jezioro | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Sirmione - jedna z turystycznych perełek nad jeziorem Garda

Niezwykle malownicze włoskie miasteczko, położone na końcu cypla, wbijającego się w wody jeziora Garda na długości 4 km. Potężnie oblężone w sezonie przez turystów – stare miasto jest wręcz zatłoczone. Nie bez powodu – Sirmione jest bowiem atrakcyjnym miejscem do plażowania.

Włochy 2017, dzień 3 (poprzedni wpis: Brixia. Szukamy rzymskich śladów w Brescii). Po objechaniu zachodniego brzegu pięknego jeziora Como i zwiedzaniu miasta o tej samej nazwie, przyszła pora na zobaczenie innego, równie znanego ze swych turystycznych walorów włoskiego jeziora – jeziora Garda.

Tym razem jednak nasze „spotkanie” z jeziorem było związane z jednym tylko miejscem – w naszym planie widniało miasteczko Sirmione, widowiskowo położone na końcu wąskiego półwyspu na jeziorze. Miasteczko, określane mianem jednej z największych turystycznych atrakcji nad Gardą – i nie bez powodu.

Niemal cały 4-kilometrowy półwysep wypełniony jest pensjonatami i hotelami, w sezonie pełnymi turystów i wczasowiczów. Miejsce jest niezwykle atrakcyjne pod kątem wakacyjnego wypoczynku. Dużym kłopotem okazało się znalezienie miejsca parkingowego – i to pomimo tego, że parkingów i miejsc do parkowania jest tu naprawdę dużo. Wszystkie jednak były dość szczelnie wypełnione. Został nam tylko jeden, duży parking kilkaset metrów przed wejściem na stare miasto, na którym były jeszcze wolne miejsca. Parking do najtańszych nie należał – 2 EUR / godzina, ale innego po prostu nie było.

Sirmione, XIII-wieczny zamek

Sirmione, XIII-wieczny zamek

Sirmione, XIII-wieczny zamek

Sirmione, XIII-wieczny zamek

Sirmione, XIII-wieczny zamek

Sirmione, XIII-wieczny zamek

Na koniec cypla, gdzie znajduje się stare miasto oraz kilka plaż, samochody nie mają wstępu. Wejść tu można jedynie pieszo, ale to wcale nie oznacza, że można się po nim swobodnie poruszać. W sezonie wakacyjnym do Sirmione kierują się bowiem nieprzebrane tłumy turystów. Do tych wypoczywających na cyplu dołączają wycieczki tych, którzy chcą po prostu je zwiedzić w jeden dzień. Na kamiennych uliczkach starego miasta w Sirmione panuje nieopisany ścisk – jak na deptaku we Władysławowie :)

Sirmione ma bardzo długą historię, liczącą sobie kilka tysięcy lat. Ale ta w miarę znana historia to już czasy rzymskie, kiedy to osada była najpierw cenionym ośrodkiem letniego wypoczynku dla bogatych mieszkańców starożytnej Werony, a potem ważnym punktem obronnym nad jeziorem.

Z tych czasów ostała się jedna z największych historycznych atrakcji Sirmione, zwana „Grotą Katullusa”. Bardzo zwodniczo, bo ta „grota” to pozostałości ogromnej rzymskiej willi, wybudowanej w I w. Uznawana jest dziś ona za największą odkrytą rzymską willę w północnych Włoszech. Ruiny zostały nazwane imieniem Katullusa, starożytnego rzymskiego poety, żyjącego w I w. w Sirmione i w swoich pieśniach wysławiającego uroki tutejszego życia. Niestety w Sirmione byliśmy w poniedziałek – dzień, w którym większość turystycznych atrakcji bywa zamknięta – tak też było z Grotą Katullusa.

W średniowieczu w Sirmione rządził pochodzący z Werony ród „della Scala”, zwany też Scaligeri. To właśnie oni wybudowali w XIII w. największą turystyczną atrakcję miasta – widowiskowy, otoczony fosą zamek. A w zasadzie ufortyfikowany port – bo taką pełnił rolę. Był miejscem postoju floty pływającej władców, a także pełnił funkcje obronne – przed najeźdźcami z zewnątrz oraz… miejscowymi mieszkańcami, którzy z zasady za swoimi panami nie przepadali.

Sirmione, zabytkowa część miasteczka

Sirmione, zabytkowa część miasteczka

Sirmione, zabytkowa część miasteczka

Sirmione, zabytkowa część miasteczka

Sirmione, zabytkowa część miasteczka

Sirmione, zabytkowa część miasteczka

Do wartych zobaczenia zabytków można też w Sirmione zaliczyć kościoły:

  • Santa Maria Maggiore, kościół parafialny, którego dokładna data budowy nie jest znana – na pewno istniał już w XIV w., a przebudowywany w II połowie XV w. Część zachowanych we wnętrzach fresków pochodzi z początków XVI w. W kolejnym wieku dobudowano przed wejściem niewielką kolumnadę – co ciekawe użyto do tego pozostałości po starożytnych rzymskich budowlach;
  • San Pietro in Mavino, najstarszy w Sirmione, stojący już za starym miastem, niemal na końcu półwyspu, przy drodze do Groty Katullusa. Wybudowany już w VIII w., przebudowany sześć wieków później. Wnętrza zawierają freski, malowane od XII do XVI w. Ładna dzwonnica także ma „swoje lata” – pochodzi z XI w.

To, co do Sirmione przyciąga równie mocno, to ładne plaże. Tuż za zamkiem znajduje się niewielka plaża piaszczysta, ale nie ona nas zachwyciła. Tą była „Jamaica Beach”, położona na samym północnym końcu cypla, za Grotą Katullusa. Nie ma tu piasku, są za to duże płaskie kamienie, na których wygrzewają się plażowicze. Niezwykle fotogeniczne miejsce, z którego rozciąga się piękny widok na ogromne jezioro Garda. Naprawdę warto urządzić sobie dłuższy spacer ze starego miasta na koniec cypla, by spędzić tu choć kilka chwil.

A po drodze na plażę miniecie nieco schowaną za ogrodzeniem i drzewami willę, przy której znajduje się równie niepozorna pamiątkowa tablica. To kolejne miejsce, którym Sirmione się chlubi – willa należała w latach 50-tych XX wieku do Marii Callas, słynnej śpiewaczki operowej, która mieszkała tu wraz ze swoim mężem – zanim jeszcze poznała i związała się z greckim bogaczem Onasisem. Callas przestała mieszkać w Sirmione w 1959 r. – dokładnie wtedy poznała greckiego magnata. On opuścił dla niej swoją żonę – ona dla niego swojego męża.

Sirmione, kościół Santa Maria Maggiore

Sirmione, kościół Santa Maria Maggiore

Sirmione, kościół Santa Maria Maggiore

Sirmione, kościół Santa Maria Maggiore

Sirmione, kościół San Pietro in Mavino

Sirmione, kościół San Pietro in Mavino

Sirmione, kościół San Pietro in Mavino

Sirmione, kościół San Pietro in Mavino

Sirmione, pozostałości po klasztorze San Salvatore z VIII w.

Sirmione, pozostałości po klasztorze San Salvatore z VIII w.

Sirmione, ruiny rzymskiej willi z I w. p.n.e.

Sirmione, ruiny rzymskiej willi z I w. p.n.e.

W Sirmione znajdziecie także inne niewielkie historyczne pozostałości:

  • niewielkie pozostałości kościoła San Salvatore, kiedyś części małego klasztoru pod tym samym wezwaniem, wybudowanego w VIII w. przez żonę ostatniego króla Lombardów. Dziś pozostało z niego niewiele, część artefaktów z tego miejsca znajduje się w muzeum na terenie „Groty Katullusa”;
  • równie niewielkie pozostałości starożytnej rzymskiej willi w historycznym centrum miasta. Willa wybudowana została w I w. p.n.e. i prawdopodobnie była okazałym budynkiem, należącym do bogatego mieszkańca miasta. Zamieszkana była do V w., kiedy to została zniszczona, ale ślady zamieszkania pochodzą także z VI w., już z czasów Lombardów. Odkryto tu m.in. starożytne mozaiki, dziś wystawione w muzeum w „Grocie Katullusa”;
Sirmione, przepiękne widoki na "Jamaica Beach"

Sirmione, przepiękne widoki na „Jamaica Beach”

Sirmione, przepiękne widoki na "Jamaica Beach"

Sirmione, przepiękne widoki na „Jamaica Beach”

Sirmione, plaża przy zamku

Sirmione, plaża przy zamku

Sirmione to wymarzone miejsce na sesję ślubną

Sirmione to wymarzone miejsce na sesję ślubną

Sirmione, ruiny "Groty Katullusa", widziane z plaży "Jamaica Beach"

Sirmione, ruiny „Groty Katullusa”, widziane z plaży „Jamaica Beach”

Sirmione to fajne miejsce na jednodniową wycieczkę, być może połączoną z plażowaniem nad jeziorem Garda. Ale dłuższy pobyt tu, ze względu na turystyczne sezonowe tłumy, chyba byłby zbyt męczący. Tak czy tak, warto tu przyjechać – Garda wszak jest jednym z najpiękniejszych jezior i znana jest ze swoich turystycznych walorów. A Sirmione jest jedną z perełek wybrzeża Gardy.

 

Inne wpisy z: Włochy

Sirmione, przepiękne widoki na "Jamaica Beach"

Niezwykle malownicze włoskie miasteczko, położone na końcu cypla, wbijającego się w wody jeziora Garda na długości 4 km. Potężnie oblężone w sezonie przez turystów - stare miasto jest wręcz zatłoczone. Nie bez powodu - Sirmione jest bowiem atrakcyjnym miejscem do plażowania.

dav

Nieco pomijana przez turystów ze względu na konkurencję ze strony Mediolanu, Werony czy Wenecji. Często traktowana jako tańszy punkt noclegowy w drodze do tych miast. A przecież Brescia ma turystom wiele, wiele do zaoferowania. Warto Brescię zobaczyć!

Como, katedra Wniebowzięcia NMP

Como, położone przy południowym brzegu jeziora o tej samej nazwie, stoi nieco w jego cieniu. Cieniu cudownego miejsca do wypoczynku i wakacyjnego relaksu. A miasto Como warto zobaczyć, może nie dla fascynujących zabytków - a bardziej dla poczucia wielkiej historii, której było ono świadkiem.

 

0

Autor:

Kategorie: Rok 2017, Włochy, Włochy 2017

Como. Miasto w cieniu pięknego jeziora

Como, położone przy południowym brzegu jeziora o tej samej nazwie, stoi nieco w jego cieniu. Cieniu cudownego miejsca do wypoczynku i wakacyjnego relaksu. A miasto Como warto zobaczyć, może nie dla fascynujących zabytków – a bardziej dla poczucia wielkiej historii, której było ono świadkiem.

Włochy 2017, dzień 3 (poprzedni wpis: Dookoła włoskiego jeziora Como). Kończąc objazd zachodniego wybrzeża jeziora Como, złamaliśmy nieco swoje plany. Mieliśmy jechać prosto do naszego punktu noclegowego, do Brescii – ale jezioro Como tak nam się spodobało, że nie mogliśmy sobie na koniec spotkania z nim kolejnego postoju – tym razem w jednym z większych miast, położonych nad tym jeziorem. I tak wylądowaliśmy w centrum Como.

Historia tego miasta zaczyna się mniej więcej ok.V w. p.n.e., kiedy to osadę założyli na pobliskich wzgórzach Celtowie. W lasach otaczających dzisiejsze Como ponoć nadal znajdują się pozostałości ich fortyfikacji. Tuż przed początkiem naszej ery osada dostała się w strefę wpływów starożytnego Rzymu, a niedługo później Comum (taką wtedy nazwę miasto nosiło) zostało przeniesione ze wzgórz nad sam brzeg jeziora, stając się ważną rzymską fortyfikacją obronną.

W tym okresie miasto „wydało” jednych z najsłynniejszych w swej historii obywateli. W I w. n.e. w Comum urodzili się obaj słynni Pliniusze – Pliniusz Starszy i Pliniusz Młodszy. Rzymian wypędzili stąd Hunowie w VI w., ale kolejne ważne dla miasta wydarzenia zanotowano w XII w., kiedy to po ciężkiej wojnie z Mediolanem, miasto mocno straciło na znaczeniu. Dość szybko jednak zrewanżowało się przy pomocy niemieckiego cesarza Fryderyka Barbarossy, który dodatkowo „obudował” wzgórza nad miastem nowymi formacjami obronnymi, z których część stoi do dziś.

Como, nad brzegiem jeziora

Como, nad brzegiem jeziora

Como, nad brzegiem jeziora

Como, nad brzegiem jeziora

Como, centrum miasta

Como, centrum miasta

Como, plac katedralny

Como, plac katedralny

W XVII w. w Como urodziła się kolejna ważna historyczna postać – późniejszy papież Innocenty XI. Pośrednio związany z naszą polską historią – bardzo silnie wspierał on bowiem (także finansowo) obronę Europy przed najazdem tureckim. Innocenty XI był też „sponsorem” obrony Wiednia w 1683 r. – czyli słynnej odsieczy wiedeńskiej Jana III Sobieskiego. Po śmierci pochowano go w Bazylice w Watykanie, gdzie jego sarkofag znajdował się przez długie wieki – dopiero kilka lat temu przeniesiono go do innej kaplicy w bazylice – dziś w tym miejscu znajduje się sarkofag Jana Pawła II.

W połowie XVIII w. w Como urodził się naukowiec, którego nazwisko znamy wszyscy i dość często je wymawiamy, nie mając tego świadomości. Naukowcem tym był Alessandro Volta – odkrywca metanu, twórca kondensatora i badacz zjawisk, związanych z elektrycznością. Jednostka napięcia elektrycznego – wolt (V) – została nazwana właśnie na jego cześć. Volta był też twórcą pierwszego na świecie akumulatora. Został pochowany bardzo niedaleko Como, w miejscowości nazywającej się dziś Camnago Volta. Na jego cześć w Como wybudowano mauzoleum nad samym brzegiem jeziora – Tempio Voltiano.

Z kolei w XIX w. w Como urodziła się druga córka słynnego węgierskiego kompozytora – Ferenca Liszta. Kompozytor w Como nie mieszkał – po prostu tu wypadł czas porodu jego ciężarnej żony w czasie tournee koncertowego. Cosima, bo tak córce dał na imię Liszt, nie wyszła do końca życia z kręgu muzyki – wyszła później za mąż za kolejnego słynnego kompozytora – Ryszarda Wagnera.

Co warto zobaczyć w Como ? Zainteresowanych życiem Alessandro Volty z pewnością zafascynują miejsca z nim związane. A że Volta spędził tu dużą część swojego życia, to jest ich sporo – dom rodzinny, kościół w którym był chrzczony, liceum do którego uczęszczał… I jeszcze kilka innych, z grobowcem za miastem i mauzoleum nad jeziorem włącznie.

Como, katedra Wniebowzięcia NMP

Como, katedra Wniebowzięcia NMP

Como, katedra Wniebowzięcia NMP

Como, katedra Wniebowzięcia NMP

Como, katedra Wniebowzięcia NMP

Como, katedra Wniebowzięcia NMP

Como, katedra Wniebowzięcia NMP

Como, katedra Wniebowzięcia NMP

Najważniejszym zabytkiem w centrum Como jest oczywiście ogromna katedra Wniebowzięcia NMP. Nieco wzorowana na wybudowanej troszkę wcześniej katedrze w Mediolanie, jej budowa rozpoczęła się w ostatnich latach XIV w. We wnętrzach znajdują się obrazy, gobeliny i inne dzieła sztuki sakralnej z XIV, XV i XVI w. Wnętrza katedry w Como robią duże wrażenie swoją rozległością – katedra ma prawie 90 m długości, a szerokość (w najszerszym miejscu) przekracza 50 m.

Do innych wartych uwagi zabytków w Como zaliczyć można:

  • wieżę obronną Porta Torre, wybudowaną w XII w. za zgodą cesarza Fryderyka Brabarossy, który pomagał wtedy miastu w wojnach z Mediolanem. Wieża broniła wtedy głównego wjazdu do miasta;
  • bazylikę San Fedele, wybudowaną w miejscu, gdzie wcześniej znajdował się starszy (z VII w.) kościół. Bazylika  wybudowana została w 1120 r.;
  • kościół San Donnino z początków XVII w., może niezbyt okazały, ale za to silnie związany z życiem Alessandro Volty – tu przyszły odkrywca był chrzczony, to uczęszczał na pierwsze lekcje religii (do końca życia był niezwykle religijnym człowiekiem);
  • kościół Santa Maria di Loreto, stojący nieco na uboczu starego miasta, pochodzący z połowy XVIII w.
Como, bazylika San Fedele

Como, bazylika San Fedele

Como, kościół San Donnino

Como, kościół San Donnino

Como, kościół Santa Maria di Loreto

Como, kościół Santa Maria di Loreto

Como, Porta Torre, XII-wieczna wieża obronna

Como, Porta Torre, XII-wieczna wieża obronna

Como, centrum miasta

Como, centrum miasta

Como, centrum miasta

Como, centrum miasta

Po Como warto się przespacerować, szczególnie na deptakach nad brzegiem jeziora, z pięknymi widokami na nie. Wart uwagi jest też oczywiście plac obok katedry, gdzie tętni w kafejkach i restauracjach życie towarzyskie mieszkańców i turystów. Como nie jest skarbnicą widowiskowych zabytków (poza katedrą), ale jest bardzo klimatycznym, bardzo związanym ze swoją historią (którą chwali się jak może) miastem. Kilka godzin tu spędzonych na pewno nie było dla nas godzinami straconymi.

Pełna galeria zdjęć z włoskiego miasta Como znajduje się na osobnej stronie naszego bloga. A w kolejnym artykule pokażemy Wam kolejne włoskie miasto, odwiedzone przez nas podczas tej włoskiej objazdówki. Tym razem będzie to nieco pomijana przez turystów Brescia.

 

Inne wpisy z: Włochy

Sirmione, przepiękne widoki na "Jamaica Beach"

Niezwykle malownicze włoskie miasteczko, położone na końcu cypla, wbijającego się w wody jeziora Garda na długości 4 km. Potężnie oblężone w sezonie przez turystów - stare miasto jest wręcz zatłoczone. Nie bez powodu - Sirmione jest bowiem atrakcyjnym miejscem do plażowania.

dav

Nieco pomijana przez turystów ze względu na konkurencję ze strony Mediolanu, Werony czy Wenecji. Często traktowana jako tańszy punkt noclegowy w drodze do tych miast. A przecież Brescia ma turystom wiele, wiele do zaoferowania. Warto Brescię zobaczyć!

Como, katedra Wniebowzięcia NMP

Como, położone przy południowym brzegu jeziora o tej samej nazwie, stoi nieco w jego cieniu. Cieniu cudownego miejsca do wypoczynku i wakacyjnego relaksu. A miasto Como warto zobaczyć, może nie dla fascynujących zabytków - a bardziej dla poczucia wielkiej historii, której było ono świadkiem.

 

0

Autor:

Kategorie: Rok 2017, Włochy, Włochy 2017

Dookoła włoskiego jeziora Como

Pięknie otoczone wysokimi górami, ze spokojną, czystą taflą wody. Otoczone malowniczymi, kolorowymi miasteczkami. Doceniane przez celebrytów, miejsce kręcenia kilku znanych produkcji filmowych. Cudowne miejsce do wypoczynku – przedstawiamy włoskie jezioro Como.

Włochy 2017, dzień 3 (poprzedni wpis: Droga na przełęcz Passo dello Stelvio. Lipcowe zabawy w śniegu). Po „zimowej” przygodzie z alpejską przełęczą Passo dello Stelvio, nasze włoskie wakacje wkroczyły w bardziej naturalny, czyli upalny etap – wszak lipiec we Włoszech kojarzy się z upałami :) Zjechaliśmy z Alp prosto do kolejnej atrakcji, którą od dawna chcieliśmy zobaczyć.

Jezioro Como jest, obok niedaleko położonego jeziora Garda, chyba najbardziej znanym turystycznie jeziorem we Włoszech. Jego zawiła i skomplikowana linia brzegowa jest najdłuższą we Włoszech. Jezioro to jest też najgłębszym włoskim, i w ogóle alpejskim jeziorem. Ale przede wszystkim jest jezioro Como niezwykle obleganym w sezonie regionem turystycznym.

I nie ma się co dziwić – kolorowe, zabytkowe miasteczka, którymi upstrzone są brzegi jeziora, wypełnione są hotelami, pensjonatami i kempingami oraz pozostałą infrastrukturą turystyczną. Jezioro Como to wymarzona miejscówka na leniwe spędzenie wakacyjnego urlopu. Przepiękne widoki, spokojna i czysta woda o temperaturze pozwalającej na kąpiel (aczkolwiek gorącej wody raczej byśmy się tu nie spodziewali) i klimat pozwalający na opalanie – czego chcieć więcej.

Jezioro Como

Jezioro Como

Jezioro Como

Jezioro Como

Jezioro Como

Jezioro Como

Jezioro Como

Jezioro Como

Dla miłośników bardziej aktywnego wypoczynku znajdą się łódki i deski, dla „leniwców” – miejsce do położenia ręcznika czy leżaka. Można przepłynąć promem na drugą stronę jeziora lub do znajdującego się na południowym cyplu, niezwykle widowiskowo położonego miasteczka Bellagio. Dla szukających historii znajdzie się w każdym miasteczku kilka zabytków. A dla miłośników wieści o celebrytach i dla tych szukających miejsc znanych z filmów – np. miejscówka, w której kręcono Gwiezdne Wojny. Jak jeziora Como nie polubić ? :)

Nad jeziorem Como spędziliśmy cały dzień, objeżdżając samochodem jego zachodnią linię brzegową, od północnego do południowego jej krańca. Przepiękna, upalna lipcowa pogoda była świetną odmianą po dniu na zaśnieżonej przełęczy Passo dello Stelvio. Nasze zauroczenie jeziorem Como z pewnością oddadzą piękne widoki na zdjęciach. Ale nie bylibyśmy tamBylskimi, gdybyśmy nie spróbowali zobaczyć czegoś więcej niż widoki i pejzaże. Zanurzyliśmy się więc w kilka klimatycznych miasteczek nad jeziorem i kilka z nich możemy Wam polecić.

Domaso

Położone na północno-zachodnim krańcu jeziora Como, Domaso jest miniaturowym miasteczkiem (ok.1,5 tys. mieszkańców), znanym głównie z pocztówkowego widoku na kolorowe kamienice, ustawione rzędem nad brzegiem jeziora. Domaso istniało już w czasach historycznych – przebiegała przez niego antyczna Via Regina, droga prowadząca z miasta Como i oplatająca całe zachodnie wybrzeże jeziora. Miasteczko słynie z wyrabianego tu od starożytności białego wina Domaso – dziś bardzo rzadkiego, produkowanego zaledwie w kilku tysiącach butelek rocznie.

Domaso nad jeziorem Como

Domaso nad jeziorem Como

Domaso nad jeziorem Como

Domaso nad jeziorem Como

Zabytki Domaso ma dwa – oba to świątynie. Pierwszy to kościół św.Bartłomieja, schowany nieco w głębi lądu. Na pewno istniał już w połowie XIII w., ale historycy podejrzewają, że świątynie w tym miejscu stały znacznie wcześniej. Obecna bryła kościoła pochodzi z XVIII w., ale we wnętrzach znajdują się sakralne dzieła sztuki już z XVI i XVII w.

Drugim wartym uwagi – i zwracającym uwagę dzięki widocznej z daleka kamiennej dzwonnicy – kościołem jest mocno zrujnowana świątynia św.Jana Chrzciciela (San Giovanni Battista). Wybudowana w XV w. na miejscu wcześniej znajdującej się tu (od XII w.) kaplicy, wchodzącej w skład kompleksu klasztornego Kapucynów. Kościół został opuszczony w XVII w., gdy wybudowano nowy, większy. W początkach XIX w. uzywano go jako pomieszczenie koszar, a potem został sprzedany w ręce prywatne. Pozostałe budynki klasztorne stopniowo wyburzano, by zrobić miejsce dla prywatnych domów. Dziś kościół stoi opuszczony, częściowo spełniając funkcje mieszkalne.

Gravedona

Gravedona to kolejne małe miasteczko nad jeziorem Como, zamieszkane prawdopodobnie już przez Celtów. Na pewno przechodziła tędy wspomniana już Via Regina z Mediolanu w czasach rzymskich. Chrześcijaństwo zadomowiło się tu wcześnie, bo już w IV w. istniały lokalne społeczności religijne. W tutejszych kościołach, budowanych na miejscach dawnych wczesnochrześcijańskich świątyń, do dziś zachowały się pozostałości z V w.

Kościół Santa Maria del Tiglio, Gravedona nad jeziorem Como

Kościół Santa Maria del Tiglio, Gravedona nad jeziorem Como

Kościół Santa Maria del Tiglio, Gravedona nad jeziorem Como

Kościół Santa Maria del Tiglio, Gravedona nad jeziorem Como

Kościół św.Wincentego, Gravedona nad jeziorem Como

Kościół św.Wincentego, Gravedona nad jeziorem Como

Legenda mówi o splądrowanych przez miejscowych rybaków statkach cesarza Fryderyka Barbarossy, uciekającego w XII w. po przegranych bitwach z Mediolanem. Podobno ukradziono mu wtedy nawet koronę, czego nigdy miejscowym nie wybaczył.

W Gravedonie zatrzymaliśmy się z powodu widowiskowo wybudowanego nad brzegiem jeziora romańskiego kościoła Santa Maria del Tiglio. Stoi prawdopodobnie w miejscu dawnej rzymskiej świątyni pogańskiej, na której potem budowano kolejno świątynie chrześcijańskie. We wnętrzu zachował się fragment mozaiki podłogowej, pochodzący z V w. Z kolei z IX w. pochodzą zapisy w dokumentach historycznych, mówiące o wspaniałych freskach w znajdującej się tu wtedy świątyni. Obecna bryła kościoła pochodzi z XII w. Nieliczne pozostałości fresków na ścianach to XIV i XV w.

Niemal „po sąsiedzku” stoi w Gravedonie kolejny kościół, wyglądający dużo mniej atrakcyjnie i o wiele bardziej współcześnie – kościół św.Wincentego. Niespodzianka – jest on o wiele starszy od tego widzianego przed chwilą, wybudowano go w początkach XI w., a pod nim znajduje się kolejna starożytna pamiątka – krypta grobowa z dwoma inskrypcjami, pochodzącymi z początków VI w.

Jezioro Como

Jezioro Como

Mamy jeszcze jedną ciekawostkę – nie o samej Gravedonie, a o położonej po sąsiedzku wsi Dongo. Bo warto wiedzieć, że brzegi jeziora Como były świadkami ostatnich chwil włoskiego faszystowskiego dyktatora, Benito Mussoliniego. Pociąg z uciekającymi z Włoch faszystami, wśród których był właśnie Mussolini, został przejęty przez partyzantów właśnie w Dongo – to tutaj rozpoznano go w niemieckim mundurze żołnierskim. Był 27 kwietnia 1945 r. – Mussoliniego przewieziono nieco na południe, do położonej też nad Como miejscowości Mezzagra, a dzień później wykonano na nim wyrok śmierci w przysiółku Giulino pod Mezzagrą.

Cadenabbia

Mała wioseczka nad jeziorem, w której zatrzymaliśmy się ze względu na piękny widok na leżące naprzeciw Bellagio – jedną z najbardziej obleganych miejscowości nad jeziorem Como. Do Bellagio można z Cadenabbi popłynąć promem. Tuż przy przystani promowej stoi anglikański kościół z końca XIX w. – Cadenabbia bowiem od XIX w. była ulubionym miejscem turystów angielskich, z których wielu postanowiło się tu osiedlić. Do dziś istnieje tu silna społeczność angielska, a sam kościół należy do diecezji… Gibraltaru, czyli angielskiego terytorium na Półwyspie Iberyjskim.

Cadenabbia, widok na Bellagio, jedną z największych atrakcji turystycznych nad jeziorem Como

Cadenabbia, widok na Bellagio, jedną z największych atrakcji turystycznych nad jeziorem Como

Cadenabbia, prom z Bellagio

Cadenabbia, prom z Bellagio

Argegno

Tu też w historii jest Rzym i Via Regina, ale nie zatrzymaliśmy się tu dla historii. To miasteczko jest po prostu piękne. Pięknie położone nad brzegiem jeziora Como i rozwinięte w górę, na spadające do jeziora zbocze wzgórza. Po Argegno warto po prostu się przespacerować, jest niezwykle fotogeniczne. A jeśli szukacie tu historii, to znajdziecie m.in. XVII-wieczny kościół św.Anny i jeszcze starszy, średniowieczny łukowy most, pozostałość po dawnych umocnieniach warownych miasteczka.

Argegno nad jeziorem Como

Argegno nad jeziorem Como

Argegno nad jeziorem Como

Argegno nad jeziorem Como

Argegno nad jeziorem Como

Argegno nad jeziorem Como

Argegno nad jeziorem Como, kościół św.Anny

Argegno nad jeziorem Como, kościół św.Anny

Argegno nad jeziorem Como, średniowieczny most łukowy

Argegno nad jeziorem Como, średniowieczny most łukowy

Argegno nad jeziorem Como

Argegno nad jeziorem Como

Bezsprzecznie zostaliśmy wielbicielami jeziora Como. Kochamy takie miejsca – spokojna tafla wody, otoczona wysokimi górami i mgiełką mrocznej, dawnej historii. Cudowne miejsce na dłuższy letni wypoczynek – moglibyśmy Como postawić w jednym rzędzie np. z jeziorem Bled w Słowenii.

Tak nas zauroczyło, że zmieniliśmy nieco swoje pierwotne plany i zdecydowaliśmy się na zobaczenie jeszcze jednego miejsca nad jeziorem – miasta Como, położonego na jego południowym krańcu. Miasta, z którym również związana jest historia i znane wszystkim historyczne postacie. Właśnie miasto Como będzie bohaterem naszego kolejnego blogowego wpisu.

 

Pozostałe wpisy z: Włochy

Sirmione, przepiękne widoki na "Jamaica Beach"

Niezwykle malownicze włoskie miasteczko, położone na końcu cypla, wbijającego się w wody jeziora Garda na długości 4 km. Potężnie oblężone w sezonie przez turystów - stare miasto jest wręcz zatłoczone. Nie bez powodu - Sirmione jest bowiem atrakcyjnym miejscem do plażowania.

dav

Nieco pomijana przez turystów ze względu na konkurencję ze strony Mediolanu, Werony czy Wenecji. Często traktowana jako tańszy punkt noclegowy w drodze do tych miast. A przecież Brescia ma turystom wiele, wiele do zaoferowania. Warto Brescię zobaczyć!

Como, katedra Wniebowzięcia NMP

Como, położone przy południowym brzegu jeziora o tej samej nazwie, stoi nieco w jego cieniu. Cieniu cudownego miejsca do wypoczynku i wakacyjnego relaksu. A miasto Como warto zobaczyć, może nie dla fascynujących zabytków - a bardziej dla poczucia wielkiej historii, której było ono świadkiem.

 

0

Autor:

Kategorie: Rok 2017, Włochy, Włochy 2017

Z Kosowa do Albanii: Kukës, Krujë i Laç

Po dwóch dniach, spędzonych w Kosowie, przyszedł w naszej wakacyjnej podróży czas na kolejną już wizytę w Albanii. Tym razem nadrabialiśmy zaległości z podróży sprzed roku. Celem – atrakcje środkowej i północnej części kraju.

Tour de Europe 2014, dzień 16 (poprzedni wpis: Prizren, szorstka perełka Kosowa). Prizren, ostatni punkt naszego pobytu w Kosowie, opuściliśmy około południa. Skierowaliśmy się w stronę granicy z Albanią – dużo wcześniej zdecydowaliśmy, że nie będziemy ryzykować wyjazdu z Kosowa przez granicę z Serbią. Wakacyjna podróż nie jest po to, by stwarzać sobie ewentualne problemy na granicach.

Odcinek albański tej podróży miał być zaledwie jednodobowy. Jedyny nocleg mieliśmy zaplanowany w Szkodrze, a w planie zwiedzania – wszystko to, czego nie udało nam się zobaczyć rok wcześniej, gdy w drodze do Turcji przejechaliśmy całą Albanię z północy na południe. Wtedy to przez korki na granicy wyjazdowej z Czarnogóry do Albanii wjechaliśmy już przy zapadającym zmroku i wszystkie atrakcje zaplanowane na północy – Szkodrę, Lezhe, Krujë – musieliśmy sobie odpuścić.

Z Prizrenu do granicy z Albanią jest raptem kilkanaście kilometrów dobrej jakościowo drogi, zanim się więc obejrzeliśmy, staliśmy już w kolejce do kontroli granicznej. Przejście graniczne jest niewielkie, jak na granicę z Albanią kolejka na granicy była powiedzmy „normalna”, spędziliśmy w niej prawie pół godziny, co jest bardzo dobrym czasem. Pierwszym przystankiem w Albanii miało być miasto Krujë, ale widząc niezłą panoramę znajdującego się niemal zaraz za granicą miasteczka Kukës, spontanicznie zdecydowaliśmy się skręcić w jego kierunku.

Droga z Prizrenu do granicy z Albanią

Droga z Prizrenu do granicy z Albanią

Granica kosowsko-albańska

Granica kosowsko-albańska

Albania, pierwszy widok na Kukes

Albania, pierwszy widok na Kukes

Albania, wjeżdżamy do Kukës

Albania, wjeżdżamy do Kukës

Albania, ulice Kukës

Albania, ulice Kukës

Albania, Kukës, widok na jezioro Fierza i górę Gjallica

Albania, Kukës, widok na jezioro Fierza i górę Gjallica

Kukës znane jest przede wszystkim ze swojej burzliwej historii najnowszej, choć osady ludzkie istniały tu już w starożytności. Przebiegała tędy słynna Via Egnatia, a miejsce, gdzie znajduje się dziś Kukës, stanowiło miejsce odpoczynku dla podróżnych. Wracając do historii najnowszej – obecne Kukës istnieje raptem… niecałe 40 lat. Powstało w 1976 r., kiedy to uruchomiono elektrownię i zaporę wodną na jeziorze Fierza, przez co zalane zostało „stare” Kukës – wszystkich mieszkańców przesiedlono.

Drugi moment, kiedy Kukës zasłynęło w historii to rok 1999 i wojna domowa w Kosowie. Miasto (liczące dziś zaledwie 16 tys. mieszkańców) zasłynęło wtedy przyjęciem – uwaga – ponad 400 tys. uchodźców z Kosowa. Było wtedy jednym z kandydatów (jako pierwsze miasto w historii) do pokojowej Nagrody Nobla.

Dziś Kukës jest bardzo nieciekawym i zaniedbanym miastem. Jeszcze za czasów komunistycznych usiłowano tu wzbudzić ruch turystyczny – wybudowano nawet kilka hoteli – ale niestety nie udało się. Miasto wygląda momentami odpychająco, a ulice którymi przejeżdżaliśmy, były w opłakanym stanie. Przejechaliśmy więc przez Kukës bez żalu, zatrzymując się dopiero nad jeziorem Fierza. Bo krajobraz i widoki na pobliskie góry, z najwyższym szczytem Gjallica (2489 m. n.p.m., to ledwie 10 m mniej od Rys, najwyższej góry Polski), są tym, z czego Kukës dziś słynie. I dla nich warto, choćby na chwilę, zawitać do tego, jak się wydaje, lekko zapomnianego skrawka Albanii.

Wracamy więc znów na autostradę, prowadzącą od granicy kosowsko-albańskiej w głąb Albanii. I chyba musimy się przy niej na chwilę zatrzymać. Przy okazji wakacyjnej podróży rok wcześniej, kiedy to po raz pierwszy wjechaliśmy samochodem do Albanii i zjechaliśmy ją od Szkodry na północy po Butrint na południu, popełniliśmy wpis o jakości albańskich dróg. Nie wyglądało to wtedy najlepiej.

Albania, autostrada A1

Albania, autostrada A1

Albania, autostrada A1

Albania, autostrada A1

Albania, Rubik, ruiny klasztoru Franciszkanów

Albania, Rubik, ruiny klasztoru Franciszkanów

Albania, Rubik, ruiny klasztoru Franciszkanów

Albania, Rubik, ruiny klasztoru Franciszkanów

Albańskie drogi

Albańskie drogi

Albańskie drogi

Albańskie drogi

Ale drogi w Albanii szybko się zmieniają – i zawsze na lepsze (na gorsze nie bardzo się da). Autostrada A1 jest tego najlepszym przykładem. Ciągnie się od granicy z Kosowem w okolicach Prizrenu i docelowo ma dojść do nadmorskiego Durres w Albanii. Jest zdecydowanie najlepszą drogą, jaką jechaliśmy w Albanii i dokładnie niczym nie odbiega od europejskich standardów. Jazda nią to czysta przyjemność.

Zatrzymaliśmy się na moment na parkingu przy miejscowości Rubik. No i okazało się, że zatrzymaliśmy się pod ważnym w regionie zabytkiem, a w zasadzie jego ruinami. Na skale, górującej nad parkingiem stoi bowiem dawny klasztor franciszkański, wybudowany w 1166 r. – wtedy jeszcze dla Benedyktynów, którzy ok.1217 r. oddali swoje włości Franciszkanom. Zniechęciły ich najazdy tureckie. Niewiele franciszkańskich kościołów i klasztorów ostało się po nich, a zakon dla poszkodowanych w najazdach mnichów otwierał hospicja, w tym jedno właśnie tu, w Rubik (XVI w.).

Aktywność Franciszkanów wzrosła od XVII w., aż w XIX w. odbudowano cały kompleks w Rubik (kościół, dzwonnicę, kolegium czy hospicjum). Niestety nadeszły czasy komunizmu w Albanii – w 1967 r. an rozkaz władz przełożonego klasztoru wypędzono z kraju, a cały kompleks, wraz z zabytkowymi freskami we wnętrzach, archiwami, biblioteką czy przechowywanymi tu relikwiami – zniszczono. W ostatnich latach odbudowano (a raczej wybudowano na nowo, pomijając pozostałości starego) jeden z kościołów. Cały ten kompleks oglądamy jedynie z dołu, z perspektywy autostrady – nie bardzo mamy czas na głębszą eksplorację i szukanie drogi dojazdowej. Plan zakłada bowiem jak najszybsze dojechanie do Krujë.

Albania, ulice Fushë-Kruja

Albania, ulice Fushë-Kruja

Albania, Krujë, stara dzielnica bazarowa

Albania, Krujë, stara dzielnica bazarowa

Albania, Krujë, stara dzielnica bazarowa

Albania, Krujë, stara dzielnica bazarowa

Albania, Krujë, stara dzielnica bazarowa

Albania, Krujë, stara dzielnica bazarowa

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Z Rubik do Krujë jest mniej więcej godzina jazdy (50 km). Krujë jest niezwykle ważnym historycznie miejscem dla Albańczyków. Historycy uznają bowiem, że leżące niedaleko miasta ruiny illyryjskiego miasta są mitycznym Albanopolis – głównym miastem odłamu Illyrów, który dał początek narodowi albańskiemu. Nigdy nie udało się ostatecznie potwierdzić dzisiejszej lokalizacji Albanopolis – pozostaje ono legendą (aczkolwiek istniało, było opisywane przez starożytnych rzymskich historyków), ale jest duża szansa, że było ono początkiem współczesnego Krujë.

Albanopolis tym razem zwiedzić się nie udało (ale uchylimy rąbek tajemnicy, zobaczyliśmy je podczas tegorocznej podróży wakacyjnej – przypominamy, że wpis ten dotyczy podróży z 2014 r.), ale drugie podejście do Krujë okazało się skuteczne. Wg historyków, Albanopolis opuszczone zostało ok. II w. n.e., a mieszkańcy przenieśli się do Durres i Lezhe. Ale znaleziono tu jednak także ślady pobytu ludzi z VI w., co mówiłoby jednak, że miasto było zamieszkałe aż do czasów, kiedy w historii pojawia się Krujë.

Bo pierwsze pozostałości historycznych w Krujë pochodzą mniej więcej z V / VI w. n.e. Pierwsza twierdza wybudowana została prawdopodobnie gdzieś pomiędzy VI – IX w., a pod koniec XII w. Krujë zostało stolicą pierwszego albańskiego państewka, a później weszło w skład Królestwa Albanii. Dokumenty mówią, że już w IX w. miasto było siedzibą biskupią. XIII i XIV w. to czasy wielokrotnej zmiany „władzy” (Bizancjum, Serbia, Imperium Osmańskie), aż nadeszły czasy tego ostatniego.

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku, replika hełmu Skanderberga

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku, replika hełmu Skanderberga

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, obiad w restauracji pod zamkiem

Albania, Krujë, obiad w restauracji pod zamkiem

Tu zaczyna się najsłynniejsza historia związana z miastem, czyli historia Skanderberga, bohatera narodowego Albańczyków. Początkowo był on osmańskim gubernatorem, ale potem zorganizował albański ruch wyzwoleńczy (m.in. Ligę z Lezhe) i rozpoczął odbijanie albańskich terytoriów z rąk Turków. Jednym z głównych miejsc oporu było właśnie Krujë, którego Skanderberg skutecznie bronił przez kilkanaście lat. Turcy odbili miasto dopiero po śmierci Skanderberga – i to nie siłą, a obietnicą wypuszczenia obrońców – słowa nie dotrzymali, po poddaniu miasta wymordowali mieszkańców (1478 r.). Wcześniej nawet siłami 100-150 tys. żołnierzy trzykrotnie oblegali miasto, bronione przez ok.2 tys. obrońców – bez sukcesu. Z rąk tureckich Krujë wyzwoliło się dopiero na początku XX w., wchodząc w skład na nowo powstającej Albanii.

Podczas dojazdu do Krujë, już z daleka da się zauważyć górujące nad miasteczkiem wzgórze z twierdzą, która jest dziś głównym celem turystycznym miasta. Zamek w Krujë jest dziś jednym z najczęściej odwiedzanych przez turystów miejscem – nie jest więc do niego trudno trafić. My odpuściliśmy sobie nawigację i po prostu „przykleiliśmy się” samochodem do dwóch jadących przed nami autokarów z polskimi rejestracjami. Bezbłędnie doprowadziły nas pod sam zamek :)

Zamek jest dla Albańczyków symbolem. Symbolem niezłomności, bohaterstwa i nacjonalizmu. Symbolem obrony przez Osmanami, symbolem walki mieszkańców przed o wiele większymi siłami wroga. Zamek w Krujë był centrum obrony Skanderberga, bronił się tu niemal przez dwa dziesięciolecia. I choć z samego zamku niewiele dziś pozostało, to pod koniec XX w. otworzono tu Muzeum Skanderberga, w wybudowanym specjalnie w tym celu budynku, w którym ekspozycje pokazują całą historię życia bohatera Albanii. Wstęp jest płatny (o ile pamiętamy – 200 LEK), teoretycznie jest też zakaz fotografowania, aczkolwiek opiekunowie nie protestują przy robieniu zdjęć. Z tarasów muzeum rozpościera się świetny, panoramiczny widok na miasto, położone na zboczu góry.

Do samego zamku doszliśmy pieszo, parkując samochód pod okazałym pomnikiem Skanderberga. Bardzo malowniczym odcinkiem spaceru było przejście przez starą dzielnicą Krujë, położoną pod murami zamkowymi. Do dziś funkcjonuje tam bazar w dobrym, tureckim stylu, choć mocno ukierunkowany na turystyczne „badziewie”. Tak czy siak, ciasne bazarowe uliczki świetnie się prezentują, i w rzeczywistości, i na zdjęciach.

Albania, Laç, kościół św.Antoniego z Padwy

Albania, Laç, kościół św.Antoniego z Padwy

Albania, Laç, kościół św.Antoniego z Padwy

Albania, Laç, kościół św.Antoniego z Padwy

Albania, Laç, kościół św.Antoniego z Padwy

Albania, Laç, kościół św.Antoniego z Padwy

Albania, Laç, jaskinia św.Błażeja

Albania, Laç, jaskinia św.Błażeja

Albania, Laç, sprzedawcy dewocjonaliów pod kościołem św.Antoniego z Padwy

Albania, Laç, sprzedawcy dewocjonaliów pod kościołem św.Antoniego z Padwy

Przy zjeździe ze wzgórza zamkowego warto się zatrzymać przy małym budyneczku, nieco przypominającym meczet (aczkolwiek bez minaretu), stojącym na jednym z zakrętów drogi na dół. To święte miejsce religijne, w którym wg legendy znajduje się jeden z grobowców Sari Salltika, legendarnego XIII-wiecznego derwisza, czczonego do dziś jako świętego przez jeden z tureckich zakonów (Bekszytów). Pochowano go podobno w siedmiu trumnach, w różnych miejscach (w jednym już wcześniej byliśmy – w bośniackim Blagaj), w tym także w Krujë. Po tekke oprowadzał nas bardzo miły starszy pan, z lubością pokazujący każdy szczegół i eksponat na ścianie. Tekke jest chętnie odwiedzane przez młode pary jako miejsce sesji zdjęciowych. Z innych ciekawostek – w centrum Krujë można znaleźć m.in. pomnik George’a W.Busha, prezydenta USA.

Kierujemy się teraz w kierunku północnym Albanii. Nocleg mamy w Szkodrze, a po drodze jeszcze kilka miejsc do zobaczenia. Ostatnim, które pokażemy Wam w tym wpisie jest Laç, niewielkie miasteczko, położone ok.20 km na północ od Krujë. W zasadzie niczym szczególnym się nie wyróżnia – poza jednym miejscem, położonym wysoko na wzgórzu kościołem, poświęconym św.Antoniemu z Padwy (Kisha e Shna Ndout).

Miejsce to jest bardzo znaczące dla wiernych z całego regionu, kojarzone jest z mnichami już od XII w., kiedy osiedlali się oni tu w obronie przed tureckimi najazdami. Kościół na skale wybudowano w 1557 r., a dziś jest on chyba najważniejszym celem pielgrzymek religijnych w całej Albanii, a także sąsiednich krajach. W połowie czerwca przybywa tu nawet do miliona (!) pielgrzymów, liczących na łaskę uzdrowienia. Nieco poniżej kościoła znajduje się także jaskinia, w której wg legendy żył św.Błażej (ale nie ten znany biskup armeński, a lokalny św.Błażej – Albańczyk – torturowany w Durres, dziś patron Dubrownika, jest tam ponoć pochowany).

Czytaliśmy o tym miejscu w Laç i jakoś nie dowierzaliśmy temu milionowi pielgrzymów religijnych w Albanii (wszak jeszcze nie dawno było to państwo nieco na siłę ustanowione świeckim). Jednak zdjęcia w sieci nie kłamią – w czerwcu są tu rzeczywiście nieprzebrane tłumy wiernych. Wrażenie robo choćby sam parking na szczycie wzgórza, już nad klasztorem – jest tak ogromny, że zaczęliśmy wierzyć w to, co przeczytaliśmy.

I tak kończymy pierwszą część naszej opowieści o drugim wjeździe do Albanii. Ale to nie koniec albańskich atrakcji z wakacyjnej podróży AD’2014. W następnym wpisie pokażemy Wam kolejne warte uwagi miasto: Lezha.

Pełna galeria zdjęć z albańskich Kukës, Krujë i Laç znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym facebookowym profilu.

 

Pozostałe wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Macedoński klejnot: Ochryda i okolice

Kolejny dzień wakacyjnej podróży w 2014 r. poświęciliśmy na zwiedzanie perełki Macedonii – Ochrydy. Był to także ostatni dzień dojazdu do Paralia Katerinis w Grecji, gdzie mieliśmy zatrzymać się na nieco ponad tydzień na wakacyjne plażowanie.

Tour de Europe, dzień 5 (poprzedni wpis: Zachodnia Macedonia, czyli w drodze do Ochrydy). Ostatni dzień naszej podróży na wakacyjny odpoczynek na wybrzeżu Grecji spędziliśmy na zwiedzaniu Ochrydy – przepięknego miasteczka, położonego na południowym zachodzie Macedonii. Zobaczyliśmy także nieco atrakcji historycznych, położonych przy brzegu Jeziora Ochrydzkiego po jego macedońskiej stronie.

Ochryda jest miastem niezwykle starym, jeśli chodzi o historię. Ślady bytności człowieka, znalezione w okolicach dzisiejszego miasta pochodzą nawet z wczesnej epoki kamiennej, mniej więcej 6 tysięcy lat przed Chrystusem. Miej więcej tysiąc lat p.n.e. istniało tu znaczące siedlisko ludzkie – dziś w tej okolicy znajduje się lotnisko.

Historię samej Ochrydy rozpoczyna umownie legenda o Kadmusie, mitycznym założycielu i pierwszym królu słynnych greckich Teb, który po wygnaniu z własnego miasta, uciekł właśnie nad Jezioro Ochrydzkie i założył nowe miasto – Lychnidos, czyli dzisiejszą Ochrydę.

Ochryda, promenada nad jeziorem

Ochryda, promenada nad jeziorem

Ochryda, panorama starej części miasta

Ochryda, panorama starej części miasta

Ochryda, kościół NMP Bolnicka

Ochryda, kościół NMP Bolnicka

Ochryda, kościół św.Mikołaja Gerakomia

Ochryda, kościół św.Mikołaja Gerakomia

Ochryda, kościół św.Sofia

Ochryda, kościół św.Sofia

Co do faktów stricte historycznych – na pewno w IV w. p.n.e. Lychnidos dostało się we władanie Macedończyków, a w połowie II w. p.n.e. zostało podbite przez Rzymian. Było ważnym punktem Imperium – Rzymianie poprowadzili przez Lychnidos słynną Via Egnatia – drogę łączącą dzisiejsze albańskie Durres z Salonikami i Konstantynopolem. Chrześcijaństwo szybko zadomowiło się w mieście – już w V w. Lychnidos było siedzibą biskupstwa, a pozostałości wczesno-chrześcijańskich budowli są widoczne w Ochrydzie do dziś.

Pod koniec IX w. pojawia się w historii miasta kilka ważnych faktów. Przede wszystkim w dokumentach z 879 r. po raz pierwszy pojawia się obecna nazwa – Ochryda. Krótko potem do Ochrydy przybywają dwaj misjonarze, dziś święci – św.Kliment i św.Naum, rozpoczynając czas świetności miasta jako ośrodka literackiego, piśmienniczego i kulturalnego. Powstaje wtedy pierwsza szkoła, otwarta w klasztorze św.Pantalejmona, również wybudowanym pod koniec IX w. Św.Klimenta uważa się dziś za twórcę cyrylicy – alfabetu używanego do dziś w wielu krajach, m.in. Rosji, Bułgarii, Serbii czy Macedonii.

Szczyt glorii Ochrydy przypadł na czasy pierwszego państwa bułgarskiego (X / XI w.), kiedy to miasto było jego stolicą. Od początków XI w. władzę przejęło Bizancjum, a wpływy Ochrydy wciąż były ogromne, szczególnie pozycja miejscowych dostojników kościelnych. Aż do zdobycia miasta przez Turków (1395 r.) biskupstwo Ochryda posiadało ogromne wpływy i rozciągało się na ogromne terytoria.

Ochryda, kościół św.Sofia

Ochryda, kościół św.Sofia

Ochryda, widok spod kościoła św.Sofia

Ochryda, widok spod kościoła św.Sofia

Ochryda, kościół św.Jana z Kaneo

Ochryda, kościół św.Jana z Kaneo

Ochryda, kościół św.Jana z Kaneo

Ochryda, kościół św.Jana z Kaneo

Ochryda, kościół Narodzenia NMP i św.Petka

Ochryda, kościół Narodzenia NMP i św.Petka

Turcy, choć początkowo wspierali biskupów z Ochrydy, zmienili swe nastawienie po powstaniu Skanderberga, dziś bohatera narodowego Albanii. Zlikwidowali nawet miejscowe biskupstwo, ale nawet pomimo tego, o dziwo zachowały się do dziś piękne bizantyjskie kościoły, których Osmanie nie zburzyli, a przekształcili w meczety.

Po wyzwoleniu z niewoli tureckiej, w 1912 r. Ochryda weszła w skład Serbii, ale na bardzo krótko. W czasie obu wojen światowych była kontrolowana przez Bułgarów, pomiędzy wojnami i po drugiej z nich weszła w skład Jugosławii, a od uzyskania przez Macedonię niepodległości weszła w jej skład.

Dzisiejsza Ochryda żyje przede wszystkim z turystyki – i nic w tym dziwnego, ma bowiem to miasto wszystko, by przyciągać turystów z całego świata. Przede wszystkim leży nad pięknym, dużym Jeziorem Ochrydzkim, pełnym miejsc do pływania czy plażowania. Klimat również świetny, a wszystko to okraszone jest ogromem atrakcji historycznych. Legenda mówi, że w średniowieczu w Ochrydzie istniało 365 kościołów, co jest możliwe ze względu na ówczesną potęgę miejscowych biskupów. I choć zachowało się ich do dziś znacznie mniej, to jednak wszystkie stanowią perełki historyczne. Nie brak tu również pozostałości starszych, z czasów antycznych, np. ruiny wczesno-chrześcijańskiej bazyliki czy antyczny (jeszcze z czasów greckich, przed Rzymianami) teatr. Wszystko to składa się dziś na nadzwyczajną popularność Ochrydy wśród turystów.

Przed zwiedzaniem atrakcji Ochrydy (po nim też) warto przejść się promenadą, idącą wzdłuż brzegu jeziora. To idealne miejsce na spacer, także wieczorny – ale wieczorem jest po prostu pełna turystów. Jest też wtedy głośna – pełna tłocznych knajpek i sprzedawców wszystkiego. Tak czy siak, promenada punktem obowiązkowym jest i basta.

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki

Ochryda, stanowisko archeologiczne na Plaosniku

Ochryda, stanowisko archeologiczne na Plaosniku

Ochryda, stanowisko archeologiczne na Plaosniku

Ochryda, stanowisko archeologiczne na Plaosniku

A co warto przede wszystkim w Ochrydzie zobaczyć ? Poniżej spis ważniejszych atrakcji, które odwiedziliśmy podczas kilkugodzinnej wyprawy uliczkami i ścieżkami miasta. Tak, także ścieżkami, bo gdzieniegdzie dojście prowadziło laskiem, leśną ścieżką. I jeszcze jedno – w sezonie wakacyjnym bywa tu gorąco – zapamiętaliśmy z Ochrydy potworny upał, na jaki trafiliśmy. To utrudnia nieco poruszanie się po położonym jednak na terenie pnącym się pod górę miasteczku, z licznym schodami. Warto mieć ze sobą zapas picia.

Zabytki antyczne:

  • grecki teatr, jedyny tego typu w Macedonii (pozostałe to późniejsze teatry rzymskie), wybudowany ok.200 r. p.n.e. Nieznana jest jego pojemność, gdyż zachowała się jedynie dolna część widowni. W czasach rzymski odbywały się tu walki gladiatorów oraz egzekucje chrześcijan;
  • ruiny wczesno-chrześcijańskiej bazyliki, kolejne po teatrze pozostałości po antycznym Lychnidos. Bazylika pochodzi prawdopodobnie z V w., zachowały się w niej w dość dobrym stanie liczne mozaiki. Bazylika nosiła prawdopodobnie imię św.Pawła, który nauczał w Lychnidos w I w. Ruiny znajdują się tuż obok odrestaurowanego monasteru św.Pantelejmona, obok nich znaleziono także dawne baptysterium z IV-VI wieku, z zachowanymi bogatymi mozaikami, w tym znakami swastyk;
Ochryda, kościół św.Pantelejmona

Ochryda, kościół św.Pantelejmona

Ochryda, kościół św.Pantelejmona

Ochryda, kościół św.Pantelejmona

Ochryda, kościół św.Pantelejmona

Ochryda, kościół św.Pantelejmona

Ochryda, wczesnochrześcijańskie baptysterium (IV/VI w.) na Plaosniku

Ochryda, wczesnochrześcijańskie baptysterium (IV/VI w.) na Plaosniku

Ochryda, wczesnochrześcijańskie baptysterium (IV/VI w.) na Plaosniku

Ochryda, wczesnochrześcijańskie baptysterium (IV/VI w.) na Plaosniku

Ochryda, wczesnochrześcijańskie baptysterium (IV/VI w.) na Plaosniku

Ochryda, wczesnochrześcijańskie baptysterium (IV/VI w.) na Plaosniku

Zabytki średniowieczne:

  • twierdza cara Samuela, pochodząca z XI w., z czasów gdy Ochryda była stolicą państwa bułgarskiego, rządzonego przez cara Samuela. Stoi na wzgórzu, górującym nad miastem. Do dziś zachowały się potężne mury i kilkanaście wież obronnych. Z murów, po których szczycie można spacerować, rozpościera się piękny widok na miasto i jezioro. Prace archeologiczne potwierdziły, że twierdzę wybudowano w miejscu, gdzie kiedyś stała inna twierdza, pochodząca z IV w. p.n.e., wybudowana prawdopodobnie przez panujących tu wtedy Macedończyków;

Świątynie:

  • kościół św.Mikołaj Bolnicki, z XIV w., drugi człon nazwy pochodzi od nazwy dzielnicy. Freski we wnętrzach pochodzą z czasu budowy świątyni;
  • kościół NMP Bolnicka, pochodzący z pierwszej połowy XIV w. Freski na ścianach pochodzą z całego okresu od XIV do XIX w.;
  • kościół św.Mikołaj Gerakomia, o którym pierwsza wzmianka pochodzi z 1692 r., a obecna bryła budynku – z XIX wieku. Nazwa pochodzi od domu opieki, który znajdował się kiedyś w sąsiedztwie. Ikonostas z połowy XIX w., we wnętrzach znajdują się ikony, pochodzące z od XIV do XIX w.;
  • kościół św.Sofia, jeden z najważniejszych zabytków macedońskiej architektury sakralnej. Istniał prawdopodobnie już w czasach cara Samuela (koniec X w.), odbudowano go w połowie XI wieku. We wnętrzach znajdują się freski pochodzące z okresu odbudowy. Ze względu na świetną akustykę, często odbywają się tu imprezy kulturalne i koncerty muzyki sakralnej i poważnej;
  • kościół Jana Ewangelisty w Kaneo, chyba najbardziej popularny pod względem fotografowania obiekt w Ochrydzie, cudownie położony na skale nad brzegiem jeziora. Nie wiadomo, kiedy został zbudowany, w dokumentach pojawia się po raz pierwszy w 1447 r., ale uważa się, że powstał w XIII wieku;
  • kościół Narodzenia NMP i św.Petka – miniaturowa cerkiew, zbudowana nad brzegiem jeziora poniżej cerkwi Jana w Kaneo, całkiem nowa, bo oddana do użytku w 1993 r.;
  • kościół św.Pantelejmona, wg legendy wybudowany w dzielnicy Plaosnik jeszcze w czasach, gdy przebywał tu św.Kliment. To właśnie tu odbywał on studia nad cyrylicą. Tu też ponoć własnoręcznie zbudował kryptę, w której został potem pochowany w 916 r. Za czasów osmańskich najpierw przekształcony w meczet, a potem zniszczony, odrestaurowany na początku XXI w. Uważany za najważniejszą macedońską świątynię, jest celem pielgrzymek wiernych w okresach świątecznych;
  • kościół NMP Peribleptos („Wszechwiedzącej”), jeden z najważniejszych w Ochrydzie, wybudowany już w 1295 r. przez namiestnika bizantyjskiego. To tu przechowywano relikwie św.Klimenta po tym, jak kościół św.Pantelejmona został przez Turków przekształcony w meczet. Gdy kościół św.Sofia także został meczetem, to Peribleptos został siedzibą archidiecezji. Freski we wnętrzach są jednymi z najstarszych i najważniejszych dzieł sakralnych w Macedonii;
  • kościół św.Konstantyna i Heleny, mała cerkiew, stojąca w sąsiedztwie kościoła Peribleptos, wybudowana w 1477 r. Wezwanie świątyni pochodzi od cara Konstantyna i jego matki, są oni zresztą namalowani na jednym z fresków we wnętrzach. Freski pokrywają całą powierzchnię ścian wewnętrznych kościoła;
  • kościół NMP Celnica. Jedyne informacje jakie o nim znaleźliśmy – budowla, jak i resztki fresków we wnętrzach pochodzą z XIV w. Z jednej ze stron opiera się on o dawne mury miejskie, gdzie odkryto w czasie prac jedną z trzech dawnych bram wjazdowych do Ochrydy;
  • meczet Ali Paszy, stojący w starej dzielnicy Ochrydy, pochodzi z 1573 r. W obrębie terenu meczetu znajduje się także tradycyjny turecki grobowiec, podpisany Pir Mehmet Hayati – nie wiemy kim był ów człowiek.
Ochryda, twierdza cara Samuela, górująca nad miastem

Ochryda, twierdza cara Samuela, górująca nad miastem

Ochryda, twierdza cara Samuela

Ochryda, twierdza cara Samuela

Ochryda, twierdza cara Samuela

Ochryda, twierdza cara Samuela

Ochryda, kościół NMP Peribleptos, widziany z twierdzy cara Samuela

Ochryda, kościół NMP Peribleptos, widziany z twierdzy cara Samuela

Ochryda, kościół NMP Peribleptos

Ochryda, kościół NMP Peribleptos

Ochryda, kościół św.Konstantyna i Heleny

Ochryda, kościół św.Konstantyna i Heleny

Ochryda, cerkiew św.Dymitra przy kościele św.NMP Peribleptos

Ochryda, cerkiew św.Dymitra przy kościele św.NMP Peribleptos

Atrakcje naturalne:

  • stary platan, rosnący w centrum Ochrydy. Wg legendy zasadził go sam św.Kliment w 967 r. Kiedyś przy nim wykonywano ponoć egzekucje, uznawany jest za najstarsze drzewo w Macedonii;

Ze sporym niesmakiem jednak zwiedzaliśmy świątynie Ochrydy. Ktoś bowiem uczynił sobie z nich źródło zarobku, tworząc bilety wstępu do nich. Już samo biletowanie wstępu do prawosławnej cerkwi jest nieco dziwne, ale nasz zdecydowany wewnętrzny sprzeciw wzbudziło dodatkowe rozróżnienie na Macedończyków i turystów. Wg cennika Macedończyk płacił „tyle”, a turysta „3 razy tyle”. To sprawiło, że czuliśmy się po prostu „cyckani” z pieniędzy – w ramach oporu nie weszliśmy do żadnej ze świątyń z płatnym wstępem.

Wyjeżdżamy z Ochrydy, ale nie opuszczamy jeszcze Macedonii i okolic Jeziora Ochrydzkiego. Okolice miasta są równie bogate w atrakcje turystyczne co sama Ochryda. Kierujemy się na południe, wzdłuż wschodniego brzegu jeziora, w kierunku słynnego monasteru św.Nauma. Zanim jednak do niego dojedziemy, zatrzymujemy się w „Muzeum na wodzie” – rekonstrukcji prehistorycznego siedliska ludzkiego.

Ochryda, meczet Ali Paszy

Ochryda, meczet Ali Paszy

Ochryda, uliczki starego miasta

Ochryda, uliczki starego miasta

Ochryda, kościół NMP Celnica

Ochryda, kościół NMP Celnica

Ochryda, stary platan w centrum miasta

Ochryda, stary platan w centrum miasta

Znajduje się ono między miejscowościami Pesztani i Trpejca, na brzegu Jeziora Ochrydzkiego. Prace archeologiczne udowodniły, że kiedyś istniała tu osada ludzka, usadowiona w domach umieszczonych na platformie nad wodami jeziora, utrzymującej się na ok.10 tysiącach wbitych w dno jeziora drewnianych pali. Osada istniała w czasach ery brązu i żelaza (1200 – 600 r. p.n.e.). Istniały tu co najmniej 24 domostwa, które w ostatnich latach pieczołowicie zrekonstruowano.

Rekonstrukcja jest całkiem „świeża”, zakończono ją w 2010 r. Znajduje się tu także muzeum, w którym oglądać można przedmioty wydobyte z dna jeziora w miejscu, w którym kiedyś stała wioska. Znaleziono tu m.in. narzędzia, noże, ceramikę oraz zwierzęce kości. Niemal obok zrekonstruowanej wioski, na terenie kompleksu muzealnego znajduje się także dawna niewielka rzymska forteca, stanowisko wojskowe z II w., w którym także prace archeologiczne niedawno się zakończyły.

Dojeżdżamy do klasztoru św.Nauma, położonego niemal 30 km na południe od Ochrydy. Tereny sąsiadujące z klasztorem, położone nad samym jeziorem, służą miejscowym i turystom do plażowania – zaiste są tu wymarzone warunki do kąpania się czy opalania. Dużo zieleni i piaszczysty brzeg sprzyjają aktywnemu wypoczynkowi.

"Muzeum na Wodzie" nad Jeziorem Ochrydzkim

„Muzeum na Wodzie” nad Jeziorem Ochrydzkim

"Muzeum na Wodzie" nad Jeziorem Ochrydzkim

„Muzeum na Wodzie” nad Jeziorem Ochrydzkim

"Muzeum na Wodzie" nad Jeziorem Ochrydzkim

„Muzeum na Wodzie” nad Jeziorem Ochrydzkim

"Muzeum na Wodzie" nad Jeziorem Ochrydzkim

„Muzeum na Wodzie” nad Jeziorem Ochrydzkim

"Muzeum na Wodzie" nad Jeziorem Ochrydzkim

„Muzeum na Wodzie” nad Jeziorem Ochrydzkim

"Muzeum na Wodzie" nad Jeziorem Ochrydzkim

„Muzeum na Wodzie” nad Jeziorem Ochrydzkim

Klasztor został wybudowany przez św.Nauma w początkach X wieku. Św.Naum był uczniem świętych Cyryla i Metodego i wg legendy współtwórcą cyrylicy. Wkrótce po budowie klasztoru, św.Naum zmarł i został tutaj pochowany. Jego grobowiec wciąż istnieje we wnętrzach klasztornej cerkwi. Macedończycy wierzą, że nawet dziś, przykładając ucho do kamiennego grobowca, można poczuć bicie serca mnicha.

Klasztor był wielokrotnie przebudowywany, większość dziś widocznych malowideł i ikon pochodzi z XVI / XVII w., choć niektóre fragmenty fresków są znacznie starsze. Ikonostas w cerkwi pochodzi z 1711 r. (wstęp do cerkwi znów okazuje się płatny). Atrakcją klasztoru, szczególnie dla dzieciaków, stają się licznie przechadzające się wokół klasztoru… kolorowe pawie.

Kończymy krótką wizytę w klasztorze. Kilkaset metrów przed monasterem skręcamy w boczną uliczkę, zachęceni tabliczką prowadzącą do kolejnego monasteru. To klasztor i cerkiew św.Atanazego, który choć bardzo fotogeniczny, to pozostał dla nas historyczną tajemnicą – nie udało nam się znaleźć nic o jego historii. Czas nas goni, jeszcze tego samego dnia musimy dojechać do greckiego Paralia Katerinis. Wiemy już, że musimy zrezygnować z planowanego zwiedzania macedońskiej Bitoli. Ale że droga do Grecji prowadzi tak, że niemal musimy wrócić do Ochrydy, zahaczamy o jeszcze jedno historyczne miejsce.

Plaża przy monasterze św.Nauma

Plaża przy monasterze św.Nauma

Młoda para przy monasterze św.Nauma

Młoda para przy monasterze św.Nauma

Monaster św.Nauma

Monaster św.Nauma

Monaster św.Nauma

Monaster św.Nauma

Monaster św.Nauma

Monaster św.Nauma

Monaster św.Nauma

Monaster św.Nauma

Pawie przy monasterze św.Nauma

Pawie przy monasterze św.Nauma

Klasztor św.Atanazego przy Jeziorze Ochrydzkim

Klasztor św.Atanazego przy Jeziorze Ochrydzkim

Skalna cerkiew św.Katarzyny niedaleko Ochrydy

Skalna cerkiew św.Katarzyny niedaleko Ochrydy

Skalna cerkiew św.Katarzyny niedaleko Ochrydy

Skalna cerkiew św.Katarzyny niedaleko Ochrydy

Przy głównej drodze w okolicach Ochrydy znajdują się pozostałości starej bazyliki oraz nekropolii (odkryto dotąd ponad 100 grobowców),pochodzące z VI-XII w. Tuż obok znajduje się wejście do skalnego kościoła św.Erazma – niestety okazuje się on zamknięty. Stąd prowadzi stroma ścieżka (ale tylko 200 metrów) do położonego wyżej skalnego kościoła św.Katarzyny. Tu już, choćby przez kratę, można zobaczyć wnętrze świątyni, wykute w skale. Czas pochodzenia obu tych kościołów nie jest znany i dość niewiele możemy powiedzieć o ich historii.

Na tym kończy się nasz pobyt w Ochrydzie i nad brzegami Jeziora Ochrydzkiego. W planach mieliśmy sporo więcej atrakcji, niestety niemal jak zwykle okazało się, że nieco przeceniliśmy nasze możliwości i ilość możliwych do zobaczenia miejsc w ciągu jednego dnia. Perspektywa 4-godznnej jazdy nad greckie wybrzeże Morza Egejskiego kazała nam opuścić Macedonię. Ale obiecaliśmy sobie, że tu wrócimy… i wstępnie wygląda na to, że już w 2015 r. nam się to uda :)

Następny wpis będzie już z Grecji. Zaprosimy Was na wizytę w antycznych ruinach miasta Dion.

Pełna galeria zdjęć z Ochrydy i okolic znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Zachodnia Macedonia, czyli w drodze do Ochrydy

Większość pierwszego dnia w Macedonii podczas wakacyjnej podróży w 2014 r. spędziliśmy, zwiedzając miasteczka w zachodniej, tej bardziej albańskiej, części kraju. Były m.in. Tetovo, Gostivar czy Debar.

Tour de Europe 2014, dzień 4 (poprzedni wpis: Kanion Matka, rekreacyjna przerwa w zwiedzaniu Macedonii). Pierwszy pełny dzień w Macedonii, po zwiedzaniu Skopje i spacerze wzdłuż kanionu Matka, miał nam upłynąć w drodze do kolejnego miejsca noclegowego, czyli Ochrydy na południu kraju. Jako trasę wybraliśmy sobie drogę wzdłuż zachodniego krańca Macedonii, usłaną małymi miasteczkami i sławnymi monasterami.

Tetovo, malowany meczet

Tetovo, malowany meczet

Tereny dzisiejszej zachodniej Macedonii zamieszkane były już w czasach antycznych. Zarówno Tetovo, Gostivar jak i Debar istniały w czasach Cesarstwa Rzymskiego, pod nazwami odpowiednio: Oaeneum, Draudak i Deborus. Cały region ma bardzo podobną historię – na przełomie X/XI w. wszedł w skład pierwszego państwa Bułgarskiego, następnie rządzili nim Serbowie, a potem wpadł na długie wieki w szpony Imperium Osmańskiego (koniec XIV w.). Cały czas jednak wybuchały powstania i rozruchy przeciwko Turkom, aż w końcu na początku XX w. region wyzwolił się z okowów.

Tetovo, malowany meczet, grobowiec sióstr fundatorek meczetu

Tetovo, malowany meczet, grobowiec sióstr fundatorek meczetu

Ale i wtedy nie było tu spokojnie. Najpierw rządzili Albańczycy, potem Serbowie i Bułgarzy. W końcu region stał się częścią Jugosławii, z przerwą na drugą wojnę światową, kiedy to Włosi stworzyli sobie satelickie państwo albańskie i wcielili zachodnie rejony dzisiejszej Macedonii do tzw. Wielkiej Albanii, całkowicie wtedy od siebie zależnej.

Albańczycy bardzo bronili się przed nadchodzącą komunistyczną Jugosławią, walcząc z jej wojskami nawet po zakończeniu wojny (skąd my to znamy ?). Walki toczyły się w regionie aż do 1948 r., a karą były późniejsze represje, jakie spotkały miejscową albańską ludność. Mimo to, nadal zdarzały się protesty, a nawet żądania przyłączenia tych terenów do innej jugosłowiańskiej republiki – Kosowa, także w dużej części zamieszkanego przez Albańczyków.

Gdy rozpadała się Jugosławia, Albańczycy w zachodniej Macedonii zażądali przyłączenia tych terenów do Albanii, bojkotując referendum, decydujące o odłączeniu się Macedonii od Jugosławii i uzyskaniu przez Macedonię niepodległości. Do dziś region ten jest „sercem” albańskiej ludności w Macedonii, w Tetovie siedziby mają wszystkie najważniejsze partie polityczne, reprezentujące Albańczyków i ich interesy.

Tetovo, malowany meczet

Tetovo, malowany meczet

Tetovo, XV-wieczny hamam

Tetovo, XV-wieczny hamam

Tetovo, kamienny most

Tetovo, kamienny most

Tetovo, cerkiew św.Mikołaja

Tetovo, cerkiew św.Mikołaja

Tetovo, ulice miasta

Tetovo, ulice miasta

O tym, jak bardzo „albańska” etnicznie jest zachodnia Macedonia, najlepiej świadczą liczby. Procent Albańczyków w największych miastach regionu przedstawia się następująco: Tetovo: 55%, Gostivar: 47%, Debar: 75%. Dane pochodzą z 2002 r. i historycznie cały czas „udział” albański rośnie.

Albańska społeczność ma, przynajmniej dla nas, swoją specyfikę i da się ją wyczuć. Już wjeżdżając do Tetova czuliśmy, że jesteśmy w Albanii. Specyficzny klimat ulicy, zatłoczonej, gwarnej, takiej bardziej bazarowej niż miejskiej. I kosmiczne jak na tak małe miasto korki w jego centrum. Umiejętność parkowania wszędzie i jakkolwiek. Prawie w ogóle napisów cyrylicą, za to wszędzie te albańskie.

Nieco ponad 50-tysięczne Tetovo, jak już pisaliśmy wyżej, jest niejako „stolicą” albańskiej mniejszości w Macedonii (choć w samym Tetovie Albańczycy są większością). Miasto słynie przede wszystkim z „malowanego meczetu”, stojącego w centrum starego miasta. Dlaczego „malowany” ? Otóż ten wybudowany w 1438 r. meczet z zewnątrz został dookoła misternie ozdobiony malowidłami o motywach roślinnych i geometrycznych. Równie okazale prezentuje się wewnątrz, gdzie także tradycyjnie stosowane płytki ceramiczne zastąpiono ręcznymi malowidłami ściennymi.

Tetovo, ulice miasta

Tetovo, ulice miasta

Tetovo, do ślubu po albańsku

Tetovo, do ślubu po albańsku

Gostivar, wjazd do miasta

Gostivar, wjazd do miasta

Gostivar, wieża zegarowa

Gostivar, wieża zegarowa

Mavrovi Anovi, cerkiew św.Cyryla i Metodego

Mavrovi Anovi, cerkiew św.Cyryla i Metodego

Jezioro Mavrovo

Jezioro Mavrovo

Z „malowanym meczetem” w Tetovie wiąże się jeszcze jedna ciekawostka. Nie został on ufundowany, jak to zwykle bywa, przez lokalnego przywódcę lub osobistość, a przez dwie mieszkanki miasta, siostry – Hurshidę i Mensure. Mają one swoje miejsce przy meczecie po dziś dzień – na meczetowym dziedzińcu stoi ich okazały grobowiec. Razem z meczetem w XV w. wybudowano także hamam (łąźnię), znajdujący się po drugiej stronie płynącej obok meczetu rzeczki Pena.

Trzecia warta uwagi budowla w centrum Tetova to kamienny most na Penie, stojący raptem ze 100 m od hamamu. Nikt nie wie, kiedy został zbudowany, ale szacuje się, że był to XV/XVI wiek. Co ciekawe, po jednej ze stron mostu przebiega w Tetovie ulica… Lenina. Czas się tu trochę zatrzymał w miejscu :)

Po Tetovie postanowiliśmy sobie trochę pospacerować. Ale nie po zatłoczonym i wypełnionym samochodami centrum, a po bocznych uliczkach, odchodzących w górę od malowanego meczetu i hamamu. Poszliśmy więc wzdłuż Peny, ciasnymi uliczkami, przyciągani wieżą prawosławnej cerkwi w oddali. I tak, nieco przypadkiem, trafiamy do cerkwi św.Mikołaja, wybudowanej pierwotnie prawdopodobnie już ok.XIV w. (nie zachowały się żadne dokumenty z datą jej budowy, ale wychodzi że zbudowana została jeszcze przez czasami panowania Turków na Bałkanach). Nie wygląda na tak starą, wręcz wygląda na nowiusieńką, a to dlatego, że z pierwotnej cerkwi nic już nie zostało.

Park narodowy Mavrovo

Park narodowy Mavrovo

Park narodowy Mavrovo

Park narodowy Mavrovo

Bigorski monaster św.Jana Chrzciciela

Bigorski monaster św.Jana Chrzciciela

Bigorski monaster św.Jana Chrzciciela

Bigorski monaster św.Jana Chrzciciela

Bigorski monaster św.Jana Chrzciciela

Bigorski monaster św.Jana Chrzciciela

Bigorski monaster św.Jana Chrzciciela

Bigorski monaster św.Jana Chrzciciela

Bigorski monaster św.Jana Chrzciciela

Bigorski monaster św.Jana Chrzciciela

Cerkiew św.Mikołaja wspominana jest w dokumentach z XVII i XVIII w., z adnotacjami o maleńkiej świątyni, z trudem mieszczącej wiernych. Wreszcie w połowie XIX w. zdecydowano się rozbudować cerkiew do znacznie większych rozmiarów. Ale już nieco ponad 20 lat później cerkiew została spalona przez podpalacza, imigranta z Albanii. Odbudowano ją dopiero w pierwszych latach XX wieku, a w latach 90-tych tegoż stulecia cerkiew zyskała nową elewację, przez co kompletnie nie sprawia wrażenia zabytku.

Tuż obok cerkwi św.Mikołaja stoi kolejna cerkiew – św.Petki, wybudowana już w XXI wieku, ale kontynuująca tradycje stojącej tu kiedyś jej poprzedniczki. Wciąż obok można znaleźć miejsce, gdzie pierwotnie stała mała kaplica, służąca także jako kaplica pogrzebowa.

Schodząc z powrotem do centrum mieliśmy okazję zobaczyć codzienne Tetovo, to oddalone od zabytków i nielicznych atrakcji turystycznych miasta. Mieszkańców, uliczne kramy z owocami, czy przybrany do ślubu samochód, sowicie okraszony symbolami albańskimi. Zdecydowanie trafiliśmy do małej, macedońskiej Albanii. Albańczycy bardzo silnie identyfikują się ze swoją ojczyzną, co widać i słychać na każdym kroku. Słabo asymilują się z lokalnymi rdzennymi mieszkańcami (choć do końca nie wiemy, czy to właśnie Albańczycy nie są tu tymi „rdzennymi”), co jako żywo przypomina nam casus Kosowa. I biorąc uwagę, że wszystko to ma miejsce w gorącym jak wulkan rejonie Bałkanów, mamy drobne obawy o spokój tego miejsca w przyszłości… A już teraz Tetovo pod względem poziomu przestępczości, nie licząc stolicy Skopje, jest na czele „rankingu”…

Jedziemy dalej. Zaczynamy czuć presję czasu, wszak musimy jeszcze tego samego dnia dojechać w ludzkiej porze do Ochrydy, rezygnujemy więc z odwiedzenia dużej atrakcji okolic Tetova – monasteru w miejscowości Leszok. Kolejnym celem jest Gostivar, miasto nieco mniejsze od Tetova – ponad 35 tys. mieszkańców. Niestety Gostivar skutecznie zniechęca nas do zwiedzania – miasto jest potwornie zakorkowane w centrum, nie mówiąc o możliwości znalezienia jakiegokolwiek miejsca do zaparkowania samochodu. Tracąc mnóstwo czasu na przejazd przez centrum, największe atrakcje turystyczne fotografujemy w zasadzie z wnętrza samochodu.

Jezioro Debarskie

Jezioro Debarskie

Jezioro Debarskie

Jezioro Debarskie

Jezioro Debarskie

Jezioro Debarskie

Jezioro Debarskie

Jezioro Debarskie

A te największe atrakcje Gostivaru to wieża zegarowa, wybudowana tu przez osmańskiego namiestnika w 1683 r., meczet Beya Mahala z 1688 r. (nazywany „zegarowym” ze względu na sąsiedztwo z wieżą zegarową) oraz kościół Matki Bożej z 1915 r. – do niedawna jedyny kościół prawosławny w mieście. Wyjeżdżamy z Gostivaru bez większego żalu, nadal kierując się wzdłuż zachodnich krańców Macedonii, na południe.

Po drodze na południe zatrzymujemy się w miejscowości Mavrovi Anovi przy cerkwi św.Cyryla i Metodego, wyglądającej na tle jeziora Mavrovo bardzo widowiskowo, ale niestety nie znajdujemy do dziś żadnych materiałów na temat jej historii – pozostaje więc jedynie dokumentacja fotograficzna.

Wjeżdżamy tym samym na tereny parku narodowego Mavrovo, największego macedońskiego parku narodowego. Jedziemy teraz do jednego z najważniejszych miejsc kultu religijnego w Macedonii – bigorskiego monasteru św.Jana Chrzciciela, położoneg między Gostivarem a Debarem, w lasach parku narodowego Mavrovo.

Monaster św.Jana Chrzciciela wg legendy powstał ok.1020 r. w miejscu, gdzie znaleziono cudowną ikonę, która przechowywana jest tu do dziś i uchodzi za czyniącą cuda i uzdrowienia. Klasztor został silnie zniszczony w XVI w. przez Turków, swoją siłę odzyskał dopiero w XVIII i XIX wieku, kiedy to go rozbudowano. Do skarbów klasztoru zaliczyć trzeba, oprócz ikony, także ikonostas w cerkwi oraz liczne relikwie, w tym m.in. relikwie Jana Chrzciciela oraz część św.Krzyża. Niestety wszystkie one znajdują się we wnętrzach cerkwi, gdzie nie wolno robić zdjęć.

Rajcica, monaster

Rajcica, monaster

W 2009 roku klasztor uległ tragicznemu pożarowi, w wyniku którego spaliła się znaczna część najstarszych zabudowań. Szybko je odbudowano, ale dziś klasztor wygląda na krystalicznie nowy, nieco odbiegając od naszej wizji historycznego zabytku. Ale i tak warto tu przyjechać, czuć tu mimo wszystko duchy dłuuuuugiej historii.

Debar, pomnik Skanderberga

Debar, pomnik Skanderberga

Kolejne ważne macedońskie miejsce kultu religijnego to Rajcica i znajdująca się tu żeńska część klasztoru św.Jana Chrzciciela. Zbudowany w 1835 r. pod wezwaniem św.Jerzego Zwycięzcy (tego, często przedstawianego podczas walki ze smokiem), znajduje się ok.2 km przed miastem Debar, znany jest głównie z tego, że przechowywane są tu, pochodzące z IV w. relikwie (część kości dłoni) św.Jerzego.

Ostatnim, krótkim przystankiem na drodze do Ochrydy było wspomniane przed chwilą miasto Debar. Debar nie ma w sobie niczego szczególnego poza jednym faktem, niezwykle istotnym dla Albańczyków – to tu urodził się (choć nie wiadomo dokładnie kiedy, na pewno w II poł. XIV w.) Gjon Kastrioti, ojciec Skanderberga, bohatera narodowego Albanii, walczącego w XV w. z Imperium Osmańskim. W 1909 r. w Debarze odbył się albański kongres, który uchwalił po raz pierwszy od czasów panowania osmańskiego legalność używania języka albańskiego oraz istnienie albańskich szkół oraz dużą autonomię Albańczyków wewnątrz Imperium Osmańskiego.

Debar odwiedziliśmy w zasadzie tylko na chwilę, szukając śladów Skanderberga – znaleźliśmy jeden dość szybko – w samym centrum miasta stoi jego okazały pomnik. Zresztą małych popierś innych, głównie albańskich, osobistości z przełomu XIX/XX w. jest w centrum Debaru sporo. Wart zauważenia jest także okazały meczet z sąsiadującą z nim wieżą zegarową na obrzeżach miasta.

Debar, centrum miasta

Debar, centrum miasta

Debar, centrum miasta

Debar, centrum miasta

Debar, meczet

Debar, meczet

Zanim zapadł zmrok, zdążyliśmy jeszcze przejechać wzdłuż Jeziora Debarskiego, jednego z większych jezior w Macedonii (aczkolwiek jest to jezioro sztuczne, utworzone po budowie zapory wodnej na rzece Czarny Drin). Trasa jest niezwykle malownicza, a panoramy widoczne nad jeziorem momentami zapierają dech. Wąskie, otoczone zielonymi wzniesieniami, momentami dość szeroko rozlewające się na boki w liczne zatoczki jezioro sprawia, że chce się co chwilę zatrzymywać, by podziwiać widoki.

Resztę drogi do Ochrydy przejechaliśmy już przy zapadającym zmroku, a pod pensjonat w którym mieliśmy nocować – już późnym wieczorem. Zdążyliśmy jeszcze przespacerować się promenadą nad Jeziorem Ochrydzkim (głównie w poszukiwaniu jedzenia, skończyło się na burkach i pizzy). Prawdziwe zwiedzanie Ochrydy i okolic miało nam wypełnić kolejny, ostatni już dzień w drodze do greckiego Paralia Katerinis, w którym to mieliśmy spędzić ponad tydzień na prawdziwych, „stacjonarnych” wakacjach. Atrakcje Ochrydy pokażemy Wam w kolejnym poście.

Pełna galeria zdjęć z zachodniej Macedonii znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Jezioro Van i okolice

Jezioro Van jest jedną z najbardziej znanych atrakcji w całej Turcji, choć w porównaniu z zachodnią częścią kraju, turystyka tu dopiero raczkuje. To „ojczyzna” słynnych kotów z Van, największe i najgłębsze jezioro Turcji, z wodą o bardzo silnym odczynie zasadowym.

Turcja południowo-wschodnia, dzień 9 (poprzedni wpis: Van. Wizytówka miasta, czyli… koty). Miasto Van to nie tylko twierdza i pozostałości po starej lokalizacji miasta oraz koty o różnokolorowych oczach. Kolejną „wizytówką” miasta jest jezioro Van, nad którym pierwotnie miasto leżało. Z jeziorem tym związanych jest kilka ciekawostek.

Rankiem ostatniego dnia naszej wędrówki po południowo-wschodniej Turcji po raz czwarty i ostatni wypożyczamy samochód, by objechać atrakcje okolic miasta. Mamy na to ledwie 4-5 godzin, będziemy się więc „sprężać”. Najważniejszym celem samochodowej objazdówki jest oczywiście jezioro Van oraz najbardziej znana z jego czterech wysp – Ahtamar (lub bardziej znana nazwa: Akdamar).

Jezioro Van jest największym (długość prawie 120 km, obwód 430 km, powierzchnia ponad 3.750 km2) i najgłębszym (głębokość ponad 450 m) jeziorem całej Turcji. Jak cały region, jest położone bardzo wysoko – ponad 1600 m n.p.m. Jest jednym z największych na świecie jezior bezodpływowych – woda z jeziora nie ma żadnego ujścia – jego poziom jest regulowany przez odparowywanie wód. Kiedyś istniał odpływ, ale został on zatamowany po erupcji pobliskiego wulkanu Nemrut (mniej więcej 250 tys. lat temu), także będącego dziś częstym celem wycieczek turystycznych.

Panorama jeziora Van

Panorama jeziora Van

Jezioro Van

Jezioro Van

Jezioro Van

Jezioro Van

Jezioro Van

Jezioro Van

Jest jeszcze jedna rzecz, którą warto o jeziorze Van wiedzieć – choć dopływy jeziora to rzeki słodkowodne, samo jezioro jest jeziorem słonym, dodatkowo o bardzo silnym odczynie zasadowym, co sprawia że woda w jeziorze sprawia wrażenie „śliskiej” i „oleistej”. Podobno odczyn zasadowy jest tak silny, że można w wodach jeziorach prać bez użycia detergentów :) Ale tego nie sprawdzaliśmy. Podobno też jezioro rzadko zamarza, pomimo że położone jest w okolicy o dość srogich zimach.

Jezioro Van jest położone u podnóża sporych gór, które w lecie wyglądają dość surowo, ale za to w zimie sprawiają, że krajobraz jeziora prezentuje się jeszcze okazalej. Widok ośnieżonych gór w połączeniu z wodami jeziora potrafi zaprzeć dech. Widok jest naprawdę w zimie zjawiskowy.

Oprócz widoków krajobrazowych, naszym celem była druga co wielkości wyspa na jeziorze – wyspa Akdamar. Na wyspę tę można się w sezonie turystycznym bez problemu dostać jednym z wielu statków wycieczkowych, które odpływają z wielu przystani przy brzegu jeziora Van. Niestety luty do sezonu nie należy, więc zastaliśmy statki i przystanie puste – tzn. bez turystów, bo obsługa była. Ale o ile w sezonie do odpłynięcia statku potrzeba 20 osób i 15 TL od każdej z nich, to poza sezonem specjalne odpalenie statku dla naszej dwójki przekraczało nasze chęci wydatkowania pieniędzy – koszt wynosił 200 TL. Dlatego też wyspę Akdamar oglądnęliśmy z brzegu jeziora i przez obiektywy naszych aparatów. Mimo to napiszemy Wam co nieco, dlaczego warto na nią zawitać.

Jezioro Van

Jezioro Van

Jezioro Van

Jezioro Van

Jezioro Van, w tle wyspa Akdamar

Jezioro Van, w tle wyspa Akdamar

Jezioro Van, wyspa Akdamar z armeńskim kościołem św.Krzyża z X wieku

Jezioro Van, wyspa Akdamar z armeńskim kościołem św.Krzyża z X wieku

Nazwa wyspy związana jest z legendą o armeńskiej księżniczce Tamarze z pałacu na wyspie, zakochanej w chłopcu mieszkającym na brzegu. Onże co noc przypływał wpław na wyspę do swej lubej, kierując się światłem, które zapalała ona na brzegu. Ale gdy dowiedział się o tym ojciec księżniczki, którejś nocy, gdy chłopak był już na jeziorze, zgasił światło. Chłopak stracił orientację i utonął, a gdy wody wyrzuciły ciało na brzeg, wydawało się, że na ustach zastygł mu okrzyk „Akh, Tamar”

Na wyspie naprawdę istniał pałac – rezydencja jednego z armeńskich królów, wybudowana w X wieku jako cały kompleks budynków i ogrodów. Do dzisiejszych czasów dotrwał jedynie katedralny kościół św.Krzyża, wybudowany w 921 r. Od XII w. aż do końcówki wieku XIX wyspa była siedzibą armeńskiego patriarchatu katolickiego. W trakcie pogromów Ormian w 1915 r., mnisi zamieszkujący monaster zostali wymordowani, a sam kościół uległ zniszczeniu. Od tego czasu był on obiektem uwagi dla wandali, którzy stopniowo dokańczali dzieła zniszczenia.

W 1951 r. lokalne władze podjęły decyzję o ostatecznej rozbiórce kościoła, ale napotkali na opór ze strony grupy osób, która spowodowała cofnięcie tej decyzji przez państwowe ministerstwo. Ale odbudowy doczekał się kościół św.Krzyża dopiero na początku XXI w. Choć znów w wyniku trzęsienia ziemi w 2011 r. ucierpiała jego kopuła. Wyjeżdżamy znad jeziora Van będąc pod wrażeniem zimowych krajobrazów jeziora.

Jedziemy nieco na południe od miasta Van (kilkanaście kilometrów od niego), do miejscowości Çavuştepe, obok której na wzgórzu znajdują się ruiny dawnej twierdzy z czasów królestwa Urartu, pochodzącej z VIII w. p.n.e. W czasach Urartu Çavuştepe była na równi z Van traktowane jako królewskie miasto, a twierdza była jedną z wielu, wybudowanych w tamtych czasach. Dziś jest jedną z najlepiej zachowanych urartyjskich twierdz.

Twierdza w Çavuştepe

Twierdza w Çavuştepe

Twierdza w Çavuştepe

Twierdza w Çavuştepe

Twierdza w Çavuştepe

Twierdza w Çavuştepe

Twierdza w Çavuştepe

Twierdza w Çavuştepe

Wieś Çavuştepe, widok z twierdzy

Wieś Çavuştepe, widok z twierdzy

Twierdza w Çavuştepe

Twierdza w Çavuştepe

Twierdza w Çavuştepe składa się z dwóch kompleksów fortyfikacyjnych – niższej i wyższej twierdzy. My kierujemy się do tej niższej, choć także i do niej nie dajemy rady dojechać samochodem – droga prowadząca stromo pod górę zasypana jest zamrożonym śniegiem (luty), więc pod górę idziemy na piechotę, zostawiając samochód u podnóża góry. Nagrodą za wspinaczkę są zachwycające widoki na okolicę. Stopień zachowania samej twierdzy nie budzi zachwytu, ale warto się tu zatrzymać choć na chwilę. A Çavuştepe leży po dordze do często odwiedzanej twierdzy Hoşap, do której i my zmierzamy.

Twierdza w Hoşap leży mniej więcej 30 km na południowy-wschód od Van. Ten kurdyjski zamek, wyglądający na nie do zdobycia, wybudowany został przez lokalnego władcę w 1643 r. na stromej skale. Tu również nie da się w zimie dojechać pod samą bramę zamku, choć droga istnieje – mocno zasypana śniegiem nie nadaje się do przejazdu. A zasypana była tak mocno, że aby dojść do zamku, momentami trzeba było iść niemal po kolana w śniegu. A na koniec i tak okazało się, że zamek… jest zamknięty, wobec czego pozostało nam fotografowanie go jedynie z zewnątrz.

Nazwa zamku i wioski obok pochodzi od nazwy niewielkiej rzeczki, przepływającej przez nią – Hoşap w języku kurdyjskim oznacza „piękną wodę”. Zamek posiadał ponoć 360 pokoi, hamam (łaźnię), meczet, harem oraz więzienie. Legenda mówi, że pierwszy właściciel obciął ręce architektowi zamku, by ten już nigdy podobnego nie wybudował. O dalszej historii zamku wiadomo niewiele, poza tym, że ostatniego jego właściciela wydalono, po czym do końcówki XIX w. służyła twierdza jako siedziba dla wojska.

Dojeżdżamy do zamku Hoşap (widoczny w tle)

Dojeżdżamy do zamku Hoşap (widoczny w tle)

Zamek Hoşap

Zamek Hoşap

Zamek Hoşap

Zamek Hoşap

Zamek Hoşap

Zamek Hoşap

Hoşap, elementy fortyfikacji na sąsiednich wzgórzach

Hoşap, elementy fortyfikacji na sąsiednich wzgórzach

Hoşap, elementy fortyfikacji na sąsiednich wzgórzach

Hoşap, elementy fortyfikacji na sąsiednich wzgórzach

Hoşap, elementy fortyfikacji na sąsiednich wzgórzach

Hoşap, elementy fortyfikacji na sąsiednich wzgórzach

Na tym kończymy zwiedzanie okolic Van, ograniczenia czasowe (samolot do Stambułu) każą nam wracać do Van, gdzie na lotnisku oddamy samochód do wypożyczalni i odlecimy z południowo-wschodniej Turcji. To była naprawdę udana turystycznie podróż, chyba wszystkie zaplanowane elementy trasy udało się nam zrealizować. Na deser pozostał nam jeszcze nocleg w azjatyckiej części Stambułu. W Stambule czekała nas bowiem nocna przesiadka lotnicza.

Pełna galeria zdjęć z jeziora Van i okolic znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Turcja (Kurdystan) 2014

Do Turcji lecieliśmy liniami Pegasus

Lutowa wyprawa do tureckiego Kurdystanu była naszą pierwszą objazdową podróżą realizowaną bez samochodu. Czas na małe podsumowanie organizacji logistycznej - transportu, noclegów i wszystkiego, co musieliśmy ogarnąć w czasie pobytu w południowo-wschodniej Turcji.

Berlin, East Side Gallery

W Berlinie kończyła się nasza tegoroczna podróż po południowo-wschodniej Turcji, a że mieliśmy sporo czasu do autobusu wiozącego nas do domu, zaplanowaliśmy zwiedzanie kolejnej atrakcji stolicy Niemiec - East Side Gallery.

Stambuł, meczet Şemsi Paşa Camii

Üsküdar, jedna z większych i najbardziej zaludnionych dzielnic Stambułu, gościł nas przez ułamek dnia podczas drogi powrotnej z podróży po południowo-wschodniej Turcji. Czasu wystarczyło na zwiedzenie kilku znaczących meczetów azjatyckiej części tej wielkiej aglomeracji.

 

 

Sanliurfa, miasto proroków

Miasto – cel pielgrzymek wyznawców islamu, wg tradycji silnie związane z życiem dwóch ważnych islamskich proroków – Abrahama i Hioba. Wg legend pierwsze miasto, założone po biblijnym potopie. Historia bogata, jak nigdzie indziej. Panie i panowie: Urfa.

Turcja południowo-wschodnia, dzień 4 (poprzedni wpis: Gaziantep, pistacjowa stolica Turcji). Nieco ponad 600-tysięczna Urfa to kolejny etap naszej podróży – przyjechaliśmy tu jak zwykle rejsowym autobusem z Gaziantepu. Przyjechaliśmy na tyle wcześnie, żeby po zameldowaniu się w hotelu, zdążyć jeszcze zobaczyć w wieczornej scenerii najważniejsze miejsca w mieście: Gölbasi Parki i znajdujące się w nim jezioro ze świętymi karpiami, Balıklı Göl.

Ale najpierw słów kilka o historii miasta, potocznie znanego jako Urfa (przedrostek „Sanli” miasto otrzymało dopiero w 1984 r. w dowód zasług w trakcie wojny z lat 20-tych poprzedniego wieku, nieco zazdroszcząc innym miastom, w tym Antepowi, który otrzymał przedrostek „Gazi”. „Sanli” znaczy mniej więcej „chwalebny, dostojny”).

Historia Urfy jest w dużej części budowana na legendach i często przyjętych za pewnik tradycjach. Pierwszą z nich jest ta, mówiąca o Urfie (w starożytności pod nazwą Edessa) jako pierwszym mieście, założonym po biblijnym potopie. Na pewno miasto ma bardzo długą historię, o czym mogą świadczyć chociażby odkrywane w okolicach Urfy pozostałości, np. oddalone o kilkanaście kilometrów Göbekli Tepe, miejsce kultu datowane na 10 tys. lat p.n.e. O nim będzie w osobnym wpisie.

Sanliurfa, park Gölbasi Parki

Sanliurfa, park Gölbasi Parki

Sanliurfa, park Gölbasi Parki

Sanliurfa, park Gölbasi Parki

Sanliurfa, jezioro Balıklı Göl nocą

Sanliurfa, jezioro Balıklı Göl nocą

Sanliurfa, jezioro Aynzeliha Göl nocą

Sanliurfa, jezioro Aynzeliha Göl nocą

Kolejna legenda, pieczołowicie zresztą wśród mieszkańców Urfy podtrzymywana, głosi, że tutaj właśnie urodził się prorok Abraham (żył ok. 2.000 lat p.n.e.). Choć historycznie chodzi o Ur, co może też wskazywać na miejscowość w dzisiejszym Iraku (dokładnie nie jest znane i udowodnione miejsce narodzin Abrahama), to Turcy utrzymują związek z Urfą, a na terenie miasta jest kilka miejsc, nawiązujących do życia i legend na temat Abrahama. Kolejna legenda głosi, że w Urfie urodził się inny islamski prorok – Hiob (znany też z Biblii).

Jest jeszcze jedna legenda, już nie tak często powtarzana u nas, a silnie związana z miastem Urfą (a właściwie Edessą). Legenda ta mówi, o chorym na trąd władcy Edessy, żyjącym w czasach Chrystusa. On to wysłał swojego służącego do Chrystusa, przebywającego wówczas w Judei, by poprosić go o przybycie do Edessy i uzdrowienie – a w razie niemożności przybycia, o odciśnięcie swojego wizerunku na chuście. Wizerunek ten miałby pomóc w uzdrowieniu władcy (był nim Abgar V).

Jezus nie mógł przybyć do miasta, spełnił natomiast życzenie Abgara i przekazał mu odciśnięty na połaci materiału odcisk własnej twarzy. Odcisk ten (rzeczywiście wg legendy uzdrowił Abgara) przechowywany był przez wieki w Edessie, chroniąc miasto przed najazdami. Gdy w połowie X w. pod murami miasta stanęły wojska Bizancjum, władcy oddali relikwię w zamian za odstąpienie od oblężenia. „Mandylion” (tak nazwano odcisk) został przetransportowany z wielkimi honorami do Konstantynopola (dzisiejszy Stambuł), a rocznica jego dostarczenia do miasta jest obchodzona w kościele wschodnim jako święto Boskiego Oblicza (16 sierpnia).

Sanliurfa, przed jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, przed jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, meczet Rizvaniye Camii nad jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, meczet Rizvaniye Camii nad jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, medresa Halil-ur Rahman nad jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, medresa Halil-ur Rahman nad jeziorem Balıklı Göl

Odcisk zaginął po zdobyciu Konstantynopola przez krzyżowców w 1204 r. i do dziś nie można ustalić, co się z nim stało. Wg różnych teorii, znajduje się on dziś w kościele św.Bartłomieja w Genui lub prywatnych zbiorach papieskich w Watykanie. Inna mówi, że powszechnie znany „całun Turyński” jest właśnie poszukiwanym mandylionem. Inna mówi, że do rewolucji francuskiej mandylion znajdował się w Paryżu. Zadna teoria nie została udowodniona.

Nazwa Edessa utrwaliła się w III w. p.n.e., kiedy to sprowadzili się tu, do wcześniej istniejącego starożytnego miasta, żołnierze pochodzący z Macedonii. Zmienili oni nazwę miastu właśnie na Edessa na cześć ówczesnej macedońskiej stolicy. W 244 r. Edessa weszła w skład Imperium Rzymskiego. Ale już wcześniej dotarło tu chrześcijaństwo, Edessa była po Antiochii kolejnym ośrodkiem, gdzie chrześcijaństwo przyjęło się bardzo wcześnie. Już w 204 r. król Edessy przyjął chrześcijaństwo, późniejsza władza Rzymian sprowadziła jednak na chrześcijan falę prześladowań.

Islam pojawił się w Edessie w VII w., gdy miasto zdobyte zostało przez Arabów, którzy panowali tu aż do czasu, gdy stracili panowanie na rzecz krzyżowców (XI w.), którzy na niespełna 50 lat stworzyli tu własne hrabstwo. Potem nadeszli jednak Turkowie, których różne odłamy rządziły regionem (najpierw jednak zrównując miasto z ziemią) aż do XVII w., kiedy to Edessa weszła w skład Imperium Osmańskiego.

Sanliurfa, meczet Halil-ur Rahman Camii (miejsce upadku Abrahama jest wewnątrz) nad jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, meczet Halil-ur Rahman Camii (miejsce upadku Abrahama jest wewnątrz) nad jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, miejsce upadku Abrahama (po lewej) wewnątrz meczetu Halil-ur Rahman Camii nad jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, miejsce upadku Abrahama (po lewej) wewnątrz meczetu Halil-ur Rahman Camii nad jeziorem Balıklı Göl

Sanliurfa, jezioro Balıklı Göl

Sanliurfa, jezioro Balıklı Göl

Sanliurfa, jezioro Aynzeliha Göl

Sanliurfa, jezioro Aynzeliha Göl

Sanliurfa, restauracje w parku Gölbasi Parki

Sanliurfa, restauracje w parku Gölbasi Parki

Władza Osmanów zakończyła się ich upadkiem, ale wcześniej zdążyli oni przeprowadzić wielki czystki etniczne, głównie na Ormianach, którzy byli większością na terenie dzisiejszej Urfy. W wyniku prześladowań na przełomie XIX / XX w. dużą część Ormian wymordowano, a reszta uciekła. Dziś Ormian praktycznie w Urfie nie ma. Są za to Turkowie i Kurdowie.

Dzienne zwiedzanie Sanliurfy zaczynamy od żelaznego punktu – Gölbasi Parki, pięknego i zadbanego zielonego parku, zawierającego kompleks meczetów oraz zbiorników wodnych, powiązanych ze sobą wielką legendą proroka Abrahama. Miejsce to jest przedmiotem kultu dla wyznawców islamu, miejscem pielgrzymek i modlitw. Najważniejszym obiektem w parku jest oczywiście Balıklı Göl – jezioro (a może staw) ze „świętymi” karpiami. Wiąże się z nimi kolejna legenda.

Abraham (przeżył 175 lat) został za walkę z kultem miejscowych bożków, skazany przez króla Nimroda na spalenie na stosie. Gdy Abraham został zrzucony do ognia, Allah (w wersji chrześcijańskiej Jahwe) zamienił ogień w wodę, a rozżarzone drewno w ryby. Miejsce, w którym Abraham spadł do wody jest dziś oznaczone fontanną, której woda uznawana jest za świętą i leczniczą, a karpie w jeziorze zyskały status świętych i nietykalnych. Ich zjedzenie grozi podobno ślepotą. Na pewno zaś przyzwyczaiły się do swego statusu gwiazd, dokarmianych przez masy turystów – karpie już na widok człowieka stojącego na brzegu, kłębią się koło niego, oczekując na pokarm. Pokarm zresztą można kupić nad brzegiem stawu.

Jezioro Balıklı Göl otoczone jest przez szereg budynków o charakterze historycznym i religijnym, wśród których zdecydowanie wyróżnia się meczet Rizvaniye Camii, wybudowany przez Ridvana Ahmeta Pashę w 1736 r. Do meczetowego kompleksu należy także budynek medresy (islamskiej szkoły).

Sanliurfa, twierdza górująca nad miastem

Sanliurfa, twierdza górująca nad miastem

Sanliurfa, twierdza górująca nad miastem

Sanliurfa, twierdza górująca nad miastem

Sanliurfa, twierdza górująca nad miastem

Sanliurfa, twierdza górująca nad miastem

Sanliurfa, panorama miasta widziana z twierdzy, na pierwszym planie meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, panorama miasta widziana z twierdzy, na pierwszym planie meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, panorama miasta widziana z twierdzy

Sanliurfa, panorama miasta widziana z twierdzy

Po tej samej stronie jeziora, ale na samym jego końcu (patrząc od wejścia do parku od strony miasta), stoi niepozorny budynek medresy, także stanowiącej całość z meczetem, stojącym obok – meczetem Halil-ur Rahman Camii, zbudowanym pierwotnie jako kościół katolicki pod wezwaniem Maryi Dziewicy w 504 r. n.e. Został on przekształcony w meczet i medresę na początku IX w. Meczet jest słynny z tego, iż wewnątrz niego znajduje się miejsce, gdzie spadł do jeziora Abraham.

Obok meczetu znajdują się dwa grobowce, w których spoczywają wybitni mieszkańcy Urfy w przeszłości, zapamiętani dzięki swym intelektualnym dokonaniom, instruktorzy sąsiedniego meczetu i medresy Halil-ur Rahman: Shazeli Ali Dede (XVII w.) i Buluntu Hadji Abdurrahman (XVIII w.).

Nieco w głębi parku Gölbasi Parki, tuż przy wzgórzu, na którym stoi górująca nad parkiem twierdza w Urfie, stoi kolejnym meczet, Mevlid-i Halil Camii, którego nazwa pochodzi od nazwy jaskini, przy której go wybudowano (o niej za moment). Pierwotnie stała tu pogańska świątynia, przekształcona potem w synagogę, a w końcu w kościół chrześcijański. Dopiero w 1253 r. świątynia przekształcona została w meczet. Wracając do jaskini – to w zasadzie jest najważniejsza część kompleksu meczetu Mevlid-i Halil Camii – wg legendy to w niej narodzić się miał prorok Abraham.

W legendy o narodzinach Abrahama, gdy król Nimrod dowiedział się, że ma narodzić się człowiek, który zniszczy i zakończy jego dynastię, nakazał on zabić wszystkie noworodki płci męskiej, narodzone tego roku. Brzmi znajomo ? No właśnie. Kończąc, matka Abrahama ukryła się w jaskini, gdzie urodziła syna. Po jego narodzinach, codziennie przychodziła do jaskini, by go karmić. Dziś jaskinia jest atrakcją turystyczną, do której wstępu obowiązują zasady podobne do wstępu do meczetu (zdejmujemy buty, kobiety zakładają chusty na głowy itp.). Wstęp jest bezpłatny, ale do jaskini prowadzą dwa wejścia: osobno dla mężczyzn i kobiet.

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, meczet Mevlid-i Halil Camii

Sanliurfa, jaskinia Mevlid-i Halil, w której podobno narodził się Abraham

Sanliurfa, jaskinia Mevlid-i Halil, w której podobno narodził się Abraham

Ostatnim zwiedzanym przez nas meczetem w kompleksie parkowym był Sultan Hasan Camii, wybudowany, jak nazwa wskazuje, przez sułtana Uzun-Hasana w I poł. XV wieku. Ciekawostką jest przepływająca przez dziedziniec meczetu woda, doprowadzona z jeziora Balıklı Göl.

W parku Gölbasi Parki znajduje się jeszcze drugie święte jezioro – Aynzeliha Göl. Z nim także wiąże się legenda. Zeliha była córką króla Nimroda, która widziała cud przemiany ognia w wody jeziora podczas egzekucji Abrahama, dała się namówić Abrahamowi na porzucenie pogańskich praktyk ojca. Wściekły ojciec wrzucił córkę do wielkiego ognia, patrząc na jej śmierć do końca. Legenda mówi, że w miejscu w którym Zeliha zginęła, z jej łez powstało jezioro, dziś zwane jej imieniem. Tak jak w jeziorze Balıklı Göl, tak i tu pływają ryby, czczone jako święte i nietykalne.

Nad całym parkiem, ale i miastem, góruje niepodzielnie twierdza w Urfie, która pierwotnie została wybudowana na wzgórzu już w czasach neolitu, ok.10.000 r. p.n.e. W miejskim muzeum znajduje się statua, znaleziona tuż obok twierdzy, datowana właśnie na ten okres. Do twierdzy dojść można wchodząc na górę po schodach, do których wejście znajduje się przy restauracjach obok jeziora Aynzeliha Göl. Na samej górze znajduje się kasa, w której należy uiścić opłatę za wstęp (3 TL od osoby).

Sanliurfa, kryty bazar (Bedesten)

Sanliurfa, kryty bazar (Bedesten)

Sanliurfa, kryty bazar (Bedesten)

Sanliurfa, kryty bazar (Bedesten)

Sanliurfa, kryty bazar (Bedesten)

Sanliurfa, kryty bazar (Bedesten)

Sanliurfa, uliczny czyściciel butów

Sanliurfa, uliczny czyściciel butów

Na twierdzę warto wdrapać się choćby dla niesamowitego widoku na miasto Sanliurfa, jaki roztacza się z góry. Jedynym elementem wartym uwagi na górze są dwie wysokie kolumny z korynckimi głowicami, pochodzące z 242 r. n.e. Ostateczna wersja twierdzy powstała na początku IX w., kiedy to mury otoczono głębokim rowem z trzech stron (z czwartej dostępu bronią wysokie skały). Odnaleziono także ukryty tunel, prowadzący z twierdzy do jeziora Aynzeliha Göl.

Wychodząc z terenu parku Gölbasi Parki, nie sposób nie wejść na teren historycznego bazaru w Sanliurfie. Jego budynek wybudowany został w 1566 r. i do dziś służy jako bazar, zresztą jeden z bardziej klimatycznych, jakie mieliśmy okazję odwiedzić w Turcji. Znajdziemy tu tematyczne uliczki z biżuterią, tkaninami, tytoniem i innymi specjałami.

A w drodze do hotelu mieliśmy okazję odwiedzić jeszcze kilka innych historycznych meczetów w centrum miasta:

  • Ulu Camii, wybudowany w 1170 r. na miejscu poprzednio tu istniejącego chrześcijańskiego kościoła, zwanego „Czerwonym” ze względu na kolor użytego do budowy materiału;
  • Hüseyin Paşa Camii, mały meczet stojący przy uliczce Sarayönü Caddesi, prowadzącej do bazarów i parku Gölbasi Parki, wybudowany w 1849 r.;
  • Yusuf Paşa Camii, wybudowany przez Yusufa Pashę, gubernatora Urfy w 1703 r.;

Obok tego pierwszego meczetu (Ulu Camii) stoi jeszcze jedna budowla warta uwagi turysty – wieża zegarowa, a w zasadzie kościelna dzwonnica (pozostałość po kościele z czasów krzyżowców, istniejącym tu kiedyś) z dobudowanym zegarem. Nikt nie wie, kiedy ów zegar dobudowano, a same zegary dziś nie pracują.

Sanliurfa, meczet Yusuf Paşa Camii

Sanliurfa, meczet Yusuf Paşa Camii

Sanliurfa, meczet Yusuf Paşa Camii

Sanliurfa, meczet Yusuf Paşa Camii

Sanliurfa, dziedziniec meczetu Ulu Camii

Sanliurfa, dziedziniec meczetu Ulu Camii

Sanliurfa, wieczorna uczta w hotelu

Sanliurfa, wieczorna uczta w hotelu

Sanliurfa, wieczorna uczta w hotelu

Sanliurfa, wieczorna uczta w hotelu

To wszystko, co zdołaliśmy zobaczyć w Sanliurfie w ciągu jednego południa. Swój rajd zaczęliśmy już po godzinie 7:00 rano, bo w planach mieliśmy jeszcze zwiedzanie atrakcji dookoła miasta. Już mniej więcej w południe zjawiliśmy się w wypożyczalni Avis w Sanliurfie, gdzie od dawna mieliśmy zarezerwowany przez internet samochód. Plan zakładał zobaczenie dwóch ciekawych miejsc w okolicach miasta, pierwszym z nich było wspomniane już wyżej stanowisko archeologiczne, Göbekli Tepe.

Pełna galeria zdjęć z Sanliurfy znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Turcja (Kurdystan) 2014

Do Turcji lecieliśmy liniami Pegasus

Lutowa wyprawa do tureckiego Kurdystanu była naszą pierwszą objazdową podróżą realizowaną bez samochodu. Czas na małe podsumowanie organizacji logistycznej - transportu, noclegów i wszystkiego, co musieliśmy ogarnąć w czasie pobytu w południowo-wschodniej Turcji.

Berlin, East Side Gallery

W Berlinie kończyła się nasza tegoroczna podróż po południowo-wschodniej Turcji, a że mieliśmy sporo czasu do autobusu wiozącego nas do domu, zaplanowaliśmy zwiedzanie kolejnej atrakcji stolicy Niemiec - East Side Gallery.

Stambuł, meczet Şemsi Paşa Camii

Üsküdar, jedna z większych i najbardziej zaludnionych dzielnic Stambułu, gościł nas przez ułamek dnia podczas drogi powrotnej z podróży po południowo-wschodniej Turcji. Czasu wystarczyło na zwiedzenie kilku znaczących meczetów azjatyckiej części tej wielkiej aglomeracji.

 

Joanina, grecka stolica Ali Paszy z Tepeleny

Joannina, Joanina lub Janina – tyle polskich nazw ma to 100-tysięczne greckie miasto. Ale co się dziwić, skoro w samym greckim też ma dwie nazwy: Ioannina lub Jannena (to drugie powszechnie dziś używane). Po raz pierwszy jesteśmy w Grecji, ale nadal podążamy śladami albańskiego Ali Paszy z Tepeleny.

Tour de Europe 2013, dzień 7 (poprzedni wpis z trasy: Butrint, albańska perełka archeologiczna). Albański watażka z przełomu XVIII i XIX wieku, Ali Pasza z Tepeleny, przewinął się nam już w podróży podczas zwiedzania Tepeleny i Butrintu. W Grecji, w drodze do Salonik, w których mamy kolejny nocleg, trafiamy do Joaniny, niegdysiejszej stolicy albańskiego Paszy.

Od granicy albańskiej w Konispolu Joanina oddalona jest o trochę ponad 110 km, mniej więcej półtorej godziny jazdy samochodem, w dużej części wygodną autostradą Egnatia Odos, przecinającą całą Grecję w poprzek. Miasto w tym miejscu po raz pierwszy pojawia się w dokumentach w VI wieku (wybudowane przez bizantyjskiego cesarza Justiniana I), ale pod nazwą Ioannina występuje w nich w 879 r. Od 1431 r. na długie wieki popadła we władanie tureckie, w granicach Grecji od 1913 r. Ale szczyt potęgi osiągnęła Joanina właśnie w okresie, gdy była stolicą Ali Paszy z Tepeleny, tworzącego autonomiczny obszar w ramach Imperium Ottomańskiego.

Joanina, w oddali wieża zamku

Joanina, w oddali wieża zamku

Joanina, mury zamkowe

Joanina, mury zamkowe

Joanina, Muzeum Bizantyjskie

Joanina, Muzeum Bizantyjskie

Joanina, Muzeum Bizantyjskie

Joanina, Muzeum Bizantyjskie

Jeśli ktoś czytał nasz wpis z albańskiej Tepeleny wie, że Ali Pasza osiągnął tak duży stopień niezależności od cesarza, że ten wysłał swoje wojska, by utemperować lennika. Wojska te zostały wysłane właśnie do Joaniny, która była stolicą Ali Paszy i w której Ali Pasza stacjonował. Po dłuższym oblężeniu miasta, Ali Pasza zgodził się na rozmowy z cesarzem, zamiast tego został jednak pojmany, wywieziony na wyspę Nisi na jeziorze Pamvotis (nad którym leży miasto Joanina, też ma dwie nazwy, druga to Pamvotida), tam uwięziony, a następnie zabity. Głowę Ali Paszy wysłano cesarzowi do Konstantynopola. Ali Pasza i jego rodzina pochowani zostali na terenie twierdzy w Joaninie, gdzie spoczywają do dziś dnia.

Głównym naszym celem był zamek w Joaninie, wybudowany pierwotnie za czasów bizantyjskich, ale gruntownie rozbudowany przez Ali Paszę właśnie. Zamek otoczony został murami o łącznej długości 2 km i wysokości do 10 metrów. Otoczyły one obszar o powierzchni 200 akrów. Zamek został wybudowany na cyplu głęboko wrzynającym się z trzech stron w jezioro Pamvotis, od lądu dodatkowo oddzielała go fosa. Dziś w zasadzie teren dawnego zamku można wewnątrz podzielić na dwie części: północną z meczetem Alego Paszy (obecnie muzeum miejskie) oraz południową z twierdzą zwaną Its-Kale i kompleksem starego miasta.

Joanina, meczet Fethiye Camii, przed nim grobowiec Ali Paszy

Joanina, meczet Fethiye Camii, przed nim grobowiec Ali Paszy

Joanina, ruiny pałacu Ali Paszy i bizantyjskiej wieży obronnej

Joanina, ruiny pałacu Ali Paszy i bizantyjskiej wieży obronnej

Joanina, ruiny pałacu Ali Paszy

Joanina, ruiny pałacu Ali Paszy

Zwiedzanie Joaniny rozpoczynamy od… poznania kelnerki z tawerny To Manteio, sąsiadującej z główną, zabytkową zamkową bramą. To jedna z najmilej wspominanych znajomości z tegorocznych wakacji. Dziewczyna ta, na widok nas, parkujących w płatnej strefie parkowania przed jej restauracją, najpierw zrobiła za informację turystyczną, a potem zaoferowała swoją pomoc przy… unikaniu płatności za parkowanie (nawiasem opłaty były wręcz symboliczne). Usłyszeliśmy: „wy idźcie, zwiedzać, a jakby co, ja powiem strażnikom miejskim, że to mój samochód”. Nie chcieliśmy się zastanawiać, jak grecka kelnerka wytłumaczy się z posiadania samochodu na… polskich rejestracjach, ale brzmiała na tyle wiarygodnie, że pozostawiliśmy nasze cztery koła z całym wakacyjnym dobytkiem na jej barkach.

Wchodzimy więc w główną bramę zamku w Joaninie, spacerując wąskimi uliczkami starego miasta. Docieramy do południowej cytadeli, wewnątrz której znajdują się główne atrakcje. Pierwszym znaczącym budynkiem jest Muzeum Bizantyjskie, wewnątrz którego znajdują się znaleziska z czasów ery bizantyjskiej w Joaninie: rzeźby, ikony, monety i inne. Wstęp do muzeum jest płatny, my nie próbowaliśmy do niego wejść.

Obok budynku muzeum stoi Fethiye Camii – meczet, wybudowany na początku XVII wieku, stojący na miejscu poprzednio stojącego tu drewnianego meczetu z 1430 r. Fethiye Camii został znacząco przebudowany przez Ali Paszę w 1795 r., wtedy przybrał teraźniejszą formę. Meczet ten jest o tyle znaczący dla historii, że to właśnie przed nim stoi dziś grobowiec samego Ali Paszy. To tu kończy się historia władcy, która przewijała się od kilku dni w czasie naszej podróży.

Joanina, ottomańskie łaźnie

Joanina, ottomańskie łaźnie

Joanina, ruiny ottomańskiej biblioteki

Joanina, ruiny ottomańskiej biblioteki

Otoczenie wokół meczetu i muzeum to „Seraglio” Ali Paszy. Tak zwano w czasach ottomańskich okazałe pałace, budowane przez każdego większego władcę. Ali Pasza też wybudował własne „Seraglio”, z którego do dziś pozostały ruiny. Ruiny kuchni pałacowej, budynku straży, magazynów amunicji, haremu itp. Zobaczyć tu też można jedyną pozostałość z czasów bizantyjskich – resztki jednej z czterech wież, wybudowanych prawdopodobnie w XI wieku, ochraniających miasto.

Wychodzimy z cytadeli południowej i znów uliczkami starej Joaniny idziemy w kierunku części północnej. Mijamy otoczone siatką i niedostępne dla zwiedzających ruiny łaźni i biblioteki z czasów ottomańskich.

Wkraczamy na teren północnej cytadeli, objętej dziś obszarem muzeum miejskiego w Joaninie. Najpierw trafiamy pomiędzy długie, niskie budynki muzułmańskiej szkoły – medresy. Nad medresą góruje kolejna atrakcja Joaniny – meczet Ali Paszy, wybudowany w 1618 r. na miejscu stojącego tu poprzednio monasteru św.Jana Chrzciciela. Został on zburzony przez Turków po stłumieniu jednego z buntów przeciwko ich władzy. Chrześcijanie zostali wtedy wypędzeni z miasta i zmuszeni do życia poza jego murami. Meczet funkcjonował do 1924 r. (pomimo wchłonięcia Joaniny przez Grecję w 1913 r.), kiedy to Grecja podpisała z Turcją układ o wzajemnej ludności – turecka ludność Joaniny została wysiedlona do Turcji. W 1933 r. opuszczony meczet został przekształcony w muzeum, a Grecy oszczędzili jego minaret, pomimo braku przydatności w działalności muzeum, co było wyjątkowe w skali całego kraju w tamtych czasach.

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Joanina, meczet Ali Paszy, obecnie muzeum miejskie

Wejście do miejskiego muzeum w meczecie Ali Paszy jest płatne (kosztuje 2 EUR). Warto wejść, by zobaczyć zachowane wnętrza meczetu. Sama wystawa, choć dość widowiskowa, nie jest zbyt cenna historycznie.

Wracamy do samochodu i strażnika w osobie dziewczyny z „To Manteio”. Słowo o samej tawernie „To Manteio” – to znany w Joaninie lokal, polecany m.in. przez biblię turystów – przewodniki Lonely Planet. Specjalizuje się ona w tradycyjnej kuchni greckiej, co też za chwilę wykorzystamy. W drodze powrotnej ustalamy rodzinnie, że aby podziękować za przypilnowanie samochodu, zjemy w „To Manteio” obiad. I tak też robimy.

Menu w „To Manteio” to same greckie potrawy – nic nam nie mówi. To w ogóle nie przeszkadza kelnerkom, które zapraszają nas… do kuchni, gdzie możemy zobaczyć każdą po kolei potrawę z karty, a dziewczyny cierpliwie tłumaczą, z czego potrawy się składają i jak są przyrządzane. Koniec końców wybieramy. Na stół wjeżdżają m.in. sałatka grecka (no jakże by inaczej w Grecji :)) i kokoreci, czyli podroby (wnętrzności) z owcy, podane z grilla. To drugie świetne, ale jak mówi nasza nowa znajoma, ciężkostrawne i z tego powodu nie polecane dzieciom. Obiad jemy w towarzystwie… kanarków, śpiewających w klatkach, wiszących nad naszymi głowami.

Joanina, mauzoleum Ali Paszy obok meczetu

Joanina, mauzoleum Ali Paszy obok meczetu

Joanina, mauzoleum Ali Paszy obok meczetu

Joanina, mauzoleum Ali Paszy obok meczetu

Wyjeżdżamy z miasta z planem wjechania samochodem na wyspę na jeziorze Pamvotis, znaną z monasterów (XI – XVII wiek) oraz muzeum Ali Paszy. To na tej właśnie wyspie był więziony i został zabity Ali Pasza z Tepeleny. Niestety tu nastąpił nieliczny z momentów naszego nieprzygotowania – widoczną w Google Maps na północy jeziora przystań uznaliśmy za przystanek łodzi wożących ludzi i samochody na wyspę, co okazało się w praktyce nieprawdą. Lodzie na wyspę wypływają z samego miasta Joanina, nam więc pozostało oglądanie wyspy z drugiego brzegu… Ograniczenia czasowe wykluczały powrót do Joaniny w celu dostania się na wyspę.

Wyjeżdżamy więc ostatecznie z Joaniny, wracając na Egnatia Odos, autostradę, która późnym wieczorem doprowadzi nad do Salonik, drugiego co do wielkości miasta Grecji (ponad 1 mln mieszkańców), w którym mieliśmy zaplanowany nocleg.

Joanina, wyspa na jeziorze Pamvotis widziana z drugiego brzegu (północnego)

Joanina, wyspa na jeziorze Pamvotis widziana z drugiego brzegu (północnego)

Grecja, autostrada Egnatia Odos

Grecja, autostrada Egnatia Odos

Grecja, autostrada Egnatia Odos

Grecja, autostrada Egnatia Odos

PS. Przej wjazdem do Joaniny chcieliśmy jeszcze zwiedzić ruiny starożytnej Dodony, słynnego starożytnego miasta, znanego z drugiej co do mocy wyroczni greckiej, miejsca kultu Zeusa, gdzie kapłani przewidywali przyszłość na podstawie szumu świętych dębów. Niestety, pomimo informacji z przewodników o godzinach otwarcia 8-19, Grecy wymyślili swoje własne – tylko do 15:30 (a w Grecji jest czas o godzinę do przodu, czyli wyjeżdżając z Albanii, trzeba zdążyć przed 14:30). Spóźniliśmy się pół godziny i po staropolsku… „pocałowaliśmy klamki”, czyli zastaliśmy obiekt zamknięty.

Pełna galeria zdjęć z greckiej Joaniny znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

Weekend majowy w Szwajcarii Kaszubskiej

Weekend majowy 2011 r. spędziliśmy na Kaszubach, a ściślej w obszarze Szwajcarii Kaszubskiej, w miejscowości Borkowo, nieopodal jeziora Głębokiego.

Borkowo to mała miejscowość na Kaszubach, położona nieco na wschód od Gdańska, pomiędzy Zukowem a Kartuzami. Sporą część zabudowań stanowią domki pod wynajem oraz ośrodki turystyczne, takie jak Czarny Kos, który był naszą bazą wypadową w trakcie całego weekendu majowego.

Borkowo położone jest nad malowniczym jeziorem Głębokim, dość sporym (56 ha) i miejscami dość głębokim (do 20 m). Ośrodek Czarny Kos, w którym mieszkaliśmy to zespół dużych domów, podzielonych na spore apartamenty, ogrodzony, z własnym parkingiem. Przy ośrodku znajduje się także kort tenisowy, niewielkie boisko do koszykówki, mały plac zabaw dla dzieci oraz recepcja połączona z restauracją i barem, ogrodzona fajnym ogrodem z urozmaiconym zadrzewieniem.

 

Borkowo, ośrodek Czarny Kos

Borkowo, ośrodek Czarny Kos

 

Borkowo, jezioro Głębokie

Borkowo, jezioro Głębokie

 

Pobyt w Borkowie był okazją nie tylko do dłuższych pieszych wędrówek po okolicy, ale też do zobaczenia kilku atrakcji w okolicy. Zdołaliśmy w ciągu tych kilku dni zobaczyć ujście Wisły wraz z rezerwatem Mewia Łacha, rezerwat Ptasi Raj czy Kamienne Kręgi w Węsiorach.

 

Borkowo, jezioro Głębokie

Borkowo, jezioro Głębokie

 

Borkowo, jezioro Głębokie

Borkowo, jezioro Głębokie

 

A w drodze powrotnej dodatkowo „zaliczyliśmy” zamek krzyżacki w Gniewie.

Pełna galeria zdjęć z weekendu majowego w Borkowie – na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Polska

img_4102

Momentami w czasie naszych podróży życie samo pisze scenariusze. Pojechaliśmy w Bieszczady pochodzić po górach, a zakończyło się na rajdzie szlakiem pięknych drewnianych cerkwi. I wcale nie żałujemy.

STIHL POZnań Ice Festival 2015

Pomimo, że już od 8 lat mieszkamy w Wielkopolsce, dopiero pierwszy raz udało się nam zobaczyć coroczny, odbywający się w Poznaniu Festiwal Rzeźby Lodowej, w tym roku pod nazwą STIHL POZnań Ice Festival.

Wolsztyn, parada parowozów 2014

Wreszcie się udało. Przymierzaliśmy się od kilku lat, ale jakoś termin długiego weekendu majowego nigdy nam nie pasował. A w tym roku zagrało - byliśmy na dorocznej paradzie parowozów w Wolsztynie.

 

0

Autor:

Kategorie: Polska, Rok 2011

Jezioro Dauby

Tygodniowy pobyt na Mazurach spędziliśmy w miejscowości Duba, malowniczo położonej nad jeziorem Dauby. Dzięki dostępowi do „środków transportu” typu kajak, sporo czasu spędziliśmy na wodzie tego, i sąsiednich jezior.

Jezioro Dauby to małe (linia brzegowa 4,5 km), płytkie (do 4 m) i stosunkowo, jak na Mazury, spokojne jeziorko, pomimo położenia na szlaku Kanału Iławskiego, łączącego kanał Elbląski z jeziorem Jeziorak, o długości ok.10 km.

Jezioro Dauby położone jest „u stóp” miejscowości Duba, w której mieliśmy bazę noclegową podczas całego pobytu na Mazurach. Kanał Iławski łączy się z jeziorem po przeciwległej do wsi, jego wschodniej części. Na południu jezioro połączone jest krótkim kanałem z Jeziorakiem, najdłuższym jeziorem w Polsce, szóstym co do powierzchni w kraju. Jeziorak jest miejscem akcji kolejnej (miejsce akcji innej znaleźliśmy w zamku w Karnitach) powieści Zbigniewa Nienackiego – „Nowe przygody Pana Samochodzika”.

 

Jezioro Dauby

Jezioro Dauby

 

Jezioro Dauby

Jezioro Dauby

 

Jezioro Dauby

Jezioro Dauby

 

 

Jezioro Jeziorak

Jezioro Jeziorak 

Podczas pobytu i wielu kajakowych wycieczek, mieliśmy możliwość obserwacji fauny i flory, otaczającej jeziora Dauby i Jeziorak. I tego dotyczą załączone zdjęcia.

Cała galeria fauny i flory jezior Dauby i Jeziorak – na naszym facebookowym profilu.

 

Inne wpisy z: Polska

img_4102

Momentami w czasie naszych podróży życie samo pisze scenariusze. Pojechaliśmy w Bieszczady pochodzić po górach, a zakończyło się na rajdzie szlakiem pięknych drewnianych cerkwi. I wcale nie żałujemy.

STIHL POZnań Ice Festival 2015

Pomimo, że już od 8 lat mieszkamy w Wielkopolsce, dopiero pierwszy raz udało się nam zobaczyć coroczny, odbywający się w Poznaniu Festiwal Rzeźby Lodowej, w tym roku pod nazwą STIHL POZnań Ice Festival.

Wolsztyn, parada parowozów 2014

Wreszcie się udało. Przymierzaliśmy się od kilku lat, ale jakoś termin długiego weekendu majowego nigdy nam nie pasował. A w tym roku zagrało - byliśmy na dorocznej paradzie parowozów w Wolsztynie.

 

Inne wpisy z: Mazury (2010)

Zamek w Golubiu-Dobrzyniu, turniej rycerski

Krzyżacki zamek, stojący po golubskiej stronie rzeki Drwęcy i połączonego miasta Golub-Dobrzyń, jest legendą rekonstrukcji walk rycerskich w Polsce. W drodze powrotnej z tygodniowych wakacji na Mazurach, trafiliśmy właśnie na jeden z odgrywanych tu często turniejów rycerskich.

IMG_3453

Zdecydowanie najciekawszą turystyczną atrakcją naszych tygodniowych wakacji na Mazurach była wycieczka szlakiem pochylni i śluz Kanału Elbląskiego - unikalnego... więcej

IMG_2713

Tygodniowy pobyt na Mazurach spędziliśmy w miejscowości Duba, malowniczo położonej nad jeziorem Dauby. Dzięki dostępowi do "środków transportu" typu kajak,... więcej

 

0

Autor:

Kategorie: Mazury, Polska, Rok 2010, Wakacje 2010 cz.1

Zakopane, Morskie Oko

Największe tatrzańskie jezioro, a jednocześnie mieniące się sławą tego najpiękniejszego. Malowniczo otoczone wysokimi szczytami Tatr, tuż przy granicy ze Słowacją – jednym słowem : Morskie Oko.

Morskie Oko, największe jezioro w Tatrach, położone jest na wysokości 1395 m n.p.m.. Obwód niewiele ponad 2,5 km pozwala na jego obejście w mniej więcej 50 minut. Jezioro położone jest w malowniczej dolinie i otoczone najwyższymi tatrzańskimi szczytami.

Droga na Morskie Oko

Droga na Morskie Oko

Największa część ruchu turystycznego, kierującego się w kierunku Morskiego Oka, przybywa od strony Palenicy Białczańskiej, gdzie znajdują się spore parkingi i skąd dalsza wędrówka odbywa się wyłącznie pieszo lub wozami konnymi (latem) albo saniami (zimą). Sam dojazd do Palenicy wymaga lekkiego przygotowania „merytorycznego” :) Możliwy jest bowiem na dwa sposoby: własnym samochodem lub transportem publicznym (busem). Z pozoru łatwiejsza opcja (własny samochód) w sezonie letnim bardzo często kończy się sporym rozczarowaniem, gdyż na dojeździe do parkingu w Palenicy tworzą się potężne, kilkukilometrowe nawet korki, co znacząco wydłuża podróż. Parkingi w szczycie sezonu wypełniają się podobno już w godzinach porannych (9-10), co oznacza, że każdy następny samochód utyka na drodze dojazdowej i musi tam szukać miejsc. Poza sezonem zaś nie ma problemu – będąc teraz (na feriach zimowych) około godziny 10-tej, zastaliśmy w Palenicy praktycznie pusty parking.

Droga na Morskie Oko

Droga na Morskie Oko

My wybraliśmy opcję drugą, czyli transport busem. Ze względu na to, iż zakopiański PKS nie obsługuje już podobno w ogóle lokalnych tras, do Palenicy udać się możemy wyłącznie busem prywatnym, których całe zastępy odjeżdżają z przystanków przy zakopiańskim dworcu PKS. Jeżdżą na tyle często, że nie da się zmarznąć w oczekiwaniu, ale niestety nie istnieje nic takiego, jak rozkład jazdy. Nie da się więc np. dzień wcześniej zaplanować dokładnie godziny podróży (co usiłowaliśmy sami zrobić). Bus po prostu podjeżdża na przystanek po powrocie z poprzedniego kursu i stoi na nim, aż kierowca uzna jego zapełnienie na zadowalające (czyt. opłacalne). W sezonie letnim podobno trwa to moment i busy wręcz notorycznie jeżdżą przepełnione, ale w zimie siedzieliśmy w busie (trzeba przyznać: na włączonym silniku i z ogrzewaniem) ok.10 minut, zanim bus, z około 10 osobami na pokładzie, ruszył w trasę.

Droga do Morskiego Oka

Droga do Morskiego Oka

Sama trasa do Palenicy to ok.25 km i mniej więcej 45 minut (mowa o bardzo mroźnej zimie i oblodzonej, krętej drodze) jazdy do wspomnianego wcześniej parkingu i koszt 10 zł od osoby. Tu jest „wysiadka”, wizyta na bramce wejściowej (wejście na zamkniętą dla ruchu samochodowego drogę do Morskiego Oka to koszt 4 zł od osoby dorosłej) i znów wybór: pieszo lub saniami. Kosztu sań nie znamy, bo z góry zakładaliśmy pieszą wędrówkę i nie traciliśmy czasu na negocjacje z fiakrami, dość licznie okupującymi wejście na szlak.

Słowo o szlaku. Droga podobno jest asfaltowa – my nie byliśmy w stanie stwierdzić obecności asfaltu ze względu na potężną warstwę śniegu (trafiliśmy w Zakopanem na naprawdę prawdziwą zimę). Na pewno zaś jest zamknięta dla ruchu publicznego (mijały nas wyłącznie samochody ze schroniska nad Morskim Okiem i TPN-u). Cały szlak ma długość 8,5 km i prawie na całej długości w stronę jeziora jest pod górę (430 m przewyższenia). Jest końcową częścią tzw. Drogi Oswalda Balzera, wybudowanej w 1902 roku.

Po drodze (ok. 40 minut) mijamy Wodogrzmoty Mickiewicza, zespół wodnych kaskad na potoku górskim, nazwane imieniem wieszcza w 1891 roku, na pamiątkę sprowadzenia jego prochów na Wawel.

Szlak jest nieco jednostajny, może za wyjątkiem odcinka powyżej „Wanty”, który pokonać można bardziej stromymi skrótami, zamiast poruszać się drogą w kształcie serpentyny. Po mniej więcej 6 km (normalnym krokiem – 2 godziny) docieramy do polany Włosienica, gdzie swój końcowy „przystanek” mają fiakrzy – dalej (pełne 2 km) już można wyłącznie pieszo. Kiedyś na Włosienicy docierały kursowe autobusy PKS, dziś obszerne miejsce parkingowe stoi (przynajmniej w zimie) puste. Mijamy przydrożny bar i dalej, już nieco mniej stromo, „toczymy” się do Morskiego Oka.

 

Wodogrzmoty Mickiewicza

Wodogrzmoty Mickiewicza

 

Co istotne – całe ostatnie 2 kilometry oznaczone są jako teren zagrożony lawinami. Ale są za to najbardziej „widokowym” etapem pieszej wędrówki, nie brakuje malowniczych szczytów, żlebów czy maleńkich jeziorek („małe Morskie Oko”).

Mijając stare schronisko (nadal pełniące tę funkcję), zwane dziś „wozownią”, docieramy do „nowego schroniska” („nowe” jest umownie – wybudowano go w 1907 roku), położonego nad samym brzegiem jeziora na wysokości 1410 m n.p.m. Bardzo klimatyczne miejsce, rewelacyjne zimą, ze świetnymi widokami – dobre miejsce wypadowe na okoliczne szlaki. A jednocześnie zbawienne dla turystów, takich jak my, spragnionych czegokolwiek ciepłego po 2,5 godzinnym „spacerku” na górę, przy temperaturze oscylującej w okolicach -10 stopni.

Panorama Morskiego Oka

Panorama Morskiego Oka

 

Samo Morskie Oko zastaliśmy oczywiście zamarznięte (zamarza standardowo w listopadzie by odmarznąć w maju) na tyle, że można było po nim chodzić. Pogoda nie pozwoliła także zbytnio na podziwianie widoków (ograniczona widoczność), a wysoki „poziom” śniegu uniemożliwił obejście jeziora (chętni po kilkudziesięciu metrach wpadali w zaspy po pas). Ale naszym celem była piesza zimowa wycieczka, więc ograniczenia widokowe niespecjalnie nas zmartwiły. Resztę zobaczycie na zdjęciach.

 

Stare schronisko (wozownia) nad Morskim Okiem

Stare schronisko (wozownia) nad Morskim Okiem

 

Schronisko nad Morskim Okiem

Schronisko nad Morskim Okiem

 

Pełna galeria zdjęć z Morskiego Oka – na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Polska

img_4102

Momentami w czasie naszych podróży życie samo pisze scenariusze. Pojechaliśmy w Bieszczady pochodzić po górach, a zakończyło się na rajdzie szlakiem pięknych drewnianych cerkwi. I wcale nie żałujemy.

STIHL POZnań Ice Festival 2015

Pomimo, że już od 8 lat mieszkamy w Wielkopolsce, dopiero pierwszy raz udało się nam zobaczyć coroczny, odbywający się w Poznaniu Festiwal Rzeźby Lodowej, w tym roku pod nazwą STIHL POZnań Ice Festival.

Wolsztyn, parada parowozów 2014

Wreszcie się udało. Przymierzaliśmy się od kilku lat, ale jakoś termin długiego weekendu majowego nigdy nam nie pasował. A w tym roku zagrało - byliśmy na dorocznej paradzie parowozów w Wolsztynie.

 

Inne wpisy z: Zakopane

IMG_6604

Największe tatrzańskie jezioro, a jednocześnie mieniące się sławą tego najpiękniejszego. Malowniczo otoczone wysokimi szczytami Tatr, tuż przy granicy ze Słowacją - jednym słowem : Morskie Oko. Morskie Oko, największe jezioro w Tatrach, położone jest na... więcej

IMG_6177

Cmentarz na Pęksowym Brzyzku to jedna z największych atrakcji i symboli Zakopanego. Miejsce obowiązkowe dla każdego, kto zainteresowany jest historią Podhala - tu wszak leżą najbardziej zasłużeni dla tego regionu, a w szczególności dla samego Zakopanego.

IMG_5649

Zakopane to nie tylko Krupówki, Kasprowy Wierch, Gubałówka czy Wielka Krokiew. W trakcie tygodniowego pobytu mieszkaliśmy na lekkich peryferiach miasta, co dało nam okazję do zobaczenia tej cichej strony gór... Zakopane w sezonie, a szczególnie w okresie... więcej

 

0

Autor:

Kategorie: Polska, Rok 2013, Zakopane