emocji związanych z samochodem, wracam do trybu zwiedzania. W końcu wjeżdżam do Kachetii. I teraz trochę o niej.

Na początek małe nawiązanie do naszej lutowej podróży po wschodniej Turcji i do formacji uważanej za szczątki Arki Noego, leżącej nieopodal tureckiego Doğubeyazıt. Otóż wg Księgi Rodzaju podczas biblijnego potopu wyginęła cała populacja ludzka, za wyjątkiem rodziny Noego, która na nowo zapoczątkowała plemię ludzkie. I teraz mała wycieczka po drzewie genealogicznym Noego: miał on trzech synów, wśród których był Jafet. Najstarszym synem Jafeta był Gomer, który z kolei miał trzech synów, wśród których najmłodszy był Togarma.

Tenże Togarma uważany jest za praprzodka wszystkich ludów Kaukazu, ze szczególnym uwzględnieniem Gruzinów, Ormian i części Turków. On znów miał kilku synów (uważanych za „ojców” poszczególnych kaukaskich ludów), w tym jednego o imieniu Kartlos. Kartlos wg podań założył prowincję Kartli, a potem zjednoczył gruzińskie ludy w jeden naród. Ale opowieśc o Kachetii nie dotyczy Kartlosa, a następnego pokolenia i jego syna Kafosa – to on jest uważany za twórcę Kachetii. Prawda „historyczna” o Kachetii pojawia się w VIII w., kiedy to istniało już księstwo Kachetii ze stolicą w Telavi. Później przywódcy Kachetii aktywnie uczestniczyli w próbach zjednoczenia narodów gruzińskich, a gdy to w końcu nastąpiło, Kachetia stała się silnym ośrodkiem administracyjnym.

Wzgórze nad monasterem Dawid Garedża, widok na stronę gruzińską...

Wzgórze nad monasterem Dawid Garedża, widok na stronę gruzińską…

...i widok na stronę azerską

…i widok na stronę azerską

Panorama Azerbejdżanu

Panorama Azerbejdżanu

Granica gruzińsko-azerska

Granica gruzińsko-azerska

Monaster Dawid Garedża, skalne groty

Monaster Dawid Garedża, skalne groty

Monaster Dawid Garedża, skalne groty od strony Azerbejdżanu

Monaster Dawid Garedża, skalne groty od strony Azerbejdżanu

Gdy Gruzja rozpadała się w XV w., Kachetia stworzyła z powrotem własne państwo, tym razem królestwo, ze stolicą w Gremi. Ale gdy w XVII w. Gremi zostało zniszczone przez Persów, stolicą znów zostało Telavi – i jest nią do dziś. Na początku XIX w., razem z całą Gruzją, Kachetia została anektowana przez Rosję. W 1991 r., gdy Gruzja odzyskiwała niepodległość, Kachetia została jedną z jej prowincji.

Dziś Kachetia kojarzy się przede wszystkim z winnicami i winem, jest niekoronowaną perłą gruzińskiego winiarstwa. Całą Kachetia usłana jest brązowymi tablicami drogowymi z napisem „Wineroute”, prowadzącymi do kolejnych winiarni. Wino domowej roboty wytwarzane jest praktycznie przez wszystkich i jego kupienie nie stanowi absolutnie żadnego problemu – wręcz trudno jest go nie kupić. Ale Kachetia to także kraina wręcz usłana zabytkami sakralnymi, cerkwiami i monasterami, o naprawdę długiej historii. Często są to perełki architektoniczne czy artystyczne. I do tej właśnie Kachetii zawitałem – i za winem, i za chęcią zobaczenia tychże monasterów, rozsianych po całym regionie.

Pierwszym celem jest jedna z turystycznych ikon Gruzji – skalny monaster Dawid Garedża (David Gareji), oddalony od centrum Tbilisi o mniej więcej 100 km. Ta setka była w sam raz, żeby przyzwyczaić się na prostej, dobrej asfaltowej drodze do jazdy nowym samochodem. Trasa właściwie bez historii, na drodze S5 za Sagaredżo (Sagarejo) jest wyraźnie oznaczony skręt w prawo, a dalej już prosto do celu. Pierwszą zauważalną atrakcją (poza spalonym słońcem, momentami stepowym wręcz krajobrazem) stało się wyschnięte, słone – sądząc po pozostałym białym osadzie – jezioro tuż przed miejscowością Udabno. Mocno kontrastowało z wyschniętą zielenią pagórków dookoła.

Kolorowy krajobraz po gruzińskiej stronie Dawid Garedża

Kolorowy krajobraz po gruzińskiej stronie Dawid Garedża

Droga w okolicach Udabna

Droga w okolicach Udabna

Droga w okolicach Udabna

Droga w okolicach Udabna

Monaster Bodbe

Monaster Bodbe

Monaster Bodbe

Monaster Bodbe

Monaster Bodbe, zabudowania gospodarcze

Monaster Bodbe, zabudowania gospodarcze

Monaster Bodbe

Monaster Bodbe

Wspomnieć należy o samym Udabnie, bo warto. W środku tej niepozornej, wydawałoby się zapomnianej wsi niedaleko granicy z Azerbejdżanem, ok.10 km przed monasterem, przy głównej drodze, stoi niezbyt reprezentacyjny, biały budynek, wyglądający nieco jak poskładany z białych klocków. Dużych klocków. To restauracja Oasis Club. Nie byle jaka restauracja, co widać już na wejściu, gdzie dumnie, obok gruzińskiej, wisi także… polska flaga. Aż dziw bierze, że na pomysł miejsca, w którym można wypocząć przed – a zwłaszcza po – zwiedzaniu monasteru (wierzcie, mi przy ponad 30-tu stopniach w cieniu – a gdzie tam znaleźć cień ?, przybytek z zimnymi napojami to zbawienie), nie wpadli miejscowi, musieli to zrobić przybysze z dalekiej Polski.

Oasis Club jest dość znany wśród odwiedzających, lub planujących odwiedzić Gruzję. Jak nie przeczytacie o niej przed wyjazdem, to na pewno natkniecie się nań podczas wyprawy do Dawid Garedża. Naprawdę sporo Polaków tam się musi przewijać, bo podczas może godziny pobytu słyszałem mnóstwo polskich głosów, podjeżdżających kolejnymi samochodami i busami wycieczkowymi. Gospodarzy możecie znaleźć na Facebooku lub poczytać o nich w dość licznych artykułach, ot choćby w Wysokich Obcasach (dodatku do Wyborczej). Ludzie z pasją, lokal z klimatem.

Choć podczas planowania wyjazdu czytałem o Oasis Club, nie planowałem stopu. Ale na takim odludziu polska flaga sprawia, że człowiek zatrzymuje się automatycznie. Z chęci zobaczenia tego miejsca z bliska zrobiły się dwie wizyty – nie mogłem nie skorzystać z zaproszenia na „ziemniaki ze zsiadłym mlekiem” w drodze powrotnej z monasteru, choć z początku propozycja wydawała się jakaś abstrakcyjna :) Tyle że po saunie, jaką zafundowała mi pogoda i wspinaczka pod granicę azerbejdżańską, zdecydowanie zmieniłem zdanie.

Panorama Signagi

Panorama Signagi

Signagi, XVIII-wieczne mury obronne

Signagi, XVIII-wieczne mury obronne

Signagi, wejście na jedną z wież obronnych, z cerkwią św.Stefana wewnątrz

Signagi, wejście na jedną z wież obronnych, z cerkwią św.Stefana wewnątrz

Signagi, we wnętrzu dawnej wieży obronnej

Signagi, we wnętrzu dawnej wieży obronnej

Signagi, kościół św.Stefana  we wnętrzu dawnej wieży obronnej

Signagi, kościół św.Stefana we wnętrzu dawnej wieży obronnej

Signagi, kościół św.Jerzego

Signagi, kościół św.Jerzego

W Oasis Club znajdziecie i zimne napoje (niektóre zimne, ale rozgrzewające, np. znany lokalny napitek – Żołądkowa Gorzka :)) i coś do zjedzenia, w większości frykasy typowej kuchni gruzińskiej. Ale znajdziecie tu i zupę pomidorową, i wspomniane ziemniaczki ze zsiadłym mlekiem. Wielojęzyczna klientela, w momencie mojego pobytu z przewagą polskiego, tworzy niesamowitą atmosferę, kontrastującą z surowym, spalonym słońcem otoczeniem. Ascetyczne wnętrze (aczkolwiek urządzone z klimatem) tylko dodaje smaczku. Jest tu coś, co sprawia, że człowiek czuje się trochę u siebie.

Ale miał być monaster. Z Udabna do monasteru Dawid Garedża jest jakieś 10 km, ale droga za Udabnem, wcześniej widocznie pogarszając swoją jakość na zjeździe z głównej S5 za Sagaredżo, teraz zamienia się najpierw w mocno dziurawy asfalt, potem grunt ze śladami asfaltu, by na końcu stać się typowym szutrem. Ale nie jest bardzo źle, przejazd samochodem osobowym nie sprawi problemów. A widoki rekompensują niedostatki komfortu jazdy.

Dawid z Garedży był mnichem, pochodzącym z Syrii. Do ówczesnej Iberii przybył wraz innymi mnichami (tzw. Trzynastu Ojców Syryjskich), by popularyzować ideę życia zakonnego. Dziś uznaje się, że to dzięki nim na terenie dzisiejszej Gruzji wybudowano tak wiele monasterów. Dawid osiadł na tych terenach, tworząc własny monaster. Z czasem dołączali do niego naśladowcy, zostając jego uczniami i stopniowo budując kolejne monastery, z których powstał cały kompleks. Dawid z Garedży zmarł w drugiej połowie VI w., jego grobowiec znajduje się na terenie monasteru do dziś. Przykryty jest kamieniem, który mnich zabrał z pielgrzymki do Jerozolimy.

Signagi, ratusz miejski

Signagi, ratusz miejski

Signagi, miejsce upamiętniające ofiary II wojny światowej

Signagi, miejsce upamiętniające ofiary II wojny światowej

Signagi, miejsce upamiętniające ofiary II wojny światowej

Signagi, miejsce upamiętniające ofiary II wojny światowej

Złote czasy monasterów wypadły na najlepszy okres średniowiecznej Gruzji, XI – XIII w., kiedy to nastąpiła największa ich rozbudowa. Pod koniec XIII w. zostały zniszczone podczas najazdu Mongołów, ale największe zniszczenia poczynili Persowie na początku XVII w., niszcząc mienie oraz mordując mnichów. Ale zamknąć klasztor potrafili dopiero bolszewicy w 1921 r., ponownie odżył on dopiero w 1991 r. po odzyskaniu przez Gruzję niepodległości. Monaster Dawid Garedża jest uznawany w Gruzji za jeden ze skarbów narodowej kultury, co powoduje zatargi z sąsiednim Azerbejdżanem, jako że cały kompleks leży praktycznie na granicy obu państw, a częściowo na terenie Azerbejdżanu (państwa islamskiego) właśnie.

Droga prowadząca do kompleksu kończy się przy właściwym, użytkowanym do dziś monasterze, którego część jest wyłączona ze zwiedzania ze względu na prywatność mieszkających tu (podobno kilku) mnichów. Można ich spotkać przed monasterem, gdzie prowadzą mały sklepik z m.in. winem. Największe wrażenie robią oczywiście wykute w skale cele mnichów, widowiskowo usytuowane we wzgórzu, pnącym się ku granicy. Wewnątrz kompleksu znajdziemy także świątynię, w której znajduje się wspomniany już grobowiec Dawida z Garedży, dziś uznawanego za świętego kościoła prawosławnego.

Chyba większa atrakcja kryje się na wzgórzu, na którego zboczu leży monaster. Tuż obok mniszego sklepiku rozpoczyna się stroma ścieżka – choć w początkowej fazie słowo ścieżka jest nieodpowiednie, to bardzo stroma pokryta kamieniami i prowadząca po skałach dróżka – idąca na szczyt. Nie wiem, jak wysokie jest to wzgórze, ale wspięcie się na nie, szczególnie w letnim gruzińskim upale, może być dla niektórych wyzwaniem. Zapewniam jednak, że warto podjąć ten wysiłek. Powody są dwa.

Po pierwsze ze szczytu wzgórza można zobaczyć Azerbejdżan. I to nie tak po prostu zobaczyć – widok jest zaiste nieziemski. Bezludny krajobraz aż po horyzont. No i można potem powiedzieć, że było się w Azerbejdżanie :) Przez szczyt wzgórza przebiega bowiem granica gruzińsko-azerska, zdaje się, że jest nią prowizoryczny płotek, ciągnący się wzdłuż szczytu. No i tenże Azerbejdżan można „zaliczyć” bez wizy :)

Signagi, cerkiew w centrum miasta

Signagi, cerkiew w centrum miasta

Signagi, cerkiew w centrum miasta, dzwonnica

Signagi, cerkiew w centrum miasta, dzwonnica

Druga sprawa to tak naprawdę prawdziwe oblicze Dawid Garedża. Monaster na dole jest bowiem stosunkowo mało atrakcyjny przez ograniczenie dostępnej do zwiedzania powierzchni. Prawdziwe cuda są właśnie na wzgórzu – to tu znajdziecie skalne miasto – jaskinie, wydrążone w skale, które spełniały kiedyś funkcje mieszkalne oraz religijne. To tu znajdowało się wiele świątyń, to tu do dziś oglądać można pozostałości fresków, malowanych tysiąc lat temu.

Idąc ścieżką wzdłuż granicy, obejdziemy tak naprawdę dolny monaster, na końcu wzgórza będzie ścieżka z powrotem w dół, prowadząca m.in. obok groty ze źródłem wody pitnej, które służyło jako jedyne za zaopatrzenie w wodę pitną mieszkającym w monasterze mnichom. To tzw. „łzy Dawida”.

Cała wizyta w Dawid Garedża, z wejściem na wzgórze z granicą azerską i zejściem z powrotem, zajęła mi nieco ponad 2 godziny. Po tych 2 godzinach na odkrytej przestrzeni klimatyzowany samochód to prawdziwy luksus. No i to zaproszenie na ziemniaki w Oasis Club już nie brzmiało tak abstrakcyjnie. Organizm zdecydowanie potrzebował doładowania.

Signagi, cerkiew w centrum miasta

Signagi, cerkiew w centrum miasta

Kolejnym celem jest Signagi. Ok, nie do końca, bo zanim będzie Signagi, wcześniej w planie jest monaster Bodbe, jedno z najświętszych dla Gruzinów miejsc. Monaster Bodbe leży zaledwie 2 km przed Signagi (jadąc z kirunku od Tbilisi), zjazd w boczną drogę do niego prowadzącą jest dobrze oznakowany. Noszący imię św.Nino klasztor żeński, wybudowany w IX w. (choć wg podań istniał dużo wcześniej, ponoć wybudowano go zaraz po śmierci świętej, w miejscu gdzie została pochowana), jest popularnym celem pielgrzymkowym.

Kim była święta Nino (tak, Nino to imię kobiece). Wg legend przybyła ona na tereny dzisiejszej Gruzji w IV w., głosząc nauki chrześcijańskie i nawracając m.in. ówczesną parę królewską Iberii. Nawrócony król Mirian III przyjął chrześcijaństwo (co nastąpiło ok.337 r.) – ten moment uważa się za oficjalne przyjęcie chrześcijaństwa przez Gruzję, co sprawia że jest ona uznawana za drugi historycznie kraj, oficjalnie przyjmujący chrześcijaństwo (po Armenii, która przyjęła nową religię bodajże w 301 r.). Święta Nino jest dziś jedną z najbardziej czczonych świętych w gruzińskim kościele prawosławnym. Jej grobowiec nadal znajduje się na terenie klasztoru.

Oprócz funkcji religijnych i klasztornych, kompleks przez wieki spełniał również rolę kulturalną i edukacyjną. Siostry zakonne prowadziły tu szkołę z internatem dla dziewcząt (także sierociniec). Klasztor posiada własną farmę, prowadzi warsztaty rzemieślnicze, maluje się tu ikony. W czasie mojej wizyty kościół przechodził renowację wnętrz i dostęp do niego był utrudniony.

Leżące nieopodal miasto Signagi jest „młode” jak na standardy gruzińskie – w dokumentacji historycznej pojawiło się dopiero w XVIII w., kiedy to zdecydowano się tu wybudować fortecę obronną. Mury miejskie częściowo zachowały się do dziś, pierwotnie obejmowały obszar 40 akrów i bronione były 23 wieżami obronnymi. Miasto miało też 6 bram wjazdowych. Szybko jednak straciło na znaczeniu, ale w ostatnich latach objęto je programem gruntownej restauracji, co spowodowało gwałtowny wzrost ruchu turystycznego. Dziś Signagi, nie posiadające długiej historii i wielu zabytków, uznawane jest za perełkę turystyczną wschodniej Gruzji. Przylgnęło też do niego sformułowanie „miasto zakochanych”, ale nie mam pojęcia dlaczego.

Na niektóre z dawnych wież obronnych, stanowiących część murów miejskich, można dziś wejść. Najciekawsza jest ta, wewnątrz której znajduje się maleńki kościółek św.Stefana, wybudowany jednocześnie z twierdzą, w 1762 r. A sama wieża jest świetnym punktem widokowym na miasto i jego najbliższe okolice. Innym zabytkiem jest drugi z prawosławnych kościołów w mieście, kościół św.Jerzego, pochodzący z XIX w. Z drogi dojazdowej jest świetny widok na panoramę miasta, położonego na sporym wzgórzu.

A po Signagi warto się tak po prostu przespacerować. Wąskie brukowane uliczki, odnowiona architektura i spokój oraz cisza. Centralną częścią jest plac z ratuszem miejskim, a sąsiadującym z nim małym parku znajdziecie okazały mur, upamiętniający ofiary II wojny światowej, powstały jeszcze w czasach sowieckich. A mieszkańcy będą Was zapraszać do swoich domów na nocleg (większość z nich żyje z turystyki) lub do zakupu domowego wina lub czaczy. Z tej drugiej propozycji skorzystałem, będzie na pierwszą noc spędzaną w samochodzie jak znalazł :)

Ulice Signagi

Ulice Signagi

A jakby ktoś jeszcze nie wiedział, co to czacza, to służę pomocą – to po prostu gruzińska wódka (raczej bimber, w Gruzji wytwarzanie domowego alkoholu nie jest zabronione), wytwarzana z różnych owoców, najczęściej jest to jednak winogrono (często już przetworzone, znaczy są to pozostałości po tym, jak zrobiono z nich wino). Dla zainteresowanych podam ceny: wino 3 GEL / litr, czacza 6 GEL / litr. Oczywiście standardowo sprzedaje się to w czym się da. Wino dostałem więc w plastikowej butelce po jakimś napoju, a czaczę w półlitrowej plastikowej butelce po Sprite :) Czaczę można też w Gruzji kupić w sklepie, ale zdecydowanie polecam „domowe” wyroby. Przed zakupem obowiązkowo trzeba spróbować (sprzedawczyni mocno namawiała), co nie brzmi dobrze w kontekście dalszej jazdy samochodem. Ale choćby usta zamoczyć…

Przy okazji zakupu wina, gospodyni domu, mieszczącego się obok prawosławnej cerkwi, zaproponowała mi jej oglądanie od wewnątrz (chyba musiała mnie wcześniej widzieć, gdy fotografowałem ją z zewnątrz). Okazało się, że ma klucze od świątyni – udało mi się więc zobaczyć wnętrza (swoją drogą niezbyt okazałe) kościoła „na co dzień” zamkniętego.

Przed wyjazdem z Signagi, w ulicznym sklepiku robię zapasy na wieczór. Wszak nocleg mam w samochodzie, a kolacja sama nie przyjdzie. Zaopatrzony w wodę, słodkie napoje, chleb i coś przypominającego parówki, wyjeżdżam z miasta w poszukiwaniu miejsca na nocleg. Na początek jednak błądzę po mieście w poszukiwaniu wyjazdu w kierunku na Telavi – niestety Google Maps ma chwilę słabości – na tych mapach Signagi w zasadzie nie ma planu, jest wyłącznie nazwą miasta wypisaną na mapie i nie da się wyjechać z miasta, kierując się wskazówkami Google’a. Z pomocą przychodzą miejscowi i wyjeżdżam na drogę, która wkrótce… zamienia się w koszmar kierowcy – jest całkowicie w remoncie na długości chyba kilkunastu kilometrów i jazda nią jest niestety bardzo wolna. Momentami droga wręcz nie nadaje się dla samochodów osobowych, co jednak miejscowym zupełnie nie przeszkadza.

W końcu udaje się dotrzeć do skrzyżowania z „cywilizowaną”, asfaltową drogą główną i rozpoczynam poszukiwania miejsca na inauguracyjny nocleg samochodowy. Złośliwość losu – w odróżnieniu od drogi DO Signagi, która wiodła przez niezamieszkałe rejony, od czasu do czasu przecinając jakąś wieś, droga Z Signagi to niekończące się pasmo kolejnych wsi z zabudowaniami wzdłuż trasy, bez szans na spokojne miejsce gdzie można rozłożyć się z samochodem. Powoli robi się szarówka, a ja zbliżam się do kolejnego punktu zwiedzania (monaster Kvelatsminda w Gurjaani), którego dziś już nie zobaczę, bo jest za późno, a przejechać go i jutro się wracać też słabo.

Koniec końców dojeżdżam do kierunkowskazu prowadzącego do Kvelatsmindy – 2 km w lewo. Mając nadzieję, że monaster stoi na jakimś odludziu, skręcam z zamiarem zanocowania w jego okolicy. Sukces – rzeczywiście monaster Kvelatsminda stoi już za wsią, na szczycie wzgórza, a przed murem klasztoru znajduje się jakby stworzone dla mnie miejsce piknikowe ze stolikiem, ławkami, a nawet pomysłowym hamakiem :) Zostaję.

Gurjaani, pod murami monasteru Kvelatsminda, moje miejsce noclegowe

Gurjaani, pod murami monasteru Kvelatsminda, moje miejsce noclegowe

Ale to nie koniec atrakcji. Jakby nie patrzeć, jestem w dość wysokich górach, za Gurjaani ze szczytu wzgórza mam widok na Kaukaz. A ledwie zdążyłem się rozgościć, nade mną rozpoczyna się piekło: górska burza z piorunami co kilka sekund. Znaczy najpierw pioruny, potem gęsty deszcz, a na deser… grad. I ja w samochodzie, na odsłoniętym szczycie wzgórza, w okolicy kilku drzew… OK, odruch samoobrony – odjeżdżam od drzew. I zostaję. Mam w końcu gruzińskie wino i Kindle’a Paperwhite z podświetleniem – w połączeniu z efektami świetlnymi i dźwiękowymi na zewnątrz auta – nudy nie będzie.

Blisko dwugodzinna gwałtowna burza kończy się koło północy, bez szkody dla samochodu. Znaczy nie trafił go piorun, ani nie zniszczył grad. Czas wypróbować spanie w Nissanie Pathfinderze. I tu kolejny wesoły przerywnik. Ledwo udało mi się zasnąć, obudził mnie klakson obcego samochodu. Patrzę na zegarek – 1 w nocy, otwieram tylną szybę klapy bagażnika (Pathfinder ma rewelacyjne rozwiązanie w postaci uchylnej szyby tylnej klapy), a tam… radiowóz policyjny :) Ta dam… Chyba ktoś jednak zainteresował się stojącym na odludziu samochodem.

Panowie policjanci, po pokazaniu im gestu znaczącego „ja tu tylko śpię” wykazali rosnącą wesołość i malejące zainteresowanie moją osobą. Na tym wizyta się skończyła – postali jeszcze chwilę w samochodzie, zdaje się sprawdzając legalność mojego auta, ale mnie to już nie interesowało, wróciłem do kimania, które już nie zakłócone, trwało do bladego rana. A rano, o czym będzie już w następnym wpisie, będzie rajd po zabytkowych monasterach gruzińskiej Kachetii.

Pełna galeria zdjęć z monasteru Dawid Garedża oraz miasta Signagi znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Gruzja

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Wardzia, skalne miasto

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi - średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche - monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu - powrót do Mcchety.

Borżomi

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

 

 

0

Autor:

Kategorie: Gruzja, Gruzja 2014, Rok 2014

Okolice Kutaisi: monastery Gelati i Motsameta

Oprócz katedry Bagrati, Kutaisi ma jeszcze dwie atrakcje turystyczne, których nie wolno pominąć – to dwa bardzo stare monastery: Gelati i Motsameta, położone za miastem. Bez nich zwiedzanie Kutaisi nigdy nie będzie pełne.

Gruzja 2014, dzień 1 (poprzedni wpis: Kutaisi, polski punkt wypadowy do Gruzji). Nie da się w pełni zobaczyć atrakcji Kutaisi, nie odwiedzając monasterów, położonych pod miastem, tak bardzo silnie związanych z historią całej Gruzji. I Gelati, i Motsameta, bo o nich mowa, świadczą o malowniczej historii tego państwa, jej kulturze i nauce. Tłumy Gruzinów, odwiedzające te miejsca świadczą też o przywiązaniu do tradycji i religii, o szacunku do własnej historii i ludzi, którzy ją tworzyli.

Monaster Gelati jest z tej dwójki bardziej znany, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jest oddalony o jakieś 10 km od Kutaisi i, jeśli nie macie w Gruzji własnego środka transportu, dostać się do niego z Kutaisi możecie na dwa sposoby: taksówką (wcale nie tak drogo, kurs w obie strony wraz z oczekiwaniem na miejscu powinien kosztować nie więcej niż 15-20 GEL) lub marszrutką, czyli busem. Wybrałem ten drugi sposób – marszrutki do Gelati odjeżdżają z tyłów teatru, stojącego przy placu z fontanną Kolchidy. Zeby mieć pewność zabrania (marszrutki często są wypełnione jak puszka sardynek), radzę być na przystanku jakieś 20 minut przed godziną odjazdu – kursów jest kilka dziennie: 8:30, 11:00, 14:00, 16:00 i 18:00. Trasa trwa mniej więcej 20 minut i kosztuje 1 GEL w jedną stronę.

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy, słynna mozaika Maryi z Dzieciątkiem

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy, słynna mozaika Maryi z Dzieciątkiem

Marszrutka odjeżdżająca do Gelati ma na przedniej szybie rysunek monasteru zamiast numeru linii, łatwo ją rozpoznać. Oczywiście nie ma klimatyzacji, więc w letnim upale wewnątrz jest średnio przyjemnie, ale kogo to interesuje. Marszrutka przejeżdża po drodze obok skrętu z głównej drogi do monasteru Motsameta (jest bliżej Kutaisi), niestety nie istnieje linia jadąca przez oba te monastery. Można za to połakomić się na piesze przejście z jednego do drugiego (asfaltem 6.5 km). Marszrutka z Kutaisi dojeżdża prawie pod samą bramę monasteru Gelati – jeśli zwiedzicie go ekspresowo (czego nie polecam, nie po to telepiecie się na drugi koniec świata), to zdążycie na kurs powrotny, który jest 10-15 minut po przyjeździe.

Monaster Gelati w zamierzeniu założyciela, króla Dawida IV Budowniczego, miał być nie tylko miejscem kultu religijnego, ale też siedzibą akademii, która była na owe czasy jedną z pierwszych instytucji szkolnictwa wyższego na świecie. Później stała się głównym ośrodkiem kulturalnym Gruzji. Kompleks monasteru i akademii Dawid Budowniczy, uważany za najważniejszego władcę w historii Gruzji, polecił wybudować w 1106 r., chcąc stworzyć „drugą Jerozolimę”. W tym czasie Kutaisi było stolicą Gruzji, Tbilisi było we władaniu Arabów. Budowa zakończyła się dopiero w 1130 r., skończył ją po śmierci króla jego następca.

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, budynek dawnej Akademii

Monaster Gelati, budynek dawnej Akademii

Monaster Gelati, południowa brama, w której pochowano króla Davida IV Budowniczego

Monaster Gelati, południowa brama, w której pochowano króla Davida IV Budowniczego

Akademia Gelati słynęła z nauki geometrii, arytmetyki, muzyki czy filozofii – wykładali tu najlepsi naukowcy sprowadzeni przez władcę. Istniała tu także szkoła malarstwa, najważniejsza w całej Gruzji. Kompleks zaczął tracić na świetności dopiero w XIV wieku, a w wieku XVI spalili go Turkowie, a po ponownym zniszczeniu w XVIII w. nigdy już nie powrócił do swojej świetności. Stopniowo popadając w ruinę, został zamknięty przez bolszewików po aneksji Gruzji przez Rosję w 1921 r.

Monaster Gelati, kościół św.Mikołaja

Monaster Gelati, kościół św.Mikołaja

Monaster Gelati składa się z pięciu najważniejszych elementów:

  • głównego kościoła Maryi Dziewicy, pierwszego chronologicznie wybudowanego na terenie monasteru. Kościół ten posiada fantastycznie wymalowane freskami wnętrze. Malowidła pochodzą z różnych okresów, od początków XII w. (czyli z czasów budowy) przez XIV, XVI aż po XVII w. Do najważniejszych należy jedyny do dziś zachowany portret króla Dawida IV Budowniczego, dzięki któremu wiadomo, jak wyglądał władca. Prawdziwą perłą jest jednak świetna mozaika, przedstawiająca Maryję Dziewicę z Dzieciątkiem w otoczeniu dwóch archaniołów, Michała i Gabriela. Wykonano ją w 1130 r. i złożono z 2.5 mln kamyków (!) – ale szybko uległa częściowemu zniszczeniu, jeszcze w XII w., w wyniku trzęsienia ziemii. Dolną część mozaiki odnowiono przez… domalowanie brakującej części, ale dziś przypomina to bardziej dzieło Jasia Fasoli z filmu „Nadciąga totalny kataklizm” (pamiętacie obraz „matki Whistlera” ? ;-))
  • kościoła św.Jerzego, wybudowanego w XIII w. i zniszczonego przez Turków w 1510 r. Wnętrze ma również pięknie malowane freskami, pochodzącymi z XVI i XVII w. W zamyśle architektonicznym miał być mniejszą wersją głównego kościoła
  • Monaster Gelati, dzwonnica

    Monaster Gelati, dzwonnica

    kościoła św.Mikołaja, także pochodzącego z XIII w., dość nietypowego, z dwoma kondygnacjami, z których niższa jakby stanowiła bramę przechodnią z budynku dawnej akademii do głównego kościoła (pomiędzy którymi stoi). Właściwy kościół znajduje się na wyższej kondygnacji

  • budynku dawnej Akademii, wybudowanego w 1106 r. razem z głównym kościołem, co czyni oba te budynki najstarszymi na terenie kompleksu. Wejściowy portyk (każda kolumna jest inna) dobudowano wiek później
  • dzwonnicy, także pochodzącej z XII w., jednej z najstarszych w całej Gruzji

We wnętrzach monasteru pochowano wielu znamienitych obywateli, w tym kilku władców Gruzji. Jest też jedno miejsce szczególnie ważne dla Gruzinów, nie opuszcza go żadna szkolna wycieczka, choć leży nieco na uboczu terenu monasteru. Jest to południowa brama, kiedyś główne wejście z zewnątrz, dziś dość niepozornie wyglądająca konstrukcja, pomijana przez sporą część turystów. W bramie tej, w jej podłodze pochowany został zgodnie ze swoim życzeniem sam król Dawid IV Budowniczy, przykryty jest on kamieniem z wyrytą inskrypcją w alfabecie gruzińskim. Południowa brama także pochodzi z czasów budowy monasteru (XII w.).

Monaster Gelati, kościół św.Jerzego

Monaster Gelati, kościół św.Jerzego

Monaster Gelati, kościół św.Jerzego

Monaster Gelati, kościół św.Jerzego

Sokhasteri (szpital) z XII w., obok monasteru Gelati

Sokhasteri (szpital) z XII w., obok monasteru Gelati

Sokhasteri (szpital) z XII w., obok monasteru Gelati

Sokhasteri (szpital) z XII w., obok monasteru Gelati

Sokhasteri (szpital) z XII w., obok monasteru Gelati

Sokhasteri (szpital) z XII w., obok monasteru Gelati

Ostatnią ciekawostką są wrota południowej bramy, które są starsze od każdej budowli kompleksu. Pochodzą bowiem z 1063 r., kiedy to zostały wykonane w położonym dziś na terenie Azerbejdżanu mieście Ganja. Były one łupem wojennym następcy Dawida Budowniczego, Demetriusza I i zostały przywiezione w 1139 r. Do dziś zachowała się jedynie połowa z ówczesnych wrót. Wyryto na nich imię twórcy oraz datę wykonania.

Kilkaset metrów przed monasterem, przy drodze dojazdowej na małym wzgórzu można znaleźć jeszcze jeden obiekt wart zobaczenia, zwany Sokhasteri (nazwa nadana później), pochodzący z 1141 r., czyli współczesny monasterowi. Obiekt pełnił funkcję pustelni i składał się wg dzisiejszej wiedzy z dziedzińców, części kościelnej oraz szpitala.

Jeżeli przyjechaliście do Gelati marszrutką i chcecie się dostać do drugiego z monasterów, Motsamety, macie tylko dwie możliwości: piesza wędrówka lub jazda marszrutką powrotną, jadącą do Kutaisi. Ta druga możliwość ma dwa „podwarianty”: wysiadacie przy skręcie do Motsamety i idziecie ok.1.5 km drogą pod górę do monasteru albo wracacie do Kutaisi i bierzecie taxi do Motsamety. Ja w czerwcowym upale wybrałem taksówkę. Koszt trasy w obie strony do Motsamety wraz z godzinnym czekaniem na mnie pod monasterem: 15 GEL.

Monaster Motsameta

Monaster Motsameta

Monaster Motsameta

Monaster Motsameta

Legenda mówi, że na początku VIII w. dwaj miejscowi książęta, Davit i Konstantin, zostali schwytani przez Arabów, którzy torturami próbowali zmusić ich do przejścia na islam. Bracia nie poddali się i zostali zamęczeni na śmierć. Ciała obciążono kamieniami i wrzucono do rzeki Rioni. Pochowano ich w podziemiach stojącego tu wtedy kościoła, który Arabowie również zniszczyli. „Motsameta” oznacza „miejsce męczeństwa”.

Monaster Motsameta, dzwonnica

Monaster Motsameta, dzwonnica

W XI w., na cześć obu braci ówczesny król Bagrat III ufundował w tym miejscu klasztor. Davit i Konstantin mają do dziś grobowiec wewnątrz klasztornego kościoła, są świętymi kościoła prawosławnego. Obok stoi dzwonnica, także z XI w.

Monaster Motsameta położony jest na wysokim klifie, w dole widowiskowo, zawijasami płynie rzeka. Z racji swojego umiejscowienia, teren monasteru jest dość ciasny i ciężko o dobrą fotografię całych budynków. We wnętrzach kościoła można robić zdjęcia, ale w czasie mojej wizyty trwała ceremonia ślubna – nie chciałem przeszkadzać… Z Kutaisi do Motsamety jest 6 km drogi.

Dwa monastery, położone poza miastem, kończą opowieść o atrakcjach Kutaisi, pierwszego przystanku na mojej 9-dniowej trasie po Gruzji. Następny wpis będzie o Gori, rodzinnym mieście Stalina oraz skalnym mieście Upliscyche.

Pełna galeria zdjęć z monasterów Gelati i Motsameta znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Gruzja

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Wardzia, skalne miasto

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi - średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche - monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu - powrót do Mcchety.

Borżomi

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

2

Autor:

Kategorie: Gruzja, Gruzja 2014, Rok 2014

Hasankeyf, skalne miasto, którego wkrótce nie będzie...

Mezopotamia, kolebka dzisiejszej cywilizacji. Leżące na jej terenach skalne miasto, zasiedlane od 12 tysięcy lat, z około 200 zabytkami wymagającymi ochrony. To już ostatni dzwonek, by je zobaczyć. Wg planów za 2 lata niczego tu nie będzie.

Turcja południowo-wschodnia, dzień 6 (poprzedni wpis: Midyat, kamienne syryjskie kościoły wśród islamskich minaretów).Turcja jest krajem wielkich kontrastów. Taki banał na początek. Wszyscy to wiedzą. Pod względem kulturalnym, społecznym, językowym czy nawet religijnym (konkretnie: pod względem podejścia do kanonów religijnych – od całkowicie luźnego do wręcz ortodoksyjnego) można pojechać do Turcji kilka razy i tyle samo razy czuć się trochę jak w innym świecie.

Turystyka jest niezwykle ważna dla Turcji – przynosi jej ponad 32 mld dolarów rocznie (2013) i rośnie ciągle w tempie dwucyfrowym (11% w 2013 r.). Wydaje się więc, że zabytki historyczne, których Turcja ma aż w nadmiarze, powinny być oczkiem w głowie władz państwowych. I tak jest w ogromnej większości, szczególnie w zachodniej części, tej do której dociera masowa turystyka. Tam Turcy potrafią zadbać (a potem obiletować) o wszystko. Ale na wschodzie, gdzie turystów mniej, a więcej polityki i ciężkich tematów narodowościowych i geograficznych, dbałość o dziedzictwo kulturowe potrafi być spychana na plan dalszy, przegrywając z przyziemną walką o wpływy lub pieniądze. Nasz kolejny cel turystyczny podczas podróży po południowo-wschodniej Turcji jest tego najlepszym przykładem. Zapraszamy do Hasankeyf – starożytnego skalnego miasta, które wkrótce zniknie pod powierzchnią wody.

Hasankeyf leży na terenach Mezopotamii, kolebki dzisiejszej cywilizacji. Jest jednym z najdłużej ciągle zamieszkałych miejsc na świecie. Pierwsze ślady osadnictwa pochodzą tu sprzed 12 tysięcy lat, a zorganizowana osada powstała tu prawdopodobnie już 4 tysiące lat p.n.e. W okolicach znaleziono prehistoryczne szkielety datowane na 6 tys. lat p.n.e. Pierwsi osadnicy żyli w skalnych grotach, zamieszkałych jeszcze w latach 70-tych XX wieku (!). Tych grot w najbliższych okolicach Hasankeyf jest podobno ok. 4 tysięcy, mieściło się w nich 8 tysięcy domostw.

Dojeżdżamy do Hasankeyf

Dojeżdżamy do Hasankeyf

Hasankeyf, ruiny mostu z XII w.

Hasankeyf, ruiny mostu z XII w.

Hasankeyf, ruiny mostu z XII w.

Hasankeyf, ruiny mostu z XII w.

Stara asyryjska nazwa tego miejsca to „Castrum Kefa” (zamek na skale). Rzymianie na przełomie III / IV wieku wybudowali tu swoją twierdzę do obserwacji granic Imperium. W V wieku rezydował tu biskup jednego ze wschodnich odłamów chrześcijaństwa. W VII w. zdobyli je Arabowie, nazywając „Hisn Kayfa” (skalna twierdza). W XIII w. dostała się pod panowanie Tatarów, a w 1515 r. przyszło Imperium Osmańskie, zastąpione później przez dzisiejszą Turcję. Po średniowiecznym moście na Tygrysie przechadzał się podobno sam Marco Polo.

Hasankeyf, meczet El Rizk Camii

Hasankeyf, meczet El Rizk Camii

Archeolodzy twierdzą, że dotychczas odsłonięto mniej więcej 1/5 wszystkich historycznych obiektów, reszta wciąż czeka na swoją kolej. Ale jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to…  się nie doczeka. Do głosu doszła bowiem wielka polityka, która zarządziła wybudowanie wielkiej tamy na Tygrysie, kilkadziesiąt kilometrów od Hasankeyf. A przy tamie ma powstać wielki zbiornik wodny, o powierzchni ponad 300 km2. Szkopuł w tym, że… Hasankeyf znajduje się na terenie tegoż właśnie zbiornika.

Hasankeyf, minaret meczetu El Rizk Camii

Hasankeyf, minaret meczetu El Rizk Camii

Ktoś dawno temu (w latach 50-tych XX wieku) w Turcji wymyślił sobie tamę na Tygrysie jako źródło nowoczesnej energii elektrycznej (podobno mającej być dostarczaną do Turcji zachodniej), nie licząc się z konsekwencjami. A są one takie, że zniknie z powierzchni ziemii ponad setka miejscowości, a wg różnych szacunków od 25 tys. do 100 tys. ludzi będzie musiało być przesiedlonych. I znów brak liczenia się z konsekwencjami – ponoć będą oni musieli się przesiedlić… na własny koszt.

Mimo protestów międzynarodowych, plan jest stopniowo wcielany w życie. Budowę tamy rozpoczęto w 2006 r. i choć była ona wstrzymywana, to nadal prace trwają. Parcie na nią jest tak silne, że kiedy sąd wstrzymał budowę do czasu zbadania jej wpływu na środowisko,… zmieniono prawo i budowa już takich badań nie wymaga. Można znaleźć opinie, że zalewając Hasankeyf, władze chcą usunąć zabytki kultury kurdyjskiej, narodu który od dawna jest solą w oku tureckich władz. Inna wersja mówi o chęci kontrolowania wody, dostarczanej przez Tygrys m.in. do Syrii i dzięki temu zwiększenia wpływów politycznych w regionie. Jaka by ta wersja nie była – dziedzictwo historyczne przegrywa. Albo z pieniędzmi, albo z polityką.

Hasankeyf, meczet El Rizk Camii

Hasankeyf, meczet El Rizk Camii

Hasankeyf, meczet El Rizk Camii

Hasankeyf, meczet El Rizk Camii

Hasankeyf, cytadela

Hasankeyf, cytadela

Hasankeyf, meczet Sultan Süleyman Camii

Hasankeyf, meczet Sultan Süleyman Camii

Hasankeyf, meczet Koç Camii

Hasankeyf, meczet Koç Camii

Hasankeyf, meczet Eyyubi Kizlar Camii

Hasankeyf, meczet Eyyubi Kizlar Camii

Hasankeyf, meczet Mevlana Camii

Hasankeyf, meczet Mevlana Camii

Hasankeyf do niedawna odwiedzane było podobno przez 3 mln turystów rocznie. Od czasu postępów w budowie tamy ta liczba systematycznie spada. Władze czynnie się do tego przyczyniają dodatkowo, zamykając w 2012 r. najbardziej widowiskową część skalnego miasta – cytadelę z twierdzą i wielkim meczetem, oficjalnie z powodów zagrożenia bezpieczeństwa turystów. Liczni protestujący naciskają na UNESCO, aby wpisała Hasankeyf na swoją listę dziedzictwa kulturowego, co uchroniłoby miasto od zagłady. Ale choć spełnia ono 9 z 10 warunków przyjęcia na listę, UNESCO zwleka. A zegar tyka. Tik tak, tik tak.

Jeśli plany budowy tamy się ziszczą, już w 2016 r. Hasankeyf przestanie istnieć – znajdzie się kilkadziesiąt metrów pod lustrem planowanego zbiornika wodnego. Mieszkańcy już od dłuższego czasu mają nakazy eksmisji. Przesiedlenia mają pilnować siły wojskowe. Choć tych mieszkańców i tak pozostało tu niewielu (kilka tysięcy). Z powodu wszystkiego powyższego – jeżeli wybieracie się na wschód Turcji – zaplanujcie odwiedziny w Hasankeyf. Za 2 lata może już tu nie być niczego – no chyba że stanie się Hasankeyf atrakcją dla płetwonurków (taki czarny humor).

Z Midyat do Hasankeyf jest zaledwie godzina drogi samochodem. Docieramy tam prosto z monasteru Mor Gabriel, którego klamki „pocałowaliśmy” – nie trafiliśmy w godziny otwarcia. Było o tym we wpisie o Midyat. Przy drodze Midyat – Batman jest widoczny spory parking, na którym bez opłat można zostawić samochód i pieszo przejść mostem przez Tygrys w stronę skalnego miasta. Można też przez most przejechać i szukać miejsca postojowego bliżej, ale tam raczej w sezonie będzie ciasno (i pewnie nie bezpłatnie).

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie, niektóre nadal zamieszkałe

Hasankeyf, skalne jaskinie, niektóre nadal zamieszkałe

Hasankeyf, skalne jaskinie, niektóre nadal zamieszkałe (drzwi)

Hasankeyf, skalne jaskinie, niektóre nadal zamieszkałe (drzwi)

Hasankeyf, skalne jaskinie, niektóre nadal zamieszkałe (antena satelitarna)

Hasankeyf, skalne jaskinie, niektóre nadal zamieszkałe (antena satelitarna)

Atrakcje Hasankeyf rozsiane są po sporym terenie, po obu stronach Tygrysu. Na początek warto zobaczyć te, położone od strony drogi i parkingu. Od razu po wyjściu z auta rzuca się w oczy jedna z najbardziej znanych atrakcji – ruiny średniowiecznego mostu, pochodzącego z XII w., będącego w swoich czasach jednym z największych istniejących mostów. Odległość pomiędzy filarami wynosiła nawet 40 m, a sam pomost mostu był drewniany, co pozwalało na łatwy demontaż (likwidację jedynej drogi do miasta) w razie niebezpieczeństwa. Drewniana konstrukcja skróciła jednak prawdopodobnie żywot mostu, z którego dziś pozostały jedynie filary.

Z tyłu za parkingiem, po drugiej stronie drogi, na małym wzgórku z cmentarzykiem, stoi grobowiec Imama Abdullaha, wg legendy wnuczka wujka (skomplikowana konstrukcja rodzinna :-)) proroka Mahometa. To miejsce kultu religijnego, wejście w stroju jak do meczetu, wewnątrz najczęściej przebywają modlące się przy grobie osoby, dlatego należy zachować nastrój miejsca.

Po tej samej stronie Tygrysu, ale jakieś 200 m dalej, stoi cylindryczny grobowiec Zeynel Beya, syna XV-wiecznego sułtana Uzun Hassana. Zeynel Bey zginął w bitwie w 1473 r. i został pochowany w tym oryginalnym mauzoleum. Od grobowca idziemy w stronę rzeki, gdzie znajdziemy jeszcze ruinę łaźni (hamam) z początków XIII w., zniszczoną głównie przez wylewające wody Tygrysu.

Panorama Hasankeyf

Panorama Hasankeyf

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Wracamy w stronę mostu na Tygrysie i idziemy na drugą stronę rzeki, w stronę właściwego skalnego miasta. Prowadzi do niego w prawo zaraz za mostem uliczka wypełniona kramami handlarzy tandetnymi pamiątkami dla turystów. Ozdobą uliczki jest niewątpliwie meczet El Rizk Camii, wybudowany w 1409 r. przez ówczesnego sułtana. Meczetowy minaret dotrwał do naszych czasów nietknięty.

Uliczka kończy się wejściem na teren cytadeli w Hasankeyf, najbardziej widowiskowej części skalnego miasta. I tu niestety rozczarowanie – cytadela okazuje się zamknięta od 2012 r. – wywieszona tabliczka mówi o ochronie bezpieczeństwa turystów. Przestrzegania zakazu pilnują ochroniarze. Idziemy więc wzdłuż siatki ogradzającej cytadelę, schodami pod górę, wspinając się na ścianę równoległą do cytadeli. Schody te prowadzą do zamieszkałej do dziś części Hasankeyf, gdzie wśród zaniedbanych domostw ukrywają się kolejne historyczne pozostałości miasta. Nietrudno je znaleźć, na uliczkach poustawiane są tabliczki kierunkowe. Najpierw trafiamy na ruiny trzech stojących niemal obok siebie świątyń:

  • meczet Sultan Süleyman Camii, wybudowany, jak nazwa wskazuje, przez sułtana Sulejmana, tego samego który wybudował meczet El Rizk. Meczet powstał w 1407 r. i do dziś w dobrym stanie zachował się jedynie minaret. Pierwotnie był tio cały kompleks, składający się m.in. z meczetu, medresy (szkoły) oraz mauzoleum. Kiedyś znajdował się tu także grobowiec samego fundatora, sułtana Sulejmana;
  • meczet Koç Camii, o którym więcej się dziś domyślamy niż wiemy. Powstał prawdopodobnie w XIV wieku i prawdopodobnie także był częścią większego kompleksu, do którego należała także medresa. Dziś zachowały się jedynie ruiny meczetu, z pozostałych części kompleksu pozostały jedynie fundamenty;
  • meczet Eyyubi Kizlar Camii, żeński (Kizlar = Dziewczyny) meczet, o którym nie wiadomo nic – ani kiedy ani kto go wybudował. Przypuszcza się jedynie, że powstał za panowania kurdyjskiej dynastii Ajjubidów. Tabliczka na meczecie podaje jednak datę: rok 808 wg kalendarza muzułmańskiego. Dawałoby to początek XV w.
Hasankeyf, ruiny mostu z XII w.

Hasankeyf, ruiny mostu z XII w.

Hasankeyf, cytadela

Hasankeyf, cytadela

Panorama Hasankeyf z przeciwległego brzegu Tygrysu

Panorama Hasankeyf z przeciwległego brzegu Tygrysu

A to jest...

A to jest…

Te trzy meczety stoją już praktycznie u podstawy wzgórza, w którym z daleka widać wiele jaskiń, kiedyś zamieszkanych przez mieszkańców Hasankeyf. Jaskinie te datuje się nawet na czas królestwa Urartu (czyli VIII – VI w. p.n.e.). Zdecydowaliśmy się na długi spacer wzdłuż tej ściany z jaskiniami, prowadzącą lekko pod górę uliczką, która stopniowo zamienia się w ścieżkę. Cały czas pnąc się w górę, dotarliśmy aż do końca ściany, gdzie znajduje się dość widowiskowa przepaść. W sam raz na sesję fotograficzną :)

Po drodze napotkaliśmy jeszcze pozostałości meczetu Mevlana Camii, o którym także nie wiadomo kompletnie nic, poza tym, że był jeszcze do niedawna użytkowany. Wracamy dokładnie tą samą trasą aż do ruin trzech meczetów, kierując się tym razem w kanion pomiędzy cytadelą a znajdującym się naprzeciw niej wzgórzem. Tu można zobaczyć przykłady nielegalnie zamieszkałych do dziś jaskiń. Są „dorobione” przez murarzy zewnętrzne ściany, są nawet drzwi (!). A że dociera tu także cywilizacja, świadczyć może chociażby… antena satelitarna :)

Hasankeyf, grobowiec Zeynel Beya

Hasankeyf, grobowiec Zeynel Beya

Hasankeyf, ruiny łaźni (hamamu)

Hasankeyf, ruiny łaźni (hamamu)

Hasankeyf, grobowiec Imama Abdullaha

Hasankeyf, grobowiec Imama Abdullaha

Hasankeyf, grobowiec Imama Abdullaha

Hasankeyf, grobowiec Imama Abdullaha

Niejako na koniec naszej wizyty w Hasankeyf, aby w końcu choćby z odległości zobaczyć cytadelę, wspinamy się na przeciwległe, zamieszkałe dziś wzgórze. I oczywiście trafiamy na typowy przykład tureckiej przedsiębiorczości. Przed budynkiem stojącym w najlepszym miejscu na podziwianie znajdującej się naprzeciw cytadeli wisi tabliczka… „Wstęp 1 TL”. Płacimy grającym w piłkę za ogrodzeniem małolatom i trafiamy na fachowo zrobiony taras widokowy – z widokiem i na cytadelę, i na Tygrys z ruinami XII-wiecznego mostu. To zdecydowanie najlepsze miejsce na fotografię i warto tę lirę dać.

W Hasankeyf jest jeszcze kilka innych miejsc wartych uwagi, m.in. pozostałości murów miasta czy widowiskowe jaskinie nad samym Tygrysem, widoczne od strony Hasankeyf. My po bitych czterech godzinach łazikowania po wzgórzach i kamienistych ścieżkach opuściliśmy skalne miasto. Na koniec jeszcze nie omieszkaliśmy kupić od małolata na parkingu fajnie wydanego albumu o Hasankeyf (obowiązkowo targując się i zbijając cenę). Czekała nas jeszcze dwugodzinna jazda do kolejnego przystanku na naszej trasie po południowo-wschodniej Turcji – do miasta Mardin.

Pełna galeria zdjęć z Hasankeyf znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Turcja (Kurdystan) 2014

Do Turcji lecieliśmy liniami Pegasus

Lutowa wyprawa do tureckiego Kurdystanu była naszą pierwszą objazdową podróżą realizowaną bez samochodu. Czas na małe podsumowanie organizacji logistycznej - transportu, noclegów i wszystkiego, co musieliśmy ogarnąć w czasie pobytu w południowo-wschodniej Turcji.

Berlin, East Side Gallery

W Berlinie kończyła się nasza tegoroczna podróż po południowo-wschodniej Turcji, a że mieliśmy sporo czasu do autobusu wiozącego nas do domu, zaplanowaliśmy zwiedzanie kolejnej atrakcji stolicy Niemiec - East Side Gallery.

Stambuł, meczet Şemsi Paşa Camii

Üsküdar, jedna z większych i najbardziej zaludnionych dzielnic Stambułu, gościł nas przez ułamek dnia podczas drogi powrotnej z podróży po południowo-wschodniej Turcji. Czasu wystarczyło na zwiedzenie kilku znaczących meczetów azjatyckiej części tej wielkiej aglomeracji.

 

Sanliurfa, miasto proroków

Miasto – cel pielgrzymek wyznawców islamu, wg tradycji silnie związane z życiem dwóch ważnych islamskich proroków – Abrahama i Hioba. Wg legend pierwsze miasto, założone po biblijnym potopie. Historia bogata, jak nigdzie indziej. Panie i panowie: Urfa.

Turcja południowo-wschodnia, dzień 4 (poprzedni wpis: Gaziantep, pistacjowa stolica Turcji). Nieco ponad 600-tysięczna Urfa to kolejny etap naszej podróży – przyjechaliśmy tu jak zwykle rejsowym autobusem z Gaziantepu. Przyjechaliśmy na tyle wcześnie, żeby po zameldowaniu się w hotelu, zdążyć jeszcze zobaczyć w wieczornej scenerii najważniejsze miejsca w mieście: Gölbasi Parki i znajdujące się w nim jezioro ze świętymi karpiami, Balıklı Göl.

Ale najpierw słów kilka o historii miasta, potocznie znanego jako Urfa (przedrostek „Sanli” miasto otrzymało dopiero w 1984 r. w dowód zasług w trakcie wojny z lat 20-tych poprzedniego wieku, nieco zazdroszcząc innym miastom, w tym Antepowi, który otrzymał przedrostek „Gazi”. „Sanli” znaczy mniej więcej „chwalebny, dostojny”).

Historia Urfy jest w dużej części budowana na legendach i często przyjętych za pewnik tradycjach. Pierwszą z nich jest ta, mówiąca o Urfie (w starożytności pod nazwą Edessa) jako pierwszym mieście, założonym po biblijnym potopie. Na pewno miasto ma bardzo długą historię, o czym mogą świadczyć chociażby odkrywane w okolicach Urfy pozostałości, np. oddalone o kilkanaście kilometrów Göbekli Tepe, miejsce kultu datowane na 10 tys. lat p.n.e. O nim będzie w osobnym wpisie.

Sanliurfa, park Gölbasi Parki

Sanliurfa, park Gölbasi Parki

Sanliurfa, park Gölbasi Parki

Sanliurfa, park Gölbasi Parki

Sanliurfa, jezioro Balıklı Göl nocą

Sanliurfa, jezioro Balıklı Göl nocą

Sanliurfa, jezioro Aynzeliha Göl nocą

Sanliurfa, jezioro Aynzeliha Göl nocą

Kolejna legenda, pieczołowicie zresztą wśród mieszkańców Urfy podtrzymywana, głosi, że tutaj właśnie urodził się prorok Abraham (żył ok. 2.000 lat p.n.e.). Choć historycznie chodzi o Ur, co może też wskazywać na miejscowość w dzisiejszym Iraku (dokładnie nie jest znane i udowodnione miejsce narodzin Abrahama), to Turcy utrzymują związek z Urfą, a na terenie miasta jest kilka miejsc, nawiązujących do życia i legend na temat Abrahama. Kolejna legenda głosi, że w Urfie urodził się inny islamski prorok – Hiob (znany też z Biblii).

Jest jeszcze jedna legenda, już nie tak często powtarzana u nas, a silnie związana z miastem Urfą (a właściwie Edessą). Legenda ta mówi, o chorym na trąd władcy Edessy, żyjącym w czasach Chrystusa. On to wysłał swojego służącego do Chrystusa, przebywającego wówczas w Judei, by poprosić go o przybycie do Edessy i uzdrowienie – a w razie niemożności przybycia, o odciśnięcie swojego wizerunku na chuście. Wizerunek ten miałby pomóc w uzdrowieniu władcy (był nim Abgar V).

Jezus nie mógł przybyć do miasta, spełnił natomiast życzenie Abgara i przekazał mu odciśnięty na połaci materiału odcisk własnej twarzy. Odcisk ten (rzeczywiście wg legendy uzdrowił Abgara) przechowywany był przez wieki w Edessie, chroniąc miasto przed najazdami. Gdy w połowie X w. pod murami miasta stanęły wojska Bizancjum, władcy oddali relikwię w zamian za odstąpienie od oblężenia. „Mandylion” (tak nazwano odcisk) został przetransportowany z wielkimi honorami do Konstantynopola (dzisiejszy Stambuł), a rocznica jego dostarczenia do miasta jest obchodzona w kościele wschodnim jako święto Boskiego Oblicza (16 sierpnia).

Sanliurfa, przed jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, przed jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, meczet Rizvaniye Camii nad jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, meczet Rizvaniye Camii nad jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, medresa Halil-ur Rahman nad jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, medresa Halil-ur Rahman nad jeziorem Balıklı Göl

Odcisk zaginął po zdobyciu Konstantynopola przez krzyżowców w 1204 r. i do dziś nie można ustalić, co się z nim stało. Wg różnych teorii, znajduje się on dziś w kościele św.Bartłomieja w Genui lub prywatnych zbiorach papieskich w Watykanie. Inna mówi, że powszechnie znany „całun Turyński” jest właśnie poszukiwanym mandylionem. Inna mówi, że do rewolucji francuskiej mandylion znajdował się w Paryżu. Zadna teoria nie została udowodniona.

Nazwa Edessa utrwaliła się w III w. p.n.e., kiedy to sprowadzili się tu, do wcześniej istniejącego starożytnego miasta, żołnierze pochodzący z Macedonii. Zmienili oni nazwę miastu właśnie na Edessa na cześć ówczesnej macedońskiej stolicy. W 244 r. Edessa weszła w skład Imperium Rzymskiego. Ale już wcześniej dotarło tu chrześcijaństwo, Edessa była po Antiochii kolejnym ośrodkiem, gdzie chrześcijaństwo przyjęło się bardzo wcześnie. Już w 204 r. król Edessy przyjął chrześcijaństwo, późniejsza władza Rzymian sprowadziła jednak na chrześcijan falę prześladowań.

Islam pojawił się w Edessie w VII w., gdy miasto zdobyte zostało przez Arabów, którzy panowali tu aż do czasu, gdy stracili panowanie na rzecz krzyżowców (XI w.), którzy na niespełna 50 lat stworzyli tu własne hrabstwo. Potem nadeszli jednak Turkowie, których różne odłamy rządziły regionem (najpierw jednak zrównując miasto z ziemią) aż do XVII w., kiedy to Edessa weszła w skład Imperium Osmańskiego.

Sanliurfa, meczet Halil-ur Rahman Camii (miejsce upadku Abrahama jest wewnątrz) nad jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, meczet Halil-ur Rahman Camii (miejsce upadku Abrahama jest wewnątrz) nad jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, miejsce upadku Abrahama (po lewej) wewnątrz meczetu Halil-ur Rahman Camii nad jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, miejsce upadku Abrahama (po lewej) wewnątrz meczetu Halil-ur Rahman Camii nad jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, jezioro Balıklı Göl

Sanliurfa, jezioro Balıklı Göl

Sanliurfa, jezioro Aynzeliha Göl

Sanliurfa, jezioro Aynzeliha Göl

Sanliurfa, restauracje w parku Gölbasi Parki

Sanliurfa, restauracje w parku Gölbasi Parki

Władza Osmanów zakończyła się ich upadkiem, ale wcześniej zdążyli oni przeprowadzić wielki czystki etniczne, głównie na Ormianach, którzy byli większością na terenie dzisiejszej Urfy. W wyniku prześladowań na przełomie XIX / XX w. dużą część Ormian wymordowano, a reszta uciekła. Dziś Ormian praktycznie w Urfie nie ma. Są za to Turkowie i Kurdowie.

Dzienne zwiedzanie Sanliurfy zaczynamy od żelaznego punktu – Gölbasi Parki, pięknego i zadbanego zielonego parku, zawierającego kompleks meczetów oraz zbiorników wodnych, powiązanych ze sobą wielką legendą proroka Abrahama. Miejsce to jest przedmiotem kultu dla wyznawców islamu, miejscem pielgrzymek i modlitw. Najważniejszym obiektem w parku jest oczywiście Balıklı Göl – jezioro (a może staw) ze „świętymi” karpiami. Wiąże się z nimi kolejna legenda.

Abraham (przeżył 175 lat) został za walkę z kultem miejscowych bożków, skazany przez króla Nimroda na spalenie na stosie. Gdy Abraham został zrzucony do ognia, Allah (w wersji chrześcijańskiej Jahwe) zamienił ogień w wodę, a rozżarzone drewno w ryby. Miejsce, w którym Abraham spadł do wody jest dziś oznaczone fontanną, której woda uznawana jest za świętą i leczniczą, a karpie w jeziorze zyskały status świętych i nietykalnych. Ich zjedzenie grozi podobno ślepotą. Na pewno zaś przyzwyczaiły się do swego statusu gwiazd, dokarmianych przez masy turystów – karpie już na widok człowieka stojącego na brzegu, kłębią się koło niego, oczekując na pokarm. Pokarm zresztą można kupić nad brzegiem stawu.

Jezioro Balıklı Göl otoczone jest przez szereg budynków o charakterze historycznym i religijnym, wśród których zdecydowanie wyróżnia się meczet Rizvaniye Camii, wybudowany przez Ridvana Ahmeta Pashę w 1736 r. Do meczetowego kompleksu należy także budynek medresy (islamskiej szkoły).

Sanliurfa, twierdza górująca nad miastem

Sanliurfa, twierdza górująca nad miastem

Sanliurfa, twierdza górująca nad miastem

Sanliurfa, twierdza górująca nad miastem

Sanliurfa, twierdza górująca nad miastem

Sanliurfa, twierdza górująca nad miastem

Sanliurfa, panorama miasta widziana z twierdzy, na pierwszym planie meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, panorama miasta widziana z twierdzy, na pierwszym planie meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, panorama miasta widziana z twierdzy

Sanliurfa, panorama miasta widziana z twierdzy

Po tej samej stronie jeziora, ale na samym jego końcu (patrząc od wejścia do parku od strony miasta), stoi niepozorny budynek medresy, także stanowiącej całość z meczetem, stojącym obok – meczetem Halil-ur Rahman Camii, zbudowanym pierwotnie jako kościół katolicki pod wezwaniem Maryi Dziewicy w 504 r. n.e. Został on przekształcony w meczet i medresę na początku IX w. Meczet jest słynny z tego, iż wewnątrz niego znajduje się miejsce, gdzie spadł do jeziora Abraham.

Obok meczetu znajdują się dwa grobowce, w których spoczywają wybitni mieszkańcy Urfy w przeszłości, zapamiętani dzięki swym intelektualnym dokonaniom, instruktorzy sąsiedniego meczetu i medresy Halil-ur Rahman: Shazeli Ali Dede (XVII w.) i Buluntu Hadji Abdurrahman (XVIII w.).

Nieco w głębi parku Gölbasi Parki, tuż przy wzgórzu, na którym stoi górująca nad parkiem twierdza w Urfie, stoi kolejnym meczet, Mevlid-i Halil Camii, którego nazwa pochodzi od nazwy jaskini, przy której go wybudowano (o niej za moment). Pierwotnie stała tu pogańska świątynia, przekształcona potem w synagogę, a w końcu w kościół chrześcijański. Dopiero w 1253 r. świątynia przekształcona została w meczet. Wracając do jaskini – to w zasadzie jest najważniejsza część kompleksu meczetu Mevlid-i Halil Camii – wg legendy to w niej narodzić się miał prorok Abraham.

W legendy o narodzinach Abrahama, gdy król Nimrod dowiedział się, że ma narodzić się człowiek, który zniszczy i zakończy jego dynastię, nakazał on zabić wszystkie noworodki płci męskiej, narodzone tego roku. Brzmi znajomo ? No właśnie. Kończąc, matka Abrahama ukryła się w jaskini, gdzie urodziła syna. Po jego narodzinach, codziennie przychodziła do jaskini, by go karmić. Dziś jaskinia jest atrakcją turystyczną, do której wstępu obowiązują zasady podobne do wstępu do meczetu (zdejmujemy buty, kobiety zakładają chusty na głowy itp.). Wstęp jest bezpłatny, ale do jaskini prowadzą dwa wejścia: osobno dla mężczyzn i kobiet.

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, jaskinia Mevlid-i Halil, w której podobno narodził się Abraham

Sanliurfa, jaskinia Mevlid-i Halil, w której podobno narodził się Abraham

Ostatnim zwiedzanym przez nas meczetem w kompleksie parkowym był Sultan Hasan Camii, wybudowany, jak nazwa wskazuje, przez sułtana Uzun-Hasana w I poł. XV wieku. Ciekawostką jest przepływająca przez dziedziniec meczetu woda, doprowadzona z jeziora Balıklı Göl.

W parku Gölbasi Parki znajduje się jeszcze drugie święte jezioro – Aynzeliha Göl. Z nim także wiąże się legenda. Zeliha była córką króla Nimroda, która widziała cud przemiany ognia w wody jeziora podczas egzekucji Abrahama, dała się namówić Abrahamowi na porzucenie pogańskich praktyk ojca. Wściekły ojciec wrzucił córkę do wielkiego ognia, patrząc na jej śmierć do końca. Legenda mówi, że w miejscu w którym Zeliha zginęła, z jej łez powstało jezioro, dziś zwane jej imieniem. Tak jak w jeziorze Balıklı Göl, tak i tu pływają ryby, czczone jako święte i nietykalne.

Nad całym parkiem, ale i miastem, góruje niepodzielnie twierdza w Urfie, która pierwotnie została wybudowana na wzgórzu już w czasach neolitu, ok.10.000 r. p.n.e. W miejskim muzeum znajduje się statua, znaleziona tuż obok twierdzy, datowana właśnie na ten okres. Do twierdzy dojść można wchodząc na górę po schodach, do których wejście znajduje się przy restauracjach obok jeziora Aynzeliha Göl. Na samej górze znajduje się kasa, w której należy uiścić opłatę za wstęp (3 TL od osoby).

Sanliurfa, kryty bazar (Bedesten)

Sanliurfa, kryty bazar (Bedesten)

Sanliurfa, kryty bazar (Bedesten)

Sanliurfa, kryty bazar (Bedesten)

Sanliurfa, kryty bazar (Bedesten)

Sanliurfa, kryty bazar (Bedesten)

Sanliurfa, uliczny czyściciel butów

Sanliurfa, uliczny czyściciel butów

Na twierdzę warto wdrapać się choćby dla niesamowitego widoku na miasto Sanliurfa, jaki roztacza się z góry. Jedynym elementem wartym uwagi na górze są dwie wysokie kolumny z korynckimi głowicami, pochodzące z 242 r. n.e. Ostateczna wersja twierdzy powstała na początku IX w., kiedy to mury otoczono głębokim rowem z trzech stron (z czwartej dostępu bronią wysokie skały). Odnaleziono także ukryty tunel, prowadzący z twierdzy do jeziora Aynzeliha Göl.

Wychodząc z terenu parku Gölbasi Parki, nie sposób nie wejść na teren historycznego bazaru w Sanliurfie. Jego budynek wybudowany został w 1566 r. i do dziś służy jako bazar, zresztą jeden z bardziej klimatycznych, jakie mieliśmy okazję odwiedzić w Turcji. Znajdziemy tu tematyczne uliczki z biżuterią, tkaninami, tytoniem i innymi specjałami.

A w drodze do hotelu mieliśmy okazję odwiedzić jeszcze kilka innych historycznych meczetów w centrum miasta:

  • Ulu Camii, wybudowany w 1170 r. na miejscu poprzednio tu istniejącego chrześcijańskiego kościoła, zwanego „Czerwonym” ze względu na kolor użytego do budowy materiału;
  • Hüseyin Paşa Camii, mały meczet stojący przy uliczce Sarayönü Caddesi, prowadzącej do bazarów i parku Gölbasi Parki, wybudowany w 1849 r.;
  • Yusuf Paşa Camii, wybudowany przez Yusufa Pashę, gubernatora Urfy w 1703 r.;

Obok tego pierwszego meczetu (Ulu Camii) stoi jeszcze jedna budowla warta uwagi turysty – wieża zegarowa, a w zasadzie kościelna dzwonnica (pozostałość po kościele z czasów krzyżowców, istniejącym tu kiedyś) z dobudowanym zegarem. Nikt nie wie, kiedy ów zegar dobudowano, a same zegary dziś nie pracują.

Sanliurfa, meczet Yusuf Paşa Camii

Sanliurfa, meczet Yusuf Paşa Camii

Sanliurfa, meczet Yusuf Paşa Camii

Sanliurfa, meczet Yusuf Paşa Camii

Sanliurfa, dziedziniec meczetu Ulu Camii

Sanliurfa, dziedziniec meczetu Ulu Camii

Sanliurfa, wieczorna uczta w hotelu

Sanliurfa, wieczorna uczta w hotelu

Sanliurfa, wieczorna uczta w hotelu

Sanliurfa, wieczorna uczta w hotelu

To wszystko, co zdołaliśmy zobaczyć w Sanliurfie w ciągu jednego południa. Swój rajd zaczęliśmy już po godzinie 7:00 rano, bo w planach mieliśmy jeszcze zwiedzanie atrakcji dookoła miasta. Już mniej więcej w południe zjawiliśmy się w wypożyczalni Avis w Sanliurfie, gdzie od dawna mieliśmy zarezerwowany przez internet samochód. Plan zakładał zobaczenie dwóch ciekawych miejsc w okolicach miasta, pierwszym z nich było wspomniane już wyżej stanowisko archeologiczne, Göbekli Tepe.

Pełna galeria zdjęć z Sanliurfy znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Turcja (Kurdystan) 2014

Do Turcji lecieliśmy liniami Pegasus

Lutowa wyprawa do tureckiego Kurdystanu była naszą pierwszą objazdową podróżą realizowaną bez samochodu. Czas na małe podsumowanie organizacji logistycznej - transportu, noclegów i wszystkiego, co musieliśmy ogarnąć w czasie pobytu w południowo-wschodniej Turcji.

Berlin, East Side Gallery

W Berlinie kończyła się nasza tegoroczna podróż po południowo-wschodniej Turcji, a że mieliśmy sporo czasu do autobusu wiozącego nas do domu, zaplanowaliśmy zwiedzanie kolejnej atrakcji stolicy Niemiec - East Side Gallery.

Stambuł, meczet Şemsi Paşa Camii

Üsküdar, jedna z większych i najbardziej zaludnionych dzielnic Stambułu, gościł nas przez ułamek dnia podczas drogi powrotnej z podróży po południowo-wschodniej Turcji. Czasu wystarczyło na zwiedzenie kilku znaczących meczetów azjatyckiej części tej wielkiej aglomeracji.

 

Berlin, pałac Charlottenburg

Zimową podróż do południowo-wschodniej Turcji rozpoczęliśmy od kilkugodzinnego przystanku w Berlinie, który wykorzystaliśmy, by zobaczyć największy berliński pałac, dzieło rodu Hohenzollernów – pałac Charlottenburg.

Turcja południowo-wschodnia, dzień 1 (poprzedni wpis: Ponownie do Turcji). Pierwszym etapem drugiej naszej podróży do Turcji, tym razem tej południowo-wschodniej, był nocny autobus Polskiego Busa do Berlina. Z Berlina bowiem mieliśmy odlatywać tureckimi liniami Pegasus przez Stambuł do Adany, pierwszego naszego przystanku w Turcji.

W Berlinie mieliśmy do wykorzystania jakieś 3-4 godziny wolnego czasu, zdecydowaliśmy się więc zobaczyć znajdujący się niedaleko berlińskiego ZOB (Zentral Omnibusbahnhof), dworca autobusowego do którego dojeżdża Polski Bus, największy berliński pałac – pałac Charlottenburg.

Pałac Charlottenburg, którego budowa rozpoczęła się w 1695 r., pierwotnie nazywał się Lietzenburg. Wybudowany został dla Zofii Charlotty, żony ówczesnego elektora branderburskiego, Fryderyka III, jako jej letnia rezydencja. Uroczysta inauguracja pałacu odbyła się w 1699 r., a dwa lata później elektor mianował się królem pruskim i przyjął miano Fryderyka I. Niestety żona zmarła mu już w 1705 r. i król zmienił nazwę pałacu ku czci jej imienia. Niemal od samego zakończenia budowy pałac był przez Hohenzollernów rozbudowywany i upiększany, będąc ich siedzibą i zarazem siedzibą kolejnych pruskich królów niemalże do końca XIX wieku.

Berlin, pałac Charlottenburg

Berlin, pałac Charlottenburg

Berlin, ogrody pałacu Charlottenburg

Berlin, ogrody pałacu Charlottenburg

Berlin, ogrody pałacu Charlottenburg

Berlin, ogrody pałacu Charlottenburg

Berlin, budynek Belwederu w ogrodach pałacu Charlottenburg

Berlin, budynek Belwederu w ogrodach pałacu Charlottenburg

W późniejszym okresie był magazynem mebli, a w czasie I wojny światowej – szpitalem. Uszkodzony podczas II wojny światowej, został odbudowany i doprowadzony do pierwotnej świetności. Do tego stopnia, że w początkach XXI w. był przez kilka lat siedzibą prezydenta Niemiec (podczas gdy jego nominalna siedziba była poddawana renowacji).

Pałac Charlottenburg otoczony jest pięknymi barokowymi ogrodami, które powstały niemal równocześnie z samym pałacem. Dziś stanowią niejako miejski park, są miejscem spacerów, wycieczek rowerowych czy rekreacyjnych przebieżek berlińskich biegaczy. W zimowym okresie na pewno nie prezentowały się równie okazale, jak to jest w lecie czy na wiosnę – ale i tak ogrody pałacu Charlottenburg robiły wrażenie.

Wśród drzew pałacowego parku kryją się dwa warte uwagi, samodzielnie stojące budynki. Pierwszym jest „Belweder”, wybudowany pod koniec XVIII w. herbaciarnia, dziś mieszczący zbiory berlińskiej porcelany, udostępniony do zwiedzania. Pełnił także rolę wieży widokowej. Drugim zaś jest mauzoleum – budynek mieszczący sarkofagi rodziny królewskiej Hohenzollernów, wybudowany na początku XIX w. i kilkukrotnie powiększany ze względu na kolejne grobowce umieszczane wewnątrz. Mauzoleum także jest udostępniane do zwiedzania.

Berlin, budynek mauzoleum w ogrodach pałacu Charlottenburg

Berlin, budynek mauzoleum w ogrodach pałacu Charlottenburg

Berlin, ogrody pałacu Charlottenburg

Berlin, ogrody pałacu Charlottenburg

Berlin, ogrody pałacu Charlottenburg

Berlin, ogrody pałacu Charlottenburg

Berlin, ogrody pałacu Charlottenburg

Berlin, ogrody pałacu Charlottenburg

Berlin, ogrody pałacu Charlottenburg

Berlin, ogrody pałacu Charlottenburg

Berlin, pałac Charlottenburg

Berlin, pałac Charlottenburg

Dziś pałac Charlottenburg pełni funkcję muzealną, mieści we wnętrzach m.in. muzeum historii i sztuki, bogate zbiory porcelany i malarstwa. Znajdują się tam także insygnia koronacyjne Fryderyka I z 1701 r. Nie zwiedzaliśmy wnętrz ze względu na ograniczenia czasowe, ograniczyliśmy się do oglądania pałacu z zewnątrz i spaceru po jego ogrodach. Ale informacje znalezione w sieci jednoznacznie określają pałac Charlottenburg jako warty zwiedzenia także od wewnątrz.

A my szybką berlińską kolejką naziemną pojechaliśmy na lotnisko Schoenefeld, skąd, z krótką – niespełna dwugodzinną – przesiadką na lotnisku w Stambule polecieliśmy do jednego z największych tureckich miast, daleko w jej azjatyckiej części – do Adany.

Pełna galeria zdjęć z berlińskiego pałacu Charlottenburg znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Turecki Kurdystan 2014

Do Turcji lecieliśmy liniami Pegasus

Lutowa wyprawa do tureckiego Kurdystanu była naszą pierwszą objazdową podróżą realizowaną bez samochodu. Czas na małe podsumowanie organizacji logistycznej - transportu, noclegów i wszystkiego, co musieliśmy ogarnąć w czasie pobytu w południowo-wschodniej Turcji.

Berlin, East Side Gallery

W Berlinie kończyła się nasza tegoroczna podróż po południowo-wschodniej Turcji, a że mieliśmy sporo czasu do autobusu wiozącego nas do domu, zaplanowaliśmy zwiedzanie kolejnej atrakcji stolicy Niemiec - East Side Gallery.

Stambuł, meczet Şemsi Paşa Camii

Üsküdar, jedna z większych i najbardziej zaludnionych dzielnic Stambułu, gościł nas przez ułamek dnia podczas drogi powrotnej z podróży po południowo-wschodniej Turcji. Czasu wystarczyło na zwiedzenie kilku znaczących meczetów azjatyckiej części tej wielkiej aglomeracji.