plaża | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Słoweńskie wybrzeże. Piran i Izola

Słoweńskie „trójmiasto”: Koper, Izola i Piran to najważniejsze turystyczne ośrodki wybrzeża tego kraju. Koper już Wam pokazaliśmy, czas teraz na dwa kolejne miasteczka.

Słowenia i Chorwacja 2015, dzień 1 (poprzedni wpis: Koper, czyli słoweńskiego „trójmiasta” odsłona pierwsza). Wszystkie trzy główne miasteczka słoweńskiego wybrzeża oddalone są od siebie raptem o niecałe 10 km jedno od drugiego. Najbardziej na północ położony Koper pokazaliśmy Wam już w poprzednim wpisie, czas więc teraz na dwa kolejne: Piran i Izolę.

Nasza podróż przebiegała z północy na południe, po Koprze więc jako kolejne miejsce naszego zainteresowania padło na Izolę. To niewielkie miasteczko (kilkanaście tysięcy mieszkańców) przez całe wieki, podobnie zresztą jak Koper, położone było na wyspie. Dopiero w XIX w., używając kamieni z rozebranych murów miejskich, zasypano kanał oddzielający starówkę Izoli od stałego lądu.

Miasteczko założone zostało mniej więcej w VII w., w dokumentacji historycznej pojawia się w X w. Ale już w czasach rzymskich istniał tu adriatycki port, po którym pozostały do dziś niewielkie ruiny, znajdujące się na południe od dzisiejszego miasteczka, tuż przy bardzo popularnej plaży San Simon. Od XIII do XVIII w. Izola żyła pod panowaniem weneckim i do dziś te wpływy są widoczne w architekturze starego miasta.

Izola, widok z południa

Izola, widok z południa

Izola, stare miasto

Izola, stare miasto

Izola, stare miasto

Izola, stare miasto

Izola, stare miasto

Izola, stare miasto

Izola to takie typowe adriatyckie miasteczko, ciasne, kamienne, z labiryntem uliczek. Starówka Izoli nie jest duża i nie trzeba spędzić tu wiele czasu, by zobaczyć ważniejsze turystyczne atrakcje, których nie ma zbyt wiele. Warto tu spędzić czas dla klimatu starówki. A największe turystyczne atrakcje miasteczka to dwa kościoły: św.Marii z Alieto (najstarszy kościół w Izoli, wybudowany prawdopodobnie w XI w.) oraz św.Mauro (wybudowany w połowie XVI w. w miejscu poprzednio tu stojącego kościółka z XIV w. Wolnostojąca wieża pochodzi z końcówki XVI w.).

Izola, kościół św.Marii z Alieto

Izola, kościół św.Marii z Alieto

Starówkę Izoli zapamiętaliśmy także z powodu… pustek na jej ulicach. Być może mieszkańców niesamowity upał wygonił do wnętrz kamienic, a być może… na plażę. Wyjeżdżając z Izoli, zapragnęliśmy wreszcie zamoczyć się w Adriatyku, wszak to pierwsza okazja od wyjazdu z Polski. Tak trafiliśmy na plażę przy kurorcie San Simon, gdzie dla odmiany panował niesamowity tłok i ścisk.

Izola, kościół św.Mauro

Izola, kościół św.Mauro

Plaża San Simon położona jest na południe od Izoli – to właśnie obok niej znajdują się niewielkie ruiny starożytnego rzymskiego portu Haliaetum. Plaża może się pochwalić dobrą infrastrukturą, także dużym (choć płatnym) parkingiem dla samochodów. Spędziliśmy tu nieco czasu w przerwie pomiędzy zwiedzaniem kolejnych miasteczek w Słowenii.

Historia Piranu jest podobna do tej z Izoli. Miasto powstało ok. VII w., za czasów bizantyjskich, wtedy też powstały pierwsze mury miejskie, potem dwukrotnie rozbudowywane. Tak jak Izola, był potem przez wieki pod wpływem Wenecji. Przez wieki głównymi atutami miasta i regionu były sól, wino i oliwki – dzięki nim Piran wyrósł na duże miasto handlowe w regionie, nieco potem podupadłe po wzroście dominacji pobliskiego Triestu. Piran zdecydowanie najbardziej przypadł nam do gustu i uznajemy go oficjalnie za najpiękniejsze słoweńskie miasto nad Adriatykiem :)

Izola, plaża San Simon

Izola, plaża San Simon

Izola, plaża San Simon

Izola, plaża San Simon

Zwiedzanie Piranu warto rozpocząć od zatrzymania się na północnych rogatkach miasta, przy okazałych pozostałościach murów miejskich – te akurat części pochodzą z trzeciej fazy rozbudowy (początek XVI w.). Mury te warte są uwagi po pierwsze dlatego, że są najbardziej okazałą częścią obwarowań miejskich Piranu. Po drugie – bo znajduje się tutaj wejście na szczyt jednej z wież, skąd rozciąga się obłędny wręcz widok na stare miasto, leżące w dole pod nią.

Na starówkę Piranu nie da się wjechać samochodem. Znaczy da się, ale objęta jest ona bardzo drogą płatną strefą, w praktyce dostępną niemal wyłącznie dla mieszkańców. Obce samochody muszą płacić taryfę 5 EUR / godzina, a i tak po wjeździe jest duży problem ze znalezieniem miejsca do zaparkowania. Dla turystów przeznaczone są specjalne parkingi przed wjazdem do strefy starego miasta, z których trzeba się trochę „przespacerować” do samej starówki.

W mieście największe wrażenie robi zdecydowanie plac Tartiniego, nazwany imieniem najsłynniejszego chyba obywatela miasta w historii, skrzypka i kompozytora Giuseppe Tartiniego, żyjącego na przełomie XVII / XVIII w. Pierwotnie w miejscu placu znajdowały się rybackie doki, znajdujące się poza pierwszą fazą murów miejskich. Ale z czasem zabudowane zostały dookoła ważnymi miejskimi budynkami, aż wreszcie miasto zdecydowało się (koniec XIX w.) zmienić doki w reprezentacyjny plac. Dziś jest on zdecydowanie największą wizytówką miasta.

Z czasów projektu placu pochodzą największe stojące przy nim budynki: ratusz miejski (1879 r.) i budynek sądu (1894 r.). Ale znajdziecie tu także charakterystyczną silnie czerwoną, wąską kamieniczkę, tzw. Wenecjankę – najstarszy budynek przy placu, pochodzący z XV w. No i stoi też przy placu kamienica, w której urodził się sam Tartini, wewnątrz której znajduje się małe muzeum, poświęcone kompozytorowi.

Piran, mury miejskie

Piran, mury miejskie

Piran, mury miejskie

Piran, mury miejskie

Piran, panorama starego miasta widziana z murów miejskich

Piran, panorama starego miasta widziana z murów miejskich

Piran ma dość rozległą starówkę, dodatkowo położoną na zboczu wzgórza, przez co jest ona niezwykle widowiskowa, i to zarówno przy oglądaniu jej panoramy z dołu (np. z placu Tartiniego), jak i z góry, gdzie znajduje się górujący nad miastem kościół św.Jerzego. Został założony prawdopodobnie jeszcze w XII w., a rozbudowany w XIV w. Obecny wygląd zawdzięcza przebudowie z XVII w., wtedy też dobudowano wolnostojącą wieżę i budynek chrzcielnicy.

Oprócz tej świątyni, najbardziej z każdego miejsca w Piranie widocznej, starówka miejska zawiera kilka innych zabytkowych kościołów:

  • kościół św.Piotra, stojący na placu Tartiniego, wybudowany pierwotnie pod koniec XIII w., obecny wygląd zawdzięczający przebudowie z początków XIX w.;
  • kościół Matki Boskiej Zdrowia, pierwotnie wybudowany w XIII w. pod wezwaniem św.Klemensa, nową nazwę otrzymał w XVII w. podczas szalejącej w mieście epidemii. Przebudowywany w XVIII i XIX w.;
  • kościół Matki Boskiej Pocieszycielki, pochodzący z XV w., wciśnięty w ciasne uliczki starówki, kiedyś miał wezwanie św.Michała;
  • kościół św.Franciszka z Asyżu, stanowiący część zabudowań klasztornych, wybudowanych gdzieś w początkach XIV w. Do II wojny światowej w jego wnętrzach znajdowało się jedno z dzieł słynnego Carpaccio (tego mieszkającego w pobliskim Koprze), ale wtedy to wywieziono je do Włoch;
  • kościół Matki Boskiej Śnieżnej – dość oryginalna nazwa jak na południe Europy. Nazwę prawdopodobnie wziął od malowidła, przedstawiającego cud śniegu w Rzymie w sierpniu (malowidło z XVII w.). Sama świątynia nie ma znanej dziś daty budowy, na pewno stała tu już w początkach XV w.;
Piran, plac Tartiniego

Piran, plac Tartiniego

Piran, ratusz miejski i pomnik Tartiniego

Piran, ratusz miejski i pomnik Tartiniego

Piran, dom rodzinny Tartiniego

Piran, dom rodzinny Tartiniego

Piran, stare miasto

Piran, stare miasto

Piran, kościół Matki Boskiej Zdrowia

Piran, kościół Matki Boskiej Zdrowia

Piran, kościół św.Jerzego

Piran, kościół św.Jerzego

Jak poszperacie na starówce, to znajdziecie tu też pozostałości dawnych murów miejskich, tych z pierwszej i drugiej fazy ich istnienia (VII i XV w.), a także dawne bramy miejskie. Piran szczególnie widowiskowo prezentuje się o zmroku – warto wejść np. na plac Tartiniego, kiedy rozbłyska on nocnym oświetleniem, widok jest naprawdę piękny.

Piran był ostatnim akcentem pierwszego dnia naszej podróży po Słowenii i Chorwacji. Dzień zakończyliśmy już po ciemku w jednej z przytulnych restauracyjek na starówce, delektując się zawsze smakującą nam na południu Europy wspaniałą pizzą. Następnego dnia mieliśmy już wjechać do Chorwacji i rozpocząć objazdówkę po pięknej Istrii – ale o tym już w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć ze słoweńskich Izoli i Piranu znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Słowenia

Piran, plac Tartiniego po zmroku

Słoweńskie "trójmiasto": Koper, Izola i Piran to najważniejsze turystyczne ośrodki wybrzeża tego kraju. Koper już Wam pokazaliśmy, czas teraz na dwa kolejne miasteczka.

Koper, nadmorska promenada

Słoweńskie wybrzeże co prawda nie powala swoją długością (raptem niecałe 50 km), ale tutejsze miasteczka są ogromnym magnesem dla turystów z całego świata. Dziś pokażemy Wam pierwsze z nich - Koper.

Jaskinie Szkocjańskie, końcowy fragment

Przez Słowenię kilka razy przejeżdżaliśmy (wyłącznie przejeżdżaliśmy) podczas naszych podróży. Przyszedł wreszcie czas, by choć trochę poznać ten kraj. Zaczynamy od Jaskiń Szkocjańskich, wpisanych na listę UNESCO.

 

Tallin - co zobaczyć poza starym miastem

Turystyczne atrakcje Tallina nie kończą się w obrębie starówki. Poza nią także znajdziecie tu warte uwagi miejsca, związane z historią, czasem tą dawną, a czasem najnowszą. Zapraszamy do lektury naszej listy takich miejsc.

Weekend w Tallinie. Będąc w Tallinie, warto wypuścić się poza mury starego miasta, tak chętnie odwiedzanego przez turystów. Bo choć wpisana na listę UNESCO starówka urzeka, to w estońskiej stolicy ważne turystyczne miejsca znajdziecie także poza nią. Najbliższe znajdują się tuż poza obrębem murów.

Dookoła starego miasta

Obchód dookoła starych murów miejskich Tallina zaczniemy od krańca północnego, od chyba najsmutniejszego miejsca – wymownego pomnika, upamiętniającego jedną z największych cywilnych katastrof morskich na Bałtyku, zatonięcie promu „Estonia” w 1994 r., płynącego z Tallina do Sztokholmu. Zginęło wówczas 852 osób, w tym kilkoro Polaków, m.in. członków pokładowej orkiestry.

Tallin, pomnik ofiar katastrofy promu "Estonia"

Tallin, pomnik ofiar katastrofy promu „Estonia”

Tallin, budynek opery

Tallin, budynek opery

Tallin, siedziba Banku Estonii

Tallin, siedziba Banku Estonii

Tallin, Plac Wolności

Tallin, Plac Wolności

Kilkaset metrów od pomnika, już przy południowo-wschodnim krańcu starówki, znajduje się okazały budynek tallińskiej opery. Został zbudowany w 1913 r. i był wtedy największym budynkiem w Tallinie. W 1947 r. został ponownie otwarty, po zakończeniu renowacji po zniszczeniach wojennych.  Obok opery znajduje się także siedziba Teatru Dramatycznego oraz jeszcze obok – budynek pierwszej szkoły, wybudowanej w Tallinie (1883 r.). Naprzeciwko szkoły znajdziecie okazałą siedzibą Banku Estonii z 1904 r.

Nieco na zachód znajduje się jeden z najbardziej reprezentacyjnych placów Tallina – Plac Wolności. To zazwyczaj odbywają się ważne uroczystości i parady wojskowe. Nad placem dominuje Pomnik Zwycięstwa, czczący odzyskanie przez Estonię niepodległości w 1918 r. Tu odsłonięto też częściowo pozostałości kolejnej dawnej bramy miejskiej (południowej) – bramy Harju, która istniała na pewno już w połowie XIV w. Zniszczono ją w XIX w. Resztki są widoczne pod szklanym pomostem na placu.

Na Placu Wolności znajdziecie też małe „polonica” – obok kościoła św.Jana stoi okazały kamień z napisem (kreślonym znaną u nas czcionką nazwy „Solidarność”) „Solidaarsus”, dar polskiej ambasady w Tallinie dla miasta.

Pałac Prezydencki

Pałac Kadriorg, bo tak brzmi jego nazwa, znajduje się ok.3 km na wschód od starego miasta Tallina. Urządziliśmy sobie do niego dłuższy spacer wzdłuż nadmorskiego wybrzeża. Mały pałacyk, znajdujący się w tym miejscu kupił po zwycięskiej wojnie o miasto w 1710 r. sam car Piotr Wielki – dla swojej żony Katarzyny Wielkiej, która zresztą okazjonalnie tutaj bywała. Potem bywała również ich córka, również cesarzowa Rosji, Elżbieta Romanowa.

Tallin, pałac Kadriorg

Tallin, pałac Kadriorg

Tallin, pałac Kadriorg

Tallin, pałac Kadriorg

Tallin, siedziba prezydenta Estonii

Tallin, siedziba prezydenta Estonii

Carostwo bywało tutaj w czasach zaraz po zakupie, w czasie wielkiej rozbudowy pałacu, która rozpoczęła się w 1718 r. Ale w 1725 r. Piotr Wielki zmarł, a Katarzyna nie była zainteresowana bywaniem tutaj. P odzyskaniu niepodległości przez Estonię, budynek przekształcono w Narodowe Muzeum Sztuki, a w ostatnich latach pełni on rolę galerii zagranicznego malarstwa, części tegoż muzeum. Pałac otoczony jest pięknym, zielonym parkiem, na którego tyłach znajduje się drugi budynek – dzisiejsza kancelaria prezydenta Estonii.

Kościoły

  • Tallin, kościół Karola

    Tallin, kościół Karola

    luterański kościół Karola, nazwany od imienia fundatora, szwedzkiego króla Karola XI, wybudowano został pod koniec XVII w., ale kilkadziesiąt lat później spłonął podczas wojny z Rosją. Odbudowany w połowie XIX w., w dzwonnicy wciąż ma oryginalne dzwony z poprzednika. Znajduje się niedaleko od Placu Wolności (na zachód);

  • luterański kościół św.Jana znajduje się na Placu Wolności, wybudowany w 1867 r. z powodu niewystarczającej pojemności dotychczasowego kościoła parafialnego (kościół św.Ducha na starym mieście);
  • ukryty pomiędzy szklanymi biurowcami w samym centrum biznesowym Tallina armeński kościół św.Jana, drewniany, z barokową wieżyczką, został wybudowany gdzieś pomiędzy XV / XVIII w.;
  • rosyjski prawosławny kościół Matki Bożej Kazańskiej (200 m na południe od kościoła armeńskiego), wybudowany w 1721 r., niedługo po rozpoczęciu panowania carów rosyjskich w Estonii, uważany jest za jeden z najstarszych drewnianych kościołów w Tallinie;
Tallin, kościół św.Jana na Placu Wolności

Tallin, kościół św.Jana na Placu Wolności

Tallin, armeński kościół św.Jana

Tallin, armeński kościół św.Jana

Tallin, prawosławny kościół Matki Bożej Kazańskiej

Tallin, prawosławny kościół Matki Bożej Kazańskiej

Tallin, prawosławny kościół św.Szymona

Tallin, prawosławny kościół św.Szymona

  • kolejny rosyjski prawosławny kościół św.Szymona, stojący nieopodal mariny na wybrzeżu, drugi w kolejności wybudowany za panowania rosyjskiego (połowa XVIII w.), na życzenie rosyjskich marynarzy. Wg legendy do jego budowy użyto resztek z wraków zatopionych okrętów. Władze komunistyczne zamieniły go w salę sportową. Odnowiono go dopiero po odzyskaniu przez Estonię niepodległości;

Wybrzeże

Mało kto pamięta, że Tallin jest miastem… olimpijskim. Tak – gdy w 1980 r. Igrzyska Olimpijskie odbywały się w Moskwie (wtedy jeszcze Estonia była częścią ZSRR), w Tallinie zorganizowano wszystkie dyscypliny żeglarskie. Na tę okoliczność wybudowano w północno-wschodniej dzielnicy Pirita wielki obiekt olimpijski. Do niego nie dotarliśmy, leży jeszcze daleko za pałacem prezydenckim.

Ale wybudowano na Olimpiadę w Tallinie jeszcze jeden obiekt, leżący dziś ledwie 200 m na północ od starego miasta, niemal tuż obok hostelu, w którym mieszkaliśmy. Dziś zwie się on Linnahall, a w 1980 r. nosił nazwę Pałac Kultury i Sportu im.W.Lenina. Odbywały się tu imprezy sportowe i kulturalne, towarzyszące rywalizacji olimpijczyków. Znajduje się tu hala sportowa, lodowisko i kawiarnie, ale dziś obiekt jest w opłakanym stanie. Miasto zamierza go wyremontować, ale nie ma chętnych inwestorów. Dziś Linnahall służy głównie jako mała przystań dla pasażerskich katamaranów, znajduje się tu też lądowisko dla helikopterów.

Tallin, Linnahall, dawne centrum olimpijskie im.W.Lenina

Tallin, Linnahall, dawne centrum olimpijskie im.W.Lenina

Tallin, Linnahall, dawne centrum olimpijskie im.W.Lenina

Tallin, Linnahall, dawne centrum olimpijskie im.W.Lenina

Tallin, plaża w okolicach pałacu Kadriorg

Tallin, plaża w okolicach pałacu Kadriorg

Tallin, pomnik ofiar II wojny światowej

Tallin, pomnik ofiar II wojny światowej

W okolicach pałacu prezydenckiego Tallin posiada całkiem niezłą plażę. Oczywiście z racji pobytu w mieście w listopadzie, z kąpieli nie skorzystaliśmy, ale plaża i okolica wyglądają na całkiem zadbane. Przy plaży stoi okazały pomnik ku czci ofiar katastrofy rosyjskiego okrętu wojennego „Rusałka” w 1893 r. (zatonął po wypłynięciu z Tallina do Helsinek, zabijając wszystkich 177 członków załogi). Pomnik powstał w 1902 r. i jest pierwszym pomnikiem w Estonii autorstwa estońskiego artysty. Z plaży można zobaczyć (patrząc w prawą stronę) okazały pomnik Ofiar II Wojny Światowej, z widocznym z daleka 35-metrowym obeliskiem. Dalej za nim, na wybrzeżu, znajduje się wspomniany obiekt olimpijski Pirita.

Drewniane domy

Stara drewniana architektura to niewątpliwa ozdoba Tallina. Zapamiętaliśmy ten urok z łotewskiej Rygi, gdzie podziwialiśmy ją na wyspie Kipsala. W Tallinie nie trzeba wyjeżdżać z miasta, żeby podziwiać drewniane domy. Znajdziecie je i w samym centrum nowoczesnego Tallina, ukryte za wysokimi szklanymi biurowcami, i w okolicach pałacu prezydenckiego. Mnóstwo drewnianych willi stoi po drodze ze starego miasta właśnie do dzisiejszej siedziby prezydenta.

Tallin, architektura drewniana

Tallin, architektura drewniana

Tallin, architektura drewniana

Tallin, architektura drewniana

Tallin, architektura drewniana

Tallin, architektura drewniana

Tallin, architektura drewniana

Tallin, architektura drewniana

Tallin, radzieckie symbole na budynkach

Tallin, radzieckie symbole na budynkach

Tallin, nowoczesne centrum miasta

Tallin, nowoczesne centrum miasta

Tallin, nowoczesne centrum miasta

Tallin, nowoczesne centrum miasta

Tallin, nowoczesne centrum miasta

Tallin, nowoczesne centrum miasta

Troszkę zadziwił nas architektoniczny chaos w centrum. Wysokie szklano-aluminiowe wieżowce stoją wymieszane ze starymi drewnianymi kościołami i drewnianą architekturą mieszkalną. Widać, że „kapitalizm” rósł tu naprawdę dynamicznie, trochę bez szacunku dla historii. A jakby było mało, to znaleźć tu można także budynki z okazałymi, socjalistycznymi symbolami rodem z czasów ZSRR (gwiazda i te sprawy). Wspólczesny Tallin to prawdziwy tygiel historii i współczesności, wymieszany w jednym miejscu i podany turystom. Chyba jednak nie do końca strawny, ale to nasza subiektywna opinia.

Pełna galeria atrakcji Tallina, leżących poza starówką, znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Estonia

Tallin, pałac Kadriorg

Turystyczne atrakcje Tallina nie kończą się w obrębie starówki. Poza nią także znajdziecie tu warte uwagi miejsca, związane z historią, czasem tą dawną, a czasem najnowszą. Zapraszamy do lektury naszej listy takich miejsc.

Tallin, stare miasto

Stare miasto estońskiej stolicy to nie tylko zabytki, ciasne uliczki, zamek i mury miejskie. To także zjawiskowa architektura pięknych starych kamienic, która zachwyca oko turysty. Zobaczcie te perełki okiem naszego obiektywu.

IMG_0450

Są miasta, którym uroku dodaje zmrok. Takiej zalety nie można zapewne odmówić żadnemu zabytkowemu miejscu - tak samo jest w przypadku Tallina. Starówka estońskiej stolicy prezentuje się w nocnym oświetleniu wręcz zjawiskowo.

 

Petra tou Romiou - legenda goni legendę

Cypr od zawsze był miejscem wielkiego kultu Afrodyty, greckiej bogini miłości, piękna i płodności. Nie bez powodu zwany jest wyspą Afrodyty – to właśnie tu podobno bogini wyłoniła się z morskich fal.

Cypr 2015, dzień 6 (poprzedni wpis: Cypryjskie Pafos: co zobaczyć poza mozaikami i grobowcami ?). Szósty, przedostatni dzień naszego pobytu na Cyprze, to przejazd z Pafos do Limassol, kolejnego większego miasta na wyspie. Ale nie taki zwykły przejazd „na sucho” – pomiędzy tymi dwoma miastami leżą bowiem jedne z większych atrakcji Cypru południowego. Opisywaliśmy Wam już położone we wsi Kouklia ruiny Palaipaphos – pierwotnej lokalizacji dzisiejszego Pafos. Z Koukli już dosłownie „rzut beretem” do jednego z najsłynniejszych miejsc na wyspie Afrodyty.

Petra tou Romiou, bo o nim mowa, znana jest dużo lepiej pod polską nazwą Skała Afrodyty. Miejsce to położone jest ok.25 km na wschód od Pafos, przy nadmorskiej drodze do Limassol. Z obu miast (Pafos, Limassol) dojechać można tu łatwo na dwa sposoby: albo jechać łączącą oba miasta autostradą, zjeżdżając na oznaczonych zjazdach, albo od razu pojechać równoległą do autostrady drogą nr 86. My zmiksowaliśmy oba warianty, z Pafos jadąc autostradą do Koukli, a dalej już poruszając się drogą 86, która za Petra tou Romiou wiedzie także obok innych wielkich atrakcji, czyli ruin Kourionu i zamku Kolosi.

Cypr, Petra tou Romiou (skała Afrodyty)

Cypr, Petra tou Romiou (skała Afrodyty)

Cypr, Petra tou Romiou (skała Afrodyty)

Cypr, Petra tou Romiou (skała Afrodyty)

Cypr, Petra tou Romiou (skała Afrodyty)

Cypr, Petra tou Romiou (skała Afrodyty)

Cypr, Petra tou Romiou (skała Afrodyty)

Cypr, Petra tou Romiou (skała Afrodyty)

Nie sposób nie zauważyć miejsca, gdzie znajduje się Petra tou Romiou. Pomijając oznakowanie przy drodze, łatwo się zorientować widząc znajdujący się przy drodze duży parking i restaurację oraz sklepy z pamiątkami. Co istotne, nie ma tu żadnych opłat,s samochód parkujemy bezpłatnie. Jest też bezpieczne przejście pod drogą (w sezonie zapewne bardzo ruchliwą) z parkingu na plażę.

Generalnie „skała Afrodyty” to ogólna nazwa całego tego miejsca. Jeżeli chcecie znaleźć tą jedną konkretną skałę, to… nie pomożemy. Mitologia mówi, że w tym miejscu „narodziła” się Afrodyta (mniej więcej w XIII w. p.n.e.), znajdziecie ten fakt też u Homera. Ale która z kilku widocznych tu skał jest „skałą Afrodyty” ? Nie wiemy i ponoć nikt nie wie :) Na logikę powinna to być ta największa, stojąca częściowo na plaży – ale jak do tego przypiąć legendy, mówiące o tym, co to się nie stanie, jak skałę opłyniesz ? Tej stojącej na lądzie wszak opłynąć się nie da :)

No to napiszmy trochę o legendach, związanych z tym miejscem. Najważniejsza z nich to oczywiście ta o Afrodycie, dzięki niej oraz dzięki spektakularnej urodzie tego miejsca, jest ono najczęściej odwiedzanym na Cyprze, stając się swego rodzaju ikoną tutejszej turystyki i miejscem obowiązkowym dla turystów. Ale miejscowa nazwa – „Petra tou Romiou”, nie ma nic wspólnego z Afrodytą. Można ją tłumaczyć dwojako – „Skała Rzymianina” lub „Skała Greka” i obie będą poprawne. Pochodzi z czasów bizantyjskich (a bizantyjczycy uważali się za potomków starożytnych Rzymian) i dotyczy pewnego greckiego herosa.

Ów heros – Digenis Akritas – to legendarny grecki bohater z czasów bizantyjskich. Jego kult narodził się ok. X wieku i trwa do dziś. Wg legendy był synem arabskiego emira, nawróconym na chrześcijaństwo przez córkę bizantyjskiego generała.Całe swoje życie poświęcił na obronę Bizancjum przed najeźdźcami. A fragment legendy o Akritasie, związany z Petra tou Romiou mówi, że cisnął on z gór ogromną skałę w kierunku statków arabskich, chcących najechać wyspę i w ten sposób obronił mieszkańców przez najazdem.

Cypr, Petra tou Romiou (skała Afrodyty)

Cypr, Petra tou Romiou (skała Afrodyty)

Cypr, Petra tou Romiou (skała Afrodyty)

Cypr, Petra tou Romiou (skała Afrodyty)

Cypr, Petra tou Romiou (skała Afrodyty)

Cypr, Petra tou Romiou (skała Afrodyty)

Cypr, Petra tou Romiou (skała Afrodyty)

Cypr, Petra tou Romiou (skała Afrodyty)

Cypr, Petra tou Romiou (skała Afrodyty)

Cypr, Petra tou Romiou (skała Afrodyty)

To legenda druga. Kolejne związane są już z magią tego miejsca i tym, co można tu zyskać. Jest ich bez liku, co tekst to inna wersja. Najpopularniejsze to te, mówiące o uzyskaniu wiecznej urody (młodości) po opłynięciu skały Afrodyty (wg różnych wersji: raz, trzy razy, a czasem jeszcze dodatkowo w blasku księżyca). Od razu uczulamy chętnych – podobno przy skałach tutaj pojawiają się zdradliwe wiry, stąd złośliwa wersja legendy, że śmiałkowie rzeczywiście zostają wiecznie młodzi – w pamięci tych co nie skorzystali i przeżyli.

Inne wersje mówią też o zdobyciu wielkiej miłości po opłynięciu skały. Jedna z bardziej znanych legend, związanych z miłością właśnie (bo jakżeby inaczej, wszak jesteśmy u bogini miłości i płodności) jest ta o znalezieniu tu kamienia w kształcie serca – to daje gwarancję szybkiego znalezienia ukochanej osoby. A na dziś turyści spędzają tu czas na powszechnym układaniu kształtów serca oraz swoich imion z plażowych kamieni.

Bo plaża jest tu wybitnie kamienista i, szczerze mówiąc, widzieliśmy co najmniej kilka o wiele lepszych do morskiej kąpieli miejsc. Po względem wygody oczywiście, bo pod względem poczucia romantyzmu czy legendarności, żadne inne raczej plaży Afrodyty nie przebije. Generalnie fajne miejsce do zobaczenia (no bo jakże to być na Cyprze i skały Afrodyty nie widzieć), ale żeby tu spędzać czas dłuższy niż kilkanaście minut – raczej nie. Zamoczyć nogi, pooglądać skały (wspinanie się wzbronione), poszukać kamyczka w kształcie serca czy powiesić wstążkę – życzenie na jednym z krzaków (dzięki temu wyglądają niektóre jak śmietniki…). Skała Afrodyty wygląda tym lepiej, im z dalsza się ją ogląda – czy to z pobliskich skał, czy to z punktu widokowego kilkaset metrów dalej, przy drodze w kierunku Limassol. Ale jeśli komuś rzeczywiście bardzo zależy na wiecznej młodości – tu ponoć da się to załatwić :)

A w kolejnym wpisie pokażemy Wam archeologiczną perełkę południowego Cypru, czyli ruiny antycznego Kourionu.

Pełna galeria zdjęć „skały Afrodyty” na Cyprze znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Cypr 2015

Cypr, Makronisos Beach

Czas na blogowe podsumowanie naszej tygodniowej objazdówki po Cyprze, głównie tym południowym. Jaką wymyśliliśmy sobie trasę, gdzie spaliśmy, co polecamy do zobaczenia - przeczytajcie.

Klasztor Stavrovouni

Ostatni dzień objazdówki po Cyprze spędziliśmy na trasie pomiędzy Limassol a Larnaką, a głównymi atrakcjami były znajdujące się w okolicy najstarsze ludzkie siedliska na wyspie oraz liczne zabytkowe klasztory z bujną historią.

IMG_1793

Chirokitia, stanowisko archeologiczne, uważane za najstarszą odkrytą do tej pory osadę ludzką na Cyprze, było najważniejszym punktem ostatniego dnia naszego pobytu na wyspie Afrodyty. Tym samym skompletowaliśmy wszystkie miejsca z listy UNESCO na Cyprze.

 

 

1

Autor:

Kategorie: Cypr, Cypr 2015, Rok 2015

Ayia Napa i Cape Greco, czyli cypryjskie plaże, klify i formacje skalne

Drugiego dnia naszego pobytu na Cyprze urządziliśmy sobie przegląd plaż południowo-wschodniej części wyspy – wszak okolica ta to obecnie centrum „plażowe” Cypru. Leżący tu kurort Ayia Napa jest wręcz symbolem dzisiejszej turystyki wyspy.

Cypr 2015, dzień 2 (poprzedni wpis: Powitanie z Cyprem. Larnaka i okolice). Pierwszą noc na Cyprze spędziliśmy w małej wsi Oroklini, na północ od Larnaki. Wieś jest mała (ok. 6 tys. mieszkańców), ale ma sporo fajnych hoteli, na czele z tym, w którym spaliśmy my – Antonis G Hotel, jeden z lepszych i jednocześnie najtańszy hotel, w którym spaliśmy na Cyprze. Ma własny basen i restaurację, standard pokoi jak najbardziej w porządku, szybki internet i duży parking. No i mieści się obok głównego zabytku wsi – kościoła Archanioła Michała.

I właśnie od tegoż kościoła zaczęliśmy nasz drugi dzień zwiedzania wyspy Afrodyty. Zaczęliśmy dość ciężko – wiecie, poprzedniego wieczoru był mecz Polska – Irlandia, po którym awansowaliśmy na Euro 2016 :) Kościół Archanioła Michała zbudowany został w bizantyjskim stylu w XVII w. i był głównym kościołem w Oroklini do czasu budowy nowego, większego. Kościół jest mały, może pomieścić 50-100 osób, i to po powiększeniu i renowacji, która miała miejsce w 1867 r. Obecnie nadal jest używany, choć już rzadziej – od kiedy w 1986 r. wybudowano nowy, duży. Ale na co dzień jest niestety zamknięty i nie da się zobaczyć jego wnętrza. Oroklini posiada jeszcze dwa inne zabytkowe kościółki (Proroka Eliasza i św.Tomasza), znajdujące się na wzgórzu nad wsią – ale droga na wzgórze była w remoncie – nie mieliśmy możliwości wjechania na nie, wobec czego opuściliśmy Oroklini. Czas na przejażdżkę wzdłuż południowo-wschodniego wybrzeża Cypru. Tym razem podzielimy ten wpis na dwie części – najpierw pokażemy Wam plaże, a potem atrakcje leżące pomiędzy nimi.

Mniej więcej 6 km od centrum Oroklini, już na wybrzeżu, znajduje się pierwsza odwiedzana przez nas plaża – CTO Beach. Plaża leży na granicy brytyjskiej bazy wojskowej Dhekelia – bazy te są swoisty ewenementem na Cyprze. W 1960 r., kiedy wyspa uzyskiwała niepodległość, oddając władzę zagwarantowali sobie istnienie autonomicznych obszarów militarnych, które wyłączone są spod władzy cypryjskiej. Rządzą nimi wojskowi mianowani przez Brytyjczyków, a terytoria te mają formalny status terytorium zamorskiego Wielkiej Brytanii. Nie ma żadnych szlabanów ani granic, ale formalnie przejeżdżając główną drogą z Larnaki do Ayia Napa, przejeżdża się przez spory obszar terytorium brytyjskiego.

Cypr, CTO Beach

Cypr, CTO Beach

Cypr, Sirens Beach

Cypr, Sirens Beach

Cypr, Sirens Beach

Cypr, Sirens Beach

Cypr, Ayia Thekla Beach

Cypr, Ayia Thekla Beach

Sama zaś plaża CTO nie stanowi jakiejś niezwykłej piękności, zresztą musimy obalić mit, jakoby Cypr miał dużo pięknych plaż. Owszem kilka cudownych miejsc tu znajdziecie (będzie o nich za chwilę), ale akurat CTO Beach do nich nie należy. Twardy, ubity ciemny piasek, zero infrastruktury turystycznej. Plus – w październiku była prawie pusta. Zamoczyliśmy więc nóżki, przechodząc wzdłuż morza i decydujemy się jechać dalej.

Nieco za końcem bazy brytyjskiej znajduje się kolejna południowa plaża – Sirens Beach, plaża syren. Tu dużo lepszy piasek, i nawet infrastruktura, plaża bardziej widowiskowa, ale sporo tu kamienistych wypustek na zejściu do morza. Plaża wydaje się dużo przyjemniejsza od CTO, ale tak jak ona – w październiku była całkowicie pusta. Plażowała jedna osoba. Też więc kończy się na moczeniu nóżek.

Z plaży syren już tylko dwa kroki do kolejnej – Ayia Thekla Beach, z nazwą pochodzącą od stojącego na jej wschodnim krańcu kościoła. Tu już jest bardzo przyjemnie. I piasek, i bary, i sporo ludzi na plaży. Widać, że to jest miejsce do odpoczynku na piasku. Nas tu jednak interesował bardziej wspomniany kościół.

Kolejne 2 km na wschód leży duży kompleks plażowy – Makronisos Beach. To tak naprawdę dwie plaże, leżące po obu stronach wysuniętego w morze cypelka. Przy nich położony jest duży kompleks hotelowy. Tu już jest światowo – atrakcje, łodzie, paralotnie, pływające banany itp., znaczy sezon w pełni. Sąsiedztwo hoteli bardzo plaży służy. A opisany przez nas cypel to także atrakcja historyczna, którą opiszemy dalej.

Cypr, Ayia Thekla Beach

Cypr, Ayia Thekla Beach

Cypr, Makronisos Beach

Cypr, Makronisos Beach

Cypr, Makronisos Beach

Cypr, Makronisos Beach

Cypr, Makronisos Beach

Cypr, Makronisos Beach

Tuż przed wjazdem do kurortu Ayia Napa trafiamy wreszcie na prawdziwą plażową perełkę. Nissi Beach, bo o niej mowa, to zdecydowanie jedna z najpiękniejszych plaż, na jakich było nam dane w Europie być. Plaża ze świetnym piaskiem, cudownym kolorem wody (i płytką wodą – świetna dla rodzin z dziećmi). Otoczona hotelami i, przy samej plaży, niestety rzędem głośnych barów. Naprzeciw plaży znajduje się niewielka wysepka, która zdaje się przy niższym poziomie wody bywa cyplem, połączonym z lądem. Ale nawet, gdy woda jest wyższa, na wysepkę można przejść bez problemu pieszo przez płyciznę, oddzielającą ją od plaży.

Nissi Beach nawet w październiku była prawie pełna, zresztą nie ma się co dziwić, jeżeli wciąż są tam temperatury ok.+30C w cieniu. Tu „rozbiliśmy obóz” i postawiliśmy także skorzystać z możliwości prażenia się w październiku. Tak naprawdę to było nasze jedyne plażowanie na Cyprze podczas całego spędzonego tu tygodnia.

Kolejna fajna plaża, już w Ayia Napa, to Vathia Gonia. Może lekko mniej widowiskowo, niż na Nissi, ale standard podobny. Fajny piasek, pełna infrastruktura, świetna woda, atrakcje dla turystów. Jedyny mankament to mikroskopijny i płatny parking przed plażą (przy Nissi Beach można parkować bezpłatnie na dużym, ale nawet w październiku pełnym parkingu).

Cypr, Nissi Beach

Cypr, Nissi Beach

Cypr, Nissi Beach

Cypr, Nissi Beach

Cypr, Nissi Beach

Cypr, Nissi Beach

Cypr, Nissi Beach

Cypr, Nissi Beach

Cypr, Vathia Gonia Beach

Cypr, Vathia Gonia Beach

Cypr, Fig Tree Beach w Protaras

Cypr, Fig Tree Beach w Protaras

Ayia Napa słynie z fajnych plaż i jest ich w samym kurorcie, jak i w jego okolicach z jednej i drugiej strony, jeszcze co najmniej kilka. Odpuściliśmy je sobie, bo jeszcze trochę nam do zobaczenia zostało, a czas leci, szczególnie w październiku, kiedy dość wcześnie robi się ciemno. Szczerze mówiąc, myśleliśmy, że na Cyprze dzień będzie dłuższy, a tu ok. godziny 18-tej można zakończyć zwiedzanie, zapada zmrok.

Jedziemy więc za Ayia Napa. Mniej więcej 7 km od centrum kurortu, na oznaczonym skręcie w boczną drogę, kierującą na wybrzeże, znajduje się dość widowiskowy punkt widokowy na sporym morskim klifie. Na dole, tuż nad poziomem wody znajdują się wydrążone przez wodę w skałach jaskinie. To fajne miejsce na postój, można podziwiać i klify, i jaskinie, i widoczny z bliska od strony wschodniej Cape Greco. Odważni mogą spróbować skoku z klifu do morza, woda jest tu wystarczająco do tego głęboka. Sami pooglądaliśmy grupkę rosyjskich turystów, skaczących w dół. Jest tu też mała namiastka Azure Window z maltańskiej wyspy Gozo – też można zobaczyć małe okienko w skale, ale tu jest ono dużo mniejsze i sporo powyżej poziomu wody.

Objeżdżamy Cape Greco i jesteśmy na wschodnim wybrzeżu. OK – prawie na samym południowo-wschodnim kraniuszku Cypru. Tu z kolei znajdziecie nietypową formację skalną, powstałą w wyniku zawalenia się części nabrzeżnych skał do morza. Powstał dzięki temu dość widowiskowy, choć niewielki wymiarami „skalny łuk” (Kamara tou Koraka) nad przepaścią. To jedno z częściej fotografowanych miejsc na wyspie, z tego co widzimy po ostatnich fotkach, wrzucanych przez polskich blogerów. Na nas nie zrobił jakiegoś piorunującego wrażenia, ale chyba my przyjechaliśmy na Cypr po coś innego.

W każdym razie łuk aż nęci, żeby po nim przejść. I chyba wszystkich, bo jest szczelnie odgrodzony, a tabliczki ostro nakazują trzymanie się ogrodzenia. Nie radzimy – łuk nie wygląda na specjalnie stabilny. Ale chętnych chyba nie brakowało, bo poza ogrodzeniem jest tu też rozciągnięty drut kolczasty.

Cypr, klify nieopodal Cape Greco

Cypr, klify nieopodal Cape Greco

Cypr, klify nieopodal Cape Greco

Cypr, klify nieopodal Cape Greco

Cypr, kamienny mostek nieopodal Cape Greco

Cypr, kamienny mostek nieopodal Cape Greco

Na koniec plażowych i naturalnych atrakcji z tego rejonu Cypru ostatnia plaża. Miejscowość Protaras, dziś jeden z ważniejszych wakacyjnych kurortów i plaża Fig Tree, czyli plaża drzew figowych, nazwana tak od figowców, rosnących na jej skraju. Plaża „figowa” także należy do tych „lepsiejszych”, w 2011 r. TripAdvisor umieścił ją nawet na trzecim miejscu na liście najlepszych plaż w Europie – to chyba jednak przesada. Plażę widzieliśmy już przy zapadającym zmroku, ale zdążyliśmy się po niej przespacerować – piasek jest świetny, infrastruktura też. Otaczają ją duże hotele i na brak plażowiczów w październiku na pewno nie można tu narzekać, przynajmniej patrząc po ilości turystów w samym Protaras.

Podobnie jak na Nissi Beach, naprzeciw plaży znajduje się mała wysepka. Tu jednak nie da się przejść, woda jest na tyle głęboka, że wymagana jest umiejętność pływania. Ze względu na świetny piasek i płytkie, łagodne zejście do wody, plaża ta jest jedną z tych, które poleca się rodzinom z dziećmi.

Protaras był naszym punktem końcowym tego dnia. Plany były większe, ale jak tu u nas bywa, zweryfikowała je rzeczywistość i zapadający zmrok. Ale to nie wszystkie, a właściwie tylko mała część atrakcji drugiej doby pobytu na Cyprze. Czas pokazać Wam inne atrakcje – te historyczne – południowo-wschodniej części Cypru. A tych pomiędzy wizytami na plażach było także sporo – nie tylko leniliśmy się na Nissi Beach :)

Po wyjeździe z Oroklini i wizycie na CTO Beach, wjeżdżamy na teren brytyjskiej bazy wojskowej i odbijamy nieco od wybrzeża, do wsi Ksilotimwu. Sama wieś jest „eksklawą”, czyli terenem otoczonym przez bazę wojskową ze wszystkich stron, ale wyłączonym z bazy – jest terytorium cypryjskim. Ksilotimwu słynie ze swoich niewielkich starych kościółków, z których większość znajduje się na terenie dzisiejszego klasztoru św.Rafaela, powstałego ledwie kilkadziesiąt lat temu (1989 r.). Znajduje się nieco na uboczu wsi, ale dojazd jest bardzo dobrze oznaczony.

Oroklini, kościół Archanioła Michała

Oroklini, kościół Archanioła Michała

Ksilotimwu, klasztor św.Rafaela

Ksilotimwu, klasztor św.Rafaela

Ksilotimwu, klasztor św.Rafaela, cerkiew św.Marii

Ksilotimwu, klasztor św.Rafaela, cerkiew św.Marii

Ksilotimwu, klasztor św.Rafaela, cerkiew św.Marii

Ksilotimwu, klasztor św.Rafaela, cerkiew św.Marii

Ksilotimwu, klasztor św.Rafaela, cerkiew św.Filomeny

Ksilotimwu, klasztor św.Rafaela, cerkiew św.Filomeny

Klasztor nosi imiona Rafaela, Mikołaja i Ireny, męczenników zabitych przez Turków na greckiej wyspie Lesbos w 1463 r. Cała trójka pochodziła z Cypru (opat, diakon i córka burmistrza Thermi). Klasztor powstał na terenie dwóch połączonych ze sobą dziedzińców, na jednym z nich stoi najstarsza cerkiew tutaj – cerkiew św.Marii, pochodząca jeszcze z XIV w. Głównym kościołem klasztornym jest duża cerkiew św.Rafaela, bardzo nowa. Obok tych dwóch cerkwi, na terenie kościoła i tuż za jego murami stoi jeszcze co najmniej 5 innych małych świątyń (m.in. św.Filomeny na drugim z dziedzińców). Część z nich zastaliśmy otwartymi, nie ma problemu z robieniem zdjęć we wnętrzach.

Dosłownie kilkaset metrów od klasztoru na północ, przy bocznej drodze, stoją kolejno dwa małe kościółki: wyglądający na w miarę nowy, kwadratowy kościółek św.Jonasza oraz trochę przed nim, wyglądający na znacznie starszy (taki typowy, choć nieco podłużny, kamienny bizantyjski kościół). Żadnych informacji o tym drugim nie udało się nam jednak znaleźć, a sam kościół był niestety zamknięty.

Kolejny warty zatrzymania punkt to opisana już wyżej plaża Ayia Thekla (św.Tekla). Plaża przybrała nazwę od stojącego od wschodniej strony, nowego kościoła św.Tekli. Ale nie to jest tu najważniejsze. W miejscu tym istniała kiedyś starożytna osada lub cmentarzysko, tuż nad samym morzem. Przed kościołem znajduje się stara jaskinia, użytkowana w starożytności jako grobowiec, a kiedy stojący tu od IV w. n.e. kościół został zniszczony, służyła także jako świątynia.

Cypr, cerkiew św.Tekli na wybrzeżu

Cypr, cerkiew św.Tekli na wybrzeżu

Cypr, cerkiew św.Tekli na wybrzeżu, stara jaskinia grobowa

Cypr, cerkiew św.Tekli na wybrzeżu, stara jaskinia grobowa

Cypr, nekropolia Makronisos

Cypr, nekropolia Makronisos

Cypr, nekropolia Makronisos

Cypr, nekropolia Makronisos

Pomiędzy dwoma plażami Makronisos z kolei znajduje się cypel, na którym w 1989 r. odkopano 19 starożytnych grobowców, pochodzących z okresu hellenistycznego i rzymskiego (IV w. p.n.e. – IV w. n.e.). Ciała składane były w sarkofagach, ale nie znaleziono tu zbyt wiele, poza samymi grobowcami. Miejsce to bowiem było celem nielegalnych wykopalisk już pod koniec XIX w. Dziś starożytną nekropolię w Makronisos można zwiedzać, wejście jest bezpłatne. W pobliżu znaleziono też pozostałości starożytnego sanktuarium.

Kurort Ayia Napa, przejmujący w ostatnich latach rolę turystycznej stolicy Cypru, jak każdy tego typu przybytek jednocześnie przejął chyba rolę stolicy kiczu. Hotelarze i restauratorzy rozpoczęli zdaje się wyścig na najdziwniejszą fasadę swojego biznesu. Ot, taki typowy nadmorski folklor. Przy zachowaniu odpowiedniej skali, można by powiedzieć, że to taki polski Sopot, z elementami Międzyzdrojów – wszak ma Ayia Napa swoją Aleję Sław – też dostosowaną do turystów. Swoje gwiazdy mają tu np. Tiesto czy Paul van Dyk – jeśli nie wiecie, kto to, to jesteście za starzy na imprezy w Ayia Napa :)

Ale ma też Ayia Napa swoją historię i legendę. Nie od zawsze dudniła tu głośna muzyka i przewalały się dzikie tłumy plażowiczek w strojach kąpielowych i klapkach. Wg legendy, kiedyś te rejony wypełniał gęsty las – w tym lesie myśliwy znalazł świętą ikonę Matki Boskiej, nazwaną później ikoną Matki Boskiej z Lasu. „Napa” to bowiem w straożytnej grece nic innego, jak „las”. Potem na miejscu znalezienia ikony, nad leśną jaskinią, wybudowano monaster, który nazwę wziął od ikony – Ayia Napa. Dziś tak nazywa się kurort, w którego centrum stoi stary monaster.

Cypr, monaster w Ayia Napa

Cypr, monaster w Ayia Napa

Cypr, monaster w Ayia Napa

Cypr, monaster w Ayia Napa

Cypr, monaster w Ayia Napa

Cypr, monaster w Ayia Napa

Cypr, kościół Agioi Anargyroi nieopodal Cape Greco

Cypr, kościół Agioi Anargyroi nieopodal Cape Greco

Cypr, kościół Agioi Anargyroi nieopodal Cape Greco, jaskinia pustelników

Cypr, kościół Agioi Anargyroi nieopodal Cape Greco, jaskinia pustelników

Nikt nie wie, kiedy monaster w Ayia Napa został założony. Po raz pierwszy w historycznej dokumentacji pojawia się w XIV w. W XVI w. istnieje na starych weneckich mapach. Klasztor był wielokrotnie rozbudowywany na przestrzeni XIV – XIX w. Najstarszą jego częścią jest główny kościół, wybudowany nad skalną jaskinią. W jego wnętrzach zachowały się resztki fresków z XV w. Obok południowej bramy klasztoru (przy zaniedbanej, śmierdzącej sadzawce, która kiedyś chyba była fontanną) stoi stara sykomora – drzewo figi morwowej, którego owoce są jadalne, acz ciężkostrawne. Drzewo ma podobno aż 600 lat.

Nieco poniżej klasztoru stoi nowy (1990 r.) kościół Najświętszej Dziewicy Matki Bożej – tu można zaparkować, jeśli chcecie zwiedzać klasztor. A sam kościół też jest wart zobaczenia wewnątrz. Nie jest na pewno zabytkiem, ale jest pięknie wymalowany we wnętrzach i jak prawie każda prawosławna świątynia, robi wrażenie. Na zewnątrz jest typowym nowoczesnym „klockiem”, ale wnętrza to prawdziwa gra barw i malowideł.

Kolejna nie-plażowa atrakcja to już wschodnia część Cape Greco, nieco powyżej opisywanego wyżej skalnego łuku. Tuż nad wybrzeżem morskim stoi widowiskowo położony kościół Agioi Anargyroi. Także jedno z bardziej fotogenicznych miejsc – ale schodząc po schodach za kościołem można dotrzeć do dawnej nadmorskiej jaskini pustelników, która istnieje do dziś w miejscowych legendach.

Zanim stąd dotarliśmy do „plaży figowców” w Protaras, odjechaliśmy znów od wybrzeża. Celem były dwa małe kościółki, zagubione w niemal bezludnej okolicy. Tu jednak mała wstawka – odjechanie od wybrzeża w okolicach Protaras to wybór jazdy po polnych, bardzo dziurawych miejscami drogach. Asfaltu tu nie ma, momentami mocno modliliśmy się, żeby nie zawiesić samochodu na którejś z licznych dziur. Udało się. Pierwszy z planowanych kościółków, stojący w totalnej głuszy – Agiou Ioannou, nie zrobił jednak na nas wrażenia.

Kościółek Agiou Ioannou na pustkowiu na zachód od Protaras

Kościółek Agiou Ioannou na pustkowiu na zachód od Protaras

Skalny kościół Agia Saranta na pustkowiu na zachód od Protaras

Skalny kościół Agia Saranta na pustkowiu na zachód od Protaras

Skalny kościół Agia Saranta na pustkowiu na zachód od Protaras

Skalny kościół Agia Saranta na pustkowiu na zachód od Protaras

Skalny kościół Agia Saranta na pustkowiu na zachód od Protaras

Skalny kościół Agia Saranta na pustkowiu na zachód od Protaras

Za to drugi – Agia Saranta, to jakiś majstersztyk. Kościółek jest tak naprawdę zamkniętą drzwiami skalną jaskinią, z nadbudowaną na skale kamienną kopułą. Oba kościółki są otwarte, można do nich wejść bez problemu. Najbliższe ludzkie zabudowania są daleko, nie wiemy czy są one używane na co dzień, choć ich utrzymanie i wystrój mówią – tak. Nie znaleźliśmy też żadnych informacji na temat ich historii, choć pewnie jest długa – przynajmniej w wypadku skalnego kościoła Agia Saranta.

Jak już napisaliśmy powyżej, w Protaras zastał nas zmrok. Samo centrum Protaras to niekończący się szereg hoteli i restauracji, prześcigających się w ofertach drinków, win i mniej lub bardziej tradycyjnych dań. To jedna ulica, żyjąca własnym życiem w dzień i w nocy, nawet w październiku. Skorzystaliśmy z okazji i zjedliśmy tu tradycyjną cypryjską pitę. I znów zadziałało coś, co zauważamy od dawna – znacie to ? Wchodzicie do pustej knajpy, zamawiacie coś i czekacie. W międzyczasie do restauracji zaglądają inni ludzie, działający na zasadzie – jak są goście, znaczy że dobrze karmią :) I tak – gdy wychodziliśmy, mały fastfood w Protaras był niemal pełen gości. Jakoś często zauważamy taką prawidłowość.

Z Protaras, już po ciemku (co nie napawało nas zbytnim optymizmem), wyjechaliśmy w drogę powrotną. Powrotną, bo czekała nas jazda dokładnie w drugą stronę, przez Ayia Napa i okolice Larnaki. Jechaliśmy do stolicy. Stolicy potrójnej: stolicy całego Cypru, stolicy Cypru Południowego (tego oficjalnie należącego do UE) i stolicy Cypru Północnego (państwa nie uznawanego przez nikogo poza Turcją, która je stworzyła, najeżdżając Cypr). Następny wpis będzie z pewnością dobrym momentem, by opowiedzieć Wam historię wyspy Afrodyty. Słowem – pojechaliśmy do Nikozji.

Pełna galeria zdjęć z południowo-wschodniego Cypru znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Cypr 2015

Cypr, Makronisos Beach

Czas na blogowe podsumowanie naszej tygodniowej objazdówki po Cyprze, głównie tym południowym. Jaką wymyśliliśmy sobie trasę, gdzie spaliśmy, co polecamy do zobaczenia - przeczytajcie.

Klasztor Stavrovouni

Ostatni dzień objazdówki po Cyprze spędziliśmy na trasie pomiędzy Limassol a Larnaką, a głównymi atrakcjami były znajdujące się w okolicy najstarsze ludzkie siedliska na wyspie oraz liczne zabytkowe klasztory z bujną historią.

IMG_1793

Chirokitia, stanowisko archeologiczne, uważane za najstarszą odkrytą do tej pory osadę ludzką na Cyprze, było najważniejszym punktem ostatniego dnia naszego pobytu na wyspie Afrodyty. Tym samym skompletowaliśmy wszystkie miejsca z listy UNESCO na Cyprze.

 

0

Autor:

Kategorie: Cypr, Cypr 2015, Rok 2015

Powitanie z Cyprem. Larnaka i najbliższe okolice

Październik 2015 r. stał u nas pod podróżniczym znakiem kolejnej wyspiarskiej objazdówki. Po włoskiej Sardynii i Malcie przyszła kolej na najdalszą wyspiarską wyprawę – równy tydzień spędziliśmy na podziwianiu walorów Cypru.

Cypr 2015, dzień 1. Podróż na Cypr zaplanowaliśmy strasznie dawno temu. Bilety lotnicze kupowaliśmy… 13 miesięcy przed wyjazdem, we wrześniu 2014 r. Kilka tygodni później zarezerwowaliśmy sobie też samochód na cały czas pobytu na wyspie. Pozostało tylko czekać – no i oczywiście w międzyczasie podróżować w inne części naszego kontynentu.

Najwięcej kłopotu było z określeniem planu podróży już na wyspie. Cypr nie jest za duży, ale za to pełen atrakcji każdego rodzaju: zabytki starożytne i bizantyjskie, atrakcje zgotowane przez przyrodę: jaskinie, klify, formacje skalne. Kilka miejsc (w tym 9 kościółków i jeden klasztor, rozsiane po górach Troodos) wpisanych na listę UNESCO. No i ta mniej znana, północna część wyspy, pozostająca pod protektoratem Turcji i w klimacie Turcji – a tureckie klimaty lubimy jako rzadko które… Koniec końców plan został „zatwierdzony” dosłownie na kilka dni przed wylotem. Zarezerwowaliśmy sobie też z wyprzedzeniem dwa pierwsze noclegi (w sumie w żadnym miejscu nie spaliśmy więcej niż jedną noc), resztę pozostawiając do rezerwacji na bieżąco – nie byliśmy bowiem pewni, gdzie poszczególne dni będą się nam kończyć. No i… w drogę.

KML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Cypr, Larnaka

ładowanie mapy - proszę czekać...

Larnaka, średniowieczny fort: 34.910376, 33.637562
Larnaka, meczet Kebir (Buyuk): 34.910354, 33.637208
Larnaka, meczet Zuhuri: 34.911819, 33.636028
Larnaka, kościół św.Łazarza: 34.911423, 33.635030
Larnaka, kościół Faneromeni: 34.910965, 33.627799
Larnaka, stadion Zenona z Kitionu: 34.914625, 33.628099
Larnaka, Akademia Amerykańska: 34.917432, 33.628464
Larnaka, grecki kościół ewangelicki: 34.917045, 33.629370
Larnaka, kościół anglikański: 34.917304, 33.629993
Larnaka, stary szpital publiczny: 34.918012, 33.629134
Larnaka, kościół Chrysopolitissa: 34.922041, 33.628517
Larnaka, ruiny starożytnego Kitionu (Area III): 34.921153, 33.628668
Larnaka, ruiny starożytnego Kitionu (Area I): 34.922134, 33.630105
Larnaka, ruiny starożytnego Kitionu (Area II): 34.923379, 33.630524
Larnaka, ruiny starożytnego Kitionu (wzgórze Bamboula): 34.920053, 33.633002
Larnaka, Muzeum Archeologiczne: 34.919138, 33.633496
Larnaka, konwent św.Józefa: 34.918751, 33.633994
Larnaka, Muzeum Pierides: 34.916130, 33.636274
Larnaka, Plac Europejski: 34.917027, 33.637798
Larnaka, pomnik ofiar ludobójstwa Ormian: 34.916336, 33.638436
Larnaka, statua Kimona z Aten: 34.914507, 33.638125
Larnaka, kościół ormiański: 34.914968, 33.635539
Larnaka, miejska plaża Finikoudes: 34.914335, 33.638849
Larnaka, osmański akwedukt: 34.912655, 33.599324

 

Cypr, nasze wypożyczone cacuszko :)

Cypr, nasze wypożyczone cacuszko :)

Hala Sultan Tekke pod Larnaką

Hala Sultan Tekke pod Larnaką

Słone jezioro Larnaca, w tle Hala Sultan Tekke

Słone jezioro Larnaca, w tle Hala Sultan Tekke

Hala Sultan Tekke pod Larnaką

Hala Sultan Tekke pod Larnaką

Wyloty do Larnaki z lotniska Chopina w Warszawie (WizzAir) realizowane są o wprost nieludzkich godzinach (6:20 rano), co oznacza potrzebę bycia na lotnisku o przysłowiowym świcie. Dla nas oznaczało to brak sensu rezerwacji hotelu na nocleg przed wylotem w stolicy, przyjechaliśmy więc ostatnim możliwym transportem z Poznania i nocleg urządziliśmy sobie na lotnisku – nie ma z tym na Okęciu problemu, oczywiście o ile lubicie spać na metalowych miejscach do siedzenia. Jako starzy bywalcy znamy już miejsca, obok których są dostępne gniazdka zasilania, można więc przy okazji podładować wszystkie telefony, tablety czy inne sprzęty.

Loty samolotami nie są u nas niczym szczególnym, więc żadnej historii tu nie będzie. Może poza widokami na sam Cypr – samolot bowiem oblatuje już na niskich wysokościach wschodnią i południową część Cypru, lecąc niemal dokładnie nad wybrzeżem, można sobie pooglądać w fajnej perspektywy miejsca, które za chwilę będziemy zwiedzać.

W Larnace 11 października w porze naszego lądowania było 29 C, co oczywiście zmusza od razu do zmiany odzienia. Czyli akcja „krótki rękawek i krótkie spodenki”. A potem ogonek przy lotniskowej wypożyczalni samochodów (Europcar), gdzie od razu z musu przypominamy sobie południowy luz – nikomu nigdzie się nie śpieszy, wszystko wydarzy się dokładnie wtedy, kiedy ma się wydarzyć itp. Na samochód musimy poczekać, dojedzie na lotnisko. Przy okazji – na Cyprze niestety wypożyczalnie samochodów działają w trybie: bak pełny – bak pusty. Znaczy trzeba odebrać samochód z pełnym bakiem paliwa, za które trzeba dodatkowo zapłacić (oczywiście cena jest wyższa niż na stacji benzynowej), a oddać można z bakiem pustym – ale weź tu wyceluj w pusty bak :) Więc przepłacamy na początku i zostawiamy w prezencie paliwo w baku na końcu… Taki dodatkowy interesik.

Grobowiec w Hala Sultan Tekke pod Larnaką

Grobowiec w Hala Sultan Tekke pod Larnaką

Hala Sultan Tekke pod Larnaką

Hala Sultan Tekke pod Larnaką

Kiti, Panagia Angeloktistos

Kiti, Panagia Angeloktistos

Kiti, Panagia Angeloktistos

Kiti, Panagia Angeloktistos

Kiti, Panagia Angeloktistos, słynna mozaika

Kiti, Panagia Angeloktistos, słynna mozaika

Dokupiliśmy jeszcze dodatkowe ubezpieczenie, zwalniające nas z wszelkiej odpowiedzialności finansowej za samochód – jak się człowiek przesiada w samochód z kierownicą po prawej stronie i ma jeździć po „angielsku”, czyli lewą stroną, to mimo wszystko lepiej pozbyć się stresu. Szczególnie, że mieliśmy doświadczenie z Sardynii, gdzie ktoś już pierwszej nocy dość widocznie przerysował nam samochód i resztę wyjazdu stresowaliśmy się dopłatą (koniec końców wypożyczalnia odebrała samochód bez dodatkowych opłat).

Odbieramy więc samochód, pakujemy bagaż do bagażnika i… w drogę. Znacie ten moment ? To zawsze nas najbardziej ekscytuje – wysiadamy w obcym miejscu, z perspektywą dłuższego zwiedzania – zaczyna się czas na który czekamy od dłuższego czasu. I do tego to nieznane, które po kilku dniach staje się swojskie i przewidywalne. Jazda lewą stroną nie robi na nas (znaczy na mnie: bo w tamBylskich jest jedna osoba z prawem jazdy :)) wrażenia. Jeździliśmy już własnym samochodem po Anglii i Irlandii, wypożyczonym po Malcie. Tylko pierwsze chwile są śmieszne – kierowca szuka pasów bezpieczeństwa po lewej stronie, gdzie jest dźwignia zmiany biegów, a biegów szuka z prawej strony, czyli w kieszeni drzwi :) A pasażerka wsiada do samochodu od strony kierowcy :)

Praktyczna rada od nas: jeśli na co dzień nie jeździcie samochodem z kierownicą po prawej i nie jeździcie lewą stroną drogi, nie pchajcie się autem od razu w centrum dużego miasta. Zrobiliśmy tak na Malcie w lutym 2015 r., gdzie najpierw wzięliśmy się za zwiedzanie najbardziej odludnej północnej części wyspy, powtórzyliśmy to na Cyprze – zamiast pchać się od razu w ciasne uliczki Larnaki, zaplanowaliśmy sobie kilka atrakcji poza miastem, gdzie łatwiej można przywyknąć do odmiennych standardów ruchu i do „odwrotnej” obsługi samochodu. Szczególnie do zmiany biegów lewą ręką – zawsze na początku wymaga tu uwagi, nie warto dodatkowo utrudniać sobie „inicjacji” zmuszaniem się do nawigowania po ruchliwym mieście.

Panorama Larnaki znad słonego jeziora

Panorama Larnaki znad słonego jeziora

Larnaka, średniowieczny fort obronny

Larnaka, średniowieczny fort obronny

Larnaka, średniowieczny fort obronny

Larnaka, średniowieczny fort obronny

Od razu wyjeżdżając z lotniska, zaczynamy zwiedzanie. Nie ma co tracić czasu. Na pierwszy ogień idzie meczet Hala Sultan, a w zasadzie Hala Sultan Tekke, czyli kompleks meczetu i szkoły lub klasztoru, położony niemal w sąsiedztwie lotniska w Larnace. A w dodatku prowadzi do niego szeroka dwupasmówka, na której ciężko się pomylić w kierunku jazdy. Do meczetu prowadzą widoczne oznakowania, nie jest trudno tu trafić.

Larnaka, meczet Kebir (Buyuk)

Larnaka, meczet Kebir (Buyuk)

Zanim jednak powstał tu meczet, już w epoce brązu istniało tu podobno największe skupisko ludzkie na Cyprze. Pod kompleksem znaleziono pozostałości z okresu połowy drugiego tysiąclecia p.n.e. Osada istniała na pewno prawie do początków naszej ery, ale niemożność przeprowadzenia wykopalisk pod stojącymi zabudowaniami utrudnia odkrycie wszystkiego.

Larnaka, popiersie Zenona z Kitionu

Larnaka, popiersie Zenona z Kitionu

Hala Sultan Tekke nie wygląda może na znamienitą budowlę, ale w rzeczywistości jest jednym z najważniejszych miejsc Islamu. Wiąże się to z historią z połowy VII w., kiedy to miała tu zginąć (spadła z muła) ciotka samego Mahometa. Została pochowana w miejscu śmierci (choć niektóre odłamy Islamu twierdzą co innego). Kompleks został wybudowany w czasach osmańskiej władzy na Cyprze, w XVIII w., kiedy to odkryto grobowiec, uznany za miejsce pochówku Umm Haram, wspomnianej ciotki Mahometa. Jak ważne to miejsce dla Islamu, mogą pokazać spory historyków – czy jest ono trzecie, czy czwarte w hierarchii.

Dodatkowym atutem meczetu jest jego położenie nad słonym jeziorem Larnaca – ale to najbardziej widać w miesiącach zimowych, kiedy to w jeziorze jest… woda :) Bo wtedy na jeziorze tym zimują masowo tysiące różowych flamingów – miejsce to jest znane z tego widoku. A w październiku słone jezioro Larnaca to raczej ogromne błotko, w które można wpaść po kolana…

Żeby jeszcze opóźnić zderzenie z rzeczywistością dużego miasta, jedziemy z powrotem w kierunku lotniska, a potem dalej na zachód, do miejscowości Kiti. Tu znajduje się kolejny „superzabytek” – kościół Panagia Angeloktistos – „Zbudowany przez Aniołów”, pochodzący z XI w., a zbudowany na ruinach stojącej tu wcześniej wczesnochrześcijańskiej bazyliki – – istniejącej już w V w. Podobno z pierwotnej bazyliki ostała się piękna mozaika, znajdująca się za ikonostasem i ołtarzem – ma pochodzić z VI w. To jedno z najważniejszych dzieł, przedstawiających Maryję z tamtego okresu – na Cyprze istniały jeszcze dwa inne, ale po 1974 r. znalazły się po tureckiej stronie wyspy – obydwie już nie istnieją. Kościół był rozbudowywany do XIV w., kiedy to przyjął obecną postać. We wnętrzach znaleźć można freski z XIII w.

Larnaka, meczet Kebir (Buyuk)

Larnaka, meczet Kebir (Buyuk)

Larnaka, stara dzielnica turecka

Larnaka, stara dzielnica turecka

Larnaka, nieczynny meczet Zuhuri

Larnaka, nieczynny meczet Zuhuri

Larnaka, kościół św.Łazarza

Larnaka, kościół św.Łazarza

Larnaka, kościół św.Łazarza

Larnaka, kościół św.Łazarza

Larnaka, kościół św.Łazarza

Larnaka, kościół św.Łazarza

Z budową tej pierwotnej bazyliki wiąże się legenda. Otóż mieszkańcy starożytnego Kition (pierwotnej Larnaki) ze względu na coraz częstsze arabskie najazdy, postanowili wybudować w dzisiejszymi Kiti nową świątynię, poświęconą Matce Bożej. Ale w trakcie budowy zauważyli, że jest ona nocą przenoszona w inne miejsce, niektórzy też widzieli budujące świątynię w innym miejscy anioły. Postanowili więc dokończyć budowę w nowym miejscu, a ona postępowała zadziwiająco szybko. Stąd nazwa świątyni: „zbudowana przez aniołów”.

Rozgrzewka zrobiona, możemy wjechać do Larnaki. Trochę nie mamy wyboru, choć od czasu lądowania nie zadziałała nam cypryjska sieć komórkowa (Cypr jest w UE, więc działają tu ceny roamingowe z Unii Europejskiej), więc cała nawigacja opiera się na naszych notatkach, sporządzonych na mapie przed wyjazdem. Plątamy się nieco w ciasnych uliczkach najstarszej części miasta, ale jakimś cudem w końcu stajemy przed wjazdem do wielopoziomowego parkingu, który upatrzyliśmy sobie jeszcze w Polsce. Miejsc w bród i ceny przystępne. Czas więc zobaczyć właściwą Larnakę.

Czas też na rys historyczny naszego cypryjskiego miasta – gospodarza. Wspominaliśmy już o starożytnym Kitionie, protoplaście Larnaki – założony został w XIII w. p.n.e. i był wtedy królestwem – miastem, jednym pewnie z kilku na wyspie. Później miastem władał Egipt i Persja (mniej więcej VI w. p.n.e.). Potem niewiele wiadomo o historii miasta, poza tym, że w I w. p.n.e. władzę przejęli Rzymianie, a w I i IV w. miasto zniszczyły trzęsienia ziemi. Pozostałości starożytnego Kitionu rozsiane są po dzisiejszej Larnace – to co znaleźliśmy, zaznaczyliśmy na naszej mapce.

Larnaka, starszy z kościołów Faneromeni, pod którym znajduje się wczesnochrześcijańska krypta

Larnaka, starszy z kościołów Faneromeni, pod którym znajduje się wczesnochrześcijańska krypta

Larnaka, wejście na stadion im.Zenona z Kitionu

Larnaka, wejście na stadion im.Zenona z Kitionu

Larnaka, budynek Akademii Amerykańskiej

Larnaka, budynek Akademii Amerykańskiej

Larnaka, stary szpital publiczny w stylu kolonialnym

Larnaka, stary szpital publiczny w stylu kolonialnym

Później miasto ginie w otmętach dziejów, pojawiając się znów w XII w., od tego czasu pozostając ważnym portem morskim wyspy. I tak pozostaje aż do końcówki XX w., kiedy to po inwazji tureckiej na Cypr, Larnaka staje się głównym lotniskiem niepodległej części wyspy. Paradoksalnie, po podziale wyspy, Larnaka zyskała na znaczeniu, zarówno pod względem handlowym, jak i turystycznym. Dziś jest ponad 60-tysięcznym miastem.

Larnaka, piękna wieża kościoła Chrystopolitissa

Larnaka, piękna wieża kościoła Chrystopolitissa

Wjeżdżamy więc do Larnaki. Parkujemy w Finikoudes Multipark (wielopiętrowy parking: 6 EUR za 12 godzin), znajdujący się w samym środku zabytkowego centrum miasta i ruszamy na podbój naszego pierwszego cypryjskiego celu. Pierwszym miejscem atrakcyjnym dla nas jest oczywiście miejska plaża Finikoudes – wszak można tu w październiku zamoczyć nogi (na początek wystarczy) w prawie 30 stopniach temperatury.

Tuż obok wejścia na plażę stoi średniowieczny fort, pierwotnie zbudowany prawdopodobnie już w XII w. Został rozbudowany w XIV w. i funkcjonował jako obronna forteca południa wyspy aż do XVIII w., kiedy to został opuszczony.  Od początków XX w. aż do 1960 r., czyli w czasie panowania brytyjskiego na Cyprze, fort używany był jako więzienie i miejsce egzekucji. Od czasów uzyskania przez Cypr niepodległości, fort wykorzystywany jest jako muzeum (wstęp 2,5 EUR – darowaliśmy sobie).

Po sąsiedzku z fortem stoi meczet Kebir (Buyuk), zwany Wielkim Meczetem, prawdopodobnie pierwszy osmański meczet na Cyprze. Oryginalnie był katolickim kościołem św.Katarzyny, wybudowanym w XIII / XIV w., później przekształconym przez Turków w meczet. W dokumentach pojawia się on w połowie XVIII w. Meczet niestety zastajemy zamknięty.

Larnaka, pozostałości starożytnego Kitionu (Area III)

Larnaka, pozostałości starożytnego Kitionu (Area III)

Larnaka, pozostałości starożytnego Kitionu (Area I)

Larnaka, pozostałości starożytnego Kitionu (Area I)

Larnaka, pozostałości starożytnego Kitionu (Area II, dostępna dla zwiedzających)

Larnaka, pozostałości starożytnego Kitionu (Area II, dostępna dla zwiedzających)

Larnaka, pozostałości starożytnego Kitionu, wzgórze Bamboula przy Muzeum Archeologicznym

Larnaka, pozostałości starożytnego Kitionu, wzgórze Bamboula przy Muzeum Archeologicznym

Meczet Bekira Paszy, zwany też meczetem Zuhuri, kolejna osmańska świątynia w Larnace, powstała w XIX w. z przekształcenia starego kompleksu szkolnego (Tekke). Minaret zawalił się w początkach XX w. i nie został odbudowany. Został zamknięty w 1974 r., obecnie w przylegających zabudowaniach mieści się młodzieżowy hostel.

Stąd widać już najbardziej znaczącą bizantyjską budowlę na całym Cyprze i jeden z symboli miasta – kościół św.Łazarza. Wybudowany przez cesarza Leona VI w IX w., w legendarnym miejscu pochówku biblijnego Łazarza – tego wskrzeszonego przez Chrystusa. Wg legendy Łazarz po wskrzeszeniu udał się właśnie na Cypr, gdzie przez kilkadziesiąt lat był biskupem w Kitionie – dzisiejszej Larnace. Grób Łazarza znajduje się pod kościołem i jest dostępny do zwiedzania.

Turcy nigdy nie zamienili świątyni w meczet (choć długo nie pozwalali odbudować kościelnej wieży, zburzonej w pierwszych latach ich panowania na wyspie) właśnie ze względu na znajdujące się pod nią chrześcijańskie cmentarzysko, nie pasujące do islamskiej świątyni. Ikonostas prawosławnej dziś cerkwi pochodzi z XVIII w., niektóre ikony na ścianach są o wiek starsze. Kościół i cały kompleks w październiku były otwarte dość krótko, dodatkowo z przerwą na „sjestę”. A na dodatek w godzinach otwarcia odbywały się we wnętrzach jakieś uroczystości (ślub), nie dane więc nam było go zwiedzić.

Wychodzimy ze starej części Larnaki, kierując się na zachód – odchodzimy od wybrzeża morskiego. Celem są ruiny starożytnego Kitionu, ale najpierw dochodzimy do kościoła Faneromeni, a w zasadzie dwóch kościołów. Nowy, większy został wybudowany obok starszego, gdyż ten nie mieścił już wiernych. O wiele bardziej interesujący jest jednak ten mniejszy – wybudowano go w początkach XX w. w miejscu stojącego tu wcześniej średniowiecznego kościoła. Pod świątynią znajduje się spora pieczara, która służyła wczesnym chrześcijanom Kitionu jako kościół. Niektórzy uważają też, że pieczara była używana znacznie wcześniej – już w czasach fenickich.

Larnaka, Muzeum Archeologiczne

Larnaka, Muzeum Archeologiczne

Larnaka, pozostałości starożytnego Kitionu, wzgórze Bamboula przy Muzeum Archeologicznym

Larnaka, pozostałości starożytnego Kitionu, wzgórze Bamboula przy Muzeum Archeologicznym

Larnaka, konwent św.Józefa

Larnaka, konwent św.Józefa

Larnaka, posterunek policji

Larnaka, posterunek policji

Stary kościół jest otoczony wielką czcią i związaną z nim legendą. Otóż trzykrotne obejście go i pozostawienie skrawka ubrania lub włosów daje ponoć uzdrowienie. Świątynia jest też miejscem, gdzie żony i dziewczyny marynarzy modlą się o ich bezpieczeństwo i szczęśliwy powrót do domu.

Na północ od kościoła znajduje się stary stadion Zenona z Kitionu, nazwany od imienia najsłynniejszego obywatela miasta, greckiego filozofa z IV w. p.n.e., założyciela szkoły stoickiej. Przed monumentalnym wejściem na stadion, na ulicznym rondzie zobaczycie ładną statuę bogini Artemis. Trochę dalej na północ znajdziecie też popiersie Zenona z Kitionu, niemal naprzeciw budynków „Akademii Amerykańskiej”, prywatnej, niekomercyjnej uczelni, działającej od 1908 r. Idąc dalej ulicą obok Akademii, zobaczycie jeszcze dwa kościoły: Grecki Ewangelicki i Anglikański. Po przeciwnej stronie, nieco schowane, znajdują się budynki starego publicznego szpitala, nieco zaniedbane, zbudowane w stylu kolonialnym.

Teraz trochę na północ – do kościoła Chrysopolitissa, pochodzącego oryginalnie z czasów bizantyjskich (ok. XII – XIII w.). Obecny wygląd świątyni nadała odbudowa z 1768 r. Piękna kościelna wieża pochodzi z XIX w. Ikonostas we wnętrzu także, ale znaleźć w nim można także wiele ikon z XVI / XVII w. Informacyjnie, jakieś 200 m od tej świątyni znajduje się zupełnie niezabytkowy kościół Matki Bożej Łaskawej (ulica Terra Santas), w którym w niedziele odprawiane są msze święte w języku polskim – to kościół rzymsko-katolicki.

W okolicach kościoła Chrystopolitissa znajduje się kilka odsłoniętych pozostałości po antycznym Kitionie. Większość starożytnych ruin leży do dziś pod współczesną zabudową miasta, odsłonięto jedynie kilka punktowych miejsc. Z dwóch stron kościoła Chrystopolitissa znajdują się dwa najmniej istotne i atrakcyjne punkty (tzw. Area I i Area III), znajdujące się za siatką i niedostępne dla zwiedzających.

Larnaka, Muzeum Pierides

Larnaka, Muzeum Pierides

Larnaka, dawna siedziba imperialnego Banku Osmańskiego

Larnaka, dawna siedziba imperialnego Banku Osmańskiego

Larnaka, morska marina

Larnaka, morska marina

Larnaka, pomnik ofiar ludobójstwa Ormian na nadmorskiej promenadzie

Larnaka, pomnik ofiar ludobójstwa Ormian na nadmorskiej promenadzie

Larnaka, miejska plaża Finikoudes

Larnaka, miejska plaża Finikoudes

Larnaka, nadmorska promenada

Larnaka, nadmorska promenada

Wykopaliska starożytnego Kitionu to w zasadzie nie kończąca się historia „błędów i wypaczeń”. Dużą część znalezisk po prostu rozkradziono – dziś znajdują się w zagranicznych muzeach i prywatnych kolekcjach. Częściowo mury antycznego miasta wykorzystano nawet do pozyskiwania gruzu, którym zasypywano okoliczne bagna (!). To, co udało się uratować, oglądać można w dwóch miejscach – jedynym dostępnym do zwiedzania stanowisku archeologicznym (tzw. Area II), niestety nieczynnym w weekendy, oraz w miejskim Muzeum Archeologicznym (także w weekendy zamkniętym).

Larnaka, statua Zenona z Kitionu na nadmorskiej promenadzie

Larnaka, statua Zenona z Kitionu na nadmorskiej promenadzie

W Area II znajdują się prastare świątynie (nawet z XIII w. p.n.e.) oraz ruiny domostw i warsztatów. Obok Muzeum Archeologicznego z kolei – na wzgórzu zwanym Bamboula, odkopano duże fragmenty antycznego portu – Kition był w starożytności dużą potęgą morską. Można przy okazji zobaczyć, jak bardzo cofnęło się przez tysiąclecia morze – starożytny port leży dziś dość daleko od wybrzeża.

Larnaka, statua ateńskiego wodza Kimona na nadmorskiej promenadzie

Larnaka, statua ateńskiego wodza Kimona na nadmorskiej promenadzie

Tuż obok Muzeum Archeologicznego stoi konwent św.Józefa, założony w 1844 r. przez francuskie misjonarki. Słynął on ze swojej szkoły dla dziewcząt oraz szpitala. Siostry skupiały się przez cały okres istnienia na działalności charytatywnej. Konwent wyróżnia się zdecydowanie swoją piękną architekturą.

Teraz kierunkiem jest nadmorska promenada w Larnace, ale po drodze zahaczamy o jeszcze jedno muzeum – jak wszystkie atrakcje w mieście w niedzielę – zamknięte. Muzeum Pierides to drugie warte wg nas odwiedzenia muzeum w Larnace, po tym archeologicznym. Najstarsze i największe na Cyprze prywatne muzeum, z kilkoma tysiącami eksponatów, działające od 1839 r., założone przez cypryjskiego archeologa. Eksponaty pochodzą z wykopalisk na całym Cyprze. Szczególnie atrakcyjna jest ponoć kolekcja ceramiki, pochodzące praktycznie ze wszystkich okresów historii wyspy, począwszy od czasów prehistorycznych. Niestety – jak już napisaliśmy – my z okazji niedzieli pocałowaliśmy w muzeum Pieridesa klamkę. Zupełnie nie rozumiemy zamykania największych atrakcji miasta na weekendy.

Larnaka, miejska plaża Finikoudes

Larnaka, miejska plaża Finikoudes

Larnaka, kościół ormiański

Larnaka, kościół ormiański

Przejście promenadą zaczynamy od jej północnej strony. Promenada w Larnace, to jedyne miejsce, gdzie w niedzielę wszystko działa – to taki sarkazm, by wypełniona jest hałaśliwymi barami i restauracjami, nawet w październiku pracującymi na pełnych obrotach. To chyba jedyne miejsce, gdzie w październiku widzieliśmy rzeczywiście tłok, ale nie ma się co dziwić, skoro sąsiaduje z główną miejską plażą, a w dniu naszej wizyty było prawie +30C i pełne słońce.

Północny kraniec promenady to Plac Europejski, wypełniony siedzibą Muzeum Historycznego Larnaki oraz malowniczymi budynkami Galerii Sztuki. Przed nimi znajduje się statua Zenona z Kitionu – wspominaliśmy już o nim wcześniej w tym wpisie. Nieco dalej znajduje się coś, co nas szczególnie interesowało – pomnik ofiar ludobójstwa Ormian w Turcji. Ten temat to taki nasz mały konik, a dodatkowo ciekawiło nas to miejsce ze względu na sytuację na Cyprze – w końcu duża część wyspy wciąż jest wg mieszkańców południa Cypru pod „turecką okupacją”. Pomnik odsłonięto w 2008 r. w miejscu, gdzie do Larnaki przypłynęli pierwsi ormiańscy uchodźcy, uciekający przed rzeziami w Turcji.

Mniej więcej w środku promenady stoi jeszcze jeden znaczący pomnik – statua Kimona. Kimon to wódz i polityk ateński z V w. p.n.e. Przez całe życie walczył z Persami i odpierał ich najazdy na greckie miasta. Aż wreszcie w połowie V w. podjął wyprawę na Cypr, celem przegnania stąd Persów. Oblegał Kition (dzisiejszą Larnakę), ale w czasie oblężenia zmarł (lub zginął, nie jest to pewne). Ze względu na współczesne sympatie Cypru z Grecją jego pomnik tu zupełnie nie dziwi.

Tu na chwilę odchodzimy od wybrzeża. Kilka przecznic w głąb stoi kolejny dowód pobytu w Larnace ormiańskich uchodźców – kościół św.Stefana (patrona tureckiej Adany), wybudowany przez ormiańską społeczność miasta w 1909 r. I to w zasadzie koniec naszego zwiedzania Larnaki – miasta, które zapadło nam w pamięci jajo to, w którym wszystkie największe atrakcje w weekend można sobie odpuścić. Były myśli, żeby opóźnić wyjazd następnego dnia i wrócić do Kitionu, Muzeum Archeologicznego i Muzeum Pieridesa, ale ostatecznie nie chcieliśmy burzyć swoich planów.

Larnaka, osmański akwedukt

Larnaka, osmański akwedukt

Larnaka, osmański akwedukt

Larnaka, osmański akwedukt

Wracamy do samochodu i jedziemy zobaczyć ostatnią atrakcję Larnaki, położoną dość daleko poza historycznym centrum miasta – akwedukt, który często kojarzony jest jako rzymski (taki stereotyp), a tymczasem jest budowlą osmańską, oddaną do użytku w 1750 r., sponsorowaną przez ówczesnego tureckiego namiestnika Larnaki, Bekira Paszę. Podobno uważany jest za najważniejszy osmański zabytek na Cyprze – OK, robi wrażenie swoją długością, ale chyba jednak z tym zdaniem się nie zgodzimy.

Uciekamy do hotelu, nieprzespana noc dolotowa na Cypr robi swoje. No, a poza tym to był 11 października 2015 r. – dzień meczu Polska – Irlandia, decydującego o naszym ewentualnym awansie na Euro 2016 we Francji. A tamBylscy to także kibice piłkarscy :) Nocleg mieliśmy zarezerwowany poza Larnaką, w miejscowości Oroklini, a hotel okazał się strzałem w dziesiątkę – to chyba najlepsze miejsce (i najtańsze), a którym spaliśmy na Cyprze. Mecz co prawda transmitowały wyłącznie płatne cypryjskie telewizje, ale internet w hotelu okazał się rewelacyjny i mecz oglądaliśmy na laptopie, który przezornie pojechał z nami – głównie na tę okazję.

Tak też kończy się nasza opowieść o Larnace. Z perspektywy czasu – miejsca, za którym najmniej tęsknimy na Cyprze. Choć ma wyjątkowe atrakcje historyczne, to praktycznie żadnej z nich nie mogliśmy uznać za zaliczone – bo przylecieliśmy w niedzielę. Ale może to wina zmęczenia podróżą… Później było na Cyprze już tylko lepiej – w zasadzie cała reszta cypryjskiego planu została zrealizowana – a Cypr naprawdę ma czym się chwalić. Zapraszamy więc na dalszą część relacji – w kolejnym wpisie pojedziemy wzdłuż południowo-wschodniego wybrzeża wyspy. Najlepsze plaże, widowiskowe jaskinie, klify i formacje skalne. Tym razem zabytków będzie nieco mniej :)

Pełna galeria zdjęć z cypryjskiej Larnaki znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Cypr 2015

Cypr, Makronisos Beach

Czas na blogowe podsumowanie naszej tygodniowej objazdówki po Cyprze, głównie tym południowym. Jaką wymyśliliśmy sobie trasę, gdzie spaliśmy, co polecamy do zobaczenia - przeczytajcie.

Klasztor Stavrovouni

Ostatni dzień objazdówki po Cyprze spędziliśmy na trasie pomiędzy Limassol a Larnaką, a głównymi atrakcjami były znajdujące się w okolicy najstarsze ludzkie siedliska na wyspie oraz liczne zabytkowe klasztory z bujną historią.

IMG_1793

Chirokitia, stanowisko archeologiczne, uważane za najstarszą odkrytą do tej pory osadę ludzką na Cyprze, było najważniejszym punktem ostatniego dnia naszego pobytu na wyspie Afrodyty. Tym samym skompletowaliśmy wszystkie miejsca z listy UNESCO na Cyprze.

 

0

Autor:

Kategorie: Cypr, Cypr 2015, Rok 2015

8 dni w kurorcie Paralia Katerinis

Naszą bazą podczas wakacyjnego wyjazdu w 2014 r. była miejscowość Paralia Katerinis, położona nad Morzem Egejskim. Ten bardzo popularny latem kurort w pełni zasłużył na swoją sławę – długie piaszczyste plaże, ciepłe i czyste morze, płytka woda idealna dla dzieciaków.

Tour de Europe 2014 (poprzedni wpis: Delfy, miejsce w którym kiedyś ważyły się losy całych narodów). Standardowo podczas naszych wakacyjnych podróży, także i ta w 2014 roku „zacumowaliśmy” na trochę w jednym miejscu. Tym razem padło na Paralia Katerinis, na co dzień niewielką wieś, położoną nad samym Morzem Egejskim, a w sezonie letnim zamieniającą się w tętniący od świtu do późnej nocy wakacyjny kurort. Liczba turystów wielokrotnie przewyższa wtedy liczbę rodowitych mieszkańców.

Paralia stanowiła do niedawna samodzielną gminę grecką, dopiero w 2011 r. w ramach reformy terytorialnej włączono ją w obręb większej gminy z siedzibą w oddalonym o 4 km mieście Katerini. Tak powstała Paralia Katerinis, wieś o nazwie łączącej nazwy tych dwóch miejscowości.

Paralia Katerinis, hotel Panorama Inn

Paralia Katerinis, hotel Panorama Inn

Paralia Katerinis, hotel Panorama Inn

Paralia Katerinis, hotel Panorama Inn

Paralia Katerinis, kościół

Paralia Katerinis, kościół

Paralia Katerinis, fontanna przy plaży

Paralia Katerinis, fontanna przy plaży

Mieszkańców Paralia Katerinis ma niewiele ponad tysiąc, w sezonie ma się wrażenie, że składa się ona wyłącznie z hoteli, pensjonatów i domów noclegowych. Nie ma tu kompletnie nic wartego uwagi, jeśli chodzi o zwiedzanie, za to warunki do biernego wypoczynku są wręcz wymarzone, także jeśli chodzi o rodziny z dziećmi.

Na całej długości Paralii wzdłuż wybrzeża morskiego ciągnie się szeroka, piaszczysta plaża. Klimat w lecie jest wręcz upalny, więc i woda ma tu temperaturę ciepłej zupy. A dodatkowo zejście do morza jest bardzo łagodne i płytkie, nawet małe dzieci mogą więc bezpiecznie wchodzić do wody, nawet kilkadziesiąt metrów od brzegu. Morze jest spokojne, dając im okazję do spokojnej zabawy w wodzie. Słowem – niemal ideał. No i pół godziny jazdy samochodem dzieli Paralię od ruin antycznego Dionu czy masywu mitycznego Olimpu.

Plaża w Paralia Katerinis

Plaża w Paralia Katerinis

Plaża w Paralia Katerinis

Plaża w Paralia Katerinis

Plaża w Paralia Katerinis

Plaża w Paralia Katerinis

Plaża w Paralia Katerinis

Plaża w Paralia Katerinis

Plaża na całej długości jest bezpłatna, choć zamiast kłaść się na ręczniku, można skorzystać z parasoli i leżaków – one także są bezpłatne, ale korzystając z nich trzeba zamówić w restauracji do której należą choć jednego drinka (alkoholowego lub nie) – pod tym jednym warunkiem można na leżaku pod parasolem leżeć bez limitu czasowego.

Paralia Katerinis, "muwyme po polsku"

Paralia Katerinis, „muwyme po polsku”

Po zmroku w Paralii tętni intensywne życie nocne. Turyści przenoszą się z plaż na uliczki miasteczka, wypełniając je dość szczelnie, bywa naprawdę tłoczno. Wypełnione są też wszystkie knajpki i restauracje. Znajdziecie tu też czynny do późnej nocy lunapark, a także kilka głośnych dyskotek. No i nieprzebraną ilość kramów i sklepików ze wszystkim, na co mogą wydać pieniądze turyści – nawet z futrami (w środku lata :-)). Sklepikarze starają się dotrzeć do międzynarodowej gawiedzi, przyciągając turystów szyldami i napisami w ich rodzimych językach – nierzadko można tu zobaczyć też szyldy czy reklamy w języku polskim – ale większość raczej w „polskawym” niż w polskim – właścicielom tylko wydaje się, że napisali coś po polsku. Przykłady na zdjęciach.

Jeśli chodzi o wyżywienie, nie ma problemu z zaopatrzeniem w dużych sieciówkach i małych przydomowych sklepach, ceny nie są wygórowane. Jeśli nie chcecie jeść w renomowanych tawernach z białymi obrusami i kelnerami w białych koszulach, znajdziecie też przydomowe bary z daniami (kurczak, kotlet, kebab, frytki itp.) za 5-7 euro.

Warto też wspomnieć o hotelu, w którym spędziliśmy te błogie 8 dni. Panorama Inn położony jest ledwie 150 m od plaży i zrobił na nas ogromne wrażenie. To nowy hotel i widać to na każdym kroku, w zasadzie jedynym jego minusem jest brak własnego parkingu, ale w Paralii nie ma większego problemu ze znalezieniem miejsca przy ulicy. Czynny od rana do zmroku hotelowy basen był niezwykle miłą odmianą od nagrzanej plaży.

Paralia Katerinis, "polska język trudny język"

Paralia Katerinis, „polska język trudny język”

Paralia Katerinis, centrum wieczorem

Paralia Katerinis, centrum wieczorem

Paralia Katerinis, centrum wieczorem

Paralia Katerinis, centrum wieczorem

Paralia Katerinis, centrum wieczorem

Paralia Katerinis, centrum wieczorem

Osobny akapit należy się managerowi hotelu – chyba najlepszemu elementowi tego budynku. Młody człowiek zaczął znajomość z nami od… ustąpienia nam miejsca parkingowego tuż obok hotelu, pierwszego wieczora po przyjeździe. Po prostu wyjechał swoim samochodem, zostawiając nam wolne miejsce, dzięki czemu z bagażami mieliśmy dużo krótszą drogę. Pierwsza ice coffee z lodami następnego dnia także okazała się dla nas darmowa w hotelowym barze. Przez cały czas mieszkania w hotelu byliśmy przez niego witani, żegnani i dopieszczani.

Przy tym wszystkim hotel Panorama Inn był jak na oferowane warunki bardzo przystępny cenowo, nawet z uwzględnieniem tego, że ze względu na liczebność rodziny wynajmowaliśmy podwójny, łączony pokój (dwa TV, lodówka, balkon z ograniczonym widokiem na morze, taras z widokiem na basen itp.). No i najważniejsze – nie jest położony w ścisłym centrum Paralii, po którym do późnej nocy przewalają się dzikie tłumy turystów. Choć do centrum z Panorama Inn jest ledwie 200 m, to hałas turystów, lunaparku i dyskotek kompletnie tu nie dociera, wieczorem jest cisza i spokój. Wręcz idealnie. Polecamy z czystym sumieniem. A resztę możecie zobaczyć na zdjęciach.

My zapamiętaliśmy pobyt w Paralii jeszcze z jednego powodu. To tam, w hotelowym basenie, nasza najmłodsza pociecha zaczęła samodzielnie pływać. Ot tak, bez lekcji pływania. Szymon po prostu zdjął dmuchane rękawki i… popłynął w basenie. Nie mogliśmy tego nie uwiecznić :)

A w kolejnym wpisie zaczniemy już pokazywać Wam drogę powrotną do Polski, o wiele dłuższą niż ta dojazdowa. Będzie Macedonia, Kosowo, Albania, Bośnia i Hercegowina i Węgry. Ale najpierw będzie Wergina i powrót do historii wielkiej Macedonii. To tu znajdowała się pierwsza stolica tego antycznego mocarstwa, tu chowano macedońskich królów. Dziś stanowiska archeologiczne Aigai (tak się kiedyś nazywała Wergina) wpisane są na listę UNESCO.

Pełna galeria zdjęć z wakacji w Paralia Katerinis znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Nora, czyli starożytna Ikea :)

Zaczynamy szósty, przedostatni dzień naszej objazdówki po Sardynii. Zakończymy go w środkowej części wyspy, ale na początek jedziemy z Cagliari na południe – pierwszym celem są ruiny starożytnego miasta Nora.

Sardynia 2014 (poprzedni wpis: Cagliari, czyli zwiedzamy stolicę Sardynii, cz.3). Drogę powrotną na północ Sardynii rozpoczęliśmy od jazdy na… południe :) W planach bowiem mieliśmy najpierw zobaczenie ruin starożytnej Nory, uznawanej za najstarsze miasto na całej wyspie. Nora położona jest mniej więcej 40 km na południe od Cagliari, za miasteczkiem Pula, a trasa wiedzie na początku drogą otoczoną przez wodę, w której malowniczo taplają się flamingi – pierwszy raz mieliśmy okazję widzieć te ptaki, żyjące na wolności.

Ruiny Nory znajdują się na niewielkim półwyspie, przy wjeździe na który kończy się dojazd. Znajduje się tu, przy plaży Nora, duży, bezpłatny w trakcie naszej wizyty, parking – dalej, ok. 500 m do wejścia na samo stanowisko archeologiczne, trzeba już udać się pieszo. Przy wejściu znajduje się niewielka kawiarnia oraz sklepik z pamiątkami.

Bilety wejściowe do Nory nie są niestety tanie – kosztują 7,50 EUR, a zwiedzanie odbywa się jedynie w grupach, z przewodnikiem. Przewodnik mówi zarówno po włosku, jak i po angielsku. Zwiedzanie samych ruin trwa 40 minut – jeśli będziecie dodatkowo chcieli zwiedzić stojącą za nimi, na samym końcu półwyspu, średniowieczną hiszpańską wieżę (nasz przewodnik sam zaproponował przedłużenie zwiedzania do wieży właśnie), to musicie doliczyć do tego kolejne 30 minut. Jako że nasza grupa składała się wyłącznie z turystów spoza Włoch, przewodnik miał nieco mniej „gadania” – mówił wyłącznie po angielsku.

Flamingi przy drodze z Cagliari do Nory

Flamingi przy drodze z Cagliari do Nory

Nora, plaża

Nora, plaża

Nora, plaża i kościół św.Efezjusza

Nora, plaża i kościół św.Efezjusza

Nora, widok na ruiny starożytnego miasta sprzed wejścia

Nora, widok na ruiny starożytnego miasta sprzed wejścia

Nora, jak już wspomnieliśmy, uważana jest za najstarsze miasto na Sardynii. Założona została przez Fenicjan ok. IX – VIII w. p.n.e. – później założyli oni m.in. Tharros, które zwiedzaliśmy dwa dni wcześniej. Warto wspomnieć, że Fenicjanie założyli miasto pokojowo – nikogo nie podbijali. Przypłynęli tu jako kupcy i uznali to miejsce za niezwykle ważne z punktu widzenia handlowego.

Z czasów Fenicjan nie zachowało się zbyt wiele, ale w XVIII w. znaleziono w Norze tablicę z fenicką inskrypcją, datowaną właśnie na IX / VIII w. p.n.e. Jest to najstarszy zachowany fragment pisma fenickiego na Sardynii, a jednocześnie jego tekst ma potwierdzać fakt założenia Nory jako pierwszego miasta na wyspie. Tablica znajduje się dziś w Muzeum Archeologicznym w Cagliari.

W VI w. p.n.e. w siłę zaczęła rosnąć Kartagina, której wojska stopniowo „przymierzały się” do opanowania Sardynii. Robiły to stopniowo, aż finalnie pod koniec tego wieku wyspa w całości należała już do Kartaginy, która wyparła stąd Fenicjan. Z czasów Kartaginy też nie zachowało się zbyt wiele – niewielkie ruiny świątyni bogini Tanit, pozostałości murów miejskich i domostw. W okresie tym Nora stała się ważnym ośrodkiem handlowym, będąc miejscem obrotu towarami z Afryki, Cypru i samej Sardynii. Handlowano tu złotem, srebrem, ceramiką i przyprawami.

Nora, ruiny starożytnego miasta

Nora, ruiny starożytnego miasta

Nora, ruiny starożytnego miasta

Nora, ruiny starożytnego miasta

Nora, ruiny starożytnego miasta

Nora, ruiny starożytnego miasta

Nora, ruiny starożytnego miasta

Nora, ruiny starożytnego miasta

W 238 r. p.n.e. cała Sardynia, wraz z Norą oczywiście, przeszła pod władanie Rzymu. Nora stała się początkowo nawet stolicą rzymskiej wyspy, ale wkrótce funkcja ta została przeniesiona do pobliskiego Karalis, czyli dzisiejszego Cagliari. Nadal jednak Nora pozostała jednym z najważniejszych miast na Sardynii, a Rzymianie pozostawili po sobie m.in. ruiny czterech miejskich łaźni, bogatych domów, teatr i amfiteatr. Duża część obiektów miejskich nadal czeka na swoją kolej do odkopania przez archeologów (w tym amfiteatr). Wciąż trwają tu prace wydziałów archeologii kilku włoskich uniwersytetów.

Nora zaczęła tracić na znaczeniu ok. IV w. n.e., gdy upadało Cesarstwo Rzymskie, a Morze Śródziemne zaczęło być niebezpieczne. Sardynię najeżdżali najpierw Wandalowie (V w.), a potem Saracenowie (VII w.). Ludność zaczęła stopniowo opuszczać miasto, które zresztą przekształcało się powoli w obronną twierdzę. Prawdopodobnie w VIII w. mieszkańcy ostatecznie opuścili Norę, nie czując się tu bezpiecznie.

Czas teraz na wyjaśnienie tytułu niniejszego wpisu – skąd skojarzenie Nory z Ikeą ? :) To skojarzenie nie jest nasze – wypowiedział je sam przewodnik naszej grupy. Otóż przez cała historię Nory, każda nowa cywilizacja przebudowywała miasto, nie używając nowego budulca po prostu rozkładali istniejące poprzednio zabudowania, a budulec używali do stawiania nowych, własnych. Tak zrobili Kartagińczycy z budowlami Fenickimi, tak też zrobili Rzymianie z budowlami Kartagińczyków. I na koniec – tak też zrobili Hiszpanie, którzy wybudowali pobliską wieżę obronną na brzegu morza, także używając do jej budowy kamieni z zabudowań dawnej Nory. Stąd przewodnik obrazowo pokazał nam Norę jako swoistą wielowiekową Ikeę – miasto stawiano kilka razy z tego samego materiału. Nam się bardziej kojarzy Lego Creator, ale pozostańmy przy skojarzeniu przewodnika :)

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie mozaiki

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie mozaiki

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie mozaiki

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie mozaiki

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie mozaiki

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie mozaiki

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymski teatr

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymski teatr

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymski teatr

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymski teatr

Z racji takiego a nie innego sposobu budowania miasta przez kolejnych jego „właścicieli”, najwięcej pozostało tu z czasów rzymskich. Sam układ miasta, rzymskie łaźnie czy pozostałości bogatych willi z dużymi zachowanymi do dziś fragmentami mozaik. Przetrwał też mały rzymski teatr, który funkcjonuje do dziś jako scena przy różnych wydarzeniach kulturalnych. Starsze części miasta są schowane głębiej i stopniowo wciąż odkrywane przez archeologów. Podobno bardzo duża część dawnej Nory wciąż kryje się pod powierzchnią ziemi, część też jest już dziś pod powierzchnią wody, która „zagrabiła” kawałek niegdysiejszego miasta.

Wspomniana już wcześniej obronna wieża na wzgórzu za Norą, wybudowana została w XVII w. przez Hiszpanów jako część sieci wież, mających ostrzegać przed zapędzającymi się tu piratami, a także chronić statki handlowe przed nimi. Wieża powstała w miejscu dawnego miejskiego akropolu w Norze, z materiałów pozyskanych z rozbiórki antycznych zabudowań miasta. Pod wieżę można podejść, a nawet do niej wejść, z przewodnikiem, który ma naprawdę dużą wiedzę i zdolność ciekawego opowiadania o historii. Z okien wieży można podziwiać panoramę okolicy: ruin Nory, pobliskiej plaży ze starym kościołem św.Efezjusza (o nim za chwilę) i sąsiadujących wież, będących w zasięgu wzroku (cały kompleks wież komunikował się pomiędzy sobą sygnałami świetlnymi lub wystrzałami z dział).

Hiszpańska wieża to ostatni element zwiedzania stanowiska archeologicznego w Norze. Wracamy na parking i znajdującą się obok niego plażę – dzieciaki mają ostatnią na Sardynii sposobność do kąpieli. A starszych zainteresować powinien stojący niemal tu przy plaży zabytkowy kościół św.Efezjusza. Jeśli czytaliście nasze wpisy ze zwiedzania Cagliari to wiecie już, że ten męczennik został ścięty za czasów cesarza Dioklecjana właśnie tu – w Norze.

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie forum

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie forum

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie łaźnie

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie łaźnie

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie łaźnie

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie łaźnie

Nora, ruiny starożytnego miasta, archeologowie przy pracy

Nora, ruiny starożytnego miasta, archeologowie przy pracy

Nora, ruiny starożytnego miasta, archeologowie przy pracy

Nora, ruiny starożytnego miasta, archeologowie przy pracy

Nora, ruiny starożytnego miasta, widok z wieży hiszpańskiej

Nora, ruiny starożytnego miasta, widok z wieży hiszpańskiej

Nora, kościół św.Efezjusza

Nora, kościół św.Efezjusza

W miejscu, gdzie wg legendy zabito Efezjusza, wybudowano w 1089 r. kościół pod jego wezwaniem, prawdopodobnie na miejscu znajdującej się tu już wcześniej chrześcijańskiej świątyni. Kościół ten jest głównym miejscem kultu bardzo czczonego na Sardynii św.Efezjusza, stąd co roku, każdego 1 maja, wyrusza jedna z najdłuższych procesji w Europie, kiedy to posąg świętego jest prowadzony z kościoła św.Efezjusza w Cagliari (zwiedzaliśmy go poprzedniego dnia) aż tutaj właśnie. Święto to jest największym w Cagliari.

I to ostatni element zwiedzania Nory i okolic. Teraz już nieodwołalnie zwracamy się na północ. Kolejnym przystankiem w drodze do Abbasanty, gdzie mamy ostatni już na Sardynii nocleg, będzie miasteczko Sanluri – o nim, i o innych malowniczych miasteczkach po drodze, będzie już w następnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z ruin starożytnej Nory znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Sardynia 2014

Murale w Orgosolo

Ostatnim punktem naszej tygodniowej wyprawy na Sardynię był górski rejon Barbaria. Wjechaliśmy w kręte górskie drogi, by zobaczyć Orgosolo, miasto owiane bardzo złą sławą jako kryjówka bandytów. Dziś bardziej znane z setek ściennych murali na ulicach.

Zuri, kościół św.Piotra

Ostatni dzień na Sardynii rozpoczynamy w środkowej części wyspy, w miejscowości Abbasanta, znanej głównie ze znajdującego się tu nuraga Losa. Ale sama Abbasanta i jej najbliższe okolice kryją o wiele więcej miejsc wartych zobaczenia.

Barumini, nurag Su Nuraxi

Szósty dzień na Sardynii kończymy mocnym akcentem. Zwiedzamy bowiem Barumini, którego "ozdobą" jest jedyne miejsce na wyspie, wpisane na listę UNESCO - kompleks Su Nuraxi, czyli najsłynniejszy na Sardynii nurag. Ale nie tylko...

 

0

Autor:

Kategorie: Rok 2014, Sardynia, Sardynia 2014, Włochy

Malownicza północna Sardynia, cz.1

Drugi dzień na Sardynii upłynął nam na zwiedzaniu malowniczych miast i wiosek północnej Sardynii. Rozpoczęliśmy na północnym krańcu wyspy, w Santa Teresa Gallura, by po przejechaniu ponad 230 km „zacumować” w Alghero. A po drodze moc atrakcji.

Sardynia 2014 (poprzedni wpis: Okolice Arzacheny, pierwsze nuragi i grobowce gigantów). Dzień drugi na Sardynii rozpoczynamy w mieście Santa Teresa Gallura, jednej z najdalej wysuniętych na północ miejscowości na wyspie. Poprzedni wieczór upłynął na oglądaniu meczu (Włochy – Azerbejdżan) oraz degustacji piwa o zabawnej jak na Włochy nazwie – Kumpel. Zabawa się skończyła, gdy wczytaliśmy się w etykietę – zaskakująco okazała się być napisana po… polsku. A piwo pochodziło z browaru Van Pur. Ot, takie niespodziewane polonica na Sardynii.

Santa Teresa Gallura to mała mieścina, po sezonie wyglądająca niezwykle leniwie. Zamieszkała jest przez ok. 5 tys. osób, acz w sezonie populacja zwiększa się 2-3-krotnie. Historycznie jest niezwykle młoda – założona została w 1808 r. Wtedy to miejscowy dowódca wojskowy (teren od pradziejów jest niezwykle strategiczny ze względu na położenie nad cieśniną św.Bonifacego, oddzielającą Sardynię od Korsyki) wybłagał u króla utworzenie miasta. Nadano mu wiele przywilejów, by spowodować szybkie zaludnienie. A samo miasto miało być sposobem na pleniące się na tym terenie przemytnictwo.

Ulice Santa Teresa Gallura

Ulice Santa Teresa Gallura

Ulice Santa Teresa Gallura

Ulice Santa Teresa Gallura

Santa Teresa Gallura, wieża hiszpańska

Santa Teresa Gallura, wieża hiszpańska

Santa Teresa Gallura, wieża hiszpańska

Santa Teresa Gallura, wieża hiszpańska

Santa Teresa Gallura, krzyż upamiętniający bohaterskiego spadochroniarza A.Bechi

Santa Teresa Gallura, krzyż upamiętniający bohaterskiego spadochroniarza A.Bechi

Okolice miasta to jednak historia znacznie bogatsza. Teren był oczywiście zamieszkały w czasach nuragijskich, potem bywali tu Rzymianie, tworząc własne osiedla. W średniowieczu teren był pod komendą włoskiej Pizy, która walczyła z panującą na Korsyce Genuą. Założyli na miejscu dzisiejszego miasta osadę Longosardo, która w XIII/XIV w. była nawet jednym z czterech największych portów na całej wyspie. Pod koniec XIV w. wybudowano tu nawet zamek, który jednak szybko został zniszczony przez Genueńczyków (1418 r.). Oni też nasyłali na tereny miasta piratów, chcąc doprowadzić do jego całkowitego zniszczenia, co prawdopodobnie im się udało.

W 1577 r. (prawdopodobnie) Hiszpanie wybudowali tu wieżę, jakich na Sardynii wybudowali co najmniej kilka (kilka widzieliśmy). Wieża miała charakter obronny i ostrzegawczy. Wewnątrz znajdowały się trzy pomieszczenia oraz zbiornik na wodę. Podobno istniał też podziemny tunel, łączący wieżę z wybrzeżem. Wieża przestała pełnić swoją funkcję w 1867 r. Wyremontowana, jest dziś główną historyczną atrakcją miasta. Można nawet powiedzieć, że jedyną.

Warto wspomnieć o niewielkim krzyżu, do którego prowadzi chodnik obok hiszpańskiej wieży. Wiąże się z nim historia z czasów II wojny światowej – włoski podpułkownik, dowódca oddziału spadochroniarzy, Alberto Bechi, który chciał (po kapitulacji Włoch) zapobiec przejściu swojego oddziału na stronę niemiecką, został 10 września 1943 r. zastrzelony. Jego ciało wrzucono do worka i przywieziono właśnie tutaj, gdzie wrzucono do morza. Mimo wielu późniejszych prób, nie zostało ono znalezione. Dokładnie w miejscu, gdzie wyrzucono ciało Bechi’ego, postawiono później krzyż, z widokiem na morze, z pamiątkową inskrypcją na cokole.

Nuragijska wioska Lu Brandali, informacja turystyczna

Nuragijska wioska Lu Brandali, informacja turystyczna

Santa Teresa Gallura, flaga Sardynii na ścianie jednego z domów

Santa Teresa Gallura, flaga Sardynii na ścianie jednego z domów

Nuragijska wioska Lu Brandali, "grobowiec gigantów"

Nuragijska wioska Lu Brandali, „grobowiec gigantów”

Nuragijska wioska Lu Brandali, ruiny wioski

Nuragijska wioska Lu Brandali, ruiny wioski

Nuragijska wioska Lu Brandali, ruiny wioski

Nuragijska wioska Lu Brandali, ruiny wioski

Na ścianie jednego z domów w mieście zauważyliśmy wymalowaną flagę Sardynii – to dobry moment, by wspomnieć nieco o jej historii. Sardynia do dziś jest regionem autonomicznym Włoch, posiadającym m.in. własną flagę. Można ją zobaczyć na Sardynii wszędzie, równie często jak w Turcji turecką, czy ostatnio w Barcelonie… katalońską. Jest dość specyficzna – na białym tle, podzielonym czerwonym krzyżem na cztery ćwiartki, widnieją cztery czarne głowy z przepaską na czole. Głowy zwrócone są w prawo. Ale to wersja dzisiejsza, nieco „złagodzona”, obowiązująca od 1999 r. Wcześniej głowy na fladze zwrócone były w lewo, a przepaski miały na… oczach. Symbolizowały głowy czterech pojmanych Maurów, oczekujących na egzekucję.

Po raz pierwszy flaga ta pojawiła się w 1281 r. i była flagą Aragonów, którzy potem przejęli władzę nad Sardynią. Jako flaga wyspy i Królestwa Sardynii pojawiła się w XIV w. Istnieje kilka wersji, skąd głowy z opaskami na oczach na fladze. Sardyńska legenda mówi o nadaniu tego symbolu obywatelom Pizy za wkład w walkach przeciwko Saracenom. Nadanie było dziełem ówczesnego papieża już w 1017 r. Tak czy siak, flaga jest dość niecodzienna i jest kolejnym symbolem wyspy – można tu kupić każdy rodzaj pamiątki z nią – od ręcznika plażowego po magnes na lodówkę. Jest też lokalne piwo, też oczywiście z flagą na etykiecie i kapslu.

Santa Teresa Gallura została przez nas zapamiętana jako niezwykle malownicze miasteczko – ono naprawdę ma swój klimat. Fantastycznie kolorowe domy, położone przy uliczkach pnących się w górę i opadających w dół – są bardzo fotogeniczne. Nie mieliśmy zwiedzania miasta w planach i naprawdę z żalem wyjeżdżaliśmy z niego.

Jedziemy na półwysep Capo Testa, znany z fantastycznych formacji skalnych, widowiskowo położonych na brzegu morza. Zanim jednak tam dojedziemy, przy drodze prowadzącej do niego trafiamy do stanowiska archeologicznego Lu Brandali – największego i najbardziej kompletnego osiedla nuragijskiego, zachowanego do dziś w Gallurze. Nuragowie mieszkali tu w okresie XIV – X w. p.n.e. i zachowały się po nich ruiny nuraga z kompleksem sąsiadujących wież, stanowiących system ostrzegawczy i obronny, resztki wioski oraz grobowca gigantów, czyli miejsca pochówku. Wstęp na teren wioski jest płatny, kosztuje 2 EUR – bilety kupujemy w informacji turystycznej przy wejściu.

Sardynia, plaża na Capo Testa

Sardynia, plaża na Capo Testa

Sardynia, plaża na Capo Testa

Sardynia, plaża na Capo Testa

Sardynia, plaża na Capo Testa

Sardynia, plaża na Capo Testa

Sardynia, skały na Capo Testa

Sardynia, skały na Capo Testa

Sardynia, skały na Capo Testa

Sardynia, skały na Capo Testa

Sardynia, Capo Testa, rzymskie kolumny ?

Sardynia, Capo Testa, rzymskie kolumny ?

W czasie naszej wizyty nurag i stojące obok wieże nie były dostępne dla zwiedzających, ze względu na kiepski stan i zagrożenie bezpieczeństwa dla turystów. Zwiedzanie grobowca i wioski zajęło nam około pół godziny. Jako pierwszy znajdujemy „grobowiec gigantów”, w którym przez cały okres zamieszkania wioski chowano zmarłych – podczas wykopalisk znaleziono tu ok. 50 szkieletów z różnych okresów.

Pozostałości wioski schowane są nieco w zaroślach – prowadzi do nich dobrze oznaczona ścieżka. Odsłonięto tu sporo starożytnych domostw, składających się w dużej części z większej izby, przeznaczonej do zamieszkania, oraz mniejszej, w której wykonywano różne zawody, np. wypalano ceramikę. Na terenie wioski znaleziono wiele przedmiotów codziennego użytku – garnki, płaskie patelnie, elementy pieców. Zachowały się także rsztki jedzenia – kości bydła, kóz, owiec czy rybne ości.

Wracamy do samochodu i w końcu docieramy na Capo Testa. Przejeżdżamy drogą przez krótki przesmyk, łączący półwysep ze stałym lądem i docieramy nad malowniczą Zatokę św.Reparaty, ze sporą plażą, częściowo piaszczystą, częściowo kamienną. Jest tu spory, ziemny, bezpłatny parking, na którym zostawiamy samochód i idziemy na plażę – celem są słynne kamienne formacje, wyrzeźbione przez czas, wiatr i morze.

Sardynia, Capo Testa, latarnia morska

Sardynia, Capo Testa, latarnia morska

Sardynia, Capo Testa, zatoczka Cala Spinosa

Sardynia, Capo Testa, zatoczka Cala Spinosa

Sardynia, Capo Testa, słoń (w lewo) czy papuga (w prawo) ?

Sardynia, Capo Testa, słoń (w lewo) czy papuga (w prawo) ?

Sardynia, skały na Capo Testa

Sardynia, skały na Capo Testa

Sardynia, Capo Testa, widok na Korsykę

Sardynia, Capo Testa, widok na Korsykę

Wybrzeże półwyspu Capo Testa z większości stron z każdej praktycznie strony przepełnione jest wręcz malowniczymi skałami, których kształty są tak fantastyczne i tak pobudzające wyobraźnię, że praktycznie każdy widzi w nich coś innego. Zwierzęta, ptaki, dinozaury – dla każdego coś miłego. Dziś Andrzejki, więc możemy porównać te skały do andrzejkowych wróżb z wosku – nigdy nie wiadomo, co komu wyjdzie i co zobaczy.

Część skał, położonych przy Zatoce św.Reparaty na Capo Testa nie ma jednak przypadkowych kształtów. To tu prawdopodobnie Rzymianie umiejscowili swoją wioskę o nazwie Tibula (jej lokalizacja jest do dziś sprawą sporną i nie do końca ustaloną). Tutaj korzystali z bogactw skalnych, wydobywając marmur, służący do budowy świątyń i pomników w głębi cesarstwa. Legenda mówi, że część ateńskiego Akropolu została wykonana z marmuru, wydobywanego właśnie tutaj. Coś w tym jest, bo niektóre leżące tu odłamki skalne nie wyglądają na wyrzeźbione przez naturę – jako żywo przypominają gotowe do użycia kamienne kolumny.

Ze wschodniej części Capo Testa przenosimy się północno-zachodni kraniec półwyspu, gdzie znajduje się malownicza latarnia morska. Samochodowa droga kończy się małym, zatłoczonym parkingiem – dalej można poruszać się wyłącznie pieszo. Ozdobą tego miejsca jest bezsprzecznie widoczna już z parkingu Cala Spinosa – piękna zatoczka morska, otoczona wysokim klifem. Szczególne wrażenie robi kolor i przejrzystość wody, oglądanej z góry. W zatoczce znajduje się też malutka, malownicza piaszczysta plaża.

Sardynia, skała słoń

Sardynia, skała słoń

Sardynia, widok na Castelsardo

Sardynia, widok na Castelsardo

My idziemy dalej, w kierunku północnego wybrzeża Capo Testa. Idziemy znów wśród skał, które każdemu z nas kojarzą się z czym innym. Działa wyobraźnia – jedna ze skał kojarzy nam się albo ze słoniem z trąbą w ziemi, albo z ptakiem – zależnie od której strony (prawej lub lewej) na skałę patrzeć. Dochodzimy do krańca lądu – jesteśmy na samej północy Capo Testa – stąd wreszcie możemy zobaczyć oddaloną o nieco ponad 10 km francuską Korsykę.

Sardynia, uliczki Castelsardo

Sardynia, uliczki Castelsardo

Wybija godzina 13:00, gdy znów wsiadamy w samochód, by ostatecznie opuścić Capo Testa i udać się w dalszą drogę. Capo Testa zapadnie nam głęboko w pamięć – polecamy jako punkt obowiązkowy podczas wizyty na Sardynii. Ale na nas czekają kolejne kolorowe miejsca na wyspie. Kolejnym celem jest przecudownie położone na skraju wybrzeża miasto Castelsardo. Ale za nim do niego dojedziemy po niemal godzinnej jeździe, warto wspomnieć o dwóch miejscach, położonych tuż przed miastem.

Sardynia, uliczki Castelsardo

Sardynia, uliczki Castelsardo

Pierwszą z nich jest nurag Paddaggiu, przy którym nie zatrzymujemy się – z pierwotnych dwóch kondygnacji zachowała się tylko jedna. Widziane wcześniej nuragi były w znacznie lepszym stanie zachowania, nurag Paddaggiu nie wzbudził u nas więc specjalnego zainteresowania, szczególnie że dzień mieliśmy przeładowany planami i trzeba było się „sprężać”.

Sardynia, kościół Chiesetta del Purgatorio

Sardynia, kościół Chiesetta del Purgatorio

Przy drugie atrakcji przed Castelsardo musieliśmy się już zatrzymać. Atrakcją to jest „skała słoń”, położona tuż przy drodze SS134 do Castelsardo. „Skała słoń” jest jednym z symboli turystycznych Sardynii, jedną z najczęściej fotografowanych atrakcji na wyspie. Nie ma z nią związanej żadnej specjalnej historii – przy drodze po prostu stoi skała, która widziana pod odpowiednim kątem rzeczywiście przypomina słonia. Miejsce to jest bardzo popularne wśród turystów – nawet poza sezonem w październiku trafiliśmy na sporą grupkę chętnych do zrobienia sobie tu zdjęcia. Strach pomyśleć, co dzieje się w czasie wakacji…

Sardynia, dzwonnica katedry w Castelsardo

Sardynia, dzwonnica katedry w Castelsardo

Teren dzisiejszego Castelsardo zamieszkały był już w czasach Nuragów, a nawet przed nimi. Ale dzieje miasta zaczynają się tak naprawdę w 1102 r., gdy rodzina Doria, jedna z najznamienitszych rodzin Genui (włoskiego miasta, tworzącego wtedy własne państwo) wybudowała tutaj zamek na wzgórzu przy brzegu morza, na terenie ówczesnego swojego lenna na Sardynii. Dookoła zamku zaczęła powstawać wioska, a całość zwana wtedy była „Castelgenovese” – przetłumaczenie nazwy jest banalne. Rodzina Doria przyczyniła się do budowy systemu miejskiego i administracji w mieście.

Wieki XIV i XV to okres wojen i zmian właścicieli miasta. Ostatecznie w 1448 r. zdobyli je Aragonowie, a miasto, już pod nazwą „Castelaragonese” (też banalne, prawda ?) podlegało bezpośrednio królom Hiszpanii. W XVI w., kiedy w mieście utworzono siedzibę biskupów, wybudowano tu katedrę (pod wezwaniem św.Antoniego). W 1720 r. miasto przeszło we władanie dynastii sabaudzkiej i ostatecznie weszło w skład (jako jedno z ostatnich) Królestwa Sardynii. Wtedy też, by podkreślić władzę Sardynii, zmieniono nazwę miasta na używaną do dziś – Castelsardo.

Sardynia, katedra w Castelsardo

Sardynia, katedra w Castelsardo

Sardynia, katedra w Castelsardo

Sardynia, katedra w Castelsardo

Sardynia, widok na wybrzeże i wieżę hiszpańską z katedry w Castelsardo

Sardynia, widok na wybrzeże i wieżę hiszpańską z katedry w Castelsardo

Sardynia, umocnienia zamkowe w Castelsardo

Sardynia, umocnienia zamkowe w Castelsardo

Wzgórze ze starym Castelsardo widowiskowo zbliża się do nas w miarę jazdy samochodem. Kolorowe domy ułożone na wzgórzu pod zamkiem Genueńczyków niemal czekają na sfotografowanie. To jeden z najbardziej urokliwych widoków, jakie mieliśmy okazję widzieć na Sardynii. Samochodem można dojechać niemal pod same wejście na starówkę Castelsardo. Samochód można zaparkować bezpłatnie i ostatnie 200-300 m trzeba pokonać pieszo, ciągle wspinając się pod górę.

Zwiedzanie Starego Miasta rozpoczynamy, wchodząc pozostałościami dawnej głównej bramy miejskiej, pamiętającej czasy budowy zamku w XII wieku. Panujący tu później Aragończycy umiejscowili tutaj kwaterę straży miejskiej. W XVI w. obok dobudowano tutaj na rozkaz króla Karola V dodatkową wieżę, by wzmocnić obwarowania w regionie głównego wejścia do miasta. Tuż za bramą znajdziemy pamiątkową tablicę z listą obywateli Castelsardo, poległych w obu ostatnich wojnach światowych.

Kierujemy się prosto, uliczką Via Giuseppe Mazzini. Stare Castelsardo to prawdziwy labirynt ciasnych brukowanych uliczek. Nie ma tu ruchu samochodowego, uliczki mogą być więc naprawdę wąskie. Zabudowa przypomina nieco tą wenecką, może trochę też „trąci” Dubrownikiem. Z łatwością można się tu na chwilę zgubić. Przechodzimy aż na północny kraniec starego Castelsardo, spacerując wzdłuż dawnych umocnień zamkowych od strony morza.

Kierujemy się w stronę widocznej z daleka wieży przy katedrze, ale najpierw docieramy do małego kościółka – Chiesetta del Purgatorio (XVII w.), w który kiedyś służył jako miejsce przechowywania zwłok przed pochówkiem. Tu odbywały się ceremonie pogrzebowe i czuwania przy szczątkach zmarłych.

Sardynia, kościół Santa Maria delle Grazie w Castelsardo

Sardynia, kościół Santa Maria delle Grazie w Castelsardo

Sardynia, kościół Santa Maria delle Grazie w Castelsardo

Sardynia, kościół Santa Maria delle Grazie w Castelsardo

Sardynia, kościół Santa Maria delle Grazie w Castelsardo

Sardynia, kościół Santa Maria delle Grazie w Castelsardo

Katedra św.Antoniego Wielkiego (Abate) jest widoczna z daleka ze względu na znajdującą się obok wysoką dzwonnicę, dodatkowo kolorowo zdobioną na szczycie. Ale wieża ta jest sporo starsza od katedry, została wybudowana już na przełomie XIII / XIV w. i początkowo służyła jako latarnia morska. Dopiero po wybudowaniu katedry (konsekrowano ją 26 listopada 1503 r.) przemianowano ją na kościelną dzwonnicę. Katedra przeszła renowację w 1597 r. (w zasadzie wtedy renowacja rozpoczęła się – trwała aż do XVIII w.).

Sardynia, kościół Santa Maria delle Grazie w Castelsardo

Sardynia, kościół Santa Maria delle Grazie w Castelsardo

Katedrę wybudowano, gdy w Castelsardo osiedli biskupi. Od 1839 r. diecezja została połączona z inną, a katedra stała się konkatedrą – jedną z dwóch katedr diecezjalnych i jest nią do dziś. Największym skarbem katedry jest XV-wieczny obraz „Madonny z Dzieciątkiem na tronie”, widoczny w głównym ołtarzu. Autor nie jest znany, na pewno żył w mieście na przełomie XV i XVI w., wg specjalistów miał hiszpańskie korzenie. Elementy ołtarza zdobione są drewnem i złotem, oddziela go od wiernych marmurowa balustrada. W podziemiach katedry znajduje się muzeum sztuki sakralnej.

Sardynia, kościół Santa Maria delle Grazie w Castelsardo

Sardynia, kościół Santa Maria delle Grazie w Castelsardo

Idziemy z powrotem do góry, docierając do kolejnego pięknego kościółka – pod wezwaniem św.Marii (Santa Maria delle Grazie). Jest ciekawy ze względu na brak fasady i wejście umiejscowione z boku. Oprócz głównego ołtarza, znajduje się tu kilka pobocznych – w jednym z nich znajduje się „skarb” świątyni – XIV-wieczny, uznany za cudotwórczy, krucyfiks z podobizną Chrystusa, zwany „czarnym Chrystusem” ze względu na kolor, jakie przyjęło drewno jałowca, z którego został on wykonany.

Sardynia, uliczki Castelsardo

Sardynia, uliczki Castelsardo

Kościół Santa Maria delle Grazie był na samym początku XVI w. katedrą Castelsardo, ale stracił szybko to miano na rzecz nowo wybudowanej, do dzisiaj istniejącej katedry. Ale do dziś jest tu utrzymywana tradycja lokalnego święta Lunissanti. Rozpoczyna się ono o świcie w poniedziałek po Niedzieli Palmowej mszą przy ołtarzu z „czarnym Chrystusem”. W mszy uczestniczą jedynie członkowie bractwa Santa Croce, opiekującego się kościołem oraz członkowie trzech chórów, które potem uświetnią procesję. Procesja startuje spod kościoła Santa Maria delle Grazie zaraz po zakończeniu mszy i kieruje się aż do monasteru w Tergu pod miastem, gdzie na koniec również odbywa się msza święta. Po niej odbywa się uczta.

Sardynia, uliczki Castelsardo

Sardynia, uliczki Castelsardo

Potem procesja wraca wieczorem, nieoświetlonymi uliczkami starego Castelsardo, oświetlana jedynie pochodniami niesionymi przez braci z Santa Croce, do kościoła Santa Maria delle Grazie. Uroczyste święto jest do dziś bardzo mocno pielęgnowane przez mieszkańców miasta.

Krótki spacer ulicą Via Vittorio Emanuele dzieli nas już od wyjścia, znów główną bramą, ze starego miasta Castelsardo. Odpuszczamy sobie, ze względu na ograniczenia czasowe, ostatnią atrakcję miasta – wieżę hiszpańską, stojącą nieopodal, w dzisiejszej marinie żeglarskiej, a kiedyś chroniącą istniejący tu mały port Frigiano. Wybudowano ją na początku XVI w. jako wieżę obserwacyjną, mającą ostrzegać przed najazdami Saracenów i Berberów, niszczących wybrzeże w owym czasie. Co równie ważne, spod wieży można zrobić piękne jej zdjęcia z panoramą wzgórza Castelsardo. No ale cóż – czasu mamy jak na lekarstwo.

Jedziemy na południe, odjeżdżając od wybrzeża. W planach mamy m.in. Sedini. Chiaramonti i Ozieri. Ale druga część opowieści o przejeździe po atrakcjach północnej Sardynii będzie już w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z Santa Teresa Gallura, Capo Testa i Castelsardo znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Sardynia 2014

Murale w Orgosolo

Ostatnim punktem naszej tygodniowej wyprawy na Sardynię był górski rejon Barbaria. Wjechaliśmy w kręte górskie drogi, by zobaczyć Orgosolo, miasto owiane bardzo złą sławą jako kryjówka bandytów. Dziś bardziej znane z setek ściennych murali na ulicach.

Zuri, kościół św.Piotra

Ostatni dzień na Sardynii rozpoczynamy w środkowej części wyspy, w miejscowości Abbasanta, znanej głównie ze znajdującego się tu nuraga Losa. Ale sama Abbasanta i jej najbliższe okolice kryją o wiele więcej miejsc wartych zobaczenia.

Barumini, nurag Su Nuraxi

Szósty dzień na Sardynii kończymy mocnym akcentem. Zwiedzamy bowiem Barumini, którego "ozdobą" jest jedyne miejsce na wyspie, wpisane na listę UNESCO - kompleks Su Nuraxi, czyli najsłynniejszy na Sardynii nurag. Ale nie tylko...

 

0

Autor:

Kategorie: Rok 2014, Sardynia, Sardynia 2014, Włochy

Jedziemy wzdłuż Szmaragdowego Wybrzeża

Pierwszy dzień na wyjątkowo upalnej w październiku Sardynii (ponad 30C) stał pod znakiem plaż Szmaragdowego Wybrzeża – jednego z droższych europejskich regionów, jeśli chodzi o ceny hoteli. Ale także jednego z lepszych pod kątem jakości plaż i wody.

Sardynia 2014 (poprzedni wpis: Berlin, szlakiem pozostałości Muru Berlińskiego, cz.2). Olbia przywitała nas wieczorem całkowitą zmianą klimatu – trafiliśmy na ponoć wyjątkowe nawet tutaj upały – w dzień temperatura przekraczała 30 stopni. Po całodniowym zwiedzaniu pozostałości Muru Berlińskiego w temperaturze ok.15 stopni w Berlinie, spotkała nas jakże miła odmiana.

Od razu na lotnisku odebraliśmy wypożyczony przez Internet z dużym wyprzedzeniem samochód – dostał nam się w miarę nowy Opel Corsa. Formalności były błyskawiczne – wypełnione dokumenty z oznaczonymi uszkodzeniami auta już na nas czekały, wystarczyło sprawdzić ich poprawność i… w drogę :) Do hotelu „Moderno”, leżącego nieco na obrzeżach miasta, mieliśmy raptem kilkanaście minut jazdy.

Sardynia, święta studnia Sa Testa

Sardynia, święta studnia Sa Testa

Sardynia, święta studnia Sa Testa

Sardynia, święta studnia Sa Testa

Sardynia, święta studnia Sa Testa

Sardynia, święta studnia Sa Testa

Po zalogowaniu się w hotelu przyszła pora na szukanie jedzenia – tu pierwszy zonk. Zapomnieliśmy, że we Włoszech ciężko o nocne sklepy, więc kilka minut po godz.21-wszej odbiliśmy się od zamkniętych drzwi we wszystkich dwóch sklepach spożywczych w okolicy hotelu. Pozostało więc zaprowiantować się na kolację w jednej z pobliskich restauracji, jest ich tam naprawdę mnóstwo. A jak Włochy, to oczywiście – pizza :) Wybór padł na niewielką pizzerię „Punto Pizza” przy ulicy Viale Aldo Moro – polecamy, to była najlepsza pizza jedzona przez nas na Sardynii. Do pizzy pierwsze piwko i lulu – kolejnego dnia zaczynamy objazdówkę wyspy, pierwszy dzień będzie stał pod znakiem plażowania – pogoda zdawała się być po naszej stronie.

Historia Sardynii jest niezwykle długa i zagmatwana. Znajdowano to ślady praczłowieka sprzed milionów lat. Sardynia słynie do dziś z budowli Nuragijczyków, od których rozpoczyna się ten bardziej znany okres historii wyspy. Pasterski lud Nuragijczyków przybył tu ok. 1800 lat przed Chrystusem. Budowali bardzo specyficzne kamienne budowle – wieże mające prawdopodobnie funkcje obronne, często otoczono murem oraz zabudowaniami mieszkalnymi. Wieże te, zwane nuragami, budowano z ręcznie ciosanych kamieni, bez użycia jakiejkolwiek zaprawy – po prostu układano je jeden na drugim. Ogromna ich ilość, w różnym stanie, dotrwała na Sardynii do naszych czasów – szacuje się, że na wyspie stoi dziś ok. 7000 ruin dawnych nuragów. Nuragi są budowlą spotykaną wyłącznie na Sardynii.

OK. VIII w. p.n.e. na wyspie pojawili się Fenicjanie, osiedlając się na południowo-zachodnim wybrzeżu i budując kilka portów, m.in. Norę i Tharros, które zwiedzimy podczas naszej podróży po Sardynii. Kiedy Fenicjanie popadli w VI w. p.n.e. w konflikt z miejscowymi, na pomoc tym drugim przybyła Kartagina, przejmując władzę na wyspie. W III w. p.n.e. Kartagińczyków pokonali Rzymianie, tworząc z Sardynii i pobliskiej Korsyki jedną rzymską prowincję. Z tamtych czasów wywodzi się język sardyński, który wyewoluował z łaciny, stając się oficjalnym językiem mieszkańców wyspy – aż do czasów dzisiejszych. Żeby było trudniej, istnieje kilka odmian (dialektów) tego języka, bardzo się różniących, ale faktem jest, że większość mieszkańców Sardynii posługuje się właśnie tym językiem. Zresztą część mieszkańców wyspy podobno do dziś wcale nie uważa się za Włochów…

Wjeżdżamy na Costa Smeralda

Wjeżdżamy na Costa Smeralda

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Portisco

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Portisco

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Portisco

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Portisco

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Portisco

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Portisco

W V w., po upadku Imperium Rzymskiego, na wyspie rządzili Wandalowie, a wiek później nastał czas władzy Cesarstwa Bizantyjskiego. Od VIII w. n.e. wyspę regularnie najeżdżali Saracenowie, na tyle skutecznie, że część portowych miast została opuszczona przez mieszkańców – m.in. Tharros. Najazdy te skończyły się dopiero w XI w., kiedy to na Sardynii zaczęły się kształtować lokalne królestwa, pierwsze oznaki państwowości na wyspie. Cztery główne państewka dotrwały aż do początków XIV w. (choć już wcześniej poddały się władzy Genui i Pizy), kiedy to wyspa przeszła pod władanie królestwa Aragonii (które wieki później przekształciło się w Hiszpanię). To właśnie z ich czasów pochodzą liczne na Sardynii „wieże hiszpańskie”, elementy nadmorskich fortyfikacji obronnych. Kilka z nich zwiedzimy podczas naszego pobytu na wyspie. Od czasów Aragonów datuje się też istnienie Królestwa Sardynii, aczkolwiek przez duży okres czasu nie było ono samodzielne, a podlegało innym władcom. No i z czasów Aragonów pozostało używanie w części wyspy, szczególnie w okolicach Alghero, języka katalońskiego (absolutnie nie mylić z hiszpańskim :))

W 1720 r. Sardynia przeszła w ręce dynastii sabaudzkiej, tworząc wraz z Piemontem jedno królestwo, z siedzibą w Turynie. Gdy wojska Napoleona zajęły Piemont (1799 r.), król ustanowił swoją siedzibę w Cagliari. Gdy w 1861 r. włoskie państewka zjednoczyły się w jedno, Sardynia weszła w skład Królestwa Włoch. Do zjednoczenia w znacznym stopniu przyczynił się Giuseppe Garibaldi, włoski bohater narodowy, który w 1855 r. osiadł na jednej z wysepek przy brzegu Sardynii, gdzie do dziś znajduje się jego muzeum (pierwotnie tu znajdował się dom Garibaldiego).

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża Liscia Ruja

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża Liscia Ruja

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża Liscia Ruja

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża Liscia Ruja

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża Liscia Ruja

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża Liscia Ruja

Po II wojnie światowej Sardynia otrzymała status regionu autonomicznego, ale dopiero od 1999 r. oficjalnie uznano język sardyński oficjalnym językiem na wyspie, drugim, obok włoskiego. Jest bardzo znanym celem turystycznym, słynącym z pięknych, piaszczystych plaż i cudownego odcienia wody morskiej. I to właśnie te plaże były naszym głównym celem pierwszego dnia zwiedzania wyspy.

Rano odpuszczamy zwiedzanie samej Olbii. Wsiadamy w samochód i wyjeżdżamy z miasta. Choć celem jest Szmaragdowe Wybrzeże (Costa Smeralda), położone na północ od Olbii, najpierw jedziemy na wschód, w kierunku miasteczka Pittulongu – ale to nie ono jest celem, a położona przy drodze przed nim starożytna święta studnia – Sa Testa. Jest jednak wyjątkowo słabo oznaczona i trochę błądzimy, zanim do niej trafiamy. Ostatecznie znajdujemy wjazd – wejście na teren jest bezpłatne, jest też spory parking dla samochodów, a dojście do samej studni prowadzi wzdłuż mini ogrodu botanicznego, z opisanymi gatunkami rosnących tu krzaczków i drzewek.

Święte studnie są kolejną nuragiczną tajemnicą Sardynii – nie do końca wiadomo, w jakim celu były budowane. Były prawdopodobnie miejscem kultu religijnego, traktowane jako źródła życia i zdrowia. Pochodzą z czasów osiedlenia tu Nuragów. Studnia Sa Testa powstała ok.1400 r. p.n.e. Pod względem konstrukcji można studnie porównać do wież nuragów, z tym że studnie budowane były pod ziemią. Centralną częścią było podziemne źródełko, wokół którego budowano kamienny „dziedziniec”, na którym odbywały się lokalne uroczystości i obrzędy.

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Capriccioli

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Capriccioli

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Capriccioli

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Capriccioli

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Capriccioli

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Capriccioli

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Capriccioli

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Capriccioli

Sa Testa była kiedyś jednym z najpopularniejszych miejscem modłów na całej Sardynii. Jej użytkowanie trwało aż do początków panowania Rzymian na wyspie. W trakcie wykopalisk archeologicznych znaleziono tu m.in. drewniany posążek, pochodzący z VII / VI w. p.n.e.

Ale czas już zobaczyć słynne Szmaragdowe Wybrzeże. Wracamy samochodem do Olbii, skąd kierujemy się na północ, w kierunku miasteczka Portisco. To właśnie mniej więcej od niego zaczyna się Costa Smeralda, co potwierdzają kamienne oznakowania przy drodze. Jedyną rzeczą w Portisco, którą chcieliśmy zobaczyć, był świetny ponoć widok panoramiczny na leżące po drugiej stronie zatoczki Porto Rotondo – niestety trafiliśmy na gęstą mgłę nad wodą i z widoku nici. Celujemy więc w pierwszą plażę, tuż za Portisco, nazywaną po prostu Spiaggia di Portisco. Od niej zaczniemy rajd po plażach dzisiejszego dnia. Spędzamy tu 20 minut, spacerując wzdłuż wybrzeża i po raz pierwszy mocząc nogi w ciepłych wodach Sardynii.

Pół godziny później jesteśmy już na kolejnej plaży – Spiaggia di Liscia Ruja – tu już „rozbijamy się” na nieco dłużej. W ruch idą stroje kąpielowe – plaże są w październiku prawie puste, a pełne słońce, wysoka temperatura i piasek plaży wręcz zmuszają do kąpieli. Kolejną godzinę spędzamy na dwóch plażach w miasteczku Capriccioli, urokliwie włożonych pomiędzy skały półwyspu, malutkich i bardzo klimatycznych. Tu już kąpiel odchodzi „na całego” :)

Sardynia, Costa Smeralda. Hotel Romazzino, jeden z najdroższych na świecie

Sardynia, Costa Smeralda. Hotel Romazzino, jeden z najdroższych na świecie

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Romazzino

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Romazzino

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Romazzino

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Romazzino

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Romazzino

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Romazzino

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Romazzino

Sardynia, Costa Smeralda. Plaża w Romazzino

Warto tu wspomnieć nieco o „ekskluzywności” Costa Smeralda – wg różnych zestawień, na listach 20 najdroższych hoteli na świecie znajduje się od 2 do 5 hoteli na Sardynii – wszystkie właśnie na Szmaragdowym Wybrzeżu ! W najtańszym z nich pokój dwuosobowy w szczycie sezonu potrafi kosztować 1800$ za noc :) I właśnie przy okazji dojazdu do Capriccioli należy napomknąć o jednym z hoteli z tej listy – przed miastem leży hotel Cala di Volpe – noc w nim (pokój dwuosobowy) kosztuje ponoć w sierpniu bagatelka… ponad 2600$ :) W hotelu tym kręcono kiedyś sceny do jednej z części przygód Jamesa Bonda („Szpieg który mnie kochał”, 1977 r.).

Po godzinie spędzonej na plażach Capriccioli, przenosimy się do sąsiedniego Romazzino, na kolejną plażę – Spiaggia di Romazzino. Parkujemy samochód na ostatnim dostępnym parkingu przed plażą i spacerkiem (ok 1 km) idziemy nad morze. Przechodzimy obok kolejnego z listy najdroższych hoteli – tego „najsłabszego” – w Hotelu Romazzino za nockę zapłacicie jedynie 1800$ :) Na plaży, znajdującej się przed hotelem, trafiamy jednak na dość wysokie fale i czerwoną flagę – zakaz kąpieli. Pozostaje zamoczyć stopy, zrobić zdjęcia i uciekamy dalej.

Tym razem kwadrans jazdy dzieli nas od miasteczka Porto Cervo. Ale powiedzieć o nim miasteczko, to nic nie powiedzieć. Nazywane włoskim Saint-Tropez, jest w sezonie jednym z najdroższych miejsc nad całym Morzem Śródziemnym. Na co dzień zamieszkuje tu jedynie kilkuset mieszkańców, których źródłem utrzymania są bogacze, przybywający tu w sezonie, często posiadający tu własne posiadłości i wille. Porto Cervo jest kurortem bez praktycznie żadnej historii, wybudowane zostało w 1962 r. przez księcia Karima Aga Khana, który zachwycony pięknem tutejszego wybrzeża, kupił ziemie dookoła i wybudował pierwszy hotel.

Sardynia, Costa Smeralda. Porto Cervo

Sardynia, Costa Smeralda. Porto Cervo

Sardynia, Costa Smeralda. Porto Cervo

Sardynia, Costa Smeralda. Porto Cervo

Sardynia, Costa Smeralda. Porto Cervo

Sardynia, Costa Smeralda. Porto Cervo

Sardynia, Costa Smeralda. Porto Cervo

Sardynia, Costa Smeralda. Porto Cervo

Sardynia, Costa Smeralda. Porto Cervo, kościół Stella Maris

Sardynia, Costa Smeralda. Porto Cervo, kościół Stella Maris

Dziś ceny nieruchomości w Porto Cervo dochodzą nawet do 30 tys. EUR za m2. Wakacje spędzają tu największe gwiazdy showbiznesu i bogaci biznesmeni. Widziani byli tu m.in. Christiano Ronaldo, Janet Jackson, Magic Johnson, Rod Stewart czy Naomi Campbell. Nie jest to miejsce dla przeciętnego turysty na wakacje, pokoje w najtańszych hotelach kosztują od 150 EUR za noc, najdroższe wille to już wydatek nawet ponad 20 tys. EUR za tydzień.

W trakcie naszej październikowej wizyty łatwo można było potwierdzić to, że praktycznie nikt tu na stałe nie mieszka. Miasteczko wygląda w październiku jak miasto duchów – nie ma kompletnie nikogo. Luksusowe sklepy i restauracje zamknięte na głucho, marina pusta. Idąc, można słuchać własnych myśli. Nie udało się nam nawet kupić wody mineralnej – totalnie wszystko zamknięte, zapewne aż do następnego lata. Obeszliśmy więc słynną bogacką marinę dookoła, oglądnęliśmy widowiskowy kościół Stella Maris, górujący nad mariną, nazywany czasami „najśliczniejszym” kościołem świata i… odjechaliśmy. Brak wody pitnej w tym upale zmuszał nas już do intensywnego poszukiwania możliwości jej zakupu – na Costa Smeralda po sezonie naprawdę ciężko o czynny sklep, szczególnie w porze sjesty (sklepy są nieczynne przez kilka godzin w środku dnia).

Porto Cervo było ostatnim miejscem na Costa Smeralda, które odwiedziliśmy. W sumie na Szmaragdowym Wybrzeżu i kilku jego plażach spędziliśmy „bite” 5 godzin w upale i pięknym słońcu – w tej scenerii Szmaragdowe Wybrzeże zdecydowanie zasługuje na swoją nazwę. Polecamy – w październiku na plażach jest pusto, a jeśli traficie na takie upały jak my, to wygrzejecie się jak w środku lata. Ukontentowani plażowym relaksem, resztę dnia mieliśmy spędzić już na „rasowym” zwiedzaniu. Odjeżdżamy nieco od wybrzeża, kierując się w stronę miasta Arzachena, gdzie czekały na nas kolejne atrakcje historyczne. Ale o tym już w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć plaż Szmaragdowego Wybrzeża na Sardynii znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Sardynia 2014

Murale w Orgosolo

Ostatnim punktem naszej tygodniowej wyprawy na Sardynię był górski rejon Barbaria. Wjechaliśmy w kręte górskie drogi, by zobaczyć Orgosolo, miasto owiane bardzo złą sławą jako kryjówka bandytów. Dziś bardziej znane z setek ściennych murali na ulicach.

Zuri, kościół św.Piotra

Ostatni dzień na Sardynii rozpoczynamy w środkowej części wyspy, w miejscowości Abbasanta, znanej głównie ze znajdującego się tu nuraga Losa. Ale sama Abbasanta i jej najbliższe okolice kryją o wiele więcej miejsc wartych zobaczenia.

Barumini, nurag Su Nuraxi

Szósty dzień na Sardynii kończymy mocnym akcentem. Zwiedzamy bowiem Barumini, którego "ozdobą" jest jedyne miejsce na wyspie, wpisane na listę UNESCO - kompleks Su Nuraxi, czyli najsłynniejszy na Sardynii nurag. Ale nie tylko...

 

0

Autor:

Kategorie: Rok 2014, Sardynia, Sardynia 2014, Włochy

Rio de Janeiro widziane z lotu ptaka

Po raz pierwszy – i jedyny jak na razie – zdecydowaliśmy się zobaczyć atrakcje zwiedzanego miejsca z innej, niż z poziomu własnych nóg, perspektywy. Skorzystaliśmy z oferty jednego z miejscowych przewoźników i podziwialiśmy Rio de Janeiro z lotu ptaka, a dokładnie helikoptera.

Karnawał w Rio, dzień 5 (poprzedni wpis: Ogród Botaniczny w Rio de Janeiro). Upatrzyliśmy sobie tę atrakcję już wcześniej, w kilku miejscach oglądając startujące turystyczne helikoptery, oblatujące z turystami na pokładzie najważniejsze atrakcje Rio de Janeiro. Marzył nam się taki lot, w końcu Rio jak żadne inne miasto nadaje się do oglądania z takiej perspektywy. No i stało się – zdecydowaliśmy się – jedziemy na widziane w czasie jednego ze spacerów lądowisko helikopterów – będziemy latać :)

Oferty lotów helikopterem nad największymi atrakcjami można znaleźć w każdym dużym mieście. Tak jest też i w Rio, a w ofertach lotów helikopterem można wprost przebierać. Popularność takich oblotowych wycieczek najlepiej widać, gdy stoi się na pomniku Chrystusa Odkupiciela i ogląda z góry panoramę miasta. Od helikopterów nad Rio momentami aż się roi, a dookoła pomnika latają wściekle jak samoloty dookoła King Konga w słynnym filmie Petera Jacksona z Adrienem Brody’m i Naomi Watts. Tylko pomnik jakoś się od nich nie odgania, ale za to ciężko zrobić zdjęcie panoramy miasta, na którym nie będzie przy okazji jakiegoś śmigłowca.

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

My upatrzyliśmy sobie firmę HeliSul, mającą swoje lądowisko nad laguną Rodrigo de Freitas, niedaleko Ogrodu Botanicznego. Podjechaliśmy do niego taksówką, przy okazji patrząc jak taksówkarz nas kantuje na kursie – jechaliśmy w południe na taryfie nocnej i do tego wcale nie najkrótszą trasą (po czterech dniach w Rio drogę mieliśmy już „obcykaną”). Ale i tak nie wyszło drogo (coś ok.30 zł za kurs z Ipanemy). Koniec końców stajemy przed heliportem – czas na wybór trasy – bo do wyboru jest ich osiem, różniących się ilością oblatywanych atrakcji miasta i długością lotu.

Nie będziemy pisać o kosztach, bo to drażliwy temat :) Loty helikopterem w Rio tanie nie są, zazwyczaj trzeba niestety dopasowywać trasę do kieszeni i jej zawartości, szczególnie gdy leci się w więcej niż jedną osobę. Cennik i trasy możecie zobaczyć na zdjęciach. W każdym razie płacić można i gotówką, i kartą (na szczęście, bo takiej gotówki w kieszeniach po Rio raczej się nie nosi).

Rio de Janeiro, oglądamy miasto z helikoptera

Rio de Janeiro, oglądamy miasto z helikoptera

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Ipanema

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Ipanema

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Copacabana

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Copacabana

Rio de Janeiro z lotu ptaka, cypel Arpoador pomiędzy Ipanemą a Copacabaną

Rio de Janeiro z lotu ptaka, cypel Arpoador pomiędzy Ipanemą a Copacabaną

Rio de Janeiro z lotu ptaka, "Głowa Cukru" z Copacabaną w tle

Rio de Janeiro z lotu ptaka, „Głowa Cukru” z Copacabaną w tle

Rio de Janeiro z lotu ptaka, dzielnica i plaża Botafogo

Rio de Janeiro z lotu ptaka, dzielnica i plaża Botafogo

Rio de Janeiro z lotu ptaka, "niebieska" fawela Morro de Mineira

Rio de Janeiro z lotu ptaka, „niebieska” fawela Morro de Mineira

Rio de Janeiro z lotu ptaka, Sambodrom

Rio de Janeiro z lotu ptaka, Sambodrom

Rio de Janeiro z lotu ptaka, stadion Maracana

Rio de Janeiro z lotu ptaka, stadion Maracana

Rio de Janeiro z lotu ptaka, wzgórze Corcovado i pomnik Chrystusa Odkupiciela na tle panoramy Rio

Rio de Janeiro z lotu ptaka, wzgórze Corcovado i pomnik Chrystusa Odkupiciela na tle panoramy Rio

Rio de Janeiro z lotu ptaka, laguna Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro z lotu ptaka, laguna Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro z lotu ptaka, wzgórze Dwóch Braci, za nim wzgórze Pedra da Gavea, pomiędzy nimi fawela Rocinha

Rio de Janeiro z lotu ptaka, wzgórze Dwóch Braci, za nim wzgórze Pedra da Gavea, pomiędzy nimi fawela Rocinha

Ponieważ od końcówki 2011 r. w Rio trwała akcja oczyszczania – przed zbliżającymi się powoli Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej 2014 – miejskich dzielnic biedoty, czyli fawel, z przestępczości, oraz przywracania kontroli policji nad tymi osiedlami, nie było nam dane ze względów bezpieczeństwa odwiedzić żadnej z nich. Lot nad Rio był więc szczególną okazją, by kilka zobaczyć, choćby z góry czy z daleka.

I tak widzieliśmy m.in. fawelę Morro da Mineira, bardzo charakterystyczną, bo wszystkie budynki są w niej wymalowane na jednakowy, turkusowy kolor. Ponoć to gangi, rządzące osiedlem wydały taki rozkaz mieszkańcom, by utrudnić lokalizację konkretnych domów policji. Z daleka mogliśmy też zobaczyć słynną Rocinhę, największą fawelę w Rio. Wg nieoficjalnych szacunków żyje w niej nawet do 300 tys. mieszkańców – oficjalny spis „wykazał” zaledwie 60 tys. Życie w fawelach chyba jednak najlepiej zobaczyć w TV (choć były w 2012 r. organizowane wycieczki turystyczne – jeepem, z wynajętym lokalnym kierowcą, na zasadzie przejechania się przez fawelę, raczej bez dłuższych postojów), choćby w filmie „Miasto Boga” (2002), nominowanym do Oskarów w czterech kategoriach, opartym na książce pod tym samym tytułem. Ta z kolei oparta została o autentyczne fakty. Kto nie widział, polecamy.

I to w zasadzie tyle, jeśli chodzi o opis tekstowy. To miał być lot widokowy, więc całą resztę dopowiedzą Wam widoki na zdjęciach. Powiemy tylko tyle – warto było :) A już wieczorem czekała nas największa atrakcja w Rio – karnawałowy konkurs szkół samby na Sambodromie.

Pełna galeria zdjęć z lotu widokowego nad Rio de Janeiro znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Karnawał w Rio (2012)

Rio de Janeiro, piaskowy "rzeźbiarz" na Copacabanie

Po kulminacji pobytu w Rio - czyli paradzie karnawałowej na Sambodromie, przyszedł czas na trochę spokoju. Ostatnie dwa dni spędziliśmy na spacerowym zwiedzaniu centrum miasta, plażowaniu i... szukaniu czynnej poczty :)

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Być w Rio de Janeiro w czasie karnawału i nie zobaczyć słynnej parady na Sambodromie to grzech. To tu odbywa się najbardziej widowiskowa część dorocznego święta, to tu szkoły samby walczą o zaszczyty i... przetrwanie. To tu "spala" się dziesiątki milionów dolarów w ciągu kilku nocy. Kolorowa zabawa jest w rzeczywistości ostrą walką o sławę i byt.

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Copacabana

Po raz pierwszy - i jedyny jak na razie - zdecydowaliśmy się zobaczyć atrakcje zwiedzanego miejsca z innej, niż z poziomu własnych nóg, perspektywy. Skorzystaliśmy z oferty jednego z miejscowych przewoźników i podziwialiśmy Rio de Janeiro z lotu ptaka, a dokładnie helikoptera.

Przywitanie z Rio de Janeiro

Z czym kojarzy się Wam Rio de Janeiro ? Pewnie z Copacabaną, Maracaną, Chrystusem Odkupicielem, a na pewno ze słynnym karnawałem. Ale kto wie, że Rio było w historii jedyną, leżącą poza Europą, stolicą… europejskiego kraju ? :) Zapraszamy na przywitanie z Rio de Janeiro.

Karnawał w Rio, dzień 1 (poprzedni wpis: Komunikacja w Rio – metro, autobusy, taksówki i… internet). Do Rio lecieliśmy w Walentynki 2012 r., z Krakowa, z przesiadką we Frankfurcie. Sam lot nie miał wielkiej historii, no może poza pierwszym naszym zetknięciem z nie-tanią linią lotniczą, i to na odcinku długodystansowym, czyli z posiłkami, poduszkami, kocami, zestawami szczoteczka – pasta – jakieś skarpety, no i z systemem video w zagłówkach, a nawet z widokiem z kamery podwieszonej pod samolotem – ta ostatnia dała nam trochę emocji przy lądowaniu – chyba jednak wolelibyśmy tego momentu nie oglądać w widoku spod samolotu.

W Rio wylądowaliśmy dnia następnego ok. godziny piątej rano i od razu dała się odczuć niezwykle przyjemna zmiana klimatu. Z -10C w Krakowie trafiliśmy do +24C o piątej rano w Rio. Szybka zmiana garderoby na letnią i jesteśmy gotowi na podbój Brazylii. Tak jak pisaliśmy już we wpisie „organizacyjnym”, na lotnisku czekał już na nas kierowca z biletami na karnawał – blisko godzina jazdy i wysiadamy pod hotelem Mar Ipanema, jakieś 100-150 m (jedna przecznica) od słynnej piaszczystej plaży Ipanema, sąsiadującej z Copacabaną. Hotel sprawił się na medal, zaoferował z miejsca wcześniejsze zameldowanie (była 6-ta rano) bez żadnych dodatkowych kosztów. Przechowano nam bagaże i poproszono o godzinę czasu na przygotowanie pokoju. Na „dzień dobry” odbyliśmy więc krótki spacer – niespodzianka – nie na plażę, a nad jezioro (lagunę) Rodrigo de Freitas.

Rio de Janeiro, laguna Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro, laguna Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro, laguna Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro, laguna Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro, laguna Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro, laguna Rodrigo de Freitas

Ale na początek dawka wiedzy o Brazylii i samym Rio. Brazylia, jedno z największych państw świata (5. pozycja), zajmująca prawie połowę powierzchni Ameryki Południowej, zamieszkała dziś przez ponad 200 milionów ludzi, jest państwem bardzo młodym. Niepodległość ogłosiła „dopiero” w 1822 r., wcześniej będąc kolonią portugalską. Odkryta została przez Portugalczyków właśnie, ok.1500 roku, wcześniej zamieszkiwały ją prymitywne, wędrowne lub pół-koczownicze plemiona indiańskie, które potem stały się dla „białych” tanią siłą roboczą lub wręcz siłą niewolniczą. Nie nadawali się jednak do ciężkiej, niewolniczej pracy (masowo umierali), więc do Brazylii zaczęto sprowadzać niewolników z Afryki. Sama nazwa kraju pochodzi podobno od „brazyliny”, czerwonego barwnika, pozyskiwanego ze specjalnego gatunku drzew, które były pierwszym bogactwem kraju.

Potem stopniowo odkrywano nowe „bogactwa” – trzcinę cukrową, złoto, diamenty i wreszcie bawełnę. Cała gospodarka kraju przez wieki opierała się na wykorzystywaniu przez kolonistów miejscowej ludności oraz sprowadzanych tu niewolników do rabunkowej czasem eksploatacji dobrodziejstw regionu. Tak naprawdę „cywilizacja” nadeszła dopiero w połowie XVIII w. Wtedy to nieco uregulowano miejscową administrację, a państwo uzyskało status „wicekrólestwa” portugalskiego – panował portugalski „wicekról”, rodzaj namiestnika. Stopniowo zaczęły wybuchać powstania przeciwko kolonistom.

Przełom nastąpił w 1807 r., kiedy to do Brazylii przyjechał portugalski król wraz z całym dworem, uciekając z Europy przed Napoleonem. Na czas jego pobytu, aż do 1821 r., Rio de Janeiro stało się formalną stolicą Portugalii. Ten okres to czas prawdziwego skoku cywilizacyjnego – zakładano gazety, banki, teatry i szkoły. Król ogłosił Brazylię królestwem, aczkolwiek połączonym nadal z Portugalią. Wyjechał, zostawiwszy na tronie swojego syna, Pedro, który już w 1822 r. zerwał unię z Portugalią, ogłaszając niepodległość Brazylii, a sam mianując się cesarzem. Wkrótce potem kraj otrzymał konstytucję.

Rio de Janeiro, plaża Ipanema. "Idzie luty, zdejmuj buty" :-)

Rio de Janeiro, plaża Ipanema. „Idzie luty, zdejmuj buty” :-)

Rio de Janeiro. Kanał łączący ocean z laguną Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro. Kanał łączący ocean z laguną Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro, laguna Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro, laguna Rodrigo de Freitas

XIX w. to okres, kiedy Brazylia stała się gigantem w produkcji kawy, aczkolwiek do pracy na plantacjach musiano szukać wolnych ludzi, bo w 1888 r. w kraju oficjalnie zniesiono niewolnictwo. Rok później obalono cesarza i utworzono republikę. Brazylia weszła w okres gospodarczej prosperity, co ściągało do niej ogromne ilości imigrantów z Europy i Azji. Czas ten trwał w zasadzie aż do końca I wojny światowej. Czasy niewolnictwa oraz okres napływu imigrantów istotnie przełożyły się na zróżnicowanie etniczne dzisiejszych Brazylijczyków, ale o tym za chwilę. Dziś Brazylia to imperium kawy, a także bogactwa naturalne – z tego kraj żyje, nie licząc rolnictwa. Religia to przede wszystkim rzymsko-katolicyzm i protestantyzm.

Teraz trochę o etnicznych Brazylijczykach. Tydzień w Rio dał nam czas na obserwację i końcową konkluzję – nie ma jednego typu Brazylijczyka. Brazylijczycy to naród niesamowicie wprost wymieszany i różnorodny i pod względem koloru skóry i pod względem typu urody. Piękne białe Brazylijki, które Wam pokazuje telewizja na trybunach stadionów piłkarskich to tylko utrwalony w głowach stereotyp.

Ale jak tu się dziwić, skoro rdzennym mieszkańcom, czyli Indianom, Portugalczycy najpierw „podsuwali” białych kryminalistów, przywożonych tu w celu „asymilacji” z miejscowymi (taki sposób na kolonizację), a potem przywieźli masę czarnych niewolników z Afryki. Na koniec dojechała armia białych Europejczyków i miliony Azjatów. Wszystkie te rasy nie tylko koegzystowały obok siebie, ale rozpoczęły wzajemne „krzyżowanie” się. Byli i są więc i mulaci i potomkowie rodzin indiańsko-europejskich czy indiańsko-afrykańskich. I nadal ten tygiel się miesza, tworząc kolejne kombinacje na kolejnych poziomach. To wszystko sprawia, że Brazylia to kraj multi-etniczny i multi-kulturowy. I to widać na każdym kroku na ulicach Rio de Janeiro.

Szczególnie widoczna jest obecność obywateli pochodzenia azjatyckiego, co na początku mocno nas zaintrygowało. Na tyle, żeby poszukać, skąd wzięło się to zjawisko. No i okazuje się, że na przełomie XIX / XX w. to Brazylia była gospodarczym mocarstwem, a w takiej Japonii na przykład bardzo źle się działo, co powodowało ogromny „najazd” Japończyków na Brazylię. Przybyło wtedy kilkaset tysięcy imigrantów z tego kraju, a dziś japońską „kolonię” w Brazylii szacuje się na 1-2 miliony ludzi, co sprawia, że jest to największa grupa Japończyków poza Japonią. W odróżnieniu jednak od innych regionów świata, w Brazylii Azjaci ładnie wtopili się w naród, nie tworząc specjalnie własnych, zamkniętych społeczności czy osiedli.

Dzięki tej silnie obecnej kulturze, pochodzącej z Azji, np. w sklepach w Rio najbardziej widocznym „silnym” alkoholem jest sake, którą dzięki temu mieliśmy okazję po raz pierwszy smakować.

Rio de Janeiro, plaża Copacabana

Rio de Janeiro, plaża Copacabana

Rio de Janeiro, plaża Copacabana

Rio de Janeiro, plaża Copacabana

Rio de Janeiro, plaża Copacabana

Rio de Janeiro, plaża Copacabana

Rio de Janeiro, promenada przy plaży Copacabana

Rio de Janeiro, promenada przy plaży Copacabana

A teraz o samym Rio. Kiedy wpływał tu w 1502 r. pierwszy portugalski, nie było żadnych osiedli. Miejsce nazwane zostało „rzeką styczniową” (był 1 stycznia 1502 r.), bo uznane zostało za ujście rzeki do morza. Miasto zaczęto budować dopiero 60 lat później, a kolejne 200 lat później, gdy w Brazylii znaleziono złoto, Rio stało się stolicą kolonii portugalskiej, ze względu na port, przydatny do transportu kruszcu. Było nią aż do 1960 r., kiedy to Brazylia ufundowała sobie nową stolicę, nowo wybudowane miasto Brasilia.

Dziś Rio to turystyczna ikona Brazylii, do czego walnie przyczyniają się piękne i słynne na cały świat plaże (Copacabana, Ipanema, Leblon) i ogromna infrastruktura turystyczna wybudowana dookoła nich. To tu w zasadzie przeniosło się centrum miasta, kiedyś historycznie umiejscowione nad zatoką Baia de Guanabara, czyli tam gdzie wpłynęli pierwsi odkrywcy tego miejsca.

No i karnawał, czyli wielka fiesta przed zbliżającym się Wielkim Postem, odbywający się we wszystkich miastach Brazylii (i nie tylko) w weekend przed Środą Popielcową, wymyślony właśnie w Brazylii przez dawnych portugalskich osadników (XVIII w.). W Rio dorocznie odbywa się największy karnawał, przyciągający (tak jak nas) setki tysięcy turystów każdego roku. No i jeden z cudów nowego świata – pomnik Chrystusa Odkupiciela, do niedawna najwyższy na świecie – zdetronizowany przez nasz świebodziński „cud”, zaprojektowany przez artystę polskiego pochodzenia. No i Maracana, największy stadion piłkarski na świecie. No i, no i, no i… Rio atrakcji ma wiele, choć niewiele tych historycznych, bo i miasto byt stare nie jest, a rozwinęło się na dobre praktycznie dopiero od XVIII wieku.

Wewnętrznie w Brazylii trwa cicha rywalizacja pomiędzy Rio de Janeiro i całkiem nieodległym Sao Paulo. Turyści mogą to zobaczyć w relacjach z karnawału – oba miasta rywalizują pod katem „wielkości” swojego karnawału. Mieszkańcy obu miast mają podobno o sobie niskie mniemanie – mieszkańcy Rio uważani są za imprezowiczów, spędzających życie na plaży, a ci z Sao Paulo (do morza mają kilkadziesiąt kilometrów) za wiecznie pracujących, nudnych krawaciarzy. Śmieszne i niegroźne. A jako że Brazylia to też futbol, wspomnieć musimy, że z Rio de Janeiro wywodzą się m.in. Zico, Romario i Ronaldo, z miastem silnie związany był Garrincha. Tu także urodził się słynny brazylijski pisarz, Paulo Coelho.

Rio de Janeiro, hotel Copacabana Palace przy plaży Copacabana

Rio de Janeiro, hotel Copacabana Palace przy plaży Copacabana

Rio de Janeiro, bary przy plaży Copacabana

Rio de Janeiro, bary przy plaży Copacabana

OK, no to jesteśmy już Rio. Na początek szybkie zapoznanie z okolicą, w ramach oczekiwania na możliwość zameldowania w hotelowym pokoju. Pierwsze kroki kierujemy nad jezioro, nad którym przejeżdżaliśmy z lotniska – lagunę Rodrigo de Freitas, swoją nazwę zawdzięczającą XVIII-wiecznemu portugalskiemu kawalerzyście, należącemu do rodziny właścicieli ziem dookoła laguny w ówczesnych czasach. Dziś laguna to popularne miejsce rekreacji, otoczona zielenią i miejscami do gier i zabaw, a także długą ścieżką rowerową. Laguna oddziela region plaż Ipanema i Leblon od wzgórza Corcovado z pomnikiem Chrystusa Odkupiciela – można tu sobie zrobić pierwsze zdjęcia na tle pomnika. Z oceanem łączy lagunę wąski kanał, dzięki któremu w czasie przypływu słona woda wlewa się do jeziora.

Rio de Janeiro, Pão de Açúcar ("głowa cukru")

Rio de Janeiro, Pão de Açúcar („głowa cukru”)

Czas wreszcie zobaczyć słynne plaże i ocean w Rio, skręcamy więc na Ipanemę – pierwsze przywitanie z piaskiem i… lodowatą wodą oceanu. Aczkolwiek sam spacer po plaży, w upale, w lutym jest dla nas wydarzeniem. A potem wracamy do hotelu – czas wreszcie wkroczyć do pokoju i odpocząć po jakby nie było, długich kilkunastu godzinach lotu i średnim wyspaniu się w samolocie z Frankfurtu.

Rio de Janeiro. Woda kokosowa jest dobra w upale nawet bez kaca :)

Rio de Janeiro. Woda kokosowa jest dobra w upale nawet bez kaca :)

Już po południu (czasu lokalnego) rozpoczynamy zwiedzanie Rio. Na pierwszy ogień idzie, położona, patrząc od naszego hotelu, za Ipanemą, najsłynniejsza plaża świata, czyli Copacabana. Długa na 4 km, szeroka i piaszczysta, w sezonie bywa zatłoczona jak plaża we Władysławowie :) Aczkolwiek tutaj spora część gości spędza czas aktywnie (siatkówka, piłka plażowa itp.), a stosunkowo mała kąpie się w oceanie (zapewne przez temperaturę tejże). Od strony lądu przy Copacabanie przez całą jej długość prowadzi okazała promenada z chodnikiem, wyłożonym charakterystycznym wzorem – biało-czarnymi falami. Wzór ten jest dziś „wizytówką” Copacabany, jej znakiem rozpoznawczym. Plaża Ipanema ma swój własny, inny wzorek na chodnikach, już nie tak znany.

Biało-czarne „fale” Copacabany można znaleźć na większości turystycznych gadżetów, do kupienia także bezpośrednio przy promenadzie (kubki, koszulki, ręczniki itp.). Przy promenadzie można także przysiąść na chwilę i schłodzić się wodą kokosową, pitą bezpośrednio ze schłodzonego kokosa. Kokosy te nie są jeszcze dojrzałe, dzięki czemu zawierają dużą ilość płynu zamiast miąższu. Do kokosa dostaje się w komplecie rurkę i można się przy stoliku podelektować i smakiem i widokiem Copacabany. Specjał kosztuje niewielkie pieniądze. Woda kokosowa ma ponoć właściwości lecznicze, a także – jak mówi Wikipedia – „łagodzi skutki przedawkowania etanolu” – czyli leczy kaca :)

Rio de Janeiro, plac General Tibúrcio ze stacją kolejki na Pão de Açúcar

Rio de Janeiro, plac General Tibúrcio ze stacją kolejki na Pão de Açúcar

Rio de Janeiro, Pão de Açúcar - widok z wagonika kolejki linowej

Rio de Janeiro, Pão de Açúcar – widok z wagonika kolejki linowej

Rio de Janeiro, wystawa historyczna kolejki linowej na Pão de Açúcar, przy stacji pośredniej

Rio de Janeiro, wystawa historyczna kolejki linowej na Pão de Açúcar, przy stacji pośredniej

Rio de Janeiro, taras widokowy na Pão de Açúcar

Rio de Janeiro, taras widokowy na Pão de Açúcar

Copacabana jest co roku pokazywana w Sylwestra – odbywa się tu huczne świętowanie Nowego Roku w tłumie ok. 2 milionów (i więcej) uczestników. Sylwester w Rio staje się coraz bardziej konkurentem karnawału pod katem liczby ściągających tu turystów. A’propos imprez – to na Copacabanie odbywają się te największe na świecie, jak choćby Sylwestrowy koncert Roda Stewarta w 1994 r. (3,5 mln uczestników) czy Światowe Dni Młodzieży z papieżem Franciszkiem (3 mln). W czasie karnawału promenada jest zamykana wieczorami i odbywa się tu codziennie (tak jak i na Ipanemie i w całym centrum Rio oraz każdej jego dzielnicy) całonocna impreza.

Plaża Copacabana na swych końcach ma dwa rozpoznawalne punkty – na styku z Ipanemą jest to fort Copacabana, dziś muzeum marynarki, a na przeciwległym końcu nie sposób nie zauważyć okazałego wzgórza, nazwanego Głową Cukru – Pão de Açúcar. Moczymy na Copacabanie nóżki w oceanie (wyszło wierszem niechcący :-)), robimy pierwsze fotki plaży i idziemy dalej wzdłuż promenady. Podziwiać tu można m.in. hotel Copacabana Palace – ponoć najlepszy i najbardziej luksusowy hotel Ameryki Południowej, oczywiście 5-gwiazdkowy, działający od 1923 r. Lista byłych gości może przyprawić o ból głowy – Michael Jackson, Madonna, Marylin Monroe i wielu, wielu innych, równie sławnych.

Głowa Cukru jest ostatnim celem pierwszego dnia w Rio de Janeiro. Strome wzgórze wznoszące się na wysokość prawie 400 m nad oceanem jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów Rio. Kiedyś służyło jako punkt orientacyjny, dziś jest „tarasem widokowym” – ze szczytu oraz z kolejki linowej, wożącej chętnych na górę, rozpościera się cudowna panorama miasta ze wszystkimi najważniejszymi atrakcjami, włącznie z Corcovado i pomnikiem Chrystusa Odkupiciela. Na górze znajduje się także niewielka wystawa, poświęcona historii kolejki (działa od 1912 r.), bardzo nowoczesna, z obrazami i filmami wyświetlanymi na iPadach.

Rio de Janeiro, taras widokowy na Pão de Açúcar, widok na Copacabanę

Rio de Janeiro, taras widokowy na Pão de Açúcar, widok na Copacabanę

Rio de Janeior, lotnisko krajowe Santos Dumont widziane z Pão de Açúcar

Rio de Janeior, lotnisko krajowe Santos Dumont widziane z Pão de Açúcar

Na Głowę Cukru nie da się dojść pieszo brzegiem oceanu z Copacabany, trzeba wejść nieco wgłąb lądu, żeby dojść do dolnej stacji kolejki. Kolejka linowa jest oczywiście biletowana, ma też stację „pośrednią” po drodze. Dolna stacja znajduje się na placu General Tibúrcio – obok niewielkiego parku z pomnikiem, upamiętniającym jeden z epizodów wojny z Paragwajem pod koniec XIX w. Z góry można podziwiać i Copacabanę, i plaże Botafogo, i dzielnicę Flamengo aż do historycznego centrum, przy którym znajduje się widowiskowe lotnisko krajowe Santos Dumont.

Rio de Janeiro, park i pomnik na placu General Tibúrcio u stóp Pão de Açúcar

Rio de Janeiro, park i pomnik na placu General Tibúrcio u stóp Pão de Açúcar

Po zjeździe z Głowy Cukru warto wrócić na plac General Tibúrcio i pójść na plażę Vermelha, znajdującą się przy nim, malowniczo usytuowaną pod wzgórzem. Kiedyś znajdowały się obok wojskowe forty, a dziś plaża jest lubiana za swoje położenie pomiędzy dwoma stromymi wzgórzami. Woda jest tutaj głęboka, stąd plaża nie jest popularnym miejscem kąpieli. Polacy będą pozytywnie zaskoczeni, widząc przy samej plaży stojący pomnik… Fryderyka Chopina – nie znamy jego związków z tym miejscem. Ale pomnik stoi.

Rio de Janeiro, pomnik Chopina przy plaży Vermelha, u stóp Pão de Açúcar

Rio de Janeiro, pomnik Chopina przy plaży Vermelha, u stóp Pão de Açúcar

I to wszystko w pierwszym dniu pobytu w Rio de Janeiro. Organizm dopominał się odpoczynku, a czekał nas jeszcze pieszy powrót w okolice Ipanemy (ładne 5-6 kilometrów spaceru), a na koniec znalezienie źródła jedzenia na wieczór, czyli sklepu spożywczego w okolicach hotelu. Szybko się okazało, że naprzeciwko hotelu mamy jeden z licznych marketów sieci Zona Sul, więc problem automatycznie się rozwiązał.

A kolejny dzień znów wypełniony atrakcjami – będziemy wizytować Maracanę i ogród zoologiczny w Rio. Będą też pierwsze egzotyczne owoce na naszym stole. Ale to już w następnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć plaży Copacabana oraz wzgórza „Głowa Cukru” znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Karnawał w Rio (2012)

Rio de Janeiro, piaskowy "rzeźbiarz" na Copacabanie

Po kulminacji pobytu w Rio - czyli paradzie karnawałowej na Sambodromie, przyszedł czas na trochę spokoju. Ostatnie dwa dni spędziliśmy na spacerowym zwiedzaniu centrum miasta, plażowaniu i... szukaniu czynnej poczty :)

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Być w Rio de Janeiro w czasie karnawału i nie zobaczyć słynnej parady na Sambodromie to grzech. To tu odbywa się najbardziej widowiskowa część dorocznego święta, to tu szkoły samby walczą o zaszczyty i... przetrwanie. To tu "spala" się dziesiątki milionów dolarów w ciągu kilku nocy. Kolorowa zabawa jest w rzeczywistości ostrą walką o sławę i byt.

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Copacabana

Po raz pierwszy - i jedyny jak na razie - zdecydowaliśmy się zobaczyć atrakcje zwiedzanego miejsca z innej, niż z poziomu własnych nóg, perspektywy. Skorzystaliśmy z oferty jednego z miejscowych przewoźników i podziwialiśmy Rio de Janeiro z lotu ptaka, a dokładnie helikoptera.

 

Odessa, spacerem wzdłuż wybrzeża Morza Czarnego (cz.2)

Będąc w Odessie warto poświęcić trochę czasu i przejść się wzdłuż wybrzeża Morza Czarnego. Połączycie tym samym przyjemne z pożytecznym – trasa ta da Wam, oprócz przyjemności nadmorskiego spaceru, możliwość zobaczenia sporej ilości ważnych atrakcji.

Weekend w Odessie (poprzedni wpis: Odessa, spacerem wzdłuż wybrzeża Morza czarnego, cz.1). Kontynuujemy nasz spacer wybrzeżem Morza czarnego w Odessie, rozpoczęty w poprzednim wpisie od szczytu schodów Potiomkinowskich na bulwarze nadmorskim. Kierując się bulwarem w stronę południową, niedaleko od schodów dotrzemy do osłoniętych szklanym rusztowaniem pozostałości po starożytnych greckich zabudowaniach, datowanych na VI w. p.n.e. Odsłonięto je przypadkiem podczas renowacji nawierzchni deptaka i pozostawiono jako ciekawostkę turystyczną.

Dokładnie na wysokości ruin, przy bulwarze stoi okazały budynek Hotelu Londyńskiego, pochodzącego z I poł. XIX w., dziś w standardzie 4-gwiazdkowym. Hotel szczyci się efektownym frontem oraz listą znamienitych gości, wśród których znaleźć można: Isadorę Duncan, Marcello Mastroianniego, Antoniego Czechowa czy Jan-Claude Van Damme’a.

Odessa, ruiny starożytnych zabudowań na bulwarze nadmorskim, w tle budynek Hotelu Londyńskiego

Odessa, ruiny starożytnych zabudowań na bulwarze nadmorskim, w tle budynek Hotelu Londyńskiego

Odessa, ratusz miejski i zabytkowe działo z 1854 r.

Odessa, ratusz miejski i zabytkowe działo z 1854 r.

Odessa, ratusz miejski i stojący przed nim pomnik A.Puszkina

Odessa, ratusz miejski i stojący przed nim pomnik A.Puszkina

Odessa, Muzeum Archeologiczne i stojąca przed nim rzeźba Laokoona

Odessa, Muzeum Archeologiczne i stojąca przed nim rzeźba Laokoona

Na południowym krańcu bulwaru dojdziemy od dzisiejszego budynku ratusza miejskiego, wybudowanego w początkach XIX w. jako siedziba giełdy. Od strony frontowej znajdują się po bokach rzeźby rzymskich bogów Ceres (bogini urodzaju) i Merkurego (boga handlu i kupiectwa). Na szczycie frontu znajduje się historyczny zegar z 1868 r., co pół godziny wygrywający związaną z miastem melodię.

Przed budynkiem ratusza znajdziemy jeszcze dwie rzeczy godne uwagi. Pierwsza to działo wydobyte z angielskiej fregaty, która ostrzeliwała Odessę w 1854 r. pod czas wojny Rosji z Turcją, Anglią i Francją i została zatopiona przez działa obronne miasta. Druga zaś to historycznie najstarszy na Ukrainie (i drugi pod względem wieku w dawnej Rosji) pomnik Aleksandra Puszkina, który miał w swoim życiu niewielki epizod, związany z Odessą – mieszkał w tym mieście niewiele ponad rok. Pomnik odsłonięto w 1889 r.

Kilkadziesiąt metrów obok ratusza miejskiego znajduje się budynek Muzeum Archeologicznego o prawie 200-letniej historii, z eksponatami głównie prezentującymi starożytność w obrębie Morza Czarnego, choć ponoć ma też bogatą kolekcję ikon, a także ekspozycję egipskich mumii. Obowiązują bilety wstępu. Przed budynkiem muzeum znajduje się rzeźba Laokoona – kopia znajdującego się w Muzeach Watykańskich oryginału starożytnej rzeźby, przedstawiającej Laokoona i jego synów.

Odessa, park rozrywki w parku Szewczenki

Odessa, park rozrywki w parku Szewczenki

Odessa, park rozrywki w parku Szewczenki

Odessa, park rozrywki w parku Szewczenki

Odessa, pomnik Szewczenki przy wejściu do parku jego imienia (foto z obchodów 200. rocznicy urodzin poety)

Odessa, pomnik Szewczenki przy wejściu do parku jego imienia (foto z obchodów 200. rocznicy urodzin poety)

Odessa, stadion Czernomorca w parku Szewczenki

Odessa, stadion Czernomorca w parku Szewczenki

Laokoon jest postacią z mitologii greckiej – był pogańskim księdzem w starożytnej Troi i jedynym, który ostrzegał jego mieszkańców przed przyjęciem daru w postaci konia „trojańskiego”. Mieszkańcy miasta go nie posłuchali, a sam Laokoon wraz z synami został zabity przez węże morskie zesłane przez Posejdona, gdy składał ofiarę za zniszczenie floty najeźdźców. Smierć była karą za świętokradztwo (Laokoon zrezygnował z celibatu i ożenił się).

Dalsza część nadmorskiego spaceru w kierunku południowym to już park im.Tarasa Szewczenki, narodowego ukraińskiego poety, którego pomnik stoi przy wejściu do parku. Pierwotnie nazwany imieniem cara Aleksandra II, założony został w 1840 r. Kibice sportowi znajdą w parku stadion Czernomorca Odessa. Naprzeciw głównego wejścia na stadion stoi kolumna poświęcona carowi Aleksandrowi II, postawiona w 1891 r. w miejscu gdzie kiedyś istniało osmańskie miasto Hacibey (zdobyte przez Rosję w wojnie z Turcją).

W parku znajdziemy także „Aleję Chwały”, poświęconą obrońcom Odessy w czasie II wojny światowej. Aleja kończy się strzelistym (21 m wysokości) pomnikiem „nieznanego marynarza”, upamiętniającym żołnierzy marynarki wojennej, walczących w obronie Odessy w 1941 r. W podstawie pomnika płonie wieczny ogień. Najbardziej kontrowersyjnym z dzisiejszego punktu widzenia jest inny pomnik, znajdujący się w parku Szewczenki – pomnik obywateli Odessy – żołnierzy poległych podczas wojny w Afganistanie.

Odessa, Aleja Chwały i pomnik "nieznanego marynarza" w parku Szewczenki

Odessa, Aleja Chwały i pomnik „nieznanego marynarza” w parku Szewczenki

Odessa, pomnik ku pamięci odesskich ofiar wojny w Afganistanie

Odessa, pomnik ku pamięci odesskich ofiar wojny w Afganistanie

Odessa, delfinarium

Odessa, delfinarium

Odessa, czarnomorska plaża

Odessa, czarnomorska plaża

Odessa, nabrzeże Morza Czarnego przy delfinarium

Odessa, nabrzeże Morza Czarnego przy delfinarium

Park jest sporym zielonym kompleksem, popularnym miejscem spacerów całych rodzin, pełnym ławeczek do odpoczynku. Są też (nie wiem czy na stałe) atrakcje dla dzieci – np. wesołe miasteczko. Z parku Szewczenki już tylko dwa kroki od ostatniego elementu nadmorskiego spaceru – plaży „Langerone”, jednej z najczęściej uczęszczanych miejskich plaż w Odessie, gdzie rok temu oddano do użytku kilkaset metrów „deptaka”, usytuowanego obok kompleksu hotelowego „Nemo”. Do kompleksu tego przynależy też bardzo popularne miejsce w weekendy – delfinarium. Jeszcze kilka lat temu otwierane było wyłącznie w sezonie letnim, ale od jakiegoś czasu jest całoroczne. W programie ma oczywiście pokazy sztuczek delfinów, można także z nimi popływać. Organizowane są także seanse terapeutyczne dla dzieci.

Na czarnomorskiej plaży kończy się wycieczka brzegiem morza w Odessie. Na przebycie opisanej trasy potrzeba kilku godzin i ani jednej hrywny (zakładając, że nie wchodzimy do Muzeum Archeologicznego ani Delfinarium). Ale Odessa to nie tylko nabrzeże – w kolejnym wpisie zobaczycie najważniejsze świątynie Odessy.

Pełna galeria zdjęć atrakcji na wybrzeżu Morza Czarnego w Odessie znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Ukraina

Dubno, zamek widziany od strony rzeki Ikwy

Kolejne ukraińskie miasteczko - Dubno - kolejne wielkie polskie historie. Zimowa objazdówka po zachodniej i południowej Ukrainie nabiera tempa. W iście "syberyjskich" warunkach Ukraina prezentuje się niezwykle pięknie i malowniczo.

IMG_2231

Niewielkie miasteczko, położone niedaleko od polskiej granicy, nieco na południe od Łucka. Senne, położone na uboczu od większych miast, skrywające wielkie wydarzenia z historii państwa polskiego. Beresteczko kojarzy każdy ze szkolnych lekcji historii.

Odessa, motoryzacja w wersji ukraińskiej

Odessa - kolejne "miasto na weekend", zaliczone. Czas na kilka informacji praktycznych, dotyczących pobytu w tym klimatycznym mieście. Choć pewnie jeszcze przez jakiś czas jechać tam nie warto, zbyt "gorąco" tam teraz (maj 2014).

 

Patara. Z wizytą u... świętego Mikołaja

Patara była najdalej wysuniętym na wschód miejscem w Turcji, które odwiedziliśmy podczas tegorocznych wakacji. Słynie z ogromnej plaży, ruin starożytnego miasta i pozostałości po najstarszej odkrytej do tej pory latarni morskiej na świecie.

Tour de Europe 2013, dzień 16 (poprzedni wpis: Ksantos, dumna stolica starożytnej Licji). Nasza dwudniowa wycieczka z Boğaziçi (naszej tureckiej „bazy wypadowej”) dotarła pod wieczór pierwszego dnia do celu – miejscowości Gelemiş, położonej tuż przy jedynym wjeździe na plażę Patara.

Gelemiş jest malutką mieściną, w zasadzie kurortem, wypełnioną hotelami, pensjonatami, restauracjami oraz sklepikami z pamiątkami i żywnością. Nie ma tu w zasadzie nic ciekawego do zobaczenia, a Gelemiş ma jedną dużą zaletę – jest najbliżej położoną plaży Patara miejscowością – jest w zasadzie bazą wypadową na nią.

Plaża swoją nazwę powzięła od nazwy starożytnego miasta, leżącego dziś z tyłu za nią (kiedyś było to miasto portowe) – zwiedzimy je po wyjściu z plaży. Na plażę dociera jedna jedyna droga – ta z Gelemiş właśnie – trzeba przejechać jakieś 2-3 km. Długo przed plażą (w zasadzie przed ruinami starożytnego miasta) znajdują się przy drodze kasy biletowe – dalsza jazda jest płatna (5 TL od osoby dorosłej). Droga kończy się parkingiem, udostępnianym bezpłatnie, od którego na plażę prowadzi już położony nad piaskiem drewniany podest.

Patara, wejście na plażę

Patara, wejście na plażę

Patara, 18 kilometrów piaszczystej plaży

Patara, 18 kilometrów piaszczystej plaży

Patara, syreny wynurzające się z morza :)

Patara, syreny wynurzające się z morza :)

Patara, kąpać można się i tak

Patara, kąpać można się i tak

Patara, na plaży mieszkają kraby

Patara, na plaży mieszkają kraby

Patara, na plaży mieszkają kraby

Patara, na plaży mieszkają kraby

Przed samym wejściem na teren plaży stoi tablica, przypominająca, że wchodzimy na teren chroniony – na plaży swoje jaja składają morskie żółwie (caretta caretta). Dlatego też plaża jest otwarta tylko w godz. 8 – 19, zabronione jest też uprawianie na niej jakichkolwiek sportów wodnych, teren wokół plaży jest też zamknięty dla budowy jakiejkolwiek infrastruktury „ludzkiej”. Wrażenie, jakie sprawia plaża Patara po wejściu na nią, jest niesamowite. Szczególnie, że poprzedniego dnia plażowaliśmy na Błękitnej Lagunie w Ölüdeniz, tak zatłoczonej, że pierwszy rząd leżaków prawie stał w morzu.

A Patara jest… pusta. Tak – jedna z najpiękniejszych (serwis TripAdvisor wpisał ją na listę 25 najpiękniejszych plaż świata) i najdłuższych plaż w całej Turcji, pokryta drobnym pięknym piaskiem, momentami szeroka nawet na 200-300 m, oblewana ciepłym i płytkim na zejściu do wody morzem – jest w upalny sierpniowy poranek (godz. 9-ta rano) prawie całkowicie pusta. W morzu w zasięgu wzroku w obie strony kąpią się… 3 osoby :) Nie ma parasoli, leżaków, śmieci, głośnych dzieci, polskich petów. Jest piasek po horyzont, i morze – też po horyzont. Cisza, spokój i… kraby mieszkające w piasku. To właśnie to miejsce określiliśmy na wyjściu, jako to, gdzie tak naprawdę chcielibyśmy spędzić nasze tureckie wakacje.

Ruiny Patary, amfiteatr

Ruiny Patary, amfiteatr

Ruiny Patary, odbudowany bouleuterion

Ruiny Patary, odbudowany bouleuterion

Ruiny Patary, odbudowany bouleuterion

Ruiny Patary, odbudowany bouleuterion

Ruiny Patary, odbudowany bouleuterion

Ruiny Patary, odbudowany bouleuterion

Ruiny Patary, główna ulica miasta

Ruiny Patary, główna ulica miasta

Ruiny Patary, główna ulica miasta

Ruiny Patary, główna ulica miasta

Na plaży dane nam było spędzić trzy kwadranse, ale zdecydowanie chcielibyśmy tam wrócić. Czasu wystarczyło na dłuższy spacer brzegiem morza, z podziwianiem krabów i resztek najstarszej odkrytej do dziś latarni morskiej świata, stojących na wzgórzu, górującym nad plażą.

Z plaży wracamy z powrotem tą samą drogą, kierując się tym razem do ruin starożytnego miasta Patara. Udokumentowana historia tego miasta sięga XIII w. p.n.e., wczesnej epoki brązu, kiedy to prawdopodobnie miasto zostało założone przez Lycjan. Kolejnym punktem w historii miasta jest wiek X p.n.e., z tego okresu pochodzą znalezione fragmenty ceramiki. Od 540 r. p.n.e. Patara była pod władaniem Persów, a w 333 r. p.n.e. zdobył ją Aleksander Wielki. Po jego śmierci miasto dostało się pod władanie Egiptu, a w 281 r. p.n.e. zmieniono mu nazwę na Arsinoe, na cześć żony ówczesnego władcy. Przetrwała ona prawie 100 lat. Gdy kontrolę nad regionem przejmowali Rzymianie, Licyjczycy podjęli morderczą walkę o wolność, czym zdobyli szacunek Rzymu, który w 168 r. p.n.e. uznał niepodległość Licji. Jednocześnie Patara została uznana za jej stolicę, stając się niezwykle ważnym strategicznie portem.

W 43 r. n.e. Rzymianie jednak Licję podbili, tworząc z niej własną prowincję ze stolicą w Patarze. Mieszkańcy gorąco przyjmowali cesarza Hadriana, goszczącego tu wraz z małżonką w 131 r. Mieli powody do zadowolenia, Patara bowiem wciąż zyskiwała na znaczeniu, a jej mieszkańcy coraz bardziej się bogacili – wtedy uznawano miasto za jedno z najbogatszych w całej Licji.

Ruiny Patary, "mała łaźnia"

Ruiny Patary, „mała łaźnia”

Ruiny Patary, "centralna łaźnia"

Ruiny Patary, „centralna łaźnia”

Ruiny Patary, łaźnia Wespezjana

Ruiny Patary, łaźnia Wespezjana

Po stworzeniu Cesarstwa Bizantyjskiego przez cesarza Konstantyna (IV w.), Licja stała się także jego prowincją, także ze stolicą w Patarze. Patara zapisała się także w historii chrześcijaństwa – to tu w III w. (dokładnie w 270 r.) urodził się przyszły biskup pobliskiej Myry (dzisiejsze Demre), późniejszy święty – święty Mikołaj :) Tak, tak to właśnie ten święty Mikołaj – dał się bowiem poznać jako skryty darczyńca (chował np. ludziom monety w butach), stając się pierwowzorem św.Mikołaja, który przychodzi do nas każdego roku w grudniu. Może i dziś św.Mikołaj mieszka w fińskim Rovaniemi, ale na pewno urodził się w Turcji :) Patara była też miejscem narodzin innego świętego – świętego Metodego (nie tego od Cyryla i Metodego – ten urodził się w greckich Salonikach), męczennika chrześcijańskiego.

W VI w. plaga choroby poważnie przetrzebiła Patarę, a dodatkowo najazdy Arabów w VII i VIII w. zmusiły mieszkańców do przenosin w górskie rejony Licji. Niemniej aż do X w. Patara pozostawała morską bazą wojenną Imperium Bizantyjskiego. W XII w. Patara przeszła we władanie Turków, a ostatnie dokumenty mówiące o mieście pochodzą z końcówki XV w. Ostatecznie miasto upadło w XVI w. w wyniku cofnięcia się morza i stracie znaczenia jako port morski. Dziś ruiny Patary znajdują się kilkaset metrów od wybrzeża morskiego, odcięte od niego piękną piaszczystą plażą.

Patara długo pozostała zapomniana, poza obszarem zainteresowań archeologów – pierwsze prace wykopaliskowe rozpoczęto tutaj dopiero w 1988 r. Dlatego też dzieje poszczególnych budynków nie są jeszcze dobrze udokumentowane.

Ruiny Patary, bazylika

Ruiny Patary, bazylika

Ruiny Patary, kościół chrześcijański

Ruiny Patary, kościół chrześcijański

Ruiny Patary, łuk Modestusa

Ruiny Patary, łuk Modestusa

Do najważniejszych pozostałości miasta Patara, które można dziś podziwiać, należą:

  • amfiteatr, jeden z największych w całej Anatolii, pochodzący z czasów hellenistycznych, rozbudowany w I w. n.e., a w II w. odbudowany, prawdopodobnie po trzęsieniu ziemii;
  • bouleuterion, siedziba miejskiego parlamentu, znacząco większa od większości spotykanych tego typu budowli, także pochodzący z epoki hellenistycznej, zadaszony w II w. Mogło w nim zasiadać aż 1000 osób. Obecnie w dużej mierze odbudowany (tak, to dobre słowo – nie „odrestaurowany” – wygląda na całkowicie nowo postawiony, w środku kontrowersyjnie połączono kamienie ze szkłem…)
  • łaźnie Wespazjana, największe z czterech tego typu przybytków, wybudowanych w Patarze (wymiary 38 x 27 m). Pomimo nazwania imieniem Wespazjana, uważa się, że zostały zbudowane wcześniej, za czasów cesarza Nerona;
  • główna ulica, jedna z najszerszych odkrytych w całej Anatolii (12,6 m), z południową bramą miasta oraz kolumnadą (stoą);
  • łaźnia centralna (25 x 12,5 m), w stylu licyjskim, data wybudowania do dziś pozostaje nieznana, na razie nie są też przy niej prowadzone żadne prace;
  • łuk Modestusa, monumentalna budowla stojąca przy dzisiejszym wjeździe na plażę – każdy kto na nią jedzie, musi go zobaczyć. 10 m wysokości, 19 długości, 2,5 m grubości muru. Zbudowany w 100 r. na cześć rzymskiego gubernatora Licji, Modestusa;
  • chrześcijańska bazylika, jedna z najwcześniejszych i największych (61 x 32 m) tego typu budowli w całej Licji, wybudowana w początkach VI w.;
  • nekropolis, czyli cmentarzysko na wzgórzu Tepecik, przy dzisiejszej drodze dojazdowej do plaży, to miejsce gdzie znaleziono najstarsze ślady bytności ludzkiej w tym miejscu (kamienny topór z 2000 r. p.n.e., ceramika z X w. p.n.e.). Gęsto usłane grobowce pochodzą z okresu V – II w. p.n.e., w późniejszym okresie chowano tu także chrześcijan;
  • kościół chrześcijański przy nekropolis (29 x 17 m), wybudowany prawdopodobnie na przełomie IV / V w., zniszczony przez trzęsienie ziemii w XII / XIII w.;
  • latarnia morska, do której prowadzi 800-metrowa ścieżka z ruin głównej ulicy starożytnej Patary, stojąca na wzgórzu ponad miastem (w prostej linii 60 m od linii morza), wybudowana przez cesarza Nerona w 64/65 r. n.e., miała prawdopodobnie wysokość ok.16-20 metrów. Dziś jest najstarszą odkrytą na świecie latarnią morską, starszą o ok.60 lat od podobnej, odkrytej w Hiszpanii.

Patarę zwiedzamy w upiornym wprost upale, dlatego odpuszczamy sobie wspinaczkę na wzgórze, do ruin latarni morskiej. Pamiętajcie, jeśli się tam wybieracie – zabierzcie ze sobą coś do picia w dużych ilościach, całe ruiny stoją dziś na płaskim, otwartym na działanie słońca terenie, na którym nie ma żadnej infrastruktury turystycznej, w tym sklepów.

Ruiny Patary, sarkofagi w nekropolis

Ruiny Patary, sarkofagi w nekropolis

Ruiny Patary, sarkofagi w nekropolis

Ruiny Patary, sarkofagi w nekropolis

Ruiny Patary, sarkofagi w nekropolis

Ruiny Patary, sarkofagi w nekropolis

Ruiny Patary, ośmiokątny basen

Ruiny Patary, ośmiokątny basen

Patara zdecydowanie warta jest zobaczenia, i to zarówno dla plaży, jak i dla ruin, choć w tych drugich trochę razi „prześlicznie” odbudowany bouleuterion, kompletnie oderwany pod względem wyglądu od reszty ruin. A już przeszklona podłoga wewnątrz wydała się nam lekko niesmaczna. Ale może miało to jakiś wyższy cel.

Odjeżdżamy z Patary, kierując się w drogę powrotną do Boğaziçi. Ale po drodze będzie jeszcze kilka atrakcji, w tym jedna z największych i najbardziej pozytywnie zaskakujących w całej Turcji, jaką do tej pory widzieliśmy – wąwóz Saklikent.

Pełna galeria zdjęć z plaży i ruin w Patarze znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

Fethiye, Ölüdeniz i słynna Błękitna Laguna

Fethiye, 60-tysięczne dziś miasto, następca starożytnej licyjskiej metropolii Telmessos, znane głównie ze skalnych grobowców na wzgórzach wokół miasta. I Ölüdeniz, znany turecki kurort wypoczynkowy, słynny z plaży o nazwie Błękitna Laguna. Obydwa były pierwszymi celami dwudniowej wyprawy ze wschodnich wybrzeży Turcji (Boğaziçi), prowadzącej nas na jedną z najładniejszych tureckich plaż w ogóle – plażę Patara.

Tour de Europe 2013, dzień 15 (poprzedni wpis: Bodrum, Muzeum Archeologii Podwodnej w zamku). Dwudniowy wyjazd na plażę Patara mieliśmy zaplanowany jeszcze w Polsce – był integralną i z góry założoną częścią wakacyjnych planów. Z góry mieliśmy też przewidziany jego termin i zarezerwowany hotel w miejscowości Gelemiş, położonej najbliżej plaży.

Pierwszy dzień – czyli trasa NA plażę – zakładała po drodzę wizytę w Fethiye (skalne grobowce), Ölüdeniz (kąpiel na słynnej Błękitnej Lagunie), zwiedzanie opuszczonego miasta Kayaköy, dojazd do Gelemiş, zostawienie bagaży i szybką eskapadę do Demre, do ruin starożytnej Myry. Powrót do Gelemiş, nocleg, a rano plaża Patara i kolejne atrakcje, już w drodze powrotnej. Plany były więc „na bogato”, co wymagało odpowiedniego rozłożenia się w czasie.

Wyjeżdżamy więc z naszej wakacyjnej bazy – Boğaziçi – bardzo wcześnie rano i mkniemy prosto do Fethiye, do którego mamy 220 km i 3 h jazdy. Do celu docieramy niewiele po 9 rano, od razu kierując się w stronę skalnych grobowców. I tu nadchodzi czas na opowieść o historii tego miasta.

KML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Tour de Europe 2013 - Fethiye

ładowanie mapy - proszę czekać...

Turcja, Fethiye, grobowce licyjskie: 36.618860, 29.118415
Turcja, Fethiye, zamek: 36.618524, 29.113383
Turcja, Fethiye, antyczny amfiteatr: 36.620918, 29.105830
Turcja, Fethiye, pomnik Fethi Bey: 36.621629, 29.105911

 

Fethiye, ulica Süleyman Demirel Blv

Fethiye, ulica Süleyman Demirel Blv

Fethiye, licyjskie skalne grobowce

Fethiye, licyjskie skalne grobowce

Fethiye, licyjskie skalne grobowce, grobowiec Amyntasa

Fethiye, licyjskie skalne grobowce, grobowiec Amyntasa

Antycznym „protoplastą” miasta Fethiye było Telmessos, o którego początkach wiadomo niewiele. W historii istnieje już w VI w. p.n.e., a to za sprawą słynnej w owych czasach szkoły wróżbitów, w której konsultował się wówczas sam Krezus. Z usług szkoły korzystał także sam Aleksander Wielki, który zdobył miasto w 334 r. p.n.e. Tu następuje znów „czarna dziura” w historii miasta, które pojawia się znów w niej na przełomie VII / VIII w. n.e., kiedy to zostaje w dużej części opuszczone. Od X w. znane jest już pod nową nazwą: Megri. W XII w. dostaje się pod władzę Turków i odzyskuje powoli znaczenie. Od XV w. wchodzi w skład Imperium Osmańskiego. Silny wzrost zanotowało w XIX w., kiedy odnotowano silny napływ Greków do miasta. Ale już w 1923 r. Grecy w ramach wymiany ludności po wojnie turecko-greckiej musieli wynieść się z miasta, zastąpili ich tureccy imigranci z terenów greckich. Obecną nazwę miasto otrzymało w 1934 r. na cześć poległego pilota osmańskiego – Fethi Bey.

W Fethiye najpierw oglądamy słynne skalne licyjskie grobowce. Znajdują się one na południowym krańcu miasta, w podstawie góry niedaleko wybrzeża. Nie da się ich nie zauważyć, ze względu na położenie są widoczne z daleka. Samochód parkujemy na pobliskim niewielkim parkingu (bezpłatnie) i podchodzimy w górę jakieś 100 m, gdzie trafiamy na kasę. Grobowce da się oglądnąć i sfotografować zza niskiego ogrodzenia, ale warto podejść w górę pod same skały i dotknąć historii. Bilet wstępu kosztuje 5 TL (osoba dorosła, dzieci jak wszędzie w Turcji wchodzą za darmo).

Fethiye, licyjskie skalne grobowce, wnętrze grobowica Amyntasa

Fethiye, licyjskie skalne grobowce, wnętrze grobowica Amyntasa

Fethiye, twierdza rycerzy zakonu Kawalerów Maltańskich

Fethiye, twierdza rycerzy zakonu Kawalerów Maltańskich

Fethiye, twierdza rycerzy zakonu Kawalerów Maltańskich

Fethiye, twierdza rycerzy zakonu Kawalerów Maltańskich

Fethiye, twierdza rycerzy zakonu Kawalerów Maltańskich

Fethiye, twierdza rycerzy zakonu Kawalerów Maltańskich

Fethiye, panorama miasta widoczna z twierdzy rycerzy zakonu Kawalerów Maltańskich

Fethiye, panorama miasta widoczna z twierdzy rycerzy zakonu Kawalerów Maltańskich

Dlaczego Licyjczycy wykuwali grobowce w skałach. Otóż wierzyli oni, że duchy zmarłych zabierane są przez ptaki, dlatego starali się budować groby jak najwyżej. Stąd grobowce, wykuwane w charakterystycznym stylu, z kolumnami i płaskorzeźbami, wysoko w skałach i zboczach gór. Grobowce w Fethiye pochodzą z IV w. p.n.e., a najsłynniejszy z nich – grobowiec Amyntasa, zbudowany został w 350 r. p.n.e. Nazwę przyjęto po znalezieniu inskrypcji na boku grobowca, która prawdopodobnie opisuje złożone tu szczątki: „Amyntas, syn Hermagiosa”.

Z poziomu grobowców, czyli z poziomu sporo wyższego od poziomu niedalekiego morza, widać nieopodal ruiny twierdzy w Fethiye, zbudowanej przez rycerzy zakonu Kawalerów Maltańskich (których jedno dzieło – zamek w Bodrum – mieliśmy już okazję podziwiać) w XI w. i przebudowaną cztery stulecia później. Opuszczamy grobowce i jedziemy w kierunku resztek zamku. Obok nich znajduje się spory parking, na którym zatrzymujemy się i atakujemy szczyt twierdzy. Nie zostało z niej za wiele do dzisiejszych czasów, nie udało się nam także znaleźć niczego więcej o jej historii, ale warto wejść na górę (nie jest to trudna sztuka, prowadzi tam dość łatwa ścieżka wśród kamieni) choćby dla niesamowitego widoku, jaki rozpościera się stamtąd. Rzadko mieliśmy okazję podziwiać tak niesamowitą panoramę miasta – to trzeba zobaczyć. A na zboczu góry, na której twierdza stoi także znaleźliśmy kilka wnęk grobowców.

Wsiadamy ponownie w samochód i opuszczamy Fethiye, kierując się wylotówką przechodzącą obok ruin twierdzy w kierunku Kayaköy, opuszczonego w latach dwudziestych miasta. Prowadzi do niego 7 kilometrów krętej, i niestety początkowo mocno wznoszącej się drogi, z którą… przegrywa nasz samochód. Przegrzewamy się zaraz po wyjechaniu z Fethiye, co zmusza nas do zawrócenia i zmiany, przynajmniej chwilowej, planów. Wpadamy na pomysł zostawienia w mieście samochodu i skorzystania po raz pierwszy z lokalnego transportu – dolmusza (po naszemu – prywatnego minibusa).

Fethiye, antyczny teatr z czasów Telmessos

Fethiye, antyczny teatr z czasów Telmessos

Fethiye, pomni pilota Fethi Bey, od którego pochodzi nazwa miasta

Fethiye, pomni pilota Fethi Bey, od którego pochodzi nazwa miasta

Jedziemy więc do centrum w poszukiwaniu parkingu i natykamy się na… ruiny antycznego teatru, jak się okazuje jedynej pozostałości po antycznym Telmessos. Niestety z bliska zobaczyć się go nie da, jest osłonięty dość szczelnym ogrodzeniem i od września 2012 r. poddawany renowacji i odbudowie. Podobno niewiele oryginalnych kamieni z teatru pozostało, gdyż większość została użyta do odbudowy miasta po trzęsieniu ziemii w 1957 r. Niedaleko teatru stoi także pomnik pilota Fethi Bey, od którego wzięła się dzisiejsza nazwa miasta.

Koniec końców próba przesiadki do dolmusza się nie udaje (nie chce się nam na niego czekać 20 minut w sierpniowym upale), wsiadamy więc w samochód i decydujemy się na zmianę kierunku – jedziemy do Ölüdeniz, na słynną plażę Blue Lagoon (Błękitna Laguna). Trasa ma 10 km i jak się okazuje, także wiedzie pod górę (Ölüdeniz leży po jej drugiej stronie, na zjeździe w kierunku morza), ale jest szeroką, dwupasmową w obie strony drogą o klasie drogi krajowej. Ale podgrzany wyjazdem z centrum Fethiye samochód znów się przegrzewa, i to aż dwukrotnie, co sprawia że zaczynamy wątpić w sukces dalszej jazdy. Tu następuje nasz telefon do Assistance Forda, które i owszem, potwierdza nasze prawa do pomocy w ramach posiadanej polisy, ale jednocześnie informuje, że należy się ona jedynie na terytorium Europy. Czyli klapa. Zostajemy z przegrzanym samochodem i uczynnie podanym przez panią z Assistance Ford Polska numerem telefonu do… tureckiej pomocy drogowej. Więc robimy, to co za każdym razem w takim przypadku – czekamy 15 minut, studzimy samochód i jedziemy dalej :)

Okazuje się, iż dalsza podróż jest już całkiem z górki, co sprawia że kłopoty samochodowe znikają. Przejeżdżamy przez Ölüdeniz, typowy turecki kurort wypoczynkowy, przepełniony hotelami i zatłoczony, kierując się prosto w dół, ku wyczekiwanej plaży. Z nami jedzie na nią chyba cała okolica, bo utykamy jakiś 1 km przed plażą w korku aut dojeżdżających na parkingi przed plażą. Decydujemy się więc zaparkować (parkowanie płatne kilka TL bez limitu czasu postoju) w bocznej uliczce pomiędzy tysiącem restauracji i barów, i „z buta” z całym plażowym wyposażeniem udajemy się na „plażing”.

Ölüdeniz, plaża Błękitna Laguna

Ölüdeniz, plaża Błękitna Laguna

Ölüdeniz, plaża Błękitna Laguna

Ölüdeniz, plaża Błękitna Laguna

Ölüdeniz, plaża Błękitna Laguna

Ölüdeniz, plaża Błękitna Laguna

Ölüdeniz, plaża Błękitna Laguna

Ölüdeniz, plaża Błękitna Laguna

Plaża w Ölüdeniz podzielona jest na dwie części. Pierwszą, publiczną i bezpłatną, nazywaną Belcekiz Beach, pomijamy. O tej części wiemy tyle, że stąd odpływają łodzie i statki wożące turystów do Doliny Motyli – malowniczej plaży, położonej w głębokim wąwozie pomiędzy skałami, do której dostęp możliwy jest tylko od strony morza. Kierujemy się dalej, ku płatnej części plaży, znanej pod nazwą Błękitna Laguna, często nazywanej „rajem na ziemi” lub „darem Boga dla ziemi”. Błękitna Laguna najlepiej wygląda z lotu ptaka, zresztą cała okolica słynie z możliwości wynajmu paralotni wraz z pilotem (koszt to ok.100 euro za lot). Zdjęć plaży z powietrza znajdziecie w Internecie całą masę. W każdym razie jest Błękitna Laguna pięknym wąskim cyplem, oblewanym ze wszystkich stron wodą o cudownym kolorze, co sprawia że całość prezentuje się rzeczywiście jak jakiś daleki egzotyczny rajski zakątek.

Od raju Błękitną Lagunę odróżniają trzy rzeczy: tłok, tłok i… tłok. Pomimo opłat za wstęp (tu w odróżnieniu od zabytków w Turcji, dzieci też płacą, opłaty w sierpniu 2013: 6 TL osoba dorosła, 3 TL dzieci) dookoła cypla panuje niesamowity ścisk, porównywalny chyba tylko z… Władysławowem (taki żart) :-) Chęć leżenia blisko wody powoduje, że pierwszy rząd leżaków – a leżaki i parasole są oczywiście dodatkowo płatne – prawie stoi w morzu – nie ma szans na spacer brzegiem. Spacerować można od pasa w morzu w górę :) No i Błękitna Laguna z poziomu piasku nie przypomina widoku ze zdjęć z powietrza… Ale cel zaliczony. Po około dwóch godzinach zwijamy się z plaży. Wygłodniałe po kąpieli dzieci ciągną na obiad, udajemy się więc do wybranej na chybił trafił knajpy przy plaży.

Ölüdeniz, plaża Błękitna Laguna

Ölüdeniz, plaża Błękitna Laguna

Po posiłku wsiądziemy znów w samochód. Ostatecznie rezygnujemy z dojazdu do Doliny Motyli (da się ją obejrzeć z góry, z poziomu otaczających ją skał) ze względu na konieczność stromego podjazdu, którego na pewno nie wytrzymałby nasz schorowany upałem samochód. Podejmiemy jednak drugą próbę, tym razem już udaną (bo trasa od strony Ölüdeniz – 8 km – jest o dziwo względnie płaska), dostania się do słynnego, zamieszkanego kiedyś wyłącznie przez ludność grecką Kayaköy. Jego zwiedzanie opiszemy już jednak w następnym wpisie…

Pełna galeria zdjęć z Fethiye i Ölüdeniz znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.