Z Mcchety do Wardzi. Borżomi i inne atrakcje po drodze. | tamBylscy.pl - historia naszych podróży.

Z Mcchety do Wardzi. Borżomi i inne atrakcje po drodze.

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

Gruzja 2014, dzień 7 (poprzedni wpis: Mccheta, historia Gruzji i nie tylko w pigułce). Po porannym zwiedzaniu atrakcji Mcchety i okolic, czas na wyjazd w stronę centrum Gruzji, a w zasadzie okrężną drogą na południe, do skalnego miasta Wardzia. W planie po drodze kilka punktów turystycznych i nocleg „gdzieś” przed Wardzią.

Pierwszym punktem postojowym miał być monaster Armazi, położony wysoko na wzniesieniu zaraz za Mcchetą. Wszystko szło dobrze, do momentu wyjazdu samochodem na bardzo stromą drogę pod górę ponad leżącą w dole wsią (wjazd na boczną drogę do monasteru jest nieźle oznaczony) – broń boże nie wybierajcie się tam samochodem osobowym, jest naprawdę stromo i kamieniście. Niestety zaraz ponad wsią na wąskiej drodze zastałem… zaparkowany samochód, którego nijak nie dało się ominąć, a trąbienie nie pomogło – właściciel nie pojawił się. Zostało więc zrezygnować z podjazdu i wycofanie auta stromą drogą w dół (zawrócić też się nie dało). Na początek dnia „zonk” – monasteru Armazi nie będzie. Pozostaje więc napisać, że jest on podobno w kompletnej ruinie, pochodzi z XII w. i nosi imię św.Nino.

Zamiast jechać nudną autostradą w stronę zachodnią, wybieram dalszą trasę boczną drogą, prowadzącą z Mcchety do Gori (tamże można na autostradę wrócić), o dobrej asfaltowej nawierzchni na całej długości. Dzięki temu „zaliczyć” mogę kolejne religijne zabytki Gruzji.  W okolicy wsi Telatgori skręcam w lewo, za kierunkowskazem kierującym do monasteru Kwatachewi (Kvatakhevi). Ale zanim dojadę do niego bardzo złej jakości drogą, stopniowo z częściowo dziurawo-asfaltowej zamieniającą się w kamienistą, przy okazji zwiedzam kompleksu kościoła Magalaant, którego nazwa pochodzi od dawnej znamienitej rodziny, panującej w okolicy (Magaladze).

Kompleks kościelny Magalaant

Kompleks kościelny Magalaant

Kompleks kościelny Magalaant

Kompleks kościelny Magalaant

Droga do monasteru Kwatachewi

Droga do monasteru Kwatachewi

Monaster Kwatachewi

Monaster Kwatachewi

To, co z kompleksu Magalaant pozostało, to resztki obmurowania, wewnątrz którego stoją dwie dzwonnice (jedna jest jednocześnie wejściem na teren kościoła, wybudowana w 1716 r.) oraz sama świątynia, będąca ozdobą kompleksu – nieźle zachowana z zewnątrz, z widocznymi kunsztownymi zdobieniami i ornamentami. Cerkiew, pochodząca z przełomu XII / XIII w. także wewnątrz posiada zdobienia – musiała być kiedyś bardzo atrakcyjna wizualnie, dziś pozostały resztki fresków na ścianach. Druga z dzwonnic, stojąca na terenie kompleksu, datowana jest na XVI / XVII wiek. Całość niestety zarosła wysoko zielskiem dookoła i nie wygląda na pielęgnowaną. Nikogo w kompleksie nie zastałem, mogąc swobodnie poruszać się po jego terenie.

Około 4 km dalej, nadal złej jakości drogą, dojechać można do stojącego na kompletnym odludziu (i na granicy zasięgu komórkowego, o czym będzie za chwilę) monasteru Kwatachewi – typowego gruzińskiego klasztoru, wybudowanego na planie kwadratu z centralnym placem pośrodku. Pochodzi on z przełomu XII / XIII w. i był kiedyś ośrodkiem piśmienniczym – przepisywano tu ręcznie manuskrypty. Małą, wolnostojącą dzwonnicę dobudowano już pod koniec XIX w. Monaster jest nadal czynny, zamieszkują go mnisi, z których jeden (akurat „pilnował” wejścia i tego, by zwiedzający przywdziewali odpowiedni strój, czyli w moim przypadku długie i przerażająco szerokie spodnie) okazał się niezwykle kontaktowy. I tu mała anegdotka.

Na pytanie skąd jestem i odpowiedź „z Polski”, usłyszałem, że mnich (przedstawił się, imienia niestety nie pamiętam) ma kolegę, który kiedyś był w Polsce, a obecnie jest w Paryżu. I jakby nigdy nic, mnich wyciągnął komórkę i… zadzwonił do kolegi w Paryżu, bym sobie… mógł z nim porozmawiać. Po co ? O czym ? Tego już nie powiedział :) Zdążyłem z Paryżem wymienić „hello” i padł zasięg komórki, więc tu dyskusja Polak w Gruzji – gruziński mnich w Kwatachewi – kolega mnicha w Paryżu się urwała, ale zamiast tego zostałem po monasterze oprowadzony przez gadułę, a na koniec nie mogłem odmówić wspólnej fotki. Co jeszcze w Kwatachewi rzuciło się w oczy – byłem tu jedynym turystą, ale ze mną monaster zwiedzały trzy autobusy gruzińskich dzieciaków – znów miałem okazję zobaczyć, że Gruzini dbają o to, by latorośle wyrastały w tradycji i kulturze przodków.

Monaster Kwatachewi

Monaster Kwatachewi

Monaster Kwatachewi

Monaster Kwatachewi

Monaster Kwatachewi, fotka z mnichem

Monaster Kwatachewi, fotka z mnichem

Kiepskawą drogą (możecie jej zdjęcia zobaczyć w galerii) wracam z Kwatachewi do asfaltowej szosy, by nią dojechać przez miasto Kaspi do autostrady, prowadzącej do Batumi. Ale Batumi nie ma na mojej mapie tegorocznego wypadu po Gruzji – kolejnym celem jest Borżomi (Borjomi), którego nazwa ściśle wiąże się z jednym z symbolów Gruzji – wodą Borjomi.

Borżomi to taka gruzińska Krynica, z tym że ma lata świetności za sobą – miejscowość uzdrowiskowa, której magnesem na urlopowiczów są źródła leczniczej, narodowej wody Gruzinów – Borjomi. Być w Gruzji i nie pić Borjomi to jak być w Krakowie i nie widzieć Sukiennic. Borżomi na dobre pojawia się na początku XIX w., kiedy to Rosja zaanektowała sobie Gruzję i okolice odkryli rosyjscy wojskowi notable. Wtedy to (1829 r.) odkryto tu źródła leczniczej wody, a w okolicy zaczęły powstawać rezydencje – wybudował się tu m.in. brat cara Aleksandra II (pałac Likani, dziś obiekt rządowy, niedostępny dla zwiedzających).

W połowie XIX w. otwarto park zdrojowy i pierwszą rozlewnię wody Borjomi. Właściwe źródła znajdują się ok.20 km od miasta, woda jest transportowana do rozlewni rurociągiem. W parku zdrojowym znajduje się także źródełko, z którego można bezpośrednio spróbować tej magicznej ponoć wody.

Woda Borjomi była i jest niezwykle popularna w Rosji. W czasach konfliktu rosyjsko – gruzińskiego na początku XXI w., władze rosyjskie uznały Borjomi za szkodliwą (!) i nałożyły embargo na jej sprowadzanie. Chichot historii polega na tym, że w 2013 r. rozlewnię Borjomi Gruzini, świeżo po konflikcie z Rosją, sprzedali… Rosjanom właśnie. I dziś w Gruzji, kraju z nadal spornymi z Rosją terenami, będącymi de facto poza jurysdykcją władz w Tbilisi, narodową wodę gruzińską sprzedają… Rosjanie. Życie bywa pokręcone.

Borżomi

Borżomi

Borżomi

Borżomi

Borżomi

Borżomi

Borżomi, źródło słynnej wody mineralnej

Borżomi, źródło słynnej wody mineralnej

Borżomi, źródło słynnej wody mineralnej

Borżomi, źródło słynnej wody mineralnej

Borżomi, widok na park zdrojowy z "plateau"

Borżomi, widok na park zdrojowy z „plateau”

Borżomi było bardzo popularnym uzdrowiskiem w czasach komunistycznych. Było celem wielu rosyjskich urlopowiczów i w tym okresie przypadły „czasy świetności” miasta. Pozostał po nich okazały, ale w stanie widocznej rozsypki park zdrojowy, o długości ok. 2 km. Dalej wiedzie leśna ścieżka (kolejne 2 km) prowadząca do niegdysiejszej atrakcji – otwartych basenów, w których można się było w wodzie Borjomi wykąpać. I zdaje się nadal można, choć z dotarcia do basenów zrezygnowałem.

U wejścia do parku znajduje się także stacja kolejki linowej, którą można wyjechać na „plateau”, wzgórze z którego rozpościera się piękny widok na park zdrojowy. Stoi tam też spory, ale chyba też pamiętający czasy ZSRR „diabelski młyn”, czynny. Na „plateau” można także dojechać samochodem, co sam osobiście sprawdziłem. Dla pozostających w okolicach Borżomi na dłużej jest tu jeszcze jedna atrakcja – ogromny park narodowy Borżomi-Charagauli, jeden z największych w Europie – zajmuje ponoć ponad 7% terytorium całej Gruzji.

Ja z Borżomi wyjeżdżam, kierując się na południe. Czas nie czeka, a ja chce dojechać jak najbliżej Wardzi, która ma być główną atrakcją kolejnego dnia. Krótki przystanek mam jeszcze w wiosce Atskuri, przy ruinach twierdzy z wczesnego średniowiecza, bardzo widocznej już z drogi, stojącej na wysokim wzgórzu nad niewielką mieściną. Atskuri prawdopodobnie wybudował już w V / VI w. król Wachtang Gorgasali (to ten, co wg legendy założył Tbilisi). Gruntowną rozbudowę przeszła w X w. i ten okres uznaje się dziś za czas jej powstania. W swojej historii przeszła wiele bitew, zniszczeń i odbudów, a dziś znajduje się w stanie ruiny, nie są tu prowadzone żadne prace rekonstrukcyjne.

Ruiny przy drodze Borżomi - Achalcyche

Ruiny przy drodze Borżomi – Achalcyche

Twierdza w Atskuri

Twierdza w Atskuri

Widoki przy drodze do Achalcyche

Widoki przy drodze do Achalcyche

Twierdza Rabati w Achalcyche

Twierdza Rabati w Achalcyche

Twierdza Rabati w Achalcyche

Twierdza Rabati w Achalcyche

Achalcyche, panorama widziana z twierdzy

Achalcyche, panorama widziana z twierdzy

Prawie do samego Achalcyche trasa wiedzie widokowym brzegiem rzeki Mtkwari (nad nią leżą i Tbilisi, i Mccheta, i Gori, i Borżomi), a w oczy rzuca się – poza widowiskowymi panoramami, duża liczba przerzuconych przez rzekę zjawiskowych wiszących mostków. Jadę wzdłuż Mtkwari z rosnącą ochotą przespacerowania się jednym z nich – w końcu będę miał okazję, ale następnego dnia, całkiem niedaleko Wardzi.

Ostatnim przystankiem siódmego dnia w Gruzji jest miasto Achalcyche, blisko 20-tysięczna miejscowość na południu Gruzji, z której już tylko 20 km pozostaje do granicy tureckiej. Największą atrakcją miasta jest twierdza Rabati, będąca swoistym tyglem kulturowym i historyczną „szklaną kulą”. Wybudowana w XIII w. jako siedziba miejscowych książąt, pozostawała nią przez blisko trzy stulecia. Potem wraz z miastem przeszła we władanie Imperium Osmańskiego, a następnie w skład Rosji. Stopniowo rozbudowywana, zajmuje dziś ponad 7 ha powierzchni, wewnątrz obwarowań zawierając i kościół prawosławny, i meczet z minaretem oraz medresą, i synagogę.

Wstęp do dolnej części twierdzy jest bezpłatny, można stąd podziwiać panoramę fortecy, jak i miasta Achalcyche. Znajduje się tutaj także hotel. Górna część twierdzy jest biletowana (wstęp 7 GEL, dla miejscowych 1 GEL) i to w niej znajdują się: muzeum, meczet oraz forteczne ogrody. Dla chcących jedynie podziwiać widoki wystarczy część dolna, choć muzeum jest ponoć warte pieniędzy za wstęp. Ponoć, bo ja sobie je odpuściłem. Ze względu na zapadający zmrok czasu pozostało jeszcze na zjazd do centrum miasta i posiłek w miejscowej restauracji – nie mogłem sobie odmówić po raz kolejny zjedzenia pysznych gruzińskich chinkali.

Miasto niespecjalnie nadawało się do znalezienia spokojnego miejsca na nocleg w samochodzie. Przyszło mi więc wyjechać poza Achalcyche, gdzie przy świetnej, krętej górskiej drodze, przy samym brzegu Mtkwari, rozbiłem się z moim samochodowym „biwakiem”. Totalne odludzie, zero hałasu, czysta cisza. Miejscówka na nocleg rewelacyjna.  Ale do Achalcyche jeszcze wrócę, kolejnego dnia – twierdza to nie jedyna atrakcja tego miasta. A potem już „rzut beretem” do Wardzi, jednej z największych gruzińskich atrakcji turystycznych.

Pełna galeria zdjęć z trasy Mccheta – Borżomi – Achalcyche znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

 

Inne wpisy z: Gruzja 2014

Tbilisi, budynek dawnego parlamentu nocą

Ostatni pełny dzień w Gruzji to znów dzień w Tbilisi. Gruzińska stolica gościła mnie po raz drugi w czasie czerwcowego wyjazdu, była więc okazja by dokończyć zwiedzanie atrakcji centrum. A potem już tylko pakowanie i odwrót na lotnisko w Kutaisi.

Wardzia, skalne miasto

Ósmy dzień pobytu w Gruzji stał pod znakiem Wardzi - średniowiecznego skalnego miasta i monasteru, jednej z turystycznych ikon Gruzji. Ale najpierw było dokończenie zwiedzania okolic miasta Achalcyche - monaster Sapara i twierdza Chertwisi. A na końcu - powrót do Mcchety.

Borżomi

Po objechaniu wschodniej i północno-wschodniej Gruzji czas przenieść się nieco w centralną część kraju. Kolejnym celem jest skalne miasto Wardzia, ale zanim o nim, cały dzień spędzimy zwiedzając atrakcje po drodze.

 

 

 

Dodaj komentarz