włochy | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Vicenza. Wizja włoskiego renesansu według Andrei Palladio

Vicenza to włoska perełka architektury późnego renesansu, zwana „miastem Palladio”. Nie bez powodu – ten XVI-wieczny architekt odcisnął ogromne piętno na mieście swoimi projektami. Na tyle duże, że jego prace w mieście i okolicach zostały wpisane na listę UNESCO.

Włochy 2017, dzień 3 (poprzedni wpis: Sirmione – jedna z turystycznych perełek nad jeziorem Garda). Kolejny dzień włoskiej objazdówki kończymy zwiedzaniem Vicenzy – kolejnego po Brescii spokojnego, zadbanego i pełnego ważnych zabytków miasta, żyjącego nieco w cieniu Mediolanu i Wenecji, leżących na krańcach autostrady, którą przemykają pomiędzy tymi miastami tysiące samochodów i autobusów z turystami. I tak jak Brescia, Vicenza jest zazwyczaj w planach turystycznych pomijana…

Vicenza, Basilica Palladiana

Vicenza, Basilica Palladiana

Vicenza nie ma zbyt długiej (w porównaniu z innymi włoskimi miastami) historii – pojawia się w niej dopiero mniej więcej w III w. p.n.e., a potem w czasach rzymskich, jako Vicetia. Ale cała dzisiejsza turystyczna otoczka wokół miasta kręci się wokół człowieka, który je ukształtował w XVI wieku – wokół Andrei Palladio.

Andrea Palladio nie urodził się w Vicenzie, a w niedalekiej Padwie, w 1508 r. Od najmłodszych lat pracował jako kamieniarz jeszcze w Padwie, z której jako nastolatek przeniósł się do Vicenzy, gdzie również zatrudnił się w warsztacie kamieniarskich, jednym z bardziej renomowanych w mieście.

Kariera Palladio rozpoczęła się, gdy jako 30-latek został zatrudniony przy renowacji willi miejscowego notabla i poety Trissino, który zauważył talent kamieniarza i umożliwił mu dalszą edukację i karierę, zostając aż do swojej śmierci swoistym „mecenasem” młodego architekta. To on namówił Palladio do zmiany nazwiska (oryginalne brzmiało: della Gondola) oraz do wyjazdu do Rzymu, gdzie Andrea na zawsze zainspirował się starożytnymi rzymskimi budowlami, które odcisnęły piętno na całym dalszym jego zawodowym życiu.

Vicenza, Basilica Palladiana

Vicenza, Basilica Palladiana

Vicenza, kościół San Vincenzo na Piazza dei Signori

Vicenza, kościół San Vincenzo na Piazza dei Signori

Vicenza, plac Piazza dei Signori

Vicenza, plac Piazza dei Signori

Samodzielną pracę Palladio rozpoczął od kilku willi i pałaców w Vicenzie, aż nadeszło zlecenie od władz miasta – zlecenie na przebudowę Pallazzo della Ragione. Dziś budynek zwany jest Basilica Palladiana i jest chyba najsłynniejszym zabytkiem Vicenzy, położonym na pięknym placu Piazza dei Signori. Naprzeciw stoi zresztą kolejna praca Palladio – Pallazzo del Capitaniato.

W samej Vicenzie i jej okolicach stoi do dziś mnóstwo willi i pałaców, zaprojektowanych przez Andreę Palladio. Ale jest jedna, która przeszła do historii architektury – Villa Rotonda. Stoi na dalekich obrzeżach miasta. Wyznaczyła nowy trend w architekturze – palladianizm. Rotonda to symetryczna budowla, z czterech stron niemal jednakowa, z czterema portykami i prowadzącymi do nich schodami. Palladio przejął ze starożytnych budowli zamiłowanie do porządku i symetrii. Palladianizm był obecny także w Polsce – przykładem tego stylu w architekturze jest m.in. warszawska Królikarnia. Powstało też sporo budowli na dawnych polskich kresach wschodnich.

I choć największy wpływ wywarł Palladio na Vicenzie, warto pamiętać, że większość z nas, turystów, zna jego prace z całkiem innego, ale niedalekiego włoskiego miasta – a mianowicie z Wenecji. Palladio bowiem jakiś czas w Wenecji mieszkał, a nawet miał status „głównego architekta”. Kto był w Wenecji, ten na pewno widział np. kościoły San Giorgio Maggiore czy Il Redentore. To właśnie prace Andrei Palladio. Projektował on także wnętrza słynnego Pałacu Dożów w Wenecji. Startował także w konkursie na przebudowę słynnego mostu Rialto w tym mieście – ale tu akurat jego projekt nie został wybrany. Ostatnią jego wielką pracą był monumentalny Teatro Olimpico w Vicenzie, z przepięknie zaprojektowanymi wnętrzami i sceną.

Vicenza żyje więc dziś duchem Andrei Palladio. Właśnie jego dzieła są główną atrakcją miasta. Ale nie tylko one – oto nasza subiektywna lista atrakcji historycznych Vicenzy. Na początek miejsca związane ze słynnym architektem:

  • Basilica Palladiana i cały plac Piazza dei Signori (Arco degli Zavatteri) – zdecydowanie najpiękniejsze miejsce Vicenzy, ozdobione wysoką wieżą Torre della Bissara, stojącą tu na pewno co najmniej od 1172 r. Basilica Palladiana, zanim „wziął” się za nią Palladio, nazywana była Pallazzo della Ragione i powstała ok. XV w. z połączenia dwóch niezależnych wcześniej budynków. Była siedzibą miejscowych władz, a na parterze znajdowało się kilka sklepów. Dziś znajduje się na liście UNESCO;
  • Teatro Olimpico – ostatnia praca Andrei Palladio – przepiękny we wnętrzach teatr, na potrzeby którego zaadoptowano stare budynki miejskiej twierdzy. Teatr zdecydowanie warto zobaczyć od środka. Został ukończony już po śmierci architekta, dziś też znajduje się na liście UNESCO;
  • Casa del Palladio – a właściwie Casa Cogollo – miejska kamieniczka błędnie przypisywana jako miejsce zamieszkania architekta. Nawet jej autorstwo jest wątpliwe – nie ma dowodów na to, że architektem był Palladio, aczkolwiek kształty zdecydowanie na to wskazują. Także na liście UNESCO;
Vicenza, Teatro Olimpico

Vicenza, Teatro Olimpico

Vicenza, Teatro Olimpico

Vicenza, Teatro Olimpico

Pozostałe oglądane przez nas dzieła Palladio:

  • Pallazzo Valmarana, zaprojektowany przez Palladio i wybudowany w 1565 dla rodziny Valmarana miejski dom (lista UNESCO);
  • Pallazzo Porto na Piazza del Castello
  • Loggia del Capitaniato, stojący naprzeciw Basilica Palladiana budynek, do dziś służący władzom miejskim, wybudowany w 1572 r. wg projektu Palladio, wg badaczy bardzo wzorowany na pałacu dożów w Wenecji (lista UNESCO);
  • Pallazzo Chiericati, wybudowany dla miejscowego notabla, w ówczesnych czasach na niewielkiej wysepce, na której odbywały się targi drewna. Został ukończony długo po śmierci architekta (ponad 100 lat po rozpoczęciu budowy);

 

Vicenza, Palazzo Valmarana

Vicenza, Palazzo Valmarana

Vicenza, Pallazzo Chiericati

Vicenza, Pallazzo Chiericati

Nie bylibyśmy tamBylskimi, gdybyśmy nie odwiedzili w Vicenzie starych, zabytkowych świątyń. Vicenza ma ich na starym mieście naprawdę sporo – kilka wieków temu doszło nawet do tego, że miasto zaprzestało wspierania budowy kolejnych, wychodząc z założenia, że jest już ich tu… zbyt dużo. Na pewno warto zobaczyć świątynie:

  • San Lorenzo – wybudowany pod koniec XIII w. przez Franciszkanów, którzy prawdopodobnie przybyli do Vicenzy bardzo wcześnie, jeszcze za życia założyciela zakonu, św.Franciszka z Asyżu. Historia „kościelna” tego miejsca jest jednak znacznie dłuższa, bo już od kilku wieków przed budową świątyni stała tu spora kaplica. W XV i XVII w. do kościoła dobudowano budynki klasztorne. Złupiony przez wojska napoleońskie, a potem na kilkadziesiąt lat zamknięty, został potem odrestaurowany i wznowił działalność. We wnętrzach znajduje się wiele cennych dzieł sztuki sakralnej począwszy od XIV / XV w. Jest też polski akcent – znajdziemy tu spory pomnik św. Maksymiliana Kolbego.
  • San Marcello detta dei Filippini, którego budowa rozpoczęła się się w 1730 r. (w miejscu nowo budowanej świątyni stał wcześniej inny, mniejszy kościół) i trwała ponad sto lat, ze względu na niechęć miasta do finansowania kolejnych świątyń – uważano wtedy że jest ich w Vicenzie zbyt wiele. Ostatni element świątyni, okazałą dzwonnicę, oddano do użytku w 1842 r.;
  • Katedra Santa Maria Annunciata, czyli Zwiastowania NMP ,siedziba biskupa Vicenzy, została oddana do użytku w 1560 r., po niemal 80 latach prac przy budowie. Już na pierwszy rzut oka widać, że przednia fasada świątyni jest „z innej bajki”, niż pozostała część jej bryły – a to dlatego, że katedra została niemal całkowicie zniszczona podczas bombardowań w czasie II wojny światowej. Obroniła się wtedy właśnie jedynie fasada – resztę odbudowano. Oryginalną kopułę katedry projektował sam Andrea Palladio. Ciekawostką jest wieża katedralna, stojąca… w pewnej odległości od samej świątyni, wybudowana na kamiennej, późno-rzymskiej podstawie w XII w. Wcześniejsza wieża pochodziła prawdopodobnie z IX w.;
Vicenza, kościół San Lorenzo

Vicenza, kościół San Lorenzo

Vicenza, kościół San Lorenzo

Vicenza, kościół San Lorenzo

Vicenza, katedra Zwiastowania NMP

Vicenza, katedra Zwiastowania NMP

  • Oratorio del Gonfalone, spora kaplica, wybudowana przez jedno z kościelnych bractw pod koniec XVI w., stoi przy Placu Katedralnym, niemal naprzeciw katedry. Także została ciężko zbombardowana – zniszczony został strop, ściany boczne i wiszące na nich obrazy z czasów budowy. Ocalał za to główny ołtarz z ok. 1640 r.;
  • San Vincenzo stoi na pięknym placu Piazza dei Signori, naprzeciwko Basilica Palladiana. Wybudowany został w XIV w., a potem kilkukrotnie przebudowywany aż do XVIII w. Monumentalna przednia fasada jest jedną z ozdób i tak już pięknego placu;
  • San Michele detta dei Servi, niewielki kościółek stojący za placem Piazza dei Signori. Budowę rozpoczęto w XV w. Wejściowy portal z datą „1531” został ponoć zamówiony w warsztacie, w którym pracował młodziutki wtedy Andrea Palladio i może być jedną z najwcześniejszych jego prac – ale nie ma na to niezbitych dowodów;
  • San Gaetano, kościół wybudowany w XVIII w. przez zakon Teatynów w miejscu wcześniej stojącego tu kościoła San Stefano. Mnisi dobudowali też klasztor, wykupując przylegające do kościoła kamienice;
  • Santa Corona – jeden z ważniejszych obiektów sakralnych w Vicenzie, przynajmniej z punktu naszej opowieści o Andrei Palladio. Wielki miejski architekt był bowiem pochowany we wnętrzach tej świątyni (potem jego szczątki przeniesiono na jeden z cmentarzy).
Vicenza, kościół San Michele detta dei Servi

Vicenza, kościół San Michele detta dei Servi

Vicenza, kościół San Michele detta dei Servi

Vicenza, kościół San Michele detta dei Servi

Vicenza, kościół Santa Corona

Vicenza, kościół Santa Corona

I na koniec jeszcze kilka innych ważniejszych miejsc w Vicenzie. Na pewno warto poszukać na obrzeżach starówki średniowiecznych wież, pozostałości po dawnych murach i bramach miejskich.

  • Vicenza, wieża Torre di Castello

    Vicenza, wieża Torre di Castello

    Pallazzo Piovini, niewielki pałac wybudowany w połowie XVII w. Jest tak naprawdę rozbudową wcześniej stojącego tu Pallazzo Capra (ok. 1545 r.), którego autorstwo jest przypisywane… a komuż innemu, jak nie Andrei Palladio;

  • Pallazzo Gorzadori, stojący nieopodal placu Piazza dei Signori, wybudowany ok. 1460 r., jeden z najlepiej zachowanych gotyckich budynków w Vicenzie;
  • Torre di Castello, średniowieczna wieża obronna i obserwacyjna, kiedyś część potężnej twierdzy, która istniała na pewno od co najmniej XII w., a zburzona została w XVIII w. Po twierdzy pozostały też niewielkie ślady murów, rozsiane pomiędzy okolicznymi budynkami;
  • Torre dei Loschi, kolejna średniowieczna wieża, których w mieście jest jeszcze kilka. Ta jest najlepiej zachowaną i użytkowaną do dziś, a wybudowana została prawdopodobnie w XI w.;

A na koniec warto wspomnieć o podróżniczym wątku, związanym z Vicenzą. Otóż w mieście tym urodził się Antonio Pigafetta, członek znamienitego i bogatego miejscowego rodu. Nie kojarzycie Pigafetty z podróżami? Mało kto kojarzy. Ale był rzeczywiście Antonio podróżnikiem – jednym z kompanów Magellana w słynnej wyprawie dookoła świata. I jednym z nielicznych (bodajże osiemnastu) uczestników wyprawy, którzy wrócili z niej żywi. Napisał też relację (pamiętnik) z tej wyprawy, którego oryginalną wersję podarował królowi Hiszpanii Karolowi V, z wdzięczności za pomoc w organizacji wyprawy. Ale pamiętnik był dla Hiszpanów mocno niewygodny, bo dokumentował odkrycia… Portugalczyków – więc podobno dość szybko zniknął. A sam Pigafetta napisał potem o wyprawie książkę, po czym niewiele więcej o nim wiadomo. Nie wiadomo nawet gdzie i kiedy zmarł (a zapewne bardziej zginął, niż zmarł, bo ciągnęło go ponoć do bitew i wojaczek). W każdym razie dom rodu Pigafetta także znajdziecie na starówce Vicenzy. A w kolejnym artykule z naszej letniej włoskiej podróży zaprosimy Was do przepięknej Padwy.

Pełna galeria zdjęć z włoskiej Vicenzy znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

0

Autor:

Kategorie: Rok 2017, Włochy, Włochy 2017

Sirmione - jedna z turystycznych perełek nad jeziorem Garda

Niezwykle malownicze włoskie miasteczko, położone na końcu cypla, wbijającego się w wody jeziora Garda na długości 4 km. Potężnie oblężone w sezonie przez turystów – stare miasto jest wręcz zatłoczone. Nie bez powodu – Sirmione jest bowiem atrakcyjnym miejscem do plażowania.

Włochy 2017, dzień 3 (poprzedni wpis: Brixia. Szukamy rzymskich śladów w Brescii). Po objechaniu zachodniego brzegu pięknego jeziora Como i zwiedzaniu miasta o tej samej nazwie, przyszła pora na zobaczenie innego, równie znanego ze swych turystycznych walorów włoskiego jeziora – jeziora Garda.

Tym razem jednak nasze „spotkanie” z jeziorem było związane z jednym tylko miejscem – w naszym planie widniało miasteczko Sirmione, widowiskowo położone na końcu wąskiego półwyspu na jeziorze. Miasteczko, określane mianem jednej z największych turystycznych atrakcji nad Gardą – i nie bez powodu.

Niemal cały 4-kilometrowy półwysep wypełniony jest pensjonatami i hotelami, w sezonie pełnymi turystów i wczasowiczów. Miejsce jest niezwykle atrakcyjne pod kątem wakacyjnego wypoczynku. Dużym kłopotem okazało się znalezienie miejsca parkingowego – i to pomimo tego, że parkingów i miejsc do parkowania jest tu naprawdę dużo. Wszystkie jednak były dość szczelnie wypełnione. Został nam tylko jeden, duży parking kilkaset metrów przed wejściem na stare miasto, na którym były jeszcze wolne miejsca. Parking do najtańszych nie należał – 2 EUR / godzina, ale innego po prostu nie było.

Sirmione, XIII-wieczny zamek

Sirmione, XIII-wieczny zamek

Sirmione, XIII-wieczny zamek

Sirmione, XIII-wieczny zamek

Sirmione, XIII-wieczny zamek

Sirmione, XIII-wieczny zamek

Na koniec cypla, gdzie znajduje się stare miasto oraz kilka plaż, samochody nie mają wstępu. Wejść tu można jedynie pieszo, ale to wcale nie oznacza, że można się po nim swobodnie poruszać. W sezonie wakacyjnym do Sirmione kierują się bowiem nieprzebrane tłumy turystów. Do tych wypoczywających na cyplu dołączają wycieczki tych, którzy chcą po prostu je zwiedzić w jeden dzień. Na kamiennych uliczkach starego miasta w Sirmione panuje nieopisany ścisk – jak na deptaku we Władysławowie :)

Sirmione ma bardzo długą historię, liczącą sobie kilka tysięcy lat. Ale ta w miarę znana historia to już czasy rzymskie, kiedy to osada była najpierw cenionym ośrodkiem letniego wypoczynku dla bogatych mieszkańców starożytnej Werony, a potem ważnym punktem obronnym nad jeziorem.

Z tych czasów ostała się jedna z największych historycznych atrakcji Sirmione, zwana „Grotą Katullusa”. Bardzo zwodniczo, bo ta „grota” to pozostałości ogromnej rzymskiej willi, wybudowanej w I w. Uznawana jest dziś ona za największą odkrytą rzymską willę w północnych Włoszech. Ruiny zostały nazwane imieniem Katullusa, starożytnego rzymskiego poety, żyjącego w I w. w Sirmione i w swoich pieśniach wysławiającego uroki tutejszego życia. Niestety w Sirmione byliśmy w poniedziałek – dzień, w którym większość turystycznych atrakcji bywa zamknięta – tak też było z Grotą Katullusa.

W średniowieczu w Sirmione rządził pochodzący z Werony ród „della Scala”, zwany też Scaligeri. To właśnie oni wybudowali w XIII w. największą turystyczną atrakcję miasta – widowiskowy, otoczony fosą zamek. A w zasadzie ufortyfikowany port – bo taką pełnił rolę. Był miejscem postoju floty pływającej władców, a także pełnił funkcje obronne – przed najeźdźcami z zewnątrz oraz… miejscowymi mieszkańcami, którzy z zasady za swoimi panami nie przepadali.

Sirmione, zabytkowa część miasteczka

Sirmione, zabytkowa część miasteczka

Sirmione, zabytkowa część miasteczka

Sirmione, zabytkowa część miasteczka

Sirmione, zabytkowa część miasteczka

Sirmione, zabytkowa część miasteczka

Do wartych zobaczenia zabytków można też w Sirmione zaliczyć kościoły:

  • Santa Maria Maggiore, kościół parafialny, którego dokładna data budowy nie jest znana – na pewno istniał już w XIV w., a przebudowywany w II połowie XV w. Część zachowanych we wnętrzach fresków pochodzi z początków XVI w. W kolejnym wieku dobudowano przed wejściem niewielką kolumnadę – co ciekawe użyto do tego pozostałości po starożytnych rzymskich budowlach;
  • San Pietro in Mavino, najstarszy w Sirmione, stojący już za starym miastem, niemal na końcu półwyspu, przy drodze do Groty Katullusa. Wybudowany już w VIII w., przebudowany sześć wieków później. Wnętrza zawierają freski, malowane od XII do XVI w. Ładna dzwonnica także ma „swoje lata” – pochodzi z XI w.

To, co do Sirmione przyciąga równie mocno, to ładne plaże. Tuż za zamkiem znajduje się niewielka plaża piaszczysta, ale nie ona nas zachwyciła. Tą była „Jamaica Beach”, położona na samym północnym końcu cypla, za Grotą Katullusa. Nie ma tu piasku, są za to duże płaskie kamienie, na których wygrzewają się plażowicze. Niezwykle fotogeniczne miejsce, z którego rozciąga się piękny widok na ogromne jezioro Garda. Naprawdę warto urządzić sobie dłuższy spacer ze starego miasta na koniec cypla, by spędzić tu choć kilka chwil.

A po drodze na plażę miniecie nieco schowaną za ogrodzeniem i drzewami willę, przy której znajduje się równie niepozorna pamiątkowa tablica. To kolejne miejsce, którym Sirmione się chlubi – willa należała w latach 50-tych XX wieku do Marii Callas, słynnej śpiewaczki operowej, która mieszkała tu wraz ze swoim mężem – zanim jeszcze poznała i związała się z greckim bogaczem Onasisem. Callas przestała mieszkać w Sirmione w 1959 r. – dokładnie wtedy poznała greckiego magnata. On opuścił dla niej swoją żonę – ona dla niego swojego męża.

Sirmione, kościół Santa Maria Maggiore

Sirmione, kościół Santa Maria Maggiore

Sirmione, kościół Santa Maria Maggiore

Sirmione, kościół Santa Maria Maggiore

Sirmione, kościół San Pietro in Mavino

Sirmione, kościół San Pietro in Mavino

Sirmione, kościół San Pietro in Mavino

Sirmione, kościół San Pietro in Mavino

Sirmione, pozostałości po klasztorze San Salvatore z VIII w.

Sirmione, pozostałości po klasztorze San Salvatore z VIII w.

Sirmione, ruiny rzymskiej willi z I w. p.n.e.

Sirmione, ruiny rzymskiej willi z I w. p.n.e.

W Sirmione znajdziecie także inne niewielkie historyczne pozostałości:

  • niewielkie pozostałości kościoła San Salvatore, kiedyś części małego klasztoru pod tym samym wezwaniem, wybudowanego w VIII w. przez żonę ostatniego króla Lombardów. Dziś pozostało z niego niewiele, część artefaktów z tego miejsca znajduje się w muzeum na terenie „Groty Katullusa”;
  • równie niewielkie pozostałości starożytnej rzymskiej willi w historycznym centrum miasta. Willa wybudowana została w I w. p.n.e. i prawdopodobnie była okazałym budynkiem, należącym do bogatego mieszkańca miasta. Zamieszkana była do V w., kiedy to została zniszczona, ale ślady zamieszkania pochodzą także z VI w., już z czasów Lombardów. Odkryto tu m.in. starożytne mozaiki, dziś wystawione w muzeum w „Grocie Katullusa”;
Sirmione, przepiękne widoki na "Jamaica Beach"

Sirmione, przepiękne widoki na „Jamaica Beach”

Sirmione, przepiękne widoki na "Jamaica Beach"

Sirmione, przepiękne widoki na „Jamaica Beach”

Sirmione, plaża przy zamku

Sirmione, plaża przy zamku

Sirmione to wymarzone miejsce na sesję ślubną

Sirmione to wymarzone miejsce na sesję ślubną

Sirmione, ruiny "Groty Katullusa", widziane z plaży "Jamaica Beach"

Sirmione, ruiny „Groty Katullusa”, widziane z plaży „Jamaica Beach”

Sirmione to fajne miejsce na jednodniową wycieczkę, być może połączoną z plażowaniem nad jeziorem Garda. Ale dłuższy pobyt tu, ze względu na turystyczne sezonowe tłumy, chyba byłby zbyt męczący. Tak czy tak, warto tu przyjechać – Garda wszak jest jednym z najpiękniejszych jezior i znana jest ze swoich turystycznych walorów. A Sirmione jest jedną z perełek wybrzeża Gardy. Kolejnym miastem, odwiedzonym przez nas podczas objazdówki po północnych Włoszech, będzie Vicenza.

 

Inne wpisy z: Włochy

Vicenza, plac Piazza dei Signori

Vicenza to włoska perełka architektury późnego renesansu, zwana "miastem Palladio". Nie bez powodu - ten XVI-wieczny architekt odcisnął ogromne piętno na mieście swoimi projektami. Na tyle duże, że jego prace w mieście i okolicach zostały wpisane na listę UNESCO.

Sirmione, przepiękne widoki na "Jamaica Beach"

Niezwykle malownicze włoskie miasteczko, położone na końcu cypla, wbijającego się w wody jeziora Garda na długości 4 km. Potężnie oblężone w sezonie przez turystów - stare miasto jest wręcz zatłoczone. Nie bez powodu - Sirmione jest bowiem atrakcyjnym miejscem do plażowania.

dav

Nieco pomijana przez turystów ze względu na konkurencję ze strony Mediolanu, Werony czy Wenecji. Często traktowana jako tańszy punkt noclegowy w drodze do tych miast. A przecież Brescia ma turystom wiele, wiele do zaoferowania. Warto Brescię zobaczyć!

 

0

Autor:

Kategorie: Rok 2017, Włochy, Włochy 2017

Brixia. Szukamy rzymskich śladów w Brescii

Nieco pomijana przez turystów ze względu na konkurencję ze strony Mediolanu, Werony czy Wenecji. Często traktowana jako tańszy punkt noclegowy w drodze do tych miast. A przecież Brescia ma turystom wiele, wiele do zaoferowania. Warto Brescię zobaczyć!

Włochy 2017 , dzień 4 (poprzedni wpis: Como. Miasto w cieniu pięknego jeziora). Brescia wpadła do naszych planów na północne Włochy niemal w ostatniej chwili – w chwili gdy zorientowaliśmy się, że znajdziemy tu spore antyczne pozostałości po Rzymianach, w dodatku wpisane na listę UNESCO. I choć pierwotnie mieliśmy ją ominąć autostradą, koniec końców nie tylko Brescię postanowiliśmy zwiedzić, ale wyznaczyliśmy tu sobie nocleg – rzeczywiście jest taniej niż w sąsiednich, bardziej obleganych turystycznie miastach.

Brescia ma ponad 3000 lat – prawdopodobnie założycielami osady byli już ok.1200 lat p.n.e. Ligurowie – tak mówi jedna z legend związanych z miastem, wspierana przez część historyków. Nas jednak interesuje historia nieco nowsza – ok.IV w. p.n.e. osiedlił się tu jeden z odłamów Galów, tworząc przy okazji stolicę swojego państewka. Galowie dobrze żyli z Rzymianami, w wyniku czego stopniowo wpływy Rzymu rosły i w III w. p.n.e. Brixia formalnie weszła w skład Cesarstwa Rzymskiego.

Brixia miała pewne swobody w ramach administracji rzymskiej. W I w. n.e. zyskała rangę miasta rzymskiego, a wspominał o niej znany rzymski poeta Katullus (o nim będzie więcej w kolejnym wpisie o Sirmione). Miała już wtedy (za czasów panowania cesarza Tyberiusza) co najmniej 3 świątynie, akwedukt, teatr i forum. Była ważnym ośrodkiem miejskim starożytnego Rzymu. Czasy rzymskie w dzisiejszej Brescii definitywnie kończą się w V w., kiedy to, jak całe niemal północne Włochy, Brixia została najechana przez wodza Hunów – słynnego Atyllę.

Brescia, starożytne Capitolium

Brescia, starożytne Capitolium

Brescia, starożytne Capitolium

Brescia, starożytne Capitolium

Brescia, starożytny teatr

Brescia, starożytny teatr

Brescia, pozostałości rzymskiego forum

Brescia, pozostałości rzymskiego forum

Brescia, fragmenty starożytnej budowli w murach współczesnej kamienicy

Brescia, fragmenty starożytnej budowli w murach współczesnej kamienicy

Rzymskie pozostałości w dzisiejszej Brescii są całkiem spore, a wśród nich znajduje się duży kompleks archeologiczny, wpisany na listę UNESCO:

  • Capitolium, czyli najważniejsza świątynia starozytnej Brixii, wybudowana w I w. n.e., stała dawniej przy rzymskim forum;
  • „Sanktuarium Republikańskie”, najstarsza do dziś odsłonięta część forum. Choć słowo „odsłonięta” nie bardzo tu pasuje, bowiem sanktuarium znajduje się pod Capitolium. To także była świątynia, wybudowana w I w. p.n.e.;
  • rzymski teatr, jeden z największych w północnych Włoszech, mieszczący do 15 tys. widzów, wybudowany w I w. n.e.
  • niewielkie pozostałości kolumnady otaczającej forum znajdują się też przez Capitolium, obok wybudowanego w XVIII w. kościoła San Zeno al Foro. W podziemiach samego kościoła także ponoć można podziwiać pozostałości forum, niestety kościół był zamknięty;
  • Południowy kraniec forum stanowiła okazała bazylika – nazwa myląca, bo nie była to świątynia, a budynek administracji publicznej, w tym siedziba sądu. W XVIII w. część fasady dawnej rzymskiej budowli „wpasowano” w nowo budowane kamienice – ciekawy to obrazek, oglądać nowożytny budynek ze starożytnymi kamiennymi „wstawkami”;

Ale Brescia to nie tylko, a nawet nie przede wszystkim, rzymskie ruiny. Brescia to po prostu fajne stare miasto, a na wyróżnienie na pewno zasługują trzy położone niemal po sąsiedzku miejskie place:

  • Piazza Paolo VI, zwany też Piazza Duomo, czyli Plac Katedralny. Nazwa oficjalna „Plac Pawła VI” nie jest przypadkowa – papież ten urodził się całkiem niedaleko Brescii. Jak łatwo się domyśleć, przy placu tym stoi miejska katedra – ale niespodzianka – w Brescii przy Placu Katedralnym stoją… dwie katedry. Starsza, romańska pochodzi z XI w. i ze względu na swój okrągły kształt nazywana jest Rotundą. Młodszą budowano od XVII w. Obok nich stoi jeszcze tutaj XII-wieczny ratusz z wysoką wieżą, z której dawniej w razie niebezpieczeństwa biły dzwony, by ostrzec mieszkańców miasta. Plac dodatkowo zdobią dwie piękne, zabytkowe fontanny;
Brescia, dwie katedry na Placu Katedralnym

Brescia, dwie katedry na Placu Katedralnym

Brescia, "stara katedra", czyli Rotunda

Brescia, „stara katedra”, czyli Rotunda

Brescia, "stara katedra", czyli Rotunda

Brescia, „stara katedra”, czyli Rotunda

  • Piazza della Loggia, którego budowę rozpoczęto w początkowym okresie panowania Wenecji, stąd też wszystkie budynki otaczające plac wybudowano właśnie w stylu weneckim. Wszystkie pochodzą z XVI w. Ozdobą placu jest piękna wenecka loggia, dziś siedziba rady miejskiej. Drugą zaś – stojąca naprzeciwko wieża zegarowa z pięknym, XVI-wiecznym zegarem astronomicznym;
  • Piazza della Vittoria, czyli Plac Zwycięstwa, wybudowany przez faszystowskie władze Włoch, kosztem wyburzenia dużej części historycznego starego miasta. Na uroczystości otwarcia placu przemawiał w 1932 r. sam Benito Mussolini. na placu odbywają się targi antyków, a pod nim znajduje się duży podziemny parking i stacja metra;

Brescia ma swój niezaprzeczalny urok, a spacer uliczkami starego miasta jest niezwykle przyjemnym doświadczeniem, szczególnie że nawet w sezonie wakacyjnym w Brescii… nie ma turystów. Naprawdę, aż ciężko w to uwierzyć, ale nawet w największych miejskich atrakcjach turystycznych z reguły było pusto.

Brescia, Piazza della Loggia

Brescia, Piazza della Loggia

Brescia, Piazza della Loggia

Brescia, Piazza della Loggia

Brescia, Piazza della Vittoria

Brescia, Piazza della Vittoria

A gdy już się spaceruje uliczkami starej Brescii, to jak w każdym starym włoskim mieście, nie sposób nie zauważyć ogromnej ilości zabytkowych chrześcijańskich kościołów, których nie da się pominąć na liście miejsc wartych zobaczenia. Z tych, które my widzieliśmy, warto wymienić:

  • kościół San Cristo, znajdujący się za rzymskim teatrem, niemal tuż obok kompleksu kościelnego Santa Giulia, wpisanego na listę UNESCO. Stanowił część klasztoru Jezuitów, wybudowanego w XV w. Wnętrze kościoła jest przepięknie wymalowane freskami, bardzo dobrze zachowanymi na dużej części powierzchni. Część z tych fresków pochodzi z okresu budowy świątyni;
  • kościół Santa Maria dei Miracoli o przepięknej zewnętrznej fasadzie i barwnej historii budowy – otóż kiedyś stała tu kamienica, w której wg mieszkańców znajdowało się malowidło, chroniące przed zarazą – a był to koniec XV w., kiedy przez miasto przetaczały się fale śmiertelnych chorób. Kamienicę wykupiono od właścicieli a w jej miejscu wybudowano świątynię, we wnętrzach której dziś znaleźć można freski z XV i XVI w.;
  • kościół San Francesco, wybudowany w połowie XIII w. przez zakon franciszkanów. We wnętrzach znajdują się freski i obrazy z okresu od XVI w.;
  • kościół Santi Faustino e Giovita w północnej części starego miasta, poświęcony dwóm patronom miasta, kiedyś będący częścią klasztoru, wybudowanego w IX w. Budowę samej świątyni ukończono w połowie XII w.
  • kościół San Giuseppe, kiedyś część klasztoru franciszkanów, wybudowanego w połowie XVI w., dziś klasztor jest też siedzibą Muzeum Sztuki Sakralnej;
Brescia, kościół San Cristo

Brescia, kościół San Cristo

Brescia, kościół San Cristo

Brescia, kościół San Cristo

Brescia, kościół San Francesco

Brescia, kościół San Francesco

Brescia, stare miasto

Brescia, stare miasto

Brescia, stare miasto

Brescia, stare miasto

Brescia, Plac Katedralny

Brescia, Plac Katedralny

Brescia, stare miasto

Brescia, stare miasto

Brescia, stare miasto

Brescia, stare miasto

Brescia, niepozorny teatr Teatro Grande, z przepiękną salą teatralną

Brescia, niepozorny teatr Teatro Grande, z przepiękną salą teatralną

Świątyń w starej Brescii jest oczywiście o wiele więcej, jeśli będziecie spacerować tutejszymi uliczkami, na pewno się na nie natkniecie. Do miejsc, które warto w Brescii zobaczyć na koniec dodamy jeszcze jedno – Torre della Pallata, wybudowaną w XIII w. jako część murów obronnych miasta – jedyny element tych murów zachowany do dziś. Podobno do jej budowy używano kamieni pochodzących ze starożytnych rzymskich budowli.

Brescia to jedno z nielicznych włoskich miast, jakie widzieliśmy, w których nie przytłacza na ulicach liczba turystów. Dobrze to dla nas, ale Brescia zasługuje na większą promocję turystyczną. Zdecydowanie warto ją zobaczyć, jeszcze zanim ktoś sobie przypomni i skieruje tu turystyczne masy, przetaczające się w wakacje przez całe Włochy. A w kolejnym wpisie zaprosimy Was nad kolejne piękne włoskie jezioro – jeziora Garda, będziemy zwiedzać klimatyczne Sirmione.

Pełna galeria zdjęć z włoskiej Brescii znajduje się na osobnej stronie naszego bloga.

 

Inne wpisy z: Włochy

Vicenza, plac Piazza dei Signori

Vicenza to włoska perełka architektury późnego renesansu, zwana "miastem Palladio". Nie bez powodu - ten XVI-wieczny architekt odcisnął ogromne piętno na mieście swoimi projektami. Na tyle duże, że jego prace w mieście i okolicach zostały wpisane na listę UNESCO.

Sirmione, przepiękne widoki na "Jamaica Beach"

Niezwykle malownicze włoskie miasteczko, położone na końcu cypla, wbijającego się w wody jeziora Garda na długości 4 km. Potężnie oblężone w sezonie przez turystów - stare miasto jest wręcz zatłoczone. Nie bez powodu - Sirmione jest bowiem atrakcyjnym miejscem do plażowania.

dav

Nieco pomijana przez turystów ze względu na konkurencję ze strony Mediolanu, Werony czy Wenecji. Często traktowana jako tańszy punkt noclegowy w drodze do tych miast. A przecież Brescia ma turystom wiele, wiele do zaoferowania. Warto Brescię zobaczyć!

 

0

Autor:

Kategorie: Rok 2017, Włochy, Włochy 2017

Como. Miasto w cieniu pięknego jeziora

Como, położone przy południowym brzegu jeziora o tej samej nazwie, stoi nieco w jego cieniu. Cieniu cudownego miejsca do wypoczynku i wakacyjnego relaksu. A miasto Como warto zobaczyć, może nie dla fascynujących zabytków – a bardziej dla poczucia wielkiej historii, której było ono świadkiem.

Włochy 2017, dzień 3 (poprzedni wpis: Dookoła włoskiego jeziora Como). Kończąc objazd zachodniego wybrzeża jeziora Como, złamaliśmy nieco swoje plany. Mieliśmy jechać prosto do naszego punktu noclegowego, do Brescii – ale jezioro Como tak nam się spodobało, że nie mogliśmy sobie na koniec spotkania z nim kolejnego postoju – tym razem w jednym z większych miast, położonych nad tym jeziorem. I tak wylądowaliśmy w centrum Como.

Historia tego miasta zaczyna się mniej więcej ok.V w. p.n.e., kiedy to osadę założyli na pobliskich wzgórzach Celtowie. W lasach otaczających dzisiejsze Como ponoć nadal znajdują się pozostałości ich fortyfikacji. Tuż przed początkiem naszej ery osada dostała się w strefę wpływów starożytnego Rzymu, a niedługo później Comum (taką wtedy nazwę miasto nosiło) zostało przeniesione ze wzgórz nad sam brzeg jeziora, stając się ważną rzymską fortyfikacją obronną.

W tym okresie miasto „wydało” jednych z najsłynniejszych w swej historii obywateli. W I w. n.e. w Comum urodzili się obaj słynni Pliniusze – Pliniusz Starszy i Pliniusz Młodszy. Rzymian wypędzili stąd Hunowie w VI w., ale kolejne ważne dla miasta wydarzenia zanotowano w XII w., kiedy to po ciężkiej wojnie z Mediolanem, miasto mocno straciło na znaczeniu. Dość szybko jednak zrewanżowało się przy pomocy niemieckiego cesarza Fryderyka Barbarossy, który dodatkowo „obudował” wzgórza nad miastem nowymi formacjami obronnymi, z których część stoi do dziś.

Como, nad brzegiem jeziora

Como, nad brzegiem jeziora

Como, nad brzegiem jeziora

Como, nad brzegiem jeziora

Como, centrum miasta

Como, centrum miasta

Como, plac katedralny

Como, plac katedralny

W XVII w. w Como urodziła się kolejna ważna historyczna postać – późniejszy papież Innocenty XI. Pośrednio związany z naszą polską historią – bardzo silnie wspierał on bowiem (także finansowo) obronę Europy przed najazdem tureckim. Innocenty XI był też „sponsorem” obrony Wiednia w 1683 r. – czyli słynnej odsieczy wiedeńskiej Jana III Sobieskiego. Po śmierci pochowano go w Bazylice w Watykanie, gdzie jego sarkofag znajdował się przez długie wieki – dopiero kilka lat temu przeniesiono go do innej kaplicy w bazylice – dziś w tym miejscu znajduje się sarkofag Jana Pawła II.

W połowie XVIII w. w Como urodził się naukowiec, którego nazwisko znamy wszyscy i dość często je wymawiamy, nie mając tego świadomości. Naukowcem tym był Alessandro Volta – odkrywca metanu, twórca kondensatora i badacz zjawisk, związanych z elektrycznością. Jednostka napięcia elektrycznego – wolt (V) – została nazwana właśnie na jego cześć. Volta był też twórcą pierwszego na świecie akumulatora. Został pochowany bardzo niedaleko Como, w miejscowości nazywającej się dziś Camnago Volta. Na jego cześć w Como wybudowano mauzoleum nad samym brzegiem jeziora – Tempio Voltiano.

Z kolei w XIX w. w Como urodziła się druga córka słynnego węgierskiego kompozytora – Ferenca Liszta. Kompozytor w Como nie mieszkał – po prostu tu wypadł czas porodu jego ciężarnej żony w czasie tournee koncertowego. Cosima, bo tak córce dał na imię Liszt, nie wyszła do końca życia z kręgu muzyki – wyszła później za mąż za kolejnego słynnego kompozytora – Ryszarda Wagnera.

Co warto zobaczyć w Como ? Zainteresowanych życiem Alessandro Volty z pewnością zafascynują miejsca z nim związane. A że Volta spędził tu dużą część swojego życia, to jest ich sporo – dom rodzinny, kościół w którym był chrzczony, liceum do którego uczęszczał… I jeszcze kilka innych, z grobowcem za miastem i mauzoleum nad jeziorem włącznie.

Como, katedra Wniebowzięcia NMP

Como, katedra Wniebowzięcia NMP

Como, katedra Wniebowzięcia NMP

Como, katedra Wniebowzięcia NMP

Como, katedra Wniebowzięcia NMP

Como, katedra Wniebowzięcia NMP

Como, katedra Wniebowzięcia NMP

Como, katedra Wniebowzięcia NMP

Najważniejszym zabytkiem w centrum Como jest oczywiście ogromna katedra Wniebowzięcia NMP. Nieco wzorowana na wybudowanej troszkę wcześniej katedrze w Mediolanie, jej budowa rozpoczęła się w ostatnich latach XIV w. We wnętrzach znajdują się obrazy, gobeliny i inne dzieła sztuki sakralnej z XIV, XV i XVI w. Wnętrza katedry w Como robią duże wrażenie swoją rozległością – katedra ma prawie 90 m długości, a szerokość (w najszerszym miejscu) przekracza 50 m.

Do innych wartych uwagi zabytków w Como zaliczyć można:

  • wieżę obronną Porta Torre, wybudowaną w XII w. za zgodą cesarza Fryderyka Brabarossy, który pomagał wtedy miastu w wojnach z Mediolanem. Wieża broniła wtedy głównego wjazdu do miasta;
  • bazylikę San Fedele, wybudowaną w miejscu, gdzie wcześniej znajdował się starszy (z VII w.) kościół. Bazylika  wybudowana została w 1120 r.;
  • kościół San Donnino z początków XVII w., może niezbyt okazały, ale za to silnie związany z życiem Alessandro Volty – tu przyszły odkrywca był chrzczony, to uczęszczał na pierwsze lekcje religii (do końca życia był niezwykle religijnym człowiekiem);
  • kościół Santa Maria di Loreto, stojący nieco na uboczu starego miasta, pochodzący z połowy XVIII w.
Como, bazylika San Fedele

Como, bazylika San Fedele

Como, kościół San Donnino

Como, kościół San Donnino

Como, kościół Santa Maria di Loreto

Como, kościół Santa Maria di Loreto

Como, Porta Torre, XII-wieczna wieża obronna

Como, Porta Torre, XII-wieczna wieża obronna

Como, centrum miasta

Como, centrum miasta

Como, centrum miasta

Como, centrum miasta

Po Como warto się przespacerować, szczególnie na deptakach nad brzegiem jeziora, z pięknymi widokami na nie. Wart uwagi jest też oczywiście plac obok katedry, gdzie tętni w kafejkach i restauracjach życie towarzyskie mieszkańców i turystów. Como nie jest skarbnicą widowiskowych zabytków (poza katedrą), ale jest bardzo klimatycznym, bardzo związanym ze swoją historią (którą chwali się jak może) miastem. Kilka godzin tu spędzonych na pewno nie było dla nas godzinami straconymi.

Pełna galeria zdjęć z włoskiego miasta Como znajduje się na osobnej stronie naszego bloga. A w kolejnym artykule pokażemy Wam kolejne włoskie miasto, odwiedzone przez nas podczas tej włoskiej objazdówki. Tym razem będzie to nieco pomijana przez turystów Brescia.

 

Inne wpisy z: Włochy

Vicenza, plac Piazza dei Signori

Vicenza to włoska perełka architektury późnego renesansu, zwana "miastem Palladio". Nie bez powodu - ten XVI-wieczny architekt odcisnął ogromne piętno na mieście swoimi projektami. Na tyle duże, że jego prace w mieście i okolicach zostały wpisane na listę UNESCO.

Sirmione, przepiękne widoki na "Jamaica Beach"

Niezwykle malownicze włoskie miasteczko, położone na końcu cypla, wbijającego się w wody jeziora Garda na długości 4 km. Potężnie oblężone w sezonie przez turystów - stare miasto jest wręcz zatłoczone. Nie bez powodu - Sirmione jest bowiem atrakcyjnym miejscem do plażowania.

dav

Nieco pomijana przez turystów ze względu na konkurencję ze strony Mediolanu, Werony czy Wenecji. Często traktowana jako tańszy punkt noclegowy w drodze do tych miast. A przecież Brescia ma turystom wiele, wiele do zaoferowania. Warto Brescię zobaczyć!

 

0

Autor:

Kategorie: Rok 2017, Włochy, Włochy 2017

Dookoła włoskiego jeziora Como

Pięknie otoczone wysokimi górami, ze spokojną, czystą taflą wody. Otoczone malowniczymi, kolorowymi miasteczkami. Doceniane przez celebrytów, miejsce kręcenia kilku znanych produkcji filmowych. Cudowne miejsce do wypoczynku – przedstawiamy włoskie jezioro Como.

Włochy 2017, dzień 3 (poprzedni wpis: Droga na przełęcz Passo dello Stelvio. Lipcowe zabawy w śniegu). Po „zimowej” przygodzie z alpejską przełęczą Passo dello Stelvio, nasze włoskie wakacje wkroczyły w bardziej naturalny, czyli upalny etap – wszak lipiec we Włoszech kojarzy się z upałami :) Zjechaliśmy z Alp prosto do kolejnej atrakcji, którą od dawna chcieliśmy zobaczyć.

Jezioro Como jest, obok niedaleko położonego jeziora Garda, chyba najbardziej znanym turystycznie jeziorem we Włoszech. Jego zawiła i skomplikowana linia brzegowa jest najdłuższą we Włoszech. Jezioro to jest też najgłębszym włoskim, i w ogóle alpejskim jeziorem. Ale przede wszystkim jest jezioro Como niezwykle obleganym w sezonie regionem turystycznym.

I nie ma się co dziwić – kolorowe, zabytkowe miasteczka, którymi upstrzone są brzegi jeziora, wypełnione są hotelami, pensjonatami i kempingami oraz pozostałą infrastrukturą turystyczną. Jezioro Como to wymarzona miejscówka na leniwe spędzenie wakacyjnego urlopu. Przepiękne widoki, spokojna i czysta woda o temperaturze pozwalającej na kąpiel (aczkolwiek gorącej wody raczej byśmy się tu nie spodziewali) i klimat pozwalający na opalanie – czego chcieć więcej.

Jezioro Como

Jezioro Como

Jezioro Como

Jezioro Como

Jezioro Como

Jezioro Como

Jezioro Como

Jezioro Como

Dla miłośników bardziej aktywnego wypoczynku znajdą się łódki i deski, dla „leniwców” – miejsce do położenia ręcznika czy leżaka. Można przepłynąć promem na drugą stronę jeziora lub do znajdującego się na południowym cyplu, niezwykle widowiskowo położonego miasteczka Bellagio. Dla szukających historii znajdzie się w każdym miasteczku kilka zabytków. A dla miłośników wieści o celebrytach i dla tych szukających miejsc znanych z filmów – np. miejscówka, w której kręcono Gwiezdne Wojny. Jak jeziora Como nie polubić ? :)

Nad jeziorem Como spędziliśmy cały dzień, objeżdżając samochodem jego zachodnią linię brzegową, od północnego do południowego jej krańca. Przepiękna, upalna lipcowa pogoda była świetną odmianą po dniu na zaśnieżonej przełęczy Passo dello Stelvio. Nasze zauroczenie jeziorem Como z pewnością oddadzą piękne widoki na zdjęciach. Ale nie bylibyśmy tamBylskimi, gdybyśmy nie spróbowali zobaczyć czegoś więcej niż widoki i pejzaże. Zanurzyliśmy się więc w kilka klimatycznych miasteczek nad jeziorem i kilka z nich możemy Wam polecić.

Domaso

Położone na północno-zachodnim krańcu jeziora Como, Domaso jest miniaturowym miasteczkiem (ok.1,5 tys. mieszkańców), znanym głównie z pocztówkowego widoku na kolorowe kamienice, ustawione rzędem nad brzegiem jeziora. Domaso istniało już w czasach historycznych – przebiegała przez niego antyczna Via Regina, droga prowadząca z miasta Como i oplatająca całe zachodnie wybrzeże jeziora. Miasteczko słynie z wyrabianego tu od starożytności białego wina Domaso – dziś bardzo rzadkiego, produkowanego zaledwie w kilku tysiącach butelek rocznie.

Domaso nad jeziorem Como

Domaso nad jeziorem Como

Domaso nad jeziorem Como

Domaso nad jeziorem Como

Zabytki Domaso ma dwa – oba to świątynie. Pierwszy to kościół św.Bartłomieja, schowany nieco w głębi lądu. Na pewno istniał już w połowie XIII w., ale historycy podejrzewają, że świątynie w tym miejscu stały znacznie wcześniej. Obecna bryła kościoła pochodzi z XVIII w., ale we wnętrzach znajdują się sakralne dzieła sztuki już z XVI i XVII w.

Drugim wartym uwagi – i zwracającym uwagę dzięki widocznej z daleka kamiennej dzwonnicy – kościołem jest mocno zrujnowana świątynia św.Jana Chrzciciela (San Giovanni Battista). Wybudowana w XV w. na miejscu wcześniej znajdującej się tu (od XII w.) kaplicy, wchodzącej w skład kompleksu klasztornego Kapucynów. Kościół został opuszczony w XVII w., gdy wybudowano nowy, większy. W początkach XIX w. uzywano go jako pomieszczenie koszar, a potem został sprzedany w ręce prywatne. Pozostałe budynki klasztorne stopniowo wyburzano, by zrobić miejsce dla prywatnych domów. Dziś kościół stoi opuszczony, częściowo spełniając funkcje mieszkalne.

Gravedona

Gravedona to kolejne małe miasteczko nad jeziorem Como, zamieszkane prawdopodobnie już przez Celtów. Na pewno przechodziła tędy wspomniana już Via Regina z Mediolanu w czasach rzymskich. Chrześcijaństwo zadomowiło się tu wcześnie, bo już w IV w. istniały lokalne społeczności religijne. W tutejszych kościołach, budowanych na miejscach dawnych wczesnochrześcijańskich świątyń, do dziś zachowały się pozostałości z V w.

Kościół Santa Maria del Tiglio, Gravedona nad jeziorem Como

Kościół Santa Maria del Tiglio, Gravedona nad jeziorem Como

Kościół Santa Maria del Tiglio, Gravedona nad jeziorem Como

Kościół Santa Maria del Tiglio, Gravedona nad jeziorem Como

Kościół św.Wincentego, Gravedona nad jeziorem Como

Kościół św.Wincentego, Gravedona nad jeziorem Como

Legenda mówi o splądrowanych przez miejscowych rybaków statkach cesarza Fryderyka Barbarossy, uciekającego w XII w. po przegranych bitwach z Mediolanem. Podobno ukradziono mu wtedy nawet koronę, czego nigdy miejscowym nie wybaczył.

W Gravedonie zatrzymaliśmy się z powodu widowiskowo wybudowanego nad brzegiem jeziora romańskiego kościoła Santa Maria del Tiglio. Stoi prawdopodobnie w miejscu dawnej rzymskiej świątyni pogańskiej, na której potem budowano kolejno świątynie chrześcijańskie. We wnętrzu zachował się fragment mozaiki podłogowej, pochodzący z V w. Z kolei z IX w. pochodzą zapisy w dokumentach historycznych, mówiące o wspaniałych freskach w znajdującej się tu wtedy świątyni. Obecna bryła kościoła pochodzi z XII w. Nieliczne pozostałości fresków na ścianach to XIV i XV w.

Niemal „po sąsiedzku” stoi w Gravedonie kolejny kościół, wyglądający dużo mniej atrakcyjnie i o wiele bardziej współcześnie – kościół św.Wincentego. Niespodzianka – jest on o wiele starszy od tego widzianego przed chwilą, wybudowano go w początkach XI w., a pod nim znajduje się kolejna starożytna pamiątka – krypta grobowa z dwoma inskrypcjami, pochodzącymi z początków VI w.

Jezioro Como

Jezioro Como

Mamy jeszcze jedną ciekawostkę – nie o samej Gravedonie, a o położonej po sąsiedzku wsi Dongo. Bo warto wiedzieć, że brzegi jeziora Como były świadkami ostatnich chwil włoskiego faszystowskiego dyktatora, Benito Mussoliniego. Pociąg z uciekającymi z Włoch faszystami, wśród których był właśnie Mussolini, został przejęty przez partyzantów właśnie w Dongo – to tutaj rozpoznano go w niemieckim mundurze żołnierskim. Był 27 kwietnia 1945 r. – Mussoliniego przewieziono nieco na południe, do położonej też nad Como miejscowości Mezzagra, a dzień później wykonano na nim wyrok śmierci w przysiółku Giulino pod Mezzagrą.

Cadenabbia

Mała wioseczka nad jeziorem, w której zatrzymaliśmy się ze względu na piękny widok na leżące naprzeciw Bellagio – jedną z najbardziej obleganych miejscowości nad jeziorem Como. Do Bellagio można z Cadenabbi popłynąć promem. Tuż przy przystani promowej stoi anglikański kościół z końca XIX w. – Cadenabbia bowiem od XIX w. była ulubionym miejscem turystów angielskich, z których wielu postanowiło się tu osiedlić. Do dziś istnieje tu silna społeczność angielska, a sam kościół należy do diecezji… Gibraltaru, czyli angielskiego terytorium na Półwyspie Iberyjskim.

Cadenabbia, widok na Bellagio, jedną z największych atrakcji turystycznych nad jeziorem Como

Cadenabbia, widok na Bellagio, jedną z największych atrakcji turystycznych nad jeziorem Como

Cadenabbia, prom z Bellagio

Cadenabbia, prom z Bellagio

Argegno

Tu też w historii jest Rzym i Via Regina, ale nie zatrzymaliśmy się tu dla historii. To miasteczko jest po prostu piękne. Pięknie położone nad brzegiem jeziora Como i rozwinięte w górę, na spadające do jeziora zbocze wzgórza. Po Argegno warto po prostu się przespacerować, jest niezwykle fotogeniczne. A jeśli szukacie tu historii, to znajdziecie m.in. XVII-wieczny kościół św.Anny i jeszcze starszy, średniowieczny łukowy most, pozostałość po dawnych umocnieniach warownych miasteczka.

Argegno nad jeziorem Como

Argegno nad jeziorem Como

Argegno nad jeziorem Como

Argegno nad jeziorem Como

Argegno nad jeziorem Como

Argegno nad jeziorem Como

Argegno nad jeziorem Como, kościół św.Anny

Argegno nad jeziorem Como, kościół św.Anny

Argegno nad jeziorem Como, średniowieczny most łukowy

Argegno nad jeziorem Como, średniowieczny most łukowy

Argegno nad jeziorem Como

Argegno nad jeziorem Como

Bezsprzecznie zostaliśmy wielbicielami jeziora Como. Kochamy takie miejsca – spokojna tafla wody, otoczona wysokimi górami i mgiełką mrocznej, dawnej historii. Cudowne miejsce na dłuższy letni wypoczynek – moglibyśmy Como postawić w jednym rzędzie np. z jeziorem Bled w Słowenii.

Tak nas zauroczyło, że zmieniliśmy nieco swoje pierwotne plany i zdecydowaliśmy się na zobaczenie jeszcze jednego miejsca nad jeziorem – miasta Como, położonego na jego południowym krańcu. Miasta, z którym również związana jest historia i znane wszystkim historyczne postacie. Właśnie miasto Como będzie bohaterem naszego kolejnego blogowego wpisu.

 

Pozostałe wpisy z: Włochy

Vicenza, plac Piazza dei Signori

Vicenza to włoska perełka architektury późnego renesansu, zwana "miastem Palladio". Nie bez powodu - ten XVI-wieczny architekt odcisnął ogromne piętno na mieście swoimi projektami. Na tyle duże, że jego prace w mieście i okolicach zostały wpisane na listę UNESCO.

Sirmione, przepiękne widoki na "Jamaica Beach"

Niezwykle malownicze włoskie miasteczko, położone na końcu cypla, wbijającego się w wody jeziora Garda na długości 4 km. Potężnie oblężone w sezonie przez turystów - stare miasto jest wręcz zatłoczone. Nie bez powodu - Sirmione jest bowiem atrakcyjnym miejscem do plażowania.

dav

Nieco pomijana przez turystów ze względu na konkurencję ze strony Mediolanu, Werony czy Wenecji. Często traktowana jako tańszy punkt noclegowy w drodze do tych miast. A przecież Brescia ma turystom wiele, wiele do zaoferowania. Warto Brescię zobaczyć!

 

0

Autor:

Kategorie: Rok 2017, Włochy, Włochy 2017

Droga na przełęcz Passo dello Stelvio. Lipcowe zabawy w śniegu.

Przejazd wyjątkowo krętą i stromą drogą, drugą co do wysokości w Alpach ? Możliwość zabawy w głębokim śniegu w początkach lipca ? Nocleg w temperaturze graniczącej z zerem ? Droga na przełęcz Passo dello Stelvio we włoskich Alpach spełnia wszystkie te warunki :)

Włochy 2017, dzień 2 (Poprzedni wpis: Urokliwe bawarskie Garmisch-Partenkirchen). Górskie drogi widokowe to jeden z najbardziej ulubionych elementów naszych wakacyjnych eskapad. Uwielbiamy kręte, wąskie drogi z niezliczonymi ostrymi zakrętami, stromo wspinające się pomiędzy urokliwymi, stromymi górskimi szczytami. Widoki na takich trasach zawsze nas ekscytują. Nieraz zdarzało nam się już nawet nadkładać drogi, by przejechać którąś ze znanych górskich tras.

Przejechaliśmy już m.in. austriacką Hochalpenstrasse, rumuńskie Transalpinę i drogę Transfogaraską, albańską przełęcz Llogara, najwyższą alpejską drogę – francuską Col de l’Iseran czy wreszcie krętą drogę zjazdową do czarnogórskiego Kotoru. Można by wręcz powiedzieć, że trasy widokowe kolekcjonujemy jak znaczki :)

Tym razem przy okazji wakacyjnego wyjazdu do Włoch nadarzyła się okazja przejechać kolejną, zaliczaną do najpiękniejszych i najbardziej wymagających dla kierowców tras – drogę prowadzącą na Passo dello Stelvio we włoskich Alpach. Przełęcz Passo dello Stelvio położona jest na wysokości 2760 m n.p.m., a droga prowadząca na nią jest drugą co do wysokości przejezdną drogą w Alpach – po wspomnianej już francuskiej Col de l’Iseran.

XIV-wieczna wieża kościelna zatopiona w jeziorze Lago di Resia

XIV-wieczna wieża kościelna zatopiona w jeziorze Lago di Resia

Wjeżdżamy na przełęcz Passo dello Stelvio

Wjeżdżamy na przełęcz Passo dello Stelvio

Wjeżdżamy na przełęcz Passo dello Stelvio

Wjeżdżamy na przełęcz Passo dello Stelvio

Droga z Polski wiedzie przez Austrię, kierując się ku Włochom wzdłuż granicy ze Szwajcarią. Po drodze sporą atrakcją jest jezioro Lago di Resia, nad którym znajduje się mała wioska Curon Venosta (niem.: Graun im Vingschau). W wodach jeziora niedaleko brzegu stoi tu XIV-wieczna wieża kościelna – jedyna pozostałość po znajdujących się tu kiedyś zabudowaniach mieszkalnych.

W 1920 r. Włosi wpadli bowiem na pomysł zbudowania w pobliżu zapory wodnej, która miałaby podnieść poziom jeziora o 5m. Niestety – nadeszła era nazizmu i plany zostały w 1939 r. zmodyfikowane – podniesienie tafli wody zaplanowano na 22m. Projekt zaczęto wdrażać, poczynając od ludzkiej tragedii – wszystkich mieszkańców okolicznych wiosek siłą wysiedlono, nie dając im niczego w zamian za utracony dobytek. II wojna światowa wprawdzie wstrzymała prace, ale wznowiono je zaraz po niej.

W 1950 r. wszystkie budynki mieszkalne zrównano z ziemią. Zaraz potem całą dolinę zalała woda – uparcie do dziś stoi wspomniana wieża kościelna, dziś duża przydrożna atrakcja turystyczna. Wszystko to odbyło się ogromnym kosztem ludzkim: kilkaset zburzonych domostw, 70% mieszkańców zmuszonych do emigracji i przesiedlenia, 70% straconych zwierząt domowych i gospodarskich… Smutna historia.

Widok z przełęczy Passo dello Stelvio

Widok z przełęczy Passo dello Stelvio

Przełęcz Passo dello Stelvio

Przełęcz Passo dello Stelvio

Przełęcz Passo dello Stelvio

Przełęcz Passo dello Stelvio

Przełęcz Passo dello Stelvio

Przełęcz Passo dello Stelvio

Przełęcz Passo dello Stelvio

Przełęcz Passo dello Stelvio

Śnieg w lipcu ? Na Passo dello Stelvio jest :)

Śnieg w lipcu ? Na Passo dello Stelvio jest :)

Śnieg w lipcu ? Na Passo dello Stelvio jest :)

Śnieg w lipcu ? Na Passo dello Stelvio jest :)

Wracamy do trasy na Passo dello Stelvio. Pierwotnie wybudowano ją jeszcze w czasach austro-węgierskich, by połączyć ówczesną Lombardię z resztą tego kraju. Od tego czasu, poza odnawianiem samej nawierzchni, przebieg trasy niewiele się zmienił. Jest jedną z najbardziej stromych z tych, którymi już jechaliśmy – jadąc od strony Polski (od północy) wspinaczka ma długość 24 km, a w jej trakcie wjeżdżamy o niemal 2000 m wyżej. Jazdy nie ułatwiają niezliczone zakręty, a szczególnie ich ostatnie 48 sztuk pod samym szczytem – tu już jest bardzo stromo i dodatkowo – bardzo wąsko. Do tego stopnia że zjeżdżające w dół kampery nie potrafiły zakręcić „na raz” takich zakrętów.

Szybko więc jechać się nie da – i bardzo dobrze – bo przydrożne widoki zapierają dech w piersiach. Właśnie dla nich warto trasy widokowe pokonywać. Nie żeby je przejechać – a żeby się napatrzeć. Przystanki w każdym możliwym miejscu (dużo ich nie ma) i podziwianie alpejskich widoków, ośnieżonych w lipcu szczytów i chmur, w których momentami one toną. Naprawdę warto.

Passo dello Stelvio pewnie znają miłośnicy kolarstwa – często na szczycie przełęczy metę mają etapy słynnego kolarskiego wyścigu Giro d’Italia – aż się wierzyć nie chce, że wjeżdżają tu kolarze, i to nie rekreacyjnie, a ścigając się ze sobą. To musi być naprawdę zabójcze przeżycie. Rowerzyści nie są tu zresztą rzadkością, tak samo jak motocykliści – jak na każdej trasie widokowej, tak i tu jest ich sporo.

Passo dello Stelvio, kolejka linowa dla narciarzy

Passo dello Stelvio, kolejka linowa dla narciarzy

Passo dello Stelvio, kolejka linowa dla narciarzy

Passo dello Stelvio, kolejka linowa dla narciarzy

Zjeżdżamy z Passo dello Stelvio (w stronę południową)

Zjeżdżamy z Passo dello Stelvio (w stronę południową)

Zjeżdżamy z Passo dello Stelvio (w stronę południową)

Zjeżdżamy z Passo dello Stelvio (w stronę południową)

My nie tylko na przełęcz Passo dello Stelvio wjechaliśmy. Zaplanowaliśmy sobie tutaj… nocleg. Tak – Passo dello Stelvio na szczycie to same hotele i sklepiki dla turystów. I nie – nie spaliśmy w żadnym z nich. Jechaliśmy do Włoch we dwójkę, bez dzieci, samochód mamy na tyle przemyślany przy zakupie, że umożliwia nam wygodne spanie we dwójkę w swoim wnętrzu. Nocleg więc był samochodowy – najwyższy u nas jak do tej pory :)

Wiedzieliśmy, że temperatura na szczycie nawet w lipcu to wartości w okolicach zera, a może nawet niżej w nocy, więc byliśmy odpowiednio przygotowani na tak zimne powitanie z wakacjami we Włoszech. Ale zaskoczyło nas co innego – potworna ilość śniegu, leżącego na zboczach przełęczy. Tam autentycznie nawet w lipcu można odbyć wojnę na śnieżki czy po prostu wskoczyć w śnieżną zaspę. Zwały śniegu na zboczach były wyższe od nas :) Nie, nie były to zaspy zrobione przez spychacze czy odśnieżarki – po prostu naturalnie leży tam na ziemi tyle śniegu nawet w trakcie wakacji.

Zresztą – Passo dello Stelvio w lipcu było pełne… narciarzy. Stąd bowiem startuje kolej linowa, wywożąca miłośników białego szaleństwa w wyższe partie gór, gdzie bez problemu w lipcu można nart używać. Kolejka pracuje od godz.7:00 i już pół godziny wcześniej stała przy niej kolejka chętnych, w tym co najmniej kilka narciarskich reprezentacji (na pewno widzieliśmy sportowców szwedzkich i… tureckich).

Świstaki przy drodze na Passo dello Stelvio

Świstaki przy drodze na Passo dello Stelvio

Świstaki przy drodze na Passo dello Stelvio

Świstaki przy drodze na Passo dello Stelvio

Świstaki przy drodze na Passo dello Stelvio

Świstaki przy drodze na Passo dello Stelvio

Świstaki przy drodze na Passo dello Stelvio

Świstaki przy drodze na Passo dello Stelvio

Zjeżdżamy z Passo dello Stelvio (w stronę południową)

Zjeżdżamy z Passo dello Stelvio (w stronę południową)

Rowerzyści w drodze na Passo dello Stelvio

Rowerzyści w drodze na Passo dello Stelvio

Jest jeszcze jedna atrakcja drogi na Passo dello Stelvio. Typowo alpejska atrakcja – świstaki. Jest ich tu po prostu mnóstwo. I chyba ze względu na duże ilości turystów, przejeżdżających tędy w sezonie (droga jest otwarta wyłącznie od maja do listopada, a i to zależnie od warunków atmosferycznych), niemal zupełnie nie boją się ludzi i samochodów. Spokojnie można się zatrzymać przy stojącym przy drodze świstaku i fotografować te zwierzęta z odległości dosłownie kilku metrów. Czasami mieliśmy wrażenie, że wręcz pozują nam do zdjęć :)

Przywitanie z Włochami mieliśmy dość mroźne, ale i pełne widowiskowych górskich atrakcji. Było to jedyne nasze (w trakcie tego wyjazdu) spotkanie z górami – po przejechaniu Passo dello Stelvio zjechaliśmy z Alp. Po krótkim przystanku w słynnym kurorcie Bormio na poranną kawę, pojechaliśmy w stronę znacznie cieplejszej, ale nie mniej pięknej atrakcji. Będziemy objeżdżać jezioro Como. Pokażemy je Wam w następnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z trasy widokowej na Passo dello Stelvio znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Włochy

Vicenza, plac Piazza dei Signori

Vicenza to włoska perełka architektury późnego renesansu, zwana "miastem Palladio". Nie bez powodu - ten XVI-wieczny architekt odcisnął ogromne piętno na mieście swoimi projektami. Na tyle duże, że jego prace w mieście i okolicach zostały wpisane na listę UNESCO.

Sirmione, przepiękne widoki na "Jamaica Beach"

Niezwykle malownicze włoskie miasteczko, położone na końcu cypla, wbijającego się w wody jeziora Garda na długości 4 km. Potężnie oblężone w sezonie przez turystów - stare miasto jest wręcz zatłoczone. Nie bez powodu - Sirmione jest bowiem atrakcyjnym miejscem do plażowania.

dav

Nieco pomijana przez turystów ze względu na konkurencję ze strony Mediolanu, Werony czy Wenecji. Często traktowana jako tańszy punkt noclegowy w drodze do tych miast. A przecież Brescia ma turystom wiele, wiele do zaoferowania. Warto Brescię zobaczyć!

 

0

Autor:

Kategorie: Rok 2017, Włochy, Włochy 2017

Werona. W mieście Romea i Julii

Werona to jedno z tych szczęśliwych miast, wspieranych przez wielkie dzieła znanych artystów, które już chyba na zawsze zapewnią im stały napływ turystów. Bo kto o Weronie nie słyszał ? Chyba tylko Ci, co chorowali, gdy w szkole przerabiano „Romea i Julię” :)

Tour de Europe 2011, dzień 2 (poprzedni wpis: Wiedeń nocą). Drugi dzień naszego wyjazdu do Hiszpanii spędziliśmy na dojeździe z Wiednia i zwiedzaniu włoskiej Werony. Werony, która jak ogromna ilość innych włoskich miast, wprost ocieka historią, i tą nowszą, i tą starożytną.

Historia Werony tonie w mrokach dziejów i nie jest do dziś wyjaśniona. Nie wiadomo dokładnie, kiedy miasto powstało i kto je założył – krąży na ten temat kilka równolegle żyjących teorii. Na pewno zaś miasto dostało się pod panowanie rzymskie w 89 r. p.n.e. Miasto zajmowało ważną pozycję na mapie starożytnego Rzymu, będąc intensywnie rozbudowywanym, często też gościli tu rzymscy cesarze.

Dość szybko pojawiło się w mieście chrześcijaństwo, dziś zresztą patronem miasta jest św.Zenon, jeden z pierwszych chrześcijańskich biskupów miasta, żyjący w IV w. Gdy Rzym chylił się ku upadkowi, dla Werony rozpoczęły się czasy częstych zmian przynależności miasta. W średniowieczu rozpoczęła się era niezależnych miast, łączących się w sojusze przeciwko innymi. Werona odgrywała tu ważną rolę, rosnąc w potęgę, czym naraziła się w końcu „wielkim” – Wenecji czy Florencji.

Werona, brama miejska Bra (ok. XIV w.)

Werona, brama miejska Bra (ok. XIV w.)

Werona, rzymski amfiteatr z I w.

Werona, rzymski amfiteatr z I w.

Werona, plac Piazza delle Erbe, Lew Wenecki stojący przed Palazzo Maffei

Werona, plac Piazza delle Erbe, Lew Wenecki stojący przed Palazzo Maffei

Werona, rzymska brama miejska Porta Borsari z I w.

Werona, rzymska brama miejska Porta Borsari z I w.

W XV w. Werona już podlegała Wenecji, ale nie na długo. Weszła później w skład cesarstwa niemieckiego, Francji, a w końcu Austrii. Dopiero w XIX w. miasto weszło w skład Włoch. Przez te wszystkie wieki dodatkowo ludność i zabudowania miasta były często trzebione przez liczne epidemie i powodzie, które czasowo zatrzymywały jego rozwój.

Werona, Casa di Giulietta i słynny balkon Julii

Werona, Casa di Giulietta i słynny balkon Julii

Miasto w swej historii było często miejscem ulubionym przez artystów. Oczywiście wszyscy kojarzą Weronę z dziełem „Romeo i Julia” Shakespeare’a, aczkolwiek z tego co nam wiadomo, wielki poeta nigdy w Weronie (ani nawet we Włoszech) nie był osobiście. Dwa rody rodzinne Romea i Julii rzeczywiście w Weronie mieszkały, choć nie ma dowodów na istnienie historii miłosnej, opisanej przez Shakespeare’a.

Werona, wejście do Casa di Giulietta

Werona, wejście do Casa di Giulietta

Stoją wszak w Weronie domy Romea i Julii – faktycznie domy, w których mieszkały rody Montecchi i Capuleti, w miejscowym klasztorze znajduje się także grobowiec, w którym wg legendy spoczywa ciało Julii. Dzięki dziełu Shakespeare’a Werona jest dziś mekką turystyczną dla wszystkich, chcących zobaczyć na własne oczy ślady wielkiej miłości członków zwaśnionych rodów.

Ale Werona to także miasto Dantego. Wprawdzie nie urodził się tu, ani tu nie zmarł, ale bardzo często przebywał w mieście. Dante został zresztą uwieczniony okazałą statuą na Piazza dei Signori. W Weronie bywali także Goethe, Byron czy Mozart.

W Weronie spędziliśmy zaledwie kilka godzin, choć z pewnością warta jest ona dużo większego zainteresowania – na pewno jeszcze do miasta kiedyś wrócimy. Oprócz oczywistego miejsca do zobaczenia – czyli słynnego balkonu Julii, udało się nam także oglądnąć kilka innych interesujących miejsc:

  • starożytny rzymski amfiteatr, czyli „Arenę”, jeden z największych zachowanych do dziś tego typu obiektów, zachowany zresztą lepiej niż słynne rzymskie Koloseum. Wybudowany w I w., mieścił ok.30.000 widzów. Częściowo zniszczony przez trzęsienie ziemi w XII w., dziś służy jako miejsce koncertów operowych oraz innych wydarzeń muzycznych. W amfiteatrze występowały i wciąż występują największe gwiazdy scen operowych oraz muzyki popularnej;
Werona, most i zamek Castelvecchio

Werona, most i zamek Castelvecchio

Werona, rzeka Adyga

Werona, rzeka Adyga

  • Porta Borsari, jedna z zachowanych do dziś rzymskich bram miasta, wybudowana także w I w., ale na miejscu wcześniej znajdującej się tu już bramy;
  • Piazza dei Signori, kwadratowy plac, zwany również „placem Dantego” ze względu na charakterystyczną statuę z jego wizerunkiem, znajdującą się na placu. Piazza dei Signori ma bardzo długą historię – powstał już we wczesnym średniowieczu, a otaczające go budynki i pałace ściśle wiążą się z historią miasta i rodów tu panujących przez wieki;
  • Werona, pomnik Dantego na Piazza dei Signori

    Werona, pomnik Dantego na Piazza dei Signori

    Castelvecchio, czyli „stary zamek”, wybudowany w XIV w. z charakterystycznych, czerwonych cegieł. Wenecjanie podczas swojego panowania wzmocnili obronę zamku działami. Francuzom podczas najazdu Napoleona „udało się” zamek uszkodzić – obecnie mieści się tu muzeum;

  • ufortyfikowany most Castelvecchio, wybudowany w XIV w. przez ówczesnego władcę jako droga ucieczki z zamku, znajdującego się po jednej ze stron mostu. Dzisiejsza forma to rekonstrukcja – most bowiem został całkowicie zniszczony w 1945 r. przez wycofujące się z miasta wojska niemieckie;
  • Piazza delle Erbe, kwadratowy, najstarszy plac miejski Werony, leżący w miejscu dawnego rzymskiego forum, czyli centralnej części miasta. Najważniejszym punktem tu jest fontanna, zwieńczona figurą Madonny, datowaną na IV w. Niemal tuż obok, przez budynkiem Palazzo Maffei, stoi okazały wenecki lew, symbol Republiki Weneckiej z czasów panowania Wenecji w mieście. Niedaleko od placu, nieco na południe, znajduje się najważniejszy turystyczny obiekt Werony, czyli Casa di Giulietta – dom „Julii”;

Do dziś żałujemy, że nie spędziliśmy w Weronie więcej czasu – cóż, to były pierwsze nasze podróże – planowania wciąż się uczymy :) Weronę udało nam się zobaczyć jedynie pobieżnie i wciąż pałamy nadzieją, że uda nam się do tego pięknego miasta wrócić. Trzymajcie kciuki, żeby się udało :) A w kolejnym wpisie pokażemy Wam Genuę – włoskie miasto, do którego pojechaliśmy z jednym celem – zobaczyć jedno z większych w Europie morskich akwariów.

Pełna galeria zdjęć z Werony znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2011

IMG_9694

Co Wam przychodzi do głowy, gdy myślicie o Hiszpanii od strony kulinarnej ? Pewnie paella, pewnie tapas. Miłośnicy trunków pomyślą o winie Rioja. A my zakochaliśmy się w szynce - tej prawdziwie hiszpańskiej królowej szynek - Jamón Ibérico.

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Nie da się zobaczyć Andaluzji, nie przyjeżdżając do Rondy - jednej z najpopularniejszych hiszpańskich destynacji turystycznych, położonych poza pasem wybrzeża. Ronda to miasto wyjątkowe, ze względu na swoje położenie oraz niezwykłą historię.  więcej

Marbella, corrida, matador w akcji

Corrida. Krwawe i mocno kontrowersyjne widowisko, będące jednym z symboli Hiszpanii - i wielkim świętem dla Hiszpanów. Jeśli zastanawiacie się, czy wybrać się na "plaza de toros" w którymś z hiszpańskich miast - przeczytajcie. Opowiemy Wam, czy warto.

 

Inne wpisy z: Włochy

Vicenza, plac Piazza dei Signori

Vicenza to włoska perełka architektury późnego renesansu, zwana "miastem Palladio". Nie bez powodu - ten XVI-wieczny architekt odcisnął ogromne piętno na mieście swoimi projektami. Na tyle duże, że jego prace w mieście i okolicach zostały wpisane na listę UNESCO.

Sirmione, przepiękne widoki na "Jamaica Beach"

Niezwykle malownicze włoskie miasteczko, położone na końcu cypla, wbijającego się w wody jeziora Garda na długości 4 km. Potężnie oblężone w sezonie przez turystów - stare miasto jest wręcz zatłoczone. Nie bez powodu - Sirmione jest bowiem atrakcyjnym miejscem do plażowania.

dav

Nieco pomijana przez turystów ze względu na konkurencję ze strony Mediolanu, Werony czy Wenecji. Często traktowana jako tańszy punkt noclegowy w drodze do tych miast. A przecież Brescia ma turystom wiele, wiele do zaoferowania. Warto Brescię zobaczyć!

 

Akwarium morskie w Genui

Trzeci etap naszej wakacyjnej podróży w 2011 r. rozpoczynał się w Genui – mieście Kolumba, który ponoć tu właśnie się urodził. Ale głównym punktem programu była inna atrakcja miasta – jedno z największych akwariów morskich w Europie.

Tour de Europe 2011, dzień 3 (poprzedni wpis: Werona. W mieście Romea i Julii). Włoska Genua była trzecim naszym przystankiem na trasie wyprawy „Tour de Europe” w 2011 roku, po Wiedniu i Weronie. Do Genui przyjechaliśmy w zasadzie w jednym celu – chcieliśmy zobaczyć drugie co do wielkości morskie akwarium w Europie – i temu celowi podporządkowaliśmy cały swój pobyt w mieście.

Historia Genui jest niezwykle długa i bogata w wydarzenia. Tak naprawdę nie wiadomo, kiedy dokładnie obecne tereny miasta zostały zasiedlone. Na pewno zamieszkałe były już w czasach starożytnej Grecji, na długo przed tym, jak panowanie zdobyło tu Cesarstwo Rzymskie. Ale mówi się, że tereny te zamieszkiwali nawet starożytni Fenicjanie.

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Rzymianie objęli tu władzę ok.III / II w. p.n.e., a po upadku imperium kilka kolejnych wieków to burzliwe czasy zmian panujących w mieście nacji. Aż w X w. Genua stała się niepodległym miastem, m.in. obok Wenecji, szybko rosnąc w potęgę. Władza miasta sięgała Piemontu, Sardynii czy Korsyki, a Genueńczycy słynęli z umiejętności żeglarskich i swej wojowniczości. Uczestniczyli m.in. w wyprawach krzyżowych, znów poszerzając swoje wpływy i terytoria. Musiało w końcu dojść do sporów z równie potężną niedaleką Wenecją – przez kilka wieków oba państwa-miasta ostro ze sobą rywalizowały.

Genua, resztki domu Krzysztofa Kolumba

Genua, resztki domu Krzysztofa Kolumba

Genua szczyt potęgi osiągnęła w XVI w., swe wpływy mając we wszystkich częściach ówczesnego świata, od Morza Czarnego po dzisiejszą Hiszpanię i Portugalię. Potem jednak kolejne wojny i plagi chorób bardzo mocno osłabiły potęgę Genui, przyczyniając się w końcu do jej upadku. W XIX w., po powstaniu przeciwko Napoleonowi, Genua znów stworzyła własne państwo (Królestwo Piemontu i Sardynii), które kilkadziesiąt lat później zjednoczyło się z innymi w jednolite dzisiejsze Włochy. Dziś Genua to miasto z ok.600 tys. mieszkańców.

Oczywiście najsłynniejszym mieszkańcem w Genui był Krzysztof Kolumb – choć nie ma jednej spójnej historii jego życia, to nadal uznaje się, że był Genueńczykiem. Fragment domu Kolumba (w zasadzie to fragment XVII-wiecznej rekonstrukcji tego domu) wciąż stoi w centrum Genui, dostępny dla zwiedzających. Z Genui pochodził także słynny włoski kompozytor – Niccolo Paganini.

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Z innych ciekawostek, związanych z Genuą – to tu podobno wynaleziono… popularne „dżinsy”. Choć ogólnie znana historia mówi, że jeansy nosili amerykańscy kowboje i stamtąd pochodzi ten materiał – to tak naprawdę wyroby fabryki Levi Strauss, pierwszej fabryki słynnych jeansów, to kontynuacja tradycji pochodzącej z Genui. Sama nazwa „jeans” jest ponoć francuską wymową słowa „Genoa”, czyli nazwy miasta. Jeans był używany przez marynarzy jako materiał na ubrania robocze, a potem był popularnym materiałem eksportowym Genui w średniowieczu. Inna ciekawostka – historia mówi, że to właśnie w Genui powstały pierwsze na świecie banki – powstały dwa, oba w XV w.

Ale tak jak wspominaliśmy na początku – naszym celem w Genui było wielkie akwarium morskie, znajdujące się w genueńskim porcie. Bilety do akwarium do najtańszych nie należą, a dodatkowo na stronie akwarium jesteśmy uprzedzani, że w sezonie letnim ustawiają się do kas ogromne kolejki i dużo bezpieczniej jest kupić bilety z wyprzedzeniem przez internet. Tak też zrobiliśmy i wyjeżdżaliśmy z Polski już z biletami do akwarium w Genui (wydrukowanymi z e-maila). Na miejscu zaskoczenie – pomimo szczytu sezonu turystycznego, do kas w zasadzie kolejek… w ogóle nie było. Ale nie zagwarantujemy, że tak jest zawsze.

Akwarium w Genui to rzeczywiście potężny kompleks, w którym można spędzić sporo czasu. Dodatkowo w bezpośrednim sąsiedztwie są dwie inne atrakcje. Pierwsza to galeon „Neptun”, stojący przy nabrzeżu, wybudowany specjalnie na potrzeby filmu „Piraci” w reżyserii naszego Romana Polańskiego (są więc i małe „polonica”) – wtedy najdroższy w historii rekwizyt filmowy. Druga to „Il Bigo” – panoramiczna winda, wybudowana równocześnie z akwarium w 1992 r., która ze swojego szczytu (40 m ponad ziemią) pozwala na podziwianie panoramicznego (360 stopni) widoku na miasto i port.

Genua, Akwarium Morskie

Genua, Akwarium Morskie

Genua, winda "Il Bigo"

Genua, winda „Il Bigo”

Genua, winda "Il Bigo"

Genua, winda „Il Bigo”

Genua, widok z windy "Il Bigo"

Genua, widok z windy „Il Bigo”

Genua, galeon "Neptun"

Genua, galeon „Neptun”

Genua, centrum miasta

Genua, centrum miasta

 

A akwarium zdecydowanie warto w Genui zobaczyć. Szczególnie z dziećmi – jest tu naprawdę masa atrakcji dla nich, w szczególności ogrom widowiskowych gatunków ryb z całego świata, których pociechy nie mają szans widzieć (lub szanse mają małe) w Polsce. Apogeum atrakcji to płyciutki basen z płaszczkami, które można… dotknąć ręką. Akwarium zdecydowanie polecamy :) A w kolejnym wpisie pokażemy Wam pierwszą część wizyty na Lazurowym Wybrzeżu, czyli wspaniałe Księstwo Monako.

Pełna galeria zdjęć z włoskiej Genui znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2011

IMG_9694

Co Wam przychodzi do głowy, gdy myślicie o Hiszpanii od strony kulinarnej ? Pewnie paella, pewnie tapas. Miłośnicy trunków pomyślą o winie Rioja. A my zakochaliśmy się w szynce - tej prawdziwie hiszpańskiej królowej szynek - Jamón Ibérico.

Ronda, domy nad przepastnym wąwozem

Nie da się zobaczyć Andaluzji, nie przyjeżdżając do Rondy - jednej z najpopularniejszych hiszpańskich destynacji turystycznych, położonych poza pasem wybrzeża. Ronda to miasto wyjątkowe, ze względu na swoje położenie oraz niezwykłą historię.  więcej

Marbella, corrida, matador w akcji

Corrida. Krwawe i mocno kontrowersyjne widowisko, będące jednym z symboli Hiszpanii - i wielkim świętem dla Hiszpanów. Jeśli zastanawiacie się, czy wybrać się na "plaza de toros" w którymś z hiszpańskich miast - przeczytajcie. Opowiemy Wam, czy warto.

 

Inne wpisy z: Włochy

Vicenza, plac Piazza dei Signori

Vicenza to włoska perełka architektury późnego renesansu, zwana "miastem Palladio". Nie bez powodu - ten XVI-wieczny architekt odcisnął ogromne piętno na mieście swoimi projektami. Na tyle duże, że jego prace w mieście i okolicach zostały wpisane na listę UNESCO.

Sirmione, przepiękne widoki na "Jamaica Beach"

Niezwykle malownicze włoskie miasteczko, położone na końcu cypla, wbijającego się w wody jeziora Garda na długości 4 km. Potężnie oblężone w sezonie przez turystów - stare miasto jest wręcz zatłoczone. Nie bez powodu - Sirmione jest bowiem atrakcyjnym miejscem do plażowania.

dav

Nieco pomijana przez turystów ze względu na konkurencję ze strony Mediolanu, Werony czy Wenecji. Często traktowana jako tańszy punkt noclegowy w drodze do tych miast. A przecież Brescia ma turystom wiele, wiele do zaoferowania. Warto Brescię zobaczyć!

 

Rzym nocą

Jak się ma ledwie dzień i kawałek drugiego w Rzymie, to każda chwila jest na wagę złota. Nawet wieczór jest dobry na zwiedzanie miasta i jego największych atrakcji, szczególnie gdy za dnia zaplanowane mieliśmy inne rzeczy.

W Rzymie mieliśmy do dyspozycji całą sobotę i kilka godzin niedzieli, przed odlotem do Polski. Sobotę poświęciliśmy na gruntowne zwiedzanie Watykanu, niedzielny poranek to z kolei szukanie śladów „Aniołów i Demonów”, powieści Dana Browna i jej filmowej adaptacji z Tomem Hanksem w roli głównej. Został nam do wykorzystania jeszcze sobotni wieczór – szkoda leżeć na łóżku w apartamencie, skoro można to jeszcze jakoś wykorzystać. Wykorzystaliśmy więc najlepiej jak się dało – urządzając sobie wieczorny rajd po największych atrakcjach Rzymu.

Po ciemku odwiedziliśmy więc (oczywiście z zewnątrz) m.in.: jeszcze raz plac św.Piotra i bazylikę św.Piotra w Watykanie, Castel Sant’Angelo, Piazza Navona, Schody Hiszpańskie, Panteon, Campo de Fiori, Foro Romano i Koloseum. Byliśmy też pod fontanną Di Trevi, ale ona akurat była w czasie kapitalnego remontu (który miał trwać aż półtora roku).

Nie ma co więcej pisać – tym razem zamiast tekstu, pooglądajcie sobie nocne zdjęcia Rzymu. I najważniejsze miejsca, i piękne ciasne uliczki wiecznego miasta. Bo dodajmy, że był to wieczór grudniowy, na 10 dni przed Wigilią – możecie więc przy okazji pooglądać Rzym cały w świątecznych dekoracjach.

Rzym, świąteczny jarmark pod murami Watykanu

Rzym, świąteczny jarmark pod murami Watykanu

Watykan, plac św.Piotra

Watykan, plac św.Piotra

Rzym, Castel Sant'Angelo (Zamek św.Anioła)

Rzym, Castel Sant’Angelo (Zamek św.Anioła)

Rzym, Piazza Navona

Rzym, Piazza Navona

Rzym, Panteon

Rzym, Panteon

Rzym, Schody Hiszpańskie

Rzym, Schody Hiszpańskie

Rzym, Koloseum

Rzym, Koloseum

Rzym, uliczki ze świątecznymi dekoracjami

Rzym, uliczki ze świątecznymi dekoracjami

Rzym, uliczki ze świątecznymi dekoracjami

Rzym, uliczki ze świątecznymi dekoracjami

Rzym, uliczki ze świątecznymi dekoracjami

Rzym, uliczki ze świątecznymi dekoracjami

Rzym, uliczki ze świątecznymi dekoracjami

Rzym, uliczki ze świątecznymi dekoracjami

Pełna galeria nocnych zdjęć Rzymu znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Włochy

Vicenza, plac Piazza dei Signori

Vicenza to włoska perełka architektury późnego renesansu, zwana "miastem Palladio". Nie bez powodu - ten XVI-wieczny architekt odcisnął ogromne piętno na mieście swoimi projektami. Na tyle duże, że jego prace w mieście i okolicach zostały wpisane na listę UNESCO.

Sirmione, przepiękne widoki na "Jamaica Beach"

Niezwykle malownicze włoskie miasteczko, położone na końcu cypla, wbijającego się w wody jeziora Garda na długości 4 km. Potężnie oblężone w sezonie przez turystów - stare miasto jest wręcz zatłoczone. Nie bez powodu - Sirmione jest bowiem atrakcyjnym miejscem do plażowania.

dav

Nieco pomijana przez turystów ze względu na konkurencję ze strony Mediolanu, Werony czy Wenecji. Często traktowana jako tańszy punkt noclegowy w drodze do tych miast. A przecież Brescia ma turystom wiele, wiele do zaoferowania. Warto Brescię zobaczyć!

 

"Anioły i Demony", czyli filmowe ślady Dana Browna w Rzymie

Niedzielne grudniowe przedpołudnie, czyli czas przed wylotem z Rzymu, zaplanowaliśmy sobie w formie tematycznego rajdu po mieście – szukamy śladów jednego z naszych ulubionych filmów – „Anioły i Demony” wg powieści Dana Browna.

Skrócony przez strajk powszechny we Włoszech nasz pobyt w Rzymie zrobił się z weekendowego – niewiele ponad jednodniowy. Całą sobotę poświęciliśmy na gruntowne zwiedzanie Watykanu, a wieczór na nocny rajd po największych atrakcjach wiecznego miasta. Niedzielne przedpołudnie miało stać pod znakiem X Muzy – będziemy zwiedzać Rzym śladami filmu „Anioły i Demony” z Tomem Hanksem w roli głównej.

Jeżeli jakimś cudem nie czytaliście powieści Dana Browna, ani nie oglądaliście jej filmowej adaptacji, to śpieszymy ze skrótem fabuły. Historyk sztuki, prof.Langdon tropi bractwo Iluminatów, którzy za cel obrali sobie zniszczenie Watykanu. Zmierza tropem znajdowanych kolejnych wskazówek, starając się wyprzedzić fakty, czyli wybuch kawałka ukradzionej z CERN-u antymaterii, która ma wywołać potężne zniszczenia. Iluminaci w międzyczasie porywają w trakcie konklawe czterech kardynałów, po kolei uśmiercając ich w różnych symbolicznych miejscach Rzymu.

Watykan, choć w filmie znajduje się dużo scen w jego wnętrzach, nie zgodził się na kręcenie filmu wewnątrz swoich budynków, dlatego były one imitowane lub wręcz generowane komputerowo. Za to w Rzymie kręcono sporo scen w oryginalnych miejscach, przedstawionych w książce. I te właśnie miejsca są naszym celem. Będziemy przy okazji każdego z nich dopowiadać, w których scenach one „zagrały”, jeśli więc nie mieliście styczności z „Aniołami i Demonami”, możecie sobie te dopiski darować w trakcie czytania.

Rzym, Panteon

Rzym, Panteon

Rzym, Panteon

Rzym, Panteon

Rzym, Panteon, grób Rafaela Sancti

Rzym, Panteon, grób Rafaela Sancti

Miejsca, przedstawione w „Aniołach i Demonach” nie są od siebie jakoś strasznie oddalone. Nam wystarczyły 3-4 godziny na ich zobaczenie, ale od razu nadmieniamy, że nie zwiedzaliśmy ich w kolejności występowania w filmie – taki wariant trasy byłby bezsensowny i znacznie dłuższy. Wyznaczyliśmy sobie logiczną trasę, tak aby nie krążyć tam i z powrotem po Rzymie. Ale poniżej zobaczycie miejsca związane z „Aniołami i Demonami” w kolejności ich występowania w filmie Rona Howarda.

No to zaczynamy – od razu z „grubej rury”, czyli od Panteonu. To jedna z najbardziej znanych budowli w stolicy Włoch, wybudowana w 125 r. przez cesarza rzymskiego Hadriana, na ruinach wcześniejszej świątyni. Stworzono go jako okrągłą świątynię, na której potem wzorowano w historii wiele innych budowli. Pochowano tu dwóch włoskich królów oraz wielkiego Rafaela Sancti, który uczestniczył w renowacji Panteonu. I właśnie grób Rafaela jest częścią fabuły „Aniołów i Demonów”. To przy nim prof.Langdon wyznacza kolejny punkt na mapie Rzymu, gdzie ma być stracony pierwszy z porwanych kardynałów.

Tym punktem jest bazylika Santa Maria del Popolo, stojąca na placu Piazza del Popolo. Plac był przez wieki użytkowany jako miejsce publicznych egzekucji. Na jego środku stoi starożytny egipski obelisk z XIII w. p.n.e., sprowadzony do Rzymu tuż przed początkiem naszej ery. Po bokach Piazza del Popolo stoją trzy kościoły – dwa bliźniacze od strony południowej, gdzie znajduje się główne miejsce na plac, oraz właśnie bazylika Santa Maria del Popolo po stronie północnej.

Rzym, Piazza del Popolo

Rzym, Piazza del Popolo

Rzym, bazylika Santa Maria del Popolo

Rzym, bazylika Santa Maria del Popolo

Pierwsza świątynia powstała tu już w 1099 r. – byłą to mała kaplica, wzniesiona na miejscu znajdującego się tu wcześniej grobu cesarza Nerona. Właściwy kościół wybudowano w początkach XIII w. Dwa słynne nazwiska związane są z jego historią – w XVI w. najsłynniejszą z tutejszych kaplic zaprojektował Rafael Sancti, a wiek później kościół odnowiono wg projektu Berniniego, w filmie „Anioły i Demony” członka Iluminatów.

Rzym, bazylika Santa Maria del Popolo, kaplica Chigi z rzeźbą Berniniego "Habakuk i anioł"

Rzym, bazylika Santa Maria del Popolo, kaplica Chigi z rzeźbą Berniniego „Habakuk i anioł”

Kaplica Chigi, bo o niej mowa, to kaplica grobowa bogatej XVI-wiecznej rodziny bankierów. Projekt wykonał Rafael Sancti, ale budowę dokończono po ponad wieku od jego śmierci – kończył ją właśnie Bernini. I to jego rzeźba „Habakuk i anioł” jest celem prof.Langdona. W podziemnej krypcie kościoła bohater znajduje martwego pierwszego kardynała (krypta została odtworzona w studiu filmowym) – to pierwszy z filmowych „ołtarzy Iluminatów”.

Rzym, bazylika Santa Maria del Popolo, kaplica Chigi z rzeźbą Berniniego "Habakuk i anioł"

Rzym, bazylika Santa Maria del Popolo, kaplica Chigi z rzeźbą Berniniego „Habakuk i anioł”

Kolejny ołtarz to plac św.Piotra w Watykanie. Znakiem rozpoznawczym jest tu jedna z płyt, znajdujących się dookoła egipskiego obelisku, stojącego na środku placu. Płyta ma napis „West Ponente” i znajduje się od strony bazyliki św.Piotra. Na placu, wśród tłumu czekającego na wynik konklawe, trwającego w Kaplicy Sykstyńskiej, ginie drugi z kardynałów.

Znak prowadzi do kolejnego z ołtarzy Iluminatów, którym tym razem jest kościół Santa Maria della Vittoria. Powstał w 1605 r., a związane są z nim małe polonica – są tu przechowywane tureckie sztandary, zdobyte w trakcie wiktorii pod Wiedniem w 1683 r. (wiecie – Jan III Sobieski :)). Najważniejszym dziełem sztuki tutaj jest kaplica Cornaro i znajdująca się w niej rzeźba Berniniego – „Ekstaza św.Teresy”. W kościele w filmie płonie ukrzyżowany trzeci z kardynałów.

Watykan, plac św.Piotra

Watykan, plac św.Piotra

Watykan, plac św.Piotra, płyta "West Ponente" z filmu "Anioły i Demony"

Watykan, plac św.Piotra, płyta „West Ponente” z filmu „Anioły i Demony”

Czwarty z ołtarzy znajduje się na Piazza Navona, a jest nim słynna tak samo jak sam plac, fontanna Czterech Rzek. Sam plac stoi w miejscu, gdzie kiedyś znajdował się starożytny stadion. Męczeńską śmiercią zginęła tu św.Agnieszka, zamęczona za czasów Dioklecjana w wieku 12 lat. Najważniejszy czas z punktu widzenia filmowej akcji „Aniołów i Demonów” to wiek XVII, kiedy to plac rozbudowano, a Bernini postawił w jego centralnej części fontannę Czterech Rzek, wkomponowując ją w stojący tu starożytny egipski obelisk (w całym Rzymie na różnych placach stoi ich kilkanaście).

Rzym, kościół Santa Maria della Vittoria

Rzym, kościół Santa Maria della Vittoria

Fontanna Czterech Rzek miała symbolizować wielkie rzeki z czterech kontynentów – Rio de la Plata, Dunaj, Nil i Ganges. W filmie w fontannie prawie zostaje utopiony ostatni z czterech porwanych kardynałów.

Rzym, kościół Santa Maria della Vittoria, rzeźba Berniniego "Ekstaza św.Teresy"

Rzym, kościół Santa Maria della Vittoria, rzeźba Berniniego „Ekstaza św.Teresy”

Ostatnim rzymskim akcentem „Aniołów i Demonów” jest finałowa „kaplica Iluminatów”, czyli Castel Sant’Angelo (zamek św.Anioła). Wybudowany został początkowo w II w. jako przyszły grobowiec dla rzymskiego cesarza Hadriana i jego rodziny, dlatego zwany jest czasem „Mauzoleum Hadriana”.

Rzym, Piazza Navona, fontanna Czterech Rzek, dzieło Berniniego

Rzym, Piazza Navona, fontanna Czterech Rzek, dzieło Berniniego

Mauzoleum ukończone zostało rok po śmierci Hadriana i wtedy (139 r.) przeniesiono tu prochy zmarłego cesarza. Po nim pochowano tu czterech kolejnych rzymskich cesarzy, w tym Marka Aureliusza. Około 271 r. mauzoleum zostało przekształcone w twierdzę i tak przetrwało do mniej więcej 410 r., kiedy to Rzym przeżył najazd Wizygotów. Napastnicy zniszczyli mauzoleum, a prochy cesarzy rozrzucili.

Wg legendy nazwa pochodzi od ukazania się Archanioła Michała w 590 r., zwiastującego koniec plagi, niszczącej wtedy Rzym. Do dziś na jego szczycie znajduje się statua archanioła, obecna z połowy XVIII w. W XIII w. papież Mikołaj III połączył tajnym tunelem zamek z Pałacem Apostolskim – tunel ten miał być drogą ucieczki papieży w razie niebezpieczeństwa. I rzeczywiście kilka razy w historii się przydał. Zamek używany był też w historii jako więzienie – więźniem był m.in. słynny Giordano Bruno przed tym, jak w 1600 r. został spalony na stosie na głównym wtedy rynku Rzymu Campo de Fiori.

Rzym, Piazza Navona

Rzym, Piazza Navona

Rzym, Piazza Navona, fontanna Czterech Rzek, dzieło Berniniego

Rzym, Piazza Navona, fontanna Czterech Rzek, dzieło Berniniego

Rzym, zamek św.Anioła (Castel Sant'Angelo)

Rzym, zamek św.Anioła (Castel Sant’Angelo)

Powieść Dana Browna dzięki filmowej adaptacji została jednym z fenomenów, dziełem, którego śladami podążają dziś ogromne masy turystów, chcących zobaczyć miejsca opisane w książce i sfilmowane w filmie. Sami po Europie podążamy od jakiegoś czasu, nie odpuszczając miejsc pokazanych w „Grze o Tron” :) A filmowa podróż śladami „Aniołów i Demonów” była u nas prekursorem. Trochę z konieczności – no bo co sensownego robić w Rzymie, mając kilka godzin wolnego czasu ? :)

A na zakończenie relacji z weekendowego wypadu do Rzymu pokażemy Wam zdjęcia z nocnej sesji fotograficznej wzdłuż największych atrakcji wiecznego miasta.

 

Inne wpisy z: Włochy

Vicenza, plac Piazza dei Signori

Vicenza to włoska perełka architektury późnego renesansu, zwana "miastem Palladio". Nie bez powodu - ten XVI-wieczny architekt odcisnął ogromne piętno na mieście swoimi projektami. Na tyle duże, że jego prace w mieście i okolicach zostały wpisane na listę UNESCO.

Sirmione, przepiękne widoki na "Jamaica Beach"

Niezwykle malownicze włoskie miasteczko, położone na końcu cypla, wbijającego się w wody jeziora Garda na długości 4 km. Potężnie oblężone w sezonie przez turystów - stare miasto jest wręcz zatłoczone. Nie bez powodu - Sirmione jest bowiem atrakcyjnym miejscem do plażowania.

dav

Nieco pomijana przez turystów ze względu na konkurencję ze strony Mediolanu, Werony czy Wenecji. Często traktowana jako tańszy punkt noclegowy w drodze do tych miast. A przecież Brescia ma turystom wiele, wiele do zaoferowania. Warto Brescię zobaczyć!

Orgosolo. Bandyckie miasto jak malowane.

Ostatnim punktem naszej tygodniowej wyprawy na Sardynię był górski rejon Barbaria. Wjechaliśmy w kręte górskie drogi, by zobaczyć Orgosolo, miasto owiane bardzo złą sławą jako kryjówka bandytów. Dziś bardziej znane z setek ściennych murali na ulicach.

Sardynia 2014 (poprzedni wpis: Atrakcje Abbasanty i okolic). Z Abbasanty wyjechaliśmy bezpośrednio na drogę, prowadzącą do Olbii. Ale zanim mieliśmy ostatecznie wylecieć z Sardynii, zarezerwowaliśmy sobie czas, by zobaczyć jeszcze jedno miejsce – miasteczko Orgosolo, za którym ciągnie się historia dziesiątek lat rządów bandytów, a jednocześnie sława najbardziej kolorowego miasta na Sardynii.

Dojazd do Orgosolo, szczególnie od strony południowej, nie jest rzeczą komfortową. Z racji położenia w górach (właśnie dlatego było wymarzonym miejscem dla przestępców przez długie lata), dojazd jest ciężki. Droga prowadząca z Ottany przez Mamoiadę jest wprawdzie dobrej jakości, ale jest niezwykle kręta na całej swojej długości – w zasadzie te 40 km jazdy to jeden wielki zakręt i podjazd lub zjazd. Dla źle znoszących jazdę samochodem może to być problem.

Cały ten region ma niezwykle bogatą historię, oczywiście już od czasów nuragijskich. Sama wszak nazwa „Barbaria” nadana została przez Cycerona, który „barbarzyńcami” nazywał tutejszych mieszkańców. Orgosolo jako miejscowość pojawia się w dokumentacji historycznej w początkach XIV w., do dziś w mieście istnieje kilka kościołów, datowanych na XIV i XV w. Ale wyjątkowo dla nas, w przypadku Orgosolo nie interesuje nas zamierzchła historia – to co jest najbardziej interesujące, odbywa się w historii miasta w zasadzie od końca XIX w.

Murale w Orgosolo

Murale w Orgosolo

Murale w Orgosolo

Murale w Orgosolo

Murale w Orgosolo

Murale w Orgosolo

Murale w Orgosolo

Murale w Orgosolo

Otóż miejscowi rolnicy i farmerzy od zawsze ciężko integrowali się z włoskimi władzami, stawiając opór, nawet siłowy, przed jakimikolwiek próbami odebrania im mienia czy wywłaszczenia. Dodatkowo, pod koniec XIX w. zaczęły się wewnętrzne niesnaski pomiędzy miejscowymi rodami – a dodać należy że wg miejscowej tradycji honorem było odpowiedzenie gwałtem na gwałt – wszelkie przestępstwa czy bardziej lub mniej faktyczne przewiny spotykały się rewanżem ze strony rodu osób pokrzywdzonych.

W ten sposób już na początku XX w. rozpoczęła się w Orgosolo era „przestępczego miasta”, gdzie rozboje i pobicia były na porządku dziennym, a kilkukrotnie w roku dochodziło do morderstw. Stopniowo też „zakres” bandytyzmu ewoluował, z czasem to już nie były tylko wewnętrzne porachunki pomiędzy rodzinami, ale zwykły bandytyzm na ludziach nie związanych bezpośrednio z miejscowymi sporami. Przestępczość w mieście stale rosła w zasadzie bez przerwy aż do pierwszych lat po II wojnie światowej. Niemal całkowicie wymordowały się w tym czasie dwie czołowe rodziny z Orgosolo.

Wtedy to skala morderstw w Orgosolo osiągnęła taką skalę, że zbuntowała się nawet miejscowa ludność, do tej pory raczej stojąca za bandytami – byli oni w pewnym okresie swoistymi miejscowymi „Robin Hoodami”, okradając bogatych, by oddawać łupy biedniejszym. Ale gdy liczba zabójstw przekroczyła kilkadziesiąt (ponad 30) rocznie, dobra passa bandytów, kryjących się w okolicznych górach, skończyła się.

W 1954 r. do Orgosolo wkroczyła armia, która we współpracy z miejscowymi rozpoczęła ogromną operację wyłapywania ich z lasów i kryjówek. Od tego momentu liczba przestępstw w mieście zaczęła gwałtownie spadać, choć nadal Orgosolo słynnęło, tym razem z innej formy przemocy – licznych porwań dla okupu. Niemniej jednak ten najgorszy dla miasta okres definitywnie skończył się w 1954 r.

Murale w Orgosolo

Murale w Orgosolo

Murale w Orgosolo

Murale w Orgosolo

Murale w Orgosolo

Murale w Orgosolo

Murale w Orgosolo

Murale w Orgosolo

Historia bandytów z Orgosolo stała się przyczynkiem do powstania dość znanego filmu z 1961 r. – „Bandyci z Orgosolo” (jeśli chcecie, film możecie oglądnąć na YouTubie). Jednak i najnowsza historia ma swoje ciemne karty. Ale tu trzeba najpierw wspomnieć o najsłynniejszym bandycie na Sardynii, urodzonym właśnie w Orgosolo, Graziano Mesina, dziś już w podeszłym wieku, ale wciąż żyjącym.

Otóż pan Mesina mający dziś ponad 70 lat, 40 z nich spędził za kratkami. Po raz pierwszy aresztowany został w wieku lat 14, za zabawę bronią i strzelanie do… latarni w Orgosolo. Mając nieco ponad 20 lat wpada do baru w Orgosolo i strzela do zabójców jednego ze swoich braci – tak zaczyna się „kariera” człowieka, który dawno temu uważany był za swoistego „Che Guevarę” Sardynii, choć zawsze stronił od jakiejkolwiek polityki.

Nadchodzi w końcu styczeń 1992 r., Mesina odsiaduje kolejny wieloletni wyrok (wydawało się, że ostatni, dostał 30 lat za morderstwa i porwania), kiedy w Porto Cervo na Szmaragdowym Wybrzeżu dochodzi do najsłynniejszego w najnowszej historii całej Sardynii porwania – uprowadzony zostaje syn Belgów libańskiego pochodzenia, 7-letni Farouk Kassam. Porwanie odbija się tak szerokim echem, że 4 dni później w Watykanie Jan Paweł II podczas modlitwy na Anioł Pański modli się o uwolnienie chłopca. Porywacze żądają 10 mld włoskich lirów za wolność Farouka.

Poszukiwania włoskiej policji i wojska (4500 żołnierzy) nie przynoszą efektu, po 5 miesiącach rodzice otrzymują list od syna, w kopercie jest też… kawałek jego ucha. I tu pojawia się na horyzoncie Graziano Mesina – dziwnym trafem w tym czasie dostaje zgodę na udział w ślubie siostrzenicy i jest widywany w rodzinnych stronach. Plotki mówią, że Mesina pomaga w negocjacjach z porywaczami, a ci obniżają swoje wymagania do 6,5 mld lirów. Miesiąc później Farouk jest już wolny, a okoliczności jego uwolnienia okryte są tajemnicą do dziś. Faktem jest, że wraz z rodziną dwa lata po porwaniu, Farouk odwiedza jaskinie pod Monte Albo, gdzie był więziony. Dwóch z czterech porywaczy dostaje 20-letnie wyroki, dwóch pozostałych nigdy nie odnaleziono.

Murale w Orgosolo

Murale w Orgosolo

Murale w Orgosolo

Murale w Orgosolo

To nie koniec historii Mesiny – krótko po uwolnieniu chłopca znika, rozpływa się. Ponownie pojmany, otrzymuje rok później dożywocie za kolejne stare morderstwa, ale w 2004 r. zostaje ułaskawiony. Prowadzi biuro turystyczne, oprowadza turystów po Orgosolo i swoich dawnych kryjówkach, aż w 2013 r… ponownie zostaje aresztowany, tym razem za dystrybucję narkotyków (ma już ponad 70 lat !). Teraz grozi mu odwieszenie wyroku dożywocia.

Murale w Orgosolo

Murale w Orgosolo

A historia morderstw w Orgosolo od czasu do czasu pisze kolejne rozdziały. 29 grudnia 2007 roku w biały dzień na ulicy, sześcioma strzałami z pistoletu zamordowany został w Orgosolo bardzo znany miejscowy poeta, Peppino Marotto. Plotki mówią, że wyrównano rachunki jeszcze sprzed ponad 50 lat… Mordercy do dziś nie znaleziono. Cytaty z wierszy Marotto są częstym motywem na muralach w Orgosolo.

Murale w Orgosolo

Murale w Orgosolo

I teraz powiedzmy coś o tej jasnej stronie miasteczka, która na równi z jego złą sławą przyciąga dziś całymi autobusami turystów do Orgosolo. To oczywiście murale na ścianach miejscowych domostw, których wg różnych szacunków jest tu od 150 do 350. Pierwsze pojawiły się pod koniec lat 60-tych XX wieku, a ich ilość zaczęła gwałtownie rosnąć od 1975 r., kiedy to miejscowy nauczyciel namówił swoich studentów do przenoszenia prac z papieru na ściany domów. A że ich prace były mocno zaangażowane, toteż i murale przedstawiały problemy polityczne, społeczne czy kulturalne.

Murale w Orgosolo

Murale w Orgosolo

I tak przez dziesięciolecia powstawały kolejne murale kolejnych artystów, stopniowo zwracając swoją tematyką uwagę najpierw organizacji rządowych, a potem turystów. Kiedyś zaniedbywane, dziś objęte są programem renowacji, stając się powoli wizytówką całego regionu. Niezaprzeczalnie bardzo przyczyniły się też do ocieplenia wizerunku Orgosolo po ciemnych czasach przemocy.

Murale w Orgosolo

Murale w Orgosolo

Dziś na ulicach Orgosolo w sezonie jest więcej turystów z aparatami, poszukujących kolejnych murali do zdjęcia, niż mieszkańców miasta. Choć dojazd tu nie jest prosty, to coraz więcej na drogach dojazdowych do miasta autobusów turystycznych, a sama branża turystyczna staje się istotnym źródłem dochodów, oprócz tradycyjnego wypasania owiec i uprawy winorośli.

Nasz czas, ze względu na konieczność dojazdu na lotnisko w Olbii jeszcze tego samego dnia, był mocno ograniczony, więc nasze szwędanie się po uliczkach Orgosolo musieliśmy ograniczyć – zwiedzaliśmy je ledwie 45 minut. Efekt fotograficzny tego spaceru widzicie na zdjęciach.

Na koniec czekała nas jeszcze niespodzianka w drodze do Olbii – wytyczona wcześniej przez nas najwygodniejsza droga dojazdowa… urwała się (dosłownie) tuż za wsią Oliena, czyli po 15 km jazdy – zawalił się tam jeden z wiaduktów po powodzi z listopada 2013 r. (na Sardynii zginęło wtedy 18 osób). Stanęliśmy przed znakiem „koniec drogi” i… cóż robić, gdy droga była wyliczona niemal na styk do odlotu samolotu ? Nerwowe poszukiwania innej trasy w Google Maps i szybka decyzja, którędy jechać. Niestety „zapasowa” trasa także szybko się kończy i robi się naprawdę nerwowo.

Orgosolo, wjazd do miasta

Orgosolo, wjazd do miasta

Sardynia, krajobrazy Barberii

Sardynia, krajobrazy Barberii

Sardynia, krajobrazy Barberii

Sardynia, krajobrazy Barberii

Koniec końców niespodziewanie dla samych siebie wylądowaliśmy w stolicy regionu – Nuoro, przez które przejazdem dotarliśmy do drogi, którą zaczynaliśmy trasę z Abbasanty – krajowej SS131, która okazała się tak szybka, że na szczęście bez problemu zdążyliśmy na lotnisko. Szybki zwrot samochodu do wypożyczalni i… koniec tygodniowego pobytu na Sardynii. Wracamy do Polski z lekkim niedosytem – Sardynia wywarła na nas ogromne wrażenie i chętnie byśmy tu jeszcze wrócili. Kto wie, kto wie…

Pełna galeria zdjęć murali z Orgosolo znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Sardynia 2014

Murale w Orgosolo

Ostatnim punktem naszej tygodniowej wyprawy na Sardynię był górski rejon Barbaria. Wjechaliśmy w kręte górskie drogi, by zobaczyć Orgosolo, miasto owiane bardzo złą sławą jako kryjówka bandytów. Dziś bardziej znane z setek ściennych murali na ulicach.

Zuri, kościół św.Piotra

Ostatni dzień na Sardynii rozpoczynamy w środkowej części wyspy, w miejscowości Abbasanta, znanej głównie ze znajdującego się tu nuraga Losa. Ale sama Abbasanta i jej najbliższe okolice kryją o wiele więcej miejsc wartych zobaczenia.

Barumini, nurag Su Nuraxi

Szósty dzień na Sardynii kończymy mocnym akcentem. Zwiedzamy bowiem Barumini, którego "ozdobą" jest jedyne miejsce na wyspie, wpisane na listę UNESCO - kompleks Su Nuraxi, czyli najsłynniejszy na Sardynii nurag. Ale nie tylko...

0

Autor:

Kategorie: Rok 2014, Sardynia, Sardynia 2014, Włochy

Atrakcje Abbasanty i okolic

Ostatni dzień na Sardynii rozpoczynamy w środkowej części wyspy, w miejscowości Abbasanta, znanej głównie ze znajdującego się tu nuraga Losa. Ale sama Abbasanta i jej najbliższe okolice kryją o wiele więcej miejsc wartych zobaczenia.

Sardynia 2014 (poprzedni wpis: Barumini, czyli nurag Su Nuraxi i zabytkowe świątynie). Abbasanta była naszym ostatnim noclegiem podczas tygodniowej objazdówki po Sardynii. Do hotelu Su Baioni, położonego zaraz przy głównej atrakcji regionu – nuragu Losa – dojechaliśmy późnym wieczorem. Zwiedzanie rozpoczynamy więc następnego dnia rano.

Nurag Losa jest jednym z największych i najlepiej zachowanych na całej Sardynii. Wstęp jest płatny (5 EUR), w odróżnieniu od Su Nuraxi w Barumini, można zwiedzać samodzielnie, bez przewodnika. Kompleks składa się z głównej wieży, niezwykle masywnej i wysokiej (nawet dziś ma 13 m wysokości), wokół której znajdują się trzy inne, połączone wysokim murem. Całość jest datowana na XIV / XIII w. p.n.e., użytkowana była przez cały okres cywilizacji nuragijskiej, czyli do VIII w. p.n.e.

Miejsce to było użytkowane także później – znajdowano tu pozostałości z okresu punickiego, rzymskiego, a nawet bizantyjskiego (do VIII w. n.e.). Duże wątpliwości do dziś budzi przeznaczenie kompleksu, istnieje kilka hipotez na ten temat. Przyjęło się powszechnie, że nuragi były formacjami obronnymi, kompleksami mieszkalnymi budowanymi wokół obronnych wież, wewnątrz których można było się bronić w razie niebezpieczeństwa.

Abbasanta, nurag Losa

Abbasanta, nurag Losa

Abbasanta, nurag Losa

Abbasanta, nurag Losa

Abbasanta, nurag Losa

Abbasanta, nurag Losa

Abbasanta, nurag Losa

Abbasanta, nurag Losa

Nurag Losa jest jednak inny. Nie ma wewnętrznego dziedzińca pomiędzy wieżą centralną i otaczającymi ją mniejszymi wieżami i murami. Nie ma też wewnątrz wież zwyczajowo znajdowanego źródła wody (studni), co budzi wątpliwości, jak osada miałaby się bronić bez źródła wody pitnej. A to z kolei rozwinęło hipotezę, że Losa była nie osadą obronną, a miejscem kultu religijnego. Ale do dnia dzisiejszego nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

Po zwiedzaniu „flagowca” turystycznego Abbasanty, czas na listę pozostałych atrakcji tego miasteczka oraz najbliższych jego okolic. Będą one związane głównie z kultem religijnym, okolica słynie wręcz z nagromadzenia zabytkowych kościołów. Ale na końcu powrócimy jeszcze do epoki nuragów – jest w okolicy jeszcze jedno miejsce z tych czasów, warte zobaczenia. Na razie jednak zagłębiamy się w świat zabytkowych świątyń. W samej Abbasancie znajdziecie:

  • kościół św.Katarzyny, kościół parafialny miasta pod wezwaniem patronki Abbasanty, św.Katarzyny z Aleksandrii, wybudowany w 1886 r. i konsekrowany w 1893 r. We wnętrzach znajduje się statua św.Katarzyny, datowana na XVI w.;
  • kościół św.Marii, oddalony raptem 100 m od kościoła św.Katarzyny, o wiele starszy i o wiele bardziej tajemniczy. Właściwie nie wiadomo o nim nic, data budowy to prawdopodobnie XVII w., choć są też wzmianki o budowie nawet ok. 1580 r.;
  • kościół św.Antoniego, o którym pierwsza wzmianka pojawia się w 1789 r., położony przy głównej drodze przelotowej w Abbasancie, Via Vittorio Emanuele;
Abbasanta, kościół św.Katarzyny

Abbasanta, kościół św.Katarzyny

Abbasanta, kościół św.Antoniego

Abbasanta, kościół św.Antoniego

Abbasanta, kościół św.Marii

Abbasanta, kościół św.Marii

Abbasanta, murale ścienne

Abbasanta, murale ścienne

Abbasanta, murale ścienne

Abbasanta, murale ścienne

Wsiadamy w samochód i jedziemy do sąsiadującej z Abbasantą, niemal z nią połączonej, miejscowości Ghilarza. Już na wjeździe, przy ulicy Via Santa Lucia, zatrzymujemy się przy czymś, co przypomina ruiny nuraga, a dziś jest ogrodzone i służy jako wystawa miejscowego rzemieślnika kamieniarstwa. Zaraz po wejściu za ogrodzenie zjawia się właściciel, który przyjaźnie oprowadza po swoim terenie, nie mając też nic przeciwko robieniu zdjęć. Zdaje się, że trafił mu się „prywatny” nurag na posiadłości :)

Ghilarza to jednak przede wszystkim prawdziwe „zagłębie” zabytkowych świątyń. Miasteczko pochwalić trzeba za ich dobre oznakowanie, w kilku punktach znajdziecie też tablice z mapkami ich rozmieszczenia, nie ma większych problemów z trafieniem do większości z nich. Zobaczyć tu można:

  • kościół św.Łucji, aż do XIX w. istniał pod wezwaniem św.Andrzeja. Jest bardzo stary, pierwsza wzmianka o nim pojawia się na pergaminowym zapisie już z 1402 r. Co ciekawe, posiadał osobne wejścia dla mężczyzn i kobiet;
  • kościół San Palmerio, wybudowany już w początkach XIII w. przez miejscowych farmerów, przebudowany potem w XVII i XVIII w., z tego drugiego pochodzi obecna elewacja z dwukolorowej skały wulkanicznej. W XVII w. został przejęty przez Bractwo Różańcowe i przemianowany na kościół Matki Bożej Różańcowej, ale w 1750 r. powrócił do pierwotnej nazwy. Obok kościoła stoi największa pamiątka po systemie obronnym, wybudowanym przez Aragończyków – tzw. „wieża aragońska” z XVI w., w XIX w. lekko przebudowana, by dostosować ją do funkcji więzienia, jaką wtedy pełniła;
  • kościół Niepokalanego Poczęcia NMP, czyli dzisiejszy kościół parafialny w Ghilarzie, wybudowany w 1533 r., początkowo pod wezwaniem św.Makarego, przebudowany na początku XIX w. Wnętrza skrywają wiele dzieł sztuki z okresu XVI – XVIII w.;
  • kościół św.Jerzego, prawdopodobnie do 1533 r., kidy to wybudowano nowy kościół św.Makarego, był kościołem parafialnym w Ghilarzie. Pierwsza wzmianka o nim pojawia się już w 1390 r. Po utracie statusu głównego kościoła, jego znaczenie zaczęło spadać i świątynia podupadła. W XVIII w. została przekształcona w kaplicę cmentarną, a pod koniec XIX w. przeszła renowację, która lekko zmieniła jej pierwotną bizantyjską elewację;
  • kościół św.Antiocha, o którego dacie budowy nic nie wiadomo, nie można jej też wywnioskować z samej architektury budowli, bowiem w swojej historii świątynia była wielokrotnie i dogłębnie przebudowywana. Na pewno pojawia się w dokumentach historycznych już w 1577 r. W XVIII w. przekazano go zakonowi Kapucynów, a w XIX w. przeszedł ostatnią gruntowną przebudowę;
Ghilarza, kościół św.Łucji

Ghilarza, kościół św.Łucji

Ghilarza, kościół San Palmerio

Ghilarza, kościół San Palmerio

Ghilarza, kościół parafialny Niepokalanego Poczęcia

Ghilarza, kościół parafialny Niepokalanego Poczęcia

Ghilarza, kościół parafialny Niepokalanego Poczęcia

Ghilarza, kościół parafialny Niepokalanego Poczęcia

Ghilarza, kościół św.Jerzego

Ghilarza, kościół św.Jerzego

Ghilarza, kościół św.Antiocha

Ghilarza, kościół św.Antiocha

Znów wsiadamy w samochód i udajemy się 4 km na wschód, do miejscowości Zuri. Tu bowiem znajduje się chyba najważniejszy zabytkowy kościół w okolicy – kościół św.Piotra. Zbudowany został jeszcze zanim wkroczyli tu Aragończycy, w czasie gdy region należał do Królestwa Arborei, na życzenie ówczesnego władcy. Konsekracja nastąpiła w 1291 r., o czym świadczy napis na elewacji, który zawiera także nazwisko architekta.

Kościół został przebudowany już w 1336 r., a szczególnie cenna jest w nim architektura (powstawał na styku kultur romańskiej i gotyckiej) oraz zewnętrzne płaskorzeźby. Z kościołem związana jest też ciekawa historia – nie stoi on obecnie na swoim pierwotnym miejscu – przez długie wieki stał w dolinie pod wzgórzem, ale gdy w 1923 r. zdecydowano o jej zalaniu i budowie sztucznego zbiornika (jezioro Omodeo obok wsi Zuri), został rozebrany i w całości przeniesiony na szczyt wzgórza.

Wracamy do Abbasanty, dochodzi południe, a my musimy wymeldować się z naszego ostatniego hotelu na Sardynii. Po drodze z Zuri oglądamy jeszcze pozostałości niewielkiego nuraga Auru przy głównej drodze. Ale to jeszcze nie koniec atrakcji okolic Abbasanty. Wymeldowujemy się z hotelu Su Baione, wsiadamy w samochód i zamiast jechać na północ, w kierunku lotniska w Olbii, jedziemy… na południe, aż za miasteczko Paulilatino, gdzie z głównej trasy zjeżdżamy do stanowiska archeologicznego Santa Cristina.

Zuri, kościół św.Piotra

Zuri, kościół św.Piotra

Zuri, kościół św.Piotra

Zuri, kościół św.Piotra

Zuri, kościół św.Piotra

Zuri, kościół św.Piotra

Zuri, kościół św.Piotra, napis z datą konsekracji i nazwiskiem architekta

Zuri, kościół św.Piotra, napis z datą konsekracji i nazwiskiem architekta

Nurag Auru między Ghilarzą i Zuri

Nurag Auru między Ghilarzą i Zuri

Santa Cristina wyrosła nam nieco nadplanowo, pomimo ograniczeń czasowych (mieliśmy w drodze do Olbii jeszcze jedno malownicze miasteczko w planach, a samolot w Olbii raczej nie poczeka), ale nie mogliśmy sobie jej darować, co zresztą wyszło nam, o czym za chwilkę, mocno na zdrowie (psychiczne). Stanowisko archeologiczne Santa Cristina (wstęp płatny 5 EUR) składa się z trzech zasadniczych części:

  • świętej studni, odkrytej w XIX w., a pochodzącej prawdopodobnie z XI w. p.n.e., czyli z czasów nuragijskich, otoczonej przez pozostałości chat mieszkalnych i murów;
  • nuraga z otaczającymi go ruinami domostw, najprawdopodobniej starszego od świętej studni, choć jego wiek nie został dokładnie określony;
  • części chrześcijańskiej, czyli kościoła Santa Cristina (od którego przyjęto nazwę całego kompleksu), wybudowanego w XII / XIII w. oraz kompleksu zabudowań klasztornych, zamieszkiwanych przez mnichów, powstałego w XVIII w.;

Z racji mijającego czasu, Santa Cristina zwiedzamy bardzo szybkim krokiem, nie ma czasu na kontemplację tysięcy lat istnienia tego miejsca. Wsiadamy w samochód z zamiarem ostatecznego opuszczenia rejonu Abbasanty i… teraz będzie o tym, jak szczęśliwym trafem było pojechanie na południe.

Santa Cristina, święta studnia

Santa Cristina, święta studnia

Santa Cristina, święta studnia

Santa Cristina, święta studnia

Santa Cristina, nurag

Santa Cristina, nurag

Santa Cristina, kościół z XII / XIII w.

Santa Cristina, kościół z XII / XIII w.

Santa Cristina, zabudowania klasztorne

Santa Cristina, zabudowania klasztorne

Santa Cristina, zabudowania klasztorne

Santa Cristina, zabudowania klasztorne

Otóż już w czasie jazdy w stronę Abbasanty, przez którą musimy ponownie przejechać, by udać się w stronę lotniska w Olbii (droga wiedzie tuż obok nuragu Losa i hotelu, z którego niedawno się wymeldowaliśmy) dostajemy „strzała” w głowę – nie mamy paszportów. Wziął je recepcjonista w hotelu i… zapomniał nam oddać przy wyjeździe. My też o nich zapomnieliśmy na śmierć. Szczęście w nieszczęściu – i tak musimy koło hotelu przejechać nie ma więc problemu. Recepcjonista czeka już na nas w progu hotelu z paszportami i przeprosinami – sam się połapał, że zostały.

Co by było, gdybyśmy odpuścili Santa Cristina i pojechali od razu na północ ? Kiedy „kapnęlibyśmy się” że nie mamy paszportów i ile zajęłoby nam wrócenie się z powrotem ? Z jednej strony bez paszportów nie wpuściliby nas (szczególnie dzieci, my mieliśmy jeszcze dowody osobiste) do samolotu w Olbii, a przez zawracanie po paszporty moglibyśmy na samolot nie zdążyć… W każdym razie zrobiliśmy wielkie UFFFF i pojechaliśmy w stronę północy Sardynii. Jak się potem okazało, to nie był koniec przygód i obaw o zdążenie na odlot. Ale tymczasem po drodze mieliśmy jeszcze zjechać z drogi do Olbii i wjechać w góry, by zobaczyć słynne z ściennych murali zbójeckie miasteczko Orgosolo. Orgosolo będzie już w następnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć atrakcji okolic Abbasanty znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Sardynia 2014

Murale w Orgosolo

Ostatnim punktem naszej tygodniowej wyprawy na Sardynię był górski rejon Barbaria. Wjechaliśmy w kręte górskie drogi, by zobaczyć Orgosolo, miasto owiane bardzo złą sławą jako kryjówka bandytów. Dziś bardziej znane z setek ściennych murali na ulicach.

Zuri, kościół św.Piotra

Ostatni dzień na Sardynii rozpoczynamy w środkowej części wyspy, w miejscowości Abbasanta, znanej głównie ze znajdującego się tu nuraga Losa. Ale sama Abbasanta i jej najbliższe okolice kryją o wiele więcej miejsc wartych zobaczenia.

Barumini, nurag Su Nuraxi

Szósty dzień na Sardynii kończymy mocnym akcentem. Zwiedzamy bowiem Barumini, którego "ozdobą" jest jedyne miejsce na wyspie, wpisane na listę UNESCO - kompleks Su Nuraxi, czyli najsłynniejszy na Sardynii nurag. Ale nie tylko...

0

Autor:

Kategorie: Rok 2014, Sardynia, Sardynia 2014, Włochy

Barumini, czyli nurag Su Nuraxi i zabytkowe świątynie

Szósty dzień na Sardynii kończymy mocnym akcentem. Zwiedzamy bowiem Barumini, którego „ozdobą” jest jedyne miejsce na wyspie, wpisane na listę UNESCO – kompleks Su Nuraxi, czyli najsłynniejszy na Sardynii nurag. Ale nie tylko…

Sardynia 2014 (poprzedni wpis: W drodze do Barumini: Nuraminis, Sanluri i Villamar). Do Barumini docieramy niemal na ostatnią chwilę, przed godziną 16-tą. Ostatnie wejścia na teren nuraga Su Nuraxi zgodnie z oficjalnymi informacjami, w październiku odbywają się o godz.16:30. Ale to teoria, przy wejściu do nuraga nic nie wskazuje na jego rychłe zamykanie. Czas więc na spokojne zwiedzenie tego unikatu z listy UNESCO.

Bilety do Su Nuraxi do tanich nie należą. Osoba dorosła zapłaci 10 EUR, dzieci do 12 lat 6,50 EUR. Nam magicznie kasjerka nie wlicza najmłodszej pociechy, uznając że ma poniżej 7 lat – 6,50 EUR niespodziewanie zostaje nam w kieszeni. Ale i tak zostawiamy tu 26,50 EUR, czyli jakieś 110 zł… Zwiedzanie nuraga Su Nuraxi jest możliwe wyłącznie z przewodnikiem, jest ich na miejscu kilku, każdemu przydzielane są 3-4 osoby i tak zorganizowani ruszają na „podbój” nuraga.

I tu zasadnicza porażka, chyba największa w czasie naszego pobytu na Sardynii. Przewodnik, który miał nam opowiadać o nuragu, wpisanym (jako jedyny obiekt na Sardynii) na listę UNESCO… praktycznie w ząb nie zna angielskiego. Nigdzie indziej nie słyszeliśmy takiego kaleczenia. Niezrozumiałe słownictwo i zastanawianie się nad co drugim wyrazem sprawiało, że po prostu nie dało się tego słuchać. Więcej dowidzieliśmy się z angielskojęzycznej kartki A4, odbitej na ksero, którą musieliśmy oddać przy wyjściu. Makabra. Jedyne pozytywne było to, że na koniec, chyba w ramach przeprosin, przewodnik zostawił nas na terenie nuraga i mogliśmy bez żadnego „strażnika” pochodzić swobodnie po całym terenie.

Barumini, nurag Su Nuraxi

Barumini, nurag Su Nuraxi

Barumini, nurag Su Nuraxi

Barumini, nurag Su Nuraxi

Barumini, nurag Su Nuraxi

Barumini, nurag Su Nuraxi

Barumini, nurag Su Nuraxi

Barumini, nurag Su Nuraxi

„Su Nuraxi” znaczy po prostu „nurag” w jednej z odmian języka sardyńskiego. Zasadniczo kompleks składa się z centralnej wieży (oryginalnie ponad 18 m wysokości, dziś 14 m), otoczonej później przez cztery inne oraz ruin wioski, która otaczała ten obronny bastion. Wieża główna datowane są na XVII w. p.n.e., cztery wieże ją otaczające budowane były do XIII w. p.n.e., natomiast wioska powstała później i zamieszkana była od XIII do VI w. p.n.e. Prawdopodobnie w VI w. p.n.e. cały kompleks został najechany i zniszczony przez Kartagińczyków, w wyniku czego został opuszczony przez mieszkańców.

Kompleks został odkryty przez prof.Giovanni Lilliu, urodzonego w Barumini naukowca, w latach 50-tych XX wieku. Prof. Lilliu był uznanym na całym świecie znawcą tematyki nuragijskiej i historii tej cywilizacji, autorem wielu dzieł o tej tematyce. Zmarł w Cagliari w 2012 r. (wcześniej był tam m.in. miejskim radnym) i pochowany został w rodzinnym Barumini.

Do dziś odkryto tutaj, oprócz pięciu wspomnianych wież, także resztki barbakanu z dwoma innymi wieżami (ok. XII w. p.n.e.) oraz pozostałości aż ponad 200 chat nuragijskich, zbudowanych z kamienia i krytych drewnianymi dachami. Niektóre z nich miały specjalne przeznaczenie religijne lub społeczne, np. dom służący do spotkań miejscowej rady.

Jak już napisaliśmy – po stresującym wysłuchaniu tego, co miał do powiedzenia przewodnik, ruszyliśmy na samodzielne zwiedzanie nuraga. Odbyliśmy prywatną sesję zdjęciową, po czym opuściliśmy teren kompleksu. Całość zajęła nam równą godzinę. Z informacji praktycznych – przed wejściem na teren kompleksu znajduje się parking, który chyba w sezonie nie wytrzymuje ilości chętnych. Naprzeciw wejścia, po drugiej stronie drogi znajduje się też restauracja, w której znajdziecie ubikacje (w październiku były bezpłatne), których niestety na terenie nuraga nie ma.

Barumini, nurag Su Nuraxi

Barumini, nurag Su Nuraxi

Barumini, nurag Su Nuraxi

Barumini, nurag Su Nuraxi

Barumini, nurag Su Nuraxi

Barumini, nurag Su Nuraxi

Barumini, nurag Su Nuraxi

Barumini, nurag Su Nuraxi

Ale na nuragu atrakcje Barumini się nie kończą. Jeśli znajdziecie tu dodatkową wolną chwilę, warto pokręcić się po samym miasteczku (trochę ponad 1 tys. mieszkańców) i poszukać zabytkowych kościołów, tu i ówdzie rozsianych po starej części miasta. Powinniście bez problemu znaleźć:

  • kościół Niepokalanego Poczęcia, główny kościół parafialny w mieście, wybudowany pod koniec XVI w. i lekko przebudowany w wieku kolejnym. We wnętrzach niektóre elementy datowane są na XVI i XVII w. właśnie. Obok niego znajduje się Casa Zapata, unikatowy egzemplarz architektury hiszpańskiej na Sardynii, dom osiadłej tu szlacheckiej hiszpańskiej rodziny Zapata, wybudowany w XVII w. Dziś mieści małe muzeum (wstęp jest płatny), a także… ruiny nuraga. Jakieś 20 lat temu bowiem odkryto, że budynek postawiono na starożytnym nuragu, który po odsłonięciu stanowi część atrakcji tego miejsca;
  • kościół św.Jana Chrzciciela, stojący także obok Casa Zapata, choć cięzki do zauważenia ze względu na swoją niepozorną bryłę. To chyba najstarszy kościół w mieście, pochodzi z XIII w., a konsekracja odbyła się prawdopodobnie w 1316 r.;
  • kościół św.Franciszka z Asyżu, stojący obok dawnego klasztoru Kapucynów, pochodzący z XVII w. (1609 r.) na miejscu wcześniej stojącego tu małego kościółka św.Teodora. Jednym z fundatorów była właśnie rodzina Zapata. W budynku dawnego klasztoru, z którego mnichów relegowano w 1832 r., znajduje się dziś centrum kulturalne oraz biblioteka, specjalizująca się w historii badań na Sardynii;
  • kościół św.Tekli, zbudowany w XVII w., później pełniący także rolę kaplicy cmentarnej (do XIX w., kiedy to wybudowano nowy cmentarz miejski);
  • kościół św.Łucji, pochodzący z XVI w., z pięknym portykiem ozdobionym ostrymi łukami;

Jeśli mało Wam będzie atrakcji, w Barumini znajduje się także widowiskowy park miniatur „Sardynia w miniaturze”. My musieliśmy go sobie odpuścić – po zakupach poczynionych w supermarkecie w Barumini trzeba było powoli myśleć o dojeździe do hotelu w Abbasancie, do której mieliśmy jeszcze ok.90 km jazdy. Odpuścić też musieliśmy sobie także wizytę w ruinach rzymskich term w miejscowości Fordongianus – pomimo, że było nam po drodze – nie zdążyliśmy tam dojechać przed zapadnięciem zmroku. A szkoda, bo ten obiekt był na naszym planie tego dnia.

Barumini, kościół Niepokalanego Poczęcia

Barumini, kościół Niepokalanego Poczęcia

Barumini, kościół Niepokalanego Poczęcia

Barumini, kościół Niepokalanego Poczęcia

Barumini, kościół św.Jana Chrzciciela

Barumini, kościół św.Jana Chrzciciela

Barumini, kościół św.Jana Chrzciciela

Barumini, kościół św.Jana Chrzciciela

Barumini, Casa Zapata

Barumini, Casa Zapata

Ale nasz pośpiech skończył się już 3 km za Barumini, gdy wjechaliśmy do sąsiedniej miejscowości – Tuili. Najpierw nie odpuściliśmy XVI-wiecznego kościoła św.Antoniego, oddanego zakonowi Braci Mniejszych. Opuszczony przez nich w XVII w., popadł w ruinę, ale przy pomocy miejscowych możnych został odbudowany. Jest do dziś miejscem pielgrzymek w dniu święta św.Antoniego.

Drugi obiekt w Tuili, do którego trafiliśmy tylko i wyłącznie dzięki „brązowym tablicom” przy drodze głównej, był kościół św.Piotra Apostoła, główny kościół (parafialny) w Tuili. Pochodzi z XV w., konsekracja odbyła się w 1489 r., ale z oryginalnej budowli po wielu późniejszych rekonstrukcjach niewiele zostało. Duża część wnętrza (kaplice, ambona) pochodzi z XVI – XVIII w. Także organy kościelne datowane są na połowę XVIII w.

Kilkanaście kilometrów dalej, już przy zapadających ciemnościach, udaje się nam jeszcze zatrzymać w miejscowości Gonnosno – tuż przy przelotowej drodze do Abbasanty stoi tu zabytkowy kościół św.Heleny. Tablica przed wejściem mówi o XVI w. jako czasie budowy, ale został on wybudowany w 1645 r. (z tego czasu na pewno pochodzi kościelna dzwonnica). Szczególnie cenne są wnętrza – dwie kaplice (św.Bazylego i Madonny Różańcowej) pochodzą jeszcze z XVII w., tak jak ambona. Ołtarz ma elementy z XVIII i XIX w.

Barumini, kościół św.Łucji

Barumini, kościół św.Łucji

Barumini, kościół św.Tekli

Barumini, kościół św.Tekli

Barumini, kościół św.Franciszka

Barumini, kościół św.Franciszka

Tuili, kościół św.Antoniego

Tuili, kościół św.Antoniego

Gonnosno, kościół św.Heleny

Gonnosno, kościół św.Heleny

Z Gonnosno, już po ciemku, przejechaliśmy jeszcze 70 km, by w końcu dotrzeć na obrzeża Abbasanty, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg w hotelu, położonym tuż obok kolejnego znanego na Sardynii nuraga – Losa. Ale atrakcje Abbasanty opiszemy już w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z Barumini na Sardynii znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Sardynia 2014

Murale w Orgosolo

Ostatnim punktem naszej tygodniowej wyprawy na Sardynię był górski rejon Barbaria. Wjechaliśmy w kręte górskie drogi, by zobaczyć Orgosolo, miasto owiane bardzo złą sławą jako kryjówka bandytów. Dziś bardziej znane z setek ściennych murali na ulicach.

Zuri, kościół św.Piotra

Ostatni dzień na Sardynii rozpoczynamy w środkowej części wyspy, w miejscowości Abbasanta, znanej głównie ze znajdującego się tu nuraga Losa. Ale sama Abbasanta i jej najbliższe okolice kryją o wiele więcej miejsc wartych zobaczenia.

Barumini, nurag Su Nuraxi

Szósty dzień na Sardynii kończymy mocnym akcentem. Zwiedzamy bowiem Barumini, którego "ozdobą" jest jedyne miejsce na wyspie, wpisane na listę UNESCO - kompleks Su Nuraxi, czyli najsłynniejszy na Sardynii nurag. Ale nie tylko...

 

0

Autor:

Kategorie: Rok 2014, Sardynia, Sardynia 2014, Włochy

W drodze do Barumini: Nuraminis, Sanluri i Villamar

Przedostatni, szósty dzień na Sardynii to podróż z Cagliari do Abbasanty. Po zwiedzaniu ruin starożytnej Nory, przyszedł czas na malownicze miasteczka południowej części wyspy i skrywane przez nie atrakcje.

Sardynia 2014 (poprzedni wpis: Nora, czyli starożytna Ikea). Szósty dzień na Sardynii miał dwa główne punkty, które nas interesowały. Pierwszym były ruiny najstarszego miasta na wyspie – fenickiej Nory, drugim – jedyna sardyńska pozycja na liście UNESCO – nurag Su Nuraxi w Barumini. Norę zwiedziliśmy zaraz po wyjeździe z Cagliari teraz pozostało nam przemieszczać się na północ, w kierunku miasta Barumini. Ale po drodze kilka razy zatrzymywaliśmy się, zgodnie z planem lub nie, w poszukiwaniu atrakcji miasteczek mijanych po drodze. W taki sposób w historii naszej podróży pojawiły się miasteczka Nuraminis, Sanluri, Villamar i Lunamatrona.

Po początkowej jeździe z Cagliari na południe, do ruin Nory, dalsza droga do Abbasanty to już wyłącznie „kierunek północ”. Z Nory wróciliśmy tą samą drogą którą przyjechaliśmy ze stolicy wyspy. Cagliari tym razem objechaliśmy dookoła, nie wjeżdżając do centrum. Pierwszy przystanek wypadł nam w położonym 30 km na północ od Cagliari miasteczku Nuraminis. Nuraminis to mikro-miasto (2,5 tys. mieszkańców), w historycznych dokumentach pojawiło się pierwszy raz w XIV w., choć okolice miasta na pewno zamieszkałe były i w czasach nuragijskich, i potem w rzymskich czy bizantyjskich.

Nuraminis ma praktycznie jedną atrakcję turystyczną – stojący w centrum miasteczka kościół parafialny św.Piotra Apostoła. Wiadomo o nim, że został wybudowany w 1588 r., ale prawdopodobnie stał tu wcześniej inny kościół, także pod wezwaniem św.Piotra – taka świątynia tutaj pojawia się w dokumentach już w 1263 r., a przedstawiciel parafii św.Piotra z Nuraminis uczestniczył już w konsekracji bazyliki św.Saturnina w Cagliari w 1141 r. – całkiem więc możliwe, że kościół św.Piotra stał tu już w XII w.

Nuraminis, kościół św.Piotra Apostoła

Nuraminis, kościół św.Piotra Apostoła

Nuraminis, kościół San Lussorio

Nuraminis, kościół San Lussorio

Villagreca, kościół San Vito

Villagreca, kościół San Vito

Sanluri, kościół Matki Bożej Łaskawej

Sanluri, kościół Matki Bożej Łaskawej

Sanluri, kościół św.Piotra

Sanluri, kościół św.Piotra

Wzorem przy budowie kościoła św.Piotra Apostoła w Nuraminis była świątynia św.Jakuba w dzielnicy Villanova w Cagliari – oglądaliśmy ją poprzedniego dnia. Wnętrza świątyni zawierają kaplice i rzeźby w większości pochodzące z XIX w. (wtedy miała miejsce spora odbudowa kościoła po uderzeniu pioruna), tylko jedna z kaplic zachowuje wystrój pochodzący z XVII w. Kościół został uszkodzony podczas bombardowania w 1943 r., jego ślady są podobno miejscami widoczne do dziś.

W samym Nuraminis nie ma nic więcej do zobaczenia, ale bliskie okolice miasteczka kryją jeszcze inne atrakcje. Jakieś 2 km na zachód od miasta, w „szczerym polu” stoi zabytkowy kościółek San Lussorio – o Lussorio, rzymskim żołnierzu, zamęczonym w IV w., za czasów cesarza Dioklecjana, w Cagliari za wiarę pisaliśmy przy okazji zwiedzania dzielnicy Villanova w stolicy Sardynii. Tablice przy kościele informują o XVI w., jako prawdopodobnej dacie wybudowania świątyni. Ale to chyba nie do końca prawda – św.Lussorio jest powszechnie czczony na Sardynii od początków XVII w. – był jednym z wielu męczenników, których szczątki wykopano w XVII w. w okolicach bazyliki św.Saturnina w Cagliari. Niezbyt więc jednak możliwe, by kościół pod wezwaniem św.Lussorio powstał wcześniej. Najprawdopodobniej świątynia pochodzi więc z XVII w.

Kościół San Lussorio w Nuraminis „ożywa” jednego dnia w roku, 21 sierpnia, kiedy to obchodzone jest święto jego patrona. Bardzo znana jest na Sardynii procesja, odbywająca się w tym dniu pomiędzy kościołami San Lussorio i św.Piotra Apostoła. Wieczorem odbywa się efektowny pokaz sztucznych ogni.

W okolicach Nuraminis jest jeszcze jedna warta uwagi świątynia. Jedziemy nieco na północ, do kolejnej miejscowości o nazwie Villagreca. To bardzo mała wieś, zamieszkuje ją zaledwie ok.300 mieszkańców, ale ma swoją atrakcję – kościół San Vito. Strasznie mało jest o nim faktów historycznych, większość dat to jedynie domysły, wysnuwane ze szczegółów architektonicznych. Kościół na pewno wyróżnia się dzwonnicą – to ona zresztą przyciągnęła naszą uwagę podczas przejazdu obok wsi.

Sanluri, kościół św.Sebastiana

Sanluri, kościół św.Sebastiana

Sanluri, zamek

Sanluri, zamek

Ulice Sanluri

Ulice Sanluri

Ulice Sanluri

Ulice Sanluri

Sanluri, ratusz

Sanluri, ratusz

Ulice Sanluri

Ulice Sanluri

Zgodnie z tym, co mówią specjaliści, kościół został prawdopodobnie wybudowany w końcówce XVI w., a rozbudowany w I połowie XVII w. Dzwonnica została podwyższona w początkach XVIII w. (to już jest w dokumentach), z tego też okresu (lata 20-te XVIII w.) pochodzą dwa dzwony w niej umieszczone. Wnętrz nie było nam dane oglądać, ale znajdują się tam zabytkowe: ołtarz i ambona (początki XVIII w.), jeszcze starsze są niektóre elementy kaplic w kościele – pochodzą z końcówki XVI w., czyli z okresu budowy świątyni.

To wszystkie atrakcje Nuraminis i okolic. Oczywiście warto się tu tak po prostu przez chwilę poszwędać – każde małe miasteczko na Sardynii ma ten sam klimat. Malownicze uliczki, bardzo niewielu przechodniów na ulicach w trakcie dnia. W Villagreca nie było inaczej. Nie inaczej było także w kolejnym miasteczku, do którego przyszło nam zawitać – Sanluri.

Sanluri, niewielkie jak na nasze warunki miasteczko – niecałe 9 tys. mieszkańców, położone jest 15 km na północ od Villagreca i Nuraminis. Pomimo małej wielkości, jest „współstolicą” jednej z sardyńskich prowincji. Najsłynniejszym momentem w historii tego miasteczka jest rok 1409, kiedy to odbyła się pod Sanluri bitwa pomiędzy Arboreą (ówczesnym małym królestwem na Sardynii) a Aragończykami, dowodzonymi przez króla Marcina I. Aragończycy ostatecznie zniszczyli wtedy Arboreę. Ale sam Marcin I przypłacił wyprawę życiem – zmarł już kilka dni później w Cagliari (na malarię, podobno przywleczoną przez jego kochanki) i pochowano go w katedrze w Cagliari, gdzie jego mauzoleum znajduje się do dziś (widzieliśmy je poprzedniego dnia).

Najważniejszym zabytkiem w Sanluri jest bez wątpienia zamek, wybudowany tu przez Arborejczyków już w końcówce XII wieku. Ciekawostką, związaną z tym zamkiem jest fakt, iż przez cały czas swojego istnienia, oprócz funkcji obronnych, spełniał on także funkcje mieszkalne – zresztą dzięki temu przetrwał do naszych czasów w całkiem niezłym stanie.

Villamar, kościół św.Piotra

Villamar, kościół św.Piotra

Villamar, kościół św.Piotra

Villamar, kościół św.Piotra

Villamar, kościół św.Jana Chrzciciela

Villamar, kościół św.Jana Chrzciciela

Villamar, kościół św.Jana Chrzciciela

Villamar, kościół św.Jana Chrzciciela

Villamar, kościół św.Jana Chrzciciela

Villamar, kościół św.Jana Chrzciciela

To, czym zapisało się w historii Sanluri, czyli bitwa z 1409 r., było jednocześnie końcem chwały zamku. Wcześniej był on dla Arborejczyków ważny, ze względu na położenie graniczne. Ale gdy władzę zdobyli Aragończycy, przejmując władzę nad całą okolicą, położenie Sanluri przestało być tak strategiczne – znaczenie zamku znacznie spadło. Od tej pory głównie był budynkiem mieszkalnym – dziś można go zwiedzać, we wnętrzach znajduje się niewielkie muzeum. My niestety trafiliśmy na porę sjesty, gdy muzeum było zamknięte.

Spokojnym krokiem zwiedziliśmy więc sobie współczesne centrum miasteczka, napotykając po drodze ledwie kilka osób. Przy okazji zobaczyliśmy trzy z kilku znajdujących się w Sanluri zabytkowych świątyń. Były to:

  • kościół św.Sebastiana – niewiele o nim wiadomo, nie ma np. żadnych informacji na temat czasu fundacji świątyni. Podczas niedawnej renowacji odkryto na zewnętrznej elewacji napis z datą „1518”, co na dziś przyjmowane jest jako data erekcji kościoła. Na pewno istniał w 1599 r., bo zachowały się dokumenty z wizyty biskupa Cagliari w tym kościele. Znajduje się tuż przy zabudowaniach zamkowych;
  • kościół św.Piotra – podobnie jak przy poprzedniej świątyni – za datę konsekracji kościoła przyjmuje się datę z napisu na elewacji – 1377 r. Niewiele wiadomo o jego późniejszych losach. Przez lata zaniedbany, ostatnio został odnowiony i przywrócony do funkcji kościelnych. W niewielkiej dzwonnicy znajduje się zabytkowy dzwon z 1577 r. Wnętrza także kryją cenne zabytki – obrazy i rzeźby z XVII i XVIII w. oraz ołtarz – także z XVIII w. Kościół znajduje się w centrum, przy głównym placu dzisiejszego Sanluri, nieopodal ratusza miejskiego;
  • kościół Matki Bożej Łaskawej – wybudowany w 1776 r. na ruinach wcześniej tu stojącego kościoła z XVI w., z którego pozostała jedynie część dzwonnicy (resztę dobudowano właśnie w XVIII w.). To najbardziej reprezentacyjny kościół w miasteczku, naprawdę pięknie się prezentuje z zewnątrz. We wnętrzach niektóre elementy pochodzą z XV i XVI w. Także znajduje przy ratuszu;

To, co jeszcze zafascynowało nas w Sanluri, to niezwykle barwne i malownicze małe dzieła sztuki – przeróżne tabliczki na domach w wąskich, starych uliczkach. Uzbieraliśmy pokaźną galerię ich fotek, i z Sanluri, i z kilku innych miejscowości, w tym z Villamar, do którego zaraz się udamy.

Villamar, murale na domach

Villamar, murale na domach

Villamar, murale na domach

Villamar, murale na domach

Villamar, murale na domach

Villamar, murale na domach

Villamar, murale na domach

Villamar, murale na domach

W Sanluri odbijamy z głównej drogi, którą dotychczas jechaliśmy z Cagliari. To zdaje się główna droga całej wyspy – prowadzi przez całą jej długość aż do Olbii, a odbijając w lewo – także do położonego na północnym-zachodzie wyspy Sassari. My jedziemy wprawdzie do Olbii, skąd odlecimy do domu, ale to będzie dopiero następnego dnia. Na razie czas na przystanek w Villamar.

Villamar to kolejne niewielkie miasteczko na naszej drodze do Barumini. I kolejne malownicze, zamieszkałe ledwie przez 3 tys. mieszkańców, w dokumentach historycznych pojawia się w 1206 r. jako Mara Arbarei. Miasteczko posiadało kiedyś 8 świątyń, do czasów dzisiejszych dotrwało kilka z nich. Pierwszym, który napotykamy, jest kościół św.Piotra, zbudowany z piaskowca w II poł. XIII wieku – i to w zasadzie wszystko, co o nim wiemy.

Na dłużej zatrzymujemy się na wschodnim krańcu Villamar, przy placu Piazza Prazza de Corti. Tu znajduje się siedziba miejskich władz, ale także kolejne zabytkowe świątynie. Przy ratuszu można obejrzeć niewielki obelisk z listą burmistrzów miasta od XIX w. Ale najważniejsze na Piazza Prazza de Corti są dwa kościoły.

Ten bardziej rzucający się w oczy to kościół św.Jana Chrzciciela, głównie ze względu na wysoką dzwonnicę. Wybudowany został prawdopodobnie w II poł. XIII w., a następnie w ciągu wieków wielokrotnie przebudowywany (w tym w XVI w., znów na wzór kościoła św.Jakuba w dzielnicy Villanova w Cagliari). Dziś jest głównym kościołem miasta. Najważniejszym skarbem we wnętrzach świątyni jest datowany na 1518 r. ołtarz autorstwa Petera Cavaro, głównego przedstawiciela XVI-wiecznej szkoły malarstwa z Cagliari.

Lunamatrona, kościół św.Jana Chrzciciela

Lunamatrona, kościół św.Jana Chrzciciela

Lunamatrona, kościół Najświętszej Marii Panny

Lunamatrona, kościół Najświętszej Marii Panny

Lunamatrona, kościół Najświętszej Marii Panny

Lunamatrona, kościół Najświętszej Marii Panny

Krajobrazy Sardynii

Krajobrazy Sardynii

Krajobrazy Sardynii

Krajobrazy Sardynii

Nieco z tyłu placu, a właściwie już za nim, znajduje się kolejny kościółek – kościół Matki Boskiej Różańcowej, do dziś siedziba Bractwa Różańcowego, pochodzący z XVI / XVII w., wyglądający na nieco opuszczony i zaniedbany. Był też zamknięty, nie mogliśmy więc zobaczyć wnętrza, w którym znajdują się ołtarz i rzeźby z XVIII w.

Cały postój w centrum Villamar, włącznie ze zwiedzaniem pustego wnętrza kościoła św.Jana Chrzciciela zajął nam raptem 10 minut. Już przejeżdżając samochodem przez miasteczko mieliśmy okazję poznać je z innej strony – Villamar znane jest także z murali, ściennych malowideł na domach. Nie są to dzieła zabytkowe – malowanie murali w Villamar rozpoczęło się w latach 70-tych XX wieku za sprawą dwóch miejscowych artystów, którzy w miarę tworzenia kolejnych dzieł „wyspecjalizowali” się w ich tematyce. Jeden malował sceny związane z ważnymi wydarzeniami politycznymi czy społecznymi, drugi głównie krajobrazy. Tak czy tak – murale w Villamar naprawdę rzucają się w oczy, stają się też atrakcją dla turystów przemieszczających się – tak jak my – z Sanluri do Barumini.

W Villamar odbijamy na chwilę z drogi do Barumini, w planach mamy bowiem zwiedzenie kolejnego na naszej objazdowej trasie po Sardynii nuraga – Genna Maria, położonego za miasteczkiem Villanovaforru. Aby do niego dojechać z Villamar, przejeżdżamy przez inną miejscowość – Lunamatrona. I co ? I oczywiście wpada nam w oko okazała świątynia nieopodal drogi. Dajemy jednak sobie z nią spokój – nurag wydaje nam się ważniejszy.

Miasteczko Villanovaforru droga do nuraga objeżdża dookoła, nie mamy więc okazji poszukać w nim czegoś ciekawego. Przy wejściu do nuraga Genna Maria następuje jednak rozczarowanie – trafiamy znów w sjestę i ponowne otwarcie nastąpi za mniej więcej pół godziny. Szkoda nam tego pół godziny – rezygnujemy z wejścia do nuraga. Dla zainteresowanych – wejściówka kosztuje 2,50 EUR, a bilet łączony do nuraga i znajdującego się tu także muzeum – 5 EUR. Ale nas czas powoli zaczyna ścigać – dochodzi godz.15-ta, a my musimy koniecznie zdążyć do nuraga Su Nuraxi – to nasz absolutny cel numer jeden tego dnia.

No, ale skoro wypadł nam jeden punkt z programu, to nie daliśmy rady w drodze powrotnej przez miasto Lunamatrona – musieliśmy się zatrzymać obok rzeczonego wcześniej, widzianego z drogi kościoła. To kościół św.Jana Chrzciciela, wybudowany w XVI w. na miejscu wcześniej stojącej tu świątyni Benedyktynów, wybudowanej w 1082 r. Kościół przechodził wiele rozbudów w ciągu kilku wieków swojego istnienia. We wnętrzach znajduje się XVI-wieczny ołtarz autorstwa jednego z największych ówczesnych malarzy Sardynii – Antioco Mainasa, pierwotnie umieszczony w innym kościele w Lunamatrona – kościele Najświętszej Marii Panny.

Las Plassas, zamek Marmilla

Las Plassas, zamek Marmilla

Las Plassas, zamek Marmilla

Las Plassas, zamek Marmilla

I właśnie kościół NMP jest drugim, odwiedzanym przez nas w Lunamatrona. Znaleziony przypadkiem w Google Maps podczas „lustrowania” okolicy kościoła św.Jana Chrzciciela, okazał się znajdować całkiem niedaleko niego. Kościół NMP wybudowany został prawdopodobnie w XIII w., choć niektóre źródła podają nawet wiek XII. Na pewno był głównym kościołem – kościołem parafialnym – miasta aż do 1630 r., kiedy to rolę tę przejął zwiedzany przez nas przed chwilą kościół św.Jana Chrzciciela. Ten moment był momentem zwrotnym w historii kościoła Najświętszej Marii Panny.

Od tego bowiem czasu zaczął się jego upadek, aż w końcu został całkowicie opuszczony. Zdjęcia z początku lat 80-tych XX w. pokazują stan opłakany – ostała się w zasadzie tylko przednia ściana, reszta zarosła krzakami. W 1987 r. cały teren przejęło miasto, decydując się na odbudowę zabytku. Odbudowano go zgodnie z pierwotnym kształtem, a ponowna konsekracja odbyła się w 2005 r. Corocznie 14 sierpnia przed kościołem rozpoczynają się miejscowe obchody Wniebowzięcia NMP.

Wyjeżdżamy z miasta Lunamatrona – od Barumini i nuraga Su Nuraxi dzieli nas zaledwie 18 km – wydawałoby się, że teraz już nic nas po drodze nie zatrzyma. Pudło :) Gdy zostało nam już tylko 3 km do Barumini, podczas przejazdu przez wieś Las Plassas, wpadł nam w oko po lewej stronie dość malowniczo położono na wzgórzu zamek, a w zasadzie widoczne z daleka jego ruiny. Gdy dodatkowo zobaczyliśmy brązową tablicę, kierującą w tę samą stronę, ale do zabytkowego kościoła, znów nie wytrzymaliśmy. Zatrzymujemy się ! :)

Najpierw o zamku. Zamek Marmilla (od nazwy wzgórza na którym stoi) , oficjalnie dziś zwany imieniem Eleonory z Arborei, władczyni królestwa Arborei z przełomu XIV / XV w., która miała krótko przebywać tutaj w czasie swojego panowania, po raz pierwszy pojawia się w dokumentach historycznych w 1172 r., ale powstał prawdopodobnie w XI lub nawet w X wieku. Był równie ważny dla Arborejczyków jak zamek w Sanluri (tam również miała przebywać Eleonora, ale ta hipoteza jest raczej tylko legendą) ze względu na umiejscowienie przy granicy tego ówczesnego królestwa.

Las Plassas, kościół św.Marii Magdaleny

Las Plassas, kościół św.Marii Magdaleny

Las Plassas, kościół św.Marii Magdaleny

Las Plassas, kościół św.Marii Magdaleny

Podobnie jak ten w Sanluri, także zamek w Las Plassas odegrał pierwszoplanową rolę w czasie wojny Arborei z Aragonią na początku XV w. Po bitwie pod Sanluri i zwycięstwie Aragończyków, zamek przeszedł w ich ręce i niemal natychmiast stracił na znaczeniu – przestał już być przecież zamkiem „granicznym”. Aragończycy interesowali się nim jeszcze przez sto lat, po czym ostatecznie porzucili.

Na wzgórze zamkowe z ruinami prowadzi piesza ścieżka, zaczynająca się niemal u stóp kościoła św.Marii Magdaleny, przy którym zaparkowaliśmy na chwilę samochód. Na wejście do ruin zamku jednak nie zdecydowaliśmy się – ciągle ważny był czas i dotarcie do Su Nuraxi. A sam kościół św.Marii Magdaleny – wybudowany w połowie XVI w. na miejscu wcześniej istniejącej tu świątyni, z dzwonem pochodzącym z końca XVI w. – okazał się zamknięty, więc po obfotografowaniu go z zewnątrz ruszyliśmy, tym razem już bez niespodziewanych postojów, w stronę Barumini. Ale o atrakcjach Barumini, w tym tej głównej – nuragu Su Nuraxi – będzie już w kolejnym wpisie.

Pełna galeria zdjęć z Nuraminis, Sanluri, Villamar i kilku innych małych miasteczek na Sardynii znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Sardynia 2014

Murale w Orgosolo

Ostatnim punktem naszej tygodniowej wyprawy na Sardynię był górski rejon Barbaria. Wjechaliśmy w kręte górskie drogi, by zobaczyć Orgosolo, miasto owiane bardzo złą sławą jako kryjówka bandytów. Dziś bardziej znane z setek ściennych murali na ulicach.

Zuri, kościół św.Piotra

Ostatni dzień na Sardynii rozpoczynamy w środkowej części wyspy, w miejscowości Abbasanta, znanej głównie ze znajdującego się tu nuraga Losa. Ale sama Abbasanta i jej najbliższe okolice kryją o wiele więcej miejsc wartych zobaczenia.

Barumini, nurag Su Nuraxi

Szósty dzień na Sardynii kończymy mocnym akcentem. Zwiedzamy bowiem Barumini, którego "ozdobą" jest jedyne miejsce na wyspie, wpisane na listę UNESCO - kompleks Su Nuraxi, czyli najsłynniejszy na Sardynii nurag. Ale nie tylko...

0

Autor:

Kategorie: Rok 2014, Sardynia, Sardynia 2014, Włochy