ruiny | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Przez Macedonię szlakiem antycznych ruin

Pierwszy dzień drogi powrotnej z greckich wakacji w 2014 r. upłynął nam na podróży przez kilka krajów. Po greckiej Werginie kolejnym celem były trzy stanowiska archeologiczne, położone na terytorium Macedonii: Vardarski Rid, Isar-Marvinci i najsłynniejsze z nich – Stobi.

Tour de Europe 2014, dzień 13 (poprzedni wpis: Wergina, czyli początki wielkiej Macedonii). Wergina była ostatnim greckim akcentem podczas wakacyjnej wyprawy w 2014 r, a zarazem pierwszym akcentem drogi powrotnej do Polski. Ale pierwszy dzień powrotu był znacznie bardziej bogaty w atrakcje, choć najbardziej ekscytowały nas te, które miały nastąpić pod koniec dnia – wszak mieliśmy wjechać do kraju, w którym jeszcze nie byliśmy – najmłodszego europejskiego państwa – do Kosowa.

Zanim jednak przyjdzie czas na zwiedzanie Kosowa, mieliśmy przejechać przez środek Macedonii, z południa na północ. A Macedonia też była nowym państwem na naszej mapie podróży – przecież po raz pierwszy wjechaliśmy do niej… raptem 10 dni wcześniej, podczas drogi dojazdowej na greckie wakacje. Zobaczyliśmy wtedy Skopje, zachodnią Macedonię oraz Ochrydę i okolice – teraz czas na środek kraju oraz jego południe – tam zaplanowaliśmy sobie trzy postoje w trzech stanowiskach archeologicznych.

Na pierwszy ogień poszedł Vardarski Rid, stanowisko położone 120 km od greckiej Werginy, tuż za granicą grecko-macedońską (mniej więcej 2-3 km za nią). Vardarski Rid jest mocno zapomniany i opuszczony, nie jest też zbytnio oznakowany. Trzeba zjechać z autostrady, noszącej imię Aleksandra Macedońskiego w kierunku miejscowości Gewgelija, ale przed wjazdem do niej zjechać w stronę motelu „Vardar”. To właśnie tuż obok tego motelu znajduje się wejście na teren antycznych ruin.

Macedonia, Vardarski Rid

Macedonia, Vardarski Rid

Macedonia, Vardarski Rid

Macedonia, Vardarski Rid

Macedonia, Vardarski Rid

Macedonia, Vardarski Rid

Macedonia, Vardarski Rid, starsza część miasta na sąsiednim wzgórzu

Macedonia, Vardarski Rid, starsza część miasta na sąsiednim wzgórzu

W trakcie wykopalisk na tym terenie, rozpoczętych dopiero w 1995 r., odkryto 6 faz zasiedlenia tego terenu. Na dwóch sąsiadujących ze sobą wzgórzach znajdują się pozostałości po ludzkich osiedlach, poczynając od czasów neolitu (XIII – XI w. p.n.e.) aż do okresu najazdu Rzymian na Macedonię (II / I w. p.n.e.). Znaleziono tu m.in. kilkadziesiąt srebrnych monet z czasów Aleksandra Wielkiego. Dziś ponad ziemią widoczne są te najmłodsze, pamiętające ostatnie chwile Macedonii przed podbojem jej przez Rzymian.

W antycznej Macedonii siedlisko to prawdopodobnie było Gordynią, miastem o którym bardzo niewiele wiadomo, poza tym że istniało. Nawet jego lokalizacja jest sporna i Vardarski Rid jest jedną z teorii na ten temat. Wcześniej siedlisko istniało początkowo na sąsiednim wzgórzu, gdzie znaleziono najstarsze ślady człowieka w tym miejscu, także grobowce z czasów neolitu. Stopniowo przez wieki ludzie przenosili się na drugie wzgórze, na którym dziś znajdują się najbardziej widoczne pozostałości z ostatniego okresu istnienia miasta. Gordynia została opuszczona przez mieszkańców gdzieś w II / I w. p.n.e., co historycy wiążą z najazdem Rzymian na Macedonię.

Dziś teren Vardarskiego Ridu wygląda na całkowicie opuszczony, zaniedbany i zapomniany. Nikt nie ochrania ruin, tablice informacyjne stoją tu nie konserwowane chyba od czasów prac archeologicznych sprzed 20 lat. Wzgórze z ruinami „użytkuje” miejscowa młodzież jako miejsce spotkań i imprez, co łatwo poznać po tym, co leży na ziemi. Niezbyt wiele jest też do zobaczenia, to miejsce raczej dla pasjonatów, niż dla turystów spragnionych okazałych antycznych budowli – tu ruiny kończą się na poziomie co najwyżej kolan :) A pasjonatom polecić jeszcze możemy Muzeum Archeologiczne w Gewgeliji – tam można zobaczyć eksponaty, znalezione na wzgórzu Vardarski Rid.

Macedonia, ruiny miasta Isar

Macedonia, ruiny miasta Isar

Macedonia, ruiny miasta Isar

Macedonia, ruiny miasta Isar

Macedonia, ruiny miasta Isar

Macedonia, ruiny miasta Isar

Macedonia, ruiny miasta Isar

Macedonia, ruiny miasta Isar

Macedonia, ruiny miasta Isar

Macedonia, ruiny miasta Isar

Kilkanaście kilometrów na północ od Vardarskiego Ridu, przy tej samej drodze głównej znajduje się wioska Mavrinci. Na wzgórzu powyżej niej znajduje się kolejne stanowisko archeologiczne – ruiny antycznego miasta Isar. Od Vardarskiego Ridu różni się tym, że nie da się tam podjechać samochodem – droga jest tak nierówna, że bez samochodu terenowego nie radzimy się zapuszczać na wzgórze. Samochód można zostawić przy ostatnich wiejskich zabudowaniach, a resztę drogi, raptem 300-400 metrów, trzeba pokonać pieszo.

Wzgórze zamieszkane było już w czasach epoki brązu, w okolicach odkryto nekropolie, pochodzące z okresów od VIII w. p.n.e. aż do pierwszych wieków ery nowożytnej. Aczkolwiek o samym mieście Isar niewiele wiadomo. Wiadomo na pewno, że najlepsze swe czasy przeżywało w II / III w. n.e., kiedy to rozrosło się ze szczytu wzgórza także na jego stoki. Wiadomo także, że sponsorem budowy systemu doprowadzającego na wzgórze wody pitnej był sam Marek Aureliusz, cesarz rzymski z II w.

Po ataku Gotów w drugiej połowie III w., centrum miasta zostało otoczone murem obronnym i stało się niejako twierdzą. Ale też wtedy znaczenie miasta zaczęło spadać dość gwałtownie – najmłodsze ślady ludzkie znalezione tutaj pochodzą z ok.V w. Później prawdopodobnie miasto zostało opuszczone.

Do dziś zachowała się część centralna miasta, a szczególnie ruiny świątyni, wybudowanej w końcu II w. przez przedstawiciela miejscowej klasy wyższej – świadczy o tym zachowana inskrypcja na marmurze, która zresztą do dziś leży na wzgórzu i zarasta trawą. Zachowały się także elementy bram wjazdowych do miasta oraz miejskich łaźni. Znaleźć też można tu budynki dawnego wojskowego fortu z łukowatymi ścianami oraz ściany dawnej cysterny wodnej.

Całość ruin antycznego Isar niestety zarasta dziś głęboko trawą. Nie widać tu żadnych śladów opieki ani starych choćby pozostałości po jakichkolwiek pracach archeologicznych. Nie ma też żadnych tablic informacyjnych ani kierunkowskazów prowadzących do ruin, poza tymi przy głównej autostradzie. Ruiny sprzed prawie 2000 lat niszczeją nie pilnowane przez nikogo. Co cenniejsze znaleziska wywieziono i umieszczono w Muzeum Macedonii (chyba w Skopje ?), a reszta… szkoda gadać. W każdym razie to także miejsce wyłącznie dla pasjonatów.

Macedonia, Stobi, antyczny teatr

Macedonia, Stobi, antyczny teatr

Macedonia, Stobi, bazylika z wczesnych czasów chrześcijaństwa

Macedonia, Stobi, bazylika z wczesnych czasów chrześcijaństwa

Macedonia, Stobi, bazylika z wczesnych czasów chrześcijaństwa

Macedonia, Stobi, bazylika z wczesnych czasów chrześcijaństwa

Macedonia, Stobi, baptysterium w bazylice

Macedonia, Stobi, baptysterium w bazylice

Macedonia, Stobi, mozaiki w baptysterium bazyliki

Macedonia, Stobi, mozaiki w baptysterium bazyliki

Macedonia, Stobi

Macedonia, Stobi

Jedziemy dalej, nadal na północ, celem wszak jest kosowska Prisztina. Mniej więcej 70 km za ruinami Isar (a 85 km od granicy grecko-macedońskiej) znajduje się jedno z najbardziej znanych stanowisk archeologicznych w Macedonii. I ze względu na rozmiary, i na położenie tuż przy międzynarodowej autostradzie, jest bardzo popularne wśród turystów. To Stobi – dawna stolica królestwa Pajonii. Tu naprawdę jest co oglądać.

Historia Stobi ginie w mrokach dziejów. Ponoć w Illiadzie Homera jest już nawiązanie do krainy Pajonii – Stobi pojawia się w historii mniej więcej w VII / VI w. p.n.e. właśnie jako małe pajońskie siedlisko. Później – nie wiadomo dokładnie kiedy, przeniesiona tu została stolica tego państwa. Później nastąpił czas stopniowej hellenizacji Pajonii i coraz większego wpływu Macedończyków. Już za czasów ojca Aleksandra Wielkiego, króla Filipa II, Pajonia była praktycznie od Macedonii zależna, potem Aleksander Wielki korzystał w swoich podbojach z oddziałów Pajonów.

Ostatecznie Pajonia upadła ok. 217 r. p.n.e., kiedy to wojska króla Macedonii Filipa V ostatecznie podbiły tę krainę. Ale Macedończycy nacieszyli się podbojem raptem 70 lat, po których sami zostali podbici, razem z Pajonią, przez Rzymian, a Stobi stało się częścią rzymskiej prowincji. Wcześniej jednak zdążyli znacznie rozbudować miasto, które stało się znaczącym ośrodkiem handlu, głównie solą (leżało na „solnym” szlaku handlowym).

Pod rządami Rzymian Stobi rosło w siłę, a jego mieszkańcy zyskiwali kolejne przywileje. Miasto było jedynym na terenie dzisiejszej Macedonii, które biło własne monety (I – III w.). Jego mieszkańcy na mocy prawa stali się obywatelami Rzymu. Szczytem było ogłoszenie Stobi stolicą rzymskiej prowincji Macedonia Secunda, wtedy nawet rzymski cesarz (Teodozjusz I) przebywał w mieście (IV w.). Gdy panującą w Rzymie religią stało się chrześcijaństwo, Stobi stało się ważnym ośrodkiem religijnym, wybudowano też wtedy kilka kościołów, których pozostałości i zdobiące je mozaiki i freski są widoczne do dziś.

Macedonia, Stobi

Macedonia, Stobi

Macedonia, Stobi, święta droga

Macedonia, Stobi, święta droga

Macedonia, Stobi, półokrągły plac obok bazyliki

Macedonia, Stobi, półokrągły plac obok bazyliki

Macedonia, Stobi, pałac Teodozjusza

Macedonia, Stobi, pałac Teodozjusza

Macedonia, Stobi, pałac Teodozjusza

Macedonia, Stobi, pałac Teodozjusza

Macedonia, Stobi, pałac Teodozjusza

Macedonia, Stobi, pałac Teodozjusza

Macedonia, Stobi, pałac Teodozjusza

Macedonia, Stobi, pałac Teodozjusza

Od V w. historia Stobi powoli wygasa. Najpierw najazd Ostrogotów, a po odbudowie – trzęsienie ziemi i kolejny najazd – tym razem Słowian. Ok.VI wieku ostatecznie Stobi przestało istnieć. Pierwsze prace archeologiczne miały tu miejsce w dwudziestoleciu międzywojennym, potem kontynuowano je po zakończeniu II wojny światowej. Podczas naszej wizyty nadal kilka miejsc sprawiało wrażenie objętych wykopaliskami, być może nadal część antycznego miasta czeka na swoje odkrycie.

Do ruin Stobi można zjechać bezpośrednio z autostrady, nie sposób ich nie zauważyć – znajdują się tuż obok niej. Wstęp na teren antycznego miasta jest odpłatny – 2 EUR (120 MKD) od osoby dorosłej, można także wykupić sobie zwiedzanie z przewodnikiem – nie znamy kosztów takiej „imprezy”. Trasa zwiedzania jest ściśle określona i ogrodzona, nie jest możliwe dowolne chodzenie wśród ruin – i bardzo dobrze. A co można zobaczyć w Stobi ? Lista w kolejności naszego zwiedzania :

  • antyczny teatr, wybudowany na przełomie II / III w., mogący pomieścić 7600 widzów. Pod koniec III w. został przekształcony w arenę walk gladiatorów. W V w. przestał być używany, w wyniku czego częściowo rozebrano go, by pozyskać materiał na budowę innych budynków;
  • bazylika z początków IV w., czyli z czasów wprowadzenia chrześcijaństwa, wraz z baptysterium. Kilkukrotnie przebudowywana w ciągu kolejnych dwóch wieków. Tu możecie zobaczyć bardzo dobrze zachowane mozaiki, szczególnie w baptysterium
  • półokrągły plac przed bazyliką, miejsce spotkań chrześcijan z IV – VI w.Pośrodku placu kiedyś stał posąg
  • święta droga, wybudowana pierwotnie ok. I w., później przebudowywana. W czasach chrześcijaństwa stała przy niej bazylika, a droga przez główną bramę miejską prowadziła do nekropolii;
  • rezydencja biskupia z IV w., wiek później połączona z bazyliką;
  • pałac Teodozjusza, nazwany imieniem rzymskiego cesarza, który właśnie tu mieszkał podczas swojej wizyty w Stobi w 388 r. Największy i najbogatszy budynek odkryty tu przez archeologów (IV w.). Tu także znajdziecie mozaiki na posadzkach;
Macedonia, Stobi, antyczne mozaiki

Macedonia, Stobi, antyczne mozaiki

Macedonia, Stobi, antyczne mozaiki

Macedonia, Stobi, antyczne mozaiki

Macedonia, Stobi, dom rodziny Peristeria

Macedonia, Stobi, dom rodziny Peristeria

Macedonia, Stobi, miejskie łaźnie

Macedonia, Stobi, miejskie łaźnie

Macedonia, Stobi, rzymskie forum

Macedonia, Stobi, rzymskie forum

Macedonia, Stobi, mozaiki

Macedonia, Stobi, mozaiki

Macedonia, Stobi, mozaiki

Macedonia, Stobi, mozaiki

Macedonia, Stobi, mozaiki

Macedonia, Stobi, mozaiki

  • dom rodziny Peristeria (IV w.), znów z mozaikami;
  • duże miejskie łaźnie z V w., co ciekawe – z centralnym ogrzewaniem podłogowym :) Nie żartujemy;
  • fontanna z III w., wybudowana na skrzyżowaniu głównych ulic miasta;
  • chrześcijański kościół z IV w., stojący na fundamentach wcześniejszej synagogi (II w.);
  • pałac Polycharmosa, fundatora wspomnianej wyżej synagogi, później siedziba władz kościoła;
  • kolejny kościół („bazylika północna”) z V w., także z baptysterium;
  • rzymskie forum z I w., około III w. spalone w pożarze i nigdy nie odbudowane;
  • mniejsze, prawdopodobnie żeńskie łaźnie, częściowo zniszczone przez trzęsienie ziemi w VI w.
  • „kasyno” – pałac mieszkalny z IV w., nazwany tak po tym, jak znaleziono tu wyposażenie, służące grom;

Stobi było ostatnim punktem w Macedonii na naszej wakacyjnej trasie. Teraz czekała nas największa frajda i zarazem największa niewiadoma całej wyprawy, czyli wjazd do tajemniczego do tej pory dla nas Kosowa. Po raz drugi był ten przyjemny dreszczyk przed wjazdem do czegoś nieznanego, nieprzewidywalnego, jak przed pierwszym wjazdem do Albanii w 2013 r. Celem była stolica Kosowa, Prisztina, gdzie mieliśmy zaplanowany nocleg. W Kosowie mieliśmy przewidziane ponad dwie doby na zwiedzanie i objazd najważniejszych miejsc. Ale Prisztinę pokażemy Wam już w następnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z antycznych ruin Vardarski Rid, Isar i Stobi w Macedonii znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Delfy, miejsce w którym kiedyś ważyły się losy całych narodów

Celem jedynej dłuższej wycieczki w czasie wakacyjnego pobytu w Grecji były Delfy – miejsce, w którym kiedyś znajdowała się słynna antyczna wyrocznia. Traktowana jako środek (pępek) świata, miała w starożytności ogromny wpływ na losy ówczesnego świata, przynajmniej na terenach dzisiejszej południowej Europy i najbliższych jej okolic.

Tour de Europe 2014, dzień 12 (poprzedni wpis: Trzystu bohaterów. Odwiedzamy greckie Termopile). Kilkugodzinna podróż z Paralia Katerinis (naszej „greckiej” wakacyjnej bazy) do Delf przerwana była tylko na krótki czas wizytą w Termopilach – w miejscu jednej z najsłynniejszych bitew w historii świata, owianym legendą 300 bohaterskich Spartan i ich wodza Leonidasa. Ale głównym celem były Delfy, miejsce o wiele bardziej rozległe i „bogate” w obiekty warte zobaczenia, a przy tym także niezwykle znane z historii i legend z nim związanych.

Delfy położone są w południowej Grecji, na stoku gór Parnas. Pisał o nich już Homer, żyjący prawdopodobnie (bo nikt do dziś tego dokładnie nie ustalił) gdzieś w okresie XI – VIII w. p.n.e. Wg mitologii greckiej to tu spotkały się dwa orły, wypuszczone w przeciwne strony świata przez Zeusa, wyznaczając środek ziemi.

Delfy zasiedlone zostały już w drugim tysiącleciu przed Chrystusem (ok. XIV w. p.n.e.) i przez długi czas były niewielką miejscowością. Kult boga Apollina, z którego potem zasłynęły, rozwinął się tu gdzieś na przełomie II / I tysiąclecia p.n.e. i wtedy rozpoczął się okres prosperity. Z przepowiedni wygłaszanych przez kapłankę Pytię Delfy słynęły już w VIII w. p.n.e. Z kapłankami tymi zresztą wiązało się do całkiem niedawna sporo kontrowersji.

Muzeum w Delfach

Muzeum w Delfach

Muzeum w Delfach, eksponaty z brązu (VIII / VII w. p.n.e.)

Muzeum w Delfach, eksponaty z brązu (VIII / VII w. p.n.e.)

Muzeum w Delfach, posągi Kleobisa i Bitona (VII / VI w. p.n.e.)

Muzeum w Delfach, posągi Kleobisa i Bitona (VII / VI w. p.n.e.)

Muzeum w Delfach, antyczna ceramika (V w. p.n.e.)

Muzeum w Delfach, antyczna ceramika (V w. p.n.e.)

Muzeum w Delfach, sala z częściami kolumny "Trzech Tancerek", z omfalosem na czele

Muzeum w Delfach, sala z częściami kolumny „Trzech Tancerek”, z omfalosem na czele

Wiadomo bowiem jest ze starożytnych zapisów, że Pytie (kapłanki, obowiązkowo powyżej 50 lat), wygłaszające swoje przepowiednie, najczęściej w wersji poetyckiej, siedząc na trójnogu w świątyni Apollina, były w głębokim transie, czasem nawet wpadając w szał. Długo wierzono w starożytne legendy, jakoby kapłanki w taki stan wprawiały opary, wydobywające się ze skalnej szczeliny, ale nie potrafiono udowodnić istnienia ani szczeliny, ani oparów. Stąd z czasem uknuto teorię, że trans wywoływany był ziołami palonymi w świątyni, lub nawet był po prostu przez kapłanki udawany.

Muzeum w Delfach, "omfalos", mitologiczny kamień wyznaczający środek ziemi

Muzeum w Delfach, „omfalos”, mitologiczny kamień wyznaczający środek ziemi

Co wydaje się niemożliwe w dobie dzisiejszego stanu techniki, dopiero w końcówce XX wieku badania geologiczne rzeczywiście wykazały istnienie – i to nie jednego, a dwóch uskoków skalnych, krzyżujących się dokładnie pod świątynią. Skład okolicznych skał udowodnił, że uwalniały się tu gazy, w tym takie, które po zmieszaniu z powietrzem wywołują stan euforii, do utraty przytomności włącznie.

Muzeum w Delfach, "Woźnica z Delf" (V w. p.n.e.)

Muzeum w Delfach, „Woźnica z Delf” (V w. p.n.e.)

Wróćmy do historii Delf. Z czasem waga przepowiedni Pytii stała się tak wielka, że żadnych ważnych decyzji nie podejmowano bez konsultacji z wyrocznią. Ludzie płacili wielkie sumy – i za przepowiednie, i za ominięcie długaśnych kolejek do świątyni :) Wyrocznia rosła w wielką potęgę, choć często jej przepowiednie były wysoce dwuznaczne i niezbyt precyzyjne. O tym, jak ważne były wtedy Delfy, niech świadczy fakt, że aż do IV w. p.n.e. były one ochraniane przez specjalny sojusz greckich miast, mający na celu ochronę wyroczni przed dostaniem się w niepowołane ręce.

Wtedy to Delfy zostały złupione przez Fokijczyków, po czym szybko odbite przez Macedończyków, ale to już były czasy powolnego upadku znaczenia wyroczni. I przez mniejsze nią zainteresowanie, i przez błędne przepowiednie, i przez ciągle toczące się w tym czasie w rejonie Delf wojny. W II w. p.n.e. władzę nad całym regionem zdobyli Rzymianie, którzy najpierw ochraniali wyrocznię, ale sto lat później złupili miejscowe skarbce dla sfinansowania swoich greckich wojen. W 66 r. n.e. cesarz Neron wywiózł znaczną część dzieł sztuki do Rzymu.

Na przełomie I / II w. Rzymianie podjęli jeszcze próbę wskrzeszenia wielkości Delf, ale po krótkim okresie popularności, wyrocznia znów zaczęła się osuwać w dół, jeśli chodzi o znaczenie. Tego procesu nie udało się już zatrzymać i w IV w. ostatecznie wyrocznia przestała funkcjonować. Z pewnością do jej upadku przyczyniła się także popularyzacja nowej religii – chrześcijaństwa, które zastąpiło wtedy kult Apollina.

Delfy, rzymska agora

Delfy, rzymska agora

Delfy, skarbiec Sykiończyków

Delfy, skarbiec Sykiończyków

Delfy, skarbiec Ateńczyków

Delfy, skarbiec Ateńczyków

Delfy, grecka stoa

Delfy, grecka stoa

Delfy, ruiny antycznego miasta

Delfy, ruiny antycznego miasta

Zwiedzanie Delf rozpoczęliśmy od znajdującego się przed właściwymi ruinami muzeum. To jedno z najbardziej znanych i popularnych muzeów w całej Grecji, choć jego wielkość nie powala – zawiera raptem kilkanaście pomieszczeń o powierzchni nieco ponad 2 tys. m2. Eksponaty jednak robią wrażenie, a zwiedzanie ułatwia chronologiczny ich podział w poszczególnych pomieszczeniach. Poniżej lista kilku z najważniejszych eksponatów w muzeum:

  • brązowa tarcza z czasów archaicznych (VIII / VII w. p.n.e.);
  • brązowa „głowa Griffona” także z tych samych czasów;
  • dwie niemal bliźniacze marmurowe statuy z VII / VI w. p.n.e., przedstawiające najpewniej Kleobisa i Bitona, mitologicznych synów kapłanki bogini Hery. Legenda głosi, że w czasie podróży z Argos do Delf, synowie sami ciągnęli wóz matki, zastępując niezbyt zdrowe woły. Wdzięczna im matka poprosiła Herę w modlitwie, by ta dała synom najlepszy dostępny dla śmiertelników prezent. Wieczorem zmęczeni synowie położyli się spać i w czasie snu zmarli – Hera dała im wieczną pamięć wśród ludzi – w pewnym sensie nieśmiertelność;
  • pozostałości zdobień z kilku delfijskich skarbców;
  • „Tancerki z Delf”, rzeźbiona kolumna z figurami trzech tancerek (IV w. p.n.e.), której kilka części znajduje się w muzeum. Teoria głosi, że jej zwieńczeniem był słynny „omfalos”, czyli marmurowy stożek, wyznaczający wg mitologii środek ziemi. Omfalos także znajduje się w muzeum w Delfach;
  • liczne statuy z czasów późno-greckich i rzymskich, m.in. posąg filozofa (być może Platona) z III / II w. p.n.e. oraz posąg Antoniusza;
  • „Woźnica z Delf”, statua, kiedyś będąca częścią większej całości z rydwanem, pochodząca z V w. p.n.e.;
Delfy, z prawej ołtarz Apollina

Delfy, z prawej ołtarz Apollina

Delfy, świątynia Apollina, siedziba słynnej wyroczni

Delfy, świątynia Apollina, siedziba słynnej wyroczni

Delfy, świątynia Apollina, siedziba słynnej wyroczni

Delfy, świątynia Apollina, siedziba słynnej wyroczni

Delfy, panorama ruin i doliny pod nimi, widziana z terenu greckiego teatru

Delfy, panorama ruin i doliny pod nimi, widziana z terenu greckiego teatru

Delfy, antyczny stadion

Delfy, antyczny stadion

Po wyjściu z muzeum nadchodzi czas na zwiedzanie właściwych ruin starej wyroczni w Delfach. Są one dość rozległe i położone na zboczu góry, co wiąże się z pokonywaniem sporej ilości schodów – warto o tym pamiętać, szczególnie w sezonie, w letnim słońcu i upałach i zaopatrzyć się w wodę i nakrycie głowy. Z ważniejszych budowli, które tu znajdziecie, warto wymienić (w kolejności naszego zwiedzania):

  • rzymska agora, czyli dawne centrum handlowe i centrum życia miasta, pochodząca z końcowego okresu istnienia Delf (IV w.). Zachowała się jedynie jedna z trzech otaczających ją kolumnad;
  • skarbiec Sykiończyków, pochodzący z VI w. p.n.e. Skarbce w Delfach były budynkami w kształcie przypominającymi świątynie, budowanymi ku czci bogów przez władze starożytnych greckich państw-miast i kolonii. Sykion nigdy nie był ważnym miastem, choć stanowił kiedyś osobne państwo-miasto. Leżał na północy niedalekiego od Delf Peloponezu. W skarbcach przechowywano kosztowności, należące do fundatorów;
  • skarbiec Beocjan, kolejna z tego typu budowli;
  • omfalos, czyli mityczny kamień, wyznaczający środek ziemii, jedna z kopii tego znajdującego się w muzeum w Delfach;
  • skarbiec Ateńczyków, jeden z najlepiej zachowanych budynków w Delfach, pochodzący z VI lub V w. p.n.e., wybudowany wg dwóch teorii dla upamiętnienia albo ustanowienia demokracji w Atenach albo wygranej bitwie pod Maratonem przeciwko Persom;
  • skała Sybilli, wg legend skała, na której stanęła kiedyś kobieta o imieniu Sybilla, wygłaszając pierwszą przepowiednię w historii wyroczni;
  • ateńska stoa, kiedyś będąca częścią Halos, ważnego miejsca, gdzie odbywały się co 8 lat rekonstrukcje sceny zabicia węża przez Apollina. Wybudowana w VI / V w. p.n.e.;
Delfy, "skała Sybilli"

Delfy, „skała Sybilli”

Delfy, ruiny antycznego miasta

Delfy, ruiny antycznego miasta

Delfy, świątynia Ateny widziana z terenów ruin wyroczni

Delfy, świątynia Ateny widziana z terenów ruin wyroczni

Delfy,ruiny gimnazjonu, widziane z terenów ruin wyroczni

Delfy,ruiny gimnazjonu, widziane z terenów ruin wyroczni

  • ołtarz Apollina, wybudowany przed właściwą świątynią, pochodzący z V w. p.n.e.;
  • świątynia Apollina, najważniejsze miejsce kultu religijnego w Delfach i miejsce, w którym Pytie odbywały słynne rytuały z wypowiadaniem przepowiedni. Ruiny widoczne dziś pochodzą z IV w. p.n.e., ale są ruinami trzeciej kolejnej świątyni stojącej w tym miejscu. Pierwszą wybudowano prawdopodobnie w VII w. p.n.e., drugą z VI w. p.n.e. zniszczyło trzęsienie ziemi z 373 r. p.n.e. Obok znajdziecie też „kolumnę Prussiasa”, na której kiedyś stał pomnik tego króla (pochodzi z II w. p.n.e.);
  • teatr, w którym odbywały się przedstawienia muzyczne i teatralne, wybudowany pierwotnie w IV w. p.n.e., odbudowany przez władcę Pergamonu w II w. p.n.e., a ostateczną formę przyjął w czasach rzymskich (I w. n.e.). W 35 rzędach zasiadać tu mogło do 5 tysięcy widzów. Ze szczytu widowni rozpościera się najlepszy widok na ruiny Delf i całą dolinę rzeki płynącej poniżej nich;
  • stadion, położony na samym szczycie ruin, mieścił kiedyś 6,5 tysiąca widzów, długi aż na 177 m i szeroki na 25 m. Wybudowany pierwotnie w V w. p.n.e., obecną formę przyjął po przebudowie przez Rzymian w II w. n.e.;

Ale właściwe ruiny Delf to nie wszystko, co można tu zobaczyć. Już z góry, spod teatru można zobaczyć w oddali kolejne pozostałości z czasów antycznych – to gimnazjon i tholos, oddalone o jakieś pół kilometra. Po wyjściu z ruin Delf kierujemy się więc w ich kierunku, ale mniej więcej w połowie drogi znajdujemy jeszcze jedno warte uwagi miejsce – źródło kastalskie, w którym przemywali się obowiązkowo wszyscy pielgrzymi, przybywający do Delf. Przypisywano jej właściwości oczyszczające, a zbierano ją w znajdującym się obok sporym basenie. Dzisiejszy wygląd źródła to rekonstrukcja, i to przeniesiona ok.50 m od oryginalnego miejsca.

Delfy, thalos na terenie dawnej świątyni Ateny

Delfy, thalos na terenie dawnej świątyni Ateny

Delfy, thalos na terenie dawnej świątyni Ateny

Delfy, thalos na terenie dawnej świątyni Ateny

Delfy, ruiny gimnazjonu

Delfy, ruiny gimnazjonu

Delfy, teren źródła kastalskiego

Delfy, teren źródła kastalskiego

Idziemy do gimnazjonu, z którego dziś pozostały nędzne resztki. A pozostały, bo w czasach, kiedy Delfy już nie pracowały, okoliczni mieszkańcy wykorzystali marmurowe kamienie do budowy własnych domostw. Gimnazjon okazuje się jednak zamknięty dla zwiedzających, ale normalnie jest otwarty i dostępny, jak i tholos, bezpłatnie, w przeciwieństwie do samych Delf. Nie dociera tu już zbyt wielu turystów, nam towarzyszyło raptem kilka osób. Gimnazjon był kompleksem budynków, wykorzystywanych przez młodych mieszkańców Delf. Znajdowały się tu m.in. baseny i łaźnie.

W przeciwieństwie do gimnazjonu, teren otaczający tholos okazał się otwarty. Tholos był okrągłym budynkiem o średnicy prawie 15 m, otoczonym przez 20 doryckich kolumn. Do czasów dzisiejszych przetrwały tylko trzy z nich, ale i tak tholos jest jednym z najczęściej spotykanych obrazków z Delf. Wybudowany został w początkach IV w. p.n.e. jako część sanktuarium, poświęconego Atenie.

Biorąc pod uwagę historię i znaczenie Delf w starożytnym świecie, oraz stopień zachowania ruin i ich atrakcyjność „wizualną”, zdecydowanie polecamy wizytę tutaj. Zwiedzanie Delf zajęło nam ok.3,5 godziny, w dużym upale, ale naprawdę było warto. To jedno z tych miejsc, które wreszcie dają nam ogląd na to, co w suchy sposób „wciskano” nam na lekcjach historii w szkole. Tak podana historia zdecydowanie łatwiej się konsumuje.

Wycieczka do Delf i Termopil była ostatnią z naszych podróży wewnątrz Grecji w czasie naszego 8-dniowego pobytu w Paralia Katerinis w sierpniu 2014 r. W kolejnym wpisie pokażemy Wam właśnie Paralia Katerinis, bardzo atrakcyjny grecki kurort.

Pełna galeria zdjęć z ruin antycznej wyroczni w Delfach znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Nora, czyli starożytna Ikea :)

Zaczynamy szósty, przedostatni dzień naszej objazdówki po Sardynii. Zakończymy go w środkowej części wyspy, ale na początek jedziemy z Cagliari na południe – pierwszym celem są ruiny starożytnego miasta Nora.

Sardynia 2014 (poprzedni wpis: Cagliari, czyli zwiedzamy stolicę Sardynii, cz.3). Drogę powrotną na północ Sardynii rozpoczęliśmy od jazdy na… południe :) W planach bowiem mieliśmy najpierw zobaczenie ruin starożytnej Nory, uznawanej za najstarsze miasto na całej wyspie. Nora położona jest mniej więcej 40 km na południe od Cagliari, za miasteczkiem Pula, a trasa wiedzie na początku drogą otoczoną przez wodę, w której malowniczo taplają się flamingi – pierwszy raz mieliśmy okazję widzieć te ptaki, żyjące na wolności.

Ruiny Nory znajdują się na niewielkim półwyspie, przy wjeździe na który kończy się dojazd. Znajduje się tu, przy plaży Nora, duży, bezpłatny w trakcie naszej wizyty, parking – dalej, ok. 500 m do wejścia na samo stanowisko archeologiczne, trzeba już udać się pieszo. Przy wejściu znajduje się niewielka kawiarnia oraz sklepik z pamiątkami.

Bilety wejściowe do Nory nie są niestety tanie – kosztują 7,50 EUR, a zwiedzanie odbywa się jedynie w grupach, z przewodnikiem. Przewodnik mówi zarówno po włosku, jak i po angielsku. Zwiedzanie samych ruin trwa 40 minut – jeśli będziecie dodatkowo chcieli zwiedzić stojącą za nimi, na samym końcu półwyspu, średniowieczną hiszpańską wieżę (nasz przewodnik sam zaproponował przedłużenie zwiedzania do wieży właśnie), to musicie doliczyć do tego kolejne 30 minut. Jako że nasza grupa składała się wyłącznie z turystów spoza Włoch, przewodnik miał nieco mniej „gadania” – mówił wyłącznie po angielsku.

Flamingi przy drodze z Cagliari do Nory

Flamingi przy drodze z Cagliari do Nory

Nora, plaża

Nora, plaża

Nora, plaża i kościół św.Efezjusza

Nora, plaża i kościół św.Efezjusza

Nora, widok na ruiny starożytnego miasta sprzed wejścia

Nora, widok na ruiny starożytnego miasta sprzed wejścia

Nora, jak już wspomnieliśmy, uważana jest za najstarsze miasto na Sardynii. Założona została przez Fenicjan ok. IX – VIII w. p.n.e. – później założyli oni m.in. Tharros, które zwiedzaliśmy dwa dni wcześniej. Warto wspomnieć, że Fenicjanie założyli miasto pokojowo – nikogo nie podbijali. Przypłynęli tu jako kupcy i uznali to miejsce za niezwykle ważne z punktu widzenia handlowego.

Z czasów Fenicjan nie zachowało się zbyt wiele, ale w XVIII w. znaleziono w Norze tablicę z fenicką inskrypcją, datowaną właśnie na IX / VIII w. p.n.e. Jest to najstarszy zachowany fragment pisma fenickiego na Sardynii, a jednocześnie jego tekst ma potwierdzać fakt założenia Nory jako pierwszego miasta na wyspie. Tablica znajduje się dziś w Muzeum Archeologicznym w Cagliari.

W VI w. p.n.e. w siłę zaczęła rosnąć Kartagina, której wojska stopniowo „przymierzały się” do opanowania Sardynii. Robiły to stopniowo, aż finalnie pod koniec tego wieku wyspa w całości należała już do Kartaginy, która wyparła stąd Fenicjan. Z czasów Kartaginy też nie zachowało się zbyt wiele – niewielkie ruiny świątyni bogini Tanit, pozostałości murów miejskich i domostw. W okresie tym Nora stała się ważnym ośrodkiem handlowym, będąc miejscem obrotu towarami z Afryki, Cypru i samej Sardynii. Handlowano tu złotem, srebrem, ceramiką i przyprawami.

Nora, ruiny starożytnego miasta

Nora, ruiny starożytnego miasta

Nora, ruiny starożytnego miasta

Nora, ruiny starożytnego miasta

Nora, ruiny starożytnego miasta

Nora, ruiny starożytnego miasta

Nora, ruiny starożytnego miasta

Nora, ruiny starożytnego miasta

W 238 r. p.n.e. cała Sardynia, wraz z Norą oczywiście, przeszła pod władanie Rzymu. Nora stała się początkowo nawet stolicą rzymskiej wyspy, ale wkrótce funkcja ta została przeniesiona do pobliskiego Karalis, czyli dzisiejszego Cagliari. Nadal jednak Nora pozostała jednym z najważniejszych miast na Sardynii, a Rzymianie pozostawili po sobie m.in. ruiny czterech miejskich łaźni, bogatych domów, teatr i amfiteatr. Duża część obiektów miejskich nadal czeka na swoją kolej do odkopania przez archeologów (w tym amfiteatr). Wciąż trwają tu prace wydziałów archeologii kilku włoskich uniwersytetów.

Nora zaczęła tracić na znaczeniu ok. IV w. n.e., gdy upadało Cesarstwo Rzymskie, a Morze Śródziemne zaczęło być niebezpieczne. Sardynię najeżdżali najpierw Wandalowie (V w.), a potem Saracenowie (VII w.). Ludność zaczęła stopniowo opuszczać miasto, które zresztą przekształcało się powoli w obronną twierdzę. Prawdopodobnie w VIII w. mieszkańcy ostatecznie opuścili Norę, nie czując się tu bezpiecznie.

Czas teraz na wyjaśnienie tytułu niniejszego wpisu – skąd skojarzenie Nory z Ikeą ? :) To skojarzenie nie jest nasze – wypowiedział je sam przewodnik naszej grupy. Otóż przez cała historię Nory, każda nowa cywilizacja przebudowywała miasto, nie używając nowego budulca po prostu rozkładali istniejące poprzednio zabudowania, a budulec używali do stawiania nowych, własnych. Tak zrobili Kartagińczycy z budowlami Fenickimi, tak też zrobili Rzymianie z budowlami Kartagińczyków. I na koniec – tak też zrobili Hiszpanie, którzy wybudowali pobliską wieżę obronną na brzegu morza, także używając do jej budowy kamieni z zabudowań dawnej Nory. Stąd przewodnik obrazowo pokazał nam Norę jako swoistą wielowiekową Ikeę – miasto stawiano kilka razy z tego samego materiału. Nam się bardziej kojarzy Lego Creator, ale pozostańmy przy skojarzeniu przewodnika :)

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie mozaiki

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie mozaiki

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie mozaiki

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie mozaiki

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie mozaiki

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie mozaiki

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymski teatr

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymski teatr

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymski teatr

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymski teatr

Z racji takiego a nie innego sposobu budowania miasta przez kolejnych jego „właścicieli”, najwięcej pozostało tu z czasów rzymskich. Sam układ miasta, rzymskie łaźnie czy pozostałości bogatych willi z dużymi zachowanymi do dziś fragmentami mozaik. Przetrwał też mały rzymski teatr, który funkcjonuje do dziś jako scena przy różnych wydarzeniach kulturalnych. Starsze części miasta są schowane głębiej i stopniowo wciąż odkrywane przez archeologów. Podobno bardzo duża część dawnej Nory wciąż kryje się pod powierzchnią ziemi, część też jest już dziś pod powierzchnią wody, która „zagrabiła” kawałek niegdysiejszego miasta.

Wspomniana już wcześniej obronna wieża na wzgórzu za Norą, wybudowana została w XVII w. przez Hiszpanów jako część sieci wież, mających ostrzegać przed zapędzającymi się tu piratami, a także chronić statki handlowe przed nimi. Wieża powstała w miejscu dawnego miejskiego akropolu w Norze, z materiałów pozyskanych z rozbiórki antycznych zabudowań miasta. Pod wieżę można podejść, a nawet do niej wejść, z przewodnikiem, który ma naprawdę dużą wiedzę i zdolność ciekawego opowiadania o historii. Z okien wieży można podziwiać panoramę okolicy: ruin Nory, pobliskiej plaży ze starym kościołem św.Efezjusza (o nim za chwilę) i sąsiadujących wież, będących w zasięgu wzroku (cały kompleks wież komunikował się pomiędzy sobą sygnałami świetlnymi lub wystrzałami z dział).

Hiszpańska wieża to ostatni element zwiedzania stanowiska archeologicznego w Norze. Wracamy na parking i znajdującą się obok niego plażę – dzieciaki mają ostatnią na Sardynii sposobność do kąpieli. A starszych zainteresować powinien stojący niemal tu przy plaży zabytkowy kościół św.Efezjusza. Jeśli czytaliście nasze wpisy ze zwiedzania Cagliari to wiecie już, że ten męczennik został ścięty za czasów cesarza Dioklecjana właśnie tu – w Norze.

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie forum

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie forum

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie łaźnie

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie łaźnie

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie łaźnie

Nora, ruiny starożytnego miasta, rzymskie łaźnie

Nora, ruiny starożytnego miasta, archeologowie przy pracy

Nora, ruiny starożytnego miasta, archeologowie przy pracy

Nora, ruiny starożytnego miasta, archeologowie przy pracy

Nora, ruiny starożytnego miasta, archeologowie przy pracy

Nora, ruiny starożytnego miasta, widok z wieży hiszpańskiej

Nora, ruiny starożytnego miasta, widok z wieży hiszpańskiej

Nora, kościół św.Efezjusza

Nora, kościół św.Efezjusza

W miejscu, gdzie wg legendy zabito Efezjusza, wybudowano w 1089 r. kościół pod jego wezwaniem, prawdopodobnie na miejscu znajdującej się tu już wcześniej chrześcijańskiej świątyni. Kościół ten jest głównym miejscem kultu bardzo czczonego na Sardynii św.Efezjusza, stąd co roku, każdego 1 maja, wyrusza jedna z najdłuższych procesji w Europie, kiedy to posąg świętego jest prowadzony z kościoła św.Efezjusza w Cagliari (zwiedzaliśmy go poprzedniego dnia) aż tutaj właśnie. Święto to jest największym w Cagliari.

I to ostatni element zwiedzania Nory i okolic. Teraz już nieodwołalnie zwracamy się na północ. Kolejnym przystankiem w drodze do Abbasanty, gdzie mamy ostatni już na Sardynii nocleg, będzie miasteczko Sanluri – o nim, i o innych malowniczych miasteczkach po drodze, będzie już w następnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z ruin starożytnej Nory znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Sardynia 2014

Murale w Orgosolo

Ostatnim punktem naszej tygodniowej wyprawy na Sardynię był górski rejon Barbaria. Wjechaliśmy w kręte górskie drogi, by zobaczyć Orgosolo, miasto owiane bardzo złą sławą jako kryjówka bandytów. Dziś bardziej znane z setek ściennych murali na ulicach.

Zuri, kościół św.Piotra

Ostatni dzień na Sardynii rozpoczynamy w środkowej części wyspy, w miejscowości Abbasanta, znanej głównie ze znajdującego się tu nuraga Losa. Ale sama Abbasanta i jej najbliższe okolice kryją o wiele więcej miejsc wartych zobaczenia.

Barumini, nurag Su Nuraxi

Szósty dzień na Sardynii kończymy mocnym akcentem. Zwiedzamy bowiem Barumini, którego "ozdobą" jest jedyne miejsce na wyspie, wpisane na listę UNESCO - kompleks Su Nuraxi, czyli najsłynniejszy na Sardynii nurag. Ale nie tylko...

 

0

Autor:

Kategorie: Rok 2014, Sardynia, Sardynia 2014, Włochy

Sardynia, ruiny starożytnego miasta Tharros

Czwarty dzień na Sardynii to znów objazdówka. Po średniowiecznej, kolorowej Bosie przyszedł czas na znacznie po starsze miejsce – założone już w VIII w. p.n.e. starożytne miasto Tharros, a raczej ruiny, które po nim pozostały.

Sardynia 2014 (poprzedni wpis: Malownicza Bosa). Bosę, choć z żalem, musieliśmy w końcu opuścić. Kierujemy się ciągle na południe Sardynii – kolejny nocleg mamy wszak na samym południowym krańcu wyspy – w Cagliari. Zanim jednak tam dojedziemy, czeka nas po drodze sporo atrakcji. Kolejną jest Tharros, jedno z najstarszych zorganizowanych miast na Sardynii, założonych już w VIII w. przez Fenicjan.

Fenicjanie „przejęli” wzgórze Su Muru Mannu, leżące na samym wybrzeżem morskim, pod wcześniej zamieszkujących tu niewielką wioskę ludziach z epoki nuragijskiej. Na ruinach tejże wioski postawili własne sanktuarium, w którym chowali zwłoki zmarłych dzieci (tofety). Tharros stało się jednym z najważniejszych miast na Sardynii w epoce punickiej (VI – III w. p.n.e.), a później przejęte zostało przez Rzymian, którzy mocno je rozbudowali. I właśnie z czasów rzymskich najwięcej w Tharros pozostało do dziś. Miasto zamieszkane było aż do końcówki XI w., kiedy to po naporem najazdów Saracenów, miejscowy biskup przeniósł się do pobliskiego Oristano, a w ślad za nim podążyli mieszkańcy.

Z Bosy do Tharros jest ok. godziny jazdy samochodem. Zatrzymaliśmy się tylko raz, we wiosce San Salvatore, w której mieliśmy znaleźć XVII-wieczny kościół San Salvatore. Nie znaleźliśmy go, więc – jak rzadko – napiszemy trochę o tym, czego nie widzieliśmy. Sam kościółek jest niewielki, stoi na centralnym placu wioski i nie sprawia wrażenia szczególnego zabytku. Cuda jednak kryją się w jego podziemiach – znajduje się tam bardzo stare „hypogeum”, miejsce kultu używane jako sanktuarium, pochodzące z epoki neolitu. Nuragijczycy przekształcili je w świętą studnię. Potem kolejno Punici i Rzymianie czcili tu własnych bogów. W końcu w erze chrześcijaństwa miejsce to zostało przerobione na świątynię, by na niej wybudować naziemny kościół, właśnie w XVII w.

Sardynia, San Salvatore, ruiny rzymskiej łaźni Terme di Domu ’e Cubas

Sardynia, San Salvatore, ruiny rzymskiej łaźni Terme di Domu ’e Cubas

Sardynia, plaża i wieża hiszpańska przy ruinach Tharros

Sardynia, plaża i wieża hiszpańska przy ruinach Tharros

Sardynia, ruiny Tharros

Sardynia, ruiny Tharros

Sardynia, ruiny Tharros, zbiornik wodny rzymskiego akweduktu

Sardynia, ruiny Tharros, zbiornik wodny rzymskiego akweduktu

Dlaczego nie znaleźliśmy kościoła ? Bo San Salvatore zrobiło na nas… upiorne wrażenie. Maleńka wioska, zabudowana parterowymi domkami, sprawiała w środku upalnego dnia wrażenie wymarłej. Nie zauważyliśmy ani jednej osoby, ani jednych otwartych drzwi czy uchylonego okna – horror w czystej postaci. Objechaliśmy więc wioskę dookoła w poszukiwaniu świątyni, ale do środka już się nie zapuściliśmy. Na obrzeżach San Salvatore znaleźliśmy za to inną rzecz – całkowicie zapuszczone i kompletnie pozostawione bez opieki ruiny rzymskiej łaźni (Terme di Domu ’e Cubas), datowanej na III / IV w. n.e.

Kolejne 10 minut jazdy i jesteśmy pod ruinami Tharros. Tu kończy się droga samochodowa, można zaparkować na dużym parkingu (są parkomaty, ale nieczynne – nie trzeba płacić za parkowanie) i pieszo kilkaset metrów, wzdłuż dość widowiskowej plaży po prawej stronie, podejść do kasy biletowej stanowiska archeologicznego. Bilety kosztują 5 EUR, dla dzieci 3,50 EUR.

Ruiny Tharros są dość dobrze oznakowane, a dodatkowo w kasie otrzymuje się angielskojęzyczną mapkę (trzeba ją zwrócić przy wyjściu). Pomiędzy poszczególnymi elementami wiedzie oznakowana droga zwiedzania, nie ma problemu z pogubieniem się. Zresztą Tharros nie jest zbyt duże. Nie prezentuje się też zbyt okazale, chyba jesteśmy zbyt rozpieszczeni szczególnie ruinami z Turcji, bo te w Tharros, zachowane w większości na poziomie kilkudziesięciu centymetrów, nie robią na nas szczególnego wrażenia. Może poza niezwykle widowiskowym położeniem tuż nad brzegiem morza na półwyspie Sinis. W kolejności zwiedzania zobaczyć tu można:

Sardynia, ruiny Tharros, rzymska droga miejska

Sardynia, ruiny Tharros, rzymska droga miejska

Sardynia, ruiny Tharros, ruiny rzymskiej świątyni

Sardynia, ruiny Tharros, ruiny rzymskiej świątyni

Sardynia, ruiny Tharros, rzymskie łaźnie

Sardynia, ruiny Tharros, rzymskie łaźnie

Sardynia, ruiny Tharros, pozostałości chrześcijańskiego baptysterium

Sardynia, ruiny Tharros, pozostałości chrześcijańskiego baptysterium

  • Castellum Aquae – dawny zbiornik wodny akweduktu miejskiego, wybudowany razem z nim w czasach rzymskich (II / III w. n.e.). Akwedukt, którego części także zachowały się do dziś na terenie Tharros, miał ok. 400 m długości;
  • Miejska droga, wybudowana przez Rzymian w II / III w., podczas przebudowy systemu ulic w mieście;
  • Tempietto – mała świątynia, pochodząca ze wczesnych czasów rzymskich (II / I w. p.n.e.), choć styl punicki i zachowane punickie inskrypcje każą przypuszczać, że wcześniej miejsce to wykorzystywane było także do celów sakralnych;
  • Termy (nr 2) – jedne z trzech istniejących kiedyś w Tharros, znajdują się na końcu miasta (południowo-wschodni kraniec), tuż nad brzegiem morza. Pochodzą z II w. n.e., w czasach bizantyjskich wykorzystywane były jako nekropolia oraz prawdopodobnie jako miejsce kultu religijnego;
  • świątynia punicka, wybudowana w centrum dawnego miasta ok. IV / III w. p.n.e. W czasach rzymskich (I w. p.n.e.) materiały budowlane posłużyły do budowy kolejnej świątyni. W czasie wykopalisk usunięto rzymską warstwę budowli, odsłaniając starszą, punicką;
  • kolejne termy (nr 1), datowane na czasy rzymskie (II w. n.e.)
  • baptysterium, wybudowane obok term, już w czasach chrześcijańskich, częściowo z użyciem materiałów budowlanych pochodzących z rozbiórki rzymskich budowli. Datowane na VI / VII w. n.e.;
Sardynia, ruiny Tharros

Sardynia, ruiny Tharros

Sardynia, ruiny Tharros, pozostałości nuragijskiej wioski

Sardynia, ruiny Tharros, pozostałości nuragijskiej wioski

Teraz pozostało nam wejście na wzgórze Murru Mannu, miejsce gdzie Tharros pierwotnie powstało. Znajdziemy na nim pozostałości po nuragijskiej wiosce, datowanej nawet na XVI w. p.n.e. Po Nuragijczykach przyszli na wzgórze Fenicjanie, a potem Punici, którzy wybudowali pierwsze mury obronne. Mury te rozbudowali Rzymianie, dodając też obronną fosę. Pozostałości rzymskich murów i fosy także można oglądać na wzgórzu. Całość zwiedzania ruin Tharros zajmuje mniej więcej godzinę. Ze względu na otwarty teren radzimy zabrać ze sobą zapas wody – na terenie ruin nie da się jej kupić, a letnie upały mogą dać się we znaki.

Z terenu ruin Tharros nie da się nie zauważyć stojącej na przeciwległym wzgórzu hiszpańskiej wieży obronnej, górującej nad całym terenem. Także i ją można zwiedzać (można wykupić łączony bilet do ruin i wieży), ale w czasie naszej październikowej wizyty wieża była zamknięta.

Ale to nie koniec atrakcji na półwyspie Sinis. Zanim wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy w dalszą drogę wzdłuż zachodniego wybrzeża Sardynii, najpierw spędziliśmy trochę czasu na malowniczej plaży obok ruin Tharros. Zawsze to jeszcze jedna okazja do zamoczenia nóg w ciepłym morzu na Sardynii.

Sardynia, kościół w San Giovanni di Sinis

Sardynia, kościół w San Giovanni di Sinis

Sardynia, kościół w San Giovanni di Sinis

Sardynia, kościół w San Giovanni di Sinis

Sardynia, kościół w San Giovanni di Sinis

Sardynia, kościół w San Giovanni di Sinis

Sardynia, plaża w San Giovanni di Sinis

Sardynia, plaża w San Giovanni di Sinis

Sardynia, plaża w San Giovanni di Sinis

Sardynia, plaża w San Giovanni di Sinis

Sardynia, wioska San Giovanni di Sinis widziana z ruin Tharros

Sardynia, wioska San Giovanni di Sinis widziana z ruin Tharros

Końcowym akcentem był jeszcze jeden zabytek – kościółek San Giovanni di Sinis, znajdujący się w miejscowości o tej samej nazwie, sąsiadującej z ruinami Tharros. To kolejny obiekt, który w Polsce należałby do klasy „0”. Wybudowany już w VI w. na terenie wcześniejszej pogańskiej nekropolii, przerobionej potem na chrześcijańską, został przebudowany we wczesnym średniowieczu (IX i XI w.). Pierwsza konstrukcja powstała z materiałów po dawnych zabudowaniach w Tharros. Podczas prac archeologicznych odkryto we wnętrzach elementy pochodzące z VIII / IX w., a na zewnątrz, obok budynku kościoła, ruiny prawdopodobnie stojącej obok wczesnochrześcijańskiej bazyliki. Kościół jest otwarty i dostępny dla zwiedzających.

Tego dnia w planach mieliśmy jeszcze jeden dłuższy przystanek – położone na południowym-zachodzie Sardynii miasto Iglesias. A po drodze kilka mniejszych atrakcji, głównie zabytkowych obiektów sakralnych w małych miasteczkach. Takich historycznych perełek jest na wyspie naprawdę mnóstwo, kilka z nich mieliśmy nadzieję zobaczyć właśnie tego dnia. Ale o tym już w następnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć ruin Tharros na Sardynii znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Sardynia 2014

Murale w Orgosolo

Ostatnim punktem naszej tygodniowej wyprawy na Sardynię był górski rejon Barbaria. Wjechaliśmy w kręte górskie drogi, by zobaczyć Orgosolo, miasto owiane bardzo złą sławą jako kryjówka bandytów. Dziś bardziej znane z setek ściennych murali na ulicach.

Zuri, kościół św.Piotra

Ostatni dzień na Sardynii rozpoczynamy w środkowej części wyspy, w miejscowości Abbasanta, znanej głównie ze znajdującego się tu nuraga Losa. Ale sama Abbasanta i jej najbliższe okolice kryją o wiele więcej miejsc wartych zobaczenia.

Barumini, nurag Su Nuraxi

Szósty dzień na Sardynii kończymy mocnym akcentem. Zwiedzamy bowiem Barumini, którego "ozdobą" jest jedyne miejsce na wyspie, wpisane na listę UNESCO - kompleks Su Nuraxi, czyli najsłynniejszy na Sardynii nurag. Ale nie tylko...

 

0

Autor:

Kategorie: Rok 2014, Sardynia, Sardynia 2014, Włochy

Kachetia. Monastery, monastery, winnice, monastery... cz.1

Drugi dzień samochodowej jazdy dowolnej po gruzińskiej Kachetii stał pod znakiem rajdu po starych prawosławnych monasterach. Miłe przerywniki to fortece i winnice. Niemiłe – tragiczna jakość niektórych miejscowych dróg.

Gruzja 2014, dzień 4 (poprzedni wpis: Kachetia: monaster Dawid Garedża i miasto Signagi). Po przygodach pierwszej nocy z noclegiem w samochodzie, pobudka nastąpiła przed 7-mą rano czasu gruzińskiego (w Polsce jest dwie godziny wcześniej). Szybkie ogarnięcie się, śniadanie i wyruszam do zwiedzania. Do pierwszego punktu planu mam… 100 metrów, więc się nie nachodzę.

Zgodnie z tym, co znalazło się we wpisie poprzednim, nocleg wypadł mi na szczycie wzgórza, górującego nad miejscowością Gurjaani (Gurdżani), tuż obok murów monasteru Kvelatsminda. O 7-mej rano bramka wejściowa była już otwarta (a może zawsze jest otwarta), więc bez problemu można dostać się na teren klasztoru. Celem jest, stojący ok.200 metrów za bramą, kościół Zaśnięcia NMP, którego datę budowy ocenia się na VIII w. Wg legend miał tu miejsce cud mleka wypływającego ze ścian, stąd podobno jest chętnie odwiedzany przez karmiące matki. Kościół ten jako jedyny w całej Gruzji posiada dwie kopuły. We wnętrzach podobno zachowały się pozostałości fresków ściennych z okresu budowy – podobno, bo minusem wczesnej pory zwiedzania okazało się to, że kościół był zamknięty. Monaster funkcjonuje do dziś.

KML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Gruzja, dzień 4

ładowanie mapy - proszę czekać...

Gruzja, Gurjaani, monaster Kvelatsminda: 41.720209, 45.788097
Gruzja, Kvareli, twierdza: 41.947889, 45.812452
Gruzja, Kvareli, monaster Dubi: 41.940974, 45.824495
Gruzja, monaster Nekresi: 41.972138, 45.767713
Gruzja, Gremi: 42.002140, 45.660114
Gruzja, Tsinandali: 41.896208, 45.567169
Gruzja, Telawi: 41.917519, 45.476307
Gruzja, kompleks monasterów Szuamta: 41.910773, 45.406108
Gruzja, monaster Ikalto: 41.936892, 45.380659
Gruzja, monaster Alawerdi: 42.032305, 45.377054

 

Gurjaani, monaster Kvelatsminda

Gurjaani, monaster Kvelatsminda

Gurjaani, monaster Kvelatsminda

Gurjaani, monaster Kvelatsminda

Kvareli, "urząd miejski"

Kvareli, „urząd miejski”

Kvareli, warownia z XVI-XVIII w., w tle "urząd miejski"

Kvareli, warownia z XVI-XVIII w., w tle „urząd miejski”

Kvareli, warownia z XVI-XVIII w.

Kvareli, warownia z XVI-XVIII w.

Kvareli, monaster Dubi

Kvareli, monaster Dubi

Kvareli, monaster Dubi

Kvareli, monaster Dubi

Czas opuścić monaster Kvelatsminda. Kolejnym celem jest miasteczko Kvareli, małe (niespełna 10 tys. mieszkańców), senne miasteczko, leżące w dolinie rzeki Alazani, u stóp Wielkiego Kaukazu. Znane głównie z pobliskiego jeziora, służącego jako miejsce wypoczynku oraz jako miejsce urodzin Ilii Czawczawadze, XIX-wiecznego pisarza, poety i dziennikarza, który wskrzesił ruch niepodległościowy w Gruzji pod panowaniem rosyjskim. Czawczawadze jest dziś świętym gruzińskiego kościoła prawosławnego.

Kvareli uważane jest za stolicę winiarstwa w Kachetii. Z winiarstwem związana jest kolejna atrakcja miasta – tunele wydrążone w skałach Kaukazu. Dwa długie tunele (łączna długość 7,7 km), łączone ze sobą kilkunastoma galeriami po pół kilometra każda, wydrążone zostały w latach 50-tych XX w. jako obiekt wojskowy (obronny). Ale szybko okazał się nieprzydatny, w związku z czym sprzedano go właścicielom największej winnicy w okolicy (Khareba). Oni dobudowali obok centrum turystyczne, gdzie można dowiedzieć się więcej o winie, a także poddać się degustacji. Oczywiście można też zwiedzić tunel (wstęp 3 GEL). We wnętrzach przechowywane jest ok.25 tys. butelek wina.

Ale nie dla pamięci poety zwizytowałem Kvareli. Dla tunelu też nie – odpuściłem sobie ze względu na napięty „program” dnia. Ot, było po drodze do następnego monasteru (Nekresi), a przy okazji doczytałem się, że znajdują się tu nieźle zachowane pozostałości dawnej twierdzy. I rzeczywiście, nie dość że się znajdują, to i są dobrze zachowane. A dokładnie – odrestaurowane, jak i duża część miasta, która przeszła niedawno gruntowny face-lifting.

Monaster Nekresi, kosciół św.Abibosa

Monaster Nekresi, kosciół św.Abibosa

Droga do monasteru Nekresi, zdjęcie nie oddaje jej stromizny

Droga do monasteru Nekresi, zdjęcie nie oddaje jej stromizny

Monaster Nekresi

Monaster Nekresi

Monaster Nekresi, kościół z VIII / IX w.

Monaster Nekresi, kościół z VIII / IX w.

Monaster Nekresi, dawny magazyn wina

Monaster Nekresi, dawny magazyn wina

Zbyt dużo o warowni w Kvareli nie ma w sieci – pochodzi z XVI-XVIII w., zbudowana została na planie kwadratu, z narożnymi wieżami obronnymi. Dziś stoi przy głównym placu miasta, obok futurystycznego „urzędu miejskiego”, mocno kontrastującego z grubymi murami fortecy oraz okazałego posterunku policji. Plac ma dużo miejsc parkingowych, można tu wygodnie na chwilę zostawić samochód. A wracając do warowni – dostęp do niej był możliwy przez cztery bramy, znajdujące się z każdej strony – dziś przez nie można zobaczyć, do czego wykorzystywany jest dawny warowny dziedziniec – urządzono tam pełnowymiarowe… trawiaste boisko piłkarskie. Otoczone murami, musi zapewne stanowić jeden z najbardziej oryginalnych stadionów.

Stojąc pod murami fortecy i grzebiąc w informacjach na temat Kvareli w telefonie, wygrzebałem niechcący jeszcze jedną atrakcję, niezwykle pasującą do charakteru tego dnia zwiedzania. W Kvareli znajduje się bowiem także… monaster – monaster Dubi, stojący nieco na obrzeżach miasta, całkiem niedaleko od rzeczonego winnego tunelu.

O monasterze Dubi nie ma prawie w ogóle informacji, poza tym że został otworzony w 2000 r., ale na jego terenie stoi zabytkowy kościół z VI w. Teren monasteru jest niewielki i rzeczywiście poza świątynią nie ma tu nic do zobaczenia. A i ze zwiedzaniem samego kościoła był kłopot – wewnątrz trwało właśnie nabożeństwo. Ograniczyłem się więc do obfotografowania z zewnątrz.

Czas już dotrzeć do wspomnianego monasteru Nekresi, w końcu jest już po 9-tej rano :) Położony jest on wysoko na wzgórzu nieco na zachód od Kvareli i dojechać do niego (prawie do niego, o czym dalej) wygodną asfaltową drogą – z Kvareli to raptem jakieś 12 km. Cały trik tkwi w tym, że droga kończy się u podnóża wzgórza, na którego szczycie położony jest monaster. Tabliczka na szlabanie mówi, że dalej można udać się albo pieszo, albo zabrać się marszrutką (busem), odjeżdżającą z parkingu przy końcu drogi – bilet 1 GEL – tylko ta marszrutka odjeżdża bez żadnego rozkładu jazdy, tylko wtedy, gdy się zapełni. A droga od szlabanu do monasteru ma 1,5 km.

Winnice Kachetii

Winnice Kachetii

Gremi, wzgórze z kościołem św.Archaniołów

Gremi, wzgórze z kościołem św.Archaniołów

Gremi, kościół św.Archaniołów

Gremi, kościół św.Archaniołów

Gremi, kościół św.Archaniołów

Gremi, kościół św.Archaniołów

Gremi, kościół św.Archaniołów

Gremi, kościół św.Archaniołów

A o 9-tej rano na parkingu byłem sam, a marszrutki w ogóle nie było, nie mówiąc nawet o jej zapełnieniu. Ale co tam, nie jestem inwalidą, żeby nie przejść 1,5 km. Praktycznie zaraz za szlabanem, nieco na zachętę, można zobaczyć stojący przy drodze mały kościół, poświęcony Abibosowi, legendarnemu twórcy monasteru, jednemu z Trzynastu Ojców Syryjskich (innych z tego grona, Dawid z Garedży, stworzył monaster, w którym byłem dnia poprzedniego).

Nekresi w I w. p.n.e. pojawia się w dokumentach jako starożytna osada. W IV w. n.e. ówczesny władca otoczył ją murami, a jego następca wybudował tu pierwszy kościół. Zachował się on do dziś i jest jednym z najstarszych świątyń na terenie całej Gruzji. W czasach gdy Gruzja przechodziła na chrześcijaństwo, stąd król prowadził swoją krucjatę nawracającą.

W VI w. przybył do Nekresi rzeczony Abibos, obejmując funkcję miejscowego biskupa i aktywnie chrystianizując region, pomimo tego, że był on wtedy pod władaniem perskim, zwalczającym chrześcijaństwo. Abibos został ujęty i uwięziony za zalanie wodą świętego ognia zoroastriańskiego w świątyni (wg tej religii ogień jest święty, pali się w każdej świątyni i jest stale podtrzymywany). Biskup został skazany na śmierć i ukamieniowany.

Wracając do „spaceru” drogą do monasteru. Droga prowadząca na górę jest dobrej jakości, wygląda na świeżo wybrukowaną. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie… potworna jej stromizna. Jeśli odwiedzicie kiedyś Nekresi, przygotujcie się na dłuuuuuugi spacer pod stromą górę – te 1.5 km, jak podają przewodniki, idzie się mniej więcej 45 minut – sprawdziłem w praktyce. W lecie, w pełnym słońcu (na szczęście to były dopiero okolice godz.10-tej rano w Gruzji), ta odsłonięta, praktycznie bez grama cienia droga daje się naprawdę w kość. Sytuację ratują trzy stanowiska „do odpoczynku”, ale nie zapomnijcie zabrać ze sobą wody – naprawdę się przyda.

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Gremi, pozostałości dawnej części handlowej

Monaster Nekresi składa się z kilku historycznych perełek: wspomnianego już kościoła z IV w., bazyliki z VI/VII w., stojącego obok pałacu biskupiego z VIII w., połączonego z „marani” (magazynem wina, dziś pustym) oraz z dobudowaną w XVI w. wysoką wieżą oraz kościoła z VIII/IX w. Nekresi było wielokrotnie w swojej historii najeżdżane, zostało ostatecznie zniszczone w XVIII w., ale niedawno klasztor gruntownie odrestaurowano i w tej chwili prezentuje się całkiem atrakcyjnie. No i ze wzgórza klasztornego rozciągają się niezwykłe widoki na dolinę.

Zejście drogą z monasteru jest już banalne, w porównaniu z wejściem, stroma droga tym razem jest plusem. Na parkingu u podnóża klasztornego wzgórza można chwilę odpocząć – jest przygotowana odpowiednia infrastruktura (ławki, zadaszone stoliki, nawet toaleta). I można ruszać dalej, kolejne kilkanaście kilometrów, do Gremi.

Gremi to dziś mała wieś, a może miasteczko, która jest swego rodzaju meteorem w historii Gruzji. Przeleciało przez nią, zaświeciło na krótko i znikło w ciemnościach. Gremi pojawia się w historii już w epoce brązu – odnaleziono tu elementy, pochodzące z I tysiąclecia p.n.e. – dziś pokazywane są w miejscowym muzeum. Ale tak naprawdę Gremi pojawiło się w gruzińskiej historii raptem na 150 lat, w 1466 r., kiedy to zostało stolicą królestwa całej Kachetii (to był okres, kiedy rozpadła się jednolita Gruzja). Gremi stało się wtedy centrum politycznym (mieszkał tu król), ekonomicznym i kulturalnym regionu.

Miasto dzieliło się wtedy na trzy części: część królewską z pałacami, basenami, saunami i fontannami; część ze świątynią św.Archaniołów oraz zamkiem oraz część handlową, najbardziej ruchliwą, z karawanserajami, sklepami i rezydencjami mieszkalnymi. Całość zajmowała 40-50 ha. Najważniejszą dziś częścią Gremi jest oczywiście wzgórze ze stojącym na nim kościołem św.Archaniołów, zamkiem, dzwonnicą i magazynami wina. Odkryto także sekretny tunel, prowadzący na brzeg przepływającej obok rzeki.

Droga do jaskiń w Kisischewi

Droga do jaskiń w Kisischewi

Kościół św.Archaniołów wybudowany został w 1565 r. z kamienia, na planie krzyża. Posiada jedną, strzelistą kopułę. We wnętrzach jest bogato zdobiony – freski pochodzą z 1577 r. W dzwonnicy znajduje się wspomniane wcześniej muzeum (wstęp płatny) z „łupami” z wykopalisk na terenie Gremi. Cały kompleks wraz z zamkiem otoczony jest pokaźnym murem.

Ale to nie koniec atrakcji Gremi – ok.200 m za wzgórzem z kościołem i zamkiem, znajduje się wejście na teren ruin dawnej części handlowej miasta z czasów jego świetności. Tu znajduje się niewielki parking, na którym można zostawić samochód. Teren jest dobrze urządzony, łącznie z wyłożeniem alejek dla zwiedzających. Na miejscu znajduje się kilka historycznych obiektów: pozostałości świątyń (w XVII w. było ich tu kilkanaście), karawanseraj, łaźnia i nikłe części innych obiektów. Znajdziecie tu także restaurację / kawiarnię oraz sklep z pamiątkami. Jest nawet huśtawka dla dzieciaków. Wstęp jest bezpłatny.

Czas na dalsze zwiedzanie. Tym razem w kierunku Telawi, dzisiejszej stolicy Kachetii. Ale najpierw chcę zobaczyć jaskinie nieopodal wioski Kisischewi. Wjeżdżam więc do Telawi, ale zamiast do centrum miasta, kieruję się ok.7 km na wschód, gdzie pomiędzy wioskami Kisischewi a Tsinandali, przed mostem na rzece, wiedzie w prawo droga do jaskiń. Ze skrętu do jaskiń jest następne 7 km (nie ma żadnych oznaczeń, trzeba skręcać „na czuja”). Ale droga okazuje się tak podłej jakości i ma tyle odnóg w bok, że stwierdzam, że dotarcie do jaskiń zajmie mi zbyt wiele czasu – rezygnuję i wracam do głównej drogi.

Teraz czas na samo Tsinandali, posiadające jedną atrakcję – dawną rezydencję Aleksandra Czawczawadze wraz z ogromnymi ogrodami. Aleksander Czawczawadze to niezwykle barwna postać, poeta oraz żołnierz, żyjący na przełomie XVIII i XIX w. Urodzony w Rosji, ale w gruzińskiej, wysoko postawionej rodzinie, już za młodych lat uczestniczył w antyrosyjskim powstaniu. W niewoli powstały jego pierwsze poematy. Potem nastąpił „zwrot” i Czawczawadze walczył w wojskach rosyjskich przeciwko kolejnemu gruzińskiemu powstaniu oraz przeciwko Napoleonowi. Na koniec służby, już w stopniu generała rosyjskiego, został wojskowym administratorem gruzińskiej Kachetii i osiadł właśnie w Tsinandali.

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

Tsinandali, rezydencja Chawczawadze

W swojej posiadłości wybudował winnice i rozpoczął produkcję znanego do dziś białego wina „Tsinandali”. Trzy lata później znów „zwrotka” i udział w kolejnym powstaniu i znów aresztowanie i niewola. Ułaskawienie i walka w wojskach rosyjskich na Kaukazie. Zginął w wypadku konnym w Tsinandali. Dziś uważany jest za ojca gruzińskiego romantyzmu w literaturze. Inny z gruzińskich romantyków, Barataszwili, tworzył swe dzieła nieszczęśliwie zakochany w jednej z córek Czawczawadze. Jego posiadłość w tej miejscowości przekształcono w muzeum. Można tu pospacerować po 18-hektarowym parku, jako pierwszym w Gruzji urządzonym przez europejskich projektantów, zrewitalizowanym w 1887 r., już po śmierci właściciela. Można tu znaleźć wiele drzew i roślin na co dzień nie występujących w Gruzji, pochodzących z Europy, Azji i obu Ameryk.

Oczywiście możliwe jest zwiedzanie także rezydencji Czawczawadze (choć zabronione jest robienie we wnętrzach zdjęć). W środku często organizowane są wystawy sztuki znanych artystów (wystawiano tu m.in. dzieła Pablo Picasso i Salvadora Dali). Bilety pozwalające na zwiedzanie parku i rezydencji kosztują 5 GEL (sam park: 2 GEL). Królują tu wszechobecne wycieczki szkolne, stąd bywa tu gwarno i głośno. Czas odwiedzić stolicę Kachetii – Telawi, ale to (i kolejne stare monastery) będzie już w następnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć monasterów gruzińskiej Kachetii znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Gruzja

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Wardzia, skalne miasto

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi - średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche - monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu - powrót do Mcchety.

Borżomi

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

 

0

Autor:

Kategorie: Gruzja, Gruzja 2014, Rok 2014

Pierwszy dzień w Tbilisi

Drugi dzień wyprawy do Gruzji kończy się przyjazdem do Tbilisi. Stolica Gruzji ma być tylko przystankiem – następnego dnia rano odebrać mam wypożyczony samochód, którym mam zamiar objechać najważniejsze atrakcje wschodniej części tego kraju.

Gruzja 2014, dzień 2 (poprzedni wpis: Skalne miasto Upliscyche i Gori – rodzinne miasto Stalina). W Tbilisi ląduję marszrutką, z uprzednio zwiedzonego Gori, na dworcu Didube. Od razu przesiadka do taksówki i przejazd (10 GEL) do guesthouse’u, w którym mam zarezerwowany nocleg – w okolice katedry Sioni.

Guesthouse „Nice” przy ulicy Saiatnova. Próba dogadania się z właścicielem po angielsku, z wplecionym łamanym rosyjskim kończy się humorystycznie – gospodarz pyta płynną polszczyzną „Ty Polak ? To czego tak dziwnie mówisz ?”. Okazuje się, że człowiek pracował w Polsce, i do tego w Poznaniu, i do tego na Grunwaldzkiej, którą znam z powodów, hmmm…. zawodowych :) Ale polski język może i zna, tylko że jest Gruzinem, znaczy akceptuje błogi bałagan – znaczy zarezerwowany przeze mnie pokój okazuje się zajęty, bo… mieszkająca w nim uprzednio ekipa postanowiła się… nie wyprowadzać i zostać dłużej :) Koniec końców ląduję w innym niż zamawiany pokój. W ramach pojednania gospodarz przynosi z kuchni gruzińską kawę – no naprawdę rewelacja w smaku.

Kawa po gruzińsku

Kawa po gruzińsku

Tbilisi, plac Wolności

Tbilisi, plac Wolności

Tbilisi, mini-park Puszkina przy placu Wolności, z dość widowiskową fontanną

Tbilisi, mini-park Puszkina przy placu Wolności, z dość widowiskową fontanną

Tbilisi, odsłonięte pozostałości dawnych murów miejskich

Tbilisi, odsłonięte pozostałości dawnych murów miejskich

Wreszcie można pozbyć się z pleców plecaka, a przy okazji zmienić to i owo w garderobie na świeże, po całodniowym „dymaniu” z Kutaisi przez Gori w 30-stopniowym upale. No i najważniejszy wynalazek ludzkości (no, może drugi, po łóżku), czyli prysznic. Telefon z planem zwiedzania, papierowa mapa jako pomoc awaryjna, i koło godz.17-tej ruszam „w miasto”. Czas zrealizować plany turystyczne, w końcu kilka godzin dnia jeszcze zostało.

Plan zwiedzania Tbilisi wyjątkowo nie był mojego autorstwa, nieco ułatwiłem sobie życie, korzystając z „gotowca”, znalezionego na tbilisibezbolesnie.pl. Skorzystałem z opisanej tam trasy, z małymi modyfikacjami, które wynikły raczej z tego, że zwiedzanie miasta miałem rozpisane na dwa dni (drugi dzień miał nastąpić, gdy wrócę do Tbilisi oddać wypożyczony samochód). Trasę zacząłem od środka, czyli od punktu najbliższego mojemu guesthouse’owi, czyli Placu Wolności. Ale zanim o zwiedzaniu, słów kilka o samym mieście.

Tbilisi wg legendy założył pod koniec V w. król Wachtang Gorgasali (jego pomnik widzieliście już, jeśli czytaliście relację z Gori). Ale to tylko legenda, bo miasto istniało już wcześniej – w IV w. było już opisywane przez ówczesnych podróżników. W każdym razie tenże Wachtang I miał co do Tbilisi poważne zamiary, a dzieła dokończył jego syn, przenosząc tu swoją stolicę z historycznej Mcchety. Ważne położenie miasta i jego bogactwo sprawiało, że było celem kolejnych najazdów, w wyniku których zmieniali się władcy: w VI w. Persowie, w VII w. Biznacjum, w VIII w. Arabowie, którzy zagościli tu na dłużej, aż do czasu, gdy w XI w. wpadli Turcy, a ostatecznie „odbił” Tbilisi król Dawid IV Budowniczy, który zjednoczył małe gruzińskie królestwa, tworząc wielką Gruzję i przenosząc tu w 1122 r. stolicę państwa z Kutaisi.

Tbilisi, pozostałości dawnych murów miejskich

Tbilisi, pozostałości dawnych murów miejskich

Tbilisi, cerkiew Anczischati z VI w.

Tbilisi, cerkiew Anczischati z VI w.

Tbilisi, cerkiew Anczischati z VI w.

Tbilisi, cerkiew Anczischati z VI w.

Potem znów była karuzela najazdów: Mongołowie, Tatarzy (przed którymi ówczesna królowa uciekła, osiadając ponownie w Kutaisi). W XV w., kiedy nie było już tych ostatnich, Gruzja rozpadła się na małe państewka, a Tbilisi wróciło do „stolicowania” Kartlii, tak jak to miało miejsce za czasów Wachtanga I. Następne wieki to na przemian Turkowie i Persowie, a gdy Gruzja zaczęła myśleć o zbliżeniu się do Rosji, by ochronić się przed tymi ostatnimi, Rosjanie zaanektowali państwo gruzińskie. Tbilisi stało się siedzibą rosyjskiej guberni (pocz. XIX w.). Gdy w Rosji rozpoczęła się po I wojnie światowej rewolucja bolszewicka, Gruzja skorzystała z okazji i utworzyła niepodległe państwo, które jednak przetrwało tylko trzy lata (1918 – 1921), a stolicą znów było Tbilisi.

Tbilisi, budynek teatru lalek i niecodzienny zegar

Tbilisi, budynek teatru lalek i niecodzienny zegar

Lenin jednak najechał Gruzję i znów wtłoczył ją w granice, tym razem Rosji radzieckiej, Tbilisi pozostała rola stolicy republiki radzieckiej. Rolę stolicy niepodległego państwa odzyskano dopiero w 1991 r., kiedy Gruzja po raz któryś z kolei w historii stała się niezależnym bytem. Dziś miasto jest największym w Gruzji, liczy grubo ponad milion mieszkańców i jest siedzibą prezydenta (parlament rezyduje w Kutaisi).

Zaczynamy od placu Wolności, nazywanego tak od czasów odzyskania przez Gruzję niepodległości, choć nazwa ta była w użyciu jeszcze w 1918 r., gdy na krótko Gruzja także była niepodległa. W czasach sowieckich plac posiadał dość niechlubne nazwy: „plac Lenina” czy „plac Berii” (na cześć szefa NKWD, z pochodzenia Gruzina spod Kutaisi). Centralnym obiektem placu Wolności jest pomnik Wolności, postawiona tu w 2006 r. wysoka kolumna z postacią św.Jerzego, walczącego ze smokiem.

Dookoła placu zobaczyć można m.in.: ratusz miejski (1830 r., ale wielokrotnie przebudowywany), siedzibę Banku Narodowego Gruzji i widowiskowy budynek hotelu sieci Marriott. Naprzeciwko ratusza miejskiego, po drugiej stronie placu znajduje się mini-park – park Puszkina, z dość widowiskową fontanną.

Tbilisi, figury z brązu na moście Barataszwilego

Tbilisi, figury z brązu na moście Barataszwilego

Tbilisi, widok na Most Pokoju i twierdzę Narikala z innego mostu - mostu Barataszwilego

Tbilisi, widok na Most Pokoju i twierdzę Narikala z innego mostu – mostu Barataszwilego

Tbilisi, futurystyczne "grzybki", czyli urząd miejski

Tbilisi, futurystyczne „grzybki”, czyli urząd miejski

Tbilisi, pomnik poety Barataszwilego

Tbilisi, pomnik poety Barataszwilego

Odchodząc ulicą Puszkina z placu Wolności, szybko docieramy do niedawno oddanych do użytku turystom, świeżo odkrytych w trakcie renowacji ulicy, fragmentów murów starej fortecy Tbilisi z XII-XIII w., wraz z pozostałościami wież strażniczych. Nowo odkryty odcinek ma zaledwie 110 m długości, ale dla jego odsłonięcia zdecydowano się na przebudowanie ulicy Puszkina i zmianę organizacji ruchu na niej. Fragmenty te zostały zbudzone prawdopodobnie na początku XIX w. w trakcie aneksji Gruzji przez Rosję, a potem pokryte warstwą ziemi podczas budowy ulicy.

Skręcając w prawo w ulicę Barataszwili, znajdziemy najlepiej chyba zachowany fragment starych miejskich murów, odsłoniętych już w 1977 r. A zaraz potem skręt w prawo, w ulicę Szawteli (gruzińskiego poety z przełomu XII/XIII w.) i wizyta pod oryginalną wieżą z równie oryginalnym zegarem – to część teatru Gabriadze – teatru lalek, najstarszego w Gruzji. Nazwa pochodzi od nazwiska założyciela, Rezo Gabriadze, znanego reżysera, pisarza, malarza i rzeźbiarza, laureata wielu nagród artystycznych (ale także np. francuskiej Legii Honorowej), urodzonego w Kutaisi. Na 30-lecie działalności teatru odsłonięto na wieży oryginalny zegar, którego unikatowość objawia się szczególnie o pełnych godzinach, gdy w ramach ich wybijania, odgrywana jest przez lalki scenka rodzajowa.

Właściwie tuż obok budynku teatru lalek znajduje się cerkiew gruzińskiego kościoła prawosławnego – Anczischati, wybudowana już w VI w. (najstarszy zachowany kościół w mieście), prawdopodobnie przez króla Daczi, syna Wachtanga I (legendarnego założyciela Tbilisi). To właśnie Daczi przeniósł do Tbilisi stolicę swojego państwa (z Mcchety). Za panowania bolszewików i komunistów kościół wyłączono z użytkowania, spełniał on wówczas rolę muzeum. Dopiero w 1991 r., po odzyskaniu przez Gruzję niepodległości, wznowiono funkcje kościelne cerkwi. Malowidła ścienne we wnętrzach cerkwi pochodzą z XIX w., za wyjątkiem jednego, pochodzącego jeszcze z XVII w.

Tbilisi, sobór św.Trójcy na wzgórzu św.Eliasza, największa świątynia w Gruzji

Tbilisi, sobór św.Trójcy na wzgórzu św.Eliasza, największa świątynia w Gruzji

Tbilisi, sobór św.Trójcy na wzgórzu św.Eliasza, największa świątynia w Gruzji

Tbilisi, sobór św.Trójcy na wzgórzu św.Eliasza, największa świątynia w Gruzji

Tbilisi, sobór św.Trójcy na wzgórzu św.Eliasza, największa świątynia w Gruzji

Tbilisi, sobór św.Trójcy na wzgórzu św.Eliasza, największa świątynia w Gruzji

Tbilisi, sobór św.Trójcy na wzgórzu św.Eliasza, największa świątynia w Gruzji

Tbilisi, sobór św.Trójcy na wzgórzu św.Eliasza, największa świątynia w Gruzji

Wracamy na ulicę Barataszwili, tuż przed mostem nad rzeką Mtkwari, także nazwany imieniem Barataszwilego, gruzińskiego poety z XIX w. Most ten zdaje się miał być taką „tbiliską” wersją mostu zakochanych. Kłódek tutaj nie znajdziemy, znajdziemy za to figurki z brązu, w zamyśle twórców mające przedstawiać zakochane pary.

Na pewno nie ujdzie uwagi nikogo, stojący po lewej stronie mostu futurystyczny budynek, autorstwa dwóch włoskich architektów, oddany do użytku we wrześniu 2012 r. – to „Public Service Hall”, czyli coś jakby Urząd Miejski, gdzie mieszkańcy mogą załatwiać podstawowe sprawy (dowody tożsamości, paszporty, akty małżeństwa, akty urodzenia itp. Budynek ten to jeden z kilku nowoczesnych konstrukcji w Tbilisi, wybudowanych w stolicy Gruzji w ostatnich latach. Ulicę Barataszwili za mostem jego imienia kończy… pomnik poety, ustawiony tu w 1999 r.

Za pomnikiem w górę pną się strome schody, które wyprowadzą na uliczkę, sąsiadującą ze stojącym na wzgórzu nad rzeką Mtkwari pałacem prezydenckim. Ale sam pałac lepiej będzie widać później, gdy zejdziemy w dół z powrotem nad rzekę. Teraz celem jest sobór św.Trójcy, stojący na szczycie wzgórza św.Eliasza. Świątynia nie jest zabytkiem historycznym, konsekracja odbyła się ledwie 10 lat temu, w 2004 r. Stoi za to na terenie historycznego cmentarza ormiańskiego, który w chwili trwania budowy mieścił podobno nawet do 90 tys. grobów. Żaden z grobów nie został nigdzie przeniesiony, po prostu je zniszczono. Na terenie cmentarza znajdował się także kiedyś stary armeński kościół, zniszczony jeszcze w czasach radzieckich.

Tbilisi, ruiny armeńskiego kościoła Karmir Avetaran

Tbilisi, ruiny armeńskiego kościoła Karmir Avetaran

Tbilisi, cerkiew Metechi z XIII w.

Tbilisi, cerkiew Metechi z XIII w.

Tbilisi, cerkiew Metechi z XIII w. i pomnik króla Wachtanga Gorgasali, legendarnego założyciela miasta

Tbilisi, cerkiew Metechi z XIII w. i pomnik króla Wachtanga Gorgasali, legendarnego założyciela miasta

Tbilisi, plac Europejski, widok ze wzgórza cerkwi Metechi

Tbilisi, plac Europejski, widok ze wzgórza cerkwi Metechi

Sobór św.Trójcy, zwany Samebą, jest dziś największą świątynią na terenie całej Gruzji (wysokość to ponad 105 m, a wymiary poziome to 56 x 44 m). Miała być wybudowana z okazji 2000 lat chrześcijaństwa, ale z powodów finansowych budowa przeciągnęła się. Dziś jest jednym z symboli Tbilisi i całej Gruzji. W stolicy ze względu na swoje położenie na szczycie wzgórza jest widoczna praktycznie z każdego punktu. Otaczający ją park (na jego terenie znajduje się jeszcze m.in. wolnostojąca dzwonnica i monaster) jest miejscem spacerów i spotkań mieszkańców.

Od soboru wracamy w kierunku rzeki ulicą Eristawi. Po drodze łatwo dać się skusić na zakupy u licznie tu „rezydujących” ulicznych sprzedawczyń owoców – ja „łapię” się na czereśnie (3 GEL / kg). Będą wieczornym dodatkiem do piwa w trakcie oglądania meczów – przecież trwają MŚ w Brazylii. Mijamy plac Avlabari, nadal kierując się w dół. Przy ulicy Metechi stoją ruiny dawnego armeńskiego kościoła, zwanego Karmir Avetaran. Wybudowano go najprawdopodobniej w 1809 r. i w tamtych czasach był to najwyższy kościół nie tylko w Tbilisi, ale i w całej Gruzji. W jego murach przechowywano m.in. relikwie jednego ze świętych kościoła armeńskiego, które zniknęły po grabieży w 1858 r.

Z powodu złego stanu technicznego, kościół zamknięto w 1937 r. i przez całe dziesięciolecia, pomimo starań społeczności ormiańskiej, nie przywrócono mu funkcji kościelnych. Służył jako piekarnia, sala bokserska czy biblioteka. W kwietniu 1989 r. jednak budynek częściowo się zawalił, choć okoliczni mieszkańcy twierdzili, że z wewnątrz tuż przed zawaleniem usłyszeli dźwięk eksplozji – do dziś są podejrzenia, że świątynia została celowo wysadzona w powietrze. W każdym razie – od tamtego czasu nikt już kościoła nie próbował restaurować – niszczeje od 25 lat. Do dziś nie zwrócono go też kościołowi armeńskiemu.

Idąc nadal w dół ulicą Metechi, na skręcie w prawo dojdziemy do kościoła Proroka Dawida, o którym, poza jego nazwą, nie jestem w stanie znaleźć nic więcej. Kolejny ważny cel stoi za to na końcu ulicy Metechi – cerkiew Metechi, zbudowana pod koniec XIII w. przez ówczesnego króla Dymitra II (rządził bardzo młodo, zasiadł na tronie mając 11 lat, zginął w wieku lat 30) jako część własnej rezydencji. We wnętrzach znajduje się grobowiec królowej z V w., Zuzanny, torturowanej przez własnego męża za sprzyjanie chrześcijaństwu. Ok. XVI – XVII wieku świątynia została opuszczona w wyniku rządów tureckich. Gdy na początku XIX w. władzę przejęli Rosjanie, przerobili świątynię na więzienie (1819 r.). Obecnie znów kościół powrócił do swych pierwotnych funkcji.

Tbilisi, pomnik "Matki Gruzji" na wzgórzu obok twierdzy Narikala i wagoniki kolejki linowej na nią jadące, widok ze wzgórza cerkwi Metechi

Tbilisi, pomnik „Matki Gruzji” na wzgórzu obok twierdzy Narikala i wagoniki kolejki linowej na nią jadące, widok ze wzgórza cerkwi Metechi

Tbilisi, Most Pokoju (czyli "podpaska")

Tbilisi, Most Pokoju (czyli „podpaska”)

Tbilisi, Most Pokoju (czyli "podpaska")

Tbilisi, Most Pokoju (czyli „podpaska”)

Tbilisi, park Rike z futurystycznym centrum kongresowym, w tle pałac prezydencki

Tbilisi, park Rike z futurystycznym centrum kongresowym, w tle pałac prezydencki

Tbilisi, twierdza Narikala na wzgórzu nad miastem

Tbilisi, twierdza Narikala na wzgórzu nad miastem

Na wzgórzu, na którym stoi cerkiew Metechi (przy okazji – ono też jest święte, tu wg legendy zginął Abo, chrześcijański męczennik, Arab z Bagdadu, który przybywając do Tbilisi przekonał się do zmiany religii na chrześcijaństwo i za to został zabity) w 1967 r. postawiono także konny pomnik króla Wachtanga Gorgasali, legendarnego założyciela Tbilisi.

Ze wzgórza świątyni Metechi roztacza się świetny widok na plac Europejski, Most Pokoju, park Rike, futurystyczną salę koncertową czy pałac prezydencki na wzgórzu. Tuż obok świątyni biegnie na drugą stronę Mtkwari most Metechi, pierwszy historycznie most w Tbilisi, w 1821 r. wybudowany jako drewniany, przebudowany na stalowy w 1870 r. Obecna postać pochodzi z lat 50-tych XX w.

Schodzimy ze wzgórza Metechi na plac Europejski i dalej na rozpościerający się nad brzegiem Mtkwari park Rike – nowo stworzone miejsce rekreacji dla mieszkańców Tbilisi. W parku tym znajduje się także dolna stacja kolejki linowej, wożącej turystów do twierdzy Narikala – ale ten punkt zwiedzimy podczas drugiego pobytu w Tbilisi, pod koniec wyprawy do Gruzji. Alejki prowadzące wśród zadbanych trawników i kwiatostanów prowadzą wzdłuż rzeki, do na wskroś nowocześnie wyglądającego centrum kongresowego i sali koncertowej, przybierających kształt dwóch ogromnych tub, idących w stronę wzgórza, na szczycie którego stoi pałac Prezydenta Gruzji.

Pałac prezydencki jest „świeżutki”, budowę ukończono w 2009 r., architektem był Włoch, który zaprojektował również stojący na wprost pałacu Most Pokoju. Most Pokoju to kolejna topowa atrakcja Tbilisi, choć także młoda (oddany został do użytku w 2010 r.), głównie ze względu na swój kształt oraz widowiskowe podświetlenie w nocy. Ze względu na kształt właśnie, miejscowi nazywają most „podpaską” – zobaczcie zdjęcia, to zrozumiecie dlaczego :)

I to już koniec rajdu po Tbilisi w pierwszym dniu pobytu w tym mieście. Nazajutrz (poniedziałek) odebrać miałem z wypożyczalni samochód, którym chciałem objechać spory kawał Gruzji. I objechałem – w kolejnym wpisie zobaczycie m.in. skalny monaster Dawid Garedża i Signagi, gruzińskie miasto zakochanych.

Pełna galeria zdjęć z Tbilisi znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Gruzja

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Wardzia, skalne miasto

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi - średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche - monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu - powrót do Mcchety.

Borżomi

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

 

0

Autor:

Kategorie: Gruzja, Gruzja 2014, Rok 2014

Odessa, spacerem wzdłuż wybrzeża Morza Czarnego (cz.2)

Będąc w Odessie warto poświęcić trochę czasu i przejść się wzdłuż wybrzeża Morza Czarnego. Połączycie tym samym przyjemne z pożytecznym – trasa ta da Wam, oprócz przyjemności nadmorskiego spaceru, możliwość zobaczenia sporej ilości ważnych atrakcji.

Weekend w Odessie (poprzedni wpis: Odessa, spacerem wzdłuż wybrzeża Morza czarnego, cz.1). Kontynuujemy nasz spacer wybrzeżem Morza czarnego w Odessie, rozpoczęty w poprzednim wpisie od szczytu schodów Potiomkinowskich na bulwarze nadmorskim. Kierując się bulwarem w stronę południową, niedaleko od schodów dotrzemy do osłoniętych szklanym rusztowaniem pozostałości po starożytnych greckich zabudowaniach, datowanych na VI w. p.n.e. Odsłonięto je przypadkiem podczas renowacji nawierzchni deptaka i pozostawiono jako ciekawostkę turystyczną.

Dokładnie na wysokości ruin, przy bulwarze stoi okazały budynek Hotelu Londyńskiego, pochodzącego z I poł. XIX w., dziś w standardzie 4-gwiazdkowym. Hotel szczyci się efektownym frontem oraz listą znamienitych gości, wśród których znaleźć można: Isadorę Duncan, Marcello Mastroianniego, Antoniego Czechowa czy Jan-Claude Van Damme’a.

Odessa, ruiny starożytnych zabudowań na bulwarze nadmorskim, w tle budynek Hotelu Londyńskiego

Odessa, ruiny starożytnych zabudowań na bulwarze nadmorskim, w tle budynek Hotelu Londyńskiego

Odessa, ratusz miejski i zabytkowe działo z 1854 r.

Odessa, ratusz miejski i zabytkowe działo z 1854 r.

Odessa, ratusz miejski i stojący przed nim pomnik A.Puszkina

Odessa, ratusz miejski i stojący przed nim pomnik A.Puszkina

Odessa, Muzeum Archeologiczne i stojąca przed nim rzeźba Laokoona

Odessa, Muzeum Archeologiczne i stojąca przed nim rzeźba Laokoona

Na południowym krańcu bulwaru dojdziemy od dzisiejszego budynku ratusza miejskiego, wybudowanego w początkach XIX w. jako siedziba giełdy. Od strony frontowej znajdują się po bokach rzeźby rzymskich bogów Ceres (bogini urodzaju) i Merkurego (boga handlu i kupiectwa). Na szczycie frontu znajduje się historyczny zegar z 1868 r., co pół godziny wygrywający związaną z miastem melodię.

Przed budynkiem ratusza znajdziemy jeszcze dwie rzeczy godne uwagi. Pierwsza to działo wydobyte z angielskiej fregaty, która ostrzeliwała Odessę w 1854 r. pod czas wojny Rosji z Turcją, Anglią i Francją i została zatopiona przez działa obronne miasta. Druga zaś to historycznie najstarszy na Ukrainie (i drugi pod względem wieku w dawnej Rosji) pomnik Aleksandra Puszkina, który miał w swoim życiu niewielki epizod, związany z Odessą – mieszkał w tym mieście niewiele ponad rok. Pomnik odsłonięto w 1889 r.

Kilkadziesiąt metrów obok ratusza miejskiego znajduje się budynek Muzeum Archeologicznego o prawie 200-letniej historii, z eksponatami głównie prezentującymi starożytność w obrębie Morza Czarnego, choć ponoć ma też bogatą kolekcję ikon, a także ekspozycję egipskich mumii. Obowiązują bilety wstępu. Przed budynkiem muzeum znajduje się rzeźba Laokoona – kopia znajdującego się w Muzeach Watykańskich oryginału starożytnej rzeźby, przedstawiającej Laokoona i jego synów.

Odessa, park rozrywki w parku Szewczenki

Odessa, park rozrywki w parku Szewczenki

Odessa, park rozrywki w parku Szewczenki

Odessa, park rozrywki w parku Szewczenki

Odessa, pomnik Szewczenki przy wejściu do parku jego imienia (foto z obchodów 200. rocznicy urodzin poety)

Odessa, pomnik Szewczenki przy wejściu do parku jego imienia (foto z obchodów 200. rocznicy urodzin poety)

Odessa, stadion Czernomorca w parku Szewczenki

Odessa, stadion Czernomorca w parku Szewczenki

Laokoon jest postacią z mitologii greckiej – był pogańskim księdzem w starożytnej Troi i jedynym, który ostrzegał jego mieszkańców przed przyjęciem daru w postaci konia „trojańskiego”. Mieszkańcy miasta go nie posłuchali, a sam Laokoon wraz z synami został zabity przez węże morskie zesłane przez Posejdona, gdy składał ofiarę za zniszczenie floty najeźdźców. Smierć była karą za świętokradztwo (Laokoon zrezygnował z celibatu i ożenił się).

Dalsza część nadmorskiego spaceru w kierunku południowym to już park im.Tarasa Szewczenki, narodowego ukraińskiego poety, którego pomnik stoi przy wejściu do parku. Pierwotnie nazwany imieniem cara Aleksandra II, założony został w 1840 r. Kibice sportowi znajdą w parku stadion Czernomorca Odessa. Naprzeciw głównego wejścia na stadion stoi kolumna poświęcona carowi Aleksandrowi II, postawiona w 1891 r. w miejscu gdzie kiedyś istniało osmańskie miasto Hacibey (zdobyte przez Rosję w wojnie z Turcją).

W parku znajdziemy także „Aleję Chwały”, poświęconą obrońcom Odessy w czasie II wojny światowej. Aleja kończy się strzelistym (21 m wysokości) pomnikiem „nieznanego marynarza”, upamiętniającym żołnierzy marynarki wojennej, walczących w obronie Odessy w 1941 r. W podstawie pomnika płonie wieczny ogień. Najbardziej kontrowersyjnym z dzisiejszego punktu widzenia jest inny pomnik, znajdujący się w parku Szewczenki – pomnik obywateli Odessy – żołnierzy poległych podczas wojny w Afganistanie.

Odessa, Aleja Chwały i pomnik "nieznanego marynarza" w parku Szewczenki

Odessa, Aleja Chwały i pomnik „nieznanego marynarza” w parku Szewczenki

Odessa, pomnik ku pamięci odesskich ofiar wojny w Afganistanie

Odessa, pomnik ku pamięci odesskich ofiar wojny w Afganistanie

Odessa, delfinarium

Odessa, delfinarium

Odessa, czarnomorska plaża

Odessa, czarnomorska plaża

Odessa, nabrzeże Morza Czarnego przy delfinarium

Odessa, nabrzeże Morza Czarnego przy delfinarium

Park jest sporym zielonym kompleksem, popularnym miejscem spacerów całych rodzin, pełnym ławeczek do odpoczynku. Są też (nie wiem czy na stałe) atrakcje dla dzieci – np. wesołe miasteczko. Z parku Szewczenki już tylko dwa kroki od ostatniego elementu nadmorskiego spaceru – plaży „Langerone”, jednej z najczęściej uczęszczanych miejskich plaż w Odessie, gdzie rok temu oddano do użytku kilkaset metrów „deptaka”, usytuowanego obok kompleksu hotelowego „Nemo”. Do kompleksu tego przynależy też bardzo popularne miejsce w weekendy – delfinarium. Jeszcze kilka lat temu otwierane było wyłącznie w sezonie letnim, ale od jakiegoś czasu jest całoroczne. W programie ma oczywiście pokazy sztuczek delfinów, można także z nimi popływać. Organizowane są także seanse terapeutyczne dla dzieci.

Na czarnomorskiej plaży kończy się wycieczka brzegiem morza w Odessie. Na przebycie opisanej trasy potrzeba kilku godzin i ani jednej hrywny (zakładając, że nie wchodzimy do Muzeum Archeologicznego ani Delfinarium). Ale Odessa to nie tylko nabrzeże – w kolejnym wpisie zobaczycie najważniejsze świątynie Odessy.

Pełna galeria zdjęć atrakcji na wybrzeżu Morza Czarnego w Odessie znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Ukraina

IMG_2231

Niewielkie miasteczko, położone niedaleko od polskiej granicy, nieco na południe od Łucka. Senne, położone na uboczu od większych miast, skrywające wielkie wydarzenia z historii państwa polskiego. Beresteczko kojarzy każdy ze szkolnych lekcji historii.

Odessa, motoryzacja w wersji ukraińskiej

Odessa - kolejne "miasto na weekend", zaliczone. Czas na kilka informacji praktycznych, dotyczących pobytu w tym klimatycznym mieście. Choć pewnie jeszcze przez jakiś czas jechać tam nie warto, zbyt "gorąco" tam teraz (maj 2014).

Stara Odessa

Na koniec opisu weekendowego wypadu do Odessy trochę fotek z klimatycznego starego centrum miasta. Oprócz oglądania najważniejszych turystycznych atrakcji miasta, warto też najzwyczajniej przejść się wśród zabytkowych kamienic - to miasto ma swojego ducha.

 

Hasankeyf, skalne miasto, którego wkrótce nie będzie...

Mezopotamia, kolebka dzisiejszej cywilizacji. Leżące na jej terenach skalne miasto, zasiedlane od 12 tysięcy lat, z około 200 zabytkami wymagającymi ochrony. To już ostatni dzwonek, by je zobaczyć. Wg planów za 2 lata niczego tu nie będzie.

Turcja południowo-wschodnia, dzień 6 (poprzedni wpis: Midyat, kamienne syryjskie kościoły wśród islamskich minaretów).Turcja jest krajem wielkich kontrastów. Taki banał na początek. Wszyscy to wiedzą. Pod względem kulturalnym, społecznym, językowym czy nawet religijnym (konkretnie: pod względem podejścia do kanonów religijnych – od całkowicie luźnego do wręcz ortodoksyjnego) można pojechać do Turcji kilka razy i tyle samo razy czuć się trochę jak w innym świecie.

Turystyka jest niezwykle ważna dla Turcji – przynosi jej ponad 32 mld dolarów rocznie (2013) i rośnie ciągle w tempie dwucyfrowym (11% w 2013 r.). Wydaje się więc, że zabytki historyczne, których Turcja ma aż w nadmiarze, powinny być oczkiem w głowie władz państwowych. I tak jest w ogromnej większości, szczególnie w zachodniej części, tej do której dociera masowa turystyka. Tam Turcy potrafią zadbać (a potem obiletować) o wszystko. Ale na wschodzie, gdzie turystów mniej, a więcej polityki i ciężkich tematów narodowościowych i geograficznych, dbałość o dziedzictwo kulturowe potrafi być spychana na plan dalszy, przegrywając z przyziemną walką o wpływy lub pieniądze. Nasz kolejny cel turystyczny podczas podróży po południowo-wschodniej Turcji jest tego najlepszym przykładem. Zapraszamy do Hasankeyf – starożytnego skalnego miasta, które wkrótce zniknie pod powierzchnią wody.

Hasankeyf leży na terenach Mezopotamii, kolebki dzisiejszej cywilizacji. Jest jednym z najdłużej ciągle zamieszkałych miejsc na świecie. Pierwsze ślady osadnictwa pochodzą tu sprzed 12 tysięcy lat, a zorganizowana osada powstała tu prawdopodobnie już 4 tysiące lat p.n.e. W okolicach znaleziono prehistoryczne szkielety datowane na 6 tys. lat p.n.e. Pierwsi osadnicy żyli w skalnych grotach, zamieszkałych jeszcze w latach 70-tych XX wieku (!). Tych grot w najbliższych okolicach Hasankeyf jest podobno ok. 4 tysięcy, mieściło się w nich 8 tysięcy domostw.

Dojeżdżamy do Hasankeyf

Dojeżdżamy do Hasankeyf

Hasankeyf, ruiny mostu z XII w.

Hasankeyf, ruiny mostu z XII w.

Hasankeyf, ruiny mostu z XII w.

Hasankeyf, ruiny mostu z XII w.

Stara asyryjska nazwa tego miejsca to „Castrum Kefa” (zamek na skale). Rzymianie na przełomie III / IV wieku wybudowali tu swoją twierdzę do obserwacji granic Imperium. W V wieku rezydował tu biskup jednego ze wschodnich odłamów chrześcijaństwa. W VII w. zdobyli je Arabowie, nazywając „Hisn Kayfa” (skalna twierdza). W XIII w. dostała się pod panowanie Tatarów, a w 1515 r. przyszło Imperium Osmańskie, zastąpione później przez dzisiejszą Turcję. Po średniowiecznym moście na Tygrysie przechadzał się podobno sam Marco Polo.

Hasankeyf, meczet El Rizk Camii

Hasankeyf, meczet El Rizk Camii

Archeolodzy twierdzą, że dotychczas odsłonięto mniej więcej 1/5 wszystkich historycznych obiektów, reszta wciąż czeka na swoją kolej. Ale jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to…  się nie doczeka. Do głosu doszła bowiem wielka polityka, która zarządziła wybudowanie wielkiej tamy na Tygrysie, kilkadziesiąt kilometrów od Hasankeyf. A przy tamie ma powstać wielki zbiornik wodny, o powierzchni ponad 300 km2. Szkopuł w tym, że… Hasankeyf znajduje się na terenie tegoż właśnie zbiornika.

Hasankeyf, minaret meczetu El Rizk Camii

Hasankeyf, minaret meczetu El Rizk Camii

Ktoś dawno temu (w latach 50-tych XX wieku) w Turcji wymyślił sobie tamę na Tygrysie jako źródło nowoczesnej energii elektrycznej (podobno mającej być dostarczaną do Turcji zachodniej), nie licząc się z konsekwencjami. A są one takie, że zniknie z powierzchni ziemii ponad setka miejscowości, a wg różnych szacunków od 25 tys. do 100 tys. ludzi będzie musiało być przesiedlonych. I znów brak liczenia się z konsekwencjami – ponoć będą oni musieli się przesiedlić… na własny koszt.

Mimo protestów międzynarodowych, plan jest stopniowo wcielany w życie. Budowę tamy rozpoczęto w 2006 r. i choć była ona wstrzymywana, to nadal prace trwają. Parcie na nią jest tak silne, że kiedy sąd wstrzymał budowę do czasu zbadania jej wpływu na środowisko,… zmieniono prawo i budowa już takich badań nie wymaga. Można znaleźć opinie, że zalewając Hasankeyf, władze chcą usunąć zabytki kultury kurdyjskiej, narodu który od dawna jest solą w oku tureckich władz. Inna wersja mówi o chęci kontrolowania wody, dostarczanej przez Tygrys m.in. do Syrii i dzięki temu zwiększenia wpływów politycznych w regionie. Jaka by ta wersja nie była – dziedzictwo historyczne przegrywa. Albo z pieniędzmi, albo z polityką.

Hasankeyf, meczet El Rizk Camii

Hasankeyf, meczet El Rizk Camii

Hasankeyf, meczet El Rizk Camii

Hasankeyf, meczet El Rizk Camii

Hasankeyf, cytadela

Hasankeyf, cytadela

Hasankeyf, meczet Sultan Süleyman Camii

Hasankeyf, meczet Sultan Süleyman Camii

Hasankeyf, meczet Koç Camii

Hasankeyf, meczet Koç Camii

Hasankeyf, meczet Eyyubi Kizlar Camii

Hasankeyf, meczet Eyyubi Kizlar Camii

Hasankeyf, meczet Mevlana Camii

Hasankeyf, meczet Mevlana Camii

Hasankeyf do niedawna odwiedzane było podobno przez 3 mln turystów rocznie. Od czasu postępów w budowie tamy ta liczba systematycznie spada. Władze czynnie się do tego przyczyniają dodatkowo, zamykając w 2012 r. najbardziej widowiskową część skalnego miasta – cytadelę z twierdzą i wielkim meczetem, oficjalnie z powodów zagrożenia bezpieczeństwa turystów. Liczni protestujący naciskają na UNESCO, aby wpisała Hasankeyf na swoją listę dziedzictwa kulturowego, co uchroniłoby miasto od zagłady. Ale choć spełnia ono 9 z 10 warunków przyjęcia na listę, UNESCO zwleka. A zegar tyka. Tik tak, tik tak.

Jeśli plany budowy tamy się ziszczą, już w 2016 r. Hasankeyf przestanie istnieć – znajdzie się kilkadziesiąt metrów pod lustrem planowanego zbiornika wodnego. Mieszkańcy już od dłuższego czasu mają nakazy eksmisji. Przesiedlenia mają pilnować siły wojskowe. Choć tych mieszkańców i tak pozostało tu niewielu (kilka tysięcy). Z powodu wszystkiego powyższego – jeżeli wybieracie się na wschód Turcji – zaplanujcie odwiedziny w Hasankeyf. Za 2 lata może już tu nie być niczego – no chyba że stanie się Hasankeyf atrakcją dla płetwonurków (taki czarny humor).

Z Midyat do Hasankeyf jest zaledwie godzina drogi samochodem. Docieramy tam prosto z monasteru Mor Gabriel, którego klamki „pocałowaliśmy” – nie trafiliśmy w godziny otwarcia. Było o tym we wpisie o Midyat. Przy drodze Midyat – Batman jest widoczny spory parking, na którym bez opłat można zostawić samochód i pieszo przejść mostem przez Tygrys w stronę skalnego miasta. Można też przez most przejechać i szukać miejsca postojowego bliżej, ale tam raczej w sezonie będzie ciasno (i pewnie nie bezpłatnie).

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie, niektóre nadal zamieszkałe

Hasankeyf, skalne jaskinie, niektóre nadal zamieszkałe

Hasankeyf, skalne jaskinie, niektóre nadal zamieszkałe (drzwi)

Hasankeyf, skalne jaskinie, niektóre nadal zamieszkałe (drzwi)

Hasankeyf, skalne jaskinie, niektóre nadal zamieszkałe (antena satelitarna)

Hasankeyf, skalne jaskinie, niektóre nadal zamieszkałe (antena satelitarna)

Atrakcje Hasankeyf rozsiane są po sporym terenie, po obu stronach Tygrysu. Na początek warto zobaczyć te, położone od strony drogi i parkingu. Od razu po wyjściu z auta rzuca się w oczy jedna z najbardziej znanych atrakcji – ruiny średniowiecznego mostu, pochodzącego z XII w., będącego w swoich czasach jednym z największych istniejących mostów. Odległość pomiędzy filarami wynosiła nawet 40 m, a sam pomost mostu był drewniany, co pozwalało na łatwy demontaż (likwidację jedynej drogi do miasta) w razie niebezpieczeństwa. Drewniana konstrukcja skróciła jednak prawdopodobnie żywot mostu, z którego dziś pozostały jedynie filary.

Z tyłu za parkingiem, po drugiej stronie drogi, na małym wzgórku z cmentarzykiem, stoi grobowiec Imama Abdullaha, wg legendy wnuczka wujka (skomplikowana konstrukcja rodzinna :-)) proroka Mahometa. To miejsce kultu religijnego, wejście w stroju jak do meczetu, wewnątrz najczęściej przebywają modlące się przy grobie osoby, dlatego należy zachować nastrój miejsca.

Po tej samej stronie Tygrysu, ale jakieś 200 m dalej, stoi cylindryczny grobowiec Zeynel Beya, syna XV-wiecznego sułtana Uzun Hassana. Zeynel Bey zginął w bitwie w 1473 r. i został pochowany w tym oryginalnym mauzoleum. Od grobowca idziemy w stronę rzeki, gdzie znajdziemy jeszcze ruinę łaźni (hamam) z początków XIII w., zniszczoną głównie przez wylewające wody Tygrysu.

Panorama Hasankeyf

Panorama Hasankeyf

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Hasankeyf, skalne jaskinie

Wracamy w stronę mostu na Tygrysie i idziemy na drugą stronę rzeki, w stronę właściwego skalnego miasta. Prowadzi do niego w prawo zaraz za mostem uliczka wypełniona kramami handlarzy tandetnymi pamiątkami dla turystów. Ozdobą uliczki jest niewątpliwie meczet El Rizk Camii, wybudowany w 1409 r. przez ówczesnego sułtana. Meczetowy minaret dotrwał do naszych czasów nietknięty.

Uliczka kończy się wejściem na teren cytadeli w Hasankeyf, najbardziej widowiskowej części skalnego miasta. I tu niestety rozczarowanie – cytadela okazuje się zamknięta od 2012 r. – wywieszona tabliczka mówi o ochronie bezpieczeństwa turystów. Przestrzegania zakazu pilnują ochroniarze. Idziemy więc wzdłuż siatki ogradzającej cytadelę, schodami pod górę, wspinając się na ścianę równoległą do cytadeli. Schody te prowadzą do zamieszkałej do dziś części Hasankeyf, gdzie wśród zaniedbanych domostw ukrywają się kolejne historyczne pozostałości miasta. Nietrudno je znaleźć, na uliczkach poustawiane są tabliczki kierunkowe. Najpierw trafiamy na ruiny trzech stojących niemal obok siebie świątyń:

  • meczet Sultan Süleyman Camii, wybudowany, jak nazwa wskazuje, przez sułtana Sulejmana, tego samego który wybudował meczet El Rizk. Meczet powstał w 1407 r. i do dziś w dobrym stanie zachował się jedynie minaret. Pierwotnie był tio cały kompleks, składający się m.in. z meczetu, medresy (szkoły) oraz mauzoleum. Kiedyś znajdował się tu także grobowiec samego fundatora, sułtana Sulejmana;
  • meczet Koç Camii, o którym więcej się dziś domyślamy niż wiemy. Powstał prawdopodobnie w XIV wieku i prawdopodobnie także był częścią większego kompleksu, do którego należała także medresa. Dziś zachowały się jedynie ruiny meczetu, z pozostałych części kompleksu pozostały jedynie fundamenty;
  • meczet Eyyubi Kizlar Camii, żeński (Kizlar = Dziewczyny) meczet, o którym nie wiadomo nic – ani kiedy ani kto go wybudował. Przypuszcza się jedynie, że powstał za panowania kurdyjskiej dynastii Ajjubidów. Tabliczka na meczecie podaje jednak datę: rok 808 wg kalendarza muzułmańskiego. Dawałoby to początek XV w.
Hasankeyf, ruiny mostu z XII w.

Hasankeyf, ruiny mostu z XII w.

Hasankeyf, cytadela

Hasankeyf, cytadela

Panorama Hasankeyf z przeciwległego brzegu Tygrysu

Panorama Hasankeyf z przeciwległego brzegu Tygrysu

A to jest...

A to jest…

Te trzy meczety stoją już praktycznie u podstawy wzgórza, w którym z daleka widać wiele jaskiń, kiedyś zamieszkanych przez mieszkańców Hasankeyf. Jaskinie te datuje się nawet na czas królestwa Urartu (czyli VIII – VI w. p.n.e.). Zdecydowaliśmy się na długi spacer wzdłuż tej ściany z jaskiniami, prowadzącą lekko pod górę uliczką, która stopniowo zamienia się w ścieżkę. Cały czas pnąc się w górę, dotarliśmy aż do końca ściany, gdzie znajduje się dość widowiskowa przepaść. W sam raz na sesję fotograficzną :)

Po drodze napotkaliśmy jeszcze pozostałości meczetu Mevlana Camii, o którym także nie wiadomo kompletnie nic, poza tym, że był jeszcze do niedawna użytkowany. Wracamy dokładnie tą samą trasą aż do ruin trzech meczetów, kierując się tym razem w kanion pomiędzy cytadelą a znajdującym się naprzeciw niej wzgórzem. Tu można zobaczyć przykłady nielegalnie zamieszkałych do dziś jaskiń. Są „dorobione” przez murarzy zewnętrzne ściany, są nawet drzwi (!). A że dociera tu także cywilizacja, świadczyć może chociażby… antena satelitarna :)

Hasankeyf, grobowiec Zeynel Beya

Hasankeyf, grobowiec Zeynel Beya

Hasankeyf, ruiny łaźni (hamamu)

Hasankeyf, ruiny łaźni (hamamu)

Hasankeyf, grobowiec Imama Abdullaha

Hasankeyf, grobowiec Imama Abdullaha

Hasankeyf, grobowiec Imama Abdullaha

Hasankeyf, grobowiec Imama Abdullaha

Niejako na koniec naszej wizyty w Hasankeyf, aby w końcu choćby z odległości zobaczyć cytadelę, wspinamy się na przeciwległe, zamieszkałe dziś wzgórze. I oczywiście trafiamy na typowy przykład tureckiej przedsiębiorczości. Przed budynkiem stojącym w najlepszym miejscu na podziwianie znajdującej się naprzeciw cytadeli wisi tabliczka… „Wstęp 1 TL”. Płacimy grającym w piłkę za ogrodzeniem małolatom i trafiamy na fachowo zrobiony taras widokowy – z widokiem i na cytadelę, i na Tygrys z ruinami XII-wiecznego mostu. To zdecydowanie najlepsze miejsce na fotografię i warto tę lirę dać.

W Hasankeyf jest jeszcze kilka innych miejsc wartych uwagi, m.in. pozostałości murów miasta czy widowiskowe jaskinie nad samym Tygrysem, widoczne od strony Hasankeyf. My po bitych czterech godzinach łazikowania po wzgórzach i kamienistych ścieżkach opuściliśmy skalne miasto. Na koniec jeszcze nie omieszkaliśmy kupić od małolata na parkingu fajnie wydanego albumu o Hasankeyf (obowiązkowo targując się i zbijając cenę). Czekała nas jeszcze dwugodzinna jazda do kolejnego przystanku na naszej trasie po południowo-wschodniej Turcji – do miasta Mardin.

Pełna galeria zdjęć z Hasankeyf znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Turcja (Kurdystan) 2014

Do Turcji lecieliśmy liniami Pegasus

Lutowa wyprawa do tureckiego Kurdystanu była naszą pierwszą objazdową podróżą realizowaną bez samochodu. Czas na małe podsumowanie organizacji logistycznej - transportu, noclegów i wszystkiego, co musieliśmy ogarnąć w czasie pobytu w południowo-wschodniej Turcji.

Berlin, East Side Gallery

W Berlinie kończyła się nasza tegoroczna podróż po południowo-wschodniej Turcji, a że mieliśmy sporo czasu do autobusu wiozącego nas do domu, zaplanowaliśmy zwiedzanie kolejnej atrakcji stolicy Niemiec - East Side Gallery.

Stambuł, meczet Şemsi Paşa Camii

Üsküdar, jedna z większych i najbardziej zaludnionych dzielnic Stambułu, gościł nas przez ułamek dnia podczas drogi powrotnej z podróży po południowo-wschodniej Turcji. Czasu wystarczyło na zwiedzenie kilku znaczących meczetów azjatyckiej części tej wielkiej aglomeracji.

 

Wzdłuż serbskiej strony Dunaju (część 1)

Dunaj, druga wg długości rzeka w Europie, była motywem przewodnim pierwszego dnia naszego pobytu w Serbii. Celem był rajd wzdłuż serbskiego brzegu rzeki i zwiedzanie wszelkich atrakcji turystycznych, położonych nad Dunajem, na odcinku gdzie jest on granicą z Rumunią.

Tour de Europe 2013, dzień 30 (poprzedni wpis z trasy: „Szrot-Muzeum” w Koczerinowie). Ta wakacyjna podróż upłynęła pod znakiem Turcji i… krajów byłej Jugosławii, będących celem zarówno podczas trasy dojazdowej, jak i powrotnej. Podczas dojazdu widzieliśmy wszak Chorwację, Bośnię i Hercegowinę oraz Czarnogórę. W powrotnej drodze przedstawicielem byłej Jugosławii została Serbia, na którą przeznaczyliśmy dwie doby naszej podróży.

Po jednodniowym pobycie w Bułgarii, nocleg „odbyliśmy” w serbskim Zajecarze. Wcześniej od samej granicy bułgarsko-serbskiej usiłowaliśmy w serbskich wioskach i miasteczkach, już po zmroku, kupić jedzenie na kolację, ale niestety na serbskiej prowincji bardzo ciężko z obsługą kart kredytowych w sklepach, a serbskich dinarów nie zdążyliśmy jeszcze nabyć. Zakupy udały się dopiero w samym Zajecarze, a przy okazji okazało się, że serbski język za bardzo od polskiego nie odstaje – odbyliśmy zabawną konwersację z serbską ekspedientką i jedną z klientek, która pomagała nam z dogadaniu się.

KML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Tour de Europe 2013 - Serbia, wzdłuż Dunaju

ładowanie mapy - proszę czekać...

Serbia, Zajecar, Felix Romuliana: 43.899206, 22.185750
Serbia, Vratna, monaster: 44.382459, 22.340226
Serbia, Vratna, łuki skalne: 44.383195, 22.337201
Serbia, Kostol, most Trajana: 44.614056, 22.668014
Serbia, Kladovo, twierdza Fetislam: 44.616393, 22.602010
Serbia, fort Diana: 44.653757, 22.544718
Serbia, zapora wodna Derdap I: 44.671064, 22.529097
Serbia, Dunaj, zatopiona wyspa Ada-Kaleh: 44.714538, 22.452793

 

Felix Romuliana, widok z zewnątrz

Felix Romuliana, widok z zewnątrz

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Sam Zajecar odpuściliśmy sobie całkowicie. Przyjechaliśmy późno po zmroku, a nazajutrz mieliśmy w planach całodniowy rajd wzdłuż brzegu Dunaju, a potem przejazd do Nowego Sadu, gdzie mieliśmy zaplanowany drugi z serbskich noclegów. Sama jazda miała nam zająć ok.9 godzin, nie licząc postojów na zwiedzanie. Czasu na zobaczenie Zajecaru więc nie zostało w ogóle.

Nie mogliśmy tak po prostu dojechać do Dunaju, niczego po drodze nie oglądając. Zanim więc dojechaliśmy do brzegów rzeki, mieliśmy zaplanowane kilka postojów. Pierwszym były, oddalone zaledwie o 10 km od centrum Zajecaru, ruiny starożytnej rzymskiej rezydencji cesarskiej, zwane dziś Felix Romuliana, znajdujące się od 2007 r. na liście światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Nie wszystkim zapewne Serbia kojarzy się z zabytkami z okresu starożytności, ale takowe rzeczywiście w tym kraju się znajdują. Dość powiedzieć, że na dzisiejszym terytorium Serbii urodziło się… aż 17-tu (!) rzymskich cesarzy.

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana

Felix Romuliana to pałac cesarza rzymskiego Galeriusza, adoptowanego syna i następcy cesarza Dioklecjana, z którego historią mieliśmy do czynienia podczas pobytu w chorwackim Splicie na wakacjach w 2010 r. Galeriusz rozpoczął budowę pałacu w 298 r., w miejscu swego urodzenia (tak, pochodził z tego rejonu), a nazwę nadał mu na cześć swojej matki, której imię brzmiało: Romula. W 305 r. Galeriusz został cesarzem, ale pałacem nie zdążył się zbytnio nacieszyć, tak samo zresztą jak cesarzowaniem. Zmarł już w 311 r. (na jakąś straszną chorobę, z pozostałych do dziś opisów podejrzewa się raka jelita lub gangrenę).

Vratna, łuki skalne, Mala Prerast

Vratna, łuki skalne, Mala Prerast

W historii Galeriusz, pomimo krótkiego panowania, zapisał się naprawdę wielkimi literami. To on bowiem wydał (na niewiele dni przed swoją śmiercią) słynny edykt tolerancyjny, który pozwalał chrześcijanom na wyznawanie swojej religii, zakazał karania za to oraz nakazał zwolnienie pojmanych już chrześcijan, skazanych za swoją wiarę. Edykt wydany został w ostatnich dniach kwietnia 311 r., a w maju cesarz zmarł (w drodze do Romuliany). On oraz jego matka pochowani zostali w kopcach na wzgórzu ponad pałacem Felix Romuliana. Są one do dziś widoczne z ruin. Nie spoczął więc w wybudowanym dla siebie mauzoleum, które zwiedzaliśmy kilka tygodni wcześniej w greckich Salonikach.

Vratna, łuki skalne, Velika Prerast

Vratna, łuki skalne, Velika Prerast

Wejście na teren Felix Romuliana jest płatne (o ile nas pamięć nie myli: 200 dinarów), ale przybyliśmy doń na tyle wcześnie, że kasa była jeszcze zamknięta. Może to i lepiej, bo nadal nie mieliśmy serbskiej gotówki, a okazało się, że nie ma tu płatności kartą. Kasa była otwarta przy naszym wyjściu, ale kasjer nie robił problemu z braku dinarów i… podziękował za wizytę nie chcąc żadnej opłaty. Wizyta w Felix Romuliana trwała ok.40 minut. Po niej na chwilę wróciliśmy do Zajecaru, by zaopatrzyć się w bankomacie w gotówkę. Plan zakładał tułanie się po małych serbskich miasteczkach nad Dunajem, nie chcieliśmy ryzykować posiadania wyłącznie kart.

Kolejnym punktem trasy była mikroskopijna serbska miejscowość Vratna. Początkowo planowaliśmy z niej zrezygnować (jazda do niej wymagała wydłużenia dojazdu do Dunaju, a potem dodatkowo odbicia kilka kilometrów w bok na chwilę), ale już w trakcie jazdy jednak zdecydowaliśmy się do niej dotrzeć. Vratna leży mniej więcej 75 km od Zajecaru, na północ od niego. Dotarliśmy do niej praktycznie w samo południe, po mniej więcej 1,5 h jazdy z Felix Romuliana.

Vratna, monaster

Vratna, monaster

Vratna, monaster

Vratna, monaster

Vratna, monaster

Vratna, monaster

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Vratna, a w zasadzie jej najbliższe okolice, bo sama wieś nie zawiera nic dla turysty ciekawego, ma aż dwie atrakcje turystyczne. Pierwszą z nich jest monaster, wybudowany tu, u stóp gór, w XIV wieku, na życzenie serbskiego króla Stefana Milutina. Był kilkukrotnie palony i burzony (najazd turecki w 1813 r. I i II wojna światowa), ale zawsze odbudowywany. Do dziś jest czynnym, żeńskim klasztorem. Jest, jak większość monasterów w byłej Jugosławii, otwarty dla zwiedzających, a mniszki otwierają kościół bez proszenia, na widok wchodzących na teren monasteru gości. Tu niestety obowiązywał, egzekwowany przez uważnie nam przypatrującą się siostrę, zakaz fotografowania. A szkoda, bo wnętrze kościoła w monasterze Vratna warte jest upamiętnienia na zdjęciach.

Drugą, tym razem nie historyczną, a naturalną atrakcją okolic Vratnej, są tzw. skalne wrota, pozostałość po zawalonej dawno temu jaskini, której wnętrzem płynęła rzeka Jabuča. Po jaskini pozostały ledwie trzy małe fragmenty, tworzące dziś niezwykle widowiskowe (aczkolwiek ich widowiskowość byłaby znacznie większa, gdyby nie zasłaniające je gęsto rosnące drzewa) łuki skalne, stojące okrakiem nad wodami rzeki. Dwa z tych łuków: Velika Prerast i Mala Prerast, znajdują się w odległości kilkuminutowego spaceru (początkowo mocno stromego) po wzgórzu za monasterem.

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Vratna, lokalni mieszkańcy w okolicach monasteru

Mniejszy z łuków ma szerokość 33 m i wysokość 34 m (grubość 15 m), większy zaś: szerokość 23 m, wysokość 26 m, ale grubość: 45 m. W szczycie grubość skały wynosi (w większym łuku) 30 metrów. Cyfry nie oddają jednak widoku, jaki ukazuje się bardzo nielicznym, docierającym tu turystom. Luki skalne we Vratnej nie są dziś zbyt popularną atrakcją turystyczną, wie o nich niewielu. Z jednej strony szkoda, bo z pewnością zasługują na uwagę, a z drugiej: dzięki temu można tu spacerować prawie samotnie, ciężko o tłok.

Serbia, nad Dunajem. Do Hollywood parę kroków :)

Serbia, nad Dunajem. Do Hollywood parę kroków :)

Monaster i łuki skalne we Vratnej zajęły nam 45 minut. A już pół godziny po wyjeździe z tej małej serbskiej wsi dotarliśmy do celu tego dnia podróży – brzegów Dunaju, wzdłuż którego mieliśmy się poruszać aż do zmroku. Na początek okazało się, że z brzegów Dunaju całkiem niedaleko do Hollywood – ale nie próbowaliśmy dotrzeć do fabryki snów – kiedyś tam pojedziemy, a na razie chcemy poznać serbski brzeg Dunaju. Ciąg dalszy w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z Felix Romuliana oraz monasteru i łuków skalnych we Vratnej znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

Hierapolis, starożytne uzdrowisko

Z jednej świątyni, wybudowanej w III w. p.n.e. do ponad 100-tysięcznego miasta kilka wieków później – taką drogę przeszło Hierapolis. Znane z wielu świątyń i źródeł, a także jako miejsce śmierci i pochówku jednego z apostołów. Dziś ruiny są częścią atrakcji wapiennych tarasów w Pamukkale.

Tour de Europe 2013, dzień 22 (poprzedni wpis: Wapienne tarasy w Pamukkale). Ruiny starożytnego miasta Hierapolis znajdują się na szczycie wzgórza, na którym znajdują się białe wapienne tarasy w Pamukkale. Wejście do ruin jest wliczone w cenę biletu do Pamukkale, nie są konieczne żadne dodatkowe wydatki. Niewielu jednak turystów kontynuuje zwiedzanie Pammukale dalej, opuszczając teren Hierapolis – może to i lepiej, dzięki temu antyczne pozostałości miasta można zwiedzać bardzo spokojnie i bez tłoku, który miejscami bardzo przeszkadza w Pamukkale.

Pierwszą budowlą, będącą „podwaliną” późniejszego miasta Hierapolis, była świątynia, wybudowana tu przez Frygijczyków z pobliskiej Laodikei w początkach III w. p.n.e. Samo miasto założone zostało mniej więcej 100 lat później, ok.190 r. p.n.e. przez ówczesnego króla Pergamonu, Eumenesa II i od początku spełniało rolę uzdrowiska, a potem centrum medycyny, w którym gorących źródeł używano jako środka leczniczego. A że części pacjentów nie dało się tym sposobem uratować, z tego okresu pochodzi spore nekropolis (cmentarz) na północy miasta.

Hierapolis, plan ruin miasta

Hierapolis, plan ruin miasta

Hierapolis, dawne łaźnie miejskie, dziś muzeum

Hierapolis, dawne łaźnie miejskie, dziś muzeum

Hierapolis, ruiny nimfeum (fontanny) przed świątynią Apolla

Hierapolis, ruiny nimfeum (fontanny) przed świątynią Apolla

Hierapolis, świetnie zachowany teatr

Hierapolis, świetnie zachowany teatr

W 133 r. p.n.e., pośmierci ostatniego króla Pergamonu, całe jego królestwo, w tym Hierapolis, dostało się we władanie Imperium Rzymskiego. Oprócz źródeł termalnych, tereny otaczające Hierapolis miały jeszcze jedną naturalną „przypadłość” – był to teren bardzo aktywny sejsmicznie. Na początku ery nowożytnej dwukrotnie (w 17 r. i 60 r. n.e.) miasto zostało silnie zniszczone przez trzęsienia ziemi. Zostało jednak odbudowane, po czym przyszły najlepsze czasy w historii miasta.

Zanim to jednak nastąpiło, w 80 r. zginął tu śmiercią męczeńską (prawdopodobnie przez ukrzyżowanie) jeden z apostołów Jezusa, Filip, który spędzał w Hierapolis ostatnie lata swojego życia. Do dziś na wzgórzu ponad amfiteatrem znajdują się ruiny martyrium św.Filipa, w którym, jak do niedawna sądzono, znajdował się grób apostoła (choć nigdy nie znaleziono w nim śladów pochówku). Jednak w 2011 r. włoscy archeolodzy znaleźli tuż obok martyrium mniejszy kościółek, w którym wg znajduje się grobowiec św.Filipa.

Rzymianie odbudowali miasto w swoim stylu, z ogromnym rozmachem. To, co dziś pozostało po Hierapolis, to właśnie „robota” Rzymian. Miasto stało się znane w całym Imperium Rzymskim, głównie ze sztuki oraz handlu, a jego populacja sięgnęła 100 tys. mieszkańców (!). W czasach chrześcijaństwa część świątyń przebudowano na kościoły i bazyliki. W VII w. miasto przejęli Persowie, a zaraz potem zniszczyło je kolejne trzęsienie ziemi.

Hierapolis, martyrium św.Filipa na wzgórzu

Hierapolis, martyrium św.Filipa na wzgórzu

Hierapolis, ruiny rzymskich łaźni

Hierapolis, ruiny rzymskich łaźni

Hierapolis, starożytne latryny

Hierapolis, starożytne latryny

W wieku XII z kolei Seldżuccy Turkowie przejęli władanie nad miastem, w XIII w. budując tu swoją twierdzę (jej ruiny stoją do dziś). W 1354 r. historia miasta ostatecznie się kończy, gdy miasto zostaje na zawsze opuszczone przez mieszkańców po kolejnym wielkim trzęsieniu ziemi. Ruiny miasta odkrył dopiero w 1887 r. niemiecki archeolog Carl Humann (ten sam, który odkrył wielki ołtarz w Pergamonie).

Ruiny Hierapolis są dobrze opisane i oznaczone tabliczkami. Jest także tablica z ogólnym planem miasta, dzięki czemu poruszanie się pomiędzy ruinami jest łatwe i nie nastręcza trudności w orientacji. Do najważniejszych budowli, które zachowały się do dziś, należą:

  • rzymski amfiteatr, wybudowany w II w. n.e. jako część wielkiej odbudowy miasta po trzęsieniach ziemi (pierwotnie teatr mieścił się po drugiej, północnej, stronie miasta, ale został zniszczony w 17 r. n.e.), jeden z najlepiej zachowanych obiektów w Hierapolis i najlepiej zachowany teatr, widziany przez nas w czasie całego pobytu wakacyjnego w Turcji – a widzieliśmy ich sporo. Widownia o pojemności ok.15 tys. widzów
  • świątynia Apolla, wybudowana jeszcze w czasach hellenistycznych, zniszczona przez trzęsienie ziemi w 60 r. n.e., odbudowana przez Rzymian w III w. z oryginalnych materiałów, ale już jako mniejsza budowla. Częściowo zniszczona po uznaniu chrześcijaństwa jako religii dominującej (IV w.)
  • plutoneum – ciekawostka z Hierapolis, mniejsza świątynia, położona tuż obok świątyni Apolla, ale starsza od niej (jej wieku nigdy jednak nie poznano). Wybudowana jako zakończenie jaskini, emitującej na powierzchnię trujące gazy, była miejscem rytualnych obrzędów, w trakcie których wprowadzano do jaskini w ofierze zwierzęta, które następnie wynoszono martwe. Kapłani sprawujący tu służbę w jakiś sposób opanowali sztukę wchodzenia do jaskini bez uszczerbku na zdrowiu (prawdopodobnie czołgali się po podłodze lub wstrzymywali oddech), dzięki czemu wzbudzali szacunek u wiernych. A wierni wierzyli, że plutoneum (czy też Brama Plutona jest przejściem do podziemnego świata zmarłych, „bramą piekieł”
  • martyrium św.Filipa, wybudowane na wzgórzu za teatrem, w miejscu gdzie wg legend zginął apostoł. Pochodzi z przełomu IV i V wieku. Miejsce to było znanym sanktuarium w czasach, gdy chrześcijaństwo stało się religią dominującą
  • łaźnia miejska, ogromny kompleks (140 x 100 m), zawierający w sobie także gymasium, zasilany przez wody termalne, wybudowana w II w. n.e., obecnie budynek jest zajmowany przez muzeum
  • ulica Frontinusa, główna ulica miasta o długości 1 km i szerokości 14 m, wybudowana łącznie z bramą miejską w I w. n.e.
  • północna brama Bizantyjska, wybudowana w IV w. z materiałów, pochodzących ze zniszczonej agory miejskiej, wraz z dwoma wieżami sąsiadującymi z nią
  • nekropolis, czyli cmentarz tych, którym termalne wody z miejscowych źródeł jednak nie pomogły, łącznie doliczono się w Hierapolis ok.1200 grobowców
Hierapolis, północna brama Bizantyjska

Hierapolis, północna brama Bizantyjska

Hierapolis, brama Frontinusa

Hierapolis, brama Frontinusa

Hierapolis, ulica Frontinusa, główna ulica miasta

Hierapolis, ulica Frontinusa, główna ulica miasta

Hierapolis, nekropolis

Hierapolis, nekropolis

Hierapolis, turecka para młoda

Hierapolis, turecka para młoda

Ruiny Laodikei

Ruiny Laodikei

Oprócz powyższych budowli, na terenie ruin Hierapolis znaleźć można też pozostałości po kilku chrześcijańskich kościołach, m.in. katedry (VI w.) i bazyliki (wybudowanej w III w. jako… łaźnie, a w VI w. przerobionych na kościół).

Wracamy z powrotem z Hierapolis i Pamukkale, po drodze odwiedzając jeszcze ruiny Laodikei, niestety z powodu późnej pory już zamknięte. Robimy im więc kilka zdjęć z głównej drogi D320, obok której stoją. Wycieczka do Pamukkale była naszą ostatnią podczas wakacji w Turcji. W następnym wpisie pokażemy wam naszą turecką bazę wypadową, czyli miejscowość Boğaziçi.

Pełna galeria zdjęć z ruin Hierapolis znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

Starożytna Afrodyzja

Afrodyzja nigdy nie była w starożytności wielkim miastem. Ale była w tamtych czasach bardzo znana, głównie ze względu na bogate zasoby marmuru oraz świątynię Afrodyty. Dziś, ze względu na bardzo dobry stopień zachowania ruin, może śmiało rywalizować z największymi historycznymi atrakcjami Turcji.

Tour de Europe 2013, dzień 22 (poprzedni wpis: Ruiny starożytnej Nysy). Kontynuujemy swoją jednodniową wyprawę do Pamukkale, w trakcie której oglądaliśmy już ruiny Nysy. Po ok.220 km od Boğaziçi – naszej tureckiej bazy wypadowej – tuż za miejscowością Kuyucak odbijamy w prawo z głównej drogi D320. Skręt do ruin Afrodyzji jest dobrze oznaczony, a od niego mamy jeszcze 37 km jazdy do parkingu przy parku archeologicznym Afrodyzja, znajdującym się tuż za miejscowością Geyre, dzisiejszą spadkobierczynią Afrodyzji.

Tereny Afrodyzji były miejscem kultu już mniej więcej od 5800 r. p.n.e., kiedy to neolityczni farmerzy czcili tu boginię zbiorów i urodzaju. Zanim osada została nazwana imieniem bogini Afrodyty, kilkukrotnie zmieniała nazwy. Ostatecznie starożytni Grecy ustanowili w II w. p.n.e. nazwę Afrodyzja, rozpoczynając w tym miejscu kult bogini miłości i płodności. Ale pozostawała Afrodyzja faktycznie wyłącznie miejscem kultu religijnego, w parze z którym nie szło osadnictwo – nadal była małą osadą.

Afrodyzja - transport z parkingu do ruin

Afrodyzja – transport z parkingu do ruin

Afrodyzja, sebasteion

Afrodyzja, sebasteion

Afrodyzja, fryzy z portyku Tyberiusza z południowej agory

Afrodyzja, fryzy z portyku Tyberiusza z południowej agory

Afrodyzja, amfiteatr

Afrodyzja, amfiteatr

Zmiana nastąpiła dopiero, gdy region przejęło Imperium Rzymskie. Owczesny rzymski władca – Sulla – podbił Azję Mniejszą, przyłączając ją do Rzymu po pokonaniu w walce Mitrydatesa. Do Afrodyzji, za radą wyroczni delfickiej, przywiózł dary. Także jego następca (a wcześniej przeciwnik), Juliusz Cezar, był „fanem” Afrodyzji, utożsamiając z nią rzymską boginię Wenus. Następca (a także adoptowany w testamencie syn siostrzenicy) Juliusza Cezara – pierwszy rzymski cesarz, Oktawian August, nadał Afrodyzji pewną dozę autonomii oraz zwolnił z podatków, określając nawet miasto mianem „jedynego miasta w Azji, które mogłoby być moim”.

W tych czasach stała się Afrodyzja centrum kultury i sztuki, głównie dzięki okolicznym bogatym złożom marmuru, znanego ze względu na swój kolor. Nie eksportowano jednak „surowego” marmuru, a gotowe wyroby i rzeźby. Stała się więc Afrodyzja znanym ośrodkiem rzeźbiarskim, a wyroby z marmuru eksportowano do całego Rzymu. Rzymianie rozbudowali także znacząco miasto, któremu szybko przybywało mieszkańców – w szczytowym momencie liczono ich na ok. kilkanaście tysięcy.

W erze chrześcijaństwa Afrodyzja stała się siedzibą biskupów. Jednakże miasto stało się „passé”, ze względu na wciąż kultywowane tu uwielbienie dla Afrodyty i Wenus. Ostatecznie pod koniec IV w. zakazano czczenia bogów innych niż chrześcijańskie, co doprowadziło do znaczącego spadku znaczenia miasta. Ok. V w. świątynia Afrodyty została przebudowana na kościół chrześcijański (bazylikę), a w kolejnym wieku nazwę miasta zmieniono na Stauropolis, która jednak nie bardzo się przyjęła. Ostateczny cios zadało miastu trzęsienie ziemi w VII w., po którym zniszczenia nie zostały już nigdy odbudowane. Mieszkańcy ostatecznie opuścili Afrodyzję w XII w., prawdopodobnie w wyniku najazdu Turków Seldżuckich.

Afrodyzja, południowa agora

Afrodyzja, południowa agora

Afrodyzja, południowa agora

Afrodyzja, południowa agora

Afrodyzja, łaźnie Hadriana

Afrodyzja, łaźnie Hadriana

Afrodyzja, łaźnie Hadriana

Afrodyzja, łaźnie Hadriana

Niedługo potem na ruinach Afrodyzji powstała niewielka osada, nazwana Geyre. Trwała ona aż do XX w., kiedy to w 1956 r. została zniszczona przez kolejne trzęsienie ziemi. Skorzystano z okazji i przeniesiono wieś w inne miejsce. Dwa lata później, pewien turecki dziennikarz zgubił się w okolicach Geyre i zmuszony zapadającym zmrokiem, skorzystał z noclegu u mieszkańców wioski. W ich domach odkrył piękne marmurowe rzeźby, a mieszkańcy wskazali mu miejsce, gdzie je znaleźli. Dziennikarz sfotografował marmury, publikując zdjęcia w zachodnich magazynach. Zareagował amerykański naukowiec tureckiego pochodzenia, Kenan Erim, który w 1961 r. rozpoczął na terenach Afrodyzji prace archeologiczne. Prowadził je aż do swojej śmierci w 1990 r., został pochowany na terenie starożytnego miasta, tuż obok okazałego tetrapylonu, jednego z symboli dzisiejszego parku archeologicznego. Dziś obok ruin miasta stoi spore muzeum, wewnątrz którego znajdują się głównie rzeźby znalezione na terenie wykopalisk, a także płaskorzeźby z sebasteionu, miejsca kultu kolejnych rzymskich cesarzy, uznawanych za bogów.

Do samego wejścia na teren parku archeologicznego Afrodyzja, pomimo istnienia tam sporego parkingu, nie da się dojechać samochodem (zakaz wjazdu). Parkować trzeba na oddalonym o ok.500 m parkingu, znajdującym się przy głównej drodze dojazdowej (na skrzyżowaniu ze światłami w lewo). Parking jest płatny (kilka lir za samochód, bez względu na liczbę pasażerów), ale w cenie jest zawarty dowóz do ruin. Dowóz ten jest szczególnie atrakcyjny dla dzieci, odbywa się bowiem… traktorem z doczepionymi wagonami pasażerskimi. W naszym przypadku był to traktor marki… Fiat. Po dojechaniu do ruin, trzeba uiścić właściwą opłatę za wstęp, wynoszącą w sierpniu 2013 r. 10 TL (za osobę dorosłą, dzieci do lat 12 – bez opłat).

Afrodyzja, pałac biskupów

Afrodyzja, pałac biskupów

Afrodyzja, świątynia Afrodyty

Afrodyzja, świątynia Afrodyty

Afrodyzja, tetrapylon, brama miejska

Afrodyzja, tetrapylon, brama miejska

Afrodyzja, grób prof.Kenana Erima

Afrodyzja, grób prof.Kenana Erima

Afrodyzja, starożytny stadion

Afrodyzja, starożytny stadion

Ruiny Afrodyzji zawierają kilka znaczących i nieźle zachowanych budowli, wśród których prowadzi trasa zwiedzania (nieco na uboczu stoi jedynie stadion). Najważniejsze z nich, w kolejności zwiedzania:

  • sebasteion, świątynia wybudowana w I w. poświęcona cesarzowi Augustusowi (Sebastos to grecka forma imienia Augustus), składająca się z dwóch ogromnych kolumnad (80 m długości, 3 kondygnacje) i znajdującego się pomiędzy nimi dziedzińca. Sebasteion odkryty został w 1979 r. wraz z ogromną ilością wspaniałych płaskorzeźb (odzyskano 70 z pierwotnie istniejących 190), znajdujących się pierwotnie na bokach budowli, dziś część z nich stanowi oddzieloną wystawę w miejscowym muzeum. Budowla zawaliła się częściowo po trzęsieniu ziemi w IV w.
  • rzymski amfiteatr, zbudowany w 27 r. p.n.e. na zboczu wzgórza, na którym odkryto ślady pierwotnego osadnictwa na tych terenach. Widownia mieściła ok. 7 tys. widzów. Odrestaurowany w II w. n.e., uległ poważnym uszkodzeniom podczas trzęsienia ziemi w VII w.
  • południowa agora, czyli jeden z dwóch publicznych placów w Afrodyzji, na terenie której w czasie naszej wizyty trwały prace archeologiczne (rozpoczęte w 2012 r.), związane z odsłanianiem największego obiektu na agorze – ogromnego basenu. Agora była ogromnym placem, an którym rzędy marmurowych kolumn otaczały basen, do którego pompowana była pod ciśnieniem woda, zasilająca fontanny. Północny portyk dedykowany był Tyberiuszowi, fryzy z jego powierzchni znajdują się dziś obok sebasteionu oraz w miejscowym muzeum
  • łaźnie Hadriana, największe publiczne łaźnie w Afrodyzji, poświęcone rzymskiemu cesarzowi, wybudowane w II w., będące miejscem życia publicznego mieszkańców. Bogato wyposażone w marmurowe rzeźby, które w większości znajdują się dziś w miejscowym muzeum
  • pałac biskupów, który miejscem zamieszkania miejscowych biskupów jest tylko z nazwy, bo tak naprawdę nie wiadomo, kto w nim mieszkał. Faktem jest jednak, że był największym budynkiem mieszkalnym w centrum miasta, wybudowany ok. 400 r. n.e. Być może mieszkali tu biskupi, a być może np. rzymski gubernator
  • świątynia Afrodyty, wybudowana w końcówce I w. p.n.e., a której „sponsorem” był Zoilos, niewolnik wyzwolony przez cesarza Augustusa (patronował on również budowie m.in. amfiteatru). W II w. n.e. świątynię rozbudowano o otaczające ją ogromne portyki i kolumnadę. Ok. 500 r. została ona przebudowana na chrześcijańską bazylikę – portyki i kolumnadę rozebrano, a uzyskane materiały przeznaczono na rozbudowę samej świątyni. Była to jedyna w swoim rodzaju taka operacja w historii. Kościół był użytkowany aż do końca historii miasta, czyli do XII w., kiedy to został zniszczony
  • tetrapylon, czyli okazała brama miejska, zbudowana w II w., składająca się z czterech grup po cztery kolumny w stylu korynckim, odbudowany w wyniku prac archeologicznych w 1990 r., w większości z oryginalnych materiałów
  • stadion, jeden z najlepiej zachowanych do dziś klasycznych stadionów w całym basenie Morza Sródziemnego i jeden z największych starożytnych stadionów w ogóle (wymiary 262 x 59 m), mieścił 30 tys. widzów i przystosowany był do zawodów lekkoatletycznych (zaokrąglone końce). Po uszkodzeniach spowodowanych trzęsieniem ziemi w VII w., wschodnia część (ta, na której staliśmy) została zaadoptowana m.in. do walk gladiatorów – dobudowano stosowne wejścia dla nich.
Afrodyzja, muzeum

Afrodyzja, muzeum

Afrodyzja, muzeum

Afrodyzja, muzeum

Afrodyzja, muzeum, kolekcja reliefów z sebasteionu

Afrodyzja, muzeum, kolekcja reliefów z sebasteionu

Afrodyzja, muzeum, marmurowy "niebieski koń"

Afrodyzja, muzeum, marmurowy „niebieski koń”

Afrodyzja, muzeum

Afrodyzja, muzeum

Afrodyzja, muzeum

Afrodyzja, muzeum

Afrodyzja, muzeum, eksponaty w ogrodzie

Afrodyzja, muzeum, eksponaty w ogrodzie

Afrodyzja, muzeum, eksponaty w ogrodzie

Afrodyzja, muzeum, eksponaty w ogrodzie

Afrodyzja, muzeum, eksponaty w ogrodzie

Afrodyzja, muzeum, eksponaty w ogrodzie

Na koniec zwiedzania ruin Afrodyzji zostawiliśmy sobie wizytę w miejscowym muzeum (wejście jest wliczone w koszt biletu do ruin). Nowoczesność muzeum widać tuż po wejściu do środka (choć warto także przejść się wzdłuż ogrodu, w którym także znajdują się eksponaty), gdzie znajduje się duży, multimedialny (i dotykowy) ekran z planem dawnego miasta.

Eksponaty muzeum to głównie bardzo bogate zbiory marmurowych rzeźb, znalezionych na terenie wykopalisk podczas prac archeologicznych. Największą salę wystawową, nową część muzeum, wypełnia wspaniała kolekcja odrestaurowanych reliefów z sebasteionu. Ta kolekcja naprawdę robi wrażenie. W samym środku tej sali znajduje się także niekompletna marmurowa rzeźba – tzw. Niebieski Koń z Afrodyzji („Aphrodisias Blue Horse”), część większej całości, przedstawiającej konia oraz Troilusa i Achillesa (Troilus był trojańskim księciem, którego dotyczyła przepowiednia – jeśli młodzieniec dożyje 20 lat, Troja nigdy nie zostanie zdobyta. Achilles zabił jednak Troilusa). W muzeum znajduje się także mały kącik, poświęcony prof. Erimowi, który całe swoje zawodowe życie poświęcił Afrodyzji.

Cała wizyta w ruinach starożytnej Afrodyzji zajęła nam 2 godziny (w tym ok. 20 minut w muzeum). Zdecydowanie warto tu przyjechać (choćby tak jak my, odbijając z drogi do Pamukkale) i poświęcić nawet dłuższy czas na zobaczenie tego bardzo dobrze zachowanego miejsca. Muzeum, stadion czy sebasteion są tego warte.

Wyjeżdżamy z Afrodyzji, kierując się wprost do celu naszej wycieczki – Pamukkale, słynnych białych wapiennych tarasów. Mamy do niej jeszcze 100 km jazdy samochodem.

Pełna galeria zdjęć z ruin starożytnej Afrodyzji znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym facebookowym fanpage’u.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

 

Ruiny starożytnej Nysy

Swojsko brzmiąca nazwa Nysa to starożytne ruiny, położone na terenie płd-zach. Turcji. Miasto założone zostało prawdopodobnie w III w. p.n.e., stając się ważnym ośrodkiem edukacji (uczył się ty m.in. słynny grecki historyk, Strabon).

Tour de Europe 2013, dzień 22 (poprzedni wpis: Nieturystyczna Muğla). Wycieczka do słynnej „bawełnianej twierdzy”, czyli Pamukkale, zaplanowana była jako jeden z głównych punktów naszego pobytu w Turcji. Ale żeby nie jechać „na pusto” prawie 300 km w każdą stronę, zaplanowaliśmy trasę tak, by po drodze coś jeszcze zobaczyć. Pierwszym z takich „przystanków” były właśnie ruiny starożytnej Nysy.

Pozostałości Nysy leżą obok dzisiejszej miejscowości Sultanhisar, przy drodze D320, łączącej Aydin i Denizli. To ok.190 km od Boğaziçi, miejscowości w której spędzaliśmy nasze tureckie wakacje. Wyjechaliśmy wyjątkowo wcześnie (ok.6-tej rano) i zdążyliśmy ujechać nieco ponad godzinę, gdy spotkała nas pierwsza w Turcji „drogowa” przygoda, czyli kontrola radarowa. Nie obeszło się mandatu – więcej opiszemy w osobnym wpisie na temat tureckich dróg i poruszania się po nich.

Nysa, ruiny miasta, widok z parkingu

Nysa, ruiny miasta, widok z parkingu

Nysa, ruiny miasta, stadion

Nysa, ruiny miasta, stadion

Nysa, ruiny miasta, amfiteatr

Nysa, ruiny miasta, amfiteatr

Nysa, ruiny miasta, amfiteatr, płaskorzeźby ze scenami z życia Dionizosa

Nysa, ruiny miasta, amfiteatr, płaskorzeźby ze scenami z życia Dionizosa

Do ruin starożytnej Nysy dojechaliśmy po mniej więcej trzech godzinach jazdy, przed godziną 9-tą, na tyle wcześnie, że kasa biletowa przed wejściem do ruin była jeszcze nieczynna. Nie ma tam żadnych szlabanów czy bram, więc swobodnie weszliśmy dalej. Bilety uiściliśmy pod koniec zwiedzania, gdy wróciliśmy do samochodu, zaparkowanego obok kasy. Nysa jest całkowicie zapomniana przez ruch turystyczny – byliśmy jedynymi zwiedzającymi starożytne ruiny.

Nysa została założona prawdopodobnie w III w. p.n.e., przez króla Antiocha I (tego od historii o wielkiej miłości do Stratonike, opowiedzianej przez nas we wpisie o ruinach Stratonikei), na miejscu istniejącego tu wcześniej miasta o nazwie Athymbra. Nawet za czasów Antiocha I, mieszkańców Nysy nazywano Athymbrianami (tak nazywał ich władca w liście, datowanym na 281 r. p.n.e.). Ale nazwa „Nysa” pojawia się już w „Illiadzie” Homera, w VIII w. p.n.e.

Miasto wybudowano obok, a w zasadzie po obu stronach, stromego wąwozu. Nysa stała się ważnym ośrodkiem edukacji starożytnego świata, nauki pobierał tu m.in. Strabon, słynny grecki geograf i historyk, żyjący na przełomie I w. p.n.e. / I w. n.e. Dość dokładnie opisał on zresztą Nysę, dzięki czemu wiadomo o niej sporo, a wiedza Strabona pokrywa się z odkryciami archeologicznymi.

Nysa, ruiny miasta, most z tunelem pod spodem

Nysa, ruiny miasta, most z tunelem pod spodem

Nysa, ruiny miasta, most z tunelem pod spodem

Nysa, ruiny miasta, most z tunelem pod spodem

Nysa, ruiny miasta, bouleuterion

Nysa, ruiny miasta, bouleuterion

Nysa, ruiny miasta, bouleuterion

Nysa, ruiny miasta, bouleuterion

Nic więcej nie wiadomo dziś o historii Nysy. Wiadomo tylko, kiedy zakończyła się historia tego miasta – w 1402 r. ograbił je Timur Chromy (znany jako Tamerlan), wielki władca pochodzenia mongolskiego, podczas swojego najazdu na Imperium Osmańskie. W wyniku najazdu mieszkańcy opuścili miasto i nigdy już tu nie wrócili.

W ruinach Nysy warto zwiedzić kilka najlepiej zachowanych budowli (cały czas trwają tam prace archeologiczne, nam zabraniano nawet robienia zdjęć pracownikom wykopalisk):

  • amfiteatr rzymski, pochodzący z I w. p.n.e., o pojemności ok.12 tys. widzów, wspaniale zachowany do czasów dzisiejszych, posiadający prawie 50 rzędów siedzisk, położony na zboczu wzgórza nad wąwozem. Znany z pięknych płaskorzeźb, przedstawiających sceny z życia Dionizosa
  • most rzymski, pod którym przebiega tunel o długości 100 m. Most wybudowano, by połączyć amfiteatr z resztą miasta, w tym celu zasypując część wąwozu, a potem drążąc wewnątrz tunel, który umożliwiał przepływ wody. Tunel ten jest drugim co do długości takim obiektem w całym świecie starożytnym
  • biblioteka, pochodząca z II w. n.e., wspaniale zachowana – druga tak dobrze zachowana starożytna biblioteka świata starożytnego (po tej w Efezie)
  • bouleuterion, siedziba władz miasta, jeden z najlepiej zachowanych budynków starożytnej Nysy, mieścił ok.600-700 osób
  • agora, czyli miejski rynek, o wymiarach 105 x 89 m, wybudowana prawdopodobnie w I w. p.n.e., użytkowana jeszcze w II i III w. n.e.
  • stadion, bardzo słabo zachowany z powodu swojego położenia przy samym wąwozie, wielokrotnie zalewany przez wodę, pierwotnie miał pojemność aż 30 tys. widzów
Nysa, ruiny miasta, agora

Nysa, ruiny miasta, agora

Nysa, ruiny miasta, agora

Nysa, ruiny miasta, agora

Nysa, ruiny miasta, biblioteka

Nysa, ruiny miasta, biblioteka

Nysa, trwające wykopaliska (zakaz fotografowania :-))

Nysa, trwające wykopaliska (zakaz fotografowania :-))

Od 1990 r. na terenie ruin Nysy trwają prace archoelogiczne, prowadzone przez naukowców tureckich. W czasie naszej wizyty w kilku miejscach trwały intensywne prace, prawdopodobnie wkrótce okaże się, że odsłonięto kolejne partie miasta. Ale na razie archeolodzy trochę się ukrywają, nie pozwalając się fotografować.

Jedziemy dalej w kierunku Pamukkale, ale po drodze mamy w planach jeszcze jedną atrakcję. Tym razem będzie to starożytna Afrodyzja, znajdująca się w grupie „must see” pośród innych wielkich zabytków na terenach dzisiejszej Turcji.

Pełna galeria zdjęć ze starożytnej Nysy znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

Lagina, religijna "część" Stratonikei

Lagina, starożytne miejsce kultu bogini Hekate, połączona świętą drogą ze Stratonikeią, dla której była „siostrą”, odpowiadającą za religijną część życia mieszkańców. Hekate była boginią czarów, magii i czarnoksiężników, wymienianą już przez Homera.

Tour de Europe 2013, dzień 20 (poprzedni wpis: Stratonikeia, miasto wielkiej miłości i… gladiatorów). Stratonikeia w czasach swojej świetności była administracyjnym centrum regionu, ale nie pełniła roli centrum religijnego. Od tego miała połączoną świętą drogą (taką samą, jaka łączyła Milet z Didymą) Laginę, centrum kultu bogini Hekate. I właśnie Lagina była naszym kolejnym celem podczas jednodniowej wycieczki do Muğli.

Wyjeżdżając z terenu ruin Stratonikei, nie najechaliśmy się zanadto samochodem. Jadąc w kierunku miasta Yatağan, już po 5 km, tuż za widoczną z drogi wielką elektrownią, należy zgodnie z kierunkowskazem skręcić w lewo. Dalej czeka nas ok.9 km jazdy niezłą asfaltową drogą i tuż przed miejscowością Turgut skręt w prawo – uwaga na niezbyt dobrze widoczny (w sierpniu 2013 r. zarośnięty krzakiem) kierunkowskaz na Laginę. Ostatni odcinek to już droga gruntowa, ale także o niezłej jakości. Wstęp na teren starożytnego sanktuarium jest bezpłatny, choć sam obiekt jest zdaje się pilnowany (przy wjeździe znajduje się niewielka budka, w której chyba „stacjonują” strażnicy, nie starają się oni jednak w jakikolwiek sposób interesować turystami – a tych jest tu naprawdę niewiele). Jest też niewielkie miejsce na zaparkowanie samochodu. Po podjechaniu okazało się, że jesteśmy jedynymi zwiedzającymi.

Lekko schowany kierunkowskaz do ruin Laginy

Lekko schowany kierunkowskaz do ruin Laginy

Lagina, propylon, jednocześnie początek świętej drogi do Stratonikei

Lagina, propylon, jednocześnie początek świętej drogi do Stratonikei

Lagina, świątynia Hekate

Lagina, świątynia Hekate

Lagina, świątynia Hekate

Lagina, świątynia Hekate

Tereny Laginy były zamieszkane już w epoce brązu, ale dopiero za czasów dynastii Seulycydów (rozpoczynającej się od opisywanych przy okazji wizyty w Stratonikei królów Seleukosa I i jego syna Antiocha I) została ona rozbudowana i podniesiona do rangi religijnego centrum całego regionu. Stało się to mniej więcej w II w. p.n.e. (w połowie tego wieku bogini Hekate jest widoczna na monetach, bitych w Stratonikei). Wielkie sanktuarium Hekate zostaje wybudowane w Laginie pod koniec II w. p.n.e.

W 81 r. p.n.e. Lagina otrzymuje od Rzymu gwarancje nietykalności a festiwale na cześć bogini rozlewają się po całym imperium. 40 lat później sanktuarium zostaje splądrowane przez najeźdźców, ale odbudowane za czasów cesarza Augustusa (koniec I w. p.n.e.). W samej końcówce I w. p.n.e. jest już Lagina największym miejscem kultu religijnego w całym regionie.

Najważniejszym elementem Laginy była świątynia Hekate (wymiary 25 x 18 m), otoczona przez rzędy kolumn (11 x 8), których frezy znajdują się dziś w Muzeum Archeologicznym w Stambule. Swiątynia otoczona była ze wszystkich stron stoami (zadaszonymi kolumnadami). Całość zajmowała obszar 130 x 120 m. Sama w sobie świątynia jest już rzadkością, Hekate bowiem nie była bóstwem czczonym w świątyniach. Bardziej kojarzona była z rozdrożami i posągami kobiety z trzema tułowiami.

Lagina, świątynia Hekate

Lagina, świątynia Hekate

Sama Hekate była bardzo starym bóstwem, wymienianym już przez Homera (mniej więcej VIII / VII w. p.n.e.). Jej kult pochodził najprawdopodobniej właśnie z Karii, co objawiało się m.in. częstym nadawaniem dzieciom imion, pochodzących od imienia bogini. Przykładem może być choćby król Hekatomnus (jego grobowiec odkryto niedawno w Milas), ojciec słynnego Mauzolosa, od którego grobowca pochodzi używany do dziś wyraz „mauzoleum”. Najsłynniejszym w historii miejscem kultu Hekate była właśnie Lagina.

Sama Lagina jako obiekt turystyczny nie oferuje w zasadzie nic. Turysta nie otrzyma tu żadnego wsparcia w postaci choćby możliwości jakichkolwiek materiałów na temat sanktuarium. Zresztą – nie ma tu możliwości zakupu niczego, nie ma tu po prostu ani jednego punktu handlowego (ciągle przypominamy – pamiętajcie, szczególnie w sezonie wakacyjnym, o zapasie wody pitnej). Miejsce wygląda na totalnie opuszczone i zapomniane przez świat, miejscami ruiny są mocno zarośnięte, a zadaszenia znalezione w pobliżu, pod którymi składowane są elementy starożytnej świątyni, wyglądają na nie używane od dłuższego czasu. Podczas naszej wizyty w Laginie natknęliśmy się na dwóch jegomościów, usilnie pracujących kilofami, którzy na nasz widok dostojnie… się oddalili. Miejsce nie jest też w żaden sposób opisane tablicami informacyjnymi, poza jedną jedyną, opisującą boginię Hekate.

Na temat tego, co dziś można oglądać w Laginie, nie będziemy się wiele rozpisywać. Na zdjęciach zobaczycie ruiny samej świątyni Hekate, jak i otaczających ją kolumnad. Wszystko jest dość łatwe do rozpoznania, nie ma tu jakiejś zagmatwanej konstrukcji czy skomplikowanego układu ulic.

Lagina, ruiny sanktuarium Hekate

Lagina, ruiny sanktuarium Hekate

Lagina, ruiny sanktuarium Hekate

Lagina, ruiny sanktuarium Hekate

Lagina, ruiny sanktuarium Hekate

Lagina, ruiny sanktuarium Hekate

Lagina, ruiny sanktuarium Hekate

Lagina, ruiny sanktuarium Hekate

Yatagan, elektrownia węglowa, budowana przez Polaków

Yatagan, elektrownia węglowa, budowana przez Polaków

Wyjeżdżamy z terenu Laginy, uparcie kierując się w stronę miasta Muğla, które jest naszym celem końcowym tej wycieczki. Przy okazji jazdy w kierunku głównej drogi do Yatağanu, mało atrakcyjnego, przemysłowego miasta, w którym, jak twierdzą wszystkie przewodniki, nie ma czego zwiedzać, oglądamy dość znaną elektrownię węglową w Yatağan, istotną dla Polaków, bo przez Polaków budowaną. Oddana została ona do użytku w 1976 r., a w latach 90-tych XX w. przyciągnęła uwagę całego świata dzięki protestom działaczy Greenpeace, które szczególnie silne były w 1994 r. Kilkukrotnie nakazywano już wyłączenie elektrowni, istotnie zatruwającej środowisko naturalne, ale wszystkie te decyzje były cofane z powodu niedoborów energii. Tak czy siak, elektrownia jest czynna po dziś dzień.

Jedziemy więc dalej, już bez żadnych przystanków kierując się ku celowi naszego jednodniowego wypadu – miastu Muğla, bardzo słabo opisanemu w turystycznych przewodnikach, oddalonemu od miejsc odwiedzanych przez turystów. Sprawdzimy, czy rzeczywiście Muğla nie ma nic do pokazania.

Pełna galeria zdjęć ze starożytnego sanktuarium bogini Hekate w Laginie znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym facebookowym fanpage’u.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

Stratonikeia, historia wielkiej miłości

Stratonikeia, miasto założone wg legendy w wyniku wielkiej miłości króla Antiocha I, ma swoją historię aż do czasów dzisiejszych, choć dziś nazywa się Eskihisar, a większość mieszkańców przeniosła się kilkaset metrów na wschód po trzęsieniu ziemi w 1957 r.

Tour de Europe 2013, dzień 20 (poprzedni wpis: Beçin, zamek z widokiem na Milas). Na początek, wyjątkowo, legenda. W starożytnej Karii żyła sobie dziewczyna, imieniem Stratonike, powszechnie znana z nieprzeciętnej urody. Dowiedział się o niej król Seleukos i zapragnął się z nią ożenić, po tym jak zmarła jego żona. Nie wiedział jednak o tym, że Stratonike zakochana była (ze wzajemnością zresztą) w synu króla, Antiochu. Stratonike życzenie króla spełniła, wychodząc za niego za mąż.

Wkrótce po ceremonii ślubnej Antioch zapadł na nieznaną nikomu chorobę, z której nie potrafił wyleczyć go żaden ówczesny lekarz. Król ściągnął więc słynnego egipskiego lekarza, Herostratusa, który trwał przy pacjencie, chcąc rozpoznać drążącą go chorobę. Pewnego dnia do pokoju chorego weszła Stratonike, a Herostratus zauważył, że Antioch zrobił się czerwony na twarzy, a jego serce znacznie szybciej zaczęło bić. W ten sposób lekarz domyślił się prawdy i zaczął rozważać, jak przekazać informację królowi.

Stratonikeia, gimnazjon

Stratonikeia, gimnazjon

Stratonikeia, gimnazjon i jego mieszkaniec

Stratonikeia, gimnazjon i jego mieszkaniec

Stratonikeia, propylon

Stratonikeia, propylon

Stratonikeia, rzymska łaźnia

Stratonikeia, rzymska łaźnia

Stratonikeia, ruiny miasta

Stratonikeia, ruiny miasta

Po długim namyśle, Herostratus wziął króla Seleukosa na rozmowę, planując fortel. Powiedział królowi, że zna przyczynę choroby jego syna – syn bowiem jest zakochany w żonie lekarza i to uczucie doprowadziło go do ciężkiej choroby. Na to Seleukos odpowiedział pytaniem: „Musimy ratować mojego syna, czy mógłbyś oddać swoją żonę Antiochowi ?” Lekarz odparł: „A co ty zrobiłbyś królu na moim miejscu ?”, na co usłyszał: „Syn jest dla mnie wszystkim, oddałbym mu swoją żonę”.

W tym momencie król usłyszał prawdę o miłości Antiocha i Stratonike. Bez namysłu zarządził ślub zakochanych, wkrótce oddając także synowi swój tron. A Antioch wybudował nowe miasto, dając mu nazwę od imienia ukochanej żony – Stratonikeia.

Historia potwierdza w dużej części legendę. Seleukos I, król Karii (wcześniej jeden z generałów Aleksandra Wielkiego) rzeczywiście istniał i żył na przełomie IV / III w. p.n.e., miał też syna Antiocha, późniejszego króla Antiocha I. Miał żonę Apamę (wzięli ślub w 324 r. p.n.e.), po której śmierci ożenił się po raz drugi, ze Stratonike (ok.300 r. p.n.e., dziewczyna nie miała wtedy jeszcze nawet siedemnastu lat). Miał Seleukos ze Stratonike córkę, ale w 294 r. p.n.e. oddał żonę swojemu synowi w zaślubiny. Młodzi mieli pięcioro własnych dzieci.

Stratonikeia, antyczny teatr

Stratonikeia, antyczny teatr

Stratonikeia, pozostałości systemu kanalizacji

Stratonikeia, pozostałości systemu kanalizacji

Stratonikeia, bouleuterion

Stratonikeia, bouleuterion

Stratonikeia, bouleuterion

Stratonikeia, bouleuterion

Seleucydowie, dynastia zapoczątkowana właśnie przez Seleukosa, sprawili, że Stratonikeia bardzo szybko się rozwijała, stając się centralnym punktem całego regionu. Rozwój ten trwał przez wieki, także za czasów panowania Imperium Rzymskiego, a potem Bizantyjskiego. Z czasów starożytnych pozostały jeszcze dwie ważne informacje o Stratonikei: osiedlali się tu gladiatorzy po przejściu na „emeryturę”, a miejscowy gimnazjon (180 x 105 m) był największy w całym antycznym świecie. Miasto upadło za czasów osmańskich, mniej więcej w XV w., wtedy też zaczęło powstawać na ruinach Stratonikei nowe osiedle, nazwane Eskihisar – nazwa ta przetrwała do dziś – a do budowy nowych budynków częściowo użyto materiałów z czasów starożytnych.

Małe i skromne Eskihisar przetrwało do XX wieku, kiedy to zostało silnie zniszczone przez trzęsienie ziemi w 1957 r. Wtedy to władze tureckie przesiedliły wszystkich mieszkańców w nowe miejsce. Oparła się garstka – dziś w danej Stratonikei mieszka zaledwie pięć rodzin. Aczkolwiek można powiedzieć, że Stratonikeia jest unikatem na skalę światową – jest zamieszkana od czasów starożytnych aż do dziś. Dzieła zniszczeń dokończyły firmy wydobywające w okolicy węgiel, niszcząc częściowo pozostałości po starożytnym mieście. Dopiero, gdy i one opuściły teren, możliwe było rozpoczęcie wykopalisk archeologicznych, które rozpoczęły się w 1977 r. i trwają po dziś dzień. A dzięki nałożeniu się konstrukcji starożytnych, osmańskich i z czasów najnowszych, odwiedzając Stratonikeię mamy możliwość podziwiania kilku stylów osadnictwa w jednym miejscu.

Ruiny Stratonikei znajdują się tuż przy głównej drodze D330 pomiędzy Milas a Yatağan, tuż przed (niecałe 10 km) tym drugim miastem, prowadzi do nich dobrze oznaczony i widoczny zjazd, prowadzący asfaltową drogą do samych ruin. Na miejscu znajduje się spory parking. Od nas nikt nie wołał zapłaty za zwiedzanie, ale czytamy w sieci, że zdarzały się przypadki sprzedaży biletów dla turystów.

Stratonikeia, pozostałości po osadzie Eskihisar

Stratonikeia, pozostałości po osadzie Eskihisar

Stratonikeia, pozostałości po osadzie Eskihisar

Stratonikeia, pozostałości po osadzie Eskihisar

Stratonikeia, pozostałości po osadzie Eskihisar

Stratonikeia, pozostałości po osadzie Eskihisar

Stratonikeia, pozostałości po osadzie Eskihisar

Stratonikeia, pozostałości po osadzie Eskihisar

Do najlepiej zachowanych budynków wewnątrz ruin Stratonikei należą:

  • gimnazjon, prawdopodobnie z II w. p.n.e., największa tego typu budowla w całym antycznym świecie
  • bouleuterion (30 x 25 m sam budynek, do którego przynależał jeszcze dziedziniec), wybudowany prawdopodobnie w początkach I w. n.e. Na ścianach znajdują się inskrypcje z różnych okresów historii (greckie, łacińskie), ostatnie z XVII w.
  • teatr, wybudowany w czasach hellenistycznych, mocno przebudowany w okresie Imperium Rzymskiego, miał pojemność ok.15 tys. widzów
  • rzymska łaźnia, jedna z trzech pierwotnie istniejących w Stratonikei, z wydzielonymi sekcjami gorących i zimnych kąpieli, wybudowana w II w. n.e.

Z okresu późniejszego, oprócz domów mieszkalnych i ulic, budowanych z kamienia oraz starożytnych pozostałości (momentami naprawdę dobrze widać starożytne fragmenty w murach), najlepiej zachowane są:

  • budynek małego muzeum, zbudowany częściowo ze starożytnych ruin, otoczony niewielkim ogrodem, wypełnionym antycznymi skarbami
  • meczet, którego data konstrukcji nie jest znana, został przebudowany w II poł. XIX w.
  • łaźnia turecka, tzw. łaźnia Seljukid, z której zachowały się praktycznie same ściany, a której dokładna data konstrukcji nie jest znana. Datowana jest na okres przełomu XIV / XV wieku
Stratonikeia, meczet z XIX w.

Stratonikeia, meczet z XIX w.

Stratonikeia, łaźnia Seljukid z XIV/XV w.

Stratonikeia, łaźnia Seljukid z XIV/XV w.

Stratonikeia, łaźnia Seljukid z XIV/XV w.

Stratonikeia, łaźnia Seljukid z XIV/XV w.

Pozostałości Stratonikei nie zdradzają dziś jej niegdysiejszego ogromu i znaczenia – może poza gimnazjonem, wyobrażenie wielkości którego robi wrażenie. Także teatr jest naprawdę nieźle zachowany i buduje wizję potęgi. My ze Stratonikei zapamiętaliśmy głównie… żółwia, który dzielnie tuptał sobie po ruinach gimnazjonu w czasie naszego jego zwiedzania.

Z ruin Stratonikei udaliśmy się w dalszą drogę w kierunku Muğli, która była celem naszej jednodniowej wycieczki (przed Stratonikeią oglądaliśmy zamek w Beçin). Ale zanim dotarliśmy do samej Muğli, przed Yatağan skręciliśmy jeszcze raz, by w pobliżu miejscowości Turgut odnaleźć ruiny starożytnego miejsca kultu, związanego ze Stratonikeią – Laginy.

Pełna galeria zdjęć z ruin Stratonikei znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.