Trochę o tureckich drogach i kierowcach | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Trochę o tureckich drogach i kierowcach

Nie jakość dróg, ale „jakość” tureckich kierowców i zatrważające statystyki wypadkowości w Turcji były głównymi naszymi obawami przy planowaniu wyjazdu własnym samochodem do tego kraju. Napiszemy więc, co zobaczyliśmy na miejscu.

Tour de Europe 2013 (poprzedni wpis: Stambuł, w dzielnicy Beyoğlu). Jeśli szukacie informacji o tym, jak to jest jeździć po tureckich drogach przez 3 tygodnie, to poniżej znajdziecie wszystko, co zapamiętaliśmy z własnych, wakacyjnych doświadczeń.

Obowiązujące mity i braki w wiedzy

O tureckich kierowcach wyczytać w sieci można wiele. I bardzo niewiele pochlebnego. Powszechnie czytane było o fantazji, nieprzestrzeganiu przepisów, jeździe bez świateł, wiecznym trąbieniu i wymuszaniu pierwszeństwa czy wpychaniu się w korku. Czytaliśmy też o wysokim odsetku wypadków na drogach, a nasz fordowy assisstance nie działał poza Europą, więc temat ewentualnych problemów z samochodem był aktualny przez cały pobyt w Turcji, szczególnie że te problemy (techniczne, nie związane z wypadkiem) rzeczywiście się pojawiły.

Tureckie e-wizy

Tureckie e-wizy

O tureckich drogach nie wiedzieliśmy za wiele, poza tym, że mają dość niewiele autostrad. No i że właśnie wprowadzili całkiem nowy system regulowania opłat za przejechanie nimi, o którym w sieci znaleźliśmy tylko tyle, że trzeba na poczcie kupić naklejkę na szybę, która jest swoistą kartą prepaid – na bramkach automaty będą z niej ściągać kasę. Wiedzieliśmy także, że paliwo w Turcji jest bardzo drogie.

Przepisy, także celne

Generalnie przepisy drogowe w Turcji nie są niczym dziwnym. Są trzy udziwnienia, o których wiedzieliśmy, z których w zasadzie w praktyce warto pamiętać o jednym:

  • samochód poruszający się po Turcji, musi być wyposażone w DWA trójkąty ostrzegawcze – w razie awarii jeden ustawia się przed samochodem, drugi za nim
  • dopuszczalny poziom alkoholu to (uwaga) 0,5 promila – dla kierowców samochodów osobowych bez przyczepy. Kierowcy wszystkich innych pojazdów mają ten limit ustawiony na 0 🙂 Skąd takie rozróżnienie – pojęcia nie mamy
  • przepis dotyczący pierwszeństwa na rondach – sensacyjnie w Turcji pierwszeństwo ma pojazd… wjeżdżający na rondo, a nie ten, który już na nim jest. Wjeżdżając więc na rondo trzeba trochę pogimnastykować swój polski mózg
Droga z Milas do Bodrum

Droga z Milas do Bodrum

Droga do Afrodyzji

Droga do Afrodyzji

Droga do Pammukale

Droga do Pammukale

Ten ostatni przepis w praktyce w samej Turcji tworzy problemy. Duża ilość turystów sprawia, że kierowcy (także miejscowi) w dużej części uważają na rondach – nigdy nie wiadomo, jak się inny kierowca zachowa. Po kilku dniach już było dość łatwo poznać ze sporej odległości, jak zachowa się na rondzie nasz „przeciwnik” – albo już wjeżdżał ostrożnie, rozglądając się (znaczy będzie się zachowywał zgodnie z przepisami), albo ciął bez wahania do przodu (znaczy jeździ po „europejsku”). Tak czy tak – w Turcji trzeba na rondach uważać.

Kilka zdań o przepisach celnych, związanych z samochodem. Dużą zagadką był dla nas przy planowaniu wyjazdu zakup elektronicznych wiz przez internet. To też był nowo wprowadzany w Turcji system, wtedy jeszcze równolegle z dotychczas stosowanymi tradycyjnymi wizami kupowanymi na przejściach granicznych. Otóż serwis oferujący te wizy nie mówił ani słowa o ich ważności na przejściach lądowych – w FAQ była mowa wyłącznie o lotniskach. Mieliśmy więc sporo wątpliwości, czy wizy „przejdą” na granicy z Grecją. Wyjaśniamy: nie ma żadnych problemów – e-wizy są ważne również na przejściach drogowych.

Warto też pamiętać, szczególnie jeśli wybieracie się w tym roku na wakacje do Turcji – że system e-wiz od kwietnia całkowicie zastąpi wizy tradycyjne – tych ostatnich nie kupicie już na granicy czy lotnisku. Warto o tym pamiętać i wykupić wizę przez internet przed wyjazdem.

Turecka sztuka ładowania ciężarówek :)

Turecka sztuka ładowania ciężarówek 🙂

Turecka sztuka ładowania ciężarówek :)

Turecka sztuka ładowania ciężarówek 🙂

Motocykle i skutery są w Turcji co najmniej trzyosobowe :)

Motocykle i skutery są w Turcji co najmniej trzyosobowe 🙂

I jeszcze jeden celny „szczegół”. Jeśli wjeżdżacie własnym samochodem do Turcji, zostanie on Wam wbity w paszport – musicie nim z Turcji wyjechać. Niby nic zastanawiającego. Ale ten przepis może się Wam „przypomnieć” w dość nieoczekiwanym momencie. Nasz przykład – w trakcie pobytu w zachodniej Turcji mieliśmy opcję popłynięcia promem na jedną z okolicznych wysp – a jak wiadomo, większość wysp otaczających Turcję należy do Grecji. Czyli przeprawa promowa na taką wyspę jest zagraniczną wycieczką.

Teoretycznie: na jednodniowy wypad na taką wyspę (Rodos, Kos, Lesbos) niepotrzebny nam samochód, więc kupujemy sobie bilety „osobowe”, samochód zostawiamy w Turcji. I tu następuje „zonk” – celnik cofnie kierowcę z promu, nie pozwalając mu przekroczyć granicy Turcji. Dlaczego – bo kierowca opuszcza terytorium Turcji bez samochodu, którym do niej wjechał. Nieważne, że jedzie tylko na parę godzin na grecką wyspę, odległą o kilka kilometrów – łamie prawo. Warto o tym pamiętać – wjeżdżacie samochodem do Turcji – to wysp greckich nie pozwiedzacie (no chyba, że zapłacicie także za przewóz samochodu promem, ale to nie jest tania sprawa).

Autostrady i system HGS

Tureckie autostrady były dla nas praktycznie białą plamą – wszystkiego uczyliśmy się na miejscu. Pisaliśmy już o wprowadzonym tuż przed naszym wyjazdem nowym systemem HGS do płacenia za autostrady. Autostrad w rejonie, gdzie przebywaliśmy, nie ma w Turcji za wiele (a my w Polsce płaczemy nad ich ilością): kawałek koło Izmiru, obwodnica Bursy i dłuższy odcinek pomiędzy Bursą a Stambułem. Ale są i kartę HGS trzeba mieć.

Autostrady, bramki systemu HGS

Autostrady, bramki systemu HGS

Autostrady, bramki systemu HGS

Autostrady, bramki systemu HGS

Doświadczenie pierwsze – kartę kupuje się na tureckich pocztach (tam nazywa się to: PTT), a te są urzędami państwowymi, które oczywiście nie pracują w państwowe święta. Wjeżdżanie więc do Turcji akurat na koniec Ramadanu, świętowany przez trzy dni, oznacza… brak możliwości zakupu naklejki HGS. Próbowaliśmy ją kupić przez całą drogę dojazdową od granicy Turcji aż do Boğaziçi – i się nie udało – droga trwała akurat te trzy wolne od pracy dni. Na pocztę natknęliśmy się potem w trakcie wizyty w Bodrum, ale okazało się że znaleźć pocztę to nie cała sztuka – na tejże poczcie karty HGS wydawane są tylko w jednym, specjalnym okienku, które pracuje krócej niż reszta poczty… Znów pudło.

Wniosek o wydanie naklejki HGS i sama naklejka

Wniosek o wydanie naklejki HGS i sama naklejka

Kartę HGS udało się nam w końcu wyrobić (tak, kartę jak się okazało, się „wyrabia”) w Milas, gdy pojechaliśmy „do miasta” zapłacić mandat drogowy (o mandatach w Turcji będzie zaraz). Karta HGS może zostać wyrobiona na poczcie, ale nie na każdej. Musi to być coś w rodzaju „poczty głównej” w mieście – małe urzędy pocztowe nie świadczą takich usług. Zeby kartę HGS wyrobić, trzeba wypełnić specjalny wniosek – dostępny wyłącznie po turecku, a jakże – oraz mieć przy sobie paszport i dokumenty samochodu. Wyrobienie odbywa się od ręki, od ręki też trzeba kartę zasilić pierwszym doładowaniem, które wynosi minimum 30 TL. Uzyskaną naklejkę należy nakleić od wewnątrz na przedniej szybie, w ściśle określonym miejscu – pod lusterkiem środkowym.

System HGS jest najfajniejszym systemem opłat za autostrady, z jakim mieliśmy do czynienia. Na początku jest trochę kłopotu i formalności z wyrobieniem karty, ale potem jest już całkiem z górki. Autostradowe bramki po prostu wykrywają naklejkę na naszej szybie, automatycznie ściągając z niej kolejne opłaty (zauważyliśmy że każda bramka to oplata 2,40 TL). Za bramką jest wyświetlacz, który pokazuje ściągniętą kwotę, a sama bramka dźwiękowo sygnalizuje pobranie opłaty. Nie jest wymagane zatrzymywanie się, wystarczy w miarę wolno przejechać przez bramkę – wszystko niezwykle płynnie, bez korków i utrudnień.

Naklejka systemu HGS

Naklejka systemu HGS

Naklejka systemu HGS w samochodzie

Naklejka systemu HGS w samochodzie

Z tego co się doczytaliśmy, na karcie może nawet nie być środków, a i tak można po autostradach jeździć, wystarczy uzupełnić kasę na karcie w ciągu 7 dni. Kartę można doładowywać na pocztach lub w punktach obok autostradowych bramek (podobno są gdzieniegdzie). Jest też możliwość zarejestrowania swojej karty w internecie i sprawdzania w komputerze jej stanu konta oraz pobieranych opłat. HGS naprawdę nam się spodobał.

Jakość dróg

Jakością dróg byliśmy naprawdę potężnie zaskoczeni. Jeśli to jest Azja, to nie bardzo potrafimy określić poziom, na którym znajduje się Polska. Tureckie zwykłe drogi, łączące wszelkie większe miasta, są w zasadzie standardem równe naszym drogom ekspresowym – OK, nie ma bezkolizyjnych wjazdów i zjazdów, nie ma barierek energochłonnych, a drogi nie omijają mniejszych miejscowości, a przechodzą przez nie. Są tam wtedy normalne skrzyżowania, światła i przechodzący ludzie. Ale na terenie niezabudowanym to naprawdę rewelacyjna jakość jazdy, no i ograniczenie do 110 km/h.

Autostrady są autostradami, tu nic odróżniającego tureckie od polskich (poza opisanym systemem HGS) nie znaleźliśmy. Drogi niższego stopnia, te bardziej podrzędne, też są wystarczającej jakości, nie ma dróg dziurawych, nie kończy się nigdzie asfalt. Turcja, jeśli chodzi o jakość dróg, nie ma się naprawdę czego wstydzić, a w kilku elementach i nas bije na głowę.

Podrzędne drogi to często widoki zwierząt (droga do Kayakoy)

Podrzędne drogi to często widoki zwierząt (droga do Kayakoy)

Owszem, na podrzędnych, wiejskich drogach można spotkać folklor – owce, osiołki czy inne zwierzęta, które spacerem pokonują trasę wzdłuż lub w poprzek. Widywaliśmy potężne stada owiec, przechodzące w poprzek nawet przez bardzo mocno uczęszczaną drogę, łączącą Milas z Bodrum (po dwa pasy w obie strony plus pas zieleni, mnóstwo szybko jadących samochodów). Ale kto bywał na południu Europy, widywał takie widoki w bardziej, wydawałoby się, cywilizowanych krajach typu np. Grecja.

Obiekty zabytkowe (a tych Turcja ma ogromne ilości) są z reguły bardzo dobrze oznakowane, rzucającymi się w oczy brązowymi kierunkowskazami. Znak stop to „DUR”, format i kolor taki sam, jak w Polsce.

Ceny paliw w Turcji (sierpień 2013)

Ceny paliw w Turcji (sierpień 2013)

Ceny paliwa

Ceny paliwa w Turcji są szokujące. Tak, SZO-KU-JA-CE. Nie mamy pojęcia, skąd ten poziom cen, ale dla tych, którzy tak jak my planują zwiedzać Turcję, podróżując po niej samochodem, cena benzyny jest naprawdę dużym wyzwaniem. Cena diesla (w Turcji nazywa się to „Motorin”) podchodziła, w przeliczeniu na złotówki, do 7 zł za litr. Właściciele aut benzynowych to już będą w stanie przedzawałowym – przyzwyczajacie się do ceny ok.8 zł za litr benzyny (95 oktanów). I pomyśleć, że przejechaliśmy na terenie Turcji jakieś 2,5 tys. kilometrów…

Jazda tureckich kierowców

Tu pewnie co niektórych zaskoczymy – nie spotkaliśmy się z jakimiś negatywnym objawami sztuki podróżowania w wydaniu Turków. Może dlatego, że w większości poruszaliśmy się ruchliwymi, krajowymi drogami o wysokim standardzie. Może byliśmy już uodpornieni, wszak w drodze do Turcji dwie doby jeździliśmy po Albanii 🙂 Ale jakoś nie zapamiętaliśmy niczego specjalnego w zachowaniu kierowców w Turcji.

I to pomimo tego, że mieliśmy okazję pojeździć samochodem np. po Stambule. OK, tu już zdecydowanie zadziałało porównanie z Albanią, nie dziwiły już nas usilne próby ominięcia korków, tworzenia dodatkowych pasów celem ich ominięcia, czy nawet przypadek ominięcia korka samochodem terenowym poprzez jazdę po… torach tramwajowych (zakończony zresztą interwencją tutejszej policji).

Zdecydowanie trzeba się natomiast przyzwyczaić do dźwięku klaksonu. Tureccy kierowcy używają go z umiłowaniem godnym lepszej sprawy, stosując przy każdej nadarzającej się okazji. Szczególnie warto się przyzwyczaić do trąbienia przy ruszaniu na światłach. Duża część świateł w Turcji ma liczniki, odliczające czas do zmiany światła. Można w ciemno się zakładać, że gdy licznik zejdzie poniżej 2 sekund, pojazdy za tobą zaczną już trąbić. Ot, dbają, żebyś nie przysnął i ruszył równo ze zmianą światła na zielone 🙂 Taki standardzik, nikogo to tu nie dziwi i nikt nie robi z tego problemu.

DUR - znak "stop"

DUR – znak „stop”

Podrzędne drogi to często widoki zwierząt (droga do ruin Tlos)

Podrzędne drogi to często widoki zwierząt (droga do ruin Tlos)

Stambuł i inne większe miasta

We większych miastach, w których byliśmy (Stambuł, Bursa, Izmir – we wszystkich tych miastach wjeżdżaliśmy samochodem do ścisłego centrum), standardowo tworzą się korki, im bliżej centrum tym bardziej. Nie ma w tym nic wyjątkowego, w końcu korki mamy i w Polsce. Trzeba się tylko przyzwyczaić do harmidru powodowanego przez klaksony oraz do ustawicznego wpychania się kierowców, wjeżdżających w taki korek z bocznych uliczek. Muszą to robić, inaczej nikt by ich nie przepuścił – zwyczaj wpuszczania innego samochodu przed swój zdaje się w Turcji nie być znanym i kompletnie nie ma zastosowania. Wyjątkiem są autokary wożące turystów – te się przepuszcza – w końcu kraj turystyką żyje. A i sami kierowcy autokarów zdają się czuć na drodze w Turcji niczym święte krowy w Indiach, mieliśmy także i my swoje przejście z autobusem, który ani myślał na parkingu poczekać, aż zaparkujemy i wymyślił sobie, że to nasz problem, żebyśmy zdążyli się usunąć. Zdążyliśmy, ale było na grubość palca (max dwóch :-)).

Mandat

Mandat jest osobną historią w całej naszej wakacyjnej tureckiej przygodzie. Tak, zaliczyliśmy mandat od policji drogowej w Turcji. Zostaliśmy zatrzymani podczas ostatniej naszej wycieczki, do Pamukkale, gdzieś pomiędzy Milasem a Söke. Ciekawy jest sposób mierzenia prędkości – nie poznaliśmy go. Radar musiał stać gdzieś „w krzakach”, bo policjanci, stojący przy drodze go nie mieli, zatrzymywali pojazdy, które gdzieś wcześniej zostały namierzone. Kultura patroli policyjnych w Turcji (kultura organizacyjna znaczy się) jest całkiem inna niż u nas – patrol stojący przy drodze się nie chowa, wręcz przeciwnie – sam się oznakowuje, stawiając na prawym pasie pachołki i zwężając jezdnię do jednego pasa, dodając do tego znaki wymuszające ograniczenie prędkości. Przejeżdża się więc przed panami policjantami niczym parada, a oni skądś wiedzą, które auta mają zatrzymać.

Mandat drogowy z Turcji

Mandat drogowy z Turcji

No to nas zatrzymali. No i co ? Zaden z dwóch policjantów nie włada ani jednym słowem w żadnym cywilizowanym języku, poza tureckim oczywiście. Ale słowo „radar” po turecku brzmi tak samo, szybko więc osiągnęliśmy nić porozumienia, co do przyczyny zatrzymania. Prawa jazdy nie chcieli (zresztą – co by zrozumieli z polskiego dokumentu), poprosili o paszport i przystąpili do spisywania, dość niechlujnego zresztą, mandatu. Przy okazji dowiedzieliśmy się, jaki limit prędkości na drogach w Turcji obowiązuje (chodziło o 110 km/h) i jaką metodologię stosuje się do naliczania wysokości mandatu.

Otóż, tak jak i chyba w Polsce, jest w Turcji tolerancja do wysokości +/- 10 km/h. Czyli moglibyśmy jechać do 120 km/h i nic by nam nie zrobili. Ale my poruszaliśmy się równo 131 km/h – a powyżej tego progu tolerancji są już kary, za każdy 1 km/h powyżej progu. To wszystko policjant wytłumaczył, częściowo pisząc długopisem po własnej ręce 🙂 Ale bez angielskiego się obszedł.

Zauważyliśmy po innych zatrzymywanych, że w zasadzie nikt nie podejmuje nawet próby dyskutowania z policjantami. Nie ma też prób wpływania na ich wysokość. Ot, biorą taki mandat i grzecznie wsiadają do auta w dalszą drogę. Mnie też mundurowy na koniec przyjaźnie poklepał po ramieniu, życząc przyjemnej drogi (mam nadzieję, że to były życzenia, bo ciągle było tylko po turecku). Ale samo otrzymanie mandatu to dopiero początek zabawy.

Czasem podróżuje się tak (ruiny Nysy)

Czasem podróżuje się tak (ruiny Nysy)

W Turcji ma się aż miesiąc na zapłacenie mandatu. Po miesiącu startuje naliczanie kar za zwłokę, w wysokości 5% miesięcznie. A po roku po upłynięciu terminu zapłaty karę zamienia się na areszt. Mandaty są ewidencjonowane w centralnym systemie – cudzoziemiec który nie zapłacił mandatu, może mieć kłopoty przy kolejnym wjeździe do Turcji.

Zapłata za mandat też jest unikalna. Oczywiście nie da się zapłacić policjantowi na miejscu – to akurat jest zrozumiałe. Ale nie da się też zapłacić przelewem, choć policjant tak mi właśnie radził zapłacić (na świstku mandatu nie ma w każdym razie numeru konta do przelewu). Mandat opłaca się w państwowym urzędzie, który potocznie nazywa się po angielsku „tax office” – to chyba coś podobnego do naszych urzędów skarbowych. Nikt tego nie mówi, ale da się też mandat zapłacić na poczcie (PTT), przynajmniej tej głównej, w której da się też wyrobić kartę HGS. Podczas wyrabiania karty spytaliśmy o możliwość opłacenia mandatu. Okazało się, że można, ale naszego pan pocztowiec nie odnalazł w swoim systemie komputerowym, więc pozostało udać się w Milas do tegoż „tax office”.

Droga do Pammukale

Droga do Pammukale

„Tax Office” jest typowym urzędem państwowym, a pracujący tam ludzie są typowymi urzędnikami. Mieliśmy wrażenie, że cofnęliśmy się do PRLu – mocno niechętna Pani z okienka wzięła druk mandatu i nie odzywając się do nas ani słowem, wręcz z miną typu „dlaczego mi przeszkadzacie” odbębniła całą procedurę, inkasując 125 TL. Kwota nie jest dziwna, dopóki nie wspomnimy, że mandat opiewał na… 166 TL. Nie wiemy dlaczego zapłaciliśmy mniej (może za prędkość, płaciliśmy następnego dnia po otrzymaniu mandatu), urzędniczka też nie raczyła nam tego wyjaśnić, a my nie chcieliśmy zajmować jej cennego czasu. Zresztą, może by się okazało, że coś źle policzyła… Tak czy siak – objęła nas promocja i zapłaciliśmy mniej niż nominalnie powinniśmy.

Wspomnijmy jeszcze, że mandat można podobno opłacić też przy opuszczaniu Turcji, na samej granicy. Ale po co sobie przedłużać pobyt na granicy.

Zanim wrócimy do opisywania naszej podróży powrotnej z Turcji, będzie jeszcze jeden wpis dotyczący tego kraju, a właściwie napoju, który jest bezsprzecznie aktualnym symbolem Turcji – będzie o herbacie.

Pełna galeria zdjęć z tureckich dróg znajduje się na osobnej stronie naszego bloga.

 

Inne wpisy z: Tour de Europe 2013

Tak wyglądał nasz samochód po odebraniu od obsługi hotelowej

Jeśli dużo podróżujecie, to istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że w masie dobrych i wspaniałych rzeczy zdarzy Wam się pod drodze doświadczenie przykre. Życie. Nie ma świata idealnego, każdy kiedyś błąd czy pomyłkę popełni, trzeba być wyrozumiałym. Pod warunkiem, że widzimy chęć naprawy czy załagodzenia sytuacji drażliwej. Gorzej, jeśli ten ktoś narobi Wam problemów i Was z nimi zostawi.

Wakacyjna wyprawa do Turcji w sierpniu 2013 r. była jak dotąd najdłuższym naszym wyjazdem turystycznym. Trwała aż 32 dni, z których 18 spędziliśmy w podróży, a pozostałe dwa tygodnie - na wakacyjnym pobycie w południowo-zachodniej Turcji.

Kežmarok (polska nazwa: Kieżmark), niespełna 20-tysięczne miasto na Słowacji, był ostatnim punktem na naszej mapie trasy Tour de Europe 2013 - wakacyjnej wyprawy do Turcji. Spędziliśmy w nim trochę czasu na zwiedzaniu historycznej starówki.

 

One thought on “Trochę o tureckich drogach i kierowcach

  1. Co do niższej kwoty mandatu – w przypadku opłacenia go w terminie 2 tygodni jest zniżka 25%. Z tą tolerancją do 10 km/h to nieprawda, dostałem mandat za przekroczenie prędkości o 8 km/h. Co do mierzenia prędkości – wcześniej ustawiony jest drugi patrol, który mierzy prędkość i podaje przez radio kolejnemu, które auta zatrzymać.

Dodaj komentarz