jaskinia | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Jedź na Istrię. I poczuj klimat kamiennych miasteczek w głębi półwyspu

Zamiast przepełnionych nadmorskich kurortów – małe kamienne miasteczka schowane wśród zalesionych wzgórz. Zamiast gorących plaż – puste uliczki i klimat żywcem zachowany sprzed wieków. Oba te obrazy tak samo dobrze opisują chorwacki półwysep Istria. I oba dają się lubić – też tak samo dobrze.

Słowenia i Chorwacja 2015, dzień 5 (poprzedni wpis: Hum, najmniejsze miasto świata). Istria w sezonie letnim to przede wszystkim morskie wybrzeże, które spełnia wszystkie wymogi turystycznej atrakcji – ładne plaże, gorący klimat, piękne zabytkowe miasteczka wypełnione po brzegi turystyczną infrastrukturą. To tu toczy się życie wczasowicza, to tu widać, że turystyczny boom na Chorwację nie przemija. I tu… najmniej czuć klimat – nieco ginie on w wielojęzycznym tłumie, przemierzającym wszerz i w poprzek najważniejsze miejsca Puli, Rovinja czy Porecu.

A gdyby tak choć na chwilę zostawić to za sobą ? Wjechać wgłąb Istrii, z dala od wybrzeża ? Czy da się uciec od nadmorskiego zgiełku, jednocześnie wciąż czując radość z podróżowania, czując niezaprzeczalny klimat i urok Istrii, których im przecież nikt nie jest w stanie odmówić ? Jak wygląda Istria, gdy zostawić morski brzeg daleko za sobą i wjechać w kręte drogi, prowadzące pomiędzy zielonymi wzgórzami lądowej części półwyspu ?

Pazin, zamek

Pazin, zamek

Pazin, zamek

Pazin, zamek

Pazin, zamek, Muzeum Etnograficzne

Pazin, zamek, Muzeum Etnograficzne

Pazin, zamek, Muzeum Etnograficzne

Pazin, zamek, Muzeum Etnograficzne

Pazin, zamek

Pazin, zamek

Niemal zawsze mamy takie odcinki objazdówek, które prowadzą nieco poza powszechnie wytyczony przez przewodniki szlak turystyczny – tak też było na Istrii – to prawdziwe królestwo prawie zapomnianych, mikroskopijnych miasteczek, schowanych wśród wzgórz. Miejsc, w których czas jakby się zatrzymał. Miejsc, gdzie wkraczając ma się uczucie cofnięcia w czasie – o kilka wieków, do czasów wielkiej Wenecji, która odcisnęła na tym regionie ogromne piętno.

Kilka takich miejsc już Wam pokazywaliśmy – choćby trzy duże istryjskie atrakcje poza wybrzeżem: Vodnjan (słynne mumie z Vodnjanu), Motovun (znany z trufli) oraz Hum (uważane za najmniejsze miasto świata). Warte uwagi jest z pewnością nasze cichutkie prywatne odkrycie – mikroskopijny Roč, wyglądający jakby ktoś zatrzymał tu czas w okresie panowania weneckiego. Teraz pokażemy Wam kolejne kilka miasteczek, w których na Istrii warto się choćby na chwilę zatrzymać.

Pazin

Dawno, dawno temu na Istrii żyli w zgodzie obok siebie ludzie i giganci. Istria wtedy składała się głównie z bagien i jezior, albo z terenów całkowicie suchych – ludzie poprosili więc wodza gigantów o imieniu Dragonja o pomoc w doprowadzeniu tu wody, by móc uprawiać ziemię.

Pazin, kościół św.Mikołaja

Pazin, kościół św.Mikołaja

Pazin, kościół św.Mikołaja

Pazin, kościół św.Mikołaja

Dragonja przystał na prośbę. Wyorał dwie bruzdy, do których wpuścił wodę – tak powstały rzeki Dragonja (gigant nazwał ją własnym imieniem) i Mirna (imieniem żony). Kiedy jednak orał trzecią bruzdę pod kolejną rzekę, z zamku w Pazinie zaczęła go głośno wyśmiewać żona miejscowego kapitana. Wkurzony gigant tupnął pod zamkiem nogą, tworząc głęboką wyrwę tuż obok niego – rzeka zamiast płynąć przez miasto, spłynęła w jaskinie pod zamkiem, znikając z ich czeluściach po dziś dzień.

Pazin, klasztor Franciszkanów

Pazin, klasztor Franciszkanów

Tak – wg legendy żyjącej wśród mieszkańców Pazina – zaczyna się historia największej atrakcji tego miasteczka, które o dziwo jest administracyjną stolicą Istrii. Atrakcją ta jest „Pazinska Jama” – wielkie wapienne zapadlisko, a właściwie „dziura” w skałach, na dnie której płynie niewielka rzeczka, znikająca w odmętach wydrążonej w bocznej skale jaskini. Nad tą jaskinią, na szczycie skalnego klifu stoi zamek – najlepiej zachowana do dziś fortyfikacja na całej Istrii.

Ale to nie koniec legend, związanych z Pazinską Jamą i zamkiem w Pazinie. Najbardziej obecnie eksploatowana i chyba bliska prawdy to ta, że i zamek i jaskinia są jedną z lokacji opisanych w trzyczęściowej sadze „Mateusz Sandorf” przez nie kogo innego, a samego Julisza Verne’a, uważanego za jednego z ojców science-fiction w literaturze. Tytułowy węgierski arystokrata, skazany na śmierć za spiskowanie przeciwko monarchii, ucieka z zamku, schodząc z klifu do jaskini, a potem idąc wzdłuż podziemnej rzeki ostatecznie opuszcza niegościnne strony.

Pazin, klasztor Franciszkanów

Pazin, klasztor Franciszkanów

Jeszcze ciekawsza, choć nigdy nie potwierdzona, jest druga legenda. Bo ponoć „Pazinska Jama” była pierwowzorem dla bram piekła, opisanych w pierwszej części słynnej „Boskiej Komedii” przez równie słynnego Dantego Alighieri. Wg niepotwierdzonych danych, Dante mógł przez jakiś czas przebywać w klasztorze, umiejscowionym na jednym z okolicznych wokół Pazinu wzgórz i rzeczywiście na co dzień widywać wejście do jaskini. Potwierdzone jest bowiem, że Dante na terenie Istrii przebywał (na pewno był w Puli).

W udokumentowanej historii Pazin pojawia się już w 983 r., kiedy to ówczesny cesarz niemiecki Otto II przekazuje istniejący już wtedy zamek w posiadanie biskupom z Porecu. Przez następne kilka wieków zamek, który wtedy stanowił całą miejscowość, przechodził wielokrotnie w inne posiadanie, sprzedawany przez poprzednich właścicieli. Zamek nigdy nie został zdobyty przez Wenecjan, którzy na całej Istrii panowali przez kilka wieków.

Sam Pazin w początkach XIX w. stał się centrum administracyjnym Istrii, ze względu na swoje centralne położenie. Pod koniec tego samego wieku stał się jednym z centrów doradzania się kultury chorwackiej. Dziś mieszka w nim ok.10 tys. osób – nie jest popularnym miejscem turystycznym, bardziej celem jednodniowych wycieczek dla osob wypoczywających na wybrzeżu.

Pazin, słynna Pazinska Jama

Pazin, słynna Pazinska Jama

Oprócz zamku, w którym mieści się dziś Muzeum Etnograficzne, oraz oczywiście „Pazinskiej Jamy”, w mieście są jeszcze dwa punkty warte zobaczenia. Klasztor Franciszkanów wybudowany został w sąsiedztwie zamku w 1481 r., w miejscu stojącego tu już wcześniej kościoła, który został przez zakonników rozbudowany i konsekrowany w 1484 r. Klasztor był niewielki, posiadał 12 pokojów, aptekę, szpital i bibliotekę – istniejącą do dziś, najstarszą bibliotekę Istrii. W XVIII w. klasztor rozbudowano, a potem uruchomiono także szkołę.

Pazin, tablica upamiętniająca Juliusza Verne'a

Pazin, tablica upamiętniająca Juliusza Verne’a

Drugim wartym uwagi zabytkiem sakralnym, dużo starszym od klasztoru, jest stojący w centrum miasta okazały kościół św.Mikołaja, wybudowany już w 1266 r. W połowie XV w. sklepienie pokryto freskami, które częściowo zachowały się do dziś i są dużą atrakcją historyczną miasta. Niestety w czasie naszej wizyty były poddawane renowacji i zasłonięte rusztowaniem. W początkach XVIII w. świątynię rozbudowano, a kilkadziesiąt lat później dobudowano wolnostojącą dzwonnicę.

Pazin nie należy do miast, które możemy uznać za najpiękniejsze na Istrii. Nie ma tu efektownej weneckiej, kamiennej architektury, nie ma zbyt wielu atrakcji. Ale nie można mu odmówić klimatu tajemniczości i wielkiej historii. Rzeka wpływająca do jaskini i znikająca pod ziemią, Juliusz Verne czy Dante opisujący to miejsce (choć pierwszy na pewno tu nigdy nie był – znał Pazin z opowiadań znajomych, a drugi przebywał w okolicy tylko „prawdopodobnie”) dodają miasteczku dużego kolorytu. I na tych elementach Pazin buduje swoją atrakcyjność turystyczną – elementów związanych z Juliuszem Verne po prostu nie sposób zauważyć w okolicach zamku.

Gračišće

Niewielka, niemal w całości kamienna wioska (ok. 1500 mieszkańców) mentalnie cofa turystę do czasów weneckich. Wiele ze stojących tu domostw pamięta te czasy – budowane były nawet w XV w., co potwierdzają daty wyryte na portalach wejściowych. Niezwykle klimatyczne miejsce, po raz pierwszy wspominane w dokumentach w 1199 r., choć udowodniono, że istniało już w czasach rzymskich, jako Galignana.

Gračišće, panorama miasteczka

Gračišće, panorama miasteczka

Gračišće, kościół Matki Boskiej na Placu

Gračišće, kościół Matki Boskiej na Placu

Gračišće, kościół parafialny św.Wita

Gračišće, kościół parafialny św.Wita

Gračišće, kościół św.Eufemii

Gračišće, kościół św.Eufemii

Gračišće

Gračišće

Gračišće

Gračišće

W średniowieczu wioska otoczona była murami obronnymi, wzmocnionymi kilkoma wieżami – jedna z nich zachowała się do dziś (pochodzi z XV w.). Główną atrakcją tego miejsca jest z pewnością architektura i ten specyficzny klimat niemal pustych kamiennych ciasnych uliczek, zabudowanych równie kamienną architekturą. Bardzo fajne miejsce, choć spędziliśmy tu zaledwie chwilę.

Gračišće, kościół Matki Boskiej na Placu

Gračišće, kościół Matki Boskiej na Placu

W Gračišće warto poszukać świątyń – to one są tutaj najważniejszymi zabytkami:

  • kościół Matki Boskiej na Placu, wybudowany w 1425 r. ikrótko potem wymalowany we wnętrzach freskami, które częściowo zachowały się do dziś. Przechowywany jest tu też cenny drewniany krucyfiks z XIII w.;
  • główny kościół parafialny św.Wita, wybudowany w 1725 r. w miejscu stojącego tu wcześniej innego kościoła, z ktorego zachowała się stojąca obok dzwonnica, pochodząca aż z XIII w.;
  • kościół św.Eufemii, mała kamienna świątynia, pochodząca z 1383 r.;
  • Kościół św.Antoniego z Padwa, wybudowany pierwotnie jako kaplica w 1381 r., przebudowany pod koniec XV w.;

Pićan

Dziś niewielka kamienna wioska, usytuowana na wzgórzu, widoczna z daleka. Przez długie wieki – centrum administracyjne Istrii – już od V w. Pićan był siedzibą diecezji biskupiej, jednej z najstarszych, a jednocześnie najmniejszych w świecie chrześcijańskim. Znany był jednak już wcześniej, w czasach rzymskich istniał pod nazwą Petina. Dziś z dawnej potęgi nie zostało nic – Pićan jest maleńką, niemal wyglądającą na opuszczoną wioską. Ale znów – z cudownym klimatem kamiennego, starego miasteczka z wielką historią.

Pićan, panorama miasteczka

Pićan, panorama miasteczka

Historii związanych z Pićanem jest co najmniej kilka. Mieszkańcy chlubią się dwoma słynnymi personami:

  • Pićan, średniowieczna brama miejska

    Pićan, średniowieczna brama miejska

    Jurij Slatkonja, żyjący na przełomie XV / XVI w., prawdopodobnie urodzony w Pićanie, ale dziś uznawany za obywatela słoweńskiego (uczył się w Ljubljanie, potem wyjechał do Wiednia). Slatkonja był pierwszym biskupem Wiednia, ale wcześniej założył w tym mieście w 1498 r. chór dziecięcy, potem przemianowany na słynny Wiedeński Chór Chłopięcy;

  • Matko Brajša – Rašan był z kolei kompozytorem i badaczem ludowych pieśni z Istrii, żyjącym w XIX / XX w. Napisał on w 1912 utwór „Krasna zemljo”, do dzię będący oficjalnym hymnem Istrii;

A co warto zobaczyć w Pićanie ? Przede wszystkim kościół parafialny z 1753 r., dekorowany kilkanaście lat później przez ostatniego biskupa. Świątynia stoi w miejscu poprzednio istniejącej tu, dużo starszej katedry – we wnętrzach znajduje się wiele grobowców miejscowych biskupów oraz ważniejszych obywateli miasta. Tu także znajdują się relikwie św.Nicefora , jednego z miejscowych biskupów (wg jednej z legend – założyciela diecezji). Obok kościoła stoi bardzo okazała dzwonnica, jedna z wyższych na Istrii (48 m), uznawana też za najpiękniejszą pod względem architektury.

Do kamiennego miasta z pewnością wejdziecie przez jedyną do dziś zachowaną średniowieczną bramę miejską, pochodzącą z XIV w., a odrestaurowaną w 1613 r., co potwierdza znajdująca się na jej elewacji tablica.

Pićan, kościół parafialny, dawniej diecezjalna katedra

Pićan, kościół parafialny, dawniej diecezjalna katedra

Pićan

Pićan

Pićan

Pićan

Pićan

Pićan

Pićan

Pićan

Pićan, kościółek św.Michała

Pićan, kościółek św.Michała

Pićan, panorama Istrii

Pićan, panorama Istrii

Poza granicami średniowiecznego miasta, na pobliskim wzgórzu stoi najstarsza zachowana do dziś świątynia Pićanu – kościółek św.Michała, pochodzący z XIII w., w którego wnętrzach znajdują się pozostałości fresków z XV w. Z tego też wzgórza rozciąga się wspaniały widok na okolicę.

Kršan

Kršan, zamek

Kršan, zamek

Kolejna niewielka miejscowość, położona wzdłuż drogi, prowadzącej na południe, do Plomina i Labina. Sam Kršan nie jest zbyt ciekawy, ale nieco powyżej niego położony jest widowiskowy zamek, po raz pierwszy wzmiankowany w historii w 1274 r. Wzmiankowany w momencie, kiedy… został zniszczony podczas miejscowych wojenek, więc na pewno istniał dużo wcześniej. Wtedy nazywał się Carsach. Po zniszczeniu przez kilkadziesiąt lat stał opuszczony.

Kilka wieków pod odbudowie, prawdopodobnie w XVI w. pojawia się obecna nazwa Kršan. Zamek jest dziś dość dobrze zachowany, częściowo stare zabudowania mieszkalne i obronne zostały odnowione i nadal służą mieszkańcom. Zachowała się brama wjazdowa do zamku. Na centralnym placu stoi dość okazały kościół św.Antoniego z XVII w., w którego podłodze znajdują się tablice nagrobne miejscowych lordów z okresu XV – XVII w.

Kršan, zamek

Kršan, zamek

Kršan, zamek, kościół św.Antoniego

Kršan, zamek, kościół św.Antoniego

Kršan, zamek

Kršan, zamek

Kršan, zamek

Kršan, zamek

Kršan, zamek

Kršan, zamek

W kolejnym wpisie pokażemy Wam jedną z kamiennych perełek architektury na Istrii, aczkolwiek mało popularną turystycznie – wg nas bardzo niesłusznie. Odwiedzimy położone blisko południowego wybrzeża Istrii średniowieczne miasteczko Labin.

Pełna galeria zdjęć z Pazinu, Gračišće, Pićanu i Kršana znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Chorwacja

IMG_2286

Jedno z najbardziej fotogenicznych miasteczek Istrii, ze starożytną przeszłością. Pastelowe kolory domów, które wydają się absurdalnie nierealne, kiedy pomyśleć, że mieszkańcy do niedawna żyli z górnictwa. Gdybyśmy zgadywali, dalibyśmy sobie parę rzeczy uciąć, że Labin jest jednym z małych włoskich miasteczek, a nie troszkę zapomnianą atrakcją chorwackiej Istrii.

Pićan

Zamiast przepełnionych nadmorskich kurortów - małe kamienne miasteczka schowane wśród zalesionych wzgórz. Zamiast gorących plaż - puste uliczki i klimat żywcem zachowany sprzed wieków. Oba te obrazy tak samo dobrze opisują chorwacki półwysep Istria. I oba dają się lubić - też tak samo dobrze.

img_1937

Istria pełna jest miejsc wyjątkowych, jedynych w swoim rodzaju. Kilka z nich już Wam pokazaliśmy. Dziś będzie kolejne - w głębi półwyspu, z dala od nadmorskiego gwaru, kryje się miasto Hum. Miasto, którego mieszkańców... da się policzyć na palcach rąk i nóg. Tak - wszystkich mieszkańców :)

 

Powitanie ze Słowenią. Prem i Jaskinie Szkocjańskie

Przez Słowenię kilka razy przejeżdżaliśmy (wyłącznie przejeżdżaliśmy) podczas naszych podróży. Przyszedł wreszcie czas, by choć trochę poznać ten kraj. Zaczynamy od Jaskiń Szkocjańskich, wpisanych na listę UNESCO.

Słowenia i Chorwacja 2015, dzień 1. W zasadzie to już dzień 2, bo cały pierwszy dzień spędziliśmy w samochodzie. Ambitny plan zakładał bowiem, że przejedziemy z Poznania na południe Słowenii jednym skokiem (ponad 1000 km) i prześpimy się jak najbliżej Jaskini Szkocjańskich, które były naszym głównym celem następnego dnia.

Wspomnimy tu od razu, że plan zakładał samochód jako podstawowe miejsce noclegowe. Trochę hardkorowo, bo jechaliśmy w trójkę (z najmłodszą pociechą). Ale jak życie pokazało, to nie był największy kłopot przy tym naszym pomyśle. Największym okazała się temperatura – w nocy w lipcu Słowenii i Chorwacji jest grubo ponad 20C i spanie w zamkniętym samochodzie jest „średnio” przyjemne. A uchylenie okna powoduje zjedzenie pasażerów przez komary :) Tym sposobem chyba trzy pierwsze noce przespaliśmy „planowo” w naszym autku, po czym nastąpiła zmiana planów i szukaliśmy „tradycyjnego” spania w hotelach.

Prem, zamek

Prem, zamek

Prem

Prem

Prem, kościół św.Heleny

Prem, kościół św.Heleny

Zanim jednak dotarliśmy do Jaskini Szkocjańskich, odwiedziliśmy jeszcze maleńką miejscowość Prem. Celem był maleńki zameczek, stojący tu dumnie na wzgórzu nad rzeką Reka – tą samą, która wydrążyła przez tysiąclecia Jaskinie Szkocjańskie. Zamek Prem wybudowany został gdzieś w początkach XIII w. i jest rzeczywiście niewielki. To budynek w kształcie litery L, otoczony sporymi murami i basztami obronnymi. Dziś mieści się w nim muzeum, które można zwiedzać wyłącznie indywidualnie, po wcześniejszym kontakcie z opiekunem. Zwiedzanie sobie odpuściliśmy, ograniczając się do podziwiania zamku z zewnątrz.

Drugim najbardziej widocznym budynkiem w Premie jest kościół św.Heleny, wybudowany pod koniec XIX w., z organami z początku XX w. Wcześniej na jego miejscu stały kolejno dwa inne starsze kościoły.

Czas teraz na główny punkt programu dnia. Wracamy ok.30 km na zachód do miejscowości Matavun, gdzie znajduje się wejście do Jaskiń Szkocjańskich. W centrum turystycznym trzeba kupić bilety (nie jest to tania atrakcja – 16 EUR za osobę dorosłą). Tutaj też na dużym parkingu zostawiamy samochód. Pod kasami biletowymi znajduje się punkt zbiórki grup zwiedzających – zwiedzanie jaskiń odbywa się wyłącznie z przewodnikiem. Stąd na piechotę z przewodnikami grupa (ogromna, lekko licząc koło setki osób) idzie kilkaset metrów na zachód, by zejść na dół, pod właściwe wejście do jaskiń. Tutaj następuje podział na podgrupy językowe – przewodnicy rozmawiają w kilku językach (nie ma polskojęzycznych, wybieramy więc „wersję” angielską). Wszystko idzie szybko i sprawnie, ale jest też jeden zonk, o którym nikt wcześniej nie mówi. Tutaj wszyscy informowani są, że we wnętrzu jaskiń nie wolno robić zdjęć.

Jaskinie Szkocjańskie, centrum turystyczne

Jaskinie Szkocjańskie, centrum turystyczne

Jaskinie Szkocjańskie, wejście

Jaskinie Szkocjańskie, wejście

Jaskinie Szkocjańskie, końcowy fragment

Jaskinie Szkocjańskie, końcowy fragment

Jaskinie Szkocjańskie, końcowy fragment

Jaskinie Szkocjańskie, końcowy fragment

Jaskinie Szkocjańskie, końcowy fragment

Jaskinie Szkocjańskie, końcowy fragment

Na pierwszy rzut oka wydaje się to strasznie słabe. Bo jak tu nie wynieść ze zwiedzania żadnej pamiątki w postaci fotografii – nam po kilku miesiącach dziś ciężko sobie wnętrza jaskiń przypomnieć, musimy się posiłkować folderami drukowanymi lub oficjalnymi zdjęciami w sieci. To też taki trochę moment zniechęcenia, no ale biletów już zwrócić się nie da, a zresztą i tak chcemy jaskinie zobaczyć. Musi być w nich coś cudownego, skoro wpisane są na listę UNESCO.

Jaskinie Szkocjańskie powstały przez wydrążenie sobie w skałach koryta przez rzekę o nazwie Reka (czyli „Rzeka”). Cała ich długość wynosi ok.6 km, do zwiedzania udostępniony jest ciąg o długości niemal 3 km. Można też dodatkowo wykupić sobie opcję przepłynięcia odcinka podziemnej rzeki łódką. Na pewno nawet w środku lata warto się tu cieplej ubrać, temperatura w jaskiniach jest dużo niższa niż na zewnątrz (ledwie trochę ponad 10-12 C).

Od razu po wejściu też stwierdzamy, że zakaz fotografowania jest trochę „na wyrost”, bo na większości trasy oświetlenie po prostu jest słabe. Wystarcza do oglądania wzrokowego, natomiast zrobienie zdjęcia aparatem bez statywu jest niemożliwe. Trochę nam więc poczucie zawodu spada.

A Jaskinie Szkocjańskie, będąc w Słowenii, zobaczyć po prostu trzeba. Ich potęga robi wrażenie, miejscami mają ponad 100 m wysokości, a turystyczna ścieżka prowadzi nad przepaścią, w której cichutko szumi sobie mały potoczek – Reka. Ale ten potoczek w czasie gdy poziom wody się podnosi (np. w czasach powodzi) rośnie do niebotycznych rozmiarów, niemal zalewając w całości jaskinie. W niektórych miejscach zobaczyć można tabliczki upamiętniające co wyższe poziomy Reki.

Jaskinie Szkocjańskie, wyjście do doliny Reki

Jaskinie Szkocjańskie, wyjście do doliny Reki

Jaskinie Szkocjańskie, wyjście do doliny Reki

Jaskinie Szkocjańskie, wyjście do doliny Reki

Jaskinie Szkocjańskie, wyjście do doliny Reki

Jaskinie Szkocjańskie, wyjście do doliny Reki

Szkocjan, Muzeum Etnograficzne

Szkocjan, Muzeum Etnograficzne

Największe wrażenie robi ostatnia część ścieżki. Długa, wysoka jaskinia wije się wzdłuż rzeki, drewniane pomosty nad przepaścią skrzypią pod nogami, a półmrok dodaje jeszcze klimatu. Ostatni odcinek jest z górki i przy jego końcu, oglądając się do tyłu zobaczycie niesamowity widok kilkusetmetrowej jaskini, wspinającej się coraz wyżej i wyżej. Byliśmy już w kilku podziemnych jaskiniach (np. w grocie Neptuna w Alghero na Sardynii), ale mimo to z Jaskiń Szkocjańskich wyszliśmy naprawdę pod dużym wrażeniem. Ale – bez zdjęć, którymi moglibyśmy teraz zobrazować to, co chcemy Wam przekazać. Słowa muszą wystarczyć.

Zdjęcia można robić dopiero na ostatnich kilkudziesięciu metrach, w jaskini „wyjściowej”, oświetlonej już częściowo dziennym światłem. Tu kończy się wycieczka z przewodnikiem i stajemy przed dylematem. Wyjścia są dwa – górska ścieżka wspinająca się do góry, nad kanionem Reki, albo trochę schodów i wyjazd na górę windą. Przwodnik żegna się w miejscu, które kiedyś też było dalszą częścią jaskiń, ale dawno temu skały zawaliły się, tworząc dzisiejszy wąski kanion. Odpuszczamy sobie wspinanie pod górę i wyjeżdżamy windą.

Obojętnie którą drogę wybierzecie, na końcu będzie na Was czekała (o ile będziecie chcieli) krótka ścieżka historyczna, na której znajduje się m.in. małe muzeum, poświęcone historii eksploracji jaskiń. Ścieżka prowadzi przez Matavun do maleńkiej miejscowości Szkocjan, położonej malowniczo na wysokim klifie. To zaledwie kilka domów, otaczających malowniczy kościółek sv.Kancijana – od którego nazwy powzięły i wioska i jaskinie. Cantianus, bo tak brzmi w oryginale to imię, był chrześcijańskim męczennikiem, jednym z trójki rodzeństwa, ściętych za wiarę w 304 r., za czasów rzymskiego cesarza Dioklecjana. Jego kult jest szczególnie popularny właśnie w Słowenii.

Szkocjan, Muzeum Etnograficzne

Szkocjan, Muzeum Etnograficzne

Widok na Szkocjan

Widok na Szkocjan

Szkocjan z kościołem sv.Kancijana

Szkocjan z kościołem sv.Kancijana

Szkocjan, kościół sv.Kancijana

Szkocjan, kościół sv.Kancijana

Tradycyjne domy w Szkocjanie

Tradycyjne domy w Szkocjanie

Szkocjan, naturalny szyb Okroglica

Szkocjan, naturalny szyb Okroglica

Szkocjan, widok na wieś Betanja

Szkocjan, widok na wieś Betanja

Szkocjan, cmentarz z pochowanymi eksplorerami jaskiń, z tradycyjną żelazną bramą

Szkocjan, cmentarz z pochowanymi eksplorerami jaskiń, z tradycyjną żelazną bramą

Sam kościół pochodzi z 1606 r., ale stoi w miejscu wcześniej wybudowanej tu świątyni, prawdopodobnie z XIII w. Bo Szkocjan zamieszkały był już w czasach rzymskich oraz średniowiecznych. Świątynię rozbudowano w XVII w., a w 1858 r. dobudowano stojącą do dziś dzwonnicę. We wnętrzu znajduje się XVIII-wieczny ołtarz. Spod kościoła rozciąga się cudowna panorama na położoną poniżej klifu równie małą wieś Betanja.

Na ścieżce edukacyjnej znajdziecie także szyb Okroglica, naturalny fenomen – głęboki na prawie 100 m okrągły, naturalny szyb, prowadzący do podziemnej rzeki Reka. Tablice informacyjne reklamują Okroglicę jako dziurę, w którą swobodnie zmieściłaby się krzywa wieża w Pizie. W dawnych czasach była miejscem ofiar składanych bogom, później przez przykrywanie gałęziami tworzono z niej pułapkę na najeźdźców (to już czasy najazdów tureckich). W pobliżu znajduje się też miejsce, gdzie 3500 lat temu istniała ufortyfikowana osada (późna epoka brązu).

Trochę jednak żałujemy, że nie możemy Wam pokazać zdjęć z Jaskiń Szkocjańskich. Ale bardzo polecamy to miejsce – robi niesamowite wrażenie i na pewno nie wyjdziecie z jaskiń zawiedzeni tym, co zobaczycie pod ziemią. A my tymczasem wskakujemy w samochód i jedziemy dalej – jeszcze tego samego dnia będziemy zwiedzać najpiękniejsze miejsca na krótki słoweńskim wybrzeżu Adriatyku. W następnym wpisie pokażemy Wam zabytkowy Koper.

Pełna galeria zdjęć z Jaskiń Szkocjańskich i Premu znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Słowenia i Chorwacja 2015

IMG_2286

Jedno z najbardziej fotogenicznych miasteczek Istrii, ze starożytną przeszłością. Pastelowe kolory domów, które wydają się absurdalnie nierealne, kiedy pomyśleć, że mieszkańcy do niedawna żyli z górnictwa. Gdybyśmy zgadywali, dalibyśmy sobie parę rzeczy uciąć, że Labin jest jednym z małych włoskich miasteczek, a nie troszkę zapomnianą atrakcją chorwackiej Istrii.

Pićan

Zamiast przepełnionych nadmorskich kurortów - małe kamienne miasteczka schowane wśród zalesionych wzgórz. Zamiast gorących plaż - puste uliczki i klimat żywcem zachowany sprzed wieków. Oba te obrazy tak samo dobrze opisują chorwacki półwysep Istria. I oba dają się lubić - też tak samo dobrze.

img_1937

Istria pełna jest miejsc wyjątkowych, jedynych w swoim rodzaju. Kilka z nich już Wam pokazaliśmy. Dziś będzie kolejne - w głębi półwyspu, z dala od nadmorskiego gwaru, kryje się miasto Hum. Miasto, którego mieszkańców... da się policzyć na palcach rąk i nóg. Tak - wszystkich mieszkańców :)

 

Kanion Matka, rekreacyjna przerwa w zwiedzaniu Macedonii

W naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. czas było zagłębić się nieco w Macedonię. Po zwiedzaniu stolicy – Skopje, przyszedł czas na atrakcję nieco rekreacyjną – położony kilkanaście kilometrów od Skopje sztucznie utworzony kanion Matka.

Tour de Europe 2014, dzień 4 (poprzedni wpis: Dwa oblicza Skopje). Po kilku godzinach zwiedzania centrum Skopje, wyjeżdżamy z macedońskiej stolicy. Celem jest zabytkowa Ochryda, zamierzamy przejechać do niej nieco „dookoła”, przez całą zachodnią Macedonię. Ale najpierw zaplanowaliśmy sobie przystanek nieco „rekreacyjny” – spacer wzdłuż kanionu Matka, będącego ponoć atrakcją, której nie wolno w Macedonii pominąć.

Kanion Matka, tama na rzece Treska

Kanion Matka, tama na rzece Treska

Kanion Matka jest dziś bardzo popularnym miejscem na jednodniowe wypady dla mieszkańców Skopje. Jest tu sporo miejsc przeznaczonych na odpoczynek na świeżym powietrzu. Kanion jest sztucznym zbiornikiem, powstałym w wyniku budowy tamy na rzece Treska. Od tejże tamy zaczyna się niezwykle widokowa trasa piesza, można też tuż za tamą wykupić wycieczkę łodzią lub pożyczyć kajak. Są też restauracje.

Skały kanionu Matka

Skały kanionu Matka

Kanion Matka słynie też z jaskiń,w tym kilku dostępnych podczas wyprawy łódką, z których jedna (Vrelo) zaliczana jest do najważniejszych naturalnych cudów przyrody na świecie, ze swoimi stalaktytami i dwoma wewnętrznymi jeziorkami. My jednak skupiliśmy się jedynie na pieszej wędrówce ścieżką wzdłuż brzegu kanionu – taki miły przerywnik w codziennym poszukiwaniu zabytków i pamiątek historii podczas całej podróży.

Ale żeby nie było nic o historii – tereny kanionu Matka to także kilka zabytkowych monasterów z długą historią. Dwa najbardziej znane to monaster św.Andrzeja, stojący tuż za tamą, w miejscu do którego dociera każdy oraz monaster św.Mikołaja, usadowiony na wzgórzu na przeciwległym brzegu kanionu, wysoko na wzgórzu – tam już trzeba się specjalnie wybrać i podjąć się niezbyt wymagającej, ale jednak wspinaczki.

Pozostaliśmy, ze względu na ograniczenia czasowe, przy monasterze św.Andrzeja, najstarszym zdaje się na całym terenie dzisiejszego kanionu Matka. Wybudowany został w 1389 r. przez syna serbskiego króla Vukasina, Andrijasa. Wnętrza cerkwi klasztornej zawierają cenne malowidła z czasów średniowiecza.

Kanion Matka

Kanion Matka

Kanion Matka

Kanion Matka

Kanion Matka

Kanion Matka

Kanion Matka, monaster św.Andrzeja

Kanion Matka, monaster św.Andrzeja

Kanion Matka

Kanion Matka

Kanion Matka jest świetnym miejscem na odpoczynek i relaks. Warto tu spędzić cały dzień, wybierając się na wycieczkę łódką i trekking po wielu ścieżkach, w tym do monasteru św.Mikołaja, skąd rozpościera się świetny widok na kanion. Można też po prostu rozłożyć się na piknik czy poopalać się w wakacyjnym macedońskim skwarze. Nas wzywała zachodnia, bardziej „albańska” część Macedonii – i o niej opowiemy Wam w kolejnym wpisie.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Grota Neptuna. Morska wycieczka z Alghero.

Cały dzień, jaki mamy spędzić w Alghero, zaczynamy od jednej z największych atrakcji całej Sardynii, ponoć największej i najwspanialszej jaskini na całej wyspie – od słynnej Groty Neptuna. Dopłyniemy do niej statkiem wycieczkowym z portu w Alghero.

Sardynia 2014 (poprzedni wpis: Malownicza północna Sardynia, cz.2).Trzeci dzień na Sardynii był jednym z dwóch „stacjonarnych” podczas naszego tygodniowego pobytu na wyspie. W całości spędziliśmy go w Alghero, w całości bez użycia samochodu. Pierwszą i najważniejszą atrakcją miała być słynna Grota Neptuna, cudowny wytwór matki przyrody, kształtowany przez miliony lat przez wodę, spływającą po wapiennych skałach.

Nigdzie nam się nie śpieszy, więc wyjątkowo wysypiamy się w guesthousie, położonym ledwie kilkaset metrów od starówki w Alghero. Pieszo udajemy się do portu, skąd mamy zamiar udać się do groty. W sezonie (maj – październik) Grota Neptuna czynna jest w godzinach 9-19. Dostać się do niej można na dwa sposoby: lądem i statkiem.

Droga lądowa dla posiadających samochód wydaje się bardziej atrakcyjna i wygodna (i pewnie tańsza), szczególnie że po drodze można jeszcze zobaczyć kilka innych historycznych atrakcji. Niestety droga lądowa wiąże się z zejściem do groty z wysokiego (ponad 100 m) klifu, specjalnie wydrążonymi w skale w latach 50-tych XX wieku schodach – mają 656 stopni. I o ile zejście nie kojarzy się z niczym złym, to już powrót na górę tymi schodami, szczególnie przy wyższych temperaturach, może być wyzwaniem.

Sardynia, port w Alghero

Sardynia, port w Alghero

Sardynia, statek wycieczkowy z Alghero do Groty Neptuna

Sardynia, statek wycieczkowy z Alghero do Groty Neptuna

Sardynia, mniejszy (tańszy) statek wycieczkowy z Alghero do Groty Neptuna

Sardynia, mniejszy (tańszy) statek wycieczkowy z Alghero do Groty Neptuna

Sardynia, na statku w drodze do Groty Neptuna

Sardynia, na statku w drodze do Groty Neptuna

Dlatego też, a także dlatego, że rejs statkiem to jednak jest atrakcja dla dzieci, a my byliśmy na Sardynii z dwójką pociech, wybraliśmy drogę morską. Do Groty Neptuna można się dostać z portu w Alghero (nie sposób do niego nie trafić) statkami wycieczkowymi, które regularnie pływają na tej trasie. Przy czy można wybrać pomiędzy większym, dwupokładowym statkiem, a mniejszym nieco mniej atrakcyjnym. Różnica jest w cenie – rejs tym większym kosztuje 15 EUR, mniejszym podobno 10 – nie wiemy, mniejszego nie sprawdzaliśmy.

Naganiacz w porcie zaoferował nam darmowy przewóz dzieci przy zakupie dwóch biletów dla rodziców, co wydało się nam wystarczająco przekonujące. Druga różnica pomiędzy stateczkami to czas trwania rejsu. Mniejszy jest dużo wolniejszy, płynie ponoć ok. godziny. Większemu trasa zajmuje 30 minut – to dodatkowa motywacja do wybrania większego. Trasa nie jest zbyt atrakcyjna wizualnie i nie ma co jej specjalnie przedłużać, tym bardziej że w planach mieliśmy jeszcze zwiedzanie samego Alghero jeszcze tego samego dnia.

W wysokim sezonie statki z portu odpływają co godzinę – nie ma sensu częściej, bo i tak w Grocie Neptuna obowiązują zorganizowane tury zwiedzania z przewodnikiem, odbywające się co godzinę właśnie – nie można jej zwiedzać samodzielnie. W październiku wybór kursów jest już mocno ograniczony – nasz statek miał „w rozkładzie” kursy o 10:00, 11:00 i 15:00. Cena rejsu obejmuje kurs powrotny z groty.

Sardynia, "profil Dantego" na wyspie Foradada

Sardynia, „profil Dantego” na wyspie Foradada

Sardynia, "profil Dantego" na wyspie Foradada

Sardynia, „profil Dantego” na wyspie Foradada

Sardynia, "profil Dantego" na wyspie Foradada

Sardynia, „profil Dantego” na wyspie Foradada

Sardynia, Grota Neptuna

Sardynia, Grota Neptuna

Zabieramy się więc kursem o godz.11:00, zajmujemy widokowe miejsca na samym dziobie statku i wypływamy w morze. Zanim jednak dopłyniemy do samej Groty Neptuna, statek opływa dookoła półwysep Capo Caccia, u stóp którego ona się znajduje i płynie dookoła małej wysepki leżącej za (patrząc od strony Alghero) półwyspem – wyspy Foradada. Tu bowiem znajduje się jeszcze jedna warta uwagi rzecz.

I tu mała dygresja – na statku przez radiowęzeł ktoś coś po włosku mówi, niestety my nie wiele z tego rozumieliśmy. Być może było to wyjaśnienie, co będziemy oglądać. Nieświadomym wyjaśniamy – po zewnętrznej stronie wyspy Foradada znajduje się inna grota, wyjątkowa z jednego powodu. Jest „przelotowa”, po drugiej stronie widać światło, a dzięki temu możemy podziwiać kształt skał wewnątrz groty. Radzimy zwrócić uwagę na skały po prawej stronie groty (generalnie dobrze jest siedzieć po prawej stronie statku). Jedna z nich jako żywo przypomina bowiem kształtem profil twarzy… Dante Aligheriego -dla ułatwienia na jednej z fotek zaznaczyliśmy ją w widoczny sposób. Zbieżność nazwiska „Aligheri” z miastem Alghero jest zdaje się przypadkowa, nie znaleźliśmy żadnych związków autora „Boskiej Komedii” z miastem na Sardynii.

Statek wpływa na chwilę do groty na wyspie Foradada, po czym natychmiast, bez przystanku, z niej wypływa i wraca pod półwysep Capo Caccia. Wpływamy do właściwej Groty Neptuna. Z daleka już widać wijące się po skale, widowiskowe schody („Esacala del Cabirol”), wiodące ze szczytu półwyspu do jaskini. Statek podpływa tylko na moment wyjścia pasażerów i natychmiast robi miejsce dla innych.

Sardynia, Grota Neptuna

Sardynia, Grota Neptuna

Sardynia, Grota Neptuna

Sardynia, Grota Neptuna

Sardynia, Grota Neptuna

Sardynia, Grota Neptuna

Sardynia, Grota Neptuna

Sardynia, Grota Neptuna

Sardynia, Grota Neptuna

Sardynia, Grota Neptuna

Zaraz po wyjściu trafiamy na kasę biletową – tu należy kupić biletu wstępu do groty. Znów znaczący wydatek – bilety kosztują 13 EUR (dorośli) i 7 EUR (dzieci). Pasażerowie wyładowani z dwóch stateczków są wystarczającą grupą dla przewodnika i niemal natychmiast rozpoczynamy zwiedzanie.

Grota Neptuna została odkryta pod koniec XVIII w. przez miejscowych rybaków i szybko jej piękno zaczęło być sławne. Już w początkach XIX w. zaczęli przybywać tu notable, bywał tu m.in. ówczesny król Sardynii. W tamtych czasach grota dostępna była jedynie drogą morską, a oświetlenie stanowiły tysiące zapalonych świec. Dopiero w 1954 r. wydrążono w skałach półwyspu schody, które umożliwiły dostęp do groty także od strony lądu. Schody te, widziane od strony morza, prezentują się niezwykle widowiskowo, ale raczej nie chcielibyśmy wspinać się po nich w górę.

Całość odkrytych do dziś komnat i tuneli w Grocie Neptuna ma łączną długość ok.4 km, lecz jedynie ok.200-metrowy odcinek jest udostępniony zwiedzającym. Reszta jest zamknięta, część zresztą znajduje się na stałe pod wodą i dostępna jest jedynie dla nurków. Znaleźliśmy w sieci informacje, że grota powstała w okresie 135 – 65 milionów (!) lat temu, ale oficjalna strona podaje całkiem inne dane – historia groty sięga „zaledwie” 2 mln lat. Przez cały ten czas kropla po kropli, deszczowa woda spada tu po wapiennych skałach, wypłukując je i tworząc fantastyczne konstrukcje na sklepieniu, podłożu i ścianach groty.

Wewnątrz jaskini znajduje się jezioro Lamarmora, zaczynające się tuż przy wejściu, określane jako jedno z największych słonych jezior na świecie. Podczas sztormowej pogody woda morska przelewa się do wnętrza groty i jeziora, długiego na 100 m i głębokiego maksymalnie na 9 m. Wody jeziora, w których odbijają się wiszące ze sklepienia stalaktyty, dodatkowo niezwykle pogłębia efekty wizualne. Grotą Neptuna zdecydowanie można się zachwycić i każdemu polecamy wycieczkę tutaj. Choć patrząc na liczbę chętnych w październiku, oczyma duszy wyobrażamy sobie te kolejki i tłok w okresie wakacyjnym…

Sardynia, Grota Neptuna

Sardynia, Grota Neptuna

Sardynia, Grota Neptuna

Sardynia, Grota Neptuna

Sardynia, Grota Neptuna

Sardynia, Grota Neptuna

Sardynia, Grota Neptuna

Sardynia, Grota Neptuna

Sardynia, Grota Neptuna

Sardynia, Grota Neptuna

Sardynia, Grota Neptuna

Sardynia, Grota Neptuna

Grotę Neptuna zwiedza się wyłącznie z przewodnikiem, który idzie na początku grupy. Grota jest nagłośniona i nie ma problemu ze słyszeniem przewodnika. Mówi on (przynajmniej w przypadku naszej grupy) po angielsku i niemiecku, a całe zwiedzanie trwa ok.40 minut. Niestety nie ma zbytniej możliwości swobodnego przemieszczania się po grocie – wąska ścieżka dla turystów wymusza chodzenie gęsiego, w otoczeniu innych zwiedzających. Każde przystanięcie do zdjęcia powoduje korek, szczególnie w końcowej fazie, gdy tą samą drogą wracają już osoby z czoła grupy – i też robią zdjęcia. Co do możliwości fotografowania – teoretycznie jest ono dozwolone w kilku miejscach, ale nikt tego nie przestrzega ani nie egzekwuje – wszyscy robią zdjęcia wszędzie. Dla dobra groty jednak polecamy wyłączenie flesza. Zostawcie coś dla przyszłych pokoleń.

Nie będziemy opisywać poszczególnych formacji skalnych, które znajdują się w jaskini – mają one swoje nazwy – ale to już opowie Wam przewodnik, nie będziemy zabierać mu chleba :) Wspomnimy tylko o miejscu, które robi największe wrażenie na wszystkich – tzw. Wielkie Organy – ogromny (12 m szerokości, 11 m wysokości) naciek skalny, do złudzenia imitujący kościelne organy właśnie. W czasie zwiedzania można je podziwiać zarówno z poziomu podłoża, jak i w końcowej części ścieżki, ze skalnego tarasu, gdzie można je zobaczyć z nieco innej perspektywy.

Mniej więcej o godz.13:00 byliśmy z powrotem w porcie w Alghero. Teraz czas na zwiedzanie miejskiej starówki, która także ma wiele do zaoferowania. Ale zwiedzanie samego Alghero będzie w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z Groty Neptuna na Sardynii znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Sardynia 2014

Murale w Orgosolo

Ostatnim punktem naszej tygodniowej wyprawy na Sardynię był górski rejon Barbaria. Wjechaliśmy w kręte górskie drogi, by zobaczyć Orgosolo, miasto owiane bardzo złą sławą jako kryjówka bandytów. Dziś bardziej znane z setek ściennych murali na ulicach.

Zuri, kościół św.Piotra

Ostatni dzień na Sardynii rozpoczynamy w środkowej części wyspy, w miejscowości Abbasanta, znanej głównie ze znajdującego się tu nuraga Losa. Ale sama Abbasanta i jej najbliższe okolice kryją o wiele więcej miejsc wartych zobaczenia.

Barumini, nurag Su Nuraxi

Szósty dzień na Sardynii kończymy mocnym akcentem. Zwiedzamy bowiem Barumini, którego "ozdobą" jest jedyne miejsce na wyspie, wpisane na listę UNESCO - kompleks Su Nuraxi, czyli najsłynniejszy na Sardynii nurag. Ale nie tylko...

 

0

Autor:

Kategorie: Rok 2014, Sardynia, Sardynia 2014, Włochy

Malownicza północna Sardynia, cz.2

Drugi dzień na Sardynii upłynął pod znakiem objazdu po północnej części wyspy. Opisaliśmy już pierwszą część tej trasy, teraz czas na dokończenie. Po nuragach i grobowcach gigantów czas na poznanie kolejnej budowli spotykanej wyłącznie na Sardynii – Domus de Janas.

Sardynia 2014 (poprzedni wpis: Malownicza północna Sardynia, cz.1). Pierwszą część opowieści ze zwiedzania malowniczych miejsc na północy Sardynii zakończyliśmy w Castelsardo. Odpuszczamy sobie jazdę do miejscowości Tergu – znajduje się tam jedna z religijnych perełek Sardynii – kościół Nostra Signora di Tergu z początków XII w. Jedziemy inną drogą na południe – przez Sedini.

Rejon Sedini zamieszkały był już w czasach Nuragów – dookoła miejscowości można ich podobno znaleźć kilkanaście. Są też jaskinie, prawdopodobnie będące pierwszym miejscem zamieszkania tutejszych ludów. Jest też w Sedini kilka średniowiecznych kościołów, wartych uwagi. Ale jest jedna rzecz, z której Sedini jest znane. Jedna rzecz, która przyciąga tu turystów – ogromny Domus de Janas.

Sardynia, Sedini

Sardynia, Sedini

Sardynia, Sedini

Sardynia, Sedini

Sardynia, Sedini, "domus de janas"

Sardynia, Sedini, „domus de janas”

Sardynia, Bulzi, wieża kościoła San Sebastiano

Sardynia, Bulzi, wieża kościoła San Sebastiano

Sardynia, Bulzi, kościół San Pietro del Crocifisso

Sardynia, Bulzi, kościół San Pietro del Crocifisso

I teraz czas na wyjaśnienie, co to jest to dziwo – Domus de Janas. Nie ma polskiego tłumaczenia. Na pewno jest to budowla, która występuje wyłącznie na Sardynii. Nuragów na wyspie zliczono ponad 7000, grobowców gigantów ponad 300 – a tworów o nazwie „Domus de Janas” – ponad 2400. Domus de Janas to grobowce, ale nie takie zwykłe – to komory grobowe wykute w litej skale. I do tego bardzo stare – nuragi to przy nich prawdziwi młodzieńcy :) Grobowce te były wielokomorowymi pomieszczeniami, w których chowano w prehistorycznych czasach zmarłych wraz z ich dobytkiem: narzędziami i przedmiotami codziennego użytku. Budowle te pochodzą z okresu 3400 – 2700 lat p.n.e. (choć znajdowano na Sardynii i starsze – 4000 – 3400 lat p.n.e.) Dla porównania – nasz słynny Biskupin to mniej więcej czasy Nuragów – od 1400 lat p.n.e. i młodsze. Domus de Janas są więc przeszło dwukrotnie starsze od naszej polskiej archeologicznej gwiazdy. I jest ich na Sardynii… grubo ponad dwa tysiące :) To tak, żeby mieć pogląd na dziedzictwo historyczne dzisiejszej Sardynii.

Wracamy do Domus de Janas w Sedini. Nie dość, że stary, to jeszcze wyjątkowy nawet wśród innych budowli tego typu na Sardynii. Pochodzi z okresu 3100 – 2500 lat p.n.e., al nie to jest w nim wyjątkowe. Wyjątkowe są dwie inne rzeczy. Leży w centrum miasta, a nie w jakiejś odległej, trudno dostępnej okolicy, jak to ma miejsce w przypadku większości budowli tego typu. A co najważniejsze – został wyżłobiony w przeogromnej bryle skalnej, zajmując kilka kondygnacji. Dziś uważany jest za największy „Domus de Janas” na całej wyspie. Trzeba przyznać, że w zabudowie dość współczesnych domów przy głównej drodze z Castelsardo, obiekt ten wygląda wprost niesamowicie. W czasach najnowszych to miejsce pełniło różne funkcje – od mieszkalnej do… więzienniczej. Ostatecznie wykupiła je gmina i urządziła we wnętrzach muzeum – dostępne odpłatnie (nie byliśmy w środku).

Sardynia, panorama Chiaramonti

Sardynia, panorama Chiaramonti

Sardynia, Chiaramonti, ruiny zamku

Sardynia, Chiaramonti, ruiny zamku

Sardynia, Chiaramonti, ruiny zamku

Sardynia, Chiaramonti, ruiny zamku

Sardynia, Chiaramonti widziane ze wzgórza zamkowego

Sardynia, Chiaramonti widziane ze wzgórza zamkowego

Sardynia, Chiaramonti, kościół San Matteo widziany ze wzgórza zamkowego

Sardynia, Chiaramonti, kościół San Matteo widziany ze wzgórza zamkowego

Zresztą, to nie jedyna budowla w centrum Sedini, ściśle „zintegrowana” ze skalnym głazem. Jakieś 100 metrów przed nią, przy małym zielonym skwerku z fontanną znaleźć można w zasięgu wzroku co najmniej dwa inne domy, wkomponowane w wielkie skały, wiszące przy drodze. I jeszcze jedna rzecz, której Sedini nie można odebrać. Cisza, spokój… klimat. Nie byliśmy tam za długo, ale… nie spotkaliśmy żywej duszy. Wyjaśniać to może pora sjesty (byliśmy w Sedini po godzinie 14-tej), ale… puste miasteczko w połączeniu z prehistorycznymi grobowcami przy ulicy… Jest klimacik.

Sardynia, Chiaramonti, kościół San Matteo

Sardynia, Chiaramonti, kościół San Matteo

Jedziemy dalej, ale daleko nie zajedziemy. Kolejna miejscowość to Bulzi, a kilka kilometrów za nią znajduje się kolejny nasz cel – kościół San Pietro del Crocifisso, łatwo zauważalny z głównej drogi dzięki charakterystycznej kolorystyce – nieodłącznie kojarzy się z zebrą. Kościół wybudowano na początku XII w. i rozbudowano pod koniec tego samego wieku. Najważniejszym skarbem świątyni była grupa pięciu drewnianych statuetek przedstawiających zdjęcie Chrystusa z krzyża, pochodzących z początków XIII w. Niedawno przeniesiono je jednak do znajdującego się w Bulzi innego kościoła – San Sebastiano (widzieliśmy go podczas przejazdu przez wieś). Niestety „całujemy klamkę” – kościół jest obecnie w renowacji, obłożony rusztowaniami i nie ma możliwości wglądu do wnętrz.

Następny przystanek to Chiaramonti, które pojawia się w historii w XIII w., kiedy to wybudowano tu zamek genueńskiej rodziny Doria (tej samej, która wybudowała zamek w Castelsardo). Zamek stanął na szczycie wzgórza, w strategicznym miejscu, umożliwiającym monitorowanie okolicznych równin. Dookoła niego zaczęły powstawać domy i ulice, stopniowo tworząc nowe miasto. XIV wiek to walki pomiędzy Genueńczykami i Aragonami, podczas których kilkukrotnie zamek zmieniał właściciela. Ostatecznie w 1448 r. Genueńczycy opuszczają Sardynię, a zamek zaczął podupadać, tracąc na znaczeniu.

Sardynia, Chiaramonti, murale na domach

Sardynia, Chiaramonti, murale na domach

Sardynia, Chiaramonti, murale na domach

Sardynia, Chiaramonti, murale na domach

Sardynia, Chiaramonti, życie toczy się tu leniwie

Sardynia, Chiaramonti, życie toczy się tu leniwie

Cała późniejsza historia miasta przebiega w miarę spokojnie – szczyt populacji Chiaramonti osiąga w 1951 r., kiedy to zamieszkuje tu prawie 3000 osób. Później liczba mieszkańców zaczyna spadać ze względu na masowe emigracje młodych na północ, w poszukiwaniu pracy. Dziś mieszka tu niecałe 2 tys. osób, a miasto nie jest specjalnie promowane turystycznie. Z genueńskiego zamku pozostały ruiny, a innych atrakcji nie ma tu zbyt wiele. Jest za to piękny widok na miasto ułożone na wzgórzu poniżej dawnego zamku. Widowiskowy, aczkolwiek nieco mniej atrakcyjny niż ten na Castelsardo. Bardzo za to przypomina panoramę… gruzińskiego Signagi. Ale to tylko nasze luźne skojarzenie, nie ma związku historycznego.

W Chiaramonti wjeżdżamy najpierw na wzgórze zamkowe (samochodem da się podjechać wąskimi brukowanymi uliczkami niemal pod samo wejście na zamek). Zwiedzamy niezbyt okazałe ruiny, bardziej atrakcyjny wydaje się widok z góry. Zjeżdżamy na dół i zatrzymujemy się na głównym placu miasteczka – Piazza Republika, przy którym znajduje się niewielki park i kościół parafialny św.Mateusza (San Matteo), wybudowany w 1888 r. W parku znajdziemy urokliwą fontannę i pomnik mieszkańców miasta, którzy zginęli za Ojczyznę.

Najbardziej napawa nas jednak znów klimacik. Tu już nie jest tak bezludnie jak w Sedini, Chiaramonti leniwie, ale żyje. Po ulicach co jakiś czas jeżdżą samochody, na ławeczkach debatują starsi panowie. Ze sklepików ciekawie spoglądają na nas sprzedawcy – wyraźnie obcokrajowcy z aparatami są tu atrakcją. Po raz pierwszy też zetknęliśmy się ze ściennymi muralami, które „udało” się nam jakimś cudem pominąć w Sedini. Te murale będą nam już towarzyszyć do końca naszej podróży po Sardynii – wyspa ta na pewno, oprócz nuragów i grobowców gigantów, będzie nam się nieodłącznie kojarzyć właśnie z malowidłami na ścianach domów.

Sardynia, kościół w Sant’Antioco di Bisarcio

Sardynia, kościół w Sant’Antioco di Bisarcio

Sardynia, kościół w Sant’Antioco di Bisarcio

Sardynia, kościół w Sant’Antioco di Bisarcio

Sardynia, kościół w Sant’Antioco di Bisarcio

Sardynia, kościół w Sant’Antioco di Bisarcio

Sardynia, kościół w Sant’Antioco di Bisarcio

Sardynia, kościół w Sant’Antioco di Bisarcio

Z Chiaramonti niewiele ponad 30 km dzieli nas od kolejnego miasta – Ozieri. Ale to jest 30 km najkrótszą trasą, a my nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy tej trasy nie wydłużyli. Jakieś 10 km przed Ozieri odbijamy więc w prawo, w drogę która zaprowadzi nas do miejscowości Sant’Antioco di Bisarcio, gdzie znajduje się niezwykle widowiskowy, stojący samotnie na wzgórzu kościół o tej samej nazwie. Został pierwotnie wybudowany na początku XII w., ale szybko spłonął w pożarze. Odbudowano go w 1174 r. W średniowieczu otaczała go mała wioska Bisarcio, której niewielkie pozostałości można znaleźć dookoła kościoła.

Świątynia była kiedyś siedzibą biskupów, po których pozostała prywatna kaplica, umiejscowiona na górnej kondygnacji – schody do niej znajdują się po prawej stronie wejścia do kościoła. Kaplica ta, jak i sam kościół, są udostępniane zwiedzającym odpłatnie (bilety w cenie 3 EUR można kupić w informacji znajdującej się przed kościołem). Do kościoła Sant’Antioco di Bisarcio od głównej drogi prowadzą wyraźne drogowskazy, a w końcowej fazie droga dojazdowa nie ma nawierzchni (zwykła polna droga). Pod kościołem znajduje się niewielki parking. Sant’Antioco di Bisarcio jest jednym z największych romańskich kościołów na całej Sardynii. Kiedyś posiadał wysoką dzwonnicę, ale jej górna część zawaliła się (dokładnie nie wiadomo kiedy) i dziś wieża dzwonnicy nie przewyższa wysokości samej świątyni.

Przy okazji wizyty w Sant’Antioco di Bisarcio, mamy okazję podziwiać akustykę kościoła – razem z nami świątynię zwiedzał nieznany nam włoski chór, który uświetnił nam czas kilkoma utworami, śpiewanymi a’capella. Obeszliśmy kościół wewnątrz i zewnątrz i pozostało pojechać dalej – znów jeszcze nie do Ozieri. Po drodze czekała nas wizyta w małej miejscowości San Nicola, gdzie chcieliśmy zobaczyć jeszcze dwie rzeczy.

Sardynia, rzymski most w San Nicola

Sardynia, rzymski most w San Nicola

Sardynia, nurag Sa Mandra e Sa Jua w San Nicola

Sardynia, nurag Sa Mandra e Sa Jua w San Nicola

Sardynia, nurag Sa Mandra e Sa Jua w San Nicola

Sardynia, nurag Sa Mandra e Sa Jua w San Nicola

W San Nicola najpierw jednak zwiedziliśmy… Lidla, pamiętając o kłopotach z zakupami wieczorem na Sardynii, zawczasu zrobiliśmy zakupy spożywcze. Teraz spokojnie i bez obciążeń mogliśmy wyjechać lekko poza samą miejscowość – celem był stary rzymski most, położony na obrzeżach dzisiejszego San Nicola.

Pont’Ezzu, czyli „stary most”, był kiedyś jednym z trzech mostów, przerzuconych przez Rzymian przez rzekę Rio Mannu. Został zbudowany prawdopodobnie w II w. i odnowiony w III / IV w. Długi na prawie 90 metrów, złożony z 6 łuków, stopniowo zmniejszających się na końcach, jest dziś uznawany za jeden z największych i najlepiej zachowanych rzymskich mostów na całej Sardynii.

Most do 1987 r. stał opuszczony i zaniedbany, nielegalnie zrzucano dookoła niego gruz i śmieci. Dopiero reakcja miejscowego oddziału WWF sprawiła, że zainteresowano się jego ochroną. Dziś most jest ogrodzony, w czasie naszej wizyty sprawiał wrażenie zamkniętego, ale udało się nam wejść dzięki nie zamkniętej bramce – mostu nikt nie pilnował. Sfatygowane tablice informacyjne sprawiają wrażenie, jakby akcja WWF miała jedynie chwilowy efekt – raczej nikt się tym rzymskim zabytkiem nie interesuje.

San Nicola ma jeszcze jeden zabytek, będące jednocześnie i ciekawostką, i przykładem na to, jak można nie dbać o zabytki, które np. u nas byłyby pewnie zaliczane do najwyższej klasy ze względu na wiek. Ale jak się ich ma tysiące… Mowa oczywiście o nuragu – Sa Mandra e Sa Jua. To w zasadzie pozostałość po kompleksie trzech wież, pochodzących z epoki nuragijskiej, częściowo odbudowanych w czasach późniejszych w wyniku dokonanych zniszczeń i pożarów (w VIII w. p.n.e. i III w. p.n.e.). Ciekawostka, bo nurag stoi tuż przy… bloku mieszkalnym i sklepie z parkingiem. W zasadzie w centrum San Nicola. Nie jest niczym odgrodzony i to prowadzi do tego, że traktowany jest przez mieszkańców jako miejsce do imprezowania – świadczą o tym dobitnie ilości i rodzaj śmieci, leżących wewnątrz nuraga… Marny los, jak na zabytek o wieku ok. 3,5 tysiąca lat.

Sardynia, Ozieri, katedra Maria Immacolata

Sardynia, Ozieri, katedra Maria Immacolata

Sardynia, Ozieri, fontanna Grixoni

Sardynia, Ozieri, fontanna Grixoni

Sardynia, Ozieri, fontanna Grixoni

Sardynia, Ozieri, fontanna Grixoni

Sardynia, Ozieri, Grotta di San Michele

Sardynia, Ozieri, Grotta di San Michele

Sardynia, Ozieri, Grotta di San Michele

Sardynia, Ozieri, Grotta di San Michele

Wreszcie jedziemy prosto do Ozieri – z San Nicola pozostało nam już raptem 3 kilometry drogi. Niestety jest już po 19-tej i wiemy, że za wiele w Ozieri nie zdążymy zobaczyć – w październiku o tej porze na Sardynii zaczyna się powoli robić ciemno. Skupiamy się więc na okolicach katedry Niepokalanej Marii (Maria Immacolata). Nie wiadomo dokładnie, kiedy świątynia powstała – pojawia się w dokumentach już w XV wieku. Gdy w 1503 r. zlikwidowano diecezję w Bisarcio, kościół w Ozieri stał się najważniejszą świątynią w regionie.

Sardynia, uliczki starego Ozieri

Sardynia, uliczki starego Ozieri

Z racji rosnącej rangi w XVI w. rozbudowano go, a w 1621 r. papież Grzegorz XV podniósł jego rangę do kolegiaty. Na początku XIX w. umiejscowiono w Ozieri diecezję, a kościół stał się katedrą. W połowie XIX w. przeszedł kolejną restaurację. W styczniu 2005 r. szopka bożonarodzeniowa wystawiana w katedrze spowodowała poważny pożar, po którym świątynię zamknięto na ponad 2 lata. Po renowacji, ponownie otworzono ją dla wiernych w 2007 r. Wnętrz katedry nie fotografowaliśmy, ze względu na trwające w środku nabożeństwo.

Sardynia, uliczki starego Ozieri

Sardynia, uliczki starego Ozieri

Zrobiliśmy sobie za to mały spacer uliczkami starego Ozieri. Ulicą Via Giuseppe Grisoni dotarliśmy do małego placyku (Piazza Fontana), przy którym znajduje się kolejna jedna z bardziej znanych atrakcji miasta – zabytkowa fontanna, wybudowana przy udziale miejscowego polityka, Giuseppe Grixoni. Jego popiersie znajduje się w centralnej części fontanny, pod herbem miasta. Fontanna ta została wybudowana w miejscu wcześniej znajdującego się tu od 1594 r. źródła, które w tamtych czasach zasilało miasto w wodę.

Sardynia, uliczki starego Ozieri

Sardynia, uliczki starego Ozieri

Już po ciemku, wyjeżdżając z miasta, postanawiamy jednak zobaczyć największą chyba atrakcję Ozieri – Grotta di San Michele, starożytny kompleks jaskiń i tuneli, pochodzący z okresu 3200 – 2800 lat p.n.e. Kompleks był wykorzystywany do celów mieszkalnych, jako miejsce kultu religijnego oraz pochówku zmarłych (czyli kolejny „domus de janas”). Podczas wykopalisk w XX wieku znaleziono tu wiele cemramicznych naczyń: kubków, wazonów i mis. Jaskinie są otwarte dla zwiedzających (odpłatnie), ale my oczywiście przyjeżdżamy już po godzinach otwarcia. Pozostaje nam zrobić zdjęcie z zewnątrz i… uciekamy z Ozieri.

Na tym kończy się drugi dzień naszej objazdówki po Sardynii. Pozostaje nam już w ciemnościach pokonać ok.100 km, dzielące nas od miejsca kolejnego noclegu – Alghero. Nie zdołaliśmy zobaczyć wszystkiego, co mieliśmy w planach – ale to wina planów, były zbytnio przeładowane. Do Alghero dotarliśmy grubo po godzinie 21-wszej, czasu zostało jedynie na zalogowanie się w guesthousie blisko centrum miasta. W ramach walki z głodem zdążyliśmy jeszcze znaleźć w pobliżu lokalną pizzerię – dzień zakończyliśmy więc znów kulinarnie typowo po włosku :)

Sardynia, pizzeria w Alghero

Sardynia, pizzeria w Alghero

W Alghero zostaniemy dłużej, bo aż dwie noce. Cały kolejny dzień spędzimy na penetrowaniu atrakcji miasta i okolic. Na dobry początek będzie jedna z największych atrakcji turystycznych całej Sardynii, czyli słynna Grota Neptuna.

Pełna galeria zdjęć z Sedini, Chiaramonti i Ozieri znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Sardynia 2014

Murale w Orgosolo

Ostatnim punktem naszej tygodniowej wyprawy na Sardynię był górski rejon Barbaria. Wjechaliśmy w kręte górskie drogi, by zobaczyć Orgosolo, miasto owiane bardzo złą sławą jako kryjówka bandytów. Dziś bardziej znane z setek ściennych murali na ulicach.

Zuri, kościół św.Piotra

Ostatni dzień na Sardynii rozpoczynamy w środkowej części wyspy, w miejscowości Abbasanta, znanej głównie ze znajdującego się tu nuraga Losa. Ale sama Abbasanta i jej najbliższe okolice kryją o wiele więcej miejsc wartych zobaczenia.

Barumini, nurag Su Nuraxi

Szósty dzień na Sardynii kończymy mocnym akcentem. Zwiedzamy bowiem Barumini, którego "ozdobą" jest jedyne miejsce na wyspie, wpisane na listę UNESCO - kompleks Su Nuraxi, czyli najsłynniejszy na Sardynii nurag. Ale nie tylko...

 

0

Autor:

Kategorie: Rok 2014, Sardynia, Sardynia 2014, Włochy

Na południe Gruzji. Safara, Chertwisi i wreszcie skalne miasto Wardzia

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi – średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche – monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu – powrót do Mcchety.

Gruzja 2014, dzień 8 (poprzedni wpis: Z Mcchety do Wardzi. Borżomi i inne atrakcje po drodze). Nocleg pod Achalcyche nad rzeką Mtkwari był chyba najbardziej udanym z pięciu, jakie miałem okazję spędzić w samochodzie w trakcie pobytu w Gruzji. Widowiskowe góry, nieuczęszczana w nocy droga i absolutna cisza (poza szumem rzeki) oraz ciemność i spokój – świat idealny – o ile oczywiście nie boicie się samotności w nieznanym terenie :) Noc minęła szybko i spokojnie, a rano, po szybkiej kontemplacji widoków w świetle dziennym, przyszło ruszyć z powrotem do Achalcyche, by dokończyć zwiedzanie miasta, a przede wszystkim dojechać do monasteru Safara.

W samym Achalcyche ograniczyłem się jedynie do rzutu okiem ponownie na twierdzę Rabati, tym razem z zewnątrz. Po czym pozostało przejechać do centrum miasta i skręcić w oznaczoną drogę do monasteru Safara, znajdującego się na wzgórzu za miastem. Drogowskaz jest bardzo mylący, jeśli chodzi o odległość – pokazuje nieco ponad 10 km drogi, w rzeczywistości jest jej 6 km, aczkolwiek jej jakość jest miejscami bardzo słaba (a na całej długości jest szutrowa, pozbawiona asfaltu) i raczej nie polecam jazdy samochodem osobowym. Terenowym Nissanem jechało się za to bardzo przyjemnie, a trasa jest momentami bardzo widokowa.

Achalcyche, twierdza Rabati

Achalcyche, twierdza Rabati

Monaster Safara

Monaster Safara

Monaster Safara, kościół św.Saby

Monaster Safara, kościół św.Saby

Monaster Safara, kościół św.Saby

Monaster Safara, kościół św.Saby

Monaster Safara powstał w IX / X wieku, ale z tego czasu zachował się jedynie mały kościółek Wniebowzięcia NMP, przylegający dziś do ściany głównego kościoła, pod wezwaniem św.Saby. Tenże główny kościół (przełom XIII / XIV w.), jak i późniejsza historia całego monasteru, silnie związane są z rodziną Dżakeli, panującą w regionie od XIII w. Był to okres, gdy Gruzja była pod panowaniem Mongołów, ale Dżakeli wypracowali sobie sporą niezależność, a monaster Safara był wtedy jedną z najważniejszych świątyń regionu.

Legenda głosi, że kiedy pod koniec XIII w. Sargis I z rodziny Dżakeli zrzekł się tronu na rzecz swojego syna, wstępując do klasztoru jako mnich Saba, jego następca wybudował właśnie kościół św.Saby, główną świątynię monasteru Safara. Dumą monasteru są freski, zachowane we wnętrzach kościoła św.Saby, uchodzące za jedne z najlepiej zachowanych w całej Gruzji. Na jednym z nich można zobaczyć całą rodzinę władców Dżakeli (Sargisa, jego syna i kolejnych dwóch wnuków) w pokłonie przed patronem kościoła. Swiątynię wybudowano nad przepaścią, co powoduje że nie da się z poziomu monasteru zobaczyć jednej z jego ścian.

Na terenie monasteru znajdują się także ruiny pałacu rodziny Dżakeli (w znacznym rozkładzie) oraz dzwonnica, także z początków XIV w., w kryptach pod nią chowano członków rodziny Dżakeli. Klasztor upadł w XVI w., zdobyty przez Turków i stopniowo popadał w ruinę. W czasach komunistycznych urządzano tu artystyczne obozy letnie i dopiero w ostatnich latach XX w. monaster ponownie ożył, do dziś będąc czynnym i zasiedlonym przez niedużą ilość mnichów. Wstęp jest bezpłatny, dozwolone jest robienie zdjęć we wnętrzach kościoła św.Saby.

Droga do monasteru Safara

Droga do monasteru Safara

Droga do monasteru Safara

Droga do monasteru Safara

Gruzini lubią szybko jeździć, zdarzają się więc wypadki...

Gruzini lubią szybko jeździć, zdarzają się więc wypadki…

Droga Achalcyche - Chertwisi

Droga Achalcyche – Chertwisi

Wracam na drogę, prowadzącą z Achalcyche w kierunku Wardzi, przy której urządziłem sobie ostatniej nocy nocleg. Trasa jest niezwykle widokowa, kręta, a zjazd do Wardzi znajduje się w miejscowości Chertwisi (Khertvisi), bardzo rozpoznawalnej ze względu na znajdującą się w niej, stojącą na wysokim wzgórzu twierdzę, tuż przy samej drodze. Zjazd do Wardzi znajduje się tuż przed twierdzą. Obok twierdzy znajduje się mały parking, będący popularnym miejscem przystankowym dla autokarów, wiozących turystów do Wardzi.

Twierdzę Chertwisi uważa się za jedną z najstarszych w całym regionie. Uważa się, że istniała tu już w II w. p.n.e., a wg legendy po raz pierwszy zniszczył ją Aleksander Wielki. Kolejna rozpoznana historia Chertwisi pochodzi z X w., kiedy to na wzgórzu wybudowano kościół, a Chertwisi stało się jednym z najważniejszych ośrodków regionu. Dwie główne wieże (z czterech istniejących) pochodzą z XII w. i wybudowane zostały ponoć przez królową Tamarę. W XIII w. Chertwisi najechali i zniszczyli Mongołowie, a jakiekolwiek znaczenie odzyskała twierdza po przejściu pod panowanie Turków w XVI w. Upadła znów i na stałe po aneksji Gruzji przez Rosję.

W przeszłości twierdza miała dwa sekretne tunele, łączące ją z brzegiem rzeki Mtkwari – jeden przeznaczony był do transportu wody, drugi zaś do komunikacji na zewnątrz w razie oblężenia. Dziś na twierdzę można bez problemu dostać się wąską ścieżką od strony parkingu, na stromych zboczach przed wejściem pasą się miejscowe krowy. Wnętrza znajdują się w ruinie, a wstęp jest oczywiście bezpłatny.

Twierdza Chertwisi

Twierdza Chertwisi

Twierdza Chertwisi

Twierdza Chertwisi

Twierdza Chertwisi

Twierdza Chertwisi

Twierdza Chertwisi

Twierdza Chertwisi

Twierdza Chertwisi

Twierdza Chertwisi

Wiszący most w Chertwisi

Wiszący most w Chertwisi

Wiszący most w Chertwisi

Wiszący most w Chertwisi

Jest i krótki filmik ze spaceru mostem:

 

W poprzednim wpisie pisałem już o masie widowiskowych wiszących mostków, przerzuconych na trasie Borżomi – Wardzia nad rzeką Mtkwari – i o tym, że miałem wielką ochotę przespacerować się jednym z nich. I właśnie w Chertwisi nadarzyła się ku temu okazja – jeden z takich mostków wisi tuż obok parkingu pod twierdzą, będąc drugą, po twierdzy, atrakcją dla turystów wysypujących się z autokarów na parkingu. Powiedziałbym nawet, że większą od twierdzy, bo na twierdzę nikt się nie wybierał, a po mostku spacerowali wszyscy. Wrażenie jest niezapomniane, bo mostek nie dość że chybotliwy, to jeszcze miejscami dziurawy lub niezbyt dokładnie łatany. Warto przeprawić się nim na drugą stronę rzeki.

Z Chertwisi pozostało już raptem ok.15 km do Wardzi, ale po drodze, już przed samą Wardzią (jakieś 2 km przed) warto spojrzeć na wysokie wzgórze nad drogą, za rzeką Mtkwari – stoi tam stara, będąca dziś w ruinie twierdza Tmogvi. Nie jest znana data jej budowy, w dokumentach historycznych pojawia się w IX / X w., ale prawdopodobnie istniała już w VII w. Na początku drugie tysiąclecia była jedną z najważniejszych twierdz w regionie, a jej usytuowanie na wysokim na 150 m skalnym wzgórzu sprawiało, że skutecznie opierała się przez wieki licznym najazdom Arabów. Została pokonana w 1088 / 1089 r. przez… trzęsienie ziemi, które istotnie ją zniszczyło.

Na dole pod twierdzą znajdowało się kiedyś miasto Tmogvi, po którym zachowało się nieco pozostałości w ruinach i resztki mostów. Górna i dolna część były ponoć połączone sekretnym tunelem. Dziś z twierdzy pozostały ruiny kilku budynków, łaźni i kościołów oraz mury, kiedyś wysokie na 3 metry. Twierdza w Tmogvi jest dziś popularnym celem turystycznym, znajdującym sie w programach wycieczek do Wardzi (można z niej dość do twierdzy pieszo).

Twierdza Tmogvi

Twierdza Tmogvi

Droga do Wardzi

Droga do Wardzi

Droga do Wardzi

Droga do Wardzi

Jest i Wardzia

Jest i Wardzia

Dojeżdżamy do Wardzi – już po wjechaniu na teren miejscowości można przystanąć na sporym ziemnym parkingu, z którego rozciąga się panoramiczny widok na skalne miasto po drugiej stronie rzeki. Dojazd do ruin jest dobrze oznaczony i nie sposób nie trafić. Przed wejściem znajduje się duży, bezpłatny parking dla turystów. Wejście znajduje się niemal na poziomie rzeki (wstęp jest płatny 3 GEL) – do skalnego miasta prowadzi betonowa droga, dość stroma i męcząca w upale, aczkolwiek względnie krótka.

Wardzia to jednak nie pierwsze skalne osiedle tutaj – wcześniej istniało tu, już od X wieku, Ananauri (nie mylić z Ananuri przy Gruzińskiej Drodze Wojennej). I to właśnie jaskinie z czasów Ananauri rozpoczynają szlak turystyczny w Wardzi – to te, znajdujące się przed dzwonnicą, stanowiącą wejście do skalnego miasta. Skalne miasto, początkowo całkowicie schowane w skałach, polecił wybudować gruziński król Jerzy III, początkowo jako obronną fortecę, broniącą rubieży gruzińskich przed atakami ze strony Mongołów i sułtanatów tureckich. Jednak Jerzy III nie dożył ukończenia prac, te kontynuowała jego następczyni, najbardziej ceniona gruzińska królowa, Tamara. To ona ostatecznie zdecydowała o klasztornym charakterze miasta.

Potężny kompleks miał aż 13 poziomów, na których znajdowało się ponad 6 tysięcy skalnych komnat, połączonych systemem tuneli, z własnym systemem doprowadzającym wodę pitną. Wejściami były ukryte tunele, zaczynające się nad rzeką Mtkwari. Centralną częścią kompleksu był kościół Wniebowzięcia NMP, łatwo rozpoznawalny dziś ze względu na widoczny z daleka zewnętrzny portyk. Kościół i freski zdobiące jego wnętrza pochodzą z pierwszej fazy budowy miasta (1184-86).

Wardzia, skalne miasto widziane z parkingu naprzeciwko

Wardzia, skalne miasto widziane z parkingu naprzeciwko

Wardzia, skalne miasto widziane z parkingu naprzeciwko

Wardzia, skalne miasto widziane z parkingu naprzeciwko

Wardzia, skalne miasto, dzwonnica

Wardzia, skalne miasto, dzwonnica

Wardzia, skalne miasto

Wardzia, skalne miasto

Wardzia, skalne miasto

Wardzia, skalne miasto

Skalne miasto w czasie swojej największej świetności liczyło podobno do 50 tysięcy mieszkańców. Niestety przeżyło w swojej pierwotnej formie zaledwie sto lat – w 1283 r. w wyniku trzęsienia ziemi ok.2/3 skały, w której miasto zostało wydrążone, osunęło się w dół, odsłaniając „zawartość” kompleksu i czyniąc ukryte kiedyś w skale jaskinie zewnętrznymi. To dlatego dziś Wardzia nazywana jest „plastrem miodu” – dokładnie tak wygląda.

Po trzęsieniu ziemi w miejscu części jaskiń wybudowano dzwonnicę, dziś będącą „wejściem” turystycznym do skalnego kompleksu. W XIII w. Wardzia stała się symbolem „ochrony chrześcijaństwa”, przez swoje usytuowanie na granicy terenów islamskich. W XV i XVI wieku nastąpiła seria najazdów tureckich i perskich, z których miasto wyszło obronną ręką – aż do 1551 r., kiedy to Persowie w końcu Wardzię zdobyli, doszczętnie plądrując zgromadzone tu skarby i mordując mnichów i ludność. Mnisi powrócili do Wardzi bardzo niedawno, dziś znów można ich zobaczyć na terenie kompleksu, a jego niewielka część jest zamknięta dla zwiedzających i zarezerwowana dla mnichów właśnie. Zakończenie zwiedzania odbywa się przez zejście stromymi schodami, częściowo zakrytymi, które kiedyś stanowiły jeden z tuneli, prowadzących do miasta.

Dla tych, co im mało Wardzi, z parkingu można dojechać „na tył” wzgórza ze skalnym miastem (ok 2 km asfaltowej drogi), gdzie znajduje się żeński klasztor, z niewielkim kościołem. Zakonnice zajmują się uprawą żywności oraz nauczaniem dzieci z pobliskich miejscowości.

Wardzia, skalne miasto, kościół Wniebowzięcia NMP

Wardzia, skalne miasto, kościół Wniebowzięcia NMP

Wardzia, skalne miasto

Wardzia, skalne miasto

Wardzia, skalne miasto, sala królowej Tamary

Wardzia, skalne miasto, sala królowej Tamary

Wardzia, żeński monaster z tyłu skalnego miasta

Wardzia, żeński monaster z tyłu skalnego miasta

Wardzia, żeński monaster z tyłu skalnego miasta

Wardzia, żeński monaster z tyłu skalnego miasta

Czas na powrót w rejon Tbilisi – kończy się 5-dniowy czas wypożyczenia mojego Nissana Pathfindera. Przed godziną 16-tą zaczynam „odwrót”, najpierw znaną trasą do Chertwisi, a potem przez Achalkalaki i Ninotsmindę. Przed Achalkalaki chwila postoju przed nietypowym mostem – za most na rzece służy (a raczej służył, bo dziś do użytku już raczej się nie nadaje) tu stary… wagon kolejowy. Ot, taka lokalna ciekawostka. Achalkalaki i Ninotsmindę zaliczam tylko przejazdem, ciekawe jest w nich chyba tylko położenie 20-30 km od granic z Turcją i Armenią – typowa gruzińska prowincja.

Z Ninotsmindy pruję prosto na Tbilisi, drogą momentami położoną na ok. 2000 m n.p.m., aczkolwiek z ukształtowania trasy nie wygląda ona na „wysokogórską” – wiedzie szerokimi, płaskimi terenami wzdłuż kilku jeziorek, przez zapomniane gruzińskie wioski. Wysokie położenie sprawia, że człowiek nie zdaje sobie sprawy, że mijane niewielkie pagórki byłyby w polskich warunkach wysokimi górami – na mapach mają one nawet do 2400 m n.p.m. Wieczorna pora sprawia, że prawie w każdej miejscowości trafiam na stada trzody, wracające z pastwisk – wszystkie gospodarstwa wypasają tu swoje krowy i owce chyba wspólnie, a przy powrocie „rozchodzą” się one z niewielką pomocą właścicieli do własnych zagród. Sprawia to, że często trzeba było „przedzierać” się samochodem przez ogromne stada, maszerujące w poprzek lub wzdłuż (lub tak i tak) drogi.

Nietypowy most przed Achalkalaki

Nietypowy most przed Achalkalaki

Nietypowy most przed Achalkalaki

Nietypowy most przed Achalkalaki

Nietypowy most przed Achalkalaki

Nietypowy most przed Achalkalaki

Droga Ninotsminda - Tbilisi

Droga Ninotsminda – Tbilisi

Droga Ninotsminda - Tbilisi

Droga Ninotsminda – Tbilisi

Droga Ninotsminda - Tbilisi

Droga Ninotsminda – Tbilisi

Ten "pagórek" ma 2400 m n.p.m.

Ten „pagórek” ma 2400 m n.p.m.

Na nocleg wybrałem ponownie położoną o 20 km od Tbilisi Mcchetę. Nie w celu jej ponownego zwiedzenia – po prostu upatrzony wcześniej parking pod katedrą wydał mi się nad wyraz dobry na nocleg i poranny dojazd od wypożyczalni samochodów w Tbilisi. A poza tym pod katedrą zapamiętałem sprzedawców czurczeli – gruzińskiego przysmaku, który zamierzałem zabrać do Polski. I tak też się stało – ok.22-giej byłem już w Mcchecie, ulokowawszy się na parkingu, zająłem się kontestacją zakupionej jeszcze na początku mojej gruzińskiej przygody, w Signagi, buteleczki wypełnionej czaczą :)

Następny dzień, ostatnia pełna doba w Gruzji, miał być wypełniony zwiedzaniem Tbilisi i jego atrakcji, których nie widziałem podczas pierwszego dnia pobytu w stolicy.

Pełna galeria zdjęć ze skalnego miasta Wardzia i jego okolic znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Gruzja 2014

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Wardzia, skalne miasto

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi - średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche - monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu - powrót do Mcchety.

Borżomi

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

 

 

0

Autor:

Kategorie: Gruzja, Gruzja 2014, Rok 2014

Kachetia. Monastery, monastery, winnice, monastery... cz.1

Drugi dzień samochodowej jazdy dowolnej po gruzińskiej Kachetii stał pod znakiem rajdu po starych prawosławnych monasterach. Miłe przerywniki to fortece i winnice. Niemiłe – tragiczna jakość niektórych miejscowych dróg.

Gruzja 2014, dzień 4 (poprzedni wpis: Kachetia: monaster Dawid Garedża i miasto Signagi). Po przygodach pierwszej nocy z noclegiem w samochodzie, pobudka nastąpiła przed 7-mą rano czasu gruzińskiego (w Polsce jest dwie godziny wcześniej). Szybkie ogarnięcie się, śniadanie i wyruszam do zwiedzania. Do pierwszego punktu planu mam… 100 metrów, więc się nie nachodzę.

Zgodnie z tym, co znalazło się we wpisie poprzednim, nocleg wypadł mi na szczycie wzgórza, górującego nad miejscowością Gurjaani (Gurdżani), tuż obok murów monasteru Kvelatsminda. O 7-mej rano bramka wejściowa była już otwarta (a może zawsze jest otwarta), więc bez problemu można dostać się na teren klasztoru. Celem jest, stojący ok.200 metrów za bramą, kościół Zaśnięcia NMP, którego datę budowy ocenia się na VIII w. Wg legend miał tu miejsce cud mleka wypływającego ze ścian, stąd podobno jest chętnie odwiedzany przez karmiące matki. Kościół ten jako jedyny w całej Gruzji posiada dwie kopuły. We wnętrzach podobno zachowały się pozostałości fresków ściennych z okresu budowy – podobno, bo minusem wczesnej pory zwiedzania okazało się to, że kościół był zamknięty. Monaster funkcjonuje do dziś.

KML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Gruzja, dzień 4

ładowanie mapy - proszę czekać...

Gruzja, Gurjaani, monaster Kvelatsminda: 41.720209, 45.788097
Gruzja, Kvareli, twierdza: 41.947889, 45.812452
Gruzja, Kvareli, monaster Dubi: 41.940974, 45.824495
Gruzja, monaster Nekresi: 41.972138, 45.767713
Gruzja, Gremi: 42.002140, 45.660114
Gruzja, Tsinandali: 41.896208, 45.567169
Gruzja, Telawi: 41.917519, 45.476307
Gruzja, kompleks monasterów Szuamta: 41.910773, 45.406108
Gruzja, monaster Ikalto: 41.936892, 45.380659
Gruzja, monaster Alawerdi: 42.032305, 45.377054

 

Gurjaani, monaster Kvelatsminda

Gurjaani, monaster Kvelatsminda

Gurjaani, monaster Kvelatsminda

Gurjaani, monaster Kvelatsminda

Kvareli, "urząd miejski"

Kvareli, „urząd miejski”

Kvareli, warownia z XVI-XVIII w., w tle "urząd miejski"

Kvareli, warownia z XVI-XVIII w., w tle „urząd miejski”

Kvareli, warownia z XVI-XVIII w.

Kvareli, warownia z XVI-XVIII w.

Kvareli, monaster Dubi

Kvareli, monaster Dubi

Kvareli, monaster Dubi

Kvareli, monaster Dubi

Czas opuścić monaster Kvelatsminda. Kolejnym celem jest miasteczko Kvareli, małe (niespełna 10 tys. mieszkańców), senne miasteczko, leżące w dolinie rzeki Alazani, u stóp Wielkiego Kaukazu. Znane głównie z pobliskiego jeziora, służącego jako miejsce wypoczynku oraz jako miejsce urodzin Ilii Czawczawadze, XIX-wiecznego pisarza, poety i dziennikarza, który wskrzesił ruch niepodległościowy w Gruzji pod panowaniem rosyjskim. Czawczawadze jest dziś świętym gruzińskiego kościoła prawosławnego.

Kvareli uważane jest za stolicę winiarstwa w Kachetii. Z winiarstwem związana jest kolejna atrakcja miasta – tunele wydrążone w skałach Kaukazu. Dwa długie tunele (łączna długość 7,7 km), łączone ze sobą kilkunastoma galeriami po pół kilometra każda, wydrążone zostały w latach 50-tych XX w. jako obiekt wojskowy (obronny). Ale szybko okazał się nieprzydatny, w związku z czym sprzedano go właścicielom największej winnicy w okolicy (Khareba). Oni dobudowali obok centrum turystyczne, gdzie można dowiedzieć się więcej o winie, a także poddać się degustacji. Oczywiście można też zwiedzić tunel (wstęp 3 GEL). We wnętrzach przechowywane jest ok.25 tys. butelek wina.

Ale nie dla pamięci poety zwizytowałem Kvareli. Dla tunelu też nie – odpuściłem sobie ze względu na napięty „program” dnia. Ot, było po drodze do następnego monasteru (Nekresi), a przy okazji doczytałem się, że znajdują się tu nieźle zachowane pozostałości dawnej twierdzy. I rzeczywiście, nie dość że się znajdują, to i są dobrze zachowane. A dokładnie – odrestaurowane, jak i duża część miasta, która przeszła niedawno gruntowny face-lifting.

Monaster Nekresi, kosciół św.Abibosa

Monaster Nekresi, kosciół św.Abibosa

Droga do monasteru Nekresi, zdjęcie nie oddaje jej stromizny

Droga do monasteru Nekresi, zdjęcie nie oddaje jej stromizny

Monaster Nekresi

Monaster Nekresi

Monaster Nekresi, kościół z VIII / IX w.

Monaster Nekresi, kościół z VIII / IX w.

Monaster Nekresi, dawny magazyn wina

Monaster Nekresi, dawny magazyn wina

Zbyt dużo o warowni w Kvareli nie ma w sieci – pochodzi z XVI-XVIII w., zbudowana została na planie kwadratu, z narożnymi wieżami obronnymi. Dziś stoi przy głównym placu miasta, obok futurystycznego „urzędu miejskiego”, mocno kontrastującego z grubymi murami fortecy oraz okazałego posterunku policji. Plac ma dużo miejsc parkingowych, można tu wygodnie na chwilę zostawić samochód. A wracając do warowni – dostęp do niej był możliwy przez cztery bramy, znajdujące się z każdej strony – dziś przez nie można zobaczyć, do czego wykorzystywany jest dawny warowny dziedziniec – urządzono tam pełnowymiarowe… trawiaste boisko piłkarskie. Otoczone murami, musi zapewne stanowić jeden z najbardziej oryginalnych stadionów.

Stojąc pod murami fortecy i grzebiąc w informacjach na temat Kvareli w telefonie, wygrzebałem niechcący jeszcze jedną atrakcję, niezwykle pasującą do charakteru tego dnia zwiedzania. W Kvareli znajduje się bowiem także… monaster – monaster Dubi, stojący nieco na obrzeżach miasta, całkiem niedaleko od rzeczonego winnego tunelu.

O monasterze Dubi nie ma prawie w ogóle informacji, poza tym że został otworzony w 2000 r., ale na jego terenie stoi zabytkowy kościół z VI w. Teren monasteru jest niewielki i rzeczywiście poza świątynią nie ma tu nic do zobaczenia. A i ze zwiedzaniem samego kościoła był kłopot – wewnątrz trwało właśnie nabożeństwo. Ograniczyłem się więc do obfotografowania z zewnątrz.

Czas już dotrzeć do wspomnianego monasteru Nekresi, w końcu jest już po 9-tej rano :) Położony jest on wysoko na wzgórzu nieco na zachód od Kvareli i dojechać do niego (prawie do niego, o czym dalej) wygodną asfaltową drogą – z Kvareli to raptem jakieś 12 km. Cały trik tkwi w tym, że droga kończy się u podnóża wzgórza, na którego szczycie położony jest monaster. Tabliczka na szlabanie mówi, że dalej można udać się albo pieszo, albo zabrać się marszrutką (busem), odjeżdżającą z parkingu przy końcu drogi – bilet 1 GEL – tylko ta marszrutka odjeżdża bez żadnego rozkładu jazdy, tylko wtedy, gdy się zapełni. A droga od szlabanu do monasteru ma 1,5 km.

Winnice Kachetii

Winnice Kachetii

Gremi, wzgórze z kościołem św.Archaniołów

Gremi, wzgórze z kościołem św.Archaniołów

Gremi, kościół św.Archaniołów

Gremi, kościół św.Archaniołów

Gremi, kościół św.Archaniołów

Gremi, kościół św.Archaniołów

Gremi, kościół św.Archaniołów

Gremi, kościół św.Archaniołów

A o 9-tej rano na parkingu byłem sam, a marszrutki w ogóle nie było, nie mówiąc nawet o jej zapełnieniu. Ale co tam, nie jestem inwalidą, żeby nie przejść 1,5 km. Praktycznie zaraz za szlabanem, nieco na zachętę, można zobaczyć stojący przy drodze mały kościół, poświęcony Abibosowi, legendarnemu twórcy monasteru, jednemu z Trzynastu Ojców Syryjskich (innych z tego grona, Dawid z Garedży, stworzył monaster, w którym byłem dnia poprzedniego).

Nekresi w I w. p.n.e. pojawia się w dokumentach jako starożytna osada. W IV w. n.e. ówczesny władca otoczył ją murami, a jego następca wybudował tu pierwszy kościół. Zachował się on do dziś i jest jednym z najstarszych świątyń na terenie całej Gruzji. W czasach gdy Gruzja przechodziła na chrześcijaństwo, stąd król prowadził swoją krucjatę nawracającą.

W VI w. przybył do Nekresi rzeczony Abibos, obejmując funkcję miejscowego biskupa i aktywnie chrystianizując region, pomimo tego, że był on wtedy pod władaniem perskim, zwalczającym chrześcijaństwo. Abibos został ujęty i uwięziony za zalanie wodą świętego ognia zoroastriańskiego w świątyni (wg tej religii ogień jest święty, pali się w każdej świątyni i jest stale podtrzymywany). Biskup został skazany na śmierć i ukamieniowany.

Wracając do „spaceru” drogą do monasteru. Droga prowadząca na górę jest dobrej jakości, wygląda na świeżo wybrukowaną. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie… potworna jej stromizna. Jeśli odwiedzicie kiedyś Nekresi, przygotujcie się na dłuuuuuugi spacer pod stromą górę – te 1.5 km, jak podają przewodniki, idzie się mniej więcej 45 minut – sprawdziłem w praktyce. W lecie, w pełnym słońcu (na szczęście to były dopiero okolice godz.10-tej rano w Gruzji), ta odsłonięta, praktycznie bez grama cienia droga daje się naprawdę w kość. Sytuację ratują trzy stanowiska „do odpoczynku”, ale nie zapomnijcie zabrać ze sobą wody – naprawdę się przyda.

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Monaster Nekresi składa się z kilku historycznych perełek: wspomnianego już kościoła z IV w., bazyliki z VI/VII w., stojącego obok pałacu biskupiego z VIII w., połączonego z „marani” (magazynem wina, dziś pustym) oraz z dobudowaną w XVI w. wysoką wieżą oraz kościoła z VIII/IX w. Nekresi było wielokrotnie w swojej historii najeżdżane, zostało ostatecznie zniszczone w XVIII w., ale niedawno klasztor gruntownie odrestaurowano i w tej chwili prezentuje się całkiem atrakcyjnie. No i ze wzgórza klasztornego rozciągają się niezwykłe widoki na dolinę.

Zejście drogą z monasteru jest już banalne, w porównaniu z wejściem, stroma droga tym razem jest plusem. Na parkingu u podnóża klasztornego wzgórza można chwilę odpocząć – jest przygotowana odpowiednia infrastruktura (ławki, zadaszone stoliki, nawet toaleta). I można ruszać dalej, kolejne kilkanaście kilometrów, do Gremi.

Gremi to dziś mała wieś, a może miasteczko, która jest swego rodzaju meteorem w historii Gruzji. Przeleciało przez nią, zaświeciło na krótko i znikło w ciemnościach. Gremi pojawia się w historii już w epoce brązu – odnaleziono tu elementy, pochodzące z I tysiąclecia p.n.e. – dziś pokazywane są w miejscowym muzeum. Ale tak naprawdę Gremi pojawiło się w gruzińskiej historii raptem na 150 lat, w 1466 r., kiedy to zostało stolicą królestwa całej Kachetii (to był okres, kiedy rozpadła się jednolita Gruzja). Gremi stało się wtedy centrum politycznym (mieszkał tu król), ekonomicznym i kulturalnym regionu.

Miasto dzieliło się wtedy na trzy części: część królewską z pałacami, basenami, saunami i fontannami; część ze świątynią św.Archaniołów oraz zamkiem oraz część handlową, najbardziej ruchliwą, z karawanserajami, sklepami i rezydencjami mieszkalnymi. Całość zajmowała 40-50 ha. Najważniejszą dziś częścią Gremi jest oczywiście wzgórze ze stojącym na nim kościołem św.Archaniołów, zamkiem, dzwonnicą i magazynami wina. Odkryto także sekretny tunel, prowadzący na brzeg przepływającej obok rzeki.

Droga do jaskiń w Kisischewi

Droga do jaskiń w Kisischewi

Kościół św.Archaniołów wybudowany został w 1565 r. z kamienia, na planie krzyża. Posiada jedną, strzelistą kopułę. We wnętrzach jest bogato zdobiony – freski pochodzą z 1577 r. W dzwonnicy znajduje się wspomniane wcześniej muzeum (wstęp płatny) z „łupami” z wykopalisk na terenie Gremi. Cały kompleks wraz z zamkiem otoczony jest pokaźnym murem.

Ale to nie koniec atrakcji Gremi – ok.200 m za wzgórzem z kościołem i zamkiem, znajduje się wejście na teren ruin dawnej części handlowej miasta z czasów jego świetności. Tu znajduje się niewielki parking, na którym można zostawić samochód. Teren jest dobrze urządzony, łącznie z wyłożeniem alejek dla zwiedzających. Na miejscu znajduje się kilka historycznych obiektów: pozostałości świątyń (w XVII w. było ich tu kilkanaście), karawanseraj, łaźnia i nikłe części innych obiektów. Znajdziecie tu także restaurację / kawiarnię oraz sklep z pamiątkami. Jest nawet huśtawka dla dzieciaków. Wstęp jest bezpłatny.

Czas na dalsze zwiedzanie. Tym razem w kierunku Telawi, dzisiejszej stolicy Kachetii. Ale najpierw chcę zobaczyć jaskinie nieopodal wioski Kisischewi. Wjeżdżam więc do Telawi, ale zamiast do centrum miasta, kieruję się ok.7 km na wschód, gdzie pomiędzy wioskami Kisischewi a Tsinandali, przed mostem na rzece, wiedzie w prawo droga do jaskiń. Ze skrętu do jaskiń jest następne 7 km (nie ma żadnych oznaczeń, trzeba skręcać „na czuja”). Ale droga okazuje się tak podłej jakości i ma tyle odnóg w bok, że stwierdzam, że dotarcie do jaskiń zajmie mi zbyt wiele czasu – rezygnuję i wracam do głównej drogi.

Teraz czas na samo Tsinandali, posiadające jedną atrakcję – dawną rezydencję Aleksandra Czawczawadze wraz z ogromnymi ogrodami. Aleksander Czawczawadze to niezwykle barwna postać, poeta oraz żołnierz, żyjący na przełomie XVIII i XIX w. Urodzony w Rosji, ale w gruzińskiej, wysoko postawionej rodzinie, już za młodych lat uczestniczył w antyrosyjskim powstaniu. W niewoli powstały jego pierwsze poematy. Potem nastąpił „zwrot” i Czawczawadze walczył w wojskach rosyjskich przeciwko kolejnemu gruzińskiemu powstaniu oraz przeciwko Napoleonowi. Na koniec służby, już w stopniu generała rosyjskiego, został wojskowym administratorem gruzińskiej Kachetii i osiadł właśnie w Tsinandali.

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

W swojej posiadłości wybudował winnice i rozpoczął produkcję znanego do dziś białego wina „Tsinandali”. Trzy lata później znów „zwrotka” i udział w kolejnym powstaniu i znów aresztowanie i niewola. Ułaskawienie i walka w wojskach rosyjskich na Kaukazie. Zginął w wypadku konnym w Tsinandali. Dziś uważany jest za ojca gruzińskiego romantyzmu w literaturze. Inny z gruzińskich romantyków, Barataszwili, tworzył swe dzieła nieszczęśliwie zakochany w jednej z córek Czawczawadze. Jego posiadłość w tej miejscowości przekształcono w muzeum. Można tu pospacerować po 18-hektarowym parku, jako pierwszym w Gruzji urządzonym przez europejskich projektantów, zrewitalizowanym w 1887 r., już po śmierci właściciela. Można tu znaleźć wiele drzew i roślin na co dzień nie występujących w Gruzji, pochodzących z Europy, Azji i obu Ameryk.

Oczywiście możliwe jest zwiedzanie także rezydencji Czawczawadze (choć zabronione jest robienie we wnętrzach zdjęć). W środku często organizowane są wystawy sztuki znanych artystów (wystawiano tu m.in. dzieła Pablo Picasso i Salvadora Dali). Bilety pozwalające na zwiedzanie parku i rezydencji kosztują 5 GEL (sam park: 2 GEL). Królują tu wszechobecne wycieczki szkolne, stąd bywa tu gwarno i głośno. Czas odwiedzić stolicę Kachetii – Telawi, ale to (i kolejne stare monastery) będzie już w następnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć monasterów gruzińskiej Kachetii znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Gruzja

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Wardzia, skalne miasto

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi - średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche - monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu - powrót do Mcchety.

Borżomi

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

 

0

Autor:

Kategorie: Gruzja, Gruzja 2014, Rok 2014

Hasankeyf, skalne miasto, którego wkrótce nie będzie...

Mezopotamia, kolebka dzisiejszej cywilizacji. Leżące na jej terenach skalne miasto, zasiedlane od 12 tysięcy lat, z około 200 zabytkami wymagającymi ochrony. To już ostatni dzwonek, by je zobaczyć. Wg planów za 2 lata niczego tu nie będzie.

Turcja południowo-wschodnia, dzień 6 (poprzedni wpis: Midyat, kamienne syryjskie kościoły wśród islamskich minaretów).Turcja jest krajem wielkich kontrastów. Taki banał na początek. Wszyscy to wiedzą. Pod względem kulturalnym, społecznym, językowym czy nawet religijnym (konkretnie: pod względem podejścia do kanonów religijnych – od całkowicie luźnego do wręcz ortodoksyjnego) można pojechać do Turcji kilka razy i tyle samo razy czuć się trochę jak w innym świecie.

Turystyka jest niezwykle ważna dla Turcji – przynosi jej ponad 32 mld dolarów rocznie (2013) i rośnie ciągle w tempie dwucyfrowym (11% w 2013 r.). Wydaje się więc, że zabytki historyczne, których Turcja ma aż w nadmiarze, powinny być oczkiem w głowie władz państwowych. I tak jest w ogromnej większości, szczególnie w zachodniej części, tej do której dociera masowa turystyka. Tam Turcy potrafią zadbać (a potem obiletować) o wszystko. Ale na wschodzie, gdzie turystów mniej, a więcej polityki i ciężkich tematów narodowościowych i geograficznych, dbałość o dziedzictwo kulturowe potrafi być spychana na plan dalszy, przegrywając z przyziemną walką o wpływy lub pieniądze. Nasz kolejny cel turystyczny podczas podróży po południowo-wschodniej Turcji jest tego najlepszym przykładem. Zapraszamy do Hasankeyf – starożytnego skalnego miasta, które wkrótce zniknie pod powierzchnią wody.

Hasankeyf leży na terenach Mezopotamii, kolebki dzisiejszej cywilizacji. Jest jednym z najdłużej ciągle zamieszkałych miejsc na świecie. Pierwsze ślady osadnictwa pochodzą tu sprzed 12 tysięcy lat, a zorganizowana osada powstała tu prawdopodobnie już 4 tysiące lat p.n.e. W okolicach znaleziono prehistoryczne szkielety datowane na 6 tys. lat p.n.e. Pierwsi osadnicy żyli w skalnych grotach, zamieszkałych jeszcze w latach 70-tych XX wieku (!). Tych grot w najbliższych okolicach Hasankeyf jest podobno ok. 4 tysięcy, mieściło się w nich 8 tysięcy domostw.

Dojeżdżamy do Hasankeyf

Dojeżdżamy do Hasankeyf

Hasankeyf, ruiny mostu z XII w.

Hasankeyf, ruiny mostu z XII w.

Hasankeyf, ruiny mostu z XII w.

Hasankeyf, ruiny mostu z XII w.

Stara asyryjska nazwa tego miejsca to „Castrum Kefa” (zamek na skale). Rzymianie na przełomie III / IV wieku wybudowali tu swoją twierdzę do obserwacji granic Imperium. W V wieku rezydował tu biskup jednego ze wschodnich odłamów chrześcijaństwa. W VII w. zdobyli je Arabowie, nazywając „Hisn Kayfa” (skalna twierdza). W XIII w. dostała się pod panowanie Tatarów, a w 1515 r. przyszło Imperium Osmańskie, zastąpione później przez dzisiejszą Turcję. Po średniowiecznym moście na Tygrysie przechadzał się podobno sam Marco Polo.

Hasankeyf, meczet El Rizk Camii

Hasankeyf, meczet El Rizk Camii

Archeolodzy twierdzą, że dotychczas odsłonięto mniej więcej 1/5 wszystkich historycznych obiektów, reszta wciąż czeka na swoją kolej. Ale jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to…  się nie doczeka. Do głosu doszła bowiem wielka polityka, która zarządziła wybudowanie wielkiej tamy na Tygrysie, kilkadziesiąt kilometrów od Hasankeyf. A przy tamie ma powstać wielki zbiornik wodny, o powierzchni ponad 300 km2. Szkopuł w tym, że… Hasankeyf znajduje się na terenie tegoż właśnie zbiornika.

Hasankeyf, minaret meczetu El Rizk Camii

Hasankeyf, minaret meczetu El Rizk Camii

Ktoś dawno temu (w latach 50-tych XX wieku) w Turcji wymyślił sobie tamę na Tygrysie jako źródło nowoczesnej energii elektrycznej (podobno mającej być dostarczaną do Turcji zachodniej), nie licząc się z konsekwencjami. A są one takie, że zniknie z powierzchni ziemii ponad setka miejscowości, a wg różnych szacunków od 25 tys. do 100 tys. ludzi będzie musiało być przesiedlonych. I znów brak liczenia się z konsekwencjami – ponoć będą oni musieli się przesiedlić… na własny koszt.

Mimo protestów międzynarodowych, plan jest stopniowo wcielany w życie. Budowę tamy rozpoczęto w 2006 r. i choć była ona wstrzymywana, to nadal prace trwają. Parcie na nią jest tak silne, że kiedy sąd wstrzymał budowę do czasu zbadania jej wpływu na środowisko,… zmieniono prawo i budowa już takich badań nie wymaga. Można znaleźć opinie, że zalewając Hasankeyf, władze chcą usunąć zabytki kultury kurdyjskiej, narodu który od dawna jest solą w oku tureckich władz. Inna wersja mówi o chęci kontrolowania wody, dostarczanej przez Tygrys m.in. do Syrii i dzięki temu zwiększenia wpływów politycznych w regionie. Jaka by ta wersja nie była – dziedzictwo historyczne przegrywa. Albo z pieniędzmi, albo z polityką.

Hasankeyf, meczet El Rizk Camii

Hasankeyf, meczet El Rizk Camii

Hasankeyf, meczet El Rizk Camii

Hasankeyf, meczet El Rizk Camii

Hasankeyf, cytadela

Hasankeyf, cytadela

Hasankeyf, meczet Sultan Süleyman Camii

Hasankeyf, meczet Sultan Süleyman Camii

Hasankeyf, meczet Koç Camii

Hasankeyf, meczet Koç Camii

Hasankeyf, meczet Eyyubi Kizlar Camii

Hasankeyf, meczet Eyyubi Kizlar Camii

Hasankeyf, meczet Mevlana Camii

Hasankeyf, meczet Mevlana Camii

Hasankeyf do niedawna odwiedzane było podobno przez 3 mln turystów rocznie. Od czasu postępów w budowie tamy ta liczba systematycznie spada. Władze czynnie się do tego przyczyniają dodatkowo, zamykając w 2012 r. najbardziej widowiskową część skalnego miasta – cytadelę z twierdzą i wielkim meczetem, oficjalnie z powodów zagrożenia bezpieczeństwa turystów. Liczni protestujący naciskają na UNESCO, aby wpisała Hasankeyf na swoją listę dziedzictwa kulturowego, co uchroniłoby miasto od zagłady. Ale choć spełnia ono 9 z 10 warunków przyjęcia na listę, UNESCO zwleka. A zegar tyka. Tik tak, tik tak.

Jeśli plany budowy tamy się ziszczą, już w 2016 r. Hasankeyf przestanie istnieć – znajdzie się kilkadziesiąt metrów pod lustrem planowanego zbiornika wodnego. Mieszkańcy już od dłuższego czasu mają nakazy eksmisji. Przesiedlenia mają pilnować siły wojskowe. Choć tych mieszkańców i tak pozostało tu niewielu (kilka tysięcy). Z powodu wszystkiego powyższego – jeżeli wybieracie się na wschód Turcji – zaplanujcie odwiedziny w Hasankeyf. Za 2 lata może już tu nie być niczego – no chyba że stanie się Hasankeyf atrakcją dla płetwonurków (taki czarny humor).

Z Midyat do Hasankeyf jest zaledwie godzina drogi samochodem. Docieramy tam prosto z monasteru Mor Gabriel, którego klamki „pocałowaliśmy” – nie trafiliśmy w godziny otwarcia. Było o tym we wpisie o Midyat. Przy drodze Midyat – Batman jest widoczny spory parking, na którym bez opłat można zostawić samochód i pieszo przejść mostem przez Tygrys w stronę skalnego miasta. Można też przez most przejechać i szukać miejsca postojowego bliżej, ale tam raczej w sezonie będzie ciasno (i pewnie nie bezpłatnie).

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie, niektóre nadal zamieszkałe

Hasankeyf, skalne jaskinie, niektóre nadal zamieszkałe

Hasankeyf, skalne jaskinie, niektóre nadal zamieszkałe (drzwi)

Hasankeyf, skalne jaskinie, niektóre nadal zamieszkałe (drzwi)

Hasankeyf, skalne jaskinie, niektóre nadal zamieszkałe (antena satelitarna)

Hasankeyf, skalne jaskinie, niektóre nadal zamieszkałe (antena satelitarna)

Atrakcje Hasankeyf rozsiane są po sporym terenie, po obu stronach Tygrysu. Na początek warto zobaczyć te, położone od strony drogi i parkingu. Od razu po wyjściu z auta rzuca się w oczy jedna z najbardziej znanych atrakcji – ruiny średniowiecznego mostu, pochodzącego z XII w., będącego w swoich czasach jednym z największych istniejących mostów. Odległość pomiędzy filarami wynosiła nawet 40 m, a sam pomost mostu był drewniany, co pozwalało na łatwy demontaż (likwidację jedynej drogi do miasta) w razie niebezpieczeństwa. Drewniana konstrukcja skróciła jednak prawdopodobnie żywot mostu, z którego dziś pozostały jedynie filary.

Z tyłu za parkingiem, po drugiej stronie drogi, na małym wzgórku z cmentarzykiem, stoi grobowiec Imama Abdullaha, wg legendy wnuczka wujka (skomplikowana konstrukcja rodzinna :-)) proroka Mahometa. To miejsce kultu religijnego, wejście w stroju jak do meczetu, wewnątrz najczęściej przebywają modlące się przy grobie osoby, dlatego należy zachować nastrój miejsca.

Po tej samej stronie Tygrysu, ale jakieś 200 m dalej, stoi cylindryczny grobowiec Zeynel Beya, syna XV-wiecznego sułtana Uzun Hassana. Zeynel Bey zginął w bitwie w 1473 r. i został pochowany w tym oryginalnym mauzoleum. Od grobowca idziemy w stronę rzeki, gdzie znajdziemy jeszcze ruinę łaźni (hamam) z początków XIII w., zniszczoną głównie przez wylewające wody Tygrysu.

Panorama Hasankeyf

Panorama Hasankeyf

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Wracamy w stronę mostu na Tygrysie i idziemy na drugą stronę rzeki, w stronę właściwego skalnego miasta. Prowadzi do niego w prawo zaraz za mostem uliczka wypełniona kramami handlarzy tandetnymi pamiątkami dla turystów. Ozdobą uliczki jest niewątpliwie meczet El Rizk Camii, wybudowany w 1409 r. przez ówczesnego sułtana. Meczetowy minaret dotrwał do naszych czasów nietknięty.

Uliczka kończy się wejściem na teren cytadeli w Hasankeyf, najbardziej widowiskowej części skalnego miasta. I tu niestety rozczarowanie – cytadela okazuje się zamknięta od 2012 r. – wywieszona tabliczka mówi o ochronie bezpieczeństwa turystów. Przestrzegania zakazu pilnują ochroniarze. Idziemy więc wzdłuż siatki ogradzającej cytadelę, schodami pod górę, wspinając się na ścianę równoległą do cytadeli. Schody te prowadzą do zamieszkałej do dziś części Hasankeyf, gdzie wśród zaniedbanych domostw ukrywają się kolejne historyczne pozostałości miasta. Nietrudno je znaleźć, na uliczkach poustawiane są tabliczki kierunkowe. Najpierw trafiamy na ruiny trzech stojących niemal obok siebie świątyń:

  • meczet Sultan Süleyman Camii, wybudowany, jak nazwa wskazuje, przez sułtana Sulejmana, tego samego który wybudował meczet El Rizk. Meczet powstał w 1407 r. i do dziś w dobrym stanie zachował się jedynie minaret. Pierwotnie był tio cały kompleks, składający się m.in. z meczetu, medresy (szkoły) oraz mauzoleum. Kiedyś znajdował się tu także grobowiec samego fundatora, sułtana Sulejmana;
  • meczet Koç Camii, o którym więcej się dziś domyślamy niż wiemy. Powstał prawdopodobnie w XIV wieku i prawdopodobnie także był częścią większego kompleksu, do którego należała także medresa. Dziś zachowały się jedynie ruiny meczetu, z pozostałych części kompleksu pozostały jedynie fundamenty;
  • meczet Eyyubi Kizlar Camii, żeński (Kizlar = Dziewczyny) meczet, o którym nie wiadomo nic – ani kiedy ani kto go wybudował. Przypuszcza się jedynie, że powstał za panowania kurdyjskiej dynastii Ajjubidów. Tabliczka na meczecie podaje jednak datę: rok 808 wg kalendarza muzułmańskiego. Dawałoby to początek XV w.
Hasankeyf, ruiny mostu z XII w.

Hasankeyf, ruiny mostu z XII w.

Hasankeyf, cytadela

Hasankeyf, cytadela

Panorama Hasankeyf z przeciwległego brzegu Tygrysu

Panorama Hasankeyf z przeciwległego brzegu Tygrysu

A to jest...

A to jest…

Te trzy meczety stoją już praktycznie u podstawy wzgórza, w którym z daleka widać wiele jaskiń, kiedyś zamieszkanych przez mieszkańców Hasankeyf. Jaskinie te datuje się nawet na czas królestwa Urartu (czyli VIII – VI w. p.n.e.). Zdecydowaliśmy się na długi spacer wzdłuż tej ściany z jaskiniami, prowadzącą lekko pod górę uliczką, która stopniowo zamienia się w ścieżkę. Cały czas pnąc się w górę, dotarliśmy aż do końca ściany, gdzie znajduje się dość widowiskowa przepaść. W sam raz na sesję fotograficzną :)

Po drodze napotkaliśmy jeszcze pozostałości meczetu Mevlana Camii, o którym także nie wiadomo kompletnie nic, poza tym, że był jeszcze do niedawna użytkowany. Wracamy dokładnie tą samą trasą aż do ruin trzech meczetów, kierując się tym razem w kanion pomiędzy cytadelą a znajdującym się naprzeciw niej wzgórzem. Tu można zobaczyć przykłady nielegalnie zamieszkałych do dziś jaskiń. Są „dorobione” przez murarzy zewnętrzne ściany, są nawet drzwi (!). A że dociera tu także cywilizacja, świadczyć może chociażby… antena satelitarna :)

Hasankeyf, grobowiec Zeynel Beya

Hasankeyf, grobowiec Zeynel Beya

Hasankeyf, ruiny łaźni (hamamu)

Hasankeyf, ruiny łaźni (hamamu)

Hasankeyf, grobowiec Imama Abdullaha

Hasankeyf, grobowiec Imama Abdullaha

Hasankeyf, grobowiec Imama Abdullaha

Hasankeyf, grobowiec Imama Abdullaha

Niejako na koniec naszej wizyty w Hasankeyf, aby w końcu choćby z odległości zobaczyć cytadelę, wspinamy się na przeciwległe, zamieszkałe dziś wzgórze. I oczywiście trafiamy na typowy przykład tureckiej przedsiębiorczości. Przed budynkiem stojącym w najlepszym miejscu na podziwianie znajdującej się naprzeciw cytadeli wisi tabliczka… „Wstęp 1 TL”. Płacimy grającym w piłkę za ogrodzeniem małolatom i trafiamy na fachowo zrobiony taras widokowy – z widokiem i na cytadelę, i na Tygrys z ruinami XII-wiecznego mostu. To zdecydowanie najlepsze miejsce na fotografię i warto tę lirę dać.

W Hasankeyf jest jeszcze kilka innych miejsc wartych uwagi, m.in. pozostałości murów miasta czy widowiskowe jaskinie nad samym Tygrysem, widoczne od strony Hasankeyf. My po bitych czterech godzinach łazikowania po wzgórzach i kamienistych ścieżkach opuściliśmy skalne miasto. Na koniec jeszcze nie omieszkaliśmy kupić od małolata na parkingu fajnie wydanego albumu o Hasankeyf (obowiązkowo targując się i zbijając cenę). Czekała nas jeszcze dwugodzinna jazda do kolejnego przystanku na naszej trasie po południowo-wschodniej Turcji – do miasta Mardin.

Pełna galeria zdjęć z Hasankeyf znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Turcja (Kurdystan) 2014

Do Turcji lecieliśmy liniami Pegasus

Lutowa wyprawa do tureckiego Kurdystanu była naszą pierwszą objazdową podróżą realizowaną bez samochodu. Czas na małe podsumowanie organizacji logistycznej - transportu, noclegów i wszystkiego, co musieliśmy ogarnąć w czasie pobytu w południowo-wschodniej Turcji.

Berlin, East Side Gallery

W Berlinie kończyła się nasza tegoroczna podróż po południowo-wschodniej Turcji, a że mieliśmy sporo czasu do autobusu wiozącego nas do domu, zaplanowaliśmy zwiedzanie kolejnej atrakcji stolicy Niemiec - East Side Gallery.

Stambuł, meczet Şemsi Paşa Camii

Üsküdar, jedna z większych i najbardziej zaludnionych dzielnic Stambułu, gościł nas przez ułamek dnia podczas drogi powrotnej z podróży po południowo-wschodniej Turcji. Czasu wystarczyło na zwiedzenie kilku znaczących meczetów azjatyckiej części tej wielkiej aglomeracji.

 

Sanliurfa, miasto proroków

Miasto – cel pielgrzymek wyznawców islamu, wg tradycji silnie związane z życiem dwóch ważnych islamskich proroków – Abrahama i Hioba. Wg legend pierwsze miasto, założone po biblijnym potopie. Historia bogata, jak nigdzie indziej. Panie i panowie: Urfa.

Turcja południowo-wschodnia, dzień 4 (poprzedni wpis: Gaziantep, pistacjowa stolica Turcji). Nieco ponad 600-tysięczna Urfa to kolejny etap naszej podróży – przyjechaliśmy tu jak zwykle rejsowym autobusem z Gaziantepu. Przyjechaliśmy na tyle wcześnie, żeby po zameldowaniu się w hotelu, zdążyć jeszcze zobaczyć w wieczornej scenerii najważniejsze miejsca w mieście: Gölbasi Parki i znajdujące się w nim jezioro ze świętymi karpiami, Balıklı Göl.

Ale najpierw słów kilka o historii miasta, potocznie znanego jako Urfa (przedrostek „Sanli” miasto otrzymało dopiero w 1984 r. w dowód zasług w trakcie wojny z lat 20-tych poprzedniego wieku, nieco zazdroszcząc innym miastom, w tym Antepowi, który otrzymał przedrostek „Gazi”. „Sanli” znaczy mniej więcej „chwalebny, dostojny”).

Historia Urfy jest w dużej części budowana na legendach i często przyjętych za pewnik tradycjach. Pierwszą z nich jest ta, mówiąca o Urfie (w starożytności pod nazwą Edessa) jako pierwszym mieście, założonym po biblijnym potopie. Na pewno miasto ma bardzo długą historię, o czym mogą świadczyć chociażby odkrywane w okolicach Urfy pozostałości, np. oddalone o kilkanaście kilometrów Göbekli Tepe, miejsce kultu datowane na 10 tys. lat p.n.e. O nim będzie w osobnym wpisie.

Sanliurfa, park Gölbasi Parki

Sanliurfa, park Gölbasi Parki

Sanliurfa, park Gölbasi Parki

Sanliurfa, park Gölbasi Parki

Sanliurfa, jezioro Balıklı Göl nocą

Sanliurfa, jezioro Balıklı Göl nocą

Sanliurfa, jezioro Aynzeliha Göl nocą

Sanliurfa, jezioro Aynzeliha Göl nocą

Kolejna legenda, pieczołowicie zresztą wśród mieszkańców Urfy podtrzymywana, głosi, że tutaj właśnie urodził się prorok Abraham (żył ok. 2.000 lat p.n.e.). Choć historycznie chodzi o Ur, co może też wskazywać na miejscowość w dzisiejszym Iraku (dokładnie nie jest znane i udowodnione miejsce narodzin Abrahama), to Turcy utrzymują związek z Urfą, a na terenie miasta jest kilka miejsc, nawiązujących do życia i legend na temat Abrahama. Kolejna legenda głosi, że w Urfie urodził się inny islamski prorok – Hiob (znany też z Biblii).

Jest jeszcze jedna legenda, już nie tak często powtarzana u nas, a silnie związana z miastem Urfą (a właściwie Edessą). Legenda ta mówi, o chorym na trąd władcy Edessy, żyjącym w czasach Chrystusa. On to wysłał swojego służącego do Chrystusa, przebywającego wówczas w Judei, by poprosić go o przybycie do Edessy i uzdrowienie – a w razie niemożności przybycia, o odciśnięcie swojego wizerunku na chuście. Wizerunek ten miałby pomóc w uzdrowieniu władcy (był nim Abgar V).

Jezus nie mógł przybyć do miasta, spełnił natomiast życzenie Abgara i przekazał mu odciśnięty na połaci materiału odcisk własnej twarzy. Odcisk ten (rzeczywiście wg legendy uzdrowił Abgara) przechowywany był przez wieki w Edessie, chroniąc miasto przed najazdami. Gdy w połowie X w. pod murami miasta stanęły wojska Bizancjum, władcy oddali relikwię w zamian za odstąpienie od oblężenia. „Mandylion” (tak nazwano odcisk) został przetransportowany z wielkimi honorami do Konstantynopola (dzisiejszy Stambuł), a rocznica jego dostarczenia do miasta jest obchodzona w kościele wschodnim jako święto Boskiego Oblicza (16 sierpnia).

Sanliurfa, przed jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, przed jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, meczet Rizvaniye Camii nad jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, meczet Rizvaniye Camii nad jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, medresa Halil-ur Rahman nad jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, medresa Halil-ur Rahman nad jeziorem Balıklı Göl

Odcisk zaginął po zdobyciu Konstantynopola przez krzyżowców w 1204 r. i do dziś nie można ustalić, co się z nim stało. Wg różnych teorii, znajduje się on dziś w kościele św.Bartłomieja w Genui lub prywatnych zbiorach papieskich w Watykanie. Inna mówi, że powszechnie znany „całun Turyński” jest właśnie poszukiwanym mandylionem. Inna mówi, że do rewolucji francuskiej mandylion znajdował się w Paryżu. Zadna teoria nie została udowodniona.

Nazwa Edessa utrwaliła się w III w. p.n.e., kiedy to sprowadzili się tu, do wcześniej istniejącego starożytnego miasta, żołnierze pochodzący z Macedonii. Zmienili oni nazwę miastu właśnie na Edessa na cześć ówczesnej macedońskiej stolicy. W 244 r. Edessa weszła w skład Imperium Rzymskiego. Ale już wcześniej dotarło tu chrześcijaństwo, Edessa była po Antiochii kolejnym ośrodkiem, gdzie chrześcijaństwo przyjęło się bardzo wcześnie. Już w 204 r. król Edessy przyjął chrześcijaństwo, późniejsza władza Rzymian sprowadziła jednak na chrześcijan falę prześladowań.

Islam pojawił się w Edessie w VII w., gdy miasto zdobyte zostało przez Arabów, którzy panowali tu aż do czasu, gdy stracili panowanie na rzecz krzyżowców (XI w.), którzy na niespełna 50 lat stworzyli tu własne hrabstwo. Potem nadeszli jednak Turkowie, których różne odłamy rządziły regionem (najpierw jednak zrównując miasto z ziemią) aż do XVII w., kiedy to Edessa weszła w skład Imperium Osmańskiego.

Sanliurfa, meczet Halil-ur Rahman Camii (miejsce upadku Abrahama jest wewnątrz) nad jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, meczet Halil-ur Rahman Camii (miejsce upadku Abrahama jest wewnątrz) nad jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, miejsce upadku Abrahama (po lewej) wewnątrz meczetu Halil-ur Rahman Camii nad jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, miejsce upadku Abrahama (po lewej) wewnątrz meczetu Halil-ur Rahman Camii nad jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, jezioro Balıklı Göl

Sanliurfa, jezioro Balıklı Göl

Sanliurfa, jezioro Aynzeliha Göl

Sanliurfa, jezioro Aynzeliha Göl

Sanliurfa, restauracje w parku Gölbasi Parki

Sanliurfa, restauracje w parku Gölbasi Parki

Władza Osmanów zakończyła się ich upadkiem, ale wcześniej zdążyli oni przeprowadzić wielki czystki etniczne, głównie na Ormianach, którzy byli większością na terenie dzisiejszej Urfy. W wyniku prześladowań na przełomie XIX / XX w. dużą część Ormian wymordowano, a reszta uciekła. Dziś Ormian praktycznie w Urfie nie ma. Są za to Turkowie i Kurdowie.

Dzienne zwiedzanie Sanliurfy zaczynamy od żelaznego punktu – Gölbasi Parki, pięknego i zadbanego zielonego parku, zawierającego kompleks meczetów oraz zbiorników wodnych, powiązanych ze sobą wielką legendą proroka Abrahama. Miejsce to jest przedmiotem kultu dla wyznawców islamu, miejscem pielgrzymek i modlitw. Najważniejszym obiektem w parku jest oczywiście Balıklı Göl – jezioro (a może staw) ze „świętymi” karpiami. Wiąże się z nimi kolejna legenda.

Abraham (przeżył 175 lat) został za walkę z kultem miejscowych bożków, skazany przez króla Nimroda na spalenie na stosie. Gdy Abraham został zrzucony do ognia, Allah (w wersji chrześcijańskiej Jahwe) zamienił ogień w wodę, a rozżarzone drewno w ryby. Miejsce, w którym Abraham spadł do wody jest dziś oznaczone fontanną, której woda uznawana jest za świętą i leczniczą, a karpie w jeziorze zyskały status świętych i nietykalnych. Ich zjedzenie grozi podobno ślepotą. Na pewno zaś przyzwyczaiły się do swego statusu gwiazd, dokarmianych przez masy turystów – karpie już na widok człowieka stojącego na brzegu, kłębią się koło niego, oczekując na pokarm. Pokarm zresztą można kupić nad brzegiem stawu.

Jezioro Balıklı Göl otoczone jest przez szereg budynków o charakterze historycznym i religijnym, wśród których zdecydowanie wyróżnia się meczet Rizvaniye Camii, wybudowany przez Ridvana Ahmeta Pashę w 1736 r. Do meczetowego kompleksu należy także budynek medresy (islamskiej szkoły).

Sanliurfa, twierdza górująca nad miastem

Sanliurfa, twierdza górująca nad miastem

Sanliurfa, twierdza górująca nad miastem

Sanliurfa, twierdza górująca nad miastem

Sanliurfa, twierdza górująca nad miastem

Sanliurfa, twierdza górująca nad miastem

Sanliurfa, panorama miasta widziana z twierdzy, na pierwszym planie meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, panorama miasta widziana z twierdzy, na pierwszym planie meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, panorama miasta widziana z twierdzy

Sanliurfa, panorama miasta widziana z twierdzy

Po tej samej stronie jeziora, ale na samym jego końcu (patrząc od wejścia do parku od strony miasta), stoi niepozorny budynek medresy, także stanowiącej całość z meczetem, stojącym obok – meczetem Halil-ur Rahman Camii, zbudowanym pierwotnie jako kościół katolicki pod wezwaniem Maryi Dziewicy w 504 r. n.e. Został on przekształcony w meczet i medresę na początku IX w. Meczet jest słynny z tego, iż wewnątrz niego znajduje się miejsce, gdzie spadł do jeziora Abraham.

Obok meczetu znajdują się dwa grobowce, w których spoczywają wybitni mieszkańcy Urfy w przeszłości, zapamiętani dzięki swym intelektualnym dokonaniom, instruktorzy sąsiedniego meczetu i medresy Halil-ur Rahman: Shazeli Ali Dede (XVII w.) i Buluntu Hadji Abdurrahman (XVIII w.).

Nieco w głębi parku Gölbasi Parki, tuż przy wzgórzu, na którym stoi górująca nad parkiem twierdza w Urfie, stoi kolejnym meczet, Mevlid-i Halil Camii, którego nazwa pochodzi od nazwy jaskini, przy której go wybudowano (o niej za moment). Pierwotnie stała tu pogańska świątynia, przekształcona potem w synagogę, a w końcu w kościół chrześcijański. Dopiero w 1253 r. świątynia przekształcona została w meczet. Wracając do jaskini – to w zasadzie jest najważniejsza część kompleksu meczetu Mevlid-i Halil Camii – wg legendy to w niej narodzić się miał prorok Abraham.

W legendy o narodzinach Abrahama, gdy król Nimrod dowiedział się, że ma narodzić się człowiek, który zniszczy i zakończy jego dynastię, nakazał on zabić wszystkie noworodki płci męskiej, narodzone tego roku. Brzmi znajomo ? No właśnie. Kończąc, matka Abrahama ukryła się w jaskini, gdzie urodziła syna. Po jego narodzinach, codziennie przychodziła do jaskini, by go karmić. Dziś jaskinia jest atrakcją turystyczną, do której wstępu obowiązują zasady podobne do wstępu do meczetu (zdejmujemy buty, kobiety zakładają chusty na głowy itp.). Wstęp jest bezpłatny, ale do jaskini prowadzą dwa wejścia: osobno dla mężczyzn i kobiet.

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, jaskinia Mevlid-i Halil, w której podobno narodził się Abraham

Sanliurfa, jaskinia Mevlid-i Halil, w której podobno narodził się Abraham

Ostatnim zwiedzanym przez nas meczetem w kompleksie parkowym był Sultan Hasan Camii, wybudowany, jak nazwa wskazuje, przez sułtana Uzun-Hasana w I poł. XV wieku. Ciekawostką jest przepływająca przez dziedziniec meczetu woda, doprowadzona z jeziora Balıklı Göl.

W parku Gölbasi Parki znajduje się jeszcze drugie święte jezioro – Aynzeliha Göl. Z nim także wiąże się legenda. Zeliha była córką króla Nimroda, która widziała cud przemiany ognia w wody jeziora podczas egzekucji Abrahama, dała się namówić Abrahamowi na porzucenie pogańskich praktyk ojca. Wściekły ojciec wrzucił córkę do wielkiego ognia, patrząc na jej śmierć do końca. Legenda mówi, że w miejscu w którym Zeliha zginęła, z jej łez powstało jezioro, dziś zwane jej imieniem. Tak jak w jeziorze Balıklı Göl, tak i tu pływają ryby, czczone jako święte i nietykalne.

Nad całym parkiem, ale i miastem, góruje niepodzielnie twierdza w Urfie, która pierwotnie została wybudowana na wzgórzu już w czasach neolitu, ok.10.000 r. p.n.e. W miejskim muzeum znajduje się statua, znaleziona tuż obok twierdzy, datowana właśnie na ten okres. Do twierdzy dojść można wchodząc na górę po schodach, do których wejście znajduje się przy restauracjach obok jeziora Aynzeliha Göl. Na samej górze znajduje się kasa, w której należy uiścić opłatę za wstęp (3 TL od osoby).

Sanliurfa, kryty bazar (Bedesten)

Sanliurfa, kryty bazar (Bedesten)

Sanliurfa, kryty bazar (Bedesten)

Sanliurfa, kryty bazar (Bedesten)

Sanliurfa, kryty bazar (Bedesten)

Sanliurfa, kryty bazar (Bedesten)

Sanliurfa, uliczny czyściciel butów

Sanliurfa, uliczny czyściciel butów

Na twierdzę warto wdrapać się choćby dla niesamowitego widoku na miasto Sanliurfa, jaki roztacza się z góry. Jedynym elementem wartym uwagi na górze są dwie wysokie kolumny z korynckimi głowicami, pochodzące z 242 r. n.e. Ostateczna wersja twierdzy powstała na początku IX w., kiedy to mury otoczono głębokim rowem z trzech stron (z czwartej dostępu bronią wysokie skały). Odnaleziono także ukryty tunel, prowadzący z twierdzy do jeziora Aynzeliha Göl.

Wychodząc z terenu parku Gölbasi Parki, nie sposób nie wejść na teren historycznego bazaru w Sanliurfie. Jego budynek wybudowany został w 1566 r. i do dziś służy jako bazar, zresztą jeden z bardziej klimatycznych, jakie mieliśmy okazję odwiedzić w Turcji. Znajdziemy tu tematyczne uliczki z biżuterią, tkaninami, tytoniem i innymi specjałami.

A w drodze do hotelu mieliśmy okazję odwiedzić jeszcze kilka innych historycznych meczetów w centrum miasta:

  • Ulu Camii, wybudowany w 1170 r. na miejscu poprzednio tu istniejącego chrześcijańskiego kościoła, zwanego „Czerwonym” ze względu na kolor użytego do budowy materiału;
  • Hüseyin Paşa Camii, mały meczet stojący przy uliczce Sarayönü Caddesi, prowadzącej do bazarów i parku Gölbasi Parki, wybudowany w 1849 r.;
  • Yusuf Paşa Camii, wybudowany przez Yusufa Pashę, gubernatora Urfy w 1703 r.;

Obok tego pierwszego meczetu (Ulu Camii) stoi jeszcze jedna budowla warta uwagi turysty – wieża zegarowa, a w zasadzie kościelna dzwonnica (pozostałość po kościele z czasów krzyżowców, istniejącym tu kiedyś) z dobudowanym zegarem. Nikt nie wie, kiedy ów zegar dobudowano, a same zegary dziś nie pracują.

Sanliurfa, meczet Yusuf Paşa Camii

Sanliurfa, meczet Yusuf Paşa Camii

Sanliurfa, meczet Yusuf Paşa Camii

Sanliurfa, meczet Yusuf Paşa Camii

Sanliurfa, dziedziniec meczetu Ulu Camii

Sanliurfa, dziedziniec meczetu Ulu Camii

Sanliurfa, wieczorna uczta w hotelu

Sanliurfa, wieczorna uczta w hotelu

Sanliurfa, wieczorna uczta w hotelu

Sanliurfa, wieczorna uczta w hotelu

To wszystko, co zdołaliśmy zobaczyć w Sanliurfie w ciągu jednego południa. Swój rajd zaczęliśmy już po godzinie 7:00 rano, bo w planach mieliśmy jeszcze zwiedzanie atrakcji dookoła miasta. Już mniej więcej w południe zjawiliśmy się w wypożyczalni Avis w Sanliurfie, gdzie od dawna mieliśmy zarezerwowany przez internet samochód. Plan zakładał zobaczenie dwóch ciekawych miejsc w okolicach miasta, pierwszym z nich było wspomniane już wyżej stanowisko archeologiczne, Göbekli Tepe.

Pełna galeria zdjęć z Sanliurfy znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Turcja (Kurdystan) 2014

Do Turcji lecieliśmy liniami Pegasus

Lutowa wyprawa do tureckiego Kurdystanu była naszą pierwszą objazdową podróżą realizowaną bez samochodu. Czas na małe podsumowanie organizacji logistycznej - transportu, noclegów i wszystkiego, co musieliśmy ogarnąć w czasie pobytu w południowo-wschodniej Turcji.

Berlin, East Side Gallery

W Berlinie kończyła się nasza tegoroczna podróż po południowo-wschodniej Turcji, a że mieliśmy sporo czasu do autobusu wiozącego nas do domu, zaplanowaliśmy zwiedzanie kolejnej atrakcji stolicy Niemiec - East Side Gallery.

Stambuł, meczet Şemsi Paşa Camii

Üsküdar, jedna z większych i najbardziej zaludnionych dzielnic Stambułu, gościł nas przez ułamek dnia podczas drogi powrotnej z podróży po południowo-wschodniej Turcji. Czasu wystarczyło na zwiedzenie kilku znaczących meczetów azjatyckiej części tej wielkiej aglomeracji.

 

Antiochia. Blisko źródeł chrześcijaństwa.

Dla Polaków to Antiochia. Na mapach widnieje jako Hatay, a Turcy w rozmowach nazywają miasto: Antakya. Historia tego miasta, niegdyś trzeciego co do wielkości na świecie, niezwykle silnie wiąże się z historią chrześcijaństwa.

Turcja południowo-wschodnia, dzień 3 (poprzedni wpis: Adana, nasza brama do południowo-wschodniej Turcji). Do Antakyi dotarliśmy późno wieczorem, po 3,5-godzinnej jeździe autobusem z Adany. Jedyny raz podczas tej podróży pozwoliliśmy sobie na brak rezerwacji noclegu, więc pobyt w mieście rozpoczęliśmy od jego poszukiwania. Ten aspekt udało się załatwić szybko, szybko też rozkoszowaliśmy się ciepłym pokojem i ciepłą wodą w łazience (miła odmiana po pobycie w Adanie).

Miasto założył ok.300 r. p.n.e. król Seleucydów, Seleukos I, a nazwa jest hołdem na cześć jego ojca i poprzedniego króla, Antiocha (przewinął się w naszych opowieściach z letniej podróży po Turcji, m.in. przy okazji zwiedzania Stratonikei). Antakya stała się stolicą królestwa Seleucydów. Po przejściu pod władanie Rzymian (64 r. pn.e.), Antakya stała się stolicą prowincji Syria, a liczba mieszkańców miasta osiągnęła 0,5 mln (!) – w starożytnym świecie istniały tylko dwa większe miasta – Rzym i Aleksandria. Do czasów dzisiejszych dotrwał jeden z pięciu istniejących w starożytności mostów na rzece Orontes.

Antiochia, góra z kościołem św.Piotra u stóp

Antiochia, góra z kościołem św.Piotra u stóp

Antiochia, meczet Ulu Camii

Antiochia, meczet Ulu Camii

Antiochia stała się historycznie drugim ośrodkiem chrześcijaństwa na świecie, po rozproszeniu się uczniów Jezusa z Jerozolimy w wyniku fali prześladowań. Nauczał tu św.Piotr, a dla św.Pawła Antiochia była bazą wypadową dla licznych podróży misyjnych. Jednym z uczniów św.Pawła został urodzony w Antiochii św.Lukasz, późniejszy autor trzeciej Ewangelii. Warto też zapamiętać, że to właśnie w Antiochii po raz pierwszy uczniów Jezusa nazwano „chrześcijanami”. Wkrótce też biskupi z Antiochii stali się wysoko postawionymi hierarchami kościelnymi, stając na czele kościoła w całej Azji Mniejszej.

W VI w. nadeszła katastrofa – ogromne trzęsienie ziemii poważnie zniszczyło miasto, zabijając aż 200 tys. jego mieszkańców. Kilkanaście lat później dzieła dokończyli Persowie, zdobywając i całkowicie burząc Antiochię. Została odbudowana, ale już jako znacznie mniejszy ośrodek, a potem już tylko traciła na znaczeniu. Wielokrotnie w wyniku wojen zmieniała przynależność (Persowie, Bizancjum, Arabowie, Turcy Seldżuccy), aż w 1098 r. została zdobyta przez krzyżowców, którzy uczynili z niej samodzielne księstwo. Dwa wieki później Antiochia została znów najechana i całkowicie zniszczona przez Egipcjan, a jej znaczenie znów spadło do minimalnej roli. W 1516 r. niewielkie miasto Antiochia weszło w skład Imperium Osmańskiego.

Antiochia, meczet Ulu Camii

Antiochia, meczet Ulu Camii

Antiochia, meczet Ulu Camii

Antiochia, meczet Ulu Camii

Antiochia, meczet Ulu Camii

Antiochia, meczet Ulu Camii

Po I wojnie światowej cały region wszedł we władanie Francji, ale w wyniku działań Ataturka na arenie międzynarodowej, udało mu się włączyć go w 1939 r. w granice Turcji, w których pozostaje do dziś. Powszechnie używaną w Turcji nazwą jest Antakya, choć region pozostał przy nazwie Hatay, nadanej przez Ataturka w 1936 r. Z Antakyi do wybrzeża Morza Sródziemnego jest 22 km, a kilkanaście kilometrów dzieli miasto od granicy z Syrią, w której od kilku już lat toczy się wojna domowa. W zasadzie cały region graniczy albo z morzem, albo z Syrią. Mnóstwo dziś w Antakyi jest uchodźców z tego kraju, co uwidacznia się np. w dużej ilości samochodów z syryjskimi rejestracjami.

Dzień w Antakyi rozpoczęliśmy nietypowo, bo nie od zwiedzania, a od wycieczki do… wypożyczalni samochodów, w której od dawna mieliśmy wynajęty na kilka godzin (przez internet) pojazd. Plany zakładały bowiem sporo zwiedzania atrakcji dookoła miasta. Wypożyczanie samochodów w Turcji praktykowaliśmy podczas tej podróży w sumie czterokrotnie w różnych miastach i będzie to zapewne jeden z tematów osobnego wpisu o logistyce naszej podróży.

W skrócie jednak – wypożyczalnia sieciowa marki Avis, tzw. „city office” okazała się być położona 7 km za miastem i tak właśnie brzmiał jej adres podawany na stronach Avis: „Iskenderun Yolu 7.Km”, co spowodowało, iż nawet taksówkarz nie potrafił do niej trafić. Na pewno także dzięki temu, że wypożyczalnia nie jest kompletnie oznakowana logiem Avis, a jest… samochodowym salonem Peugeota. Wszystko to spowodowało sporo zamieszania, konieczność pytania po drodze, kluczenia, zawracania i na koniec… zapłacenia rachunku za to wszystko taksówkarzowi. Sporo też czasu straciliśmy.

Antiochia, meczet Habib-i Neccar Camii

Antiochia, meczet Habib-i Neccar Camii

Antiochia, meczet Habib-i Neccar Camii

Antiochia, meczet Habib-i Neccar Camii

Antiochia, meczet Habib-i Neccar Camii, domniemany grobowiec św.Jana i św.Pawła

Antiochia, meczet Habib-i Neccar Camii, domniemany grobowiec św.Jana i św.Pawła

Antiochia, meczet Habib-i Neccar Camii, grobowiec Habibiego

Antiochia, meczet Habib-i Neccar Camii, grobowiec Habibiego

Antiochia, meczet Habib-i Neccar Camii

Antiochia, meczet Habib-i Neccar Camii

Wynagrodzenie przyszło szybko, bo w samej wypożyczalni na „froncie klienta” został posadzony tak na oko 12-13 letni chłopiec – sprawdza się pogłoska o wysuwaniu dzieci do kontaktu z obcokrajowcami – w celu ćwiczenia języka. Nasz „opiekun” spisał się rewelacyjnie, z pełną powagą traktując swoją rolę i zadziwiająco sprawnym angielskim i załatwiając sprawy i służbowe, i podtrzymując konwersację innymi tematami. W pamięć szczególnie wbiła nam się scenka ze zdziwieniem dotyczącymi wieku i tego, na ile wyglądam i dlaczego tak młodo :) Po prostu rozbroił nas. Koniec końców – mamy samochód. Nie zamawianą Fiestę, a Fiata Lineę, ale co tam.

Od razu z wypożyczalni jedziemy do położonej także na obrzeżach miasta (dogodny dojazd miejską „obwodnicą”) najważniejszej dla nas atrakcji Antiochii – kościoła świętego Piotra. Niestety jest on od dłuższego już czasu w remoncie i nie dane jest nam zbliżyć się do niego – pozostaje oglądanie z dalszej odległości.

Za datę założenia kościoła św.Piotra w Antiochii uważa się mniej więcej połowę I w., choć najstarsze zachowane do dziś fragmenty pochodzą z IV-V w. Kościół był pierwotnie jaskinią wykutą w skale (legenda mówi, że sam św.Piotr brał udział w jej wykuwaniu), znaleziono także tunel, który służył prawdopodobnie do ewakuacji w chwilach prześladowań i ataków na chrześcijan. Woda spływająca z pobliskich skał używana była m.in. w ceremoniach chrztów. Gdy Antiochię zdobyli w 1098 r. krzyżowcy, dobudowali do jaskini widoczną do dziś fasadę.

Antiochia, widok na rzekę Orontes

Antiochia, widok na rzekę Orontes

Antiochia, po mieście jeździ mnóstwo samochodów z syryjskimi rejestracjami

Antiochia, po mieście jeździ mnóstwo samochodów z syryjskimi rejestracjami

Antiochia, nasz hotel (Mozaik Otel)

Antiochia, nasz hotel (Mozaik Otel)

Antiochia, ulica starej części miasta

Antiochia, ulica starej części miasta

Wracamy do centrum Antiochii, zostawiamy samochód na ulicznym parkingu i idziemy zwiedzić choć kilka atrakcji samego miasta. Ograniczamy się do dwóch najważniejszych meczetów w mieście oraz starej jego dzielnicy. Na pierwszy ogień idzie Ulu Camii (Wielki Meczet), wybudowany w XVI w., jeden z najstarszych i największy meczet w mieście. Odbudowany w 1872 r. po trzęsieniu ziemi, emanuje atmosferą spokoju i skupienia już od malowniczego dziedzińca, który upiększają owocujące w czasie naszej wizyty drzewka cytrusowe.

Krótkim spacerem ciasnymi uliczkami starego miasta docieramy do kolejnego meczetu, Habib-i Neccar Cami, o znacznie dłuższej i bogatszej historii, najstarszego meczetu Antiochii. Pierwotnie w tym miejscu znajdowała się stara rzymska świątynia, która po rozpowszechnieniu się chrześcijaństwa na terenach Antiochii, została przekształcona w kościół. Meczet z kolei powstał na miejscu kościoła w 638 r., po zdobyciu miasta przez muzułmanów. Ale częściowo zachowali oni charakter tego miejsca, nadając meczetowi imię Habibiego Neccara, wg legend pierwszej osoby w mieście, która uwierzyła apostołom chrześcijańskim, przybyłym do Antiochii w pierwszych latach chrześcijaństwa. Zachowali także w podziemiach świątyni grobowce Habibiego oraz dwa inne, wg legendy skrywające szczątki św.Jana i św.Pawła, dwóch apostołów Jezusa.

I to tyle w kwestii zwiedzania Antiochii. Odpuszczamy sobie znane Muzeum Archeologiczne i decydujemy się, ze względu na uciekający czas, na rozpoczęcie etapu zwiedzania okolic miasta. Wyjeżdżamy w kierunku Harbiye, w starożytności znanego jako Daphne, ku czci młodej dziewczyny, w której zakochał się Apollo, syn Zeusa. Dziewczyna ta, uciekając przed Apollem została zamieniona w drzewo na oczach boga. Harbiye było kiedyś dzielnicą bogaczy z Antakyi. Znajdowały się tu liczne dwory (mozaiki pozostałe po nich dziś są eksponatami w Muzeum Archeologicznym w Antakyi), świątynie i obiekty rozrywkowe. Ale liczne trzęsienia ziemi nie pozostawiły po antycznych czasach żadnych widocznych śladów.

Wodospady w Harbiye

Wodospady w Harbiye

Wodospady w Harbiye

Wodospady w Harbiye

Wodospady w Harbiye

Wodospady w Harbiye

Wodospady w Harbiye

Wodospady w Harbiye

Handlowe kramy przy wodospadach w Harbiye

Handlowe kramy przy wodospadach w Harbiye

Atrakcją, która wytrwała w Harbiye do dzisiejszych czasów, są wodospady oraz otaczający je teren zielony z wieloma restauracjami, w gorącym sezonie letnim będące celem okolicznych mieszkańców jako miejsce pikników i posiłków w otoczeniu przyrody, a przede wszystkim chłodzącej wody i w cieniu drzew (parking płatny 5 TL od samochodu). Wg legendy wodospady w Harbiye (Daphne) powstały z łez Dafne. A samo miasto Harbiye słynie do dziś z wyrobów z naturalnego jedwabiu, który jest wyrabiany w regionie do dziś (Antakya była niegdyś ważnym punktem Szlaku Jedwabnego).

Kolejnym celem są ruiny monastery św.Szymona Słupnika Młodszego, którego lokalizacji dokładnie nie znaliśmy, mniej więcej znaliśmy tylko rejon – nieco na północ od miejscowości Sinanli. Wąskimi, krętymi bocznymi drogami, przebiegającymi przez wsie, na co dzień na pewno nie odwiedzanymi przez turystów, dotarliśmy w końcu do Sinanli, gdzie mieliśmy dość nietypowy, wymuszony postój – musieliśmy poczekać, aż… wybudują nam drogę. A dokładnie – wybrukują. Budowa drogi nie jest w Turcji powodem, żeby ją zamykać, więc da się nią przejechać, trzeba tylko poczekać, aż robotnicy skończą układać fragment z kostki, która zalega na środku drogi. Jeśli nic już nie zalega, można spokojnie koło robotników przejechać :)

Sinanli. Czekamy - droga w budowie

Sinanli. Czekamy – droga w budowie

Prowincjonalne wioski gdzieś pomiędzy Harbiye a Samandag

Prowincjonalne wioski gdzieś pomiędzy Harbiye a Samandag

Wątpliwej jakości wiszący most gdzieś pomiędzy Harbiye a Samandag

Wątpliwej jakości wiszący most gdzieś pomiędzy Harbiye a Samandag

Farma wiatrowa przy ruinach monasteru św.Szymona Słupnika Młodszego

Farma wiatrowa przy ruinach monasteru św.Szymona Słupnika Młodszego

O dziwo bez problemu trafiamy na wzgórze, na którym znajdują się ruiny monasteru św.Szymona, droga na ostatnim kilometrze jest nawet oznakowana. Tenże ostatni kilometr wiedzie pośród nowo postawionych tu elementów siłowni wiatrowej – czyli nowoczesnych „wiatraków”. Otaczają one cały teren monasteru, a jeden z nich stoi nawet podobno na terenie ruin świątyni, a wszystko przez brak opieki nad nią ze strony władz i instytucji muzealnych. A stoi „podobno”, bo niestety okazało się, że teremu monasteru „strzeże” dwóch wyrostków, którzy poza „no photo” niczego innego nie potrafią po angielsku powiedzieć. Tak czy inaczej – teren był zamknięty i niedostępny dla turystów, przynajmniej w dniu w którym my tam dojechaliśmy.

Ale kilka słów o monasterze mimo wszystko napiszemy. Szymon Słupnik Młodszy (nazwany tak dla odróżnienia od swojego pierwowzoru, Szymona Słupnika Starszego) urodził się w 521 r. w Antiochii i już jako nastolatek rozpoczął życie pokutnika. Dużą część swojego życia spędził na wysokiej kolumnie (stąd przydomek), a na wzgórzu zwanym „górą cudów”, gdzie właśnie dotarliśmy, spędził ponad 40 lat na kolumnie, pod gołym niebem. Jego posługa przyciągała mu nowych uczniów, którzy jeszcze za życia Szymona rozpoczęli na wzgórzu budowę klasztoru, który szybko stał się celem chrześcijańskich pielgrzymek. Ludzie przybywali z daleka (podobno nawet z Gruzji) po uzdrowienie i wodę, która pomagała w kuracjach zdrowotnych. Niektóre hymny napisane przez Szymona Słupnika Młodszego są śpiewane w kościele prawosławnym do dziś.

Zawracamy samochodem (droga z Sinanli kończy się na wjeździe na teren ruin, a w zasadzie na szlabanie, za który nie pozwolono nam wjechać) i wracamy do Sinanli, gdzie na rozwidleniu dróg skręcamy w kierunku Samandağ, gdzie kolejnym celem był tzw. „tunel Tytusa”. Po drodze przechodzimy przez drogową kontrolę, prowadzoną przez uzbrojonych w broń maszynową żandarmów – to nam przypomina o bliskości Syrii…

Samandağ, tunel Tytusa

Samandağ, tunel Tytusa

Samandağ, rzymski mostek nad tunelem Tytusa

Samandağ, rzymski mostek nad tunelem Tytusa

Samandağ, tunel Tytusa

Samandağ, tunel Tytusa

Samandağ, tunel Tytusa

Samandağ, tunel Tytusa

Samandağ, skalne rsztki starożytnego miasta Seleucia Pieria

Samandağ, skalne rsztki starożytnego miasta Seleucia Pieria

Samandağ w starożytności znany był pod nazwą Seleucia Pieria i służył mieszkańcom Antiochii jako port morski – w czasach rzymskich był drugim pod względem znaczenia portem na wschodnim wybrzeżu Morza Sródziemnego, po Aleksandrii. Miasto zostało zniszczone przez trzęsienie ziemi w 526 r. (to samo, które zniszczyło Antiochię) i nigdy już nie odzyskało swojego znaczenia.

Tunel Tytusa jest zadziwiającym do dziś obiektem inżynierskim, którego budowa, rozpoczęta na rozkaz cesarza Wespazjana, a zakończona przez cesarza Tytusa (stąd nazwa) w I w. n.e., miała na celu zapobieżenie zamulania portu przez rzekę. Do budowy zmuszano niewolników, a w końcowej fazie także rzymskich legionistów. Tunel w większości swojej długości (prawie 1 km) jest otwarty, tzn. nad głową widać niebo, dopiero w końcowej fazie jest faktycznym tunelem, do którego wejścia trzeba mieć ze sobą oświetlenie. Wzdłuż tunelu prowadzi ścieżka turystyczna z miejscami widokowymi i ławeczkami, a wstęp na nią jest płatny (3 TL od osoby).

I na tym zakończył się etap „Antakya” na naszej zimowej trasie po południowo-wschodniej Turcji. Oddaliśmy samochód – nawiasem okazało się że Avis ma jeszcze jeden „city office” (niedostępny w internecie), rzeczywiście położony w mieście. I nie było problemu (ani opłat), by oddać samochód w innym punkcie niż ten, w który go odbieraliśmy. Została tylko kwestia znalezienia dolmusza na dworzec autobusowy, skąd szybko odjechaliśmy rejsowym autobusem do kolejnego punktu na trasie – do Gaziantep.

Pełna galeria zdjęć z Antakyi (Hatay) znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Turcja (Kurdystan) 2014

Do Turcji lecieliśmy liniami Pegasus

Lutowa wyprawa do tureckiego Kurdystanu była naszą pierwszą objazdową podróżą realizowaną bez samochodu. Czas na małe podsumowanie organizacji logistycznej - transportu, noclegów i wszystkiego, co musieliśmy ogarnąć w czasie pobytu w południowo-wschodniej Turcji.

Berlin, East Side Gallery

W Berlinie kończyła się nasza tegoroczna podróż po południowo-wschodniej Turcji, a że mieliśmy sporo czasu do autobusu wiozącego nas do domu, zaplanowaliśmy zwiedzanie kolejnej atrakcji stolicy Niemiec - East Side Gallery.

Stambuł, meczet Şemsi Paşa Camii

Üsküdar, jedna z większych i najbardziej zaludnionych dzielnic Stambułu, gościł nas przez ułamek dnia podczas drogi powrotnej z podróży po południowo-wschodniej Turcji. Czasu wystarczyło na zwiedzenie kilku znaczących meczetów azjatyckiej części tej wielkiej aglomeracji.

 

Selçuk, turystyczna perełka Turcji

Selçuk, trochę ponad 20-tysięczne dziś tureckie miasto, przepełnione wprost nieprawdopodobną ilością turystycznych atrakcji wysokiej klasy, z duchami starożytnej Grecji i Rzymu oraz początków chrześcijaństwa, był głównym punktem ostatniego dnia naszej trasy do Turcji.

Tour de Europe 2013, dzień 11 (poprzedni wpis z trasy: Efez, starożytna potęga). Pierwotny plan ostatniego dnia dojazdu do Boğaziçi, w którym mieliśmy spędzić dwa tygodnie wakacji w Turcji, zakładał zwiedzenie po drodze Efezu, Priene, Miletu i Didymy – ruin czterech starożytnych miast. Ale Selçuk, obok którego znajdują się ruiny Efezu, okazał się tak atrakcyjnym turystycznie miejscem, że spędziliśmy tam 6 godzin, rezygnując ze zwiedzania pozostałych trzech antycznych miast.

Dojeżdżając do Selçuku, widząc ruiny Efezu, stojące w suchym polu, w czasie prawie 40-stopniowego tureckiego upału, naprawdę ciężko sobie wyobrazić, że Efez leżał kiedyś… nad morzem i był wielkim portowym miastem. Dziś do morza jest jakieś 10 km, tak daleko cofnęło się ono przez tysiące lat. Efez przestał przez to istnieć, całkowicie tracąc na znaczeniu, po pozbawieniu go przez naturę dostępu do morza. Okoliczna ludność przeniosła się na pobliskie wzgórze, budując nowe miasto, które dziś nazywa się: Selçuk.

KML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Tour de Europe 2013 - Selçuk

ładowanie mapy - proszę czekać...

Turcja, Selçuk, meczet Isa Bey: 37.952201, 27.365656
Turcja, Selçuk, bazylika św.Jana: 37.951330, 27.368081
Turcja, Selçuk, jaskinia Siedmiu Śpiących: 37.943436, 27.354729
Turcja, Selçuk, ruiny Efezu: 37.943588, 27.341462
Turcja, Selçuk, świątynia Artemidy: 37.949346, 27.363639
Turcja, Selçuk, Meryemana: 37.912547, 27.332552

 

Keci Kalesi (Kozi Zamek) kilka kilometrów przed Selcukiem

Keci Kalesi (Kozi Zamek) kilka kilometrów przed Selcukiem

Selçuk, stragany z pamiątkami przed meczetem Isa Bey

Selçuk, stragany z pamiątkami przed meczetem Isa Bey

Do Selçuku dojechaliśmy drogą D-550 z Izmiru, w którym spaliśmy poprzedniej nocy. Równolegle prowadzi także autostrada O-31, ale z powodu wciąż trwającego (od pierwszego dnia po naszym wjeździe do Turcji w Çanakkale) święta Bajram, kończącego Ramadan, nie byliśmy w stanie zaopatrzyć się w turecką winietę HGS, uprawniającą do przejazdu autostradami. 9 kilometrów przed miastem, na wzgórzu można podziwiać Keçi Kalesi (tzn. Kozi Zamek), bizantyjską twierdzę. Nazwa pochodzi od legendy o atakującej zamek zdziesiątkowanej armii, która po zmroku wypuściła na górę tysiące kóz z przyczepionymi świecami. Obrońcy widząc morze zbliżających się świateł, zdecydowali się poddać zamek bez walki. Na Keçi Kalesi można wejść pieszo od drugiej strony wzgórza.

Wjeżdżając do Selçuku od północy od razu można się przekonać, że nie ma żadnego problemu z trafieniem do głównych atrakcji turystycznych miasta: droga do meczetu Isa Bey, bazyliki św.Jana, Efezu czy Meryemany jest świetnie oznakowana i nie sposób nie trafić.

Jako pierwsze napotykamy kierunkowskazy do meczetu Isa Bey i bazyliki św.Jana, skręcamy więc w prawo, dojeżdżając najpierw do bazyliki. Przejeżdżamy jednak obok niej, ze względy na horrendalnie drogi parking przed wejściem. Parkujemy kilkadziesiąt metrów dalej, na uliczce prowadzącej do meczetu Isa Bey (meczet stoi po sąsiedzku za bazyliką). Jest na niej co prawda zakaz zatrzymywania się – ale naoglądaliśmy się już kultury jazdy w Turcji i jakoś byliśmy pewni, że nikt się o to nie czepi :)

Selçuk, meczet Isa Bey

Selçuk, meczet Isa Bey

Selçuk, meczet Isa Bey

Selçuk, meczet Isa Bey

Selçuk, meczet Isa Bey

Selçuk, meczet Isa Bey

Schodzimy trochę niżej, rozpoczynając zwiedzanie Selçuku od ogromnego meczetu Isa Bey, wybudowanego w 1375 r. na cześć miejscowego władcy (beja). Meczet ten jest jednym z najstarszych i największych pozostałości architektonicznych z czasów bejów. Ma dwie kopuły, dekorowane ceramiką z Izniku. Zachował się jeden z dwóch minaretów, drugi został całkowicie zniszczony. Meczet jest czynny dla zwiedzających, w środku jest wyznaczone miejsce, w zakresie którego można się poruszać, wstęp jest bezpłatny. Niezły widok na meczet można podziwiać z poziomu położonej nieco wyżej na wzgórzu bazyliki św.Jana, do której zaraz się wybierzemy.

Wracamy lekko pod górkę do bazyliki św.Jana. Sw.Jan żył w Efezie i był w swoim czasie biskupem tutejszego kościoła. Zaopiekował się też Maryją, matką Jezusa, którą sprowadził do Efezu (tu zamieszkała w małym domku, dostępnym dziś do zwiedzania jako Meryemana). Tu także św.Jan zmarł (ok.100 r. n.e.), a na miejscu jego pochówku w IV w. wybudowano małą kaplicę.

W VI w. cesarz Justynian nakazał w tym miejscu budowę potężnej bazyliki, o kształcie krzyża i wymiarach 110 x 30 metrów, a materiałem były m.in. kamienie pozyskane po zburzeniu niewiele wcześniej świątyni Artemidy (jednego z cudów starożytnego świata). Stopniowo rosło znaczenie wzgórza z bazyliką, tu przenosiło się życie Efezu. Z czasem ponad bazyliką na wzgórzu Ayasoluk wybudowano twierdzą obronną. Domniemany grób św.Jana (badania archeologiczne, przeprowadzone przez Greków przed II wojną światową potwierdziły istnienie w tym miejscu grobowca) znajduje się w środkowej nawie bazyliki, a przykrywa ją kwadratowa kamienna płyta.

Selçuk, malutki XIV-wieczny meczet Alparslan Camii naprzeciw wejścia do bazyliki św.Jana

Selçuk, malutki XIV-wieczny meczet Alparslan Camii naprzeciw wejścia do bazyliki św.Jana

Selçuk, bazylika św.Jana, brama wejściowa

Selçuk, bazylika św.Jana, brama wejściowa

Selçuk, bazylika św.Jana, grobowiec apostoła

Selçuk, bazylika św.Jana, grobowiec apostoła

Selçuk, bazylika św.Jana, pamiątka po wizycie papieża Pawła VI

Selçuk, bazylika św.Jana, pamiątka po wizycie papieża Pawła VI

Selçuk, widok na meczet Isa Bey z bazyliki św.Jana

Selçuk, widok na meczet Isa Bey z bazyliki św.Jana

Na początku XIV wieku miasto zdobyli Turkowie, zamieniając bazylikę w meczet, a chrześcijan wpuszczając do grobu św.Jana za opłatą. Wiek później w kolejnych walkach bazylika została całkowicie zniszczona, pozostając w ruinie aż do połowy XX wieku, kiedy to rozpoczęto prace renowacyjne. Wspomogli Amerykanie, dzięki czemu odbudowano okolice grobu św.Jana.

Dziś historia bazyliki zatoczyła koło – znów Turkowie wpuszczają do grobu św.Jana za opłata :) Opłata mała nie jest – w sierpniu 2013 r. wynosiła 8 TL od osoby dorosłej (dzieci do lat 12-tu wchodzą gratis). Poza grobem św.Jana i śladowo odbudowanymi fragmentami bazyliki, można z terenu dawnej świątyni podziwiać z bliższej perspektywy twierdzę obronną na wzgórzu ponad nią, a także panoramę meczetu Isa Bey, który zwiedzaliśmy wcześniej.

Selçuk, bazylika św.Jana

Selçuk, bazylika św.Jana

Selçuk, bazylika św.Jana, wizualizacja pierwotnego wyglądu

Selçuk, bazylika św.Jana, wizualizacja pierwotnego wyglądu

Selçuk, twierdza na szczycie wzgórza ponad bazyliką św.Jana

Selçuk, twierdza na szczycie wzgórza ponad bazyliką św.Jana

Z bazyliki znów samochodem udajemy się do ruin Efezu (zwiedzanie Efezu opisaliśmy w osobnym wpisie). Wcześniej jednak oglądamy jeszcze jedno warte uwagi miejsce – Jaskinie Siedmiu Spiących. To miejsce związane jest z wielką legendą siódemki młodych chrześcijan z czasów cesarza Decjusza, gdy chrześcijaństwo było jeszcze nielegalne. Odmówili oni wyrzeczenia się swojej wiary, rozdali cały swój majątek i uciekli do górskiej jaskini, gdzie zasnęli. Inna wersja mówi o tym, iż cesarz sam ich w tej jaskini uwięził, każąc zasypać wejście do niej. Młodzieńcy przespali całe stulecia, budząc się za Teodozjusza II (V wiek), a w zasadzie obudził ich człowiek, otwierając wejście do jaskini. Wysłał on ich do miasta po jedzenie, ostrzegając przed poganami. Tyle że wtedy już to chrześcijaństwo było obowiązującą w Rzymie religią, a młodzieńcy wzbudzili sensację, chcąc płacić monetami sprzed wieków, sami wpadając w zdumienie na widok obecnych wszędzie krzyży chrześcijańskich. Do rozmów ze wskrzeszonymi wezwany został biskup, a wkrótce przybył z Konstantynopola sam Teodozjusz. Po spotkaniu z nim siedmiu młodzieńców usnęło ponownie, tym razem już na zawsze. Pochowani zostali we własnych jaskiniach, oczekując aż Bóg wskrzesi ich ponownie.

Z czasem lokalni mieszkańcy zaczęli być chowani w pobliżu, ze względu na chęć spoczynku obok bohaterów legendy. Miejsce to zostało ogłoszone miejscem kultu i stało się celem licznych pielgrzymek, szczególnie że legenda o siedmiu śpiących ma także swój islamski odpowiednik, wspominany w samym Koranie. Do dziś jest to bardzo popularne miejsce turystyczne (już nie pielgrzymkowe), dostępne bez żadnych opłat.

Przed wejściem do katakumb stoi specyficzne drzewo, obwieszone skrawkami chust i strzępami ubrań. Legenda mówi, że zostawienie tu kawałka własnego ubrania daje uzdrowienie z przewlekłej choroby. Jak widać na zdjęciach, potrzebujących jest naprawdę wielu. Jaskinie znajdują się na niewielkim wzgórzu, u stóp którego można na poboczu drogi zaparkować (także bez opłat) samochód. Znajdują się tam także lokalne restauracje i stragany z pamiątkami.

Selçuk, jaskinie Siedmiu Śpiących, przed jaskinią restauracja z widokiem na przygotowywane jedzenie

Selçuk, jaskinie Siedmiu Śpiących, przed jaskinią restauracja z widokiem na przygotowywane jedzenie

Selçuk, jaskinie Siedmiu Śpiących

Selçuk, jaskinie Siedmiu Śpiących

Selçuk, jaskinie Siedmiu Śpiących

Selçuk, jaskinie Siedmiu Śpiących

Selçuk, jaskinie Siedmiu Śpiących

Selçuk, jaskinie Siedmiu Śpiących

Selçuk, jaskinie Siedmiu Śpiących

Selçuk, jaskinie Siedmiu Śpiących

Po zwiedzeniu ruin Efezu jedziemy do jedynej niespecjalnie oznakowanej w Selçuku atrakcji – jednego z siedmiu cudów starożytnego świata – świątyni Artemidy. Znajduje się ona przy drodze prowadzącej z centrum miasta do ruin Efezu, ale mocno nadwerężony znak staje się czytelny dosłownie w ostatniej chwili, a później nie bardzo jest jak zawrócić. Minęliśmy go w drodze do Efezu, ale wracając już tego błędu nie popełniliśmy.

Dojazd do pozostałości świątyni Artemidy (czyli Artemizjonu) to krótka polna droga, kończąca się sporą polanką, na której parkują samochody i autobusy turystyczne. Swiątynia znajduje się przed polanką, skąd roztacza się także świetny widok na wzgórze Ayasoluk z meczetem Isa Bey, bazyliką św.Jana i twierdzą obronną.

Artemizjon był świątynią ogromną (130 x 69 m), zbudowaną w VI wieku przez słynnego króla Krezusa po tym, jak zdobył on Efez. Otoczona była podwójnym rzędem kolumn ze wszystkich stron, każda wysoka na 18 m, średnica 2,5 m. W 356 r. p.n.e. świątynię spalił miejscowy szewc, pragnąc przejść do historii. Odbudowę ukończono dopiero w 260 r. p.n.e. (odbudowana wersja miała takie same wymiary). W drugiej połowie III w. n.e. świątynia została ponownie zniszczona (tym razem w wyniku działań wojennych) i już nigdy jej nie odbudowano – marmur zużyto m.in. do budowy w VI w. bazyliki św.Jana.

Selçuk, ruiny świątyni Artemidy

Selçuk, ruiny świątyni Artemidy

Selçuk, ruiny świątyni Artemidy

Selçuk, ruiny świątyni Artemidy

Selçuk, ruiny świątyni Artemidy, w tle meczet Isa Bey, bazylika św.Jana i twierdza ponad nimi

Selçuk, ruiny świątyni Artemidy, w tle meczet Isa Bey, bazylika św.Jana i twierdza ponad nimi

Dziś po Artemizjonie pozostało naprawdę niewiele. Raptem resztki jednej kolumny, która wystaje z trawiastych zarośli, obrastających małe wodne sadzawki, znajdujące się w miejscu wielkiej świątyni. Dookoła kilka kamieni. Tyle pozostało dziś ze starożytnego cudu świata. Oczywiście jego zwiedzanie nie jest związane z żadnymi opłatami. Można tu chwilę przycupnąć, kontestując zmienne tory dziejów lub widowiskową panoramę wzgórza Ayasoluk.

Wsiadamy znów w samochód i jedziemy do miejsca najbardziej bliskiego początkom chrześcijaństwa w Selçuku. Miejsca, z którego wręcz bucha duch historii. Miejsce to zwie się Meryemana i jest przypuszczalnym miejscem, gdzie końcowe lata swojego życia spędziła Maria, matka Jezusa (lub proroka o imieniu Isa w rozumieniu Islamu). Zwiedzanie Meryemany opisaliśmy w osobnym poście.

Selçuk dał nam się poznać – dość niespodziewanie dla nas – jako skarbnica miejsc historycznych o naprawdę wysokiej randze, ściśle związanymi z najważniejszymi i najbardziej doniosłymi momentami starożytnej i nowożytnej historii, z osobami, o których szczególnie my, wychowani w czasach chrześcijaństwa, uczyliśmy się czy to na lekcjach historii, czy to na religii. Do Selçuku naprawdę warto przyjechać. To żywa lekcja historii.

Uciekamy z Selçuku po sześciu godzinach przemieszczania się pomiędzy poszczególnymi miejscami wartymi uwagi. Jedziemy już bezpośrednio do Boğaziçi, miejscowości w okolicach kurortu Bodrum, w której spędzimy najbliższe 2 tygodnie. Ale po drodze skusimy się jeszcze na 15-minutową wizytę w ruinach starożytnej Magnezji.

Pełna galeria zdjęć z Selçuku znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

Czarna Góra i Ogród Bajek w Międzygórzu

Po drodze w kierunku Czarnej Góry zaliczyliśmy jeszcze jeden, obok Wambierzyc, postój – tym razem był to leżący w okolicach Kletna rezerwat przyrody Jaskinia Niedźwiedzia wraz z tytułową jaskinią.

Rezerwat przyrody został zorganizowany specjalnie dla zabezpieczenia i ochrony Jaskini Niedźwiedzia, najdłuższej jaskini w całych Sudetach. Zmotoryzowani turyści mogą zostawić pojazdy na zorganizowanych przy wejściu na teren rezerwatu parkingach – dalej prowadzi już droga piesza (dla wygodnickich – można dojechać, oczywiście odpłatnie, elektrycznym melexem). Sam rezerwat to malowniczy las, przecinany tu i ówdzie widowiskowymi strumykami.

Jaskinia Niedźwiedzia (wejście położone na wysokości ok. 800m n.p.m.) to najdłuższa sudecka jaskinia oraz zespół korytarzy (w sumie ich długość przekracza 3,5 km), położonych na trzech poziomach. We wnętrzach znaleziono szczątki zwierząt z epoki lodowcowej, w tym m.in. szczątki niedźwiedzia – stąd nazwa jaskini.

 

Jaskinia Niedźwiedzia

Jaskinia Niedźwiedzia

 

Jaskinia Niedźwiedzia

Jaskinia Niedźwiedzia

 

Wstęp do jaskini jest płatny, a bilety niestety trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem na konkretną datę i godzinę – ilość wchodzących jest ograniczana i o bilety na miejscu jest już bardzo ciężko. Nam nie udało się ich dostać, dlatego nasza wizyta w jaskini zakończyła się przy wejściu do niej.

 

Rezerwat przyrody wokół Jaskini Niedźwiedzia

Rezerwat przyrody wokół Jaskini Niedźwiedzia

 

Kolejnym elementem wycieczki była Czarna Góra, szczyt o wysokości 1205 m, często mylony przez turystów ze Snieżnikiem. Szczyt „zaliczyliśmy” za pomocą wyciągu, będącego szczególną atrakcją dla naszych dzieci, dzięki któremu mogliśmy zobaczyć okolicę z wieży widokowej, znajdującej się na szczycie masywu. Pobyt na Czarnej Górze zakończyliśmy zjazdem powrotnym oraz.. obiadem w karczmie na zboczu Czarnej Góry.

 

Widok z wyciągu na Czarną Górę

Widok z wyciągu na Czarną Górę

 

Wieża widokowa na Czarnej Górze

Wieża widokowa na Czarnej Górze

 

Widok z Czarnej Góry

Widok z Czarnej Góry

 

W ten sposób docieramy do głównego celu wycieczki – Ogrodu Bajek w Międzygórzu. Na miejscu znaleźliśmy się tuż przed zamknięciem ogrodu i mogliśmy go zwiedzić w zasadzie tylko dzięki uprzejmości obsługi (czynny jest w sezonie do godz.18.00, wstęp jest płatny). Ogród okazał się w zasadzie „ogródkiem” – ma powierzchnię niewiele ponad 0,2 ha i powstał pierwotnie w latach 20-tych ubiegłego stulecia wokół domu pracownika leśnego, który z fantazją tworzył bajkowe postacie z korzeni, kory i drewna.

 

Ogród Bajek w Międzygórzu

Ogród Bajek w Międzygórzu

 

Ogród Bajek w Międzygórzu

Ogród Bajek w Międzygórzu

 

Ogród Bajek w Międzygórzu

Ogród Bajek w Międzygórzu

 

Ogród Bajek przetrwał do okresu II wojny światowej, a po niej był kilkukrotnie odnawiany i dewastowany. Ostatecznie w latach 80-tych został przejęty przez miejscowy oddział PTTK, pod którego skrzydłami działa do dziś. Ogród stanowi atrakcję, co zrozumiałe, przede wszystkim dla małych dzieci, które mogą zobaczyć i dotknąć figurki znanych (a częściowo już nieznanych) sobie bohaterów, wejść do ich domków itp. Dla dorosłych zwiedzenie ogrodu to kwestia maksymalnie kwadransa :) Młodsze pociechy z pewnością chętnie spędzą tu nieco dłuższy czas.

Samo Międzygórze to mała miejscowość turystyczna, będąca bazą wycieczek w kierunku masywu Snieżnika. Jedną z ciekawostek dotyczących tego miejsca jest fakt kręcenia tu pierwszego odcinka słynnego polskiego serialu „Czterej pancerni i pies”.

Pełna galeria zdjęć z Czarnej Góry i Ogrodu Bajek – na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Ziemia Kłodzka

IMG_8195

Przy okazji wakacji spędzanych na Ziemi Kłodzkiej, mieliśmy po raz pierwszy okazję zobaczyć Pragę. Do stolicy Czech jest od granicy w okolicach Kudowej Zdroju ok.150 km. Wybraliśmy się więc na jednodniową wycieczkę.

IMG_8348

Bezsprzecznie jedną z największych atrakcji okolic Kotliny Kłodzkiej jest Złoty Stok i znajdująca się w nim zabytkowa kopalnia złota. Można ją... więcej

IMG_7897

Wakacje spędzane na Ziemi Kłodzkiej nie mogły się odbyć bez odwiedzenia uzdrowiska Kudowa Zdrój. Aczkolwiek celem nie było samo uzdrowisko, a znajdujące się nieopodal Muzeum Zabawek.

 

0

Autor:

Kategorie: Polska, Rok 2009, Ziemia Kłodzka