Weekend w Odessie, informacje praktyczne | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Weekend w Odessie, informacje praktyczne

Odessa – kolejne „miasto na weekend”, zaliczone. Czas na kilka informacji praktycznych, dotyczących pobytu w tym klimatycznym mieście. Choć pewnie jeszcze przez jakiś czas jechać tam nie warto, zbyt „gorąco” tam teraz (maj 2014).

Weekend w Odessie (poprzedni wpis: Stara Odessa w obiektywie). Czas na krótkie podsumowanie weekendu w Odessie i garść informacji praktycznych, związanych z logistyką podróży.

Przede wszystkim – bilety kupowane z dużym wyprzedzeniem wstrzeliły mi się w termin aneksji Krymu przez Rosjan, przez co w całym regionie zrobiło się „gorąco”. I choć w Odessie nie było tego specjalnie na co dzień widać (może poza placem przed budynkiem związków zawodowych oraz podczas obchodów 200. rocznicy urodzin Tarasa Szewczenki, narodowego wieszcza Ukrainy), to idąc ulicami z aparatem starałem się mieć „oczy dookoła głowy”. Tak czy siak, skończyło się całkiem bezpiecznie, bez żadnych perturbacji, może poza dość zabawnym spotkaniem z ukraińskimi milicjantami, ale o tym poniżej.

Odessa z okien samolotu

Odessa z okien samolotu

Na uwagę zasługuje podejście LOTu do klientów rezerwujących bilety na Ukrainę w tamtym czasie – ze względu na zaogniającą się sytuację na wschodzie tego kraju na kilka dni przed wylotem dostałem informację, że mogę bezpłatnie zmienić termin swojej podróży na dowolny inny, w ramach całego 2014 r., bez żadnych opłat. Zdecydowany plus, choć nie skorzystałem. I dobrze, bo potem w Odessie było już tylko gorzej.

Loty

Do Odessy nie da się dolecieć tanimi liniami lotniczymi z Polski, stąd i ceny biletów najniższe nie są. W „super-promocji” LOTu, którą nasz przewoźnik miał na przełomie 2013/14 r., najtańsze bilety w obie strony kosztowały 399 zł i za tyle też poleciałem w pierwszy weekend marca do Odessy.

Co istotne, loty do i z Odessy LOT ma w tym sezonie w „ludzkich” godzinach, to jest wyloty i lądowania są w środku dnia, co z kolei wiąże się z brakiem problemów z transportem z i na lotnisko. Nie zawsze jest tak pięknie, o czym mogłem się przekonać przy okazji kolejnego wyjazdowego weekendu, do greckich Aten.

Taksówki

Jedyny moment, kiedy jadąc na weekend do Odessy, mogłem potrzebować taksówki, to przylot na lotnisko i potrzeba transportu do miasta. Przed terminalem lotniskowym (nawiasem lotnisko w Odessie to mini-lotnisko, z jednym dość niewielkim budynkiem, obsługującym i odloty i przyloty) jest oczywiście sznur oficjalnych taksówek, chętnych w każdym momencie zawieźć turystę w dowolne miejsce.

Ukraińskie piwo w wersji 1,5 l

Ukraińskie piwo w wersji 1,5 l

Ale oprócz ubranych w jednakowe stroje taksówkarzy „oficjalnych”, przed terminalem krąży sporo tych „nieoficjalnych”, szukających dość aktywnie potencjalnych pasażerów. Sami zaczepiają podróżnych z walizkami, proponując podwózkę. Jako że przystanek autobusowy przy lotnisku (na lotnisko można też dojechać autobusem, a raczej „marszrutką”, czyli busem, będzie o tym zaraz) był puściutki, co oznaczało, że bus zapewne niedawno odjechał, zdecydowałem się na pertraktacje z takim „nieoficjalnym” taksówkarzem.

Pomimo moich kolejnych odmów przy kolejno rzucanych kwotach za dowóz pod drzwi hotelu w centrum miasta, taksówkarz nie dawał za wygraną, aż stanęliśmy na cenie 10 dolarów za kurs (czyli lekko powyżej 30 zł). Tak tak – dolarów. Taksówkarzowi można zapłacić i w ukraińskich hrywnach, i w dolarach czy w euro. Przy obecnej sytuacji i galopującym spadku wartości hrywny, zapłata w „twardej” walucie jest nawet bardziej oczekiwana.

Jazda taką „nieoficjalną” taksówką też jest kolorytem. Jeżdżenie „na zapałkę” obok innych samochodów, wyprzedzanie w każdym możliwym miejscu, często „na trzeciego”, no i klimatyczny kierowca z papierosem w ustach – we wnętrzu auta siwo od dymu 🙂 Uchylenie okna trochę ułatwiło podróż.

Mieszkając w centrum Odessy, nie potrzebowałem więcej taksówek ani żadnego innego transportu przy poruszaniu się po nim – wszystko, co chciałem zobaczyć, miałem w zasięgu pieszego spaceru. Stare centrum Odessy nie jest wcale takie duże.

Marszrutki

Wspomniana wyżej marszrutka potrzebna była jedynie do powrotnego kursu z centrum miasta na lotnisko. Publiczne autobusy i busy w Odessie łatwo poznać – są żółte. Na lotnisko jedzie z małego dworca autobusowego, znajdującego się niedaleko dworca kolejowego, marszrutka numer 117 – ważne – wsiadać trzeba do busu jadącego w kierunku dworca kolejowego właśnie (marszrutki kursują w obu kierunkach oczywiście).

Odessa, dworzec kolejowy

Odessa, dworzec kolejowy

Dość leciwy bus, szczelnie wypełniony pasażerami (siedzącymi i stojącymi), jedzie na lotnisko ok. 35-40 minut. Za kurs można zapłacić wyłącznie gotówką i wyłącznie u kierowcy, opłatę wnosi się dopiero przy wysiadaniu. A opłata za kurs marszrutką w Odessie (bez względu na długość trasy, a więc także na lotnisko) wynosi 2,5 UAH (hrywny), co w czasie mojego pobytu dawało cenę… 0,80 PLN 🙂 To chyba najtańszy transport lotniskowy, jaki do tej pory znamy.

Hotel

Dwa weekendowe noclegi spędziłem w samym centrum Odessy, w hotelu Hermes. Hotel to nietypowy, bo zajmuje tylko jedno piętro (pierwsze, jest winda) w kilkupiętrowej kamienicy. Budynek ma własną ochronę, choć nie wymaga ona jakiegokolwiek legitymowania się. Co do standardu hotelu nie ma żadnych uwag, dodatkowy plus za podwyższenie mi przez obsługę standardu pokoju (zamiast rezerwowanego pokoju „economy” dostałem „standard”, o wiele większy i bez dodatkowych opłat).

Odessa, hotel Hermes, śniadanie w pierwszy dzień...

Odessa, hotel Hermes, śniadanie w pierwszy dzień…

... i śniadanie dnia drugiego

… i śniadanie dnia drugiego

Jedyne, do czego można (i trzeba) się w tym hotelu przyczepić, to śniadanie, wliczone w cenę pokoju. Nie ma standardowego „szwedzkiego stołu”, a zamiast niego jest kartka z trzema daniami do wyboru (jajecznica, omlet i coś jeszcze). Wyboru tego trzeba dokonać dzień wcześniej, wybiera się także godzinę śniadania. I dokładnie o tej godzinie, w hotelowym kąciku restauracyjnym otrzymuje się to, co się zamówiło – i ani grama więcej.

Jedzenie

„Doświadczony” po weekendowym pobycie w Kijowie, znalazłem w Odessie jedyną tam istniejącą „Puzatą Chatę” – ukraińską restaurację sieciową z ichnim jedzeniem o bardzo dobrej jakości i przystępnych cenach. Jak to w sieciówce, ceny nie różnią się pomiędzy lokalami – jeśli chcecie więc sprawdzić moją opinię o „Puzatej Chacie”, zapraszam do kijowskiego wpisu.

W Odessie „Puzata Chata” znajduje się w centrum handlowym Europa, stojącym w samiuśkim centrum miasta, przy odesskim deptaku – ulicy Deribasowskiej. Niemal naprzeciwko znajduje się dom, w którym kiedyś mieszkał Adam Mickiewicz. Restauracja znajduje się na najwyższym, szóstym piętrze centrum handlowego, wystarczy wsiąść do windy.

Pan pogodynek z ukraińskiej telewizji. Wielbiciele serialu "Na Wspólnej" zapewne poznają :)

Pan pogodynek z ukraińskiej telewizji. Wielbiciele serialu „Na Wspólnej” zapewne poznają 🙂

Łapówka

A tak, pierwszy raz w życiu dałem łapówkę – i to od razu milicji 🙂 Niestety zdaje się, że to normalna praktyka stróżów prawa – turystę łatwo poznać po zachowaniu i po… aparacie fotograficznym. Patrol lokujący się w przejściu podziemnym przy dworcu autobusowym zatrzymał mnie do kontroli dokumentów, po czym nie oddając paszportu, wyprowadził z przejścia, w stronę budynku związków zawodowych – później osławionego tragedią śmierci ponad 30 osób w pożarze podczas zamieszek. Być może pretekstem był mój aparat i fakt (o którym nie wiedziałem), że obok tego budynku znajduje się obozowisko separatystów odesskich, ich swoisty „majdan”. Może uznany zostałem za zwolennika którejś ze stron (zapewne tej pro-europejskiej), tym bardziej że szybko znaleźli w moim paszporcie pieczątki ze styczniowego pobytu w Kijowie.

Odessa, budynek związków zawodowych i majdan separatystów (budynek spłonął 2 maja 2014, wraz z ponad 30 ludźmi)

Odessa, budynek związków zawodowych i majdan separatystów (budynek spłonął 2 maja 2014, wraz z ponad 30 ludźmi)

Tak czy siak, oznajmiając, że będą wzywać samochód, który zawiezie mnie na komendę milicji, panowie milicjanci wyprowadzili mnie do parku, w ogóle nie przejawiając ochoty aby rzeczywiście kogoś wezwać. Ot, spacer po parku, wyglądający dość komicznie, bo panowie w ogóle się mną nie interesowali, idąc sobie przede mną i gadając ze sobą, w ogóle nie patrząc czy za nimi idę i gdzie jestem.

Przystanek w spacerze zaczął się z tyłu budynku związków zawodowych, gdzie zostałem poinformowany, że będę musiał uiścić mandat – na telefonie komórkowym pokazano mi cyfrę 200 – taka miała być jego wysokość – za co ? Tego nie mówili. Szybko okazało się, że nie dogadaliśmy się – oni nie dają mi mandatu – oni po prostu chcą 200 UAH „do ręki”. I co najzabawniejsze, rozpoczęła się rozmowa „handlowa”, czyli targowanie 🙂 Skończyło się na 100 UAH (mniej jak 30 zł), od razu też zażyczyli sobie dwóch pięćdziesiątek, pewnie żeby nie musieć rozmieniać dla dwóch 🙂

I tak z niezrozumiałej sytuacji zrobiła się sytuacja lekko śmieszna. Bo i kwota śmieszna, i fakt targowania o wysokość łapówki i wymaganie dwóch pięćdziesiątek. I milicjanci zadowoleni, i ja rozbawiony. Aczkolwiek widać przy okazji, jak daleko tej aspirującej do Unii Europejskiej Ukrainie do naszych standardów.

I tym akcentem kończymy opowieść o weekendowej Odessie, mieście zdecydowanie wartym zobaczenia. Choć nie ma wybitnych i starych zabytków ani długiej historii, to ta historia którą ma, buduje klimat. Wielonarodowość i różnorodność religii oraz klimatyczna stara część miasta z jego burzliwą historią sprawia, że jest tu co oglądać. Warto, polecamy.

 

Inne wpisy z: Ukraina

Dubno, zamek widziany od strony rzeki Ikwy

Kolejne ukraińskie miasteczko - Dubno - kolejne wielkie polskie historie. Zimowa objazdówka po zachodniej i południowej Ukrainie nabiera tempa. W iście "syberyjskich" warunkach Ukraina prezentuje się niezwykle pięknie i malowniczo.

Niewielkie miasteczko, położone niedaleko od polskiej granicy, nieco na południe od Łucka. Senne, położone na uboczu od większych miast, skrywające wielkie wydarzenia z historii państwa polskiego. Beresteczko kojarzy każdy ze szkolnych lekcji historii.

Odessa, motoryzacja w wersji ukraińskiej

Odessa - kolejne "miasto na weekend", zaliczone. Czas na kilka informacji praktycznych, dotyczących pobytu w tym klimatycznym mieście. Choć pewnie jeszcze przez jakiś czas jechać tam nie warto, zbyt "gorąco" tam teraz (maj 2014).

 

Dodaj komentarz