Gruzja | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Tbilisi na jeden dzień po raz drugi

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Gruzja 2014, dzień 9 (poprzedni wpis: Na południe Gruzji. Safara, Chertwisi i wreszcie skalne miasto Wardzia). Nocleg na parkingu pod katedrą w Mcchecie przebiegł bezstresowo – polecam każdemu, szukającemu spokojnego miejsca w samochodzie, parkują tam też na noc kampery. Rano, zgodnie z planem, wymarsz do straganów na uliczkach Mcchety – zakup czurczeli odbył się błyskawicznie (mniejsze 2 GEL, większe 3 GEL – kupiłem hurtowo po jednej z każdego posiadanego przez sprzedawcę rodzaju). Czas wsiadać do samochodu i udać się do oddalonego o jakieś 20 km Tbilisi i oddać Nissana Pathfindera do wypożyczalni. Szkoda, bo przyzwyczaiłem się już do niego.

Podróż do Tbilisi i wizyta w wypożyczalni odbyły się bez historii. Już bez samochodu, z plecakiem na plecach, taksówką udałem się do guesthouse’u Nice, w którym spędziłem jedną noc podczas pierwszej wizyty w Tbilisi. Zaprawdę powiadam – po 5 dniach spędzonych w samochodzie, człowiek docenia dwa najcudowniejsze wynalazki ludzkości – prysznic i łóżko. Dokładnie w tej kolejności skorzystałem – mój organizm najbardziej ucieszył się z łóżka – na jego widok odmówił dalszej współpracy i trzeba było, po prostu trzeba było się drzemnąć. I dobrze, bo w Tbilisi zapanował tego dnia szczyt upałów, temperatura odczuwalna oscylowała wokół 40C, a nagrzane chodniki i mury starej części miasta sprawiały, że czułem się jak w mikrofali. Na zewnątrz odważyłem się wyjść dopiero w okolicach godziny 17-tej.

Kolekcja czurczeli zakupiona w Mcchecie

Kolekcja czurczeli zakupiona w Mcchecie

Tbilisi, guesthouse Nice w centrum starego miasta

Tbilisi, guesthouse Nice w centrum starego miasta

Tbilisi, cerkiew Metechi widziana z wagonika kolejki linowej na twierdzę Narikala

Tbilisi, cerkiew Metechi widziana z wagonika kolejki linowej na twierdzę Narikala

Tbilisi, katedra św.Trójcy widziana z wagonika kolejki linowej na twierdzę Narikala

Tbilisi, katedra św.Trójcy widziana z wagonika kolejki linowej na twierdzę Narikala

Tbilisi, panorama miasta widziana z twierdzy Narikala

Tbilisi, panorama miasta widziana z twierdzy Narikala

Tbilisi, twierdza Narikala

Tbilisi, twierdza Narikala

Tbilisi, twierdza Narikala

Tbilisi, twierdza Narikala

Drugi dzień w Tbilisi poświęciłem na uzupełnienie trasy, nakreślonej w serwisie tbilisibezbolesnie.pl – pierwszą jej część „zaliczyłem” kilka dni wcześniej. Historii miasta drugi raz opisywał nie będę – znajdziecie ją we wpisie z pierwszego dnia w Tbilisi. „Drugi etap” rozpocząłem od znanego z pierwszej wizyty Placu Europejskiego, ale tym razem nie chodziło o Most Pokoju czy cerkiew Metechi – udałem się prosto do stacji kolejki linowej, która miała mnie wywieźć na wzgórze z twierdzą Narikala. Przy kasie i wagonikach trafiła mi się pustka – jechałem na górę sam. Bilet w jedną stronę kosztuje 1 GEL, za pierwszym razem trzeba sobie też wyrobić specjalną kartę elektroniczną, na którą ładowane są bilety – karta kosztuje 2 GEL. Razem wycieczka w obie strony – 4 GEL, choć trasę powrotną można odbyć pieszo – z twierdzy schodzi się całkiem przyjemnymi schodami.

Tbilisi, posąg "matki Gruzji" z boku. Niektórym się kojarzy...

Tbilisi, posąg „matki Gruzji” z boku. Niektórym się kojarzy…

Twierdza Narikala pochodzi z czasów założenia Tbilisi – z IV w. Była w swojej historii kilkukrotnie rozbudowywana – przez Arabów (VII / VIII w.) i Gruzinów (XI w.). Większość z tego, co dziś widać na twierdzy, powstało jednak znacznie później – XVI / XVII w. Twierdza ostatecznie została zniszczona przez trzęsienie ziemi na początku XIX w. Wstęp na twierdzę jest darmowy, a warto tu się dostać, choćby dla zobaczenia panoramy miasta, rozciągającej się ze wzgórza. Narikala, poza murami twierdzy, nie oferuje żadnych innych atrakcji – no może poza cerkwią św.Mikołaja, która jednak zabytkiem nie jest, została wybudowana w 1996 r. na miejscu wcześniej tu stojącej świątyni z XIII w., zniszczonej przez ogień.

Tbilisi, posąg "matki Gruzji"

Tbilisi, posąg „matki Gruzji”

Wzgórze twierdzy Narikala posiada jednak jeszcze jedną obowiązkową atrakcję turystyczną – Kartlis Deda, czyli posąg „matki Gruzji” – dzisiejszy symbol miasta. Posąg postawiono tutaj w 1958 r., upamiętnia 1500 lat Tbilisi i przedstawia kobietę w tradycyjnym gruzińskim stroju, w jednej ręce trzymającą misę wina – dla przyjaciół, a w drugiej miecz – dla wrogów. Nie byłbym sobą, gdybym nie zauważył, że „matka Gruzja” widziana z pewnego kąta wygląda hmmm, dosyć… dwuznacznie.

Po zjeździe wagonikiem kolejki linowej na dół, czas na kolejną wizytówkę Tbilisi – dzielnicę Abanotubani, czyli dzielnicę łaźni. Główną jej atrakcją są właśnie historyczne łaźnie, usytuowane w większości poniżej poziomu chodnika – ponad ziemię wystają jedynie ich charakterystyczne kopuły. Duża część łaźni jest czynna do dziś i każdy zainteresowany może skorzystać z ich usług. Nieczynna jest najbardziej reprezentacyjna – ze względu na swoją zewnętrzną elewację – łaźnia Orbeliani. Z jej usług korzystał w przeszłości m.in. Aleksander Puszkin. Abanotubani to najstarsza dzielnica Tbilisi, to tutaj narodziła się dzisiejsza stolica Gruzji.

Tbilisi, katedra Sioni

Tbilisi, katedra Sioni

Tbilisi, dzielnica łaźni, Abanotubani

Tbilisi, dzielnica łaźni, Abanotubani

Tbilisi, dzielnica łaźni, Abanotubani

Tbilisi, dzielnica łaźni, Abanotubani

Tbilisi, najpiękniejsza z łaźni, łaźnia Orbeliani

Tbilisi, najpiękniejsza z łaźni, łaźnia Orbeliani

Tbilisi, dzielnica Abanotubani z górującym minaretem meczetu

Tbilisi, dzielnica Abanotubani z górującym minaretem meczetu

Będąc przy łaźniach, warto porozglądać się dookoła. Zabudowa dzielnicy jest naprawdę widowiskowa i nie tylko łaźnie są jej atrakcją. Warto przyjrzeć się meczetowi z ośmiobocznym minaretem – to jedyny meczet w Tbilisi, który przetrwał czasy komunistyczne, wybudowany w 1895 r. W okolicy warto też zobaczyć mały monaster Czterdziestu Męczenników z Sebaste, może nie dla samego monasteru, ale dla faktu, że na jego terenie całkiem niedawno odkryto kolejne fragmentu starych miejskich murów – ale mury te pochodzą ze znacznie starszych czasów niż domniemany okres ufundowania miasta przez Wachtanga Gorgasali. Ich pochodzenie określa się na I / II w. n.e., co znaczyłoby, że Tbilisi istniało znacznie wcześniej, niż do tej pory sądzono.

Wracamy nieco w stronę centrum, gdzie niemal obok Mostu Pokoju stoi kolejna historyczna budowla Tbilisi – katedra Sioni. Wg legend, pierwszą świątynię w tym miejscu wybudował sam twórca Tbilisi – król Wachtang Gorgasali w V w. W VI i VII wieku niejako wybudowano ją na nowo, a władcy zlecający rozbudowę podobno zostali tu pochowani. W historii katedrę wielokrotnie niszczono (Arabowie, Persowie, trzęsienia ziemi) i odbudowywano (m.in. słynny król Dawid Budowniczy w XII w.). Gdy do Gruzji w XIX w. weszli Rosjanie, oczywiście przemalowali wnętrza, niszcząc „przy okazji” stare freski – zresztą Sioni zapisała się w historii rosyjskiej aneksji Gruzji – to tu w 1802 r. ogłoszono fakt aneksji. Sioni pozostawała główną katedrą gruzińskiego kościoła prawosławnego aż do 2004 r., kiedy otwarto cerkiew św.Trójcy.

Czas na spacer główną ulicą Tbilisi – ulicą Rustaweli, nazwaną imieniem narodowego poety gruzińskiego, Szoty Rustaweli. Na ulicy Rustaweli toczy się główny nurt życia miasta, to przy niej znajduje się wiele ważnych dla miasta budynków i urzędów. Przespacerujemy się więc ulicą Rustaweli na całej jej długości, po kolei podziwiając najważniejsze atrakcje.

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu

Tbilisi, cerkiew Kaszweti

Tbilisi, cerkiew Kaszweti

Tbilisi, budynek pierwszego gimnazjum

Tbilisi, budynek pierwszego gimnazjum

Tbilisi, Teatr Opery i Baletu

Tbilisi, Teatr Opery i Baletu

Zaczynając marsz od Placu Wolności, pierwszym rzucającym się w oczy budynkiem jest dawna siedziba gruzińskiego parlamentu. Budynek wybudowany w latach 50-tych XX w., do całkiem niedawna był siedzibą parlamentu – do czasu gdy w 2012 r. zdecydowano się przenieść Zgromadzenie Narodowe do Kutaisi – by „oddać” nieco władzy innym regionom kraju. W Kutaisi w tym celu wybudowano nowoczesny budynek, ale już słychać głosy, że decyzja o przenosinach była nietrafiona. Wg niektórych informacji, gruziński parlament planuje powrót do Tbilisi – będzie o tyle łatwiej, że stara siedziba właśnie przeszła gruntowny remont.

Nieco dalej, po drugiej stronie ulicy Rustaweli, stoi cerkiew Kaszweti, nieco ponad stuletnia, ale wg legend wybudowana w miejscu, gdzie stał kiedyś kościół z VI w. Legenda mówi, że mnich Dawid z Garedży, oskarżony przez kobietę z Tbilisi o spowodowanie ciąży, zawyrokował, że jeśli jest to nieprawda, urodzi ona… kamień. Tak się też podobno stało, a miejsce to od tego czasu nazwano „Kaszweti” (gruz. „urodzić kamień”).

Naprzeciw cerkwi stoi z kolei historyczne, pierwsze gimnazjum w Tbilisi, którego budynek oddano do użytku w 1833 r. Później stało się jednym z najważniejszych ośrodków edukacji w mieście. Posiada bogatą bibliotekę oraz nawet małą scenę do występów i przedstawień. Gimnazjum ukończyło wielu znamienitych gruzińskich obywateli, jak choćby Grigol Orbeliani czy Ilia Czawczawadze (obaj poeci i działacze społeczni). Ten drugi zresztą, wraz z kolejnym poetą i swoim przyjacielem, Akaki Cereteli, doczekał się pomnika przed wejściem do gimnazjum.

Kolejne kilka kroków dalej znajdziemy Teatr Opery i Baletu, pierwszy budynek operowy w Gruzji, wybudowany w 1851 r. Spalił się w pożarze w 1874 r., ale został odbudowany. Widownia mieści 1200 miejsc. Dziś znów jest w remoncie, a jego otwarcie planowane jest na koniec 2014 r. Kolejna atrakcja to Teatr Narodowy im.Szoty Rustawelego, powstały w 1879 r. i niemal od początku kojarzony z duchem narodowym Gruzji, głównie przez repertuar, umiejscawiany często we współczesnej czasom scenografii i podtekstach. Dlatego też w czasach komunistycznych starano się sprowadzić funkcję teatru do roli muzeum.

Tbilisi, Teatr Narodowy im.Szoty Rustawelego

Tbilisi, Teatr Narodowy im.Szoty Rustawelego

Tbilisi, dawny Instytut Marksizmu-Leninizmu

Tbilisi, dawny Instytut Marksizmu-Leninizmu

Tbilisi, budynek Gruzińskiej Akademii Nauk

Tbilisi, budynek Gruzińskiej Akademii Nauk

Tbilisi, mały artystyczny bazarek na schodach budynku Gruzińskiej Akademii Nauk

Tbilisi, mały artystyczny bazarek na schodach budynku Gruzińskiej Akademii Nauk

Kolejny monumentalny budynek, ikona czasów stalinizmu, to wybudowany w 1938 r. budynek dawnego Instytutu Marksizmu-Leninizmu, wewnątrz którego znajdowało się także muzeum Lenina. Na fasadzie budynku znajdowały się kiedyś popiersia Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina, ale zdemontowano je podobno po odzyskaniu przez Gruzję niepodległości. Były plany przekształcenia go w luksusowy hotel, ale dziś wydaje się być remontowany i nie użytkowany.

Niemal po sąsiedzku stoi, zwyczajnie dziś wyglądający hotel Radisson Blu Iveria. Ale to nie taki zwyczajny hotel – przez ostatnie lata był jednym z najczęściej fotografowanych obiektów w Tbilisi. Wybudowany w 1967 r., był przez lata najlepszym hotelem w mieście. Gdy w Gruzji wybuchła wojna domowa, władze zaadoptowały go jako miejsce zakwaterowania uchodźców z Abchazji. 22-piętrowy, reprezentacyjny hotel, w ciągu 12 lat przebywania tu uchodźców stał się ruiną. Dopiero w 2004 r. udało się wyeksmitować „tymczasowych” mieszkańców (władze wypłaciły im „odszkodowania” – 7000 dolarów za każdy zajmowany pokój), a hotel przez następne 5 lat był remontowany – rozebrano go aż do stalowego szkieletu i niemal wybudowano od nowa. Został ponownie otwarty w 2009 r. Panorama obskórnie wyglądającego hotelu, zdewastowanego przez uchodźców, została niemalże symbolem niespokojnych gruzińskich czasów.

Ulica Rustaweli kończy się reprezentacyjnym budynkiem Gruzińskiej Akademii Nauk, na schodach której miejscowi artyści, rzemieślnicy i zwykli sprzedawcy pamiątek codziennie oferują swoje „produkty”. Można jeszcze rzucić okiem na pomnik Szoty Rustawelego, stojący przy Akademii i… czas na powrót. A że akurat zrobiło się ciemno, to zaliczyłem całą długość ulicy Rustawelego i jej atrakcje w widoku nocnym. Główna arteria Tbilisi prezentuje się w nocnej scenerii całkiem atrakcyjnie – gdzieś znalazłem nawet nazwę „kaukaskie Pola Elizejskie” – sporo na wyrost, ale coś w tym jest…

Tbilisi, ulica Szoty Rustawelego nocą

Tbilisi, ulica Szoty Rustawelego nocą

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Tbilisi, Plac Wolności nocą

Tbilisi, Plac Wolności nocą

Gruzja 2014 - mapa podróży

Gruzja 2014 – mapa podróży

I to już koniec czerwcowej przygody w Gruzji. Kolejny dzień to już tylko przejazd taksówką na dworzec Didube, potem marszrutką do Kutaisi i popołudniowy powrotny lot do Polski. 9 dni to zdecydowanie za mało, by zobaczyć w Gruzji wszystkie choćby największe atrakcje – opuściłem wszak wybrzeże Morza Czarnego z Batumi na czele, Swanetię (z Mestią na czele) i jej krajobrazy, wpisane na listę UNESCO i Tuszetię z Omalo. Będzie po co wracać :)

Pełna galeria zdjęć z drugiego dnia w Tbilisi znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

Inne wpisy z: Gruzja 2014

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Wardzia, skalne miasto

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi - średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche - monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu - powrót do Mcchety.

Borżomi

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

0

Autor:

Kategorie: Gruzja, Gruzja 2014, Rok 2014

Na południe Gruzji. Safara, Chertwisi i wreszcie skalne miasto Wardzia

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi – średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche – monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu – powrót do Mcchety.

Gruzja 2014, dzień 8 (poprzedni wpis: Z Mcchety do Wardzi. Borżomi i inne atrakcje po drodze). Nocleg pod Achalcyche nad rzeką Mtkwari był chyba najbardziej udanym z pięciu, jakie miałem okazję spędzić w samochodzie w trakcie pobytu w Gruzji. Widowiskowe góry, nieuczęszczana w nocy droga i absolutna cisza (poza szumem rzeki) oraz ciemność i spokój – świat idealny – o ile oczywiście nie boicie się samotności w nieznanym terenie :) Noc minęła szybko i spokojnie, a rano, po szybkiej kontemplacji widoków w świetle dziennym, przyszło ruszyć z powrotem do Achalcyche, by dokończyć zwiedzanie miasta, a przede wszystkim dojechać do monasteru Safara.

W samym Achalcyche ograniczyłem się jedynie do rzutu okiem ponownie na twierdzę Rabati, tym razem z zewnątrz. Po czym pozostało przejechać do centrum miasta i skręcić w oznaczoną drogę do monasteru Safara, znajdującego się na wzgórzu za miastem. Drogowskaz jest bardzo mylący, jeśli chodzi o odległość – pokazuje nieco ponad 10 km drogi, w rzeczywistości jest jej 6 km, aczkolwiek jej jakość jest miejscami bardzo słaba (a na całej długości jest szutrowa, pozbawiona asfaltu) i raczej nie polecam jazdy samochodem osobowym. Terenowym Nissanem jechało się za to bardzo przyjemnie, a trasa jest momentami bardzo widokowa.

Achalcyche, twierdza Rabati

Achalcyche, twierdza Rabati

Monaster Safara

Monaster Safara

Monaster Safara, kościół św.Saby

Monaster Safara, kościół św.Saby

Monaster Safara, kościół św.Saby

Monaster Safara, kościół św.Saby

Monaster Safara powstał w IX / X wieku, ale z tego czasu zachował się jedynie mały kościółek Wniebowzięcia NMP, przylegający dziś do ściany głównego kościoła, pod wezwaniem św.Saby. Tenże główny kościół (przełom XIII / XIV w.), jak i późniejsza historia całego monasteru, silnie związane są z rodziną Dżakeli, panującą w regionie od XIII w. Był to okres, gdy Gruzja była pod panowaniem Mongołów, ale Dżakeli wypracowali sobie sporą niezależność, a monaster Safara był wtedy jedną z najważniejszych świątyń regionu.

Legenda głosi, że kiedy pod koniec XIII w. Sargis I z rodziny Dżakeli zrzekł się tronu na rzecz swojego syna, wstępując do klasztoru jako mnich Saba, jego następca wybudował właśnie kościół św.Saby, główną świątynię monasteru Safara. Dumą monasteru są freski, zachowane we wnętrzach kościoła św.Saby, uchodzące za jedne z najlepiej zachowanych w całej Gruzji. Na jednym z nich można zobaczyć całą rodzinę władców Dżakeli (Sargisa, jego syna i kolejnych dwóch wnuków) w pokłonie przed patronem kościoła. Swiątynię wybudowano nad przepaścią, co powoduje że nie da się z poziomu monasteru zobaczyć jednej z jego ścian.

Na terenie monasteru znajdują się także ruiny pałacu rodziny Dżakeli (w znacznym rozkładzie) oraz dzwonnica, także z początków XIV w., w kryptach pod nią chowano członków rodziny Dżakeli. Klasztor upadł w XVI w., zdobyty przez Turków i stopniowo popadał w ruinę. W czasach komunistycznych urządzano tu artystyczne obozy letnie i dopiero w ostatnich latach XX w. monaster ponownie ożył, do dziś będąc czynnym i zasiedlonym przez niedużą ilość mnichów. Wstęp jest bezpłatny, dozwolone jest robienie zdjęć we wnętrzach kościoła św.Saby.

Droga do monasteru Safara

Droga do monasteru Safara

Droga do monasteru Safara

Droga do monasteru Safara

Gruzini lubią szybko jeździć, zdarzają się więc wypadki...

Gruzini lubią szybko jeździć, zdarzają się więc wypadki…

Droga Achalcyche - Chertwisi

Droga Achalcyche – Chertwisi

Wracam na drogę, prowadzącą z Achalcyche w kierunku Wardzi, przy której urządziłem sobie ostatniej nocy nocleg. Trasa jest niezwykle widokowa, kręta, a zjazd do Wardzi znajduje się w miejscowości Chertwisi (Khertvisi), bardzo rozpoznawalnej ze względu na znajdującą się w niej, stojącą na wysokim wzgórzu twierdzę, tuż przy samej drodze. Zjazd do Wardzi znajduje się tuż przed twierdzą. Obok twierdzy znajduje się mały parking, będący popularnym miejscem przystankowym dla autokarów, wiozących turystów do Wardzi.

Twierdzę Chertwisi uważa się za jedną z najstarszych w całym regionie. Uważa się, że istniała tu już w II w. p.n.e., a wg legendy po raz pierwszy zniszczył ją Aleksander Wielki. Kolejna rozpoznana historia Chertwisi pochodzi z X w., kiedy to na wzgórzu wybudowano kościół, a Chertwisi stało się jednym z najważniejszych ośrodków regionu. Dwie główne wieże (z czterech istniejących) pochodzą z XII w. i wybudowane zostały ponoć przez królową Tamarę. W XIII w. Chertwisi najechali i zniszczyli Mongołowie, a jakiekolwiek znaczenie odzyskała twierdza po przejściu pod panowanie Turków w XVI w. Upadła znów i na stałe po aneksji Gruzji przez Rosję.

W przeszłości twierdza miała dwa sekretne tunele, łączące ją z brzegiem rzeki Mtkwari – jeden przeznaczony był do transportu wody, drugi zaś do komunikacji na zewnątrz w razie oblężenia. Dziś na twierdzę można bez problemu dostać się wąską ścieżką od strony parkingu, na stromych zboczach przed wejściem pasą się miejscowe krowy. Wnętrza znajdują się w ruinie, a wstęp jest oczywiście bezpłatny.

Twierdza Chertwisi

Twierdza Chertwisi

Twierdza Chertwisi

Twierdza Chertwisi

Twierdza Chertwisi

Twierdza Chertwisi

Twierdza Chertwisi

Twierdza Chertwisi

Twierdza Chertwisi

Twierdza Chertwisi

Wiszący most w Chertwisi

Wiszący most w Chertwisi

Wiszący most w Chertwisi

Wiszący most w Chertwisi

Jest i krótki filmik ze spaceru mostem:

 

W poprzednim wpisie pisałem już o masie widowiskowych wiszących mostków, przerzuconych na trasie Borżomi – Wardzia nad rzeką Mtkwari – i o tym, że miałem wielką ochotę przespacerować się jednym z nich. I właśnie w Chertwisi nadarzyła się ku temu okazja – jeden z takich mostków wisi tuż obok parkingu pod twierdzą, będąc drugą, po twierdzy, atrakcją dla turystów wysypujących się z autokarów na parkingu. Powiedziałbym nawet, że większą od twierdzy, bo na twierdzę nikt się nie wybierał, a po mostku spacerowali wszyscy. Wrażenie jest niezapomniane, bo mostek nie dość że chybotliwy, to jeszcze miejscami dziurawy lub niezbyt dokładnie łatany. Warto przeprawić się nim na drugą stronę rzeki.

Z Chertwisi pozostało już raptem ok.15 km do Wardzi, ale po drodze, już przed samą Wardzią (jakieś 2 km przed) warto spojrzeć na wysokie wzgórze nad drogą, za rzeką Mtkwari – stoi tam stara, będąca dziś w ruinie twierdza Tmogvi. Nie jest znana data jej budowy, w dokumentach historycznych pojawia się w IX / X w., ale prawdopodobnie istniała już w VII w. Na początku drugie tysiąclecia była jedną z najważniejszych twierdz w regionie, a jej usytuowanie na wysokim na 150 m skalnym wzgórzu sprawiało, że skutecznie opierała się przez wieki licznym najazdom Arabów. Została pokonana w 1088 / 1089 r. przez… trzęsienie ziemi, które istotnie ją zniszczyło.

Na dole pod twierdzą znajdowało się kiedyś miasto Tmogvi, po którym zachowało się nieco pozostałości w ruinach i resztki mostów. Górna i dolna część były ponoć połączone sekretnym tunelem. Dziś z twierdzy pozostały ruiny kilku budynków, łaźni i kościołów oraz mury, kiedyś wysokie na 3 metry. Twierdza w Tmogvi jest dziś popularnym celem turystycznym, znajdującym sie w programach wycieczek do Wardzi (można z niej dość do twierdzy pieszo).

Twierdza Tmogvi

Twierdza Tmogvi

Droga do Wardzi

Droga do Wardzi

Droga do Wardzi

Droga do Wardzi

Jest i Wardzia

Jest i Wardzia

Dojeżdżamy do Wardzi – już po wjechaniu na teren miejscowości można przystanąć na sporym ziemnym parkingu, z którego rozciąga się panoramiczny widok na skalne miasto po drugiej stronie rzeki. Dojazd do ruin jest dobrze oznaczony i nie sposób nie trafić. Przed wejściem znajduje się duży, bezpłatny parking dla turystów. Wejście znajduje się niemal na poziomie rzeki (wstęp jest płatny 3 GEL) – do skalnego miasta prowadzi betonowa droga, dość stroma i męcząca w upale, aczkolwiek względnie krótka.

Wardzia to jednak nie pierwsze skalne osiedle tutaj – wcześniej istniało tu, już od X wieku, Ananauri (nie mylić z Ananuri przy Gruzińskiej Drodze Wojennej). I to właśnie jaskinie z czasów Ananauri rozpoczynają szlak turystyczny w Wardzi – to te, znajdujące się przed dzwonnicą, stanowiącą wejście do skalnego miasta. Skalne miasto, początkowo całkowicie schowane w skałach, polecił wybudować gruziński król Jerzy III, początkowo jako obronną fortecę, broniącą rubieży gruzińskich przed atakami ze strony Mongołów i sułtanatów tureckich. Jednak Jerzy III nie dożył ukończenia prac, te kontynuowała jego następczyni, najbardziej ceniona gruzińska królowa, Tamara. To ona ostatecznie zdecydowała o klasztornym charakterze miasta.

Potężny kompleks miał aż 13 poziomów, na których znajdowało się ponad 6 tysięcy skalnych komnat, połączonych systemem tuneli, z własnym systemem doprowadzającym wodę pitną. Wejściami były ukryte tunele, zaczynające się nad rzeką Mtkwari. Centralną częścią kompleksu był kościół Wniebowzięcia NMP, łatwo rozpoznawalny dziś ze względu na widoczny z daleka zewnętrzny portyk. Kościół i freski zdobiące jego wnętrza pochodzą z pierwszej fazy budowy miasta (1184-86).

Wardzia, skalne miasto widziane z parkingu naprzeciwko

Wardzia, skalne miasto widziane z parkingu naprzeciwko

Wardzia, skalne miasto widziane z parkingu naprzeciwko

Wardzia, skalne miasto widziane z parkingu naprzeciwko

Wardzia, skalne miasto, dzwonnica

Wardzia, skalne miasto, dzwonnica

Wardzia, skalne miasto

Wardzia, skalne miasto

Wardzia, skalne miasto

Wardzia, skalne miasto

Skalne miasto w czasie swojej największej świetności liczyło podobno do 50 tysięcy mieszkańców. Niestety przeżyło w swojej pierwotnej formie zaledwie sto lat – w 1283 r. w wyniku trzęsienia ziemi ok.2/3 skały, w której miasto zostało wydrążone, osunęło się w dół, odsłaniając „zawartość” kompleksu i czyniąc ukryte kiedyś w skale jaskinie zewnętrznymi. To dlatego dziś Wardzia nazywana jest „plastrem miodu” – dokładnie tak wygląda.

Po trzęsieniu ziemi w miejscu części jaskiń wybudowano dzwonnicę, dziś będącą „wejściem” turystycznym do skalnego kompleksu. W XIII w. Wardzia stała się symbolem „ochrony chrześcijaństwa”, przez swoje usytuowanie na granicy terenów islamskich. W XV i XVI wieku nastąpiła seria najazdów tureckich i perskich, z których miasto wyszło obronną ręką – aż do 1551 r., kiedy to Persowie w końcu Wardzię zdobyli, doszczętnie plądrując zgromadzone tu skarby i mordując mnichów i ludność. Mnisi powrócili do Wardzi bardzo niedawno, dziś znów można ich zobaczyć na terenie kompleksu, a jego niewielka część jest zamknięta dla zwiedzających i zarezerwowana dla mnichów właśnie. Zakończenie zwiedzania odbywa się przez zejście stromymi schodami, częściowo zakrytymi, które kiedyś stanowiły jeden z tuneli, prowadzących do miasta.

Dla tych, co im mało Wardzi, z parkingu można dojechać „na tył” wzgórza ze skalnym miastem (ok 2 km asfaltowej drogi), gdzie znajduje się żeński klasztor, z niewielkim kościołem. Zakonnice zajmują się uprawą żywności oraz nauczaniem dzieci z pobliskich miejscowości.

Wardzia, skalne miasto, kościół Wniebowzięcia NMP

Wardzia, skalne miasto, kościół Wniebowzięcia NMP

Wardzia, skalne miasto

Wardzia, skalne miasto

Wardzia, skalne miasto, sala królowej Tamary

Wardzia, skalne miasto, sala królowej Tamary

Wardzia, żeński monaster z tyłu skalnego miasta

Wardzia, żeński monaster z tyłu skalnego miasta

Wardzia, żeński monaster z tyłu skalnego miasta

Wardzia, żeński monaster z tyłu skalnego miasta

Czas na powrót w rejon Tbilisi – kończy się 5-dniowy czas wypożyczenia mojego Nissana Pathfindera. Przed godziną 16-tą zaczynam „odwrót”, najpierw znaną trasą do Chertwisi, a potem przez Achalkalaki i Ninotsmindę. Przed Achalkalaki chwila postoju przed nietypowym mostem – za most na rzece służy (a raczej służył, bo dziś do użytku już raczej się nie nadaje) tu stary… wagon kolejowy. Ot, taka lokalna ciekawostka. Achalkalaki i Ninotsmindę zaliczam tylko przejazdem, ciekawe jest w nich chyba tylko położenie 20-30 km od granic z Turcją i Armenią – typowa gruzińska prowincja.

Z Ninotsmindy pruję prosto na Tbilisi, drogą momentami położoną na ok. 2000 m n.p.m., aczkolwiek z ukształtowania trasy nie wygląda ona na „wysokogórską” – wiedzie szerokimi, płaskimi terenami wzdłuż kilku jeziorek, przez zapomniane gruzińskie wioski. Wysokie położenie sprawia, że człowiek nie zdaje sobie sprawy, że mijane niewielkie pagórki byłyby w polskich warunkach wysokimi górami – na mapach mają one nawet do 2400 m n.p.m. Wieczorna pora sprawia, że prawie w każdej miejscowości trafiam na stada trzody, wracające z pastwisk – wszystkie gospodarstwa wypasają tu swoje krowy i owce chyba wspólnie, a przy powrocie „rozchodzą” się one z niewielką pomocą właścicieli do własnych zagród. Sprawia to, że często trzeba było „przedzierać” się samochodem przez ogromne stada, maszerujące w poprzek lub wzdłuż (lub tak i tak) drogi.

Nietypowy most przed Achalkalaki

Nietypowy most przed Achalkalaki

Nietypowy most przed Achalkalaki

Nietypowy most przed Achalkalaki

Nietypowy most przed Achalkalaki

Nietypowy most przed Achalkalaki

Droga Ninotsminda - Tbilisi

Droga Ninotsminda – Tbilisi

Droga Ninotsminda - Tbilisi

Droga Ninotsminda – Tbilisi

Droga Ninotsminda - Tbilisi

Droga Ninotsminda – Tbilisi

Ten "pagórek" ma 2400 m n.p.m.

Ten „pagórek” ma 2400 m n.p.m.

Na nocleg wybrałem ponownie położoną o 20 km od Tbilisi Mcchetę. Nie w celu jej ponownego zwiedzenia – po prostu upatrzony wcześniej parking pod katedrą wydał mi się nad wyraz dobry na nocleg i poranny dojazd od wypożyczalni samochodów w Tbilisi. A poza tym pod katedrą zapamiętałem sprzedawców czurczeli – gruzińskiego przysmaku, który zamierzałem zabrać do Polski. I tak też się stało – ok.22-giej byłem już w Mcchecie, ulokowawszy się na parkingu, zająłem się kontestacją zakupionej jeszcze na początku mojej gruzińskiej przygody, w Signagi, buteleczki wypełnionej czaczą :)

Następny dzień, ostatnia pełna doba w Gruzji, miał być wypełniony zwiedzaniem Tbilisi i jego atrakcji, których nie widziałem podczas pierwszego dnia pobytu w stolicy.

Pełna galeria zdjęć ze skalnego miasta Wardzia i jego okolic znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Gruzja 2014

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Wardzia, skalne miasto

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi - średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche - monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu - powrót do Mcchety.

Borżomi

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

 

 

0

Autor:

Kategorie: Gruzja, Gruzja 2014, Rok 2014

Z Mcchety do Wardzi. Borżomi i inne atrakcje po drodze.

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

Gruzja 2014, dzień 7 (poprzedni wpis: Mccheta, historia Gruzji i nie tylko w pigułce). Po porannym zwiedzaniu atrakcji Mcchety i okolic, czas na wyjazd w stronę centrum Gruzji, a w zasadzie okrężną drogą na południe, do skalnego miasta Wardzia. W planie po drodze kilka punktów turystycznych i nocleg „gdzieś” przed Wardzią.

Pierwszym punktem postojowym miał być monaster Armazi, położony wysoko na wzniesieniu zaraz za Mcchetą. Wszystko szło dobrze, do momentu wyjazdu samochodem na bardzo stromą drogę pod górę ponad leżącą w dole wsią (wjazd na boczną drogę do monasteru jest nieźle oznaczony) – broń boże nie wybierajcie się tam samochodem osobowym, jest naprawdę stromo i kamieniście. Niestety zaraz ponad wsią na wąskiej drodze zastałem… zaparkowany samochód, którego nijak nie dało się ominąć, a trąbienie nie pomogło – właściciel nie pojawił się. Zostało więc zrezygnować z podjazdu i wycofanie auta stromą drogą w dół (zawrócić też się nie dało). Na początek dnia „zonk” – monasteru Armazi nie będzie. Pozostaje więc napisać, że jest on podobno w kompletnej ruinie, pochodzi z XII w. i nosi imię św.Nino.

Zamiast jechać nudną autostradą w stronę zachodnią, wybieram dalszą trasę boczną drogą, prowadzącą z Mcchety do Gori (tamże można na autostradę wrócić), o dobrej asfaltowej nawierzchni na całej długości. Dzięki temu „zaliczyć” mogę kolejne religijne zabytki Gruzji.  W okolicy wsi Telatgori skręcam w lewo, za kierunkowskazem kierującym do monasteru Kwatachewi (Kvatakhevi). Ale zanim dojadę do niego bardzo złej jakości drogą, stopniowo z częściowo dziurawo-asfaltowej zamieniającą się w kamienistą, przy okazji zwiedzam kompleksu kościoła Magalaant, którego nazwa pochodzi od dawnej znamienitej rodziny, panującej w okolicy (Magaladze).

Kompleks kościelny Magalaant

Kompleks kościelny Magalaant

Kompleks kościelny Magalaant

Kompleks kościelny Magalaant

Droga do monasteru Kwatachewi

Droga do monasteru Kwatachewi

Monaster Kwatachewi

Monaster Kwatachewi

To, co z kompleksu Magalaant pozostało, to resztki obmurowania, wewnątrz którego stoją dwie dzwonnice (jedna jest jednocześnie wejściem na teren kościoła, wybudowana w 1716 r.) oraz sama świątynia, będąca ozdobą kompleksu – nieźle zachowana z zewnątrz, z widocznymi kunsztownymi zdobieniami i ornamentami. Cerkiew, pochodząca z przełomu XII / XIII w. także wewnątrz posiada zdobienia – musiała być kiedyś bardzo atrakcyjna wizualnie, dziś pozostały resztki fresków na ścianach. Druga z dzwonnic, stojąca na terenie kompleksu, datowana jest na XVI / XVII wiek. Całość niestety zarosła wysoko zielskiem dookoła i nie wygląda na pielęgnowaną. Nikogo w kompleksie nie zastałem, mogąc swobodnie poruszać się po jego terenie.

Około 4 km dalej, nadal złej jakości drogą, dojechać można do stojącego na kompletnym odludziu (i na granicy zasięgu komórkowego, o czym będzie za chwilę) monasteru Kwatachewi – typowego gruzińskiego klasztoru, wybudowanego na planie kwadratu z centralnym placem pośrodku. Pochodzi on z przełomu XII / XIII w. i był kiedyś ośrodkiem piśmienniczym – przepisywano tu ręcznie manuskrypty. Małą, wolnostojącą dzwonnicę dobudowano już pod koniec XIX w. Monaster jest nadal czynny, zamieszkują go mnisi, z których jeden (akurat „pilnował” wejścia i tego, by zwiedzający przywdziewali odpowiedni strój, czyli w moim przypadku długie i przerażająco szerokie spodnie) okazał się niezwykle kontaktowy. I tu mała anegdotka.

Na pytanie skąd jestem i odpowiedź „z Polski”, usłyszałem, że mnich (przedstawił się, imienia niestety nie pamiętam) ma kolegę, który kiedyś był w Polsce, a obecnie jest w Paryżu. I jakby nigdy nic, mnich wyciągnął komórkę i… zadzwonił do kolegi w Paryżu, bym sobie… mógł z nim porozmawiać. Po co ? O czym ? Tego już nie powiedział :) Zdążyłem z Paryżem wymienić „hello” i padł zasięg komórki, więc tu dyskusja Polak w Gruzji – gruziński mnich w Kwatachewi – kolega mnicha w Paryżu się urwała, ale zamiast tego zostałem po monasterze oprowadzony przez gadułę, a na koniec nie mogłem odmówić wspólnej fotki. Co jeszcze w Kwatachewi rzuciło się w oczy – byłem tu jedynym turystą, ale ze mną monaster zwiedzały trzy autobusy gruzińskich dzieciaków – znów miałem okazję zobaczyć, że Gruzini dbają o to, by latorośle wyrastały w tradycji i kulturze przodków.

Monaster Kwatachewi

Monaster Kwatachewi

Monaster Kwatachewi

Monaster Kwatachewi

Monaster Kwatachewi, fotka z mnichem

Monaster Kwatachewi, fotka z mnichem

Kiepskawą drogą (możecie jej zdjęcia zobaczyć w galerii) wracam z Kwatachewi do asfaltowej szosy, by nią dojechać przez miasto Kaspi do autostrady, prowadzącej do Batumi. Ale Batumi nie ma na mojej mapie tegorocznego wypadu po Gruzji – kolejnym celem jest Borżomi (Borjomi), którego nazwa ściśle wiąże się z jednym z symbolów Gruzji – wodą Borjomi.

Borżomi to taka gruzińska Krynica, z tym że ma lata świetności za sobą – miejscowość uzdrowiskowa, której magnesem na urlopowiczów są źródła leczniczej, narodowej wody Gruzinów – Borjomi. Być w Gruzji i nie pić Borjomi to jak być w Krakowie i nie widzieć Sukiennic. Borżomi na dobre pojawia się na początku XIX w., kiedy to Rosja zaanektowała sobie Gruzję i okolice odkryli rosyjscy wojskowi notable. Wtedy to (1829 r.) odkryto tu źródła leczniczej wody, a w okolicy zaczęły powstawać rezydencje – wybudował się tu m.in. brat cara Aleksandra II (pałac Likani, dziś obiekt rządowy, niedostępny dla zwiedzających).

W połowie XIX w. otwarto park zdrojowy i pierwszą rozlewnię wody Borjomi. Właściwe źródła znajdują się ok.20 km od miasta, woda jest transportowana do rozlewni rurociągiem. W parku zdrojowym znajduje się także źródełko, z którego można bezpośrednio spróbować tej magicznej ponoć wody.

Woda Borjomi była i jest niezwykle popularna w Rosji. W czasach konfliktu rosyjsko – gruzińskiego na początku XXI w., władze rosyjskie uznały Borjomi za szkodliwą (!) i nałożyły embargo na jej sprowadzanie. Chichot historii polega na tym, że w 2013 r. rozlewnię Borjomi Gruzini, świeżo po konflikcie z Rosją, sprzedali… Rosjanom właśnie. I dziś w Gruzji, kraju z nadal spornymi z Rosją terenami, będącymi de facto poza jurysdykcją władz w Tbilisi, narodową wodę gruzińską sprzedają… Rosjanie. Życie bywa pokręcone.

Borżomi

Borżomi

Borżomi

Borżomi

Borżomi

Borżomi

Borżomi, źródło słynnej wody mineralnej

Borżomi, źródło słynnej wody mineralnej

Borżomi, źródło słynnej wody mineralnej

Borżomi, źródło słynnej wody mineralnej

Borżomi, widok na park zdrojowy z "plateau"

Borżomi, widok na park zdrojowy z „plateau”

Borżomi było bardzo popularnym uzdrowiskiem w czasach komunistycznych. Było celem wielu rosyjskich urlopowiczów i w tym okresie przypadły „czasy świetności” miasta. Pozostał po nich okazały, ale w stanie widocznej rozsypki park zdrojowy, o długości ok. 2 km. Dalej wiedzie leśna ścieżka (kolejne 2 km) prowadząca do niegdysiejszej atrakcji – otwartych basenów, w których można się było w wodzie Borjomi wykąpać. I zdaje się nadal można, choć z dotarcia do basenów zrezygnowałem.

U wejścia do parku znajduje się także stacja kolejki linowej, którą można wyjechać na „plateau”, wzgórze z którego rozpościera się piękny widok na park zdrojowy. Stoi tam też spory, ale chyba też pamiętający czasy ZSRR „diabelski młyn”, czynny. Na „plateau” można także dojechać samochodem, co sam osobiście sprawdziłem. Dla pozostających w okolicach Borżomi na dłużej jest tu jeszcze jedna atrakcja – ogromny park narodowy Borżomi-Charagauli, jeden z największych w Europie – zajmuje ponoć ponad 7% terytorium całej Gruzji.

Ja z Borżomi wyjeżdżam, kierując się na południe. Czas nie czeka, a ja chce dojechać jak najbliżej Wardzi, która ma być główną atrakcją kolejnego dnia. Krótki przystanek mam jeszcze w wiosce Atskuri, przy ruinach twierdzy z wczesnego średniowiecza, bardzo widocznej już z drogi, stojącej na wysokim wzgórzu nad niewielką mieściną. Atskuri prawdopodobnie wybudował już w V / VI w. król Wachtang Gorgasali (to ten, co wg legendy założył Tbilisi). Gruntowną rozbudowę przeszła w X w. i ten okres uznaje się dziś za czas jej powstania. W swojej historii przeszła wiele bitew, zniszczeń i odbudów, a dziś znajduje się w stanie ruiny, nie są tu prowadzone żadne prace rekonstrukcyjne.

Ruiny przy drodze Borżomi - Achalcyche

Ruiny przy drodze Borżomi – Achalcyche

Twierdza w Atskuri

Twierdza w Atskuri

Widoki przy drodze do Achalcyche

Widoki przy drodze do Achalcyche

Twierdza Rabati w Achalcyche

Twierdza Rabati w Achalcyche

Twierdza Rabati w Achalcyche

Twierdza Rabati w Achalcyche

Achalcyche, panorama widziana z twierdzy

Achalcyche, panorama widziana z twierdzy

Prawie do samego Achalcyche trasa wiedzie widokowym brzegiem rzeki Mtkwari (nad nią leżą i Tbilisi, i Mccheta, i Gori, i Borżomi), a w oczy rzuca się – poza widowiskowymi panoramami, duża liczba przerzuconych przez rzekę zjawiskowych wiszących mostków. Jadę wzdłuż Mtkwari z rosnącą ochotą przespacerowania się jednym z nich – w końcu będę miał okazję, ale następnego dnia, całkiem niedaleko Wardzi.

Ostatnim przystankiem siódmego dnia w Gruzji jest miasto Achalcyche, blisko 20-tysięczna miejscowość na południu Gruzji, z której już tylko 20 km pozostaje do granicy tureckiej. Największą atrakcją miasta jest twierdza Rabati, będąca swoistym tyglem kulturowym i historyczną „szklaną kulą”. Wybudowana w XIII w. jako siedziba miejscowych książąt, pozostawała nią przez blisko trzy stulecia. Potem wraz z miastem przeszła we władanie Imperium Osmańskiego, a następnie w skład Rosji. Stopniowo rozbudowywana, zajmuje dziś ponad 7 ha powierzchni, wewnątrz obwarowań zawierając i kościół prawosławny, i meczet z minaretem oraz medresą, i synagogę.

Wstęp do dolnej części twierdzy jest bezpłatny, można stąd podziwiać panoramę fortecy, jak i miasta Achalcyche. Znajduje się tutaj także hotel. Górna część twierdzy jest biletowana (wstęp 7 GEL, dla miejscowych 1 GEL) i to w niej znajdują się: muzeum, meczet oraz forteczne ogrody. Dla chcących jedynie podziwiać widoki wystarczy część dolna, choć muzeum jest ponoć warte pieniędzy za wstęp. Ponoć, bo ja sobie je odpuściłem. Ze względu na zapadający zmrok czasu pozostało jeszcze na zjazd do centrum miasta i posiłek w miejscowej restauracji – nie mogłem sobie odmówić po raz kolejny zjedzenia pysznych gruzińskich chinkali.

Miasto niespecjalnie nadawało się do znalezienia spokojnego miejsca na nocleg w samochodzie. Przyszło mi więc wyjechać poza Achalcyche, gdzie przy świetnej, krętej górskiej drodze, przy samym brzegu Mtkwari, rozbiłem się z moim samochodowym „biwakiem”. Totalne odludzie, zero hałasu, czysta cisza. Miejscówka na nocleg rewelacyjna.  Ale do Achalcyche jeszcze wrócę, kolejnego dnia – twierdza to nie jedyna atrakcja tego miasta. A potem już „rzut beretem” do Wardzi, jednej z największych gruzińskich atrakcji turystycznych.

Pełna galeria zdjęć z trasy Mccheta – Borżomi – Achalcyche znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Gruzja 2014

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Wardzia, skalne miasto

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi - średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche - monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu - powrót do Mcchety.

Borżomi

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

 

 

 

0

Autor:

Kategorie: Gruzja, Gruzja 2014, Rok 2014

Mccheta, historia Gruzji (i nie tylko) w pigułce

Mccheta to dla Gruzinów miejsce wyjątkowe. Uważana za pierwszą historyczną stolicę kraju, z historią sięgającą przyjęcia przez Gruzję chrześcijaństwa. Miejsce koronacji i pochówków gruzińskich królów. No i ta niesamowita legenda o Eliaszu, jego siostrze, świętej Nino i szacie Jezusa…

Gruzja 2014, dzień 6 (poprzedni wpis: Gruzińska Droga Wojenna. Z widokiem na Kaukaz). Trzeci kolejny nocleg w samochodzie urządziłem sobie w samej Mcchecie, nieopodal miejskiej komendy policji, nad zniszczoną przystanią przy rzece Aragvi, tuż przed miejscem, gdzie uchodzi ona do Mtkvari (na skrzyżowaniu tych dwóch rzek leży Mccheta). Do największej atrakcji miasta – katedry Sweti Cchoweli samochodem miałem z tego miejsca może z dwie minuty.

Nikt nie wie, kiedy właściwie Mccheta powstała, są dowody na to, że istniała już ok.tysiąc lat przed Chrystusem. Legenda mówi, że po podbiciu regionu przez Aleksandra Wielkiego (IV w. p.n.e.), wyznaczył on tu swojego namiestnika, który wkrótce został jednak pobity przez miejscowego księcia. Książę ten stworzył później własne królestwo – Iberię, uznawaną za „protoplastę” Gruzji, a w Mcchecie ustanowił jego stolicę i wybudował swoją siedzibę – Armazscyche, leżące po drugiej stronie rzeki Mtkvari. Był III w. p.n.e.

Pomimo różnych historycznych „wichrów”, królestwo Iberii ze stolicą w Mcchecie trwało przez wieki, nawet gdy nadeszło Imperium Rzymskie (formalnie królowie Iberii zaakceptowali zwierzchnictwo rzymskie bez walki). Na początku IV w. z Kapadocji przybyła św.Nino, głosząc naukę chrześcijańską na tyle skutecznie, że przekonała do niej parę królewską Iberii – króla Miriana III i małżonkę. Władca wraz z żoną i czołowymi podwładnymi przyjęli oficjalnie chrześcijaństwo w 337 r., co uważa się dziś za datę przyjęcia chrześcijaństwa przez Gruzję. Co najważniejsze dla tej opowieści – uroczystość „chrztu” Gruzji odbyła się właśnie tu – w Mcchecie.

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli

Ale w tymże IV w. Rzymianie przegrali walkę o dominację na Kaukazie z Persami i oddali Iberię w ich władanie, choć Iberia zachowała pewien stopień autonomii. Persowie wprowadzili własną religię – zoroastrianizm, robiąc z niej drugą oficjalną religię, obok chrześcijaństwa. Niemal równolegle, w V w. ówczesny władca, Wachtang Gorgasali, przeniósł stolicę Iberii do Tbilisi, podobno lepiej przystosowanego do obrony. Ale już w kolejnym wieku Persowie dogadali się z Bizancjum i podzielili Iberię pomiędzy siebie. Tak Iberia przestała istnieć. Ale, co istotne, przez te wszystkie wieki, aż do XIX w., Mccheta pozostała „stolicą” gruzińskiego kościoła prawosławnego, tu odbywały się wszystkie ważne królewskie uroczystości, m.in. koronacje i pogrzeby.

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli, grobowiec Sydonii

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli, grobowiec Sydonii

Dziś Mccheta, 20-tysięczne leniwe miasteczko o niskiej zabudowie, oddalone o 20 km od Tbilisi, żyje w wielkim cieniu obecnej stolicy (grubo ponad milion mieszkańców). Ale nadal jest bardzo ważnym punktem na mapie – tej turystycznej, ale także religijnej – Gruzji i jest w sezonie wprost zalewana falami turystów, zarówno tych indywidualnych, jak i całych zorganizowanych wycieczek fakultatywnych, przywożących np. turystów wypoczywających w Batumi na jednodniowe zwiedzanie.

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli

Pierwszą atrakcję Mcchety – monaster Dżwari ze słynnym krzyżem św.Nino – zdążyłem zobaczyć już poprzedniego dnia przed zmierzchem. Dwie pozostałe najważniejsze atrakcje – katedra Sweti Cchoweli i monaster Samtavro, były z rana zamknięte, wybrałem się więc nieco poza Mcchetę, do monasteru Zedazeni. Wyjeżdżając drogą na północ, minąłem dość okazałe ruiny średniowiecznej twierdzy Bebriscyche, o której nie wiadomo praktycznie nic, poza tym, że stoi na prawym brzegu rzeki Aragvi i miała bronić dostępu do miasta. Popularna nazwa tego miejsca to „Elder’s Fortress” – Twierdza Starszych / Seniorów ?

Odnosi się do niej legenda o dwojgu rodzeństwa: Makrinie (siostra) i Mamuce (brat), dzieciom właściciela zamku, które po jego śmierci mieszkały w nim i rządziły miejscową ludnością. Zły Mamuka podwyższał pomimo próśb siostry podatki chłopom – aż pewnego dnia wylali oni przygotowaną dla nich zupę, czym rozzłościli swojego władcę. Zaczął on gonić poddanych, ale został otoczony przez węże. W przypływie strachu obiecał Bogu, że jeśli go uratuje, on zostanie mnichem. I takoż się stało. Makrina także wstąpiła do zakonu, dożywając w nim wieku 70 lat. Kiedy zmarła, na jej pogrzebie zjawił się stary brodaty mężczyzna – Mamuka, który ucałował czoło siostry, mówiąc „Wypełniliśmy swoją obietnicę”, po czym upadł i zmarł. Od nich właśnie wywodzi się (wg legendy) nazwa twierdzy.

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli, grobowiec z XI w.

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli, grobowiec z XI w.

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli, grobowiec króla Wachtanga I Gorgasali

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli, grobowiec króla Wachtanga I Gorgasali

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli, grobowiec króla Herakliusza II

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli, grobowiec króla Herakliusza II

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli, grobowiec króla Jerzego XII, syna Herakliusza II

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli, grobowiec króla Jerzego XII, syna Herakliusza II

Mccheta, brama wejściowa do katedry Sweti Cchoweili, z bykami z V w.

Mccheta, brama wejściowa do katedry Sweti Cchoweili, z bykami z V w.

Z centrum Mcchety do monasteru Zedazeni nie jest daleko, ale dość skomplikowany wyjazd z miasta (uwarunkowany specyficznym położeniem na styku dwóch rzek) powoduje, że trasa ma 20 km. Monaster położony jest na wysokim wzgórzu (Zaden), na którym wg legend panowały kiedyś złe moce. I znów wracamy do historii Trzynastu Ojców Syryjskich, przybyłych na tereny dawnej Iberii w VI w. (m.in. monastery Dawid Garedża, Nekresi, Ikalto, Alawerdi) – wszyscy oni przybyli wraz ze swoim nauczycielem, Janem, najpierw właśnie na górę Zaden, gdzie mieszkali i gdzie stali się celem pielgrzymów, ze względu na przypisywaną im moc uzdrawiania.

Wkrótce potem Jan rozesłał swoich uczniów po całej Iberii, sam pozostając na wzgórzu (mieszkał tu w sumie 30 lat), gdzie w końcu zmarł i został pochowany. Za datę założenia klasztoru przyjmuje się 540 r., a obecnie widoczne zabudowania datuje się na VIII w., choć były wielokrotnie odnawiane (ostatnio w 1971 r.). W miejscu pochówku Jana stoi świątynia (jego grobowiec, a także grobowiec jego następcy znajdują się wewnątrz).

Wracam do Mcchety, zwiedzić w końcu najbardziej znane zabytki miasta. Zaczynam od monasteru Samtavro, gdzie stoi prawdopodobnie najstarszy kościół chrześcijański w Gruzji, wybudowany już w IV w. przez króla Miriana, na cześć św.Nino, która nawróciła go na chrześcijaństwo. Kościół pochodzi z okresu zaraz po przyjęciu chrztu przez władcę, czyli z lat 30-tych IV w., ale nie jest to dzisiejsza główna świątynia monasteru, ale mały, niepozorny kościółek stojący zaraz przy wejściu. Na terenie klasztoru przed budową świątyni znajdowały się kiedyś ogrody rezydencji królewskiej Miriana.

Monaster Zedazeni

Monaster Zedazeni

Monaster Zedazeni

Monaster Zedazeni

Monaster Samtavro, kościół z XI w.

Monaster Samtavro, kościół z XI w.

Monaster Samtavro, kościół z IV w.

Monaster Samtavro, kościół z IV w.

Główny kościół monasteru Samtavro wybudowany został w XI w. na miejscu, gdzie kiedyś stał inny IV-wieczny kościół, także wybudowany przez Miriana. We wnętrzach zachowały się freski, pochodzące z XIII-XV w., odzyskane spod warstwy tynku, który położyli Rosjanie w XIX w. Kopuła została odbudowana zaraz po tym, jak zawaliła się w wyniku trzęsienia ziemi w XIII w. Największą atrakcją świątyni są grobowce króla Miriana i jego żony, znajdujące się wewnątrz. Niestety wnętrz nie wolno fotografować.

Monaster Samtavro, kościół z XI w.

Monaster Samtavro, kościół z XI w.

W kompleksie klasztornym znajduje się jeszcze, remontowana w czasie mojej wizyty, trójkondygnacyjna dzwonnica, pochodząca prawdopodobnie z XIII w. oraz mały przyklasztorny cmentarzyk. Na terenie monasteru pochowany został m.in. mnich Gabriel, żyjący w XX w., uznany dwa lata temu za świętego gruzińskiego kościoła prawosławnego. Choć urodzony w rodzinie komunistycznej, już za młodych lat naraził się władzom, przez co był więziony, a nawet uznany za psychicznie chorego. Resztę życia spędził jako mnich, uważany za uzdrowiciela i proroka. Zmarł w 1995 r., a jego grób stał się miejscem masowych pielgrzymek. Nawet olej w lampie, palącej się na jego grobie, uznano za cudowny.

Monaster Samtavro, dzwonnica z XIII w.

Monaster Samtavro, dzwonnica z XIII w.

Monaster Samtavro stoi w samym centrum Mcchety, przy głównym placu z fontannami, przy którym znaleźć też można budynek Muzeum Archeologicznego i dość widowiskowy, nieczynny zdaje się budynek dawnego kina. Zaledwie kilka minut pieszo dzieli to miejsce od największej atrakcji turystycznej Mcchety – katedry Sweti Cchoweli.

Z katedrą w Mcchecie wiąże się legenda, nawiązująca aż do czasów Chrystusa. Najpierw jedno zdanie z historii – mniej więcej w VI w. p.n.e. rozpoczął się okres napływu Żydów w region Mcchety, spowodowany podbiciem Jerozolimy przez króla Babilonii, Nabuchodonozora II (597 r. p.n.e.). 10 lat później w Jerozolimie wybuchł bunt, w wyniku którego babliończycy miasto zburzyli. Tak to Żydzi wylądowali m.in. w Mcchecie, tworząc sporą część ówczesnego społeczeństwa w mieście. Choć żyli w oddali od ojczyzny, nie tracili z nią kontaktu, cały czas utrzymując stosunki z Jerozolimą.

Wracamy do legendy – jeden z Żydów mieszkających w czasach Chrystusa w Mcchecie, Eliasz, pojechał w towarzystwie trzech innych do Jerozolimy na proces Chrystusa u Piłata. Spóźnił się jednak, docierając na miejsce już na ukrzyżowanie. Zdołał odkupić od żołnierzy wierzchnią szatę (chiton) Jezusa, którą zabrał do domu (Ewangelia św.Jana rzeczywiście mówi o tym, że o suknię Chrystusa żołnierze rzucali losy i jeden z nich otrzymał ją w całości). Tu dał ją siostrze, która po wdzianiu jej zmarła i została w niej pochowana.

Na miejscu pochówku siostry Eliasza, Sydonii, wyrosło piękne drzewo, wydzielające rzadki zapach. Jedna z wersji legendy mówi, że drzewa tego nie dało się ściąć, pomogła dopiero modlitwa św.Nino. W każdym razie to właśnie za czasów św.Nino w tym miejscu król Miriam wybudował w IV w. drewniany kościół. Legenda mówi, że jeden ze słupów, wykonany z drzewa z grobu Sydonii (siódmy, wykonano ich siedem), ożył, biorąc swą moc z niebios. Uniósł się do niebios i wrócił na swoje miejsce po całonocnej modlitwie św.Nino. Filar ten miał ponoć moce lecznicze, a aż do średniowiecza kapała z niego mirra. Dlatego też kościół nazwano Sweti Cchoweli – „życiodajny słup”.

W V w. w miejscu kościoła św.Nino król Wachtang Gorgasali (ten, który przeniósł stolicę do Tbilisi) wybudował bazylikę, której niewielkie pozostałości odnaleźli w XX w. archeologowie. Obecnie stojąca katedra wybudowana została w XI w. (ok.1020 r.), a inna legenda mówi, że król Jerzy I, który polecił ją wybudował, po zakończeniu prac obciął prawą rękę architektowi, by ten już nie mógł wybudować nic tak pięknego. Dowodem tego ma być jeden z reliefów na murach świątyni (rzeczywiście przedstawia rękę).

Mccheta, rzeka Mtkvari

Mccheta, rzeka Mtkvari

Mccheta, Muzeum Archeologiczne

Mccheta, Muzeum Archeologiczne

Mccheta, dawne kino

Mccheta, dawne kino

Mccheta, ruiny Bebriscyche

Mccheta, ruiny Bebriscyche

Wnętrza katedry był wymalowane freskami, z których część „dożyła” do naszych czasów pomimo tego, że w XIX w. przed planowaną wizytą ówczesnego rosyjskiego cara (Gruzja była wtedy pod panowaniem rosyjskim), wnętrza świątyni otynkowano na biało, zakrywając wszystkie malowidła. Z V-wiecznego kościoła zachowały się dwie kamienne głowy byków, dziś wiszące na bramie wejściowej na teren katedry.

Na przełomie XIII / XIV wieku we wnętrzach świątyni wybudowano czworoboczną kaplicę, będącą kopią Grobu Świętego z Jerozolimy – miało to na celu podniesienie katedry do rangi drugiego najświętszego miejsca chrześcijańskiego na świecie. W katedrze znajduje się także grób Sydonii, siostry Eliasza z legendy o szacie Chrystusa, znajdują się tu także resztki legendarnego siódmego filaru. Przez całe wieki katedra była najważniejszym kościołem Gruzji, miejscem wszystkich najważniejszych uroczystości z koronacjami i pogrzebami królewskimi na czele. Pochowano tu m.in. Wachtanga I Gorgasali (uważanego za założyciela Tbilisi) czy Herakliusza II. Znaleźć tu można także grobowce zwierzchników kościoła gruzińskiego, jeden z nich pochodzi z czasów budowy katedry (XI w.).

Katedra Sweti Cchoweli w Mcchecie do dziś jest najważniejszym gruzińskim kościołem, siedzibą patriarchy gruzińskiego kościoła prawosławnego. Koronacje i pogrzeby królewskie odbywały się tu aż do XIX w., a dziś jest głównym celem licznych wycieczek turystycznych, zwożących tu turystów z całego kraju – obok mnie katedrę zwiedzała polska wycieczka, wypoczywająca w Batumi. Katedra otoczona jest dziś murami oraz wieżami obronnymi, które dobudowane zostały w XVIII w. Obok murów stoi sala ślubów, sąsiadująca m.in. z informacją turystyczną. Sweti Cchoweli otoczona jest malowniczymi brukowanymi uliczkami, którymi warto po (lub przed) zwiedzaniu tak po prostu się przespacerować. Gdyby nie turyści, Mccheta byłaby niezwykle sennym i leniwym miasteczkiem.

Ulice Mcchety, w tle na wzgórzu monaster Dżwari

Ulice Mcchety, w tle na wzgórzu monaster Dżwari

Ulice Mcchety

Ulice Mcchety

Mccheta, informacja turystyczna i sala ślubów obok katedry Sweti Cchoweli

Mccheta, informacja turystyczna i sala ślubów obok katedry Sweti Cchoweli

Duży parking za katedrą jest praktycznie jedynym miejscem w Mcchecie, gdzie można zostawić na dłuższy czas samochód. Jest płatny za dnia (wjazd 2 GEL, bez względu na długość parkowania) i sąsiaduje z kilkoma restauracjami, a drogę prowadzącą z niego do katedry „okupują” liczne kramy z pamiątkami, gadżetami oraz gruzińskimi specyfikami: czurczelą oraz tklapi (opiszę je przy okazji drugiego przyjazdu do Mcchety – bo jeszcze tu wrócę po kilku dniach).

Na tym kończy się zwiedzanie Mcchety – jest jeszcze jedna atrakcja – most na Mtkvari, a w zasadzie pozostałości antycznego mostu, zwane mostem Pompejusza (wg legendy zbudowały go wojska tego wielkiego rzymskiego wodza w I w. p.n.e.), ale nie udaje mi się ich znaleźć, być może przykryte zostały dość wysoką wodą w rzece. Wyjeżdżam z Mcchety w dalszą drogę po atrakcjach Gruzji – miasto zapamiętam jako perełkę tego kraju. Mccheta nieodłącznie związała się swoją historią z dziejami kraju i regionu, a być może nawet chrześcijaństwa – od szaty Chrystusa z I w., przez wizytę św.Nino i „chrzest Gruzji” w IV w., aż po „stolicowanie” krajem do V wieku i przybycie Ojców Syryjskich w VI w. – można powiedzieć, że to tu zaczęły się dzieje Gruzji i jej związków z chrześcijaństwem, jakże silnych do dziś.

A ja jadę dalej, w stronę skalnego miasta w Wardzi. Ale zanim o nim, odwiedzimy jeszcze kilka atrakcji po drodze, m.in. uzdrowisko Bordżomi. Ale to już w następnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z Mcchety znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Gruzja

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Wardzia, skalne miasto

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi - średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche - monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu - powrót do Mcchety.

Borżomi

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

 

0

Autor:

Kategorie: Gruzja, Gruzja 2014, Rok 2014

Gruzińska Droga Wojenna. Z widokiem na Kaukaz.

Piątego dnia w Gruzji nadszedł wreszcie czas na prawdziwe górskie widoki. Groźnie nazwana Gruzińska Droga Wojenna to dziś przede wszystkim trasa widokowa, wspinająca się prawie na 2400 m i kończąca się (turystycznie) widowiskowym wjazdem pod kościół Cminda Sameba nieopodal miasta Stepantsminda.

Gruzja 2014, dzień 5 (poprzedni wpis: Kachetia. Monastery, monastery, winnice, monastery… cz.2). Nocleg nad malowniczym jeziorem Żinwali (Zhinvali) i pod murami twierdzy Ananuri, poza tym, że w sąsiedztwie młodocianej imprezy, przebiegł spokojnie. Zapamiętałem tylko bezpańskie psy, szwendające się nad brzegiem, nie wyglądające na najedzone, aczkolwiek bardzo przyjaźnie nastawione do ludzi (zapewne dokarmiane często przez turystów). Czas zacząć podróż Gruzińską Drogą Wojenną – celem końcowym jest miasto Stepantsminda i malowniczy kościółek św.Trójcy, górujący ponad nim.

Poranna próba zwiedzenia wnętrz twierdzy Ananuri kończy się fiaskiem – jest zbyt wcześnie i jest jeszcze zamknięta (otwierają ją o godz.9:00). Odjeżdżam więc, obiecując sobie zwiedzanie Ananuri w drodze powrotnej, bo ze Stepantsmindy nie da się wrócić wgłąb Gruzji inaczej niż tą samą drogą.

Jezioro Żinwali

Jezioro Żinwali

Gruzińska Droga Wojenna

Gruzińska Droga Wojenna

Gruzińska Droga Wojenna

Gruzińska Droga Wojenna

Gruzińska Droga Wojenna

Gruzińska Droga Wojenna

Gudauri, Gruzińska Droga Wojenna

Gudauri, Gruzińska Droga Wojenna

Gudauri, Gruzińska Droga Wojenna

Gudauri, Gruzińska Droga Wojenna

Gruzińska Droga Wojenna to ponad 200-kilometrowa trasa wiodąca z Tbilisi do rosyjskiego Władykaukazu, jedyna naturalna droga przebiegająca przez pasmo Kaukazu. Nazwę swoją zawdzięcza czasom z początków XIX w., kiedy to Rosja zaanektowała Gruzję i gruntownie wyremontowała drogę, przystosowując ją do celów militarnych (szybkiego przerzucania wojsk przez Kaukaz). Swoją rolę odegrali wtedy m.in. polscy budowniczowie.

Gruzińska Droga Wojenna to także jedyne czynne przejście graniczne z Rosją – i jedyne do końca legalne, pozostałe znajdują się na terenach spornych i przejazd przez nie nie jest respektowany przez służby gruzińskie. Przejście to działa od 2010 r., a od 2011 r. jest dostępne dla obywateli UE, czyli mogą je przekraczać także Polacy. Trasa od strony Tbilisi stopniowo wspina się górę, przebiegając coraz bardziej malowniczą okolicą. Kulminacyjnym punktem jest Przełęcz Krzyżowa na wysokości 2379 m n.p.m.

Po wyjeździe z Ananuri podstawowym zadaniem było zatankowanie samochodu, gdyż wskaźnik poziomu paliwa nie budził zaufania co do szans na powrót w „cywilizowane” rejony na tym, co było w baku, a nie miałem żadnych informacji, jak dalej przedstawia się sprawa z dostępnością stacji benzynowych.

Trochę czasu i jazdy wśród coraz wyższych zielonych gór minęło, zanim dojechałem do czegoś, co stację benzynową przypominało – znaczy miało jeden mocno sfatygowany dystrybutor, budkę i pana od obsługi. Ale szybko okazało się, że tankowanie będzie niestandardowe, bo w dystrybutorze… skończyła się benzyna. Ale nic to – pan zatankował mi samochód ze stojących za dystrybutorem 5-litrowych plastikowych baniaków po wodzie mineralnej, za pomocą lejka oczywiście. Trochę to trwało, ale koniec końców pojechałem dalej z pełnym bakiem.

Gruzińska Droga Wojenna, pomnik przyjaźni rosyjsko-gruzińskiej

Gruzińska Droga Wojenna, pomnik przyjaźni rosyjsko-gruzińskiej

Gruzińska Droga Wojenna, pomnik przyjaźni rosyjsko-gruzińskiej

Gruzińska Droga Wojenna, pomnik przyjaźni rosyjsko-gruzińskiej

Gruzińska Droga Wojenna

Gruzińska Droga Wojenna

Gruzińska Droga Wojenna

Gruzińska Droga Wojenna

Jazda trasą do Stepantsmindy wręcz zmusza co częstego zatrzymywania się, bo widoki momentami zapierają dech. I to jest przewaga jazdy wynajętym samochodem – można zabrać się z Tbilisi marszrutką, ale wtedy wszystko oglądać można jedynie przez szybę (o ile będzie miejsce przy oknie), a i to tylko z jednej strony. Inną alternatywą jest taksówka z Tbilisi, ale to już są znaczne koszty, daje to jednak możliwość częstszych przystanków. Ja mam wszystko w nosie i zatrzymuję się kiedy chcę, gdzie chcę i na ile chcę.

Z wartych wspomnienia przystanków na pewno warto zatrzymać się w Gudauri, które ambicją władz jeszcze wtedy radzieckich przekształcone zostało w kurort narciarski, do dziś ponoć lubiany przez Rosjan. Gudauri nie powala wielkością i nie ma tu nic do zwiedzania, ale znajdując się na wysokości 2200 m n.p.m. daje możliwość oglądania wysokich szczytów dookoła. No i co ważne, jest tu duża stacja benzynowa ze sporym sklepem, zaopatrzonym nawet we własną „piekarnię” – można tu kupić m.in. świeże i ciepłe chaczapuri.

Również z czasów radzieckich pochodzi stojący niedaleko za Gudauri monumentalny pomnik przyjaźni rosyjsko-gruzińskiej, usadowiony na dużej platformie widokowej – stąd rozpościerają się naprawdę nieziemskie widoki – to punkt obowiązkowy dla każdego turysty. O tym, że dużo tu turystów, świadczy kolejne pokaźne stadko psów szwędających się między samochodami. Platforma widokowa z pomnikiem jest często mylnie uznawana za najwyższy punkt Gruzińskiej Drogi Wojennej – a ten znajduje się jakieś 2-3 minuty jazdy dalej – jest oznaczony stojącym przy samej drodze niezbyt pokaźnym pomniczkiem – jestem na wysokości 2379 m n.p.m., co nie poraża, wszak we francuskich Alpach bywaliśmy już samochodem na ponad 2700 m. Ale widoki są równie piękne. Jakoś mam słabość do górskich dróg widokowych.

Gruzińska Droga Wojenna

Gruzińska Droga Wojenna

Stepantsminda, kościół Cminda Sameba

Stepantsminda, kościół Cminda Sameba

Stepantsminda, kościół Cminda Sameba

Stepantsminda, kościół Cminda Sameba

Stepantsminda, kościół Cminda Sameba

Stepantsminda, kościół Cminda Sameba

Stepantsminda, miasto widziane ze wzgórza kościoła Cminda Sameba

Stepantsminda, miasto widziane ze wzgórza kościoła Cminda Sameba

Kościół Cminda Sameba

Kościół Cminda Sameba

Dalej pozostaje już tylko 25 km do Stepantsmindy – celu większości jadących Gruzińską Drogą Wojenną. To mikro-miasteczko (ok.2 tys. mieszkańców) powróciło do swojej oryginalnej nazwy w 2006 r. (Stepantsminda to „święty Stefan”, wg legendy założyciel monasteru w tym miejscu), w czasach panowania radzieckiego nazywało się „Kazbegi” – ta nazwa jest często używana także dziś. Nazwa prawdopodobnie związana jest z czasami początku XIX w., kiedy Rosja anektowała Gruzję, a miejscowy „władca” nie poparł powstania gruzinskiego (1804 r.), w nagrodę otrzymując rosyjski stopień oficerski majora – ów człowiek nazywał się ponoć „Kazi-Beg”. Co ciekawe, wnuk tego „zdrajcy”, Aleksander Kazbegi, również urodzony w mieście, był potem wybitnym gruzińskim pisarzem – jego muzeum znajduje się w Stepantsmindzie.

Aleksander Kazbegi z kolei, na pewno niechcący, stał się później inspiracją dla… Stalina, który nadał sobie rewolucyjny przydomek, pochodzący od głównego bohatera najbardziej znanego dzieła pisarza („Koba”). I tak historia rodziny Kazbegi zatoczyła koło – od gruzińskiego zwolennika Rosji, przez romantycznego pisarza piszącego o sprawiedliwości i wyzwoleniu z imperializmu, po sowieckiego dyktatora, nic z wyzwoleniem i sprawiedliwością nie mającego wspólnego. Chichot historii.

Ale turystyka zna Stepantsmindę (po polsku Stepancmindę) głównie z sąsiedztwa kościoła św.Trójcy (Cminda Sameba), stojącego na wzgórzu ponad miastem, na wysokości ponad 2100 m n.p.m. Wybudowany w XIV w., z samodzielną dzwonnicą, stojący w odosobnieniu i na sporej wysokości kościół był miejscem, gdzie Gruzini przetrzymywali narodowe relikwie w czasach niebezpieczeństwa.

Cminda Sameba jest dziś najczęściej spotykanym na zdjęciach, „pocztówkowym” obiektem w Gruzji, niejako jej turystycznym symbolem. Jest celem miłośników trekkingu oraz jazdy samochodami terenowymi – ze względu na wyjątkową drogę dojazdową do kościoła – 6,5 km totalnego offroadu – dostępnej wyłącznie dla samochodów terenowych. Widowiskowości świątyni dodaje dodatkowo tło – patrząc od strony Stepantsmindy, stoi na tle góry Kazbek (5033 m n.p.m.), jednej z najwyższych kaukaskich gór – w rzeczywistości góra znajduje się ok.10 km od Stepantsmindy. Jej stale ośnieżony szczyt, wg słoneczne i bezchmurne dni stanowi świetne tło dla kościoła Cminda Sameba.

Zjazd ze wzgórza kościoła Cminda Sameba

Zjazd ze wzgórza kościoła Cminda Sameba

Stepantsminda, "Google market"

Stepantsminda, „Google market”

Sno, wieża obserwacyjna

Sno, wieża obserwacyjna

Boczna droga do Sno

Boczna droga do Sno

Sioni, monaster i wieża obserwacyjna na wzgórzu

Sioni, monaster i wieża obserwacyjna na wzgórzu

Po wjechaniu do Stepantsmindy bez żadnego postoju skierowałem się za znakiem wskazującym skręt z głównej drogi w kierunku świątyni. Ok, postój był, musiałem włączyć GoPro – zadaniem było nagranie całej drogi dojazdowej do Cmindy Sameby – szukałem takiego filmu na YouTube przed wyjazdem, by sprawdzić rzeczywisty stopień trudności tej trasy, ale nie znalazłem. Nagrałem więc własny – pełną drogę ze Stepantsmindy do Cmindy Sameby (nieco ponad 20 minut) znajdziecie tutaj. A poniżej wersja skrócona, takie „the best of…” :)

Jedna ważna uwaga – w miarę wjeżdżania Gruzińską Drogą Wojenną w Kaukaz, stopniowo spadała temperatura – jadąc tu pamiętajcie, że jedziecie w wysokie góry. Wyjeżdżając z upalnego Tbilisi (tego dnia było tam ponad 30 stopni w cieniu), w Stepantsmindzie zastaniecie 14 stopni, a na wzgórzu kościoła będzie 12C. To samo dotyczy wyższych rejonów w trakcie jazdy. Warto wziąć cieplejsze ubranie.

Droga wjazdowa pod Cmindę Samebę to prawdziwa przygoda dla człowieka pierwszy raz w życiu jeżdżącego terenówką. Wypożyczony Nissan Pathfinder spisał się wyśmienicie, a ja miałem naprawdę przednią zabawę podczas ok.25 minut jazdy pod górę. Doły, rowy, spore kamienie i mijanki „na lusterko” ze zjeżdżającymi w dół sprawiły, że nie zauważyłem kiedy minął czas jazdy. A po wyjeździe na szczyt, można poczuć potęgę gór – samochody i ludzie na tle otaczającego kościół krajobrazu wydają się naprawdę niewiele znaczący… To wszystko sprawia, że sama wizyta we wnętrzach kościoła (zakaz fotografowania, pilnowany przez michów) schodzi na plan dalszy. Na wzgórzu można przesiedzieć dowolną ilość czasu, chłonąc widoki w promieniu 360 stopni. Tak po prostu posiedzieć, zapominając o planie dnia, rzeczach do zrobienia i załatwienia, o poszukiwaniu noclegu, zatankowaniu auta i milionie innych nieistotnych rzeczy.

Sno, kamienne głowy

Sno, kamienne głowy

Gruzińska Droga Wojenna, "gruzińskie Pamukkale"

Gruzińska Droga Wojenna, „gruzińskie Pamukkale

Twierdza Ananuri

Twierdza Ananuri

Twierdza Ananuri

Twierdza Ananuri

Twierdza Ananuri, kościół NMP

Twierdza Ananuri, kościół NMP

Twierdza Ananuri, kościół Wniebowzięcia NMP

Twierdza Ananuri, kościół Wniebowzięcia NMP

Twierdza Ananuri, kościół Wniebowzięcia NMP

Twierdza Ananuri, kościół Wniebowzięcia NMP

Twierdza Ananuri, kościół Wniebowzięcia NMP

Twierdza Ananuri, kościół Wniebowzięcia NMP

Twierdza Ananuri, kościół Wniebowzięcia NMP

Twierdza Ananuri, kościół Wniebowzięcia NMP

Ale kiedyś trzeba wrócić, raz że mimo wszystko jakiś plan dnia jest, dwa że czeka kolejna zabawa przy zjeżdżaniu w dół samochodem, trzy – ze Stepantsmindy trzeba zrobić fotkę kościoła z Kazbekiem w tle – bez niej nie ma po co wracać do Polski :) A – jeszcze jedno – jestem, pod szczerym wrażeniem ludzi, wchodzących na wzgórze kościelne na piechotę. Ja bym pewnie odpuścił, albo wsiadł do którychś z licznych taksówek w postaci nieśmiertelnej i leciwej Łady Niwa, niezwykle popularnej w Gruzji, i dał się wywieźć na górę. Choć to nie to samo, co wjechać samemu. Ale wejście piesze – podziw. Dwie trzy godziny drogi pod górę.

Po zjeździe do Stepantsmindy okazało się, że niestety Kazbek wciąż jest w dużej części przykryty chmurami. W oczekiwaniu na zmianę poszedłem na obiad do jednej z restauracji przy głównym placu miasta, z widokiem na Kazbek. Wsunąłem czichirtmę – tradycyjną gruzińską zupę z kurczaka, cebuli i jajek, z masłem dodawanym już na talerzu. Kazbek niestety się nie odsłonił, więc pozostało opuścić Stepantsmindę. Zanim jednak wyjechałem, odwiedziłem chyba najbardziej oryginalne miejsce, jakie widziałem w całej Gruzji, czyli „market Google”, nie mający nic wspólnego z amerykańskim gigantem… sklep spożywczy w centrum miasta. Ot, widać, że prawa autorskie i opatentowane loga jeszcze do Gruzji nie dotarły :)

Czas na powrotny zjazd Gruzińską Drogą Wojenną wgłąb Gruzji. Aby tak po prostu nie wrócić bez żadnej historii, na początek tuż za Stepantsmindą odbiłem na chwilę w lewo, w stronę widocznych z daleka widowiskowych, ośnieżonych szczytów i stojącej przed nimi małej wioski o nazwie Sno. Za Sno kończy się asfalt i zaczyna droga dostępna tylko dla samochodów terenowych, prowadząca w piękną dolinę aż do wioski Juta (Dżuta), tuż u stóp wspomnianych ośnieżonych szczytów (wszystkie grubo powyżej 3000 m). Odpuszczam tę drogę i zatrzymuję się na chwilę w Sno – warto tu rzucić okiem na wieżę obserwacyjną dawnej twierdzy z XVI-XVII w.

Mccheta, monaster Dżwari

Mccheta, monaster Dżwari

W środku wsi, przy centralnie położonym rondzie, znajdziecie jeszcze pomnik króla Wachtanga Gorgasali (tego, który wg legendy założył Tbilisi) oraz nowo wybudowany kościół oraz dom-muzeum obecnego patriarchy Gruzji – Eliasza II – stąd pochodził ojciec głowy gruzińskiego kościoła prawosławnego. A przy drodze dojazdowej ze Sno do drogi głównej zobaczycie jeszcze kamienne głowy – wg jednym to rzeźby głów gruzińskich bohaterów, wg innych poetów – w każdym razie wyglądają oryginalnie.

Zaraz po powrocie na Gruzińską Drogę Wojenną wjeżdżamy do wioski Sioni, w której obok drogi na wzgórzu można pooglądać widowiskowo położony monaster oraz wieżę obserwacyjną. 15 km dalej, a kilka przed powrotem na Przełęcz Krzyżową, polecam stanąć przy „gruzińskim Pamukkale”, naciekach mineralnych pozostawianych przez spływającą ze źródeł wodę. Za dumną nazwą, nawiązująca do słynnej „bawełnianej twierdzy” w Turcji, nie idzie wiele więcej – nacieki przy Gruzińskiej Drodze Wojennej są dużo skromniejsze (na tyle, że mieszczą się całe na zdjęciu zrobionym z 20 metrów), o wiele mniej widowiskowe (brak tarasów, basenów oraz całkowicie mniej atrakcyjny kolor).

Przedostatnią atrakcją tego dnia jest powrót do miejsca ostatniego noclegu, czyli do twierdzy Ananuri. Jej najstarsze części pochodzą z XIII w., była od początku główną fortecą książąt Aragwi. Twierdza Ananuri znajduje się wśród kandydatów do wpisania na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Lepiej zachowana jest górna część fortyfikacji, w tym najbardziej widoczna wieża, zwana Szeupowari. Za murami znajdują się dwa kościoły:

  • kościół NMP, położony wyżej, pochodzący z I połowy XVII w.;
  • kościół Wniebowzięcia NMP, położony niżej, młodszy, wybudowany w 1689 r. Wyróżnia się rzeźbionymi fasadami i wejściami oraz freskami we wnętrzach (część została zniszczona w czasie pożaru w XVIII w.);
Mccheta, monaster Dżwari

Mccheta, monaster Dżwari

Pomiędzy kościołami stoi, niemal przyklejona do murów tego drugiego, stara wieża obserwacyjna z XIII w. – to najstarszy element twierdzy, zachowany do dziś. Wewnątrz murów można także znaleźć wejście do wnętrza wieży Szeupowari. A z dolnych murów twierdzy można rozkoszować się widokiem na jezioro (właściwie sztuczny zbiornik wodny) Żinwali, stanowiący źródło wody pitnej dla Tbilisi, stolicy kraju. Turkusowe wody jeziora w połączeniu z filmową urodą twierdzy dają widok niesamowity.

Mccheta, monaster Dżwari

Mccheta, monaster Dżwari

Końcowym etapem podróży wzdłuż Gruzińskiej Drogi Wojennej jest miasto Mccheta, a właściwie tylko górujący na wzgórzu nad miastem monaster Dżwari (Jvari), wpisany na listę UNESCO. O samej Mcchecie opowiem w kolejnym wpisie, przy okazji jej zwiedzania. A monaster Dżwari wg legendy powstał w miejscu, gdzie kiedyś zatrzymała się na modlitwę św.Nino (ta, która wprowadziła w Gruzji chrześcijaństwo, nawracając ówczesną parę królewską w IV w., jej grób znajduje się w zwiedzanym dwa dni wcześniej monasterze Bodbe nieopodal Signagi) i postawiła tu drewniany krzyż. Krzyż ten zaczął później uchodzić za cudowny i stał się celem pielgrzymek.

W połowie VI w. wybudowano tu pierwszy kościół, a potem, na przełomie VI / VII w. wybudowano obecnie stojącą świątynię. Stopniowo rozbudowywano ją o pomieszczenia służące mnichom oraz mury obronne, których resztki zachowały się dziś dookoła świątyni. Ona jedna zachowała się w jako takim stanie do dziś. Wnętrze jest stosunkowo niewielkie, a centralnym jego elementem jest nadal duży drewniany krzyż. Nadal też Dżwari jest celem wielu pielgrzymów oraz turystów. Obok świątyni znajduje się duży parking, w ciągu dnia dość szczelnie zapełniony.

Z monasteru Dżwari rozciąga się świetny widok na samo miasto Mccheta. Można sprawdzić rozkład starówki, umiejscowionej w widłach rzeki, zorientować się w położeniu głównej turystycznej atrakcji – katedry Sweti Cchoweli. Dla mnie to była także okazja do poszukania z góry miejsca na nocleg. Wytypowałem dwa miejsca, z których jedno odpadło z powodu bycia parkingiem służbowym przy miejskiej komendzie policji :) Drugie, nad samą rzeką, było idealne (nie licząc niestety komarów).

Wracając do monasteru Dżwari – największą sztuką jest dojazd do niego z Mcchety. Trzeba trochę pokluczyć główną drogą, wiedzieć gdzie zjechać, żeby dostać się w końcu na jeden jedyny zjazd w kierunku monasteru. Dalej prowadzi kręta, ale dobra jakościowo droga, wiodąca przez tereny ulubione przez miejscowych jako miejsca piknikowe. Gdy wjeżdżałem, świadczyła o tym liczba samochodów na poboczu i rodzin na trawie, a gdy wracałem – ilość śmieci na tejże trawie… Bliskość świętego miejsca nie przeszkadza Gruzinom w zaśmiecaniu terenów zielonych.

Mccheta, panorama miasta

Mccheta, panorama miasta

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli widziana ze wzgórza monasteru Dżwari

Mccheta, katedra Sweti Cchoweli widziana ze wzgórza monasteru Dżwari

Mccheta, budynek komendy policji (widok ze wzgórza monasteru Dżwari)

Mccheta, budynek komendy policji (widok ze wzgórza monasteru Dżwari)

Armazscyche, ruiny dawnej rezydencji królów Iberii (widok ze wzgórza monasteru Dżwari)

Armazscyche, ruiny dawnej rezydencji królów Iberii (widok ze wzgórza monasteru Dżwari)

I to już koniec jazdy Gruzińską Drogą Wojenną w obie strony. Atrakcji co niemiara, dzień pełen przeżyć i (na szczęście) bez konieczności urządzania ostrych wspinaczek. Piękne górskie widoki wymieszane z barwną i momentami tragiczną historią. Bliskość śnieżnych szczytów i… południowej Osetii, terenu spornego z Rosją i raczej przez turystów pomijanego. Jest co pamiętać.

Odnośnie jakości drogi – chyba Gruzini zakończyli już budowę nawierzchni na Gruzińskiej Drodze Wojennej – w informacjach w sieci z lat poprzednich można znaleźć wiadomości o braku asfaltu na końcowym etapie przed Stepantsmindą – w czerwcu 2014 całą trasę można już przejechać po asfalcie – trafiłem chyba tylko na jeden, stumetrowy odcinek z robotami na poboczu. Po jeździe z Achmety przez Tianeti (70 km w ponad cztery godziny), ta droga jest po prostu rewelacyjna. Zresztą możecie zobaczyć też na video:

O godz.21-wszej byłem już na swojej noclegowej miejscówce nad brzegiem rzeki, z widokiem na wzgórze z podświetlonym monasterem Dżwari, widocznym z każdego miejsca w mieście. Czas lulu, kolejny dzień będzie znów z długą trasą, a na początek: zwiedzanie Mcchety.

Pełna galeria zdjęć z Gruzińskiej Drogi Wojennej znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Gruzja

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Wardzia, skalne miasto

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi - średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche - monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu - powrót do Mcchety.

Borżomi

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

 

0

Autor:

Kategorie: Gruzja, Gruzja 2014, Rok 2014

Kachetia. Monastery, monastery, winnice, monastery... cz.2

Drugi dzień samochodowej jazdy dowolnej po gruzińskiej Kachetii stał pod znakiem rajdu po starych prawosławnych monasterach. Miłe przerywniki to fortece i winnice. Niemiłe – tragiczna jakość niektórych miejscowych dróg.

Gruzja 2014, dzień 4 (poprzedni wpis: Kachetia. Monastery, monastery, winnice, monastery… cz.1). W pierwszej części czwartego dnia w Gruzji rozpocząłem jazdę szlakiem starych kachetyjskich monasterów. Czas na kontynuację opowieści o zwiedzaniu gruzińskiego symbolu sztuki winiarskiej oraz tradycji chrześcijańskiej.

Czas na Telawi, historyczną i obecną stolicę Kachetii, najstarsze gruzińskie miasto, obok Kutaisi, Tbilisi i Mchcety. Znane było już w II w., jako miasto handlowe, leżące na szlaku karawan, jadących z Bliskiego Wschodu do Europy. Stopniowo zyskiwało na znaczeniu, aż zostało stolicą królestwa Kachetii w czasach przed zjednoczeniem Gruzji (XII w.). Po ponownym rozpadzie (XV w.) chwilowo utraciło swe znaczenie na rzecz Gremi, ale w XVII w. ponownie przeniesiono tu stolicę regionu, którą jest do dziś. Szczególnie w rozwoju miasta zapisał się XVIII-wieczny król Kachetii, Herakliusz II. Populacja miasta sięga 25 tys., a znane jest głównie z winiarstwa, które bliskie jest tu religii.

Telawi, mury rezydencji królewskiej

Telawi, mury rezydencji królewskiej

Telawi, mury rezydencji królewskiej

Telawi, mury rezydencji królewskiej

Telawi, mury rezydencji królewskiej

Telawi, mury rezydencji królewskiej

Telawi, centrum miasta

Telawi, centrum miasta

Telawi, pomnik króla Herakliusza II

Telawi, pomnik króla Herakliusza II

Topową atrakcją turystyczną Telawi jest Batoniscyche – rezydencja królewska w centrum dzisiejszego miasta, wybudowana w II poł. XVII w. razem z kościołem, kaplicą i łaźnią. Wspomniany Herakliusz II rozbudował ją, otaczając murami obronnymi (5 m wysokości) z wieloma wieżami oraz budując drugi, większy kościół (spełniający również funkcje obronne). Był tu również sekretny tunel, służący ewentualnej ewakuacji z pałacu. Dziś Batoniscyche jest najlepiej zachowanym średniowiecznym pałacem królewskim w Gruzji. W swoich wnętrzach mieści m.in. lokalne muzeum oraz galerię sztuki. Drugie z wejść prowadzi do szkoły, znajdującej się dziś w obrębie murów fortecy.

W czasie mojej wizyty niestety forteca byłą zamknięta, bez informacji dlaczego i do kiedy. Pozostało mi obejść mury pałacu dookoła – drugie z wejść, to prowadzące do szkoły, pozostawało otwarte, co nie dziwi – szkoła jest czynna w czerwcu. Po obejściu fortecy pozostał mi do zobaczenia pomnik jakże zasłużonego dla Telawi króla Herakliusza II, stojący obok fortecy. Na tym wizyta w Telawi uznana została za zakończoną.

Małe PS. przy okazji – jazda wg wskazówek Google Maps po ulicach miasta Telawi może być niebezpieczna – podczas wyjazdu z miasta, w samym jego centrum, zostałem skierowany na przelotową, trzypasmową ulicę jednokierunkową, tyle że… pod prąd :) Warto zachować zdrowy rozsądek przy korzystaniu z nawigacji – w moim przypadku skończyło się bez przygód, szybko zorientowałem się, że coś jest nie tak i zrezygnowałem ze skrętu w tę ulicę.

Bramy monasteru "nowa Szuamta"

Bramy monasteru „nowa Szuamta”

Monaster "nowa Szuamta"

Monaster „nowa Szuamta”

Monaster "nowa Szuamta", budynek mieszkalny zakonnic

Monaster „nowa Szuamta”, budynek mieszkalny zakonnic

Monaster "nowa Szuamta"

Monaster „nowa Szuamta”

Monaster "nowa Szuamta"

Monaster „nowa Szuamta”

Jedziemy do oddalonej z Telawi o jakieś 10 km na wschód Szuamty – kompleksu monasterów, ukrytych w lesie na wzgórzu. Skręt w boczną drogę do monasterów jest dobrze oznaczony, nie da się nie trafić. Pierwszym w kolejności przy drodze jest „nowa Szuamta”, żeński klasztor wybudowany w XVI w., wciąż czynny (zamieszkały przez mniszki). Na parking pod klasztorem docieram chwilę przed dwoma szkolnymi autobusami z gruzińskimi dzieciakami, dosłownie moment przed tym, jak wypełniły one klasztorny dziedziniec – udało się zwiedzić klasztor samotnie.

Nowa Szuamta, oprócz pomieszczeń mieszkalnych, składa się z dużej świątyni oraz wysokiej dzwonnicy. Klasztor został wg legendy wybudowany przez żonę ówczesnego kachetyjskiego króla, Tinę. W dzwonnicy mieściły się podobno kiedyś salony królowej. Zwiedzanie „nowej Szuamty” wg instrukcji znajdującej się na bramie wejściowej, powinniśmy zacząć od zadzwonienia dzwonkiem w bramie i czekania, aż przybędzie któraś z sióstr, w której towarzystwie odbędziemy rekonesans. Siostry zwyczajowo podobno nie odzywają się do zwiedzających, porozumiewają się bardziej gestami jak słowami. Ja na otwarcie bramy nie doczekałem się mimo kilku dzwonków, sam więc uchyliłem otwartą bramę, udając się do wnętrza świątyni – dopiero w niej dołączyła do mnie młoda siostra zakonna, towarzysząca mi podczas wizyty w cerkwi.

Cerkiew w „nowej Szuamcie” zbudowana została z cegły, wnętrza przyozdobione są freskami z okresu powstania klasztoru, a wśród nich znaleźć można m.in. portrety fundatorów. Kościół został odnowiony później przez króla Herakliusza II, tego samego, którego pomnik i pałac widziałem w Telawi. To w tym kościele pochowano inną osobistość, opisaną w tym wpisie – Aleksandra Czawczawadze (tego z Tsinandali).

Monaster "stara Szuamta"

Monaster „stara Szuamta”

Monaster "stara Szuamta", wnętrze bazyliki z V / VI w.

Monaster „stara Szuamta”, wnętrze bazyliki z V / VI w.

Monaster "stara Szuamta", wnętrze kościoła z VI / VII w.

Monaster „stara Szuamta”, wnętrze kościoła z VI / VII w.

Monaster "stara Szuamta", wnętrze najmniejszego kościoła z VII / VIII w.

Monaster „stara Szuamta”, wnętrze najmniejszego kościoła z VII / VIII w.

Mniej więcej kilometr dalej (wyżej) od „nowej Szuamty” (Akhali Shuamta) znajduje się kompleks „stara Szuamta” (Dzveli Shuamta), nazwany tak nie bez powodu – jest dużo starszy od swojego młodszego brata. Składa się z trzech świątyń – nie ma tu pomieszczeń mieszkalnych, w XVI w. kompleks został opuszczony, prawdopodobnie na rzecz „nowej Szuamty”. Wszystkie trzy znajdujące się tu świątynie to perełki architektury sakralnej oraz ważne zabytki:

  • stojąca jako pierwsza (patrząc od wejścia) bazylika, pochodząca z V (lub VI) w., jeden z najstarszych kościołów w Gruzji;
  • stojący zaraz za nią kościół z VI/VII w., przykryty kopułą, wzorowany podobno na monasterze Dżwari w Mcchecie (niedługo będę tam i ja). Odległość między ścianami obu kościołów to trochę ponad metr;
  • trzeci, najmniejszy, również przykryty kopułą, kościół z VII/VIII w.;

Bazylika jest wewnątrz pomalowana na biało i nie ma żadnych zdobień (poza osmoleniami od palących się świec), natomiast dwa pozostałe kościoły posiadały freski, wykonane ok. XII w. Mała refleksja – gdy po naszych polach biegały hordy półdzikich plemion, w Gruzji w IV czy V wieku ludzie chodzili do kościoła…

Przed kompleksem „starej Szuamty” można trafić na atrakcję dla dzieci – stoją tu mężczyźni z kucykami i końmi – można za drobną opłatą przewieźć pociechę. Gruzińskie szkolne wycieczki korzystały z tego na potęgę. Jak już mowa o wycieczkach dzieci w monasterach – daje do myślenia, jak licznie i często spotykałem w klasztorach autobusy wypełnione dziećmi. Prawie w każdym z nich pełno było dzieciaków, nawet w monasterach mocno oddalonych od głównych dróg i wymagających od kierowcy jazdy po tragicznych bocznych drogach. Bywały takie momenty, że byłem jedynym turystą w monasterze, ale obok mnie zwiedzały go dwie -trzy grupy wycieczkowe dzieci. Gruzini najwyraźniej bardzo dbają o religijność pociech – w tym kontekście nie dziwi tak bardzo religijność dorosłych, okazywana np. przez kilkukrotne żegnanie się przy mijaniu każdej świątyni (dość abstrakcyjnie dla nas może wyglądać np. bus, jadący przez miasto, pełen żegnających się co chwilę ludzi – włącznie z kierowcą).

Monaster Ikalto

Monaster Ikalto

Monaster Ikalto, wnętrze kościoła Przeobrażenia Pańskiego

Monaster Ikalto, wnętrze kościoła Przeobrażenia Pańskiego

Monaster Ikalto, wnętrze kościoła Przeobrażenia Pańskiego

Monaster Ikalto, wnętrze kościoła Przeobrażenia Pańskiego

Monaster Ikalto, kościół św.Trójcy z VI w.

Monaster Ikalto, kościół św.Trójcy z VI w.

Monaster Ikalto, kościół św.Trójcy z VI w.

Monaster Ikalto, kościół św.Trójcy z VI w.

Z Szuamty przemieszczam się w kierunku… a jakże – kolejnego monasteru. To był zdecydowanie dzień prawosławnych klasztorów. Kolejny na liście jest monaster Ikalto, gdzie znów (po monasterach Dawid Garedża i Nekresi) pojawia się wątek Trzynastu Ojców Syryjskich – monaster w Ikalto założył w VI w. kolejny z nich – Zenon, zwany później Zenonem z Ikalto.

Pierwszą świątynią w monasterze była tzw. Sameba (św.Trójcy), mały kościółek wybudowany w VI w. Mniej więcej w tym samym okresie wybudowano też równie niewielką cerkiew Narodzenia NMP,  a później (VII – IX w.) obok nich postawiono, w miejscu gdzie wcześniej pochowano zmarłego Zenona, główną dziś świątynię klasztoru – kościół Przeobrażenia Pańskiego. Grobowiec Zenona nadal mieści się w jego wnętrzach, po prawej stronie obok ikonostasu. Kościół w swojej historii przeszedł wiele rozbudów i zmian (m.in. w XIX w. otynkowano na biało wnętrza, rozbudowano kopułę).

Ale Ikalto to także akademia, słynąca kiedyś z nauk filozofii, założona prawdopodobnie za czasów króla Dawida Budowniczego, w XI/XII w. (jego grób zwiedzałem w monasterze Gelati niedaleko Kutaisi) przez Arseniusza – urodzonego tutaj uczonego, który po naukach w Konstantynopolu, na wezwanie króla powrócił, by pomóc w rekonstrukcji gruzińskiego kościoła (choć tablice przed monasterem mówią o założeniu w VII – IX w.). Także Arseniusz jest pochowany obok Zenona w głównym kościele klasztoru. Sam budynek akademii przetrwał do dziś w ruinie, został zniszczony podczas najazdów Persów w XVII w. A legenda (i tabliczka na ruinach) mówi, że uczył się tutaj sam Szota Rustaweli, narodowy gruziński poeta, żyjący na przełomie XI/XII w.

Monaster Ikalto, kościół Narodzenia NMP z VI w.

Monaster Ikalto, kościół Narodzenia NMP z VI w.

Monaster Ikalto, ruiny budynku Akademii

Monaster Ikalto, ruiny budynku Akademii

Monaster Ikalto, ruiny budynku Akademii

Monaster Ikalto, ruiny budynku Akademii

Monaster Ikalto, ruiny budynku Akademii, tablica upamiętniająca nauki pobierane tu przez Szotę Rustaweli

Monaster Ikalto, ruiny budynku Akademii, tablica upamiętniająca nauki pobierane tu przez Szotę Rustaweli

W Ikalto nie ma nic więcej do zobaczenia. Zapamiętałem jeszcze wizytę w miejscowym sklepie spożywczym, gdzie posłużyłem do trenowania angielskiego córce sprzedawczyni – po usłyszeniu obcokrajowca, kobieta „automatycznie” przełączyła mnie na swą latorośl, która ambitnie toczyła ze mną konwersację i tłumaczyła na angielski nawet wyświetlaną na kalkulatorze kwotę do zapłaty :)

Niejako na „deser” w Kachetii został mi jeszcze jeden monaster do zobaczenia – monaster Alawerdi. Tym samym powiększam „kolekcję” monasterów założonych przez Syryjskich Ojców – ten w Alawerdi założył Józef, przybyły do Kachetii razem z Zenonem z Ikalto, w VI w. Choć właściwie Józef nie założył monasteru, a wybudował tu mały kościół. Właściwy klasztor powstał w jego miejsce dopiero w XI w. Jak na ówczesne czasy, katedra klasztorna była ogromna, dziś jest drugą co do wysokości świątynią w Gruzji (po katedrze św.Trójcy w Tbilisi, wybudowanej raptem kilka lat temu).

Katedra w Alawerdi przeszła kilka renowacji (w XV w. po najeździe Mongołów oraz w XVII w. po trzęsieniu ziemi), ale bryła została zachowana zgodnie z pierwowzorem. Freski zdobiące wnętrza, pochodzące z XI-XIII oraz XV wieku, odrestaurowane zostały dopiero po II wojnie światowej, po tym jak w XIX w. władający Gruzją Rosjanie zamalowali je. Dziś można cieszyć oczy m.in. freskami Matki Bożej z Dzieciątkiem nad ołtarzem, pochodzącymi z XI w.

Monaster Alawerdi jest jednym z nielicznych miejsc kultu religijnego w Gruzji, gdzie przestrzegana jest zasada stroju, odpowiedniego do zwiedzania (żadnych krótkich spodenek czy spódnic – mnisi przy wejściu rozdają kobietom chusty, a mężczyznom długie spodnie). Ściśle przestrzegany i egzekwowany jest też wewnątrz świątyni zakaz fotografowania, pilnują tego również mnisi. Alawerdi, główna świątynia w całej Kachetii, jest bardzo licznie odwiedzana i przez Gruzinów, i przez turystów z zagranicy – to chyba najbardziej zatłoczony monaster (no, może nie licząc słynnej Cmindy Sameby w Stepantsmindzie), jaki widziałem w Gruzji.

Monaster Alawerdi

Monaster Alawerdi

Monaster Alawerdi

Monaster Alawerdi

Monaster Alawerdi

Monaster Alawerdi

Monaster Alawerdi

Monaster Alawerdi

Winnice Kachetii

Winnice Kachetii

Monaster Alawerdi był ostatnim punktem na trasie mojego rajdu po klasztorach Kachetii, najbardziej wysuniętej na wschód prowincji Gruzji. Na krótkich odcinkach pomiędzy poszczególnymi atrakcjami nie sposób było pominąć też tego, z czego Gruzja słynie – wszechobecnych winnic, malowniczo położonych w dolinach z widokiem na wysoki Kaukaz oraz brązowych tablic „Wineroute”, prowadzących do kolejnych producentów słynnych na całym świecie kachetyjskich win. Winnice i monastery – to zdecydowanie dwie rzeczy, które zapamiętam z Kachetii.

Trochę zaskoczony sprawnym zwiedzaniem (monaster Alawerdi opuściłem nieco po godz.17-tej czasu gruzińskiego), musiałem na szybko wymyślić co dalej – pierwotny plan nie miał już więcej punktów do zwiedzania i zakładał, że będę tu pod wieczór i poszukam noclegu w okolicy. Ale że do zmroku pozostało jeszcze kilka godzin, postanowiłem jechac dalej, do Gruzińskiej Drogi Wojennej, która była planowana na dzień następny. Świtała myśl, że może zdążę nią ujechać kawałek, by „zaliczyć” część planu na jutro.

Rzeczywistość szybko zweryfikowała moje plany i sprowadziła mnie na ziemię – droga wybrana na dojazd do Gruzińskiej Drogi Wojennej, czyli trasa Alawerdi – Akhmeta – Tianeti – Zhinvali – całość liczy ok.70 km – okazała się tak tragiczna w jakości, że jej pokonanie zajęło mi resztę dnia. O ile jeszcze dojazd Alawerdi – Akhmeta był w porządku, to odcinki Akhmeta – Tianeti i z małą przerwą w Tianeti, odcinek Tianeti – Zhinvali to kompletny brak nawierzchni i droga momentami tylko dla samochodów terenowych. Nie polecam jeżdżenia tam samochodami osobowymi, w zasadzie w ogóle nie polecam – te 70 km łącznie jechałem równe 4 godziny. No i znów nawiązanie do nawigowania przez Google Maps – wg nich ta droga jest do przejechania w niewiele ponad godzinę – bez komentarza.

Rzeka Ilto za Achmetą

Rzeka Ilto za Achmetą

Droga z Achmety do Tianeti

Droga z Achmety do Tianeti

Droga z Achmety do Tianeti

Droga z Achmety do Tianeti

Poniżej możecie oglądnąć skrócone wersje video (kamera GoPro w samochodzie) z odcinków Akhmeta – Tianeti i Tianeti – Zhinvali. Jeśli macie dużo cierpliwości, albo planujecie mimo wszystko jazdę tą trasą, to mam pełne wersje tych odcinków (ponad 20 minut każdy): tutaj i tutaj.

Po dojeździe na Gruzińską Drogę Wojenną (po godz.21-wszej) wystarczyło mi jeszcze czasu na posiłek w przydrożnej knajpie. Udało się wypróbować tradycyjną zupę gruzińską – charczo, rodzaj pikantnej zupy gulaszowej. A potem już poszukiwania miejsca na drugi gruziński nocleg w samochodzie – po poprzedniej słabo przespanej nocy (o przygodach z nią związanych na końcu tego wpisu) liczyłem na spokojne miejsce. Znalazłem je na brzegu jeziora Żinwali (Zhinvali), u stóp widowiskowej twierdzy Ananuri, jednej z ważniejszych atrakcji turystycznych na Gruzińskiej Drodze Wojennej.

Brzeg Żinwali jest jakby stworzony jako miejsce noclegowe – płaski, niezamieszkany, malowniczo położony, z dobrym zjazdem z głównej drogi, a jednocześnie wystarczająco od niej oddalony, by panowała na nim cisza. Znalazłem na nim cztery kampery, co nieco upewniło mnie w wyborze. Ustawiłem się jakieś 100 m od nich i koło godz.22-giej zacząłem układać się do spania – ale zanim przygotowania skończyłem, okazało się że łatwo nie będzie :) Brzeg okazał się także ulubionym miejscem miejscowej młodzieży, która o zmroku zaczęła dość tłumnie zjeżdżać nad brzeg samochodami. I tak skończyłem, „towarzysząc” niechcący imprezującej kilkadziesiąt metrów ode mnie grupie, która nadjechała, puściła w samochodach muzykę „na fulla”, rozpaliła ognisko i… pobawiła się do 2-giej w nocy… Kolejna noc niedospana, no cóż zacząłem się przyzwyczajać.

Charczo, pikantna zupa gulaszowa

Charczo, pikantna zupa gulaszowa

Jezioro Żinwali (Zhinvali) wieczorem

Jezioro Żinwali (Zhinvali) wieczorem

Twierdza Ananuri wieczorem

Twierdza Ananuri wieczorem

Ale potem było już wyjątkowo spokojnie. A nazajutrz czekała przygoda i największa atrakcja Gruzji – kościół Cminda Sameba – ale o tym już w następnym wpisie o zwiedzaniu atrakcji wzdłuż Gruzińskiej Drogi Wojennej.

Pełna galeria zdjęć ze zwiedzania atrakcji gruzińskiej Kachetii znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Gruzja

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Wardzia, skalne miasto

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi - średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche - monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu - powrót do Mcchety.

Borżomi

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

 

 

0

Autor:

Kategorie: Gruzja, Gruzja 2014, Rok 2014

Kachetia. Monastery, monastery, winnice, monastery... cz.1

Drugi dzień samochodowej jazdy dowolnej po gruzińskiej Kachetii stał pod znakiem rajdu po starych prawosławnych monasterach. Miłe przerywniki to fortece i winnice. Niemiłe – tragiczna jakość niektórych miejscowych dróg.

Gruzja 2014, dzień 4 (poprzedni wpis: Kachetia: monaster Dawid Garedża i miasto Signagi). Po przygodach pierwszej nocy z noclegiem w samochodzie, pobudka nastąpiła przed 7-mą rano czasu gruzińskiego (w Polsce jest dwie godziny wcześniej). Szybkie ogarnięcie się, śniadanie i wyruszam do zwiedzania. Do pierwszego punktu planu mam… 100 metrów, więc się nie nachodzę.

Zgodnie z tym, co znalazło się we wpisie poprzednim, nocleg wypadł mi na szczycie wzgórza, górującego nad miejscowością Gurjaani (Gurdżani), tuż obok murów monasteru Kvelatsminda. O 7-mej rano bramka wejściowa była już otwarta (a może zawsze jest otwarta), więc bez problemu można dostać się na teren klasztoru. Celem jest, stojący ok.200 metrów za bramą, kościół Zaśnięcia NMP, którego datę budowy ocenia się na VIII w. Wg legend miał tu miejsce cud mleka wypływającego ze ścian, stąd podobno jest chętnie odwiedzany przez karmiące matki. Kościół ten jako jedyny w całej Gruzji posiada dwie kopuły. We wnętrzach podobno zachowały się pozostałości fresków ściennych z okresu budowy – podobno, bo minusem wczesnej pory zwiedzania okazało się to, że kościół był zamknięty. Monaster funkcjonuje do dziś.

KML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Gruzja, dzień 4

ładowanie mapy - proszę czekać...

Gruzja, Gurjaani, monaster Kvelatsminda: 41.720209, 45.788097
Gruzja, Kvareli, twierdza: 41.947889, 45.812452
Gruzja, Kvareli, monaster Dubi: 41.940974, 45.824495
Gruzja, monaster Nekresi: 41.972138, 45.767713
Gruzja, Gremi: 42.002140, 45.660114
Gruzja, Tsinandali: 41.896208, 45.567169
Gruzja, Telawi: 41.917519, 45.476307
Gruzja, kompleks monasterów Szuamta: 41.910773, 45.406108
Gruzja, monaster Ikalto: 41.936892, 45.380659
Gruzja, monaster Alawerdi: 42.032305, 45.377054

 

Gurjaani, monaster Kvelatsminda

Gurjaani, monaster Kvelatsminda

Gurjaani, monaster Kvelatsminda

Gurjaani, monaster Kvelatsminda

Kvareli, "urząd miejski"

Kvareli, „urząd miejski”

Kvareli, warownia z XVI-XVIII w., w tle "urząd miejski"

Kvareli, warownia z XVI-XVIII w., w tle „urząd miejski”

Kvareli, warownia z XVI-XVIII w.

Kvareli, warownia z XVI-XVIII w.

Kvareli, monaster Dubi

Kvareli, monaster Dubi

Kvareli, monaster Dubi

Kvareli, monaster Dubi

Czas opuścić monaster Kvelatsminda. Kolejnym celem jest miasteczko Kvareli, małe (niespełna 10 tys. mieszkańców), senne miasteczko, leżące w dolinie rzeki Alazani, u stóp Wielkiego Kaukazu. Znane głównie z pobliskiego jeziora, służącego jako miejsce wypoczynku oraz jako miejsce urodzin Ilii Czawczawadze, XIX-wiecznego pisarza, poety i dziennikarza, który wskrzesił ruch niepodległościowy w Gruzji pod panowaniem rosyjskim. Czawczawadze jest dziś świętym gruzińskiego kościoła prawosławnego.

Kvareli uważane jest za stolicę winiarstwa w Kachetii. Z winiarstwem związana jest kolejna atrakcja miasta – tunele wydrążone w skałach Kaukazu. Dwa długie tunele (łączna długość 7,7 km), łączone ze sobą kilkunastoma galeriami po pół kilometra każda, wydrążone zostały w latach 50-tych XX w. jako obiekt wojskowy (obronny). Ale szybko okazał się nieprzydatny, w związku z czym sprzedano go właścicielom największej winnicy w okolicy (Khareba). Oni dobudowali obok centrum turystyczne, gdzie można dowiedzieć się więcej o winie, a także poddać się degustacji. Oczywiście można też zwiedzić tunel (wstęp 3 GEL). We wnętrzach przechowywane jest ok.25 tys. butelek wina.

Ale nie dla pamięci poety zwizytowałem Kvareli. Dla tunelu też nie – odpuściłem sobie ze względu na napięty „program” dnia. Ot, było po drodze do następnego monasteru (Nekresi), a przy okazji doczytałem się, że znajdują się tu nieźle zachowane pozostałości dawnej twierdzy. I rzeczywiście, nie dość że się znajdują, to i są dobrze zachowane. A dokładnie – odrestaurowane, jak i duża część miasta, która przeszła niedawno gruntowny face-lifting.

Monaster Nekresi, kosciół św.Abibosa

Monaster Nekresi, kosciół św.Abibosa

Droga do monasteru Nekresi, zdjęcie nie oddaje jej stromizny

Droga do monasteru Nekresi, zdjęcie nie oddaje jej stromizny

Monaster Nekresi

Monaster Nekresi

Monaster Nekresi, kościół z VIII / IX w.

Monaster Nekresi, kościół z VIII / IX w.

Monaster Nekresi, dawny magazyn wina

Monaster Nekresi, dawny magazyn wina

Zbyt dużo o warowni w Kvareli nie ma w sieci – pochodzi z XVI-XVIII w., zbudowana została na planie kwadratu, z narożnymi wieżami obronnymi. Dziś stoi przy głównym placu miasta, obok futurystycznego „urzędu miejskiego”, mocno kontrastującego z grubymi murami fortecy oraz okazałego posterunku policji. Plac ma dużo miejsc parkingowych, można tu wygodnie na chwilę zostawić samochód. A wracając do warowni – dostęp do niej był możliwy przez cztery bramy, znajdujące się z każdej strony – dziś przez nie można zobaczyć, do czego wykorzystywany jest dawny warowny dziedziniec – urządzono tam pełnowymiarowe… trawiaste boisko piłkarskie. Otoczone murami, musi zapewne stanowić jeden z najbardziej oryginalnych stadionów.

Stojąc pod murami fortecy i grzebiąc w informacjach na temat Kvareli w telefonie, wygrzebałem niechcący jeszcze jedną atrakcję, niezwykle pasującą do charakteru tego dnia zwiedzania. W Kvareli znajduje się bowiem także… monaster – monaster Dubi, stojący nieco na obrzeżach miasta, całkiem niedaleko od rzeczonego winnego tunelu.

O monasterze Dubi nie ma prawie w ogóle informacji, poza tym że został otworzony w 2000 r., ale na jego terenie stoi zabytkowy kościół z VI w. Teren monasteru jest niewielki i rzeczywiście poza świątynią nie ma tu nic do zobaczenia. A i ze zwiedzaniem samego kościoła był kłopot – wewnątrz trwało właśnie nabożeństwo. Ograniczyłem się więc do obfotografowania z zewnątrz.

Czas już dotrzeć do wspomnianego monasteru Nekresi, w końcu jest już po 9-tej rano :) Położony jest on wysoko na wzgórzu nieco na zachód od Kvareli i dojechać do niego (prawie do niego, o czym dalej) wygodną asfaltową drogą – z Kvareli to raptem jakieś 12 km. Cały trik tkwi w tym, że droga kończy się u podnóża wzgórza, na którego szczycie położony jest monaster. Tabliczka na szlabanie mówi, że dalej można udać się albo pieszo, albo zabrać się marszrutką (busem), odjeżdżającą z parkingu przy końcu drogi – bilet 1 GEL – tylko ta marszrutka odjeżdża bez żadnego rozkładu jazdy, tylko wtedy, gdy się zapełni. A droga od szlabanu do monasteru ma 1,5 km.

Winnice Kachetii

Winnice Kachetii

Gremi, wzgórze z kościołem św.Archaniołów

Gremi, wzgórze z kościołem św.Archaniołów

Gremi, kościół św.Archaniołów

Gremi, kościół św.Archaniołów

Gremi, kościół św.Archaniołów

Gremi, kościół św.Archaniołów

Gremi, kościół św.Archaniołów

Gremi, kościół św.Archaniołów

A o 9-tej rano na parkingu byłem sam, a marszrutki w ogóle nie było, nie mówiąc nawet o jej zapełnieniu. Ale co tam, nie jestem inwalidą, żeby nie przejść 1,5 km. Praktycznie zaraz za szlabanem, nieco na zachętę, można zobaczyć stojący przy drodze mały kościół, poświęcony Abibosowi, legendarnemu twórcy monasteru, jednemu z Trzynastu Ojców Syryjskich (innych z tego grona, Dawid z Garedży, stworzył monaster, w którym byłem dnia poprzedniego).

Nekresi w I w. p.n.e. pojawia się w dokumentach jako starożytna osada. W IV w. n.e. ówczesny władca otoczył ją murami, a jego następca wybudował tu pierwszy kościół. Zachował się on do dziś i jest jednym z najstarszych świątyń na terenie całej Gruzji. W czasach gdy Gruzja przechodziła na chrześcijaństwo, stąd król prowadził swoją krucjatę nawracającą.

W VI w. przybył do Nekresi rzeczony Abibos, obejmując funkcję miejscowego biskupa i aktywnie chrystianizując region, pomimo tego, że był on wtedy pod władaniem perskim, zwalczającym chrześcijaństwo. Abibos został ujęty i uwięziony za zalanie wodą świętego ognia zoroastriańskiego w świątyni (wg tej religii ogień jest święty, pali się w każdej świątyni i jest stale podtrzymywany). Biskup został skazany na śmierć i ukamieniowany.

Wracając do „spaceru” drogą do monasteru. Droga prowadząca na górę jest dobrej jakości, wygląda na świeżo wybrukowaną. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie… potworna jej stromizna. Jeśli odwiedzicie kiedyś Nekresi, przygotujcie się na dłuuuuuugi spacer pod stromą górę – te 1.5 km, jak podają przewodniki, idzie się mniej więcej 45 minut – sprawdziłem w praktyce. W lecie, w pełnym słońcu (na szczęście to były dopiero okolice godz.10-tej rano w Gruzji), ta odsłonięta, praktycznie bez grama cienia droga daje się naprawdę w kość. Sytuację ratują trzy stanowiska „do odpoczynku”, ale nie zapomnijcie zabrać ze sobą wody – naprawdę się przyda.

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Monaster Nekresi składa się z kilku historycznych perełek: wspomnianego już kościoła z IV w., bazyliki z VI/VII w., stojącego obok pałacu biskupiego z VIII w., połączonego z „marani” (magazynem wina, dziś pustym) oraz z dobudowaną w XVI w. wysoką wieżą oraz kościoła z VIII/IX w. Nekresi było wielokrotnie w swojej historii najeżdżane, zostało ostatecznie zniszczone w XVIII w., ale niedawno klasztor gruntownie odrestaurowano i w tej chwili prezentuje się całkiem atrakcyjnie. No i ze wzgórza klasztornego rozciągają się niezwykłe widoki na dolinę.

Zejście drogą z monasteru jest już banalne, w porównaniu z wejściem, stroma droga tym razem jest plusem. Na parkingu u podnóża klasztornego wzgórza można chwilę odpocząć – jest przygotowana odpowiednia infrastruktura (ławki, zadaszone stoliki, nawet toaleta). I można ruszać dalej, kolejne kilkanaście kilometrów, do Gremi.

Gremi to dziś mała wieś, a może miasteczko, która jest swego rodzaju meteorem w historii Gruzji. Przeleciało przez nią, zaświeciło na krótko i znikło w ciemnościach. Gremi pojawia się w historii już w epoce brązu – odnaleziono tu elementy, pochodzące z I tysiąclecia p.n.e. – dziś pokazywane są w miejscowym muzeum. Ale tak naprawdę Gremi pojawiło się w gruzińskiej historii raptem na 150 lat, w 1466 r., kiedy to zostało stolicą królestwa całej Kachetii (to był okres, kiedy rozpadła się jednolita Gruzja). Gremi stało się wtedy centrum politycznym (mieszkał tu król), ekonomicznym i kulturalnym regionu.

Miasto dzieliło się wtedy na trzy części: część królewską z pałacami, basenami, saunami i fontannami; część ze świątynią św.Archaniołów oraz zamkiem oraz część handlową, najbardziej ruchliwą, z karawanserajami, sklepami i rezydencjami mieszkalnymi. Całość zajmowała 40-50 ha. Najważniejszą dziś częścią Gremi jest oczywiście wzgórze ze stojącym na nim kościołem św.Archaniołów, zamkiem, dzwonnicą i magazynami wina. Odkryto także sekretny tunel, prowadzący na brzeg przepływającej obok rzeki.

Droga do jaskiń w Kisischewi

Droga do jaskiń w Kisischewi

Kościół św.Archaniołów wybudowany został w 1565 r. z kamienia, na planie krzyża. Posiada jedną, strzelistą kopułę. We wnętrzach jest bogato zdobiony – freski pochodzą z 1577 r. W dzwonnicy znajduje się wspomniane wcześniej muzeum (wstęp płatny) z „łupami” z wykopalisk na terenie Gremi. Cały kompleks wraz z zamkiem otoczony jest pokaźnym murem.

Ale to nie koniec atrakcji Gremi – ok.200 m za wzgórzem z kościołem i zamkiem, znajduje się wejście na teren ruin dawnej części handlowej miasta z czasów jego świetności. Tu znajduje się niewielki parking, na którym można zostawić samochód. Teren jest dobrze urządzony, łącznie z wyłożeniem alejek dla zwiedzających. Na miejscu znajduje się kilka historycznych obiektów: pozostałości świątyń (w XVII w. było ich tu kilkanaście), karawanseraj, łaźnia i nikłe części innych obiektów. Znajdziecie tu także restaurację / kawiarnię oraz sklep z pamiątkami. Jest nawet huśtawka dla dzieciaków. Wstęp jest bezpłatny.

Czas na dalsze zwiedzanie. Tym razem w kierunku Telawi, dzisiejszej stolicy Kachetii. Ale najpierw chcę zobaczyć jaskinie nieopodal wioski Kisischewi. Wjeżdżam więc do Telawi, ale zamiast do centrum miasta, kieruję się ok.7 km na wschód, gdzie pomiędzy wioskami Kisischewi a Tsinandali, przed mostem na rzece, wiedzie w prawo droga do jaskiń. Ze skrętu do jaskiń jest następne 7 km (nie ma żadnych oznaczeń, trzeba skręcać „na czuja”). Ale droga okazuje się tak podłej jakości i ma tyle odnóg w bok, że stwierdzam, że dotarcie do jaskiń zajmie mi zbyt wiele czasu – rezygnuję i wracam do głównej drogi.

Teraz czas na samo Tsinandali, posiadające jedną atrakcję – dawną rezydencję Aleksandra Czawczawadze wraz z ogromnymi ogrodami. Aleksander Czawczawadze to niezwykle barwna postać, poeta oraz żołnierz, żyjący na przełomie XVIII i XIX w. Urodzony w Rosji, ale w gruzińskiej, wysoko postawionej rodzinie, już za młodych lat uczestniczył w antyrosyjskim powstaniu. W niewoli powstały jego pierwsze poematy. Potem nastąpił „zwrot” i Czawczawadze walczył w wojskach rosyjskich przeciwko kolejnemu gruzińskiemu powstaniu oraz przeciwko Napoleonowi. Na koniec służby, już w stopniu generała rosyjskiego, został wojskowym administratorem gruzińskiej Kachetii i osiadł właśnie w Tsinandali.

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

W swojej posiadłości wybudował winnice i rozpoczął produkcję znanego do dziś białego wina „Tsinandali”. Trzy lata później znów „zwrotka” i udział w kolejnym powstaniu i znów aresztowanie i niewola. Ułaskawienie i walka w wojskach rosyjskich na Kaukazie. Zginął w wypadku konnym w Tsinandali. Dziś uważany jest za ojca gruzińskiego romantyzmu w literaturze. Inny z gruzińskich romantyków, Barataszwili, tworzył swe dzieła nieszczęśliwie zakochany w jednej z córek Czawczawadze. Jego posiadłość w tej miejscowości przekształcono w muzeum. Można tu pospacerować po 18-hektarowym parku, jako pierwszym w Gruzji urządzonym przez europejskich projektantów, zrewitalizowanym w 1887 r., już po śmierci właściciela. Można tu znaleźć wiele drzew i roślin na co dzień nie występujących w Gruzji, pochodzących z Europy, Azji i obu Ameryk.

Oczywiście możliwe jest zwiedzanie także rezydencji Czawczawadze (choć zabronione jest robienie we wnętrzach zdjęć). W środku często organizowane są wystawy sztuki znanych artystów (wystawiano tu m.in. dzieła Pablo Picasso i Salvadora Dali). Bilety pozwalające na zwiedzanie parku i rezydencji kosztują 5 GEL (sam park: 2 GEL). Królują tu wszechobecne wycieczki szkolne, stąd bywa tu gwarno i głośno. Czas odwiedzić stolicę Kachetii – Telawi, ale to (i kolejne stare monastery) będzie już w następnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć monasterów gruzińskiej Kachetii znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Gruzja

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Wardzia, skalne miasto

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi - średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche - monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu - powrót do Mcchety.

Borżomi

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

 

0

Autor:

Kategorie: Gruzja, Gruzja 2014, Rok 2014

Kachetia: monaster Dawid Garedża i miasto Signagi

Smakoszom wina Kachetii przedstawiać nie trzeba, ten region to stolica gruzińskiego szlachetnego trunku. Ale to nie jedyna atrakcja. Równie prawdziwe byłoby „Kachetia monasterami stojąca” – ilość prawosławnych cerkwi i klasztorów nie ustępuje tu ilości winnic.

Gruzja 2014, dzień 3 (poprzedni wpis: Pierwszy dzień w Tbilisi). Nocleg w Tbilisi upłynął bez większych przygód. Rano zabieram tobołki (czyt. plecak) i żegnam się na pięć dni z gospodarzem w Guesthouse’ie Nice – jeszcze tu wrócę po zakończeniu samochodowego objazdu Gruzji. A teraz czas na odebranie czterokołowego cacka – mojego domu na najbliższe pięć dni. Wyjście na ulicę Kote Abkhazi niemal natychmiast skutkuje zatrzymaniem taksówki i za 7 GEL dojeżdżam na ulicę Erekle Tatiszwili, gdzie mieści się firma o szumnej nazwie „Jeep Rent LTD”, czyli wypożyczalnia samochodów.

Samochód na potrzeby gruzińskiej wyprawy rezerwowałem z dużym wyprzedzeniem (wyjazd w czerwcu, rezerwacja w styczniu). Po początkowych problemach (strona podawała inne ceny niż obowiązywały w czerwcu – podobno nie była jeszcze w styczniu przygotowana do cen w szczycie sezonu), cała reszta poszła sprawnie – cena uzgodniona mailowo wynosiła sporo – 80$ za dobę – wypożyczany samochód to terenowy Nissan Pathfinder 3.5l. Dopłata za GPS wynosi 10$ za dobę – zrezygnowałem – gruzińska karta SIM + pakiet internetowy + mój telefon + Google Maps – taki był mój plan na nawigację samochodową.

Środek transportu i hotel w jednym, czyli wypożyczony Nissan Pathfinder

Środek transportu i hotel w jednym, czyli wypożyczony Nissan Pathfinder

Wyschnięte jezioro tuż przed wsią Udabno

Wyschnięte jezioro tuż przed wsią Udabno

Udabno, "polski" Oasis Club

Udabno, „polski” Oasis Club

Udabno, "polski" Oasis Club

Udabno, „polski” Oasis Club

Udabno, "polski" Oasis Club

Udabno, „polski” Oasis Club

Udabno, "polski" Oasis Club i polskie danie :)

Udabno, „polski” Oasis Club i polskie danie :)

Udabno, "polski" Oasis Club i Pan Tadeusz po rosyjsku

Udabno, „polski” Oasis Club i Pan Tadeusz po rosyjsku

Na miejscu Nino, czyli kobieta, z którą korespondencyjnie załatwiałem rezerwację, zaskoczyła mnie promocją – cena spadła do 65$ za dobę. W życiu nie zrozumiem idei dawania zniżki klientowi, który zaakceptował już cenę – ale przecież kłócił się nie będę :) Do wypożyczenia samochodu potrzebne są standardowe dokumenty – paszport i polskie prawo jazdy. Z góry opłaca się całą rezerwację, a dodatkowo trzeba zostawić 200$ jako zwrotną kaucję. W tej konkretnej wypożyczalni można płacić bezpośrednio dolarami, lub po przeliczeniu gruzińskimi lari, a nawet w euro. A nawet kartą :) Gdy odbierałem swojego Nissana, wypożyczalnia nie miała już żadnych wolnych samochodów, wszystkie zostały wypożyczone (skąd więc ta promocja ? ;-)) wraz z kierowcami – taką usługę też można w car-rent.ge zamówić.

Dla polskich kierowców, w większości przyzwyczajonych do manualnej skrzyni biegów – wszystkie samochody w car-rent.ge są automatami (to chyba standard w tamtejszych wypożyczalniach). Jeśli ktoś wcześniej automatem nie jeździł, radzę poszukać znajomych z automatem i choć przez chwilę spróbować „przestawić” się już w Polsce. No i zaznajomić się z oznaczeniami transmisji w samochodzie (P,D,N,R itp.). Bo bez tego będzie Wam i ciężko w ogóle z samochodem na początku, a już wyjechanie automatem pierwszy raz w życiu na zatłoczone centrum Tbilisi (w którym leży wypożyczalnia) trącić będzie już lekkomyślnością. Ja, choć miałem za sobą półgodzinne „szkolenie” w Polsce, i tak potrafiłem odruchowo „zmienić bieg” w automacie w trakcie jazdy, na ruchliwej przelotówce w Tbilisi (co zaskutkowało oczywiście hamowaniem samochodu z piskiem opon). Ale na tym przygody z przystosowaniem do automatu na szczęście się skończyły.

Przez całe 5 dni, w związku z ogromną radochą z jazdy po Gruzji, i w związku z brakiem potrzeby, nie zdążyłem zaglądnąć do „papierów” samochodu, więc nie wiem, jak bardzo był wiekowy. Najnowszy nie był na pewno, wnioskując po wyglądzie wnętrza (nie to, żeby był zniszczony, był po prostu „w starszym stylu”, miał nawet kieszeń na… kasety magnetofonowe :) Na pewno była to wersja amerykańska, bo licznik prędkości wyskalowany był w milach, co automatycznie zwolniło mnie z wyrzutów sumienia nt. zbyt szybkiej jazdy :) Żart. Lekko telepała się tylna klapa bagażnika, ale kto by się tam tym przejmował. Ważne, że działało gniazdo zapalniczki – cała moja elektronika miała być przez 5 dni z niego ładowana i wiązałem z nim ogromne obawy.

W drodze do monasteru Dawid Garedża

W drodze do monasteru Dawid Garedża

W drodze do monasteru Dawid Garedża

W drodze do monasteru Dawid Garedża

Monaster Dawid Garedża

Monaster Dawid Garedża

Monaster Dawid Garedża

Monaster Dawid Garedża

Monaster Dawid Garedża

Monaster Dawid Garedża

Monaster Dawid Garedża, grobowiec założyciela, mnicha Dawida z Garedży

Monaster Dawid Garedża, grobowiec założyciela, mnicha Dawida z Garedży

Poza jedną opisaną wyżej przygodą, nic się więcej nie działo i z Tbilisi udało mi się wyjechać w pożądanym kierunku (Google Maps działa :)). Za miastem postój i „obczajanie” samochodu, a przede wszystkim sprawdzenie, czy rzeczywiście (tak jak wyczytałem przed wyjazdem w sieci) złożenie tylnych siedzeń zaowocuje płaską podłogą w samochodzie – wszak miałem w nim 5 nocy spać – specjalnie po to zabierałem do Gruzji śpiwór i karimatę. I znów pełny sukces – podłoga płaska jak… nie powiem co. Koniec emocji związanych z samochodem, wracam do trybu zwiedzania. W końcu wjeżdżam do Kachetii. I teraz trochę o niej.

Na początek małe nawiązanie do naszej lutowej podróży po wschodniej Turcji i do formacji uważanej za szczątki Arki Noego, leżącej nieopodal tureckiego Doğubeyazıt. Otóż wg Księgi Rodzaju podczas biblijnego potopu wyginęła cała populacja ludzka, za wyjątkiem rodziny Noego, która na nowo zapoczątkowała plemię ludzkie. I teraz mała wycieczka po drzewie genealogicznym Noego: miał on trzech synów, wśród których był Jafet. Najstarszym synem Jafeta był Gomer, który z kolei miał trzech synów, wśród których najmłodszy był Togarma.

Tenże Togarma uważany jest za praprzodka wszystkich ludów Kaukazu, ze szczególnym uwzględnieniem Gruzinów, Ormian i części Turków. On znów miał kilku synów (uważanych za „ojców” poszczególnych kaukaskich ludów), w tym jednego o imieniu Kartlos. Kartlos wg podań założył prowincję Kartli, a potem zjednoczył gruzińskie ludy w jeden naród. Ale opowieśc o Kachetii nie dotyczy Kartlosa, a następnego pokolenia i jego syna Kafosa – to on jest uważany za twórcę Kachetii. Prawda „historyczna” o Kachetii pojawia się w VIII w., kiedy to istniało już księstwo Kachetii ze stolicą w Telavi. Później przywódcy Kachetii aktywnie uczestniczyli w próbach zjednoczenia narodów gruzińskich, a gdy to w końcu nastąpiło, Kachetia stała się silnym ośrodkiem administracyjnym.

Wzgórze nad monasterem Dawid Garedża, widok na stronę gruzińską...

Wzgórze nad monasterem Dawid Garedża, widok na stronę gruzińską…

...i widok na stronę azerską

…i widok na stronę azerską

Panorama Azerbejdżanu

Panorama Azerbejdżanu

Granica gruzińsko-azerska

Granica gruzińsko-azerska

Monaster Dawid Garedża, skalne groty

Monaster Dawid Garedża, skalne groty

Monaster Dawid Garedża, skalne groty od strony Azerbejdżanu

Monaster Dawid Garedża, skalne groty od strony Azerbejdżanu

Gdy Gruzja rozpadała się w XV w., Kachetia stworzyła z powrotem własne państwo, tym razem królestwo, ze stolicą w Gremi. Ale gdy w XVII w. Gremi zostało zniszczone przez Persów, stolicą znów zostało Telavi – i jest nią do dziś. Na początku XIX w., razem z całą Gruzją, Kachetia została anektowana przez Rosję. W 1991 r., gdy Gruzja odzyskiwała niepodległość, Kachetia została jedną z jej prowincji.

Dziś Kachetia kojarzy się przede wszystkim z winnicami i winem, jest niekoronowaną perłą gruzińskiego winiarstwa. Całą Kachetia usłana jest brązowymi tablicami drogowymi z napisem „Wineroute”, prowadzącymi do kolejnych winiarni. Wino domowej roboty wytwarzane jest praktycznie przez wszystkich i jego kupienie nie stanowi absolutnie żadnego problemu – wręcz trudno jest go nie kupić. Ale Kachetia to także kraina wręcz usłana zabytkami sakralnymi, cerkwiami i monasterami, o naprawdę długiej historii. Często są to perełki architektoniczne czy artystyczne. I do tej właśnie Kachetii zawitałem – i za winem, i za chęcią zobaczenia tychże monasterów, rozsianych po całym regionie.

Pierwszym celem jest jedna z turystycznych ikon Gruzji – skalny monaster Dawid Garedża (David Gareji), oddalony od centrum Tbilisi o mniej więcej 100 km. Ta setka była w sam raz, żeby przyzwyczaić się na prostej, dobrej asfaltowej drodze do jazdy nowym samochodem. Trasa właściwie bez historii, na drodze S5 za Sagaredżo (Sagarejo) jest wyraźnie oznaczony skręt w prawo, a dalej już prosto do celu. Pierwszą zauważalną atrakcją (poza spalonym słońcem, momentami stepowym wręcz krajobrazem) stało się wyschnięte, słone – sądząc po pozostałym białym osadzie – jezioro tuż przed miejscowością Udabno. Mocno kontrastowało z wyschniętą zielenią pagórków dookoła.

Kolorowy krajobraz po gruzińskiej stronie Dawid Garedża

Kolorowy krajobraz po gruzińskiej stronie Dawid Garedża

Droga w okolicach Udabna

Droga w okolicach Udabna

Droga w okolicach Udabna

Droga w okolicach Udabna

Monaster Bodbe

Monaster Bodbe

Monaster Bodbe

Monaster Bodbe

Monaster Bodbe, zabudowania gospodarcze

Monaster Bodbe, zabudowania gospodarcze

Monaster Bodbe

Monaster Bodbe

Wspomnieć należy o samym Udabnie, bo warto. W środku tej niepozornej, wydawałoby się zapomnianej wsi niedaleko granicy z Azerbejdżanem, ok.10 km przed monasterem, przy głównej drodze, stoi niezbyt reprezentacyjny, biały budynek, wyglądający nieco jak poskładany z białych klocków. Dużych klocków. To restauracja Oasis Club. Nie byle jaka restauracja, co widać już na wejściu, gdzie dumnie, obok gruzińskiej, wisi także… polska flaga. Aż dziw bierze, że na pomysł miejsca, w którym można wypocząć przed – a zwłaszcza po – zwiedzaniu monasteru (wierzcie, mi przy ponad 30-tu stopniach w cieniu – a gdzie tam znaleźć cień ?, przybytek z zimnymi napojami to zbawienie), nie wpadli miejscowi, musieli to zrobić przybysze z dalekiej Polski.

Oasis Club jest dość znany wśród odwiedzających, lub planujących odwiedzić Gruzję. Jak nie przeczytacie o niej przed wyjazdem, to na pewno natkniecie się nań podczas wyprawy do Dawid Garedża. Naprawdę sporo Polaków tam się musi przewijać, bo podczas może godziny pobytu słyszałem mnóstwo polskich głosów, podjeżdżających kolejnymi samochodami i busami wycieczkowymi. Gospodarzy możecie znaleźć na Facebooku lub poczytać o nich w dość licznych artykułach, ot choćby w Wysokich Obcasach (dodatku do Wyborczej). Ludzie z pasją, lokal z klimatem.

Choć podczas planowania wyjazdu czytałem o Oasis Club, nie planowałem stopu. Ale na takim odludziu polska flaga sprawia, że człowiek zatrzymuje się automatycznie. Z chęci zobaczenia tego miejsca z bliska zrobiły się dwie wizyty – nie mogłem nie skorzystać z zaproszenia na „ziemniaki ze zsiadłym mlekiem” w drodze powrotnej z monasteru, choć z początku propozycja wydawała się jakaś abstrakcyjna :) Tyle że po saunie, jaką zafundowała mi pogoda i wspinaczka pod granicę azerbejdżańską, zdecydowanie zmieniłem zdanie.

Panorama Signagi

Panorama Signagi

Signagi, XVIII-wieczne mury obronne

Signagi, XVIII-wieczne mury obronne

Signagi, wejście na jedną z wież obronnych, z cerkwią św.Stefana wewnątrz

Signagi, wejście na jedną z wież obronnych, z cerkwią św.Stefana wewnątrz

Signagi, we wnętrzu dawnej wieży obronnej

Signagi, we wnętrzu dawnej wieży obronnej

Signagi, kościół św.Stefana  we wnętrzu dawnej wieży obronnej

Signagi, kościół św.Stefana we wnętrzu dawnej wieży obronnej

Signagi, kościół św.Jerzego

Signagi, kościół św.Jerzego

W Oasis Club znajdziecie i zimne napoje (niektóre zimne, ale rozgrzewające, np. znany lokalny napitek – Żołądkowa Gorzka :)) i coś do zjedzenia, w większości frykasy typowej kuchni gruzińskiej. Ale znajdziecie tu i zupę pomidorową, i wspomniane ziemniaczki ze zsiadłym mlekiem. Wielojęzyczna klientela, w momencie mojego pobytu z przewagą polskiego, tworzy niesamowitą atmosferę, kontrastującą z surowym, spalonym słońcem otoczeniem. Ascetyczne wnętrze (aczkolwiek urządzone z klimatem) tylko dodaje smaczku. Jest tu coś, co sprawia, że człowiek czuje się trochę u siebie.

Ale miał być monaster. Z Udabna do monasteru Dawid Garedża jest jakieś 10 km, ale droga za Udabnem, wcześniej widocznie pogarszając swoją jakość na zjeździe z głównej S5 za Sagaredżo, teraz zamienia się najpierw w mocno dziurawy asfalt, potem grunt ze śladami asfaltu, by na końcu stać się typowym szutrem. Ale nie jest bardzo źle, przejazd samochodem osobowym nie sprawi problemów. A widoki rekompensują niedostatki komfortu jazdy.

Dawid z Garedży był mnichem, pochodzącym z Syrii. Do ówczesnej Iberii przybył wraz innymi mnichami (tzw. Trzynastu Ojców Syryjskich), by popularyzować ideę życia zakonnego. Dziś uznaje się, że to dzięki nim na terenie dzisiejszej Gruzji wybudowano tak wiele monasterów. Dawid osiadł na tych terenach, tworząc własny monaster. Z czasem dołączali do niego naśladowcy, zostając jego uczniami i stopniowo budując kolejne monastery, z których powstał cały kompleks. Dawid z Garedży zmarł w drugiej połowie VI w., jego grobowiec znajduje się na terenie monasteru do dziś. Przykryty jest kamieniem, który mnich zabrał z pielgrzymki do Jerozolimy.

Signagi, ratusz miejski

Signagi, ratusz miejski

Signagi, miejsce upamiętniające ofiary II wojny światowej

Signagi, miejsce upamiętniające ofiary II wojny światowej

Signagi, miejsce upamiętniające ofiary II wojny światowej

Signagi, miejsce upamiętniające ofiary II wojny światowej

Złote czasy monasterów wypadły na najlepszy okres średniowiecznej Gruzji, XI – XIII w., kiedy to nastąpiła największa ich rozbudowa. Pod koniec XIII w. zostały zniszczone podczas najazdu Mongołów, ale największe zniszczenia poczynili Persowie na początku XVII w., niszcząc mienie oraz mordując mnichów. Ale zamknąć klasztor potrafili dopiero bolszewicy w 1921 r., ponownie odżył on dopiero w 1991 r. po odzyskaniu przez Gruzję niepodległości. Monaster Dawid Garedża jest uznawany w Gruzji za jeden ze skarbów narodowej kultury, co powoduje zatargi z sąsiednim Azerbejdżanem, jako że cały kompleks leży praktycznie na granicy obu państw, a częściowo na terenie Azerbejdżanu (państwa islamskiego) właśnie.

Droga prowadząca do kompleksu kończy się przy właściwym, użytkowanym do dziś monasterze, którego część jest wyłączona ze zwiedzania ze względu na prywatność mieszkających tu (podobno kilku) mnichów. Można ich spotkać przed monasterem, gdzie prowadzą mały sklepik z m.in. winem. Największe wrażenie robią oczywiście wykute w skale cele mnichów, widowiskowo usytuowane we wzgórzu, pnącym się ku granicy. Wewnątrz kompleksu znajdziemy także świątynię, w której znajduje się wspomniany już grobowiec Dawida z Garedży, dziś uznawanego za świętego kościoła prawosławnego.

Chyba większa atrakcja kryje się na wzgórzu, na którego zboczu leży monaster. Tuż obok mniszego sklepiku rozpoczyna się stroma ścieżka – choć w początkowej fazie słowo ścieżka jest nieodpowiednie, to bardzo stroma pokryta kamieniami i prowadząca po skałach dróżka – idąca na szczyt. Nie wiem, jak wysokie jest to wzgórze, ale wspięcie się na nie, szczególnie w letnim gruzińskim upale, może być dla niektórych wyzwaniem. Zapewniam jednak, że warto podjąć ten wysiłek. Powody są dwa.

Po pierwsze ze szczytu wzgórza można zobaczyć Azerbejdżan. I to nie tak po prostu zobaczyć – widok jest zaiste nieziemski. Bezludny krajobraz aż po horyzont. No i można potem powiedzieć, że było się w Azerbejdżanie :) Przez szczyt wzgórza przebiega bowiem granica gruzińsko-azerska, zdaje się, że jest nią prowizoryczny płotek, ciągnący się wzdłuż szczytu. No i tenże Azerbejdżan można „zaliczyć” bez wizy :)

Signagi, cerkiew w centrum miasta

Signagi, cerkiew w centrum miasta

Signagi, cerkiew w centrum miasta, dzwonnica

Signagi, cerkiew w centrum miasta, dzwonnica

Druga sprawa to tak naprawdę prawdziwe oblicze Dawid Garedża. Monaster na dole jest bowiem stosunkowo mało atrakcyjny przez ograniczenie dostępnej do zwiedzania powierzchni. Prawdziwe cuda są właśnie na wzgórzu – to tu znajdziecie skalne miasto – jaskinie, wydrążone w skale, które spełniały kiedyś funkcje mieszkalne oraz religijne. To tu znajdowało się wiele świątyń, to tu do dziś oglądać można pozostałości fresków, malowanych tysiąc lat temu.

Idąc ścieżką wzdłuż granicy, obejdziemy tak naprawdę dolny monaster, na końcu wzgórza będzie ścieżka z powrotem w dół, prowadząca m.in. obok groty ze źródłem wody pitnej, które służyło jako jedyne za zaopatrzenie w wodę pitną mieszkającym w monasterze mnichom. To tzw. „łzy Dawida”.

Cała wizyta w Dawid Garedża, z wejściem na wzgórze z granicą azerską i zejściem z powrotem, zajęła mi nieco ponad 2 godziny. Po tych 2 godzinach na odkrytej przestrzeni klimatyzowany samochód to prawdziwy luksus. No i to zaproszenie na ziemniaki w Oasis Club już nie brzmiało tak abstrakcyjnie. Organizm zdecydowanie potrzebował doładowania.

Signagi, cerkiew w centrum miasta

Signagi, cerkiew w centrum miasta

Kolejnym celem jest Signagi. Ok, nie do końca, bo zanim będzie Signagi, wcześniej w planie jest monaster Bodbe, jedno z najświętszych dla Gruzinów miejsc. Monaster Bodbe leży zaledwie 2 km przed Signagi (jadąc z kirunku od Tbilisi), zjazd w boczną drogę do niego prowadzącą jest dobrze oznakowany. Noszący imię św.Nino klasztor żeński, wybudowany w IX w. (choć wg podań istniał dużo wcześniej, ponoć wybudowano go zaraz po śmierci świętej, w miejscu gdzie została pochowana), jest popularnym celem pielgrzymkowym.

Kim była święta Nino (tak, Nino to imię kobiece). Wg legend przybyła ona na tereny dzisiejszej Gruzji w IV w., głosząc nauki chrześcijańskie i nawracając m.in. ówczesną parę królewską Iberii. Nawrócony król Mirian III przyjął chrześcijaństwo (co nastąpiło ok.337 r.) – ten moment uważa się za oficjalne przyjęcie chrześcijaństwa przez Gruzję, co sprawia że jest ona uznawana za drugi historycznie kraj, oficjalnie przyjmujący chrześcijaństwo (po Armenii, która przyjęła nową religię bodajże w 301 r.). Święta Nino jest dziś jedną z najbardziej czczonych świętych w gruzińskim kościele prawosławnym. Jej grobowiec nadal znajduje się na terenie klasztoru.

Oprócz funkcji religijnych i klasztornych, kompleks przez wieki spełniał również rolę kulturalną i edukacyjną. Siostry zakonne prowadziły tu szkołę z internatem dla dziewcząt (także sierociniec). Klasztor posiada własną farmę, prowadzi warsztaty rzemieślnicze, maluje się tu ikony. W czasie mojej wizyty kościół przechodził renowację wnętrz i dostęp do niego był utrudniony.

Leżące nieopodal miasto Signagi jest „młode” jak na standardy gruzińskie – w dokumentacji historycznej pojawiło się dopiero w XVIII w., kiedy to zdecydowano się tu wybudować fortecę obronną. Mury miejskie częściowo zachowały się do dziś, pierwotnie obejmowały obszar 40 akrów i bronione były 23 wieżami obronnymi. Miasto miało też 6 bram wjazdowych. Szybko jednak straciło na znaczeniu, ale w ostatnich latach objęto je programem gruntownej restauracji, co spowodowało gwałtowny wzrost ruchu turystycznego. Dziś Signagi, nie posiadające długiej historii i wielu zabytków, uznawane jest za perełkę turystyczną wschodniej Gruzji. Przylgnęło też do niego sformułowanie „miasto zakochanych”, ale nie mam pojęcia dlaczego.

Na niektóre z dawnych wież obronnych, stanowiących część murów miejskich, można dziś wejść. Najciekawsza jest ta, wewnątrz której znajduje się maleńki kościółek św.Stefana, wybudowany jednocześnie z twierdzą, w 1762 r. A sama wieża jest świetnym punktem widokowym na miasto i jego najbliższe okolice. Innym zabytkiem jest drugi z prawosławnych kościołów w mieście, kościół św.Jerzego, pochodzący z XIX w. Z drogi dojazdowej jest świetny widok na panoramę miasta, położonego na sporym wzgórzu.

A po Signagi warto się tak po prostu przespacerować. Wąskie brukowane uliczki, odnowiona architektura i spokój oraz cisza. Centralną częścią jest plac z ratuszem miejskim, a sąsiadującym z nim małym parku znajdziecie okazały mur, upamiętniający ofiary II wojny światowej, powstały jeszcze w czasach sowieckich. A mieszkańcy będą Was zapraszać do swoich domów na nocleg (większość z nich żyje z turystyki) lub do zakupu domowego wina lub czaczy. Z tej drugiej propozycji skorzystałem, będzie na pierwszą noc spędzaną w samochodzie jak znalazł :)

Ulice Signagi

Ulice Signagi

A jakby ktoś jeszcze nie wiedział, co to czacza, to służę pomocą – to po prostu gruzińska wódka (raczej bimber, w Gruzji wytwarzanie domowego alkoholu nie jest zabronione), wytwarzana z różnych owoców, najczęściej jest to jednak winogrono (często już przetworzone, znaczy są to pozostałości po tym, jak zrobiono z nich wino). Dla zainteresowanych podam ceny: wino 3 GEL / litr, czacza 6 GEL / litr. Oczywiście standardowo sprzedaje się to w czym się da. Wino dostałem więc w plastikowej butelce po jakimś napoju, a czaczę w półlitrowej plastikowej butelce po Sprite :) Czaczę można też w Gruzji kupić w sklepie, ale zdecydowanie polecam „domowe” wyroby. Przed zakupem obowiązkowo trzeba spróbować (sprzedawczyni mocno namawiała), co nie brzmi dobrze w kontekście dalszej jazdy samochodem. Ale choćby usta zamoczyć…

Przy okazji zakupu wina, gospodyni domu, mieszczącego się obok prawosławnej cerkwi, zaproponowała mi jej oglądanie od wewnątrz (chyba musiała mnie wcześniej widzieć, gdy fotografowałem ją z zewnątrz). Okazało się, że ma klucze od świątyni – udało mi się więc zobaczyć wnętrza (swoją drogą niezbyt okazałe) kościoła „na co dzień” zamkniętego.

Przed wyjazdem z Signagi, w ulicznym sklepiku robię zapasy na wieczór. Wszak nocleg mam w samochodzie, a kolacja sama nie przyjdzie. Zaopatrzony w wodę, słodkie napoje, chleb i coś przypominającego parówki, wyjeżdżam z miasta w poszukiwaniu miejsca na nocleg. Na początek jednak błądzę po mieście w poszukiwaniu wyjazdu w kierunku na Telavi – niestety Google Maps ma chwilę słabości – na tych mapach Signagi w zasadzie nie ma planu, jest wyłącznie nazwą miasta wypisaną na mapie i nie da się wyjechać z miasta, kierując się wskazówkami Google’a. Z pomocą przychodzą miejscowi i wyjeżdżam na drogę, która wkrótce… zamienia się w koszmar kierowcy – jest całkowicie w remoncie na długości chyba kilkunastu kilometrów i jazda nią jest niestety bardzo wolna. Momentami droga wręcz nie nadaje się dla samochodów osobowych, co jednak miejscowym zupełnie nie przeszkadza.

W końcu udaje się dotrzeć do skrzyżowania z „cywilizowaną”, asfaltową drogą główną i rozpoczynam poszukiwania miejsca na inauguracyjny nocleg samochodowy. Złośliwość losu – w odróżnieniu od drogi DO Signagi, która wiodła przez niezamieszkałe rejony, od czasu do czasu przecinając jakąś wieś, droga Z Signagi to niekończące się pasmo kolejnych wsi z zabudowaniami wzdłuż trasy, bez szans na spokojne miejsce gdzie można rozłożyć się z samochodem. Powoli robi się szarówka, a ja zbliżam się do kolejnego punktu zwiedzania (monaster Kvelatsminda w Gurjaani), którego dziś już nie zobaczę, bo jest za późno, a przejechać go i jutro się wracać też słabo.

Koniec końców dojeżdżam do kierunkowskazu prowadzącego do Kvelatsmindy – 2 km w lewo. Mając nadzieję, że monaster stoi na jakimś odludziu, skręcam z zamiarem zanocowania w jego okolicy. Sukces – rzeczywiście monaster Kvelatsminda stoi już za wsią, na szczycie wzgórza, a przed murem klasztoru znajduje się jakby stworzone dla mnie miejsce piknikowe ze stolikiem, ławkami, a nawet pomysłowym hamakiem :) Zostaję.

Gurjaani, pod murami monasteru Kvelatsminda, moje miejsce noclegowe

Gurjaani, pod murami monasteru Kvelatsminda, moje miejsce noclegowe

Ale to nie koniec atrakcji. Jakby nie patrzeć, jestem w dość wysokich górach, za Gurjaani ze szczytu wzgórza mam widok na Kaukaz. A ledwie zdążyłem się rozgościć, nade mną rozpoczyna się piekło: górska burza z piorunami co kilka sekund. Znaczy najpierw pioruny, potem gęsty deszcz, a na deser… grad. I ja w samochodzie, na odsłoniętym szczycie wzgórza, w okolicy kilku drzew… OK, odruch samoobrony – odjeżdżam od drzew. I zostaję. Mam w końcu gruzińskie wino i Kindle’a Paperwhite z podświetleniem – w połączeniu z efektami świetlnymi i dźwiękowymi na zewnątrz auta – nudy nie będzie.

Blisko dwugodzinna gwałtowna burza kończy się koło północy, bez szkody dla samochodu. Znaczy nie trafił go piorun, ani nie zniszczył grad. Czas wypróbować spanie w Nissanie Pathfinderze. I tu kolejny wesoły przerywnik. Ledwo udało mi się zasnąć, obudził mnie klakson obcego samochodu. Patrzę na zegarek – 1 w nocy, otwieram tylną szybę klapy bagażnika (Pathfinder ma rewelacyjne rozwiązanie w postaci uchylnej szyby tylnej klapy), a tam… radiowóz policyjny :) Ta dam… Chyba ktoś jednak zainteresował się stojącym na odludziu samochodem.

Panowie policjanci, po pokazaniu im gestu znaczącego „ja tu tylko śpię” wykazali rosnącą wesołość i malejące zainteresowanie moją osobą. Na tym wizyta się skończyła – postali jeszcze chwilę w samochodzie, zdaje się sprawdzając legalność mojego auta, ale mnie to już nie interesowało, wróciłem do kimania, które już nie zakłócone, trwało do bladego rana. A rano, o czym będzie już w następnym wpisie, będzie rajd po zabytkowych monasterach gruzińskiej Kachetii.

Pełna galeria zdjęć z monasteru Dawid Garedża oraz miasta Signagi znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Gruzja

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Wardzia, skalne miasto

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi - średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche - monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu - powrót do Mcchety.

Borżomi

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

 

 

0

Autor:

Kategorie: Gruzja, Gruzja 2014, Rok 2014

Pierwszy dzień w Tbilisi

Drugi dzień wyprawy do Gruzji kończy się przyjazdem do Tbilisi. Stolica Gruzji ma być tylko przystankiem – następnego dnia rano odebrać mam wypożyczony samochód, którym mam zamiar objechać najważniejsze atrakcje wschodniej części tego kraju.

Gruzja 2014, dzień 2 (poprzedni wpis: Skalne miasto Upliscyche i Gori – rodzinne miasto Stalina). W Tbilisi ląduję marszrutką, z uprzednio zwiedzonego Gori, na dworcu Didube. Od razu przesiadka do taksówki i przejazd (10 GEL) do guesthouse’u, w którym mam zarezerwowany nocleg – w okolice katedry Sioni.

Guesthouse „Nice” przy ulicy Saiatnova. Próba dogadania się z właścicielem po angielsku, z wplecionym łamanym rosyjskim kończy się humorystycznie – gospodarz pyta płynną polszczyzną „Ty Polak ? To czego tak dziwnie mówisz ?”. Okazuje się, że człowiek pracował w Polsce, i do tego w Poznaniu, i do tego na Grunwaldzkiej, którą znam z powodów, hmmm…. zawodowych :) Ale polski język może i zna, tylko że jest Gruzinem, znaczy akceptuje błogi bałagan – znaczy zarezerwowany przeze mnie pokój okazuje się zajęty, bo… mieszkająca w nim uprzednio ekipa postanowiła się… nie wyprowadzać i zostać dłużej :) Koniec końców ląduję w innym niż zamawiany pokój. W ramach pojednania gospodarz przynosi z kuchni gruzińską kawę – no naprawdę rewelacja w smaku.

Kawa po gruzińsku

Kawa po gruzińsku

Tbilisi, plac Wolności

Tbilisi, plac Wolności

Tbilisi, mini-park Puszkina przy placu Wolności, z dość widowiskową fontanną

Tbilisi, mini-park Puszkina przy placu Wolności, z dość widowiskową fontanną

Tbilisi, odsłonięte pozostałości dawnych murów miejskich

Tbilisi, odsłonięte pozostałości dawnych murów miejskich

Wreszcie można pozbyć się z pleców plecaka, a przy okazji zmienić to i owo w garderobie na świeże, po całodniowym „dymaniu” z Kutaisi przez Gori w 30-stopniowym upale. No i najważniejszy wynalazek ludzkości (no, może drugi, po łóżku), czyli prysznic. Telefon z planem zwiedzania, papierowa mapa jako pomoc awaryjna, i koło godz.17-tej ruszam „w miasto”. Czas zrealizować plany turystyczne, w końcu kilka godzin dnia jeszcze zostało.

Plan zwiedzania Tbilisi wyjątkowo nie był mojego autorstwa, nieco ułatwiłem sobie życie, korzystając z „gotowca”, znalezionego na tbilisibezbolesnie.pl. Skorzystałem z opisanej tam trasy, z małymi modyfikacjami, które wynikły raczej z tego, że zwiedzanie miasta miałem rozpisane na dwa dni (drugi dzień miał nastąpić, gdy wrócę do Tbilisi oddać wypożyczony samochód). Trasę zacząłem od środka, czyli od punktu najbliższego mojemu guesthouse’owi, czyli Placu Wolności. Ale zanim o zwiedzaniu, słów kilka o samym mieście.

Tbilisi wg legendy założył pod koniec V w. król Wachtang Gorgasali (jego pomnik widzieliście już, jeśli czytaliście relację z Gori). Ale to tylko legenda, bo miasto istniało już wcześniej – w IV w. było już opisywane przez ówczesnych podróżników. W każdym razie tenże Wachtang I miał co do Tbilisi poważne zamiary, a dzieła dokończył jego syn, przenosząc tu swoją stolicę z historycznej Mcchety. Ważne położenie miasta i jego bogactwo sprawiało, że było celem kolejnych najazdów, w wyniku których zmieniali się władcy: w VI w. Persowie, w VII w. Biznacjum, w VIII w. Arabowie, którzy zagościli tu na dłużej, aż do czasu, gdy w XI w. wpadli Turcy, a ostatecznie „odbił” Tbilisi król Dawid IV Budowniczy, który zjednoczył małe gruzińskie królestwa, tworząc wielką Gruzję i przenosząc tu w 1122 r. stolicę państwa z Kutaisi.

Tbilisi, pozostałości dawnych murów miejskich

Tbilisi, pozostałości dawnych murów miejskich

Tbilisi, cerkiew Anczischati z VI w.

Tbilisi, cerkiew Anczischati z VI w.

Tbilisi, cerkiew Anczischati z VI w.

Tbilisi, cerkiew Anczischati z VI w.

Potem znów była karuzela najazdów: Mongołowie, Tatarzy (przed którymi ówczesna królowa uciekła, osiadając ponownie w Kutaisi). W XV w., kiedy nie było już tych ostatnich, Gruzja rozpadła się na małe państewka, a Tbilisi wróciło do „stolicowania” Kartlii, tak jak to miało miejsce za czasów Wachtanga I. Następne wieki to na przemian Turkowie i Persowie, a gdy Gruzja zaczęła myśleć o zbliżeniu się do Rosji, by ochronić się przed tymi ostatnimi, Rosjanie zaanektowali państwo gruzińskie. Tbilisi stało się siedzibą rosyjskiej guberni (pocz. XIX w.). Gdy w Rosji rozpoczęła się po I wojnie światowej rewolucja bolszewicka, Gruzja skorzystała z okazji i utworzyła niepodległe państwo, które jednak przetrwało tylko trzy lata (1918 – 1921), a stolicą znów było Tbilisi.

Tbilisi, budynek teatru lalek i niecodzienny zegar

Tbilisi, budynek teatru lalek i niecodzienny zegar

Lenin jednak najechał Gruzję i znów wtłoczył ją w granice, tym razem Rosji radzieckiej, Tbilisi pozostała rola stolicy republiki radzieckiej. Rolę stolicy niepodległego państwa odzyskano dopiero w 1991 r., kiedy Gruzja po raz któryś z kolei w historii stała się niezależnym bytem. Dziś miasto jest największym w Gruzji, liczy grubo ponad milion mieszkańców i jest siedzibą prezydenta (parlament rezyduje w Kutaisi).

Zaczynamy od placu Wolności, nazywanego tak od czasów odzyskania przez Gruzję niepodległości, choć nazwa ta była w użyciu jeszcze w 1918 r., gdy na krótko Gruzja także była niepodległa. W czasach sowieckich plac posiadał dość niechlubne nazwy: „plac Lenina” czy „plac Berii” (na cześć szefa NKWD, z pochodzenia Gruzina spod Kutaisi). Centralnym obiektem placu Wolności jest pomnik Wolności, postawiona tu w 2006 r. wysoka kolumna z postacią św.Jerzego, walczącego ze smokiem.

Dookoła placu zobaczyć można m.in.: ratusz miejski (1830 r., ale wielokrotnie przebudowywany), siedzibę Banku Narodowego Gruzji i widowiskowy budynek hotelu sieci Marriott. Naprzeciwko ratusza miejskiego, po drugiej stronie placu znajduje się mini-park – park Puszkina, z dość widowiskową fontanną.

Tbilisi, figury z brązu na moście Barataszwilego

Tbilisi, figury z brązu na moście Barataszwilego

Tbilisi, widok na Most Pokoju i twierdzę Narikala z innego mostu - mostu Barataszwilego

Tbilisi, widok na Most Pokoju i twierdzę Narikala z innego mostu – mostu Barataszwilego

Tbilisi, futurystyczne "grzybki", czyli urząd miejski

Tbilisi, futurystyczne „grzybki”, czyli urząd miejski

Tbilisi, pomnik poety Barataszwilego

Tbilisi, pomnik poety Barataszwilego

Odchodząc ulicą Puszkina z placu Wolności, szybko docieramy do niedawno oddanych do użytku turystom, świeżo odkrytych w trakcie renowacji ulicy, fragmentów murów starej fortecy Tbilisi z XII-XIII w., wraz z pozostałościami wież strażniczych. Nowo odkryty odcinek ma zaledwie 110 m długości, ale dla jego odsłonięcia zdecydowano się na przebudowanie ulicy Puszkina i zmianę organizacji ruchu na niej. Fragmenty te zostały zbudzone prawdopodobnie na początku XIX w. w trakcie aneksji Gruzji przez Rosję, a potem pokryte warstwą ziemi podczas budowy ulicy.

Skręcając w prawo w ulicę Barataszwili, znajdziemy najlepiej chyba zachowany fragment starych miejskich murów, odsłoniętych już w 1977 r. A zaraz potem skręt w prawo, w ulicę Szawteli (gruzińskiego poety z przełomu XII/XIII w.) i wizyta pod oryginalną wieżą z równie oryginalnym zegarem – to część teatru Gabriadze – teatru lalek, najstarszego w Gruzji. Nazwa pochodzi od nazwiska założyciela, Rezo Gabriadze, znanego reżysera, pisarza, malarza i rzeźbiarza, laureata wielu nagród artystycznych (ale także np. francuskiej Legii Honorowej), urodzonego w Kutaisi. Na 30-lecie działalności teatru odsłonięto na wieży oryginalny zegar, którego unikatowość objawia się szczególnie o pełnych godzinach, gdy w ramach ich wybijania, odgrywana jest przez lalki scenka rodzajowa.

Właściwie tuż obok budynku teatru lalek znajduje się cerkiew gruzińskiego kościoła prawosławnego – Anczischati, wybudowana już w VI w. (najstarszy zachowany kościół w mieście), prawdopodobnie przez króla Daczi, syna Wachtanga I (legendarnego założyciela Tbilisi). To właśnie Daczi przeniósł do Tbilisi stolicę swojego państwa (z Mcchety). Za panowania bolszewików i komunistów kościół wyłączono z użytkowania, spełniał on wówczas rolę muzeum. Dopiero w 1991 r., po odzyskaniu przez Gruzję niepodległości, wznowiono funkcje kościelne cerkwi. Malowidła ścienne we wnętrzach cerkwi pochodzą z XIX w., za wyjątkiem jednego, pochodzącego jeszcze z XVII w.

Tbilisi, sobór św.Trójcy na wzgórzu św.Eliasza, największa świątynia w Gruzji

Tbilisi, sobór św.Trójcy na wzgórzu św.Eliasza, największa świątynia w Gruzji

Tbilisi, sobór św.Trójcy na wzgórzu św.Eliasza, największa świątynia w Gruzji

Tbilisi, sobór św.Trójcy na wzgórzu św.Eliasza, największa świątynia w Gruzji

Tbilisi, sobór św.Trójcy na wzgórzu św.Eliasza, największa świątynia w Gruzji

Tbilisi, sobór św.Trójcy na wzgórzu św.Eliasza, największa świątynia w Gruzji

Tbilisi, sobór św.Trójcy na wzgórzu św.Eliasza, największa świątynia w Gruzji

Tbilisi, sobór św.Trójcy na wzgórzu św.Eliasza, największa świątynia w Gruzji

Wracamy na ulicę Barataszwili, tuż przed mostem nad rzeką Mtkwari, także nazwany imieniem Barataszwilego, gruzińskiego poety z XIX w. Most ten zdaje się miał być taką „tbiliską” wersją mostu zakochanych. Kłódek tutaj nie znajdziemy, znajdziemy za to figurki z brązu, w zamyśle twórców mające przedstawiać zakochane pary.

Na pewno nie ujdzie uwagi nikogo, stojący po lewej stronie mostu futurystyczny budynek, autorstwa dwóch włoskich architektów, oddany do użytku we wrześniu 2012 r. – to „Public Service Hall”, czyli coś jakby Urząd Miejski, gdzie mieszkańcy mogą załatwiać podstawowe sprawy (dowody tożsamości, paszporty, akty małżeństwa, akty urodzenia itp. Budynek ten to jeden z kilku nowoczesnych konstrukcji w Tbilisi, wybudowanych w stolicy Gruzji w ostatnich latach. Ulicę Barataszwili za mostem jego imienia kończy… pomnik poety, ustawiony tu w 1999 r.

Za pomnikiem w górę pną się strome schody, które wyprowadzą na uliczkę, sąsiadującą ze stojącym na wzgórzu nad rzeką Mtkwari pałacem prezydenckim. Ale sam pałac lepiej będzie widać później, gdy zejdziemy w dół z powrotem nad rzekę. Teraz celem jest sobór św.Trójcy, stojący na szczycie wzgórza św.Eliasza. Świątynia nie jest zabytkiem historycznym, konsekracja odbyła się ledwie 10 lat temu, w 2004 r. Stoi za to na terenie historycznego cmentarza ormiańskiego, który w chwili trwania budowy mieścił podobno nawet do 90 tys. grobów. Żaden z grobów nie został nigdzie przeniesiony, po prostu je zniszczono. Na terenie cmentarza znajdował się także kiedyś stary armeński kościół, zniszczony jeszcze w czasach radzieckich.

Tbilisi, ruiny armeńskiego kościoła Karmir Avetaran

Tbilisi, ruiny armeńskiego kościoła Karmir Avetaran

Tbilisi, cerkiew Metechi z XIII w.

Tbilisi, cerkiew Metechi z XIII w.

Tbilisi, cerkiew Metechi z XIII w. i pomnik króla Wachtanga Gorgasali, legendarnego założyciela miasta

Tbilisi, cerkiew Metechi z XIII w. i pomnik króla Wachtanga Gorgasali, legendarnego założyciela miasta

Tbilisi, plac Europejski, widok ze wzgórza cerkwi Metechi

Tbilisi, plac Europejski, widok ze wzgórza cerkwi Metechi

Sobór św.Trójcy, zwany Samebą, jest dziś największą świątynią na terenie całej Gruzji (wysokość to ponad 105 m, a wymiary poziome to 56 x 44 m). Miała być wybudowana z okazji 2000 lat chrześcijaństwa, ale z powodów finansowych budowa przeciągnęła się. Dziś jest jednym z symboli Tbilisi i całej Gruzji. W stolicy ze względu na swoje położenie na szczycie wzgórza jest widoczna praktycznie z każdego punktu. Otaczający ją park (na jego terenie znajduje się jeszcze m.in. wolnostojąca dzwonnica i monaster) jest miejscem spacerów i spotkań mieszkańców.

Od soboru wracamy w kierunku rzeki ulicą Eristawi. Po drodze łatwo dać się skusić na zakupy u licznie tu „rezydujących” ulicznych sprzedawczyń owoców – ja „łapię” się na czereśnie (3 GEL / kg). Będą wieczornym dodatkiem do piwa w trakcie oglądania meczów – przecież trwają MŚ w Brazylii. Mijamy plac Avlabari, nadal kierując się w dół. Przy ulicy Metechi stoją ruiny dawnego armeńskiego kościoła, zwanego Karmir Avetaran. Wybudowano go najprawdopodobniej w 1809 r. i w tamtych czasach był to najwyższy kościół nie tylko w Tbilisi, ale i w całej Gruzji. W jego murach przechowywano m.in. relikwie jednego ze świętych kościoła armeńskiego, które zniknęły po grabieży w 1858 r.

Z powodu złego stanu technicznego, kościół zamknięto w 1937 r. i przez całe dziesięciolecia, pomimo starań społeczności ormiańskiej, nie przywrócono mu funkcji kościelnych. Służył jako piekarnia, sala bokserska czy biblioteka. W kwietniu 1989 r. jednak budynek częściowo się zawalił, choć okoliczni mieszkańcy twierdzili, że z wewnątrz tuż przed zawaleniem usłyszeli dźwięk eksplozji – do dziś są podejrzenia, że świątynia została celowo wysadzona w powietrze. W każdym razie – od tamtego czasu nikt już kościoła nie próbował restaurować – niszczeje od 25 lat. Do dziś nie zwrócono go też kościołowi armeńskiemu.

Idąc nadal w dół ulicą Metechi, na skręcie w prawo dojdziemy do kościoła Proroka Dawida, o którym, poza jego nazwą, nie jestem w stanie znaleźć nic więcej. Kolejny ważny cel stoi za to na końcu ulicy Metechi – cerkiew Metechi, zbudowana pod koniec XIII w. przez ówczesnego króla Dymitra II (rządził bardzo młodo, zasiadł na tronie mając 11 lat, zginął w wieku lat 30) jako część własnej rezydencji. We wnętrzach znajduje się grobowiec królowej z V w., Zuzanny, torturowanej przez własnego męża za sprzyjanie chrześcijaństwu. Ok. XVI – XVII wieku świątynia została opuszczona w wyniku rządów tureckich. Gdy na początku XIX w. władzę przejęli Rosjanie, przerobili świątynię na więzienie (1819 r.). Obecnie znów kościół powrócił do swych pierwotnych funkcji.

Tbilisi, pomnik "Matki Gruzji" na wzgórzu obok twierdzy Narikala i wagoniki kolejki linowej na nią jadące, widok ze wzgórza cerkwi Metechi

Tbilisi, pomnik „Matki Gruzji” na wzgórzu obok twierdzy Narikala i wagoniki kolejki linowej na nią jadące, widok ze wzgórza cerkwi Metechi

Tbilisi, Most Pokoju (czyli "podpaska")

Tbilisi, Most Pokoju (czyli „podpaska”)

Tbilisi, Most Pokoju (czyli "podpaska")

Tbilisi, Most Pokoju (czyli „podpaska”)

Tbilisi, park Rike z futurystycznym centrum kongresowym, w tle pałac prezydencki

Tbilisi, park Rike z futurystycznym centrum kongresowym, w tle pałac prezydencki

Tbilisi, twierdza Narikala na wzgórzu nad miastem

Tbilisi, twierdza Narikala na wzgórzu nad miastem

Na wzgórzu, na którym stoi cerkiew Metechi (przy okazji – ono też jest święte, tu wg legendy zginął Abo, chrześcijański męczennik, Arab z Bagdadu, który przybywając do Tbilisi przekonał się do zmiany religii na chrześcijaństwo i za to został zabity) w 1967 r. postawiono także konny pomnik króla Wachtanga Gorgasali, legendarnego założyciela Tbilisi.

Ze wzgórza świątyni Metechi roztacza się świetny widok na plac Europejski, Most Pokoju, park Rike, futurystyczną salę koncertową czy pałac prezydencki na wzgórzu. Tuż obok świątyni biegnie na drugą stronę Mtkwari most Metechi, pierwszy historycznie most w Tbilisi, w 1821 r. wybudowany jako drewniany, przebudowany na stalowy w 1870 r. Obecna postać pochodzi z lat 50-tych XX w.

Schodzimy ze wzgórza Metechi na plac Europejski i dalej na rozpościerający się nad brzegiem Mtkwari park Rike – nowo stworzone miejsce rekreacji dla mieszkańców Tbilisi. W parku tym znajduje się także dolna stacja kolejki linowej, wożącej turystów do twierdzy Narikala – ale ten punkt zwiedzimy podczas drugiego pobytu w Tbilisi, pod koniec wyprawy do Gruzji. Alejki prowadzące wśród zadbanych trawników i kwiatostanów prowadzą wzdłuż rzeki, do na wskroś nowocześnie wyglądającego centrum kongresowego i sali koncertowej, przybierających kształt dwóch ogromnych tub, idących w stronę wzgórza, na szczycie którego stoi pałac Prezydenta Gruzji.

Pałac prezydencki jest „świeżutki”, budowę ukończono w 2009 r., architektem był Włoch, który zaprojektował również stojący na wprost pałacu Most Pokoju. Most Pokoju to kolejna topowa atrakcja Tbilisi, choć także młoda (oddany został do użytku w 2010 r.), głównie ze względu na swój kształt oraz widowiskowe podświetlenie w nocy. Ze względu na kształt właśnie, miejscowi nazywają most „podpaską” – zobaczcie zdjęcia, to zrozumiecie dlaczego :)

I to już koniec rajdu po Tbilisi w pierwszym dniu pobytu w tym mieście. Nazajutrz (poniedziałek) odebrać miałem z wypożyczalni samochód, którym chciałem objechać spory kawał Gruzji. I objechałem – w kolejnym wpisie zobaczycie m.in. skalny monaster Dawid Garedża i Signagi, gruzińskie miasto zakochanych.

Pełna galeria zdjęć z Tbilisi znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Gruzja

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Wardzia, skalne miasto

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi - średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche - monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu - powrót do Mcchety.

Borżomi

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

 

0

Autor:

Kategorie: Gruzja, Gruzja 2014, Rok 2014

Skalne miasto Upliscyche i Gori - rodzinne miasto Stalina

Gruzja, dzień drugi. Czas zabrać plecak i przemieścić się z Kutaisi do Tbilisi. Ale nie wprost – po drodze przystanek w Gori, połączony ze zwiedzaniem pobliskiego starożytnego miasta – Upliscyche.

Gruzja 2014, dzień 2 (poprzedni wpis: Okolice Kutaisi: monastery Gelati i Motsameta). Niedzielny poranek w Kutaisi to czas pożegnania z gospodarzami guesthouse’u. Gospodarz, oszczędny jak na Gruzina w słowach kapitan policji kryminalnej (tak, tak), odprowadza mnie do głównej ulicy, „łapiąc” marszrutkę nr 200, jadącą do „dworca autobusowego”, mieszczącego się w Kutaisi obok jedynego McDonald’sa. Zwyczajowo jadąc na ten pseudo dworzec, będący zwykłą zatoczką dla busów, jedzie się właśnie „pod McDonald’sa”. Kierowca marszrutki zostaje poinstruowany gdzie ma mnie wysadzić, choć logo fastfoodu widać z daleka z okien busa i nie sposób nie trafić we właściwe miejsce.

Wysiadka z plecakiem naprzeciw sieciówki kończy się od razu pytaniem taksówkarza o kierunek, gdzie jadę. Gdy odmawiam taksówki, sam znajduje mi kierowcę jadącego do Tbilisi – okazuje się że trafiam idealnie – bus właśnie odjeżdża (marszrutki do Tbilisi odjeżdżają z Kutaisi o każdej pełnej godzinie od 8:00 rano do bodajże 20:00). Ja jednak nie jadę od razu do Tbilisi, chcę wysiąść w Gori – trasa do Tbilisi wiedzie autostradą, objeżdżającą rodzinne miasto Stalina, bus nie wjeżdża do samego Gori, ale zatrzymuje się przy zjeździe z autostrady, do Gori prowadzącym. Tak też umawiam się z kierowcą – cena za kurs jest taka sama jak do Tbilisi – 10 GEL. Plecak do bagażnika i… jazda.

Upliscyche, wejście na teren skalnego miasta

Upliscyche, wejście na teren skalnego miasta

Upliscyche, teatr (świątynia) z II w.

Upliscyche, teatr (świątynia) z II w.

Upliscyche, teatr (świątynia) z II w.

Upliscyche, teatr (świątynia) z II w.

Upliscyche, świątynia Makvliani

Upliscyche, świątynia Makvliani

Upliscyche, świątynia Makvliani

Upliscyche, świątynia Makvliani

Choć byłem przygotowany „psychicznie” na styl jazdy gruzińskich kierowców marszrutek, to i tak pierwsze minuty po wyjechaniu z Kutaisi minęły na rozważaniu, czy czasem mój „drajwer” nie jest szalony… Marszrutka pędzi na złamanie karku, wyprzedzając wszystko na swojej drodze bez względu na zakręty i ich kierunek, linie ciągłe, jadące z naprzeciwka samochody… Rozglądam się po pasażerach – tylko ja jestem zdziwiony, więc zapewne jest „normalnie”. No to spoko.

Po mniej więcej 2.5 godziny dojeżdżamy do rzeczonego skrętu na Gori. Marszrutka potulnie zatrzymuje się… tuż przed radiowozem z policjantem pilnującym zjazdu. Na polskiej autostradzie taka akcja (zatrzymanie na autostradzie i wysadzenie pasażerów) skończyłaby się relacją w TVN24, a tam nawet policjant stojący 10 metrów dalej zainteresował się dopiero, gdy zobaczył turystę z plecakiem. I dopiero, gdy turystę (czyli mnie) dopadli taksówkarze, stojący obok, oferujący kurs do pobliskich atrakcji, i dopiero gdy okazało się że się nie dogadamy – bo w ząb nie znają angielskiego. Więc policjant zrobił za… tłumacza :)

Z planów dojechania taksówką tylko do centrum Gori (jakieś 3 km) zrobiła się objazdówka taksówką i do Upliscyche, i do muzeum Stalina w mieście. Cena utargowana z kierowcą wyniosła 25 GEL, w tym godzina oczekiwania przed skalnym miastem. Żeby się ze mną dogadać po drodze, zadzwonił do znajomego, znającego angielski, który tłumaczył mi gdzie i w jakiej kolejności jedziemy :)

Upliscyche, sala pałacowa królowej Tamary

Upliscyche, sala pałacowa królowej Tamary

Upliscyche, sala pałacowa królowej Tamary

Upliscyche, sala pałacowa królowej Tamary

Upliscyche, sala pałacowa królowej Tamary

Upliscyche, sala pałacowa królowej Tamary

Upliscyche, ruiny bazyliki

Upliscyche, ruiny bazyliki

Upliscyche, ruiny bazyliki, w tle X-wieczny kościół Uplistsuli

Upliscyche, ruiny bazyliki, w tle X-wieczny kościół Uplistsuli

Pierwsze w kolejności było Upliscyche, oddalone ok.14 km od Gori, opuszczone starożytne skalne miasto. Założone zostało jakiś 1000 lat przed Chrystusem i stopniowo rozbudowywane przez długie wieki. Położone strategicznie w centrum dawnego królestwa Kartli (prekursora późniejszej Gruzji), było ważnym punktem politycznym i religijnym tego państwa. Czasy świetności Upliscyche przypadły na ostatnie pięć wieków p.n.e. oraz pierwsze naszej ery, przed nadejściem ery chrześcijaństwa.

Miasto najmocniej podupadło po zdobyciu Tbilisi i przeniesieniu do niego stolicy Gruzji przez króla Dawida IV Budowniczego. Dzieła dokończyli Mongołowie, po których najeździe w XIII w. miasto ostatecznie zostało opuszczone przez mieszkańców.

Upliscyche było dużym miastem, położonym niedaleko przechodzącego w okolicy Szlaku Jedwabnego, w czasach największej świetności liczyło 20 tys. mieszkańców. Dziś pozostałości rozsiane są na obszarze 8 hektarów, choć w stanie wzbudzającym zainteresowanie turystów nie pozostało zbyt wiele. Swoje zrobił czas, woda i przebyte najazdy zbrojne. Co pozostało, w dużej części zniszczone zostało ostatecznie w 1920 r. w wyniku trzęsienia ziemi.

Zwiedzanie dzisiejszego Upliscyche ogranicza się w zasadzie do okolic dawnej głównej miejskiej drogi wraz z jego centralną, podobno najważniejszą częścią oraz stojącego na szczycie kościoła, jednej z ostatnich (chronologicznie) budowanych tu konstrukcji i chyba jedynej zachowanej, nie opartej na drążeniu w skale. W trakcie wykopalisk, które rozpoczęto tu jeszcze w latach 50-tych XX wieku, znaleziono tu wiele sztuk złotej i srebrnej biżuterii oraz rzeźby, dziś wystawiane w Muzeum Narodowym w Tbilisi.

Upliscyche, X-wieczny kościół Uplistsuli

Upliscyche, X-wieczny kościół Uplistsuli

Upliscyche, X-wieczny kościół Uplistsuli

Upliscyche, X-wieczny kościół Uplistsuli

Skalne miasto Upliscyche

Skalne miasto Upliscyche

Skalne miasto Upliscyche

Skalne miasto Upliscyche

Skalne miasto Upliscyche

Skalne miasto Upliscyche

Skalne miasto Upliscyche

Skalne miasto Upliscyche

Upliscyche, aktualni mieszkańcy skalnego miasta

Upliscyche, aktualni mieszkańcy skalnego miasta

Ruiny opuszczonej wsi nad rzeką Mtkwari, widok z Upliscyche

Ruiny opuszczonej wsi nad rzeką Mtkwari, widok z Upliscyche

Z ważniejszych „pozostałości” Upliscyche można wymienić:

  • ruiny antycznego teatru, pierwszy element miasta, jaki mijamy po wejściu na teren jaskiń, wybudowanego ok.II w. n.e. W rzeczywistości prawdopodobnie był świątynią, w której odgrywano sceny religijne;
  • świątynia Makvliani (niestety nie wiemy, jak brzmi spolszczona nazwa), pogański kościół, największy zachowany z czasów antycznych, z portykiem wejściowym. We wnętrzach zachowały się kamienne siedziska kapłanów oraz wgłębienia, w których przechowywano krew poświęconych zwierząt;
  • sala pałacowa królowej Tamary, która nigdy tu nie mieszkała (podobno była tu raz, stąd nazwa), ze sklepieniem rzeźbionym na wzór drewnianych belek, bez brakującej ściany frontowej;
  • „trójnawowa bazylika”, ruiny sąsiadujące z salą królowej Tamary, najpewniej dawna pogańska świątynia, przekształcona później w chrześcijańską bazylikę;
  • kościół „Uplistsuli” („Książąt”), stojący na szczycie miejskiego wzgórza, jedyny zachowany murowany budynek, pochodzący z II poł. X wieku. Freski zdobiące ściany świątyni zostały zniszczone pod koniec XIX w., w czasie najazdu rosyjskiego

Upliscyche było kiedyś połączone tajnym tunelem (wciąż jest dostępny) z brzegiem rzeki Mtkwari, przepływającej u podnóża wzgórza, na którym stało miasto. Służył do ewakuacji zagrożonych mieszkańców oraz do transportu wody pitnej do miasta. W dole widać dziś ruiny wioski, której mieszkańcy zostali przesiedleni w 1968 r.

O Upliscyche można znaleźć bardzo różne opinie – od zachwytu do kompletnego zawodu. I choć rzeczywiście nie jest ono równie widowiskowe jak np. Wardzia czy widziane przez nas w zeszłym roku miasta w Turcji, to powinno ono pozostać na obowiązkowej liście dla odwiedzających okolice Gori. A jak już się tu wybieracie, to zabierzcie ze sobą zapas wody, w upalne dni na otwartym wzgórzu jest naprawdę upalnie, jest co prawda przy wejściu jakiś sklepik, ale nie pamiętam czy były tam rzeczy spożywcze.

Gori, park Stalina i pusty cokół po jego pomniku

Gori, park Stalina i pusty cokół po jego pomniku

Gori, budynek Muzeum Stalina

Gori, budynek Muzeum Stalina

Gori, budynek Muzeum Stalina

Gori, budynek Muzeum Stalina

Gori, Muzeum Stalina

Gori, Muzeum Stalina

Gori, Muzeum Stalina

Gori, Muzeum Stalina

Godzina, którą czekał na mnie taksówkarz, jest prawie w sam raz na zobaczenie Upliscyche (trochę tę godzinę przeciągnąłem, idealnie byłoby pewnie jeszcze z pół godziny więcej). I jeszcze jedna uwaga – po terenie skalnego miasta chodzić można praktycznie wszędzie, nigdzie (poza wejściowymi schodami) nie ma też żadnych zabezpieczeń, barierek itp. W podłożu częste są też zagłębienia i dziury – uważajcie w trakcie zwiedzania, także na dzieci, jeśli je zabieracie. Dla nich Upliscyche będzie ogromną frajdą, ale chodzenie po poszczególnych poziomach jaskiń (czasem po ich sklepieniach) może być dla nich ryzykowne.

Wracam do taksówkarza, czekającego na mnie przy kasie biletowej, i zgodnie z planem jedziemy do samego Gori. Cel: podstawowa i prawie jedyna atrakcja turystyczna miasta, czyli Muzeum Stalina. Taxi dowozi mnie na plac przy którym muzeum się mieści. Plecak na plecy i reszta trasy dziś już odbędzie się „turystycznie”, z całym dobytkiem na sobie.

Najstarszą częścią Gori jest usytuowana na wzgórzu nad miastem twierdza, która po raz pierwszy pojawia się w dokumentach w VII w., ale wiadomo że wcześniej w tym miejscu stała inna forteca, pamiętająca czasy antyczne. Oficjalnie miasto założył król Dawid IV Budowniczy gdzieś na przełomie XI/XII w. Miasto, strategicznie położone przy waznych drogach tranzytowych, było w swojej historii obiektem częstych najazdów. W 1920 r. zostało zniszczone przez trzęsienie ziemi.

Gori, Muzeum Stalina

Gori, Muzeum Stalina

Gori, Muzeum Stalina, pośmiertna maska dyktatora

Gori, Muzeum Stalina, pośmiertna maska dyktatora

Gori, Muzeum Stalina, prezent od Polaków. "Wodzowi wolnych narodów"...

Gori, Muzeum Stalina, prezent od Polaków. „Wodzowi wolnych narodów”…

Gori, Muzeum Stalina, zrekonstruowany gabinet wodza

Gori, Muzeum Stalina, zrekonstruowany gabinet wodza

Gori, Muzeum Stalina, dzieła dyktatora tłumaczone na inne języki

Gori, Muzeum Stalina, dzieła dyktatora tłumaczone na inne języki

Gori było smutnym bohaterem walk w czasie wojny z Rosją w 2008 r. Miasto zostało najpierw zbombardowane przez Rosjan (zginęło ok.60 osób), a następnie przez nich zajęte na kilka dni. Obrazy z Gori gościły na czołówkach ekranów telewizyjnych i gazet w tamtym czasie. Na szczęście bombardowano tylko jedną z części miasta, gdzie Gruzini ulokowali swoją bazę wojskową. To było tego samego dnia, gdy niedaleko od Gori, w Tbilisi, na placu przed parlamentem przemawiał do Gruzinów Lech Kaczyński, wzbudzając entuzjazm 150-tysięcznego tłumu. Tysiące ludzi uciekło też wtedy z Gori w obawie przed wojskami rosyjskimi. Dziś Gori to ok.60-tysięczne miasto, z rozwiniętym szkolnictwem wyższym i przemysłem.

Ale wiadomo, że Gori znane jest głównie z jednego faktu – tutaj w 1878 r., gdy miasto znajdowało się w granicach Rosji, urodził się Józef Stalin, późniejszy przywódca ZSRR, który jakże niechlubnie zapisał się w historii i swojego kraju, i świata, i Polski. Ale Gori do dziś dumnie obnosi się ze swoim najbardziej znanym obywatelem. Główna ulica miasta to ulica Stalina, jest także plac Stalina i park Stalina (na jego terenie stoi muzeum). Stalin został marką, przyciągającą turystów.

Monumentalnego Muzeum Stalina ciężko w Gori nie zauważyć, stoi w samym centrum miasta, w obrębie zielonego skweru, zwanego parkiem Stalina. Zresztą, jak go nie zauważyć, gdy każdy turysta właśnie tu zmierza – Muzeum Stalina jest praktycznie jedyną atrakcją miasta. Wstęp kosztuje 10 GEL, za dodatkowe 5 GEL można poszerzyć swój bilet o prawo zwiedzania wagonu kolejowego, którym jeździł Stalin oraz rekonstrukcji jego domu rodzinnego.

Gori, Muzeum Stalina, pancerny wagon, którym podróżował Stalin

Gori, Muzeum Stalina, pancerny wagon, którym podróżował Stalin

Gori, Muzeum Stalina, pancerny wagon, którym podróżował Stalin

Gori, Muzeum Stalina, pancerny wagon, którym podróżował Stalin

Gori, Muzeum Stalina, pancerny wagon, którym podróżował Stalin, łazienka

Gori, Muzeum Stalina, pancerny wagon, którym podróżował Stalin, łazienka

Gori, Muzeum Stalina, pancerny wagon, którym podróżował Stalin

Gori, Muzeum Stalina, pancerny wagon, którym podróżował Stalin

Muzeum zostało założone jeszcze za życia Stalina (w 1951 r.), ale wtedy było „zwykłym” muzeum historycznym. Już jednak kilka lat później, w 1957 r. (Stalin zmarł w 1953 r.) oficjalnie zostało poświęcone jego pamięci. Zbiory muzeum zawierają wszystko, co jest w bardziej lub mniej bezpośredni sposób z osobą dyktatora związane: zdjęcia rodziny, nauczycieli, wczesne wiersze Stalina, jego dzieła, także w przekładach na różne języki. Znajdziecie tu też jego popiersia i portrety wykonane na różnych materiałach i różnymi technikami.

Jedną z większych ekspozycji jest wystawa darów, otrzymywanych przez Stalina w czasie sprawowania urzędu – jak dobrze się przyjrzycie, znajdziecie także prezenty z Polski. Najważniejszym chyba eksponatem muzeum jest, znajdująca się w osobnej sali wystawowej, pośmiertna maska Stalina, wykonana z brązu. Zrobiono ich tuzin, część jest dziś w prywatnych kolekcjach, a jeden z egzemplarzy możecie zobaczyć właśnie tu. W osobnym pomieszczeniu znajdziecie rekonstrukcję gabinetu Stalina, z oryginalnymi meblami oraz mundurami władcy.

W ogromnym holu możecie zobaczyć pomnik J.Stalina (kiedyś zdaje się stał na zewnątrz, w parku jego imienia), drugi, mniejszy, znajduje się przed wejściem do muzeum. W holu znajduje się też sklepik, polujący na kieszenie turystów, w którym można kupić przeróżne gadżety z wizerunkiem lub nazwiskiem Stalina. Przebojem zapewne jest czerwone wino gruzińskie „Stalin”, sprzedawane tu w kilku wersjach. Wino zapewne jak wino, cena jest za etykietę. A cena jest spora: 40 GEL za butelkę.

Gori, Muzeum Stalina, dom rodzinny Stalina

Gori, Muzeum Stalina, dom rodzinny Stalina

Gori, Muzeum Stalina, dom rodzinny Stalina

Gori, Muzeum Stalina, dom rodzinny Stalina

Gori, Muzeum Stalina, dom rodzinny Stalina

Gori, Muzeum Stalina, dom rodzinny Stalina

Gori, Muzeum Stalina, ostatni wpis w księdze pamiątkowej dla gości...

Gori, Muzeum Stalina, ostatni wpis w księdze pamiątkowej dla gości…

Jeśli wykupiliście bilet dodatkowy do wagonu i domu Stalina, przy wyjściu z muzeum zwróćcie się do kasjerki – zostanie poproszona osoba, która zaprowadzi Was do tych dodatkowych atrakcji – są one na co dzień zamknięte i otwierane tylko dla osób z droższymi biletami. Choć i w wagonie kolejowym i domu Stalina w zasadzie nie ma nic ciekawego, to dla samego „powiewu historii” warto te 5 lari dopłacić.

Wagon, którym po całym świecie podróżował Stalin (bał się latać), stoi obok budynku muzeum. Oczywiście dyktator miał do dyspozycji cały pociąg, ale ten konkretny wagon, pancerny zresztą (ważył ponad 80 ton) był jego gabinetem i salonem sypialnym w czasie podróży. Jest tu i salon, i gabinet, i kuchnia, a nawet łazienka z wanną i prysznicem.

Dom rodzinny Stalina, znajdujący się przed budynkiem muzeum, przykryty czymś w rodzaju mauzoleum, jest jeszcze mniej widowiskowy. Był on bliźniakiem, a ojciec Józefa , szewc z zawodu, wynajmował jedno z dwóch pomieszczeń (lewe), w nim się znajdujących. Wnętrze zawiera oryginalne podobno umeblowanie. Materiału na max 2 zdjęcia :)

Twierdza w Gori

Twierdza w Gori

Twierdza w Gori

Twierdza w Gori

Gori, pomnik Bohaterskich Wojowników Gruzińskich przy twierdzy

Gori, pomnik Bohaterskich Wojowników Gruzińskich przy twierdzy

Gori, katedra Narodzenia NMP

Gori, katedra Narodzenia NMP

Co jeszcze można zobaczyć w samym Gori ? Niewiele. Ja kierowałem się w stronę dworca autobusowego, znajdującego się – idąc od strony centrum – za wzgórzem z twierdzą. Po drodze minąłem prawosławną katedrę Narodzenia NMP, siedzibę biskupa Gori, wybudowaną w 1810 r. pierwotnie jako kościół katolicki, zniszczoną przez trzęsienie ziemi w 1920 r. W czasach radzieckich mieściła się tu szkoła muzyczna, a po odzyskaniu przez Gruzję niepodległości świątynię przekazano gruzińskiej cerkwi prawosławnej.

No i na koniec sama twierdza Gori, którą obszedłem dookoła, zmierzając na dworzec. Jest pokaźna i można do niej wejść, prowadzi tam ścieżka od strony dworca właśnie. Wstęp jest bezpłatny, a z góry można podziwiać panoramę miasta i okolic – ja nie zdecydowałem się w 30-stopniowym upale z plecakiem na wspinaczkę. Ale ponoć warto. A jeżeli już wejdziecie, traficie zapewne na pomnik Bohaterskich Wojowników Gruzińskich, 8 figur rycerzy, ustawionych w krąg, pierwotnie ustawionych przy grobie Nieznanego Zołnierza w jednym z parków w Tbilisi. W 2009 r. figury przeniesiono właśnie do Gori.

Marszrutki do Tbilisi odjeżdżają z dworca w Gori bardzo często, zdaje się że częściej niż co godzinę. Trasa trwa 1.5 godziny, a koszt biletu to tylko 3 GEL. Trafiłem od razu na stojącą, prawie gotową do odjazdu maszynę, pozostało tylko ulokować się w środku. Busem z kompletem pasażerów ok. godziny 15-tej dotarłem na dworzec Didube w Tbilisi. Ale o pierwszym dniu w Tbilisi będzie już w następnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z Gori i skalnego miasta Upliscyche znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Gruzja

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Wardzia, skalne miasto

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi - średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche - monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu - powrót do Mcchety.

Borżomi

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

 

0

Autor:

Kategorie: Gruzja, Gruzja 2014, Rok 2014

Okolice Kutaisi: monastery Gelati i Motsameta

Oprócz katedry Bagrati, Kutaisi ma jeszcze dwie atrakcje turystyczne, których nie wolno pominąć – to dwa bardzo stare monastery: Gelati i Motsameta, położone za miastem. Bez nich zwiedzanie Kutaisi nigdy nie będzie pełne.

Gruzja 2014, dzień 1 (poprzedni wpis: Kutaisi, polski punkt wypadowy do Gruzji). Nie da się w pełni zobaczyć atrakcji Kutaisi, nie odwiedzając monasterów, położonych pod miastem, tak bardzo silnie związanych z historią całej Gruzji. I Gelati, i Motsameta, bo o nich mowa, świadczą o malowniczej historii tego państwa, jej kulturze i nauce. Tłumy Gruzinów, odwiedzające te miejsca świadczą też o przywiązaniu do tradycji i religii, o szacunku do własnej historii i ludzi, którzy ją tworzyli.

Monaster Gelati jest z tej dwójki bardziej znany, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jest oddalony o jakieś 10 km od Kutaisi i, jeśli nie macie w Gruzji własnego środka transportu, dostać się do niego z Kutaisi możecie na dwa sposoby: taksówką (wcale nie tak drogo, kurs w obie strony wraz z oczekiwaniem na miejscu powinien kosztować nie więcej niż 15-20 GEL) lub marszrutką, czyli busem. Wybrałem ten drugi sposób – marszrutki do Gelati odjeżdżają z tyłów teatru, stojącego przy placu z fontanną Kolchidy. Zeby mieć pewność zabrania (marszrutki często są wypełnione jak puszka sardynek), radzę być na przystanku jakieś 20 minut przed godziną odjazdu – kursów jest kilka dziennie: 8:30, 11:00, 14:00, 16:00 i 18:00. Trasa trwa mniej więcej 20 minut i kosztuje 1 GEL w jedną stronę.

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy, słynna mozaika Maryi z Dzieciątkiem

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy, słynna mozaika Maryi z Dzieciątkiem

Marszrutka odjeżdżająca do Gelati ma na przedniej szybie rysunek monasteru zamiast numeru linii, łatwo ją rozpoznać. Oczywiście nie ma klimatyzacji, więc w letnim upale wewnątrz jest średnio przyjemnie, ale kogo to interesuje. Marszrutka przejeżdża po drodze obok skrętu z głównej drogi do monasteru Motsameta (jest bliżej Kutaisi), niestety nie istnieje linia jadąca przez oba te monastery. Można za to połakomić się na piesze przejście z jednego do drugiego (asfaltem 6.5 km). Marszrutka z Kutaisi dojeżdża prawie pod samą bramę monasteru Gelati – jeśli zwiedzicie go ekspresowo (czego nie polecam, nie po to telepiecie się na drugi koniec świata), to zdążycie na kurs powrotny, który jest 10-15 minut po przyjeździe.

Monaster Gelati w zamierzeniu założyciela, króla Dawida IV Budowniczego, miał być nie tylko miejscem kultu religijnego, ale też siedzibą akademii, która była na owe czasy jedną z pierwszych instytucji szkolnictwa wyższego na świecie. Później stała się głównym ośrodkiem kulturalnym Gruzji. Kompleks monasteru i akademii Dawid Budowniczy, uważany za najważniejszego władcę w historii Gruzji, polecił wybudować w 1106 r., chcąc stworzyć „drugą Jerozolimę”. W tym czasie Kutaisi było stolicą Gruzji, Tbilisi było we władaniu Arabów. Budowa zakończyła się dopiero w 1130 r., skończył ją po śmierci króla jego następca.

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, kościół Maryi Dziewicy

Monaster Gelati, budynek dawnej Akademii

Monaster Gelati, budynek dawnej Akademii

Monaster Gelati, południowa brama, w której pochowano króla Davida IV Budowniczego

Monaster Gelati, południowa brama, w której pochowano króla Davida IV Budowniczego

Akademia Gelati słynęła z nauki geometrii, arytmetyki, muzyki czy filozofii – wykładali tu najlepsi naukowcy sprowadzeni przez władcę. Istniała tu także szkoła malarstwa, najważniejsza w całej Gruzji. Kompleks zaczął tracić na świetności dopiero w XIV wieku, a w wieku XVI spalili go Turkowie, a po ponownym zniszczeniu w XVIII w. nigdy już nie powrócił do swojej świetności. Stopniowo popadając w ruinę, został zamknięty przez bolszewików po aneksji Gruzji przez Rosję w 1921 r.

Monaster Gelati, kościół św.Mikołaja

Monaster Gelati, kościół św.Mikołaja

Monaster Gelati składa się z pięciu najważniejszych elementów:

  • głównego kościoła Maryi Dziewicy, pierwszego chronologicznie wybudowanego na terenie monasteru. Kościół ten posiada fantastycznie wymalowane freskami wnętrze. Malowidła pochodzą z różnych okresów, od początków XII w. (czyli z czasów budowy) przez XIV, XVI aż po XVII w. Do najważniejszych należy jedyny do dziś zachowany portret króla Dawida IV Budowniczego, dzięki któremu wiadomo, jak wyglądał władca. Prawdziwą perłą jest jednak świetna mozaika, przedstawiająca Maryję Dziewicę z Dzieciątkiem w otoczeniu dwóch archaniołów, Michała i Gabriela. Wykonano ją w 1130 r. i złożono z 2.5 mln kamyków (!) – ale szybko uległa częściowemu zniszczeniu, jeszcze w XII w., w wyniku trzęsienia ziemii. Dolną część mozaiki odnowiono przez… domalowanie brakującej części, ale dziś przypomina to bardziej dzieło Jasia Fasoli z filmu „Nadciąga totalny kataklizm” (pamiętacie obraz „matki Whistlera” ? ;-))
  • kościoła św.Jerzego, wybudowanego w XIII w. i zniszczonego przez Turków w 1510 r. Wnętrze ma również pięknie malowane freskami, pochodzącymi z XVI i XVII w. W zamyśle architektonicznym miał być mniejszą wersją głównego kościoła
  • Monaster Gelati, dzwonnica

    Monaster Gelati, dzwonnica

    kościoła św.Mikołaja, także pochodzącego z XIII w., dość nietypowego, z dwoma kondygnacjami, z których niższa jakby stanowiła bramę przechodnią z budynku dawnej akademii do głównego kościoła (pomiędzy którymi stoi). Właściwy kościół znajduje się na wyższej kondygnacji

  • budynku dawnej Akademii, wybudowanego w 1106 r. razem z głównym kościołem, co czyni oba te budynki najstarszymi na terenie kompleksu. Wejściowy portyk (każda kolumna jest inna) dobudowano wiek później
  • dzwonnicy, także pochodzącej z XII w., jednej z najstarszych w całej Gruzji

We wnętrzach monasteru pochowano wielu znamienitych obywateli, w tym kilku władców Gruzji. Jest też jedno miejsce szczególnie ważne dla Gruzinów, nie opuszcza go żadna szkolna wycieczka, choć leży nieco na uboczu terenu monasteru. Jest to południowa brama, kiedyś główne wejście z zewnątrz, dziś dość niepozornie wyglądająca konstrukcja, pomijana przez sporą część turystów. W bramie tej, w jej podłodze pochowany został zgodnie ze swoim życzeniem sam król Dawid IV Budowniczy, przykryty jest on kamieniem z wyrytą inskrypcją w alfabecie gruzińskim. Południowa brama także pochodzi z czasów budowy monasteru (XII w.).

Monaster Gelati, kościół św.Jerzego

Monaster Gelati, kościół św.Jerzego

Monaster Gelati, kościół św.Jerzego

Monaster Gelati, kościół św.Jerzego

Sokhasteri (szpital) z XII w., obok monasteru Gelati

Sokhasteri (szpital) z XII w., obok monasteru Gelati

Sokhasteri (szpital) z XII w., obok monasteru Gelati

Sokhasteri (szpital) z XII w., obok monasteru Gelati

Sokhasteri (szpital) z XII w., obok monasteru Gelati

Sokhasteri (szpital) z XII w., obok monasteru Gelati

Ostatnią ciekawostką są wrota południowej bramy, które są starsze od każdej budowli kompleksu. Pochodzą bowiem z 1063 r., kiedy to zostały wykonane w położonym dziś na terenie Azerbejdżanu mieście Ganja. Były one łupem wojennym następcy Dawida Budowniczego, Demetriusza I i zostały przywiezione w 1139 r. Do dziś zachowała się jedynie połowa z ówczesnych wrót. Wyryto na nich imię twórcy oraz datę wykonania.

Kilkaset metrów przed monasterem, przy drodze dojazdowej na małym wzgórzu można znaleźć jeszcze jeden obiekt wart zobaczenia, zwany Sokhasteri (nazwa nadana później), pochodzący z 1141 r., czyli współczesny monasterowi. Obiekt pełnił funkcję pustelni i składał się wg dzisiejszej wiedzy z dziedzińców, części kościelnej oraz szpitala.

Jeżeli przyjechaliście do Gelati marszrutką i chcecie się dostać do drugiego z monasterów, Motsamety, macie tylko dwie możliwości: piesza wędrówka lub jazda marszrutką powrotną, jadącą do Kutaisi. Ta druga możliwość ma dwa „podwarianty”: wysiadacie przy skręcie do Motsamety i idziecie ok.1.5 km drogą pod górę do monasteru albo wracacie do Kutaisi i bierzecie taxi do Motsamety. Ja w czerwcowym upale wybrałem taksówkę. Koszt trasy w obie strony do Motsamety wraz z godzinnym czekaniem na mnie pod monasterem: 15 GEL.

Monaster Motsameta

Monaster Motsameta

Monaster Motsameta

Monaster Motsameta

Legenda mówi, że na początku VIII w. dwaj miejscowi książęta, Davit i Konstantin, zostali schwytani przez Arabów, którzy torturami próbowali zmusić ich do przejścia na islam. Bracia nie poddali się i zostali zamęczeni na śmierć. Ciała obciążono kamieniami i wrzucono do rzeki Rioni. Pochowano ich w podziemiach stojącego tu wtedy kościoła, który Arabowie również zniszczyli. „Motsameta” oznacza „miejsce męczeństwa”.

Monaster Motsameta, dzwonnica

Monaster Motsameta, dzwonnica

W XI w., na cześć obu braci ówczesny król Bagrat III ufundował w tym miejscu klasztor. Davit i Konstantin mają do dziś grobowiec wewnątrz klasztornego kościoła, są świętymi kościoła prawosławnego. Obok stoi dzwonnica, także z XI w.

Monaster Motsameta położony jest na wysokim klifie, w dole widowiskowo, zawijasami płynie rzeka. Z racji swojego umiejscowienia, teren monasteru jest dość ciasny i ciężko o dobrą fotografię całych budynków. We wnętrzach kościoła można robić zdjęcia, ale w czasie mojej wizyty trwała ceremonia ślubna – nie chciałem przeszkadzać… Z Kutaisi do Motsamety jest 6 km drogi.

Dwa monastery, położone poza miastem, kończą opowieść o atrakcjach Kutaisi, pierwszego przystanku na mojej 9-dniowej trasie po Gruzji. Następny wpis będzie o Gori, rodzinnym mieście Stalina oraz skalnym mieście Upliscyche.

Pełna galeria zdjęć z monasterów Gelati i Motsameta znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Gruzja

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Wardzia, skalne miasto

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi - średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche - monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu - powrót do Mcchety.

Borżomi

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

2

Autor:

Kategorie: Gruzja, Gruzja 2014, Rok 2014

Kutaisi, polski punkt wypadowy do Gruzji

Czerwiec 2014 to druga już w tym roku dłuższa niż weekendowa wyprawa – tym razem padło na Gruzję, kraj ostatnio „rozjeżdżany” przez Polaków, z racji tanich połączeń oferowanych przez WizzAir. Pierwszy przystanek to właśnie destynacja Wizza – Kutaisi.

Gruzja 2014, dzień 1, startujemy z relacją. Jako się wyżej rzekło, do Kutaisi doleciałem WizzAirem z Warszawy, lotem o sensownej godzinie – lądowanie w Kutaisi było ok.20:30, co dało czas na dojazd do miasta z lotniska i brak potrzeby budzenia gospodarzy guesthouse’u, w którym miałem spędzić dwie najbliższe noce.

Lotnisko w Kutaisi jest niewielkie i równie niewiele jest tu do „roboty”, ale trzeba podkreślić, że jest też tu wszystko, co jest potrzebne turyście przybywającemu do Gruzji. Przede wszystkim jest czynne stoisko bankowe, w którym można wymienić najpopularniejsze waluty (czyt. dolary czy euro) na gruzińskie lari. Co istotne, kurs w odróżnieniu od większości lotnisk w tzw. cywilizowanym świecie nie jest złodziejski. Może dlatego że to stoisko bankowe, a nie kantor. Swoje trzeba odstać – w końcu cały samolot Polaków ustawia się w kolejce zaraz po odbiorze bagażu. Po nabyciu lokalnej waluty można już stanąć w drugim ogonku, zdecydowanie krótszym – do zakupu biletu na busa, który zawiezie nas do centrum Kutaisi. Bilet kosztuje 5 GEL (lari).

Lotnisko w Kutaisi

Lotnisko w Kutaisi

Kutaisi, fontanna Kolchidy

Kutaisi, fontanna Kolchidy

Kutaisi, fontanna Kolchidy

Kutaisi, fontanna Kolchidy

Kutaisi, budynek teatru

Kutaisi, budynek teatru

Busy do miasta stoją na lotniskowym parkingu tylko w godzinach przylotu samolotów (nie przylatuje ich do Kutaisi za wiele), poza nimi ciężko tu uświadczyć innego transportu niż taksówka. Jeśli nie zamierzacie pozostawać w Kutaisi, możecie od razu wsiąść do busa np. do Tbilisi. Duża część turystów omija szerokim łukiem Kutaisi (moim zdaniem zdecydowanie niezasłużenie), mające opinię miasta nieciekawego, i od razu ucieka wgłąb Gruzji, najczęściej do Tbilisi właśnie.

Pierwsza przygoda czeka już na parkingu busów. Zostaję „zakwaterowany” jako ostatni pasażer jednego z busów do Kutaisi, na siedzeniu tuż obok kierowcy (czyt. „będzie mi obijał nogi dźwignią zmiany biegów”). Gdy już ja siedzę, a mój plecak leży głęboko z tyłu w bagażniku, następuje zwrot akcji. Kierowca zamiast odjechać, jakimś cudem wynajduje czekającą też na transport do Kutaisi młodą dziewczynę, po czym… nakazuje mi wysiadkę – zamiast mnie pojedzie ona :) W ostatniej chwili udaje mi się odzyskać plecak z bagażnika i… zostaję na parkingu :) No cóż, przyjemniej zmieniając biegi łapać za kolano młodą Polkę i niż podstarzałego Polaka :) Nawiasem – bus wypełniony turystami odpalany był na popych, pchał go cały zestaw kierowców innych busów :)

Przygoda się jednak opłaciła – kolejnym kursem zabrała się jedna z kobiet sprzedających bilety, która wymusiła na kierowcy odwożenie pasażerów w pobliże ich hoteli i hosteli – co niby kierowca ma robić w standardzie, ale nasz na wstępie zapowiedział (po gruziński i machając rękami), że absolutnie nie zamierza tego robić. I nie dość, że bus podjeżdżał maksymalnie blisko głównej swojej trasy w okolice kolejnych noclegowni, w których pasażerowie mieli wykupione spanie, to jeszcze Gruzinka dzwoniła do każdego z nich, że wiezie im gości. Tym sposobem gospodarz mojego guesthouse’u wyszedł po mnie na przystanek, niwelując do zera groźbę błądzenia w poszukiwaniu domu w bocznej uliczce. Jednym słowem – szybko i wygodnie dostałem się do miejsca „spoczynku”.

Kutaisi, kolumnada przy wejściu do parku miejskiego

Kutaisi, kolumnada przy wejściu do parku miejskiego

Kutaisi, park miejski

Kutaisi, park miejski

Kutaisi, pomnik Zakarii Paliaszwili w parku miejskim

Kutaisi, pomnik Zakarii Paliaszwili w parku miejskim

Wieczór upłynął przy „poczęstunku” zaserwowanym przez przemiłych gospodarzy – na stół wjechało domowej roboty wino (i czerwone i białe), a przy stole pojawił się komplet gości – czyli ja i… dwóch przyjaciół z Arabii Saudyjskiej. Jeden z nich gadał za obu po angielsku, a drugi za obu… pił wino i palił papierosy. A podobno religia zabrania :) Tak czy tak, Gruzja przywitała mnie naprawdę miło – tylko Hiszpania poległa 1:5 z Holandią w meczu który oglądaliśmy w trakcie „libacji” – ale nie można mieć wszystkiego :) A potem czas lulu – wszak organizm musi odespać podróż i przygotować się na wyzwania dnia następnego – całego przeznaczonego na zwiedzanie Kutaisi i jego najbliższych okolic.

Słów kilka o Kutaisi. Miasto już na początku pierwszego tysiąclecia p.n.e. było stolicą Kolchidy – prekursora państwa gruzińskiego. Kolejny raz Kutaisi zapisało się jako stolica w X w., kiedy to Gruzja przeżywała swój złoty okres – zjednoczono kilka lokalnych królestw, tworząc solidne państwo – jedynie Tbilisi pozostawało pod władaniem tureckim. A ile i to miasto zostało przez Gruzinów odzyskane w 1121 r., a rok później przeniesiono tam stolicę państwa z Kutaisi. „Do władzy” Kutaisi nieformalnie wróciło jeszcze w I połowie XIII w., kiedy to w wyniku najazdu Mongołów w mieście schroniła się ówczesna gruzińska królowa, rezydując w nim aż do śmierci (choć oficjalnie stolicą było Tbilisi).

W XV w. pojawiła się potęga Imperium Osmańskiego, a osamotniona chrześcijańska Gruzja zaczęła zwracać się w stronę Rosji. Skończyło się niespodzianką, bo Rosja w 1810 r. zajęła ziemie gruzińskie, wchłaniając je w skład swojego terytorium. Kutaisi stało się stolicą rosyjskiej guberni. Dziś Kutaisi jest drugim co do wielkości miastem Gruzji, liczącym 200 tys. mieszkańców, siedzibą gruzińskiego parlamentu.

Kutaisi, runda honorowa nowożeńców dookoła fontanny Kolchidy

Kutaisi, runda honorowa nowożeńców dookoła fontanny Kolchidy

Kutaisi, nowożeńcy pod katedrą Bagrati

Kutaisi, nowożeńcy pod katedrą Bagrati

Kutaisi, nowożeńcy pod katedrą Bagrati

Kutaisi, nowożeńcy pod katedrą Bagrati

Kutaisi, weselni "grajkowie" pod katedrą Bagrati

Kutaisi, weselni „grajkowie” pod katedrą Bagrati

Często wspominanym faktem związanym z Kutaisi jest pochodzenie piosenkarki Katie Melua, która tu właśnie się urodziła. Polakom bardziej Kutaisi powinno kojarzyć się z Władysławem Raczkiewiczem, ministrem spraw wewnętrznych z okresu międzywojennego i I Prezydentem RP na Uchodźstwie – on także urodził się w tym mieście.

Pobyt w Kutaisi rozpocząć miał się zakupem gruzińskiej karty SIM z internetem – mobilny internet jest w Gruzji dość tani i łatwo dostępny dla obcokrajowców. Ale że salon Geocell w centrum miasta okazał się być czynnym dopiero od godz.9:00, zakup został odłożony „na potem”. Czas na zwiedzanie atrakcji miasta.

Atrakcje te w zasadzie ograniczają się do historycznego centrum miasta, skupionego dookoła parku miejskiego. Z jednym wyjątkiem – o którym za chwilę. Zwiedzanie Kutaisi rozpoczęło się od punktu dość oczywistego – rozległego placu z dość monumentalną fontanną, nazywaną fontanną Kolchidy. Jest świeżutka, wzniesiona została w 2011 r. i składa się z 30 figur, będących kopiami statuetek, znalezionych podczas prac archeologicznych na terenach starożytnej Kolchidy, której Kutaisi było kiedyś stolicą. Przy placu znajdziemy jeszcze monumentalny budynek teatru dramatycznego im.Lado Meskhishvili, kiedyś będącego kulturalnym centrum miasta, w którym często odbywały się spektakle patriotyczne, związane z oporem przeciwko Rosji. Występowali tu najwięksi gruzińscy artyści, swoje sztuki wystawiali najznamienitsi reżyserzy.

Kutaisi, rzeka Rioni, w tle na wzgórzu katedra Bagrati

Kutaisi, rzeka Rioni, w tle na wzgórzu katedra Bagrati

Kutaisi, katedra Bagrati

Kutaisi, katedra Bagrati

Kutaisi, katedra Bagrati

Kutaisi, katedra Bagrati

Kutaisi, katedra Bagrati, korony zakładane parze młodej w czasie ceremonii ślubnej

Kutaisi, katedra Bagrati, korony zakładane parze młodej w czasie ceremonii ślubnej

Z tyłu, za teatrem, oprócz ważnego punktu – przystanku marszrutek (busów) wyjeżdżających z Kutaisi w stronę monasterów Gelati i Motsameta, znajduje się także widowiskowy kościół Zwiastowania NMP, wybudowany pierwotnie w 1823 r. z rozkazu rosyjskiego cara, na wzór jednego z prawosławnych kościołów w Sankt Petersburgu. W 1856 r. został zmieniony w kościół rzymskokatolicki, pod koniec XIX w. został przez francuskich rzymsko-katolików przebudowany i dziś popularnie nazywany jest „kościołem francuskim”. Koniec końców w 1989 r. kościół zwrócono wiernym prawosławnym.

Kutaisi, kościół w starej części miasta (armeński kościół św.Jerzego ?)

Kutaisi, kościół w starej części miasta (armeński kościół św.Jerzego ?)

Sam park miejski, założony w 1848 r., jest ulubionym miejscem odpoczynku dla mieszkańców miasta, do czego zachęcają ustawione w cieniu gęstych drzew (zbawiennym w czasie upałów) ławeczki oraz dość widowiskowe fontanny. W czasie dnia ciężko o wolne miejsce. Po przeciwległej, patrząc od strony fontanny Kolchidy stronie parku miejskiego znajduje się budynek miejskiej opery, a przed nim znajdziemy niewielki pomnik Zakarii Paliaszwili, gruzińskiego kompozytora operowego, urodzonego w Kutaisi. Od strony placu z fontanną wejście do parku stanowi kolumnada w stylu jońskim, dobudowana w 1948 r.

Wracamy do placu z fontanną, kierując się w ulicę przechodzącą z prawej strony teatru – ulicę Newport, nazwaną na cześć brytyjskiego miasta partnerskiego. Idąc nią do końca, dojdziemy do budynku Sądu Apelacyjnego, obok którego stoi kolejny kościół, o którym bardzo ciężko znaleźć konkretne informacje – prawdopodobnie jest to armeński kościół św.Jerzego.

Warto zacząć przyglądać się mijanym budynkom, wchodzimy wszak do starej żydowskiej dzielnicy Mtsvanekvavila – kiedyś Żydzi stanowili dość liczną społeczność w Kutaisi, choć dziś pozostało ich w mieście niewielu – większość wyemigrowała do Izraela. Skręcając z ulicy Newport (nieco przed budynkiem sądu) w ulicę Borisa Gaponowa, znajdziemy się zaraz przez Wielką Synagogą, wybudowaną w 1885 r., do dziś użytkowaną. Udaje mi się trafić na francuskojęzyczną wycieczkę, dla której otwarto wnętrze synagogi – pakuję się więc wraz z nią do środka. dzięki temu możecie zobaczyć na fotkach jej wnętrze.

Kutaisi, kościół Zwiastowania NMP

Kutaisi, kościół Zwiastowania NMP

Kutaisi, ruiny bazyliki i twierdzy w dzielnicy Mtsvanekvavila

Kutaisi, ruiny bazyliki i twierdzy w dzielnicy Mtsvanekvavila

Kutaisi, brama Panteonu, cmentarza zasłużonych Gruzinów

Kutaisi, brama Panteonu, cmentarza zasłużonych Gruzinów

Kutaisi, domy nad rzeką Rioni

Kutaisi, domy nad rzeką Rioni

Ulicą Gaponowa dojedziemy do kolejnej synagogi (podobno przy tej ulicy są trzy, niestety trzeciej nie znalazłem), znacznie starszej, bo pochodzącej z 1835 r., ale dziś zamkniętej i nieużywanej. Stąd już widać wzgórze Mtsvanekvavila, na którym znajduje się kościół Archaniołów Michała i Gabriela prawdopodobnie z XVII w (inne źródła mówią o początku XX w.). Obok niego znajdują się ruiny jednej z najstarszych budowli w mieście – bazyliki pochodzącej z 1013 r. Dookoła kościoła i ruin znajduje się mały przykościelny cmentarzyk, a za nim od 1956 r. istnieje Panteon – cmentarz zasłużonych, z grobami wielu znamienitych obywateli Gruzji. Panteon jest jednak zamknięty w weekendy, a że moja wizyta w Kutaisi wypadła w sobotę, to Panteon pozostało mi oglądać zza ogrodzenia.

Kutaisi, kościół Zwiastowania NMP widziany z drogi do katedry Bagrati

Kutaisi, kościół Zwiastowania NMP widziany z drogi do katedry Bagrati

Po zejściu w dół do ulicy Gelati (wylotowej w stronę słynnego monasteru) wracamy w stronę centrum miasta i placu z fontanną. Warto znów przyjrzeć się zabudowie starej części Kutaisi.

Pozostała jeszcze do zobaczenia największa atrakcja turystyczna Kutaisi, wizytówka miasta, widoczna z każdego jego miejsca – katedra Bagrati. Stoi na wysokim wzgórzu po prawej stronie rzeki Rioni, przepływającej przez miasto. Najszybciej można się do niej dostać, przekraczając rzekę mostem „łańcuchowym” (Jachvis Hidi) – w sobotę w jego okolicach organizuje się lokalny targ z owocami, warzywami, serami i mięsem, polecam chaczapuri sprzedawane przez obnośnych sprzedawców (1 GEL) – i wspinając się stromą (naprawdę stromą) uliczką Bagrati.

Na spacer do katedry Bagrati w upalne dni radzę zabrać zapas wody do picia – droga jest naprawdę stroma i odsłonięta przed słońcem – można się nieźle zagrzać. Katedra znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Wybudowana została przez króla Bagrata III (stąd nazwa) najprawdopodobniej w 1003 r. – tak stanowi inskrypcja na jednej ze ścian. Została wysadzona w powietrze wraz z sąsiednią twierdzą Ukimerioni przez Turków w 1692 r. i od tej pory trwała w ruinie. Dopiero w 1952 r. rozpoczęto prace przy jej odbudowie, które zakończono w 2012 r., kiedy to oddano katedrę ponownie do użytku.

Kutaisi, zabudowa starej części miasta

Kutaisi, zabudowa starej części miasta

Kutaisi, zabudowa starej części miasta

Kutaisi, zabudowa starej części miasta

Kutaisi, ruiny twierdzy Ukimerioni przy katedrze Bagrati

Kutaisi, ruiny twierdzy Ukimerioni przy katedrze Bagrati

Przy Bagrati po raz pierwszy „doświadczyłem” widoku gruzińskich nowożeńców, którzy para za parą zjawiali się w katedrze, zdaje się że po błogosławieństwo popa, a potem na sesję zdjęciową z budynkiem świątyni. Ten rytuał potem dość często widywałem w każdej bardziej znaczącej cerkwi, monasterze czy katedrze – wygląda to na zwyczajowe zachowanie. Tak jak i przejazd pary młodej pod katedrę a potem przez miasto – zawsze był samochód z szyberdachem i para młoda stojąca w aucie, do pasa wystając przez szyberdach z samochodu.

Wspomniałem już o sąsiadujących z katedrą Bagrati ruinach twierdzy Ukimerioni. Nikt nie wie, kiedy została wybudowana. Wiadomo, że dużą rozbudowę przeszła już na początku VI w. n.e. Prawdopodobnie w 551 r. po raz pierwszy została zniszczona, potem wielokrotnie przebudowywana. Jeszcze w połowie XVII w. została zapisana jako istniejąca, duża twierdza z 7 wieżami obronnymi, murami wysokimi na 20 m i grubymi na 2 m. Ale już w 1692 r. została zburzona przez Turków i od tej pory pozostaje w ruinie.

Co jeszcze warto zobaczyć w Kutaisi ? Warto zobaczyć jeszcze raz to samo, ale w scenerii nocnej. Zarówno park miejski (kolorowe fontanny) jak i całe jego otoczenie są gruntownie oświetlone i prezentują się dość efektownie. Najbardziej efektownym punktem miasta w nocy jest zdecydowanie fontanna Kolchidy oraz katedra Bagrati, oświetlona, stojąca ponad miastem. Wieczorem w Kutaisi jest bezpiecznie, można pospacerować po centrum bez żadnych obaw.

Kutaisi nocą, fontanna Kolchidy

Kutaisi nocą, fontanna Kolchidy

Kutaisi nocą, teatr

Kutaisi nocą, teatr

Kutaisi nocą, park miejski

Kutaisi nocą, park miejski

Kutaisi nocą, opera

Kutaisi nocą, opera

Kutaisi nocą

Kutaisi nocą

Kutaisi nocą

Kutaisi nocą

Mi pozostało już tylko wrócić do guesthouse’u, pokibicować przed telewizorem w czasie kolejnych meczów MŚ (gruziński komentarz nie jest taki zły, przynajmniej nikt nie myli Messiego z Maradoną), a kolejnego dnia odjechać z Kutaisi. Zanim jednak o kolejnych etapach gruzińskiej podróży,w następnym wpisie zabierzemy Was do największych atrakcji, położonych w niedalekiej odległości od Kutaisi – zabytkowych monasterów Gelati i Motsameta.

PS. A kartę SIM oczywiście kupić się udało. Koszt to 5 GEL za kartę i 15 GEL za pakiet 1.5 GB danych do wykorzystania przez miesiąc – ceny w Gruzji nie odstraszają. A dzięki temu telefon robił potem za mapy, nawigację samochodową, informację turystyczną itp. Kartę SIM innej sieci gruzińskiej, BeeLine można kupić już na samym lotnisku w Kutaisi.

Pełna galeria zdjęć z Kutaisi znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Gruzja

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Wardzia, skalne miasto

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi - średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche - monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu - powrót do Mcchety.

Borżomi

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

 

0

Autor:

Kategorie: Gruzja, Gruzja 2014, Rok 2014

Gdzie jesteś, Gruzjo ?

Tytuł trochę prowokacyjny, ale oddaje sens tego wpisu. Zanim zaczniemy opowiadać Wam o 9-dniowej wyprawie do Gruzji, napiszemy o tym, gdzie Gruzja leży i dlaczego tak właściwie nikt do końca dziś tego nie wie.

Gruzja przeżywa prawdziwy boom turystyczny w ostatnich latach. Wg „Georgian National Tourism Administration” Gruzja „obsłużyła” w 2013 r. ponad 2 mln turystów, przybywających docelowo do tego kraju (nie są tu wliczani „tranzytowcy”) na dłużej niż 24 godziny. Polacy stanowili 9-tą nację pod względem liczebności – była nas w Gruzji w 2013 r. prawie 37 tysięcy, a przyrost w stosunku do roku poprzedniego to 80% (o tyle więcej Polaków przyjechało w 2013 r. niż w roku 2012) – pod względem tempa wzrostu popularności byliśmy drudzy w tabeli – za Irakiem który ma do Gruzji bardzo blisko, co sprawia, że należy oceniać nasz wzrost jako prawdziwy najazd.

Z racji odległości od Polski, najeżdżamy Gruzję głównie drogą powietrzną, i głównie za sprawą tanich połączeń WizzAira z Warszawy i Katowic do Kutaisi. Lotnisko w Kutaisi przeżyło naprawdę gwałtowny wzrost w 2013 r. – liczba obsłużonych turystów wzrosła w stosunku do roku poprzedniego o… ponad 1500% (w 2013 r. WizzAir otworzył połączenia z Warszawą i Katowicami).

Turystyka to bardzo ważna gałąź gruzińskiej gospodarki – po czasie spadku spowodowanego wojną z Rosją, pnie się regularnie w górę – udział turystyki w gruzińskiej gospodarce to dziś prawie 7% (ok. 2 mld $). O tym, jak z turystyki żyją Gruzini, niech świadczy też fakt, że 63% turystów zatrzymuje się w Gruzji w prywatnych domach – guesthouse’ach. A o charakterze turystyki w Gruzji świadczy fakt, że średni czas pobytu w jednym miejscu nie przekracza 4 dni (lideruje Tbilisi, kolejne miejsca nie mają więcej niż 2 dni na turystę). Czyli przeważa turystyka objazdowa. Taka jak mój 9-dniowy wyjazd w czerwcu 2014 r.

W Gruzji Google testuje nowy pomysł - sieć sklepów spożywczych. Żart oczywiście, ale ten sklep istnieje naprawdę, w Stepantsmindzie

W Gruzji Google testuje nowy pomysł – sieć sklepów spożywczych. Żart oczywiście, ale ten sklep istnieje naprawdę, w Stepantsmindzie

Po co o tym wszystkim piszę ? Po to, by pokazać, jak bardzo Gruzja bliska jest turystycznie Polakom i jak w ostatnich latach sobie ją upodobali. A to z kolei po to, by rozpocząć rozważania, gdzie tak naprawdę leży Gruzja i jakie wyobrażenie mamy o tym my, turyści odwiedzający ten jakże piękny kraj.

Zacznijmy od samych Gruzinów. Gruzja była drugim na świecie krajem (choć Gruzini spierają się o to z Armenią, uważaną za prekursora), który przyjął chrześcijaństwo. Do dziś jest to religia w Gruzji dominująca, tak jak w Armenii. Oba te kraje są „chrześcijańską” wyspą, otoczoną przez kraje islamskie (Azerbejdżan 97% wyznawców islamu, Turcja 98%, pobliskie Iran i Irak to również bastiony islamskie) i choćby z tego powodu Gruzji i Gruzinom kulturowo (także „lifestylowo”) bliżej do Europy, czego wcale nie kryją. Przez długie lata historii najnowszej Gruzja była też politycznie częścią ZSRR, kraju uznawanego za europejski. Zresztą do dziś jedna z teorii granicy międzykontynentalnej mówi, że leży ona w regionie Kaukazu na dawnej południowej granicy ZSRR.

Ciężko jest w Gruzji dostrzec Azję. Widoczne wszędzie prawosławne chrześcijańskie monastery, dość ciężka kuchnia oparta na mięsie i mące oraz serach, wszechobecne wino i mocny alkohol typu „czacza”, kultura bycia, przywiązanie do rodziny, silny patriotyzm państwowy – to wszystko do Azji po prostu nie pasuje. Można powiedzieć, że Azji w Gruzji… nie ma. Więcej tu (na pierwszy rzut oka wg mnie) charakteru np. Serbii.

Przeróżne nazwijmy to „korporacje” polityczne czy zawodowe także lubią traktować Gruzję jako kraj europejski. Choćby taka Unia Europejska – 27 czerwca br. podpisała z Gruzją (i nie tylko, także z Ukrainą i Mołdawią, ale te kraje są rzeczywiście w Europie) umowę stowarzyszeniową, czyli Gruzja zmierza do zostania członkiem tej organizacji. Co zresztą my Polacy wspieramy – nie należy się dziwić – od czasów wojny z Rosją i wizyty prezydenta L.Kaczyńskiego w jej czasie w Gruzji nasze wzajemne stosunki są raczej więcej niż ciepłe. Warto też dodać, że obywatele UE od dawna nie muszą posiadać wiz, żeby wjechać do Gruzji.

Tbilisi, nieliczny z widzianych w Gruzji meczetów

Tbilisi, nieliczny z widzianych w Gruzji meczetów

Duża część Polaków to kibice piłkarscy, więc wszyscy wiemy, że od samego odzyskania przez Gruzję niepodległości, drużyny klubowe z tego kraju grają w europejskich pucharach pod auspicjami UEFA – Gruzja jest członkiem Europejskiej Unii Piłkarskiej. Zresztą często grają z polskimi klubami, co tylko utwierdza przekonanie, że Gruzja to Europa. Nawet mecz o SuperPuchar Europy pod egidą UEFA odbędzie się w 2015 r. w… Tbilisi.

Narodowa reprezentacja Gruzji także gra w rozgrywkach europejskich – żeby było ciekawiej w eliminacjach najbliższych Mistrzostw Europy w piłce nożnej nasza chluba i chwała – czyli piłkarska reprezentacja – zagra w jednej grupie z kim ? Z Gruzją :)

Takimi to sposobami w naszą podświadomość wbito informację, że Gruzja należy od Europy. I tu powinien paść dźwięk z teleturnieju „Jeden z Dziesięciu”, prowadzonego przez lata przez T.Sznuka – dźwięk odtwarzany przy błędnej odpowiedzi. Na pewno wiecie, o jaki dźwięk chodzi. Błąd. Gruzja wcale nie leży w Europie. A to, że UE czy UEFA przyjmują Gruzję w swoje ramiona, świadczy tylko o tym, że mają tam interesy – jakiekolwiek polityczne czy finansowe (z reguły zawsze i tak kończy się na tych drugich).

Zastanawiające jest jednak to, że świat do dziś nie ustalił obowiązujących wszystkich granic poszczególnych kontynentów. Niby mamy ich tyle, ile mamy, niby uczą nas o nich na geografii, a w rzeczywistości okazuje się, że granica między Europą i Azją nie jest taka oczywista i jest kilka teorii jest przebiegu.

Za obowiązującą w Polsce uznaje się granicę wytyczoną przez Międzynarodową Unię Geograficzną, która przebiega jakieś kilkaset kilometrów na północ od Gruzji – wg niej więc oficjalnie uznaje się, że Gruzja geograficznie jest krajem AZJATYCKIM. Tak, leży w Azji. Bo gdyby Gruzja była w Europie, to Mont Blanc (4810 m n.p.m.) nie byłby najwyższym europejskim szczytem – wszak leżący na Kaukazie, w Rosji, niedaleko od północnej granicy Gruzji Elbrus jest znacznie wyższy (5642 m n.p.m.). Aczkolwiek słyszę, że brać alpinistyczna stosuje swoje własne podziały i to właśnie Elbrus uznaje za najwyższą górę Europy.

Po świecie „biega” kilka innych niż ta oficjalna teorii podziału Europy i Azji, z których kilka kłóci się właśnie o przynależność terytorium Gruzji. Jest ich jakieś pięć i wg każdej z nich mniejsza lub większa część Gruzji – a wg jednej cała Gruzja – leży w Europie. Jak by to powiedział klasyk: „Burd… macie siostry w tym Archeo”. Nie wiem jak w XXI wieku i erze lotów w kosmos nie można sobie poradzić z granicą kontynentów, które wydają się być oznaczone od wieków, ale tak właśnie jest.

W każdym bądź razie – zbliżając się do wniosku końcowego – radzimy zapamiętać, że Gruzja leży w Azji. Geograficznie – bo mentalnie, kulturowo, kulinarnie, politycznie czy piłkarsko może być całkiem gdzie indziej :) Pojedziecie, to się przekonacie. Z charakteru czy zachowania bliżej Gruzinom do Bałkanów (no i to wino !) niż np. do Turków, Arabów czy Persów. Zamiłowanie do świętowania, wina, gwałtowność, stanowczość, ale i podejście do kobiet – czasem można pomylić z krajami byłej Jugosławii czy południa Europy.

A jak bardzo wbiło się polskim turystom przekonanie, że jadąc do Gruzji, nie wyjeżdżają z Europy – niech świadczy rozmowa rodaków w busie wiozącym nas z lotniska w Kutaisi do centrum miasta – grupa dyskutująca zgodnie stwierdziła (podkreślam, to było już po przylocie do Gruzji), że mają ubezpieczenie medyczne, bo posiadają przecież karty EKUZ (skrót od: EUROPEJSKA Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego), które są w Gruzji akceptowane. Nie, to nieprawda – karty EKUZ w Gruzji nie działają, można sobie tam EKUZ-em podetrzeć… cokolwiek. A życie w nieświadomości może się naprawdę przykro skończyć. A gdzie działa EKUZ, sprawdzicie tutaj.

Dyskusje o tym, na którym kontynencie leży Gruzja, przetaczały się koło mnie i w samolocie do Kutaisi, i we wspomnianym busie wypełnionym Polakami. Nie słyszałem żadnej, która skończyłaby się konkluzją: w Azji. I stąd też ten wpis. Gruzja geograficznie jest w Azji. Cokolwiek by nie twierdzili panowie w TV. Ale nie szukajcie tej Azji w Gruzji, bo… jej nie znajdziecie (może poza bazarami ulicznymi, nielicznymi meczetami, możliwością targowania przy zakupie czy zachowaniem kierowców na drogach :-) ).

 

Inne wpisy z: Gruzja

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Wardzia, skalne miasto

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi - średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche - monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu - powrót do Mcchety.

Borżomi

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

 

0

Autor:

Kategorie: Gruzja, Gruzja 2014, Rok 2014