stadion | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Delfy, miejsce w którym kiedyś ważyły się losy całych narodów

Celem jedynej dłuższej wycieczki w czasie wakacyjnego pobytu w Grecji były Delfy – miejsce, w którym kiedyś znajdowała się słynna antyczna wyrocznia. Traktowana jako środek (pępek) świata, miała w starożytności ogromny wpływ na losy ówczesnego świata, przynajmniej na terenach dzisiejszej południowej Europy i najbliższych jej okolic.

Tour de Europe 2014, dzień 12 (poprzedni wpis: Trzystu bohaterów. Odwiedzamy greckie Termopile). Kilkugodzinna podróż z Paralia Katerinis (naszej „greckiej” wakacyjnej bazy) do Delf przerwana była tylko na krótki czas wizytą w Termopilach – w miejscu jednej z najsłynniejszych bitew w historii świata, owianym legendą 300 bohaterskich Spartan i ich wodza Leonidasa. Ale głównym celem były Delfy, miejsce o wiele bardziej rozległe i „bogate” w obiekty warte zobaczenia, a przy tym także niezwykle znane z historii i legend z nim związanych.

Delfy położone są w południowej Grecji, na stoku gór Parnas. Pisał o nich już Homer, żyjący prawdopodobnie (bo nikt do dziś tego dokładnie nie ustalił) gdzieś w okresie XI – VIII w. p.n.e. Wg mitologii greckiej to tu spotkały się dwa orły, wypuszczone w przeciwne strony świata przez Zeusa, wyznaczając środek ziemi.

Delfy zasiedlone zostały już w drugim tysiącleciu przed Chrystusem (ok. XIV w. p.n.e.) i przez długi czas były niewielką miejscowością. Kult boga Apollina, z którego potem zasłynęły, rozwinął się tu gdzieś na przełomie II / I tysiąclecia p.n.e. i wtedy rozpoczął się okres prosperity. Z przepowiedni wygłaszanych przez kapłankę Pytię Delfy słynęły już w VIII w. p.n.e. Z kapłankami tymi zresztą wiązało się do całkiem niedawna sporo kontrowersji.

Muzeum w Delfach

Muzeum w Delfach

Muzeum w Delfach, eksponaty z brązu (VIII / VII w. p.n.e.)

Muzeum w Delfach, eksponaty z brązu (VIII / VII w. p.n.e.)

Muzeum w Delfach, posągi Kleobisa i Bitona (VII / VI w. p.n.e.)

Muzeum w Delfach, posągi Kleobisa i Bitona (VII / VI w. p.n.e.)

Muzeum w Delfach, antyczna ceramika (V w. p.n.e.)

Muzeum w Delfach, antyczna ceramika (V w. p.n.e.)

Muzeum w Delfach, sala z częściami kolumny "Trzech Tancerek", z omfalosem na czele

Muzeum w Delfach, sala z częściami kolumny „Trzech Tancerek”, z omfalosem na czele

Wiadomo bowiem jest ze starożytnych zapisów, że Pytie (kapłanki, obowiązkowo powyżej 50 lat), wygłaszające swoje przepowiednie, najczęściej w wersji poetyckiej, siedząc na trójnogu w świątyni Apollina, były w głębokim transie, czasem nawet wpadając w szał. Długo wierzono w starożytne legendy, jakoby kapłanki w taki stan wprawiały opary, wydobywające się ze skalnej szczeliny, ale nie potrafiono udowodnić istnienia ani szczeliny, ani oparów. Stąd z czasem uknuto teorię, że trans wywoływany był ziołami palonymi w świątyni, lub nawet był po prostu przez kapłanki udawany.

Muzeum w Delfach, "omfalos", mitologiczny kamień wyznaczający środek ziemi

Muzeum w Delfach, „omfalos”, mitologiczny kamień wyznaczający środek ziemi

Co wydaje się niemożliwe w dobie dzisiejszego stanu techniki, dopiero w końcówce XX wieku badania geologiczne rzeczywiście wykazały istnienie – i to nie jednego, a dwóch uskoków skalnych, krzyżujących się dokładnie pod świątynią. Skład okolicznych skał udowodnił, że uwalniały się tu gazy, w tym takie, które po zmieszaniu z powietrzem wywołują stan euforii, do utraty przytomności włącznie.

Muzeum w Delfach, "Woźnica z Delf" (V w. p.n.e.)

Muzeum w Delfach, „Woźnica z Delf” (V w. p.n.e.)

Wróćmy do historii Delf. Z czasem waga przepowiedni Pytii stała się tak wielka, że żadnych ważnych decyzji nie podejmowano bez konsultacji z wyrocznią. Ludzie płacili wielkie sumy – i za przepowiednie, i za ominięcie długaśnych kolejek do świątyni :) Wyrocznia rosła w wielką potęgę, choć często jej przepowiednie były wysoce dwuznaczne i niezbyt precyzyjne. O tym, jak ważne były wtedy Delfy, niech świadczy fakt, że aż do IV w. p.n.e. były one ochraniane przez specjalny sojusz greckich miast, mający na celu ochronę wyroczni przed dostaniem się w niepowołane ręce.

Wtedy to Delfy zostały złupione przez Fokijczyków, po czym szybko odbite przez Macedończyków, ale to już były czasy powolnego upadku znaczenia wyroczni. I przez mniejsze nią zainteresowanie, i przez błędne przepowiednie, i przez ciągle toczące się w tym czasie w rejonie Delf wojny. W II w. p.n.e. władzę nad całym regionem zdobyli Rzymianie, którzy najpierw ochraniali wyrocznię, ale sto lat później złupili miejscowe skarbce dla sfinansowania swoich greckich wojen. W 66 r. n.e. cesarz Neron wywiózł znaczną część dzieł sztuki do Rzymu.

Na przełomie I / II w. Rzymianie podjęli jeszcze próbę wskrzeszenia wielkości Delf, ale po krótkim okresie popularności, wyrocznia znów zaczęła się osuwać w dół, jeśli chodzi o znaczenie. Tego procesu nie udało się już zatrzymać i w IV w. ostatecznie wyrocznia przestała funkcjonować. Z pewnością do jej upadku przyczyniła się także popularyzacja nowej religii – chrześcijaństwa, które zastąpiło wtedy kult Apollina.

Delfy, rzymska agora

Delfy, rzymska agora

Delfy, skarbiec Sykiończyków

Delfy, skarbiec Sykiończyków

Delfy, skarbiec Ateńczyków

Delfy, skarbiec Ateńczyków

Delfy, grecka stoa

Delfy, grecka stoa

Delfy, ruiny antycznego miasta

Delfy, ruiny antycznego miasta

Zwiedzanie Delf rozpoczęliśmy od znajdującego się przed właściwymi ruinami muzeum. To jedno z najbardziej znanych i popularnych muzeów w całej Grecji, choć jego wielkość nie powala – zawiera raptem kilkanaście pomieszczeń o powierzchni nieco ponad 2 tys. m2. Eksponaty jednak robią wrażenie, a zwiedzanie ułatwia chronologiczny ich podział w poszczególnych pomieszczeniach. Poniżej lista kilku z najważniejszych eksponatów w muzeum:

  • brązowa tarcza z czasów archaicznych (VIII / VII w. p.n.e.);
  • brązowa „głowa Griffona” także z tych samych czasów;
  • dwie niemal bliźniacze marmurowe statuy z VII / VI w. p.n.e., przedstawiające najpewniej Kleobisa i Bitona, mitologicznych synów kapłanki bogini Hery. Legenda głosi, że w czasie podróży z Argos do Delf, synowie sami ciągnęli wóz matki, zastępując niezbyt zdrowe woły. Wdzięczna im matka poprosiła Herę w modlitwie, by ta dała synom najlepszy dostępny dla śmiertelników prezent. Wieczorem zmęczeni synowie położyli się spać i w czasie snu zmarli – Hera dała im wieczną pamięć wśród ludzi – w pewnym sensie nieśmiertelność;
  • pozostałości zdobień z kilku delfijskich skarbców;
  • „Tancerki z Delf”, rzeźbiona kolumna z figurami trzech tancerek (IV w. p.n.e.), której kilka części znajduje się w muzeum. Teoria głosi, że jej zwieńczeniem był słynny „omfalos”, czyli marmurowy stożek, wyznaczający wg mitologii środek ziemi. Omfalos także znajduje się w muzeum w Delfach;
  • liczne statuy z czasów późno-greckich i rzymskich, m.in. posąg filozofa (być może Platona) z III / II w. p.n.e. oraz posąg Antoniusza;
  • „Woźnica z Delf”, statua, kiedyś będąca częścią większej całości z rydwanem, pochodząca z V w. p.n.e.;
Delfy, z prawej ołtarz Apollina

Delfy, z prawej ołtarz Apollina

Delfy, świątynia Apollina, siedziba słynnej wyroczni

Delfy, świątynia Apollina, siedziba słynnej wyroczni

Delfy, świątynia Apollina, siedziba słynnej wyroczni

Delfy, świątynia Apollina, siedziba słynnej wyroczni

Delfy, panorama ruin i doliny pod nimi, widziana z terenu greckiego teatru

Delfy, panorama ruin i doliny pod nimi, widziana z terenu greckiego teatru

Delfy, antyczny stadion

Delfy, antyczny stadion

Po wyjściu z muzeum nadchodzi czas na zwiedzanie właściwych ruin starej wyroczni w Delfach. Są one dość rozległe i położone na zboczu góry, co wiąże się z pokonywaniem sporej ilości schodów – warto o tym pamiętać, szczególnie w sezonie, w letnim słońcu i upałach i zaopatrzyć się w wodę i nakrycie głowy. Z ważniejszych budowli, które tu znajdziecie, warto wymienić (w kolejności naszego zwiedzania):

  • rzymska agora, czyli dawne centrum handlowe i centrum życia miasta, pochodząca z końcowego okresu istnienia Delf (IV w.). Zachowała się jedynie jedna z trzech otaczających ją kolumnad;
  • skarbiec Sykiończyków, pochodzący z VI w. p.n.e. Skarbce w Delfach były budynkami w kształcie przypominającymi świątynie, budowanymi ku czci bogów przez władze starożytnych greckich państw-miast i kolonii. Sykion nigdy nie był ważnym miastem, choć stanowił kiedyś osobne państwo-miasto. Leżał na północy niedalekiego od Delf Peloponezu. W skarbcach przechowywano kosztowności, należące do fundatorów;
  • skarbiec Beocjan, kolejna z tego typu budowli;
  • omfalos, czyli mityczny kamień, wyznaczający środek ziemii, jedna z kopii tego znajdującego się w muzeum w Delfach;
  • skarbiec Ateńczyków, jeden z najlepiej zachowanych budynków w Delfach, pochodzący z VI lub V w. p.n.e., wybudowany wg dwóch teorii dla upamiętnienia albo ustanowienia demokracji w Atenach albo wygranej bitwie pod Maratonem przeciwko Persom;
  • skała Sybilli, wg legend skała, na której stanęła kiedyś kobieta o imieniu Sybilla, wygłaszając pierwszą przepowiednię w historii wyroczni;
  • ateńska stoa, kiedyś będąca częścią Halos, ważnego miejsca, gdzie odbywały się co 8 lat rekonstrukcje sceny zabicia węża przez Apollina. Wybudowana w VI / V w. p.n.e.;
Delfy, "skała Sybilli"

Delfy, „skała Sybilli”

Delfy, ruiny antycznego miasta

Delfy, ruiny antycznego miasta

Delfy, świątynia Ateny widziana z terenów ruin wyroczni

Delfy, świątynia Ateny widziana z terenów ruin wyroczni

Delfy,ruiny gimnazjonu, widziane z terenów ruin wyroczni

Delfy,ruiny gimnazjonu, widziane z terenów ruin wyroczni

  • ołtarz Apollina, wybudowany przed właściwą świątynią, pochodzący z V w. p.n.e.;
  • świątynia Apollina, najważniejsze miejsce kultu religijnego w Delfach i miejsce, w którym Pytie odbywały słynne rytuały z wypowiadaniem przepowiedni. Ruiny widoczne dziś pochodzą z IV w. p.n.e., ale są ruinami trzeciej kolejnej świątyni stojącej w tym miejscu. Pierwszą wybudowano prawdopodobnie w VII w. p.n.e., drugą z VI w. p.n.e. zniszczyło trzęsienie ziemi z 373 r. p.n.e. Obok znajdziecie też „kolumnę Prussiasa”, na której kiedyś stał pomnik tego króla (pochodzi z II w. p.n.e.);
  • teatr, w którym odbywały się przedstawienia muzyczne i teatralne, wybudowany pierwotnie w IV w. p.n.e., odbudowany przez władcę Pergamonu w II w. p.n.e., a ostateczną formę przyjął w czasach rzymskich (I w. n.e.). W 35 rzędach zasiadać tu mogło do 5 tysięcy widzów. Ze szczytu widowni rozpościera się najlepszy widok na ruiny Delf i całą dolinę rzeki płynącej poniżej nich;
  • stadion, położony na samym szczycie ruin, mieścił kiedyś 6,5 tysiąca widzów, długi aż na 177 m i szeroki na 25 m. Wybudowany pierwotnie w V w. p.n.e., obecną formę przyjął po przebudowie przez Rzymian w II w. n.e.;

Ale właściwe ruiny Delf to nie wszystko, co można tu zobaczyć. Już z góry, spod teatru można zobaczyć w oddali kolejne pozostałości z czasów antycznych – to gimnazjon i tholos, oddalone o jakieś pół kilometra. Po wyjściu z ruin Delf kierujemy się więc w ich kierunku, ale mniej więcej w połowie drogi znajdujemy jeszcze jedno warte uwagi miejsce – źródło kastalskie, w którym przemywali się obowiązkowo wszyscy pielgrzymi, przybywający do Delf. Przypisywano jej właściwości oczyszczające, a zbierano ją w znajdującym się obok sporym basenie. Dzisiejszy wygląd źródła to rekonstrukcja, i to przeniesiona ok.50 m od oryginalnego miejsca.

Delfy, thalos na terenie dawnej świątyni Ateny

Delfy, thalos na terenie dawnej świątyni Ateny

Delfy, thalos na terenie dawnej świątyni Ateny

Delfy, thalos na terenie dawnej świątyni Ateny

Delfy, ruiny gimnazjonu

Delfy, ruiny gimnazjonu

Delfy, teren źródła kastalskiego

Delfy, teren źródła kastalskiego

Idziemy do gimnazjonu, z którego dziś pozostały nędzne resztki. A pozostały, bo w czasach, kiedy Delfy już nie pracowały, okoliczni mieszkańcy wykorzystali marmurowe kamienie do budowy własnych domostw. Gimnazjon okazuje się jednak zamknięty dla zwiedzających, ale normalnie jest otwarty i dostępny, jak i tholos, bezpłatnie, w przeciwieństwie do samych Delf. Nie dociera tu już zbyt wielu turystów, nam towarzyszyło raptem kilka osób. Gimnazjon był kompleksem budynków, wykorzystywanych przez młodych mieszkańców Delf. Znajdowały się tu m.in. baseny i łaźnie.

W przeciwieństwie do gimnazjonu, teren otaczający tholos okazał się otwarty. Tholos był okrągłym budynkiem o średnicy prawie 15 m, otoczonym przez 20 doryckich kolumn. Do czasów dzisiejszych przetrwały tylko trzy z nich, ale i tak tholos jest jednym z najczęściej spotykanych obrazków z Delf. Wybudowany został w początkach IV w. p.n.e. jako część sanktuarium, poświęconego Atenie.

Biorąc pod uwagę historię i znaczenie Delf w starożytnym świecie, oraz stopień zachowania ruin i ich atrakcyjność „wizualną”, zdecydowanie polecamy wizytę tutaj. Zwiedzanie Delf zajęło nam ok.3,5 godziny, w dużym upale, ale naprawdę było warto. To jedno z tych miejsc, które wreszcie dają nam ogląd na to, co w suchy sposób „wciskano” nam na lekcjach historii w szkole. Tak podana historia zdecydowanie łatwiej się konsumuje.

Wycieczka do Delf i Termopil była ostatnią z naszych podróży wewnątrz Grecji w czasie naszego 8-dniowego pobytu w Paralia Katerinis w sierpniu 2014 r. W kolejnym wpisie pokażemy Wam właśnie Paralia Katerinis, bardzo atrakcyjny grecki kurort.

Pełna galeria zdjęć z ruin antycznej wyroczni w Delfach znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2014

Pecz, budynek poczty

Ostatnim etapem naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. był węgierski Pecs (Pecz). I pozostał w naszej pamięci na długo - to jedno z naszych "odkryć" na podróżniczej mapie Europy. Zawsze i wszędzie będziemy polecać odwiedziny w Pecs.

Osijek, Tvrda, plac św.Trójcy

Na koniec wakacyjnej podróży w 2014 r. wróciliśmy, choć tylko na kilka godzin, do Chorwacji. Powrót nieco sentymentalny, bo od Chorwacji (w 2010 r.) tak naprawdę zaczęła się nasze wielkie podróżowanie przez Europę.

Travnik, dom rodzinny Ivo Andrića, dziś jego muzeum

Ostatni dzień pobytu w Bośni podczas naszej wakacyjnej podróży w 2014 r. stał pod znakiem północy kraju i trzech malowniczych miasteczek w drodze do domu: Travnik, Maglaj i Doboj były naszymi celami.

 

Z wizytą na Estádio da Luz. Zwiedzamy Muzeum Benfiki Lizbona

Z racji tego, że połowa dorosłych tamBylskich należy do rzadkiej kasty kibiców piłkarskich, czasem oprócz zabytków zdarza się nam zwiedzać także znane stadiony. Nie inaczej było w Lizbonie.

Lizbona na weekend (poprzedni wpis: Zwiedzamy Lizbonę trasą zabytkowego tramwaju nr 28, cz.4). W czasie swoich podróży kilkukrotnie byliśmy już na znanych obiektach sportowych, że wymienimy choćby Maracanę w Rio de Janeiro, Allianz Arena w Monachium (dwukrotnie, mecze z Realem Madryt i FC Barcelona), Camp Nou w Barcelonie czy Estadio Mestalla w Walencji (dwa ostatnie wciąż niestety czekają na opisanie na blogu). Udało się nam spełnić kibicowskie pragnienia także w Lizbonie.

Z racji tego, że zwiedzanie zabytków w centrum Lizbony zakończyliśmy nieco przed czasem z powodu deszczu, pozostały czas drugiego dnia pobytu w stolicy Portugalii postanowiliśmy wykorzystać na wizytę na słynnym Estádio da Luz – czyli stadionie, na którym mecze swoje rozgrywa Benfica Lizbona.

Przy stadionie znajduje się także spore muzeum, poświęcone historii klubu. Nie robiliśmy sobie wielkich nadziei na wejście do niego, wszak był poniedziałek, a w poniedziałki muzea lubią być pozamykane. Rzeczywistość okazała się bardziej radosna – muzeum pracowało normalnie. W kompleksie znajduje się także klubowe centrum handlowe z kafejkami i ogromnym sklepem firmowym – Benfica Megastore.

Wstęp do muzeum kosztuje 10 EUR, można tu także wykupić wycieczkę po stadionie – kolejne 10 EUR (tylko z przewodnikiem). Bilet łączony na obie te atrakcje kosztuje 15 EUR. Ze względu na ulewę nie zdecydowaliśmy się wchodzić na sam stadion, wystarczył na jego widok z zewnątrz. Nie odpuściliśmy za to wejścia do klubowego muzeum.

Estádio da Luz był kiedyś największym stadionem Europy, bywały takie mecze, na których zasiadało tu i ponad 120 tys. kibiców. Przed rozgrywanymi w Portugalii w 2004 r. Mistrzostwami Europy rozebrano go jednak i wybudowano na nowo, już w znacznie mniejszej skali – może pomieścić „zaledwie” ok. 65 tysięcy ludzi. Resztę zobaczcie na fotkach.

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Benfica Lizbona, klubowe muzeum

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz

Lizbona, Estádio da Luz, klubowy sklep Benfiki

Lizbona, Estádio da Luz, klubowy sklep Benfiki

A w kolejnym wpisie zabierzemy Was na wycieczkę do lizbońskiej perełki, jednej z zachodnich dzielnic Lizbony – Belem.

Pełna galeria zdjęć ze stadionu Estádio da Luz w Lizbonie znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Portugalia

Lizbona, panorama Alfamy z Largo das Portas do Sol

W Lizbonie spędziliśmy długi listopadowy weekend, w sumie trzy pełne doby. Stolica Portugalii bezwzględnie nas urzekła, choć pogoda o tej porze roku lubi płatać figle np. w postaci deszczu. W tym wpisie znajdziecie ranking atrakcji Lizbony, zgodny z naszymi odczuciami.

Lizbona, klasztor Hieronimitów

Ostatni dzień spędzony w czasie długiego listopadowego weekendu w Lizbonie poświęciliśmy na wycieczkę do Belém, zachodniego przedmieścia stolicy Portugalii. Belém słynie bowiem z mnogości turystycznych atrakcji.

Lizbona, Estádio da Luz

Z racji tego, że połowa dorosłych tamBylskich należy do rzadkiej kasty kibiców piłkarskich, czasem oprócz zabytków zdarza się nam zwiedzać także znane stadiony. Nie inaczej było w Lizbonie.  więcej

 

Rio de Janeiro widziane z lotu ptaka

Po raz pierwszy – i jedyny jak na razie – zdecydowaliśmy się zobaczyć atrakcje zwiedzanego miejsca z innej, niż z poziomu własnych nóg, perspektywy. Skorzystaliśmy z oferty jednego z miejscowych przewoźników i podziwialiśmy Rio de Janeiro z lotu ptaka, a dokładnie helikoptera.

Karnawał w Rio, dzień 5 (poprzedni wpis: Ogród Botaniczny w Rio de Janeiro). Upatrzyliśmy sobie tę atrakcję już wcześniej, w kilku miejscach oglądając startujące turystyczne helikoptery, oblatujące z turystami na pokładzie najważniejsze atrakcje Rio de Janeiro. Marzył nam się taki lot, w końcu Rio jak żadne inne miasto nadaje się do oglądania z takiej perspektywy. No i stało się – zdecydowaliśmy się – jedziemy na widziane w czasie jednego ze spacerów lądowisko helikopterów – będziemy latać :)

Oferty lotów helikopterem nad największymi atrakcjami można znaleźć w każdym dużym mieście. Tak jest też i w Rio, a w ofertach lotów helikopterem można wprost przebierać. Popularność takich oblotowych wycieczek najlepiej widać, gdy stoi się na pomniku Chrystusa Odkupiciela i ogląda z góry panoramę miasta. Od helikopterów nad Rio momentami aż się roi, a dookoła pomnika latają wściekle jak samoloty dookoła King Konga w słynnym filmie Petera Jacksona z Adrienem Brody’m i Naomi Watts. Tylko pomnik jakoś się od nich nie odgania, ale za to ciężko zrobić zdjęcie panoramy miasta, na którym nie będzie przy okazji jakiegoś śmigłowca.

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

Rio de Janeiro, nasz heliport

My upatrzyliśmy sobie firmę HeliSul, mającą swoje lądowisko nad laguną Rodrigo de Freitas, niedaleko Ogrodu Botanicznego. Podjechaliśmy do niego taksówką, przy okazji patrząc jak taksówkarz nas kantuje na kursie – jechaliśmy w południe na taryfie nocnej i do tego wcale nie najkrótszą trasą (po czterech dniach w Rio drogę mieliśmy już „obcykaną”). Ale i tak nie wyszło drogo (coś ok.30 zł za kurs z Ipanemy). Koniec końców stajemy przed heliportem – czas na wybór trasy – bo do wyboru jest ich osiem, różniących się ilością oblatywanych atrakcji miasta i długością lotu.

Nie będziemy pisać o kosztach, bo to drażliwy temat :) Loty helikopterem w Rio tanie nie są, zazwyczaj trzeba niestety dopasowywać trasę do kieszeni i jej zawartości, szczególnie gdy leci się w więcej niż jedną osobę. Cennik i trasy możecie zobaczyć na zdjęciach. W każdym razie płacić można i gotówką, i kartą (na szczęście, bo takiej gotówki w kieszeniach po Rio raczej się nie nosi).

Rio de Janeiro, oglądamy miasto z helikoptera

Rio de Janeiro, oglądamy miasto z helikoptera

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Ipanema

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Ipanema

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Copacabana

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Copacabana

Rio de Janeiro z lotu ptaka, cypel Arpoador pomiędzy Ipanemą a Copacabaną

Rio de Janeiro z lotu ptaka, cypel Arpoador pomiędzy Ipanemą a Copacabaną

Rio de Janeiro z lotu ptaka, "Głowa Cukru" z Copacabaną w tle

Rio de Janeiro z lotu ptaka, „Głowa Cukru” z Copacabaną w tle

Rio de Janeiro z lotu ptaka, dzielnica i plaża Botafogo

Rio de Janeiro z lotu ptaka, dzielnica i plaża Botafogo

Rio de Janeiro z lotu ptaka, "niebieska" fawela Morro de Mineira

Rio de Janeiro z lotu ptaka, „niebieska” fawela Morro de Mineira

Rio de Janeiro z lotu ptaka, Sambodrom

Rio de Janeiro z lotu ptaka, Sambodrom

Rio de Janeiro z lotu ptaka, stadion Maracana

Rio de Janeiro z lotu ptaka, stadion Maracana

Rio de Janeiro z lotu ptaka, wzgórze Corcovado i pomnik Chrystusa Odkupiciela na tle panoramy Rio

Rio de Janeiro z lotu ptaka, wzgórze Corcovado i pomnik Chrystusa Odkupiciela na tle panoramy Rio

Rio de Janeiro z lotu ptaka, laguna Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro z lotu ptaka, laguna Rodrigo de Freitas

Rio de Janeiro z lotu ptaka, wzgórze Dwóch Braci, za nim wzgórze Pedra da Gavea, pomiędzy nimi fawela Rocinha

Rio de Janeiro z lotu ptaka, wzgórze Dwóch Braci, za nim wzgórze Pedra da Gavea, pomiędzy nimi fawela Rocinha

Ponieważ od końcówki 2011 r. w Rio trwała akcja oczyszczania – przed zbliżającymi się powoli Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej 2014 – miejskich dzielnic biedoty, czyli fawel, z przestępczości, oraz przywracania kontroli policji nad tymi osiedlami, nie było nam dane ze względów bezpieczeństwa odwiedzić żadnej z nich. Lot nad Rio był więc szczególną okazją, by kilka zobaczyć, choćby z góry czy z daleka.

I tak widzieliśmy m.in. fawelę Morro da Mineira, bardzo charakterystyczną, bo wszystkie budynki są w niej wymalowane na jednakowy, turkusowy kolor. Ponoć to gangi, rządzące osiedlem wydały taki rozkaz mieszkańcom, by utrudnić lokalizację konkretnych domów policji. Z daleka mogliśmy też zobaczyć słynną Rocinhę, największą fawelę w Rio. Wg nieoficjalnych szacunków żyje w niej nawet do 300 tys. mieszkańców – oficjalny spis „wykazał” zaledwie 60 tys. Życie w fawelach chyba jednak najlepiej zobaczyć w TV (choć były w 2012 r. organizowane wycieczki turystyczne – jeepem, z wynajętym lokalnym kierowcą, na zasadzie przejechania się przez fawelę, raczej bez dłuższych postojów), choćby w filmie „Miasto Boga” (2002), nominowanym do Oskarów w czterech kategoriach, opartym na książce pod tym samym tytułem. Ta z kolei oparta została o autentyczne fakty. Kto nie widział, polecamy.

I to w zasadzie tyle, jeśli chodzi o opis tekstowy. To miał być lot widokowy, więc całą resztę dopowiedzą Wam widoki na zdjęciach. Powiemy tylko tyle – warto było :) A już wieczorem czekała nas największa atrakcja w Rio – karnawałowy konkurs szkół samby na Sambodromie.

Pełna galeria zdjęć z lotu widokowego nad Rio de Janeiro znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Karnawał w Rio (2012)

Rio de Janeiro, piaskowy "rzeźbiarz" na Copacabanie

Po kulminacji pobytu w Rio - czyli paradzie karnawałowej na Sambodromie, przyszedł czas na trochę spokoju. Ostatnie dwa dni spędziliśmy na spacerowym zwiedzaniu centrum miasta, plażowaniu i... szukaniu czynnej poczty :)

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Być w Rio de Janeiro w czasie karnawału i nie zobaczyć słynnej parady na Sambodromie to grzech. To tu odbywa się najbardziej widowiskowa część dorocznego święta, to tu szkoły samby walczą o zaszczyty i... przetrwanie. To tu "spala" się dziesiątki milionów dolarów w ciągu kilku nocy. Kolorowa zabawa jest w rzeczywistości ostrą walką o sławę i byt.

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Copacabana

Po raz pierwszy - i jedyny jak na razie - zdecydowaliśmy się zobaczyć atrakcje zwiedzanego miejsca z innej, niż z poziomu własnych nóg, perspektywy. Skorzystaliśmy z oferty jednego z miejscowych przewoźników i podziwialiśmy Rio de Janeiro z lotu ptaka, a dokładnie helikoptera.

Rio de Janeiro: stadion Maracana i ogród zoologiczny

Drugi dzień w Rio de Janeiro spędziliśmy zwiedzając najdalsze, licząc od naszego hotelu atrakcje miasta. Hitem dnia miały być odwiedziny słynnego piłkarskiego stadionu Maracana, plan na resztę dnia zakładał wizytę w miejskim ogrodzie zoologicznym.

Karnawał w Rio, dzień 2 (poprzedni wpis: Przywitanie z Rio de Janeiro). Pierwszego dnia w Rio pocieszyliśmy się trochę lutowym upałem i przywitaliśmy się ze słynnymi plażami Ipanema i Copacabana. Zdążyliśmy też „zaliczyć” pieszą wycieczkę z Ipanemy na „Głowę Cukru” (Pão de Açúcar). Teraz czas zacząć zwiedzać Rio „na poważnie”. Na pierwszy ogień, jak przystało na kibica piłkarskiego, poszła świątynia światowego futbolu, czyli słynna Maracana.

Historia Maracany zaskakująco wiąże się z historią… karnawału w Rio, a to przez osobę patrona stadionu, Mário Filho. Oficjalna nazwa stadionu to bowiem: Estádio Jornalista Mário Filho, która to nadana została w 1966 r. O tym za chwilę. Sam stadion był budowany specjalnie jako arena Mistrzostw Świata w 1950 r. i od początku zakładano budowę największego stadionu piłkarskiego na świecie. Ciekawostka – od wbudowania kamienia węgielnego do planowanego meczu otwarcia było niecałe 2 lata i oczywiście Brazylijczycy nie zdążyli. Pomimo, że stadion wciąż wyglądał jak plac budowy, FIFA zezwoliła na grę i 24 czerwca 1950 r. odbył się tu mecz otwarcia mistrzostw, jednak obcięto liczbę widzów do 81.000.

Rio de Janeiro, stadion Maracana

Rio de Janeiro, stadion Maracana

Rio de Janeiro, stadion Maracana

Rio de Janeiro, stadion Maracana

Rio de Janeiro, stadion Maracana, tablica informująca o przebudowie przed MŚ 2014

Rio de Janeiro, stadion Maracana, tablica informująca o przebudowie przed MŚ 2014

Rekord frekwencji na Maracanie padł w czasie meczu finałowego (Brazylia przegrała wtedy z Urugwajem 1-2, co stało się narodową traumą, którą pobiła chyba dopiero ta z Belo Horizonte w 2014 r., kiedy to Brazylia przegrała w półfinale kolejnych brazylijskich Mistrzostw Świata z Niemcami aż 1-7), gdy oficjalnie zmierzono aż 199.854 widzów z biletami. Podkreślamy – „z biletami” – bo w Brazylii spora część widzów jakimś cudem wchodzi na stadion bez nich. Nieoficjalnie mówi się, że łącznie na Maracanie podczas finału w 1950 r. było aż 210.000 kibiców.

Jak już mistrzostwa się skończyły, spadła determinacja Brazylijczyków od ukończenia stadionu, nazywanego wtedy oficjalnie Maracana, od nazwy małej rzeczki, nad którą został wybudowany. Oficjalnie ukończenie stadionu nastąpiło dopiero 15 lat po mistrzostwach, w 1965 r. I teraz wróćmy do osoby Mário Filho – kiedy zmarł od w 1966 r., władze uhonorowały pamięć po nim, zmieniając nazwę Maracany. Ale i tak wszyscy nadal nazywają stadion starą nazwą.

Kim był Mário Filho ? Najsłynniejszym chyba brazylijskim dziennikarzem sportowym, autorem wielu książek o tematyce piłkarskiej. Urodzony jako syn dziennikarza, poszedł jego śladem, pracując początkowo w gazetach należących do ojca, by szybko wyspecjalizować się w tematyce sportowej. To on podniósł derbowe spotkania do rangi wielkiego wydarzenia, a używana do dziś nazwa najsłynniejszych z nich – „Fla-Flu” (Flamengo – Fluminense) także jest jego autorstwa. Mário Filho był także założycielem (1931 r.) najstarszej sportowej gazety w Brazylii, przez niektórych uważaną za jedną z najstarszych na całym świecie.

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Ale ma Mário Filho też niezwykle znaczący wkład w historię… karnawału w Rio. Otóż, choć sam pomysł przypisuje się innemu dziennikarzowi, to właśnie Mário Filho zorganizował w 1932 r. pierwszy konkurs szkół samby w Rio de Janeiro. Pomysł był bardzo przyziemny – pomiędzy kolejnymi turami rozgrywek piłkarskich jego gazeta bardzo traciła na poczytności i chcąc ją utrzymać, zorganizował sponsorowany przez gazetę uliczny konkurs. Dziś ten „konkurs” jest największą atrakcją turystyczną w Rio i przyciąga co roku setki tysięcy przybyszów z całego świata. A mało kto wie, że powstał za sprawą nieznanego poza Brazylią dziennikarza, chcącego chronić interesy swojej gazety.

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie, koszulka Pele, odcisk stóp Garrinchy

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie, koszulka Pele, odcisk stóp Garrinchy

Wracamy do historii Maracany. Nie remontowany stadion częściowo zawalił się w 1992 r. podczas meczu (3 osoby zginęły), po czym mocno ograniczono jego pojemność. Był remontowany na początku XXI w., ale prawdziwy remont rozpoczęto dopiero po przyznaniu Brazylii organizacji kolejnych Mistrzostw Świata w 2014 r. Maracanę praktycznie zburzono, stawiając trybuny niemal od podstaw. I właśnie w trakcie przebudowy Maracany trafiliśmy na nią my. Co oznaczało tyle, że nie mogliśmy zobaczyć wnętrza stadionu – zresztą i tak widok był nieciekawy – kilka dni później zobaczyliśmy go z poziomu helikoptera. Po przebudowie, dziś stadion mieści „jedynie” 75 tys. widzów.

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie, statuetka Zico

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie, statuetka Zico

Maracana była także miejscem wielu innych, poza meczami piłkarskimi, wydarzeń. Koncertowały tu wszystkie największe gwiazdy muzyki, nierzadko dla niespełna 200-tysięcznej widowni. Za „polonica” można uznać fakt, że mszę na Maracanie odprawiał papież Jan Paweł II. Dziś mecze piłkarskie na Maracanie rozgrywają najważniejsze kluby z Rio de Janeiro (szczególnie mecze derbowe): Botafogo, Flamengo, Fluminense i Vasco da Gama. Mecze te są także atrakcją turystyczną.

Na Maracanę z centrum Rio da się łatwo dojechać metrem – ma ono stację o nazwie „Maracana” w odległości krótkiego pieszego spaceru od stadionu. Z racji trwającej przebudowy, w lutym 2012 r., mogliśmy jedynie zrobić sobie zdjęcia przed główną bramą areny. Okrążając ją dookoła, trafiliśmy na jedyną otwartą część Maracany – Muzeum Futbolu. Muzeum to poświęcone jest w całości triumfom reprezentacji Brazylii i jej najsłynniejszym piłkarzom – nie ma tam nic o brazylijskiej piłce klubowej.

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, Muzeum Futbolu na Maracanie

Rio de Janeiro, tak pracowano przy przebudowie Maracany w lutym 2012 :)

Rio de Janeiro, tak pracowano przy przebudowie Maracany w lutym 2012 :)

Muzeum Futbolu na Maracanie to niewielki budynek, wystawy to przede wszystkim zdjęcia oraz pamiątki po najsłynniejszych brazylijskich piłkarzach. Najważniejszym elementem są odciski stóp gwiazd (głównie brazylijskich) piłki kopanej, do których można „przymierzyć” własne nogi. W muzeum znajdziemy m.in. koszulki Pele i Garrinchy oraz zdjęcia wszystkich brazylijskich reprezentacji, które zdobyły mistrzostwo świata. Polacy na pewno zwrócą także uwagę na pamiątkową tablicę, upamiętniającą pierwszą wizytę w Brazylii (1980 r.) papieża Jana Pawła II. Wstęp do muzeum jest płatny (3 BRL w 2012 r.)

W okolicach Maracany – można ją zobaczyć spod stadionu, z bliższej odległości nie polecamy – znajduje sie Mangueira – trzecia pod względem wieku fawela, czyli dzielnica biedoty, w Rio de Janeiro. O fawelach słyszał każdy kto wie coś o Brazylii. Mangueira, której nazwa pochodzi od drzew mango, porastających kiedyś ten teren, w pełni wpisuje się w stereotyp – zamieszkała przez ludność o bardzo niskim statusie materialnym, tworzy swoje „getto”, zamknięty teren, rządzony od wewnątrz przez gangi narkotykowe. W faweli Mangueira mieszka wg szacunków ok.20 tys. ludzi. Historycznie znana jest ona głównie ze szkoły samby („Mangueira”, założona w 1928 r.), jednej z najstarszych i najbardziej znanych, uczestniczącej już w pierwszym karnawale w 1932 r., oraz z tego, że była (nie wiemy jak jest teraz) jedną z ostatnich faweli, znajdujących się całkowicie poza kontrolą władz miejskich.

W 2011 r. siły policyjne rozpoczęły „oczyszczanie” faweli z dilerów narkotykowych, rządzących nimi. Dotknęło to także Mangueirę, w której akcja rozpoczęła się niedługo przed naszym przyjazdem do Rio – pod koniec 2011 r. Znaleziono tam m.in. dowody na sprowadzenie i sprzedaż ponad 4 ton narkotyków. Mangueirę planowano częściowo wyburzyć, na rzecz budowy kompleksu hotelowego obok Maracany, co spowodowało gwałtowne protesty mieszkańców.

Rio de Janeiro, fawela Mangueira

Rio de Janeiro, fawela Mangueira

Rio de Janeiro, okazałe wejście do Ogrodu Zoologicznego

Rio de Janeiro, okazałe wejście do Ogrodu Zoologicznego

Rio de Janeiro, okazałe wejście do Ogrodu Zoologicznego

Rio de Janeiro, okazałe wejście do Ogrodu Zoologicznego

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Drugą atrakcją dnia miał być Ogród Zoologiczny w Rio de Janeiro, położony naprzeciwko Maracany, wewnątrz parku o nazwie Qunita de Boa Vista. Park ten, jak i samo ZOO sąsiadują z… fawelą Mangueira, co brzmi szczególnie paradoksalnie, gdy wspomnieć, że w Qunita de Boa Vista stał w czasach proklamowania niepodległości Brazylii… pałac cesarza (dziś mieści się tu Muzeum Narodowe). Tu pałac, a obok fawela. Ot, Rio.

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Ogród Zoologiczny w Rio ma niezwykle widowiskowe wejście – dużą kolumnadę, pochodzącą z początków XIX w., ufundowaną przez jednego z angielskich lordów cesarzowi Pedro I i jego żonie w prezencie ślubnym (1817 r.).  Syn tego cesarza, Pedro II, także władca Brazylii, mianował baronem człowieka, który odkupił ziemie, na których znajduje się dziś ZOO, od jego córki. Dał mu też prawo importu zwierząt, dzięki czemu baron wybudował i otworzył w 1888 r. ogród zoologiczny. W następnym roku monarchia jednak upadła i skończyły się dobre czasy barona.

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

I tu zaczyna się kolejna pasjonująca historia, trwająca do dziś. Otóż baron Drummond, straciwszy poparcie i pieniądze władcy, znalazł sposób na pozyskiwanie funduszy na utrzymanie ZOO. Mianowicie rozkręcił loterię wśród kupujących bilety do ogrodu. Każde z 25 zwierząt miało przypisane cztery cyfry (1-100), a baron raz dziennie wywieszał flagę z losowo wybranym zwierzęciem i przypisanym mu numerem. Ci, którzy ten numer mieli na bilecie, wygrywali 20-krotność jego wartości.

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Szybko okazało się, że loteria „wyszła poza ZOO”, stała się synonimem ogólnokrajowej loterii, która, co ciekawe, nigdy nie została zalegalizowana. Były nawet próby oficjalnej delegalizacji, ale spełzły na niczym – jej popularność jest tak ogromna, że władze doszły do wniosku, że lepiej przymknąć oko, niż tracić dochody. I tak „jogo do bicho” jest dziś niemal „narodową” loterią, „losy” z wizerunkami zwierząt powszechnie sprzedaje się na ulicach, a za wylosowane cyfry uznaje się ponoć dwie ostatnie z losowania oficjalnej loterii państwowej. Ciemną stroną pozostaje źródło finansowania i kierunek w którym uciekają wpływy z loterii, często związane ze światem przestępczym.

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Bukmacherzy znaleźli sposób na zapewnienie sobie poparcia społeczeństwa – zaczęli sponsorować szkoły samby, uczestniczące w dorocznym karnawale. Ewentualne zamknięcie loterii groziłoby więc krachem szkół i karnawału, a to naprawdę ciężko sobie wyobrazić. Dziś szepta się, że większość dyrektorów największych szkół samby macza palce w loterii, nierzadko zdarzają się walki wewnętrzne pomiędzy nimi, kończące się nawet morderstwami. Członkowie sądów, toczących sprawy przeciwko „baronom” loteryjnym nieczęsto także mają niebezpieczne życie.

Tak czy owak, baron Drummond ratując swoje ZOO, niechcący stworzył potężną machinę, działającą do dziś. „Gra w zwierzęta” cieszy się powszechnym zaufaniem, w badaniach większym niż instytucje rządowe, np. policja.

Wracamy do ZOO w Rio de Janeiro. Zajmuje ono powierzchnię 138 tys. m2 i jest domem dla ok.2500 zwierzaków, należących do 350 gatunków. Gwiazdami tutaj są rzadkie gatunki małp południowoamerykańskich, ale największą popularnością wśród odwiedzających, jak w każdym chyba ZOO, cieszą się oczywiście słonie, żyrafy, lwy, tygrysy czy hipopotamy. Ogród zoologiczny w Rio nie jest wcale największym w Brazylii, nie może się poszczycić też największą liczbą zwierząt, ale pomimo to jest najbardziej popularnym ZOO w tym kraju i staje się powoli kolejną atrakcją turystyczną miasta.

Generalnie ZOO w Rio to przede wszystkim duże kolekcje ptaków i małp. Oraz oczywiście wyżej wspomniane „must have”. Nie ma w nim nic specjalnego, ot normalne, statystyczne ZOO. Wstęp kosztuje 6 BRL. A przy okazji można pospacerować po parku Qunita de Boa Vista.

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Rio de Janeiro, Ogród Zoologiczny

Egzotyczne zakupy owocowe: atemoya, fruta do conde, goiaba i mango

Egzotyczne zakupy owocowe: atemoya, fruta do conde, goiaba i mango

Owoc atemoya

Owoc atemoya

Owoc fruta do conde

Owoc fruta do conde

Owoc goiaba

Owoc goiaba

Trochę przygód mieliśmy z taksówkarzami – wymyśliliśmy sobie bowiem powrót na stację metra taksówką. Ale chyba nie zdołaliśmy wytłumaczyć tego taksówkarzowi, bo zawiózł nas pod jakąś halę targową w dzielnicy Sao Cristovao, w dość nieciekawej okolicy. Jak najszybciej łapaliśmy kolejne taxi, które tym razem zawiozło nas do upragnionej stacji metra „Maracana”, ale znów na koniec pojawił się problem ze zrozumieniem – taksówkarz (oczywiście po portugalsku) usiłował nam wyjaśnić, żeby poszukać drobnych, bo z banknotu nie ma wydać. Ale tak nam tłumaczył, że w ząb nie rozumieliśmy… Zeszło nam dobre parę minut.

Wieczorem udaliśmy się jeszcze do znanego nam już, sąsiadującego z hotelem Mar Ipanema, supermarketu Zona Sul, na polowanie na egzotyczne owoce. No i mieliśmy potem czas na degustację: atemoyi, fruta do conde czy goiaby. Przy nich niemal „sztampowe” wydawało się jedzenie mango…

A następnego dnia czekała na nas jedna z największych atrakcji Rio de Janeiro – wzgórze Corcovado i pomnik Chrystusa Odkupiciela.

Pełna galeria zdjęć ze stadionu Maracana i Ogrodu Zoologicznego w Rio de Janeiro znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Karnawał w Rio (2012)

Rio de Janeiro, piaskowy "rzeźbiarz" na Copacabanie

Po kulminacji pobytu w Rio - czyli paradzie karnawałowej na Sambodromie, przyszedł czas na trochę spokoju. Ostatnie dwa dni spędziliśmy na spacerowym zwiedzaniu centrum miasta, plażowaniu i... szukaniu czynnej poczty :)

Karnawał w Rio. Parada na Sambodromie.

Być w Rio de Janeiro w czasie karnawału i nie zobaczyć słynnej parady na Sambodromie to grzech. To tu odbywa się najbardziej widowiskowa część dorocznego święta, to tu szkoły samby walczą o zaszczyty i... przetrwanie. To tu "spala" się dziesiątki milionów dolarów w ciągu kilku nocy. Kolorowa zabawa jest w rzeczywistości ostrą walką o sławę i byt.

Rio de Janeiro z lotu ptaka, plaża Copacabana

Po raz pierwszy - i jedyny jak na razie - zdecydowaliśmy się zobaczyć atrakcje zwiedzanego miejsca z innej, niż z poziomu własnych nóg, perspektywy. Skorzystaliśmy z oferty jednego z miejscowych przewoźników i podziwialiśmy Rio de Janeiro z lotu ptaka, a dokładnie helikoptera.

 

 

Ateny - co warto zobaczyć ? Podsumowanie weekendowego wyjazdu.

Kolebka demokracji. Kolebka cywilizacji. Można używać dużych słów na określenie Aten i zapewne będą one prawdziwe. Ale oprócz miejsc, o których wszyscy uczyliśmy się na historii, znajdziemy tu wiele innych, mniej spektakularnych i odwiedzanych, ale równie dla Greków ważnych. Czas na podsumowanie weekendu w stolicy Grecji.

Weekend w Atenach (poprzedni wpis: Ateny, pozostałe atrakcje centrum miasta). Weekendowy wyjazd do Aten to wyjazd niezłej promocji LOTu, w której nasz narodowy operator oferował całą swoją europejską siatkę połączeń. Można było znaleźć perełki (wcześniej w jej ramach „zaliczyliśmy” ukraińskie Kijów i Odessę). Ale zanim opowiem o organizacji samego wyjazdu, czas na krótkie podsumowanie tego, co warto w ciągu weekendu w Atenach zobaczyć:

Ateny, Akropol

Ateny, Akropol

Ateny, Akropol widziany z sąsiedniego wzgórza Mouseion

Ateny, Akropol widziany z sąsiedniego wzgórza Mouseion

Panorama Aten widziana z Akropolu

Panorama Aten widziana z Akropolu

Ateny, odeon Heroda Attyka na południowym zboczu Akropolu

Ateny, odeon Heroda Attyka na południowym zboczu Akropolu

Atrakcje z punktów 1-4 można zwiedzić na jednym zintegrowanym bilecie, do kupienia w kasach każdej z nich, kosztującym 12 euro i ważnym dwa dni. Stadion Panatenejski jest atrakcją płatną indywidualnie – wstęp kosztuje 3 euro. Przy odpowiednim planowaniu trasy wszystkie je można zwiedzić w sezonie (kwiecień – wrzesień, długi dzień i dłużej otwarte miejsca zwiedzania) w czasie jednego dnia, wcale specjalnie się nie spiesząc. Ja przełożyłem na drugi dzień nekropolię Kerameikos, stosunkowo najdalej od reszty położoną, chcąc wejść na wzgórze Mouseion i zobaczyć Akropol z boku. Pozostałe atrakcje warte zobaczenia w ciągu weekendu, już dla bardziej zagorzałych „zwiedzaczy”:

Ateny, rzymska agora

Ateny, rzymska agora

Ateny, świątynia Hefajstosa na greckiej agorze

Ateny, świątynia Hefajstosa na greckiej agorze

Ateny, świątynia Zeusa Olimpijskiego

Ateny, świątynia Zeusa Olimpijskiego

Ateny, stadion Panatenejski

Ateny, stadion Panatenejski

Ateny, Zappeion

Ateny, Zappeion

Jeśli lubisz muzea, a jesteś w stanie zrezygnować z części innych atrakcji na ich rzecz, możesz włożyć w swój program jedno z kilku ważnych ateńskich muzeów. My proponujemy jedno z dwóch (nie odwiedziłem ich ze względu na brak czasu):

Nie da się nudzić w Atenach podczas weekendowego zwiedzania. To raczej dylematy, co wybrać z bogatej listy atrakcji.

Lot i lotnisko

Jak już napisano powyżej, lot zapewniał LOT, wylot następował z lotniska Okęcie w Warszawie. W dużej promocji LOTu bilet weekendowy do Aten (piątek – niedziela) kosztował 293 zł w obie strony za osobę – naprawdę rzadko da się zobaczyć taką cenę do Aten czy w ogóle do Grecji – a co dopiero gdy dotyczy to regularnego przewoźnika typu LOT, z możliwością zabrania dużego bagażu (nie skorzystałem, nie potrzebowałem na weekend) no i lotu w weekend, a nie w środku tygodnia. No i w sezonie turystycznym (a Atenach zaczyna się on od początku kwietnia).

Sklepiki na ulicach starych Aten

Sklepiki na ulicach starych Aten

Ateny, kafejka z widokiem na Akropol

Ateny, kafejka z widokiem na Akropol

Ateny, kramy w dzielnicy Monastiraki

Ateny, kramy w dzielnicy Monastiraki

Ateny, dzielnica Plaka

Ateny, dzielnica Plaka

Słów kilka więcej o locie. Bilety kupowane były w listopadzie (w Atenach byłem w kwietniu, czyli z półrocznym wyprzedzeniem) i wtedy wylot z Warszawy był w piątek o godz.11:05, a powrotny z Aten o 15:40 w niedzielę. Dawało to więc ładne dwie doby, z których do dyspozycji było kilka godzin w piątek i niedzielę oraz cała sobota. Czyli weekendowy „standardzik”. Ale miesiąc po zakupie nadeszła niespodzianka – czyli zmiana rozkładu lotów w LOT-cie…

Po zmianie, wylot był w piątek o… 23:30 (w Atenach o 2:15 w nocy w sobotę), a powrót z Aten o… 5:00 rano w niedzielę (6:40 w Warszawie). Z 48 godzin w Atenach zrobiło się… 27, w tym te konieczne na dojazd z i na lotnisko oraz dwie kolejne nieprzespane noce. Ze „standardziku” zrobił się „dramacik”. Ale trzeba przyznać, że LOT stanął na wysokości zadania (choć chyba nie musiał) – po telefonie na infolinię bez problemu przebukowałem swój bilet powrotny z niedzieli na poniedziałek (5:00 rano) – czyli znów miałem 48 godzin w Atenach, z tym że teraz były to dwa pełniutkie dni: sobota i niedziela. I to bez żadnych dopłat na rzecz LOTu. Naprawdę szacunek. Aczkolwiek nadal rozkład lotów miał spore minusy, o których teraz.

Ateny, kameralne uliczki dzielnicy Psiri

Ateny, kameralne uliczki dzielnicy Psiri

Przylot po 2-giej w nocy na lotnisko w Atenach oznacza dotarcie do hotelu w centrum miasta ok.4:00 rano. Wylot z Aten o 5:00 rano, żeby nie szwędać się po mieście w środku nocy, wymaga:

  • w wariancie kosztownym: wykupienia trzech nocy w hotelu (choć jesteśmy tylko dwie doby), tak aby nie musieć się wymeldowywać w południe w sobotę;
  • w wariancie ekonomicznym: skoro wymeldowaliśmy się w południe w sobotę, to wraz z zapadnięciem zmroku (godz.20-21 w kwietniu) jedziemy na lotnisko, gdzie mamy do spędzenia 8-9 godzin do wylotu;

Niestety rozkład lotów LOTu z Warszawy do Aten nie jest dla weekendowych podróżników. Nie nadaje się na krótkie wypady, chyba że bierzemy na siebie zmęczenie spowodowane zarwaniem dwóch z trzech weekendowych nocy i koczowanie długi czas w nocy na ateńskim lotnisku.

A skoro już przy lotnisku jesteśmy, słów kilka o transporcie do i z miasta. Międzynarodowe lotnisko (E.Venizelos) w Atenach jest nieźle skomunikowane z centrum Aten. Podstawowym środkiem transportu jest zapewne metro, które jest „dociągnięte” do lotniska – piszę „zapewne”, bo nie skorzystają z niego klienci LOTu. Metro bowiem kursuje w godzinach 6:00 – 0:00. Czyli ani nie pojedziecie nim do miasta, gdy wysiądziecie o 2:15 z samolotu z Warszawy, ani nie dojedziecie nim na lotnisko na samolot o 5:00 rano. Taka prawda.

Ateny, niedzielna zmiana warty pod Parlamentem na placu Syntagma

Ateny, niedzielna zmiana warty pod Parlamentem na placu Syntagma

Ateny, widok na Akropol z tarasu śniadaniowego w hotelu Evripides

Ateny, widok na Akropol z tarasu śniadaniowego w hotelu Evripides

Ateny, obiad w jednej z restauracji

Ateny, obiad w jednej z restauracji

Różnorodne "pitakia", ciasta wypełnione różnymi rodzajami sera lub szpinakiem

Różnorodne „pitakia”, ciasta wypełnione różnymi rodzajami sera lub szpinakiem

Na szczęście są też miejskie autobusy, kursujące co 15 minut przez całą dobę w dni robocze (w weekendy nieco rzadziej, ale nadal co najmniej dwa razy na godzinę). Kurs takim autobusem (w przypadku jazdy do centrum Aten będzie to X95 jadący z lotniska na plac Syntagma, kurs trwa ok.40-45 minut w nocy) kosztuje 5 euro w jedną stronę.

Transport miejski w Atenach

Niewiele poradzę, bo… nie korzystałem. Jak już wyżej napisałem, metro z lotniska nie było mi potrzebne z racji godzin lotów z/do Warszawy. ALE – jeżeli lecicie w „normalnych” godzinach, i/lub nie macie hotelu w ścisłym centrum, to warto pomyśleć o 3-dniowym bilecie turystycznym na transport miejski w Atenach. Kosztuje on 20 euro i zawiera transport z i na lotnisko (jeden raz w obie strony) oraz nieograniczoną ilość przejazdów w czasie ważności biletu całą komunikacją miejską (autobusy, metro itp.) w Atenach.

Ateny, instrukcja drogi na Akropol przy hotelu Evripides

Ateny, instrukcja drogi na Akropol przy hotelu Evripides

Jeżeli tak jak ja lecicie w nocy i mieszkacie w centrum, blisko wszystkich atrakcji (hotel Evripides mogę polecić – skromny, ale to nie o luksus w hotelu mi chodziło. Czysto, ze śniadaniem, i niemożliwie blisko wszędzie), to odpuśćcie sobie bilet weekendowy. Wystarczą pojedyncze bilety na autobus z/na lotnisko (X95), w trakcie samego pobytu w Atenach nie będziecie potrzebowali przejazdów komunikacją miejską – wszystko znajduje się w zasięgu pieszego spaceru w samym centrum. Tym sposobem wydacie 10 euro na bilety autobusowe zamiast bezużytecznego biletu weekendowego za 20 euro.

Małe ostrzeżenie

Uważajcie na zaczepiających Was na ulicy panów w dostojnym wieku (dotyczy okolic rosyjskiego kościoła prawosławnego, być może i innych) i zapraszających na tradycyjnego greckiego drinka. Może się okazać – niestety już na końcu – że zaproszenie oznacza, że za drinka (swojego i dla pana zapraszającego) zapłacicie sami – to jeszcze nic zdrożnego – ale cena będzie kosmiczna. Panowie są zwykłymi naganiaczami, żyjącymi z prowizji a ceny w lokalach do których zapraszają, nie mają nic wspólnego z cenami rynkowymi. Ot, taki grecki sposób na skubanie turystów.

 

Inne wpisy z: Grecja

Wergina, grobowiec królowej Thessalonike (III w. p.n.e.)

Wergina, malutkie i spokojne miasteczko w północnej Grecji, skrywa w sobie całe tysiąclecia historii i chwałę pierwszej stolicy wielkiej Macedonii. To tu powstała ta wielka starożytna potęga, to tu rządzili Filip II Macedoński i jego syn - Aleksander Wielki.

Plaża w Paralia Katerinis

Naszą bazą podczas wakacyjnego wyjazdu w 2014 r. była miejscowość Paralia Katerinis, położona nad Morzem Egejskim. Ten bardzo popularny latem kurort w pełni zasłużył na swoją sławę - długie piaszczyste plaże, ciepłe i czyste morze, płytka woda idealna dla dzieciaków.

Delfy, thalos na terenie dawnej świątyni Ateny

Celem jedynej dłuższej wycieczki w czasie wakacyjnego pobytu w Grecji były Delfy - miejsce, w którym kiedyś znajdowała się słynna antyczna wyrocznia. Traktowana jako środek (pępek) świata, miała w starożytności ogromny wpływ na losy ówczesnego świata, przynajmniej na terenach dzisiejszej południowej Europy i najbliższych jej okolic.

 

 

0

Autor:

Kategorie: Ateny, Grecja, Miasto na weekend, Rok 2014

Ateny, pozostałe atrakcje centrum miasta

Stolica Grecji to nie tylko Akropol i pozostałe antyczne atrakcje w centrum. To także klimatyczne stare dzielnice, parki i miejsca mniej lub bardziej związane z historią – historią państwa greckiego, sportu czy nauki. Dziś będzie właśnie o nich.

Weekend w Atenach (poprzedni wpis: Ateny, świątynie w centrum miasta). Spędzając kilka dni w Atenach, warto wyjść poza schematyczne zwiedzanie najważniejszych przewodnikowych atrakcji, związanych z historią antyczną i na chwilę chociaż zanurzyć się w miejscach znacznie mniej przez turystów odwiedzanych. Choć o dzielnicy Plaka to raczej ciężko mówić w kategoriach zapomnianego miejsca, w końcu to chyba najbardziej turystyczna dzielnica miasta.

Psiri

Z racji zamieszkiwania przez weekend w hotelu Evripides, na północnym krańcu dzielnicy Psiri, dystrykt ten był obszarem, przez który dość często się poruszałem. Psiri w czasach odzyskiwania przez Grecję niepodległości była dzielnicą, do której masowo napływali imigranci z greckich prowincji, tworząc tu własną subkulturę. Jak to bywa w takich miejscach, nie mogąc znaleźć pracy, tworzyli środowisko dość specyficzne. Drobni kryminaliści, ludzie nie potrafiący się zaadoptować w wielkim mieście czy osoby będące przeciwnikami panującego ustroju – to był dzień powszedni w Psiri.

Doszło do tego, że Psiri stała się „bazą” zbrojnych grup przestępczych, a nawet policja bała się zapuszczać w ciasne uliczki dzielnicy i wtedy wkroczyły władze. Pod koniec XIX w. stworzono specjalną formację policyjną w celu zaprowadzenia w Psiri porządku, co się zresztą udało. Swiat podziemny wyniósł się z dzielnicy.

Ateny, dzielnica Psiri

Ateny, dzielnica Psiri

Ateny, dzielnica Psiri

Ateny, dzielnica Psiri

Ateny, dzielnica Psiri

Ateny, dzielnica Psiri

Ateny, dzielnica Psiri

Ateny, dzielnica Psiri

Później była Psiri dzielnicą robotników i małych warsztatów rzemieślniczych, żyła wyłącznie za dnia, w nocy zamierała. Właściciele tutejszych nieruchomości przewalczyli jednak stworzenie tu wielu restauracji i miejsc, gdzie można spędzać czas także wieczorami, co spowodowało napływ turystów oraz zmianę trybu życia mieszkańców Psiri, teraz spędzających czas na ulicach także po pracy. Wynik był zgodny z oczekiwaniami właścicieli nieruchomości – wzrosła wartość ich własności, wzrosły też czynsze, a to drugie nie spotkało się z zadowoleniem rzemieślników. Ale dla przybywających tu turystów, Psiri stanowi dziś przyjemne miejsce spędzania czasu.

Ateny, dzielnica Psiri

Ateny, dzielnica Psiri

Pierwsze wrażenie wizualne w Psiri nie jest jednak przyjemne. Wszędobylskie grafitti obecne na ścianach budynków w każdej uliczce sprawia wrażenie niebezpieczeństwa, dzielnicy „szemranej”, miejsca, w którym człowiek czuje się niepewnie. Niepotrzebnie, bo Psiri dziś to miejsce bezpieczne, w którym można spokojnie poruszać się także w pojedynkę, z aparatem fotograficznym w ręce. Zagrożenia nie ma. A po bliższym poznaniu Psiri zostaje w pamięci jako miejsce z unikalnym klimatem, ciasnymi uliczkami, małymi sklepikami dużo tańszymi od tych przeznaczonych dla turystów np. na Monastiraki, rodzinnymi warsztatami i świetnymi knajpkami usadowionymi wszędzie tam, gdzie miejsce na to pozwala. Knajpkami, w których zawsze toczy się życie, bez względu na porę dnia, w której na Psiri zawitacie. Tu można się poczuć jak w środku tych prawdziwych Aten.

W Psiri możecie znaleźć kilka zabytkowych kościołów: Agioi Anargyroi (XI w.), Agia Paraskevi Agion Anargiron czy Agii Asomati (też XI w.).

Plaka

Plakę zna każdy, kto był w Atenach – to punkt obowiązkowy dla każdego turysty. Nazywana „sąsiedztwem Bogów” ze względu na górujące nad dzielnicą wzgórze Akropolu, przyciąga turystów swoją specyficzną zabudową i ciasnymi, krętymi uliczkami oraz mnogością sklepików z produktami dla turystów.

Kiedyś Plaka była, podobnie jak Psiri, dzielnicą robotników. Później powstało tu mnóstwo pubów i klubów, które zniszczyły spokojny charakter dzielnicy. Na szczęście nakazano im wyniesienie się stąd (puby przeniosły się do Psiri właśnie) i Plaka wróciła do swojego spokojnego, cichego charakteru, dobrze integrującego się ze starą, często dawno nie odnawianą architekturą domów w dzielnicy.

Ateny, dzielnica Plaka

Ateny, dzielnica Plaka

Ateny, dzielnica Plaka

Ateny, dzielnica Plaka

Ateny, dzielnica Plaka

Ateny, dzielnica Plaka

Ateny, dzielnica Plaka

Ateny, dzielnica Plaka

Ateny, dzielnica Plaka

Ateny, dzielnica Plaka

Plaka zapełnia się dziś w trakcie sezonu turystycznego, kiedy to jest oblegana przez tłumy turystów z całego świata. Oprócz klimatu, sklepów i architektury zwykłych domostw, Plaka oferuje kilka atrakcji turystycznych: kościoły Agia Ekaterini (XI w.) czy Agia Sotira (XI w.). Najbardziej znanym historycznym zabytkiem jest jednak pomnik Lizykratesa, ufundowany przez niego na pamiątkę zwycięstwa sponsorowanego przez niego chóru w konkursie w 335 r. p.n.e.

Wzgórze Filopapposa

To popularna nazwa wzgórza Mouseion (147 m n.p.m.), sąsiadującego z Akropolem. Wzięła się od stojącego na szczycie pomnika, a właściwie mauzoleum, którym mieszkańcy miasta uhonorowali pamięć Filopapposa, syryjskiego księcia, sprawującego funkcję rzymskiego konsula. Ateńczycy kochali Filopapposa i wiadomość o jego śmierci mocno ich poruszyła – ufundowali mu więc okazałe (12 m wysokości) mauzoleum, które niestety zostało mocno zniszczone w XVII w. – do dziś dotrwały jedynie 2/3 jednej z jego fasad. Jej najważniejszym elementem jest płaskorzeźba, przedstawiająca Filopapposa w trakcie inauguracji funkcji konsula. Powyżej niej znajdowały się trzy rzeźby, przedstawiające samego Filopapposa (jako obywatela Aten, pośrodku), jego dziadka, króla Antiocha IV (po lewej) oraz twórcy całej dynastii, króla Seleukosa I (po prawej, jej dziś brakuje).

Ateny, wzgórze Mouseion i mauzoleum Filopapposa widziane z Akropolu

Ateny, wzgórze Mouseion i mauzoleum Filopapposa widziane z Akropolu

Ateny, "więzienie Sokratesa" na zboczu wzgórza Mouseion

Ateny, „więzienie Sokratesa” na zboczu wzgórza Mouseion

Ateny, kompleks grobowców "Kimoneia" na zboczu wzgórza Mouseion

Ateny, kompleks grobowców „Kimoneia” na zboczu wzgórza Mouseion

Na wzgórze Filopapposa najlepiej udać się po zwiedzaniu Akropolu – prowadzi z niego wygodna asfaltowa droga, zamieniająca się potem w udeptaną ścieżkę. Wspinaczka nie jest uciążliwa nawet przy upale, ale warto zaopatrzyć się wcześniej w wodę pitną – po drodze z Akropolu nie ma bowiem żadnego miejsca, w którym można byłoby ją kupić. Droga na wzgórze prowadzi wśród kilku innych atrakcji historycznych:

  • Ateny, mauzoleum Filopapposa na wzgórzu Mouseion

    Ateny, mauzoleum Filopapposa na wzgórzu Mouseion

    „więzienie Sokratesa” – wykuty w skale kompleks trzech pomieszczeń oraz zbiornika na wodę, których zastosowanie nie jest znane do dziś. Wg legend więziono tu Sokratesa, inne wersje mówią o funkcjonowaniu tu antycznej łaźni. Faktem jest natomiast, że chowano tu w trakcie II wojny światowej antyki, pochodzące z Akropolu, chcąc uchronić je przed zniszczeniem lub grabieżą;

  • kościół św.Dymitra „Loumbardiarisa” – jego opis znajdziecie we wpisie o ateńskich świątyniach, ma naprawdę ciekawą historię;
  • „Kimoneia” – także wykuty w skale zbocza wzgórza Mouseion kompleks grobowców, w którym wg legendy pochowano m.in. bohatera jednej z Olimpiad, Kimona;

Na wzgórze Filopapposa warto wspiąć się z jeszcze jednego powodu – ekscytującego widoku na pobliski Akropol – to jedno z nielicznych miejsc, gdzie można ze stosunkowo bliskiej odległości oglądać Akropol z tej samej wysokości, a nie od dołu. Rzadka okazja do zrobienia świetnego zdjęcia z panoramą Akropolu.

Ateny, panorama Akropolu widziana ze wzgórza Mouseion

Ateny, panorama Akropolu widziana ze wzgórza Mouseion

Ateny, panorama południowej części miasta widziana ze wzgórza Mouseion

Ateny, panorama południowej części miasta widziana ze wzgórza Mouseion

Stadion Panatenejski

Nie ma chyba człowieka, który nie wie, gdzie odbyły się pierwsze Igrzyska Olimpjskie ery nowożytnej. Wiadomo – rok 1896 r. i Ateny. Stadion, który był areną tej imprezy, jest ozdobą miasta do dziś. Ale jego historia jest znacznie dłuższa – arena sportowa istniała tu już w czasach starożytnych. Wiadomo, że już w VI w. p.n.e. odbywały się tu zawody. Pierwsza poważna konstrukcja, znana z dokumentacji, powstała tu w IV w. p.n.e., kiedy to zdecydowano się wybudować stadion z prawdziwego zdarzenia. Do jego budowy wykorzystano wąwóz pomiędzy dwoma wzgórzami na obrzeżach ówczesnych Aten, dodatkowo pogłębiając go przez wywiezienie masy ziemi. Pierwsze zawody na zbudowanym stadionie odbyły się w 330 r. p.n.e.

Pomimo spadku znaczenia Aten w czasach rzymskich, nadal cieszyły się one uznaniem kolejnych cesarzy, którzy chętnie rozbudowywali miasto. Ok. roku 140 n.e. padło na stadion – gruntownie go powiększono i przebudowano, dodając potężne marmurowe trybuny, które mogły pomieścić ok.50 tys. widzów. Całą konstrukcję ozdobiono licznymi rzeźbami z marmuru, brązu a nawet złota. Powstała też świątynia bogini Fortuny. Stadion nie miał na świecie innych budowli równych sobie.

Ateny, stadion Panatenejski

Ateny, stadion Panatenejski

Ateny, stadion Panatenejski

Ateny, stadion Panatenejski

Ateny, stadion Panatenejski

Ateny, stadion Panatenejski

Stadion stracił całkowicie swoje znaczenie po nadejściu chrześcijaństwa, które zakazało krwawych walk i „pogańskich” obrzędów. Przez długie wieki budowla niszczała bez istotnego przeznaczenia. Dopiero pod koniec XIX w. bogaty Grek (z pochodzenia Albańczyk) o nazwisku Zappas zapragnął reaktywować ideę starożytnych greckich igrzysk. Pierwsza edycja odbyła się na ateńskim rynku, ale dla organizacji kolejnych, Zappas zasponsorował gruntowną odbudowę antycznego stadionu (po odbudowie drewniana widownia mogła pomieścić 30 tys. widzów). Nie jest zbyt znanym fakt, że zanim odbyły się tu oficjalne Igrzyska Olimpijskie w 1896 r., których ideę wskrzesił baron de Coubertin, dwukrotnie na stadionie w Atenach (1870 i 1875 r.) odbyły się igrzyska organizowane i sponsorowane przez Zappasa. W pierwszej edycji ponad 20 tys. widzów dopingowało… 31 uczestników.

Ateny, flaga olimpijska na stadionie Panatenejskim

Ateny, flaga olimpijska na stadionie Panatenejskim

I tak oto doszło do „inspiracji” barona de Coubertaina (na usprawiedliwienie – współpracował on z Zappasem) i powstania MKOl-u, wynikiem czego była organizacja oficjalnych I Igrzysk Olimpijskich ery nowożytnej w 1896 r. na stadionie w Atenach. W ramach przygotowań do nich stadion został ponownie przebudowany, znajdując „sponsora” w kolejnym Greku o nazwisku Averoff – jego pomnik stoi dziś przed wejściem na stadion. Budowla została całkowicie wybudowana z marmuru, a widownia powiększona do 80 tys. widzów (obecnie ograniczona do 45 tys.). Jest dziś stadion w Atenach jedynym na świecie stadionem wybudowanym w całości z marmuru. I oczywiście jednym z najstarszych istniejących na świecie.

Dziś stadion Panatenejski służy do organizacji różnorodnych imprez społecznych, kulturalnych i muzycznych, jest też miejscem świętowania wielkich wydarzeń (np. mistrzostwa Europy zdobytego przez greckich piłkarzy w 2004 r.). W trakcie Igrzysk Olimpijskich 2004 r., które odbyły się w Atenach, na stadionie miała miejsce meta biegu maratońskiego – najbardziej „klasycznej” dyscypliny olimpijskiej.

Stadion leże nieco na wschód od Akropolu (jest dobrze z jego szczytu widoczny) – idąc do Akropolu mijamy ruiny świątyni Zeusa Olimpijskiego i łuk Hadriana. Wstęp na stadion jest płatny (bilet 3 EUR), ale stadion w Atenach po prostu trzeba zobaczyć – wg mnie to punkt obowiązkowy na turystycznej mapie stolicy Grecji. Widok flagi olimpijskiej na stadionie, gdzie igrzyska odbyły się po raz pierwszy – bezcenny.

Zappeion

Ogólnie mówiąc – budynek znany z tego, że… jest znany :) Budowany przez Zappasa (tego od stadionu i igrzysk), który jednak nie dożył jego uruchomienia, z przeznaczeniem jako jedna z aren pierwszych Igrzysk Olimpijskich – podczas pierwszej olimpiady Zappeion służył jako hala walk szermierczych. Od tego czasu odbywa się tu wiele wydarzeń politycznych i kulturalnych. Nazwa zapewne pochodzi od nazwiska darczyńcy – fundatora.

Ateny, Zappeion

Ateny, Zappeion

Zappeion od samego początku jest częścią Ogrodów Narodowych (o nich za chwilę), otoczony jest dość widowiskowym parkiem i zielenią z fontannami i rzeźbami. Spacerując od Akropolu przez świątynię Zeusa Olimpijskiego do Stadionu Panatenejskiego, nie sposób go pominąć – stoi po prostu po drodze, niemalże naprzeciwko świątyni Zeusa.

Ogrody Narodowe

Z tyłu za budynkiem Zappeionu (lub za budynkiem Parlamentu na placu Syntagma, zależnie od której strony wchodzicie) rozpościerają się Ogrody Narodowe, założone jeszcze w czasach, gdy budynek Parlamentu był pałacem królewskim, przez ówczesną królową Amalię (żonę Ottona I). Ta potężna zielona przestrzeń (ponad 15 ha) jest dziś dostępna publicznie i otwarta od zmierzchu do świtu. Ogrody wypełniają rośliny i drzewa z całego świata, znaleźć tu można także mini-zoo dla dzieci i sadzawki wypełnione żółwiami. Historyczną atrakcją będą też zapewne starożytne rzymskie mozaiki, mocno dziś zaniedbane i wyglądające na opuszczone oraz rozsiane gdzieniegdzie pozostałości antycznych budowli. Generalnie park jest genialnym miejscem odpoczynku i schronienia przez wszędobylskim w sezonie słońcem.

Ateny, Ogrody Narodowe

Ateny, Ogrody Narodowe

Ateny, Ogrody Narodowe

Ateny, Ogrody Narodowe

Ateny, Ogrody Narodowe

Ateny, Ogrody Narodowe

Ateny, Ogrody Narodowe

Ateny, Ogrody Narodowe

Ateny, Ogrody Narodowe

Ateny, Ogrody Narodowe

Ateny, rzymskie mozaiki w Ogrodach Narodowych

Ateny, rzymskie mozaiki w Ogrodach Narodowych

Ateny, rzymskie mozaiki w Ogrodach Narodowych

Ateny, rzymskie mozaiki w Ogrodach Narodowych

Uniwersytet, Akademia i Galeria Narodowa

Do najbardziej znanych budowli ateńskich zaliczyć też można, znajdujące się w samym centrum, przy ruchliwej ulicy Panepistimiou, dwa budynki:

  • Akademia Ateńska, powstała formalnie w 1926 r., mieszczący się w trochę starszym budynku, tworzącym wraz z Uniwersytetem i Biblioteką Narodową swoistą całość, zaprojektowaną przez tego samego architekta. Budynek zaczął powstawać jeszcze za panowania króla Ottona I (1859 r.), ale budowa trwała z przerwami prawie 30 lat. Później mieścił w swoich murach kolejno kilka muzeów, aż w końcu w 1926 r. stworzono tu Akademię, która dziś jest najważniejszym ośrodkiem naukowym Grecji. Jest też jednym z najczęściej fotografowanych (nie ma się co dziwić, jest atrakcyjny wizualnie) budynków centrum Aten;
Ateny, Biblioteka Narodowa

Ateny, Biblioteka Narodowa

Ateny, Uniwersytet Narodowy

Ateny, Uniwersytet Narodowy

Ateny, budynek Akademii Ateńskiej

Ateny, budynek Akademii Ateńskiej

  • Uniwersytet Narodowy, formalnie istniejący od 1837 r. (najstarszy w tej części Europy), w obecnym budynku od 1841 r. Monumentalny budynek na froncie kampusu uniwersyteckiego, z widowiskowym propylonem, służy dziś jako sala cermonialna;
  • Biblioteka Narodowa, której idea powstała zaraz po odzyskaniu przez Grecję niepodległości. Pierwotnie mieściła się na wyspie Egina, ale w 1834 r. została przeniesiona do Aten. Dzisiejszej siedziby doczekała się dopiero w 1888 r. Posiada obecnie największą na świecie kolekcję greckich manuskryptów;

Dom Schliemanna

Przy tej samej ulicy (Panepistimiou), acz nieco bardziej na północ, znajdziecie budynek Muzeum Numizmatycznego, swoją drogą wartego odwiedzenia ze względu na przebogatą kolekcję monet (antycznych i młodszych). Z racji ubiegłorocznej wyprawy do Turcji sam budynek był interesujący z innego powodu – został wybudowany w 1880 r. jako rezydencja Heinricha Schliemanna, bogatego niemieckiego kupca, a potem… archeologa-amatora. W czasie swojej budowy dom ten był uznawany za jedną z najwspanialszych rezydencji prywatnych w Atenach.

Ateny, Muzeum Numizmatyczne, dawny dom H.Schliemanna

Ateny, Muzeum Numizmatyczne, dawny dom H.Schliemanna

Schliemann zapisał się w historii archeologii z racji swoich odkryć oraz kontrowersji związanych ze sposobem ich przeprowadzania. To właśnie Schliemann (żyjący przekonaniem, że „Illiada” jest zapisem historycznym i pragnący to za wszelką cenę udowodnić) odkrył ruiny starożytnej Troi w dzisiejszej Turcji oraz greckie Mykeny. W Troi kopał zresztą wielokrotnie, odkrywając w sumie aż 9 historycznych warstw tego miasta. Schliemann zapisał się także kontrowersyjnie – potrafił niszczyć znalezione eksponaty, jeśli wg niego nie były interesujące lub przeczyły jego tezom. Po śmierci został pochowany w Atenach.

Ratusz miejski

Ostatnim wartym zobaczenia budynkiem w okolicach ulicy Panepistimiou jest pochodzący z 1874 r., oryginalnie dwukondygnacyjny – trzecią dobudowano w trakcie przebudowy w 1937 r. Stoi on przy placu Kotzia, także wybudowanym w tym samym roku, co ratusz. Plac Kotzia zdążył się też zapisać w historii Igrzysk Olimpijskich – w 2004 r. tu zaczynały się i kończyły zawody w kolarstwie.

Niedawno okazało się, że plac Kotzia (pewnie jak duża część Aten) stoi na miejscu starożytnych zabudowań – stąd część placu zajmuje dziś stanowisko archeologiczne, w ramach którego odsłonięto m.in. antyczną drogę oraz grobowce.

Ateny, ratusz miejski na placu Kotzia

Ateny, ratusz miejski na placu Kotzia

Ateny, antyczne pozostałości na placu Kotzia

Ateny, antyczne pozostałości na placu Kotzia

I to już wszystko, co chcieliśmy Wam pokazać w Atenach. Wpis ten kończy opis atrakcji historycznych centrum miasta, które da się zobaczyć w jeden pełny (w zasadzie w dwie pełne doby) weekend. Ateny zdecydowanie polecam – jeśli interesują Was zabytki, to stolica Grecji będzie Waszą mekką i dwa dni to zdecydowane minimum – wszak nie byłem np. w słynnym Muzeum Archeologicznym w Atenach, na które zwyczajnie nie wystarczyło już czasu. Będzie po co tu wracać :) A w kolejnym, ostatnim już wpisie dotyczącym weekendu w Atenach, podsumujemy wyjazd i opowiemy co nieco o jego organizacji.

Pełna galeria zdjęć z Plaki, Psiri, stadionu Panatenajskiego i innych atrakcji Aten znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Grecja

Wergina, grobowiec królowej Thessalonike (III w. p.n.e.)

Wergina, malutkie i spokojne miasteczko w północnej Grecji, skrywa w sobie całe tysiąclecia historii i chwałę pierwszej stolicy wielkiej Macedonii. To tu powstała ta wielka starożytna potęga, to tu rządzili Filip II Macedoński i jego syn - Aleksander Wielki.

Plaża w Paralia Katerinis

Naszą bazą podczas wakacyjnego wyjazdu w 2014 r. była miejscowość Paralia Katerinis, położona nad Morzem Egejskim. Ten bardzo popularny latem kurort w pełni zasłużył na swoją sławę - długie piaszczyste plaże, ciepłe i czyste morze, płytka woda idealna dla dzieciaków.

Delfy, thalos na terenie dawnej świątyni Ateny

Celem jedynej dłuższej wycieczki w czasie wakacyjnego pobytu w Grecji były Delfy - miejsce, w którym kiedyś znajdowała się słynna antyczna wyrocznia. Traktowana jako środek (pępek) świata, miała w starożytności ogromny wpływ na losy ówczesnego świata, przynajmniej na terenach dzisiejszej południowej Europy i najbliższych jej okolic.

 

0

Autor:

Kategorie: Ateny, Grecja, Miasto na weekend, Rok 2014

Odessa, spacerem wzdłuż wybrzeża Morza Czarnego (cz.2)

Będąc w Odessie warto poświęcić trochę czasu i przejść się wzdłuż wybrzeża Morza Czarnego. Połączycie tym samym przyjemne z pożytecznym – trasa ta da Wam, oprócz przyjemności nadmorskiego spaceru, możliwość zobaczenia sporej ilości ważnych atrakcji.

Weekend w Odessie (poprzedni wpis: Odessa, spacerem wzdłuż wybrzeża Morza czarnego, cz.1). Kontynuujemy nasz spacer wybrzeżem Morza czarnego w Odessie, rozpoczęty w poprzednim wpisie od szczytu schodów Potiomkinowskich na bulwarze nadmorskim. Kierując się bulwarem w stronę południową, niedaleko od schodów dotrzemy do osłoniętych szklanym rusztowaniem pozostałości po starożytnych greckich zabudowaniach, datowanych na VI w. p.n.e. Odsłonięto je przypadkiem podczas renowacji nawierzchni deptaka i pozostawiono jako ciekawostkę turystyczną.

Dokładnie na wysokości ruin, przy bulwarze stoi okazały budynek Hotelu Londyńskiego, pochodzącego z I poł. XIX w., dziś w standardzie 4-gwiazdkowym. Hotel szczyci się efektownym frontem oraz listą znamienitych gości, wśród których znaleźć można: Isadorę Duncan, Marcello Mastroianniego, Antoniego Czechowa czy Jan-Claude Van Damme’a.

Odessa, ruiny starożytnych zabudowań na bulwarze nadmorskim, w tle budynek Hotelu Londyńskiego

Odessa, ruiny starożytnych zabudowań na bulwarze nadmorskim, w tle budynek Hotelu Londyńskiego

Odessa, ratusz miejski i zabytkowe działo z 1854 r.

Odessa, ratusz miejski i zabytkowe działo z 1854 r.

Odessa, ratusz miejski i stojący przed nim pomnik A.Puszkina

Odessa, ratusz miejski i stojący przed nim pomnik A.Puszkina

Odessa, Muzeum Archeologiczne i stojąca przed nim rzeźba Laokoona

Odessa, Muzeum Archeologiczne i stojąca przed nim rzeźba Laokoona

Na południowym krańcu bulwaru dojdziemy od dzisiejszego budynku ratusza miejskiego, wybudowanego w początkach XIX w. jako siedziba giełdy. Od strony frontowej znajdują się po bokach rzeźby rzymskich bogów Ceres (bogini urodzaju) i Merkurego (boga handlu i kupiectwa). Na szczycie frontu znajduje się historyczny zegar z 1868 r., co pół godziny wygrywający związaną z miastem melodię.

Przed budynkiem ratusza znajdziemy jeszcze dwie rzeczy godne uwagi. Pierwsza to działo wydobyte z angielskiej fregaty, która ostrzeliwała Odessę w 1854 r. pod czas wojny Rosji z Turcją, Anglią i Francją i została zatopiona przez działa obronne miasta. Druga zaś to historycznie najstarszy na Ukrainie (i drugi pod względem wieku w dawnej Rosji) pomnik Aleksandra Puszkina, który miał w swoim życiu niewielki epizod, związany z Odessą – mieszkał w tym mieście niewiele ponad rok. Pomnik odsłonięto w 1889 r.

Kilkadziesiąt metrów obok ratusza miejskiego znajduje się budynek Muzeum Archeologicznego o prawie 200-letniej historii, z eksponatami głównie prezentującymi starożytność w obrębie Morza Czarnego, choć ponoć ma też bogatą kolekcję ikon, a także ekspozycję egipskich mumii. Obowiązują bilety wstępu. Przed budynkiem muzeum znajduje się rzeźba Laokoona – kopia znajdującego się w Muzeach Watykańskich oryginału starożytnej rzeźby, przedstawiającej Laokoona i jego synów.

Odessa, park rozrywki w parku Szewczenki

Odessa, park rozrywki w parku Szewczenki

Odessa, park rozrywki w parku Szewczenki

Odessa, park rozrywki w parku Szewczenki

Odessa, pomnik Szewczenki przy wejściu do parku jego imienia (foto z obchodów 200. rocznicy urodzin poety)

Odessa, pomnik Szewczenki przy wejściu do parku jego imienia (foto z obchodów 200. rocznicy urodzin poety)

Odessa, stadion Czernomorca w parku Szewczenki

Odessa, stadion Czernomorca w parku Szewczenki

Laokoon jest postacią z mitologii greckiej – był pogańskim księdzem w starożytnej Troi i jedynym, który ostrzegał jego mieszkańców przed przyjęciem daru w postaci konia „trojańskiego”. Mieszkańcy miasta go nie posłuchali, a sam Laokoon wraz z synami został zabity przez węże morskie zesłane przez Posejdona, gdy składał ofiarę za zniszczenie floty najeźdźców. Smierć była karą za świętokradztwo (Laokoon zrezygnował z celibatu i ożenił się).

Dalsza część nadmorskiego spaceru w kierunku południowym to już park im.Tarasa Szewczenki, narodowego ukraińskiego poety, którego pomnik stoi przy wejściu do parku. Pierwotnie nazwany imieniem cara Aleksandra II, założony został w 1840 r. Kibice sportowi znajdą w parku stadion Czernomorca Odessa. Naprzeciw głównego wejścia na stadion stoi kolumna poświęcona carowi Aleksandrowi II, postawiona w 1891 r. w miejscu gdzie kiedyś istniało osmańskie miasto Hacibey (zdobyte przez Rosję w wojnie z Turcją).

W parku znajdziemy także „Aleję Chwały”, poświęconą obrońcom Odessy w czasie II wojny światowej. Aleja kończy się strzelistym (21 m wysokości) pomnikiem „nieznanego marynarza”, upamiętniającym żołnierzy marynarki wojennej, walczących w obronie Odessy w 1941 r. W podstawie pomnika płonie wieczny ogień. Najbardziej kontrowersyjnym z dzisiejszego punktu widzenia jest inny pomnik, znajdujący się w parku Szewczenki – pomnik obywateli Odessy – żołnierzy poległych podczas wojny w Afganistanie.

Odessa, Aleja Chwały i pomnik "nieznanego marynarza" w parku Szewczenki

Odessa, Aleja Chwały i pomnik „nieznanego marynarza” w parku Szewczenki

Odessa, pomnik ku pamięci odesskich ofiar wojny w Afganistanie

Odessa, pomnik ku pamięci odesskich ofiar wojny w Afganistanie

Odessa, delfinarium

Odessa, delfinarium

Odessa, czarnomorska plaża

Odessa, czarnomorska plaża

Odessa, nabrzeże Morza Czarnego przy delfinarium

Odessa, nabrzeże Morza Czarnego przy delfinarium

Park jest sporym zielonym kompleksem, popularnym miejscem spacerów całych rodzin, pełnym ławeczek do odpoczynku. Są też (nie wiem czy na stałe) atrakcje dla dzieci – np. wesołe miasteczko. Z parku Szewczenki już tylko dwa kroki od ostatniego elementu nadmorskiego spaceru – plaży „Langerone”, jednej z najczęściej uczęszczanych miejskich plaż w Odessie, gdzie rok temu oddano do użytku kilkaset metrów „deptaka”, usytuowanego obok kompleksu hotelowego „Nemo”. Do kompleksu tego przynależy też bardzo popularne miejsce w weekendy – delfinarium. Jeszcze kilka lat temu otwierane było wyłącznie w sezonie letnim, ale od jakiegoś czasu jest całoroczne. W programie ma oczywiście pokazy sztuczek delfinów, można także z nimi popływać. Organizowane są także seanse terapeutyczne dla dzieci.

Na czarnomorskiej plaży kończy się wycieczka brzegiem morza w Odessie. Na przebycie opisanej trasy potrzeba kilku godzin i ani jednej hrywny (zakładając, że nie wchodzimy do Muzeum Archeologicznego ani Delfinarium). Ale Odessa to nie tylko nabrzeże – w kolejnym wpisie zobaczycie najważniejsze świątynie Odessy.

Pełna galeria zdjęć atrakcji na wybrzeżu Morza Czarnego w Odessie znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Ukraina

IMG_2231

Niewielkie miasteczko, położone niedaleko od polskiej granicy, nieco na południe od Łucka. Senne, położone na uboczu od większych miast, skrywające wielkie wydarzenia z historii państwa polskiego. Beresteczko kojarzy każdy ze szkolnych lekcji historii.

Odessa, motoryzacja w wersji ukraińskiej

Odessa - kolejne "miasto na weekend", zaliczone. Czas na kilka informacji praktycznych, dotyczących pobytu w tym klimatycznym mieście. Choć pewnie jeszcze przez jakiś czas jechać tam nie warto, zbyt "gorąco" tam teraz (maj 2014).

Stara Odessa

Na koniec opisu weekendowego wypadu do Odessy trochę fotek z klimatycznego starego centrum miasta. Oprócz oglądania najważniejszych turystycznych atrakcji miasta, warto też najzwyczajniej przejść się wśród zabytkowych kamienic - to miasto ma swojego ducha.

 

Starożytna Afrodyzja

Afrodyzja nigdy nie była w starożytności wielkim miastem. Ale była w tamtych czasach bardzo znana, głównie ze względu na bogate zasoby marmuru oraz świątynię Afrodyty. Dziś, ze względu na bardzo dobry stopień zachowania ruin, może śmiało rywalizować z największymi historycznymi atrakcjami Turcji.

Tour de Europe 2013, dzień 22 (poprzedni wpis: Ruiny starożytnej Nysy). Kontynuujemy swoją jednodniową wyprawę do Pamukkale, w trakcie której oglądaliśmy już ruiny Nysy. Po ok.220 km od Boğaziçi – naszej tureckiej bazy wypadowej – tuż za miejscowością Kuyucak odbijamy w prawo z głównej drogi D320. Skręt do ruin Afrodyzji jest dobrze oznaczony, a od niego mamy jeszcze 37 km jazdy do parkingu przy parku archeologicznym Afrodyzja, znajdującym się tuż za miejscowością Geyre, dzisiejszą spadkobierczynią Afrodyzji.

Tereny Afrodyzji były miejscem kultu już mniej więcej od 5800 r. p.n.e., kiedy to neolityczni farmerzy czcili tu boginię zbiorów i urodzaju. Zanim osada została nazwana imieniem bogini Afrodyty, kilkukrotnie zmieniała nazwy. Ostatecznie starożytni Grecy ustanowili w II w. p.n.e. nazwę Afrodyzja, rozpoczynając w tym miejscu kult bogini miłości i płodności. Ale pozostawała Afrodyzja faktycznie wyłącznie miejscem kultu religijnego, w parze z którym nie szło osadnictwo – nadal była małą osadą.

Afrodyzja - transport z parkingu do ruin

Afrodyzja – transport z parkingu do ruin

Afrodyzja, sebasteion

Afrodyzja, sebasteion

Afrodyzja, fryzy z portyku Tyberiusza z południowej agory

Afrodyzja, fryzy z portyku Tyberiusza z południowej agory

Afrodyzja, amfiteatr

Afrodyzja, amfiteatr

Zmiana nastąpiła dopiero, gdy region przejęło Imperium Rzymskie. Owczesny rzymski władca – Sulla – podbił Azję Mniejszą, przyłączając ją do Rzymu po pokonaniu w walce Mitrydatesa. Do Afrodyzji, za radą wyroczni delfickiej, przywiózł dary. Także jego następca (a wcześniej przeciwnik), Juliusz Cezar, był „fanem” Afrodyzji, utożsamiając z nią rzymską boginię Wenus. Następca (a także adoptowany w testamencie syn siostrzenicy) Juliusza Cezara – pierwszy rzymski cesarz, Oktawian August, nadał Afrodyzji pewną dozę autonomii oraz zwolnił z podatków, określając nawet miasto mianem „jedynego miasta w Azji, które mogłoby być moim”.

W tych czasach stała się Afrodyzja centrum kultury i sztuki, głównie dzięki okolicznym bogatym złożom marmuru, znanego ze względu na swój kolor. Nie eksportowano jednak „surowego” marmuru, a gotowe wyroby i rzeźby. Stała się więc Afrodyzja znanym ośrodkiem rzeźbiarskim, a wyroby z marmuru eksportowano do całego Rzymu. Rzymianie rozbudowali także znacząco miasto, któremu szybko przybywało mieszkańców – w szczytowym momencie liczono ich na ok. kilkanaście tysięcy.

W erze chrześcijaństwa Afrodyzja stała się siedzibą biskupów. Jednakże miasto stało się „passé”, ze względu na wciąż kultywowane tu uwielbienie dla Afrodyty i Wenus. Ostatecznie pod koniec IV w. zakazano czczenia bogów innych niż chrześcijańskie, co doprowadziło do znaczącego spadku znaczenia miasta. Ok. V w. świątynia Afrodyty została przebudowana na kościół chrześcijański (bazylikę), a w kolejnym wieku nazwę miasta zmieniono na Stauropolis, która jednak nie bardzo się przyjęła. Ostateczny cios zadało miastu trzęsienie ziemi w VII w., po którym zniszczenia nie zostały już nigdy odbudowane. Mieszkańcy ostatecznie opuścili Afrodyzję w XII w., prawdopodobnie w wyniku najazdu Turków Seldżuckich.

Afrodyzja, południowa agora

Afrodyzja, południowa agora

Afrodyzja, południowa agora

Afrodyzja, południowa agora

Afrodyzja, łaźnie Hadriana

Afrodyzja, łaźnie Hadriana

Afrodyzja, łaźnie Hadriana

Afrodyzja, łaźnie Hadriana

Niedługo potem na ruinach Afrodyzji powstała niewielka osada, nazwana Geyre. Trwała ona aż do XX w., kiedy to w 1956 r. została zniszczona przez kolejne trzęsienie ziemi. Skorzystano z okazji i przeniesiono wieś w inne miejsce. Dwa lata później, pewien turecki dziennikarz zgubił się w okolicach Geyre i zmuszony zapadającym zmrokiem, skorzystał z noclegu u mieszkańców wioski. W ich domach odkrył piękne marmurowe rzeźby, a mieszkańcy wskazali mu miejsce, gdzie je znaleźli. Dziennikarz sfotografował marmury, publikując zdjęcia w zachodnich magazynach. Zareagował amerykański naukowiec tureckiego pochodzenia, Kenan Erim, który w 1961 r. rozpoczął na terenach Afrodyzji prace archeologiczne. Prowadził je aż do swojej śmierci w 1990 r., został pochowany na terenie starożytnego miasta, tuż obok okazałego tetrapylonu, jednego z symboli dzisiejszego parku archeologicznego. Dziś obok ruin miasta stoi spore muzeum, wewnątrz którego znajdują się głównie rzeźby znalezione na terenie wykopalisk, a także płaskorzeźby z sebasteionu, miejsca kultu kolejnych rzymskich cesarzy, uznawanych za bogów.

Do samego wejścia na teren parku archeologicznego Afrodyzja, pomimo istnienia tam sporego parkingu, nie da się dojechać samochodem (zakaz wjazdu). Parkować trzeba na oddalonym o ok.500 m parkingu, znajdującym się przy głównej drodze dojazdowej (na skrzyżowaniu ze światłami w lewo). Parking jest płatny (kilka lir za samochód, bez względu na liczbę pasażerów), ale w cenie jest zawarty dowóz do ruin. Dowóz ten jest szczególnie atrakcyjny dla dzieci, odbywa się bowiem… traktorem z doczepionymi wagonami pasażerskimi. W naszym przypadku był to traktor marki… Fiat. Po dojechaniu do ruin, trzeba uiścić właściwą opłatę za wstęp, wynoszącą w sierpniu 2013 r. 10 TL (za osobę dorosłą, dzieci do lat 12 – bez opłat).

Afrodyzja, pałac biskupów

Afrodyzja, pałac biskupów

Afrodyzja, świątynia Afrodyty

Afrodyzja, świątynia Afrodyty

Afrodyzja, tetrapylon, brama miejska

Afrodyzja, tetrapylon, brama miejska

Afrodyzja, grób prof.Kenana Erima

Afrodyzja, grób prof.Kenana Erima

Afrodyzja, starożytny stadion

Afrodyzja, starożytny stadion

Ruiny Afrodyzji zawierają kilka znaczących i nieźle zachowanych budowli, wśród których prowadzi trasa zwiedzania (nieco na uboczu stoi jedynie stadion). Najważniejsze z nich, w kolejności zwiedzania:

  • sebasteion, świątynia wybudowana w I w. poświęcona cesarzowi Augustusowi (Sebastos to grecka forma imienia Augustus), składająca się z dwóch ogromnych kolumnad (80 m długości, 3 kondygnacje) i znajdującego się pomiędzy nimi dziedzińca. Sebasteion odkryty został w 1979 r. wraz z ogromną ilością wspaniałych płaskorzeźb (odzyskano 70 z pierwotnie istniejących 190), znajdujących się pierwotnie na bokach budowli, dziś część z nich stanowi oddzieloną wystawę w miejscowym muzeum. Budowla zawaliła się częściowo po trzęsieniu ziemi w IV w.
  • rzymski amfiteatr, zbudowany w 27 r. p.n.e. na zboczu wzgórza, na którym odkryto ślady pierwotnego osadnictwa na tych terenach. Widownia mieściła ok. 7 tys. widzów. Odrestaurowany w II w. n.e., uległ poważnym uszkodzeniom podczas trzęsienia ziemi w VII w.
  • południowa agora, czyli jeden z dwóch publicznych placów w Afrodyzji, na terenie której w czasie naszej wizyty trwały prace archeologiczne (rozpoczęte w 2012 r.), związane z odsłanianiem największego obiektu na agorze – ogromnego basenu. Agora była ogromnym placem, an którym rzędy marmurowych kolumn otaczały basen, do którego pompowana była pod ciśnieniem woda, zasilająca fontanny. Północny portyk dedykowany był Tyberiuszowi, fryzy z jego powierzchni znajdują się dziś obok sebasteionu oraz w miejscowym muzeum
  • łaźnie Hadriana, największe publiczne łaźnie w Afrodyzji, poświęcone rzymskiemu cesarzowi, wybudowane w II w., będące miejscem życia publicznego mieszkańców. Bogato wyposażone w marmurowe rzeźby, które w większości znajdują się dziś w miejscowym muzeum
  • pałac biskupów, który miejscem zamieszkania miejscowych biskupów jest tylko z nazwy, bo tak naprawdę nie wiadomo, kto w nim mieszkał. Faktem jest jednak, że był największym budynkiem mieszkalnym w centrum miasta, wybudowany ok. 400 r. n.e. Być może mieszkali tu biskupi, a być może np. rzymski gubernator
  • świątynia Afrodyty, wybudowana w końcówce I w. p.n.e., a której „sponsorem” był Zoilos, niewolnik wyzwolony przez cesarza Augustusa (patronował on również budowie m.in. amfiteatru). W II w. n.e. świątynię rozbudowano o otaczające ją ogromne portyki i kolumnadę. Ok. 500 r. została ona przebudowana na chrześcijańską bazylikę – portyki i kolumnadę rozebrano, a uzyskane materiały przeznaczono na rozbudowę samej świątyni. Była to jedyna w swoim rodzaju taka operacja w historii. Kościół był użytkowany aż do końca historii miasta, czyli do XII w., kiedy to został zniszczony
  • tetrapylon, czyli okazała brama miejska, zbudowana w II w., składająca się z czterech grup po cztery kolumny w stylu korynckim, odbudowany w wyniku prac archeologicznych w 1990 r., w większości z oryginalnych materiałów
  • stadion, jeden z najlepiej zachowanych do dziś klasycznych stadionów w całym basenie Morza Sródziemnego i jeden z największych starożytnych stadionów w ogóle (wymiary 262 x 59 m), mieścił 30 tys. widzów i przystosowany był do zawodów lekkoatletycznych (zaokrąglone końce). Po uszkodzeniach spowodowanych trzęsieniem ziemi w VII w., wschodnia część (ta, na której staliśmy) została zaadoptowana m.in. do walk gladiatorów – dobudowano stosowne wejścia dla nich.
Afrodyzja, muzeum

Afrodyzja, muzeum

Afrodyzja, muzeum

Afrodyzja, muzeum

Afrodyzja, muzeum, kolekcja reliefów z sebasteionu

Afrodyzja, muzeum, kolekcja reliefów z sebasteionu

Afrodyzja, muzeum, marmurowy "niebieski koń"

Afrodyzja, muzeum, marmurowy „niebieski koń”

Afrodyzja, muzeum

Afrodyzja, muzeum

Afrodyzja, muzeum

Afrodyzja, muzeum

Afrodyzja, muzeum, eksponaty w ogrodzie

Afrodyzja, muzeum, eksponaty w ogrodzie

Afrodyzja, muzeum, eksponaty w ogrodzie

Afrodyzja, muzeum, eksponaty w ogrodzie

Afrodyzja, muzeum, eksponaty w ogrodzie

Afrodyzja, muzeum, eksponaty w ogrodzie

Na koniec zwiedzania ruin Afrodyzji zostawiliśmy sobie wizytę w miejscowym muzeum (wejście jest wliczone w koszt biletu do ruin). Nowoczesność muzeum widać tuż po wejściu do środka (choć warto także przejść się wzdłuż ogrodu, w którym także znajdują się eksponaty), gdzie znajduje się duży, multimedialny (i dotykowy) ekran z planem dawnego miasta.

Eksponaty muzeum to głównie bardzo bogate zbiory marmurowych rzeźb, znalezionych na terenie wykopalisk podczas prac archeologicznych. Największą salę wystawową, nową część muzeum, wypełnia wspaniała kolekcja odrestaurowanych reliefów z sebasteionu. Ta kolekcja naprawdę robi wrażenie. W samym środku tej sali znajduje się także niekompletna marmurowa rzeźba – tzw. Niebieski Koń z Afrodyzji („Aphrodisias Blue Horse”), część większej całości, przedstawiającej konia oraz Troilusa i Achillesa (Troilus był trojańskim księciem, którego dotyczyła przepowiednia – jeśli młodzieniec dożyje 20 lat, Troja nigdy nie zostanie zdobyta. Achilles zabił jednak Troilusa). W muzeum znajduje się także mały kącik, poświęcony prof. Erimowi, który całe swoje zawodowe życie poświęcił Afrodyzji.

Cała wizyta w ruinach starożytnej Afrodyzji zajęła nam 2 godziny (w tym ok. 20 minut w muzeum). Zdecydowanie warto tu przyjechać (choćby tak jak my, odbijając z drogi do Pamukkale) i poświęcić nawet dłuższy czas na zobaczenie tego bardzo dobrze zachowanego miejsca. Muzeum, stadion czy sebasteion są tego warte.

Wyjeżdżamy z Afrodyzji, kierując się wprost do celu naszej wycieczki – Pamukkale, słynnych białych wapiennych tarasów. Mamy do niej jeszcze 100 km jazdy samochodem.

Pełna galeria zdjęć z ruin starożytnej Afrodyzji znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym facebookowym fanpage’u.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

 

Starożytna Magnezja

Magnezja, starożytne greckie miasto, o niewiadomym czasie założenia i niewiadomym… pochodzeniu. Powstało bowiem… nie wiadomo kiedy i nie wiadomo gdzie. W obecną lokalizację zostało przeniesione ok. 400 r. p.n.e., będąc ważnym ośrodkiem handlowym.

Tour de Europe 2013, dzień 11 (poprzedni wpis z trasy: Selcuk, turystyczna perełka Turcji). Nie jest znana data założenia miasta Magnezja. Z jego najstarszej historii wiadomo jedynie, że w VII w. p.n.e. zostało najechane i całkowicie zniszczone, ale ponownie odbudowane. Przez trzy kolejne stulecia Magnezja często zmieniała przynależność i podwładność.

Ok.400 r. p.n.e., z powodu coraz większego zagrożenia epidemicznego, spowodowanego zmieniającą się rzeką Meander oraz ze względu na położenie powodujące otwartość na ataki Persów, mieszkańcy przenieśli miasto w nową lokalizację, w której znajduje się ono do dziś.

Ruiny starożytnej Magnezji

Ruiny starożytnej Magnezji

Ruiny starożytnej Magnezji

Ruiny starożytnej Magnezji

Ruiny starożytnej Magnezji

Ruiny starożytnej Magnezji

Miasto zajmowało strategiczną pozycję w okolicach Efezu i Priene, stając się ważnym ośrodkiem handlowym, tym bardziej, że otoczone było niezwykle żyznymi glebami, pozwalającymi na uprawę m.in. winorośli i oliwek. Wysokie mury miejskie otaczały w sumie teren o średnicy 1,5 kilometra.

Najważniejszą budowlą Magnezji była świątynia Artemidy, wybudowana przez słynnego w owych czasach architekta, Hermogenesa na przełomie III i II wieku p.n.e. Miała wymiary 67 x 40 metrów i otoczona była rzędem kolumn (15 x 8), co czyniło ją jedną z największych świątyń w Anatolii (dokładnie trzecią co do wielkości: po świątyniach w Didymie i Efezie). W początkach II w. p.n.e. Hermogenes wybudował tu jeszcze agorę oraz ołtarz Zeusa. Agora zajmowała 26 tys. m2 i była jedną z największych na całym obszarze Azji Mniejszej.

W Magnezji znajdował się także klasyczny teatr (II w. p.n.e.) oraz olbrzymi stadion, mieszczący ok.25 tys. widzów. Oba całkiem nieźle zachowały się do dzisiejszych czasów, choć są nieco oddalone od terenu dostępnego dla zwiedzających, trzeba się do nich przespacerować.

Ruiny starożytnej Magnezji, Prytanejon (siedziba władz)

Ruiny starożytnej Magnezji, Prytanejon (siedziba władz)

Ruiny starożytnej Magnezji, stoa

Ruiny starożytnej Magnezji, stoa

Ruiny starożytnej Magnezji, latryny

Ruiny starożytnej Magnezji, latryny

W pierwszej połowie II w. p.n.e. Magnezja weszła w skład królestwa Pergamonu. Od tego czasu coraz rzadziej pojawia się w dokumentach i tak naprawdę nie wiadomo, co działo się z miastem od tego czasu. Są dowody na istnienie miasta jeszcze w czasach bizantyjskich i osmańskich (m.in. pozostałości meczetu obok ruin). Wg ostatnich badań, miasto było zamieszkane do XII wieku.

Badania prowadził tu pod koniec XIX wieku niemiecki archeolog Carl Humann, ten sam, który odkrył Wielki Ołtarz Zeusa w Pergamonie. Jednak jego prace trwały tylko kilka lat, po czym ich zaprzestano. W międzyczasie ruiny niszczały, a „pomagali” im w tym miejscowi mieszkańcy, głównie wypalacze wapna. Prace archeologiczne wznowiono dopiero 100 lat później, w latach osiemdziesiątych XX wieku, trwają one do dziś.

Ruiny starożytnej Magnezji, świątynia Artemidy

Ruiny starożytnej Magnezji, świątynia Artemidy

Ruiny starożytnej Magnezji, nekropolis

Ruiny starożytnej Magnezji, nekropolis

Ruiny Magnezji odwiedziliśmy jako ostatnie podczas ostatniego dnia naszej trasy dojazdowej na tureckie wakacje. Znajdują się one bezpośrednio przy drodze D-525 pomiędzy Selçukiem a miastem Söke (mniej więcej 20 km przed Söke). Ruiny są ogrodzone (choć stadion leży poza terenem ogrodzonym), a wstęp jest płatny (5 TL od osoby dorosłej, dzieci do 12 lat bezpłatnie). Przed terenem ruin znajduje się spory, bezpłatny parking. W czasie gdy my tam byliśmy (sierpień 2013), nie było oprócz nas nikogo innego, mieliśmy więc okazję kontemplować w samotności historię miasta.

Nie zwiedzaliśmy nieco oddalonych od głównych ruin dwóch dobrze zachowanych obiektów: teatru i stadionu, a to ze względu na ograniczenia czasowe. W ruinach Magnezji spędziliśmy raptem kwadrans, pędząc do Boğaziçi, gdzie musieliśmy odebrać klucze do naszej wakacyjnej „rezydencji”. Już następnego dnia zwiedzaliśmy sąsiadujące z Boğaziçi totalnie zapomniane ruiny kolejnego starożytnego miasta – Bargylii.

Pełna galeria zdjęć z ruin Magnezji znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

IMG_0402

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kieżmark, dzwonnica kościoła św.Krzyża

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

Z wizytą w świątyni. Świątyni angielskiego futbolu - Wembley

Pierwszy nasz dzień pobytu w czasie weekendu majowego w Londynie, to oprócz British Museum, także wizyta na najważniejszym stadionie piłkarskim w Anglii – Wembley.

Stadion Wembley nie mieścił się w naszych, dość napiętych planach zwiedzania Londynu w czasie pięciu dni naszego pobytu w tym mieście. Znajdował się na „liście rezerwowej”. Dość niespodziewanie udało nam się zobaczyć Wembley już w pierwszym dniu.

 

Wembley - główne wejście

Wembley – główne wejście

 

Wembley to ogrom historii angielskiego futbolu. Obecny stadion został wybudowany od zera na miejscu poprzedniego, stojącego w tej samej lokalizacji od 1923 roku. Na tymże starym stadionie pierwszy mecz odbył się w kwietniu 1923 roku. W 1973 roku rozegrano tu „święty” dla nas Polaków mecz z Anglią, zremisowany 1:1 po bramce Domarskiego. Do roku 2000, na „starym” Wembley rozegrano wszystkie finały Pucharu Anglii. W 1936roku rozegrano tu pierwszy w historii finał Mistrzostw Swiata na Zużlu, który rozgrywano na Wembley stale do 1960 roku. Stadion rozebrano w 2003 roku.

 

Stadion Wembley

Stadion Wembley

 

Stadion Wembley

Stadion Wembley

 

„Nowe” Wembley otwarto w 2007 roku rekordowo dużym kosztem (760 mln funtów). Wembley mieści obecnie równo 90.000 widzów, co czyni go drugim co do wielkości stadionem w Europie (po Camp Nou w Barcelonie). Co do zasady wszystkie swoje mecze rozgrywa tu angielska reprezentacja, rozgrywane tu są także finały Pucharu Anglii i Pucharu Ligi Angielskiej. Rozegrano tu także raz finał piłkarski Ligi Mistrzów, kolejny zostanie rozegrany zaledwie 24 dni po naszej wizycie (25 maja 2013 roku) i będzie gościł Borussię Dortmund (Lewandowski, Błaszczykowski, Piszczek) oraz Bayern Monachium.

 

Stadion Wembley

Stadion Wembley

 

Charakterystycznym elementem Wembley jest wiszący nad nim łuk o długości ponad 300 metrów, podświetlany w nocy. Dodatkową ciekawostką jest zakopana przez budowniczych pod stadionem kapsuła, zawierająca m.in. kawałek murawy „starego” Wembley i DVD z nagraniem finału mistrzostw świata w 1966 r., rozegranego na tym stadionie. Obwód obecnego stadionu to 1 km.

Wembley to jeden z najnowocześniejszych obecnie stadionów na świecie – jednym z niespotykanych rozwiązań, zastosowanych tutaj jest m.in. zasuwany dach, który może być zdalnie obracany tak, by na murawie nie występował cień w czasie słonecznych dni – co pomaga w trakcie transmisji telewizyjnych.

Stadion jest dostępny dla zwiedzających, organizowane są wizyty z przewodnikiem (codziennie w godz.10-16, o każdej pełnej godzinie) w cenie 16 funtów od osoby (dzieci 9 funtów), można skorzystać z oferty „2 za 1” by obniżyć koszt.

 

Stadion Wembley

Stadion Wembley

 

Pełna galeria zdjęć ze stadionu Wembley znajduje się w osobnej galerii na tym blogu oraz na naszym facebookowym profilu.

 

Inne wpisy z: Londyn

Downing Street

Wreszcie udało się nam zwiedzić Londyn, który długo był na naszej mapie celów turystycznych, ale jakoś nigdy nie było nam "po drodze". Musimy powiedzieć, że zdecydowanie warto było i każdemu Londyn będziemy polecać.

Logo londyńskiego metra

Każdy pobyt w Londynie dłuższy niż 2-3 dni wymaga gruntownej kalkulacji. Ceny w angielskiej stolicy są dla "polskich" Polaków, czyli tych nie mieszkających w Londynie na stałe, delikatnie mówiąc odrzucające. Warto więc przemyśleć swoje plany turystyczne i "transportowe" w czasie pobytu w "Lądku".

London Eye

Druga część ostatniego dnia naszego pobytu w Londynie upłynęła pod znakiem okolic Parliament Square oraz mostu Westminster Bridge. Rajd zakończyliśmy na historycznej stacji Waterloo.

 

Mecz Bayern Monachium - Real Madryt - epilog

To krótki, uzupełniający wpis, dotyczący pożegnalnego meczu Franza Beckenbauera (Bayern Monachium – Real Madryt), który miałem okazję oglądać na żywo na Allianz Arena (opisywaliśmy go w jednym z poprzednich wpisów)

Z racji tego, że mamy w zwyczaju zaśmiecanie mieszkania różnego rodzaju papierowymi pamiątkami (albumami, mapami, planami, ulotkami, biletami itp.) z odbytych podróży, odkopaliśmy też „gadżety”, związane z meczem na Allianz Arena. I zdigitalizowaliśmy je. Poniżej więc zdjęcia: oryginalnego biletu meczowego oraz obu stron stadionowej karty prepaid – jedynego środka płatniczego na Allianz Arena.

 

 

Allianz Arena, karta płatnicza prepaid

Allianz Arena, karta płatnicza prepaid

 

Allianz Arena, bilet na mecz Bayern Monachium - Real Madryt

Allianz Arena, bilet na mecz Bayern Monachium – Real Madryt

 

Inne wpisy z: Wakacje w Chorwacji (2010)

IMG_9287

Mirogoj, założony w 1876 r., od samego początku był cmentarzem wielowyznaniowym - pochowani są tu zarówno katolicy, jak i muzułmanie, Zydzi, protestanci, osoby innych wyznań a nawet niewierzący. Dziś Mirogoj uznawany jest za jeden z najpiękniejszych cmentarzy w całej Europie, pełen jest unikalnych, będących swoistymi dziełami sztuki nagrobków oraz rzeźb znanych artystów.

IMG_9403

Budapeszt, formalnie stworzony z trzech miast: Budy, Obudy i Pesztu, stolica i największe miasto Węgier, 8. najludniejsze miasto Europy było naszym jedynym przystankiem w drodze powrotnej do Polski z wakacji spędzonych w Chorwacji.

IMG_9170

Turanj, niewielka miejscowość na południe od miasta Karlovac (w zasadzie przedmieście), jest siedzibą unikalnego, dostępnego dla wszystkich bez opłat miejsca pamięci - Muzeum Uzbrojenia Wojny Domowej 1991-95, mającego za zadanie utrwalić potworność wojny domowej w byłej Jugosławii.

 

Inne wpisy z: Niemcy

IMG_3240

Nie ma bardziej kojarzącej się z niemiecką Kolonią nazwy od "wody kolońskiej", choć nie wszyscy zapewne utożsamiają ją z tym miastem. Ale to fakt - Kolonia jest "ojczyzną" tego specyfiku, który co ciekawe pierwotnie stosowany był jako... doustny lek.

Stralsund, plac Alter Markt, ratusz i kościół św.Mikołaja

Ostatnie zwiedzane przez nas podczas wrześniowego weekendu 2013 r. niemieckie miasto nad Bałtykiem to Stralsund, zwany po polsku Strzałowem. Trzecie (z czterech oglądanych) ze starówką, wpisaną w całości na listę UNESCO.

Rostock, Kröpeliner Strasse

Kontynuujemy naszą podróż po niemieckich hanzeatyckich miastach nad Bałtykiem. Drugi dzień weekendowej wyprawy rozpoczynamy od Rostocku, kiedyś jednej z potęg Hanzy.

 

 

Monachium, Allianz Arena. Bayern - Real Madryt, czyli żegnamy Beckenbauera

Zgodnie z planem podróży wakacyjnej do chorwackiego Splitu, nakreślonym podczas przygotowań do wyjazdu, Allershausen – mała miejscowość pod Monachium oraz monachijska Allianz Arena były pierwszym przystankiem w drodze.

Dojazd z Wielkopolski pod Monachium to w zasadzie historia żadna. No, może poza odcinkiem Nowy Tomyśl – granica z Niemcami – bo tam jeszcze wtedy nie istniała dzisiejsza autostrada A2 – w związku z czym podróż była męczącą przebijanką w morzu TIRów. Ale już od granicy do samego Monachium – tańce i swawole na niemieckich autostradach, z których duża część (niestety do dziś) jest otoczona niezasłużonym mitem „nielimitowanych” prędkości – tak naprawdę spore odcinki limity prędkości mają, a inne spore odcinki są remontowane. Nie ma tak różowo.

W każdym razie do Allershausen dotarliśmy bezproblemowo. Szybki meldunek w prowincjonalnym (z wyglądu, ale nie z cennika…) hotelu i… ostateczna decyzja – jadę pod Allianz Arena i jeśli się uda zdobyć bilet – wchodzę na stadion. Do kieszeni 150 euro, do ręki aparat fotograficzny ze sporą lufą (18-200, nie wiem dlaczego nie pomyślałem, że mogą mnie na stadion z tym nie wpuścić) i jazda. A w zasadzie przejażdżka – z Allershausen pod Allianz Arenę było raptem niecałe pół godziny. Pod stadionem pierwsze, pozytywne zdziwienie – nieźle zorganizowany dojazd, praktycznie bez korków docieram na parking umiejscowiony pod stadionem. Parkujemy i jazda schodami na górę, przed stadion.

 

Monachium, Allianz Arena

Monachium, Allianz Arena

 

Monachium, Allianz Arena

Monachium, Allianz Arena

 

Teraz troszkę o tym, gdzie jestem. Allianz Arena jest stadionem piłkarskim, na którym rozgrywają swoje mecze obie monachijskie drużyny (Bayern i TSV 1860) – podświetlenie zewnętrzne stadionu zmienia się zależnie od tego, która z tych drużyn aktualnie na nim gra. Allianz Arena jest trzecim co do wielkości stadionem w Niemczech (mieści niespełna 70.000 kibiców) i uznawana jest za drugi (po londyńskim Wembley) najnowocześniejszy stadion świata. Stadion jest też największą foliową konstrukcją świata – tak, to nie żart. Zewnętrzna fasada stadionu zrobiona jest bowiem z tysięcy foliowych poduszek, wypełnionych powietrzem. Parking pod stadionem (cztery poziomy) mieści 10.500 samochodów i jest największym parkingiem w Europie.

No i na tym kolosie w dniu naszego pobytu w okolicy, Bayern postanowił rozegrać mecz pożegnalny Franza Beckenbauera – legendy Bayernu Monachium. Dowcip polega na tym, że mecz rozgrywany był… 33 lata po odejściu Franza z klubu – w 1977 roku bowiem ówczesne władze odmówiły mu możliwości rozegrania takiego meczu, gdy odchodził do nowojorskiego Cosmosu. A Franz wrócił po czterech sezonach do Niemiec (HSV Hamburg),a  potem i do Bayernu (był jego trenerem oraz prezesem, dziś jest prezesem honorowym).

 

Monachium, Allianz Arena - Cristiano Ronaldo

Monachium, Allianz Arena – Cristiano Ronaldo

 

Monachium, Allianz Arena - Franck Ribery

Monachium, Allianz Arena – Franck Ribery

 

Na mecz pożegnalny wybrano iście królewskiego przeciwnika – do Monachium zjechał sam Real Madryt, uzbrojony w nowego trenera (Jose Mourinho) i większość swoich największych gwiazd z Cristiano Ronaldo na czele. Było więc na co się szykować i myśleć, skąd by tu wyczarować bilety.

Oczywiście po wynurzeniu się z podziemnego parkingu i przyzwyczajeniu się do efektownego widoku stadionu z zewnątrz, rozpoczęło się intensywne rozglądanie najpierw za kasami biletowymi – ale tu zgodnie z przewidywaniami okazało się, że bilety są, ale tylko do odbioru dla posiadaczy karnetów i kupujących je z wyprzedzeniem przez sieć. No to szukamy… koników. Człowiek wszak przyzwyczajony – jak nie ma biletów w kasie, to na sto procent są u koników. A tu niespodzianka, nawet uważne przyglądanie się mijanym ludziom nie daje efektu – koników brak !

 

Monachium, Allianz Arena - Miroslav Klose, Ricardo Carvalho

Monachium, Allianz Arena – Miroslav Klose, Ricardo Carvalho

 

Dopiero po dłuższym czasie rozpoznałem w tłumie konika – właśnie odbywał błyskawiczną transakcję – zanim zdążyłem dojść – i po koniku i po kupującym zostały tylko wiatry. Kilka razy taką sytuację zaobserwowałem i mam wrażenie, że tamtejsze koniki niesamowicie boją się policji – wszystko jest strasznie ukrywane, konik ma obowiązkowe „plecy”, czyli kolesia który stanowi jego drugie oczy, a przy każdym minimalnym zagrożeniu koniki znikają z prędkością błyskawicy. Jak w takich warunkach złapać konika z biletem ? Tylko i wyłącznie, jeśli będzie wyłapany oczami w bliskiej od ciebie odległości. No to szukamy i… jest.

 

Monachium, Allianz Arena - Xabi Alonso, Bastian Schweinsteiger

Monachium, Allianz Arena – Xabi Alonso, Bastian Schweinsteiger

 

Niedaleko mnie zaczyna się transakcja – koleś spod kurtki pokazuje zainteresowanemu bilety i coś tam szwargoli po ichniemu. Szybkie podejście i… są bilety, ale tylko najwyższej kategorii. Nie ma czasu na zastanowienie, bo albo bilety zaraz pójdą (bo takich chętnych było od razu więcej), albo konik zniknie. Cena 100 euro (na bilecie nominał – 60 eur, przebitka nie jest szalona). Decyzja – dawaj bilet. A koleś… chowa pokazywany mi bilecik, po czym z kieszeni wyjmuje drugi, oddaje mi biorąc kasę. Zdążam tylko popatrzeć na bilet – niby identyczny z tym, który miałem w ręce. I kolesia już nie ma.

W głowie świta myśl – dostałem podróbę. Sprzedawca ciemniejszej maści, szybka transakcja, podmianka biletów (niby chciał mi dać „świeży”) – nie ma siły, podróba. Ale bilet wygląda dobrze, ma nawet wyglądający oryginalnie hologram. Chwila pomyślunku i znów decyzja – idziemy do bramki wejściowej, niech się dzieje co chce. Najwyżej capną mnie na bramce z podróbą. Dopiero przy bramce dopadła mnie myśl dodatkowa – mam wielgaśny obiektyw na aparacie – nie wpuszczą mnie. Ale jest już za późno – wkładam bilet do czytnika.

Czytnik: „biiiiip” – na czerwono – kod kreskowy nie rozpoznany. Czyli zgodnie z obawami. Druga próba w czytniku – jest zielono :) Czyli jednak skubany sprzedał mi oryginał. Sto kilo spadło z ramion. Teraz drugie sto kilo – macanko u ochroniarzy i kontrol osobista – czyli kłopot z aparatem. I kolejna sensacja – nie ma żadnego problemu – wchodzę na Allianz Arena. Szczyt szczęścia.

 

Monachium, Allianz Arena - Iker Casillas

Monachium, Allianz Arena – Iker Casillas

 

Miejscówka okazuje się rewelacyjna (wszak pierwsza kategoria), a ja mam aparat z dużym zoomem, więc zdjęcia będą niezłe. Jeszcze tylko spacer po koronie stadionu i próba zakupu czegoś do jedzenia. Pudło. Nic nie da się tu kupić za gotówkę – trzeba mieć specjalną kartę prepaid – tylko za jej pomocą można płacić we wszystkich punktach na stadionie, także na stadionowym parkingu. Cwaniaki. Kartę można łatwo wyrobić – na każdym kroku stoją ludzie z maszynkami do ich wyrobu. Ale doładować można tylko kwotą 10 euro lub jej wielokrotnością. A ceny np. jedzenia już takie okrągłe nie są i każdemu coś na karcie zostaje – a jak jesteś tak jak ja kibicem „jednorazowym” – to zostawiasz na karcie kasę „na wieczne nieoddanie”. U mnie zostało tak coś ponad 2 euro. Ale co tam. Karta przynajmniej zostaje – na pamiątkę.

Sam mecz odbywał się w letniej atmosferze – wszak towarzyski – ale przy komplecie publiczności i fajnym momentem początkowym – pożegnaniem bohatera wieczoru – Franza Beckenbauera. Obie drużyny starały się nie zrobić sobie krzywdy i końcowy wynik pozostał bezbramkowy. Na koniec była więc pokazowa runda rzutów karnych, w których Bayern przegrał 2:4.

 

Monachium, Allianz Arena - kibice Realu po meczu

Monachium, Allianz Arena – kibice Realu po meczu

 

Monachium, Allianz Arena - widok stadionu w nocy

Monachium, Allianz Arena – widok stadionu w nocy

 

Na koniec jeszcze efektowny widok stadionu Allianz Arena z czerwonym podświetleniem w nocy i powrót na parking. Tu już nie ma tak fajnie, jak przy wjeździe i niestety są potężne kolejki już na etapie płacenia za parking (wspomnianą doładowaną kartą stadionową).

Na koniec mała nauczka – przy parkowaniu pod Allianz Arena zapamiętajcie nie tylko poziom parkingu i miejsce zaparkowania, ale jeszcze symbol segmentu parkingu, do którego wjechaliście. Parking stadionowy jest podzielony na bodajże cztery, IDENTYCZNIE wewnątrz wyglądające parkingi – można się zestresować schodząc ze stadionu i nie zastając samochodu na jego miejscu (w moim przypadku był to dodatkowo samochód wypakowany po sufit bagażami na 2-tygodniowe wakacje pięcioosobowej rodziny – pół mieszkania było w środku). Dopiero po kwadransie dreptania w miejscu wpadłem na pomysł wyjścia na zewnątrz i wtedy okazało się, że takich parkingów jest kilka obok siebie i zszedłem nie do tego, co trzeba :).

Stresów był więc kilka – i przed, i po meczu – ale było warto. Z punktu widzenia kibica piłkarskiego – jak to mówią w jednej reklamie – bezcenne :) Reszta jest na zdjęciach.

Pełna galeria zdjęć z Allianz Arena (Bayern – Real) – na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Wakacje w Chorwacji (2010)

IMG_9287

Mirogoj, założony w 1876 r., od samego początku był cmentarzem wielowyznaniowym - pochowani są tu zarówno katolicy, jak i muzułmanie, Zydzi, protestanci, osoby innych wyznań a nawet niewierzący. Dziś Mirogoj uznawany jest za jeden z najpiękniejszych cmentarzy w całej Europie, pełen jest unikalnych, będących swoistymi dziełami sztuki nagrobków oraz rzeźb znanych artystów.

IMG_9403

Budapeszt, formalnie stworzony z trzech miast: Budy, Obudy i Pesztu, stolica i największe miasto Węgier, 8. najludniejsze miasto Europy było naszym jedynym przystankiem w drodze powrotnej do Polski z wakacji spędzonych w Chorwacji.

IMG_9170

Turanj, niewielka miejscowość na południe od miasta Karlovac (w zasadzie przedmieście), jest siedzibą unikalnego, dostępnego dla wszystkich bez opłat miejsca pamięci - Muzeum Uzbrojenia Wojny Domowej 1991-95, mającego za zadanie utrwalić potworność wojny domowej w byłej Jugosławii.

 

Inne wpisy z: Niemcy

IMG_3240

Nie ma bardziej kojarzącej się z niemiecką Kolonią nazwy od "wody kolońskiej", choć nie wszyscy zapewne utożsamiają ją z tym miastem. Ale to fakt - Kolonia jest "ojczyzną" tego specyfiku, który co ciekawe pierwotnie stosowany był jako... doustny lek.

Stralsund, plac Alter Markt, ratusz i kościół św.Mikołaja

Ostatnie zwiedzane przez nas podczas wrześniowego weekendu 2013 r. niemieckie miasto nad Bałtykiem to Stralsund, zwany po polsku Strzałowem. Trzecie (z czterech oglądanych) ze starówką, wpisaną w całości na listę UNESCO.

Rostock, Kröpeliner Strasse

Kontynuujemy naszą podróż po niemieckich hanzeatyckich miastach nad Bałtykiem. Drugi dzień weekendowej wyprawy rozpoczynamy od Rostocku, kiedyś jednej z potęg Hanzy.