kościół | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Hum, najmniejsze miasto świata

Istria pełna jest miejsc wyjątkowych, jedynych w swoim rodzaju. Kilka z nich już Wam pokazaliśmy. Dziś będzie kolejne – w głębi półwyspu, z dala od nadmorskiego gwaru, kryje się miasto Hum. Miasto, którego mieszkańców… da się policzyć na palcach rąk i nóg. Tak – wszystkich mieszkańców :)

Słowenia i Chorwacja 2015, dzień 5 (poprzedni wpis: Beram i Roč. Wjeżdżamy w głąb Istrii). Nocleg w Roč nie był wybrany przypadkowo, choć nie spodziewaliśmy się, że Roč okaże się tak fajnym miejscem – nie planowaliśmy w ogóle czegokolwiek tam zobaczyć. Zaczynając podróż pośród istryjskich mini-miasteczek, zamieszkałych przez maksymalnie kilkuset mieszkańców, wiedzieliśmy że gdzieś tam na nas czeka na nas prawdziwy rodzynek. Miasto najmniejsze z najmniejszych, ale za to z nieproporcjonalnie dużą historią… Hum – legendarne już dla nas najmniejsze miasto świata.

Nie wiadomo nic o początkach miasta. Legenda mówi, że giganci zbudowali miasto ze skał, pozostałych im po budowie innych miasteczek nad rzeką Mirną. Kiedy w czasach wczesnego chrześcijaństwa pojawiły się tu pierwsze osiedla, stawiane były na ruinach wcześniejszych zabudowań. Dzisiejszą twierdzę i pierwsze domostwa zbudowano w XI w., a samo miasto po raz pierwszy w dokumentach pojawia się w 1102 r. Aż do XVII w. Hum wymieniany jest w dokumentach jako twierdza – i aż po dziś dzień zachował unikalny charakter – cała zabudowa miasta znajduje się wewnątrz jego murów – dosłownie nic nie buduje się poza ich obrębem.

Hum, "panorama" miasta

Hum, „panorama” miasta

Hum, kościół Wniebowzięcia NMP

Hum, kościół Wniebowzięcia NMP

Hum, miejska loggia (siedziba i miejsce wyboru burmistrza)

Hum, miejska loggia (siedziba i miejsce wyboru burmistrza)

Hum, jedna z dwóch uliczek miasta

Hum, jedna z dwóch uliczek miasta

W początkach XV w. częściowo rozebrano mury miejskie, ale gdy tylko Wenecjanie wyczuli niebezpieczeństwo ze strony ziem dzisiejszej Austrii, mury nie tylko odbudowano, ale także wzmocniono je wieżami obronnymi. Hum często cierpiał z powodu kolejnych wojen, w XVII w. został nawet spalony, ale szybko go odbudowano.

Hum, zabytkowa miejska brama

Hum, zabytkowa miejska brama

Hum był od samych swych początków ważnym ośrodkiem głagolicy – pisma będącego „przodkiem” dzisiejszej cyrylicy. Nieprzypadkowo pomiędzy Roč a Humem właśnie, przebiega turystyczna trasa „Aleja Głogolicy”, wzdłuż której ustawiono wielkie kamienne rzeźby, przedstawiające litery alfabetu głagolicy. Trasa ta kończy się w Humie, na bramie miejskiej, przy której także znajdziecie ślady głagolicy. Głagolicą posługiwano się tutaj podobno aż do początków XX w.

Hum jest udokumentowanym najmniejszym miastem świata – wewnątrz murów miejskich znajdują się raptem dwie krótkie, nierówne kamienne uliczki i pewnie z kilkanaście domostw. Wg różnych źródeł, Hum posiada od 13 do 25 stałych mieszkańców. Ciekawostka – burmistrza miasta (Hum ma oczywiście prawa miejskie) wybierają mieszkańcy co roku, głosując poprzez wykonanie karbu na specjalnie na wybory przygotowanym kiju, należącym do kandydata.

Hum, kaplica św.Jeremiasza na miejskim cmentarzu

Hum, kaplica św.Jeremiasza na miejskim cmentarzu

Hum, tekst w głagolicy przy miejskiej bramie

Hum, tekst w głagolicy przy miejskiej bramie

Hum, jedna z dwóch uliczek miasta

Hum, jedna z dwóch uliczek miasta

Hum, kamienna zabudowa miasta

Hum, kamienna zabudowa miasta

Hum, kamienna zabudowa miasta

Hum, kamienna zabudowa miasta

W zasadzie cały Hum jest jednym wielkim zabytkiem, wszystko tu robi niesamowite wrażenie. Mieszkańcy żyją zdaje się z turystyki, jest tu kilka sklepików i restauracja. Znaleźliśmy informacje o dwóch pensjonatach dla turystów. Samochód zostawia się na parkingu, umiejscowionym pomiędzy miastem, a położonym ze sto metrów od niego cmentarzem. Zanim do parkingu dojedziecie, pewnie napotkacie biletera – wjazd samochodem na parking jest płatny – i nie ma alternatywy :)

Hum, turystyczne pamiątki pisane głagolicą

Hum, turystyczne pamiątki pisane głagolicą

Co warto zobaczyć w Humie ? Oczywiście cały Hum – nie ma tego za wiele i wizyta w mieście, o ile nie planujecie posiłku, noclegu czy zakupów pamiątek, zajmie Wam z pół godziny. Chyba że chcecie tu usiąść i kontemplować klimat i historię tego miejsca – tak można tu długo… A z oczywistych miejsc wartych zobaczenia wymienimy:

  • bramę miejską, wybudowaną na przełomie XI / XII w. odnowioną w XVI w. za panowania Wenecjan;
  • kościół Wniebowzięcia NMP, wybudowany w 1802 r., ale wcześniej już stała tu świątynia z XIII w. (przebudowana w XVII w.); Wolnostojąca dzwonnica powstała w połowie XVI w. Ciekawostką jest fakt, że specjalnie dla niej przesunięto mury miejskie – tak, aby wieża zmieściła się w obrębie miasta;
  • miejska loggia, siedziba i miejsce corocznego wyboru burmistrza miasta (zwyczaj ten jest utrzymywany do dziś), pochodząca z czasów panowania weneckiego;
  • Hum

    Hum

    cmentarna kaplica św.Jeremiasza, znajdująca się na wspomnianym wcześniej cmentarzu (poza murami miejskimi) – to najważniejszy zabytek historyczny Humu (XII w.), w jej wnętrzach zachowały się freski z okresu budowy kaplicy, także z elementami pisanymi głagolicą. To jedne z najstarszych śladów istnienia tego pisma;

Nawet w sezonie nie ma tu zbyt wielu turystów. Może to i dobrze, bo zbyt wielu by się nie zmieściło w murach miejskich :) W trakcie naszej wizyty, w Humie przebywało może kilka osób w celach turystycznych. Miasteczko jest nieco zapomniane, położone z dala od wybrzeża i dość daleko od głównych dróg Istrii. I może niech tak zostanie – Hum bowiem jest niezwykle klimatycznym miejscem, gdzie znikoma ilość mieszkańców wprost kontrastuje z pustymi „obiema” miejskimi uliczkami. Z tłumami turystów nie wyglądałoby to już tak wiarygodnie…

A w kolejnym wpisie pokażemy Wam kolejne zagubione w głębi półwyspu małe, kamienne i niezwykle klimatyczne miasteczka Istrii.

 

Inne wpisy z: Słowenia i Chorwacja 2015

IMG_2286

Jedno z najbardziej fotogenicznych miasteczek Istrii, ze starożytną przeszłością. Pastelowe kolory domów, które wydają się absurdalnie nierealne, kiedy pomyśleć, że mieszkańcy do niedawna żyli z górnictwa. Gdybyśmy zgadywali, dalibyśmy sobie parę rzeczy uciąć, że Labin jest jednym z małych włoskich miasteczek, a nie troszkę zapomnianą atrakcją chorwackiej Istrii.

Pićan

Zamiast przepełnionych nadmorskich kurortów - małe kamienne miasteczka schowane wśród zalesionych wzgórz. Zamiast gorących plaż - puste uliczki i klimat żywcem zachowany sprzed wieków. Oba te obrazy tak samo dobrze opisują chorwacki półwysep Istria. I oba dają się lubić - też tak samo dobrze.

img_1937

Istria pełna jest miejsc wyjątkowych, jedynych w swoim rodzaju. Kilka z nich już Wam pokazaliśmy. Dziś będzie kolejne - w głębi półwyspu, z dala od nadmorskiego gwaru, kryje się miasto Hum. Miasto, którego mieszkańców... da się policzyć na palcach rąk i nóg. Tak - wszystkich mieszkańców :)

 

 

Vodnjan. Mumie zobaczysz nie tylko w Egipcie.

Mała istryjska mieścina pomiędzy Rovinjem a Pulą, nieco oddalona od morza i przez to odcięta od setek tysięcy turystów, przewijających się przez chorwackie wybrzeże. Turystów, którzy bezwiednie omijają jedną z wielkich chorwackich atrakcji – słynne mumie z Vodnjanu.

Słowenia i Chorwacja 2015, dzień 4 (poprzedni wpis: Pula, miasto wymarzone dla miłośników historii). Vodnjan to mała, acz niezwykle malownicza, miejscowość na Istrii, obok której przejechać musi każdy, zmierzający do Puli od strony północnej. Ale niewielu się w Vodnjanie zatrzymuje – niech żałują, bo tu znajduje się jedna z największych atrakcji całej Istrii. Z ciepłym morzem i pięknymi plażami Vodnjan nie wygra – bo nie leży na samym wybrzeżu. Ale naprawdę warto tu choć na chwilę wpaść, choćby „po drodze”.

Vodnjan, kościół św.Błażeja

Vodnjan, kościół św.Błażeja

Dzisiejszy Vodnjan to ok.3 tys. mieszkańców. W lipcu, gdy byliśmy w miasteczku, wyglądało ono niemal jak wymarłe – pojedyncze osoby wolno przemieszczały się uliczkami zabudowanymi kamiennymi domami, jakby żywcem pozostałymi z czasów średniowiecza, kiedy to mieszały się tu różne style budownictwa.

Vodnjan znany jest już czasów rzymskich, a w nowożytnych dokumentach po raz pierwszy pojawia się już w X w. Niewiele wiemy więcej o jego historii, choć w Vodnjanie zachowało się wiele dowodów na to, że miasto żyło intensywnie przez całe wieki. Do dziś zresztą historyczne centrum jest na to dowodem – znajdziecie tu budynki, kamienice i przede wszystkim świątynie, które o tym zaświadczą.

Ale nie te świadectwa są głównym powodem, dla którego turyści przyjeżdżają do Vodnjanu. Ma bowiem Vodnjan coś, czego próżno szukać w całej Europie – atrakcję, która sprawia, że miasto to jest ważnym punktem na turystycznej mapie Istrii i nie tylko. Zacznijmy tę historię od początku.

Vodnjan, uliczki starego miasta

Vodnjan, uliczki starego miasta

Vodnjan, uliczki starego miasta

Vodnjan, uliczki starego miasta

Vodnjan, uliczki starego miasta

Vodnjan, uliczki starego miasta

Vodnjan, uliczki starego miasta

Vodnjan, uliczki starego miasta

W połowie XVIII w. mieszkańcy miasta zdecydowali o budowie nowego kościoła. Sami sfinansowali jego budowę, oddając na ten cel część sowich dochodów i część z produkowanych tu: wina i oliwy. Wyburzono w tym celu stojącą tu wcześniej bazylikę, pochodzącą prawdopodobnie z XI w. Ich hojność dała okazały efekt -po 40 latach budowy stanęła w Vodnjanie duża świątynia z jeszcze większą, najwyższą na całej Istrii dzwonnicą. Kościół oddano do użytku w 1800 r.

Niedługo później, w 1818 r., z Wenecji, w której kościoły były wtedy plądrowane przez Francuzów, wywieziono szczątki wielu świętych chrześcijańskich – aby ochronić je przed zniszczeniem. Wiele z nich trafiło właśnie do nowego wtedy kościoła w Vodnjanie – a wśród nich kilka kompletnych ciał:

  • Vodnjan, dzwonnica kościoła św.Błażeja

    Vodnjan, dzwonnica kościoła św.Błażeja

    biskupa Leona Bembo, urodzonego i zmarłego (1187 r.) w Wenecji. Po śmierci pochowano go w marmurowym sarkofagu w kościele św.Sebastiana, a potem ogłoszono świętym, ze względu na cuda z nim związane;

  • księdza Jana Oliniego (1215 – 1300), także pochodzącego z Wenecji, znanego z wielkiej opieki nad umierającymi w czasach wielkich plag chorobowych w Wenecji. Jego samego pomimo to choroby omijały, przez co już za życia uznawano go za „świętego”. Po śmierci pochowano go w sarkofagu w tym samym kościele św.Sebastiana. Cuda z nim związane zaczęły się objawiać już w trakcie pogrzebu i bardzo szybko grób księdza stał się celem wielu pielgrzymek;
  • św.Nikolozy Bursy (1437 – 1512), urodzonej w słoweńskim dziś Koprze, a służącej jako zakonnica w Wenecji. Historia mówi o wielkim sercu Nikolozy, a legendy o jej umiejętności lewitowania i o tym, że dokładnie znała dzień i sposób swojej śmierci. Dokumentacja kościelna zawiera kilkadziesiąt spisanych dowodów na cuda, związane z jej osobą;

Obok tych trzech kompletnych ciał znajdują się dziś częściowe relikwie innych świętych: św.Sebastiana (III w.), św.Barbary (III w.) oraz patriarchy Konstantynopola Eutycha (VI w.). Co jest takiego niesamowitego w tych ciałach ? Otóż wszyscy oni zostali pochowani w tradycyjnych sarkofagach, przez tradycyjne złożenie ciała. Przez wieki sarkofagi te były wielokrotnie otwierane i zawsze znajdowano w nich kompletne ciała, które nie ulegały rozkładowi, tak jak to dzieje się normalnie. Zachowała się nawet odzież, w których zostali pochowani.

Vodnjan, kościół św.Krzyża

Vodnjan, kościół św.Krzyża

Vodnjan, kościół św.Katarzyny

Vodnjan, kościół św.Katarzyny

Vodnjan, kościół św.Rocha

Vodnjan, kościół św.Rocha

Vodnjan, kościół św.Marcina

Vodnjan, kościół św.Marcina

Vodnjan, kościół św.Marcina

Vodnjan, kościół św.Marcina

Najbardziej niezwykłe jest to, że nigdy do konserwacji tych ciał nie użyto żadnych środków chemicznych – ich stan dzisiejszy powstał w sposób naturalny. Są do dziś przechowywane bez użycia specjalnych środków, są prezentowane za szkłem, które wcale nie jest hermetyczne – powietrze ma normalny dostęp do relikwi, a pomimo to nadal są one w świetnym stanie. Co więcej, badania naukowe, przeprowadzone kilka lat temu wykazały, że także wewnątrz zachowały się wszystkie ludzkie organy… Takich przykładów kompletnie zachowanych ciał, niczym nie konserwowanych, jest na świecie tylko kilka – i to właśnie jest wyjątkowe w mumiach z Vodnjanu. Szczątki otoczone są także legendą cudotwórczych i mających znaczenie uzdrawiające. Badania specjalistów od bioenergetyki ponoć wykazują, że ciała nadal otacza wyjątkowa aura.

Vodnjan, kościół NMP z Góry Karmel

Vodnjan, kościół NMP z Góry Karmel

Ze względu na dość drastyczne widoki, oglądanie zmumifikowanych ciał świętych w kościele św.Błażeja w Vodnjanie nie jest wskazane dla dzieci. Aby zobaczyć mumie, trzeba wykupić wcale nie tani bilet wstępu (5 EUR), a we wnętrzu pomieszczenia, w którym się znajdują, absolutnie nie wolno robić zdjęć. Jest to zresztą i tak ciężkie do wykonania, gdyż w pomieszczeniu panuje dość duże zaciemnienie.

Ale Vodnjan to nie tylko jeden kościół św.Błażeja. W samym miasteczku i jego najbliższych okolicach znajdziecie jeszcze co najmniej kilka równie ważnych, a najczęściej dużo starszych świątyń, ściśle związanych z historią tego miejsca. Poniżej, te, które nam udało się zobaczyć:

 

  • kościół św.Jakuba (XII w.), z pewnością najstarszy kościół Vodnjanu (mówi się, że istnieje nawet od IX w.), był dawniej głównym kościołem parafialnym miasta, świadkiem najważniejszych wydarzeń w historii miejscowości.
  • kościół NMP z Góry Karmel (1630 r.), stojący przy jednej z głownych ulic starego miasta, wybudowany na planie krzyża. We wnętrzach znajduje się piękny drewniany ołtarz z połowy XVII w. Posiada świetną akustykę, stąd jest od czasu do czasu miejscem koncertów muzyki sakralnej;
Vodnjan, kościół św.Błażeja

Vodnjan, kościół św.Błażeja

Vodnjan, kościół św.Błażeja

Vodnjan, kościół św.Błażeja

Vodnjan, kościół św.Niedzieli

Vodnjan, kościół św.Niedzieli

Vodnjan, kościół św.Antoniego Opata

Vodnjan, kościół św.Antoniego Opata

Vodnjan, kościół Matki Boskiej od Krzyża

Vodnjan, kościół Matki Boskiej od Krzyża

  • kościół św.Rocha (1530 r.)
  • kościół św.Katarzyny (XIII w.), kolejny bardzo stary, jeden z najstarszych kościołów w mieście;
  • Vodnjan, street art

    Vodnjan, street art

    kościół św.Marcina (XIV w.), kiedyś siedziba sądów Inkwizycji w mieście – tu skazywano ludzi m.in. za innwowierstwo;

  • kościół św.Krzyża (1468 r.) – data ta jest częścią inskrypcji nad drzwiami wejściowymi, ale do dziś nie wiadomo, czy jest to data budowy, czy data nadania wezwania św.Krzyża kościołowi – może on być znacznie starszy;
  • kościół Matki Boskiej od Krzyża
  • kościół św.Niedzieli (XV w.), nieco poza granicami miasta, we wnętrzach zachowały się freski z fragmentami głagolicy – starego pisma, które później zostało przekształcone we współczesną cyrylicę;
  • kościół św.Antoniego Opata (XIII w.), we wnętrzach zachowały się fragmenty fresków z XIII / XIV w.;
Vodnjan, street art

Vodnjan, street art

Poza świątyniami Vodnjan to też cudowne, bardzo klimatyczne stare miasteczko, wypełnione kamiennymi kamieniczkami w różnych stylach, poprzecinane malowniczymi, ciasnymi uliczkami. Tu po prostu można na chwilę się zapomnieć i pospacerować – szczególnie rano, gdy miasteczko wydaje się wymarłe. Ze szczególną estymą wspominamy też świetną poranną kawę, którą delektowaliśmy się w jednej z kawiarenek, umiejscowionych na placu przed kościołem św.Błażeja. A w kolejnym wpisie pokażemy Wam dwie cudownie niewielkie miejscowości na Istrii: Beram i Roč, obie niezwykle klimatyczne i bogate w historię.

Pełna galeria zdjęć z istryjskiego Vodnjanu znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Słowenia i Chorwacja 2015

IMG_2286

Jedno z najbardziej fotogenicznych miasteczek Istrii, ze starożytną przeszłością. Pastelowe kolory domów, które wydają się absurdalnie nierealne, kiedy pomyśleć, że mieszkańcy do niedawna żyli z górnictwa. Gdybyśmy zgadywali, dalibyśmy sobie parę rzeczy uciąć, że Labin jest jednym z małych włoskich miasteczek, a nie troszkę zapomnianą atrakcją chorwackiej Istrii.

Pićan

Zamiast przepełnionych nadmorskich kurortów - małe kamienne miasteczka schowane wśród zalesionych wzgórz. Zamiast gorących plaż - puste uliczki i klimat żywcem zachowany sprzed wieków. Oba te obrazy tak samo dobrze opisują chorwacki półwysep Istria. I oba dają się lubić - też tak samo dobrze.

img_1937

Istria pełna jest miejsc wyjątkowych, jedynych w swoim rodzaju. Kilka z nich już Wam pokazaliśmy. Dziś będzie kolejne - w głębi półwyspu, z dala od nadmorskiego gwaru, kryje się miasto Hum. Miasto, którego mieszkańców... da się policzyć na palcach rąk i nóg. Tak - wszystkich mieszkańców :)

 

Herceg Novi, czyli drugie podejście do Boki Kotorskiej

Herceg Novi, miasto z ponad 700-letnią historią, uważane za jedno z… najmłodszych miast nad Boką Kotorską, było kolejnym czarnogórskim przystankiem w naszej wakacyjnej podróży w 2014 r.

Tour de Europe 2014, dzień 18 (poprzedni wpis: Herceg Novi nocą). Ambitny plan dnia poprzedniego zakładał zwiedzenie albańskiej Szkodry oraz czarnogórskich: Podgoricy, Cetynii i parku narodowego Lovcen, a na koniec objechanie atrakcji Boki Kotorskiej, która po pobycie rok wcześniej w Kotorze została jednym z naszych ulubionych miejsc na Bałkanach. Ale plan oczywiście okazał się naiwny – nad brzeg Boki zjechaliśmy z gór już przy zapadającym zmroku i jasne się stało, że objazd Boki Kotorskiej znów musimy odłożyć na przyszłość. Zostało nam zwiedzanie Herceg Novi, w którym zatrzymaliśmy się na noc. Ale na widok starówki tego miasteczka wszelkie żale zostały porzucone – zdecydowanie trafiliśmy w miejsce, jakie lubimy w naszych podróżach. Już teraz (wszak w tym roku w końcu Bokę Kotorską objechać się udało) możemy powiedzieć, że Herceg Novi jest drugim najwspanialszym miejscem nad zatoką, zaraz po Kotorze, którego tu nic nie przebija.

Co do naszego zachwytu nad Herceg Novi – byliśmy go pewni już poprzedniego dnia, kiedy zmordowani całym dniem zwiedzania dojechaliśmy do miasteczka ok. godziny 22:00 i mimo to zdecydowaliśmy się poczłapać na stare miasto, żeby zobaczyć je w nocy. Widok w nocy jest zachwycający, wiedzieliśmy więc, że za dnia będziemy mieli co tu oglądać.

Herceg Novi, twierdza Kanli Kula

Herceg Novi, twierdza Kanli Kula

Herceg Novi, twierdza Kanli Kula

Herceg Novi, twierdza Kanli Kula

Herceg Novi, cerkiew Michała Archanioła

Herceg Novi, cerkiew Michała Archanioła

Herceg Novi, kościół św.Hieronima

Herceg Novi, kościół św.Hieronima

Herceg Novi, kościół św.Leopolda

Herceg Novi, kościół św.Leopolda

Herceg Novi ma ponad 700 lat (założone zostało w 1382 r.), a pomimo to jest jednym z najmłodszych, o ile nie najmłodszym miastem nad Boką Kotorską. Kiedyś, w starożytnych czasach rzymskich, istniała tu już osada, ale oficjalnie założycielem jest Tvrtko I, król Bośni, a potem także Serbii i Chorwacji. Król, za którego panowania Bośnia osiągnęła szczyt swojej potęgi w całej swojej historii. Miasto, wcześniej pod nazwą Sveti Stefan, a potem Novi, leżało na ważnym szlaku handlarzy solą. W XV w. ostatecznie przemianowano je na Herceg Novi, od tytułu ówczesnego władcy.

W całej swojej historii miasto często zmieniało przynależność państwową, od listy zmian może rozboleć głowa. Najdłużej w historii rządzili miastem Turcy, którzy zdobyli je równo sto lat od jego powstania i pozostali tu przez z górą dwa następne wieki. Kolejne sto lat rządzili miastem Wenecjanie, aż do ostatnich lat XVIII w. Cały XIX w. to roszady – co chwila inne mocarstwo zdobywało władzę nad miastem, m.in. Austriacy, Rosjanie czy nawet Francuzi. Ostatecznie po I wojnie światowej Herceg Novi weszło w skład nowo tworzonej Jugoslawii i tak pozostało aż do usamodzielnienia się Czarnogóry (2006 r.).

Miasto jest pełne zieleni i ukwieconych krzewów i drzew. Trochę wiąże się to z handlową przeszłością miasta, do którego zawijały statki z dalekich krajów, a jednym z importowanych towarów były też właśnie rośliny, drzewka i krzewy. To ukwiecenie sprawia, że Herceg Novi od strony wody przypomina nieco ogród botaniczny. i Zdecydowanie wpływa na urokliwość jako całości. A można tu zobaczyć różne rodzaje palm, eukaliptusy, kaktusy, bananowce czy magnolie.

Herceg Novi, widok spod kościoła św.Hieronima

Herceg Novi, widok spod kościoła św.Hieronima

Herceg Novi, twierdza Jaka Kula

Herceg Novi, twierdza Jaka Kula

Herceg Novi, twierdza Jaka Kula

Herceg Novi, twierdza Jaka Kula

Herceg Novi, twierdza Jaka Kula

Herceg Novi, twierdza Jaka Kula

Było też Herceg Novi natchnieniem dla wielu artystów. Na przedmieściu miasta (Topla) mieszkał m.in. Ivo Andrić, laureat literackiej nagrody Nobla, autor słynnego „Mostu na Drinie” (nawiasem – bardzo przyjemna lektura – polecamy).

W Herceg Novi zobaczyć można aż trzy twierdze. Najwyżej położona jest Spanjola, wybudowana tu w 1538 r. przez Hiszpanów, którzy bardzo krótko rządzili miastem, przerywając na chwilę dwustuletnie rządy Turków. Do niej nie dotarliśmy. Ale zwiedzanie rozpoczęliśmy od położonej twierdzy Kanli Kula, którą wybudowali Turkowie zaraz po tym, jak odzyskali miasto od Hiszpanów. Dziś twierdza z amfiteatrem w środku stanowi miejsce wydarzeń kulturalnych, koncertów itp.

Wspięliśmy się więc (nie po raz ostatni tego dnia, bo w przeciwieństwie do starówki Kotoru, która jest płaska, starówka Herceg Novi usadowiona jest na stromym zboczu góry) po niezliczonej ilości schodów ku południowej, najstarszej bramie twierdzy, który ku naszemu rozczarowaniu… okazała się zamknięta. Na wspinaczkę wyżej, do bramy północnej, i sprawdzenie czy tamtędy da się do twierdzy wejść, zabrakło nam ochoty, zdjęcia twierdzy mamy więc wyłącznie z zewnątrz.

Herceg Novi, marina

Herceg Novi, marina

Herceg Novi, wieża zegarowa

Herceg Novi, wieża zegarowa

Wracamy więc w dół, na jeden z dwóch głównych placów starego Herceg Novi, plac Belavista. Znajduje się tu jeden z najbardziej fotogenicznych zabytków miasta – cerkiew Archanioła Michała, z charakterystycznymi czterema wieżyczkami na rogach. Nie jest ona zbyt stara, wybudowana została wszak w pierwszych latach XX w. Ale sama budowla, jak i otaczający ją plac i budynki przy nim, są niezwykle klimatyczne i są ulubionym miejscem spędzania czasu wśród turystów.

Herceg Novi, plac Nikole Durkovića i tzw. "wieża zachodnia"

Herceg Novi, plac Nikole Durkovića i tzw. „wieża zachodnia”

Znów schodzimy nieco w dół, na mały placyk św.Hieronima, na którym stoli katolicki kościół pod tym samym wezwaniem. Kiedyś stał tu podobno meczet, ale na jego miejscu w połowie XIX w. wybudowano tę właśnie świątynię. Kościelna dzwonnica jest osobną budowlą i stoi obok. Przy placu znajduje się jeszcze jeden wart uwagi budynek – szkoła muzyczna, znajdująca się w starym kamiennym pałacu.

Herceg Novi, pomnik... kominiarza ?

Herceg Novi, pomnik… kominiarza ?

Dosłownie kilka schodków niżej znajdziecie kolejny katolicki kościół, św.Leopolda (pochodzącego właśnie z Herceg Novi), dużo starszy, bo pochodzący z XVII w. Stąd już kilka kroków do kolejnej twierdzy w Herceg Novi. Twierdza Jaka Kula położona jest najniżej, niemal tuż nad brzegiem morza, i jest najstarszą z wszystkich trzech – wybudowana została przez założyciela miasta, króla Tvrtka I pod koniec XIV w. Najprawdopodobniej była to wręcz pierwsza budowla nowo tworzonego wtedy miasta. Potem rozbudowali ją Turcy (połowa XVI w.), Wenecjanie (na początku XVIII w.) oraz Austriacy (koniec XIX w.). Wstęp do twierdzy jest płatny (1 lub 2 EUR, nie pamiętamy dokładnie) i nie ma w jej wnętrzach niczego ciekawego, może poza widokiem na wybrzeże i Bokę Kotorską. Wewnątrz organizowane są w sezonie turystycznym pokazy kina pod gołym niebem.

Herceg Novi, pomnik założyciela miasta, króla Tvrtka I

Herceg Novi, pomnik założyciela miasta, króla Tvrtka I

Wracamy w górę (znów te miliony schodów…) na plac Belavista, skąd wąskimi kamiennymi uliczkami wchodzimy na najważniejszy plac w Herceg Novi – plac Nikole Durkovića, kiedyś nazywany placem Solnym. To na nim toczy się całe turystyczne życie w mieście. Plac otoczony jest malowniczymi kamiennymi budynkami i wypełniony kafejkami i restauracjami. Nad placem góruje wieża zegarowa, pochodząca z czasów tureckich (dlatego zwana „Sahat kula”), z 1667 r. Stąd prowadzi na północ droga pod górę do wspominanej przez nas północnej bramy twierdzy Kanli Kula – jej początek znajduje się obok tzw. Zachodniej Wieży.

Herceg Novi, ulice miasta

Herceg Novi, ulice miasta

Na zachód od placu ciągnie się kamienna uliczka, będąca klimatycznym pasażem handlowym z licznymi sklepami. Kończy się ona niepozornym pomnikiem… kominiarza ? W każdym bądź razie wszyscy łapią go za… nos, co łatwo poznać :) Uliczka wychodzi na ulicę Njegośeva – to ulica (bardzo długa), przy której pod numerem 65 stoi dawny dom Ivo Andrića. To tu w 1968 r. zmarła jego żona, Milica. Njegośeva prowadzi aż do Topli, gdzie znajduje się kolejnych kilka zabytkowych kościołów (XVII – XVIII w.), ale je sobie odpuściliśmy.

Herceg Novi, ulice miasta

Herceg Novi, ulice miasta

Znów schodzimy na dół, na nadmorską promenadę i niewielką miejską plażę. Herceg Novi, choć jest ulubionym miejscem wielbicieli opalania, nie ma plaż – te są w okolicznych miejscowościach. Ale ma Herceg Novi bardzo urokliwą marinę i wielki stojący na nabrzeżu pomnik założyciela miasta – króla Tvrtka I. No i stąd widać w całej okazałości twierdzę Jaka Kula.

Herceg Novi, monaster Savina

Herceg Novi, monaster Savina

Na tym kończymy nasze zwiedzanie miasta. Wracamy pieszo do naszego apartamentu, położonego jakieś 500 m od granic starego miasta. Czas się nieco odświeżyć po wspinaczkach po niezliczonych schodach w niemożliwym wprost upale, przy którym w ciasnych kamiennych uliczkach czuliśmy się dosłownie jak w piekarniku. Żegnamy właścicielkę i wsiadamy w samochód. Ale to nie koniec atrakcji Herceg Novi.

Do zobaczenia pozostał nam jeszcze, położony jakiś kilometr na wschód, monaster Savina. Składa się ona z trzech cerkwi, dwóch położonych obok siebie i trzeciej, nieco oddalonej, na wzgórzu ponad nimi. Dwie pierwsze są pod wezwaniem Zaśnięcia Bogurodzicy. Większa jest najmłodsza, pochodzi z końca XVIII w., we wnętrzach wymalowana freskami. Mniejsza z kolei jest najstarsza, wg legendy pochodzi z początków XI w., choć historycznie to mało możliwe. Wnętrza zdobią freski z XV, XVI i XVII w. Ikonostas także pochodzi z XVIII w.

Herceg Novi, monaster Savina

Herceg Novi, monaster Savina

Herceg Novi, monaster Savina

Herceg Novi, monaster Savina

Herceg Novi, monaster Savina

Herceg Novi, monaster Savina

Herceg Novi, monaster Savina

Herceg Novi, monaster Savina

Położona na wzgórzu cerkiew św.Sawy wg legendy założona została właśnie przez Sawę, pierwszego serbskiego biskupa (XII / XIII w.). Ale z niej nic nie zostało, na jej miejscu wybudowano nową w XV w. Oprócz cerkwi na terenie monasteru znajduje się jeszcze skarbiec, a cerkwie otoczone są bardzo starym cmentarzem. Do klasztoru trafiamy jednak w niedzielne południe – odbywają się tu nabożeństwa, co sprawia że zwiedzanie wnętrz jest praktycznie niemożliwe – z zasady nie przeszkadzamy wiernym w świątyniach podczas nabożeństw, bez względu na wyznanie.

Wyjeżdżamy z Herceg Novi z solenną obietnicą, że nad Bokę Kotorską znów wrócimy – po raz trzeci. Sami sobie tej obietnicy dotrzymaliśmy rok później – podczas tegorocznej wakacyjnej wyprawy znów tam zawitaliśmy – ale na tą opowieść jeszcze przyjdzie czas. Na razie kierujemy się ku granicy Czarnogóry z Bośnią. Kolejnym naszym celem jest miasto, w którym się zakochamy – Sarajewo. Ale to już w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z czarnogórskiego Herceg Novi znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Na północ Albanii: Lezha, kolejne miejsce kultu Skanderberga

W naszej wakacyjnej podróży czas na drugą część albańskiego jej odcinka. Tym razem jedziemy na północ tego kraju, gdzie celem są dwa ważne turystycznie miejsca: miasta Lezha i Szkodra.

Tour de Europe 2014, dzień 16 (poprzedni wpis: Z Kosowa do Albanii: Kukës, Krujë i Laç). Po poprzednich wakacjach i przejechaniu Albanii z północy na południe, kraj ten stał się jednym z naszych ulubionych na mapie Europy. Zostało nam też kilka miejsc, które mieliśmy zobaczyć rok wcześniej, ale z paru powodów się nam to nie udało. Podróż wakacyjna AD’2014, a dokładniej jej albański odcinek, był więc swego rodzaju aneksem, uzupełnieniem. W poprzednim wpisie pokazaliśmy Wam już część tego aneksu (Krujë i Laç). Teraz czas na drugą część.

Lezha, niewielkie miasteczko z kilkunastoma tysiącami mieszkańców, położona jest mniej więcej 20 km na północ od Laç, miejsca w którym zakończyliśmy nasz poprzedni wpis. Generalnie miasteczko to mało ma do zaoferowania i nie jest raczej oblężone przez turystów, choć leży przy głównej trasie ze Szkodry na południe, do Durres czy Tirany. Największą atrakcją miasta, która dla nas była magnesem, jest jego historia i dlatego nie zdecydowaliśmy się go pominąć na naszej trasie. A jest naprawdę na co zwrócić uwagę.

Lezha, ulice miasta

Lezha, ulice miasta

Lezha, ulice miasta

Lezha, ulice miasta

Lezha, twierdza górująca nad miastem

Lezha, twierdza górująca nad miastem

Lezha, twierdza górująca nad miastem

Lezha, twierdza górująca nad miastem

Lezha zamieszkała jest od czasów illyryjskich, mniej więcej od 8 w. p.n.e. Oficjalnie jednak miasto założone zostało na początku IV w. p.n.e. jako Lissos – nazwa pochodziła od illyryjskiej nazwy Lisi. W III w. p.n.e. miasto zdobyli Macedończycy, a później nadeszła era Rzymian. Cały czas miasto miało ważną pozycję ze względu na swoje usadowienie niedaleko ważnego portu na Adriatyku.

Najważniejsze czasy dla Lezhy nadeszły jednak w średniowieczu. Pod koniec XIV w. władzę nad miastem przejęli Wenecjanie. To tu w 1444 r. Skanderberg zawiązał albańską Ligę z Lezhy, organizację walczącą z Turkami – wtedy wciąż Lezha była pod panowaniem weneckim. Co jeszcze ważniejsze dla historii i Albańczyków – to właśnie tutaj Skanderberg został pochowany – w ówczesnej katedrze św.Mikołaja, przerobionej potem na meczet przez Turków. Skanderberg do końca życia obronił bowiem swoje terytoria przed Osmanami, dopiero po jego śmierci Turcy zdołali zniszczyć opór. Gdy znaleźli grób Skanderberga w Lezhe, zniszczyli go, a z kości robili sobie amulety, wierząc, że przejmą dzięki temu jego męstwo. Meczet, wybudowany przez Turków w miejscu katedry, został zniszczony (razem ze wszystkimi innymi w mieście) przez komunistyczne władze Albanii po II wojnie światowej. W 1981 r. na jego ruinach otwarto mauzoleum Skanderberga, dziś najbardziej chyba przyciągające turystów miejsce w mieście.

Wjeżdżając do Lezhy, od razu skierowaliśmy samochód w stronę twierdzy, górującej nad miastem. Naprawdę ciężko jest jej nie zauważyć i do niej nie trafić. Umiejscowiona jest w miejscu, gdzie powstało pierwsze osiedle ludzkie. Do dziś zachowały się tu fragmenty praktycznie ze wszystkich okresów historii miasta. Zaczynając od murów obronnych z V w. p.n.e., przez starożytne akropolis z IV / III w. p.n.e. Obok starożytnych ruin w IX w. wybudowano pierwszą twierdzę. Rozbudowali ją w XIV w. Wenecjanie, a potem turecki sułtan Sulejman I, po zdobyciu jej przez Turków w 1478 r.

Lezha, panorama miasta widoczna z twierdzy, po prawej na dole mauzoleum Skanderberga

Lezha, panorama miasta widoczna z twierdzy, po prawej na dole mauzoleum Skanderberga

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza, ruiny tureckiego meczetu

Lezha, twierdza, ruiny tureckiego meczetu

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza

Lezha, twierdza

Dziś twierdza w Lezhy to prawdziwy przekrój historii miasta, choć bardzo mocno popadła w ruinę. Forteca zarosła trawą, dziś bardziej służąc jako miejsce do pikników rodzinnych niż turystyce. Aczkolwiek naprawdę warto wspiąć się na liczące 186 m n.p.m. wzgórze zamkowe, choćby po to, bo móc podziwiać wspaniały widok na całą okolicę.

Oprócz twierdzy oraz mauzoleum Skanderberga, jest w Lezhy jeszcze jedno miejsce warte zobaczenia. Przy głównej, wylotowej drodze na północ, w kierunku Szkodry, stoi stary kościół Zwiastowania NMP oraz klasztor Franciszkanów. Z jego powstaniem związana jest legenda – ponoć sam św.Franciszek, podczas drogi powrotnej z Ziemi Świętej (1219-1220), wytyczył tu patykiem miejsce budowy przyszłego kościoła. Dokładnie naprzeciwko wzgórza z antycznymi ruinami dawnego Lissos. Kościół wybudował miejscowy ksiądz, zwany tu Dom Lleshi – do dziś miejscowi jego właśnie imieniem nazywają świątynię.

Dzisiejszy kościół ma nad wejściem inskrypcję z datą budowy 1240 r., co jednak nie ma pokrycia w dokumentach historycznych, w których świątynia pojawia się po raz pierwszy w 1464 r. Prawdopodobnie inskrypcja dotyczy wcześniej stojącego tu kościoła. A obecny wybudowano najpewniej ok.1393 r., kiedy to miasto przeszło w ręce Wenecjan – na to wskazuje także styl architektury świątyni. Tak jak napisaliśmy, w 1464 r. klasztor pojawia się po raz pierwszy w dokumentach zakonu Franciszkanów – jeszcze w czasach, gdy żył Skanderberg.

Lezha, kościół Zwiastowania NMP

Lezha, kościół Zwiastowania NMP

Lezha, kościół Zwiastowania NMP

Lezha, kościół Zwiastowania NMP

Całe wieki panowania osmańskiego kościół i klasztor przetrwały bez uszczerbku, głównie ze względu na intensywną opiekę zakonu oraz patronat papieży z Watykanu. Może też pomogło to, że corocznie obchodzono tu 25 marca wspólne święto chrześcijan i muzułmanów. Podczas obu wojen światowych budynki służyły jako szpital wojskowy. W 1967 r., gdy komunistyczne władze zabroniły działalności religijnej, kościół ten został zamknięty jako pierwszy w całej Albanii. Od 1991 r. klasztor i kościół działają ponownie.

My tymczasem, już przy zapadającym zmroku, opuszczamy już Lezhę i jedziemy na północ, do Szkodry, gdzie mamy zaplanowany jedyny podczas tych wakacji nocleg w Albanii. Następnego dnia mamy zaplanowane gruntowne zwiedzanie Szkodry i okolic, ale to opiszemy Wam w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z albańskiego miasta Lezha znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Z Kosowa do Albanii: Kukës, Krujë i Laç

Po dwóch dniach, spędzonych w Kosowie, przyszedł w naszej wakacyjnej podróży czas na kolejną już wizytę w Albanii. Tym razem nadrabialiśmy zaległości z podróży sprzed roku. Celem – atrakcje środkowej i północnej części kraju.

Tour de Europe 2014, dzień 16 (poprzedni wpis: Prizren, szorstka perełka Kosowa). Prizren, ostatni punkt naszego pobytu w Kosowie, opuściliśmy około południa. Skierowaliśmy się w stronę granicy z Albanią – dużo wcześniej zdecydowaliśmy, że nie będziemy ryzykować wyjazdu z Kosowa przez granicę z Serbią. Wakacyjna podróż nie jest po to, by stwarzać sobie ewentualne problemy na granicach.

Odcinek albański tej podróży miał być zaledwie jednodobowy. Jedyny nocleg mieliśmy zaplanowany w Szkodrze, a w planie zwiedzania – wszystko to, czego nie udało nam się zobaczyć rok wcześniej, gdy w drodze do Turcji przejechaliśmy całą Albanię z północy na południe. Wtedy to przez korki na granicy wyjazdowej z Czarnogóry do Albanii wjechaliśmy już przy zapadającym zmroku i wszystkie atrakcje zaplanowane na północy – Szkodrę, Lezhe, Krujë – musieliśmy sobie odpuścić.

Z Prizrenu do granicy z Albanią jest raptem kilkanaście kilometrów dobrej jakościowo drogi, zanim się więc obejrzeliśmy, staliśmy już w kolejce do kontroli granicznej. Przejście graniczne jest niewielkie, jak na granicę z Albanią kolejka na granicy była powiedzmy „normalna”, spędziliśmy w niej prawie pół godziny, co jest bardzo dobrym czasem. Pierwszym przystankiem w Albanii miało być miasto Krujë, ale widząc niezłą panoramę znajdującego się niemal zaraz za granicą miasteczka Kukës, spontanicznie zdecydowaliśmy się skręcić w jego kierunku.

Droga z Prizrenu do granicy z Albanią

Droga z Prizrenu do granicy z Albanią

Granica kosowsko-albańska

Granica kosowsko-albańska

Albania, pierwszy widok na Kukes

Albania, pierwszy widok na Kukes

Albania, wjeżdżamy do Kukës

Albania, wjeżdżamy do Kukës

Albania, ulice Kukës

Albania, ulice Kukës

Albania, Kukës, widok na jezioro Fierza i górę Gjallica

Albania, Kukës, widok na jezioro Fierza i górę Gjallica

Kukës znane jest przede wszystkim ze swojej burzliwej historii najnowszej, choć osady ludzkie istniały tu już w starożytności. Przebiegała tędy słynna Via Egnatia, a miejsce, gdzie znajduje się dziś Kukës, stanowiło miejsce odpoczynku dla podróżnych. Wracając do historii najnowszej – obecne Kukës istnieje raptem… niecałe 40 lat. Powstało w 1976 r., kiedy to uruchomiono elektrownię i zaporę wodną na jeziorze Fierza, przez co zalane zostało „stare” Kukës – wszystkich mieszkańców przesiedlono.

Drugi moment, kiedy Kukës zasłynęło w historii to rok 1999 i wojna domowa w Kosowie. Miasto (liczące dziś zaledwie 16 tys. mieszkańców) zasłynęło wtedy przyjęciem – uwaga – ponad 400 tys. uchodźców z Kosowa. Było wtedy jednym z kandydatów (jako pierwsze miasto w historii) do pokojowej Nagrody Nobla.

Dziś Kukës jest bardzo nieciekawym i zaniedbanym miastem. Jeszcze za czasów komunistycznych usiłowano tu wzbudzić ruch turystyczny – wybudowano nawet kilka hoteli – ale niestety nie udało się. Miasto wygląda momentami odpychająco, a ulice którymi przejeżdżaliśmy, były w opłakanym stanie. Przejechaliśmy więc przez Kukës bez żalu, zatrzymując się dopiero nad jeziorem Fierza. Bo krajobraz i widoki na pobliskie góry, z najwyższym szczytem Gjallica (2489 m. n.p.m., to ledwie 10 m mniej od Rys, najwyższej góry Polski), są tym, z czego Kukës dziś słynie. I dla nich warto, choćby na chwilę, zawitać do tego, jak się wydaje, lekko zapomnianego skrawka Albanii.

Wracamy więc znów na autostradę, prowadzącą od granicy kosowsko-albańskiej w głąb Albanii. I chyba musimy się przy niej na chwilę zatrzymać. Przy okazji wakacyjnej podróży rok wcześniej, kiedy to po raz pierwszy wjechaliśmy samochodem do Albanii i zjechaliśmy ją od Szkodry na północy po Butrint na południu, popełniliśmy wpis o jakości albańskich dróg. Nie wyglądało to wtedy najlepiej.

Albania, autostrada A1

Albania, autostrada A1

Albania, autostrada A1

Albania, autostrada A1

Albania, Rubik, ruiny klasztoru Franciszkanów

Albania, Rubik, ruiny klasztoru Franciszkanów

Albania, Rubik, ruiny klasztoru Franciszkanów

Albania, Rubik, ruiny klasztoru Franciszkanów

Albańskie drogi

Albańskie drogi

Albańskie drogi

Albańskie drogi

Ale drogi w Albanii szybko się zmieniają – i zawsze na lepsze (na gorsze nie bardzo się da). Autostrada A1 jest tego najlepszym przykładem. Ciągnie się od granicy z Kosowem w okolicach Prizrenu i docelowo ma dojść do nadmorskiego Durres w Albanii. Jest zdecydowanie najlepszą drogą, jaką jechaliśmy w Albanii i dokładnie niczym nie odbiega od europejskich standardów. Jazda nią to czysta przyjemność.

Zatrzymaliśmy się na moment na parkingu przy miejscowości Rubik. No i okazało się, że zatrzymaliśmy się pod ważnym w regionie zabytkiem, a w zasadzie jego ruinami. Na skale, górującej nad parkingiem stoi bowiem dawny klasztor franciszkański, wybudowany w 1166 r. – wtedy jeszcze dla Benedyktynów, którzy ok.1217 r. oddali swoje włości Franciszkanom. Zniechęciły ich najazdy tureckie. Niewiele franciszkańskich kościołów i klasztorów ostało się po nich, a zakon dla poszkodowanych w najazdach mnichów otwierał hospicja, w tym jedno właśnie tu, w Rubik (XVI w.).

Aktywność Franciszkanów wzrosła od XVII w., aż w XIX w. odbudowano cały kompleks w Rubik (kościół, dzwonnicę, kolegium czy hospicjum). Niestety nadeszły czasy komunizmu w Albanii – w 1967 r. an rozkaz władz przełożonego klasztoru wypędzono z kraju, a cały kompleks, wraz z zabytkowymi freskami we wnętrzach, archiwami, biblioteką czy przechowywanymi tu relikwiami – zniszczono. W ostatnich latach odbudowano (a raczej wybudowano na nowo, pomijając pozostałości starego) jeden z kościołów. Cały ten kompleks oglądamy jedynie z dołu, z perspektywy autostrady – nie bardzo mamy czas na głębszą eksplorację i szukanie drogi dojazdowej. Plan zakłada bowiem jak najszybsze dojechanie do Krujë.

Albania, ulice Fushë-Kruja

Albania, ulice Fushë-Kruja

Albania, Krujë, stara dzielnica bazarowa

Albania, Krujë, stara dzielnica bazarowa

Albania, Krujë, stara dzielnica bazarowa

Albania, Krujë, stara dzielnica bazarowa

Albania, Krujë, stara dzielnica bazarowa

Albania, Krujë, stara dzielnica bazarowa

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Z Rubik do Krujë jest mniej więcej godzina jazdy (50 km). Krujë jest niezwykle ważnym historycznie miejscem dla Albańczyków. Historycy uznają bowiem, że leżące niedaleko miasta ruiny illyryjskiego miasta są mitycznym Albanopolis – głównym miastem odłamu Illyrów, który dał początek narodowi albańskiemu. Nigdy nie udało się ostatecznie potwierdzić dzisiejszej lokalizacji Albanopolis – pozostaje ono legendą (aczkolwiek istniało, było opisywane przez starożytnych rzymskich historyków), ale jest duża szansa, że było ono początkiem współczesnego Krujë.

Albanopolis tym razem zwiedzić się nie udało (ale uchylimy rąbek tajemnicy, zobaczyliśmy je podczas tegorocznej podróży wakacyjnej – przypominamy, że wpis ten dotyczy podróży z 2014 r.), ale drugie podejście do Krujë okazało się skuteczne. Wg historyków, Albanopolis opuszczone zostało ok. II w. n.e., a mieszkańcy przenieśli się do Durres i Lezhe. Ale znaleziono tu jednak także ślady pobytu ludzi z VI w., co mówiłoby jednak, że miasto było zamieszkałe aż do czasów, kiedy w historii pojawia się Krujë.

Bo pierwsze pozostałości historycznych w Krujë pochodzą mniej więcej z V / VI w. n.e. Pierwsza twierdza wybudowana została prawdopodobnie gdzieś pomiędzy VI – IX w., a pod koniec XII w. Krujë zostało stolicą pierwszego albańskiego państewka, a później weszło w skład Królestwa Albanii. Dokumenty mówią, że już w IX w. miasto było siedzibą biskupią. XIII i XIV w. to czasy wielokrotnej zmiany „władzy” (Bizancjum, Serbia, Imperium Osmańskie), aż nadeszły czasy tego ostatniego.

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Albania, Krujë, zamek Skanderberga

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku, replika hełmu Skanderberga

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku, replika hełmu Skanderberga

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, muzeum Skanderberga na zamku

Albania, Krujë, obiad w restauracji pod zamkiem

Albania, Krujë, obiad w restauracji pod zamkiem

Tu zaczyna się najsłynniejsza historia związana z miastem, czyli historia Skanderberga, bohatera narodowego Albańczyków. Początkowo był on osmańskim gubernatorem, ale potem zorganizował albański ruch wyzwoleńczy (m.in. Ligę z Lezhe) i rozpoczął odbijanie albańskich terytoriów z rąk Turków. Jednym z głównych miejsc oporu było właśnie Krujë, którego Skanderberg skutecznie bronił przez kilkanaście lat. Turcy odbili miasto dopiero po śmierci Skanderberga – i to nie siłą, a obietnicą wypuszczenia obrońców – słowa nie dotrzymali, po poddaniu miasta wymordowali mieszkańców (1478 r.). Wcześniej nawet siłami 100-150 tys. żołnierzy trzykrotnie oblegali miasto, bronione przez ok.2 tys. obrońców – bez sukcesu. Z rąk tureckich Krujë wyzwoliło się dopiero na początku XX w., wchodząc w skład na nowo powstającej Albanii.

Podczas dojazdu do Krujë, już z daleka da się zauważyć górujące nad miasteczkiem wzgórze z twierdzą, która jest dziś głównym celem turystycznym miasta. Zamek w Krujë jest dziś jednym z najczęściej odwiedzanych przez turystów miejscem – nie jest więc do niego trudno trafić. My odpuściliśmy sobie nawigację i po prostu „przykleiliśmy się” samochodem do dwóch jadących przed nami autokarów z polskimi rejestracjami. Bezbłędnie doprowadziły nas pod sam zamek :)

Zamek jest dla Albańczyków symbolem. Symbolem niezłomności, bohaterstwa i nacjonalizmu. Symbolem obrony przez Osmanami, symbolem walki mieszkańców przed o wiele większymi siłami wroga. Zamek w Krujë był centrum obrony Skanderberga, bronił się tu niemal przez dwa dziesięciolecia. I choć z samego zamku niewiele dziś pozostało, to pod koniec XX w. otworzono tu Muzeum Skanderberga, w wybudowanym specjalnie w tym celu budynku, w którym ekspozycje pokazują całą historię życia bohatera Albanii. Wstęp jest płatny (o ile pamiętamy – 200 LEK), teoretycznie jest też zakaz fotografowania, aczkolwiek opiekunowie nie protestują przy robieniu zdjęć. Z tarasów muzeum rozpościera się świetny, panoramiczny widok na miasto, położone na zboczu góry.

Do samego zamku doszliśmy pieszo, parkując samochód pod okazałym pomnikiem Skanderberga. Bardzo malowniczym odcinkiem spaceru było przejście przez starą dzielnicą Krujë, położoną pod murami zamkowymi. Do dziś funkcjonuje tam bazar w dobrym, tureckim stylu, choć mocno ukierunkowany na turystyczne „badziewie”. Tak czy siak, ciasne bazarowe uliczki świetnie się prezentują, i w rzeczywistości, i na zdjęciach.

Albania, Laç, kościół św.Antoniego z Padwy

Albania, Laç, kościół św.Antoniego z Padwy

Albania, Laç, kościół św.Antoniego z Padwy

Albania, Laç, kościół św.Antoniego z Padwy

Albania, Laç, kościół św.Antoniego z Padwy

Albania, Laç, kościół św.Antoniego z Padwy

Albania, Laç, jaskinia św.Błażeja

Albania, Laç, jaskinia św.Błażeja

Albania, Laç, sprzedawcy dewocjonaliów pod kościołem św.Antoniego z Padwy

Albania, Laç, sprzedawcy dewocjonaliów pod kościołem św.Antoniego z Padwy

Przy zjeździe ze wzgórza zamkowego warto się zatrzymać przy małym budyneczku, nieco przypominającym meczet (aczkolwiek bez minaretu), stojącym na jednym z zakrętów drogi na dół. To święte miejsce religijne, w którym wg legendy znajduje się jeden z grobowców Sari Salltika, legendarnego XIII-wiecznego derwisza, czczonego do dziś jako świętego przez jeden z tureckich zakonów (Bekszytów). Pochowano go podobno w siedmiu trumnach, w różnych miejscach (w jednym już wcześniej byliśmy – w bośniackim Blagaj), w tym także w Krujë. Po tekke oprowadzał nas bardzo miły starszy pan, z lubością pokazujący każdy szczegół i eksponat na ścianie. Tekke jest chętnie odwiedzane przez młode pary jako miejsce sesji zdjęciowych. Z innych ciekawostek – w centrum Krujë można znaleźć m.in. pomnik George’a W.Busha, prezydenta USA.

Kierujemy się teraz w kierunku północnym Albanii. Nocleg mamy w Szkodrze, a po drodze jeszcze kilka miejsc do zobaczenia. Ostatnim, które pokażemy Wam w tym wpisie jest Laç, niewielkie miasteczko, położone ok.20 km na północ od Krujë. W zasadzie niczym szczególnym się nie wyróżnia – poza jednym miejscem, położonym wysoko na wzgórzu kościołem, poświęconym św.Antoniemu z Padwy (Kisha e Shna Ndout).

Miejsce to jest bardzo znaczące dla wiernych z całego regionu, kojarzone jest z mnichami już od XII w., kiedy osiedlali się oni tu w obronie przed tureckimi najazdami. Kościół na skale wybudowano w 1557 r., a dziś jest on chyba najważniejszym celem pielgrzymek religijnych w całej Albanii, a także sąsiednich krajach. W połowie czerwca przybywa tu nawet do miliona (!) pielgrzymów, liczących na łaskę uzdrowienia. Nieco poniżej kościoła znajduje się także jaskinia, w której wg legendy żył św.Błażej (ale nie ten znany biskup armeński, a lokalny św.Błażej – Albańczyk – torturowany w Durres, dziś patron Dubrownika, jest tam ponoć pochowany).

Czytaliśmy o tym miejscu w Laç i jakoś nie dowierzaliśmy temu milionowi pielgrzymów religijnych w Albanii (wszak jeszcze nie dawno było to państwo nieco na siłę ustanowione świeckim). Jednak zdjęcia w sieci nie kłamią – w czerwcu są tu rzeczywiście nieprzebrane tłumy wiernych. Wrażenie robo choćby sam parking na szczycie wzgórza, już nad klasztorem – jest tak ogromny, że zaczęliśmy wierzyć w to, co przeczytaliśmy.

I tak kończymy pierwszą część naszej opowieści o drugim wjeździe do Albanii. Ale to nie koniec albańskich atrakcji z wakacyjnej podróży AD’2014. W następnym wpisie pokażemy Wam kolejne warte uwagi miasto: Lezha.

Pełna galeria zdjęć z albańskich Kukës, Krujë i Laç znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym facebookowym profilu.

 

Pozostałe wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Prizren, szorstka perełka Kosowa

Prizren bez wątpienia jest turystyczną perełką Kosowa, w którym, jako jedynym, widać tłumy turystów. Powala atmosferą i mnogością zabytków. Ale wrażenia ogólne robią się szorstkie na widok zdewastowanych serbskich kościołów, pamiątki po rozruchach w mieście. Budki policyjne przy nich tylko wzmacniają wątpliwości.

Tour de Europe 2014, dzień 15 (poprzedni wpis: Jedziemy na zachód Kosowa: Pejë, Deçan i Gjakovë). Prizren był drugim naszym miejscem noclegowym w Kosowie. Poprzedni – Prisztina – choć bardzo schludna i europejska, nie powaliła nas na kolana. Co do Prizrenu – jednego byliśmy pewni już przed przyjazdem – jest tam zdecydowanie więcej do zobaczenia, jeśli chodzi o zabytki i atrakcje historyczne.

Do Prizrenu dojechaliśmy przy zapadającym zmroku. Hostel, znajdujący się nieopodal starej części miasta, był pierwszym zaskoczeniem – wypełniony prawie w całości przez międzynarodową grupkę wolontariuszy (na co wskazywały ich koszulki), niestety do dziś nie wiemy, przy jakim projekcie pracowali. Ale było niezwykle głośno. Wiecie, gitary, piwo i tak dalej. Nie jesteśmy jacyś przesadnie wrażliwi na takie miejsca, nie stanowiło więc to dla nas żadnego problemu.

KML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Kosowo, Prizren

ładowanie mapy - proszę czekać...

Prizren, twierdza: 42.209337, 20.745428
Prizren, kościółek Svete Nedelje: 42.208109, 20.742515
Prizren, cerkiew sv.Spasa: 42.208212, 20.743368
Prizren, rzymskokatolicka katedra Matki Bożej Nieustającej Pomocy: 42.207664, 20.738427
Prizren, cerkiew św.Mikołaja: 42.208308, 20.739419
Prizren, prawosławna katedra św.Jerzego: 42.208331, 20.740203
Prizren, plac Szadyrwan: 42.209011, 20.740546
Prizren, Stary Most: 42.209659, 20.739119
Prizren, meczet Sinana Paszy: 42.208955, 20.741308
Prizren, minaret meczetu Arasta: 42.210318, 20.741839
Prizren, meczet Šarac: 42.210513, 20.740975
Prizren, hamam Gazi Mehmet Paszy: 42.210779, 20.741592
Prizren, meczet Emina Paszy: 42.211268, 20.741383
Prizren, meczet Bayrakli: 42.211470, 20.743148
Prizren, budynek Ligi Prizreńskiej: 42.211451, 20.743239
Prizren, meczet Maksut Paszy: 42.211951, 20.745251
Prizren, meczet Iljaza Kuki: 42.209148, 20.736635
Prizren, Muzeum Archeologiczne: 42.211323, 20.736705
Prizren, cerkiew Bogurodzicy Ljeviškiej: 42.211534, 20.735841
Prizren, meczet Suzi Celebi: 42.209551, 20.733902

 

Prizren, stary most i twierdza w tle

Prizren, stary most i twierdza w tle

Prizren, ulice miasta

Prizren, ulice miasta

Prizren, ulice miasta

Prizren, ulice miasta

Drugim zaskoczeniem było wieczorne, „zapoznawcze” wyjście do centrum miasta. Naprawdę nie spodziewaliśmy się gdziekolwiek w Kosowie takich tłumów turystów i spacerowiczów. Oświetlone uliczki i główny plac, mnogość pełnych klientów restauracji, kino letnie nad rzeką Bistrica, całe rodziny spacerujące chodnikiem wzdłuż niej… To nie są rzeczy, których spodziewać się można po kosowskim mieście, które przecież jeszcze całkiem niedawno było areną dantejskich scen. Wyszliśmy na tyle przygotowani, że uzbroiliśmy się tylko w mały kompaktowy aparacik, który niestety nocnych zdjęć nie lubi.

Trochę historii miasta. Prizren zamieszkany było już długo przed Chrystusem, ale pierwsze udokumentowane wzmianki pochodzą z II w., kiedy to miasto istniało w czasach rzymskich pod nazwą Teranda. Po rozpadzie Rzymu, dzisiejsze tereny miasta przeszły we władanie Bizancjum. Około IX w. rozpoczęło się zasiedlanie tych terenów przez ludy słowiańskie.

W XI w. wybuchło bułgarsko-serbskie powstanie przeciwko Bizancjum. Prizren był jedną z jego głównych aren, to tu przywódca powstania, syn serbskiego księcia, został koronowany na cara Bułgarii (Piotr III). Powstanie jednak szybko upadło. Serbowie kilkukrotnie potem usiłowali zdobyć teren Prizrenu, aż udało im się to ostatecznie pod koniec XII w. Na początku XIV w. miasto zostało nawet na kilkadziesiąt lat stolicą ówczesnego państwa serbskiego.

Od połowy XV w., kiedy nastały czasy Imperium Osmańskiego, nastąpiła silna islamizacja miasta – w połowie XIX w. muzułmanie stanowili już 70% mieszkańców. Ale też stał się Prizren silnym ośrodkiem nacjonalistycznym, gdzie prężnie działały organizacje albańskie. W 1878 r. powstała tu Liga Prizreńska, która broniła interesów Albańczyków, gdy upadało Imperium Osmańskie. Miała nawet swoje siły zbrojne, a nawet wywołała powstanie przeciwko Turkom, ale szybko zostało ono stłamszone, a członkowie Ligi zesłani do Azji Mniejszej.

Prizren, kościółek Svete Nedelje na wzgórzu z twierdzą

Prizren, kościółek Svete Nedelje na wzgórzu z twierdzą

Prizren, zrujnowana cerkiew sv.Spasa (Chrystusa Zbawiciela) na wzgórzu z twierdzą

Prizren, zrujnowana cerkiew sv.Spasa (Chrystusa Zbawiciela) na wzgórzu z twierdzą

Prizren, rzymskokatolicka katedra Matki Bożej Nieustającej Pomocy

Prizren, rzymskokatolicka katedra Matki Bożej Nieustającej Pomocy

Prizren, prawosławna katedra św.Jerzego

Prizren, prawosławna katedra św.Jerzego

Po upadku Imperium Osmańskiego i wojnach bałkańskich, Prizren wszedł w skład Serbii, a po II wojnie światowej – Jugosławii, pomimo ogromnej przewagi ludności albańskiej oraz bliskości z granicą Albanii. Aż nadeszła wojna w Kosowie w 1999 r.. Najpierw pod naporem wojsk serbskich uciekła większość albańskich mieszkańców. Gdy role się obróciły, Albańczycy powrócili, a uciekli Serbowie – nigdy do miasta w większości nie wrócili. Serbowie zdążyli zburzyć historyczną siedzibę Ligi Prizreńskiej (później ją odbudowano).

Prizren, cerkiew św.Mikołaja

Prizren, cerkiew św.Mikołaja

Kiedy w Kosowie ponownie wybuchły zamieszki w 2004 r., Albańczycy totalnie zdemolowali wszystkie prawosławne serbskie świątynie i monastery, nie oszczędzając nawet tych najbardziej historycznych i cennych. Dostało się również resztce serbskich mieszkańców miasta – zniszczono całą ich dzielnicę (Podzamcze), a ludzi wypędzono. Serbska dzielnica i zniszczone kościoły u podnóża twierdzy w Prizrenie straszą do dziś.

Prizren, nasz hostel

Prizren, nasz hostel

Przy tym, co pozostało ze świątyń wystawiono potem ochronę w postaci posterunków policyjnych. Dziś pozostały same budki policyjne – straży już nie ma, ale świątynie nadal stoją w stanie kompletnego zniszczenia, nikt nie jest zainteresowany ich odbudową. Nawet najważniejsza z nich – cerkiew Bogurodzicy Ljeviskiej, wpisana na listę UNESCO, stoi w stanie ruiny.

Dziś Prizren to niemal wyłącznie Albańczycy, z małą domieszką Turków i Romów. Serbów w mieście jest niewiele, raczej mieszkają w małych wioskach w okolicy. Miasto liczy ok. 180 tys. mieszkańców (nie wygląda na tak duże, głównie przez brak wysokiej zabudowy w centrum) i jest drugim co do wielkości miastem Kosowa.

Albańskie miasta są bardzo rozpoznawalne – nawet jeżeli nie leżą w Albanii. Choć może te odwiedzane przez nas w Albanii są bardziej nowoczesne (Szkodra, Tirana), ze szczególnym uwzględnieniem tych leżących nad morzem (Durres, Saranda). Ale te w głębi kraju mają ten sam klimat, co choćby Tetovo (Macedonia) czy Peć (Kosowo). Taki jest też Prizren i jego centrum. Niska, zaniedbana zabudowa, kręte, ciasne uliczki, urokliwe meczety no i to, co wzbudza nasze niekończące się uznanie – widok gęstych instalacji elektrycznych, podwieszonych na słupach ulicznych – albańscy elektrycy są mistrzami w tej sztuce :) W Prizrenie skala jest tylko większa – ale i miasto jest duże.

Prizren, plac Szadyrwan

Prizren, plac Szadyrwan

Prizren, fontanna na placu Szadyrwan

Prizren, fontanna na placu Szadyrwan

Prizren, stary most

Prizren, stary most

Prizren, stary most

Prizren, stary most

Prizren aspiruje do miana turystycznej perełki Kosowa, i w zasadzie nią jest. Urok ma jednak chropowaty, a nawet szorstki. Klimat w Kosowie niepowtarzalny, masa zabytków i atrakcji do zobaczenia, ale… Jest to ważne „ale”. Na Prizrenie ciąży historia najnowsza i wspomniane już przez nas zamieszki w 2004 r., podczas których albańska ludność miasta zniszczyła wszystkie prawosławne świątyni, dzielnicę serbską i wygoniła nielicznych już wtedy w mieście Serbów. To, co z zabytkowych kościołów pozostało, wzięto pod ochronę policji. Ale nikt tu nie myśli o ich odbudowie – stoją, otoczone płotami i drutami, niedostępne dla zwiedzających. Widok policyjnych budek strażniczych jest dołujący – i wciąż przypomina, że Kosowo nie jest i pewnie długo nie będzie rajem na ziemi. Gdyby nie KFOR, pewnie nawet te resztki „pamiątek” po Serbach zostałyby starte w proch. Nawet wpisanie na listę UNESCO nie powoduje tu dbałości o serbską spuściznę. Cerkiew Bogurodzicy Ljeviskiej jest tego przykładem – i najbardziej chyba zaniedbanym zabytkiem z listy UNESCO, jaki było nam dane zobaczyć.

No to czas opowiedzieć wreszcie o tym, co warto w Prizrenie zobaczyć. Zaczniemy od górującego nad miastem wzgórza, na którym nie byliśmy, choć podobno roztaczają się z niego niesamowite widoki na miasto. My jednak trafiliśmy na deszczowe, zachmurzone niebo i darowaliśmy sobie wspinaczkę.

  • twierdza Prizren – nikt nie wie, kiedy dokładnie została wybudowana. Prace archeologiczne odsłoniły kilka etapów istnienia twierdzy. Najstarsze znaleziska pochodzą z III / IV w., czyli z czasów późnego Rzymu. Twierdza została rozbudowana przez Serbów w XIV w., a obecne kształty przybrała za panowania Imperium Osmańskiego. Obecnie jest z ruinie;
Prizren, minaret meczetu Arasta

Prizren, minaret meczetu Arasta

  • dzielnica Podzamcze (Podkalaja), położona na zboczu wzgórza z twierdzą, kiedyś zamieszkana przez Serbów, zniszczona i opuszczona przez mieszkańców po zamieszkach w 2004 r.;
  • kościółek Svete Nedelje (o ile dobrze wyszukaliśmy,sv.Nedelja to św.Dominika z Nikomedii), wybudowany w 1371 r. Pozostałości po nim znaleziono podczas wykopalisk w 1966 r. Odbudowano go na podstawie pozostałych fragmentów i analogii do świątyń z tamtych czasów. Źródła serbskie mówią o zachowanych w szczątkach freskach, źródła kosowskie nie. W każdym bądź razie świątynię spalono w zamieszkach w 2004 r. Gdy go odnowiono, ponownie w zamieszkach w 2008 r. został uszkodzony, ale znów odnowiony;
  • cerkiew sv.Spasa (Chrystusa Zbawiciela), wybudowana ok.1330 r., krótko później przekazana we władanie mnichom z monasteru św.Archaniołów pod Prizrenem. W XVIII w. przekazano go społeczności wołoskiej, którzy w 1836 r. rozpoczęli (ale nigdy nie dokończyli) rozbudowę świątyni. Niedługo później kościół strawił pożar. Od 1912 r. aż do wybuchu wojny w Kosowie, cerkiew używana była tylko w czasie większych świąt religijnych. We wnętrzach zachowały się freski z XIV w. Albańczycy podpalili ją i poważnie uszkodzili w 2004 r. Dzięki staraniom UNESCO, odbudowano większość ścian i dach, chroniąc tym samym wnętrze. Jeszcze do niedawna dostępu bronili żołnierze KFOR, obecnie da się podobno podejść pod cerkiew, ale jest ona zamknięta dla zwiedzających;
Prizren, meczet Sinana Paszy

Prizren, meczet Sinana Paszy

Prizren, hamam Gazi Mehmet Paszy

Prizren, hamam Gazi Mehmet Paszy

Prizren, budynek Ligi Prizreńskiej

Prizren, budynek Ligi Prizreńskiej

Prizren, meczet Iljaza Kuki

Prizren, meczet Iljaza Kuki

Prizren, cerkiew Bogurodzicy Ljeviškiej (lista UNESCO)

Prizren, cerkiew Bogurodzicy Ljeviškiej (lista UNESCO)

Pozostałe historyczne atrakcje Prizrenu umiejscowione są już niżej, na poziomie opływającej wzgórze zamkowe rzeki Bistrica. Wymieniamy je w kolejności naszego zwiedzania:

  • rzymskokatolicka katedra Matki Bożej Nieustającej Pomocy z 1870 r. Wybudowana dla katolickich Albańczyków jeszcze w czasach panowania Imperium Osmańskiego. Nie ucierpiała (bo budowana dla społeczności albańskiej) podczas zamieszek w 2004 r.
  • miniaturowa cerkiew św.Mikołaja, stojąca nieopodal głównego placu miasta, wybudowana w 1332 r., we wnętrzach znajdowały się freski z czasów budowy. W 2004 r. cerkiew została podpalona i zdewastowana (zrobiono z niej składowisko śmieci, wymalowano na ścianach graffiti). Odbudowano ją i oddano do użytku w 2009 r.
Prizren, meczet Emina Paszy

Prizren, meczet Emina Paszy

  • prawosławna katedra św.Jerzego, oddana do użytku w 1887 r., dzwonnicę dobudowano w 1907 r. Jej częścią jest dużo starsza kaplica św.Jerzego, usytuowana z prawej strony wejścia do katedry. Kaplica wybudowana została w XV lub XVI w., na fundamentach wcześniej stojącej tu świątyni (prawdopodobnie z XIV w.). We wnętrzach zachowały się częściowo freski z XVI w.;
Prizren, meczet Šarac

Prizren, meczet Šarac

  • plac Szadyrwan (albański: Shatërvan), centrum turystycznej części miasta, otoczony barami i kafejkami. To tu wieczorami toczy się nocne życie miasta. Na środku placu znajduje się zabytkowa fontanna, od której zapewne pochodzi nazwa placu. Fontanna zbudowana została w XVII w., dziś jest jednym z najbardziej charakterystycznych punktów miasta. Legenda mówi, że jeśli napijesz się z niej wody, na pewno wrócisz do Prizrenu;
  • Stary Most – charakterystyczny, kamienny most na Bistricy. Nikt nie wie, kiedy został wybudowany, po cechach budowli stawia się na XV w. W listopadzie 1979 r. podczas powodzi, most niemal całkowicie się zawalił. Mieszkańcy odbudowali go trzy lata później;
Prizren, meczet Bayrakli

Prizren, meczet Bayrakli

  • meczet Sinana Paszy (1615 r.), stojący niemal na placu Szadyrwan, chyba najbardziej rozpoznawalna budowla miasta. Do jego budowy użyto kamieni ze zniszczonego przez Turków monasteru św.Archaniołów, leżącego 3 km za miastem. Wnętrza wymalowano w XIX w.;
  • minaret meczetu Arasta, jedyna część meczetu, wybudowanego w XVI w., w handlowej dzielnicy Arasta – korzystali z niego głównie kupcy. Pierwotnie meczet miał dwa piętra – dół zajmowały sklepy, górę sala modlitewna. Był w swojej historii wielokrotnie odnawiany, ostatni raz na początku XX w. W 1960 r. komunistyczne jugosłowiańskie władze uznały, że trzeba zmienić krajobraz centrum miasta i wyburzyły całą dzielnicę Arasta wraz z meczetem – pozostawiono jedynie minaret;
  • meczet Šarac, wybudowany w 1531 r., jeden z najstarszych w mieście;
  • hamam Gazi Mehmet Paszy, osmańska łaźnia, wybudowana w 1574 r., z osobnymi pomieszczeniami dla kobiet i mężczyzn. Była częścią większego kompleksu, ufundowanego przez Gazi Mehmeta Paszę (meczet Bayrakli, medresa (szkoła), biblioteka i mauzoleum), ówczesnego tureckiego namiestnika w albańskiej Szkodrze;
  • meczet Emina Paszy, w czasie naszej wizyty w Prizrenie w remoncie. Wybudowany w 1832 r. wraz z medresą, w jego wnętrzach pochowano fundatora, brata ówczesnego gubernatora Prizrenu;
Prizren, meczet Maksut Paszy

Prizren, meczet Maksut Paszy

Prizren, Muzeum Archeologiczne w starym hamamie (w remoncie w 2014 r.)

Prizren, Muzeum Archeologiczne w starym hamamie (w remoncie w 2014 r.)

Prizren, ulice miasta

Prizren, ulice miasta

Prizren, ulice miasta

Prizren, ulice miasta

  • meczet Bayrakli, wybudowany w 1561 r., jeden z najbardziej znanych meczetów w Prizrenie, także zawiera grobowiec fundatora. To właśnie tu odbyło się spotkanie założycielskie Ligi Prizreńskiej;
  • budynek Ligi Prizreńskiej, dziś muzeum. Liga była albańską organizacją, mającą dbać o reprezentowanie interesów społeczności albańskiej na niwie międzynarodowej w czasach, gdy powoli upadało Imperium Osmańskie. Powstanie Ligi uznawane jest za pierwszą oznakę przebudzenia nastrojów niepodległościowych w Albanii, choć Liga istniała zaledwie 3 lata i upadła po przegranych walkach z Turkami;
  • meczet Maksut Paszy, stojący nad brzegiem rzeki w lekkim oddaleniu od centrum miasta, wybudowany w XVII w.;
  • meczet Iljaza Kuki, wybudowany w 1543 r., wielokrotnie przebudowywany, ostatni raz pod koniec XIX w.;
  • Muzeum Archeologiczne, mieszczące się w przystosowanym do celów muzealnych tureckim hamamie z XV w., eksponujące kolekcję znalezisk z wykopalisk dookoła miasta. W czasie naszej wizyty w remoncie. Za muzeum stoi wieża zegarowa z połowy XX w.;
Prizren, ulice miasta

Prizren, ulice miasta

Prizren, ulice miasta

Prizren, ulice miasta

  • cerkiew Bogurodzicy Ljeviškiej, z formalnego punktu widzenia najważniejszy zabytek Prizrenu – znajduje się wszak na liście UNESCO. Wybudowana została w początkach XIV w., prawdopodobnie na miejscu wcześniej tu stojącej świątyni z IX w. W czasach osmańskich Turcy przekształcili cerkiew w meczet, zakrywając XIV-wieczne freski warstwą białej farby. Dopiero w połowie XX w. przeprowadzono gruntowną odnowę świątyni. Niestety bardzo ucierpiała ona podczas rozruchów w Kosowie. W 2004 r. została podpalona przez Albańczyków (pomimo tego, że od 1999 r. była pod ochroną KFOR-u) i znacznie zniszczona przez ogień. W 2014 r. stała zamknięta i nieczynna;
  • meczet Suzi Celebi, uznawany za najstarszy w Prizrenie, wybudowany w 1513 r. Grobowce fundatora i jego braci znajdują się na terenie meczetu;

Pozostawiając listę zabytków Prizrenu – po starym mieście warto się po prostu przespacerować. Prizren słynie ze specyficznej, tureckiej atmosfery, ciasnych krętych uliczek z charakterystyczną zabudową. Jest też typowo turecko (i albańsko) nieco chaotyczne – i w zabudowie i w ruchu kołowym.

Po kilkugodzinnym spacerze po atrakcjach Prizrenu nadszedł czas pożegnania z Kosowem. Czas następnego etapu w naszej wakacyjnej podróży, czyli ponownej wizyty w Albanii i nadrobienia tego, czego nie udało się nam zobaczyć w tym kraju podczas podróży rok wcześniej. Ale opowieść o Albanii rozpoczniemy w następnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z kosowskiego Prizrenu znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Jedziemy dookoła mitycznego masywu Olimpu

Mitologiczny masyw Olimpu tak nas urzekł swoim widokiem, że postanowiliśmy zafundować sobie objazd dookoła tego owianego mitami miejsca. Tak zrodziła się nie planowana wcześniej objazdówka „dookoła Olimpu”.

Tour de Europe 2014, dzień 10 (poprzedni wpis: Dion, antyczne miasto z czasów świetności Macedonii). Nie ma z pewnością nikogo, kto nie słyszał o górach Olimpu – to by oznaczało że przespał pół szkoły podstawowej. Rozsławione przez grecką mitologię góry były wg niej siedzibą greckich bogów, z najważniejszym Zeusem na czele. Dziś masyw Olimpu to najwyższe góry Grecji, a najwyższym jego szczytem jest Mitikas (2918 m n.p.m.). Obszar gór został przekształcony w park narodowy (wpisany także na listę przyrodniczego dziedzictwa UNESCO), popularny wśród miłośników trekkingu górskiego – większość szczytów Olimpu jest dostępnych w ramach pieszych szlaków po górach.

Trasa dookoła Olimpu absolutnie nie leżała w naszych wakacyjnych planach. Ale górskie krajobrazy, oglądane przy okazji zwiedzania ruin starożytnego Dionu i okolic, dały nam impuls do zorganizowania sobie takiej swoistej „objazdówki” po małych greckich miejscowościach, położonych dookoła masywu górskiego Olimpu. Przy okazji chcieliśmy też dotrzeć do miejsc, gdzie kończą się drogi i zaczynają piesze szlaki dla chętnych do zdobycia miejscowych szczytów.

Wycieczkę zaczynamy w miejscowości Litochoro, niewielkim miasteczku (7 tys. mieszkańców), leżącym u podnóża Olimpu. Litochoro nie ma większych atrakcji, może poza kościołem Agios Nikolaos, stojącym w centrum miasteczka oraz monasterem Agios Dionysios, przeniesionym tu w 1950 r., po tym, jak pierwotna lokalizacja, użytkowana przez mnichów od XVI w. (zaraz do niej dojedziemy), została w 1943 r. najpierw zbombardowana, a potem zniszczona przez niemieckich żołnierzy. Na początek zwiedzamy więc te dwa miejsca w Litochoro oraz napawamy się widokiem na Olimp, który jest największą atrakcją miasteczka.

Masyw Olimpu, w drodze do Litochoro

Masyw Olimpu, w drodze do Litochoro

Masyw Olimpu, widok z centrum Litochoro

Masyw Olimpu, widok z centrum Litochoro

Litochoro, kościół Agios Nikolaos

Litochoro, kościół Agios Nikolaos

Litochoro, nowy monaster Agios Dionysios

Litochoro, nowy monaster Agios Dionysios

Litochoro, nowy monaster Agios Dionysios

Litochoro, nowy monaster Agios Dionysios

Litochoro, nowy monaster Agios Dionysios

Litochoro, nowy monaster Agios Dionysios

Litochoro jest też świetną bazą wypadową dla turystów udających się na piesze szlaki Olimpu – to stąd prowadzi wgłąb masywu droga, doprowadzająca po ok.20 km jazdy do uroczyska Prionia. Tu zostawia się samochód i rozpoczyna pieszą wędrówkę – to najpopularniejsze miejsce „startowe” dla miłośników górskiego trekkingu. Własnie tą drogą wjeżdżamy do wnętrza masywu olimpijskiego. Docieramy do wspomnianego wcześniej starego monasteru Agios Dionysios, wybudowanego w 1542 r. – stoi mniej więcej 17 km od Litochoro. Przez 60 lat od czasu, gdy zniszczyli go Niemcy w 1943 r., stał w stanie kompletnej ruiny. W ostatnich latach rozpoczęto prace renowacyjne. We wnętrzach głównej klasztornej cerkwi znajduje się grób św.Dionizego, patrona monasteru.

Z klasztoru jedziemy dalej, do Prionii (1100 m n.p.m.), czyli miejsca, skąd wyrusza pieszy szlak na szczyty Olimpu. Nie mamy zamiaru wspinać się po górach, więc po krótkim postoju, zawracamy z powrotem w stronę Litochoro. Zaczynamy kolisty objazd całego masywu. Kolejnym celem jest miejscowość Karitsa, położona nieco na północ od Litochoro. Aby do niej dojechać, mijamy zwiedzane dzień wcześniej ruiny starożytnego Dionu.

Zdecydowanie urzekły nas malutkie greckie wioski, ich klimat, a przede wszystkim stojące w nich cerkwie. Choć nie wszystkie są zabytkami, to wszystkie bardzo wpasowały się nam w gust estetyczny. Są takie… inne, nietuzinkowe, czasem… wesołe w swym wyglądzie i kolorystyce. Zadbane, w dużej części budowane przez samych mieszkańców, są duszą lokalnej społeczności. I są niezwykle fotogeniczne :)

Okolice Litochoro, stary monaster Agios Dionysios

Okolice Litochoro, stary monaster Agios Dionysios

Okolice Litochoro, stary monaster Agios Dionysios

Okolice Litochoro, stary monaster Agios Dionysios

Okolice Litochoro, stary monaster Agios Dionysios

Okolice Litochoro, stary monaster Agios Dionysios

Okolice Litochoro, stary monaster Agios Dionysios

Okolice Litochoro, stary monaster Agios Dionysios

Masyw Olimpu

Masyw Olimpu

Uroczysko Prionia, początek szlaku pieszego na szczyty Olimpu

Uroczysko Prionia, początek szlaku pieszego na szczyty Olimpu

W Karitsy zatrzymaliśmy się dosłownie na moment, właśnie po to, by sfotografować główny kościół, cerkiew św.Demetriusza, wybudowany przez mieszkańców w 1980 r., po zburzeniu wcześniej stojącego tu kościoła z 1872 r. – wieś potrzebowała większej świątyni. Dziś mieszkańcy chlubią się nią jako największą i najważniejszą w okolicy. Niestety byłą zamknięta, wnętrz, podobno bogato zdobionych ikonami i freskami, nie było więc nam dane zobaczyć.

Kolejnym punktem na trasie dookoła Olimpu jest miejscowość Kondariotissa, istniejąca już w czasach starożytnych – o mieście Pieris stojącym w tym miejscu pisano na przełomie I w. p.n.e. /I w n.e. Miejscowość zapisała się także w historii konfliktów z Turcją – po wojnie z tym krajem podczas masowych wysiedleń Greków z terenów tureckich, tutaj osiedlili się mieszkańcy wsi Yenikoy w Turcji. Najważniejszą atrakcją miasteczka jest stary bizantyjski kościół Zaśnięcia NMP, datowany na X / XI w. i będący tym samym jednym z najstarszych kościołów w całym regionie Pierii. Zbudowano go z kamieni, pochodzących z ruin starożytnego Dionu.

W samej Kondariotissie oczywiście też znajduje się kilka malowniczych greckich kościółków, z głównym – Agia Paraskevi na czele. Najbardziej jednak urodziwie prezentuje się, stojący na wzgórzu za miasteczkiem żeński klasztor św.Efrema Syryjczyka, wybudowany całkiem niedawno, bo w 1983 r. Jest to ponoć jedyny na świecie klasztor pod wezwaniem tego syryjskiego mnicha, żyjącego w IV w. Za murami znajdują się dwie cerkwie i jedna świątynia podziemna. Siostry zakonne trudnią się malowaniem ikon oraz haftem (głównie tkanin liturgicznych, ze złotych nici).

Masyw Olimpu

Masyw Olimpu

Masyw Olimpu

Masyw Olimpu

Karitsa, cerkiew św.Demetriusza

Karitsa, cerkiew św.Demetriusza

Kondariotissa, kościół

Kondariotissa, kościół

Kondariotissa, bizantyjski kościół Zaśnięcia NMP

Kondariotissa, bizantyjski kościół Zaśnięcia NMP

Kondariotissa, bizantyjski kościół Zaśnięcia NMP

Kondariotissa, bizantyjski kościół Zaśnięcia NMP

Kondariotissa, żeński monaster św.Efrema Syryjczyka

Kondariotissa, żeński monaster św.Efrema Syryjczyka

Kondariotissa, żeński monaster św.Efrema Syryjczyka

Kondariotissa, żeński monaster św.Efrema Syryjczyka

Kondariotissa, żeński monaster św.Efrema Syryjczyka

Kondariotissa, żeński monaster św.Efrema Syryjczyka

Ale to, co najbardziej przyciąga do monasteru turystów, to jego okazały, mocno dekoracyjny wygląd, także z zewnątrz. Niestety trafiliśmy na godzinę, kiedy klasztor był zamknięty dla zwiedzających, pozostało więc podziwiania panoramy Kondariotissy, rozpościerającą się sprzed bramy wejściowej. Wyjeżdżając z miasteczka dostrzec można, oprócz oczywiście widowiskowej panoramy Olimpu, również to, czym trudnią się okoliczni mieszkańcy. Jak okiem sięgnąć, rozpościerają się tu plantacje tytoniu – główne źródło utrzymania mieszkańców okolicy.

Kolejny kamienny kościół znajdujemy w niedalekiej wsi Agios Spirydonas, powstałej ledwie w końcówce XIX w. Wybudowany został w 1915 r. i dedykowany temu samemu świętemu, co nazwa całej wsi. Inny sfotografowaliśmy w mieście Lofos – kościół św.Jana. Potem już przyszedł czas na widoki – kilkadziesiąt kilometrów jazdy wzdłuż ółnocnych i zachodnich podnóży Olimpu, wciąż usianych plantacjami tytoniu.

Kolejny ważny historycznie punkt to leżąca już po zachodniej stronie gór malutka wieś Dolichi, a konkretnie stojący na jej centralnym placu stary bizantyjski kościółek Przemienienia Pańskiego. Nikt nie wie, kiedy dokładnie go wybudowano, ale po szczegółach architektonicznych datuje się go na X – XII wiek. Na ścianach świątyni znaleziono inskrypcje, mówiące o remoncie w 1516 r., z tego też okresu pochodzą prawdopodobnie freski we wnętrzach, których jest naprawdę sporo, choć ich stan na pierwszy rzut oka nie jest najlepszy. Pod nimi znajduje się podobno kolejna, starsza warstwa malowideł. Pod koniec XX wieku wykonano trochę prac, ratujących stan kościoła, w trakcie których znaleziono pod świątynią pozostałości starszego budynku (prawdopodobnie łaźni) z wczesnych czasów chrześcijaństwa.

Agios Spirydonas, kościół

Agios Spirydonas, kościół

Plantacje tytoniu pod masywem Olimpu

Plantacje tytoniu pod masywem Olimpu

Masyw Olimpu

Masyw Olimpu

Lofos, kościół św.Jana

Lofos, kościół św.Jana

Masyw Olimpu

Masyw Olimpu

Dolichi, bizantyjski kościół

Dolichi, bizantyjski kościół

Dolichi, bizantyjski kościół

Dolichi, bizantyjski kościół

Kolejny malowniczy kościółek napotykamy w miejscowości Kallithea Ellasonos, przy skrzyżowaniu, na którym odbijaliśmy w lewo – tu rozpoczęła się droga powrotna na wybrzeże, tym razem wzdłuż południowych zboczy Olimpu. Tu pierwszą większą miejscowością po drodze jest Olimpiada, miejscowość nijak nie związana z tradycją olimpijską, wywodzącą się przecież z Grecji. Miejscowości o tej nazwie w Grecji jest kilka, ale tą właściwą jest Olimpia na Peloponezie, daleko od Olimpu. Ale zdjęcia tabliczki z nazwą „Olimpiada” nie odmówiliśmy sobie :)

Niedaleko za Olimpiadą, i za wsią Sparmos znajduje się kolejny zjazd w kierunku pieszych szlaków na szczyty Olimpu. Należy zjechać w lewo w zjazd w kierunku bazy wojskowej K.E.O.A.X. – są odpowiednie kierunkowskazy. Około 20 minut pod górę bardzo widokową trasą o dobrej nawierzchni asfaltowej wiedzie pod bramę wspomnianej bazy, gdzie asfalt się kończy. Znajduje się tu niewielki parking, a dalej, przez bazę wojskową trzeba już udać się pieszo. Jeśli planujecie wejście w kierunku szczytów Olimpu, trzeba tu zjawić się rano, by zdążyć wrócić o sensownej godzinie. Na Mitikas jest stąd ok.8 km. Skrótowy film z trasy do K.E.O.A.X. możecie zobaczyć poniżej.

Zjeżdżając w dół, przy końcu zjazdu skręcamy do widocznego z góry, widowiskowo położonego XVI-wiecznego monasteru św.Trójcy. Rozbudowany w XVII w., wiek później przeżył szczyt swojej potęgi, kiedy to zamieszkiwało tu nawet 150 mnichów. Był wtedy znaczącym ośrodkiem naukowym i kulturalnym, znajdowała się tu biblioteka z bogatymi zbiorami starych rękopisów.

Kallithea Ellasonos, kościół

Kallithea Ellasonos, kościół

Masyw Olimpu

Masyw Olimpu

Olimpiada

Olimpiada

Baza wojskowa K.E.O.A.X., początek pieszego szlaku na szczyty Olimpu

Baza wojskowa K.E.O.A.X., początek pieszego szlaku na szczyty Olimpu

Masyw Olimpu

Masyw Olimpu

Monaster św.Trójcy w Sparmos

Monaster św.Trójcy w Sparmos

Monaster św.Trójcy w Sparmos

Monaster św.Trójcy w Sparmos

Monaster św.Trójcy w Sparmos

Monaster św.Trójcy w Sparmos

Widok na greckie wybrzeże, nad brzegiem w oddali zamek Platamon

Widok na greckie wybrzeże, nad brzegiem w oddali zamek Platamon

Teraz już pozostała nam tylko jazda na wybrzeże, zjazd z wysokości 1020 m n.p.m., na której leży klasztor św.Trójcy w Sparmos. Znów genialne widoki (zarówno gór, jak i widocznego z góry wybrzeża) i strome asfaltowe serpentyny. W oddali można zauważyć m.in. zamek Platamon, wybudowany przez rycerzy krzyżowych w początkach XIII w. Badania archeologiczne pokazały, że stoi on w miejscu, gdzie kiedyś istniałoantyczne greckie miasto Herakleion.

W ten sposób kończy się nasz objazd masywu Olimpu. Widzieliśmy go z każdej strony świata i z każdej z nich prezentuje się on bardzo widowiskowo. Utkwiły nam szczególnie maleńkie, puste w upalnym środku dnia wsie z cudownymi cerkwiami. No i te widoki na góry, a potem z gór na wybrzeże…

Cała trasa, wraz z dwoma podjazdami pod piesze szlaki, liczy jakieś 200 km. A w następnym wpisie zabierzemy Was na wycieczkę wgłąb antycznej greckiej historii – będzie miejsce bitwy pod Termopilami.

Pełna galeria zdjęć z objazdu wokół masywu Olimpu znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

 

Smederevo, dawna stolica Serbii

Smederevo, niewielkie serbskie miasteczko położone nad Dunajem, było pierwszym noclegowym przystankiem na naszej wakacyjnej trasie w 2014 r. I jednocześnie świadomym uzupełnieniem trasy odbytej rok wcześniej, kiedy to zabrakło nam na jego zobaczenie czasu.

Tour de Europe 2014, dzień 3 (poprzedni wpis: Oradea, czyli nasze przywitanie z Rumunią).Pierwszy dzień wakacyjnego wyjazdu kończymy w Serbii. Wracamy do niej po roku, wracamy także nad serbską część Dunaju – do Smedereva, którego ze względu na zapadający zmrok nie zdążyliśmy zobaczyć podczas rajdu wzdłuż serbskiego brzegu Dunaju w wakacje 2013 roku.

Rejony Smedereva były zamieszkałe od tysiącleci, ale w zasadzie tylko w okresie Cesarstwa Rzymskiego istniała tu warta zauważenia osada. Tak naprawdę Smederevo powstało na początku XV wieku, i to od razu jako… stolica ówczesnego państwa serbskiego. Wtedy to miejscowy władca rozpoczął budowę twierdzy, chcąc tu przenieść stolicę z Belgradu, który musiał oddać Węgrom. Prace trwały ponad 10 lat i zostały ukończone w 1439 r.

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Serbski władca starał się lawirować pomiędzy potężnymi sąsiadami – Węgrami i Turkami, wydając za ich władców nawet swoje córki, ale nie uchroniło to go przed najazdem tych drugich. Dobrze ufortyfikowana twierdza kilkukrotnie skutecznie broniła się przed przeważającymi wojskami tureckimi, ale w końcu w 1459 r. im uległa. Wtedy też państwo serbskie na długie wieki zniknęło z mapy Europy. Smederevo było stolicą Serbii raptem przez 9 lat.

W ciągu kolejnych dziesiątek lat wojska węgierskie i serbskie bez powodzenia starały się odbić Smederevo z rąk władców osmańskich. Dopiero pierwsze duże serbskie powstanie w 1806 r. (które rozpoczęło się na terenach Smedereva) przyniosło nadzieję na wyzwolenie – wtedy też Smederevo było nieoficjalną stolicą powstańców serbskich.

Ostatni ważny moment w historii miasta to II wojna światowa – w jej czasie Niemcy przekształcili twierdzę w magazyn amunicji. Niestety ich nieuwaga doprowadziła w czerwcu 1941 r. do potężnej eksplozji, która nie tylko wyrządziła ogromne zniszczenia w samej twierdzy, ale także zabiła aż 2500 mieszkańców. Ponad 5 tysięcy osób odniosło też obrażenia – eksplozja dotknęła niemal każdego ówczesnego mieszkańca miasta. Ostatecznych zniszczeń dokonały jeszcze alianckie naloty w 1944 r.

Przez długie lata po wojnie twierdza w Smederevie, malowniczo położona w samym centrum miasta, nad brzegiem Dunaju, pozostawała w rozsypce. Dopiero niedawno urządzono wewnątrz jej murów park, w którym odbywają się także koncerty i inne wydarzenia kulturalne. Stan samej twierdzy wciąż jednak w dużej części jest opłakany.

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza

Smederevo, XV-wieczna twierdza, ruiny kościoła

Smederevo, XV-wieczna twierdza, ruiny kościoła

Smederevo, XV-wieczna twierdza, ruiny tureckiej łaźni

Smederevo, XV-wieczna twierdza, ruiny tureckiej łaźni

Właśnie twierdza była naszym głównym celem w trakcie zwiedzania Smedereva. Można ją oglądać w dużej części z zewnątrz, a także przespacerować się wzdłuż całej długości murów od wewnątrz (ok. 1,5 km). Na terenie parku znajdują się także ruiny XV-wiecznego kościoła, wybudowanego w czasach budowy samej twierdzy (po zdobyciu Smedereva przez Turków został on przekształcony w meczet), a także pozostałości po tureckich łaźniach, wybudowanych przez Ottomanów w II połowie XV w.

Co jeszcze, oprócz twierdzy, można zobaczyć w Smederevie ? Przede wszystkim warto poszukać niepozornego drzewka morwy, niezwykle ważnego historycznie dla miejscowych mieszkańców. Zgodnie z tradycją, to obok tego drzewa w listopadzie 1805 r. przywódca serbskich powstańców odebrał hołd i klucze do miasta od tureckiego dowódcy.

Spod morwy niedaleko już do kilku innych ważnych miejsc w Smederevie. Są nimi: gimnazjum, otwarte w 1871 r., najstarsza tego typu szkoła w okolicy, do której uczęszczał m.in. Branislav Nusic, znany serbski poeta oraz kościół św.Jerzego, podobno trzecia co do wielkości świątynia w całej Serbii, wybudowana w 1854 r. W Smederevie znaleźć można również okazały pomnik, poświęcony ofiarom wspomnianej już przez nas eksplozji na twierdzy w czerwcu 1941 r.

Nas interesowała jeszcze jedna świątynia, znacznie starsza od kościoła św.Jerzego w centrum Smedereva. Na wzgórzu widocznym z centrum znajduje się stary cmentarz, a na nim stoi zabytkowy kościół Zaśnięcia Bogurodzicy, pochodzący z początków XV wieku, czyli z czasów, gdy Smederevo powstało. Został on prawdopodobnie wybudowany jako grobowa kaplica ówczesnego metropolity Atanazego. We wnętrzach znajduje się także grobowiec Dmitrije Davidovica, serbskiego ministra edukacji z początków XIX w., uważanego za ojca współczesnego dziennikarstwa w Serbii, urodzonego w Smederevie. Jego pomnik także można znaleźć w centrum miasta.

Smederevo, XV-wieczny kościół Zaśnięcia Bogurodzicy

Smederevo, XV-wieczny kościół Zaśnięcia Bogurodzicy

Smederevo, XIX-wieczne gimnazjum

Smederevo, XIX-wieczne gimnazjum

Smederevo, 300-letnia morwa, pod którą w 1805 r. Serbowie odebrali władzę nad miastem Turkom

Smederevo, 300-letnia morwa, pod którą w 1805 r. Serbowie odebrali władzę nad miastem Turkom

Smederevo, pomnik pamięci ofiar wielkiej eksplozji z czerwca 1941 r.

Smederevo, pomnik pamięci ofiar wielkiej eksplozji z czerwca 1941 r.

Smederevo, kościół św.Jerzego

Smederevo, kościół św.Jerzego

Smederevo, ulice miasta

Smederevo, ulice miasta

Cały pobyt w centrum Smedereva zajął nam około półtorej godziny. Tuż przed południem trzeciego dnia naszej wakacyjnej trasy wyjechaliśmy z tego miasteczka, kierując się na południe. Jeszcze tego samego dnia mieliśmy bowiem w planie zwiedzenie kolejnego ważnego historycznie miasta Serbii – będzie nim Nisz. Ale o Niszu będzie już w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z serbskiego Smedereva znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Oradea, czyli nasze przywitanie z Rumunią

Oradea, po polsku zwana kiedyś Wielkim Waradynem, z Polską mające historycznie trochę wspólnego, było pierwszym, kilkugodzinnym zaledwie przystankiem na naszej wakacyjnej trasie w 2014 r.

Tour de Europe 2014, dzień 2 (poprzedni wpis: Tour de Europe 2014, czyli bałkański suplement). Pierwszy dzień wakacyjnego wyjazdu w 2014 r. – jak zwykle u nas – był przejazdem na trasie Poznań – Rzeszów. Z racji tego, że nasz czworonogi domator nie znosi podróży samochodem (a dodatkowo ma jeszcze chorobę lokomocyjną) – nie bierze udziału w naszych wojażach, znajdując schronienie u zawsze otwartej na takie „podrzucanie” rodziny. Tak było i tym razem – po zostawieniu psa pod najlepszą możliwą opieką i krótkim noclegu, wyjechaliśmy z Polski na właściwe „Tour de Europe”.

Rumunia znalazła się na naszej trasie po raz pierwszy. Nie dlatego, że chcieliśmy „odhaczyć” na mapie kolejny odwiedzony kraj – nie o to w naszym zwiedzaniu chodzi, zresztą zanosi się na to, że już całkiem niedługo do Rumunii wrócimy na troszkę dłużej niż na jeden dzień. Bardziej chodziło o to, żeby coś zmienić w naszej trasie na południe – rok wcześniej jechaliśmy już przez Bałkany do Turcji i nie chcieliśmy powtarzać tej samej trasy przez Słowację i Węgry, chcieliśmy zobaczyć coś nowego. I tak „wpadła” nam przejażdżka zachodnimi rubieżami Rumunii i zwiedzanie miasta Oradea, leżącego tuż przy granicy z Węgrami.

Historia dzisiejszej Oradei, zwanej kiedyś z łaciny Varadinum, zaczyna się mniej więcej w X wieku, ale znaczenie wioski znacznie wzrasta wiek później, kiedy to król Węgier, Władysław I, funduje tu biskupstwo. Przy okazji pierwszy związek z Polską – Władysław I był synem polskiego króla – Mieszka II, urodził się w Krakowie. XIII i XIV w. to czas wielkiego rozwoju miasta – z tego okresu pochodzi m.in. cytadela, której pozostałości można oglądać tu do dziś.

Oradea, cytadela

Oradea, cytadela

Oradea, rzymskokatolicka bazylika

Oradea, rzymskokatolicka bazylika

Oradea, Pałac Biskupi przy bazylice

Oradea, Pałac Biskupi przy bazylice

Oradea, rzeka Crișul Repede

Oradea, rzeka Crișul Repede

W XVI i XVII w. miasto wielokrotnie zmieniało przynależność państwową w wyniku walk pomiędzy Turkami i Habsburgami. Swoją świetność zaczęło odzyskiwać w XVIII w., kiedy to przeprojektowano jego układ, widoczny do dziś. Z tego też okresu pochodzi wiele znaczących budowli w mieście. Choć zamieszkiwane w większości przez Węgrów, po I wojnie światowej zostało wcielone w skład Rumunii, co rozpoczęło prawdziwy exodus mieszkańców narodowości węgierskiej. Z ponad 90% na początku XX wieku, dziś jest ich ok.25%. Węgrzy zajęli „swoje” miasto ponownie w czasie II wojny światowej, ale znów byli nie po tej stronie co trzeba i po zakończeniu wojny Oradea ponownie znalazła się w granicach Rumunii.

Oradea, rzymskokatolicki kościół św.Ducha

Oradea, rzymskokatolicki kościół św.Ducha

Dziś Oradea stara się przyciągać turystów swą niebanalną zabudową starówki, która naprawdę robi wrażenie. Miasto znane jest też z niezliczonej liczby świątyń, których znajduje się tu około setki. Oradea jest w dziesiątce największych miast Rumunii, licząc prawie 200 tys. mieszkańców.

Zwiedzanie Oradei zaczynami od cytadeli, wybudowanej na kształcie pięciokąta. Pierwsze obwarowania powstały tu jeszcze za czasów Władysława I, który najpierw wybudował tu warowny klasztor. Później w murach cytadeli ufundował on wspomniane przez nas już biskupstwo. W XIII w. najpierw najazdy Tatarów, a potem lokalny konflikt spowodowały ogromne jej zniszczenia.

Odbudowę cytadeli podjęto w XIV w., wtedy też wybudowano w jej wnętrzu pokaźną katedrę oraz wystawiono statuy trzech kanonizowanych węgierskich królów, które znajdują się tu do dziś. Katedra stała się miejscem pielgrzymek chrześcijan z całej Europy. Przez dwa tygodnie przebywał tu w 1412 r. polski król Władysław Jagiełło. Przez wieki chowano tu po śmierci królów, w tym m.in. Zygmunta Luksemburskiego, cesarza niemieckiego, a jednocześnie króla Węgier, Włoch i Czech.

Oradea, pałac Moskovitz Miksa

Oradea, pałac Moskovitz Miksa

Oradea, ulice starego miasta

Oradea, ulice starego miasta

Oradea, ulice starego miasta

Oradea, ulice starego miasta

Oradea, pałac Rimanoczy'ego Seniora

Oradea, pałac Rimanoczy’ego Seniora

Przez kolejne wieki cytadela służyła różnym militarnym celom w czasach walk Węgrów, Habsburgów i Turków, będąc niszczona i rozbudowywana przez kolejnych właścicieli. Swój dzisiejszy kształt zawdzięcza rozbudowie z końca XVIII w., dokonanej przez Austriaków. Oficjalnie funkcję militarną obiekt przestał pełnić w połowie XIX w., a od czasów II wojny światowej zaczął popadać w ruinę. Niestety podczas naszej wizyty w Oradei, cytadela była zamknięta dla zwiedzających, mogliśmy ją jedynie obejrzeć z zewnątrz.

Z cytadeli idziemy do kolejnej ważnej budowli – rzymskokatolickiej bazyliki Wniebowzięcia NMP, wybudowanej w drugiej połowie XVIII w. Uważana jest ona za największą barokową katedrę w całej Rumunii, a w jej wnętrzach przechowywane są dziś relikwie świętego króla Władysława I. Tuż obok, na terenie parku przy katedrze, stoi także ogromny pałac biskupi, pochodzący z tego samego okresu. Pałac słynie ze swoich rozmiarów oraz 365 okien, dziś mieści się w nim muzeum, dostępne dla zwiedzających.

Spod katedry idziemy w stronę zabytkowego centrum Oradei, wchodząc w nie ulicą Strada Republicii, jedną z najpiękniejszych ulic całej Transylwanii, wypełnioną budynkami w stylu Art Nouveau. Od północy najpierw natykamy się na rzymskokatolicki kościół św.Ducha. Początkowo był to klasztor franciszkański, ale w 1787 r. został przekazany kościołowi rzymskokatolickiemu. Wtedy to dobudowano najwyższą z wież na przedniej fasadzie. Był remontowany po tym, jak na przełomie XIX i XX wieku wykryto poważne pęknięcia w jego strukturze.

W miarę zbliżania się do centrum, przy ulicy Republicii ukazują się nam kolejne perełki architektoniczne. Najpierw są to dwa pałace: Apollo i Moskowitz Miksa, wybudowane w początkach XX w. Odbijamy nieco w prawo, by zobaczyć stojący w bocznej uliczce kompleks zakonu Norbertanek, a w zasadzie kościół, kiedyś stanowiący część klasztoru, zbudowany w połowie XVIII w.

Oradea, stare miasto

Oradea, stare miasto

Oradea, pomnik i muzeum poety Endre Ady

Oradea, pomnik i muzeum poety Endre Ady

Oradea, budynek teatru

Oradea, budynek teatru

Oradea, budynek dawnego hotelu "Astoria"

Oradea, budynek dawnego hotelu „Astoria”

Wracamy na ulicę Republicii, trafiając od razu na wybudowany na początku XX w. pałac, należący (i zaprojektowany przez niego) do architekta Rimanoczy’ego Seniora, a będący ponoć kopią weneckiego pałacu Ca d’Oro. Stąd znów odbijamy (tym razem na lewo) ze Strada Republicii, by zobaczyć stojące tuż obok małe muzeum Endre Ady, znanego węgierskiego poety, żyjącego na przełomie XIX i XX w. W Oradei spędził on sporą część swojego życia, tu tworzył i pracował jako dziennikarz. Tu też poznał swoją późniejszą kobietę życia i muzę – Ledę. Muzeum stoi w miejscu dawnej kafejki, w której uwielbiał tworzyć Ady.

Schodzimy w stronę rzeki, by zobaczyć stojący tuż nad nią kalwiński kościół reformowany z XVIII w. Spacerem wracamy do Strada Republicii, by wyjść na wprost stojącego w jej centralnej części kościoła św.Anny i kompleksu klasztornego sióstr Urszulanek, pochodzących z II poł. XVIII w. Na kościele podobno do dziś widać poziom wody z powodzi, która zalała miasto w 1851 r.

Obok budynków klasztornych znajduje się przy Strada Republicii, za siedzibą dawnego bazaru miejskiego, spory plac, przy którym znajduje się budynek teatru, oddany do użytku w 1900 r. Przed teatrem stoi okazały pomnik Marii Koburg, królowej Rumunii z początków XX w., bardzo przez Rumunów poważanej (głównie za odwagę w czasie I wojny światowej i udział w rokowaniach pokojowych po jej zakończeniu, kiedy to Rumunia ogromnie zyskała terytorialnie). Obok niego znajdują się dwa kolejne architektoniczne przykłady stylu Art Nouveau – tzw. pałace Adorjana, wybudowane w 1903 i 1905 r. Także obok teatru znajduje się niezwykle widowiskowy, świeżo odrestaurowany budynek dawnego hotelu Astoria, także pochodzący z pierwszych lat XX w.

Przechodzimy na południową stronę rzeki Crișul Repede, nad którą leży Oradea. Tu znajduje się plac Unirii, a jako pierwszy z pewnością rzuca się w oczy stojący pośrodku kościół św.Władysława, wybudowany w latach 1720-1733 (choć kilka elementów dobudowywano nawet do 1800 r.). Wnętrza kryją najstarszy kościelny ołtarz w Oradei, datowany na 1730 r. Przed kościołem znajduje się budynek ratusza miejskiego, wybudowany w 1903 r. Jego wieża została odbudowana po pożarze z 1944 r. – ironia losu polega na tym, że służyła wtedy jako… wieża obserwacyjna dla strażaków.

Oradea, budynek ratusza

Oradea, budynek ratusza

Oradea, siedziba greckokatolickiego episkopatu

Oradea, siedziba greckokatolickiego episkopatu

Oradea, kościół św.Władysława

Oradea, kościół św.Władysława

Oradea, plac Unirii

Oradea, plac Unirii

Oradea, jeden z budynków kompleksu "Czarny Orzeł"

Oradea, jeden z budynków kompleksu „Czarny Orzeł”

Oradea, park 1 Grudnia

Oradea, park 1 Grudnia

Oradea, stara synagoga nad brzegiem rzeki Crișul Repede

Oradea, stara synagoga nad brzegiem rzeki Crișul Repede

Ale przy placu Unirii znajdziemy wiele więcej interesujących budynków. Znajdują się tu dwa inne kościoły. Pierwszy z nich – pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP (zwany też „kościołem księżycowym”), a jego budowa rozpoczęła się w 1784 r. W 1793 r. na froncie wieży kościelnej zamontowano unikalny mechanizm, pokazujący fazy księżycowe – stąd popularna nazwa świątyni. Drugi to greckokatolicki kościół św.Mikołaja z 1810 r., o niezwykle misternie zdobionych wnętrzach. Był on kilkukrotnie odbudowywany po pożarach.

Także przy placu Unirii stoi widowiskowy budynek greckokatolickiego episkopatu – jego budowę ukończono ok.1903 r. Kilka lat później oddano do użytku inny widowiskowy kompleks budynków, tzw. Czarny Orzeł („Vulturul Negru”). Kompleks ten, składający się ze stojących z przodu dwóch budynków, połączonych z trzecim, tylnym, mieścił m.in. teatr, salę balową czy kasyno.

Stąd ucięliśmy sobie krótki spacer do zielonego „serca” Oradei, czyli znajdującego się już w okolicy cytadeli (od której rozpoczęliśmy zwiedzanie miasta) parku 1 Grudnia. Po drodze mieliśmy jeszcze okazję zobaczyć synagogę, wybudowaną w 1878 r., kiedy to miejscowa, ogromna społeczność żydowska podzieliła się na dwa odłamy, z których każdy rozpoczął budowę własnej świątyni. Okazała synagoga niestety była w czasie gruntownego remontu.

I tak zakończyła się nasza pierwsza przygoda z Rumunią, czyli zwiedzanie miasta Oradea. W sumie spędziliśmy tutaj prawie 4 godziny, a sama Oradea bardzo pozytywnie zapadła nam w pamięci. Nabraliśmy naprawdę dużej chęci, by do Rumunii przyjechać na dłużej. Ale na razie czekała nas dalsza trasa wakacyjna – kolejnym jej elementem będzie serbskie Smederevo, gdzie mieliśmy zaplanowany pierwszy nocleg. Ale o tym już w następnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z rumuńskiej Oradei znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Zwiedzamy Lizbonę trasą zabytkowego tramwaju nr 28, cz.4

Ostatni etap zwiedzania Lizbony wzdłuż trasy tramwajowej linii 28 zaczynamy w dzielnicy Chiado. Cały czas niestety spacer przebiega w deszczu, co zakończy się tym, że skrócimy planowaną marszrutę, nie docierając do końca trasy tramwaju.

Lizbona na weekend (poprzedni wpis: Zwiedzamy Lizbonę trasą zabytkowego tramwaju nr 28, cz.3). Po wyjechaniu na górę windą Elevador de Santa Justa, wychodzimy na jedną z głównych, handlowych ulic Chiado – Rua Garrett, jedną z najbardziej obleganych w sezonie przez turystów ulic Lizbony. Pełno tu eleganckich sklepów i kafejek, wśród których bezwzględnie prym wiedzie „A Brasileira”, otworzona w 1905 r. jako sklep z oryginalną brazylijską kawą, w którym do każdego kilograma zakupionych ziaren dodawano gratis filiżankę „bica” – mocnej kawy na wzór włoskiego espresso.

W kafejce bywali najwięksi XX-wieczni portugalscy artyści, głównie pisarze i poeci, w tym uznawany za jednego z najwybitniejszych, Fernando Pessoa, którego brązową figurę, siedzącą przy stoliku, można podziwiać tutaj do dziś. Niemalże naprzeciwko znajduje się bazylika Męczenników, wybudowana w formie niewielkiej kaplicy już w 1147 r., ku czci krzyżowców, poległych w czasie zdobywania miasta. W miejscu tym wtedy ich chowano.

Stopniowo przebudowywana i rozbudowywana, świątynia została w XIV w. podniesiona do rangi bazyliki. Została jednak zniszczona przez trzęsienie ziemi w 1755 r., po którym to została kompletnie odbudowana w 1769 r. Z oryginału zachowały się niektóre elementy wnętrza. W kościele tym chrzczony był wspomniany Fernando Pessoa (21 lipca 1888 r.).

Lizbona, ulica Rua Garrett

Lizbona, ulica Rua Garrett

Lizbona, ulica Rua Garrett

Lizbona, ulica Rua Garrett

Lizbona, opera Teatro Nacional de São Carlos

Lizbona, opera Teatro Nacional de São Carlos

Lizbona, po lewej dom, w którym urodził się Fernando Pessoa

Lizbona, po lewej dom, w którym urodził się Fernando Pessoa

Nieco dalej znajduje się niewielki plac z pomnikiem XVI-wiecznego poety Antonio Ribeiro, od którego nazwę wzięła potem cała dzielnica. Ribeiro znany był pod przydomkiem „Chiado” właśnie i przez sporą część życia mieszkał na dzisiejszej Rua Garrett. Skręcamy nieco na południe, w stronę Teatro Nacional de São Carlos, wybudowanego pod koniec XVIII w., w miejsce zburzonego przez trzęsienie ziemi teatru królewskiego, stojącego przy pałacu Ribeira (dzisiejszy Plac Handlowy). Teatro Nacional de São Carlos jest główną operą w Lizbonie. Naprzeciw budynku teatru stoi dom, w którym urodził się Fernando Pessoa.

Lizbona, bazylika Męczenników

Lizbona, bazylika Męczenników

Wracamy na placyk z pomnikiem Antonio Ribeiro (tu znajduje się przystanek tramwaju nr 28) i kierujemy się pieszo wzdłuż tramwajowej linii – kilkadziesiąt metrów dalej stoją naprzeciw siebie dwie świątynie. Jako pierwszy odwiedzamy kościół de Nossa Senhora da Encarnação (Matki Bożej Wcielenia ?), wybudowany na początku XVIII w. (1708 r.) i kompletnie zniszczony przez trzęsienie ziemi i następujący po nim pożar w 1755 r. Odbudowano go pod koniec tego stulecia, ale już w 1802 r. kolejny pożar trawi część budynku, w wyniku czego obiekt znów zostaje zamknięty. Cztery lata później ponownie go otwarto, ale prace trwały jeszcze przez kolejne ponad 60 lat.

Stojący dokładnie naprzeciwko kościół do Loreto (zwany też kościołem „włoskim”) jest znacznie starszy, wybudowany został a wniosek włoskiej społeczności miasta już w 1518 r. Odbudowano go po kompletnym zniszczeniu w 1755 r., do dziś odprawiane są tu msze w języku włoskim.

Lizbona, bazylika Męczenników

Lizbona, bazylika Męczenników

Wchodzimy na plac Largo de Camoes, popularne miejsce spotkań, ze stojącym centralnie pomnikiem narodowego poety z XVI w. – Luisa de Camoesa. Na północ od placu odchodzi ulica Rua da Misericordia, za którą rozpoczyna się już kolejna dzielnica Lizbony – Bairro Alto. Ale my tam nie wchodzimy – idziemy za to właśnie tą ulicą – celem jest kolejna świątynia – kościół św.Rocha (Sao Roque).

Lizbona, kościół de Nossa Senhora da Encarnação

Lizbona, kościół de Nossa Senhora da Encarnação

Budowę kościoła rozpoczęto w 1506 r., w miejscu, gdzie chowano wtedy ofiary szalejącej w mieście zarazy. Mniej więcej w tym czasie sprowadzono też do Lizbony relikwie św.Rocha – i właśnie w miejscu ich złożenia wybudowano świątynię. W połowie XVI w. kościół został przekazany sprowadzonym do Lizbony Jezuitom, stając się ich pierwszym kościołem w Portugalii i jednym z pierwszych na świecie. Szczęśliwie przetrwał on trzęsienie ziemi w 1755 r., ale już kilka lat później Jezuici, za spiskowanie przeciwko królowi, zostali z Portugalii wydaleni, a świątynię przekazano charytatywnemu towarzystwu Santa Casa da Misericórdia (utworzonemu pod koniec XV w.), pod którego opieką znajduje się do dziś.

Lizbona, kościół do Loreto

Lizbona, kościół do Loreto

Niestety spory zawód sprawił nam brak możliwości zwiedzenia wnętrz kościoła (był zamknięty z powodu jakieś uroczystości wewnątrz), słynie on bowiem z przebogatych wnętrz, w tym bogato zdobionych kaplic. Szczególnym wdziękiem odznacza się ponoć kaplica św.Jana Chrzciciela, zamówiona w 1740 r. w Rzymie przez ówczesnego króla Portugalii. Do dziś uznawana jest za arcydzieło w skali europejskiej oraz za jedną z najdroższych kaplic kościelnych w Europie. Wykonana została przez włoskich artystów m.in. z alabastru, marmuru, szlachetnego drewna i kości słoniowej i przyozdobiona wieloma kamieniami szlachetnymi, m.in. agatami czy ametystami. Są także elementy złocone.

Obok kościoła św.Rocha znajduje się, w dawnych pomieszczeniach klasztornych Jezuitów, Muzeum Sztuki Sakralnej (wstęp odpłatny), ale też niestety było zamknięte (byliśmy tam w poniedziałek, kiedy większość muzeów nie pracuje). Na placu przed świątynią (Largo Trindade Coelho) można jeszcze popozować przy statuetce lizbońskiego sprzedawcy losów loterii (tzw. Cauteleiro), od którego plac ten przybrał swoją nieoficjalną nazwę.

Lizbona, kościół de Nossa Senhora da Encarnação

Lizbona, kościół de Nossa Senhora da Encarnação

Lizbona, kościół de Nossa Senhora da Encarnação

Lizbona, kościół de Nossa Senhora da Encarnação

Lizbona, kościół do Loreto

Lizbona, kościół do Loreto

Lizbona, kościół św.Rocha

Lizbona, kościół św.Rocha

Lizbona, kościół św.Rocha i Muzeum Sztuki Sakralnej

Lizbona, kościół św.Rocha i Muzeum Sztuki Sakralnej

Wracamy na plac Largo de Camoes, nie zagłębiając się w uliczki Bairro Alto. Stąd można podjechać jeden przystanek tramwajem 28 do kolejnego ciekawego punktu – ale że na piechotę jest to ledwie 3 minuty, decydujemy się nadal iść pieszo – choć ciągle pada rzęsisty deszcz i jesteśmy już nieźle przemoczeni (na szczęście jest ciepło – jak na polskie warunki w listopadzie – kilkanaście stopni). Kolejny przystanek nazywa się Bica – nie przypadkiem, tuż przy nim znajduje się jedna z najbardziej malowniczych uliczek Lizbony – Rua da Bica de Duarte Belo.

Rua da Bica jest podobno najczęściej fotografowaną ulicą w Lizbonie. Nie ma się czemu dziwić – dość stromo opada w dół od granic Bairro Alto i przemierza w dół, do wybrzeża, dzielnicę Bica. Znana jest głównie z malowniczej trasy windy Elevador da Bica, która przemierza w obie strony całą długość uliczki. Szczególnie z góry uliczka prezentuje się bardzo kolorowo, z pastelowymi kamienicami po bokach. OK, może w deszczu nie prezentuje się jakoś wybitnie – ale wierzymy, że przy słonecznej pogodzie widok musi być nieziemski. Schodzimy uliczką na sam dół, by trasę powrotną pokonać windą.

Winda Elevador da Bica jest częścią miejskiego systemu transportu w Lizbonie i obowiązują w niej normalne bilety – chyba że macie LisboaCard – wtedy przejazd (jak każdym środkiem transportu w mieście) macie gratis. Wyjeżdżamy z powrotem na górę, zaliczając tym samym drugą windę w Lizbonie (po pionowej Elevador de Santa Justa). Przy wysiadaniu robimy sobie też małą sesję fotograficzną z wagonikiem i wracamy na przystanek Bica.

Lizbona, winda Elevador da Bica

Lizbona, winda Elevador da Bica

Lizbona, ulica Rua da Bica de Duarte Belo

Lizbona, ulica Rua da Bica de Duarte Belo

Lizbona, ulica Rua da Bica de Duarte Belo

Lizbona, ulica Rua da Bica de Duarte Belo

Lizbona, winda Elevador da Bica

Lizbona, winda Elevador da Bica

Lizbona, winda Elevador da Bica

Lizbona, winda Elevador da Bica

Lizbona, winda Elevador da Bica

Lizbona, winda Elevador da Bica

Tym razem wsiadamy w tramwaj 28 i jedziemy kilka przystanków do Cç. Estrela / R. Borges Carneiro. To jeden z bardziej malowniczych odcinków trasy tramwaju (po tym w okolicach Alfamy), gdzie momentami jedzie on dość ciasnymi fragmentami pomiędzy kamienicami i zaparkowanymi tuż obok (na grubość włosa czasami) samochodami. Po opuszczeniu tramwaju musimy się nieco cofnąć – chcemy zobaczyć Assembleia da República – czyli Zgromadzenie Narodowe, czyli Parlament Portugalii.

Inna nazwa siedziby portugalskiego sejmu to pałac Sao Bento, a to dlatego, że pierwotnie był klasztorem Benedyktynów (zbudowany został w XVI wieku). Potem stał się własnością państwa, a od 1834 r. jest właśnie siedzibą parlamentu. Od tego czasu przeszedł kilka gruntownych renowacji, co sprawiło, że nie przypomina już oryginalnego klasztoru. Z tyłu budynku parlamentu znajduje się także oficjalna siedziba premiera Portugalii.

Obchodzimy Parlament dookoła ulicą Rua de São Bento – jakieś 2 minuty marszu dalej znajduje się jeszcze jeden ważny budynek w okolicy – dom Amalii Rodrigues, najsłynniejszej portugalskiej śpiewaczki muzyki Fado, dziś przekształcony w muzeum jej poświęcone. W budynku działa też fundacja, ustanowiona na podstawie ostatniej woli artystki, mająca w celach promocję muzyki Fado. Przed budynkiem ułożono mozaikę z imieniem Amalii. Amalia została najpierw pochowana na cmentarzu Prazeres, a potem grób przeniesiono do Panteonu Narodowego.

Chcąc trzymać się trasy tramwaju nr 28, powinniśmy teraz wrócić na przystanek obok Parlamentu, ale krócej będzie przejść pieszo ulicą Rua de Santo Amaro do ogrodów Estrela (Jardim da Estrela), wybudowanych przy bazylice Estrela w połowie XIX w., z fundacji m.in. ówczesnej królowej. Wśród drzew znaleźć tu można m.in. cedry i chlebowce, w parku znajduje się także kilka rzeźb z początków XX w. Nam park Estrela posłużył za schronienie – zaczęła już naprawdę solidnie padać – tak, że nie było sensu dalej iść pieszo.

Lizbona, siedziba Parlamentu

Lizbona, siedziba Parlamentu

Lizbona, siedziba Parlamentu

Lizbona, siedziba Parlamentu

Lizbona, dom Amalii Rodrigues

Lizbona, dom Amalii Rodrigues

Lizbona, dom Amalii Rodrigues

Lizbona, dom Amalii Rodrigues

W solidnym deszczu decydujemy się jednak podbiec do wejścia bazyliki Estrela. Przed samym wejściem znajduje się przystanek tramwajowy linii 28. Basilica da Estrela wybudowana została przez królową Marię I, w podzięce za urodzenie syna, następcy tronu. Przyszłość okazała się jednak tragiczna, bo królewski syn zmarł na ospę w młodych latach, jeszcze zanim budowa bazyliki została ukończona (1790 r.).

Lizbona, bazylika Estrela

Lizbona, bazylika Estrela

Sama królowa Maria I została pochowana we wnętrzach bazyliki, będąc jedynym władcą Portugalii z rodziny Braganza, który nie leży w rodzinnym grobowcu w klasztorze św.Wincentego, który zwiedzaliśmy na początku naszej trasy. Bazylika niestety także okazuje się zamknięta i zwiedzanie tego dnia nie jest możliwe. Jesteśmy namawiani do wycieczki na kopułę – to jest możliwe (za 5 EUR od osoby) – ale podziwianie widoków w rzęsistym deszczu średnio nas interesuje.

Deszcz ostatecznie nas pokonuje przy bazylice Estrela. Plan zakładał jeszcze jedną atrakcję – cmentarz Prazeres (Cemitério dos Prazeres), ale jego zwiedzanie w deszczu nie ma większego sensu, a prognozy niestety zapowiadały opady aż do zmierzchu. Na Prazeres, największym cmentarzu Lizbony, chowano znanych artystów oraz dostojników i szlachetnie urodzonych – hrabiów i książąt oraz ich rodziny. Tu miały miejsce pierwotne pochówki Amalii Rodrigues czy Fernando Pessoa. Ale nam niestety nie było dane go zobaczyć, a szkoda.

Lizbona, park Jardim da Estrela w deszczu

Lizbona, park Jardim da Estrela w deszczu

Lizbona, park Jardim da Estrela w deszczu

Lizbona, park Jardim da Estrela w deszczu

Lizbona, park Jardim da Estrela w deszczu

Lizbona, park Jardim da Estrela w deszczu

Lizbona, tramwaj linii 28

Lizbona, tramwaj linii 28

Lizbona, tramwaj linii 28

Lizbona, tramwaj linii 28

Lizbona, tramwaj linii 28

Lizbona, tramwaj linii 28

Naszą trasę nieco przyśpieszaliśmy z powodu deszczu już od momentu przejażdżki windą Elevador da Bica – na mapkach mieliśmy rozrysowanych jeszcze kilka zabytkowych świątyń do zobaczenia. Niestety deszcz skutecznie nas zniechęcił do wałęsania się po mieście.

Aby sobie jakoś wynagrodzić tę stratę, decydujemy się, pomimo deszczu, na jazdę (najpierw tramwajem, potem metrem) daleko na północ Lizbony – do Estádio do Sport Lisboa e Benfica, czyli potocznie: Estádio da Luz, czyli po polsku: Arena / Stadion Światła, czyli po piłkarsku: stadion Benfiki Lizbona. Będzie uczta dla kibica :) Ale o tym już w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć ze zwiedzania Lizbony trasą zabytkowego tramwaju nr 28 znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Portugalia

Lizbona, panorama Alfamy z Largo das Portas do Sol

W Lizbonie spędziliśmy długi listopadowy weekend, w sumie trzy pełne doby. Stolica Portugalii bezwzględnie nas urzekła, choć pogoda o tej porze roku lubi płatać figle np. w postaci deszczu. W tym wpisie znajdziecie ranking atrakcji Lizbony, zgodny z naszymi odczuciami.

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Ostatni dzień spędzony w czasie długiego listopadowego weekendu w Lizbonie poświęciliśmy na wycieczkę do Belém, zachodniego przedmieścia stolicy Portugalii. Belém słynie bowiem z mnogości turystycznych atrakcji.

Lizbona, Estádio da Luz

Z racji tego, że połowa dorosłych tamBylskich należy do rzadkiej kasty kibiców piłkarskich, czasem oprócz zabytków zdarza się nam zwiedzać także znane stadiony. Nie inaczej było w Lizbonie.  więcej

 

Zwiedzamy Lizbonę trasą zabytkowego tramwaju nr 28, cz.3

Drugi pełny dzień w Lizbonie znów zaczynamy od zwiedzania atrakcji miasta trasą żółtego tramwaju linii 28. Zaczynamy od miejsca, gdzie skończyliśmy poprzedni dzień, czyli przy katedrze Se oraz kościele św.Antoniego.

Lizbona na weekend (poprzedni wpis: Lizbona nocą). Drugi dzień w Lizbonie znów w całości poświęcamy na przejechanie (lub przejście) trasy tramwaju nr 28 na całej jej długości. W okolice katedry Se tym razem nie jedziemy, jak poprzedniego dnia, tramwajem. Dojeżdżamy metrem w okolice Placu Handlowego (Praça do Comércio), skąd spacerkiem dochodzimy na przystanek tramwajowy przy katedrze.

Na początek wspomnieć musimy o pogodzie. O ile poprzedniego dnia z króciutkimi przerwami na opady, było przeważnie ciepło i słonecznie, o tyle drugiego dnia aura zrobiła nam psikusa – praktycznie cały czas niebo było mocno zachmurzone, a przez większość dnia lżej lub mocniej padało. Nie ułatwiało nam to wędrówki przez miasto i na pewno nie wpłynęło pozytywnie na jakość zdjęć. Ale pogody akurat wybrać sobie nie mogliśmy…

Najpierw odchodzimy od katedry Se i kościoła świętego Antoniego na południe, w stronę wybrzeża. Chcemy zobaczyć Casa dos Bicos, zbudowany w początkach XVI wieku dom o wyjątkowej fasadzie, pokrytej rombowatymi stożkami. Casa dos Bicos powstał w inicjatywy syna Afonso de Albuquerque, wicekróla Indii, o którym pisaliśmy przy okazji odwiedzin kościoła Nossa Senhora da Graça (gdzie znajduje się jego grób) oraz Panteonu Narodowego (gdzie symbolicznie stoi jego pusty sarkofag). Dom został poważnie uszkodzony podczas trzęsienia ziemi w 1755 r., a dobre odrestaurowano go wg pierwotnych planów dopiero w XX wieku. Obecnie jest własnością miasta.

Wracamy do trasy tramwaju nr 28. Nieco na wschód od kościoła św.Antoniego znajdujemy kolejną świątynię – kościół św.Magdaleny (la Madalena). To kolejna świątynia, zbudowana zaraz po zdobyciu Lizbony przez chrześcijan, powstał w latach 50/60-tych XII w., ale później kilkukrotnie był mocno niszczony (XIV w. – pożar, XVII w. – cyklon), aż wreszcie w 1755 r. znów zniszczyło go trzęsienie ziemi. Został potem odbudowany niemal od podstaw. We wnętrzach znajdują się dzieła malarstwa i rzeźby z przełomu XVIII / XIX w., a portal wejściowy wpisany został na listę zabytków narodowych.

Lizbona, Casa dos Bicos

Lizbona, Casa dos Bicos

Lizbona, kościół Magdaleny

Lizbona, kościół Magdaleny

Lizbona, wystawa w kościele Magdaleny

Lizbona, wystawa w kościele Magdaleny

Lizbona, tramwaj nr 28 niedaleko Praça do Comércio

Lizbona, tramwaj nr 28 niedaleko Praça do Comércio

Idziemy na Plac Handlowy (Praça do Comércio). To tutaj w 1510 r. wybudowano pałac Ribeira, nową rezydencję królewską, do której monarchowie przenieśli się z zamku św.Jerzego. Obok pałacu stały też budynku urzędów, regulujących współpracę handlową ze wszystkimi portugalskimi koloniami na świecie – miejsce to było więc w XVI w. niemal centrum świata, przynajmniej w gestii handlu.

Potem niestety przyszło trzęsienie ziemi w 1755 r. wraz z następującym po nim tsunami, które doszczętnie zniszczyło pałac królewski i wszystko dookoła. Monarchowie swojej siedziby nie odbudowali. Plac zaprojektowano od nowa, budując dookoła budynki mieszczące urzędy państwowe, głównie zarządzające portem oraz służbami celnymi. W 1775 r. na środku placu stanęła konna statua króla Jose I (Józefa I), a równo sto lat później, na wejściu na główną ulicę Rua Augusta wybudowano okazały łuk triumfalny, dziś jeden z symboli miasta.

Ma też Plac Handlowy swoją ciemną kartę w historii Portugalii – to tutaj w 1908 r. zamachowcy (członkowie Partii Republikańskiej, która dwa lata później obaliła monarchię) zastrzelili ówczesnego króla, Carlosa I oraz jego następcę, Luiza Filipe. Królem wtedy został młodszy syn Carlosa I, Manuel, jak już wspomnieliśmy tutaj, obalony w 1910 r. (w czasie zamachu ranny w ramię). Praça do Comércio będzie punktem wypadowym naszej wycieczki do Belem ostatniego dnia pobytu w Lizbonie – stąd odjeżdża tramwaj nr 15 właśnie do Belem. Ale o tym z pewnością będzie osobny wpis.

Lizbona, plac Praça do Comércio

Lizbona, plac Praça do Comércio

Lizbona, plac Praça do Comércio, pomnik króla Jose I

Lizbona, plac Praça do Comércio, pomnik króla Jose I

Lizbona, łuk triumfalny przy Praça do Comércio

Lizbona, łuk triumfalny przy Praça do Comércio

Lizbona, Muzeum Designu i Mody na Rua Augusta

Lizbona, Muzeum Designu i Mody na Rua Augusta

Lizbona, deptak Rua Augusta

Lizbona, deptak Rua Augusta

No to idziemy na Rua Augusta, przez wspomniany łuk triumfalny (nazwa oficjalna: Arco da Rua Augusta). Rua Augusta to chyba najsłynniejsza ulica Lizbony, od lat 80-tych zamknięta dla ruchu kołowego, wypełniona jest sklepami, najczęściej znanych światowych marek. Warto się nią po prostu przespacerować. Nią oraz równoległymi uliczkami – to prawdziwe sklepowe zagłębie w Lizbonie, znajdziecie tu też mnóstwo restauracji i kafejek, a także lokalnych artystów. Ten długi na pół kilometra deptak prowadzi do kolejnego znanego placu – Praça do Rossio (nazwa oficjalna: Praça de D.Pedro IV).

Praça do Rossio (oficjalna nazwa ponoć nigdy się nie przyjęła) jest chyba jeszcze starszy niż Praça do Comércio, był jednym z głównych miejskich placów już gdzieś koło XIII w. Mniej więcej w połowie XV w. wybudowano tu Palácio dos Estaus, pałac, przeznaczony dla co bardziej znamienitych gości, później przekształcony w siedzibę portugalskiej inkwizycji, a sam plac stał się miejscem publicznych… egzekucji.

W 1755 r. plac został zniszczony przez trzęsienie ziemi, zniszczony został także pałac, który odbudowano już w nowej roli – teatru narodowego. W XIX w. na placu postawiono kolumnę z podobizną króla Pedro IV oraz widowiskowe fontanny. Plac wyłożono też charakterystyczną mozaiką, układaną w fale – bardzo nam przypominała tę z Copacabany w Rio de Janeiro. Pod koniec XIX w. wybudowano też inny charakterystyczny budynek – stację kolejową Rossio.

Lizbona, plac Praça do Rossio

Lizbona, plac Praça do Rossio

Lizbona, plac Praça do Rossio, fontanny i Teatr Narodowy

Lizbona, plac Praça do Rossio, fontanny i Teatr Narodowy

Lizbona, plac Praça dos Restauradores

Lizbona, plac Praça dos Restauradores

Lizbona, Palácio Foz na placu Praça dos Restauradores

Lizbona, Palácio Foz na placu Praça dos Restauradores

Lizbona, dawne kino Eden na placu Praça dos Restauradores

Lizbona, dawne kino Eden na placu Praça dos Restauradores

Z Praça do Rossio idziemy jeszcze dalej na północ, na kolejny plac – Praça dos Restauradores (Plac Odnowicieli), poświęcony odzyskaniu niepodległości przez Portugalię po kilkudziesięcioletnim panowaniu Hiszpanii w XVII w. Pośrodku stoi okazały obelisk, poświęcony temu właśnie wydarzeniu, z datami bitew stoczonych z Hiszpanią. Z bardziej widowiskowych budynków przy placu na pewno warto zwrócić uwagę na Palácio Foz oraz dawne kino Eden (dziś hotel) z fasadą z początków XX wieku (art deco).

Z Praça dos Restauradores, obok dzisiejszej Hard Rock Cafe (także budynek kina) skręcamy w prawo, w uliczkę równoległą do placu, by dojść do niedalekiej Elevador do Lavra – jednej z kilku miejskich wind w Lizbonie. Ciężko ją odróżnić od tramwaju, ma prawie identyczne żółte wagoniki (dwa, po jednym w każdym kierunku), mijające się na bardzo wąskiej trasie. Elevador do Lavra jest najstarszą lizbońską windą, otwartą w 1884 r. i działającą do dnia dzisiejszego. Trasa ma prawie 190 m i ma nachylenie aż ponad 22% (!). Ograniczamy się do kilku fotek wagonika, nie potrzebujemy jechać w górę.

Niemal tuż obok windy stoi kościół św.Józefa (Sao Jose) wybudowany w XIX w. w miejscu dawnego klasztoru Augustianów, zniszczonego w 1755 r. przez trzęsienie ziemi. Odbijamy z powrotem na południe, kierując się w stronę kolejnego placu – Largo São Domingos. Zanim jednak do niego dojdziemy, trafiamy pod kolejną świątynię – kościół św.Ludwika Francuskiego (Igreja de São Luis dos Franceses), założony w 1552 r. pod wezwaniem króla Francji, odbudowany po trzęsieniu ziemi w 1755 r. We wnętrzach można zobaczyć prace artystów z XVIII w., prezentujące sceny z życia świętego.

Lizbona, winda Elevador do Lavra

Lizbona, winda Elevador do Lavra

Lizbona, winda Elevador do Lavra

Lizbona, winda Elevador do Lavra

Lizbona, kościół św.Józefa (Sao Jose)

Lizbona, kościół św.Józefa (Sao Jose)

Lizbona, kościół św.Dominika

Lizbona, kościół św.Dominika

Lizbona, kościół św.Dominika

Lizbona, kościół św.Dominika

Ale nas bardziej interesuje plac Largo São Domingos, sąsiadujący z budynkiem teatru oraz placem Praça do Rossio. Na placu tym w 1506 r. miała miejsce jedna z najczarniejszych historii Lizbony – masakra „nowych chrześcijan”, czyli skonwertowanych kilka lat wcześniej siłą Żydów. Podminowani szerzącymi się w kraju plagami, wierni pod błahym pretekstem rozpoczęli zabijanie, które trwało kilka dni i rozszerzyło się na całe miasto – łącznie zabito wtedy prawie 2 tysiące osób, pod pozorem przewin za suszę, głód i choroby. Dziś na środku placu stoi niewielki obelisk, upamiętniający to wydarzenie.

Najważniejszym zabytkiem tutaj jest okazały kościół św.Dominika, wybudowany w 1241 r. (w tym czasie był największą świątynią w Lizbonie) i od początku należący do klasztoru Dominikanów. Przetrwał kilka trzęsień ziemi, po których był zawsze odbudowywany. Przez całe wieki był miejscem ważnych uroczystości, w tym także królewskich chrztów i ślubów. Za ołtarzem znajduje się grób jednego z synów Alfonsa III, króla Portugalii z XIII w. Przechowywano tu także chusteczki, należące do dwójki dzieci, którym objawiła się Matka Boska w Fatimie, niestety spłonęły one w wielkim pożarze kościoła (od świec zapaliły się drewniane ołtarze) w 1959 r.

Na południe od kościoła św.Dominika znajduje się, także sąsiadujący z Praça do Rossio, plac Praça da Figueira, w miejscu którego kiedyś stał ogromny szpital Wszystkich Świętych, zniszczony w 1755 r. podczas trzęsienia ziemi. Po nim szpitala nie odbudowano, wybudowano za to najpierw otwarty, a potem kryty targ miejski, który istniał aż do II wojny światowej. Potem go zburzono, tworząc nowy plac z konnym pomnikiem króla Jana I (rządził w XIII / XIV w.).

Lizbona, obelisk ku pamięci ofiar masakry z 1506 r. na Largo São Domingos

Lizbona, obelisk ku pamięci ofiar masakry z 1506 r. na Largo São Domingos

Lizbona, tabliczka ku pamięci ofiar masakry z 1506 r. na Largo São Domingos

Lizbona, tabliczka ku pamięci ofiar masakry z 1506 r. na Largo São Domingos

Lizbona, plac Praça da Figueira

Lizbona, plac Praça da Figueira

Przechodzimy znów przez plac Praça do Rossio, kierując się tym razem w uliczkę Rua de Santa Justa – tu znajduje się następna z naszych atrakcji – kolejna miejska winda w Lizbonie – Elevador de Santa Justa, jedyna pionowa winda w mieście (pozostałe są tramwajowymi wagonikami), istniejąca do dziś. Ta wysoka (45 m) winda wybudowana została w 1900 r., by ułatwić przejście z dzielnicy Baixa (w której właśnie jesteśmy) do okolic klasztoru Karmelitów, położonych znacznie wyżej (to już dzielnica Chiado). W otwarciu uczestniczyła ówczesna rodzina królewska. W latach 70-tych XX wieku została włączona w system miejskiego transportu w Lizbonie.

Lizbona, winda Elevador de Santa Justa

Lizbona, winda Elevador de Santa Justa

Przejażdżka tą windą to turystyczny punkt obowiązkowy, choć przyjemność to wyjątkowo krótka i wcale nie tania – bilet kosztuje 5 EUR (w obie strony), ale jeśli macie wykupioną LisboaCard, nie zapłacicie NIC. Na szczycie windy znajduje się taras widokowy, a „po sąsiedzku” wspomniane ruiny klasztoru i kościoła Karmelitów, wybudowane w końcówce XIV w. i zniszczone przez trzęsienie ziemi w 1755 r. Kościoła nigdy nie odbudowano, a w pozostałej części umieszczono niewielkie muzeum archeologiczne.

Na górze wychodzimy na uliczkę Calçada Sacramento, przy której znajdziemy jeszcze jedną świątynię – kościół Najświętszego Sakramentu (Igreja Paroquial do Santíssimo Sacramento), wybudowany pierwotnie zaraz po zdobyciu Lizbony w 1147 r., jako niewielka kaplica. Dzisiejsze rozmiary świątynia uzyskała po przebudowie z 1750 r., ale już pięć lat później została doszczętnie zniszczona przez trzęsienie ziemi. Odbudowano go w 1784 r.

Lizbona, klasztor Karmelitów widziany z placu Praça do Rossio

Lizbona, klasztor Karmelitów widziany z placu Praça do Rossio

Teraz już wchodzimy na jedną z najbardziej znanych ulic w dzielnicy Chiado – Rua Garrett. No i wracamy na trasę tramwajowej linii 28. Ale o dalszych atrakcjach Lizbony, położonych przy niej, przeczytacie w kolejnej, ostatniej już części tego wpisu.

Pełna galeria zdjęć ze zwiedzania Lizbony wzdłuż trasy zabytkowego tramwaju nr 28 znajduje się na osobnej stronie tego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Portugalia

Lizbona, panorama Alfamy z Largo das Portas do Sol

W Lizbonie spędziliśmy długi listopadowy weekend, w sumie trzy pełne doby. Stolica Portugalii bezwzględnie nas urzekła, choć pogoda o tej porze roku lubi płatać figle np. w postaci deszczu. W tym wpisie znajdziecie ranking atrakcji Lizbony, zgodny z naszymi odczuciami.

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Ostatni dzień spędzony w czasie długiego listopadowego weekendu w Lizbonie poświęciliśmy na wycieczkę do Belém, zachodniego przedmieścia stolicy Portugalii. Belém słynie bowiem z mnogości turystycznych atrakcji.

Lizbona, Estádio da Luz

Z racji tego, że połowa dorosłych tamBylskich należy do rzadkiej kasty kibiców piłkarskich, czasem oprócz zabytków zdarza się nam zwiedzać także znane stadiony. Nie inaczej było w Lizbonie.  więcej

 

Zwiedzamy Lizbonę trasą zabytkowego tramwaju nr 28, cz.2

Druga część naszego zwiedzania Lizbony wzdłuż trasy zabytkowego tramwaju linii 28 to same duże atrakcje: najstarsza dzielnica Alfama („źródło” muzyki Fado), historyczny zamek św.Jerzego, miejska katedra i miejsce narodzin św.Antoniego z Padwy.

Lizbona na weekend (poprzedni wpis: Zwiedzamy Lizbonę trasą zabytkowego tramwaju nr 28, cz.1). Pierwszą część naszej podróży po Lizbonie wzdłuż trasy zabytkowego, żółtego tramwaju linii 28 zakończyliśmy, wysiadając na przystanku Largo das Portas do Sol – bramie do starej Alfamy.

I znów można popatrzeć na kawał historii. Alfama to najstarsza dzielnica Lizbony, kiedyś było to centrum miasta za czasów arabskich. Po Maurach zachował się jedynie labirynt ciasnych, malowniczych uliczek. Paradoks historyczny – po wygnaniu Maurów stopniowo, w obawie przed trzęsieniami ziemi, przenoszono miasto na sąsiednie wzgórza – ale gdy nadeszło to najtragiczniejsze tąpnięcie w 1755 r. – to właśnie Alfama jako jedyna przetrwała prawie nienaruszona. Dziś Alfama, oprócz malowniczych zaułków, ma jeszcze jedną atrakcję – to tu w XIX w. narodziła się muzyka Fado, z której dziś znana jest cała Portugalia.

Na Largo das Portas do Sol (a właściwie ze znajdującego się tu punktu widokowego Miradouro de Santa Luzia) roztacza się cudowny widok na Alfamę, wybrzeże, a także na szczyty zwiedzanych już przez nas klasztoru św.Wincentego i Panteonu Narodowego. Naprzeciwko tarasu widokowego dla chętnych stoi Muzeum Sztuk Dekoracyjnych (dla posiadaczy LisboaCard 20% zniżki na wstęp) – my sobie odpuściliśmy. Warto spojrzeć okiem na znajdującą się obok muzeum, wykonaną z „azulejos” mapkę Alfamy.

Znaleźć też można tu kościół Santa Luzia, wybudowany pierwotnie już w czasach odbicia Lizbony z rąk Maurów (XII w.), ale zniszczony w czasie trzęsienia ziemi w 1755 r. Obecny budynek pochodzi z czasów odbudowy po trzęsieniu, z XVIII w.

Lizbona, panorama Alfamy z Largo das Portas do Sol

Lizbona, panorama Alfamy z Largo das Portas do Sol

Lizbona, mapka Alfamy wykonana z "azulejos"

Lizbona, mapka Alfamy wykonana z „azulejos”

Lizbona, Muzeum Sztuk Dekoracyjnych

Lizbona, Muzeum Sztuk Dekoracyjnych

Lizbona, kościół Santa Luzia

Lizbona, kościół Santa Luzia

Po nacieszeniu się widokiem z góry, schodzimy schodkami wgłąb Alfamy. Łatwo się tu zgubić z gąszczu krętych uliczek usianych kafejkami, w których wieczorami można na żywo posłuchać Fado. Kierujemy się „na z góry (czyli z tarasu widokowego Largo das Portas do Sol) upatrzone pozycje” – naszą uwagę zwróciły dzwonnice dwóch kościołów, które zapragnęliśmy zobaczyć. Idziemy nieco w ciemno, „na czuja”, kierując się tam, gdzie wg nas powinny stać świątynie – w ciasnych uliczkach nie widać u góry ich wież.

Lizbona, uliczki Alfamy

Lizbona, uliczki Alfamy

Docieramy najpierw do kościoła św.Michała (São Miguel), stojącego w samym sercu Alfamy. Najczęściej przez turystów pomijany, a niesłusznie. Wybudowany został prawdopodobnie już w początkach państwa portugalskiego (XII w.) i gruntownie przebudowany na przełomie XVII / XVIII w. Przez większość tygodnia jest niestety zamknięty, otwiera się go jedynie na czas nabożeństwa w piątek lub niedzielę – a szkoda, bo jest ponoć jednym z piękniejszych lizbońskich kościołów, jeśli brać pod uwagę wnętrza właśnie. Nam też nie udało się ich zobaczyć.

Spacerując uliczkami Alfamy nie da się nie zauważyć związków z Fado. Przypominają o tym na każdym kroku ścienne mozaiki, witryny kafejek czy malowidła na murach. Alfama dumnie przedstawia się też na każdym kroku zmyślnymi napisami z nazwą dzielnicy. Schodzimy na sam dół, gdzie niemal przy nabrzeżu stoi Muzeum Fado – punkt obowiązkowy dla turystów w Lizbonie. Wstęp normalnie kosztuje 5 EUR, dla posiadaczy LisboaCard 30% zniżki, czyli 3,50 EUR.

Lizbona, uliczki Alfamy

Lizbona, uliczki Alfamy

Lizbona, uliczki Alfamy

Lizbona, uliczki Alfamy

Lizbona, uliczki Alfamy

Lizbona, uliczki Alfamy

Lizbona, uliczki Alfamy

Lizbona, uliczki Alfamy

Lizbona, Alfama, kościół św.Michała

Lizbona, Alfama, kościół św.Michała

Muzeum pokazuje całą historię powstania i popularyzacji muzyki Fado, muzyki powstałej w dzielnicy biedoty i przestępczości, początkowo odrzucanej przez wyższe sfery i intelektualistów. Można tu także zobaczyć historię gitar portugalskich, używanych przy graniu Fado, a także galerię największych sław tego gatunku. Wliczony w cenę przewodnik audio umożliwia wysłuchanie niezwykle bogatej palety utworów dowolnego wykonawcy. Nam jednak jakoś nie udało się zostać fanami Fado, opuszczamy muzeum bez większego żalu.

Pniemy się z powrotem w górę uliczkami Alfamy – ale inną trasą, chcemy dotrzeć do kolejnej świątyni, widzianej z góry. Nieco przypadkiem trafiamy na inny, niepozorny zabytek sakralny – kaplicę Nossa Senhora dos Remédios (nie wiemy do końca, jak to przetłumaczyć), wybudowaną przez bractwo marynarzy i rybaków już w 1517 r. Kilkadziesiąt lat później dobudowano obok szpital, ale oba budynki ostały zniszczone podczas trzęsienia ziemi w 1755 r. Kaplicę odbudowano, szpitala nie. Na listę zabytków narodowych wpisano portal wejściowy, zdobiony motywami roślinnymi.

Wspinamy się w górę malowniczą uliczką Rua da Regueira. Warto tu zwrócić uwagę (jak zresztą na całej Alfamie) na zabytkowe „azulejos” na niektórych budynkach, datowane na XVIII w. Cały czas usiłujemy znaleźć dojście do drugiego z kościołów, który widzieliśmy z góry. W końcu udaje się – stajemy przez kościołem św.Stefana (Santo Estêvão), wybudowanym pierwotnie już w XII w., ale całkowicie przebudowanym w 1733 r. Po uszkodzeniach wywołanych trzęsieniem ziemi w 1755 r., ponownie otwarto go w 1773 r. Był kiedyś jednym z dwóch kościołów parafialnych na Alfamie.

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Lizbona, Alfama, Muzeum Fado

Wychodzimy z Alfamy, trafiając znów na trasę żółtego tramwaju 28, przy przystanku Rua das Escolas Gerais, o jeden stop wcześniejszym od Largo das Portas do Sol, na którym wysiedliśmy poprzednio. Ale tym razem nie wsiadamy do tramwaju, nie ma sensu, stąd chcemy już pieszo dojść do pobliskiego zamku św.Jerzego. Tyle że zamiast do zamku, przez pomyłkę trafiamy na uliczkę Calçada do Menino de Deus – jest tu co prawda brama prowadząca na teren zamkowy, strzeżona przez strażnika, ale nie jest to wejście dla turystów.

Lizbona, Alfama, kaplica Nossa Senhora dos Remédios

Lizbona, Alfama, kaplica Nossa Senhora dos Remédios

Ale za to tuż przed wspomnianą bramą trafiamy na kościół Dzieciątka Jezus (do Menino de Deus), wybudowany z inspiracji króla Jana V w 1711 r., na kilka miesięcy przed narodzinami jego pierwszego dziecka. Nieznacznie tylko uszkodzony podczas trzęsienia ziemi w 1755 r., stał się parafią dla kilku okolicznych dzielnic. W połowie XIX w. znów nieznacznie uszkodził go pożar. W 1910 r. podczas rewolucji obalającej monarchię, został uszkodzony i ograbiony, ponownie otwarty już w czasie II wojny światowej. We wnętrzach zachowały się cenne ołtarze, ambony i dzieła malarstwa artystów z przełomu XVII / XVIII w.

Lizbona, Alfama, kaplica Nossa Senhora dos Remédios

Lizbona, Alfama, kaplica Nossa Senhora dos Remédios

Poinstruowani przez ochroniarza na bramie, idziemy już prawidłowo w stronę zamku i trafiamy na Pátio de Dom Fradique, dawny dolny dziedziniec Palacio Belmonte, o którym za chwilę. To przedziwne, że tu obok zamku i obok pałacu, dziś przekształconego w luksusowy, zbierający nagrody hotel, znajduje się tak zaniedbane i zapomniane miejsce. Kiedyś część pałacowa, dziś przedstawia obraz nędzy i rozpaczy z resztkami zawalonych domostw i pomalowanymi graffiti murami.

Wychodzimy przed Palacio Belmonte, tuż obok najdłuższego zachowanego fragmentu zewnętrznych murów obronnych zamku św.Jerzego. Palacio Belmonte wybudowany został w 1449 r. na resztkach dawnych starożytnych rzymskich (ok.130 r. p.n.e.) oraz arabskich fortyfikacji – w kształt budynku wtopiono m.in. stojące tu trzy wieże obronne, jedna z czasów arabskich (przed powstaniem Portugalii). W początkach XVIII w. we wnętrzach ułożono kilkadziesiąt widowiskowych mozaik z „azulejos” – złożono je z niemal 30 tysięcy płytek (!). Część wnętrz jest dziś dostępna publicznie, reszta stanowi część hotelową.

Lizbona,uliczki Alfamy

Lizbona,uliczki Alfamy

Lizbona,uliczki Alfamy

Lizbona,uliczki Alfamy

Lizbona, kościół Dzieciątka Jezus

Lizbona, kościół Dzieciątka Jezus

Lizbona, zamek św.Jerzego

Lizbona, zamek św.Jerzego

Lizbona, zamek św.Jerzego, spacer po zamkowych murach

Lizbona, zamek św.Jerzego, spacer po zamkowych murach

Wchodzimy na teren zamku św.Jerzego, najstarszego zamieszkanego terenu w Lizbonie, ufortyfikowanego po raz pierwszy jeszcze przez Rzymian w II w. p.n.e. Wstęp jest płatny, bilet kosztuje 8,50 EUR, dla posiadaczy LisboaCard przewidziano 20% zniżki (czyli 7 EUR). Rzymskie umocnienia poważnie rozbudowali po raz pierwszy Maurowie w X w. To właśnie w bramie tego zamku poległ rycerz Martim Moniz (pisaliśmy o nim w poprzedniej części tego wpisu) podczas zdobywania go przez rycerzy krzyżowych w 1147 r.

Od 1255 r., czyli od czasu gdy Lizbona stała się stolicą państwa portugalskiego, zamek został siedzibą portugalskich monarchów. Dzięki temu był stale rozbudowywany, choć często toczyły się o niego walki. Pod koniec XIV w. gruntownie rozbudowano mury obronne (miały ponad 5 km długości), wbudowując w nie aż 77 wież. W tym też okresie nazwano go „zamkiem św.Jerzego”. To tutaj monarcha przyjmował Vasco da Gamę po jego powrocie z pierwszej wyprawy morskiej do Indii.

Krótko potem rozpoczęto jednak budowę nowej siedziby królewskiej nad Tagiem i zamek utracił swoje znaczenie. Rodzina królewska nigdy już tu nie powróciła, choć był taki moment, że chciała. W XVI w. ówczesny król Sebastian rozpoczął odbudowę zniszczeń, spowodowanych trzęsieniami ziemi, chcąc przywrócić tu siedzibę królewską, ale niestety nie dożył końca prac, które potem zostały zarzucone, a zamek zaczął pełnić funkcję więzienia i koszar. Odbudowę wznowiono pod koniec XVII w., ale znów nadeszło trzęsienie ziemi (1755 r.), poważnie uszkadzając fortyfikacje. Do ponownej odbudowy nigdy już nie przystąpiono, ograniczając się do miejscowych renowacji. Do dziś zachowała się spora część zamkowych murów oraz 18 wież obronnych.

Lizbona, zamek św.Jerzego, spacer po zamkowych murach

Lizbona, zamek św.Jerzego, spacer po zamkowych murach

Lizbona, zamek św.Jerzego, spacer po zamkowych murach

Lizbona, zamek św.Jerzego, spacer po zamkowych murach

Lizbona, zamek św.Jerzego, ogrody pałacowe

Lizbona, zamek św.Jerzego, ogrody pałacowe

Lizbona, zamek św.Jerzego, Muzeum Archeologiczne

Lizbona, zamek św.Jerzego, Muzeum Archeologiczne

Lizbona, zamek św.Jerzego, Muzeum Archeologiczne

Lizbona, zamek św.Jerzego, Muzeum Archeologiczne

Na zamku jest kilka interesujących miejsc. Najpierw trafiamy na teren dawnych pałacowych ogrodów z kilkoma statuami i rzeźbami portugalskich władców. Z ogrodami łączy się taras widokowy, szósty już zdaje się odwiedzany przez nas w Lizbonie. Tu też można zauważyć elementy dawnego pałacu królewskiego, kompletnie zniszczonego przez trzęsienie ziemi w 1755 r.

Za ogrodami znajduje się również dawna część pałacowa, w której dziś znajduje się niewielkie muzeum archeologiczne ze stałą wystawą, przedstawiającą historię terenów miasta od czasów starożytnych (VII w. p.n.e.) aż do współczesnych. Wstęp do muzeum zawarty jest w cenie biletu zamkowego.

Następnie zwiedzamy sam zamek. To dziś w zasadzie same mury i wieże obronne, dziedzińce zamkowe są puste. Atrakcją z pewnością jest możliwość wspięcia się na szczyt murów i spacer dookoła fortyfikacji kilkanaście metrów nad ziemią. Na koniec pozostaje usadowione za zamkiem, stanowisko archeologiczne, prezentujące trzy najwazniejsze etapy z życia zamku: etap najstarszy, starożytny (od VII w. p.n.e.), etap arabski (od budowy zamku po XI w.) i etap ostatni, przed zniszczeniem przez trzęsienie ziemi w 1755 r.

Zwiedzając stanowisko archeologiczne warto zwrócić uwagę na przylegający do niego okazały kościół św.Krzyża (de Santa Cruz do Castelo). Został on przekształcony z / lub wybudowany na miejscu znajdującego się tu wcześniej meczetu zaraz po zdobyciu zamku przez Afonso I w 1147 r. Tutaj święcono pierwszego biskupa Lizbony w tym samym roku. Istnieje także legenda, że tutaj biskup Bragi i Porto, João Peculiar (jego osobliwą podobiznę można znaleźć na ścianach stacji metra Martim Moniz w Lizbonie) koronował Afonso na pierwszego króla Portugalii. Ale nie znaleziono dotychczas potwierdzenia tej legendy.

Lizbona, zamek św.Jerzego, pozostałości po pałacu królewskim

Lizbona, zamek św.Jerzego, pozostałości po pałacu królewskim

Lizbona, zamek św.Jerzego, stanowisko archeologiczne

Lizbona, zamek św.Jerzego, stanowisko archeologiczne

Lizbona, zamek św.Jerzego, kościół św.Krzyża

Lizbona, zamek św.Jerzego, kościół św.Krzyża

Lizbona, ruiny teatru rzymskiego przy Rua da Saudade

Lizbona, ruiny teatru rzymskiego przy Rua da Saudade

Kościół św.Krzyża wielokrotnie był bardzo poważnie niszczony przez trzęsienia ziemi w XIV, XVI i XVIII w. Po tym najsilniejszym, z 1755 r., po raz kolejny go odbudowano i oddano do użytku w 1776 r. Wychodzimy z zamku – wreszcie można przez chwilę iść w dół, zamiast w górę. Jednak położenie Lizbony na wzgórzach podczas całodniowego zwiedzania daje w kość. Idziemy uliczką Rua da Saudade w kierunku słynnej katedry Sé. Najpierw jednak na środku Rua da Saudade napotykamy pierwsze ruiny rzymskiego teatru z I w. p.n.e. Inne rzymskie (i nie tylko) pozostałości znajdują się także we wnętrzach samej katedry – została na nich wybudowana.

Lizbona, katedra Se

Lizbona, katedra Se

Budowę katedry w Lizbonie rozpoczęto niemal natychmiast po jej wyzwoleniu z rąk Maurów – w 1147 r., na miejscu wcześniej stojącego tu głównego miejskiego meczetu. Chrześcijaństwo w Lizbonie ma jednak tradycje duże dłuższe – miasto było siedzibą biskupa już w późnych czasach rzymskich (IV w.). Póżniej za Wizygotów i Maurów wiarę tą tłumiono, ale mimo to zachowała się do czasu wyzwolenia niewielka społeczność chrześcijańska.

Lizbona, katedra Se

Lizbona, katedra Se

Jak już napisaliśmy przy okazji kościoła św.Krzyża, zaraz po wyzwoleniu miasta, mianowano nowego biskupa Lizbony (został nim jeden z angielskich rycerzy krzyżowych), dla którego trzeba było wybudować siedzibę. Budowa trwała aż do początków XIII w., a kiedy ją ukończono, rozpoczęto budowę przyległego do niej klasztoru (XIII / XIV w.). Szybko też sprowadzono do katedry (jeszcze w XII w.) z południa Portugalii relikwie św.Wincentego za Murami (Sao Vicente de Fora), które spoczywają w niej do dziś. W czasie wizyty w Lizbonie papieża Benedykta XVI, otrzymał on w darze część relikwii.

W katedrze bardzo rzadko chowano osoby świeckie – wyjątek zrobiono w XIV w. dla króla Portugalii Afonso IV i jego małżonki – w podzięce za zasługi króla w walkach z Maurami. Ich grobowce znajdują się w prezbiterium, za głównym ołtarzem. Tam też zresztą znajdują się relikwie św.Wincentego. W katedrze Se w Lizbonie ochrzczony został podobno także św.Antoni z Padwy, który urodził się tuż obok świątyni – w jego miejscu urodzenia wybudowano potem kolejny kościół – o nim za chwilę.

Lizbona, katedra Se

Lizbona, katedra Se

Lizbona, katedra Se, grobowiec XIV-wiecznego rycerza Lopo Fernandesa Pacheco

Lizbona, katedra Se, grobowiec XIV-wiecznego rycerza Lopo Fernandesa Pacheco

Lizbona, katedra Se, grobowiec żony rycerza Lopo Fernandesa Pacheco, Marii

Lizbona, katedra Se, grobowiec żony rycerza Lopo Fernandesa Pacheco, Marii

Lizbona, katedra Se, ruiny klasztoru

Lizbona, katedra Se, ruiny klasztoru

Lizbona, katedra Se, stanowisko archeologiczne w ruinach klasztoru

Lizbona, katedra Se, stanowisko archeologiczne w ruinach klasztoru

Trzęsienie ziemi w 1755 r. bardzo mocno uszkodziło katedrę (także prezbiterium z grobowcami) oraz klasztor. Odbudowa zakończyła się dopiero pod koniec XVIII w., a królewskie grobowce wykonano na nowo w 1781 r. W XX w. najpierw zmieniono fasadę kościoła na neogotycką, a potem w rezultacie kolejnego remontu, przywrócono jej styl z powrotem na średniowieczny.

Część katedry oraz klasztor dostępne są do zwiedzania za opłatą (2,5 EUR), ale zdecydowanie polecamy „szarpnąć” się na ten wydatek – warto. Dzięki temu zobaczycie dużą część katedralnych kaplic, w tym m.in. kaplicę Damiana i Kosmy z grobowcem XIV-wiecznego rycerza Lopo Fernandesa Pacheco, wiernego towarzysza króla Afonso IV, który kazał się pochować tam, gdzie król, by zawsze być blisko niego. W tej samej kaplicy pochowano też drugą żonę rycerza, Marię. Grobowiec rycerza ma wieko z jego postacią oraz psem w nogach mężczyzny, wieko grobowca żony zdobi jej postać, czytająca „Księgę godzin”, popularną w tamtych czasach, stanowiącą o podnoszeniu jakości życia duchowego wśród chrześcijan.

Zobaczycie także ruiny klasztoru z XIV w., przylegającego do katedry, także z kaplicami zawierającymi grobowce. Pośrodku dziedzińca klasztornego znajduje się spore stanowisko archeologiczne, gdzie odkryto kilka warstw pozostałości po poprzednich cywilizacjach. Zaczynając od czasów fenickich (znaleziono ceramikę i naczynia z ok. VIII w. p.n.e.) do rzymskich (zabudowania z II/ I w. p.n.e., droga z I w. n.e.) i arabskich (budynek przylegający do ówczesnego meczetu z XI w.). Budynek arabski prawdopodobnie zburzono na potrzeby budowy klasztoru w XIV w., nie mając pojęcia, że pod nim znajdują się jeszcze starsze elementy. Zostały one odkryte dopiero w 1990 r., podczas wykopalisk, prowadzonych w klasztornym ogrodzie.

Lizbona, kościół św.Antoniego

Lizbona, kościół św.Antoniego

Lizbona, kościół św.Antoniego

Lizbona, kościół św.Antoniego

Lizbona, kościół św.Antoniego, zakrystia

Lizbona, kościół św.Antoniego, zakrystia

Lizbona, kościół św.Antoniego, miejsce urodzenia świętego

Lizbona, kościół św.Antoniego, miejsce urodzenia świętego

Lizbona, kościół św.Antoniego, miejsce urodzenia świętego

Lizbona, kościół św.Antoniego, miejsce urodzenia świętego

Lizbona, kościół św.Antoniego, miejsce urodzenia świętego, pamiątka po wizycie Jana Pawła II

Lizbona, kościół św.Antoniego, miejsce urodzenia świętego, pamiątka po wizycie Jana Pawła II

Z katedry wychodzimy już niemal o zmroku – powoli kończy się pierwszy dzień naszej trasy po atrakcjach Lizbony wzdłuż trasy tramwaju nr 28. Na koniec idziemy jeszcze do stojącego obok katedry kościoła św.Antoniego, wybudowanego podobno na miejscu, w którym stał dom rodzinny świętego – tu właśnie narodził się w 1195 r. św.Antoni z Padwy. Co ciekawe, we wnętrzu kościoła trwało właśnie nabożeństwo, odprawiane… po polsku. Zapewne jakaś grupa pielgrzymów z ojczyzny.

Przez okazałą kościelną zakrystię można zejść do najstarszej części świątyni (została ona całkowicie odbudowana pod koniec XVIII w. po tym, jak poprzednia została zniszczona przez trzęsienie ziemi w 1755 r.) – do krypty, gdzie znajduje się miejsce narodzin św.Antoniego. Znów widać, że dużo tu pielgrzymów z Polski – jest także polskojęzyczna wersja napisu w tym miejscu. A przy wejściu da się zauważyć ceramiczna mozaika (znów „azulejos”), upamiętniająca wizytę papieża Jana Pawła II w tym miejscu (1982). Jan Paweł II przybył wtedy do Portugalii m.in. by podziękować w Fatimie za ocalenie w czasie zamachu na niego dokładnie rok wcześniej.

Gdy wychodzimy z kościoła św.Antoniego, jest już ciemno, więc czas na zakończenie pierwszego pełnego dnia w Lizbonie. Listopadowa pogoda bardzo nam dopisała – do tego stopnia, że dało się chodzić w krótkim rękawku i… krótkich spodenkach. Rewelacja – ale już następnego dnia miało być dokładnie odwrotnie, a przecież czekała nas druga część trasy żółtego tramwaju linii 28. Ale zanim znów wrócimy do tej trasy, zapraszamy na nocne zdjęcia Lizbony.

Pełna galeria zdjęć ze zwiedzania Lizbony trasą zabytkowego tramwaju nr 28 znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

Inne wpisy z: Portugalia

Lizbona, panorama Alfamy z Largo das Portas do Sol

W Lizbonie spędziliśmy długi listopadowy weekend, w sumie trzy pełne doby. Stolica Portugalii bezwzględnie nas urzekła, choć pogoda o tej porze roku lubi płatać figle np. w postaci deszczu. W tym wpisie znajdziecie ranking atrakcji Lizbony, zgodny z naszymi odczuciami.

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Ostatni dzień spędzony w czasie długiego listopadowego weekendu w Lizbonie poświęciliśmy na wycieczkę do Belém, zachodniego przedmieścia stolicy Portugalii. Belém słynie bowiem z mnogości turystycznych atrakcji.

Lizbona, Estádio da Luz

Z racji tego, że połowa dorosłych tamBylskich należy do rzadkiej kasty kibiców piłkarskich, czasem oprócz zabytków zdarza się nam zwiedzać także znane stadiony. Nie inaczej było w Lizbonie.  więcej

Zwiedzamy Lizbonę trasą zabytkowego tramwaju nr 28, cz.1

Lizbona „od zawsze” była naszym turystycznym marzeniem. Nie dojechaliśmy tu samochodem, choć byliśmy dwa razy w Hiszpanii, także na Gibraltarze. Udało się wreszcie w długi listopadowy weekend w 2014 r. Głównym punktem miało być zwiedzanie atrakcji miasta trasą zabytkowego tramwaju nr 28 – turystycznej wizytówki stolicy Portugalii.

Lizbona na weekend. Do Lizbony lecieliśmy samolotem, z kilkoma przesiadkami: Berlin – Monachium – Barcelona – Lizbona. Do stolicy Portugalii dotarliśmy pod wieczór, po męczącej podróży, okraszonej dodatkowo kilkugodzinnym zwiedzaniem starego miasta w Barcelonie. Czasu i sił wystarczyło jedynie na dojazd do hotelu i rozgoszczenie się w pokoju, zresztą pogoda (deszcz) nie nastrajała do jakiejkolwiek aktywności na zewnątrz.

Ale zanim zjawiliśmy się w hotelu, zgodnie z planem już na lotnisku w Lizbonie kupiliśmy karty LisboaCard – karty turystyczne uprawniające do darmowych przejazdów transportem miejskim (i nie tylko) oraz bezpłatnych lub tańszych wejść do wielu atrakcji stolicy Portugalii. Kupiliśmy karty 72-godzinne – koszt takiej karty to 39 EUR za sztukę, ale jeżeli chcecie intensywnie zwiedzać miasto, to dzięki LisboaCard naprawdę sporo zostanie wam w kieszeni – wg naszych obliczeń wydalibyśmy na transport i bilety wstępu ponad 60 EUR za osobę, i to w przypadku kupowania dobowych biletów na transport zamiast pojedynczych, to jeszcze bardziej podrożyłoby nasz pobyt. Wszystkie informacje o karcie znajdziecie tutaj.

Lizbona, początkowy przystanek tramwaju 28 przy placu Praça Martim Moniz

Lizbona, początkowy przystanek tramwaju 28 przy placu Praça Martim Moniz

Lizbona, Lizbona, plac Praça Martim Moniz

Lizbona, Lizbona, plac Praça Martim Moniz

Lizbona, budynki przy Rua da Graça

Lizbona, budynki przy Rua da Graça

Lizbona, panorama miasta widziana z Miradouro da Senhora do Monte

Lizbona, panorama miasta widziana z Miradouro da Senhora do Monte

Lizbona, panorama miasta widziana z Miradouro da Senhora do Monte

Lizbona, panorama miasta widziana z Miradouro da Senhora do Monte

Po zakupie na tylnej stronie karty należy wpisać datę i godzinę, od której ma się rozpocząć jej ważność – wystarczy wpisać aktualny dzień i czas i od razu z lotniska można jechać metrem do centrum miasta bezpłatnie (uważajcie tylko przy wpisywaniu godziny na różnicę czasu). Co fajne – ważność karty liczy się w godzinach, czyli w przypadku karty 72-godzinnej skończy się ona dokładnie trzy doby później (nie liczą się pełne dni i „uruchomienie” karty w godzinach wieczornych nie powoduje „przepadku” aktualnego dnia).

Historia Lizbony jest zbyt bogata na jeden wpis na blogu. Już przed Chrystusem byli tu Fenicjanie, Kartagińczycy i Grecy, aż w końcu zapanowali Rzymianie. Wczesne średniowiecze to rządy Maurów (Arabów z Afryki Północnej), aż do połowy XII w., kiedy to tereny te zdobywa, przy pomocy rycerstwa krzyżowego, Alfonso Henriques, ówczesny hrabia Portugalii, będącej wtedy częścią lokalnego Królestwa Leon. Alfonso uniezależnia się i zostaje pierwszym królem Portugalii jako Alfonso I. Nieco ponad 100 lat później Maurowie zostają ostatecznie wygnani z terenów dzisiejszej Portugalii, a Lizbona zostaje stolicą (1255 r.).

Złote czasy Lizbony i całej Portugalii to oczywiście czas Wielkich Odkryć Geograficznych, czyli XV / XVI wiek. To z Lizbony, a dokładnie z Belem, dzisiejszej dzielnicy Lizbony, wypłynął w 1497 r. Vasco da Gama, opływając Afrykę i odkrywając morską drogę do Indii. Portugalia była wtedy potęgą rywalizując z Hiszpanią. Lizbona stała się centralnym punktem handlu całego nowożytnego świata, łączącym kupców z Europy, Afryki, Indii czy Brazylii. Miasto kwitło, wtedy właśnie powstała większość dzisiejszych architektonicznych atrakcji miasta.

Ale wiek XVI to także czas trzęsień ziemi w Lizbonie – było ich w czasie tego stulecia kilka. Prawdziwa tragedia nadeszła jednak w 1755 r., kiedy to potężne trzęsienie ziemi wręcz zmiotło Lizbonę z powierzchni – zniszczone zostało około 85% miejskiej zabudowy, a wyniku wstrząsów i następującego po nim tsunami życie straciło według różnych szacunków od 40 do nawet 90 tysięcy mieszkańców.

Lizbona, kaplica Matki Bożej na Górze przy punkcie widokowym  Miradouro da Senhora do Monte

Lizbona, kaplica Matki Bożej na Górze przy punkcie widokowym Miradouro da Senhora do Monte

Lizbona, kaplica Matki Bożej na Górze przy punkcie widokowym  Miradouro da Senhora do Monte

Lizbona, kaplica Matki Bożej na Górze przy punkcie widokowym Miradouro da Senhora do Monte

Lizbona, widok na zamek św.Jerzego z punktu widokowego Miradouro da Graça

Lizbona, widok na zamek św.Jerzego z punktu widokowego Miradouro da Graça

Lizbona, punkt widokowy Miradouro da Graça

Lizbona, punkt widokowy Miradouro da Graça

Lizbona, punkt widokowy Miradouro da Graça

Lizbona, punkt widokowy Miradouro da Graça

Na początku XIX wieku w obliczu zagrożenia wojskami Napoleona, cały dwór królewski uciekł z Lizbony do Brazylii, czyniąc z Rio de Janeiro tymczasową stolicą Portugalii. Zapoczątkowało to wydarzenia, które doprowadziły wkrótce do oddzielenia się Brazylii jako samodzielnego państwa. W 1910 r. w wyniku rewolucji upada w Portugalii monarchia i powstaje republika. Rewolucji było tu w XX w. kilka, w wyniku ostatniej (1974 r.) upadł rząd reżimu, rządzącego krajem przez wcześniejsze kilkadziesiąt lat.

Lizbona, Convento da Graça

Lizbona, Convento da Graça

Ostatnie lata to ponowny rozkwit Lizbony. W 1998 r. odbywała się tu światowa wystawa EXPO przy okazji której zmodernizowano miejski transport. W 2004 r. odbyły się w Portugalii Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej, a Lizbona gościła m.in. finał tej imprezy.

Lizbona, Convento da Graça

Lizbona, Convento da Graça

I do tej właśnie Lizbony, przepełnionej duchami całej prawie 900-letniej historii państwa portugalskiego przylecieliśmy na przedłużony listopadowy weekend. Wymyśliliśmy sobie, że przy zwiedzaniu atrakcji miasta posłużymy się jedną z nich – słynnym żółtym tramwajem linii nr 28, która wiedzie niemal przez całe zabytkowe centrum miasta.

Pierwsze tramwaje w Lizbonie pojawiły się – wtedy jeszcze konne – już w XIX w. W 1901 r. przeprowadzono ich kompleksową elektryfikację, co sprawiło, że stały się na dziesiątki lat podstawowym środkiem transportu w mieście – wyparło je dopiero metro. Lizbońskie tramwaje są bardzo charakterystyczne, gdyż zachowano historyczny wygląd małych wagoników i ich żółty kolor. Są dziś jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów stolicy Portugalii.

Lizbona, Convento da Graça

Lizbona, Convento da Graça

Z kilkudziesięciu istniejących kiedyś linii tramwajowych w Lizbonie, dziś działa pięć. Choć nadal służą mieszkańcom, to są głównie atrakcją dla mas turystów. Razem z kilkoma istniejącymi w Lizbonie windami (bardzo wygodnymi i potrzebnymi ze względu na usytuowanie miasta na wielu wzgórzach) stanowią obowiązkowy element zwiedzania miasta u każdego turysty. Ze względu na atrakcyjną trasę, zdecydowanie najbardziej popularna jest linia 28 – i nią właśnie będziemy podróżować szlakiem atrakcji Lizbony. Uprzedzając powiemy, że przejechanie trasy, którą tramwaj pokonuje w ok.40 minut, zajęło nam… 2 dni :) Tak się kończy wysiadanie co chwila i szukanie atrakcji dookoła każdego niemal przystanku :) A i tak w kilka miejsc musieliśmy dojść podczas dodatkowego wieczornego spaceru.

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Naszą trasę zaczynamy na początkowym przystanku tramwaju nr 28 – na placu Praça Martim Moniz. Martim Moniz był rycerzem krzyżowym, walczącym u boku Alfonso I w bitwie o Lizbonę w 1147 r. Wg legendy, widząc Maurów zamykających bramy zamku św.Jerzego, rzucił się w pojedynkę, by temu zapobiec. Zginął, ale jego ciało leżące w bramie uniemożliwiło obrońcom domknięcie wrót, a wyniku czego wojska krzyżowe zdobyły zamek.

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Na przystanku, pomimo listopada, czyli czasu grubo po sezonie turystycznym, czeka spora kolejka turystów z aparatami. Strach pomyśleć, co tu się dzieje np. na wakacjach. Mając karty LisboaCard nie musimy się martwić o bilety (nie radzimy powtarzać naszej trasy na biletach jednorazowych, wydacie majątek na bilety co chwila wsiadając i wysiadając z tramwaju). Część oczekujących nie mieści się do małego wagonika i musi poczekać na następny kurs. Duża część pasażerów jedzie prawie całą trasę, traktując przejażdżkę jako atrakcję samą w sobie.

My na początek wysiadamy na przystanku Rua da Graça. Pierwsze co się nam rzuca w oczy, to „azulejos”, fantastyczne mozaiki z płytek ceramicznych, którymi ozdobiona jest ogromna liczba budynków w Lizbonie. Są tu one tak powszechne, że z czasem nam spowszednieją, ale na niektórych naprawdę warto „zawiesić” oko. Azulejos są podobno powszechne w całej Portugalii, ale my nigdy przedtem w Portugalii nie byliśmy i widok mozaik zapierał nam przez cały weekend dech w piersiach.

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, kościół i klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora , ruiny starej cysterny

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora , ruiny starej cysterny

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Zwiedzanie Lizbony rozpoczynamy od jednego z wielu w tym mieście punktów widokowych – z racji położenia na wzgórzach, Lizbona usiana jest punktami, z których podziwiać można panoramę miasta w różnych kierunkach. Pierwszym jest punkt Miradouro da Senhora do Monte, skąd rozpościera się jeden z piękniejszych widoków na miasto. Można zobaczyć m.in. zamek św.Jerzego czy plac Praça Martim Moniz, z którego ruszaliśmy. Miradouro da Senhora do Monte jest najwyższym punktem widokowym w Lizbonie.

Obok punktu widokowego znajduje się stara kaplica Matki Bożej na Górze (Capela de Nossa Senhora do Monte), wybudowana w 1796 r. Pierwotnie stała, pochodząca z czasów zdobycia Lizbony przez krzyżowców (1147 r.) tu kaplica poświęcona świętemu, legendarnemu biskupowi z czasów rzymskich, o imieniu Gens, który stracił podobno życie w tym miejscu, ale została ona zniszczona w wyniku trzęsienia ziemi w 1755 r. We wnętrzu kaplicy znajduje się podobno kamienny fotel, należący kiedyś do świętego, a legenda głosi, że kobieta w ciąży, która na nim usiądzie, będzie miała lekki poród.

Schodzimy w dół, do ulicy Rua da Graça. Moglibyśmy podjechać tramwajem jeden przystanek, ale wygodniej jest przejść się kawałek na piechotę. Znów będziemy podziwiać panoramę Lizbony, tym razem z punktu widokowego Miradouro da Graça, umiejscowionego przy Convento da Graça, jednym z najstarszych kościołów w Lizbonie – jego budowa rozpoczęła się w 1271 r. W 1566 r. we wnętrzach złożono szczątki Alfonso de Albuquerque, portugalskiego odkrywcy i podróżnika, wicekróla (portugalskiego namiestnika) Indii. W 1738 r. dobudowano dzwonnicę, ale już w 1755 r. kościół został zniszczony przez trzęsienie ziemi. Na szczęście udało się go odbudować.

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, grobowce patriarchów Lizbony

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, grobowce patriarchów Lizbony

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, grobowce królewskie

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, grobowce królewskie

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, grobowce królewskie

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, grobowce królewskie

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, grobowce królewskie

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, grobowce królewskie

Tu można także zrobić sobie mały przystanek – przy punkcie widokowym znajdziemy małą restaurację z kawą i słodkościami dla zainteresowanych. Jest też toaleta (nawiasem nam przydała się jako… schronienie przed krótkotrwałą, acz intensywną ulewą). I znów – można wrócić na przystanek Graça i podjechać jeden kolejny, ale można też się przejść – u nas wygrywa druga opcja. Przy przystanku São Vicente znajdziemy jedną z większych wg nas atrakcji Lizbony – kościół i klasztor św.Wincentego z Fora (Igreja de São Vicente of Fora). Wstęp do kościoła jest bezpłatny, aby wejść do klasztoru i znajdującego się we wnętrzach muzeum, trzeba uiścić opłatę (5 EUR).

Pierwszy kościółek św.Wincentego, dziś patrona miasta, wybudował sam Alfonso I po zdobyciu Lizbony. Obecna świątynia wraz z klasztorem została wybudowana na przełomie XVI / XVII w. Obok kościoła znajduje się wejście do muzeum (wstęp płatny, LisboaCard nie obowiązuje), znajdującego się we wnętrzach klasztornych. I tu kryje się duża część historii Portugalii. Można pospacerować korytarzami klasztornymi, wyjść na dach, gdzie znajduje się, kolejny już dla nas, punkt widokowy (tym razem można podziwiać wybrzeże i Panteon Narodowy, który też zaraz będziemy zwiedzać). Można zaraz po wejściu zobaczyć resztki XVI-wiecznej cysterny, zbiornika na wodę. A we wszystkich pomieszczeniach podziwiać niesamowite dekoracyjne „azulejos”, a to ze scenami walk z czasów zdobywania Lizbony, a to ze scenami z bajek.

Na terenie klasztoru znajduje się sala z grobowcami patriarchów Lizbony od XVIII w. do czasów najnowszych. Warta uwagi jest także kaplica św.Antoniego, która była jego celą w trakcie pobytu w klasztorze. Znajdują się tu także szczątki matki świętego. Św.Antoni z Padwy urodził się bowiem właśnie w Lizbonie – miejsce jego urodzenia także będziemy potem zwiedzać. Warto też zobaczyć zakrystię.

Największym skarbem klasztoru św.Wincentego jest jednak na pewno krypta grobowa z grobowcami królów Portugalii z dynastii Braganza. Znajdują się tu szczątki wszystkich portugalskich władców z tego rodu, począwszy od Jana IV, który objął urząd w 1640 r. aż do Manuela II, który został obalony w wyniku rewolucji w 1910 r. W krypcie spoczywają także małżonki i dzieci królów. Pośrodku znajdują się dwa duże sarkofagi ze szczątkami króla Carlosa I i jego następcy Luisa Filipe, zamordowanych podczas jazdy otwartym powozem w Lizbonie w 1908 r. Drugi syn Carlosa I to wspomniany Manuel II, który porządził ledwie dwa lata, będąc ostatnim do dziś królem Portugalii.

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, zakrystia

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, zakrystia

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, widok z dachu

Lizbona, klasztor św.Wincentego z Fora, widok z dachu

Tylko dwójka władców z dynastii Braganza nie leży dziś w klasztorze św.Wincentego, pierwszym jest Pedro IV, bardziej znany jako Pedro I, cesarz Brazylii. Był tym, który odłączył Brazylię od królestwa Portugalii, ogłaszając niepodległość nowego państwa. Jego szczątki także znajdowały się w klasztorze, ale zostały podarowane narodowi brazylijskiemu i przeniesione do grobowca w Sao Paulo. Pisaliśmy o nim przy okazji spisywania wrażeń z tygodnia spędzonego w Rio de Janeiro. Drugą – królowa Maria I, pochowana w bazylice Estrela – będziemy ją oglądać na końcu naszej trasy. Krypta królewska naprawdę robi wrażenie – 300 lat historii Portugalii, także tej z czasów największej świetności gdy była ona światową potęgą kolonialną, leży tutaj.

Jak już pooglądaliśmy sobie z dachu klasztoru św.Wincentego budynek Panteonu Narodowego, to czas go teraz odwiedzić. Wstęp dla posiadaczy LisboaCard jest bezpłatny. Znajduje się on tu za klasztorem św.Wincentego i mieści się w XVII-wiecznym dawnym kościele św.Ignacji (Engracji). Ignacja była dziewczyną z Bragi, ofiarą prześladowań chrześcijan w początkach IV w. Wcześniej w tym miejscu także stał kościół pod tym samym wezwaniem, wybudowany w XVI w., który jednak się zawalił, prawdopodobnie po jednym z wielu w tym czasie trzęsień ziemi. Budowa nowego trwała do 1712 r. i nigdy nie została ukończona, gdyż architekt zmarł, a ówczesny władca nie był zainteresowany kontynuowaniem prac.

Nieukończony kościół stał aż do 1916 r., kiedy to przekształcono go w Panteon Narodowy, w którym składano szczątki bohaterów narodowych. Ostatecznie budowę ukończono jednak dopiero w 1966 r. W bocznych salkach panteonu znajdują się grobowce znanych polityków, m.in. pierwszych dwóch prezydentów Portugalii po obaleniu monarchii w 1910 r., pierwszy prezydent tzw.”Drugiej Republiki”, powstałej po rewolucji w 1926 r. W sumie leży tu czterech prezydentów Portugalii oraz kilku kandydatów na prezydentów w kolejnych wyborach. Pochowano tu także Amalię Rodrigues, uznawaną za najsłynniejszą śpiewaczkę muzyki Fado – jej grób jest do dziś odwiedzany i czczony, co widać po licznych kwiatach. Rodrigues zmarła w 1999 r., po jej śmierci Portugalia przez trzy dni trwała w narodowej żałobie. Jej dom, w którym żyła i zmarła, przekształcono w muzeum, będzie na dalszej części naszej trasy po Lizbonie.

Najbardziej widowiskowymi elementami panteonu są symboliczne grobowce (nie ma w nich ciał) słynnych portugalskich osobistości: podróżnika Vasco da Gamy, narodowego portugalskiego poety Luisa de Camoesa (dzień jego śmierci jest świętem narodowym Portugalii), podróżników Pedro Alvaresa Cabrala (odkrywcy Brazylii), wspomnianego wcześniej Alfonso de Albuquerque czy Henryka Żeglarza, królewskiego syna z XIV / XV w., zasłużonego dla portugalskich odkryć geograficznych. Prawdziwe groby da Gamy i Camoesa pokażemy wam przy okazji zwiedzania Belem.

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy

Lizbona, Panteon Narodowy, widok z dachu

Lizbona, Panteon Narodowy, widok z dachu

Lizbona, przystanek São Vicente

Lizbona, przystanek São Vicente

Również w Panteonie Narodowym można wyjść w górę, najpierw na kopułę by móc podziwiać wnętrza z wysokości, a potem na dach – mamy kolejny lizboński taras widokowy. Wracamy przed klasztor św.Wincentego, na przystanek São Vicente i ponownie wsiadamy w tramwaj nr 28. Wiele się nie najedziemy, bo wkrótce wysiadamy na Largo das Portas do Sol, gdzie znajduje się kolejny ekstremalnie widowiskowy punkt widokowy, tym razem na dzielnicę Alfama. Ale o Alfamie opowiemy już w kolejnej części tego wpisu.

A jeżeli macie ochotę zobaczyć na video Lizbonę, to zapraszamy do obejrzenia filmowego skrótu z naszego weekendu w stolicy Portugalii:

Pełna galeria zdjęć ze zwiedzania Lizbony trasą tramwaju nr 28 znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Portugalia

Lizbona, panorama Alfamy z Largo das Portas do Sol

W Lizbonie spędziliśmy długi listopadowy weekend, w sumie trzy pełne doby. Stolica Portugalii bezwzględnie nas urzekła, choć pogoda o tej porze roku lubi płatać figle np. w postaci deszczu. W tym wpisie znajdziecie ranking atrakcji Lizbony, zgodny z naszymi odczuciami.

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Ostatni dzień spędzony w czasie długiego listopadowego weekendu w Lizbonie poświęciliśmy na wycieczkę do Belém, zachodniego przedmieścia stolicy Portugalii. Belém słynie bowiem z mnogości turystycznych atrakcji.

Lizbona, Estádio da Luz

Z racji tego, że połowa dorosłych tamBylskich należy do rzadkiej kasty kibiców piłkarskich, czasem oprócz zabytków zdarza się nam zwiedzać także znane stadiony. Nie inaczej było w Lizbonie.  więcej

 

Barri Gotic, czyli stare miasto w Barcelonie

Długi listopadowy weekend w Lizbonie zaczynamy od zwiedzania… Barcelony. Kilkugodzinną przesiadkę na barcelońskim lotnisku postanowiliśmy wykorzystać na zwiedzanie dzielnicy Barri Gotic. Byliśmy tu już dwa lata wcześniej, ale teraz zamierzaliśmy bardziej wgłębić się w wąskie uliczki starego miasta.

Długi listopadowy weekend zaplanowaliśmy sobie w Lizbonie. Bilety lotnicze składaliśmy z oferty kilku linii lotniczych i zrobił się z tego niezły maraton. Najpierw samochodowy dojazd pod lotnisko Schoenefeld w Berlinie i nocleg w aucie. Rano dojazd na inne lotnisko – Tegel (samochód został pod Schoenefeld z prozaicznego powodu – na to lotnisko mieliśmy lot powrotny) i wylot Lufthansą do Monachium, gdzie była szybka przesiadka na lot do Barcelony, też Lufthansą. W Barcelonie mieliśmy 7-godzinny stop przed lotem, tym razem portugalskim TAPem, już do Lizbony. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy tak długiego postoju nie wykorzystali na zwiedzanie.

W Barcelonie byliśmy dwa lata wcześniej, spędziliśmy tu dwa dni podczas naszego wakacyjnego Tour de Europe 2012 do hiszpańskiej Javei. Mieliśmy wtedy okazję zwiedzić kawał miasta (Sagrada Familia, Camp Nou i stare centrum), ale tym razem postanowiliśmy zgłębić dokładnie atrakcje najstarszej centrum miasta – Barri Gotic.

Barri Gotic to obszar, gdzie Barcelona się narodziła. To tu pierwszą warowną kolonię wybudowali Rzymianie, wtedy pod nazwą Barcino (legenda mówi, że pierwszym założycielem był ojciec słynnego Hannibala, Kartagińczyk Hamilcar Barca). Wciąż w kilku miejscach zobaczyć można tu fragmenty rzymskich murów, a także niewielką pozostałość rzymskiej świątyni Augustusa.

KML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Barcelona, dzielnica Barri Gotic

ładowanie mapy - proszę czekać...

Barcelona, kawiarnia Els 4 Gats: 41.385841, 2.173619
Barcelona, Placa Nova: 41.384533, 2.175465
Barcelona, Pałac Archidiakona i resztki rzymskich murów: 41.384166, 2.175668
Barcelona, katedra św.Eulalii: 41.384170, 2.176384
Barcelona, uliczka Carrer de la Palla, pozostałości rzymskich murów: 41.383740, 2.174869
Barcelona, kościół San Felipe Neri: 41.383345, 2.175044
Barcelona, pomnik Bohaterów Wojen Napoleońskich: 41.383635, 2.175835
Barcelona, kościół św.Sewera: 41.383498, 2.175797
Barcelona, stara żydowska synagoga: 41.382595, 2.175682
Barcelona, bazylika Santa Maria del Pi: 41.382287, 2.173802
Barcelona, kościół św.Jakuba: 41.381329, 2.175540
Barcelona, plac Placa Reial: 41.380085, 2.175272
Barcelona, plac Placa del Duc de Medinaceli: 41.378294, 2.179005
Barcelona, plac Placa de la Merce: 41.379127, 2.179335
Barcelona, bazylika Matki Bożej Miłosierdzia: 41.379433, 2.179670
Barcelona, uliczka Carrer de la Merce: 41.380536, 2.180668
Barcelona, główny budynek poczty: 41.381554, 2.181430
Barcelona, placyk Placa dels Traginers, rzymskie mury i wieża: 41.381973, 2.179780
Barcelona, bazylika św.Męczenników Justa i Pastora: 41.382802, 2.178179
Barcelona, plac św.Jakuba: 41.382709, 2.177052
Barcelona, uliczka Carrer del Bisbe: 41.383353, 2.176323
Barcelona, Pałac Królewski przy Placa del Rei: 41.384221, 2.177334
Barcelona, Plac Kataloński: 41.387032, 2.170047

 

Barcelona, Plac Kataloński

Barcelona, Plac Kataloński

Barcelona, kawiarnia „Els 4 Gats”

Barcelona, kawiarnia „Els 4 Gats”

Barcelona, pałac Archidiakona na placu Placa Nova

Barcelona, pałac Archidiakona na placu Placa Nova

We wczesnym średniowieczu Barcelona była już państewkiem, obejmującym niemal całą Katalonię. W XII w. poprzez ślub władców połączyła się z Aragonią, tworząc Królestwo Aragonii, które później przez wieki było potęgą w Europie (zdobyło m.in. Sardynię, na której gościliśmy trzy tygodnie wcześniej). Ten czas był okresem gwałtownego rozwoju miasta i z tego właśnie okresu pochodzi mnóstwo budynków w Barri Gotic, Barcelona stała się wtedy głównym miastem aragońskiej potęgi.

Barcelona, ruiny rzymskiego akweduktu na Placa Nova

Barcelona, ruiny rzymskiego akweduktu na Placa Nova

Ta hegemonia trwała aż do 1469 r., kiedy to z kolei Aragonia zjednoczyła się z Kastylią, tworząc dzisiejszą Hiszpanię, a głównym miastem nowego państwa stał się Madryt. Barcelona stała się ośrodkiem ruchu separatystycznego w Katalonii, który trwa do dziś, co zresztą widać nawet w Barri Gotic, gdzie na balkonach wisi mnóstwo katalońskich, a nie hiszpańskich flag.

Barcelona, katedra św.Eulalii

Barcelona, katedra św.Eulalii

Do centrum Barcelony z lotniska dojeżdżamy wygodnie Aerobusem, odjeżdżającym wprost spod terminala. Podróż w dwie strony kosztuje 10,20 EUR, bilety można kupić w automacie przy przystanku. Końcowym przystankiem jest Placa de Catalunya, co jest dla nas idealnym rozwiązaniem, Plac Kataloński jest wszak północnym brzegiem dzielnicy Barri Gotic.

Zwiedzanie „dzielnicy gotyckiej” zaczynamy od kultowej kawiarni „Els 4 Gats”, kolebki katalońskiego modernizmu. Założona w 1897 r., istniała tylko 6 lat, ale i tak stała się słynna dzięki swoim stałym artystycznym klientom – często bywali tu m.in. Gaudi czy Picasso (ten drugi zaprojektował ponoć menu). Ponowne otwarcie nastąpiło pod koniec lat 70-tych XX wieku, dziś kawiarnia jest jedną z podstawowych atrakcji turystycznych dzielnicy.

Barcelona, ruiny rzymskich murów na Carrer de la Palla

Barcelona, ruiny rzymskich murów na Carrer de la Palla

Barcelona, kościół San Felipe Neri

Barcelona, kościół San Felipe Neri

Barcelona, tablica upamiętniająca 42 ofiary bombardowania w czasie wojny domowej obok odbudowanego kościoła San Felipe Neri

Barcelona, tablica upamiętniająca 42 ofiary bombardowania w czasie wojny domowej obok odbudowanego kościoła San Felipe Neri

Barcelona, pomnik Bohaterów Wojen Napoleońskich z 1809 r.

Barcelona, pomnik Bohaterów Wojen Napoleońskich z 1809 r.

Obowiązkowym dla turystów punktem na starym mieście jest Placa Nova, jeden z głównych miejskich placów, który uważany jest za kolebkę całej Barcelony. Zobaczyć tu można jedne z kilku zachowanych pozostałości po dawnych rzymskich murach miejskich z IV w. – dziś są „wbudowane” w pałac archidiakona, wybudowany na rzymskich resztkach prawdopodobnie w XIII w., a później wielokrotnie przebudowywany. Oprócz dwóch kwadratowych rzymskich wież i muru pomiędzy nimi (grubość 3,5 m), zauważyć można także pozostałość po dawnym rzymskim akwedukcie, doprowadzającym wodę do miasta.

Barcelona, kościół św.Sewera

Barcelona, kościół św.Sewera

Najważniejszym obiektem na Placa Nova jest oczywiście katedra św.Eulalii, której budowa rozpoczęła się w 1298 r., aczkolwiek chrześcijańska świątynia istniała w tym miejscu prawdopodobnie już w czasach rzymskich (IV w.). Została ona zniszczona pod koniec X w., a w wieku następnym rozpoczęto budowę nowej, która również nie przetrwała. Budowa obecnej katedry trwała bardzo długo, bo ukończono ją dopiero w 1417 r. W XIX w. przebudowano fasadę katedry. Katedrę można zwiedzać (odpłatnie), my odpuściliśmy ją sobie – zwiedzaliśmy wnętrza podczas poprzedniego pobytu w Barcelonie w 2012 r. (może kiedyś uda się nam w końcu opisać archiwalne podróże do Hiszpanii w 2011 i 2012 r.).

Z Placa Nova idziemy w prawo (patrząc na wprost katedry) w uliczkę Carrer de la Palla. Tu znajdują się kolejne pozostałości rzymskich obwarowań i wież obronnych. Ale teraz celem jest kolejna świątynia, kościół San Felipe Neri, wybudowany w połowie XVIII w. Niestety zastajemy go zamkniętego, pozostaje więc delektować się zachowaną w oryginale fasadą, która jako jedyna „przeżyła” bombardowanie z 1938 r., w czasach hiszpańskiej wojny domowej. Na ścianie przylegającego do kościoła klasztoru można zresztą znaleźć tablicę, upamiętniającą 42 ofiary – głównie dzieci – tego bombardowania.

Barcelona, kamienica ze starą żydowską synagogą na parterze

Barcelona, kamienica ze starą żydowską synagogą na parterze

Barcelona, wnętrza starej żydowskiej synagogi

Barcelona, wnętrza starej żydowskiej synagogi

Barcelona, wnętrza starej żydowskiej synagogi

Barcelona, wnętrza starej żydowskiej synagogi

Stąd idziemy do najbardziej malowniczej uliczki starego miasta w Barcelonie – Carrer del Bisbe, rozpoczynającej się jeszcze na Placa Nova. Trafiamy na mały placyk Plaça de Garriga i Bachs, przy którym znajduje się wejście do zwiedzania katedry (placyk znajduje się przy jej ścianie bocznej). Na placu znajduje się też pomnik Bohaterów Wojen Napoleońskich z 1809 r., postawiony ku czci mieszkańców miasta, którzy zbuntowali się przeciwko okupującym je wojskom Napoleona w 1809 r. Buntownicy zostali aresztowani i straceni publicznie. Po bokach pomnika znajdują się ceramiczne rekonstrukcje scen z pierwszych dni po wejściu wojsk Napoleona do Barcelony.

Barcelona, bazylika Santa Maria del Pi

Barcelona, bazylika Santa Maria del Pi

Tuż obok znajduje się kościół św.Sewera, wybudowany w 1705 r., jeden z ważniejszych „okazów” architektury barokowej w mieście, głównie ze względu na wnętrza, z zewnątrz wcale nie prezentuje się zbyt okazale. Ale wnętrz nie była nam dane zobaczyć, a fotki fasady nie są zbyt okazałe, kościół stoi w ciasnej uliczce i jego sfotografowanie nie jest proste.

Wkraczamy do Call, starej dzielnicy żydowskiej w centrum Barcelony. Żydzi mieszkali w Barcelonie prawdopodobnie już od samych początków miasta, ale wieki później zostali przymusem „zesłani” do jednej wspólnej dzielnicy. Jednak pod koniec XIV w. w całej Hiszpanii rozpoczęły się pogromy Żydów – w krótkim czasie wszyscy Żydzi w Barcelonie albo z miasta wyjechali, albo przeszli na chrześcijaństwo, by uniknąć kłopotów (nadal potajemnie trwali przy pierwotnej wierze).

Najważniejszym punktem kultury żydowskiej w centrum Barcelony jest bezsprzecznie stara synagoga, która z pozoru w ogóle na świątynię nie wygląda – mieści się na parterze niepozornej kamienicy. Synagoga ta jest prawdopodobnie jedną z najstarszych w Europie – pochodzi z III / IV w., w XIII / XIV w. nadbudowano ją nową synagogą – a dopiero później (XVII w.) dodano kolejne piętra kamienicy. Zapomniana trwała aż do XX w., służąc jako pomieszczenia mieszkalne czy pralnia. Dziś można ją zwiedzać – odpłatnie (bilet 2,5 EUR).

Barcelona, bazylika Santa Maria del Pi

Barcelona, bazylika Santa Maria del Pi

Barcelona, bazylika Santa Maria del Pi

Barcelona, bazylika Santa Maria del Pi

Barcelona, plac Placa Reial

Barcelona, plac Placa Reial

Idziemy dalej – nieco na wschód od synagogi żydowskiej znajdziemy bazylikę Santa Maria del Pi, która wg legendy nazwę swą uzyskała od drzewka piniowego, które kiedyś rosło w tym miejscu. Tradycja mówi, że kościół w tym miejscu istniał już w IV w., ale badania archeologiczne tego nie potwierdzają. Na pewno zaś świątynia stała tu pod koniec X w., a obecna bazylika wybudowana została w XIV w. W 1936 r. została mocno uszkodzona podczas wojny domowej – zniszczono m.in. najbardziej rozpoznawalny element zewnętrznej fasady bazyliki – okazałą rozetę, którą odbudowano w 1940 r.

Barcelona, latarnie projektowane przez Gaudiego na Placa Reial

Barcelona, latarnie projektowane przez Gaudiego na Placa Reial

We wnętrzach bazyliki znajdują się grobowce kilku znanych osobistości z XVII – XIX w. Duża część wystroju wnętrza, w tym także cenne dzieła sztuki (m.in. główny ołtarz) zostały także zniszczone podczas bombardowań z czasów wojny domowej. Ale część zachowała się, np. niektóre witraże pochodzą aż z XVIII w. Kolejnym rozpoznawalnym elementem świątyni jest wysoka (54 m) dzwonnica z zainstalowanymi sześcioma dzwonami (największy waży ponad 1,8 tony).

Idziemy w stronę Placa Reial, czyli Placu Królewskiego, zahaczając jeszcze po drodze o kościół św.Jakuba (Sant Jaume), stojący przy Carrer de Ferran. Pierwotnie znajdowała się tutaj synagoga (wciąż jesteśmy w dzielnicy żydowskiej), ale po pogromach z 1391 r. została ona zburzona, by zrobić miejsce dla kościoła katolickiego. Tenże został wybudowany, pierwotnie pod wezwaniem św.Trójcy i stał się świątynią Żydów, którzy przeszli wtedy na chrześcijaństwo.

Kiedy w 1492 r. Żydów ostatecznie z Barcelony wypędzono, świątynię przekazano siostrom z zakonu Karmelitek, ale i one zostały stąd „wyproszone” na początku XIX w. Wtedy to kościół przemianowano na św.Jakuba. Co ciekawe, uważa się, że sam św.Jakub był w Barcelonie w czasie swojego pobytu na terenach dzisiejszej Hiszpanii i nauczał na starym rzymskim Forum, które potem przebudowano na Placa de Sant Jaume (plac św.Jakuba). Na Forum stał też kiedyś (X w.) kościół św.Jakuba, ale wyburzono go, by zrobić miejsce dla powstającego placu, przy którym dziś znajduje się siedziba rządu Katalonii i ratusz miejski. Wtedy właśnie zdecydowano o zmianie wezwania kościoła św.Trójcy na św.Jakuba.

Barcelona, bazylika Matki Bożej Miłosierdzia

Barcelona, bazylika Matki Bożej Miłosierdzia

Barcelona, katalońskie flagi w uliczce Carrer de la Merce

Barcelona, katalońskie flagi w uliczce Carrer de la Merce

Barcelona, główna poczta

Barcelona, główna poczta

Barcelona, rzymskie mury na placyku Placa dels Traginers

Barcelona, rzymskie mury na placyku Placa dels Traginers

Kościół został zdewastowany i spalony podczas hiszpańskiej wojny domowej. Główną atrakcją wnętrz, których niestety nie było nam dane zobaczyć, jest ołtarz, który kiedyś znajdował się w barcelońskiej katedrze – przeniesiono go tu pod koniec XX w.

Stąd już dwa kroki na Placa Reial, miejsce niezwykle popularne wśród turystów i miejscowych, malowniczy plac z wieloma restauracjami i klubami nocnymi, położony tuż przy słynnej ulicy La Rambla. Historycznie dość „młody”, wybudowany w XIX w., ma jedną atrakcję historyczną. Są nią… latarnie, zaprojektowane przez samego Antonio Gaudiego.

W poszukiwaniu historycznych atrakcji dzielnicy Barri Gotic idziemy teraz w stronę morskiego wybrzeża. Trafiamy na Placa del Duc de Medinaceli, placyk znajdujący się w miejscu dawnego klasztoru Franciszkanów, zburzonego w początkach XIX w. Na placu znajduje się okazała statua XVI-wiecznego hrabiego, od którego imienia wywodzi się nazwa placu. Stąd już blisko na plac Placa de la Merce, utworzony w 1775 r. Najpierw oglądamy zabytkową fontannę Neptuna, która od 1826 r. stała w miejskim porcie. W 1993 r., po przebudowie placu, przeniesiono ją tutaj.

Najważniejszym obiektem jest tu jednak bazylika Matki Bożej Miłosierdzia (de la Merce), wybudowana razem z placem w 1775 r. – to od niej właśnie plac wziął swoją nazwę. Bazylika uznawana jest, głównie przez swoje cieknące przepychem wnętrza, za jeden z najbardziej reprezentacyjnych kościołów Barcelony. Wybudowana została na miejscu stojącego tu wcześniej kościoła z końca XIII w. Pod koniec XIX w. dobudowano okazałą kopułę, którą odbudowano w XX w. po zniszczeniach z czasów wojny domowej. We wnętrzach znajduje się otoczony czcią obraz Matki Bożej Miłosierdzia.

Barcelona, siedziba katalońskiego rządu na Placa de Sant Jaume

Barcelona, siedziba katalońskiego rządu na Placa de Sant Jaume

Barcelona, ratusz miejski na Placa de Sant Jaume

Barcelona, ratusz miejski na Placa de Sant Jaume

Barcelona, Pałac Królewski

Barcelona, Pałac Królewski

Wkraczamy w wąską uliczkę Carrer de la Merce, kiedyś jedną z najelegantszych ulic Barcelony, dziś romantyczną, usianą małymi kafejkami i tawernami. My zapamiętaliśmy ją z niesamowitej ilości katalońskich flag, wiszących na większości balkonów na tej ulicy. Dochodzimy do Placa d’Antonio Lopez, przy którym zobaczyć można monumentalną główną pocztę w Barcelonie, której siedziba pochodzi z 1929 r. W tym miejscu zaczyna gonić nas czas powrotu na lotnisko, skręcamy więc na północ – wracamy na Plac Kataloński.

Barcelona, bazylika św.Męczenników Justa i Pastora

Barcelona, bazylika św.Męczenników Justa i Pastora

Po drodze wchodzimy na maleńki, malowniczy placyk Placa dels Traginers, gdzie znajdują się kolejne pozostałości rzymskich fortyfikacji obronnych dawnego Barcino. Stoi tu kawałek muru oraz okrągła wieża obronna, całość pochodząca z IV w. Nadal idąc na północ, chcemy przejść jeszcze przez plac Placa de Sant Jaume, o którym wspominaliśmy już wcześniej. Najpierw trafiamy jednak na barokowy kościół – bazylikę św.Męczenników Justa i Pastora (dels Sants Màrtirs Just i Pastor), budowa której rozpoczęła się w połowie XIV w. (choć budowa trwała dwa stulecia). Stoi ona na podstawach dawnej świątyni z czasów rzymskich, wg legend pochodzącej z IV w., ale w dokumentacji historycznej pojawiającej się dopiero w IX w. Jako ostatnia powstała w XVI w. okazała dzwonnica.

Barcelona, uliczka Carrer del Bisbe

Barcelona, uliczka Carrer del Bisbe

Jesteśmy w końcu na placu św.Jakuba (Placa de Sant Jaume), w administracyjnym sercu miasta – to tu znajdują się ratusz miejski oraz siedziba rządu Katalonii. Plac św.Jakuba znajduje się w miejscu dawnego rzymskiego Forum – centralnej części rzymskiego Barcino. To tu krzyżowały się główne ulice rzymskiego miasta. Plac wziął swoją nazwę od kościoła, który stał tu aż do 1823 r., kiedy go zburzono. Wcześniej miejskie władze spotykały się właśnie przy kościele. A jego zburzenie pozwoliło na poszerzenie placu do obecnej postaci.

Barcelona, uliczka Carrer del Bisbe

Barcelona, uliczka Carrer del Bisbe

Z placu początkowo wychodzimy na północ, słynną uliczką Carrer del Bisbe, w czasach rzymskich jedną z dwóch głównych ulic miejskich, dziś najbardziej znaną ze względu na niezwykle widowiskową zabudowę oraz połączenie pomiędzy katedrą i placem św.Jakuba. Ale potem decydujemy się odbić jeszcze w prawo, wszak został nam do zobaczenia jeszcze jeden obiekt w Barri Gotic – Pałac Królewski przy Placa del Rei.

Nazwa nie jest przypadkowa – kompleks budynków służył już od XI w. jako siedziba najpierw hrabiów Barcelony, a potem królów Aragonii. Dzisiejsze zabudowania powstały w większości w XIV w. (sam pałac oraz kaplica św.Agaty). W XVI dobudowano obok tzw. „pałac porucznika” (siedziba Inkwizycji) oraz górującą nad nim 5-piętrową wieżę. Szczególne piętno odcisnął na historii tego miejsca rok 1492 – na schodach wejściowych zamordowano wtedy ówczesnego króla. Istnieje także legenda, że na tych samych schodach witano powracającego z Ameryki Krzysztofa Kolumba. Aczkolwiek legenda raczej nie ma potwierdzenia w faktach.

Pałac Królewski był godnym ukoronowaniem -godzinnej zaledwie wycieczki po starym mieście w Barcelonie. Pozostało nam tylko wrócić na Plac Kataloński i wsiąść w autobus, wiozący nas z powrotem na lotnisko. Za kilka godzin mieliśmy zacząć przygodę z Lizboną – miastem wymarzonym przez nas od dłuższego czasu. Będziemy zwiedzać atrakcje Lizbony wzdłuż trasy zabytkowego tramwaju nr 28, ale o tym już w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z dzielnicy Barri Gotic w Barcelonie znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Hiszpania

 

0

Autor:

Kategorie: Barcelona, Hiszpania, Rok 2014